• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

jakie gafy najczęściej popełniają organizatorzy

  • 28.12.06, 15:42
    wesel?
    Mi osobiście bardzo się nie podoba, gdy bezpośrednio po Kościele młodzi jadą
    na zdjęcia, a goście czekają na sali na obiad do ich powrotu (czasami nawet
    2 godziny)
    Edytor zaawansowany
    • 28.12.06, 15:44
      Oj tak, kilka razy na takich "niegrzecznych" weselach byłam, niestety. Kiedyś
      pewna para pojechała wprost z kościoła za zdjęcia (na pół godzinki), a goście
      czekali 2 godziny w holu restauracji. Zimno, deszcz, każdy zmęczony, wreszcie
      kelnerzy przynieśli kilka krzeseł dla starszych osób.
      • 02.01.07, 20:15
        Och, dokładnie coś takiego było na weselu znajomych. Listopad, zimno jak w
        psiarni, tzw. dom weselny zamknięty (bo w środku obsługa ustawia przystawki na
        stołach) i 1,5 godziny stania na zimnie i czekania na państwa młodych. W końcu
        nie wytrzymaliśmy i przemarznięci na kość weszliśmy do środka i usiedliśmy, nie
        zważając na krzywe spojrzenia obsługi.
        • 03.01.07, 12:19
          W parafii w Dzierzgowie (mazowickie, d.ciechanowskie) pewnego razu proboszcz na
          początku ślubu strzelił taką mowę:
          "Zebraliśmy się tutaj, żeby cieszyć się razem z Młodymi, Anną i Krzysztofem.
          Msza Święta za dusze zmarłych Leokadii i Antoniego Szymanków."
          • 03.01.07, 12:45
            Ksiądz na początku mszy: zebraliśmy się tutaj z okazji zaślubin,moment
            podniosły i wyjątkowy, szkoda że państwo młodzi mają niestosowne ubrania (młoda
            miała ładną, koronkową suknię, z zakrytymi ramionami, długim rękawem, nikt nie
            wiedział o co księdzu chodzi).
          • 03.01.07, 16:16
            Byłem na ślubie, gdzie ksiądz dał kazanie o rozwodach wink Potem się
            dowiedziałem, że na skutek jakiegoś nieporozumienia uznał, że za mało było w
            kopercie.
            • 03.01.07, 17:35
              tez bylam na takim slubie! kazanie porazka, pan mlody kipial ze zlosci
              • 03.01.07, 19:00
                Heh, u nas w rodzinie zdarzył się ślub, na którym ksiądz przez bitą godzinę
                prawił, jak wielkim złem jest aborcja!
                • 05.01.07, 01:05
                  kalendarzowa_wiosna napisała:

                  > Heh, u nas w rodzinie zdarzył się ślub, na którym ksiądz przez bitą godzinę
                  > prawił, jak wielkim złem jest aborcja!

                  Na dwóch ślubach, na których byłam, księża mówili w kazaniu o wyrzucaniu dzieci
                  na śmietnik...
                  • 05.01.07, 12:34
                    ja kilka lat temu byłam na ślubie, gdzie podczas kazania ksiądz najwyraźniej
                    dał do zrozumienia pannie młodej, że jest niewyględna (nie była brzydka-
                    zwyczajna, przeciętna dziewczyna). Wypowiedział do młodego
                    słowa: ,,wielokrotnie w ielu sytuacjach spotkasz się z pięknymi kobietami.
                    Jednak pamiętaj, że to ta kobieta jest Co poślubiona"
                    • 06.01.07, 19:20
                      Ja kiedyś byłam na ślubie, gdzie ksiądz się pomylił i wyszedł by odprawiać mszę
                      żałobną. Słabe?
                      Na ślubie mojej kuzynki ksiądz wyprawił kazanie jak to żona musi czekać zawsze
                      na męża, być spolegliwa i "służyć mu niczym pies".
        • 04.01.07, 12:41
          też tak raz spacerowałam przez godzinę...
          wkurza to człowieka... wkurza
          --
          No i co? no i pstro,
          a myślałby kto, że coś.
      • 05.01.07, 14:33
        Ja uważam, że największą gafą jest taniec młodej pary przy piosence "windą do nieba". Ja wiem, że jest tam slowo "welon" ale... To nie jest optymistyczna piosenka!!

        --
        developerzy forum
        alternatywny katalog stron
        Last minute
        Na bajerze
    • 28.12.06, 17:01
      Młodzi z goścmi przyjeżdzają do lokalu po ceremonii w kosciele - a tu zamknięte
      wszystko na głucho i zespół ze wszystkim instrumentami stoi na zewnątrz... w
      pierwszej chwili panika i konsternacja, rodzice dzwonią do właściciela a ten....
      "przepraszam państwa najmocniej, ale zapomniałem, zaraz tam będę" - przyjęcie
      odbyło sie z kilkugodzinnym opóźnieniem, bo oczywiście nic nie bylo gotowe.
      • 28.12.06, 17:47
        o kurcze, chybabym udusiła!!!


        177 dni smile
        Przestrzeń sugeruje, by się przemieszczać,
        jednak jedynym celem podróży mędrców jest ich dom.
        • 05.01.07, 12:36
          na moim weselu własciclele lokalu robili wszystko żeby je skrócić. Mimo iż
          mieli podane godziny podania wszystkich trzech ciepłych dań oraz tortu, ciepłe
          dania były niemalże jedno po drugim, a tort który miał być przed północą
          wjechał o 22.00
      • 28.12.06, 21:48
        nie do wiary...
        --
        Moja suknia
        Moja córeczka
        • 29.12.06, 01:05
          Gdy młodzi jadą na zdjęcia i to tuż po mszy. Agnrek, chyba byłysmy na tym samym
          weselu uncertain Leje, wieje, góry, goście sino-koperkowi z zimna, a młodych jak nie
          było, tak nie ma. Chcieliśmy ich powitać przed restauracją, ale po ok. godzinie
          wszyscy się poddali.
          Inny przykład. Do mojego taty - muzyka - dzwoni pewnego razu zapłakana kobieta,
          matka panny młodej. Powód?? zespół nie pojawił się na weselu i teraz rodzina na
          gwałt szuka zastępstwa. Zespól kilkuosobowy i NIKT nie uprzedził młodych, że
          szarpidruty sie nie zjawią!
          • 03.01.07, 16:16
            Na dobra sprawe to Panstwo Mlodzi jako zapraszający powinni witac swoich gosci,
            a nie na odwrót. A niestety bardzo czesto jest, ze zaproszonym gosciom każe sie
            witac gospodarzy imprezy, czyli Mloda Parę...

            Odnosnie orkiestr na weselach - moim zdaniem warto miec odskocznie w postaci
            wlasnego sprzetu grającego, poza tym wile lokali go ma i wystarczy sie upewnic i
            tylko wlasną muzyke przygotować.
            • 04.01.07, 10:29
              zula na miłośc boską... Skoro wynajmiesz profesjonalistów to żadna odskocznia
              nie będzie potrzebna.
              No ale skoro niektórzy biorą chłopków z sąsiedztwa za 50 zł to trudno...
              poza tym nie wierzcie jej, że "wystarczy jakąś tam muzykę sobie przygotować" i
              będzie fajna zabawa. Nie będzie.
              Jeszcze raz apeluję do wszystkich - nie traktujcie oprawy muzycznej wesela
              gorzej niż wybór marki wódki. To się mści.
              • 04.01.07, 12:28
                Tosik, zgadzam sie, ze oprawa muzyczna jest baaardzo ważna, ale jak widać w
                wątkach wiele osób przejechało sie na różnych kapelach...
                Wiele osob idzie na łatwizne i bierze cokolwiek, bo wazniejsze wydaja im sie detale.
                A co do samodzielnego przygotowania: ja spedzilam nad tym dlugie godziny na
                kilka miesiecy przed slubem. Bardzo starannie dobralam rożnorodna muzykę,
                zarowno do tanczenia, jak i pod przyslowiowego kotleta. Oplacilo sie, przy
                wszystkich kawalkach tanczono i nikogo nie trzeba bylo na sile zza tołu wyciagac wink
                • 06.01.07, 10:00
                  zgadzam się z tosikiem04. profesjonalizm nie zawodzi. wiadomo jesteśmy tylko
                  ludzmi. niemniej wysoka świadomość tego co na mnie ciąży jako na dj-u
                  prowadzącym wesele, powoduje, że profesjonalnie podchodze do zagadnienia. tosik
                  ma racje. muzyka jest tak ważna jak inne szczegóły. wesele jak zegarek -
                  zabraknie jednego trybu i lipa!!!

                  po to np. mam prowadzącego by wychodził do ludzi, i wodził ich za serca. jeśli
                  dj gra i prowadzi.... to różnie się udaje. po to drogi sprzęt by nie zawiódł,
                  po to kable tara blabs za kupe kasy by nie latać do media marktu w trakcie
                  wesela. (tam nie ma profesjonalnych kabli). po to denon, akg, schowtek,IBM,
                  dell by nieinteresować się w trakcie imprezy czy coś trzeszczy. po to procesory
                  dźwięku by mikrofon niesprzęgał, by sybilanty niewykłuły nam bębenków, by
                  dżwięk był klarowny i przyjemny!!

                  a muzyka? powtarzam - do tego tzeba mieć sercesmile nie ma playlisty, nie ma
                  gotowców. to jest żywioł i trzeba umieć zawładnąć sercami ludzismile

                  jak to powiedział jeden z miliarderów: NIE DAJĄ RADY ŹLE PRZYGOTOWANI A NIE
                  NIEŚMIALI.
                • 06.01.07, 23:14
                  Mnie raz powiedziano, że będę starościną wesela i mam przygotowac kilka zabaw
                  (pal to licho,że dzień przed). Coś tam wymyśliłam. Na weselu okazało się, że nie
                  ma za bardzo kto obsługiwać sprzetu grającego, więc doszło jeszcze to. A tu ani
                  znajomości co na dysku, ani nie mam pamięci do tytułów i wykonawców. I jeszcze
                  co chwila ktoś przychodził: a macie to a macie tamto.
                  Znów na naszym weselu prowadzący (wynajęty i opłacony) w pewnym momencie puszcza
                  piosenkę Cudownych rodziców mam i prosi młodych z rodzicami do środka kółeczka,
                  wyszli moi a on dalej woła że to nie wszyscy i brakuje jednej mamy i taty.
                  Kurcze gdyby spytał którego kolwiek z gości lub nas gdy brał niezłą kasę i
                  ustalaliśmy detale. to wiedziałby, że rodziców mojego męża nie ma. A tak mojemu
                  małżonkowi zrobiło sie przykro.
              • 04.01.07, 13:45
                No jasne - można zapłacić górę kasy za zespół, ale (przepraszam za czarną wizję) to nie da nam gwarancji że np nie zdarzy się jakiś wypadek... Lepiej mieć faktycznie coś przygotowanego.
          • 07.01.07, 17:23
            Ha ha ha!!!!! Szarpidruty - swietne okreslenie!!!!!!!!! Ale sie usmialam.
            Pozdrow tate - szrpidruta he he.
      • 02.01.07, 12:16
        no jak - to młodzi nie byli w restauracji dzień przed slubem sprawdić czy
        wszystko gra - też mają nerwy!!!
        może tak nazwa tej restauracji - ku przestrodze
        --
        przyjemne oczekiwanie trwa...
      • 03.01.07, 10:14
        A zespół tak stał i stał dużo wcześniej niż goście i nic? Rozgarnięte chłopaki.
    • 29.12.06, 14:25
      Jedna znajoma para zaplanowała znienacka bardzo szybki i niespodziewany ślub
      (spieszyło im sięsmile. O ślubie i weselu dowiedziałam się od naszej tzw. paczki
      na dwa tygodnie przed ceremonią. Było straszne zamieszanie bo młodzi zupełnie
      pogubili się w zaproszeniach. Jednym znajomym dali zaproszenia na piśmie, innym
      powiedzieli osobiście ustnie, innym tylko telefonicznie a jeszcze innym, w tym
      mnie, nie powiedzieli nic. Dziwiło mnie to bardzo bo trzymamy się wszyscy
      bardzo blisko i nie było powodu, dla którego miałabym być nie zaproszona.
      Koleżanki mówiły mi, że widziały listę gości weselnych, na których było moje
      nazwisko i mojego partnera więc tym bardziej byłam zdezorientowana ale głupio
      mi było przecież zadzwonić do młodych i przypomnieć że zapomnieli o paru
      osobach.
      W dniu wieczoru panieńskiego, którego byłam organizatorką zadzwoniła do mnie
      młoda i przepraszała, że tak późno to mówi, że mnie oczywiście zaprasza na
      wesele i że wieczorem jak się spotkamy da mi zaproszenie. Jednak podczas
      panieńskiego żadnych zaproszeń nie dostałam mimo iż dużo rozmawiałam z młodą o
      mającym odbyć się przyjęciu. Jakoś głupio było mi znów pytać się o
      potwierdzenie tego zaproszenia na piśmie.
      Został tylko tydzień do wesela a ja nie wiedziałam czy jestem w końcu
      zaproszona czy nie ale podejrzewałam, że chyba tak i szykowałam się na
      przyjęcie. W końcu ustne zaproszenie dostałam telefonicznie. Inni, którzy
      zostali potraktowani w podobny sposób narzekali i mówili, że chyba się na
      wesele nie wybiorą skoro zostali tak zignorowani ale czekali jeszcze cierpliwie
      i liczyli na to, że w ostatnim tygodniu młodzi sie zreflektują. Wśród znajomych
      było straszne zamieszanie bo nie wiadomo było w końcu kto idzie na wesele a kto
      nie i kto składa się na wspólny prezent a kto nie.

      Żenada. Wszyscy tłumaczyliśmy sobie, że ten ślub, organizacja wesela i
      nieplanowana ciąża przerosła młodych.

      W końcu na wesele przyjechała tylko część z naszej paczki. Niektórzy, obrażeni
      nie przyszli nawet do kościoła na ślub.

      • 29.12.06, 14:27
        acha zapomniałam dodać że na weselu wszystkie miejsca dla gości były z
        wizytówkami i oczywiście mnóstwo miejsc było wolnych bo na wizytówkach były
        nazwiska tych nie zaproszonych.
        • 03.01.07, 13:56
          Fajni z Was znajomi, a z Ciebie faktycznie królewna.
          • 04.01.07, 00:59
            W pelni sie z toba zgadzam- dziwaczni znajomi ,królewna tez.
            Nie wyobrazam sobie ,zeby w mojej paczce mogło to tak wyglądać.

            --
            odległośc dla miłości jest tym czym wiatr dla ognia-gasi mały a roznieca wielki
            • 04.01.07, 07:36
              jeśli nie ma zaproszenia to się nie idzie
              proste

              choć swoją drogą delegujesz osobę czy parę z inicjatywą pomocy przyszłym
              małżonkom np w wysyłaniu zaproszeń
              • 05.01.07, 12:41
                sama byłam w takiej sytuacji. Dostałam ustne zaproszenie tylko na ślub cywilny,
                bo po ślubie mojej znajomej miało odbyc się przyjęcie w domu tylko dla jej
                rodziny. Po ceremonii, kiedy chciałam iśc do domu zdziwiona koleżanka zapytała
                mnie dlaczego nie idę do nich na przyjęcie. Dla mojej koleżanki było to
                oczywiste, że jak zaprasza kogoś na ślub to jest to równoznaczne z zaproszeniem
                na przyjęcie, dla mnie nie.
      • 02.01.07, 15:02
        Panstwo mlodzi moze rzeczywiscie troche chaotycznie. Nie rozumiem tylko,
        dlaczego nikt sie wprost nie zapytal o zaproszenia. W koncu jestescie paczka!
        Najwieksze nieporozumienia i gafy powstaja wtedy, gdy nikt nie otwiera geby.

        --
        <Wege entstehen dadurch, dass man sie geht (F. Kafka)>
      • 02.01.07, 20:11
        A co powiesz na zaproszenie pary (no fakt, nieformalnej, ale od lat będącej
        razem, co nie było dla nikogo tajemnicą, a już na pewno dla państwa młodych,
        wielokrotnie bywających we wspólnym mieszkaniu tejże pary) w wariancie: jedno
        slub + wesele, drugie tylko ślub?
        • 04.01.07, 01:06
          To absolutna gafa.Być może nie wie lewica co robi prawica-,może zwykla pomyłka?
          Gdyby trafiło na mie poprosilabym po prostu o wjaśnienie- gdyby nastąpiły
          przprosiny nie ma sprawy- gafy sie zdarzają,tym bardziej jeśli ludzie OK a
          znajomosc dluga.
          Jesli nie - koniec ze znajomością.
          --
          odległośc dla miłości jest tym czym wiatr dla ognia-gasi mały a roznieca wielki
          • 04.01.07, 12:58
            No więc nikt nie wie, czy była to pomyłka, czy działanie celowe. Zaproszenia
            zostały przekazane przez osoby trzecie, każdemu osobno. Jedna z hipotez jest
            taka, że celowo nie zapraszali jej na wesele, bo kiedyś, jak była jeszcze z
            innym facetem, to nie lubili tego faceta i nie zapraszali ich obojga. No ale od
            lat jest z kim innym, którego lubią aż tak bardzo, że na wesele go zaprosili i
            to solo...

            Tak głupio zaproszeni pokłócili się z tego powodu - ona uważała, że jak ktoś
            coś takiego robi (wszystko jedno, czy przez pomyłkę, czy z rozmysłem), to
            należy go olać i nie iść, ewentualnie iść razem tylko na ślub. On obstawiał, że
            pomyłka, i że wyjaśniać głupio, więc on w takim razie pójdzie sam na to wesele.

            Oczywiście zgadzam się z nią - należało olać państwa młodych i nie iść w ogóle.
            Nigdzie. Pójście na czyjeś wesele to powinna być frajda i przyjemność, a nie
            źródło problemów i przyczyna kłótni.
      • 02.01.07, 22:37
        a znajomym korona z głowy spadłaby, gdyby poprosili o potwierdzenie?
        no daj spokój, albo jesteście paczką, albo odstawiacie "fochy"

        --
        cotti.digart.pl
        • 03.01.07, 15:19
          Wiesz, to delikatna sprawa - nikt nie chce być posądzony o to, że się wprasza,
          czy coś. Fakt bycia paczką nie ma żadnego znaczenia - też znam jedną paczkę, w
          której kolejne pobierające się pary zapraszały elementy tejże paczki kompletnie
          bez ładu i składu i żadnego oczywistego dla mnie klucza - niektórych na ślub,
          niektórych na ślub z weselem, niektórych wcale.

          Zaproszenie, takie, żeby gość poczuł się, że naprawdę chcą go gdzieś widzieć,
          że będzie mile widziany, to obowiązek zapraszających. Jeśli ktoś nie potrafi
          tego zrobić jak trzeba, to pardon, niech się wali na ryj z takim zapraszaniem.
          Jak mnie raz "zaproszono" na wesele w ten sposób, że rzucono mi zaproszenie u
          rodziców, u których od lat nie mieszkam i rzadko bywam - oczywiście nie poszłam.
          • 03.01.07, 16:16
            Mój chorobliwie zazdrosny narzeczony zabronił mi zapraszać na nasze wesele
            mojej dobrej koleżanki, bo jej brat był moim poprzednim chłopakiem. Niestety,
            posłuchałam męża, koleżankę zaprosiłam tylko na ślub. Z tego co wiem, było jej
            przykro, mnie zresztą też. Koleżankę straciłam, małżeństwo tez nie przetrwało..
          • 03.01.07, 16:25
            > Zaproszenie, takie, żeby gość poczuł się, że naprawdę chcą go gdzieś widzieć,
            > że będzie mile widziany, to obowiązek zapraszających. Jeśli ktoś nie potrafi
            > tego zrobić jak trzeba, to pardon, niech się wali na ryj z takim zapraszaniem.

            No cóż. Jeśli przyjaciół z paczki traktuje się w ten sposób... Dla mnie jest
            jasne, że skoro widzieli, że młodzi sobie nie radzą, powinni im pomóc z tymi
            zaproszeniami, a nie robić jakieś manewry fochowe.
            • 03.01.07, 22:30
              > No cóż. Jeśli przyjaciół z paczki traktuje się w ten sposób... Dla mnie jest
              > jasne, że skoro widzieli, że młodzi sobie nie radzą, powinni im pomóc z tymi
              > zaproszeniami, a nie robić jakieś manewry fochowe.

              "Nie radzą sobie z zaproszeniami"?! Na litość, to nie jest rocket science, do
              opanowania tego wystarczy długopis i kartka papieru. Jak sobie nie radzili,
              mogli poprosić kogokolwiek o pomoc. Bez względu na stopień zażyłości do łba by
              mi nie strzeliło, żeby się u kogokolwiek upominać i dopraszać, czy na pewno mnie
              uwzględnia w ślubno-weselnych planach i czy aby o mnie nie zapomniał. Osobiście
              uważam, że tego robić nie wypada.
            • 04.01.07, 01:11
              Zgadzam sie- co innego impertynencja a co innego kiedy sytuacja przerosła.Chce
              wierzyc ,ze moi znajomi i przyjaciele nie nakrecali by sprawy tylko pomogli.A
              jasno postawione pytanie to nie napraszanie się.
              --
              odległośc dla miłości jest tym czym wiatr dla ognia-gasi mały a roznieca wielki
      • 04.01.07, 16:37
        No a czego innego się spodziewałaś po ludziach którzy planują ślub i zawarcie
        związku małżeńskiego z powodu uprawiania dzikiego, nieodpowiedzialnego seksu
        przedmałżeńskiego ? To o nich jakoś świadczy i to jest dopiero ŻENUA ...
    • 29.12.06, 17:03
      ja bylam na weselu na , ktorym pomylili wesela...anna i rafał to byli mlodzi a
      na szyldzie pisalo witamy anno i pawle;p
    • 02.01.07, 10:33
      Może to drobiazg, ale... u mojej siostry na weselu dostarczono nie ten tort-
      kierowca czy ktoś inny (nie doszliśmy kto) pomylił tort siostry z innym.
      Wymarzony tort siostry w kolorze blue z niebieskimi różyczkami i niebieskim
      przystrojeniem powędrował do innych młodychsmile Pozostał zwykły w różach, nie z
      tym kremem...
      A że siostra panikara, nie obyło się bez łez.
      • 02.01.07, 12:40
        Na Gimbli czytałam kiedyś, że ktoś dostał nieswój niebieski tort - może to był
        właśnie ten Twojej siostry! wink
        --
        9 czerwca 2007
        Łódzkie Forum Ślubne
        • 02.01.07, 13:14
          mój brat amówił 3 poziomowy tort
          na sale dotarl na 3 osonych tacach, które należało skręcić, ale albo
          patera była bbylejaka, albo czesci żle dopasowane, bo tort zamiasn stac na 3
          poziomach...chybotał sie, choć tace trzymały 2 dziewczyny....uwazam, ze
          obciachem było robienie wieży, można było poprostu ustawić obok siebie te 3
          patery.....
    • 02.01.07, 11:18
      na sale wtoczono wielki tort weselny na którym były imiona z czekolady Monika i
      Rafał a pan młody miał na imię Kuba
    • 02.01.07, 12:25
      ojoj, aż strach czytać
      u mojego brata rodzice rozmawiali o ślubie ze znajomymi, u których córki kilka
      lat wcześniej byliśmy całą rodziną. Po kilku tygodniach znajomi dzwonią i
      pytają czy młodzi mają mikorfalówkę, bo oni by chętnie kupili. Moja mama na to,
      że nie mają, no ale tak drogi prezent... Znajoma, że w końcu jest ich aż
      szóstka (myślała o dwójce dzieci i ich partnerach). Było to jeszcze przed
      wysłaniem zaproszeń i moja mama zdębiała, bo decyzja była, ze znajomi będą bez
      dzieci. Koszmarny kompromis polegał na tym, że w końcu zaproszono ich tylko z
      synem, ale bez jego dziewczyny. Córki - tej zamężnej - u której na ślubie mój
      brat byż zresztą świadkiem - nie zaproszono. Na dodatek syn znajomych bawił się
      koszmarnie - nie dość, że bez dziweczyny to jeszcze rodzice zdecydowali, że nie
      nocują tylko wracają i nie mógł sobie biedak nawet wypić.
      Na szczęście znajomi są fajni i obyło się bez obraz.
      a u nas nie będzie żadnej wpadki (marzenia hehe)
      --
      przyjemne oczekiwanie trwa...
    • 02.01.07, 12:46
      właśnie przez "wpadki" prawdopodobnie zrezygnujemy z wesele. W świeta od swojej
      teściowej (jesteśmy po cywilnym) usłyszałam na wieść, że siosra męża nie będzie
      druhną, że ani ona, ani siotra się nie zjawią na ślubie jeżeli owa siostra nie
      zostanie druhną i w ogóle ma już uraz do mnie.... . Oczywiście wszystko było na
      mnie, że to tylko ja wymyśliłam... . Dodatkowo dowiedziałam się, że tak w ogóle
      powinniśmy zapewnić 2 doby noclegu, bo w przeciwnym razie ich rodzina nie
      przyjedzie... .
      Innymi słowy już mam dość i zastanawiam się z mężem nad ślubem i ucieczką tongue_out.
      • 03.01.07, 09:43
        ja bym zrezygnowała z tego wesela..mniej użerania się z teściową, nie wydawanie
        kasy której często się nie ma..w ogóle nie wiem skąd ten pomysł, że siostra
        Pana Młodego ma być druhną...
        --
        ja to ona
    • 02.01.07, 17:40
      Podczas organizacji wesela syna znajomych rodzicow zdecydowano sie na jeden
      lokal. Pozniewaz kierownikiem tej restauracji byl znajomy rodzicow panny mlodej
      nie spisano zadnej umowy tylko u mowiono sie "na gebe". Jakie bylo zdziwienie
      rodzicow i mlodych gdy kilka dni przed weselem gdy tam się zjawili juz od dawna
      trwaly przygotowania na inne wesele
      • 02.01.07, 18:01
        Znacie może jakieś wyjątkowo durne zabawy oczepinowe? Np. całowanie w kolano
        panny młodej, lub chlanie wódy na czas?
        • 02.01.07, 18:29
          Obejrzyje sobie "wesele" - lecialo parę dni temu, a w kinach 2 lata temu -
          niezłe! A zabawy jakie! Np kto nejszybciej napompuje balonik. Na krzesle lezy
          jakas popmka(nie zdązylam sie przyjrzec), a na końcu rurki balonik. Pani siedzą
          na krzeslach, na tych pompkach i szybko ...pompują. Wyobrazcie sobie jak to
          wygląda...
          Potem są pary na parkiecie, a między nimi po baloniku. No osoby w parze muszą
          się zderzac rytmicznie zeby balonik pękł...
          itp...
          • 03.01.07, 16:31
            No właśnie w filmie jest jakaś wersja soft! Ja widziałem NA ŻYWO na weselu tę
            samą zabawę, tylko tam na krzesłach siedzieli faceci i to na ich kolanach
            leżały te pompki. To był dopiero hardkor smile

            Z reguły na oczepiny staram się gdzieś ewakuować.

            Och. I jeszcze ten durny obyczaj, że ludzie stawiają sobie za punkt honoru,
            żebyś się z nimi napił. No o co tu chodzi smile ?
      • 02.01.07, 18:42
        U mnie były dwa "wku..". Jeden - przychodząc na salę przed weselem na stole głównym po mojej stronie były 4 krzesła, po stronie Kochanego 3. Miało być na odwrót, bo u mnie nie było mojego ojca na weselu, Kochany ma kopletną familię. Obsługa sali początkowo mówiła, że nie da się już tego ładnie przestawić, ale w końcu przestawili. Perswazja kobiety ubranej w suknię slubną jest wielkabig_grin
        Drugi wkurw - czekamy na tort, który miał być podany jako deser wcześniej, koło 22giej. No więc o tej porze nagle gasną światła, odzywają się werble. My w szoku, bo wyraźnie zaznaczyliśmy, że nie chcemy żadnych fajerwerków na cieście. A tu wjeżdża na salę ciacho z płonącymi niemalże pochodniami, na dodatek udekorowane dużo inaczej niż sobie życzyliśmy. Na szczęście tort był smaczny, więc wybaczam cukierni. Wspaniałomyślność Panny Młodej też jest dużasmile
        --
        Plan - coś co później wygląda absolutnie inaczej
        a kiedy ślub?
    • 02.01.07, 18:32
      ....na przykład na moim własnym weselu !!
      Teściu się strasznie wkur... i chciał wzywać policję na tego DJ-a, ale po
      prostu ja jako Pan Młody kazałem DJ-owi zamknąć mordę i tylko puszczać muzę,
      bez odzywania się do mikrofonu...
      Poza tym mój wujek dał temu DJ-owi 50zł, żeby puścił mu coś z Italo-Disco, a
      gościu wziął kasę i zaczął puszczać ... Disco-Polo wink)
      Przy rozliczaniu się z tym DJ-em dzień po weselu dałem mu 200zł i żeby spadał (
      gość chciał 400zł za poprowadzenie wesela ) - trochę się burzył i doszło do
      pyskówy między mną a DJ-em, ale wziął te 200 i było po sprawie.
      Co prawda potem teściu się wkurzył na mnie że WOGÓLE dałem kasę "temu
      pijakowi", bo "powinien był NIC NIE DOSTAĆ" wink)
      Ogólnie - było "wesoło" ...
      • 03.01.07, 10:27
        Tak to jest jak sie bierze grajka amatora w cenie 400 zl za prowadzenie
        wesela... Bez sprawdzenia umiejętności.. Boże, ludzie za parę złotych
        oszczędności są gotowi zaryzykować tak ważną sprawę jak obsługa muzyczna
        wesela!
        • 03.01.07, 10:57
          To nie tylko z oszczędności. Np. u mnie DJ-em miał być dobry znajomy teściowej.
          Potem okazało sie, że dj ma w rodzinie ślub, w którym ma wystąpić w charakterze
          gościa, więc z naszego zrezygnował. Polecił nam swojego znajomego. Znajomy miał
          ok. 20 lat, wielgachne okulary, włoski z przedziałkiem, mówił cicho i niesmiało
          i był to chyba jego debiut. Na dodatek wysiadły jakies kable i nie można było
          puszczac muzyki. W tej sytuacji kilku panów (pan młody, świadek i jeszcze kilku
          kolegów - potężna reprezentacja!) pojechali do Media Markt kupic kabelek.
          Wrócili po godzinie (w tym czasie osamotnione panie same ze sobą i w ciszy piły
          wódkę). W końcu zgodziliśmy się, że dj jest do bani i jedna z kelnerek podała
          nam numer do zaprzyjaźnionych dj-ów, którzy często współpracowali z ta knajpą.
          Przyjechali dośc szybko, jak sie później okazało prosto z wypoczynku nad
          jeziorem. W sumie to wesele sie udało, w każdym razie ja bawiłam sie świetnie.
          • 03.01.07, 12:23
            Nie z oszczędnośći? A dlaczego miał być ktoś z rodziny? Zamiast sprawdzonej,
            uznanej firmy? Jak widzisz wystarczyło zapytac w lokalu a po godzinie miałeś
            zawodowców. Krótki apel - nie traktujcie muzyki na weselu po macoszemu, jest
            nie mniej ważna od wystroju i jedzenia.
            • 04.01.07, 09:44
              zgadzam się z tosikiem04!!! oprawa muzyczna jest b.ważna. tj.światło. oba idą w
              parze. to co dociera do naszych zmysłów stanowi o estetyce zdarzenia. a nos?
              cóż warto dodać zapach do pary. robi miłe wrażeniesmilelub zakupic wytwornice
              zapachu!

              no a znajomi czy rodzina... gdzie nie ma konkretnego zobowiązania np.:
              finansowego, to podchodzi się do pracy "na odwal się". na prawde lepiej zrobić
              wywiad i zlecić pracę firmie.
              a debiutant w wielkich okularachsmile cuż. rada- cena okablowania = 20% ceny
              sprzętu
            • 09.01.07, 16:29
              Zawsze myślałam, że gdy powierza się coś komus z rodziny albo jej znajomych, to
              dlatego "że wypada dać zarobić", dlatego że babcia/teściowa/etc. powiedziała
              "oczywiście weźmiecie Marka" i nie ma się jak wykręcić etc.
        • 03.01.07, 20:35
          tosik04 napisała:

          > Tak to jest jak sie bierze grajka amatora w cenie 400 zl za prowadzenie
          > wesela... Bez sprawdzenia umiejętności.. Boże, ludzie za parę złotych
          > oszczędności są gotowi zaryzykować tak ważną sprawę jak obsługa muzyczna
          > wesela!

          A ile miałem dać gościowi, którego robotą miało być wkładanie płyt do wieży ??
          1000zł ? Wolne żarty !!
          • 03.01.07, 21:54
            jak to do wkladania płyt do wiezy??? u nas był dj, który nie tylko puszczal
            muzykę, ale zabawiał gości, zachecal do zabawy, sam też spiewał! miał kosztowac
            nas 900 zł, dostal 1000 bo bylismy bardzo, bardzo zadowoleni, podobnie jak
            wszyscy goście, bez względu na wiek.... ale to był dobry DJ a nie jakiś tam
            facecik od wkładanie płyt do wiezy....
            • 06.01.07, 17:13
              DJ na weselu mojej siostry miał zapowiedziane: puszczać muzykę - nie odzywać się. Muzykę wybierali Młodzi, nie ulegając namowom DJeja na umps, umps. Kilka koszmarków udało mu się przemycić ale ogólnie było ok.
            • 09.01.07, 19:58
              trusia29, co to byl za dj??? mozesz podac namiary na gazetowego?? wielkie dzieki

              pozdrawiam

              --
              kobieta nie umiejąca haftować nie może w pełni
              spełnić się życiowo...
          • 04.01.07, 10:01
            dj to ktoś kto buduje atmosferę na jakiejkolwiek imprezie. wiem bo gram. to
            jest bardzo trudne. umiejętność zbudowania napięcia wynika po części z weny po
            części z doświadczenia. i trzeba mieć jeszcze to coś. ktoś kto sobie "puszcza"
            powinien dać sobie spokój. my np. z przyjacielem stanowimy duet rozumiejący się
            bez słów. bartek jest wodzirejem, prowadzi zabawy i jest wśród ludzi.

            powiem krótko- po weselu jestem wypompowany psychicznie! wiecia ile to się
            odsypia...

            super impreza, super prowadzenie, wysokie zaangażowanie, dobre samopoczucie
            gości. za to się płaci. za pracę, która nie kończy się na weselu. to się
            przygotowuje w tygodniu.

            chyba ze jest się amatorem z doskoku. nazywajmy rzeczy po imieniu.
          • 04.01.07, 10:22
            No widzisz viking, sam sobie jesteś winien. A jak nie widzisz to jeszcze gorzej.
            • 04.01.07, 16:57
              hmmmmmm.....teraz to mnie to "wali", bo wesele było 4 lata temu wink)
    • 02.01.07, 20:11
      Kobieta "od wystroju" zrobiła mi ogromniasty bukiet. Do tego był tak ciężki, że
      ledwie go mogłam utrzymać. A miało być tak, że dla mnie (drobnej) miał być
      filigranowy bukiecik i niewiele mniejszy dla (dużej) świadkowej. W końcu
      świadkowa poszła bez bukietu, a ja wzięłam jej wiązankę.
      Najlepszy był komentarz mojej mamy: "NASTĘPNYM RAZEM będzie ładniejszy...". Ale
      się teść wkurzył wink.
      • 02.01.07, 21:06
        moje wesele - 6 lat temu
        zamówiony piętrowy tort...piękny z zewnątrz i nagle teściowa narzeka, że on
        jakiś dziwny w smaku (my z przejęcia tylko dziobaliśmy)
        inni goście też jakies takie miny mają .... i się okazało, że w cukierni był
        remont i tort stał w pomieszczeniu świezo pomalowanym farbą olejną... i
        przeszedł tym zapachem wink
        mi to było obojętne i sie nie przejęłam
        a na dodatek w ferworze zmęczenia, każdemu z mamą robiłyśmy paczke na odchodne
        ze słodkościami pakując ten tort wink
        mamy co wspominać
        Monika
        • 03.01.07, 00:29
          jim100 napisała:

          > .... i się okazało, że w cukierni był
          > remont i tort stał w pomieszczeniu świezo pomalowanym farbą olejną... i
          > przeszedł tym zapachem wink
          > mi to było obojętne i sie nie przejęłam
          > a na dodatek w ferworze zmęczenia, każdemu z mamą robiłyśmy paczke na odchodne
          > ze słodkościami pakując ten tort wink
          > mamy co wspominać

          Goście też popamiętali wasze wesele...
      • 05.01.07, 21:52
        > Najlepszy był komentarz mojej mamy: "NASTĘPNYM RAZEM będzie ładniejszy...". Ale
        >


        hehe uśmiałam się do łez smile))

        --
        mój suwaczek
    • 02.01.07, 21:24
      Mnie zniesmaczył na jednym weselu tekst Panny Młodej, która wynosząc prezenty
      (otrzymane tak po oczepinach około 24), odwróciła się do swojej świadkowej i z
      pełną powagą w głosie oznajmiła cyt. "No teraz to mogę już iść spać".
      A druga gafa młodych notabene na tym samym weselu to taka że jak tylko
      kamerzysta przestał kręcić to zmyli się z parkietu, z sali i w nosie mieli gości.
    • 02.01.07, 21:24
      Jestem mężatka już 8 lat, ale nie zapomnę nigdy jak:
      - ówczesny prawie mąż przyjaciólki przy składaniu życzeń, na głos, przy
      wszystkich, serio, poważnie itp. stwierdził, że się paskudnie rozmazałam
      - inna przyjaciólka miała spiewać psalm na mszy - ma piękny głos i z reguły zero
      tremy - tak rozłozyła pieśń, że było żal słuchać i obecni na mszy patrzyli się
      na buty
      - podczas samego weseliska (restauracja w pawilonie handlowym w środku
      blokowiska, ale elegancko było) po ścianie niedaleko nas zaczął maszerować sobie
      .... karaluch. Moja mama najpierw zzieleniała, a potem przytomnie sciągnęła
      pantofelek i delikwenta łup z całej siły. Wszyscy nie-pijani goście wszystko
      widzieli. Ale zwała...
      - brat chciał się przejechać pożyczonym samochodem z firmy ślubnym (wówczas
      toyota carina to był wóz...) i ... cofając walnął w słupek
      - w tymże samochodzie mężowi przyciął wuj palec (szybą elektryczną). Małżonek
      całą imprezę przesiedział (tańćzył też) z palcem jak balon.
      Ale i tak bawiliśmy się prawie do 7 rano...
      • 02.01.07, 21:39
        1. Chlanie na umór;
        2. Durne zabawy na oczepiny;
        3. Przepocone ciotki i niedomyci wuje;
        4. Głupie życzenia;
        5. Beznadziejny zespół;
        6. Niesmaczne, kiczowate żarcie;
        7. Zespół Disco-Polo;
        8. Szpanowanie sprowadzonym z Niemiec autem;
        9. Rodzina pana młodego kupuje alkohol, rodzina pani młodej... (...)

        Oto przepis na udane wesele.
        GOoooorzko, Gooooorzko!
      • 07.01.07, 14:22
        > po ścianie niedaleko nas zaczął maszerować sobie .... karaluch. Moja mama
        > najpierw zzieleniała, a potem przytomnie sciągnęła pantofelek i delikwenta
        > łup z całej siły.

        I bardzo dobrze, dzielna mama. Nie dostała spazmów, nie odstawiła "mglejącej
        hrabini", tylko załatwiła sprawę szybko a skutecznie.
        --
        Osoby mrowie a mrowie
    • 02.01.07, 21:46
      ha,ha,ha.Ale się uśmiałam z tych gaf weselnych. To ja też coś wam opowiem.Moi
      znajomi postanowili wziąć ślub ( dla obojga był to drugi ślub). Ustalili,że
      wesele odbędzie się w pięknym pensjonacie. Ustalili listę gości i zaczęli
      przygotowania. Każdego zapraszali ustnie. Potem na usilną prośbę matki panny
      młodej rozesłali listy z zaproszeniami. Ja też byłam zaproszona ale tylko
      ustnie. Czekałam do końca na list ale jakoś nie doszedł. Co lepsze, panna młoda
      do końca przepytywała mnie z efektów szukania przeze mnie kreacji. Nie mówiąc
      już o pytaniach o dodatki i fryzurę. Niestety nie dostałam pisemnego zaproszenia
      więc w ogóle nie poszłam na uroczystość. Tydzień po uroczystości zostałam
      zawezwana do "Młodych" i zostałam solidnie ochrzaniona za nieobecność. No cóż,
      ja nie czuję się winna, nie zostałam zaproszona pisemnie. Efekt jest taki że
      nastały chłody w naszej znajomości.
      • 02.01.07, 22:19
        No cóż, każdy ma swoje podejscie. Jak ja zapraszalem na swoj slub to najpierw
        zapraszalem ustnie i mowilem, ze zaproszenia pisemne sa wyslane. Poza tym
        zaznaczalem, ze nawet jakby nie doszly zaproszenia to goscie sa zaproszeni.
      • 02.01.07, 22:27
        A ja tu czegoś nie rozumiem: przecież zaprosili ustnie smile Jakby to byli moi
        dobrzy znajomi to wzięłabym za telefon i z prostym pytaniem czy tamto ustne
        zaproszenie nadal jest aktualne bo "papierowego" nie dostałam.
        Wiadomo jak działa poczta.. bo co by było gdyby przyszlo na nastepny po weselu
        dzień?
        Potem są tylko głupie niewyjasnione sytuacje i niesmak na całe życie. A po co?
      • 02.01.07, 23:19
        tzn z glupimi zabawami, szalonymi oczepinami, wlasnie to sie pamieta-a nie
        snobistyczne powaznie przyjecie - takie jest moje zdanie. Moja kuzynka
        zorganizowala wlasnie takie wesele-bez zabaw (oczepiny to wiocha) ale inne
        glupawe zabawy goscie sami wymyslilismilea ona teraz zaluje tych oczepin..
        • 03.01.07, 05:01
          bylem na weselu gdzie jako pierwszy kawalek dj puscil roxette "It must have
          been love" niby ok ale potem jest "but it's over now" mialem z moja kobieta
          beke do 12.
          • 03.01.07, 08:56
            haha dobre... może DJ miał problemy z językiem angielskim??
            T o tak jak z windą do nieba, przed którą olera24 wszystkich przestrzega...smile))
            • 03.01.07, 18:29
              U mnie orkiestra zaproponowała jako pierwszy taniec właśnie windą do nieba,
              stanowczo odmówiłam i zażyczyłam sobie walc z "Nocy i dni". Niestety, nie znali,
              a że nie podobały mi się inne propozycje to zagrali coś, co nazwali "Nad Modrym
              Dunajem". Oczywiście to tylko nazwa, bo z melodii przypominało rosyjskie pieśni
              ludowe.
              • 09.01.07, 10:08
                Ja też zażyczyłam sobie walc z nocy i dni, ale to co zagrali nie do końca to
                przypominałosad a potem miała być anna jantar, o przetańczeniu całej nocy,ale
                blado to wypadło, bo zabrakło wokalistki w zespole
          • 03.01.07, 10:03
            oglądałem kiedyś film ze ślubu i wesela znajomych. na początku w ramach wstępu
            były zdjęcia, przygotowania do ślubu a w tle leciał właśnie kawałek roxette "it
            must have been love" smile pięknie
            • 03.01.07, 10:16
              piosenka ładna, to fakt, ale słowa mówią same za siebiesmile no i dziwnie na
              własnym weselu słyszeć "but is over now".
              Ale dla dziadków, babci i nieznających jezyków obcych jak najbardziejsmile Nuci
              sie melodię a słów ni w ząb się nie rozumie!
      • 03.01.07, 15:32
        kiedyś czekamy na znajomych i patrzymy kiedy to wrezcie z tych zdjęc wrócą. nie
        ma ich godzine, póltorej. masakra wszyscy wkurv na czołach i plotą gadki
        nieprzystojne. nagle wjeżdza suka policyjna na sygnale i normalnie z piskiem
        opon zajeżdza i wysiadajaz niej usmiechnięci młodzi i świadkowie.
        zdzwiko kompletne bo mialo byc zupełnie inaczej.
        no to tak:
        moi znajomi wynajeli z Otrębus samochód (Muzeum Motoryzacji) jakis fajny wózek
        z lat 30. szprychy w kołach, chrom i trąbka. zajebisty kawał historii
        motoryzacji. i mieli pojechać na zdjecia do ogrodu botanicznego a potem trasą
        koło Łazienkowskiej pojechać do domu weselnego. Na lazienkowskiej akurat był
        mecz. Legii. i przy Ogrodzie Botanicznym juz po zdjeciach zjezdali na trasę
        Łazienkowską. ten zabytek zaczał sie palić. tzn zatrzymał sie. wyskoczyłz niego
        kierowca i krzyknal zeby uciekac bo zaraz wybuchnie i uciekł w diabły.
        wygramolili się i tragedia. na szczescie policja która obstawiała mecz Legii
        stała obok i po negocjacjach z Panem Mlodym udało się dojść do poruzmienia w
        temacie podwózka za flaszkę.

        tak to było ciekawe nawet
      • 05.01.07, 11:47
        a nie pomyślałaś inessta, że mógł zaginąc na poczcie...
        a młodzi mają tyle spraw na głowie, zę nie pamietaj o takich duperelach?
        • 05.01.07, 11:54
          Zaproszenie gości to duperela?
          To co w takim razie duperelą nie jest - dobieranie koloru musznika do butów
          panny młodej, a może kolor serwetek na stołach? uncertain
          --
          9 czerwca 2007
          Łódzkie Forum Ślubne
    • 02.01.07, 22:36
      Na naszym weselu (8 lat temu) kelnerki poukładały sztućce na odwrót tzn. widelce
      po prawej a noże i łyżki po lewej. Trzeba tylko przyznac, że były konsekwentne
      przy wszystkich 98 nakryciach.
    • 02.01.07, 22:38
      Wiekszasc okrutnie zabawna smile Ludzie, wesele jak znzwa wskazuje jest po to zeby
      dobrze sie bawic, a nie premiera kasowego dramatu teatralnego, gdzie wszystko
      musi byc idealnie i na pokaz.
      Z wpadek opisze swoja wlasna: robilam kolezance bukiet slubny. W straszliwym
      rozgardiaszu zniknal mi gdzies przecinak do drutu i kilka roz wsadzilam w gabke
      nie drutujac. No i szczesliwa panna mloda machnela bukietem zamaszyscie, a roze
      poszybowaly wysoko nad tlumem. Skonczylo sie smiechem (i do dzisiaj sie
      smiejemy). Bukiet zostal oczywiscie szybko naprawiony...(Ale na przyszlosc drut
      przytne dzien wczesniej smile
      • 03.01.07, 01:51
        ja jednej forumce wink
        zrobiłam to samo - przymierzyłam rózyczkę i zapomiałam zadrutować...
        przed śłubem - na plenerze wypadło, o czym nie omieszkał szybko poinformować
        mnie mąż - ich ślubny fotograf,
        niby nic, ale ja się "rozkleiłam"....
      • 03.01.07, 07:47
        >a nie premiera kasowego dramatu teatralnego, gdzie wszystko
        > musi byc idealnie i na pokaz.
        Yyyyy?
    • 02.01.07, 22:45
      To ja może gafę księdza opowiem.
      Rodzice koleżanki są rozwiedzeni, każdy ma już swoją drugą połówkę i delikatnie
      mówiąc nie pałają do siebie sympatią smile. W kościele każdy stał w innym miejscu
      ze swoją nową żoną/mężem ( naturalnie jak najdalej od siebie ). Ksiądz jednak
      chciał wszystkich bardzo pojednać i na kazaniu poprosił rodziców panny młodej
      żeby staneli razem w pierwszej ławce, żeby byli bliżej dzieci i żeby on mógł
      ich lepiej widzieć ... nie muszę mówić że musiał długo namawiać ale ani jedno
      ani drugie się nie ruszyło wink... ogólnie głupio wyszło i była to dla
      wszystkich mega krępująca sytuacja ( wina jest po obu stronach bo będąc
      zorientowanym w sytuacji i widząc że nic z tego mógł sobie odpuścić , a rodzice
      cóż też mogli odłożyć na moment swoje żale...ale tak się nie stało i głupio
      wyszło). Na dodatek zaczął kazanie od tego jak wiele jest rozwodów w
      dzisiejszych czasach i jak to z krzywdą dla dzieci itp... generalnie dał plamę
      • 03.01.07, 21:32
        Dlatego - pisze to po raz setny - ksiedza nalezy znac przed slubem i dokladnie
        omowic sytuacje...
        --
        Krystyna_z_Gazowni/Wsiowa_Baba
        Forum AnnyJustyny i Babysmile))
        • 03.01.07, 21:41
          Moj brat 2 lata temu brał ślub,rodzina jego przyszłej żony zarzyczyła sobie
          ślub w ich parafii, bo tam był ponoć najcudownniejszy, nnajwspanialszy
          ksiądz smile. Może i on był cudowny, ale nie na tym ślubie - kazanie było
          o...holokauście uncertain. Całą "nasza część rodziny" była w szoku. Do tego na sali
          weselnek (nie było niestety bilecików - wina państwa młodych) moja siostra
          próbyjąc zająć kilka miejsc "obok siebie" usłyszała od jednej
          panienki "spier... bo ci..." big_grin.
          Skończyło się, także mieliśmy osobny stolik.
          A poza tym zabawa była super smile))
          --
          www.basienka.bobasy.pl

          Mówią, że rude jest wredne...się nie zgadzam! big_grin
          • 03.01.07, 23:13
            Na slubie znajomych kisądz w kazaniu powiedział coś w sylu, młodzi są pięknie,
            odświętnie ubrani, że się tak starali, Izya przecież sukienki już nigdy nie
            założy, a Markowi może jeszcze się przyda...
            --
            Moje słoneczko
            Bartoszek
    • 03.01.07, 03:48
      Najczesciej nieznosze przemow w ciagu wesela, na dwoch ostatnich przemowy trwaly
      w sumie 3 godziny i ludzie byli po prostu wsciekli, bo kogo to obchodzi, ze
      panna mloda miala pryszcze do 20 lat a pan mlody ciagle sie spoznia?
      • 03.01.07, 10:45
        Ciekaw jestem co dla Was jest najważniejsze na weselu skoro nie obchodzi Was
        młoda parasmile
        • 03.01.07, 15:42
          Pewne aspekty życia młodej pary to chyba nikogo nie obchodzą.

          A przemówienia przeważnie są popisem skrajnej żenady. Przypomnijcie sobie
          film "Cztery wesela i pogrzeb" - nawet tam, w kraju, gdzie takie przemówienia
          wygłasza się od dziesięcioleci, wszyscy wielokrotnie takich musieli
          wysłuchiwać, i tradycja krasomówcza jest o wiele bardziej żywa niż u nas,
          zaliczali wtopę za wtopą ("pierwsza dziewczyna, którą Bernard poprosił o rękę,
          powiedziała mu, żeby odwalił, na szczęście dla Lydii" czy jakoś tak).
          • 04.01.07, 10:25
            Może i nie obchodzą. Ale w ten jedyny wieczór w życiu można poświęcić im nieco
            uwagi. W końcu dla młodych tam przyszliśmy a nie zaprezentować się w nowej
            kreacji rodzinie. To ONI są najważniejsi wóczas i choćby gadali z 5 godzin
            trzeba wytrzymać. Albo wyjść na amen.
            • 05.01.07, 09:51
              Nie chodzi o długość gadania, ale o plecenie trzy po trzy i wygadywanie jakichś
              kompletnych nonsensów, przy których nie wiadomo, kto jest bardziej zażenowany -
              państwo młodzi, którym się wyciąga np. jakieś intymne szczegóły z dzieciństwa,
              o których sami woleliby zapomnieć, czy nieszczęsni goście, którzy nie wiedzą,
              gdzie oczy podziać.
    • 03.01.07, 06:49
      Pewnego razu zostalismy zaproszeni (cała rodziną) na weselicho do jednego ze
      znanych warszawskich hoteli na M (który uchodzi za elegancki), zaproszenia były
      imienne i miejsca były oznaczone wizytówkami, rzecz w tym, ze mój brat był z
      narzeczoną i gospodarze nie znali jeszcze jej imienia i nazwiska czyli
      wizytówka przy jej miejscu na stole była pusta, ale oczywiście wskazali miejsce
      i wszystko było w porządku do czasu kiedy kelner zaczął proponować napoje,
      nalewał wszystkim po czym oświadczył, że bratowj nie naleje bo jej nie powinno
      tu być. Brat wyjasnił sprawe z gospodarzami, oczywiście został przeproszony,
      zrozumiał i wszystko było OK ale przy serwowaniu przystawek bratowa znowu
      usłyszała, ze nie dostanie jedzenia bo nie powinno jej tu być...
      Ja do tej pory podziwiam brata, że nie opuścił tego wesela, jednak miał rację,
      ostatecznie zaproszenie dostał dwuosobowe, a że obsługa nawaliła to już inna
      sprawa. A z ową rodzina jesteśmy cały czas w wielkiej zgodzie.
      • 03.01.07, 07:17
        można uniknąć takiej sytuacji umieszczając zamiast pustej wizytówki jeszcze
        jedną wiztówkę z imieniem i nazwiskiem brata.
        mimo wszystko obsługa dała plamę.
        --
        panna turkus
        suwak
        ta!
    • 03.01.07, 07:43
      Nie gafa, ale smieszna sytuacja, ktorej bylem swiadkiem.
      Otoz bylem na weselu, na ktorym ksiadz pomylil imiona swiadka (przyjmijmy Jan)
      i mlodego (Piotr) (mieli to samo nazwisko) i przez pol kazania mowil jak sie
      cieszy ze Jan i Anna biora slub, az ktos mu zwrocil uwage.
      Zeby bylo smieszniej okazalo sie ze w dokumentach slubnych tak wlasnie jest
      wpisane i z urzedowego punktu widzenia to swiadek wzial slub smile
      • 03.01.07, 08:44
        czyli jednym słowem ślubu nie ma i nie było
      • 03.01.07, 19:55
        I czy dane (poza imieniem) są Jana czy Piotra?

        Jestem bardzo ciekawa. smile
        • 04.01.07, 11:50
          maheda napisała:

          > I czy dane (poza imieniem) są Jana czy Piotra?
          >
          > Jestem bardzo ciekawa. smile

          Sprawa wygladala nastepujaco. Z nieznanych mi przyczyn dane osob do slubu byly
          najpierw spisane na zwyklej kartce, a pozniej przepisane do protokolu (protokol
          byl chyba podpisany in blanco). Nie wiem czy wszystkiedane byly pomylone czy
          tylko imie, w kazdym razie sprawe trzeba bylo odkrecac, na szczescie dalo sie
          to zrobic bez problemu.
    • 03.01.07, 08:35
      Rankiem przed moim własnym ślubem zajechałam na salę sprawdzić jak sie spisała
      dekoratorka, wszystko było OK dopóki nie spojrzałam na "naszą" ścianę wisiały
      na niej przepiekne serca z bluszczu (ustalone) a na sercach... gołąbki, które
      wyglądały jak przestraszone gawrony z wybielacza wink szybka interwencja i
      gawrony znikneły
      Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy owe gawrony zobaczyłam po raz drugi na
      weselu... na torcie weselnym. Chyba bardzo chciały być obecne...
    • 03.01.07, 09:24
      rano zawieziono wódkę do restauracji, po kościele wszyscy goście już siedzą,
      już po obiedzie i jak wnieśli tą wódkę to się okazało,że ciepła, bo nikt z
      obsługi nie włączył lodówki do prądu
      inne wesele- w prezencie od rodziców miał byc o północy dla młodych pokaz
      sztucznych ogni,niestety obsługa nie dogadała się dokładnie między sobą i jeden
      kelner,nie wiedząc z kim gadać na sali podsszedł do panny młodej i jej zapytał
      w jakiej kolejności ma się odbyć : ognie i potem tort czy na odwrót.
      --
      <lorek> przed chwila sie obudzilem
      <lorek> nasza biba to jest nic przy imprezie moich starych
      <lorek> moj stary zostal cesarzem imprezy i chodzi w jakies skorze niedzwiedzia
      od 2h po domu
    • 03.01.07, 09:30
      Bedąc mężem mojej mamy odwalił na parkiecie na oczach wszystkich taniec
      erotyczny połączony z płomiennymi pocałunkami z o 10 lat od niego starszą
      matroną - dodam, że w obecności jej męża. Jako, że jest z niego kawał chłopa i
      słynie z niepohamowanej agresji ani mąż owej pani ani matka mojego ojca ani też
      żadna z jego sióstr nie pofatygowała się na tę żenującą sytuację zareagować.
      Skończyło się na tym, że to ja jako jego syn i pan młody musiałem przerwac
      orgię na parkiecie. Podszedłem z rękami gotowymi do obrony gdyby chciał mnie
      uderzyć i zabrałem go z parkietu. On tłumaczył się, że "musi tutaj dodac trochę
      pieprzu". Wesele mielismy jak z bajki, ale do dziś nie mogę mu tego zapomnieć.
    • 03.01.07, 09:32
      Na weselu mojej szwagierki goście i młodzi czekali prawie dwie godziny na
      podanie obiadu bo... zaginął świadek. Tzn. pojechał odwieźć scholę i zabłądził.
      Decyzja młodych: nikt nie dostanie jeść dopóki świadek nie powróci. No wiec
      czekaliśmy...
      --
      Moja Kingusia
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,621,52220410,52220410,0,2.html?v=2
      • 03.01.07, 09:38
        trochę dziwna decyzja, świadek by zrozumiał, a tak pewnie musiał całe wesele
        borykać się z wrogimi spojrzeniami gości smile) zwłaszcza na początkusmile

        gblu, sliczny szkrabek malutkismile)))
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.