Dodaj do ulubionych

Zareczyny- dokładniej- ich brak

30.10.08, 22:51
Co myślicie o takiej sytuacji- jestem z moim chłopakiem od 4,5 roku, jest
miedzy nami dobrze, kochamy się, przewidujemy ze kiedyś się pobierzemy, etc.
Narazie jesteśmy w trakcie studiów więc rozumiem ze jest to nie najlepszy
czas. Problem polega na tym, że ja będąc przekonana ze "to właśnie Ten"
chciałabym się chociaż zaręczyć, nawet jeśli narzeczeństwo miałoby trochę
potrwać. Byłoby to przypieczętowanie naszych uczuć. Ale on mówi, że nie czuje
się gotowy by być mężem, że nie ma pracy, że wszystko się może zdarzyć, itd.
Jak mówię- nie chodzi mi o szybki ślub, tylko o potwierdzenie że chcemy być ze
sobą. Po prostu nie chcę 10 lat żyć w niepokoju co do jego zamiarów i na
koniec usłyszeć, że nie chce mnie. Coraz bardziej frustruje mnie, że on nie
chce się zadeklarować i boje się, że kiedy on się wreszcie kieeedyś się
zdecyduje , ja będę już zgorzkniała i ze zszarganymi nerwami. Nie wiem co
powinnam zrobić sad
Edytor zaawansowany
  • prismi 30.10.08, 23:10
    sporka, spokojnie. Twoj chlopak podchodzi do tego wbrew pozorom
    powaznie i odpowiedzialnie - oczywiscie, moge sie mylic, moze byc i
    tak ze naprawde nie jest pewny itd.
    Ale wg. mnie narzeczenstwo to czas przygotowania sie do malzenstwa i
    zastanowienia sie ostatecznie ze tak, to jest ta osoba, rozmawianie
    o konretnych juz sprawach jak ilosc dzieci itd. i ja osobiscie nie
    czulam potrzerby aby trwalo to dlugo, wrecz przeciwnie, naturalne
    bylo dla nas ze skoro juz zdecydowalismy sie na zareczyny, nie ma co
    zwlekac ze slubem kilka lat. Choc wiem ze rozne sa podejscia.

    Zareczyny nie sa zadna gwarancja ze za pol roku narzeczony nie
    prysnie, to sie moze zdarzyc. Skoro sa rozwody to zerwanie zareczyn
    jest jeszcze prostsze... wiec wydaje mi sie ze nie tędy droga..
    Moze jedna z dwóch hipotez jest wlasciwa: 1. cos nie gra miedzy Wami
    i dlatego nie czujesz sie bezpiecznie, pewna jego uczuc i
    potrzebujesz i szukasz mocniejszego potwierdzenia 2. przesadzasz i
    sama sie nakręcasz martwiac sie przyszloscia, zamiast cieszyc sie
    obecnym etapem i dbac zeby naprawde nie prysnal jak juz bedziesz
    zgorzkniala i znerwicowana - jak sama napisalas
  • maybeasia 30.10.08, 23:36
    Zgadzam sie z przedmowczynia. Nic dodac, nic ujac. No moze to, ze moze
    chlopak chce cie zaskoczyc zareczynami, moze np. jak oboje skonczycie
    studia. A jak bedziesz niecierpliwa (z calym szacunkiem- co ty robisz
    na SLUBNYM forum?) albo sie dopytywala, to zepsujesz mu planowanie.
  • memphis90 01.11.08, 10:45
    (z calym szacunkiem- co ty robisz
    > na SLUBNYM forum?)

    Ło matko, to tu wolno zaglądać tylko z pierścionkiem na palcu?
    A może dziewczyna chce już wstępnie zarezerwować salę, za 5 lat będzie jak
    znalazł...
  • slinshine 15.11.08, 21:41
    Piszesz,ze nie chcesz zyc w niepewnosci.Ale zareczyny tez przeciez
    mozna zerwac.
    --
    mój suwaczek
  • slinshine 15.11.08, 21:41
    Piszesz,ze nie chcesz zyc w niepewnosci.Ale zareczyny tez przeciez
    mozna zerwac.
    --
    mój suwaczek
  • lka1985 31.10.08, 08:00
    Ohooooo hooo znam ten problem. Z moim słoneczkiem jesteśmy razem od 5 lat. 1,5 roku temu mieliśmy mały kryzysik, który według mnie mógłby zostać zażegnany właśnie zaręczynami. Wówczas moje kochanie stwierdziło, że absolutnie nie nie nie. Argumenty były podobne. Brak perspektyw (choć mnie się wydawało, że chodzi o brak chęci) i możliwości. Radzę cierpliwie czekać, nie naciskać. Może też nie dojrzał do tak poważnej decyzji (bo to jest poważna decyzja) i nie powinnaś mieć do niego o to pretensji. Czekanie i cierpliwość zostaną wynagrodzone, zaufaj mi smile
    Ja się doczekałam i patrząc wstecz muszę przyznać narzeczonemu rację - te kilkanaście miesięcy temu faktycznie zaręczyny niewiele by zmieniły.

    Nasz ślub - 22.08.2009 smile
  • kaamilka 31.10.08, 08:19
    Faceci widocznie tak mają wink Mój mąż dopóki nie pracował, dopóki nie
    widział końca studiów, dopóki oboje nie zarabialiśmy jakiś
    rozsądnych pieniędzy, nawet połową słowa nie wspomniał o ślubie i
    zaręczynach.
    --
    Nie ma litości dla bezmyślności
  • maiwlys 31.10.08, 08:29
    Z całym szacunkiem, ale "zmuszanie" faceta do zaręczyn i naciskanie
    na nie jest poniżające dla mnie jako kobiety. Ale oczywiście to moje
    zdania, moja koleżanka sama sie oświadczyła swojemu juz mężowi -
    poweidziała albo tak albo siak wybieraj - dla mnie to też dziwna
    sytuacja, ale rózni ludzie różne zachowania.
    Chłopak będzie gotowy to ci sie oswiadczy, co ci po
    takim "przypieczętowaniu ucczuć" kiedy on jasno mówi, że nie jest
    gotowy, może nie jest pewny czy chce z toba życie spędzić?
    Jeśli chodzi o pierścionek, ktorym mogłabys pochwalić się przed
    rodziną i koleżankami to szczerze wpółczuję.

    --
    mój suwaczek
  • sierpniowa_julka 31.10.08, 14:31
    Z całym szacunkiem, ale dla mnie poniżające dla kobiet jest to, co napisałaś. Uznałaś, że tutaj chodzi tylko o faceta. On musi być gotowy, a panienka najlepiej by śliczną buźkę zamknęła na kłódkę i cierpiąc w milczeniu z rozterkami w sercu czekała 10 lat, aż się luby zdecyduje w którąś stronę.
    Niektórzy faceci rzeczywiście chcą najpierw się usamodzielnić, a dopiero potem myśleć o założeniu rodziny. Całkiem rozsądnie...
    Niektórzy boją się po prostu bliżej nieokreślonych zmian, jakie niesie małżeństwo (z tego, co opowiadał mi mój mąż wynikało, że boją się bycia "dorosłym"; że skończy się młodzieńcze, studenckie życie pełne przygód, a pojawią pieluszki i codzienne, szare problemy małżeńskie, a koniec końców zaczną przypominać swoich rodziców)
    Jeszcze inni są długo w związkach, które traktują jak poczekalnie. Jest im nieźle, ale jeżeli pojawi się okazja przeniesienia do 5* hotelu, to z niej od razu skorzystają. A jak nie (bo po studiach tych okazji coraz mniej), to ostatecznie się oświadczą swojej poczekalni. Bo źle przecież nie będzie... smile
    I jeszcze są wieczni kawalerowie z kryzysem wieku średniego już od dwudziestki. tongue_out
    Podejrzewam, że założycielka wątku obawia się tego, iż jej chłopak jest typem nr 3 lub 4 i stąd obawy. Nie dziwię się ,że chce wiedzieć na czym stoi - w końcu 4,5 roku to szmat czasu w dwudziestoparoletnim życiu.
    Z moich obserwacji wynika, że najwięcej mężczyzn kwalifikuje się do drugiej kategorii... Może tak też jest z chłopakiem założycielki wątku? Jak to rozwiązać?
    1. cichutko czekać, aż się namyśli. Obstawiam, że po 6 latach w końcu podejmie decyzję o oświadczynach (chyba, że jesteście na 1. czy 2. roku studiów... wtedy to może znacznie dłużej potrwać...) Czekanie raczej w Tobie będzie wywoływać coraz większą frustrację.
    2. zmusić go do oświadczyn: "wóz, albo przewóz". Szybko się przekonasz, czy Cię poważnie traktuje. Ale romantyzmu w tym raczej nie będzie.
    3. sama mu się oświadczyć.
    4. bardzo szczerze i długo porozmawiać o oczekiwaniach i obawach (bez pretensji i oskarżeń) i wspólnie podjąć decyzję o dalszym rozwoju związku.
    --
    27.07.2007
  • premeda 12.11.08, 11:59
    To może napiszę jak jest u mnie. Gdzieś po roku znajomości, podczas
    omawiania przyszłościowych planów, powiedziałam swojemu lubemu, ze
    ja mu daję 3 lata spokoju od tematu: ślub i zaręczyny. Teraz po
    ponad dwóch latach, chłopina dalej słyszy, że ma 3 lata luzu smile. Za
    to on sam coraz częściej zaczyna wspominać o ślubie, włącznie z tym,
    że podczas rozmowy o sytuacji mojego brata, kórego dziewczyna
    naciska juz na ślub, mój zapowiedział, że nasz na pewno będzie
    szybciej smile Muszę jednak zaznaczyć, że mój luby jest po długoletnim
    przechodzonym związku, a ja mając brata, który swoją dziewczynę
    traktuje dosłownie jak poczekalnię z darmowym seksem (uczuć w tym
    nie ma żadnych) też w czekanie, aż facet się przebudzi nie wierzę.
    Dodam jeszcze, że właśnie dwa tygodnie temu rozpadł się 7-letni
    zwiazek koleżanki, pan stwierdził, że nie może z nią wytrzymać i
    przeprowadził się do mamy.
  • aiczka 01.11.08, 02:42
    > zdania, moja koleżanka sama sie oświadczyła swojemu juz mężowi -
    > poweidziała albo tak albo siak wybieraj - dla mnie to też dziwna
    > sytuacja, ale rózni ludzie różne zachowania.
    Dla mnie pomysl, by to kobieta sie oswiadczala dziwny nie jest - taka nowoczesna
    jestem ^_-. Natomiast smutne jest, ze sadzac z wypowiedzi rozmaitych osob na
    rozmaitych forach wyglada to najczesciej wlasnie tak, jak przedstawilas - nie
    uprzejma prosba, mila propozycja, tylko ultimatum, szantaz.
  • memphis90 01.11.08, 10:50
    IMO dojrzali ludzie, z pewnym stażem w związku ROZMAWIAJĄ ze sobą nt.
    przyszłości, zaręczyn, ślubu, dzieci, planów na przyszłość. Więc rozmowa na
    temat ślubu nie jest naciskaniem, zmuszaniem, nie widzę powodu, by była
    uwłaczająca. To nie powinno być tak, że przez 4 lata tylko kino, imprezki, seks-
    a potem nagle facet znienacka pada na kolana z jakimś pierścionkiem i dopiero
    zaczynamy traktować się i rozmawiać poważnie.
  • foczkaka 31.10.08, 10:36
    To oczywiście może znaczyć że on nie jest pewnien swoich uczuć. Nie odpowiemy Ci
    na to nie znajac Twojego faceta.
    Ale też prawdą jest że oni inaczej patrzą na to wszystko.
    Mój też jakis czas temu nie chciał się zaręczać, mimo że rozmawialiśmy o
    przyszłości, o wspólnym domu, dzieciach itd. Ja tego nie rozumiałam, dla mnie to
    była jakaś niekonsekwencja - skoro jest pewniem to czemu nie chce zrobic tego
    kroku. A on czekał po prostu az sie wyjasnia rozne kwestie praktyczne:
    mieszkalismy wtedy w roznych miastach i trzebabyło postanowic czy ja jade do
    niego czy on do mnie, co z pracą itd. Kiedy sie te trudniejsze kwestie
    praktyczne wyjaśniły - zareczylismy sie smile
    Widze też ze ja i N inaczej przezywamy decyzje o slubie i przygotowania do tego.
    Dla niego taka przełomowa była decyzja o zareczynach, ale po niej jest juz
    spokojny i nie ma wiekszych watpliwosci. Natomiast ja na zareczyny patrzyłam
    chyba dość beztrosko, za to im blizej slubu i przysięgi bardziej sie "miotam".
    Choć oczywiście i on wtedy i ja teraz wiedzieliśmy że chcemy być razem i że to
    właściwa decyzja.
    Jeszcze inna kwestia: moj tez sie chyba kiedys bał ze jak sie oswiadczy to ja
    juz od razu bede chciała slub, najlepiej w pol roku wink a potem od razu dzieci wink
    Trzeba było wieeelu rozmów zeby zrozumiał że nie śpieszy mi sie wcale tak
    bardzo, ze dzieci to dopiero za kilka lat, a decyzji o slubie potrzebowałam z
    innych względów, bardziej uczuciowych.

    Tak więc nie martw się, broń Boże nie zadreczaj swojego chlopaka mowieniem o
    tym. Ciesz sie tym co jest teraz, a w dogodnym momencie spróbuj szczerze
    porozmawiac o wspolnych ochekiwaniach i potrzebach.
    --
    18 kwiecień 2009 smile
  • lka1985 31.10.08, 11:54
    Hehe faceci mają jednak szalenie prosty tok rozumowania. Mój narzeczony również
    się bał, że od razu będzie ślub, wspólne mieszkanie (jesteśmy z dwóch różnych
    miast), dzieci itd. Też musiałam dłuuuuugo tłumaczyć osiołkowi, że kobiety
    podchodzą do tego inaczej. Dla niego do pewnego momentu pierścionek nie znaczył
    nic, zaręczyliśmy się 1 sierpnia tego roku i od tego momentu jesteśmy jak
    zakochani licealiści, a załatwianie formalności związanych ze ślubem to istna
    przyjemność. Nie wspominając już o tym, że najczęściej odwiedzaną przez niego
    stroną jest forum ślubne gazety.pl smile
  • freddie83 31.10.08, 13:06
    A to ja miałam zupełnie na odwrót wink) to on się spieszył z tym pierścionkiem jak
    szalony, a ja odciągałam ten moment jak mogłam wink)
    Ale było po drodze wiele rozmów i to on zrozumiał mój tok myślenia (co nie
    znaczy, że porzucił swój, hehe).
    Ślub w czerwcu 2008.
  • aiczka 01.11.08, 02:50

    > Hehe faceci mają jednak szalenie prosty tok rozumowania. Mój narzeczony również
    > się bał, że od razu będzie ślub, wspólne mieszkanie (jesteśmy z dwóch różnych
    > miast), dzieci itd. Też musiałam dłuuuuugo tłumaczyć osiołkowi, że kobiety
    > podchodzą do tego inaczej.
    Oj, mysle ze to uogolnienie. Pojecie na temat dlugosci trwania nazeczenstwa
    chyba bardziej zalezy od indywidualnych wyobrazen, doswiadczen, nastawienia itp.
    a nie akurat od plci.
    Dla mnie np. nazeczenstwo to nie jest "przyklepanie" czegos, tylko stan
    zawieszenia i oczekiwalabym raczej krotkiego okresu miedzy zareczynami a slubem.
    Przeciagajace sie nazeczenstwo powodowaloby u mnie poczucie zagrozenia, ze tego
    slubu (najwyrazniej chcianego w chwili zareczyn) to juz chyba nigdy nie bedzie,
    a zrezygnowanie jest duzo bardziej niepokojace (w kontekscie trwalosci i
    powodzenia w zwiazku) niz niepodjecie decyzji.
  • koizumi_r 31.10.08, 14:12
    hmmm, nie martw się. mam tak samo jak ty z tym, że my skończyliśmy studia,
    pracujemy i mieszkamy razem uncertain. i rzeczywiście boję się, że kiedy mója połówka
    będzie chciała włozyć mi pierścionek na rękę to ja będę zgorzkniakła. proawda
    jest też taka, że dla niektórych facetów danie dziewczynie pier.ścionka jest
    traktowane prawie jak małżeństwo.

    i sorki z góry za żale, ale ta pogoda wpędza mnie w depresję tongue_out
  • prismi 31.10.08, 14:19
    I w sumie prawidłowo jest traktowane. Pierscionek to nie kolejny
    prezent, powierdzenie uczuc, ale deklaracja ze chce sie z Toba
    ozenic. Wiec jesli mfaceci uwazaja ze to onzacza od razu slub to w
    sumie dobrze rozumują wink Moze to oni dojrzalej do tego podchodzą...
    wychodzi na to...
  • lka1985 31.10.08, 14:35
    Hej, a nie za dobrze Ci? big_grinbig_grinbig_grin Niektóre z nas muszą dłuuuugo czekać na wspólne mieszkanie z facetem, ja od 5 lat w związku na odległość, a Ty masz chłopa na codzień i jeszcze źle tongue_out

  • koizumi_r 01.11.08, 11:13
    hehe może i mam go na co dzień, ale to nadal jest stan zawiesznia uncertain... bo w
    każdej chwili może się okazać ze strony mojego chłopaka, że to nie to... a mimo
    wszystko w mojej opinii zaręczyny do czegoś obligują. i zanim facet zrobi
    głupstwo to w momencie zaręczyn pięć razy się zastanowi, czy warto. poza tym
    jednego nie rozumiem, rozmawiamy o ślubie, dzieciach większym mieszkaniu a
    zaręczyn jak nie było tak nie ma...
    ogólnie cieszę się tym co mam, ale są też chwile zwątpienia... szczególnie w
    taką pogodę jak wczoraj tongue_out

    Ila1985 uwierz mi jak zamieszkaliśmy razem to pierwsze tygodnie były straszne.
    Mało co nie zerwaliśmy sad... bo to jednak co innego inż przychodzenie do kogoś
    na weekend. ale teraz jest dobrze smile
  • kol.3 31.10.08, 14:36
    Jeśli Twój chłopak przyjął postawę, że nie jest gotów do małżeństwa,
    że nie wiadomo co się jeszcze może zdarzyć - przyjmij postawę taką
    samą jak on. Przede wszystkim nie ogłaszaj mu, że "tylko on i nikt
    inny". Przyznaj mu głośno rację, że nie wiadomo, co jeszcze może się
    zdarzyć, że Ty w sumie też nie jesteś gotowa, że nie wiadomo co
    będzie.
    Nie wpatruj się w niego jak w słoneczko i nie trzymaj się jego
    spodni. W tej chwili Ty twierdzisz, że on "to właśnie ten", a więc
    on nic nie musi, nie musi się wysilać, bo jest Ciebie pewien. Sama
    się postawiaś w niekorzystnej sytuacji, w sytuacji osoby proszącej,
    zabiegającej o niego, której on stawia warunki.
    Jeśli jeszcze z nim mieszkasz, to już naprawdę fatalnie.
    Olej go trochę, świat jest pełen innych fajnych facetow, umów się z
    jakąś fajną paczką bez niego. Trochę taktyki i pomyślunku.
  • lka1985 31.10.08, 14:38
    Z pierwszą częścią wypowiedzi się zgadzam, oczywiście nie należy przesadzać z tą
    miłosną powściągliwością smile
  • kol.3 31.10.08, 15:00
    Jakoś nie doczytałam żeby on szalał na jej punkcie.
  • lka1985 31.10.08, 15:09
    Nie znam pary która po prawie 5 latach szaleje za sobą ciągle tak samo. Wiadomo,
    bywa różnie. A taka niepewność co do przyszłości nie sprzyja szaleństwu w
    pozytywnym sensie. My mieliśmy udany związek, ze wzlotami i upadkami. Efekt jest
    taki, że po 5 latach jesteśmy szczęśliwi świadomie i bez żadnych klap na oczach.
  • odcienieszarosci 31.10.08, 16:39
    Tak to juz bywa, ż edziewczyny są na to wcześniej gotowe...
    Lepiej za bardzo nie naciskaj bo po co Ci takie zaręcuyny do których
    sama faceta zmusiłaś?
    Wiem że to frustrujace ale faceci juz tak maja że sami o tym
    decyduja kiedy jak i gdzie sie oswiadczaja
    Co nie znaczy że nie możesz mówić o swoich oczekiwaniach. Przeciwnie
    porozmawiajcie jak wyobrażacie sobie Wasze życie za 2,3,5lat...
    A w tzw międzyczasie zajmij się soba realizacja swoich marzeń i
    planów.
    Pozdrawiam
  • marta_s25 02.11.08, 12:02
    uwazam ze nie masz sie czy przejmowac. moi znajomi sa para od 5 lat,
    mieszkaja raze, maja zaplanowany slub od 1,5 roku na kwiecien 2009 a
    do dnia dzisiejszego nie sa zareczeni. kiedys zapytalam ja dlaczego
    sie nie zareczyli-spalila sie ze wstydu i odpowiedzi nie dalasmile
  • horpyna4 02.11.08, 19:17
    A mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby się zaręczyć. I w moim
    otoczeniu też nie spotkałam się z tym, jakoś nikomu to nie pasowało.
    Po prostu brało się ślub, zaręczyny były uważane za mocno
    przestarzały zwyczaj. Dlatego mogę sobie wyobrazić, że jakiś facet
    nie chce się zaręczyć, bo uważa to za niepotrzebną szopkę.
    Brak zaręczyn przed ślubem to taka "bardziej wolna wola" przy
    ołtarzu.
  • aiczka 06.11.08, 00:50
    Oszszsz, kurcze! Ja zawsze bylam przekonana, ze zareczyny to moment decyzji o
    slubie ^_^
  • mike2005 02.11.08, 12:50
    Wy się cieszcie, że złapałyście Pana Boga za nogi, czyli zdrowo
    myślących facetów. Normalny facet najpierw myśli o osiągnięciu
    pewnego pułapu finansowego, a dopiero potem o założeniu rodziny itp.
    Nie stawiajmy wozu przed końmi.
    Wyobraźmy sobie trzy scenariusze.

    1. Facet nr 1 kończy w wieku 26 lat studia (z rocznym poślizgiem),
    idzie do pracy za 4000 brutto, po dwóch latach 4000 brutto zamienia
    się na 5000 netto, ale i tak stwierdza, że praca na etacie to nie
    jest to, zwłaszcza że piątka na rękę to w dzisiejszych czasach żadna
    rewelka, i postanawia rozkręcić coś na własną rękę. Rozkręcenie
    własnego biznesu do poziomu, który by go satysfakcjonował, zajmuje
    mu trzy lata. W wieku 30 lat osiąga jaką taką stabilizację
    materialną. Zaczyna rozglądać się za partnerką na dobre i na złe,
    rzecz jasna nieco młodszą /do tego czasu bynajmniej nie próżnował,
    tylko używał życia; już się wyszumiał, tzn. tak mu się wydaje.../.
    Poznaje swoją wybrankę serca na jednym z portali internetowych po
    kilku miesiącach poszukiwań, testują się przez trzy lata, by w końcu
    dojrzeć do podjęcia wiadomej decyzji. Oczywiście pewnych spraw się
    nie przeskoczy i trzeba poczekać półtora roku na termin. W sam raz,
    żeby raz jeszcze przemyśleć pewne sprawy i się przygotować: duchowo
    i nie tylko. W wieku 35 lat gościu zostaje szczęśliwym mężem.
    Dojrzałym mężem. Mężem z k(l)asą.
    2. Facet nr 2 po ukończeniu liceum zawodowego w wieku lat 20 (też
    miał poślizg) zaciąga się do pracy na linii produkcyjnej w fabryce
    za całe 1400 brutto. W międzyczasie zaciąga na chatę pannę, którą
    udało mu się urobić w pobliskiej dyskotece. Obojgu niestrawiony
    alkohol szumi w głowie, nie myślą o zabezpieczeniu, co skutkuje tzw.
    wpadką i ślubem w trybie przyspieszonym (flacha dla proboszcza). Po
    roku naszego bohatera zwalniają z pracy i ląduje na zasiłku.
    Emigrować mu się nie uśmiecha, zwłaszcza że oprócz łamanego
    polskiego zna jedynie łacinę podwórkową. Ale głowa do góry, przecież
    w końcu jest "dorosły" i "ma rodzinę".
    3. Bujający w obłokach marzyciel nr 3 oświadcza się swojej lubej na
    trzecim roku studiów licencjackich. Nic nie wskazuje na to, żeby
    miał je ukończyć w terminie, zresztą rocznikowo powinien teraz
    bronić magisterkę, no ale się poimprezowało. Panna w chwili
    uniesienia przyjmuje oświadczyny i przez dwa tygodnie oboje są w
    transie (jak to się kiedyś zwykło mawiać, w skowronkach). Niestety
    los nie jest dla nich zbyt łaskawy i panna po dwóch latach poślubia
    innego, ustatkowanego kolesia. Nasz romantyk niezrażony poprzednią
    porażką po jakimś czasie znowu wydaje oszczędności uciułane z
    kieszonkowego i drobnych fuch na pierścionek zaręczynowy - nie
    pierwszy i nie ostatni.

    Morał dopiszcie sobie same.

    --
    Do wesela się zagoi smile
    pl.youtube.com/watch?v=W9laFXvPgCU
  • koizumi_r 02.11.08, 16:13
    zgadzam się z tobą mike. ale ja jestem z factem nr "1" z twojej listy. i nic z
    tego nie wynika uncertain
  • kol.3 02.11.08, 23:11
    Facet nr 1 dla mnie już od dawna jest starym kawalerem.
    Nie twierdzę, że trzeba się pobierać po 20-tce, ale na pewno w wieku
    26-28 lat, potem ludzie docierają się trudniej, mają swoje
    skostniałe nawyki, są nieleastyczni.
  • koizumi_r 03.11.08, 10:51
    staro to my się nie czujemy :p... ale czekanie jest wkur... przepraszam za
    wyrażenie, ale prawda jest taka że dla takiego mężczyzny może znaleźć się powód
    by jeszcze teraz się nie oświadczyć czy żenić...

    chociaż z drugiej strony czekanie i potem niespodziewane zaręczyny są miłe smile...
  • maja_sara 05.11.08, 02:37
    Staropanieństwo/starokawalerstwo niewiele ma wspólnego z wiekiem,
    dużo zaś z charakterem i podejściem do samego siebie i życia.
    Elastyczność, to też cecha osobowości, nie wieku. Bo nie o kości i
    ścięgna tu chodzi ;p


    --
    Na zawsze to się tylko odchodzi,
    porzuca i znika na zawsze.
    A wszystko inne jest na chwilę...
  • kol.3 05.11.08, 17:57
    Nie zgadzam się, starokawalerstwo ma dużo wspólnego z wiekiem. Jeśli
    pan zamieszkał w swoim mieszkaniu w wieku dwudziestu paru lat i
    przyzwyczaił się do ustalonego porządku rzeczy, do przedmiotów na
    stałym miejscu, to po trzedziestce źle znosi cudzą obecność a
    zwłaszcza ingerenecję w swojej siedzibie. Jeśli związek zaczyna się
    wcześniej, łatwiej się dotrzeć.
  • maja_sara 05.11.08, 18:44
    Czyli taki ma charakter-"nie tykaj mojego i wara od mojego planu
    dnia".
    --
    Małe rączki potrafią ulepić kwiatek z plasteliny. Narysują słońce
    roześmiane. Zbudują domek z klocków. Przynoszą mi jabłko czerwone.
    W małych rączkach mieści się cała miłość...
  • atrament.owa 05.11.08, 18:14
    otóż to!
  • sierpniowa_julka 02.11.08, 23:13
    też (o dziwo) się zgadzam, choć mojego majkowy ranking nie objął. smile
    --
    27.07.2007
  • kavainca 03.11.08, 11:29
    i my jesteśmy tego przykładem!
    Bylismy ze sobą 5 lat przed ślubem. Kiedy się poznaliśmy ja miałam
    25 lat, mąż 31. Oboje byliśmy niezalezni finansowo, każde ze swoim
    miszkaniem i nienajgorszą pracą. I co? i nic - tez czakalismysmile
    --
    <a href="www.przewodnikmp.pl/img-30082008018.png"
    target="_blank"> mój suwaczek </a
  • kol.3 03.11.08, 18:10
    Na co czekaliście aż 5 lat? Wiesz ja się nie czepiam, ale uważam że
    po 2 latach to już wiadomo z kim się ma do czynienia.

