Dodaj do ulubionych

historia sentymentalna

25.05.07, 02:42
Choć zaglądam tu często-może nawet zbyt często- czyżby uzależnieniesmile, to nie
piszę zbyt dużo, ale pewnie to dlatego, że cały dzień spędzam przed
komputerem, próbując być twórczą.
zdiś jednak stało się coś, co z jednej strony wprawiło mnie w smutek i
pogorszyło (znów) moja jakość życia, a z drugiej strony, sprawiło, ze
zachciałam opowiedzieć wam moją historię- choć może wydać się ona komuś
sentymentalna własnie.

4 tygodnie temu, w środku przygotowań przedślubnych potrącił mnie samochód
(żeby było absurdalnie wręcz jechałam na rowerze na kurs prawa jazdy).
Kierowca zbiegł z miejsca wypadku, nawet nie zatrzymał się, by zobaczyć czy
jestem cała, a ja od tej pory mam i policję i poradnię ortopedyczną na głowie
(choć to drugie to raczej na szyji). wbito mnie bowiem w kołnierz
ortopedyczny, co jest zmorą podczas tych upałów...W poniedziałek mogłam sobie
go ściągnąć- minął ponoć okres rekonwalescencji, i udać się do ortopedy. No i
grzecznie się udałam, i jako bonus dostałam zalecienie noszenie tego kołnierza
przez jeszcze dwa tygodnie, co niemiłosiernie utrudnia mi życie, ale całe
szczęście niweluje trochę ból.
Na całe szczęście tylko tak to się skonczyło, bo mogło być gorzej.
A dlaczego historia jest snetymentalna...bo w ten dzien spieszyłam się bardzo
wychodząc z domu, i pierwszy raz od momentu zaręczyn z miom N., nie miałam na
palcu pierścionak zaręczynowego (który został w łazience). I choć wiem, że to
być może głupie, bo przecież to tylko pierścionek (a ja nie wierzę w znaki)
traktuję go od tej pory jak swoisty amulet. Bo wteddobitnie tak jak nigdy
zrozumiałam, ze to wszystko nie jest ważne-ślub, wesele...ważne, jest to, że
wiem, że jest ktoś dla kogo z całej siły chcę żyć, kto płakał przrz telefon
jak miałam wypadek, bo nie mógł być ze mną wtedy (okrutne firmowe delegacje).
I od tej pory już nie spieszę się z niczym, nie martwię specjalnie, czy ta
nasza uroczystość będzie taka, jaką wymarzyliśmy sobie, bo najważniejsze jest
to, że będzie nasza, tak po prostu.
A w poniedziałek jedę zamówić suknię- w kołnierzu. I jestem szczęśliwa, i to
jest najważniejsze.
Edytor zaawansowany
  • ocha80 25.05.07, 06:58
    Ja już jakiś czas temu stwierdziłam to samo, co Ty - najważniejsze, że mamy
    siebie nazwzajem. Myślałam, że jestem jakaś inna od wszystkich podekscytowanych
    forumowiczek, a tu w końcu jakaś bratnia duszyczkasmile
    jaghooda, życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia - ja skręciłam nogę 3 tygodnie
    temu - nadal kuleję.
    Miejmy nadzieję, że do wesela się zagoi smile
    Powodzenia w przygotowaniach!

    mój suwaczek
  • kar0la80 25.05.07, 10:08
    Aż mi sie łezka w oku zakręciłasmile trzymam kciuki i powodzeniasmilesmilesmile
  • czarodziejkakubusia 25.05.07, 10:35
    Życzę ci szybkiego powrotu do pełnego zdrowia.I wiesz,ja nie mam pierścionka
    zaręczynowego.Był piękny,lecz nie wiedząc,że w torbie jest dziura,włożyłam go
    do torby.On naprawdę nie jest potrzebny,abyśmy były szczęśliwesmile
    --
    mój suwaczek
  • grisly 25.05.07, 12:09
    Co za drań z tego kierowcy uncertain mam nadzieję, że nie może spać po nocach, co za
    znieczulica..
    Najważniejsze, że Tobie nic poważniejszego się nie stało. Życzę powrotu do
    zdrowia i przetrwania tych upałów w kołnierzu smile
    grisly
  • mala831 25.05.07, 14:11
    Współczuję kołnierza... ja niedawno rozstałam się ze swoim (po 6 tygodniach
    noszenia). Suknię ślubną tez wybierałam w kołnierzu smile. Twoja historia wcale
    nie wydała mi się sentymentalna. Ja również zrozumiałam dużo rzeczy przez ten
    czas leczenia. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia
  • tezromantyczka 25.05.07, 14:13
    Ja też zawsze noszę pierścionek, kilka razy zdarzyło mi się wrócić po niego z
    przystanku autobusowego. smile
    --
    Nasz ślub

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka