Dodaj do ulubionych

Prokuratura bada sprawę kasety

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.03, 11:49
Czy Sejm potrafi zmienić ordynację z proporcjonalnej na
większościową przedkładając interes Polski nad grupowy?
Zamknięty system partiokracji
MICHAŁ WOJCIECHOWSKI

Gdy media zalewają odbiorców relacjami o bieżącym stanie
polityki, nigdy dosyć przypominania o przyczynach złych
zjawisk. Jedną z najważniejszych jest sposób dobierania
rządzących.

Dziś w Polsce zwykły człowiek pyta: Dlaczego korupcja w kręgach
władzy? Dlaczego niestałość i niesłowność rządów? Dlaczego
kłótnie w Sejmie? Przyczynę widzi w osobistej nieuczciwości
polityków albo w spiskach i od udziału w życiu publicznym się
odsuwa. Jest to część prawdy - lecz niecała. Takie zjawiska jak
rozdrobnienie i nieodpowiedzialność Sejmu, brak większości
rządzącej, samowola partii rządzącej, która bynajmniej nie
zdobyła w wyborach znaczącej większości, nie wzięły się znikąd.
Nie wziął się też znikąd system prawny, który chroni polityków
przed odpowiedzialnością i uniemożliwia zmiany.

Wybory proporcjonalne

Trzeba przypominać, że trzonem tego systemu jest sposób
wybierania posłów i senatorów - ordynacja wyborcza. Skoro w
wyborach chodzi o wyłonienie przyszłej władzy przez ogół
obywateli, o wartości ordynacji stanowią dwa sprawdziany: 1.
Jakie uprawnienia daje ona wyborcy? 2. Czy z wyborów może się
wyłonić dobrze funkcjonująca władza? W obu tych testach
ordynacja, według której miejsca w parlamencie dzielone są
proporcjonalnie do liczby uzyskanych przez różne partie głosów
(jak to przewiduje polska ordynacja i niestety konstytucja),
wypada fatalnie.

Przy ordynacji proporcjonalnej wolność wyboru głosującego jest
na rozmaite sposoby ograniczana. Najpierw przez podział na
listy, czyli typową sprzedaż wiązaną. Głosujemy na jednego -
podciągamy i innych, na ogół nie wiadomo kogo. Wolność wyboru
jest też bardzo pomniejszona przez niedobór informacji o
kandydatach. Jeśli list jest wiele, a na nich widać po
kilkunastu kandydatów, ogół obywateli może w tej sytuacji tylko
wybrać na chybił trafił jakąś etykietkę partyjną. A ci, co
chcieliby wybrać świadomie, nie mogą - i zostają w domu.
Szczególnie dotkliwe jest to w warunkach polskich, gdzie brak
dobrej prasy informacyjnej, a państwowe programy telewizyjne
forsują jedną opcję - lewicową.

O składzie list decydująÉ o właśnie, kto? Układający listy mają
na skład parlamentu wpływ większy niż ogół obywateli, i
oczywiście ich kosztem. A raz wybrany poseł daleko więcej
będzie się liczył z partyjną górą niż z wyborcami, bo od owej
góry zależą przyszłe kadencje i inne korzyści.

Ordynacja proporcjonalna ma zdaniem jej zwolenników tę zaletę,
że każda tendencja może być odpowiednio w Sejmie
reprezentowana. Nie całkiem tak jest. Jest to w gruncie rzeczy
tylko prawo do niewielkiej procentowo opozycji. Prawa mnogich
politycznych mniejszości wzajemnie się ograniczają albo wręcz
znoszą. Większość zaś nie ma żadnych praw, bo jej samej nie ma!

W dodatku nasza ordynacja wcale nie jest w pełni
proporcjonalna; przecież SLD zawsze uzyskuje w wyborach większy
procent miejsc niż oddanych głosów. Zasadą faktyczną jest (nie)
proporcjonalność na rzecz partii większych, realizowana przez
próg 5-proc. i sposób dzielenia mandatów w okręgach. Wątpię
zresztą w zgodność tego stanu rzeczy z zapisem konstytucji.

Ordynacja senacka jest teoretycznie większościowa, ale też
została popsuta. Kiedyś była przewidziana druga tura, teraz
nie. Można być wybranym mając tylko parę procent głosów, jeśli
tylko głosy oddane na innych podzielą się jeszcze bardziej.
Senator też reprezentuje raczej jedną frakcję niż wyborców.

Następstwa

Skutki ordynacji proporcjonalnej dla przyszłych rządów to
rozdrobnienie i niestabilność. System ten bardzo utrudnia
stworzenie trwałej większości w parlamencie. Gdy partii u
władzy jest kilka albo choćby dwie, rząd może zostać w każdej
chwili obalony, zaś nowy sojusz parlamentarny zmieni kierunek
ustawodawstwa. Sama możliwość takiego obrotu sprawy - a tym
bardziej jego faktyczne zajście - destabilizuje gospodarkę i
odwraca uwagę rządu od rządzenia na rzecz paktowania z
parlamentem, jak też naraża go na lekceważenie zagranicy.
Wszelkie reformy są częściowe i niezdecydowane.

Faktycznie nie rządzi ani parlament, ani rząd, ani też
prezydent, lecz przywódcy frakcji, którzy mogą zmieniać sojusze
albo szantażować rząd wycofaniem poparcia. Tak właśnie się
nieraz działo! Jest to recepta na zastój, bo każda konkretna
propozycja może się nie spodobać którejś z partii koalicji
rządzącej. Trudno też sobie wyobrazić zgromadzenie większości
dwóch trzecich głosów do poprawienia konstytucji (która służy
utrzymaniu złego systemu...).

System taki zabezpiecza interesy partii politycznych kosztem
państwa i obywateli. Nieduże partie myślą głównie o zwiększeniu
popularności, co najłatwiej osiągnąć przez obietnice i
krytykanctwo, a nie przez wzięcie na siebie ciężaru
odpowiedzialności. Tę sytuację trudno zmienić. Przecież w
Sejmie "proporcjonalnie" podzielonym partie są dość małe.
Ordynacja proporcjonalna gwarantuje im, że jeśli zachowają
swoje 5, 7, 10, 20 procent partykularnego poparcia, w tejże
liczbie zostaną w Sejmie. Bardzo to utrudnia stworzenie
większych, jednoznacznych i odpowiedzialnych obozów
politycznych. Widać, jak wolno się one w Polsce rodzą. Także
stronnictwo największe, SLD, takich cech bynajmniej nie ma.

Jeśli wyborca stwierdza, że jakkolwiek głosuje, partie,
posłowie, radni zachowują się tak samo, rezygnuje z udziału w
wyborach. Drugą przyczyną stałego spadku frekwencji wyborczej
jest takie przedstawianie świata polityki przez media, że budzi
on nieufność i niechęć. Jest to zgodne z interesami lewicy,
gdyż jej wyborcy dość bezmyślnie głosują na "swoich", natomiast
liczni zdezorientowani wyborcy "S", a potem partii prawicowych,
dali się wmanewrować w pozostanie w domu. Zjawisko spadku
frekwencji sprzyja też partiom skrajnym, gdyż ich klientela
również ma sekciarskie podejście do wyborów, jako walki o
miejsce dla swoich. Jedni i drudzy wywierają więc decydujący
wpływ na politykę, dysponując poparciem dość niewielkim.

Geneza złej ordynacji

Odpowiedzialność za taką właśnie ordynację i jej skutki dla
Polski ponoszą komuniści i ich sojusznicy. Jest oczywiste, że w
latach 1989 i następnych przy głosowaniu większościowym ich
szanse na wejście do przyszłego parlamentu byłyby wyraźnie
mniejsze. Nasi byli okupanci wymusili na odchodnym ordynację
dla siebie korzystną - i tak już zostało.

Część obozu solidarnościowego poparła niestety ordynację typu
proporcjonalnego. Da się może zrozumieć poparcie tej ordynacji
wobec braku innych możliwości. Wydaje się jednak, że wchodziła
tu w grę sympatia do systemu partiokracji, w którym niby tak
łatwo zachować swoje wpływy. W systemie większościowym trzeba
ryzykować, a wygrawszy wziąć pełną odpowiedzialność za rządyÉ
Podejrzewam też ignorancję co do złych skutków
proporcjonalności, znanych choćby z Polski lat dwudziestych,
Włoch, przedwojennej Francji. W szkole tego nie uczyli, a nie
każdy, jak to się trafiło piszącemu te słowa, miał za dziadka
posła przedwojennego, uważającego system proporcjonalny za
fatalny.

Ostatecznie, zasadę proporcjonalności wyborów wpisano do
konstytucji. Doraźny interes partyjny postkomunistów, PSL i UW
wygrał. Potem przez ordynację proporcjonalną upolityczniono też
samorządy, czyniąc je żerowiskiem dla działaczy partyjnych
niższego szczebla, czy to lewicowych, czy ludowych, związkowych
albo jeszcze innych.

Rozwiązanie

Jak mógłby wyglądać dobry system wyborów dla Polski? Okręgi
jednomandatowe sprawdziły się w krajach demokratycznych
najlepiej, choćby w USA, Anglii, Francji. Z tych
systemów "większościowych" do warunków Polski z jej aktualnym
rozdrobnieniem politycznym najlepszy wydaje się system podobny
do francuskiego - większościowy z dwoma turami gł
Obserwuj wątek
      • Gość: **** Re: Prokuratura bada sprawę kasety IP: *.ltk.com.pl 02.07.03, 19:24
        Wziął,ale z tego musiał "kupić" radnych.Mówi się circa o 400 tys.Ta,że gotówką
        trzeba było się podzielić.Teraz prusak odpali swemu przełożonemu w czerwonym
        bereciku dolę,sukienkowy potwierdzi w raziepotrzeby darowiznę na "zbożny" cel i
        prusak wyjdzie ze sprawy podwójnie jako święty:
        po pierwsze:jako hojny darczyńca dla kościoła;
        po drugie:jako postać nieskalana i nie uwikłana w żadne układy.
        • Gość: **** Re: Prokuratura bada sprawę kasety IP: *.ltk.com.pl 03.07.03, 09:11
          I ja byłbym bardzo usatysfakcjonowany takim zakończeniem sprawy.Od dawna
          wiadomo było w Lublinie,że prusak jest"sponsorowany" przez różne prywatne
          firmy,jak również w niektórych ma swoje udziały (np.hurtownia Tatarach,która
          beż żadnego ALE otrzymała zgodę na otwarcie marketu spożywczego pomimo
          sprzeciwu zarówno mieszkańców jak i okolicznych kupców).Teraz znowu sprawa
          TESCO, bezpłatne działki dla kościoła.Kiedy to się wreszcie skończy.
          Ale magistrowi bez tytułu magistra nic nie zrobią.Ma swoje poparcie u
          abepe,otrzymał również odznakę za zasługi dla policji.Myślę,że z prezydentem
          będą się obchodzić jak ze śmierdzącym jajkiem.No i poza tym ma za sobą również
          swoją partię,która ma w tytule PRAWO!!!!!(które jest oczywiście łamane)
          Skończy to się tak jak ze złodziejem-kapelanem lubelskiej policji.Prokuratura
          oddala śledztwo.
          A SZKODA,GDYŻ PRZEDE WSZYSTKIM TAKICH LUDZI NALEŻY ELIMINOWAĆ ZE SPOŁECZEŃSTWA
          I OCZYSZCZAĆ LUBLIN Z CHWASTÓW.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka