Dyrektor chce zdjąć krzyże, arcybiskup krytykuje
Jesteśmy z mężem ateistami, dzieci są niechrzczone i nie uczestniczą w
obrządkach religijnych w szkole. Nie czujemy się z tego powodu napiętnowani,
ani prześladowani przez nikogo. Spokojnie udaje nam się uniknąć wszelkich
lekcji religii, rekolekcji itp. i dzieci nigdy nie czuły się gorsze z powodu
bycia niekatolikami, mimo że zadawano im czasem pytania, dlaczego nie chodzą
do kościoła. W naszych szkołach chyba nie ma krzyży w klasach, mnie to pasuje.
Uważam, że stworzenie w szkole salki katechetycznej jest jak najbardziej
właściwym pomysłem. Niech sobie tam wisi krzyż, albo i cała droga krzyżowa,
tak jak w pracowni georgaficznej są mapy. Niestety, postawa arcybiskupa
Życińskiego budzi mój niepokój, ale sądzę, że to, co teraz tak go brzydzi,
niedługo stanie się normą. Każdemu wolno wyznawać swoją wiarę, ale nie wolno
epatować nią innych. Ja nie wyśmiewam się z katolików, że smarują sobie czoła
wodą albo klękają przed opłatkiem. Po prostu w ogóle mnie ich praktyki nie
interesują i nie chcę, żeby musiały mnie zainteresować. A gwoli informacji, w
szkole podstawowej mojego dziecka coraz mniej dzieci uczestniczy w lekcjach
religii, co roku odpada ktoś, kto ma dosyć głupiego księdza, albo tępej
katechetki. Za chwilę może i salka katechetyczna przestanie być potrzebna.