Dobry wieczór,
Znów może pojawić się pretekst do darmowego PR serwisu "Nasza klasa", poprzez wymienianie tej nazwy w mediach.
Jeśli się dobrze orientuję, aby zobaczyć profil jakiegoś użytkownika "Naszej klasy", a nawet go odnaleźć, trzeba być zalogowanym jako użytkownik. Podobnie rzecz zaoewne przedstawia się z dostępem do zdjęć.
Nie wykluczałbym, że - przy konsekwentnym postępowaniu obydwu stron postępowania (prawdopodobnego) karnego - sprawa może dojść aż do Sądu Najwyższego, a może nawet do Trybunału Konstytucyjnego lub Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Sąd orzekający będzie miał trudne zadanie, bo trzeba będzie wyznaczyć znaczenie "publicznego charakteru" w serwisie społecznościowym, który sam (czyli niejako z góry) ogranicza dostęp do informacji o użytkowniku tylko do innych użytkowników. W tym przypadku loginów (czyli domyślnie: użytkowników) jest kilka milionów - i to też może okazać się istotne; aczkolwiek (z drugiej strony) inny problem mógłby powstać w sytuacji zaprezentowania określonych treści na stronie sieciowej z potencjalnie nieograniczonym dostępem, na którą nikt nie wszedł.
Chyba można to przyrównać do publicznego obnażania się lub obnażania się w miejscu publicznym. Co w przypadku, jeśli intruzi weszli na "rozbierane" przyjęcie w (zwłaszcza zamkniętym) domu? A jak postąpić ma organ państwowy, jeśli ktoś np.przebierał się (dokumentnie) w miejscu publicznym, ale nikt tego nie zauważył, zaś sprawca np. potem przyznał się na forum internetowym?
W praktyce stosowania prawa pojawiają się dylematy, z którymi trzeba się mierzyć. Zdają się one tym trudniejsze, im mniej podobają nam się zachowania, w związku którymi stosuje się (można stosować) prawo.
Z poważaniem,
--
Japolan
- - - - -
msza.net