Dodaj do ulubionych

Rozwiedzeni rodzice a zwyczaje ślubno-weselne

28.01.08, 21:23
Witamsmile

Na forum trafiłam przypadkiem, przeczytanie kilku postów zmusiło mnie do
myślenia o własnym ślubie. W każdym razie chciałam spytać Was, co sądzicie o
zwyczajach weselnych w momencie, gdy rodzice jednego z przyszłych małżonków są
rozwiedzeni?

Pomijając rozsadzenie gości przy stołach (bo o tym było już kiedyś tutaj na
forum, z resztą, to jest akurat mały problem - po prostu duży stół i każde z
rodziców na jednym z jego końcówsmile). Ale na przykład błogosławieństwo. Ja
osobiście jestem średnio związana z ojcem, w zasadzie był taki okres, w którym
w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy (obraził się, hurtem na mnie i na Mamę).
Teraz jest już lepiej, jednak wiem, że na moim weselu będzie co najwyżej
gościem, a nie jednym z organizatorów. W czasie błogosławieństwa należałoby
rodziców upchnąć w jednym pomieszczeniu, co może być w moim wypadku
problematyczne. Może więc w ogóle lepiej z tego zrezygnować?

Problem drugi. Sam ślub, wejście do kościoła. Wchodzicie z przyszłym mężem,
czy może z kimś innym (ojcem)? Jak zostałoby odebrane, gdyby do ołtarza
zaprowadził mnie na przykład mój świadek (brat)?

Myślę, że w moim przypadku odpadają też takie atrakcje jak taniec z rodzicami.
Czułabym się totalnie niezręcznie...

Moje pytanie brzmi: jak takie 'modyfikacje' zostałyby odebrane przez gości?
Jest to w ogóle praktykowane? A może miałyście jakieś własne doświadczenia w
tym temacie?

Pozdrawiamsmile)

--
w-wielkim-miescie.blogspot.com/
Edytor zaawansowany
  • 28.01.08, 21:55
    Jesli chcesz blogoslawienstwo - moze niech blogoslawi Cie mama i rodzice Twojego
    narzeczonego? Ojcu (jesli nie utrzymujecie za czestych kontaktow) powiedz ze
    spotkacie sie w kosciele-skoro jest gosciem. Mnie do slubu prowadzi moj
    narzeczony jak to zwykle bywalo wiec moze nie kombinujcie tylko wejdzcie razem
    jak wiekszosc a rodzicow i reszte rodziny zostawcie w spokoju w lawkach wink
    Goscie wiedza chyba jaka jest sytuacja Twoich rodzicow wiec taktownie nie beda w
    ogole wspominac jesli cokolwiek ich zaskoczy.
    --
    *** Biżuteria - srebro,kamienie półszlachetne, szkło***
    * * * * * * * * * * * * * * *
    Do weselicha...
  • 28.01.08, 23:08
    Zgadzam się całkowicie z przedmówczynią.Mnie dopiero czeka wątpliwa przyjemność
    rozstrzygania podobnych dylematów.
  • 29.01.08, 00:00
    A ja autorce troche zazdroszcze - chcialabym miec taka sytucje
    nawet, bo wtedy nie bylby to dla mnie problem. Niestety moj tato nie
    zyje sad Gdyby zyl, na pewno oboje z mama byliby na tych samych
    prawach na moim weselu, a znajac ich nie rzucaliby w siebie ciastem
    tylko zachowywali sie normalnie - poza tym ja mam slaby kontakt z
    mama wiec odwracajac sytuacje... Blogoslawienstwa niech udzieli ci
    tylko mama, a ojcien do kosiola dopiero (jak juz jedna "forumka"
    napisala smile - ja osobiscie chcialabym aby oboje z rodzicow byli
    obecni. Poza tym do oltarza z narzeczonym (to nie nasz zwyczaj ze z
    ojcem czy swiadkiem - -nie kopiuj z zagranicy), taniec z rodzicami,
    dlaczego nie? Chyba nikt nie kaze ci tanczyc z nimi naraz, a nie
    wierze, ze nie chcialabys zatanczyc ze swoim ojcem. Poza tym jesli
    chodzi o tzw. podziekowania dla rodzicow, to o ile nie wyrzadzili ci
    strasznej krzywdy w zyciu to chyba masz im za co dziekowacsmile Chocby
    za to ze jestes.
    Wierz mi, wiele bym oddala aby oboje byli na moim weselu, tak wiec
    ciesz sie ze masz ich jeszcze, nawet jezeli osobno. Rozwody nie sa
    latwe, ale zycie toczy sie dalej - to sa twoi rodzice. W
    ostatecznosci nie rob wesela hihihi smile
    Pozdrawiam i powodzenia zycze smile
    --
    mój suwaczek
  • 29.01.08, 00:34
    Maiwlys, współczuję sytuacji...
    Tylko wierz mi, nie zawsze tak jest, że jest za co dziękować. Nie wszyscy
    rodzice kochają bezgranicznie, nie wszyscy rodzice kochają nawet... O ojcu nie
    ma sensu opowiadać, w każdym razie nie chodzi tylko o rozwód rodziców. Sprawa
    jest bardziej złożona, jak już pewnie pisałam, nie odzywał się kiedyś do mnie
    przez dwa lata ponad, bo sobie coś tam ubzdurał. I to nie było tak, że nie
    dzwonił albo coś... mieszkaliśmy wtedy w jednym domu. Jedne z niewielu słów,
    jakie wtedy od niego usłyszałam, brzmiały 'głupia małpa' i to mniej więcej
    oddawało jego stosunek do mnie. Reasumując - wpędził mnie w depresję, a to, co
    mnie z niej wyciągnęło to - paradoksalnie - kłopoty z byłym chłopakiem, który
    straszył mnie samobójstwem (bo nie chciałam z nim być).

    Tak wyglądało moje liceum.

    Tak więc nie, nie mam ochoty na taniec z ojcem, w każdym razie nie chciałabym,
    żeby wyniknęła taka sytuacja, w której musiałabym z nim zatańczyć. Oczywiście,
    jeśli podejdzie, ładnie poprosi, to owszem, ale nie przy całej sali gości na to
    czekających...

    Do czego zmierzam... nie napisałam tego posta, bo mam odczucie, że rodzice mogą
    się pokłócić czy coś... To mimo wszystko są kulturalni ludzie i raczej nie
    zrobiliby tego na moim weselu... Po prostu... zaprosić na wesele to jedno, a
    obściskiwać się na każdym kroku i udawać wielką miłość i wdzięczność to drugie.
    Ja wiem, wesele - wszyscy powinni być szczęśliwi i za coś tam wdzięczni, ale to
    nie jest takie proste.

    W każdym razie, dzięki za sugestiesmile

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 29.01.08, 11:09
    Nie wszyscy
    > rodzice kochają bezgranicznie, nie wszyscy rodzice kochają
    nawet... O ojcu nie
    > ma sensu opowiadać, w każdym razie nie chodzi tylko o rozwód
    rodziców. Sprawa
    > jest bardziej złożona, jak już pewnie pisałam, nie odzywał się
    kiedyś do mnie
    > przez dwa lata ponad, bo sobie coś tam ubzdurał. I to nie było
    tak, że nie
    > dzwonił albo coś... mieszkaliśmy wtedy w jednym domu. Jedne z
    niewielu słów,
    > jakie wtedy od niego usłyszałam, brzmiały 'głupia małpa' i to
    mniej więcej
    > oddawało jego stosunek do mnie. Reasumując - wpędził mnie w
    depresję, a to, co
    > mnie z niej wyciągnęło to - paradoksalnie - kłopoty z byłym
    chłopakiem, który
    > straszył mnie samobójstwem (bo nie chciałam z nim być).
    >
    > Tak wyglądało moje liceum.
    >
    > Tak więc nie, nie mam ochoty na taniec z ojcem, w każdym razie nie
    chciałabym,
    > żeby wyniknęła taka sytuacja, w której musiałabym z nim zatańczyć.
    Oczywiście,
    > jeśli podejdzie, ładnie poprosi, to owszem, ale nie przy całej
    sali gości na to
    > czekających...


    W takim razie rozumiem, nie chcialam namawiac na zwierzenia, tylko
    nie znajac wszystkich faktow ciezko jest cokolwiek poradzic.
    W takim razie zrob tak jak ci podpowiada serducho, intuicja i te
    sprawy. Mi daleko do, nazwijmy to negatywnego oceniania takich
    sytuacji big_grin Ktos wczesniej napisal, ze rodzina wie jak wyglada
    sytuacja wiec na sile nie beda cie zmuszac
    do "nadskakiwania" "tanczenia" itd. z ojcem, wiec kazda twoja
    decyzja bedzie dobra smile Trzymaj sie cieplutko smile
    --
    mój suwaczek
  • 29.01.08, 12:32
    > W takim razie rozumiem, nie chcialam namawiac na zwierzenia, tylko
    > nie znajac wszystkich faktow ciezko jest cokolwiek poradzic.

    Rozumiem, dlatego chciałam się wytłumaczyć... że to nie jest jakaś moja
    fanaberia czy cośwink

    > W takim razie zrob tak jak ci podpowiada serducho, intuicja i te
    > sprawy.

    Tak zrobię, boję się tylko o reakcję babć i tego typu osób... smile)

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 30.01.08, 17:26
    To wyobraź sobie najgorszą możliwą reakcję tych babć. I zastanów się czy
    bardziej chcesz uniknąć takiej sytuacji, czy możesz to znieść ale postąpić
    zgodnie ze sobą.

    Ale myślę, że znając Twoją sytuację nawet ogólnie nikt rozsądny nie będzie czuł
    się "urażony" tym, że nie będziesz wylewna dla ojca.
  • 29.01.08, 01:47
    ech no niestety rodzice się rozstają a potem dzieci cierpią ;/
    ja nawet nie wiem czy ojca powiadamiać... z jednej strony wypadałoby powiadomić
    ale powiadomić = zaprosić a zapraszać go nie chcę bo nie utrzymujemy zadnych
    kontaktów. ciągle się zastanawiam... na razie jeszcze mam czas bo dopiero
    wyznaczamy date ale... jak zaczęłam wstępnie myslec kogo zaprosić to przy
    tatusiu mam dylemat. głupio zeby nie wiedział totalnie o niczym... ale zapraszac
    go nie mam zamiaru.

    co do prowadzenia do olatarza mysle że tradycyjne wejście do Kościoła rozwiązuje
    problem. czyli wejdźcie z narzeczonym bez odprowadzania...
    blogosławieństwo to sprawa indywidualna... jeśli np wychodzisz z domu od mamy to
    z ojcem widzisz się w Kościele
    najgorsze chyba są podziękowania i łzawa pieśń "cudownych rodziców mam"... tu
    chyba z zespołem pogadaj bo nie wyobrażam sobie np tanca mojej mamy z ojcem i
    udawania szczęśliwej rodziny.
  • 29.01.08, 08:02
    Ojca na blogoslawienstwo w ogole nie zapraszaj..nie zasluzyl sobie.
    Calkowicie Cie rozumiem.. do kosciola, tak jak mowia dziewczyny,
    tradycyjnie z narzeczonym ( mnie ma kto prowadzic do oltarza a i tak
    wole z narzeczonym, to nasza tradycja..).
    Z podziekowan poprostu zrezygnuj..mozecie z narzeczonym podziekowac
    przy blogoslawienstwie, nie musicie na sali przy gosciach. Ja tez
    raczej z tego zrezygnuje,chcemy podziekowac w domu.. Wiec nie masz
    jeszcze tak trudnej sytuacji, uszy do gory!
    Pozdrawiam,
  • 29.01.08, 10:08
    Dzięki, pocieszyłyście mniewink
    Ja generalnie byłam na może 2 weselach w życiu (rodzina dosyć mała, a wszystkie
    koleżanki są raczej typu 'wyjdę-za-mąż-po-studiach-albo-jak-znajdę-lepszą-pracę'
    smile), tak więc obraz mam nieco spaczonysmile Na obu ślubach panna młoda wchodziła do
    kościoła z ojcem, a później było już coraz gorzej - witanie chlebem i solą,
    'cudownych rodziców...', tańce...smile) To mnie trochę przerażałosmile

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 29.01.08, 11:12
    morrighan80 napisała:

    > Ja stanowczo zaprotestowalam przeciwko "Cudownym rodzicom".
    Lazenie
    > w koleczku za raczki do piosenki przypomina mi przedszkole. To nie
    > jest obowiazkowe. Jak juz cos musi byc to niech bedzie We are the
    > champions (ze takich mamy wink ).

    A tak na marginesie to ja rowniez nie chce podziekowan na sali
    i "Cudownych rodzicow mam", wiec jest nas wiecej smile Musze tylko
    mojego N przekonac, ale to madry czlowiek i na pewno zrozumie smile
    Pozdrawiam


    --
    mój suwaczek
  • 29.01.08, 11:22
    Moi rodzice też są rozwiedzeni, ale my z błogosławieństwa w ogóle
    dziękujemy,więc ten problem odpada.Z obojgiem mam b.dobry kontakt,ojciec sie
    pytal,czy może mnie wprowadzac do kościoła,musze to jeszcze przemyślec,jeśli to
    jego marzenie - a jestem jedynaczką - to czemu nie?Z podziękowań i piosenki
    "Cudownych..."też rezygnujemy - lepiej pójść w szóstkę (my i rodzice obydwu
    stron) do knajpy (bo stosunki m-dzy rodzicami są cywilizowane) po weselu na
    jakis dobry obiad,omówic "jak było" i wtedy podziękować za wszystko itd - nie
    chcemy tego robić przy ludziach - ale to raczej ze względu na nasz brak chęci
    tego elementu wesela niż na fakt rozwodu. Myślę,że taka opcja to też jakies
    rozwiązanie dla dzieci rozwiedzionych.
  • 29.01.08, 11:23
    nie "dziękujemy z błogosławieństwa", tylko "rezygnujemy".
  • 29.01.08, 12:29
    A co z hmm... partnerami rodziców? Wiem, że z dziećmi nic ich nie łączy, ale
    czasem trudno się ich 'pozbyć' w takich sytuacjachwink

    U mnie sytuacja jest trochę dziwna... Moja Mama i rodzice mojego chłopaka znają
    się dość długo, teraz cała ta znajomość przekształciła się w odwiedzanie się w
    święta. Co więcej, Mama na te spotkania chodzi ze swoim obecnym partnerem (nie
    mężem), ojciec tam się nie pojawia, rodzice mojego chłopaka w ogóle go nie
    znają. Trochę to wypacza obraz naszej rodzinywink

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 29.01.08, 12:39
    My zapraszamy rodziców razem z ich partnerami i na ślub,i na wesele,czyli ojciec
    ze swoją przyjaciółką,mama ze swoim partnerem,tyle że on nie zostanie na
    weselu,bo jest wybitnie mało rozrywkowy.Rodzice narzeczonego poznali całą
    czwórkę,więć radzę doprowadzić może do takiego spotkania - gwoli jasności
    sytuacji, kto jest kimsmile
  • 29.01.08, 12:56
    iminlove napisała:

    > A co z hmm... partnerami rodziców? Wiem, że z dziećmi nic ich nie
    łączy, ale
    > czasem trudno się ich 'pozbyć' w takich sytuacjachwink


    Mam ten sam problem - tylko w moim przypadku z "partnerem" mojej
    mamy, ktorego nie cierpie,a od ktorego nie zaznalam wiele dobrego,
    podobnie jak ty od ojca, wiec podjelam decyzje (wierz mi nie była
    łatwa - tez mialam watek na ten temat - dziewczyny troche pomogly)i
    nie zapraszam go na slub i na wesele zeby wlasnie nie robic takich
    szopek jak taniec z nim w roli taty czy cos w tym stylu.
    To takie głupie...rodzice nie powinni sie rozwodzic... tak tak
    wiem...czasami musza...
    --
    mój suwaczek
  • 29.01.08, 19:26
    A jak odbiera to Twoja mama? Bo tańczyć/nie tańczyć z nim to jedno, a nie
    zapraszać nawet na ślub to drugie... Jak wytłumaczyć to matce?

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 29.01.08, 19:39
    iminlove napisała:

    > A jak odbiera to Twoja mama? Bo tańczyć/nie tańczyć z nim to
    jedno, a nie
    > zapraszać nawet na ślub to drugie... Jak wytłumaczyć to matce?
    >


    W moim przypadku to mysle, ze nie bede musiala jej wiele tlumaczyc,
    bo jak sprawa wyglada, oczywiscie zdaje sobie sprawe ze pewnie
    bedzie jej przykro...ale jakos to bedzie.
    --
    mój suwaczek
  • 29.01.08, 12:48
    no na każdym weselu na jakim byłam było "cudownych rodziców mam". fajnie to
    wygląda jeśli obie rodziny sa w komplecie. ale jeżeli coś w rodzinie nie gra to
    cały ten obrazek nie jest zbyt miły.
    widziałam takie jedno wesele, na którym rodzice byli po rozwodzie... oboje
    rozwiedzeni rodzice tańczyli ze sobą udając szczęśliwych rodziców nie powiem
    jakie miny mieli...
    to trochę pocieszylyście mnie że rezygnujecie z cudownych rodziców bo i ja
    myślę żeby ominąc ten punkt...
  • 29.01.08, 13:03
    My z tego rezygnujemy pomimo,ze mamy kompletne rodziny. Nie bedziemy
    sie przytulac i plakac przy tej piosence! Podziekujemy przy
    blogoslawienstwie. Nic sie nie martw! Bedzie dobrze!
  • 30.01.08, 07:11
    ja w tej sytuacji (rodzice męża rozwiedzeni) po prostu grzecznie
    zakazałam zespołowi organizowania jakichkolwiek szopek z rodzicami w
    roli głównej,z tego właśnie powodu - i wszystko było super, nikt się
    nie domagał żadnych publicznych obściskiwań itp. Do ołtarza szliśmy
    razem, a w czasie błogosławieństwa teściowie jakoś w jednym pokoju
    wytrzymali, więc da się zrobić smile
  • 02.02.08, 01:43
    Bądź asertywna.
    Jak sama piszesz nie masz za bardzo za co dziękować ojcu. Twoje
    podziękowanie byłoby w tej sytuacji po prostu wyjątkowo
    karykaturalne. Zastanów się w ogóle nad zaproszeniem go na twoją
    uroczystość. Uprzedzam, że cokolwiek nie zrobisz i tak wezmą cię na
    języki zrób więc to co tobie najbardziej odpowiada a na rodzinę (i
    to co o tym myśli machnij ręką).
    Znam podobny przypadek: matka dziewczyny tak zalazła młodej za
    skórę, że w ogóle się do niej nie odzywa, rodzina, pomimo, że znała
    sytuację uważa zachowanie dziewczyny za wysoce niewłaściwe. Rzecz
    jasna, mówią to bardziej dosadnie...

