Dodaj do ulubionych

Osiem kilogramów na plecach pierwszaka

Osiem kg, z czego pewnie cztery to waga tych segregatorów z karteczkami, które
dziecko dobrowolnie wrzuciło sobie na grzbiet, tak?
Edytor zaawansowany
  • Gość: jolka IP: *.in.lublin.pl 01.12.07, 21:09
    8 kg owszem zgadzam sie,ale nie tylko pierwszaki.Mój starszy syn
    jest w 4 klasie.Jednego dnia ma 3 ksiazki od polskiego,dwie od
    angielskiego dodac do tego religia,matma ksiazka,zbiór
    zadan,ćwiczenia do matmy,zeszyty do tych przedmiotów.Jak podniosłam
    ten plecak myslałam ,że nawkładał tam swoje głupoty,ale zagladam i
    sa tam tylko te co trzeba na lekcje.
    I tu moje pytanie co pani dyrektor na to układajac taki plan????Moze
    by się zastanowiła przed układaniem planu dla dzieci ile sa w stanie
    udzwignac codziennie!!!!
  • 02.12.07, 10:47
    dyrektor nie układa planu ...
    plan jest układany komputerowo ewentualnie przez nauczycieli uczących w szkole.
    To, że plecak tyle waży to w dzisiejszych czasach norma.
  • 02.12.07, 14:32
    Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jaką krzywdę wyrządza dziecku ciężki plecak.
    Gdy zaczęłam chodzić do podstawówki (pocz. lat 90-tych) nastąpił boom na ładne
    podręczniki i ćwiczenia, duże, drukowane na ciężkim papierze. Zawsze byłam
    drobna, teraz w wieku 22 lat ważę niecałe 40kg (154cm). Do plecaka wkładałam
    najpotrzebniejsze rzeczy, nie stać mnie było na piórniki i kredki w metalowych
    pudełkach. Gdy tylko mogłam, zostawiałam w domu potrzebne podręczniki,
    korzystałam z jednej książki z koleżanką z ławki.

    Ważyłam często swój plecak na takiej wadze z haczykiem, do ważenia koszyków :) i
    przeważnie wychodziło 5, 6 a nawet 8 kilo. I tak codziennie, przez 6 lat
    podstawówki (ciężko), 3 lata gimnazjum (najciężej) i 3 lata liceum (lżej).

    Po latach dźwigania nabawiłam się takiej skoliozy, że w zasadzie kwalifikuję się
    na operację. Mój kręgosłup zgiął się w "S" od ciężaru. Bardzo cierpię. Będę to
    odczuwała do końca życia.

    A u niektórych nauczycieli, za brak podręcznika na lekcji dostawało się jedynkę.
  • Gość: are IP: 83.238.201.* 02.12.07, 16:35
    Taki paradoks, że student nosi mniej niż dziecko w podstawówce.
  • Gość: darek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.12.07, 09:09
    Mój syn (8 lat, druga klasa)w tym i zeszłym roku używa książki i
    ćwiczeń do kszatałcenia zintegrowanego które wystarczają na jeden
    miesiąc, na początku kolejnego zmieniamy okładki na nowym komplecie
    ważącym łącznie pół kilograma. Nie są to twarde okładki ani
    laminowany papier, jak się chce to można pomyśleć.
  • Gość: nauczyciel IP: *.it-net.pl 03.12.07, 09:25
    Kolejna akcja, przywalić nauczycielom, bo rząd im obiecał podwyżki !

    1. Niech sanepid/ redaktorzy/ inni narzekający przyjrzą się PUSTYM
    plecakon. Sprawdźcie, ile ważą, ile zbędnych kieszeni, przekladek i
    gadżetów mają, aby przyciągnąć wzrok i znaleźć nabywcę.

    2. Dzieci w klasach młodszych ( najbardziej plastyczny kręgosłup)
    mają książki czy ćwiczenie podzielone na części, więc nawet 3 częsci
    ( podręcznik, ćw. do polskiego + ćw. do matematyki) nie ważą
    kilograma. Owszem, czasami do tego dochodzi podręcznik do religii
    czy angielskiego, a one są odrobinę cięższe.

    3. Rodzice zaopatrują dzieci na 3-4 godziny jak na wycieczkę
    wysokogórską - pół litra napoju, dwie-trzy kanapki, jabłuszko,
    cukiereczki. To waży.

    4. Dzieci noszą zupelnie zbędnie po dwa, trzy komplety kredek,
    flamastrów, plastelinę, bloki rysunkowe. Większość z tych rzeczy
    przydaje się okazjonalnie i można tylko przynosić w razie potrzeby -
    nauczyciel informuje.Piórnik z górnej półki też mają niezłą wagę. Co
    najśmieszniejsze, dzieci z takimi "wtpasionymi" wyprawkami często
    nie mają porzadnej gumki czy zapasowego ołówka.

    5. W każdej sali lekcyjnej znajdzie się szafka, w ktorej nauczyciel
    może przechować wiele przyborow, a także ksiązki, jeżeli nic z nich
    nie zadał do domu. Dzieci zabierają do domu tylko czytankę, jeżeli
    mają się jej nauczycć, lub ćwiczenie (1!), jeżeli jest praca do
    odrobienia. W klasach I- III tych prac domowych jest niewiele, więc
    jest to do zeobienia. Jak sie chce.

    5.
  • Gość: matula IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.07, 18:01
    ad 1 No zgoda, same plecaki szkolne są za ciężkie, ale żeby
    kieszenie i przegródki były zbędne? To już nieprawda. Za ciężki
    jest "budulec" tornistra (usztywnienia i wykończenia, sprzączki
    itp.).
    ad 2 A tu już potrzeba dobrej woli nauczyciela - a on często nie
    umie się zdecydować, której części będzie danego dnia potrzebował,
    więc "na wszelki wypadek" trzeba mieć wszystkie. Moje dziecko miało
    kiedyś taki podręcznik w ogóle podziurkowany jak do segregatora i do
    podziału na części. Na wszelkie sugestie, żeby jakoś tę możliwość
    wykorzystywać, bo jest za ciężko, pani nauczycielka odpowiadała z
    urazą "A co ja na to poradzę?!". Z własnej inicjatywy skombinowałam
    segregatory dla całej klasy, do trzymania w klasie (była oczywiście
    osobna sprawa o to, czy i gdzie będzie można je tam trzymać). Z
    początku jakoś to funkcjonowało, a potem z wolna części podręcznika
    znowu zaczęły lądować w tornistrze dziecka, za to segregatory pani
    zaczęła wypełniać "materiałami dodatkowymi" - kserówkami.
    ad 3 Zdziwiłbyś się, jaki apetyt miewają niektóre dzieci - pomimo
    tego, że w szkole jest obiad. Nie wspominając o tym, że w niektórych
    szkołach nie wydaje się obiadów, albo że niektóre dzieci nie
    korzystają ze stołówki. Noszenie jedzenia to dobre prawo ucznia.
    ad 4 Co do tych przerośniętych piórników - zgoda. Potrzeba by tu
    mądrej kontroli rodzicielskiej. Ale już bloki, farby -
    niekoniecznie. Bo oto w nauczaniu zintegrowanym też zdarzają sie
    nauczyciele niezdecydowani, czy w danym dniu będzie dana praca
    plastyczna, czy nie, a ty uczniu lepiej zrobisz, jak przyniesiesz!
    ad 5 No wielka szkoda, że się taka szafka rzadko kiedy znajduje.
    Nauczyciele po prostu na wyprzódki udostępniają meble w "swoich"
    salach, żeby uczniowie trzymali tam swoje niepotrzebne w danym dniu
    rzeczy, wpadali po nie do tej sali, grzebali w szafkach itp. To jest
    marzenie ściętej głowy! Co gorsza, w całej szkole za nic nie może
    znaleźć się miejsce na takie szafki, bo wiadomo - a to koszty, a to
    uczniowie są nieopowiedzialni itp. itd.
    Tak że nie jest to wszystko wcale takie proste...
  • Gość: Dzieciucha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 17:17
    Z ciekawości, zważyłam sobie plecak po dziesięciu godzinach zajęć (2
    LO). Mam plecak z dwiema kieszeniami, bez żadnych bzdetów, mam w nim
    jedenaście książek (niestety u niektórych nauczycieli brak
    podręcznika to 1) i dziesięć zeszytów, w tym dwa duże. Śniadanie
    (jabłko) zjadłam), piórnik zminimalizowany do
    ołówek+długopis+kolor+różne rzeczy na matmę i kalkulator. Do tego
    portfel. 12 kg:) Ale jakoś się tego nie czuje. Chyba przyzywczajona:)
  • Gość: też 2 klasa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 17:36
    proponuję się odzwyczaić! chyba, że masz się za przypadek
    nieuleczalny.
  • Gość: motyle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 17:48
    wydaje mi się że przyczyna lezy w papierze z którego wykonywane sa podreczniki,
    pamietam jak byłam mała był jakiś lekki moze i gorszy papier, potem stopniowo
    pojawiły się ciezkie podręczniki z droższego papieru, pamiętam ksiazkę do PO
    była jedną z najgrubszych choć 1 zajecia w tygodniu mimo wszystko do tej pory
    nikt nie podzielił ksiazki i tej i innych i nadal przoduje droższy i cięższy
    papier..... ale przeciez ktoś to dopuszcza do użytku, czasami miałam 9 lekcji
    dziennie a plecakiem mogłam zabić, w mojej szkole (do której kiedyś
    uczęszczałam) miałam wiecej lekcji niż powinno być tygodniowo - zgłoszenie do
    pedagog = "ja nic na to nie poradze", nalezy sie zastanowić kto zarbia na
    ksiażkach z lepszego papieru i kto decyduje że szkołami zarządzają osoby które
    nie mają nic wspólnego z dobrem ucznia.
    To problem dorosłych a nie dzieci.
  • Gość: anaa IP: *.chello.pl 04.12.07, 21:42
    ja się pytam dlaczego nikt nie wpadł na pomysł żeby książki
    produkować na papierze makulaturowym?! Nie dosyć że lżejszy to
    jeszcze tańszy i ekologiczny! Względy estetyczne mają chyba mniejsze
    znaczenie...
  • Gość: Dzieciucha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.07, 17:55
    Nie mam się za przypadek nieuleczalny. Po prostu drugą klasę trzeba
    przeżyć:) Chociaż w mojej szkole problemem jest plan-mam strasznie
    nierównomiernie rozłożone lekcje. Wszystkie potwory w trzy dni, a
    czwartek i piątek lajt. Dzisiaj było niecałe 6kg:)
  • Gość: madzia IP: *.wss5.pl 04.12.07, 17:48
    Nauczyciele oczywiście wypowiadaja sie tendencyjnie- że rzekomo waży
    tornister, zbędne wyposażenie a nie książki. Czasem pewnie tak, ale
    obecnie moja córka nosi tylko to co niezbędne i tornister ciężko
    jest unieść . Chodzi do IV klasy i tych podręczników, ćwiczeniówek,
    zeszytów jest więcej niz w klasach I-III. Próbowaliśmy jako rodzice
    rozmawiać z dyrekcją, ale nie na wiele sie to zdało- na szafki dla
    dzieci nie ma pieniędzy i nie będzie. Nawet przyborów do plastyki
    nie można zostawiać, bo też nie ma gdzie. Ponadto określenie co
    dziecko w danym dniu ma zostawic w szkole a co zabrać tez wymagałoby
    pracy ze strony nauczyciela ( a raczej dobrej woli- tzn. określenia
    tego)- a o to też zwykle trudno. Walczymy z tym juz czwart rok i bez
    efektu.
  • Gość: =D= IP: *.welnowiec.net 04.12.07, 18:10
    sprawa jest prosta...
    książki z danych przedmiotów powinny być w szafkach w klasie, w której uczy się
    danego przedmiotu. Dobrze pamiętam, że w każdej sali było wiele różnych szafek,
    ale były one puste. W każdej takiej sali znajdowała by się liczba książek równa
    liczbie ławek i tak w stosunku dla każdej klasy (pierwszej, drugiej, trzeciej).
    Uczeń nie musiał by wtedy nosić ze sobą nic więcej niż zeszyty i coś do pisania,
    ale to akurat jest najlżejsze z całego asortymentu jaki maluchy muszą nosić.
    Można by też było później tak zrobić iż automatycznie książki zostawały by
    odsprzedawane młodszemu rocznikowi, oczywiście pozostaje jeden problem: "kim
    będą rodzice, którzy kupią pierwsze (najdroższe) egzemplarze?". No, myślę, że to
    już mniejszy problem niż noszenie nadbagażu, bo książki, w jakie zostaną na
    początku wyposażone dzieci (sale) nie będą musiały być nowe, wystarczy żeby były
    czytelne i nie rozpadały się.
  • Gość: iga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 20:46
    Waga tornistra to jedno, ale ilość zadań domowych - to dopiero jest szaleństwo.
    Wszyscy narzekają, że dzieci nie uprawiają sportu, nie ruszają się z domu - a
    kiedy mają się ruszać, skoro codziennie mają do odrobienia kilka - kilkanaście
    zadań z każdego przedmiotu? Do tego jeszcze co i rusz jakieś bzdurne
    prezentacje, wyklejanki, gwiazdki, obrazki, śnieżynki i inne duperele. Czemu
    tych rzeczy nie robią w szkole? Jestem przerażona, kiedy porównuję ilość zadań
    domowych teraz i 20 lat temu. To jest jakiś koszmar. W dodatku mam wrażenie, że
    nie idzie to w parze z nabytą wiedzą, bo dzieci przy tej ilości zadań do
    odrobienia działają jak automaty.
    Nauczycielom się chyba nie chce pomyśleć. Kiedy ja chodziłam do podstawówki,
    wszelkie akcesoria np. do plastyki trzymaliśmy w szafie w szkole. Każdy miał
    swoje, podpisane, nie trzeba było tego dźwigać.
  • Gość: JR IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.12.07, 00:02
    Coz, w koncu dzieci dorosna i przestana nosic wiekszosc ksiazek...
  • Gość: nauczyciel akadem. IP: *.acn.waw.pl 05.12.07, 00:35
    Mam też dziecko w młodszej klasie i przeładowane tornistry to w
    dużej mierze rezultat braku dobrej woli ze strony dyrekcji szkoły i
    nauczycieli, którzy często uczą jeszcze w innych szkołach i nie są
    zainteresowani zbytnim angażowaniem się w dodatkowe sprawy. Są
    oczywiście też nauczyciele-entuzjaści, którzy coś próbują zrobić,
    ale zbyt niewielu, aby miało to znaczenie. Dochodzi do tego
    represyjne egzekwowanie konieczności przynoszenia różnych przyborów,
    książek (bo inaczej 1), a więc lepiej załadować więcej jeśli ma się
    wątpliwości czy będą potrzebne. Ponadto, ogromna ilość prac
    domowych, zadań, wypracowań etc. przykuwa dziecko do biurka w domu
    na całe popołudnie. Odnoszę wrażenie, że w ten sposób część
    nauczycieli rozwiązuje problem realizacji programu (beznadziejnego
    zresztą)- niech dziecko uczy się w domu. Mam potem kontakt z już
    dorosłymi młodymi ludźmi na studiach i muszę się zgodzić z jednym z
    przedmówców, że przeładowany program szkolny nie pozostawia czasu na
    naukę samodzielnego myślenia.
