Nie przypominam sobie, abym kiedykowliek potrzebowała od rezydenta czegokolwiek poza dostarczeniem do hotelu i podaniem informacji, o której jest wyjazd/wylot. Przy pierwszym wyjeździe (akurat był to Cypr, a nie Egipt) przydał mi się jeszcze do zorganizowania (z dnia na dzień) wyjazdu do Izraela, bo wcześniej nie wiedziałam, że jest taka opcja 9dowiedzialam się od sąsiadów w hotelu). A że akurat nie było polskiego na dyżurze to całość zaaranżowała mi szwedzka rezydentka Vinga.
A na 'codzień" rezydent nie jest mi do niczego potrzebny - czytac umiem i nry telefonów "interwencyjnych" mam zawsze podane/ zebrane, wyjazdy organizuję sobie sama, co do reszty - "koniec języka za przewodnika".
Fakt, zanim zaczęłam jeździć sama jako turystka (po tym jak zaczęłam pracę "zabiurkową"), w czasie studiów pracowałam jako pilot wycieczek. Może to jest moje usprawiedliwienie dla niedoceniania znaczenia rezydentów ;-)
--
Moje Podróże
community.webshots.com/user/miriam_1973/albums/most-recent