Rozwiedzeni rodzice a zwyczaje ślubno-weselne Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witamsmile

    Na forum trafiłam przypadkiem, przeczytanie kilku postów zmusiło mnie do
    myślenia o własnym ślubie. W każdym razie chciałam spytać Was, co sądzicie o
    zwyczajach weselnych w momencie, gdy rodzice jednego z przyszłych małżonków są
    rozwiedzeni?

    Pomijając rozsadzenie gości przy stołach (bo o tym było już kiedyś tutaj na
    forum, z resztą, to jest akurat mały problem - po prostu duży stół i każde z
    rodziców na jednym z jego końcówsmile). Ale na przykład błogosławieństwo. Ja
    osobiście jestem średnio związana z ojcem, w zasadzie był taki okres, w którym
    w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy (obraził się, hurtem na mnie i na Mamę).
    Teraz jest już lepiej, jednak wiem, że na moim weselu będzie co najwyżej
    gościem, a nie jednym z organizatorów. W czasie błogosławieństwa należałoby
    rodziców upchnąć w jednym pomieszczeniu, co może być w moim wypadku
    problematyczne. Może więc w ogóle lepiej z tego zrezygnować?

    Problem drugi. Sam ślub, wejście do kościoła. Wchodzicie z przyszłym mężem,
    czy może z kimś innym (ojcem)? Jak zostałoby odebrane, gdyby do ołtarza
    zaprowadził mnie na przykład mój świadek (brat)?

    Myślę, że w moim przypadku odpadają też takie atrakcje jak taniec z rodzicami.
    Czułabym się totalnie niezręcznie...

    Moje pytanie brzmi: jak takie 'modyfikacje' zostałyby odebrane przez gości?
    Jest to w ogóle praktykowane? A może miałyście jakieś własne doświadczenia w
    tym temacie?

    Pozdrawiamsmile)

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
    • Jesli chcesz blogoslawienstwo - moze niech blogoslawi Cie mama i rodzice Twojego
      narzeczonego? Ojcu (jesli nie utrzymujecie za czestych kontaktow) powiedz ze
      spotkacie sie w kosciele-skoro jest gosciem. Mnie do slubu prowadzi moj
      narzeczony jak to zwykle bywalo wiec moze nie kombinujcie tylko wejdzcie razem
      jak wiekszosc a rodzicow i reszte rodziny zostawcie w spokoju w lawkach wink
      Goscie wiedza chyba jaka jest sytuacja Twoich rodzicow wiec taktownie nie beda w
      ogole wspominac jesli cokolwiek ich zaskoczy.
      --
      *** Biżuteria - srebro,kamienie półszlachetne, szkło***
      * * * * * * * * * * * * * * *
      Do weselicha...
      • Zgadzam się całkowicie z przedmówczynią.Mnie dopiero czeka wątpliwa przyjemność
        rozstrzygania podobnych dylematów.
        • A ja autorce troche zazdroszcze - chcialabym miec taka sytucje
          nawet, bo wtedy nie bylby to dla mnie problem. Niestety moj tato nie
          zyje sad Gdyby zyl, na pewno oboje z mama byliby na tych samych
          prawach na moim weselu, a znajac ich nie rzucaliby w siebie ciastem
          tylko zachowywali sie normalnie - poza tym ja mam slaby kontakt z
          mama wiec odwracajac sytuacje... Blogoslawienstwa niech udzieli ci
          tylko mama, a ojcien do kosiola dopiero (jak juz jedna "forumka"
          napisala smile - ja osobiscie chcialabym aby oboje z rodzicow byli
          obecni. Poza tym do oltarza z narzeczonym (to nie nasz zwyczaj ze z
          ojcem czy swiadkiem - -nie kopiuj z zagranicy), taniec z rodzicami,
          dlaczego nie? Chyba nikt nie kaze ci tanczyc z nimi naraz, a nie
          wierze, ze nie chcialabys zatanczyc ze swoim ojcem. Poza tym jesli
          chodzi o tzw. podziekowania dla rodzicow, to o ile nie wyrzadzili ci
          strasznej krzywdy w zyciu to chyba masz im za co dziekowacsmile Chocby
          za to ze jestes.
          Wierz mi, wiele bym oddala aby oboje byli na moim weselu, tak wiec
          ciesz sie ze masz ich jeszcze, nawet jezeli osobno. Rozwody nie sa
          latwe, ale zycie toczy sie dalej - to sa twoi rodzice. W
          ostatecznosci nie rob wesela hihihi smile
          Pozdrawiam i powodzenia zycze smile
          --
          mój suwaczek
          • Maiwlys, współczuję sytuacji...
            Tylko wierz mi, nie zawsze tak jest, że jest za co dziękować. Nie wszyscy
            rodzice kochają bezgranicznie, nie wszyscy rodzice kochają nawet... O ojcu nie
            ma sensu opowiadać, w każdym razie nie chodzi tylko o rozwód rodziców. Sprawa
            jest bardziej złożona, jak już pewnie pisałam, nie odzywał się kiedyś do mnie
            przez dwa lata ponad, bo sobie coś tam ubzdurał. I to nie było tak, że nie
            dzwonił albo coś... mieszkaliśmy wtedy w jednym domu. Jedne z niewielu słów,
            jakie wtedy od niego usłyszałam, brzmiały 'głupia małpa' i to mniej więcej
            oddawało jego stosunek do mnie. Reasumując - wpędził mnie w depresję, a to, co
            mnie z niej wyciągnęło to - paradoksalnie - kłopoty z byłym chłopakiem, który
            straszył mnie samobójstwem (bo nie chciałam z nim być).

            Tak wyglądało moje liceum.

            Tak więc nie, nie mam ochoty na taniec z ojcem, w każdym razie nie chciałabym,
            żeby wyniknęła taka sytuacja, w której musiałabym z nim zatańczyć. Oczywiście,
            jeśli podejdzie, ładnie poprosi, to owszem, ale nie przy całej sali gości na to
            czekających...

            Do czego zmierzam... nie napisałam tego posta, bo mam odczucie, że rodzice mogą
            się pokłócić czy coś... To mimo wszystko są kulturalni ludzie i raczej nie
            zrobiliby tego na moim weselu... Po prostu... zaprosić na wesele to jedno, a
            obściskiwać się na każdym kroku i udawać wielką miłość i wdzięczność to drugie.
            Ja wiem, wesele - wszyscy powinni być szczęśliwi i za coś tam wdzięczni, ale to
            nie jest takie proste.

            W każdym razie, dzięki za sugestiesmile

            --
            w-wielkim-miescie.blogspot.com/
            • Nie wszyscy
              > rodzice kochają bezgranicznie, nie wszyscy rodzice kochają
              nawet... O ojcu nie
              > ma sensu opowiadać, w każdym razie nie chodzi tylko o rozwód
              rodziców. Sprawa
              > jest bardziej złożona, jak już pewnie pisałam, nie odzywał się
              kiedyś do mnie
              > przez dwa lata ponad, bo sobie coś tam ubzdurał. I to nie było
              tak, że nie
              > dzwonił albo coś... mieszkaliśmy wtedy w jednym domu. Jedne z
              niewielu słów,
              > jakie wtedy od niego usłyszałam, brzmiały 'głupia małpa' i to
              mniej więcej
              > oddawało jego stosunek do mnie. Reasumując - wpędził mnie w
              depresję, a to, co
              > mnie z niej wyciągnęło to - paradoksalnie - kłopoty z byłym
              chłopakiem, który
              > straszył mnie samobójstwem (bo nie chciałam z nim być).
              >
              > Tak wyglądało moje liceum.
              >
              > Tak więc nie, nie mam ochoty na taniec z ojcem, w każdym razie nie
              chciałabym,
              > żeby wyniknęła taka sytuacja, w której musiałabym z nim zatańczyć.
              Oczywiście,
              > jeśli podejdzie, ładnie poprosi, to owszem, ale nie przy całej
              sali gości na to
              > czekających...


              W takim razie rozumiem, nie chcialam namawiac na zwierzenia, tylko
              nie znajac wszystkich faktow ciezko jest cokolwiek poradzic.
              W takim razie zrob tak jak ci podpowiada serducho, intuicja i te
              sprawy. Mi daleko do, nazwijmy to negatywnego oceniania takich
              sytuacji big_grin Ktos wczesniej napisal, ze rodzina wie jak wyglada
              sytuacja wiec na sile nie beda cie zmuszac
              do "nadskakiwania" "tanczenia" itd. z ojcem, wiec kazda twoja
              decyzja bedzie dobra smile Trzymaj sie cieplutko smile
              --
              mój suwaczek
              • > W takim razie rozumiem, nie chcialam namawiac na zwierzenia, tylko
                > nie znajac wszystkich faktow ciezko jest cokolwiek poradzic.

                Rozumiem, dlatego chciałam się wytłumaczyć... że to nie jest jakaś moja
                fanaberia czy cośwink

                > W takim razie zrob tak jak ci podpowiada serducho, intuicja i te
                > sprawy.

                Tak zrobię, boję się tylko o reakcję babć i tego typu osób... smile)

                --
                w-wielkim-miescie.blogspot.com/
                • To wyobraź sobie najgorszą możliwą reakcję tych babć. I zastanów się czy
                  bardziej chcesz uniknąć takiej sytuacji, czy możesz to znieść ale postąpić
                  zgodnie ze sobą.

                  Ale myślę, że znając Twoją sytuację nawet ogólnie nikt rozsądny nie będzie czuł
                  się "urażony" tym, że nie będziesz wylewna dla ojca.
    • ech no niestety rodzice się rozstają a potem dzieci cierpią ;/
      ja nawet nie wiem czy ojca powiadamiać... z jednej strony wypadałoby powiadomić
      ale powiadomić = zaprosić a zapraszać go nie chcę bo nie utrzymujemy zadnych
      kontaktów. ciągle się zastanawiam... na razie jeszcze mam czas bo dopiero
      wyznaczamy date ale... jak zaczęłam wstępnie myslec kogo zaprosić to przy
      tatusiu mam dylemat. głupio zeby nie wiedział totalnie o niczym... ale zapraszac
      go nie mam zamiaru.

      co do prowadzenia do olatarza mysle że tradycyjne wejście do Kościoła rozwiązuje
      problem. czyli wejdźcie z narzeczonym bez odprowadzania...
      blogosławieństwo to sprawa indywidualna... jeśli np wychodzisz z domu od mamy to
      z ojcem widzisz się w Kościele
      najgorsze chyba są podziękowania i łzawa pieśń "cudownych rodziców mam"... tu
      chyba z zespołem pogadaj bo nie wyobrażam sobie np tanca mojej mamy z ojcem i
      udawania szczęśliwej rodziny.
      • Ojca na blogoslawienstwo w ogole nie zapraszaj..nie zasluzyl sobie.
        Calkowicie Cie rozumiem.. do kosciola, tak jak mowia dziewczyny,
        tradycyjnie z narzeczonym ( mnie ma kto prowadzic do oltarza a i tak
        wole z narzeczonym, to nasza tradycja..).
        Z podziekowan poprostu zrezygnuj..mozecie z narzeczonym podziekowac
        przy blogoslawienstwie, nie musicie na sali przy gosciach. Ja tez
        raczej z tego zrezygnuje,chcemy podziekowac w domu.. Wiec nie masz
        jeszcze tak trudnej sytuacji, uszy do gory!
        Pozdrawiam,
        • Dzięki, pocieszyłyście mniewink
          Ja generalnie byłam na może 2 weselach w życiu (rodzina dosyć mała, a wszystkie
          koleżanki są raczej typu 'wyjdę-za-mąż-po-studiach-albo-jak-znajdę-lepszą-pracę'
          smile), tak więc obraz mam nieco spaczonysmile Na obu ślubach panna młoda wchodziła do
          kościoła z ojcem, a później było już coraz gorzej - witanie chlebem i solą,
          'cudownych rodziców...', tańce...smile) To mnie trochę przerażałosmile

          --
          w-wielkim-miescie.blogspot.com/
          • Ja stanowczo zaprotestowalam przeciwko "Cudownym rodzicom". Lazenie
            w koleczku za raczki do piosenki przypomina mi przedszkole. To nie
            jest obowiazkowe. Jak juz cos musi byc to niech bedzie We are the
            champions (ze takich mamy wink ).
            --
            *** Biżuteria - srebro, kamienie półszlachetne, szkło***
            * * * * * * * * * * * * * * *
            Do weselicha...
            • morrighan80 napisała:

              > Ja stanowczo zaprotestowalam przeciwko "Cudownym rodzicom".
              Lazenie
              > w koleczku za raczki do piosenki przypomina mi przedszkole. To nie
              > jest obowiazkowe. Jak juz cos musi byc to niech bedzie We are the
              > champions (ze takich mamy wink ).

              A tak na marginesie to ja rowniez nie chce podziekowan na sali
              i "Cudownych rodzicow mam", wiec jest nas wiecej smile Musze tylko
              mojego N przekonac, ale to madry czlowiek i na pewno zrozumie smile
              Pozdrawiam


              --
              mój suwaczek
              • Moi rodzice też są rozwiedzeni, ale my z błogosławieństwa w ogóle
                dziękujemy,więc ten problem odpada.Z obojgiem mam b.dobry kontakt,ojciec sie
                pytal,czy może mnie wprowadzac do kościoła,musze to jeszcze przemyślec,jeśli to
                jego marzenie - a jestem jedynaczką - to czemu nie?Z podziękowań i piosenki
                "Cudownych..."też rezygnujemy - lepiej pójść w szóstkę (my i rodzice obydwu
                stron) do knajpy (bo stosunki m-dzy rodzicami są cywilizowane) po weselu na
                jakis dobry obiad,omówic "jak było" i wtedy podziękować za wszystko itd - nie
                chcemy tego robić przy ludziach - ale to raczej ze względu na nasz brak chęci
                tego elementu wesela niż na fakt rozwodu. Myślę,że taka opcja to też jakies
                rozwiązanie dla dzieci rozwiedzionych.
    • no na każdym weselu na jakim byłam było "cudownych rodziców mam". fajnie to
      wygląda jeśli obie rodziny sa w komplecie. ale jeżeli coś w rodzinie nie gra to
      cały ten obrazek nie jest zbyt miły.
      widziałam takie jedno wesele, na którym rodzice byli po rozwodzie... oboje
      rozwiedzeni rodzice tańczyli ze sobą udając szczęśliwych rodziców nie powiem
      jakie miny mieli...
      to trochę pocieszylyście mnie że rezygnujecie z cudownych rodziców bo i ja
      myślę żeby ominąc ten punkt...
    • Bądź asertywna.
      Jak sama piszesz nie masz za bardzo za co dziękować ojcu. Twoje
      podziękowanie byłoby w tej sytuacji po prostu wyjątkowo
      karykaturalne. Zastanów się w ogóle nad zaproszeniem go na twoją
      uroczystość. Uprzedzam, że cokolwiek nie zrobisz i tak wezmą cię na
      języki zrób więc to co tobie najbardziej odpowiada a na rodzinę (i
      to co o tym myśli machnij ręką).
      Znam podobny przypadek: matka dziewczyny tak zalazła młodej za
      skórę, że w ogóle się do niej nie odzywa, rodzina, pomimo, że znała
      sytuację uważa zachowanie dziewczyny za wysoce niewłaściwe. Rzecz
      jasna, mówią to bardziej dosadnie...

      Wprawdzie możesz usłyszeć, że ojciec..., że winna jesteś mu
      szacunek... sama wiesz, że na szacunek i wdzięczność trzeba sobie
      zapracować.

      --
      Pełnia szczescia?
      Dla mnie to rudy kot i kubek kawy...
      • lubie.garfielda napisała:

        > Wprawdzie możesz usłyszeć, że ojciec..., że winna jesteś mu
        > szacunek... sama wiesz, że na szacunek i wdzięczność trzeba sobie
        > zapracować.
        >

        No właśnie.
        Nie posunę się pewnie do niezapraszania go, w sumie to zaczął zachowywać się
        poprawnie. W każdym razie, największy problem jest zawsze z babcią, która od
        kilku ładnych lat stosuje takie podchody, że szkoda gadać. Kiedyś nawet
        stwierdziła, że nie rozumie mojego zachowania, przecież 'on mnie nie bił'.
        I jak tu wytłumaczyć? smile
        --
        w-wielkim-miescie.blogspot.com/
        • Ja co prawda rozwiedzionych rodziców nie mam, ale za to mam babcie.
          I dzięki tej babci miałam wesele.Dodam,że nie było to naszym
          marzeniemsad Ja nie mażyłam od dziecko o białej sukni i weloniesmile
          Chcieliśmy cichy ślub, kawke i ciacho i już, ale....siła wyższa.Mam
          bardzo dużą rodzinę, pochodze z małej miejscowości i jak
          powiedzialam ,że nie chce wesela to się zaczęło-że co ludzie
          powiedzą, co rodzina powie, że matkę wpędzę do grobu(po moim weselu
          miała przeszczep serca, więc babcia miała podstawę doobrą). I tak
          nam codziennie życie umilała,że w końcu daliśmy za wygraną.
          I byłe te płacze i obściskiwania,i "cudownych rodziców...", i tak
          bylo wiele odstępstw od tradycji i kosztowało nas to wiele nerwów.
          Ja bardzo kocham moją babcię, ale wolę,żeby się nie wtrącała w takie
          sprawy. Do dzisiaj jak słyszę,że "tak ma być bo to tradycja", to się
          robię nerwowa i ...działam odwrotniesmile
          Mi zabrakło asertywności, ale lepiej bęedzie jak babci wytłumaczyz
          bo przecież nie będziecie się na siłe uśmiechać.

          Powodzenia
    • Byłam na ślubie, gdzie byli rozwiedzeni rodzice panny młodej. Jej ojciec przyleciał zresztą z zagranicy, bo tam na stałe mieszka. Wyglądało to tak, że "w roli" rodziców występowali rodzice pana młodego i matka panny młodej (która była na weselu ze swoim przyjacielem, ale on w momentach takich bardziej "rodzicielskich" dyskretnie się odsuwał). Natomiast ojciec miał jakby status gościa, zresztą nawet strój włożył taki dość luźny (pamiętam, że miał ciemną marynarkę i jasne spodnie do koszuli bez krawata), więc dopiero ktoś mi powiedział, że to ojciec panny młodej, bo nie sposób było się tego domyślećsmile Oczywiście wesele było bez "hołdu" ("Cudownych rodziców mam" i te rzeczysmile.
      --
      Hajo Hajo Ipsenajo!
      • Jestem w podobnej sytuacji sad rodzice mojego N w sumie nie rozwiedzeni jeszcze
        ale nie mieszkają pod jednym dachem. Dylemat polega na tym, że chciałam w
        podziękowaniu moim rodzicom zafundować weekend w górach (zbieram na niego od
        miesięcy). Oni całe swoje życie poświęcili mi i mojej siostrze, od lat nigdzie
        nie byli razem i pewnie nie będzie ich długo na to stać....czuję, że jakby mi
        ich zabrakło to nigdy nie wybaczyłabym sobie, że nie doznali tych kilku chwil
        wytchnienia razem sad ale jak to zrobić? Rodzicom mojego N dać w domu kwiaty czy
        jakieś prezenty w podzięce a moim rodzicom zafundować wycieczkę? To są tak
        trudne decyzje, że nie macie pojęcia sad nawet nie wiem jak mam o tym rozmawiać z
        narzeczonym, tak aby i Jemu przykrości nie sprawić....czasami to życie jest
        porąbane sad Doskonale rozumiem autorkę wątku, niestety sama nie znam złotego
        środka...Pozdrawiam cieplutko
        • A może wycieczkę podarować w ramach np. ich rocznicy ślubu? I skomentować, że
          już niedługo (albo - niedawnosmile) założysz swoją rodzinę i chciałabyś im
          podziękować za to wszystko, co dla Ciebie zrobili? Wtedy wycieczka będzie tylko
          od Ciebie, a w ramach normalnych podziękowań rodzice Twoi i narzeczonego dostaną
          po równosmile)

          --
          w-wielkim-miescie.blogspot.com/
          • Iminlove a Ty znalazłaś już jakiś złoty środek? Myślę, że kilka pomysłów
            podanych przez poprzedniczki na pewno udało by się zrealizować. Przemyślałaś coś?
            • Fajny pomysł marta z ta wycieczką smile
              --
              mój suwaczek
              • Fajny fajny a wiesz jak mi zależy? Strasznie! Chciałam tylko uniknąć
                sytuacji takiej, że narzeczony pomyśli że ja mam lepszych rodziców a
                on gorszych sad zawsze Mu powtarzam, że mimo, że nie mieszkają pod
                jednym dachem to są Jego Rodzice, są dla niego najważniejsi i tak
                powinno zostać. A to co pomiędzy nimi to ich...ja ostatnio w czasie
                przygotowań ślubno-weselnych coraz częściej myślę co bym zrobiła
                jakby moich rodziców kiedyś zabrakło i wiem, że ciężko mi by było
                sobie wybaczyć fakt, że całe życie poświęcili mi a ja nie dałam im
                nawet chwili wytchnienia w podzięce...wiem, ze może komuś wydawać
                się to głupie ale pieniądze najpierw były "rozdzielane" między mnie
                a siostrę a potem byli dopiero oni....czyli generalnie nic nie
                pozostawało dla nich. Smutno mi jak o tym pomyślę. Eeeee tam, nie
                ważne, ważne, że udało się znaleźć rozwiązanie smile jakoś mi cieplej
                na serduchu smile)
        • A musisz dawac tak zeby wszyscy wiedzieli? Daj im po weselu, a w ramach
          oficjalnych podziekowan np takie same kwiaty dla jednych i drugich.
          • Absolutnie nie na weselu! Nic na pokaz, u nas nie będzie podziękowań i
            przytulańców z rodzicami podczas wesela. Ale pomysł z rocznicą strasznie mi się
            spodobał smile))))))) Tym bardziej, że mają ją tydzień po naszym weselu! EUREKA!
            Nie pomyślałabym, że rozwiązanie jest tak blisko smile))))))))) Znowu składam
            wielkie podziękowania smile
            • mmmmarta napisała:

              Ale pomysł z rocznicą strasznie mi się
              > spodobał smile))))))) Tym bardziej, że mają ją tydzień po naszym weselu! EUREKA!

              To się świetnie składa! smile Wycieczkę podaruj tylko od siebie, narzeczony nie
              będzie mógł się przyczepićwink)

              A co do Twojego wcześniejszego pytania... Do mojego wesela jeszcze z trzy latasmile
              Wiem, że napisałam posta dosyć wcześnie, ale przyszłe mężatki na tym forum
              zmusiły mnie do myśleniasmile Myślę, że po prostu oleję te wszystkie
              tańce-przytulańce i inne takie, wesele w końcu powinno być takie, jak mi się
              podobawink Ojca zaproszę jako gościa, Mama będzie Pierwszą_Z_Organizatorek (a tak
              przy okazji: czy Wasze matki też tak mają/miały, że zaczęły w myślach planować
              Wasz ślub i wesele na ładnych kilka lat przed, kiedy to jeszcze narzeczonego
              nawet w planach nie było/nie ma? smile)). Niezbyt równy podział, ale cóżsmile Facet
              Mamy dostanie pewnie misję obtańcowania wszystkich samotnych ciotekwink) Na ojca w
              tym miejscu nie mogę liczyć, nie widziałam go NIGDY tańczącegowink

              Myślę, że do pewnych rzeczy trzeba się przyzwyczaić. Jeszcze kilka lat temu
              pewnie strasznie bym to przeżywała, ale teraz mogę się z tego tylko śmiać (bo co
              innego zrobić?). Jedyne, czego się boję, to jakaś dziwna reakcja ze strony
              babci, albo komentarze ze strony niezorientowanych-ze-strony-narzeczonego. Ale
              myślę, że przygotowany zestaw ciętych ripost powinien załatwić sprawęsmile

              --
              w-wielkim-miescie.blogspot.com/
              • Myślę sobie,że najgorszy problem rzeczywiście będzie z babcią. Nawet
                gorszy niż z samym tatą. Babcie (jako, że wiekowe kobiety to raczej
                tongue_out) nie rozumieją pewnych rzeczy. Mój ojciec pochodził z rodziny
                alkoholickiej (dziadek potwornie pił), Tata też przez to
                przechodził. I zawsze słyszałam to samo - "przeciez on was nie bije,
                musicie zrozumieć, że miał w rodzinie tak a nie inaczej" blablabla.
                Strasznie jej wtedy nienawidziłam jak tak mowiła. Nie wiedziała co
                przeżywamy, jak bardzo próbujemy Mu pomóc z tego wyjść (w końcu się
                udało -kocham Tatę ponad życie! smile ) ale ciężko jest babciom
                wytłumaczyć takie rzeczy i trudno mi cokolwiek tutaj doradzić. Ja
                ciągle się biłam z tym, żeby babci nie wykrzyczeć w twarz jak ja się
                czuję gdy Tata, mój wielki niegdyś bohater przychodzi pijany
                codziennie do domu! Ale rodzice nauczyli mnie szacunku do osób
                starszych. Siedziałam z nią i tylko płakałam, nic więcej zrobić nie
                mogłam sad a może mogłam a tego nie zrobiłam? Nie wiem....
    • no to może mi poradzicie
      co zrobic z tatusiem, który figuruje jako ojciec tylko na papierku.
      owszem placi alimenty ale spotkac się nie chciał. po 10 latach, kiedy skończylam
      18 lat sama wyszlam z inicjatywa spotkania. i lipa wyszła, nie doczekałam sie od
      niego słowa przepraszam, nie chciał utrzymac kontaktu ktory nawiązałam (nie
      dzwonił, nie chciał się spotykać). na wielkanoc wysłal mi zyczenia... smsem...
      zadzwonić było za trudno
      ja najchętniej bym nie zapraszała...
      tu małe spięcie z narzeczonym nawet było, bo on twierdzi że to ojciec i nalezy
      go chociaż powiadomić. ja zapraszać go nie chce i chyba nie zaprosze... a co z
      powiadomieniem ? zawiadamiac go, nie zawiadamiać ??? może wsyłać smsa "kochany
      tatusiu właśnie wyszlam za mąż"?
      moze pomożecie
      • Ja bym jednak zaprosiła. Nie dlatego, że 'to ojciec i trzeba zaprosić' - też
        uważam, że to żaden argument. Zaproś po to, żeby się lepiej poczuć, pokazać
        swoją wyższość. Nie oczekuj, że przyjdzie, ale pokaż w ten sposób swoją klasę.
        Bo Ty jesteś w stanie wznieść się ponad to, co on robi (albo raczej, czego nie
        robi) i zachować się odpowiednio. Jednocześnie też pokazujesz, że jesteś dobrze
        wychowana, ale to nie jego zasługa.
        Sadzasz go oczywiście jako gościa, bez żadnych honorów (jeśli przyjdzie).
        Ja czasami coś takiego czuję... Czym lepiej, grzeczniej się w stosunku do ojca
        zachowuję, tym większą mam satysfakcję, że jestem kimś lepszym niż on (bo wiem,
        że on tak nie potrafi). Nie wiem, czy on to rozumie, czy nie, ale ważne jest to,
        jak ja się czuję.
        Gdybym nie zaprosiła swojego ojca na wesele, mogłabym mieć poczucie, że mimo
        wszystko jestem taka jak on...
        Myślę jednak, że zrobisz jak uważasz. W każdym razie trzymam kciuki za dobrą
        zabawę w czasie weselasmile

        --
        w-wielkim-miescie.blogspot.com/
    • Niby moja uroczystość i rodzice powinni choć w tym przypadku
      pomyśleć o mnie, a nie o urazach względem siebie. Niestety,
      wyglądało to tak, że matka przyszła z nowym mężem, a ojciec wpadł na
      5 minut bez żony, szybko się zebrał tłumacząc się, że żonę w domu z
      małym dzieckiem zostawił. Ogólny kwas. Jeśli chodzi o wesele, to
      może być tylko lepiej - czas leczy rany, jeśli rodzice są już od
      dawna rozwiedzeni. Ja bym po prostu zrezygnowała z
      uroczystości,tylko ślub i koniec. W ogóle jestem przeciwko weselom i
      przyjęciom z okazji chrztu, komunii, ślubu, pogrzebu etc. Ważne to,
      co przeżywam ja w sobie i dla siebie z drugą bliską mi osobą,
      dzieckiem...
      • hm.....dwa lata i "głupia małpa" ? Ja mam podobnie z moim ojcem ale
        w stosunku do mnie leca same nie cenzuralne okreslenia. Mojego ojca
        na slub nie zaprosze, Tobie tez odradzam. Zdecydujesz sama, powinnas
        pomyslec czy morzez sie za niego i w zwiazku z ta sytuacja wstydzic/
        odczuwac dyskomfort. Jesli wychwycisz chocby cien takiej mysli to
        nie zapraszaj ojca, to ma byc twoj szczesliwy dzien.

        A te wszystkie obyczaje i tradycje inne szopki to, wedlug mnie,
        glupota. Mam nadzieje, ze moja Slicznotka nie wymysli nam takich
        udziwnien na slubie i weselu tongue_out .

        Mam tez nadzieje, ze slub i wesele bedziesz miala niezapomniane wink
    • ech no mój chłopak mówi to samo że zaproszenie go byłoy pokazaniem klasy itp
      tylko że tu sa jeszcze 2 sprawy. gdyby jednak był, nawet jako gość, jak czułaby
      się moja mama (nigdy sobie nie ułożyła zycia po rozwodzie).
      a poza tym jak go zaprosże to
      a) nie przyjedzie, a ja kolejny raz będe się przez niego czuła zawiedziona...
      tyle razy mnie zawiiodł a ja wiem że cały czas miala nadzieję że się zjawi (bo u
      mnie jest tak sprzecznie, z jednej strony go nienawidze a z 2 to trochę mnie
      ciągnie) no i napewno byloby mi bardzo przykro gdybym go zaprosiła a on by olał
      sprawe.
      b) przyszedłby, a ja bym się cały czas denerwowała czy dobrze zrobiłam, jak się
      czuje mama itp

      trudne to ;/
      • Dziewczyno-szamana, nie miej wyrzutów! Zrobisz tak jak podpowiada Ci
        serducho przecież! nie oceniam ludzi którzy w takich sytuacjach na
        ślub nie zapraszają rodziców.....doskonale obie Was rozumiem. Ja
        tylko napisałam, że podziwiam założycielkę wątku dlatego, że trudno
        w takich sytuacjach nie okazywać złości, nienawiści, wrogości. Sama
        nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji ale jestem pewna, że
        chyba nie tak szlachetnie jak Ona...na pewno byłoby w tym wiele
        emocji. Pewnie zachowałabym się jednak jak Ty, przejmowałabym sie
        najbardziej Mamą, która została pozostawiona sama sobie razem ze mną
        i siostrą uncertain i z jeszcze jednym się zgodzę "to trudne" - to fakt i
        to strasznie sad
        Reasumując - nie przejmuj się tak, że inni jednak zaproszą i są ok a
        Ty zaprosić nie chcesz i jeseś beee, bo to nieprawda. Zrobisz jak
        uważasz, każda z nas jest inna i każda w zupełnie innej sytuacji. Z
        Twojego postu również nie bije nienawiść a tylko niepokój i
        bezradność a to w takich sytuacjach zrozumiałe smile Proponuję
        porozmawiać z Mamą, jak Ona to widzi i jak Ona się z tym czuje.
        Trzymam za Was wszystkie kciuki! Za siebie przy okazji też smile
        Pozdrawiam serdecznie
      • Mmmmarta dobrze pisze, każda Twoja decyzja będzie dobra i masz do niej prawo.
        Myślę, że powinnaś porozmawiać z mamą, jak ona się z tym wszystkim czuje (bo
        może jest zupełnie inaczej niż myślisz)? Jeśli nie chciałaby widzieć go na
        weselu, to wyślij mu zawiadomienie o samym ślubie - niech wie, że córka ułożyła
        sobie życiesmile)) Być może brak zaproszenia na ślub trochę go otrzeźwismile

        Co do punktu a) Twojej wypowiedzi... Być może wszystko jest kwestią nastawienia
        do sprawy? Jak sobie wmówisz, że przyjedzie, to rzeczywiście możesz się
        rozczarować. A jeśli wyślesz zaproszenie od tak, bez większych emocji, nie
        licząc na to, że się pojawi, to możesz się miło rozczarowaćsmile Po prostu nie myśl
        o tym wszystkim, ślub i wesele jest tak absorbującym przedsięwzięciem, że jest
        się czym zająćsmile

        I ja wiem, że trudneuncertain Ale co zrobić...
        --
        w-wielkim-miescie.blogspot.com/
        • hej dziewczyny
          ja nigdy nie chciałam mieć wesela i nie planuję w przyszłości, więc mnie te
          dylematy ominą, ale jak czytam wasze wypowiedzi to aż mnie wkurza jedna rzecz-
          DZIEWCZYNY TO JEST WASZ śLUB, WY MACIE SIE NA NIM CZUć DOBRZE, W TYM JEDYNYM TAK
          WAżNYM DNIU TO W Y I WASZ Mąż JESTEśCIE GłóWNYMI BOHATERAMI, macie prawo do tego
          aby ten dzień był taki JAK WY tego pragniecie. No więc wkurza mnie że myśląc o
          tym dniu, myślicie o tym, żeby setki innych osób czuły sie dobrze, ale
          zapominacie o sobie, NIE WOLNO TAK, to wasze święto - choć na ten jeden dzień
          zróbcie tak żeby Wam i narzeczonemu było dobrze, a reszta niech sie dostosuje.
          I WYJAśNIJMY SOBIE OD RAZU, TO NIE żADEN EGOIZM LECZ ASERTYWNOść, czy naprawdę
          to takie egoistyczne żeby na własnym ślubie chcieć sie dobrze czuć???????
          trzymam za was kciuki
          każda decyzja którą podejmiecie w zgodzie ze sobą będzie właściwa !
          INDI
          INDI
          • No tak, ale czasami nasze samopoczucie zależy też w jakimś stopniu od
            samopoczucia najbliższych. Chociaż generalnie się zgadzamwink)

            --
            w-wielkim-miescie.blogspot.com/
            • na szczęście do wesela mam ponad rok więc jeszcze pomyślę ale po przeczytaniu
              postów i analizie chyba raczej nie zaprosze go (moze powiadomię. nie zasłużył.
              bo na początku rzeczywiscie czułam się jak wyrodne dziecko (ale to nie przez
              was) ale zrobię to co mi serce dyktuje, nie zapraszam.
              a rozmawialam z mamą. ona by mnie nie szantażowała ani nic, powiedziaa że to
              moja decyzja i mam sama ja podjąć. i podjełam nie ze względu na nią ale na
              siebie, na swój komfort.
              wodnik- niektórych rzeczy po prostu nie da się przebaczyć. moim zdaniem Rodzic
              to nie ten który daje życie, ale ten kto daje miłośc i wychowuje. i kiedys
              myślałam że to moja mama ogranicza nasze kontakty, dlatego sama będac osobą
              dorosłą próbowałam nawiązac ten kontakt, podałam do siebie numer i mama już nic
              nie miała do powiedzenia. ale okazało się że on nie chciał tego kontaktu. miał
              bezpośrednio do mnie komórke, maila itp ale sam się nie odezwał. i w moim
              przypadku to nie tak że mama mi zabrania kontaktów, to raczej on ich nie chce.
      • Wyślij mu zawiadomienie na ślub.Zawiadomienie nie jest jednoznaczne
        z zaproszeniem na wesele.Myslę,że to bedzie fair i w stosunku do
        Ciebie, do niego i do Mamy.W końcu o ślubie zawiadamia się wiele
        innych, obcych osób...
    • Witam...
      Ja rownież mam nie lada problem...bardzo podobny do Twojego...Mój natomiast polega na tym iż moi rodzice są rozwiedzeni już 15 lat.
      Moja mama ma nowego męża, który wychowywał mnie i którego uważam za ojca!
      Kiedy wspomniałam o zaproszeniu na Ślub ojca ( biologicznego)
      moja mama obraziła sie na mnie i powiedziała ze albo ON albo Ona...Bezsensu!Ja wiem ze nie pałają do siebie sentymentem ale..
      Nie wiem co mam zrobić tym bardziej ze ze strony OJCA będzie kilka osób..(również jego siostry )...Z nim co prawda nie mam jakiś zażyłych kontaktów ale...w końcu to mój ojciec...Oczywiście nie prowadził by mnie do ołtarza( jeśli w ogóle przyszedłby na wesele...bo może jedynie pod kościół)..bo byłby moim gościem
      (naszym)...Mojej mamie nawet To sie nie podoba...a ja nie chce robić niepotrzebnych sporów!Chciałabym jedynie aby nikt nie został urażony!
      Dodam jeszcze tyle ze ślub i wesele robimy za własne pieniądze...nie wiem czy to coś zmienia ale ja już nie potrafię sie z Nią kłócić!Pomóżcie....Co zrobiły byście na moim miejscu!!!!
      • Oczywiscie, ze powinnas zasprosisc swojego bilogicznego tate, bo to
        tata i masz do tego prawo. To, ze mama nie dorosla do pewnych
        tematow nie sprawia, ze moze Cie nimi szantazowac. A poki co tak
        jest, mama strzela focha i Cie terroryzuje i tak dlugo jak bedziesz
        jej na to pozwalac, bedziesz od niej uzalezniona i bedziesz jak mala
        zastrasozna dziewczynka.
      • Napisałem już niżej i nie chcę się powtarzać.
        Moje panie czy raczej jeszcze panny smile.
        Dlaczego dajecie się szantażować i terroryzować przez skłóconych dorosłych
        (niestety najczęściej matki)?
        Wkraczacie w pełni w dorosły świat i zdobądźcie się na być może pierwszą
        niezależną i dorosłą decyzję. Tym bardziej, że jak piszesz organizujecie
        wszystko za własne pieniądze.
        Jeżeli Twojej matce się to nie podoba to nikt jej nie zmusza do przyjścia, ale
        nie ma najmniejszego prawa decydować kto będzie na Twoim weselu, a kto nie.
        Oczywiście, wiem że sytuacje bywają różne i ojcowie też bywają różni.
        Bardzo często jednak okazuje się, że jak porozmawiacie już jako dorosłe osoby z
        ojcem to wcale prawda nie wygląda tak jak Wam to przez 10-15 lat przedstawiano.
        Ślub i wesele jest naprawdę okazją do załatwienia pozytywnego wielu
        niewyjaśnionych sytuacji.
        Byłem w takiej sytuacji 20 lat temu i teraz sam jestem rozwiedziony, a moje
        córki wkraczają w dorosłe życie. Jednak wbrew wysiłkom ich matki udało mi się z
        córkami zachować doskonały kontakt i u nas na szczęście nie ma takich dylematów
        czy ojciec będzie na weselu czy nie.
        Naprawdę wykażcie trochę dorosłości i stanowczości. Czasami jedynym rozwiązanie
        jest uderzenie ręką w stół.
        • Brawo! Popieram w 100%!
          • Nie wiem co zrobic w mojej sytuacji a nie znalazłam podobnego wpisu.
            Rodzice są po rozwodzie ponad 15 lat. Wiem, ze mama to bardzo
            przeżyła. Od 4 lat nie mam z nim kontaktu. Ponownie się ożenił, a ja
            poznałam jego żonę i była dla mnie miła. Nie winię taty za rozbicie
            rodziny i chciałabym aby był na moim ślubie i weselu. Ale nie wiem
            czy powinnam go zapraszać i co- pominąć w zaproszeniu nową żonę?!
            Nie chciałabym aby mama źle się czuła, bo ona by była sama. No i
            musiałaby patrzeć na tamtą kobietę...
            Co w takiej sytuacji zrobić?
            --
            Dobre wybory = dobre życie
      • Jestm w wieku Twojej matki i w podobnej sytuacji. Mój Towarzysz
        Życia wychowuje wspólnie ze mną mojąn córkę od 20 lat. Jest jedynym
        ojcem, którego zna. Jej ojciec biologiczny (moj exmąż) widział ja
        ostatni raz, kiedy miała 6 miesiecy. Bo wtedy od nas odszedł.
        Nigdy nie chciał żadnych kontaktów z nią, mimo iż wiele razy
        prosiłam go o to.
        Gdyby moja córka chciałaby zaprosić swojego ojca na ślub,
        powiedziałabym jej, że oczywiście. Gdyby nie on, nie byłoby jej na
        świecie. I naprawdę byłabymn szczęśliwa, że moja córeczka, mój
        najwiekszy skarb, ma w tym dniu wszystkich rodziców.
        To byłby jej dzień, nie mój.
        Na moim ślubie nie było mojego ojca. nie wiedziałam co sie z nim
        dzieje. Nawet nie wiedział, że ma wnuczkę. do dzis mam żal do
        siebie, że nie próbowałam nawiązac z nim kontaktu, a mogłam to
        zrobić przez jego rodzeństwo. Ale nie chciałam martwic mojej
        mamusi.Ze mysle o ojcu i że mi go brak. choc nie był ideałem ojca.

        Spokojnie wytłumacz swojej matce, że w dniu slubu chcesz mieć oboje
        rodziców przy sobie. Powiedz jej, że to twój dzień. Twoja decyzja
        nie ma z nią żadnego związku. Jeśli uzna, że nie będzie na ślubie,
        bo będzie na nim twój ojciec, uszanujesz jej decyzję. Ale to jej
        decyzja i jej wybór.
        A swoja drogą, to chyba kiedy szła do łóżka z twoim ojcem, to chyba
        nikt jej nie przystawiał noża do gardła. I nie był taki zły, skoro
        wyszła za niego za mąż.I była z nim kilka lat, zanim sie rozwiodła.
        Myślę, że twojej matce trudno pogodzic sie z faktem, że sie
        usamodzielniasz, dokonujesz własnych wyborów, że traci kontrolę nad
        tobą. Stąd ta histeryczna reakcja.
        Ja w swoim czasie nie chciałam nikogo urazić, a najbardziej martwic
        mojej matki. Dzis wiem, że nie tędy droga. W rezultacie zubożyłam
        moją córke o związki z rodziną mojego ojca.

        Pozdrawiam cię serdecznie i życzę dużo cierliwości i odporności na
        naciski.
      • Żaden rodzic NIE MA PRAWA zmuszać dziecka do wyboru między nim, a drugim
        rodzicem. NIE MA PRAWA obrażać się o próby kontaktu, nawet jeśli ich drogi się
        rozeszły, kłócą się itd. Ty sobie ojca nie wybierałaś, Twoja mama musi to
        zaakceptować. Jesteś tak dzieckiem jej, jak i owego byłego partnera i nie masz
        obowiązku podzielać jej niechęci. Natomiast ślub jest świętem Twoim i Twojego
        przyszłego męża, a nie mamy- więc ze wzgledu na Wasze dobro mogłaby przez jeden
        wieczór zachowywać się jak dorosła kobieta.
    • A co stoi na przeszkodzie, żebyś porozmawiała z ojcem na temat wejścia do kościoła?
      Co stoi na przeszkodzie, żeby ojciec poprowadził Cię do ołtarza?
      Przecież sama powiedziałaś, że Wasze stosunki są lepsze.
      Boisz się zrobić przykrość matce? To Twój ślub i Twoje wesele i najlepsza okazja
      do próby całkowitego naprawienia relacji z ojcem.
      • Wodni.ku!
        Przeczytawszy Twojego wcześniejszego posta nietrudno zgadnąć, że piszesz z
        perspektywy ojca (co zrozumiałe), a nie dziecka, które kiedyś zostało skrzywdzone.

        Co stoi na przeszkodzie? Pozwolę sobie wkleić jedną z moich poprzednich
        wypowiedzi, coby się nie powielać:

        "Nie wszyscy
        rodzice kochają bezgranicznie, nie wszyscy rodzice kochają nawet... O ojcu nie
        ma sensu opowiadać, w każdym razie nie chodzi tylko o rozwód rodziców. Sprawa
        jest bardziej złożona, jak już pewnie pisałam, nie odzywał się kiedyś do mnie
        przez dwa lata ponad, bo sobie coś tam ubzdurał. I to nie było tak, że nie
        dzwonił albo coś... mieszkaliśmy wtedy w jednym domu. Jedne z niewielu słów,
        jakie wtedy od niego usłyszałam, brzmiały 'głupia małpa' i to mniej więcej
        oddawało jego stosunek do mnie. Reasumując - wpędził mnie w depresję, a to, co
        mnie z niej wyciągnęło to - paradoksalnie - kłopoty z byłym chłopakiem, który
        straszył mnie samobójstwem (bo nie chciałam z nim być).

        Tak wyglądało moje liceum.

        Tak więc nie, nie mam ochoty na taniec z ojcem, w każdym razie nie chciałabym,
        żeby wyniknęła taka sytuacja, w której musiałabym z nim zatańczyć. Oczywiście,
        jeśli podejdzie, ładnie poprosi, to owszem, ale nie przy całej sali gości na to
        czekających...

        Do czego zmierzam... nie napisałam tego posta, bo mam odczucie, że rodzice mogą
        się pokłócić czy coś... To mimo wszystko są kulturalni ludzie i raczej nie
        zrobiliby tego na moim weselu... Po prostu... zaprosić na wesele to jedno, a
        obściskiwać się na każdym kroku i udawać wielką miłość i wdzięczność to drugie.
        Ja wiem, wesele - wszyscy powinni być szczęśliwi i za coś tam wdzięczni, ale to
        nie jest takie proste. "

        Moje relacje z nim są na - według mnie - odpowiednim poziomie. Nie chcę
        cieplejszych - zbyt wiele słów zostało wypowiedzianych i ciągle jest wypowiadanych.

        Pozdrawiamwink)

        --
        w-wielkim-miescie.blogspot.com/
        • > Wodni.ku!
          > Przeczytawszy Twojego wcześniejszego posta nietrudno
          > zgadnąć, że piszesz z perspektywy ojca (co zrozumiałe),
          > a nie dziecka, które kiedyś zostało skrzywdzone.

          Oczywiście i nie ukrywałem, że pisze to z perspektywy ojca, ale tak się składa,
          że na moim ślubie ojca nie było chociaż go zapraszałem i ja również przeżyłem
          wręcz szał ze strony matki gdy dowiedziała się, że zapraszam ojca.
          Mogę więc z czystym sumieniem napisać, że znam obie strony.
          Mnie chodziło tylko o jedno: w takim dniu ani matka ani ojciec ani nikt inny nie
          powinien dyktować co się powinno zrobić i kogo zaprosić. To także doskonała
          okazja, żeby pewne sprawy powyjaśniać.
          Tak to już jest i mówię to z własnego doświadczenia jako byłego dziecka, że gdy
          próbuje się rozmawiać mając lat dwadzieścia czy więcej to sprawy wyglądają
          inaczej niż się je widziało mając lat 5-10-15. Oczywiście ojcowie bywają różni i
          nie chcę nas generalnie bronić. Myślę jednak, że po prostu warto spróbować.
          Owszem to bardzo bezpieczne bo gdy nie zapytamy nie usłyszymy stresującej
          odpowiedzi "NIE" lub innego słowa, ale kto wie czy nie stracimy jedynej
          niepowtarzalnej okazji, żeby usłyszeć "TAK".
          Ja gdybym miał okazję to mimo wszystko spróbowałbym jeszcze raz.
          • Rozumiem, że sprawy wyglądają różnie, gdy jest się dzieckiem. Ale
            trudno dzieckiem nazwać dziewczynę 17-19 letnią i starszą (a mniej
            więcej w tym okresie rzecz się miała). Nasze stosunki poprawiły się
            teraz głównie dlatego, że nie mieszkamy już razem (bo dom został
            podzielony, a ja wyjechałam na studia i do rodzinnej 'wioski'
            zajeżdżam raz na półtora miesiąca). Ale nie zawsze jest różowo. Co
            więcej, ojciec dużo się nie zmienił - wprawdzie się odzywa, ale
            większość jego 'odezwań' jest podyktowana jakąś własną potrzebą.
            Kilka dni temu na przykład miałam urodziny. Akurat wypadły w sobotę,
            pojechałam do domu w piątek (zmęczona po tygodniu pracy 10h
            dziennie). W sobotę rano dostaję smsa 'wszystkiego najlepszego, jak
            się obudzisz to daj znać'. Dałam znać, oddzwonił z tekstem, czy
            pamiętam, że obiecałam mu kiedyś sformatować komputer. Tak więc cały
            dzień spędziłam nad jego kompem, co nie skończyło się tylko na
            formatowaniu, ale również uzupełnianiu jakiejś faktury, którą chciał
            wystawić (co przecież mógł zrobić sam). Mało się do własnych gości
            nie spóźniłam. A! No a w prezencie dostałam książkę i płytę, które
            zamówił dla mnie na Gwiazdkę, ale nie zdążyły dojść na czas.
            Tak więc jakiekolwiek wprowadzania do kościoła itd. nie wchodzą w
            gręsmile

            A jakie są Twoje stosunki z córkami? Jak bardzo
            jesteś/byłeś/będziesz zaangażowany w ich wesela?
            --
            w-wielkim-miescie.blogspot.com/
            • > A jakie są Twoje stosunki z córkami? Jak bardzo
              > jesteś/byłeś/będziesz zaangażowany w ich wesela?

              Odpowiem Ci, że jestem od niedawna po rozwodzie. Moje dzieci jako pelnoletnie
              lub prawie pełnoletnie miały swobodny wybór.
              Suwerenną decyzją moich prawie dorosłych córek było to, że mieszkają ze mną.
              Matka jest na nie ciężko obrażona, ale będę nalegał, aby utrzymywały z nią jak
              najbliższe i częste kontakty.
              Syn został z matką i bardzo szybko zapomniał, że ma ojca. Minie mu to za
              kilka-kilkanaście lat.
              • a mi sie wydaje że mimo wszystko ojciec powinien walczyc o dzieci nawet po
                rozwodzie

                problem jest taki że wielu ojcom po prostu wygodnie jest jeśli dziecko jest u
                matki.
                wydaje mi się ze ojciec powinien szukać kontaktu z dzieckiem, nawet jesli matka
                nie pozwala (nawet można wejśc na drogę sądową jeżeli matka utrudnia kontakty).
                ale najłatwiej jest zwalić winę na matkę, że nastawia dziecko przeciwko ojcu i
                nie pozwala się kontaktowac. po czym nie szukac tego kontaktu. ja bym się
                dobijała do dziecka drzwiami i oknami nie zwracając uwage co na to matka. ale
                wielu ojcom wygodniej jest powiedziec że to matka manipulowala dzieckiem.
                dzieci nie są głupie i nie dają się tak łatwo zmanipulowac, jak sie rodzicom
                wydaje.
                a takie kontakty po latach... z miojego doświadczenia wynika że to jest róznie.
                nie wydaje mi się żeby ojciec, który przez lata nie miał kontaktu z dzieckiem,
                nagle go zapragnął. przynajmniej tak było u mnie. gdyby chciał to by się
                kontaktował nawet gdyby mama mu zabraniała. tylko ja glupia zyłam w przekonaniu
                że matka ogranicza nasze kontakty (i obwiniałam ją za to w tzw okresie buntu) a
                to wcale nie była prawda, o czym się przekonałam w dośc bolesny sposób.
              • A czemu syn zapomniał, że ma ojca?
                (przepraszam za być może natarczliwy ton, ale wszedłeś najwyraźniej
                w środek dyskusji o złych ojcachsmile)

                W ogóle, jak można zapomnieć, jeśli dochodzi do częstych spotkań?
                Jeśli czynnie uczestniczy się w czyimś życiu?

                Dziewczyna Szamana ma rację - sporadyczne kontakty lub kontakty po
                latach są bardzo trudne. Mój ojciec odezwał się po dwóch latach w
                moje osiemnaste urodziny. Wcześniej też niezbyt ze mną rozmawiał,
                nie słuchał moich opowieści o szkole, o znajomych. Ale w pewnym
                momencie zachciało mu się wiedzieć, co u mnie. I co ja miałam mu
                odpowiedzieć? Odebrał mnie wtedy z dworca, wracałam z gór.
                Pojechałam tam z kolegami, z którymi jeździłam już od dwóch lat -
                jeden z nich był moim byłym chłopakiem (byłam z nim rok). Pamiętam,
                że niósł mi wtedy torbę. Ojciec później pytał kto to był...

                Ojcowie są przekonani, że to dzieci powinny o nich zabiegać. Ten
                Twój tekst 'został z matką i bardzo szybko zapomniał' jest tego
                świetnym przykładem. A to przecież ojcowie mają przewagę, to oni
                mogą przyjechać i się spotkać, to oni mogą wywalczyć z matką prawo
                widzenia się z dzieckiem. To oni są (teoretycznie) mądrzejsi. A
                zachowują się najczęściej jak obrażone dzieci.

                --
                w-wielkim-miescie.blogspot.com/
                • no właśnie mnie to dziwi
                  dlaczego ojcom się wydaje że to dzieci maja o nich zabiegac.
                  odzywa się po latach milczenia i nagle oczekuje że obdarze go uczuciem, że będe
                  codziennie dzwonić i zabiegac o kontakty. a to chyba ojciec powinien jednak
                  wykazac inicjatywę, umówić sie, wyjasnić wszystko a nie iśc na łatwizne i czekac
                  az dzieciak sam się odezwie
                  • U mnie mama zniknela kiedy bylam nastolatka na 3 lata, bo sie
                    zakochala w facecie, ktory mial wtedy 26 lat (mama 44), a potem jak
                    gdyby nigdy nic wrocila i zabiega o mnie, tyle ze co sie stalo, to
                    sie naprawde nie odstanie. Jestem dla niej mila (no minelo juz
                    troche od tego czasu jak wrocila) ale nie moge powiedziec zebym sie
                    cieszyla na spotkania z mama. Raczej udaje, ze mamy bdb kontakt,
                    zeby jej nie bylo przykro, tzn zeby ona wreszcie przestala sie
                    zadreczac, ze mnie skrzywidziala. I u nas nie bedzie zadnych
                    wspolnych tancow i innych bajerow, bo nie ma na to zadnej szansy.
                    A pana piszacego, ze syn nie chce mies kontaktu, to niby syna
                    sprawa, nie rozumiem. Syn pewnie udaje, ze nie chce, a tak naprawde
                    w srodku wyje z zalu, ze tata sobie jego odpuscil, w dodatku wybral
                    jego siostry, to juz bol totalny.
                    • Wspólczuję - 3 lata z życia nastolatki, to jak cala dekada albo i
                      więcej. Mój ojciec 'przegapil' dwa lata z mojego życia, pod koniec
                      liceum. Rodzic wraca i dziecko już nie jest dzieckiem - jest
                      zupelnie inną osobą. Studia wybrane, decyzje życiowe podjęte, okres
                      buntu już minąl... Rodzice przegapiają najważniejsze lata w życiu
                      swoich dzieci...

                      W sumie to trochę nie rozumiem rodziców, którzy po rozwodzie 'dzielą
                      się' dziećmi. Rodzeństwo powinno być razem - jak jest osobno to nie
                      ma takiej więzi, jedno dziecko może czuć jakąś niechęć do drugiego,
                      bo mu się wydaje, że to drugie ma lepiej... Nie wiem, odnoszę
                      wrażenie, że dzieci wtedy dzielą się tak jak rodzice i nie jest już
                      tak różowo również między nimi...

                      --
                      w-wielkim-miescie.blogspot.com/
    • Czytam te Wasze posty i jestem przerażona. Przed Wami Najważniejszy
      Dzień Waszego życia - dzień w którym kończy się przeszłość i
      zaczyna PRZYSZŁOŚĆ!!! Rozpoczyna się nowy etap w Waszym życiu a
      ślub to dopiero pczątek wspólnej drogi. Jeśli potykacie się już na
      pierwszym kamieniu to co będzie dalej...?
      Przede wszystkim zadajcie sobie pytanie: O CO W TYM WSZYSTKIM
      CHODZI? Czy o to żeby przed krewnymi zrobić wrażenie "szczęśliwej
      rodzinki" (tak na marginesie przecież i tak oni znają prawdę), czy
      o coś więcej - MIŁOŚĆ itp.
      Nie mylcie kultury (wypada zaprosić rodziców na ślub bo to w końcu
      dzięki nim przyszliście na świat) z odstawianiem amerykańskiej
      szopki ("cudownych rodziców mam") podczas gdy on lub ona kompletnie
      się na Was wypiął.
      Poza warto wziąść poprawkę na to, że nikt nie jest ideałem, ani
      Wasi rodzice ani WY. Każdy popełnia jakieś błędy. Może warto by ten
      Nowy Rozdział Waszego życia rozpocząć z czystą kartą a nie starymi
      urazami. Może warto chociaż spróbować wybaczyć... Wybaczyć nie
      znaczy zapomnieć!
      Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia bo naprawdę będzie Wam potrzebne

      Trzydziestolatka z 5-cio letnim stażem małżeńskim
      • Chyba jednak nie przeczytalaś wszystkich postów - chyba żadna z nas
        nie chciala zrobić na kimkolwiek wrażenia. Zrobić wrażenie na
        jakiejś ciotce-piąta-woda-po-kisielu to coś zupelnie innego, niż nie
        dopuścić do sytuacji, w której obraża się na mnie moja wlasna
        babcia. Co do kultury i 'cudownych rodziców', to bylam na może dwóch
        weselach i na każdym takie tańce byly, więc może to kwestia regionu
        czy upodobań - nie wiem, dlatego pytam. Ja na swoim weselu pewnie
        zrobię tak, jak uważam, ale trzeba to zrobić umiejętnie (a nie: tak
        mi się podoba, więc uczucia innych mam w d...).

        Nie rozumiem też, czemu mialabym się 'potykać na pierwszym
        kamieniu'? Jaki związek ma chęć zalatwienia wszystkiego tak, żebym i
        ja i reszta bawiących się byla zadowolona, z moim pożyciem z
        przyszlym mężem? To przecież generalnie moje zmartwienie, gdzie
        posadzę ojca, matkę, ich partnerów, babcię i calą resztę mojej
        dziwnej rodzinki. Mój przyszly może mnie w tym calym balaganie
        wspierać, ale z pewnością nie będzie mi dokladal.

        A szczęście... wierz mi, nie jest potrzebne. Szczęście to stan ducha
        i umyslu, a nie zbieg pomyślnych okoliczności. Pracuję nad tym swoim
        szczęściem i jestem rzeczywiście szczęśliwa. Mogę się starać
        pracować nad nastawieniem moich rodziców i babci do różnych spraw,
        ale na pewno nie będę się tym przesadnie martwila. Ich sprawa!

        Pozdrawiam

        smile

        --
        w-wielkim-miescie.blogspot.com/
    • witam, ja troche z innej beczki ale podobny problem. Tata mojej
      narzeczonej nie żyje. także chyba ja ją bede prowadzil do kosciola.
      ale co z podziekowaniami na weselu. Jak zagraja "cudownych rodzicow
      mam" to w tej sytuacji wyobraźnia podsuwa mi tylko obraz jak moja
      już wtedy "żona", z płaczem wychodzi do lazienki i siedzi tam przez
      30 minut. Z drugiej strony nie chcialbym urazic moich rodzicow. Bo w
      koncu podziekowania rodzicom sie naleza. Czy ktos tak mial ? jak
      wtedy zorganizowano moment podzekowania ? Jak to widzicie ? na razie
      nie chce rozmawiac z narzeczona aby jej dodatkowo nie rozczulac, ale
      jak bede rozmawial chcialbym miec kilka propozycji. kiedys
      wspomniala, zeby zaprosic, moich rodzicow, jej mame i jeszcze
      rodzicow chrzestych i zrobic jakies koleczko itp. i potanczyc przy
      innej piosence - ale jakiej. czy coś takiego wchodziłoby w gre.
      • ja bylam na weselu gdzie wystapiła taka sytuacja i tam szacunek
        należał się orkiestrze. Nie było żadnego wychodzenia na środek i
        bujania się w kółeczku, bo "cudownych rodziców' to jednak wyciskacz
        łez, orkiestra poprostu po oczepinach, zrobiła jakies tam zabawy i
        tym czasie przy skocznej muzyce były kwiaty, usciski i całowania.
        Ja myślę,ze warto porozmawiać z orkiestrą , pewnie coś podpowiedzą.
        Powodzenia
    • Sama jestem w podobnej sytuacji i mimo tego, że ślub mamy w lipcu, ja już od
      września obgryzałam paznokcie, myśląc jak mój ślub będzie wyglądać, czy nie
      będzie żadnego przypału w związku z rożnymi obyczajami ślubnymi i co najgorsza
      czy jakaś burda nie wybuchnie pomiędzy rodzicami..Mój narzeczony, któregoś dnia
      powiedział "coś" co przemówiło do mnie i przestałam sie przejmować ta sytuacja -
      powiedział, że to nasz ślub i nasze wesele, i mamy być tego dnia przeszczęśliwi!
      Przestałam już myśleć o tym, jak to "być powinno" i co goście powiedzą. Poza
      tym, tak jak ktoś wcześniej wspomniał, większość gości i tak wie jaka jest
      sytuacja pomiędzy Twoimi rodzicami. Jedyne co ja zrobię w tej sprawie to
      pogadamy z zespołem żeby oni jakiejś "gafy" nie strzelili. Tak więc to co Ci
      mogę podpowiedzieć, to nie kmiń za dużo na ten temat - to będzie Wasz dzień i
      zorganizuj wszystko tak abyś była zadowolona, a nie jak "nakazuje tradycja".
      Zresztą wiem z doświadczenia ze wcale nie mało jest wesel na których jest np.
      tylko jedno z rodziców - i są to też super weselawink)
    • hej panny(jeszcze)!
      ja tez musze dolaczyc do waszego gronasmile niestetysmile
      na dzien dzisiejszy zapraszam ojca i jego rodzine tylko na slub i
      niech mysla co tam sobie chca,

      po pierwsze nie interesuje sie mna od 4 lat, (rodzice maja rozwod od
      2och)

      po drugie nie mam zamiaru sponsorowac rodzinie ojca darmowej wyzerki
      (wesele we wrzesniu a ojciec nawet nie zainteresowal sie czy cos
      trzeba dolozyc, kupic) bo mysle trzezwo i wiem ze tak czy siak mnie
      obgadaja: jak ich zaprosze to beda gadac skad wzielam pieniadze na
      wesele i ze czemu ojca nie ma, a jak nie zaprosze to beda gadac ze
      jestem bleee

      po trzecie: mam zajebista mame ktorej baaaaardzo duzo zawdzieczam! i
      swietnych przyszlych tesciow i chce najcudowniejsze chwile w zyciu
      spedzic z nimi i mezem ofkorssmile, nie mam zamiaru przejmowac sie co
      ktos mysli,czy kogos uraze czy nie, do jasnej anielki! TO MA BYC MOJ
      DZIEN! wiem ze niektorym z Was ciezko wybranac z sytuacji, ale
      zastanowcie sie czy warto?
    • Nie będę miała takich problemów smile Wesela wyprawiać nie zamierzam, a rodzice
      mimo rozwodu mają ze sobą dobre kontakty, i ich nowi partnerzy również. Jak
      przyjeżdżam do Polski, robimy sobie wszyscy razem grilla smile


      --
      Perdedor no es aquel que no acumula logros, sino el que no puede reconocerlos cuando los tiene.
      • Ja też nie wyprawiam wesela, ale planuję obiad i chyba raczej z winietkami, żeby uniknąć dramatu... Jak usadzacie gości? Bo ja muszę rozdzielić i rodziców i dziadków. A cała rodzina z mojej strony to jakieś 20 osób, także pole manewru niewielkie.
        • Ja tez mam ten sam problem, tzn. musze rozdzielic rodzine ze strony
          narzeczonego ( Matka i Ojciec po rozwodzie), a wesele bedzie male,
          ok 70 osob, w sali dwa stoly, duzo mlodziezy, wiec wpadlam na
          pomysl,ze przy jednym stole mlodziez, a przy drugim dorosli, ale z
          jednej strony stolu rodzina od Mamy mojego faceta, potem rozdzielam
          druga czesc moja cala rodzinka, a na koncu rodzina od jego Taty.
          Tylko tu powstaje problem, ktora rodzine blizej nas posadzic? Matki
          czy Ojca? Moja i tak bedzie w srodku, ale z tamtymi jest problem...
    • I ja też dołączam do Was z problemem dot rozwiedzionych rodziców.
      Ojca zaproszę - mimo, że praktycznie nie mam z nim kontaktu. Widzimy
      się maks raz w roku. On nigdy z nami nie mieszkał, ja nigdy nie
      czułam, że mam ojca. Na stare lata, gdy już nie musiał się migać od
      płacenia alimentów, zaczął się czasem odzywać.
      Mam wielką nadzieję, że jeśli przyjedzie to po kościele się ulotni i
      nie będzie psuł nastroju mnie i mojej super mamie. Pytanie co z jego
      nowa rodziną? Ma zonę - 100krotnie fajniejsza niż on sam i syna.
      Zapraszać ich czy zupełnie pominąć?
      Wewnętrznie czuję, że powinnam zaprosić całą trójkę zarówno na ślub
      jak i na wesele. Jednocześnie uważam, że z wesela już samodzielnie
      powinni zrezygnować. A co jeśli nie zrezygnują?...



      --
      I believe in miracle, I believe in you...***
      • Rozumiem, że ten syn to Twój brat?
        Ja bym mimo wszystko zaprosiła - i na ślub, i na wesele. Piszesz, że
        żona fajna, więc chyba nie będzie tak źle? Jeśli zaś chodzi o brata,
        to nawet jeśli nie jesteście ze sobą związani, to warto
        kiedyś tę więź nawiązać (a nie ma chyba lepszej okazji). W każdym
        razie - nie pomijałabym jego obecnej rodziny - to byłoby chyba mało
        eleganckie.

        >A co jeśli nie zrezygnują?...

        To trzeba mieć nadzieję, że będą się dobrze bawićwink I że Twoja mama
        nie uzna tego za jakąś zdradę (ale piszesz, że jest 'super', więc
        nie sądzę). I że stosunki się jeszcze ocieplą. To by chyba był plus,
        prawda? smile

        Swoją drogą, przemyślałam własne wesele i doszłam do wniosku, że
        pozapraszam wszystkich, którzy mi się nawiną. Bez zastanawiania się,
        czy ktoś się z kimś nie pogryzie. No bo, jeśli mają się gryźć i
        obrażać na MOIM weselu, no to chyba niezbyt im na mnie zależy (skoro
        własne antypatie są ważniejsze od świętowania mojego ślubusmile). I
        olewam teksty babci (matki ojca), że jak zobaczy 'tego mężczyznę'
        (facet Mamy) albo 'tę kobietę', to 'nie przyjdzie'. Olewam fochy
        ojca. Olewam wszystkosmile) Mam zamiar dobrze się na tej imprezie
        bawićsmile)

        [A jak mnie bardzo zdenerwują, to posadzę ich przy jednym stoliku i
        będę miała dodatkową rozrywkę w postaci obserwowania, co z tego
        wyjdziesmile))]


        --
        w-wielkim-miescie.blogspot.com/
        • Zgadza się, "ten syn" to mój brat przyrodni. Chlopak ma 14 lat,
          widziałam go kilka razy w zyciu - trudno mówić o jakiejś więzi
          między nami, jego i jego mamy - ojca mojej żony, nie mieszalabym w
          to jednak.

          Chodzi przede wszystkim o mojego ojca, który od zawsze
          pracował "gdzies w swiecie" i się mną i moją mamą nie interesował.
          Od zawsze był problem z pięniędzmi. Nawet po rozwodzie, gdy miał
          zasądzoną kwotę alimentów tych pieniędzy praktycznie nie przesyłał -
          choc stać go na to było. W międzyczasie zbudował dom, kupował
          luksusowe samochody, wziął ponownie ślub, spłodził syna, rozbijał po
          świecie i nigdy nie złożył mi życzeń urodzinowych. Moim wychowaniem
          zajmowała się mama, wspierana przez dziadków. Dbała o to, bym -także
          finansowo - nie czula się gorsza. Skończyłam zatem studia na
          prywatnej uczelni, mogłam spędzać wakacje za granicą. I jednocześnie
          nabrać przekonania, że ojca - takie prawdziwego - nigdy nie miałam i
          jego nie potrzebuje.
          Dla mnie to zaproszenie dla niego i jego rodziny to zaproszenie z
          czystej przyzwoitości. Dla mojej mamy coś, co zaakceptuje, ale
          jednocześnie przez co nie będzie się czuła komfortowo. Podobnie
          zresztą jak cała moja rodzina, która teraz tylko opowiada żarty o
          tym jak regularnie migał się od obowiązków małżeńskich i ojcowskich.


          --
          I believe in miracle, I believe in you...***

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.