  • Gość: Kaenen IP: *.uz.zgora.pl 05.12.07, 10:20
    Moim zdaniem szkodliwe są wypowiedzi typu: osiem kilogramów w tornistrze to
    normalne... Bzdura, to nie jest normalne i cały czas trzeba z tym walczyć. Mój
    syn uczęszcza do pierwszej klasy i także w niektóre dni jest mocno pokrzywiony,
    szczególnie w czwartki. W tym dniu zebrały się "dziwnym zbiegiem" wszystkie
    możliwe przedmioty: zintegrowany, j. niemiecki, j. angielski i religia, do
    każdego podręczniki i zeszyty. W inne dni aż tak źle nie jest, ale... Niestety,
    wf-u w planie nie uświadczysz, owszem zdarza się gimnastyka korytarzowa, ale
    sporadycznie. Chciałem poruszyć ten problem na Radzie Rodziców, ale większość z
    nich ma większe problemy: jakie imprezy zorganizować, kto upiecze ciasto, po ile
    trzeba się złożyć, i jak zadowolić innych rodziców. Uszy mi oklapły, gdy to
    słyszałem. Na koniec: ja się nie poddam, myślę, że najpierw trzeba stworzyć
    dzieciom odpowiednie warunki do nauki, sportu i wychowania, kontrolować
    (delikatnie) poczynania dzieci, a dopiero potem wymagać i myśleć o sprawach
    pobocznych (imprezach).
    Pozdrowienia dla dyrekcji szkoły, rodziców i nauczycieli.
  • 05.12.07, 10:27
    mam syna gimnazjalistę, problem znam od lat. Nosi tylko to, co jest potrzebne
    danego dnia. Plecak rękę urywa kiedy sie go podnosi. Powód: przedmiotów 5-7
    dziennie, do każdego zeszyt, podręcznik lub dwa, zeszyt ćwiczeń plus atlasy,
    zbiory zadań, piórnik, strój gimnastyczny. Podręczniki, zeszyty ćw., zbiory
    zadań byłyby o połowę lżejsze gdyby usunąć z nich infantylne i głupawe obrazki
    (polecam obejrzeć podręcznik do historii szk. podst.- wątpliwej jakości
    estetycznej i żadnej dydaktycznej ilustracje zajmują więcej niż tekst).
    Wpłynęłoby to również na ceny (obrazki są droższe niż tekst), które są rujnujące
    dla rodziców (500 zł dla gimnazjalisty mimo zakupów w internecie i częściowo w
    antykwariacie). Ponadto, jako osoba ucząca od 2o lat, stwierdzam- ilustracje
    prawie nigdy nie pomagają w nauce, oczywiście poza np. geografią czy historią,
    ale lepsze są atlasy niż podręcznikowe bohomazy, wręcz przeciwnie- dekoncentrują
    i wyłączają wyobraźnię. Powyżej klas 1-3 są zbędne. Co więcej, dla ucznia
    przyzwyczajonego do tych "komiksów" czytanie "normalnej" książki jest "nienormalne".
  • Gość: ciotka klara IP: 195.116.132.* 05.12.07, 10:35
    ameryke odkryli ze tornistry za ciezki a klasy przepelnione a w szkole agresja i
    przemoc
  • Gość: Ruda IP: *.dsadm.tuniv.szczecin.pl 05.12.07, 10:53
    To tylko w polsce jest mozliwe,w Szwecji dzieci zostawiaja wszystko
    w szkole
  • Gość: Nielot IP: *.border.plocman.pl 05.12.07, 12:00
    W zeszłym roku byłem w Tunezji i widziałem tam dzieciaki z plecakami na
    kółeczkach. Wyglądało to tak jak modne teraz rożne walizki z wyciąganą raczka i
    kółeczkami pozwalającymi ciągnąć takie cudu za sobą a nie nieść.
    Wiem ze jest to rozwiązanie połowiczne, ale dopóki nauczyciele i dysydenci na
    stołkach nie zauważą problemu można w ten sposób odciążyć małego człowieka
  • Gość: matula IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.07, 18:07
    U nas co prawda też przemknęła moda na tornistry na kółeczkach, ale
    powiedzmy sobie szczerze - klimat u nas zupełnie nie jak w Tunezji.
    Wyobrażasz sobie ciągnięcie tych tornistrów po śniegu albo ulicznym
    błocie pośniegowym?
  • 05.12.07, 17:58
    W mojej szkole problem w klasach I-III rozwiązano całkiem sensownie. Ze względu
    na to że niektóre podręczniki były zestawami - książka i ćwiczeniówka w jednym,
    z których wyrywało się kartki i wpinało do segregatora uczniowie zabierali do
    domu tylko zeszyty i pojedyncze kartki z ćwiczeniami, oraz jeden czy dwa niezbyt
    opasłe zwykłe podręczniki. Resztę zostawiało się w szkole, każdy miał swoje
    kolorowe tekturowe pudełko w którym wszystko się bez problemu mieściło. Podobnie
    robiliśmy z kredkami, mazakami i innymi takimi, przy ścianie była listwa z
    haczykami na których wieszało się worki z przyborami. Od IV klasy nie było już
    takich możliwość, ale przynajmniej na początku nam trochę ciężaru zaoszczędzono.
    To nie jest tak że problemu nie da sie rozwiązać, czasem wystarczy chcieć, ale
    niektórzy zapominają że 7 latek to nie dorosły człowiek i pewne rzeczy
    przekraczają jego możliwości.
    Co do obrazków - one się przydają i powinny w książkach być, ale tylko te które
    naprawdę coś ze sobą niosą i pomagają zrozumieć treść a nie ją ilustrować.
    --
    Carpe diem!
  • Gość: natala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.07, 21:06
    Mój plecak ważył dzisiaj 11 kilo, bo zważyłam go u pani z warzywnika a miałam
    same potrzebne rzeczy a piórnika zapomniałam! U nas to wygląda tak, że
    nauczyciele każą zawsze mieć książki, a jak się nie ma to do razu jedynka
    chociaż wcale nie zawsze z ksiązek korzystamy. Jak korzystamy to wygląda tak, że
    pani każe otworzyć na jakiejś stronie i przeczytać a sama ma na pół lekcji
    spokój. Jak ktoś czyta szybko, to się zaczyna nudzić i robi inne rzeczy, a
    niektórzy w ogóle nie czytają bo im sie nie chce i połowa klasy marnuje czas. W
    ogóle to książek się nie powinno wcale nosić do szkoły oprócz tych od polskiego
    i angielskiego, bo z innych przedmiotów to pani powinna omówić temat a nie kazać
    uczniom czytać. Ksiązka to powinna służyć do tego żeby w domu sobie powtórzyć
    albo się przygotować do klasówki.
  • Gość: nauczyciel IP: *.it-net.pl 06.12.07, 19:56
    Plecak na kółkach to nieporozumienie. Nasze szkoły są
    wielokondygnacyjne i kółka na nic się nie przydają, a cały stelaż
    podnosi wagę i tak ciężkiego plecaka. Upieram się przy zdaniu, że
    plecaki mają nadmiar wagi same w sobie zarówno ze względu na
    tworzywo, jak i wszelkiej maści upiększenia.
    Problem ciężkich plecaków dotyczy ( czy oburza) zwłaszcza w
    przypadku uczniów klas młodszych.Uważam, że niezależnie od
    nauczycielskich wymagań większość plecakow uczniowskich zawiera zbyt
    wiele zbędnych przedmiotow, a to już ewidentne niedopatrzenie
    rodziców.
    Podręczniki są wykonane tak, jak się wydawcy oplaca, czyli na drogim
    i porządnym papierze. Na to szkoła wpływu nie ma. My mamy wpływ na
    wybór wydawnictwa, ale w zasadzie wszystkie propozycje są zbliżone i
    tematycznie, i metodycznie, i wagowo :).
    Uczniowie klas młodszych nie wędrują po szkole, mają zazwyczaj jedną
    swoją salę lekcyjną. Nie ma problemu, aby nauczyciel we wlasnej
    klasie nie wygospodarował jednej szafki, aby w niej przechowywać
    potrzebne przybory i podręczniki.Nie zawsze jest dobra wola, ale o
    to mogą walczyć rodzice.
    Przechowywanie podręczników z lat wcześniejszych nie bardzo się
    sprawdzi, ponieważ ćwiczenia są uzupelniane, więc raczej
    jednorazowe. W kwestii zarowno podręcznika ( czytanki) jak i ćwiczeń
    wydawnictwa prowadzą wlasną politykę sprzedaży - mianowicie w każdym
    roku wydawania zmieniają kolejność zdań, coś wyrzucają, cos dodają.
    Są to zmiany kosmetyczne, ale na tyle utrudniające pracę, że nie da
    się jednocześnie korzystać z kompletow z różnych lat wydania, nie
    wprowadzając zamieszania w głowach dzieci ( a czasami i rodziców). O
    ile w klasie piątej czy szóstej można podac polecenie, aby uczeń
    odszukał w spisie treści określony temat, o tyle w klasach młodszych
    na samodzielne odszukiwanie tematów czy ćwiczeń nie ma co liczyć.
    Nadal uważam, że rodzice (nie wszyscy, ale wielu) przesadza z
    wyposażaniem dzieci w zapasy jedzenia. Można mały zapasik pokarmowy
    na jeden dzień zamknąć w jednym pojemniku -- kanapka, jabłuszko (ale
    nie o rozmiarach arbuza), marchewka, papryka w słupki.Dzieci chętnie
    i z pożytkiem dla zdrowia to schrupią. Pół litra napoju to zbyt
    wiele na trzy- cztery godziny. Skoro nauczyciel wytrzymuje,
    wypijając łyk kawy podczas przerwy, a cały czas kłapie paszczęką :),
    to dziecko też wytrzyma z malym kartonikiem soku ( może będzie
    troszkę mniej gadatliwe, jak jęzorek wyschnie :)).
    Dlaczego nauczyciele nie przejmują się wagą uczniowskich plecaków?
    Przejmują się, ale w naszej pracy uczeń zaczyna być dodatkiem do
    papierów , tabelek i innych wytworow biurokratycznych. Nas nikt nie
    rozlicza z troski o ucznia, nas rozlicza się za dobrze wypełnione
    papierki.Żeby nie było, że tylko gadanie - moi uczniowie podręczniki
    zostawiają w szkole, a w plecaku noszą bardzo, bardzo niewiele.
    Proponuje rodzicom, aby na zebranaich klasowych poruszyli temat,
    może nie na zasadzie pretensji, ale dyskusji o problemie. Wierzę ,
    że rozwiazanie się znajdzie. Powodzenia.
  • Gość: Ola IP: *.gdynia.mm.pl 09.12.07, 00:08
    Tornister mego syna,tyle właśnie waży.Sprawdzam go i nie widze nic
    ponad programowego.Synek sam waży 36 i ma 1.36 cm wzrostu.Napisał
    nawet do Mikołaja,aby w środy miał lekki tornister.To jest skandal
    aby małe dzieci musiały dzwigać takie ciężary.
  • Gość: DAWID IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.08, 16:59
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: Dorian IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.08, 17:04
    Raz mój syn przyniósł do domu 20,5kg w tornistrze .Rany BOSKIE
    trzeba koniecznie wmontowa szafeczki na korytażach albo coś takiego
  • Gość: nauczyciel IP: 84.201.210.* 07.07.08, 17:12
    Dorian, uprzedź syna, ze plecak nie służy do noszenia kolegów. A
    szaFFFki na korytaRZach to niezły pomysł, zawsze rodzice mają prawo
    wystąpic z takim pomyslem do dyrektora szkoły.I współuczestniczyć w
    realizacji pomysłu.
  • Gość: savon de Marseille IP: *.dyn.iinet.net.au 04.10.08, 09:33
    Dorian, ale jak juz te lockers/szafki zostana zainstalowane bedziesz
    musial/a kupic drugi egzemplarz slownika ortograficznego, zeby byl
    zawsze pod reka w domu!

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.