    Wprawdzie możesz usłyszeć, że ojciec..., że winna jesteś mu
    szacunek... sama wiesz, że na szacunek i wdzięczność trzeba sobie
    zapracować.

    --
    Pełnia szczescia?
    Dla mnie to rudy kot i kubek kawy...
  • 03.02.08, 11:30
    lubie.garfielda napisała:

    > Wprawdzie możesz usłyszeć, że ojciec..., że winna jesteś mu
    > szacunek... sama wiesz, że na szacunek i wdzięczność trzeba sobie
    > zapracować.
    >

    No właśnie.
    Nie posunę się pewnie do niezapraszania go, w sumie to zaczął zachowywać się
    poprawnie. W każdym razie, największy problem jest zawsze z babcią, która od
    kilku ładnych lat stosuje takie podchody, że szkoda gadać. Kiedyś nawet
    stwierdziła, że nie rozumie mojego zachowania, przecież 'on mnie nie bił'.
    I jak tu wytłumaczyć? smile
    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 20.02.08, 14:31
    Ja co prawda rozwiedzionych rodziców nie mam, ale za to mam babcie.
    I dzięki tej babci miałam wesele.Dodam,że nie było to naszym
    marzeniemsad Ja nie mażyłam od dziecko o białej sukni i weloniesmile
    Chcieliśmy cichy ślub, kawke i ciacho i już, ale....siła wyższa.Mam
    bardzo dużą rodzinę, pochodze z małej miejscowości i jak
    powiedzialam ,że nie chce wesela to się zaczęło-że co ludzie
    powiedzą, co rodzina powie, że matkę wpędzę do grobu(po moim weselu
    miała przeszczep serca, więc babcia miała podstawę doobrą). I tak
    nam codziennie życie umilała,że w końcu daliśmy za wygraną.
    I byłe te płacze i obściskiwania,i "cudownych rodziców...", i tak
    bylo wiele odstępstw od tradycji i kosztowało nas to wiele nerwów.
    Ja bardzo kocham moją babcię, ale wolę,żeby się nie wtrącała w takie
    sprawy. Do dzisiaj jak słyszę,że "tak ma być bo to tradycja", to się
    robię nerwowa i ...działam odwrotniesmile
    Mi zabrakło asertywności, ale lepiej bęedzie jak babci wytłumaczyz
    bo przecież nie będziecie się na siłe uśmiechać.

    Powodzenia
  • 02.02.08, 11:26
    Byłam na ślubie, gdzie byli rozwiedzeni rodzice panny młodej. Jej ojciec przyleciał zresztą z zagranicy, bo tam na stałe mieszka. Wyglądało to tak, że "w roli" rodziców występowali rodzice pana młodego i matka panny młodej (która była na weselu ze swoim przyjacielem, ale on w momentach takich bardziej "rodzicielskich" dyskretnie się odsuwał). Natomiast ojciec miał jakby status gościa, zresztą nawet strój włożył taki dość luźny (pamiętam, że miał ciemną marynarkę i jasne spodnie do koszuli bez krawata), więc dopiero ktoś mi powiedział, że to ojciec panny młodej, bo nie sposób było się tego domyślećsmile Oczywiście wesele było bez "hołdu" ("Cudownych rodziców mam" i te rzeczysmile.
    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • 02.02.08, 23:59
    Jestem w podobnej sytuacji sad rodzice mojego N w sumie nie rozwiedzeni jeszcze
    ale nie mieszkają pod jednym dachem. Dylemat polega na tym, że chciałam w
    podziękowaniu moim rodzicom zafundować weekend w górach (zbieram na niego od
    miesięcy). Oni całe swoje życie poświęcili mi i mojej siostrze, od lat nigdzie
    nie byli razem i pewnie nie będzie ich długo na to stać....czuję, że jakby mi
    ich zabrakło to nigdy nie wybaczyłabym sobie, że nie doznali tych kilku chwil
    wytchnienia razem sad ale jak to zrobić? Rodzicom mojego N dać w domu kwiaty czy
    jakieś prezenty w podzięce a moim rodzicom zafundować wycieczkę? To są tak
    trudne decyzje, że nie macie pojęcia sad nawet nie wiem jak mam o tym rozmawiać z
    narzeczonym, tak aby i Jemu przykrości nie sprawić....czasami to życie jest
    porąbane sad Doskonale rozumiem autorkę wątku, niestety sama nie znam złotego
    środka...Pozdrawiam cieplutko
  • 03.02.08, 11:26
    A może wycieczkę podarować w ramach np. ich rocznicy ślubu? I skomentować, że
    już niedługo (albo - niedawnosmile) założysz swoją rodzinę i chciałabyś im
    podziękować za to wszystko, co dla Ciebie zrobili? Wtedy wycieczka będzie tylko
    od Ciebie, a w ramach normalnych podziękowań rodzice Twoi i narzeczonego dostaną
    po równosmile)

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 03.02.08, 13:44
    Iminlove a Ty znalazłaś już jakiś złoty środek? Myślę, że kilka pomysłów
    podanych przez poprzedniczki na pewno udało by się zrealizować. Przemyślałaś coś?
  • 03.02.08, 15:31
    Fajny fajny a wiesz jak mi zależy? Strasznie! Chciałam tylko uniknąć
    sytuacji takiej, że narzeczony pomyśli że ja mam lepszych rodziców a
    on gorszych sad zawsze Mu powtarzam, że mimo, że nie mieszkają pod
    jednym dachem to są Jego Rodzice, są dla niego najważniejsi i tak
    powinno zostać. A to co pomiędzy nimi to ich...ja ostatnio w czasie
    przygotowań ślubno-weselnych coraz częściej myślę co bym zrobiła
    jakby moich rodziców kiedyś zabrakło i wiem, że ciężko mi by było
    sobie wybaczyć fakt, że całe życie poświęcili mi a ja nie dałam im
    nawet chwili wytchnienia w podzięce...wiem, ze może komuś wydawać
    się to głupie ale pieniądze najpierw były "rozdzielane" między mnie
    a siostrę a potem byli dopiero oni....czyli generalnie nic nie
    pozostawało dla nich. Smutno mi jak o tym pomyślę. Eeeee tam, nie
    ważne, ważne, że udało się znaleźć rozwiązanie smile jakoś mi cieplej
    na serduchu smile)
  • 03.02.08, 19:53
    No to niech sie dobrze bawia i wypoczywaja za wszystkie czasy! smile
  • 03.02.08, 12:04
    A musisz dawac tak zeby wszyscy wiedzieli? Daj im po weselu, a w ramach
    oficjalnych podziekowan np takie same kwiaty dla jednych i drugich.
  • 03.02.08, 13:38
    Absolutnie nie na weselu! Nic na pokaz, u nas nie będzie podziękowań i
    przytulańców z rodzicami podczas wesela. Ale pomysł z rocznicą strasznie mi się
    spodobał smile))))))) Tym bardziej, że mają ją tydzień po naszym weselu! EUREKA!
    Nie pomyślałabym, że rozwiązanie jest tak blisko smile))))))))) Znowu składam
    wielkie podziękowania smile
  • 04.02.08, 23:56
    mmmmarta napisała:

    Ale pomysł z rocznicą strasznie mi się
    > spodobał smile))))))) Tym bardziej, że mają ją tydzień po naszym weselu! EUREKA!

    To się świetnie składa! smile Wycieczkę podaruj tylko od siebie, narzeczony nie
    będzie mógł się przyczepićwink)

    A co do Twojego wcześniejszego pytania... Do mojego wesela jeszcze z trzy latasmile
    Wiem, że napisałam posta dosyć wcześnie, ale przyszłe mężatki na tym forum
    zmusiły mnie do myśleniasmile Myślę, że po prostu oleję te wszystkie
    tańce-przytulańce i inne takie, wesele w końcu powinno być takie, jak mi się
    podobawink Ojca zaproszę jako gościa, Mama będzie Pierwszą_Z_Organizatorek (a tak
    przy okazji: czy Wasze matki też tak mają/miały, że zaczęły w myślach planować
    Wasz ślub i wesele na ładnych kilka lat przed, kiedy to jeszcze narzeczonego
    nawet w planach nie było/nie ma? smile)). Niezbyt równy podział, ale cóżsmile Facet
    Mamy dostanie pewnie misję obtańcowania wszystkich samotnych ciotekwink) Na ojca w
    tym miejscu nie mogę liczyć, nie widziałam go NIGDY tańczącegowink

    Myślę, że do pewnych rzeczy trzeba się przyzwyczaić. Jeszcze kilka lat temu
    pewnie strasznie bym to przeżywała, ale teraz mogę się z tego tylko śmiać (bo co
    innego zrobić?). Jedyne, czego się boję, to jakaś dziwna reakcja ze strony
    babci, albo komentarze ze strony niezorientowanych-ze-strony-narzeczonego. Ale
    myślę, że przygotowany zestaw ciętych ripost powinien załatwić sprawęsmile

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 06.02.08, 19:48
    Myślę sobie,że najgorszy problem rzeczywiście będzie z babcią. Nawet
    gorszy niż z samym tatą. Babcie (jako, że wiekowe kobiety to raczej
    tongue_out) nie rozumieją pewnych rzeczy. Mój ojciec pochodził z rodziny
    alkoholickiej (dziadek potwornie pił), Tata też przez to
    przechodził. I zawsze słyszałam to samo - "przeciez on was nie bije,
    musicie zrozumieć, że miał w rodzinie tak a nie inaczej" blablabla.
    Strasznie jej wtedy nienawidziłam jak tak mowiła. Nie wiedziała co
    przeżywamy, jak bardzo próbujemy Mu pomóc z tego wyjść (w końcu się
    udało -kocham Tatę ponad życie! smile ) ale ciężko jest babciom
    wytłumaczyć takie rzeczy i trudno mi cokolwiek tutaj doradzić. Ja
    ciągle się biłam z tym, żeby babci nie wykrzyczeć w twarz jak ja się
    czuję gdy Tata, mój wielki niegdyś bohater przychodzi pijany
    codziennie do domu! Ale rodzice nauczyli mnie szacunku do osób
    starszych. Siedziałam z nią i tylko płakałam, nic więcej zrobić nie
    mogłam sad a może mogłam a tego nie zrobiłam? Nie wiem....
  • 05.02.08, 02:02
    no to może mi poradzicie
    co zrobic z tatusiem, który figuruje jako ojciec tylko na papierku.
    owszem placi alimenty ale spotkac się nie chciał. po 10 latach, kiedy skończylam
    18 lat sama wyszlam z inicjatywa spotkania. i lipa wyszła, nie doczekałam sie od
    niego słowa przepraszam, nie chciał utrzymac kontaktu ktory nawiązałam (nie
    dzwonił, nie chciał się spotykać). na wielkanoc wysłal mi zyczenia... smsem...
    zadzwonić było za trudno
    ja najchętniej bym nie zapraszała...
    tu małe spięcie z narzeczonym nawet było, bo on twierdzi że to ojciec i nalezy
    go chociaż powiadomić. ja zapraszać go nie chce i chyba nie zaprosze... a co z
    powiadomieniem ? zawiadamiac go, nie zawiadamiać ??? może wsyłać smsa "kochany
    tatusiu właśnie wyszlam za mąż"?
    moze pomożecie
  • 05.02.08, 21:03
    Ja bym jednak zaprosiła. Nie dlatego, że 'to ojciec i trzeba zaprosić' - też
    uważam, że to żaden argument. Zaproś po to, żeby się lepiej poczuć, pokazać
    swoją wyższość. Nie oczekuj, że przyjdzie, ale pokaż w ten sposób swoją klasę.
    Bo Ty jesteś w stanie wznieść się ponad to, co on robi (albo raczej, czego nie
    robi) i zachować się odpowiednio. Jednocześnie też pokazujesz, że jesteś dobrze
    wychowana, ale to nie jego zasługa.
    Sadzasz go oczywiście jako gościa, bez żadnych honorów (jeśli przyjdzie).
    Ja czasami coś takiego czuję... Czym lepiej, grzeczniej się w stosunku do ojca
    zachowuję, tym większą mam satysfakcję, że jestem kimś lepszym niż on (bo wiem,
    że on tak nie potrafi). Nie wiem, czy on to rozumie, czy nie, ale ważne jest to,
    jak ja się czuję.
    Gdybym nie zaprosiła swojego ojca na wesele, mogłabym mieć poczucie, że mimo
    wszystko jestem taka jak on...
    Myślę jednak, że zrobisz jak uważasz. W każdym razie trzymam kciuki za dobrą
    zabawę w czasie weselasmile

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 06.02.08, 19:42
    Iminlove - pięknie to napisałaś. Jestem pełna podziwu dla ludzi
    takich jak Ty, pozbawionych nienawiści i z klasą. Tylko Ci bić
    brawo, nie jeden powinien się od Ciebie uczyć. W pełni się zgadzam z
    tym co napisałaś smile
    Nie ważne, że ślub za 3 lata, forum to forum - zawsze można napisać
    o swoich rozterkach a jesli przy okazji są na temat to tym
    bardziej smile)) Cieplutko pozdrawiam i wszystkiego dobrego!
  • 06.02.08, 16:08
    Niby moja uroczystość i rodzice powinni choć w tym przypadku
    pomyśleć o mnie, a nie o urazach względem siebie. Niestety,
    wyglądało to tak, że matka przyszła z nowym mężem, a ojciec wpadł na
    5 minut bez żony, szybko się zebrał tłumacząc się, że żonę w domu z
    małym dzieckiem zostawił. Ogólny kwas. Jeśli chodzi o wesele, to
    może być tylko lepiej - czas leczy rany, jeśli rodzice są już od
    dawna rozwiedzeni. Ja bym po prostu zrezygnowała z
    uroczystości,tylko ślub i koniec. W ogóle jestem przeciwko weselom i
    przyjęciom z okazji chrztu, komunii, ślubu, pogrzebu etc. Ważne to,
    co przeżywam ja w sobie i dla siebie z drugą bliską mi osobą,
    dzieckiem...
  • 06.02.08, 19:30
    hm.....dwa lata i "głupia małpa" ? Ja mam podobnie z moim ojcem ale
    w stosunku do mnie leca same nie cenzuralne okreslenia. Mojego ojca
    na slub nie zaprosze, Tobie tez odradzam. Zdecydujesz sama, powinnas
    pomyslec czy morzez sie za niego i w zwiazku z ta sytuacja wstydzic/
    odczuwac dyskomfort. Jesli wychwycisz chocby cien takiej mysli to
    nie zapraszaj ojca, to ma byc twoj szczesliwy dzien.

    A te wszystkie obyczaje i tradycje inne szopki to, wedlug mnie,
    glupota. Mam nadzieje, ze moja Slicznotka nie wymysli nam takich
    udziwnien na slubie i weselu tongue_out .

    Mam tez nadzieje, ze slub i wesele bedziesz miala niezapomniane wink
  • 06.02.08, 21:43
    ech no mój chłopak mówi to samo że zaproszenie go byłoy pokazaniem klasy itp
    tylko że tu sa jeszcze 2 sprawy. gdyby jednak był, nawet jako gość, jak czułaby
    się moja mama (nigdy sobie nie ułożyła zycia po rozwodzie).
    a poza tym jak go zaprosże to
    a) nie przyjedzie, a ja kolejny raz będe się przez niego czuła zawiedziona...
    tyle razy mnie zawiiodł a ja wiem że cały czas miala nadzieję że się zjawi (bo u
    mnie jest tak sprzecznie, z jednej strony go nienawidze a z 2 to trochę mnie
    ciągnie) no i napewno byloby mi bardzo przykro gdybym go zaprosiła a on by olał
    sprawe.
    b) przyszedłby, a ja bym się cały czas denerwowała czy dobrze zrobiłam, jak się
    czuje mama itp

    trudne to ;/
  • 07.02.08, 20:53
    Dziewczyno-szamana, nie miej wyrzutów! Zrobisz tak jak podpowiada Ci
    serducho przecież! nie oceniam ludzi którzy w takich sytuacjach na
    ślub nie zapraszają rodziców.....doskonale obie Was rozumiem. Ja
    tylko napisałam, że podziwiam założycielkę wątku dlatego, że trudno
    w takich sytuacjach nie okazywać złości, nienawiści, wrogości. Sama
    nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji ale jestem pewna, że
    chyba nie tak szlachetnie jak Ona...na pewno byłoby w tym wiele
    emocji. Pewnie zachowałabym się jednak jak Ty, przejmowałabym sie
    najbardziej Mamą, która została pozostawiona sama sobie razem ze mną
    i siostrą uncertain i z jeszcze jednym się zgodzę "to trudne" - to fakt i
    to strasznie sad
    Reasumując - nie przejmuj się tak, że inni jednak zaproszą i są ok a
    Ty zaprosić nie chcesz i jeseś beee, bo to nieprawda. Zrobisz jak
    uważasz, każda z nas jest inna i każda w zupełnie innej sytuacji. Z
    Twojego postu również nie bije nienawiść a tylko niepokój i
    bezradność a to w takich sytuacjach zrozumiałe smile Proponuję
    porozmawiać z Mamą, jak Ona to widzi i jak Ona się z tym czuje.
    Trzymam za Was wszystkie kciuki! Za siebie przy okazji też smile
    Pozdrawiam serdecznie
  • 09.02.08, 18:56
    Ja bym radzila porozmawiac z Mama. Czy jej bedzie bardzo przykro, jesli
    zaprosisz ojca. Bo wiadomo, ze na jej entuzjazm nie mozna liczyc. W koncu to ona
    Cie wychowywala i ma tez prawo czuc sie fajnie na weselu corki.
  • 08.02.08, 08:09
    Mmmmarta dobrze pisze, każda Twoja decyzja będzie dobra i masz do niej prawo.
    Myślę, że powinnaś porozmawiać z mamą, jak ona się z tym wszystkim czuje (bo
    może jest zupełnie inaczej niż myślisz)? Jeśli nie chciałaby widzieć go na
    weselu, to wyślij mu zawiadomienie o samym ślubie - niech wie, że córka ułożyła
    sobie życiesmile)) Być może brak zaproszenia na ślub trochę go otrzeźwismile

    Co do punktu a) Twojej wypowiedzi... Być może wszystko jest kwestią nastawienia
    do sprawy? Jak sobie wmówisz, że przyjedzie, to rzeczywiście możesz się
    rozczarować. A jeśli wyślesz zaproszenie od tak, bez większych emocji, nie
    licząc na to, że się pojawi, to możesz się miło rozczarowaćsmile Po prostu nie myśl
    o tym wszystkim, ślub i wesele jest tak absorbującym przedsięwzięciem, że jest
    się czym zająćsmile

    I ja wiem, że trudneuncertain Ale co zrobić...
    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 09.02.08, 13:57
    hej dziewczyny
    ja nigdy nie chciałam mieć wesela i nie planuję w przyszłości, więc mnie te
    dylematy ominą, ale jak czytam wasze wypowiedzi to aż mnie wkurza jedna rzecz-
    DZIEWCZYNY TO JEST WASZ śLUB, WY MACIE SIE NA NIM CZUć DOBRZE, W TYM JEDYNYM TAK
    WAżNYM DNIU TO W Y I WASZ Mąż JESTEśCIE GłóWNYMI BOHATERAMI, macie prawo do tego
    aby ten dzień był taki JAK WY tego pragniecie. No więc wkurza mnie że myśląc o
    tym dniu, myślicie o tym, żeby setki innych osób czuły sie dobrze, ale
    zapominacie o sobie, NIE WOLNO TAK, to wasze święto - choć na ten jeden dzień
    zróbcie tak żeby Wam i narzeczonemu było dobrze, a reszta niech sie dostosuje.
    I WYJAśNIJMY SOBIE OD RAZU, TO NIE żADEN EGOIZM LECZ ASERTYWNOść, czy naprawdę
    to takie egoistyczne żeby na własnym ślubie chcieć sie dobrze czuć???????
    trzymam za was kciuki
    każda decyzja którą podejmiecie w zgodzie ze sobą będzie właściwa !
    INDI
    INDI
  • 10.02.08, 21:15
    No tak, ale czasami nasze samopoczucie zależy też w jakimś stopniu od
    samopoczucia najbliższych. Chociaż generalnie się zgadzamwink)

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 10.02.08, 22:27
    na szczęście do wesela mam ponad rok więc jeszcze pomyślę ale po przeczytaniu
    postów i analizie chyba raczej nie zaprosze go (moze powiadomię. nie zasłużył.
    bo na początku rzeczywiscie czułam się jak wyrodne dziecko (ale to nie przez
    was) ale zrobię to co mi serce dyktuje, nie zapraszam.
    a rozmawialam z mamą. ona by mnie nie szantażowała ani nic, powiedziaa że to
    moja decyzja i mam sama ja podjąć. i podjełam nie ze względu na nią ale na
    siebie, na swój komfort.
    wodnik- niektórych rzeczy po prostu nie da się przebaczyć. moim zdaniem Rodzic
    to nie ten który daje życie, ale ten kto daje miłośc i wychowuje. i kiedys
    myślałam że to moja mama ogranicza nasze kontakty, dlatego sama będac osobą
    dorosłą próbowałam nawiązac ten kontakt, podałam do siebie numer i mama już nic
    nie miała do powiedzenia. ale okazało się że on nie chciał tego kontaktu. miał
    bezpośrednio do mnie komórke, maila itp ale sam się nie odezwał. i w moim
    przypadku to nie tak że mama mi zabrania kontaktów, to raczej on ich nie chce.
  • 20.02.08, 14:45
    Wyślij mu zawiadomienie na ślub.Zawiadomienie nie jest jednoznaczne
    z zaproszeniem na wesele.Myslę,że to bedzie fair i w stosunku do
    Ciebie, do niego i do Mamy.W końcu o ślubie zawiadamia się wiele
    innych, obcych osób...
  • 09.02.08, 17:52
    Witam...
    Ja rownież mam nie lada problem...bardzo podobny do Twojego...Mój natomiast polega na tym iż moi rodzice są rozwiedzeni już 15 lat.
    Moja mama ma nowego męża, który wychowywał mnie i którego uważam za ojca!
    Kiedy wspomniałam o zaproszeniu na Ślub ojca ( biologicznego)
    moja mama obraziła sie na mnie i powiedziała ze albo ON albo Ona...Bezsensu!Ja wiem ze nie pałają do siebie sentymentem ale..
    Nie wiem co mam zrobić tym bardziej ze ze strony OJCA będzie kilka osób..(również jego siostry )...Z nim co prawda nie mam jakiś zażyłych kontaktów ale...w końcu to mój ojciec...Oczywiście nie prowadził by mnie do ołtarza( jeśli w ogóle przyszedłby na wesele...bo może jedynie pod kościół)..bo byłby moim gościem
    (naszym)...Mojej mamie nawet To sie nie podoba...a ja nie chce robić niepotrzebnych sporów!Chciałabym jedynie aby nikt nie został urażony!
    Dodam jeszcze tyle ze ślub i wesele robimy za własne pieniądze...nie wiem czy to coś zmienia ale ja już nie potrafię sie z Nią kłócić!Pomóżcie....Co zrobiły byście na moim miejscu!!!!
  • 09.02.08, 19:14
    Oczywiscie, ze powinnas zasprosisc swojego bilogicznego tate, bo to
    tata i masz do tego prawo. To, ze mama nie dorosla do pewnych
    tematow nie sprawia, ze moze Cie nimi szantazowac. A poki co tak
    jest, mama strzela focha i Cie terroryzuje i tak dlugo jak bedziesz
    jej na to pozwalac, bedziesz od niej uzalezniona i bedziesz jak mala
    zastrasozna dziewczynka.
  • 10.02.08, 14:46
    Napisałem już niżej i nie chcę się powtarzać.
    Moje panie czy raczej jeszcze panny smile.
    Dlaczego dajecie się szantażować i terroryzować przez skłóconych dorosłych
    (niestety najczęściej matki)?
    Wkraczacie w pełni w dorosły świat i zdobądźcie się na być może pierwszą
    niezależną i dorosłą decyzję. Tym bardziej, że jak piszesz organizujecie
    wszystko za własne pieniądze.
    Jeżeli Twojej matce się to nie podoba to nikt jej nie zmusza do przyjścia, ale
    nie ma najmniejszego prawa decydować kto będzie na Twoim weselu, a kto nie.
    Oczywiście, wiem że sytuacje bywają różne i ojcowie też bywają różni.
    Bardzo często jednak okazuje się, że jak porozmawiacie już jako dorosłe osoby z
    ojcem to wcale prawda nie wygląda tak jak Wam to przez 10-15 lat przedstawiano.
    Ślub i wesele jest naprawdę okazją do załatwienia pozytywnego wielu
    niewyjaśnionych sytuacji.
    Byłem w takiej sytuacji 20 lat temu i teraz sam jestem rozwiedziony, a moje
    córki wkraczają w dorosłe życie. Jednak wbrew wysiłkom ich matki udało mi się z
    córkami zachować doskonały kontakt i u nas na szczęście nie ma takich dylematów
    czy ojciec będzie na weselu czy nie.
    Naprawdę wykażcie trochę dorosłości i stanowczości. Czasami jedynym rozwiązanie
    jest uderzenie ręką w stół.
  • 24.02.08, 20:24
    Brawo! Popieram w 100%!
  • 17.04.08, 11:41
    Nie wiem co zrobic w mojej sytuacji a nie znalazłam podobnego wpisu.
    Rodzice są po rozwodzie ponad 15 lat. Wiem, ze mama to bardzo
    przeżyła. Od 4 lat nie mam z nim kontaktu. Ponownie się ożenił, a ja
    poznałam jego żonę i była dla mnie miła. Nie winię taty za rozbicie
    rodziny i chciałabym aby był na moim ślubie i weselu. Ale nie wiem
    czy powinnam go zapraszać i co- pominąć w zaproszeniu nową żonę?!
    Nie chciałabym aby mama źle się czuła, bo ona by była sama. No i
    musiałaby patrzeć na tamtą kobietę...
    Co w takiej sytuacji zrobić?
    --
    Dobre wybory = dobre życie
  • 10.02.08, 20:36
    Jestm w wieku Twojej matki i w podobnej sytuacji. Mój Towarzysz
    Życia wychowuje wspólnie ze mną mojąn córkę od 20 lat. Jest jedynym
    ojcem, którego zna. Jej ojciec biologiczny (moj exmąż) widział ja
    ostatni raz, kiedy miała 6 miesiecy. Bo wtedy od nas odszedł.
    Nigdy nie chciał żadnych kontaktów z nią, mimo iż wiele razy
    prosiłam go o to.
    Gdyby moja córka chciałaby zaprosić swojego ojca na ślub,
    powiedziałabym jej, że oczywiście. Gdyby nie on, nie byłoby jej na
    świecie. I naprawdę byłabymn szczęśliwa, że moja córeczka, mój
    najwiekszy skarb, ma w tym dniu wszystkich rodziców.
    To byłby jej dzień, nie mój.
    Na moim ślubie nie było mojego ojca. nie wiedziałam co sie z nim
    dzieje. Nawet nie wiedział, że ma wnuczkę. do dzis mam żal do
    siebie, że nie próbowałam nawiązac z nim kontaktu, a mogłam to
    zrobić przez jego rodzeństwo. Ale nie chciałam martwic mojej
    mamusi.Ze mysle o ojcu i że mi go brak. choc nie był ideałem ojca.

    Spokojnie wytłumacz swojej matce, że w dniu slubu chcesz mieć oboje
    rodziców przy sobie. Powiedz jej, że to twój dzień. Twoja decyzja
    nie ma z nią żadnego związku. Jeśli uzna, że nie będzie na ślubie,
    bo będzie na nim twój ojciec, uszanujesz jej decyzję. Ale to jej
    decyzja i jej wybór.
    A swoja drogą, to chyba kiedy szła do łóżka z twoim ojcem, to chyba
    nikt jej nie przystawiał noża do gardła. I nie był taki zły, skoro
    wyszła za niego za mąż.I była z nim kilka lat, zanim sie rozwiodła.
    Myślę, że twojej matce trudno pogodzic sie z faktem, że sie
    usamodzielniasz, dokonujesz własnych wyborów, że traci kontrolę nad
    tobą. Stąd ta histeryczna reakcja.
    Ja w swoim czasie nie chciałam nikogo urazić, a najbardziej martwic
    mojej matki. Dzis wiem, że nie tędy droga. W rezultacie zubożyłam
    moją córke o związki z rodziną mojego ojca.

    Pozdrawiam cię serdecznie i życzę dużo cierliwości i odporności na
    naciski.
  • 24.02.08, 20:22
    Żaden rodzic NIE MA PRAWA zmuszać dziecka do wyboru między nim, a drugim
    rodzicem. NIE MA PRAWA obrażać się o próby kontaktu, nawet jeśli ich drogi się
    rozeszły, kłócą się itd. Ty sobie ojca nie wybierałaś, Twoja mama musi to
    zaakceptować. Jesteś tak dzieckiem jej, jak i owego byłego partnera i nie masz
    obowiązku podzielać jej niechęci. Natomiast ślub jest świętem Twoim i Twojego
    przyszłego męża, a nie mamy- więc ze wzgledu na Wasze dobro mogłaby przez jeden
    wieczór zachowywać się jak dorosła kobieta.
  • 09.02.08, 18:01
    A co stoi na przeszkodzie, żebyś porozmawiała z ojcem na temat wejścia do kościoła?
    Co stoi na przeszkodzie, żeby ojciec poprowadził Cię do ołtarza?
    Przecież sama powiedziałaś, że Wasze stosunki są lepsze.
    Boisz się zrobić przykrość matce? To Twój ślub i Twoje wesele i najlepsza okazja
    do próby całkowitego naprawienia relacji z ojcem.
  • 10.02.08, 21:31
    Wodni.ku!
    Przeczytawszy Twojego wcześniejszego posta nietrudno zgadnąć, że piszesz z
    perspektywy ojca (co zrozumiałe), a nie dziecka, które kiedyś zostało skrzywdzone.

    Co stoi na przeszkodzie? Pozwolę sobie wkleić jedną z moich poprzednich
    wypowiedzi, coby się nie powielać:

    "Nie wszyscy
    rodzice kochają bezgranicznie, nie wszyscy rodzice kochają nawet... O ojcu nie
    ma sensu opowiadać, w każdym razie nie chodzi tylko o rozwód rodziców. Sprawa
    jest bardziej złożona, jak już pewnie pisałam, nie odzywał się kiedyś do mnie
    przez dwa lata ponad, bo sobie coś tam ubzdurał. I to nie było tak, że nie
    dzwonił albo coś... mieszkaliśmy wtedy w jednym domu. Jedne z niewielu słów,
    jakie wtedy od niego usłyszałam, brzmiały 'głupia małpa' i to mniej więcej
    oddawało jego stosunek do mnie. Reasumując - wpędził mnie w depresję, a to, co
    mnie z niej wyciągnęło to - paradoksalnie - kłopoty z byłym chłopakiem, który
    straszył mnie samobójstwem (bo nie chciałam z nim być).

    Tak wyglądało moje liceum.

    Tak więc nie, nie mam ochoty na taniec z ojcem, w każdym razie nie chciałabym,
    żeby wyniknęła taka sytuacja, w której musiałabym z nim zatańczyć. Oczywiście,
    jeśli podejdzie, ładnie poprosi, to owszem, ale nie przy całej sali gości na to
    czekających...

    Do czego zmierzam... nie napisałam tego posta, bo mam odczucie, że rodzice mogą
    się pokłócić czy coś... To mimo wszystko są kulturalni ludzie i raczej nie
    zrobiliby tego na moim weselu... Po prostu... zaprosić na wesele to jedno, a
    obściskiwać się na każdym kroku i udawać wielką miłość i wdzięczność to drugie.
    Ja wiem, wesele - wszyscy powinni być szczęśliwi i za coś tam wdzięczni, ale to
    nie jest takie proste. "

    Moje relacje z nim są na - według mnie - odpowiednim poziomie. Nie chcę
    cieplejszych - zbyt wiele słów zostało wypowiedzianych i ciągle jest wypowiadanych.

    Pozdrawiamwink)

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 11.02.08, 12:28
    > Wodni.ku!
    > Przeczytawszy Twojego wcześniejszego posta nietrudno
    > zgadnąć, że piszesz z perspektywy ojca (co zrozumiałe),
    > a nie dziecka, które kiedyś zostało skrzywdzone.

    Oczywiście i nie ukrywałem, że pisze to z perspektywy ojca, ale tak się składa,
    że na moim ślubie ojca nie było chociaż go zapraszałem i ja również przeżyłem
    wręcz szał ze strony matki gdy dowiedziała się, że zapraszam ojca.
    Mogę więc z czystym sumieniem napisać, że znam obie strony.
    Mnie chodziło tylko o jedno: w takim dniu ani matka ani ojciec ani nikt inny nie
    powinien dyktować co się powinno zrobić i kogo zaprosić. To także doskonała
    okazja, żeby pewne sprawy powyjaśniać.
    Tak to już jest i mówię to z własnego doświadczenia jako byłego dziecka, że gdy
    próbuje się rozmawiać mając lat dwadzieścia czy więcej to sprawy wyglądają
    inaczej niż się je widziało mając lat 5-10-15. Oczywiście ojcowie bywają różni i
    nie chcę nas generalnie bronić. Myślę jednak, że po prostu warto spróbować.
    Owszem to bardzo bezpieczne bo gdy nie zapytamy nie usłyszymy stresującej
    odpowiedzi "NIE" lub innego słowa, ale kto wie czy nie stracimy jedynej
    niepowtarzalnej okazji, żeby usłyszeć "TAK".
    Ja gdybym miał okazję to mimo wszystko spróbowałbym jeszcze raz.
  • 11.02.08, 15:10
    Rozumiem, że sprawy wyglądają różnie, gdy jest się dzieckiem. Ale
    trudno dzieckiem nazwać dziewczynę 17-19 letnią i starszą (a mniej
    więcej w tym okresie rzecz się miała). Nasze stosunki poprawiły się
    teraz głównie dlatego, że nie mieszkamy już razem (bo dom został
    podzielony, a ja wyjechałam na studia i do rodzinnej 'wioski'
    zajeżdżam raz na półtora miesiąca). Ale nie zawsze jest różowo. Co
    więcej, ojciec dużo się nie zmienił - wprawdzie się odzywa, ale
    większość jego 'odezwań' jest podyktowana jakąś własną potrzebą.
    Kilka dni temu na przykład miałam urodziny. Akurat wypadły w sobotę,
    pojechałam do domu w piątek (zmęczona po tygodniu pracy 10h
    dziennie). W sobotę rano dostaję smsa 'wszystkiego najlepszego, jak
    się obudzisz to daj znać'. Dałam znać, oddzwonił z tekstem, czy
    pamiętam, że obiecałam mu kiedyś sformatować komputer. Tak więc cały
    dzień spędziłam nad jego kompem, co nie skończyło się tylko na
    formatowaniu, ale również uzupełnianiu jakiejś faktury, którą chciał
    wystawić (co przecież mógł zrobić sam). Mało się do własnych gości
    nie spóźniłam. A! No a w prezencie dostałam książkę i płytę, które
    zamówił dla mnie na Gwiazdkę, ale nie zdążyły dojść na czas.
    Tak więc jakiekolwiek wprowadzania do kościoła itd. nie wchodzą w
    gręsmile

    A jakie są Twoje stosunki z córkami? Jak bardzo
    jesteś/byłeś/będziesz zaangażowany w ich wesela?
    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 12.02.08, 00:32
    > A jakie są Twoje stosunki z córkami? Jak bardzo
    > jesteś/byłeś/będziesz zaangażowany w ich wesela?

    Odpowiem Ci, że jestem od niedawna po rozwodzie. Moje dzieci jako pelnoletnie
    lub prawie pełnoletnie miały swobodny wybór.
    Suwerenną decyzją moich prawie dorosłych córek było to, że mieszkają ze mną.
    Matka jest na nie ciężko obrażona, ale będę nalegał, aby utrzymywały z nią jak
    najbliższe i częste kontakty.
    Syn został z matką i bardzo szybko zapomniał, że ma ojca. Minie mu to za
    kilka-kilkanaście lat.
  • 12.02.08, 01:20
    a mi sie wydaje że mimo wszystko ojciec powinien walczyc o dzieci nawet po
    rozwodzie

    problem jest taki że wielu ojcom po prostu wygodnie jest jeśli dziecko jest u
    matki.
    wydaje mi się ze ojciec powinien szukać kontaktu z dzieckiem, nawet jesli matka
    nie pozwala (nawet można wejśc na drogę sądową jeżeli matka utrudnia kontakty).
    ale najłatwiej jest zwalić winę na matkę, że nastawia dziecko przeciwko ojcu i
    nie pozwala się kontaktowac. po czym nie szukac tego kontaktu. ja bym się
    dobijała do dziecka drzwiami i oknami nie zwracając uwage co na to matka. ale
    wielu ojcom wygodniej jest powiedziec że to matka manipulowala dzieckiem.
    dzieci nie są głupie i nie dają się tak łatwo zmanipulowac, jak sie rodzicom
    wydaje.
    a takie kontakty po latach... z miojego doświadczenia wynika że to jest róznie.
    nie wydaje mi się żeby ojciec, który przez lata nie miał kontaktu z dzieckiem,
    nagle go zapragnął. przynajmniej tak było u mnie. gdyby chciał to by się
    kontaktował nawet gdyby mama mu zabraniała. tylko ja glupia zyłam w przekonaniu
    że matka ogranicza nasze kontakty (i obwiniałam ją za to w tzw okresie buntu) a
    to wcale nie była prawda, o czym się przekonałam w dośc bolesny sposób.
  • 13.02.08, 08:16
    A czemu syn zapomniał, że ma ojca?
    (przepraszam za być może natarczliwy ton, ale wszedłeś najwyraźniej
    w środek dyskusji o złych ojcachsmile)

    W ogóle, jak można zapomnieć, jeśli dochodzi do częstych spotkań?
    Jeśli czynnie uczestniczy się w czyimś życiu?

    Dziewczyna Szamana ma rację - sporadyczne kontakty lub kontakty po
    latach są bardzo trudne. Mój ojciec odezwał się po dwóch latach w
    moje osiemnaste urodziny. Wcześniej też niezbyt ze mną rozmawiał,
    nie słuchał moich opowieści o szkole, o znajomych. Ale w pewnym
    momencie zachciało mu się wiedzieć, co u mnie. I co ja miałam mu
    odpowiedzieć? Odebrał mnie wtedy z dworca, wracałam z gór.
    Pojechałam tam z kolegami, z którymi jeździłam już od dwóch lat -
    jeden z nich był moim byłym chłopakiem (byłam z nim rok). Pamiętam,
    że niósł mi wtedy torbę. Ojciec później pytał kto to był...

    Ojcowie są przekonani, że to dzieci powinny o nich zabiegać. Ten
    Twój tekst 'został z matką i bardzo szybko zapomniał' jest tego
    świetnym przykładem. A to przecież ojcowie mają przewagę, to oni
    mogą przyjechać i się spotkać, to oni mogą wywalczyć z matką prawo
    widzenia się z dzieckiem. To oni są (teoretycznie) mądrzejsi. A
    zachowują się najczęściej jak obrażone dzieci.

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 13.02.08, 11:43
    no właśnie mnie to dziwi
    dlaczego ojcom się wydaje że to dzieci maja o nich zabiegac.
    odzywa się po latach milczenia i nagle oczekuje że obdarze go uczuciem, że będe
    codziennie dzwonić i zabiegac o kontakty. a to chyba ojciec powinien jednak
    wykazac inicjatywę, umówić sie, wyjasnić wszystko a nie iśc na łatwizne i czekac
    az dzieciak sam się odezwie
  • 13.02.08, 19:36
    U mnie mama zniknela kiedy bylam nastolatka na 3 lata, bo sie
    zakochala w facecie, ktory mial wtedy 26 lat (mama 44), a potem jak
    gdyby nigdy nic wrocila i zabiega o mnie, tyle ze co sie stalo, to
    sie naprawde nie odstanie. Jestem dla niej mila (no minelo juz
    troche od tego czasu jak wrocila) ale nie moge powiedziec zebym sie
    cieszyla na spotkania z mama. Raczej udaje, ze mamy bdb kontakt,
    zeby jej nie bylo przykro, tzn zeby ona wreszcie przestala sie
    zadreczac, ze mnie skrzywidziala. I u nas nie bedzie zadnych
    wspolnych tancow i innych bajerow, bo nie ma na to zadnej szansy.
    A pana piszacego, ze syn nie chce mies kontaktu, to niby syna
    sprawa, nie rozumiem. Syn pewnie udaje, ze nie chce, a tak naprawde
    w srodku wyje z zalu, ze tata sobie jego odpuscil, w dodatku wybral
    jego siostry, to juz bol totalny.
  • 14.02.08, 16:44
    Wspólczuję - 3 lata z życia nastolatki, to jak cala dekada albo i
    więcej. Mój ojciec 'przegapil' dwa lata z mojego życia, pod koniec
    liceum. Rodzic wraca i dziecko już nie jest dzieckiem - jest
    zupelnie inną osobą. Studia wybrane, decyzje życiowe podjęte, okres
    buntu już minąl... Rodzice przegapiają najważniejsze lata w życiu
    swoich dzieci...

    W sumie to trochę nie rozumiem rodziców, którzy po rozwodzie 'dzielą
    się' dziećmi. Rodzeństwo powinno być razem - jak jest osobno to nie
    ma takiej więzi, jedno dziecko może czuć jakąś niechęć do drugiego,
    bo mu się wydaje, że to drugie ma lepiej... Nie wiem, odnoszę
    wrażenie, że dzieci wtedy dzielą się tak jak rodzice i nie jest już
    tak różowo również między nimi...

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 14.02.08, 07:57
    Czytam te Wasze posty i jestem przerażona. Przed Wami Najważniejszy
    Dzień Waszego życia - dzień w którym kończy się przeszłość i
    zaczyna PRZYSZŁOŚĆ!!! Rozpoczyna się nowy etap w Waszym życiu a
    ślub to dopiero pczątek wspólnej drogi. Jeśli potykacie się już na
    pierwszym kamieniu to co będzie dalej...?
    Przede wszystkim zadajcie sobie pytanie: O CO W TYM WSZYSTKIM
    CHODZI? Czy o to żeby przed krewnymi zrobić wrażenie "szczęśliwej
    rodzinki" (tak na marginesie przecież i tak oni znają prawdę), czy
    o coś więcej - MIŁOŚĆ itp.
    Nie mylcie kultury (wypada zaprosić rodziców na ślub bo to w końcu
    dzięki nim przyszliście na świat) z odstawianiem amerykańskiej
    szopki ("cudownych rodziców mam") podczas gdy on lub ona kompletnie
    się na Was wypiął.
    Poza warto wziąść poprawkę na to, że nikt nie jest ideałem, ani
    Wasi rodzice ani WY. Każdy popełnia jakieś błędy. Może warto by ten
    Nowy Rozdział Waszego życia rozpocząć z czystą kartą a nie starymi
    urazami. Może warto chociaż spróbować wybaczyć... Wybaczyć nie
    znaczy zapomnieć!
    Pozdrawiam i życzę dużo szczęścia bo naprawdę będzie Wam potrzebne

    Trzydziestolatka z 5-cio letnim stażem małżeńskim
  • 14.02.08, 12:22
    Chyba jednak nie przeczytalaś wszystkich postów - chyba żadna z nas
    nie chciala zrobić na kimkolwiek wrażenia. Zrobić wrażenie na
    jakiejś ciotce-piąta-woda-po-kisielu to coś zupelnie innego, niż nie
    dopuścić do sytuacji, w której obraża się na mnie moja wlasna
    babcia. Co do kultury i 'cudownych rodziców', to bylam na może dwóch
    weselach i na każdym takie tańce byly, więc może to kwestia regionu
    czy upodobań - nie wiem, dlatego pytam. Ja na swoim weselu pewnie
    zrobię tak, jak uważam, ale trzeba to zrobić umiejętnie (a nie: tak
    mi się podoba, więc uczucia innych mam w d...).

    Nie rozumiem też, czemu mialabym się 'potykać na pierwszym
    kamieniu'? Jaki związek ma chęć zalatwienia wszystkiego tak, żebym i
    ja i reszta bawiących się byla zadowolona, z moim pożyciem z
    przyszlym mężem? To przecież generalnie moje zmartwienie, gdzie
    posadzę ojca, matkę, ich partnerów, babcię i calą resztę mojej
    dziwnej rodzinki. Mój przyszly może mnie w tym calym balaganie
    wspierać, ale z pewnością nie będzie mi dokladal.

    A szczęście... wierz mi, nie jest potrzebne. Szczęście to stan ducha
    i umyslu, a nie zbieg pomyślnych okoliczności. Pracuję nad tym swoim
    szczęściem i jestem rzeczywiście szczęśliwa. Mogę się starać
    pracować nad nastawieniem moich rodziców i babci do różnych spraw,
    ale na pewno nie będę się tym przesadnie martwila. Ich sprawa!

    Pozdrawiam

    smile

    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 15.02.08, 12:41
    witam, ja troche z innej beczki ale podobny problem. Tata mojej
    narzeczonej nie żyje. także chyba ja ją bede prowadzil do kosciola.
    ale co z podziekowaniami na weselu. Jak zagraja "cudownych rodzicow
    mam" to w tej sytuacji wyobraźnia podsuwa mi tylko obraz jak moja
    już wtedy "żona", z płaczem wychodzi do lazienki i siedzi tam przez
    30 minut. Z drugiej strony nie chcialbym urazic moich rodzicow. Bo w
    koncu podziekowania rodzicom sie naleza. Czy ktos tak mial ? jak
    wtedy zorganizowano moment podzekowania ? Jak to widzicie ? na razie
    nie chce rozmawiac z narzeczona aby jej dodatkowo nie rozczulac, ale
    jak bede rozmawial chcialbym miec kilka propozycji. kiedys
    wspomniala, zeby zaprosic, moich rodzicow, jej mame i jeszcze
    rodzicow chrzestych i zrobic jakies koleczko itp. i potanczyc przy
    innej piosence - ale jakiej. czy coś takiego wchodziłoby w gre.
  • 20.02.08, 15:05
    ja bylam na weselu gdzie wystapiła taka sytuacja i tam szacunek
    należał się orkiestrze. Nie było żadnego wychodzenia na środek i
    bujania się w kółeczku, bo "cudownych rodziców' to jednak wyciskacz
    łez, orkiestra poprostu po oczepinach, zrobiła jakies tam zabawy i
    tym czasie przy skocznej muzyce były kwiaty, usciski i całowania.
    Ja myślę,ze warto porozmawiać z orkiestrą , pewnie coś podpowiedzą.
    Powodzenia
  • 16.02.08, 18:35
    Sama jestem w podobnej sytuacji i mimo tego, że ślub mamy w lipcu, ja już od
    września obgryzałam paznokcie, myśląc jak mój ślub będzie wyglądać, czy nie
    będzie żadnego przypału w związku z rożnymi obyczajami ślubnymi i co najgorsza
    czy jakaś burda nie wybuchnie pomiędzy rodzicami..Mój narzeczony, któregoś dnia
    powiedział "coś" co przemówiło do mnie i przestałam sie przejmować ta sytuacja -
    powiedział, że to nasz ślub i nasze wesele, i mamy być tego dnia przeszczęśliwi!
    Przestałam już myśleć o tym, jak to "być powinno" i co goście powiedzą. Poza
    tym, tak jak ktoś wcześniej wspomniał, większość gości i tak wie jaka jest
    sytuacja pomiędzy Twoimi rodzicami. Jedyne co ja zrobię w tej sprawie to
    pogadamy z zespołem żeby oni jakiejś "gafy" nie strzelili. Tak więc to co Ci
    mogę podpowiedzieć, to nie kmiń za dużo na ten temat - to będzie Wasz dzień i
    zorganizuj wszystko tak abyś była zadowolona, a nie jak "nakazuje tradycja".
    Zresztą wiem z doświadczenia ze wcale nie mało jest wesel na których jest np.
    tylko jedno z rodziców - i są to też super weselawink)
  • 21.02.08, 21:40
    hej panny(jeszcze)!
    ja tez musze dolaczyc do waszego gronasmile niestetysmile
    na dzien dzisiejszy zapraszam ojca i jego rodzine tylko na slub i
    niech mysla co tam sobie chca,

    po pierwsze nie interesuje sie mna od 4 lat, (rodzice maja rozwod od
    2och)

    po drugie nie mam zamiaru sponsorowac rodzinie ojca darmowej wyzerki
    (wesele we wrzesniu a ojciec nawet nie zainteresowal sie czy cos
    trzeba dolozyc, kupic) bo mysle trzezwo i wiem ze tak czy siak mnie
    obgadaja: jak ich zaprosze to beda gadac skad wzielam pieniadze na
    wesele i ze czemu ojca nie ma, a jak nie zaprosze to beda gadac ze
    jestem bleee

    po trzecie: mam zajebista mame ktorej baaaaardzo duzo zawdzieczam! i
    swietnych przyszlych tesciow i chce najcudowniejsze chwile w zyciu
    spedzic z nimi i mezem ofkorssmile, nie mam zamiaru przejmowac sie co
    ktos mysli,czy kogos uraze czy nie, do jasnej anielki! TO MA BYC MOJ
    DZIEN! wiem ze niektorym z Was ciezko wybranac z sytuacji, ale
    zastanowcie sie czy warto?
  • 19.04.08, 18:13
    Ja też nie wyprawiam wesela, ale planuję obiad i chyba raczej z winietkami, żeby uniknąć dramatu... Jak usadzacie gości? Bo ja muszę rozdzielić i rodziców i dziadków. A cała rodzina z mojej strony to jakieś 20 osób, także pole manewru niewielkie.
  • 20.04.08, 10:37
    Ja tez mam ten sam problem, tzn. musze rozdzielic rodzine ze strony
    narzeczonego ( Matka i Ojciec po rozwodzie), a wesele bedzie male,
    ok 70 osob, w sali dwa stoly, duzo mlodziezy, wiec wpadlam na
    pomysl,ze przy jednym stole mlodziez, a przy drugim dorosli, ale z
    jednej strony stolu rodzina od Mamy mojego faceta, potem rozdzielam
    druga czesc moja cala rodzinka, a na koncu rodzina od jego Taty.
    Tylko tu powstaje problem, ktora rodzine blizej nas posadzic? Matki
    czy Ojca? Moja i tak bedzie w srodku, ale z tamtymi jest problem...
  • 25.08.08, 16:10
    I ja też dołączam do Was z problemem dot rozwiedzionych rodziców.
    Ojca zaproszę - mimo, że praktycznie nie mam z nim kontaktu. Widzimy
    się maks raz w roku. On nigdy z nami nie mieszkał, ja nigdy nie
    czułam, że mam ojca. Na stare lata, gdy już nie musiał się migać od
    płacenia alimentów, zaczął się czasem odzywać.
    Mam wielką nadzieję, że jeśli przyjedzie to po kościele się ulotni i
    nie będzie psuł nastroju mnie i mojej super mamie. Pytanie co z jego
    nowa rodziną? Ma zonę - 100krotnie fajniejsza niż on sam i syna.
    Zapraszać ich czy zupełnie pominąć?
    Wewnętrznie czuję, że powinnam zaprosić całą trójkę zarówno na ślub
    jak i na wesele. Jednocześnie uważam, że z wesela już samodzielnie
    powinni zrezygnować. A co jeśli nie zrezygnują?...



    --
    I believe in miracle, I believe in you...***
  • 25.08.08, 21:07
    Rozumiem, że ten syn to Twój brat?
    Ja bym mimo wszystko zaprosiła - i na ślub, i na wesele. Piszesz, że
    żona fajna, więc chyba nie będzie tak źle? Jeśli zaś chodzi o brata,
    to nawet jeśli nie jesteście ze sobą związani, to warto
    kiedyś tę więź nawiązać (a nie ma chyba lepszej okazji). W każdym
    razie - nie pomijałabym jego obecnej rodziny - to byłoby chyba mało
    eleganckie.

    >A co jeśli nie zrezygnują?...

    To trzeba mieć nadzieję, że będą się dobrze bawićwink I że Twoja mama
    nie uzna tego za jakąś zdradę (ale piszesz, że jest 'super', więc
    nie sądzę). I że stosunki się jeszcze ocieplą. To by chyba był plus,
    prawda? smile

    Swoją drogą, przemyślałam własne wesele i doszłam do wniosku, że
    pozapraszam wszystkich, którzy mi się nawiną. Bez zastanawiania się,
    czy ktoś się z kimś nie pogryzie. No bo, jeśli mają się gryźć i
    obrażać na MOIM weselu, no to chyba niezbyt im na mnie zależy (skoro
    własne antypatie są ważniejsze od świętowania mojego ślubusmile). I
    olewam teksty babci (matki ojca), że jak zobaczy 'tego mężczyznę'
    (facet Mamy) albo 'tę kobietę', to 'nie przyjdzie'. Olewam fochy
    ojca. Olewam wszystkosmile) Mam zamiar dobrze się na tej imprezie
    bawićsmile)

    [A jak mnie bardzo zdenerwują, to posadzę ich przy jednym stoliku i
    będę miała dodatkową rozrywkę w postaci obserwowania, co z tego
    wyjdziesmile))]


    --
    w-wielkim-miescie.blogspot.com/
  • 27.08.08, 09:58
    Zgadza się, "ten syn" to mój brat przyrodni. Chlopak ma 14 lat,
    widziałam go kilka razy w zyciu - trudno mówić o jakiejś więzi
    między nami, jego i jego mamy - ojca mojej żony, nie mieszalabym w
    to jednak.

    Chodzi przede wszystkim o mojego ojca, który od zawsze
    pracował "gdzies w swiecie" i się mną i moją mamą nie interesował.
    Od zawsze był problem z pięniędzmi. Nawet po rozwodzie, gdy miał
    zasądzoną kwotę alimentów tych pieniędzy praktycznie nie przesyłał -
    choc stać go na to było. W międzyczasie zbudował dom, kupował
    luksusowe samochody, wziął ponownie ślub, spłodził syna, rozbijał po
    świecie i nigdy nie złożył mi życzeń urodzinowych. Moim wychowaniem
    zajmowała się mama, wspierana przez dziadków. Dbała o to, bym -także
    finansowo - nie czula się gorsza. Skończyłam zatem studia na
    prywatnej uczelni, mogłam spędzać wakacje za granicą. I jednocześnie
    nabrać przekonania, że ojca - takie prawdziwego - nigdy nie miałam i
    jego nie potrzebuje.
    Dla mnie to zaproszenie dla niego i jego rodziny to zaproszenie z
    czystej przyzwoitości. Dla mojej mamy coś, co zaakceptuje, ale
    jednocześnie przez co nie będzie się czuła komfortowo. Podobnie
    zresztą jak cała moja rodzina, która teraz tylko opowiada żarty o
    tym jak regularnie migał się od obowiązków małżeńskich i ojcowskich.


    --
    I believe in miracle, I believe in you...***

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.