    Wkurza mnie wyrozumiałość dla wiecznego niekończącego się
    dziecięctwa facetów w naszym kraju.
  • kavainca 03.11.08, 20:25
    Chłop nie chciał, a ja go za bardzo kochałam, żeby stawiać ultimatum.
    Zdecydował się na ślub jak okazało się, że jego o 10 lat młodszy
    kuzyn założy rodzinę przed nimsmile A tak poważnie to poczuliśmy, że
    chcemy się rozmnorzyć.
    --
    mój suwaczek
  • maja_sara 05.11.08, 02:41
    Ale co Cię wkurza? Że żaden Ci się jeszcze nie oświadczył? I to
    nazywasz "niekończącym się dziecięctwem facetów"?
    Bo co Cię obchodzą inni i ich wybory życiowe, skoro nie Ciebie
    dotyczą.

    --
    Martwi jesteśmy, to tylko krew w nas płynie.
    Życie to zupełnie co innego.
  • kol.3 05.11.08, 18:08
    Spoko,jestem mężatką z niemałym stażem. A Piotrusiowie Panowie
    cieszą się u nas wyjątkową wyrozumiałością.
    Wybory życiowe takich panów nie są interesujące dla nikogo, póki
    taki ktoś nie angażuje drugiej osoby (kobiety) i nie wykorzystuje
    jej dla swojej wygody, nie żeruje na jej uczuciach i nie krzywdzi
    jej. Trzeba mieć poczucie odpowiedzialności i wiedzieć, że człowiek
    to nie zabawka.
    Wieczne dziecięctwo polega na tym, że pan w wieku 20 lat jest
    niedojrzały, w wieku 25 lat jest nadal niedojrzały, w wieku 30 lat
    jeszcze nie dojrzał do podjęcia decyzji itd. Taki ktos w wieku 60
    lat nadal będzie niedojrzały, to jest po prostu życiowe bobo,
    którego BHP każe unikać.
  • maja_sara 05.11.08, 18:51
    Małżeństwo to nie jest jakiś odgórny "prikaz". Nawet jeśli, zdaniem
    niektórych, ma się JUŻ 30 lat i jest się starym, skostniałym
    kawalerem.
    Nie żenić się i nie zaręczać z kobietą, z którą się mężczyzna
    spotyka = wykorzytywać kobietę i krzywdzić ją. /??/ Twoje skróty
    myślowe są powalające...
    --
    Martwi jesteśmy, to tylko krew w nas płynie.
    Życie to zupełnie co innego.
  • kol.3 06.11.08, 17:54
    Dziwię się że takie rzeczy trzeba tłumaczyć jak na rozstajnych
    drogach.
    Spotykanie się z kimś, robienie komuś nadziei, że być może...
    zobowiązuje drugą osobę. Jeśli ktoś nie zamierza zakładać rodziny, w
    czym nie ma nic nagannego, powinien uprzedzić drugą stronę o tym, no
    ale wtedy straciłby darmowe bzykanko i darmową kuchtę. I tu jest
    pies pogrzebany, stąd biorą się przechodzone związki.
    Inna sprawa, że jedna pani pozwala panu na kilkuletnie wodzenie za
    nos, a druga kompletnie nie.Stąd się biorą szybkie śluby par które
    dopiero co się poznały.
  • kavainca 06.11.08, 20:04
    no to wygląda na to ze zmusiłam chłopa do ślubu, choć nasz związek
    był przechodzony. Czyli rychły rozwód wink
    --
    mój suwaczek
  • kol.3 07.11.08, 08:16
    Ciebie to raczej nie dotyczy, bo Twój mąż szczęśliwie dojrzał do
    ślubu, jak piszesz pod wpływem młodszego kuzynostwa. Czasem młodsze
    kuzynostwo tak zbawiennie działa. Ponieważ czytałam to i owo z
    Twojej historii domyślam się, że głównymi hamulcowymi byli jego
    rodzice. Znam to, bo moja historia była podobna tylko nie zgodziłam
    się na wieloletnie czekanie (moja teściowa wpadła na pomysł 8
    letniego narzeczeństwa "poznacie się lepiej odłożycie trochę, on się
    musi wyszumieć" itd.). Zwykle ci co tak doradzają sami do siebie nie
    stosują swoich cudownych teorii i pobierają się po krótkim
    narzeczeństwie.POzdrawiam.
  • maja_sara 06.11.08, 23:52
    Partner autorki wątku powiedział jej wprost "ja nie jestem jeszcze
    gotowy". Tu NICZEGO nie trzeba tłumaczyć, wszystko zostało
    powiedziane wprost. Jedynie autorka wątku ma problem ze
    zrozumieniem prostego zdania, a i inne forumki również.


    --
    Małe rączki potrafią ulepić kwiatek z plasteliny. Narysują słońce
    roześmiane. Zbudują domek z klocków. Przynoszą mi jabłko czerwone.
    W małych rączkach mieści się cała miłość...
  • aiczka 09.11.08, 04:15
    > ale wtedy straciłby darmowe bzykanko i darmową kuchtę.
    Bardzo wspolczuje osobom, ktore czuja sie w zwiazku jak "darmowy obiekt do
    bzykanka i kuchta". Ale malzenstwo chyba nie rozwiaze ich problemu. Przeciez w
    akcie slubu nie ma nic o placeniu za cokolwiek.
    A moze sie np. okazac, ze maz straci prace i nie dosc, ze nie bedzie placil, to
    jeszcze bedzie go trzeba utrzymywac o_O. A sa przeciez inne opcje: mozna
    bzykac/gotowac profesjonalnie, za godziwe stawki, mozna nie robic tego w ogole,
    skoro samemu sie tego najwyrazniej nie potrzebuje i nie chce.
  • maja_sara 09.11.08, 13:04
    Też mnie zadziwiają teorie, które wyznaje autorka tych słow,
    ale...już nie drążę tematu. Można, faktycznie, jedynie współczućsmile
    --
    Martwi jesteśmy, to tylko krew w nas płynie.
    Życie to zupełnie co innego.
  • kol.3 12.11.08, 19:34
    Małżeństwo w ogóle nie rozwiąze problemu, bo może do niego nigdy nie
    dojśc.
    Czytam to forum od lat i nagminnie powtarzją się wątki
    typu "Mieszkamy razem 6/7/8 lat (niepotrzebne skreślić) on mówi, że
    nie jest jeszcze gotowy do małżeństwa, a ja się boję naciskać bo on
    się obraża. A przecież piorę, sprzątam, ma ugotowane i podane na
    stół".
    Ewentualnie wątek wzbogacony "Mieszkaliśmy razem 6/7/8 lat, on cały
    czas mówił, że nie jest jeszcze gotowy, a ja się bałam naciskać bo
    on się obrażał. A przecież prałam, sprzątałam, miał ugotowane i
    podane na stól. A wczoraj oswiadczył mi, że się wyprowadza bo dwa
    miesiące temu poznał dziewczynę z którą się wkrótce żeni".
    Sprawa jest prosta i stara jak świat: jak się da pogrywać pan z tego
    korzysta, jak się nie da - żeni się.
    Pozdrawiam.
  • aiczka 12.11.08, 23:09
    No i wlasnie osobom, ktore
    - musza lub uwazaja ze musza "prac-gotowac-sprzatac",
    - udczuwaja to jako poswiecenie, za ktore jedyna uczciwa zaplata jest dozywotnia
    gwarancja utrzymania,
    - wierza, ze taka sytuacje zapewni im po wsze czasy formalne malzenstwo,
    - podchodza do zwiazkow jak do jakiejs gry, w ktorej trzeba zdobyc przewage (nie
    dam SOBA pogrywac, za to pogram NIM tak, zeby sie ze mna ozenil itp.),
    wspolczuje.

    I nie wiem, czy wspieranie ich w obecnym podejsciu do zycia/przekonaniach to
    najlepsze co mozna dla nich zrobic.
  • kol.3 13.11.08, 17:41
    Ja nie wiem czy one muszą prać-prasować itd.i czy one prowadzą
    jakąs grę. Wątpię, i wg mnie dorabiasz ideologię.
    Chodzi o to by w życiu nie dać się wykorzystywać.
    A to, że kobieta chce w pewnym wieku założyć rodzinę nie jest
    naganne.
  • aiczka 13.11.08, 21:15
    Oczywsicie, wspolczuje osobom, ktore sa wykorzystywane/daja sie
    wykorzystywac/czuja sie wykorzystywane. Tylko obawiam sie, ze malzenstwo nie
    jest rozwiazaniem/zapobiezeniem ich problemow.
    A rodzina w sensie czegos, czego sie pragnie to dla mnie bardziej stan
    umyslu/uczuc niz stan prawny.
  • maja_sara 13.11.08, 22:08
    I dlatego odszedł, bo on nie potrzebował praczki, sprzątaczki i
    kucharki. On chciał partnerki do rozmowy, wspólnych podróży, seksu,
    wspólnych hobby. A głupia myślała, że jak wrzuci skarpetki do
    pralki i naczynia do zmywarki, to on omdleje z zachwytu. Nie róbcie
    z facetów swoich synków, bo to nie są duże wieczne dzieci, nie! To
    dorośli ludzie szukający partnera na życie, nie pomocy domowej.
    Zamiast gotować, idźcie na kolejne studia, rozwijajcie się. Bo nuda
    zabija.
    --
    Małe rączki potrafią ulepić kwiatek z plasteliny. Narysują słońce
    roześmiane. Zbudują domek z klocków. Przynoszą mi jabłko czerwone.
    W małych rączkach mieści się cała miłość...
  • 18_lipcowa1 03.11.08, 19:15
    Po prostu nie chcę 10 lat żyć w niepokoju co do jego zamiarów i na
    > koniec usłyszeć, że nie chce mnie.

    Alez to samo mozesz uslyszec po zareczynach ,ba nawet po slubie.
    Rozumiem ze chcesz sobie pana zaklepac?

    Coraz bardziej frustruje mnie, że on nie
    > chce się zadeklarować i boje się, że kiedy on się wreszcie
    kieeedyś się
    > zdecyduje , ja będę już zgorzkniała i ze zszarganymi nerwami. Nie
    wiem co
    > powinnam zrobić sad

    Przykre to ze jedynie slub moze sprawic ze nie bedziesz
    zgorzkniala,,,,,
  • mike2005 04.11.08, 11:19
    18_lipcowa1 napisała:

    > > Po prostu nie chcę 10 lat żyć w niepokoju co do jego zamiarów i
    > > na koniec usłyszeć, że nie chce mnie.
    >
    > Alez to samo mozesz uslyszec po zareczynach ,ba nawet po slubie.
    > Rozumiem ze chcesz sobie pana zaklepac?

    Mnie też dziwi naiwność - zarówno kobiet, jak i mężczyzn! -
    dotycząca zaklepywania partnera. Bo co, myśli taki, że jak się
    wykosztuje na złoty pierścionek, to już nie będzie musiał się
    wysilać i zdobywać panny, a ta będzie zobowiązana do dozgonnej
    wierności? A panny myślą, że jak już im się facet oświadczy, to nie
    będzie skakał z gałązki na gałązkę?
    Jakby to było mało kolekcjonerów i kolekcjonerek pierścionków
    zaręczynowych. Ale cóż, przynajmniej nakręcają gospodarkę.

    --
    Do wesela się zagoi smile
    pl.youtube.com/watch?v=W9laFXvPgCU
  • maja_sara 05.11.08, 02:31
    Jak bedziesz naciskac, to prędzej ucieknie niż poprosi Cię o rekę.
    Powiedział Ci już-nie jest jeszcze gotowy.
    --
    Na zawsze to się tylko odchodzi,
    porzuca i znika na zawsze.
    A wszystko inne jest na chwilę...
  • green_pepe 05.11.08, 09:37
    szkoda że myśli młodej dziewczyny- skoro jeszcze studjujecie tak
    wywnioskowałam kręcą się wokół " polubi czy poślubi"-takie dziwaczne
    czekanie na łaskę bądź niełaskę pierścienia zaręczynowego!(dla mnie
    troche poniżająca opcja)
    swoja drga u nas jakoś tak się utarło- kobieta czeka aż mężczyzna
    jej się oświatczy-i jest w rozterce kiedy i czy w ogóle to zrobi! a
    facet- zawsze wie ze jak juz sie oświadczy zostanie przyjety ...bo
    ma zawsze mówiamy tak(z drobnymi wyjatkami potwierdzającymi regułę)
    swoją drogą pokrętna logika!- jak mi da pierścionek to znaczy że już
    bedzie mój- zaklepane!!!!
    rada odemnie:
    1.skończcie studia- każde osobno!!
    2.zajmijcie się szukaniem pracy- każde osobno!!
    3.zaręczcie się jezli oboje- każde osobno bedziecie na to gotowi-
    mentalnie ,finansowo i honorowo
    4zacznijcie sie szykować do slubu - to już razem
    5 weźcie ślub- to też razem!!
    powodzenia i szerszego niż o pierścionku myślenia.
  • a_weasley 12.11.08, 18:58
    sporka napisała:

    > Co myślicie o takiej sytuacji- jestem z moim
    > chłopakiem od 4,5 roku, jest miedzy nami dobrze,
    > kochamy się, przewidujemy ze kiedyś się pobierzemy,

    To jest dobre, jakbyście byli ze sobą 4 lub 5 miesięcy, a nie lat.
    Albo jesteście zdecydowani zostać ze sobą na stałe, i w tym przypadku nie ma na
    co czekać, albo skoro przez tyle czasu się nie zdecydowaliście, to też nie ma na
    co czekać.

    > Narazie jesteśmy w trakcie studiów więc rozumiem
    > ze jest to nie najlepszy czas.

    Na ślub zapewne nie. Na to, żeby ustalić datę przynajmniej z dokładnością do
    roku, jak najbardziej.
    Najtrwalsze są prowizorki.

    > Ale on mówi, [...] że wszystko się może zdarzyć,

    I tu jest pies pogrzebany.

    > Nie wiem co powinnam zrobić sad

    Postawić sprawę, za przeproszeniem, po męsku.
  • bulikinia 14.11.08, 10:55
    Zgodzę się z pewną osobą, która napisała, że poniżające jest prosić faceta o zaręczyny. Jesli przyjdzie ten moment-on na pewno to zrobi. A faceci to taka konstrukcja, ze im wiecej sie im gada, tym gorzej. Ja nie odezwalam sie ani slowem, roku moj "chlopak" napomknal o slubie, formalnosci zajelu 2 dni, a na zareczyny czekam, bo wiem ze beda na pewno, wiem, że mnie nie zawiedzie w tej sprawie, i nie musze wiedziec kiedy. A to zenujące zeby pytac go ciagle kiedy, kiedy, kiedy......Nie polecam! Najlepiej jeśli po prostu sprawisz zebyu uswiadomil sobie jak bardzo cie kocha i ze jestes ta jedyna. Odradzam tez warunki typu "w lewo albo w prawo", to czysta glupota, facet postawiony pod scianą w 90% wycofa sie, daje glowe. Facet musi sie poczuc mezczyzna, a przede wszystkim ze to od niego wszystko zalezy. Nie slyszalas ze facet jest głową a kobieta szyją? Naucz się umiejętnie nią kręcićsmile Mam nadzieję ze moje rady się przydadzą!!
  • literka_m 14.11.08, 11:35
    > Zgodzę się z pewną osobą, która napisała, że poniżające jest prosić faceta o za
    > ręczyny.

    i masz ci swiat. z jednej strony chca rownouprawnienia tak zawodowego jak i w
    sferze uczuciowej. domagaja sie praw do jezdzenia spychaczem i mowia o prawie do
    orgazmu. facet ma byc dla nich mily, delikatny romantyczny i opiekunczy, ale
    zarazem meski, troche brutalny i nieokrzesany. chca miec prawa na rowni z
    facetem w decydowaniu o przyszlosci a w sprawie zareczyn i kroku na przod
    zachowuja sie jak...
    lepiej nie gadac. my faceci mamy przerabane
  • zimny_ogien 14.11.08, 13:02
    Czytając ten wątek mozna łatwo sie przekonać jak rózni są ludzie. Jedne dziweczyny wykańczają się czekając, inne biora sprawy w swoje ręce, spokojnie czekają, albo nie czekają wcale, bo facet wyskoczy nagle z pierscionkiem.

    Każda para załatwia to w inny sposób i nie ma sensu szukac złotego środka, bo ten nie istnieje.

    Ja na przykład nie czułam potrzeby zaręczyn. Mój chłopak klękał 3 razy z pierścionkiem, ale mówiłam, że mnie to stresuje, że go kocham, ale to nie jest najlepszy moment itd. W końcu schował gdzieś ten pierścień i skończył temat - ani słowa o zaręczynach nie słyszałam przez kilka miesięcy, tak sie chłopina zaparł. W końcu ja zaczęłam chcieć, bo wydawało mi się, że on juz nie chce (ech ta przekoratongue_out). Zasugerowałam kilka razy, ze może juz planować niespodziankę, a on nic...Duma nie pozwoliła mi nalegać, więc temat się definitywnie skończył. Po roku od tych "zajść" oświadczył mi się zupełnie niespodziewanie. Myślałam, że oszaleję że szczęścia. To był ten moment, kiedy oboje chcieliśmy na razsmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka