Dodaj do ulubionych

Trzeci raz w Egipcie - moje 22 dni w "domu"......

20.10.05, 12:14
28 WRZESIEN 2005 (SRODA) DZIEN 1

Czekalam na ten wyjazd ponad rok... do konca nie bylo wiadomo-pojedziemy??
nie pojedziemy?? a moze tym razem do innego kraju?? Koniec koncow na 2
tygodnie przed wylotem wykupilismy wyjazd... i dzis przyszedl ten dzien.
Wczoraj przyjechalismy do przyjaciol, u nich spalismy. O 6 rano Dorotka
zawiozla nas na Okecie. Tam pierwsza wpadka. Chcialam schowac jeszcze
sweterek do bagazu glownego ale okazalo sie-ze nie mozna otworzyc walizki!!
Szyfr-nie reaguje. HA! No tak!! Przeciez nasza walizke pozyczyli pol roku
temu znajomi jak lecieli na wakacje. Szybki telefon i-szczeka na posadzce.
Owszem, zmienili kod-ale nie pamietaja na jaki.... no coz. Sweter wyladowal
pod pacha a problem kodu zostawilismy na pozniej.

Nadalismy bagaz. Okazalo sie, ze moglam jeszcze dowalic ze 4 kg ;-) Przejscie
przez odprawe paszportowa-zerkniecie celnika na Radka (lat 5) i jego zdjecie
w paszporcie ( w wieku 8 miesiecy) Powiedzial "Malo podobny".
Powiedzielismy "to Wy wydaliscie zarzadzenie, ze paszpotr dziecka jest wazny
10 lat" Koniec rozmowy.

Jestesmy w bezclowce. Szybkie zakupy i upragniona kawa... 2h szybko minely i
juz siedzimy w samolocie lini Fischer. Samolot jak samolot... Ja strasznie
boje sie latac!! Na Rzesia (meza) "Myszko, nie boj sie, bedzie dobrze" Radus
odpowiedzial "mamuniu... przeciez to tylko lot!!" No tak... Uwielbiam dzieci
za ich nieskomplikowane myslenie. Nie mielismy kateringu. Zamowilismy
herbatke i zjedlismy domowe kanapki.

W koncu lecimy nad Kairem. Znajomy widok... nitka Nilu... piramidy... hotele
polozone przy brzegu granatowo-blekitno-szmaragdowo-zielonego morza
czerwonego. I to czego najbardziej nielubie-podejscie do ladowania. Blednik
wariuje, uszy sie zatykaja...raz sie przechylamy w prawo, raz w lewo... Nigdy
sie tyle nie modle co w samolocie ;-)

W koncu wysiadamy. Mimo koncowki wrzesnia-wita nas sciana goraca!! A wiatr-
jakby ktos dmuchal na nas ogromna suszarka do wlosow!! UWIELBIAM TO!!
Kierujemy sie do okienka niepolecanego przez pana z Eximu i kupujemy wize za
15$ od paszportu. Odbieramy bagaze (qrcze...jak my otowrzymy ta walizke??) i
wypadamy na zewnatrz. Wita nas znajomu smrod i walajace sie sieci ;-) Idziemy
do autokaru, po drodze dowiadujemy sie, ze bedziemy w hotelu "Panorama" w El
Gouna.

Transfer trwal ok 40 minut... Nie nudzilam sie. Upajalam sie tak dlugo
oczekiwanym widokiem!! Palmy, slonce, wysokie krawezniki ;-) ... Jest i nasz
hotel (opisz go na forum hotele) Witaja nas szklaneczka soku, odbieramy
klucze i szukamy pokoju. Jest. Na 2 pietrze w budynku 2 pietrowym ;-) Widok
na zatoke i basen. Super!!

Szybkie siku, szybki prysznikc i decyzja-wyjmujemy kapielowki i lecimy na
basen!! HURRAAA!! I nagle "O NIE!!" Ta cholerna walizka a w niej
nasze "paszporty" na basen w postaci kapielowek....
Nic to. Postanawiamy, ze po 50 cyfrach bedziemy sie zmieniac, zaczyna Grzes
-000- ; -001- ; -002- ; -003- ; -004- ; -005- ; .... zmieniajac sie po jakims
czasie przy numerze -303- walizka otwiera sie!! WOW!! W zyciu nie ciechalam
sie tak bardzo na znajomy klik otwieranej walizki ;-)

I oto siedzimy na basenie-biali, nakremowani... mmm... cudownie tu byc...

Po ok godzinie robimy obchod...tu jest restauracja... tu sklepy... tu wydaja
reczniki... Gorace kafelki parza w stopy... jak milo!!

Wracamy do pokoju. Nie ma sensu sie rozpakowywac-pojutrze ruszamy na rejs.
Wyjmujemy co wazniejsze rzeczy, przebieramy sie i hopsa na kolacje. O tak!!
Czekalam na te mega slodkie ciasta i torty!! Koniec z dieta-nie chce slyszec
o odchudzaniu przez caly pobyt w Egipcie!! Zajadamy sie i delektujemy
jedeniem... ja mam dodatkowe powody do radosci-przede mna 3 tygodnie bez
prania-gotowania-zmywania-sprzatania....wow....cudownie jest byc na
wakacjach!! ;-)

Po kolacji posiadowa przy oswietlonym basenie... Potem spacer do El Gouny.
Czas kupic jakas wode i napoje... robimy szybkie zakupy i wracamy do hotelu.
Jest 21:00 a my padnieci!! Jeszcze szybki tel do recepcji i przypomnienie o
dostawce dla Radka. O 22:00 przy akompaniamecie szumiacej klimy zasypiamy....

Jeszcze tylko szybka mysl przed snem "wow!! naprawde znowu tu jestem!! " i
wyszeptane do uszka Rzesia "kocham Cie!! Tak bardzo sie ciesze, ze jestesmy w
Egipcie"...

Sen... sen...sen...


Edytor zaawansowany
  • dlaczegodlatego 20.10.05, 12:41
    Urocza z Ciebie kobieta, religijna i zapewne kochana,
    ale kiedy piszesz
    "ja mam dodatkowe powody do radosci-przede mna 3 tygodnie bez
    prania-gotowania-zmywania-sprzatania....wow...."

    to normalnie pragnę, by Twój mąż został tam przy pustyni i znalazł sobie
    tamtejszą niewolnicę.
    Jakoś Rzesiek pierwszy nie powiedział "kocham cię".

    PS Jestem kobietą.
  • Gość: Agata IP: *.dhl.com / 165.72.200.* 20.10.05, 12:51
    Czy jakiekolwiek biuro oferuje 3-tygodniowe pobyty w Egipcie????
  • platynka.iw 20.10.05, 12:54
    hej Agato. Nie wiem czy jakies BP oferuje takie wyjazdy. Ja wykupilam pobyt 14
    dniowy i potem wybralam sobie hotel-i wykupilam w nim dodatkowy pobyt 7 dniowy
    (w tym samym BP)
    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • pc_maniac 20.10.05, 13:08
    Fajne mieliście przeboje, szczególnie ten z szyfrem.

    CZEKAM na dalszy ciąg relacji!!!
  • platynka.iw 20.10.05, 17:36
    Hej!
    Nie jestem bajkopisarzem... poprostu pisze jak bylo i moje odczucia. Za
    wszelkie uwagi bede wdzieczna!!
    Pozdrawiam cieplutko i jeszcze raz BARDZO DZIEKUJE ZA POMOC PRZED WYJAZDEM!!!
    Iwonka juz teskniaca za Egiptem :-(
  • platynka.iw 20.10.05, 13:14
    Obudzilismy sie o godz 9... Pierwsze wyjscie na balkon-i uderzenie slonca!!
    Zapomnialam jak ostre i gorace jest w Egipcie!! Prysznic i biegiem na
    sniadanko. O 12 spotkanie z rezydentka. Szkoda czasu. Bierzemy stroje i lecimy
    na basen... Muzyczka gra, sloneczko swieci, dookola slychac smiechy i radosc
    ludzi... Chlopcy plywaja a ja leze na lezaku i czytam zakupiony przed wyjazdem
    przewodnik po Egipcie, ktory byl dodany do Gazety Wyborczej.

    Mija wolno czas... Slodkie lenistwo. Upajamy sie ta chwila... Ok 13 dowiadujemy
    sie od poznanych w samolocie ludzi, ze jutro rano jest wyjazd o 8 spod hotelu a
    o 9 ruszamy w konwoju do Luksoru. O 9 rano?? Qrcze... co tak pozno?? Przeciez
    zawsze jechalismy w konwoju o 5 czy 6 rano ( nie pamietam) ale na pewno nie o
    9!! Nic to. Zobaczymy rano. Mam nadzieje, ze starczy nam czasu na zobaczenie
    wszystkiego co zaplanowalismy...

    Wracam do pokoju a tu-zonk-brak pradu! Okazalo sie, ze w tym hotelu od 11-14
    wylaczaja prad. Hmmm... pierwszy raz sie z czyms takim spotkalam-ale trudno.
    Wracam na basen do studiowania przewodnika. Po godzinie idziemy na spacer do
    zatoczki. Radek wchodzi do wody i powoduje jej zmetnienie po czym
    stwierdza "zobaczcie ile kurzu jest w tej wodzie" ;-) hihihi... Ogladamy
    malenkie kraby chowajace sie przed nami do swoich norek i spacerkiem wracamy na
    basen.

    Ok 16 przebieramy sie i idziemy do centrum El Gouna, ktore jest 5 minut drogi
    od hotelu. Fakt. Malo egipskie, ale urocze miasteczko. Domeczki, uliczki,
    fontanny... Wymieniamy wieksza ilosc $ na le, kupujemy wode i wracamy do hotelu
    na kolacje. Po kolacji pijemy zimna karkade na balkonie a potem-pakowanie. Rano
    wyjazd do ukochanego Luksoru.

    Iwonka
  • platynka.iw 20.10.05, 13:26
  • platynka.iw 20.10.05, 15:38
  • platynka.iw 20.10.05, 17:14
    Najedzeni, z walizkami przed hotelem, czekamy w lobby hotelowym na autobus.
    Mysle sobie "super, ze juz ruszamy w trase. Nareszcie cos sie dzieje! Gdybym
    miala przelezec przy basenie czy na plazy 14...BA! chocby 7 dni-to bym chyba
    umarla z nudow albo dostala wscieku macicy"

    Wsiadamy do autokaru i jedziemy na miejsc spotkan autobosow i busikow (jak sie
    nazywa ta miejscowosc??) gdzie sie zbiera konwój. Jechalam 2 razy stamtad do
    Luksoru i zawsze byla to masa samochodow!! Ci ktorzy jechali-wiedza co mam na
    mysli!! I napewno sie zdziwia-bowiem w naszym "konwoju" o 9 rano jechalismy my
    i jeden busik... razem z ochrona - cztery auta ... niezle. No, ale przynajmniej
    Pani Ania (przewodniczka) sie wyspala :-|

    Jak zwykle-po drodze 2 postoje na siku, kawe i odganianie sie od natretnych
    sprzedawcow i pozujacych do zdjec chlopcow z wielbladami...

    I oto w koncu jestesmy w Luksorze-o zgrozo-o godzinie 14!!!!! Niezle. Wysiadamy
    przy nabrzezu. Cala grupa jedzie dalej z bagazami zwiedzac Karnak. Maja wrocic
    na statek ok 18 i wtedy zajac kajuty. My zabieramy nasze bagaze i udajemy sie
    na "Crocodilo", bowiem to wlasnie na tym statku bedziemy kontynuowac dalszy
    rejs.

    Dreptami a w myslach ukladamy teks-jak tu przekonac obsluge, by nam na kilka
    godzin przechowala bagaze... Podchodzimy do recepcji a Pan z usmiechem na
    ustach mowi "witam ponownie" WOW!! Pamieta nas z tamtego roku!? Pewnie
    zapamietal Radka. Niewazne. Lody zostaly przelamana. 10$ w paszporcie powoduje,
    ze od reki dostajemy klucze i kajute z wymarzonymi drzwiami balkonowymi!
    Zostawiamy bagaze i biegiem lecimy zwiedzac zachodni brzeg.

    Jest 14:30.... czyli niewiele czasu zostalo!! Od brzegu zaczepiaja nas faceci z
    pytaniem czy chcemy lodz, czy taksowke... Tak-chcemy lodz. Pytamy-"Ile za
    przeplyniecie na zachodni brzeg??" Slyszymy "50 le" hehehehe... smiech nas
    ogarnia. Mowimy "Dajemy 10le za cala trojke" Od slowa do slowa na widok naszych
    plecow i glosne "bye" Pan sie zgadza na nasza stawke. Szybko przeplywamy. Ten
    sam Pan pyta czy nie chcemy taksowki. Chcemy. Pytamy ile za jakies 4h
    dyspozycyjnosci?? Slyszymy 150 le. hehehe... Niezle maja ceny. Koniec koncow
    dostajemy taksowke do dyspozycji (off corse z kierowca ;-) w cenie 50 le. I tak
    mam wrazenie, ze przeplacilismy, ale w tym dniu czas byl dla nas baaardzo wazny.

    Taksowka-to wielkie slowo. Jest to pojazd na 3 kolkach. Wsiada sie po 2
    schodkach od tylu (nie ma drzwi) i jedzie bokiem do kierunku jazdy (sa 2
    laweczki po bokach) Czyms takim namietnie jezdza miejscowi. W srodku jest
    dzwonek, po nacisnieciu Pan w kabinie zatrzymuje sie. ogolnie (jak wiekszosc
    pojazdow w Egipcie) jest to niezly gruchot-no, ale oby tylko nas zawiozl tam
    gdzie trzeba i mial jeszcze moc by wrocic.

    Pierwszy przystanek-Kolosy Memnona.
    Drugi-kasa biletowa. Kupujemy bilety do Madinet Habu, Ramasseum i SetiegoI.
    Dzieci do 4 roku zycia maja wstep bezplatny, wiec przygotowalismy pieniadze na
    bilet dla Radka. Oto rozmowa przy kasie.
    -prosimy 2 bilety dla doroslych i jeden dla dziecka do Medinet Habu, Ramasseum
    i Setiego I
    -Ile dziecko ma lat??
    -Piec
    -(przymkniete oko kasjera) Nie. Ma cztery i wchodzi za darmo.
    -O tak. Pomylilismy sie. Ma cztery.
    ;-)
    Co jak co, ale jedno trzeba im przyznac-uwielbiaja dzieci i wlasnie nasz
    portfel na tym skorzystal :-)

    Podjezdzamy pod Medinet Habu. Sama swiatynia-rewelacja!! Poza kasjerem jestesmy
    my i dwoje Anglikow. Jest to przepieknie zachowana swiatynia!! Nie bede sie tu
    rozpisywac o zabytkach-bo kazdy moze sobie o nich poczytac w przewodniku czy
    necie.
    Medinet Haby BARDZO nam sie podobalo! Swietnie zachowane kolory i reliefy. Masa
    zakamarkow i - praktycznie zero turystow. Goraco, goraco, goraco... Dlaczego
    tak swietnie zachowana swiatynia nie jest w planach wycieczek fakultatywnych??
    POLECAM BO PO STOKROC WARTO!!

    Pijemy Barake i polewamy sobie nia glowy. Robimy mase zdjec i wracamy do
    naszego pana taksowkarza i mowimy, ze teraz chcemy jechac do Ramasseum. A Pan
    rozklada rece!! Teraz do nas dociera-no tak. Wszystko ustalalismy z facetem od
    lodzi a ten-ni w zab nie zna angielskiego!! Ale jaja... wolamy araba spod
    sklepu, ktory sluzy nam za chwilowego tlumacza.

    Wsiadamy do taksowki i jedziemy do Ramasseum. Jakze marna ta swiatynia sie
    wydaje po Medinet Habu! Ale i tak jestesmy nia zauroczeni i zwiedzamy ja z
    zapartym tchem. Wracajac lapiemy przy wyjsciu policjanta turystycznego i
    prowadzimy do taksowkarza, w celu wytlumaczenia dalszej trasy zwiedzania.
    Spokojniutko idziemy kiedy nagle-nasz taksowkarz podnosi rece i strasznie
    wrzeszczy. Mysle sobie-"co jest?? Wyglada to na jakis zawal!!" Naprawde sie
    przestraszylam. Okazalo sie-ze biedaczyna-przestraszyl sie policjanta!! Myslal,
    ze cos zrobil zle i idziemy na niego z gliniarzem!! Az mi sie glupio zrobilo...
    Policjanty po arabsku przekazal mu gdzie chcemy jeszcze jechac i ruszylismy w
    dalsza droge do swiatyni SetiegoI. Tam zatrzymalismy sie na chwilke i nasz
    takowkarz, przez innego araba powiedzial nam, ze ma 7 dzieci (samych chlopcow)
    i jest bardzo szczesliwym tata. Powiedzial takze, ze czuje sie mlodo bo ma
    dopiero 35 lat. O zgrozo! A ja mu dawalam jakies 60!! W tej brudnej
    galabiji...z dwoma zebami w ustach....pomarszczona, wychudzona twarza i w
    okularach jak denka wygladal duuuzo starzej!!

    Nic to. Pobieglismy obejrzec cuda SetiegoI. A tu przykra niespodzianka. Zacial
    sie aparat a w kamerze wysiadla bateria :-/ Nic to. Delektujemy sie
    wspanialosciami i wracamy do taksowki, by pojechac do Doliny Krolow.

    Tam najpierw podhodzimy na nogach z parkingu do kasy, a potem tuk-tuk
    podjezdzamy pod doline.Po drodze zmieniamy baterie w kamerze oraz udaje nam sie
    uruchomic aparat (hgurrraaaaa)
    Dolina krow. I znowu jestem nia zauroczona!! Gorac jest potworny. Na zmiane
    polewam ciagle Radka woda i kremuje go filtrami. Jest 16:30... za pol godziny
    zamykaja. Wybieramy 3 groby w ktorych nie bylismy i zaczynamy "uczte" Bardzo
    chcialam raz jeszcze zobaczyc grob SetiegoI ale jest zamkniety az do
    odwolania... nie wiadomo jak szybko go otworza a jest to chyba najpiekniejszy
    grobowiec w calej dolinie!!

    Dookola widac mase "skosnookich" grup (Japonczycy?? Chinczycy?? Koreanczycy??
    nie wiem) ktorzy opatuleni od stop do glow, w rekawiczkach i pod parasolami
    zwiedzaja doline. Dodatkowo przed wejsciem do grobow-zakladaja na usta i nos
    maseczki... hmmm... nie wiem co o tym myslec, wiec sie dlugo nad tym nie
    zastanawiam-nie moj biznes :-)

    Urocze jest to miejsce... z jednej strony wiem-jest to cmentarz z drugiej
    strony-u nas na cmentarzu nie czuje tego spokoju co tam... Naprawde. Bije cos
    magicznego od tego miejsca (tak jak od Karnaku) Wspaniale tam sie czuje! Jestem
    potwornym zmarzluchem. A w dolinie krolow nigdy nie marzna mi stopy ;-)
    Uwielbiam to miejsce.

    Za to dostaje furii w kolejnym grobowcu jak juz enty arab pokazuje mi gdzie mam
    zrobic zdjecie, i nie ma problemu jak blysnie flesz. MAC!! Przez nich za 100-
    200 lat nie bedzie Egiptu. Ale co sie dziwic. Po pierwsze-to nie jest ich
    dziedzictwo, wiec im nie zalezy by o to dbac. Po drugie-maja tak niskie
    zarobki, ze kazdy funt sie liczy.
    Kolejny raz odmawiam, ze nie mam ochoty na zdjecie. Ale znowu dostaje furii
    widzac jak wielu turystow sie zgadza i czuja sie uprzywilejowani, ze za 1-2E
    moga sobie cyknac fotke w grobowcu... Plakac sie chce...

    O 17:10 opuszczamy to mega spokojne i nostalgiczne miejsce. W dol schodzimy juz
    tylko my-i pracownicy doliny. Niestety... juz sie robi ciemno, o 18 zapada
    zmrok. Dzieki temu, ze Pani przewodniczka sie wyspala-my nie zdazylismy do
    Diliny Robotnikow ani do Grobowcow Dostojnikow... Nic to. Moze sie uda
    nastepnym razem??

    Jeszcze rzut oka na dom Howarda Cartera i juz mkniemy w kierunku nabrzeza. Tam
    czeka na nas pan od lodki. Placimy 50 le za taksowke i dajemy dodatkowe 10 le
    taksowkarzowi. On nie rozumiejac-daje te pi
  • platynka.iw 20.10.05, 17:33
    pieniadze do wspolnej kasy. Dopiero arabskie tlumaczenie przekonuje go, ze to
    sa pieniazki dla niego... nie wiedzialam, ze 6 zl moze tak uszczeliwic!!
    Wsiadamy do lodzi i plynac dowiadujemy sie, ze mamy zaplacic za reja 20 le.
    Hehehehehe... dajemy mu 10 le i bardzo dziekujemy za przepluniecie. Idziemy na
    statek. Tam obsluga znowu dopada Radka! Spieszymy sie, ale widzac jak wiele
    Radosci maja obie strony z wzajemnego kontaktu-pozwalamy na chwile walki i
    laskotania. Lecimy do kajuty. Spragnieni zimna wydobywamy z lodowki zimna wode
    i doimy ja na maksa. Po odswiezeniu sie wychodzimy na miasto zalatwij na jutro
    wyjazd do Dandery i Abydos. W BP Thomas Cook chceli 80$ od osoby + za dziecko
    polowe....hmmm... troche drogo :-/ Kontaktujemy sie z Pania Joasia z Hany
    Alibaba, by potwierdzic umowiony jeszcze w bolsce lot balonem nad Luksorem.
    Okazuje sie, ze mamy jutro lot ok 5 rano. Pytamy o Dandere i Abydos. Najpierw
    sie okazuje, ze sie nie da, ale od slowa do slowa ustalamy, ze lot zostanie
    przesuniety na 4 rano (przepraszam innych chetnych, ktorzy wtedy z nami
    lecieli!!) a potem jedziemy do Dandery i Abydos!!
    WOW! Rewelacje! Wracamy na statek... niewiele snu zostalo. Prysznic i biegiem
    na kolacje. Jak ja uwielbiam jedzenie na statku!! Jest PYSZNE!! I Ci przemili
    Nubijczycy... Radek zostaje zabrany na zaplecze wiec i ja podazam za nim... I
    musze przyznac-jest naprawde czysto i pachnaco. Moje dziecie wychodzi
    obdarowane owocami i jogurtami. Jak oni kochaja dzieci!!

    Po kolacji idziemy na gorny poklad, kladziemy sie na lezakach i podziwiamy
    niebo nad Luksorem... magiczna chwila... Niestety-czas sie klasc. Przeciez
    wstajemy o 3:30!!

    Iwonka
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.10.05, 15:59
    Jak to opisujesz to budzi moje wspomnienia i chce mi się wskoczyć do samolotu i
    wszystko zostawić za sobą.Pozdr.
  • platynka.iw 20.10.05, 17:35
    DZIEKUJE!!
    I przepraszam za bledy i przejezyczenia...
    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • Gość: ika5 IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 20.10.05, 18:51
    jak ja kocham tych , którym chce się pisać takie malownicze i długie relacje.
    Pozdrawiam cię kochana - ciągnij to dalej! Właśnie dlatego czytam to forum aby
    wyłapywać takie smakowite kąski. I kolejny raz zadaję pytanie ( z ciekawości):
    czy mając niewątpliwą łatwość formułowania myśli na piśmie - wykorzystujesz to
    w swoim życiu zawodowym?
  • Gość: Kaja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 22:24
    Platynko, rewelacyjnie piszesz, widac, ze masz lekkie pioro.Z przyjemnoscia
    czytałam Twoja opowiesc...Pozdrawiam cieplutko też.
  • pc_maniac 20.10.05, 23:02
    Czy to nie z Tobą miesiąc temu rozmawiałem o Zachodnim Brzegu i Abydos z
    Denderą?
    Nie napisałaś w końcu ile zapłaciliście za Abydos z Denderą, z kim
    pojechhaliście na tą wycieczkę.
    No i czy byliście w Denderze na dachu (w Św. Seti I również?!).

    Mało coś napisałaś o wycieczce do Abydos i Dendery, jedynie, ze byliście.
  • imonate 21.10.05, 09:06
    W gorącej wodzie kappany jesteś :P platynka z pewnością ciąg dalszy dopisze.
    Jestem przekonana, że to co napisała, to dopiero wstęp do relacji z 22 dni w
    Egipcie.
    --
    -----------------------------------------------
    Anitka - 18.02.2005r
  • mrowka69 21.10.05, 09:40
    szczerze mowiac lezka mi sie w oku zakrecila, jakbym to widziala wlasnymi
    oczami..nie moge sie doczekac kiedy tam bede :) pozdrawiam i czekam na ciąg
    dalszy
  • platynka.iw 21.10.05, 10:46
    BARDZO Ci dziekuje :-*

    Mam nadzieje, ze dalszy ciag Cie nie zawiedzie...

    Buziaki, Iwonka
  • platynka.iw 21.10.05, 10:45
    Dziekuje Sloneczko!!
    Wydaje mi sie, ze jestem baaardzo kiepskim pisarzem!! Naprawde. Nie
    wykorzystuje tego w zyciu codziennym.
    Z gory przepraszam za bledy!!
    Iwonka
  • platynka.iw 21.10.05, 10:48
    Spie… jak przez mgle gdzies z oddali slysze namolne „ti-ti-ti-ti… ti-ti-ti-ti…
    ti-ti-ti-ti…” Powoli wyrywana z objec Morfeusza ( i Rzesia ;-) siegam i dorywam
    się do namolnego budzika w telefonie. Jest 03:15 a ja mam mega uśmiech na
    twarzy i energie, która mnie nosi!! Fakt. Gdybym miala w Polsce o tej godzinie
    wstac do bracy….brrrr…. No-ale jakze inaczej wstaje się o tej godzinie by
    stanac twarza w twarz z przygoda?? I to w Egipcie??

    Wylaczam klime, odsłaniam mega ciezkie i mega szczelne zaslony i otwieram drzwi
    balkonowe… Uderza mnie przyjemnie cieple powietrze i wilgoc od Nilu. Za oknem
    srodek nocy… Księżyc w kształcie rogalika przypomina mi o zbliżającym się
    ramadanie. Wtulam się w moich chłopaków z mysla o walce jaka musze stoczyc, by
    ich obudzic. Na moje „hej, chłopcy… wstajemy. Idziemy na lot balonem” Oboje się
    zrywaja i sa gotowi do drogi ;-) hehehe.

    I oto jest już 04:00 a my i nasi znajomi stoimy przy ulicy i czekamy na pana,
    który ma nas odebrac. Teraz czuje delikatny chlod. Dobrze, ze zabrałam
    sweterek. Radek z boku boksuje się z policjantem turystycznym, a my obserwujemy
    otoczenie… W sklepach… na lodkach… przy ulicy…w swoich taksówkach-spia ludzie.
    Owinieci w koce smacznie chrapia. No tak. Większość z nich konczy pozno w nocy
    prace a o swicie zaczyna. Większość z nich to ludzie, którzy przyjechali do
    Luksoru na jakis czas, by się dorobic. To ich dom-i ich praca zarazem. Jakze
    inaczej wyglada spiacy Luksor! Bez tumultu i pospiechu zarobienia jeszcze
    jednego funta ;-) Jest naprawde bardzo spokojnie i cicho… i zaczyna mi tczegos
    brakowac ;-)

    Jest! Biegnie do nas Egipcjanin. Szybkie upewnienie się, ze my to my ;-)
    zainkasowanie 200$ za lot (po 80$ za dorosłego, za Radzika polowe) i oto już
    siedzimy w lodce na Nilu. Czekamy jeszcze na kilka osob, które maja z nami
    leciec balonem. Na lodzi poczęstunek-kawa, herbata, ciasto…. Swiatla nocy
    fantastycznie odbijaja się w wodzie-Rzes probuje zrobic zdjecie, ale lodka za
    bardzo kolysze… nic to. Mam ochote, by ta chwila trwala wiecznie… Wtulam się w
    cieplego Rzesia (Radek walczy z jednym arabem z lodki) i zaczynam zasypiac…

    Ok. Już sa wszyscy. Plyniemy na zachodni brzeg… granatowa noc, czarny Nil…nie
    widac nic! Ale nie czuje leku! Wierze, iż dobrzy bogowie Egiptu sa z nami! Na
    lodce jeszcze kapitan Sancho tłumaczy nam jak się zachowac w balonie. Każdy
    dostanie swoje miejsce i powinien tam stac i nie przechylac się. Dowiadujemy
    się, ze sa 3 rodzaje ladowania. Albo balon siada spokojnie pionowo na ziemi (
    co się rzadko zdarza ). Albo ciągniony przez wiatr ryje jednym z bokow ziemie.
    Albo siada i wznosi się podskakując jak pileczka. Jeżeli będziemy ladowac
    ostatnimi dwoma sposobami to na jego komende „ladowanie” mamy przykucnąć w
    balonie i schowac glowe miedzy kolana. Hmmm…. Nie zabrzmialo to milo!

    Wszystko jest super zorganizowane. Na brzegu czeka już na nas autko, które
    zawozi nas na miejsce startu. I oto jest nasz balon. Zolty z napisem „Sindbad”
    Balon??-mysle sobie. Przeciez to istne BALONISKO!! O mamo!! Nie zdawalam sobie
    sprawy, ze będzie TAKI DUZY!! Już jest prawie napompowany, wsiadamy do koszy.
    Jest glowny kosz z jakimis narzędziami w którym stoi nasz kapitan oraz 4 kosze
    po bokach do których wchodzi srednio po 5 osob. Z 4 palnikow bucha ogien na
    jakies 1,5 metra, który jest strasznie glosny i niezle daje goracem po karku.
    Przelatuje mi szybka mysla „może zdaze jeszcze wysiąść??”-nie, nie zdaze.
    Wlasnie delikatnie oderwaliśmy się od ziemi… chłopcy z obsługi balona (ok. 10
    osob) na dole klaszcza, tancza i śpiewają „lec balonie, lec!!”

    Nie powiem. Mam cykora, ale patrzac na usmiechnieta twarz Sancho uspokajam się.
    Jest to bardzo spokojny i wyciszony człowiek. Robi wrazenie nieśmiałego i
    małomównego. Jednak jak już się odezwie-to wszyscy zasmiewamy się do bolu… jest
    niesamowity!
    Wznosimy się dosyc szybko. Po chwili uszy przyzwyczajaja się do huku z palnikow
    a oczy do ciemności i powoli zaczynaja wyławiac jakies kontury i zarysy. Kark
    do konca lotu nie przyzwyczai się do goraca jaki stamtąd bucha. Mysle sobie-
    może podstawic nogi?? Będę mieć darmowa depilacje ;-)
  • platynka.iw 21.10.05, 10:49
    Co jakis czas w oddali polyskuje czerwien, granat, zielen-to inne balony,
    których ogien z palnikow cudnie oswietla od srodka. Powoli jak grzybki po
    deszczu rosna coraz to nowe i zaczynaja-tak jak my-wznosic się ku niebu.

    Zaczynam się przyzwyczajac do sytuacji i rozluźniać… Robi się coraz jasniej,
    zaraz pewnie wzejdzie slonce. I nagle widze-cudne gory tebańskie! W tym samym
    momencie jakbym dostala cios miedzy oczy-WOW!! Przeciez to swiatynia
    Hatszepsut!! Jakze majestatycznie wyglada z gory!! Zadnych turystow! Bije od
    niej spokoj, jakiego wczesniej nie widziałam! Każdy rzuca się do robienia zdjęć
    i nagrywania na kamere. W tym momencie kapitan pokazuje nam wschodni brzeg-
    patrze, a tam odbywaja się cuda!! Zza Nilu, delikatnie wynurza sie pomarańczowo-
    zolte slonce. Idealny kolor-idealny kształt…Czuje się podczas tego
    przedstawiania taka malenka! Patrzac na ten ideal piekna wiem juz, dlaczego
    Echnaton poswiecil wszystko-by oddawac czesc temu cudowi!! Stoje
    zahipnotyzowana… po chwili dopiero dochodze do siebie i zaczynam cykac zdjęcia…
    jedno, drugie, trzecie, czwarte-ciegle wydaje mi się, ze to malo, ze jeszcze
    lepiej mogę utrwalic ta chwile. Słychać zewsząd „oooo….. wow….. jeeeee…”

    Przelatujemy nad domami Egipcjan. Spia na dachach. Sancho krzyczy do nich po
    ang „hej, habibi!! Pobudka!! Wstawac!!” Jakas mala dziewczynka w koszulce i
    golej pupie stara się wcisnąć pod koc do mamy. Mysle sobie „wszystkie maluchy
    na calym swiecie sa takie same! Patrza tylko jak tu wtulic zmarznieta pupe do
    mamy ” Na każdym dachu co najmniej 2 anteny satelitarne, niejednokrotnie
    wieksze od lozek na których spia. Obok anten i lozek widac chodzące kury,
    walające się smieci, druty… przy domach, z boku stoja zwierzaki, rozebrane
    auta… suszy się cegla mulowa-jak sprzed wielu tysięcy lat!! Czas się tu
    zatrzymal…


    Patrze na moje dziecie, które jak male kurczątko usiadło sobie w kaciku i przez
    dziure, która sluzy do wchodzenia –patrzy sobie na swiat z wysoka. Macha
    paluszkiem i wola „ptaszki, zobacz mamuniu-tu sa ptaszki!!” „zobacz mamuniu, a
    tam sa Kolosy Memnona” Kolosy Memnona?? O QRCZE!! Rzeczywiście w oddali je
    widac! A przed nami-Ramasseum, w którym jeszcze wczoraj byliśmy!! Z drugiej
    strony błękitny Nil, idealnie wymierzone pola uprawne… ciagle wznoszące się
    slonce, które już dolacza się do palnikow-i niezle nas grzeje… po prawej chowa
    się swiatynia Hatszepsut… nie wiem co fotografowac. Robie kilka zdjęć po czym
    wylaczam aparat. Prostuje plecy, rozluźniam miesnie, przymykam oczy i robie
    kilka głębokich wdechow…. O tak. To jest magiczny czas, nie można go spędzić z
    okiem przy aparacie. Czuje się szczesliwa… odprezona. Balon niewiadomo kiedy i
    jak-delikatnie plynie unosząc nas nad wspaniałościami pozostawionymi przez
    starożytnych.

    Każdy z nas dostaje mineralna, bo naprawde zrobilo się bardzo cieplo! W oddali
    widac Medinet Habu. Cudowna mgla jak wielka wstega w polowie wysokości opasa
    gory tebańskie, które teraz przybieraja cala palete barw! Obejmuje jeszcze raz
    wszystko wzrokiem-gory, Nil, Slonce, Kolosy, Ramasseum, Hatszepsut, pola,
    domostwa.. i mam lzy w oczach. Co za wspanialy widok!!

    Nie wiadomo kiedy minelo 45 minut i nasz kapitan (Hiszpan) informuje nas, ze
    zaczynamy podchodzic do ladowania. No. Jak na komende-idylla pryska i zaczynam
    się bac ;-). Obsluga balonu w rozklekotanej furmance jezdzi za nami, żeby nas
    złapać. Staneli, już biegna… okazuje się, ze musimy się troszke wznieść i
    wyladujemy w innym miejscu. Wiec wsiadaja i znowu jada za nami. Słychać ich
    radosne spiewy i rytmiczne bębenki. W koncu za 3 razem udaje się. Balon
    majestatycznie i spokojnie siada na morzu trzczciy cukrowej… Chłopcy w 3 minuty
    zwijaja balon. To koniec. Mam nadzieje, ze te pozytywne, a momentami wrecz
    orgastyczne przezycia jakie czulam tam na gorze-pozostana we mnie na dlugo…

    Wysiadamy, jeszcze tylko taniec radości z chłopakami i już pedzimy w strone
    lodki. Tam kapitan wszystkim dziekuje za lot i wrecza każdemu dyplom. Tak zal
    się rozstawac z tym człowiekiem…

    Zerkam na zegarek. Jest 06:50. Lecimy na Crocodilo. Zajmujemy wszystkie
    kontakty-ladowarki sa wszedzie! Telefony, kamera, aparat… Szybki prysznic,
    zmiana ciuszkow i pakowanie plecaka. Za godzine jedziemy do Dandery i Abydos.

    Iwonka (c.d. nastapi...)
  • pc_maniac 21.10.05, 11:32
    Aż mam ochotę następnym razem też przelecieć się balonem. Chyba sobie nie
    odpuścimy takiego lotu następnym razem :o)
  • platynka.iw 21.10.05, 14:02
    KONIECZNIE!! Nie umiem chyba przelac swoich uczuc ale naprawde po stokroc
    WARTO!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • miriam_73 23.10.05, 13:45
    Jesooo, aleś mi tym balonem apetytu narobiła... Chyba jednak znowu pojadę do
    Egiptu na urlop...
    --
    Moje Podróże
    community.webshots.com/user/miriam_1973-date
  • corrina_f1 21.10.05, 13:37
    Iwonko, to jest WSPANIAŁE !! Pisz, pisz, pisz koniecznie ciąg dalszy !!
    No i natychmiast zamieść gdzieś zdjęcia, szczególnie z tego lotu balonem !!
    Możesz np stworzyć album tu:
    community.webshots.com/
    albo zamieść na forum Zdjęcia z podróży
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=91
    ale koniecznie i jak najszybciej !! Pamiętam Twoje cudne zdjęcia z Krety i
    poprzednich wypadów do Egiptu, jeśli te są w połowie tak dobre, to znaczy że są
    cudowne !! ;))

    ściski
    Kasia
    --
    Egipt 2004
    Zdjęcia
    Cairo Story
  • platynka.iw 21.10.05, 14:01
    Dziekuje Kasiu!!!
    Postaram sie umiescic zdjecia, ale nie obiecuje...
    Caluje mocniutko :-*
    Iwonka
  • platynka.iw 21.10.05, 14:04
    C.D.
    Radzik jeszcze się myje, a my sprawdzamy czy wszystko jest-kamera, aparat, krem
    z filtrami, cos na glowe, portfel… Grzes pilnuje Radzika by wypłukał zabki w
    Barace, a ja lece do recepcji. Tam odbieram nasze paszporty oraz pisze o
    której-z kim-gdzie się wybieramy i o której planujemy powrot. Pan z recepcji
    się milo uśmiecha i tłumaczy, ze to dla naszego bezpieczeństwa. I super! Podaje
    nam dzien wczesniej zamówione sniadanie oraz lunch w formie suchego prowiantu.
    O mamo!! Jest tego 6 pudelek!! Nic to. Zostawiam to na recepcji i wracam do
    pokoju by zabrac zapomniane pierdolki. Rzes zostawia 2E sprzątaczowi za
    wczorajsze wysprzątanie kajuty oraz cudne całujące się delfinki z ręczników.
    Wychodzimy. Przy recepcji częstują nas jeszcze kawa i herbatka (jak milo!!) a
    Radzik wdaje się w walke z ochroniarzem ;-) Dopada nas jeszcze jeden z kelnerow
    (zapomniałam jego imienia  który również nas pamieta z zeszłego roku.
    Namiętnie uczy się jezyka polskiego i przy każdej okazji albo nam wszystko
    recytuje-albo pyta o nowe wyrazy. Tym razem słuchamy po polsku czesci
    ciala „reka, noga, ucho, glowa, oko…” Cudnie!! Ma problem z wymowa litery P
    (tak jak zreszta większość Egipcjan. Stad Boland a nie Poland) Mowie mu „ a tu
    masz pupe” Zadowolony z nowego wyrazu siega po serwetke, rysuje szlaczki ;-) z
    prawej do lewej i odchodząc mamrocze ‘buba…buba…buba”  Jest uroczy.

    Jest po osmej. Luksor już wrócił do formy ;-) masa ludzi, turystow, naganiaczy,
    trąbiących aut… To lubie  Wychodzimy po schodkach przed ulice a tam-z
    uśmiechem wita nas dwoje ludzi. Jeden z nich to kierowca-drugi nasz przewodnik.
    No proszę, jak milo! A myślałam, ze pojedziemy tylko z kierowca! Wsiadamy do
    super nowki, nie smaganego 12 osobowego Hyundai`a. Ja bym nie zwróciła pewnie
    uwagi, ale Rzes jest zauroczony!
    Autko naprawde jest sliczne! Momentami wystaje jeszcze folia, skorzana
    tapicerka, klimatyzacja… pachnące i czyściutkie! Umieszczam piramide z pudelek
    na tylnym siedzeniu i ruszamy na miejsce formatowania się konwoju. Z tego
    miejsca ryszaja konwoje do Asuanu, Hurghady, Dandery i Abydos. Korzystamy z
    chwili postoju przed dluga podroza i spacerujemy. Radek ze swoimi jasnymi
    wloskami i ja ze swoja bladojasna skora wzbudzamy jak zwykle zainteresowanie.
    Ciagle czuje na sobie wzrok miejscowej ludności. Na szczescie podczas kolejnego
    pobytu nie jest to już az tak meczace.

    Punktualnie o 9 ruszamy. Jest nas masa aut i zupełnie nie
    przypominamy „konwoju” w jakim jechaliśmy do Luksoru. Chłopcy zaczeli rozmowe o
    aucie ja zaszylam się na ostatnim siedzeniu, by cos zrobic z tymi pudelkami!
    Otwieram pierwsze z nich-jak ja to lubie! Te dzemiki i plastikowe sztucce ;-)
    Przepakowuje wszystko do 3 pudelek, reszte postanawiam wywalic przy najbliższym
    postoju.

    Radzik lokuje się z tylu na 3 miejscowej kanapie ze swoimi samochodzikami i
    zwierzakami i –jak to Radzik- zaczyna przeprowadzac walke ;-)
    Ja dosiadam się do chłopaków. Od slowa do slowa coraz bardziej poznajemy
    siebie. Okazuje się, ze nasz przewodnik nazywa się Atef Abu El-Fadl, jest z
    wykształcenia egiptologiem i na codzien pracuje w Egipskim Ministerstwie
    Kultury w dziale antykow, a jego szefem jest słynny Zali Hawass (gdyby ktos
    chciał go wynająć na jakas wycieczke-to mogę podac jego numet telefonu)

    Czas milutko plynie, zaczynamy cala piatka podjadac co nieco z naszych
    pakunkow. Pierwszy postoj i haslo Radzika „chce kupke” Ok. Biore go za reke i
    szukamy toalety. Jest! Wchodzimy a tam-typowo arabski klop. Czyli dziura w
    podłodze i szlauf do umycia zadka. Patrze w oczy synkowi i wiem-ze nie zrobi
    tego na stojąco. A już na pewno ja nie pozwole, by myjaca pupe woda lala się po
    jego nogach i stopach… fuj 
    Już na nas trabia… Nic. Moje dzielne dziecko postanawia, ze jeszcze wytrzyma i
    załatwi się na nastepnym postoju.
    Wracamy do auta. Muzyczka gra… robimy się senni. W koncu od jakis 7h jesteśmy
    na nogach. Spiacego Radzika przykrywam lekka chusta-jakze slicznie wyglada
    space dziecko! Nie wytrzymuje i obsypuje go calusami-na szczescie Go nie budze.
    Rzes tez zasnął. Spi slodko wtulony w zasłonkę ;-) Czule glaszcze go po karku i
    zatapiam wzrok w widoki za oknem…

    Jakze inny jest ten swiat! Dla nas momentami przerażający i nie do przyjecia!
    Droga biegnie wzdluz jednej z odnog Nilu. A w niej-wszystko co tylko możliwe.
    Gory smieci a obok nich piorące kobiety… Zdechla krowa a chwile pozniej kapiace
    się dzieci. Lodki, które za pomoca lin przewoza ludzi na drugi brzeg. Pompy
    nawadniające, które wyrzucaja na pola drogocenna wode. Obok palmy. Niskie domy
    zazwyczaj z cegly mulowej. Osiołki. Takie jest ich Zycie…Mysle sobie „gdyby z
    jedna z tych osob zamienic się na tydzień. Ja zamieszkam tu-a ona w moim domu-
    to ciekawe, kto bardziej chciałby wrócić do siebie??” Wiem, jest to
    niemożliwe, ale Oni naprawde sa uśmiechnięci i czuja radosc z miejsca w którym
    mieszkaja…. Wjeżdżamy w jakies miasteczko. Pelno w nim biegających na bosaka
    dzieci, zafekowanych kobiet, które nosza zakupy na glowach, oraz kafejek a nim
    palacych szisze, nudzących się mężczyzn w galabijach… Na murach i domach pelno
    jeszcze powyborczych plakatow a na większości z nich-usmiechniety, mlody Hosni
    Mubarak. No coz… już nie wyglada jak na tych plakatach, przeciez zdjęcia sa
    zrobione w 1981 jak zostawal prezydentem…no, ale sila reklamy wizerunku jest
    ogromna, wiec…

    Koleny postoj. Tym razem w miejscowości Qena. To tu znowu jest rozjazd. Moi
    chłopcy budza się. Jeden wola „kupe” drugi „kawy”  Mowie Rzesiowi żeby zamówił
    dla mnie goraca herbate i lece z Radzikiem do toalety. No prosze! Jest i zwykly
    klop! Już zamierza Radzik siadac kiedy nagle naszym oczom ukazuje się sterczacy
    ze srodka drut! Jak się po chwili okazuje-to nie drut! To nowoczesny WC`et
    arabow. Polaczenie toalety z bidonem.Czyli siadac-pupa trafia na drut-robisz
    swoje-drut Ci spukuje pupe. O NIE! Rece mi opadaja. Wybiegamy przed toalete-
    zero krzeczkow. Nie ma co. Wracamy. Opierając się poldupkiem na desce i wiszac
    na mnie-synek w koncu robi swoje. Off corse nie ma papieru toaletowego. Na
    szczescie jak zawsze mam przy sobie chusteczki.

    Wychodzimy, pijemy herbatke i jedziemy dalek. O! Jedziemy tylko w 5 busikow.
    Okazalo się, ze w tym miejscu duza czesc pojechala do Hurghady, czesc do
    Dandery natomiast my-pchamy się dalej do Abydos. Oczywiście caly czas pod
    eskorta policji turystycznej.

    Po jakims czasie podjeżdżamy pod Abydos (znowu nie będę się rozpisywac-każdy
    może o tych swiatynich poszukac sobie informacji) Kupujemy bilety po 20le
    (Radzik jako 4 latek wchodzi za darmo ;-) I razem z Atefem wchodzimy na teren
    świątyni…. WOW! Mimo goraca zimny dreszcz oblewa moje cialo! Cudowna! Umawiamy
    się, ze troszke nas oprowadzi, tropszke opowie-a potem sami sobie polazimy i
    zrobimy zdjęcia… Wchodzimy do srodka-i widok całego dachu nas powala! Zupełnie
    inaczej to wyglada niż np. w Karnaku. Atef opowiada znana nam legende o
    Ozyrysie i – niemożliwe- czyta hieroglify! Ten facet jest Wielki! W koncu
    udajemy się na samotne dreptanie. Turystow niewielu, wiec wychodza super
    zdjęcia. Fantastyczne płaskorzeźby! Cudownie zachowane kolory-jak chyba w
    zadnej świątyni jaka do tej pory widzieliśmy! Te zywe, wciąż intensywne kolory-
    wyciskaja w nas lzy wzruszenia… tyle lat… tyle lat a to wciąż trwa… Mam ochote
    mowic szeptem i chodzic na palcach, by nie zakłócić odwiecznego majestatu tego
    miejsca…
    Wychodzimy na dziedziniec zewnętrzny i podziwiamy prawdopodobne miejsce
    pochowku Ozyrysa. Zielona woda wokół ruin poteguje uczucie wiezi z kosmosem…
    Polewamy glowy ciepla już woda i w
  • platynka.iw 21.10.05, 14:12
    Polewamy glowy ciepla już woda i wracamy do srodka. Oglądamy przepiekna scene
    przedstawiajaca walke SetiegoI i jego syna Ramzesa II z bykiem… za rogiem
    podziwiamy wspanialy dowod chwaly jaki złożył Seti I swoim poprzednikom-
    slynna Liste 76 Faraonow, a kazde z tych imion w osobnym kartuszu. Sala z
    kolumnami i masa zakamarkow, mniejszych i większych pomieszczen a w każdym
    cuda! Tak wykonanych detali jak w Abydos nie widziałam nigdzie indziej! Stopy
    faraona z zaznaczonymi paznokciami. Korony gornego i dolnego Egiptu, faldy
    spódniczki lejace się perfumy piora ptaka misternie i dokladnie wyżłobione…
    puchary, owoce-a wszystko jak zywe!
    Czas nas goni…wiemy, ze zaraz rusza konwoj do Dandery wiec musimy się spieszyc…
    Niestety-wejscie na dach jest zamknięte. Cykamy jeszcze kilka fotek, krecimy na
    kemere i z bolącym miejscem opuszczamy to jakze magiczne miejsce…a tak bardzo
    by się chcialo usiąść pod kolumna i chlonac…chlonac ta aure i pozytywne
    wibracje jakie bija od tego Cuda…

    Biegiem do auta i jazda do Dandery.
  • imonate 21.10.05, 20:59
    Właśnie "Władca pierścieni" przegrał z Twoimi super zapiskami z Abydos :D
    --
    -----------------------------------------------
    Anitka - 18.02.2005r
  • platynka.iw 22.10.05, 20:24
    imonate-BARDZO CI DZIEKUJE!!
    I chce Ci (WAM) powiedziec jedno-MACIE CUDOWNIE SLOICZNE MALENSTWO!!!!!
    Gratuluje i mocniutko Malenka caluje!
    Iwonka
  • imonate 22.10.05, 21:40
    Dziękujemy :D

    A po Twojej relacji nie mogę się doczekać, kiedy maleństwo będzie na tyle duże,
    byśmy mogli powrócić na egipskie szlaki i pokazać te wszystkie cuda.


    --
    -----------------------------------------------
    Anitka - 18.02.2005r
  • platynka.iw 23.10.05, 00:11
    Hej... jeszcze troszke! Jak uznacie, ze to jest ten czas-to pojedziecie. Radzik
    mial 20 miesiecy jak byl pierwszy raz w Egipcie. Wprawdzie byla to 14 dniowa
    pobytowka w HRG ale i tak pojechal z nami do Kairu i Luksoru... Pamietam jakby
    to bylo dzis-jak Rzes nosil go na plecach w nosidelku... :-)
    Wierze, ze Wasza Panna bedzie wspanialym i dzielnym traperem! Tak jak Moj
    Radus, ktory kocha Egipt i zwiedzanie :-)
    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • corrina_f1 23.10.05, 11:22
    Zapowiada się najdłuższa egipska opowieść na tym forum... ;) Wygląda na to, że
    mnie pobijesz Iwonko ;))

    Szkoda, że tak mało osób po powrocie opisuje swoje przygody, na palcach 1 ręki
    by zliczyć. Nie wierzę, że wszyscy jeżdżą wyłącznie po to, żeby siedzieć przy
    basenie hotelowym z drinkiem, a teoretycznie może tak być, bo jakieś 90% pytań
    na forum dotyczy właśnie hoteli... (pomijając że jest do tego osobne forum)



    --
    Egipt 2004
    Zdjęcia
    Cairo Story
  • pc_maniac 24.10.05, 12:41
    platynka.iw napisała:

    > Hej... jeszcze troszke! Jak uznacie, ze to jest ten czas-to pojedziecie.
    Radzik
    > mial 20 miesiecy jak byl pierwszy raz w Egipcie.

    Hehe, Cypisek był już z Imonate w Egipcie (mając 4 miechy), my się nie możemy
    doczekać aż będzie na tyle duża żeby wojażować z nami po innych
    miejscowościach, a nie wylegiwać się na plaży.
    Ale jakoś wytrzymamy :o/
  • platynka.iw 22.10.05, 20:17
    Biegiem do auta i jazda do Dandery.


    Wracamy ta sama droga. Przy wyjezdzie z Abydos zatrzymujemy się na chwile na
    moscie. I wtedy wzbudzamy maksymalne zainteresowanie! Tam tak malo jest białych-
    ze jesteśmy dla nich nie lada dziwakami. Stukaja w szybe auta, machaja do nas,
    uśmiechają się… sa bardzo życzliwi i spontaniczni. My jak wygladniale
    zwierzatka rzucamy się na zimna wode…. Lyk za lykiem nasze pragnienie zostaje
    zaspokojone. Po chwili w chlodnym, klimatyzowanymm aucie zaczynamy odczuwac
    glod… Siegam do naszych paczek i wyciągam kolejne pyszności przygotowane przez
    wyśmienitych kucharzy z Crocodilo. Tym razem pieczony kurczaczek z miekka
    buleczka i ogorkiem zielonym… mniam…Najedzeni, napojeni zaczynamy już odczuwac
    zmeczenie, a raczej braki w snie. Stajemy się rozleniwieni i senni. Nie chce
    nam się rozmawiac… każdy układa się w wygodny dla siebie sposób i relaksuje
    się. Dobrze, ze mamy cale autko dla siebie i przez to mase miejsca… Nie mogę
    zasnąć. Mysle o Abydos. Magia tego miejsca strasznie na mnie podziałała. W
    myslach odtwarzam każdy krok jaki tam zrobiłam, każdy relief, kolor, scene,
    detal-jaki zobaczyłam. Nie chce tego zapomniec!

    Odwracam się do Radzika, który szaleje na ostatnim siedzeniu… mysle sobie „skad
    dzieciaki biora tyle energii w sobie??” Jest taki dzielny i taki kochany! Nie
    marudzi-nie narzeka. Dzielnie drepta na swoich malych nozkach i szuka
    zakamarkow w świątyniach 


    Nie wiadomo kiedy wjeżdżamy na parking przed swiatynia w Dandera. Zabieramy
    standardowy zestaw-kamere, aparat i butelke wody pod pache i idziemy do
    świątyni. No. Tutaj sa już zupełne pustki! Jesteśmy tylko w kilka osob.
    Podziwiamy wspaniale wejście a w srodku-cudne kolumny z patrzaca na cztery
    strony swiata Hathor. Moja pierwsza mysl „Gdzie te podziemia i gdzie wejście na
    dach??” Zaczepiam pierwszego z brzegu pilnującego i trzymając pieniadze w
    reku pytam się o te wejścia. Ten nam tłumaczy, ze sa zamknięte i na razie jest
    zakaz wchodzenia do nich… Mysle sobie-niedobrze, skoro nawet widoczna w moim
    reku kasa zawiodła. Lapie naszego przewodnika, sciskam mocno za rekaw i
    mowie „Musisz… MUSISZ nam załatwić wejście do podziemi i na dach!! Jestes
    egiptologiem-jestes Egipcjaninem… załatw nam to!!” Po jego minie i uśmiechu
    wiem-ze już mamy to załatwione.
    Odnajduje swojego „brata” najpierw glosno się witaja, potem szeptaja cos na
    ucho w koncu pieniadze od jednego wędrują do reki drugiego-i oto już wedrujemy
    do jednej z sal. A tam-w podłodze jest cos, co na pierwszy rzut oka robi
    wrazenie szybu wentylacyjnego. Niewielkia skrzyneczka o rozmiarach ok. metr na
    pol. „Brat” podnosi wieko i-oto ukazuje się naszym oczom czarny tunel! Czasu
    jest niewiele-musimy to „zaliczyc” szybko, zanim inni z obsługi czy turyści się
    zorientuja. Wiec „brat” nam swieci latarka a my najpierw zgięci w pol a potem
    wrecz na kolanach-wchodzimy pod ostrym kontem w dol jakies 1-2 metry, a na
    koncu-do korytarza, który względem tunelu lezy prostopadle. A tam! CUDA! Takich
    dokładnych i rewelacyjnie zachowanych płaskorzeźb nie widziałam!! No, ale
    najważniejsze!! Szukamy tego wielkiego odkrycia jakiego dokonano w Dandera-
    płaskorzezby ktore przedstawiają prawdopodobnie starożytne zarowki!! JEST!
    Relief przedstawia ludzi stojących obok przedmiotow w ksztalcie balonow w
    srodku znajdują się wijące węze, kwiat lotosu tworzy oprawke, z ktorej
    wychodzący przewod polaczony jest z prostokatnym pojemnikiem. Czy to jest
    zarowka?? Podono jacys naukowcy na podstawie tego zrobili zarowkę i… jarzyla!!
    Niesamowite. Chce zrobic zdjęcia, ale już nas wolaja, zeby wychodzic!! Nie chce
    uzyc lampy-wiec musze dac troszke dłuzsze naswietlanie…. Tu jest tak ciemno!
    Poganiani, nerwowo cos tam cykam-i już wychodzimy.
    Teraz na dach. Wchodzi się z boku, ze srodka świątyni przez waski korytarz.
    Delikatnie stapamy. Znowu czuje ten mistycyzm. Ta potęgę i tajemnice! Kiedys
    wstep tu mieli tylko faraon i najwazniejsi kaplani! A teraz my-bez pokory
    poruszamy się po tym miejscu! Czuje się malenka i niegodna, zeby tu byc! Mam
    ochote krzyczec „ O Bogowie Egiptu! O Wielka Pani Hathor-wybaczcie nam nasza
    śmiałość i bezczelność, ze bezwstydnie naruszamy to odwiecznie święte i
    niedostępne miejsce!”
    Po kilku krokach-oto jesteśmy na dachu świątyni!! Nogi mi drza, jestem pod
    OGROMNYM wrazeniem tego miejsca! Mam gesia skorke na mysl, ze pod nami sa te
    wspaniale kolumny z czterema twarzami Hathor, ze pod nami sa tajemne przejscia
    i podziemia, ze pod nami sa święte pomieszczenia… Przechodzimy do jednego z
    maleńkich budynkow na dachu-a w nim na sufiecie jest słynny znak zodiaku (tu
    tylko odlew-oryginal w Luvr)
    Dwa kroki dalej -NIEWIARYGODNE! Znajdujemy się w Sali Mumifikacji! Czuje się
    niepewnie na sama mysl, co tutaj robiono… Niewielkie pomieszczenie a na
    ścianach-reliefy przedstawiające kolejne etapy mumifikacji, oraz przechodzenia
    duszy do Zycia Wiecznego. Pośrodku Sali na suficie-ponad miejscem, gdzie kiedys
    stal stol do mumifikacji-niewielki otwor przez który dusza przechodzila w
    zaświaty… NIE! To już jest za duzo. Czuje się jak intruz, jakbym deptala
    najwieksza świętość… Nie umiem nawet zrobic zdjęcia-chce już wyjsc… Wychodze,
    Rzes robi jedno zdjecie i wychodzi zaraz za mna.
    Wspinamy się w kierunku zbudowanego na dachu ogrodzenia i-ogladamy wspaniale
    widoki jakie stad widac…. Mala kapliczka, jakiies wolnostojące przejscie,
    rozpadający się mur z cegly mulowej… a z tylu gory, palmy drogi, domy-
    dzisiejszy swiat! Nachodzi mnie mysl… Ze sa takie miejsca na swiecie jak
    Giza, Luksor, Abydos czy wlasnie Dandera-gdzie ludzie mieszkaja o kilka metrow
    od tych wspaniałych miejsc, patrza na nie codziennie, przechodza obok nich…
    Niesamowite! My placimy ogromne pieniadze i jedziemy tyle kilometrow, by choc
    przez kilka minut moc obcowac z tymi niewiarygodnymi cudami-a oni to maja na
    codzien! Na pytanie kogokolwiek na swiecie „gdzie mieszkasz?” gdy taka osoba
    odpowie „zaraz przy świątyni w Abydos” lub „20 metrow od Sfinksa” –kazdy zaraz
    wie gdzie on zyje! Niesamowite…
    Nagle z mojego zamyslenia wyrywa mnie wolanie Rzesia. Okazuje się, ze niestety-
    ale nasz konwuj rusza wczesniej i musimy już isc. Cos się we mnie buntuje.
    NIE! NIE! NIE! Chce tu jeszcze zostac! Posiedzieć! Zrobic kilka zdjęć! Przyrzec
    się jeszcze tylu miejscom! Tyle detali i tyle scen jest jeszcze do obejrzenia!
    Niestety… sila wyzsza. Jak obrazona dziewczynka, ze spuszczona mina i nadeta
    buzia, z oczami wbitymi w ziemie, wracam powolnym krokiem do auta… Jak ja
    kocham te miejsca! Mogłabym za darmo-BA! Nawet bym im dopłacała, żeby w tych
    świątyniach moc sprzątać, pilnowac je czy już sama nie wiem co… Wsiadam do
    zbawiennie klimatyzowanego auta a w glowie i sercu wiem jedno-kiedys tu wroce…
    kiedys jeszcze tu przyjade.
    Rzes mnie mocno przytula i stara się pocieszyc… On wie, jak ja uwielbiam
    zabytki Egiptu. Jak kocham ten bezpośredni kontakt ze świątyniami… Jakze
    bardziej-nizli bezdusznie wywiezione zabytki i bez emocji umieszczone w
    gablotach muzealnych-oderwane od miejsc i czasu…Rzes-wystarczy jeden jego
    uśmiech-i już cala złość i smutek znikaja… Dobrze, ze jest! Dobrze, ze rozumie
    moja zakrętkę na tym punkcie! Cudnie, ze znowu tu jest ze mna…
    Autko gna w kierunku Luksoru. Radus spi… Grzesio slucha muzyki a ja wtulona
    miedzy nich-mysle o Abydos i Danderze. Każdy-każdy powinien tam przyjechac i
    zobaczyc te swiatynie, bo sa niewiarygodnie piekne! Ze wszystkich świątyń jakie
    przez te 3 kolejne wyjazdy widziałam w Egipcie-wedlug mnie Abydos jest
    najwspanialsza sw
  • platynka.iw 22.10.05, 20:21
    Autko gna w kierunku Luksoru. Radus spi… Grzesio slucha muzyki a ja wtulona
    miedzy nich-mysle o Abydos i Danderze. Każdy-każdy powinien tam przyjechac i
    zobaczyc te swiatynie, bo sa niewiarygodnie piekne! Ze wszystkich świątyń jakie
    przez te 3 kolejne wyjazdy widziałam w Egipcie-wedlug mnie Abydos jest
    najwspanialsza swiatynia w calym Egipcie! Odwaze się i to napisze-jest nawet
    piekniejsza od Karnaku. Tak, tak-Karnak ma wspanialsza sale hypostyowa, ale
    jeżeli chodzi o całość-to swiatynia Setnego I w Abydos jest cudniejsza!

    I oto już Luksor. Zegnamy się z naszymi kompanami. Wymieniamy się wizytówkami i
    wracamy na statek. Po drodze znowu słyszymy „może taksowke??” „może lodke??” ;-)
    A my marzymy o jednym-PRYSZNIC!! Wchodząc na trap Rzes mnie pyta „Czy
    pamiętasz, ze dzis lecieliśmy balonem??” Nie. Nie pamiętam. Tyle wrażeń! Tyle
    doznan! Myślałam, ze to było wczoraj! No tak… to było dzis. Przeciez od ok.3
    nad ranem jesteśmy na nogach! Zapomniałam…

    Umyci lecimy na gorny poklad by zobaczyc zachod słońca. Kładziemy się na
    lezakch i podziwiamy-jak dzis widziane z balonu, budzące się slonce, które
    towarzyszylo nam przez caly dzien-chowa się za gory tebańskie… Idzie stoczyc
    walke z koszmarami nocy, by jutro zwyciężyć i na nowo się odrodzic…

    Zapachy z kuchni ściągają nas na ziemie. Ale bym zjadla cos goracego! Chwytam
    się za wlosy-a one już suche! Zawsze się zastanawiam-po co w Egipcie suszarki
    do włosów?? Chyba tylko do tworzenia jakis fryzur. Mam dlugie i dosyc geste
    wlosy i jak je w Egipcie umyje-to wiatr+slonce susza je w kilka minut… nieraz
    nawet nie zdaze napisac sms ;-)

    Kolacja była pyszna! Ok. 21 odpywamy w kierunku Asuanu. Pytanie „ jest
    dziewietnasta. co robimy?” I odpowiedz jest jedna-idziemy do świątyni
    Luksorskiej! Jest czynna do ok. 21 i fantastycznie podswietlona. Jedna Pani nas
    pyta „ze tez się państwu jeszcze chce” CHCE! I to bardzo!

    Ulica oddaje gorac jaki przez caly dzien się na nia lal z nieba i pomalu robi
    się duszno. Kilka krokow i już jesteśmy w świątyni… Jest wspaniala! Chodzimy,
    robimy zdjęcia, podziwiamy… Radus w rogu znajduje maleńkiego kotka, który jest
    bardzo chetny do zabawy… Mysle sobie-egipski kot w egipskiej świątyni ;-)
    Zabawa nie trwa dlugo, bo pilnujący arab przegania biedne stworzonko. Nie
    wiadomo kiedy robi się 20:30. Jakze czas szybko plynie w takich miejscach!

    Zwijamy się na statek, po drodze kupując Barake 1,5 litra w cenie 1,5 le oraz
    fante 1,5 litra w cenie 5le. Wracamy na statek, silniki już wyja… Wpadamy do
    kajuty. Te dokladnie pościelone lozka, gladziutkie prześcieradło i sterczace
    poduchy… jakze im się oprzec?? Szybki wskok w pizame i już spimy… Nawet nie
    wiemy, kiedy statek rusza… Ten dzien był wspanialy! Mam nadzieje, ze kolejne
    będą jeszcze wspanialsze…

    P.S.Za Dandere i Abydos-przejazd, wejścia itd. Zapłaciliśmy za nasza trojke 100$
  • platynka.iw 22.10.05, 23:53
    Wczoraj, po tym niesamowitym dniu-nawet nie wiem, kiedy zasnęłam… Wlasnie się
    przebudziłam. Obudzil mnie jakis tumult. Przykrylam, jak zwykle odkryte, moje
    dziecie i znalazłam telefon… jest 02:40. Wstaje, podchodze do balkonu-i już
    wiem co jest powodem tych głośnych trzaskow i rozmow. Wlasnie przechodzimy
    przez sluze w Esnie. Szkoda, ze nie za dnia, jak w tamtym roku… Rzes się
    obudzil. Zaspanym glosem pyta co się dzieje, po czym nie czekając na odpowiedz-
    slodko opada na poduszke i zasypia. Czuje, ze jestem nieprzytomna.

    Lyk wody i wracam pod prześcieradło (tak, tak-dla tych co nie wiedza-w Egipcie
    nie ma kolder, tylko spi się pod prześcieradłem i kocem) Radus cos mamrocze
    przez sen i uśmiecha się… jego nozki brykaja. Pewnie sni mu się, ze stoczyl
    kolejna walke i wygral. On i te jego walki… Czy każdy chlopiec tak ma? 90%
    zycia Radzika wypelnia od jakiegos czasu temat walk i bohaterow.
    Muszkieterowie, ekskalibur, walki, miecze, szpady, dobrzy bohaterowie, dzielni
    obroncy, Spiderman, Action Man, Batman, Pan Iniemamocny… Jak ja kocham Jego i
    ta jego pasje! Kazda wolna chwile wykorzystuje, by doprac Rzesiowi ;-) bosk,
    silowanie, przepychanki, kopniaki…to jest to, co kocha najbardziej. Tylko
    nieraz-Rzesia mi zal. Naprawde, potrafi niezle oberwac ;-) Tu w Egipcie ma raj-
    co i rusz znajduja się chetni do walk. I dobrze, Przynajmniej Rzes sobie
    odpocznie… w koncu tez ma wakacje ;-)

    Wtulam w glowe w poduszke i staram się zasnąć. Jednak sen nie przychodzi…
    ciagle mysle o widokach z balonu, Abydos i Danderze… Obejmuje reke Rzesia i
    wtulona w jego ramie-zasypiam. To niezawodny sposób na moje spanie…

    I już jest rano. Odsłaniam zaslony i otwieram okno balkonowe. Lezac na lozkach
    wystawiamy glowy i patrzymy w dol, jak Nil rozpryskuje się spod statku. Przy
    brzegu palmy, zielone pola, krowy i osiołki… i dzieci. Mas dzieci, które
    energicznie do nas machaja. Nie pozostajemy im dłużni. Po szybkiej toalecie i
    ubraniu się-schodzimy w dol na sniadanie. W recepcji oddajemy nasze paszporty i
    wymieniamy krotka pogawędkę z przemiłym recepcjonista. Radzika już przy nas nie
    ma-zostal zabrany i zniesiony na dol, do restauracji. Schodzimy-ale go tam nie
    ma. Po minach kucharzy i kelnerow domyślamy się, ze jak zwykle-jest już w
    kuchni. Nakładamy sobie pycha jedzonko i siadamy. Po chwili Radzik zostaje
    wyniesiony z kuchni-jak zwykle w czapce kucharskiej i jak zwykle z masa owocow,
    jogurtow, soczkow i słodyczy w dloniach. Nie wiemy kto jest bardziej z takiej
    sytuacji zadowolony i dumny-Radzik czy Ci kochani Nubijczycy??

    Wiec siedzimy sobie przy pieknie zastawionym stole. W bardzo sympatycznej
    restauracyjce. Zajadamy pyszności, a za oknem….Nil. Woda siega tak mniej wiecej
    do naszego pasa. Ciekawe wrazenie  Jakbym siedziała w wodzie  Palmy leniwie
    przesuwaja się za oknem… powoli domostwa, zwierzęta i dzieci-znikaja za nami.
    Po obu stronach sa po 3 okna. Rzes sobie zartuje, ze to jest komputerowa
    fikcja „ale ciekawie to zrobili… rzucaja w komputerze na 6 okien rozne
    wodoczki-ale ogolnie sa zgrane i łagodnie przechodza z jednego monitora na
    drugi” hehehe… ale to nie komputerowa fikcja-to Real. Naprawde siedzimy na
    statku i jemy śniadanko w tak wspanialej scenerii!!

    Okazuje się, ze za 2h mamy już być w Edfu i idziemy zwiedzac swiatynie Boga
    Horusa. Bardzo mnie to cieszy. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłam ten
    ogromny i fantastycznie rzeźbiony pylon i jakie ogromne wrazenie na mnie
    zrobil.

    Nie ma co tu dłużej siedzieć. Lecimy po stroje i wskakujemy do jacuzzi. Tam już
    siedza dwie poznane przez nas, przesympatyczne pary-Justynka z Emilem oraz Ola
    z Darkiem. Opowiadamy sobie przezycia dnia poprzedniego. Bardzo mnie
    interesuje jakie wrazenie na nich zrobila swiatynia Karnak i Dolina Królów. Sa
    zachwyceni Egiptem! Już wiem, ze znajdziemy wspolny jezyk ;-) (hihihi) Sa
    pierwszy raz w Egipcie i mam nadzieje-ze dołączał do naszej rodziny
    egiptomaniakow 

    Wiec siedzimy sobie w jacuzzi, miedzy nami pływają przytargane przez Radzika
    dinozaury i jakies zwierzaki ( które ciagle miedzy soba prowadza walki ;-),
    sloneczko swieci, cieply, suchy od pustyni wiaterek delikatnie smaga nasze
    ciala… widoki koja nasze oczy… czyz nie jest cudownie? Zatrzymac ta chwile!
    Zabrac z soba do Polski to słodkie nigdzie-nie-spieszenie się -do tej
    codziennej gonitwy-praca, szkola, przedszkole, zakupy, spotkania, komputer,
    telefony, pieniadze, obowiązki, zobowiazania… NIE! Nie chce teraz o tym myśleć!
    Chce się skupic na tym co jest…. Na tej beztroskiej chwili i na tym-ze jesteśmy
    tu razem… w trojke. Cudnie jest być ciagle z soba… Patrze na Rzesia który
    wlasnie tubalnym glosem wyzywa trzymanego przez Radzika dinozaura do walki i
    mysle sobie „gdyby jego pracownicy… kontrahenci teraz Go widzieli…” ;-)

    Już wytarci i przebrani po jacuzzi wychodzimy na brzeg w Edfu. Tam czekaja na
    nas dorozki, które zawioza nas do świątyni. O NIE! Tylko nie konie! Moi chłopcy
    sa alergikami i maja m.in. uczulenie na siersc konia. Nic to. Może nie będzie
    tak zle. Siadamy po 4 osoby do dorozki i zaczynamy jazde. Jedzie się krotko,
    jakies 10 minut. Wszyscy leja biedne, chude konie po grzbietach… Az zal patrzec.

    Każdy stara się podczas jazdy cykac fotki i krecic na kamere zycie codzienne w
    Edfu. I oto już jesteśmy, ale co to?? Ale się zmienilo od zeszłego roku! Jest
    profesjonalny, zadaszony parking dla dorozek no i oczywiście do świątyni
    przechodzi się przez szpaler sklepow i wszędobylskiego „jak się
    masz??” „dobrze, dobrze” itd. Na szczescie zdecydowane i glosne „la, la, la”
    zalatwia od reki sytuacje z namolnymi sprzedawcami.

    Przechodzimy przez jak zwykle wyjace urzadzenia do wykrywania metali i jak
    zwykle-nikt sobie z tego piszczenia nic nie robi. Jeszcze kilka krokow i-znowu
    tu jesteśmy! Przed ta wspaniala swiatynia, której strzeze Bog Horus pod
    postacia Sokola… dumny, wyprostowany z napieta klata i ostrym, wpatrzonym w
    czas wzrokiem… gdyby On mogl mowic!! O jakich cudach byśmy usłyszeli??
    Delikatnie klaniam się Bogowi i wchodze na dziedziniec… Wpatruje się w sciany,
    kolumny i-przyznaje. Brakuje mi wyobrazni, by sobie wyobrazic jak to wyglądało
    w czasach swojej świetności… Jak było kolorowo, bajecznie…powiewające na
    wietrze sztandary, przechadzający się kaplani, delikatna posadzka, drewniane
    wejściowe drzwi… Nastroj ciszy, zadumy, pokory, bogobojstwa.

    Oglądamy wspaniale reliefy, barke sloneczna. Podziwiamy dwa szyby. Jedno proste-
    przez które wypuszczano Sokola i dugie spiralne-przez które on wracal. Radus z
    Rzesiem znikaja w poszukiwaniu zakamarkow i tajemnych przejść a ja-zaczynam to
    pokocham najbardziej-robie zdjęcia. Nagle w rogu przy suficie dostrzegam… nie,
    to nie możliwe… nie jestem ornitologiem, ale to jest na pewno jakis drapieżny
    ptak. Może…Sokol?? ;-) Odwieczny mieszkaniec i właściciel tej świątyni-pozostal
    tu na zawsze?? Może… Uwielbiam wierzyc w takie rzeczy 

    Klikam kilka fotek i wychodze na rogrzany dziedziniec, gdzie spotykam moich
    chłopaków i reszte grupy. Opowiadam Radzikowi historie Horusa i ten postanawia,
    ze od dzis będzie malym Horusem  Razem podążamy w kierunku dorozek. Jak się
    okazuje-80% naszej grupy ma brudne tylki! Te dorozki sa baaardzo brudne i
    dlatego jesteśmy wszyscy uświnieni! Nie psuje nam to jednek nastroju i
    chichrając się jedziemy w strone statku. Tak sobie mysle-gdybym miala wiecej
    czasy-wracalabym na nogach. To nie jest daleko, a spacer przez to miasteczko
    bylby zapewne wspanialy! Niestety-czas nas goni. Od razu odpywamy do Kom Ombo.
    Po zejsciu z dorozek jestesmy namolnie proszeni o dodatk
  • platynka.iw 22.10.05, 23:55
    Po zejsciu z dorozek jestesmy namolnie proszeni o dodatkowy bakszysz na konie.
    I fakt-ich wyglad wzbudza współczucie, lecz… od zeszłego roku (a wielu dalo
    wtedy bakszysz) ich wyglad się nie zmienil, wiec na co ida te pieniadze??

    Na statku witaja nas szklaneczka zimnego soku oraz mokrym i zimnym recznikiem…
    sa kochani! Pan w recepcji nie czeka na numer kajuty tylko od razu podaje
    odpowiedni klucz Radkowi. Na jego słodkie „thanks” odpowiada „proszę” i jest
    bardzo zadowolony, a ja strasznie dumna z mojego synka  Wpadamy do kajuty,
    wskakujemy w stroje i hopsa na gorny poklad!

    Ok. 14 schodzimy na lunch (jak ja kocham to jedzenie!! Ten ryz i warzywa!)
    Wracamy na gore. Chłopcy pływają, a ja studiuje mape Asuanu i ciagle się
    zastanawiam –jechac znowu do cudnego Abu Simbel czy zobaczyc cos nowego??
    Najlepiej to i to, ale czasu brak!!

    O 16 na gornym pokladzie serwuja babke wlasnego wypieku (mniam) i kawe lub
    herbate do wyboru (mniam). Tym razem nasz przyjaciel Nubijczyk zadaje pytania
    odnośnie jedzenia. On pyta, ja mu na polski tlumacze, On zapisuje z prawej do
    lewej szlaczki ;-) i kuje na pamiec „szklanka, kubek, filizanka, lyzeczka,
    podstawek, herbata, kawa, cukier, mleczko…” ;-)

    O 18 jest już ciemno. Wracamy się przebrac, za godzinke schodzimy na lad i
    idziemy do świątyni w Kom Ombo. Wlaczamy Radzikowi na I`Riverze bajeczke a sami-
    zapadamy w krociutka drzemke….

    I oto jest! Fantastycznie podswietlona, przy samym brzegu-swiatynia Boga Sobka
    czczonego pod postacia krokodyla. I znowu zaskoczenie-tu tez się wiele
    pozmienialo! Już nie drepcze się jak rok temu w piachu-lecz po przepieknej
    posadzce. I do świątyni nie wchodzi się z boku-lecz po nowiutkich schodach od
    przodu! Wraca się oczywiście przez szpaler kramow z pamiątkami…

    Zwiedzamy i zagladamy w znajome miejsca… Tu jest kalendarz… Tu narzędzia
    medyczne… tu mumie krokodyli. Robimy kilka zdjęć i wracamy na statek.

    Od razu ruszamy dalej-do Asuanu. Mojego ukochanego (po Luksorze) miasta Egiptu.
    Radzik znowu znika-tym razem odnajduje go (tak, tak) znowu w kuchni. Wyrabia z
    jakims kucharzem jakies ciasto… Porywam go do kapieli, mimo protestow obojga 

    Za godzine wracamy na kolacje. A tam-chleby upieczone w kształcie krokodyli! To
    już wiem nad czym oboje tak ciezko pracowali ;-) Wszyscy robia sobie z
    chlebowym Krokodylem zdjęcia a nasi Kelnerzy-pstrykaja sobie przez komorki-
    zdjecia z Radkiem :-)
    Jemy kolacje az tu nagle wpada grupa Węgrów-wszyscy w galabijach, kolorowi,
    uśmiechnięci… no tak! Dzis jest galabija party! Sa tacy weseli, ze az się to
    wszystkim udziela. Wspaniale jest patrzec na takie rozradowane twarze!
    Ale to nie koniec. Okazuje się, ze jedna z węgierek ma dzis urodziny-z kuchni
    jest wyprowadzony ogromny tort. Nasi Nubijczycy-do tej pory sztywni,
    perfekcyjni i zdystansowani kelnerzy i kucharze-nie wiadomo skad wydobywaja
    bębny, bębenki i-zaczyna z nich wychodzic dzikość! Zaczynaja grac typowe rytmy
    afrykańskie, tanczyc i podskakiwac do rytmu! Ta energia! To poczucie rytmu! Ta
    czystość spiewu! Ta czarna muzyka! Niesamowite!!! Oni to czuja calym soba!
    Wprowadzaja się w cos w rodzaju transu! Kazda ich czastka, każdy element ich
    jestestwa-jest teraz ta dzika i niesamowita muzyka! Oni to maja we krwi!
    Porywaja Radka i zaczynaja dziki taniec. Mam dreszcze na ciele… ta muzyka… te
    bębny, ten spiew… brak slow.

    Po kolacji dopada nas nasz Nubijczyk i perfekcyjnie recytuje z pamieci zdania,
    które mu podyktowałam o godzinie 15 „ szklanka, kubek, filizanka, lyzeczka,
    podstawek, herbata, kawa, cukier, mleczko…” Jest bardzo inteligentny i zdolny!
    W ramach rewanżu my uczymy się od niego po arabsku dzien dobry (marhaba),
    dowidzenia (ma salema), bardzo dobrze (meja, meja), dziekuje (szukran), proszę
    (afułan)
    … jak się pozniej okaze, tymi kilkoma wyrazami podbijemy niejedno serce
    egipskie ;-)

    Po kolacji wracamy do kajuty. Ciagle slysze w uszach ta muzyke i widze ich
    dzikie oczy, naprężone ciala i energie-ktora na codzien drzemie w nich uspiona.
    Przed drzwiami dwoje chlopcod sprzątających nerwowo zerka na nas spod oka.
    Okazuje się-ze na Radka czeka w kajucie przyjaciel. Zrobiony z poduszek, kocy-
    siedzi na lozku człowieczek. Na glowie ma nasz kapelusz na twarzy okulary.
    Radus od razu staje do walki z nowym przeciwnikiem ;-) a chłopcy odchodza
    zadowoleni, ze ich prezent się Radzikowi spodobal :-)
    My zaszywamy pod koldra i przy pysznej herbatce dochodzimy do wniosku-ze
    wprawdzie z ciezkim sercem ale odpuścimy sobie Abu Simbel, a zamiast tego
    zwiedzimy Asuan na wlasna reke.

    Jest 21 a my padnieci… może dlatego, ze tak intensywnie mija nam czas?? Może
    dlatego, ze od 18 już jest ciemno?? Nie wiem… wtulamy się cala trojka w siebie
    i przy monotonnym dzwieku klimatyzacji zasypiamy…

    Iwonka




  • platynka.iw 23.10.05, 21:17
    Ok. 3 w nocy czesc grupy wyjechala do Abu Simbel. Przyznam- zal mi, ze nie
    pojechalam… To wspaniala swiatynia, bardzo malowniczo polozona. Tak samo bardzo
    zaluje, ze w tym roku nie odwiedziłam przepieknej świątyni Karnak… Pamiętam,
    jak pierwszy raz stanęłam oko w oko z sala hipostylowa. Zatkalo mnie! Nie
    wiedziałam, czy mam klękać? Modlic się? Tak ogromne piekno i ogromna tajemnica
    bily z tego miejsca-ze oniemiałam!
    Pocieszam się tym, ze skoro przyjechałam 3 raz do Egiptu-to może zdarzy się
    tak, ze i 4 raz przyjade. A wtedy znowu pojade zobaczyc Abu Simbel i Karnak!
    Rzes się budzi. Wypijamy wode i zaczarowani cudnym widokiem oświetlonego Asuanu
    noca-robimy kilka zdjęć. Co nie jest latwe-bo statek mimo iż stoi zacumowany-
    ciagle się lekko kolysze. Przykrywam-jak zwykle ;-)- odkryte moje dziecie i
    zasypiamy.

    Schodzimy na śniadanko… ale pustki! No tak. Już jest po 9. Czesc już siedzi nad
    basenem, czesc na wycieczce do Abu Simbel. Zjadamy male co nieco, wracamy do
    pokoju nakremowac się balsamem z filrem, pakujemy zestaw standardowy +
    przewodnik i wychodzimy na miasto. Od razu dopada nas
    znajome „taxi?” „statek?”… bierzemy taksowke od milo wyglądającego Pana. Zanim
    wsiadamy chcemy ustalic cene. Tak sobie mysle… dojazd do Kalabsza-tam minimum
    2h czekanie, potem powrot… ok. mysle, ze można dac gościowi spokojnie 50le-ale
    nie wiecej. W porownaniu do Polski-to smieszna kasa za taksowke, w porównaniu
    do tego ile placa miejscowi-i tak ma niezły zarobek na nas. Pytamy „ile?”
    słyszymy 50 le. Rzes mnie uprzedza i odpowiada „ok.”. Wsiadamy, a ja
    mysle „można się było targowa i jechac spokojnie za 30le” Rzes jakby słyszał
    moje mysli mowi „Myszko. Przestan… to tylko 35 zl!” No tak. Nie ma co zawracac
    sobie tym glowy. A z drugiej strony-ale mnie już ten Rzesio zna! No tak. 15 lat
    bycia razem-daje efekt :-)

    Jedziemy rozklekotanym, chyba 7 osobowym Peugeotem jakich w Egipcie jezdzi
    masa! Za klimatyzacje robia otwarte na przestrzal okna. Pan nas informuje, ze
    musi zatankowac, wiec podjedziemy na stacje. Ok. Spokojniutko. W momencie kiedy
    podjechaliśmy-już nie było tak spokojniutko! Kiedy Rzes zobaczyl, ze litr
    benzyny kosztuje 1le (slownie: jeden le) to dostaje nerwowego ataku smiechu ;-)
    Kiedy informujemy kierowce ile kosztuje w Polsce litr Paliwa-on dostaje
    identycznego ataku smiechu! Hmmm… i chyba do konca nam nie wierzy.

    Przepychamy się przez dosc zatkane o tej porze drogi Asuanu. Jedziemy glowna
    droga imienia Hosni Mubaraka, mijamy po prawej szpital wojskowy imienia Hosni
    Mubaraka, po lewej znika za nami szkola imienia Hosni Mubarka… nasuwa nam się
    jedna mysl- to bardzo popularny facet w Egipcie! ;-) eheheh

    Okazuje się, ze nas taksówkarz jest Koptem i jest strasznie z tego dumny. Jak
    każdy w Egipcie-pokazuje nam zdjęcia swoich dzieci, opowiada ile maja lat i jak
    maja na imie… Po jakis 15 minutach podjeżdżamy po brame i zostajemy
    skontrolowani-fakt, to już teren wojskowy. Po zapisaniu przez policjanta
    szlaczkami ;-) od prawej do lewej kto wjeżdża-zostajemy wpuszczeni poza
    ogrodzenie. Jeszcze kilka metrow-i stajemy. Tu się zegnamy na jakis czas z
    Panem taksówkarzem… zabieramy wszystkie manele i schodzimy na pomost do
    jedynej zacumowanej lodki.

    Na pytanie „Ile?” słyszymy „100le” Ok… bez przesady. Skoro z wlasnej woli
    daliśmy az nadto zarobic taksówkarzowi-nie znaczy, ze ktos inny będzie zbijal
    na nas majatek! Mowimy, ze damy 30 le za podroz w obie strony i ani funta
    wiecej… Zaczyna się gra. On nam mowi, ze taniej nie może, ze ma dzieci… My, ze
    ok., rozumiemy i odchodzimy… on nas zatrzymuje i gra się zaczyna od początku.
    Po 5 minutach i ustalonej kwocie 30le za droge w obie strony-plyniemy po
    Jeziorze Nasera. Po lewej dumnie goruje nad nami pomnik współpracy Radziecko-
    Egipskiej. Obok nas na lodkach miejscowi lowia ryby. Z wody co i rusz stercza
    ogromne kamienie, glazy. Slonce niemiłosiernie grzeje i odbija swe promienie w
    wodach Nilu. Wpatrzeni w tafle wody szukamy z Radzikiem krokodyli.

    Jeszcze jeden zakret w lewo… teraz w prawo i oto sa-pozostalosci starożytnych,
    które chcemy dzis obejrzec. Schodząc na wyspe ustalamy, ze lodka będzie czekac
    na nas jakies 2-3 godzin. Upewniam się, czy Pan ma przy sobie wode-i
    uspokojona, ze nie umrze z pragnienia odchodze z moimi chłopakami po schodkach
    w strone świątyni Kalabsza. Ponieważ jesteśmy jedynymi zwiedzającymi-wzbudzamy
    zainteresowanie. To z naszego powodu drzemiący w cieniu swiatyni pilnujacy,
    kasjer, tajniak-musza wstac i wrocic do swoich obowiązkow. W kasie przy asyście
    wszystkich pracownikow na wyspie kupujemy dwa bilety po 20le kazdy.

    Ledwo odpedzamy wszystkich od Radka i wchodzimy do pierwszej swiatyni-Swiatyni
    Mandulisa dedykowanej nubijskiemu bogu płodności Marulowi, zwanego wlasnie
    przez Grekow Mandulisem. Czytamy, ze zostala zbudowana za panowania Augusta
    ok.30 roku p.n.e. Niesamowite, jak komfortowo zwiedza się swiatynie bez tłumów!
    Podziwiamy kolumny zwieńczone kapitelami roślinnymi i przechodząc przez 2
    pomieszczenia-dochodzimy do trzeciego pełniącego funkcje sanktuarium. Wszedzie
    widzimy reliefy przedstawiające Augusta przed egipskim panteonem. Pstrykamy
    kilka fotek i przechodzimy dalej-do świątyńi Bayt El-Wali ( z arabskiego Dom
    zarządcy), która lezy kilka metrow wyzej. Doczepia się do nas tajniak, który
    ciegle chce przytulac Radka i ciagle prosi, by mu zrobic z nim zdjecie.
    Przyznaje-gostek się chyba nie kontroluje i staje się po prostu nachalny. Nic
    to. Dla świętego spokoju robimy mu ze dwa zdjęcia z Radkiem i aby być pewnym,
    ze już się odczepi-wkladamy mu w reke 5le i prosimy, by nas zostawil.

    Już tylko w trojke (na szczescie!) pniemy się w gore i już po chwili dochodzimy
    do niewielkiego pomieszczenia. Jest to malenka swiatynia wykuta w skale przez
    wicekrola Kusz dla upamiętnienia zwycięskiej ekspedycji militarnej Ramzesa II
    do Nubi. Wchodzimy do niej a tam-O MAMO! Jakie wspaniale plaskorzezby! Wszedzie
    Ramzes II. Na jednej ze ścian-razem z buntującymi się Nubijczykami. Na drugiej-
    przyjmujacy dary. Wiec jest i zloto, kosc sloniowa, egzotyczne zwierzęta (Radus
    znalazł i antylope i żyrafę :-) … Wszystko wspaniale zachowane lacznie z
    niesamowitymi, oryginalnymi kolorami.

    Pojawia się znowu Pan Tajniak-tym razem trzyma się z boku i tylko co jakis czas
    macha i uśmiecha się do Radka. W pewnym momencie bierze go na rece i stawia go
    w wykutej w scianie niszy, gdzie mimo zatarcia, widac jeszcze zarys siedzących
    trzech bostw. Staje obok i prosi, by im zrobic zdjecie. Qrcze. To ja staram się
    niczego nie dotykac, ba! Nawet staram się za blisko nie podchodzic, by na to
    nie chuchac a ten ot tak-bezpardonowo stawia tam moje dziecko! Szlag mnie
    trafi! Znowu się przekonuje w tym, ze arabowie doprowadza zabytki Egiptu do
    ruiny. Nic, ale to nic nie sznuje tego-co podbili… Przypominam sobie wczoraj
    odwiedzana swiatynie Horusa w Edfu. Arabowie mieli u gory zaprawa cos tam
    poprawic. I tak to poprawili-ze przy okazji zachlapali, wrecz-zarzygali! Z gory
    na dol cale reliefy… Normalnie-syf!
    Widzac, ze facet nie da za wygrana-robie to nieszczesne zdjecie, żeby tylko już
    zdjął Radka z tego świętego miejsca!

    Wychodze na zewnatrz i pstrykam kolejne zdjęcia. Potem odkladam aparat i-
    wpatruje się w te reliefy… Zwierzęta-jak zywe. Każdy detal, kazda proporcja-
    wspaniale zachowane. Niesamowite, jak Oni to robili??

    Wychodzimy z tej świątyni i od razu skrecamy w lewo. Tam sa ogromne, czarne
    glazy wydobyte z Nilu. Wspinamy się po nich, podtrzymujemy się i w koncu-
    jestesmy na samym szczycie. Widok jaki się stad roztacza jest bajkowy! Pod nami-
    te dwie swiatynie które wlasnie odwiedziliśmy oraz inne zabytki, jakie ma
  • platynka.iw 23.10.05, 21:24
    Pod nami-te dwie swiatynie które wlasnie odwiedziliśmy oraz inne zabytki, jakie
    mamy zamiar zaraz zobaczyc… Za nimi-zatoczki i rozlane wody Nilu. Po lewej-
    Wialka Tama Asuanska, pomnik współpracy, lodki rybackie… za nami-blekitny Nil
    oraz pustynna ziemia… Po prawej-ogromne ilości wody nagromadzone przez tame,
    które gina hen, za horyzontem… Jesteśmy zauroczeni! Radus wchodzi pod glaz i
    prosi, żeby mu zrobic zdjęci, ze niby jest Obeliksem i podnosi taki glaz. Super
    pomysl! Już się ustawiam, by zrobic zdjecie kiedy nie wiadomo skad-tak, tak-
    pojawia się nasz „przyjaciel” Kuca kolo Radka i z zadowoleniem pozuje do
    zdjęcia…wrrr…

    Schodzimy w dol. Oglądamy jeszcze Kiosk Qertasi, Stelle… cykamy kilka fotek i
    żegnając się schodzimy do lodki. Pan na nas krzywo patrzy-fakt! Nie wiadomo
    kiedy minely ponad 3h! Ok. Dodatkowe 10le lagodzi jego gniew. Jeszcze z lodki
    robimy zdjęcia Kalabszy i po chwili dobijamy do nabrzeża.

    I oto znowu siedzimy w naszej taksowce. Chłopcy chca zobaczyc tame, wiec
    postanawiamy na nia wjechac. I tu znowu czuje się dyskryminowana. Za wjazd na
    tame my placimy po 8le a taksówkarz 1 le. I gdzie tu sprawiedliwość?? Dlaczego
    w tym kraju podstawowym mottem miejscowych jest „obskubac z kasy białych”
    Ciekawe jak by się czuli, gdyby np. w Polsce wprowadzono taki cennik- za
    wejście na Wawel Polak 5 zl a Arab 15 zl.

    Nic to. Po kilku sekundach jazdy wysiadamy na parkingu. Tam można się zapoznac
    z mapa i planem budowania tamy oraz popatrzeć w dol. Ponieważ nie mam już
    miejsca w aparacie, Rzes chce zrobic zdjecie z kamery. Zaraz pojawia się
    wojskowy i tłumaczy nam, ze nie wolno krecic na kamere. Ok. Tłumaczymy mu, ze
    nie krecimy-możemy nawet wyjac kasete-tylko mamy tu pamiec i ta kamera można
    także robic zdjęcia! Nic z tego… Pan twierdzi, ze skoro to jest kamera to nie
    możemy krecic i tyle. O Bogowie Egiptu! Na szczescie nie zalezy nam na
    zdjęciach z tego miejsca wiec kapitulujemy. Podchodzimy do murka i oglądamy
    polozona po prawej stronie elektrownie wodna, która zaopatruje w prad caly
    Egipt-az po Skarm. W tym momencie podchodzi poznany wczesniej wojskowy i mowi,
    ze możemy krecic na kamere, ze daje nam osobiste zezwolenie, ale jak damy mu
    3E. O nie! Bardzo dziękujemy i odchodzimy… Co za przekupny narod!

    Odjezdzamy, żegnając po lewej widoczna w oddali urocza Kalabsze. Po drodze Pan
    nam pokazuje swoja swiatynie koptyjska oraz zatrzymujemy się w maleńkiej
    kawiarence na pycha herbatke. Prosimy go także o zatrzymanie w jakims zakładzie
    foto, bo chcemy zgrac zdjęcia. Stajemy przed AGFA i wchodzimy do srodka.
    Okazuje się, ze jest tego 720MB i musi to wejsc na 2 plyty CD. Pan ocenia ta
    uslyge na 60le, czym wprowadza Rzesia w zdumienie. Gostek nawet nie chce się
    targowac-to istne zdzierstwo!

    Wracamy pod statek. Wyplacamy kase za kurs przy okazji pytając ( a propos
    kolejnego przyjazdu ;-) czy może wie, ile na miescie kosztuje wyjazd do Abu
    Simbel. Okazuje się, ze jego brat ma klimatyzowanego busa. Cena jest oczywiście
    do negocjacji, ale powiedział, ze wezma nie wiecej niż 30$ od osoby. No, no…
    przy 65$ od osoby u rezydenta-to niezla oszczędność. Bierzemy od niego namiar i
    idziemy na statek.
    [Gdyby ktos chciał jechac z nim do Abu Simbel (oczywiście jazda odbywa się
    także w konwoju) to podaje namiar. Pan ma na imie Georg i oto numer tel do
    niego 0122935641]

    Iwonka (c.d.n.)
  • platynka.iw 23.10.05, 22:29
    Zjadamy na statku lunch i lecimy na chwile do jacuzzi. Czekamy tam na Ole i
    Darka, którzy maja z nami po południu zwiedzac Asuan. Po godzinie zjawiaja się
    i ustaliwszy z gory marszutre-schodzimy ze statku. Lapiemy felluke z ogromnym
    zaglem i ustaliwszy z gory cene za caly kurs ( 60 le) ruszmy. Zagiel przyjemnie
    lopoce na wietrze, Nil rozpryskuje się przed nami, slonce polyskuje, wiatr
    wieje… CUDNIE! Jakies 10 minut i dobijamy do przeciwległego brzegu. Schodzimy i
    kierujemy się w kierunku Grobowcow Dostojnikow, po drodze budząc kasjera. Tu
    rozniez nie ma turystow, ani jednego! Kasjer bierze od nas po 20le od osoby-nie
    dajac w zamian biletow (a tak lubie je zbierac!) Jeden ze śpiących pod drzewem
    wstaje, zabiera klucze i udaje się z nami na wspinaczke ku gorze. WOW! Jaki tu
    gorac! Ile piasku! Zero powietrza! Czuje się jak legwan w zoo pod lampa
    nagrzewajaca. Wspinamy się-pod wydawaloby się-niewielka gorke, a trwa to wieki!
    Piasek usuwa się spod butow i co chwile któreś z nam robiąc fantastyczne figury-
    zjezdza w dol. Śmiechów nie ma konca. W koncu zwyciazajac ta nierowna walke ;-)
    znajdujemy się na gorze. Zziajani, zmeczeni myslimy tylko o jednym-WODY!
    Zaspokoiwszy pragnienie dociera do nas widok, jaki się przed nami roztacza….
    JEJ! Jesteśmy wysoko ponad Nilem a pod nami Asuan! Nasze statki, uliczki…a za
    Asuanem-pustynia! CO ZA WIDOK! Jak na komende (chciałoby się powiedziec [bez
    obrazy] jak na Japończyka ;-) każdy chwyta za to co ma i kreci, pstryka-
    upamietnia. Ja niestety nie mogę robic zdjęć, gdyz nie zgraliśmy jeszcze
    pamieci, wiec robi to Rzes z kamery.

    W grobowcach tych pochowani sa książęta, kaplani, zarządcy-glownie z okresy
    Starego i Średniego Panstwa. Sa wykute w skale i z naszego statku wyglądają jak
    dziury w serze ;-)
    Idziemy za przewodnikiem i wchodzimy do pierwszego z nich a tam-dlugi, waski
    korytarz… po bokach reliefy przedstawiające właściciela i rodzine. W rogu stoi
    stol, gdzie Nubijczycy skladali dary Bogom-mianowicie podcinali zwierzętom
    glowy a przez wydrazony w kamieniu otwor-krew spływała do specjalnej misy.
    Bleee… Wychodzimy.Za nami słychać brzek zamykanej klodki.

    W kolejnym, widzimy właściciela na polowaniu… z corkami, które trzymaja w
    dloniach kwiaty lotosu… jak milo! Nagle przewodnik schyla się i wyciąga
    niewiadomo skad-duzy kosz, jak na piknik. Siega reka i wyciąga-wlasciciela!
    Pokazuje i stara się nam dac w rece „oto kawalej jego nogi” „ a to kawalek
    kręgosłupa” „ a to czaszka” Wszyscy z obrzydzeniem się cofamy, tylko jeden
    Radek odbiera od niego kosci człowieka starożytnego i z zaciekawieniem oglada.
    Po czym stwierdza (jak to Radek ;-) ze ta kosc od nogi moglaby posłużyć za
    miecz i super by się nia walczylo … ;-)
    Oddajemy kosci do koszyka i wychodzimy, czujac na dloniach szczatki tego
    biedaka.

    Zwiedzamy kolejny grob, a w nim m.in. wielki kawal cos jakby stolu-wykuty
    pośrodku-który służył do wciągania po platformie ciala zmarłego na gore.
    Niesamowite, jak chlodno jest w tych grobach. Az nie chce się wychodzic na
    zewnatrz! Choc z drugiej strony, nie wiadomo co się miesci w tutejszych
    koszykach…
    Wypijamy kolejna butelke Baraki i idziemy jakies 100m do kolejnych 2 grobow.
    Tym razem sa to slawne grobowce Sirenputa I oraz Sirenputa II. Podziwiamy w
    nich wspaniale kolumny, barwne malowidla, rewelacyjne płaskorzeźby,
    przedstawiające dostojnikow z rodzinami… widzimy scenki rodzajowe, zycie
    codzienne… Na zewnatrz podziwiamy relief, upamiętniający ukochanego przez
    jednego z nich psa. Slicznego Harta gotowego do skoku, oraz mniejsza suke, z
    wyciągniętymi przez szczeniaki sutkami.

    Jeszcze rzut oka na fantastyczna panorame jaka się z tego miejsca roztacza i-
    JUHU! Biegiem przez puszysty piasek w dol! Krzyczymy, piszczymy i ślizgamy się
    po piasku…

    Wsiadamy na lodz, lapiemy wiatr w zagiel i-ruszamy w kierunku Elefantyny. Po
    drodze mijamy Wyspe Kitchera. Postanawiamy sobie ja odpuścić. Wchodzi się na
    nia z jednej strony a schodzi z drugiej. Po drodze oglada się ptaki oraz dzika
    roślinność. Jakos nas to nie zacheca…

    Oplywamy z lewej strony Elefantyne i stajemy oko w oko z osławionym m.in. przez
    Agate Christie starym, stylowym hotelem Old Cataract. To tu napisala swoja
    książkę „Śmierć na Nilu”, która w koncu musze przeczytac-przeciez dotyczy
    Egiptu!  Po prawej wznosi się nowoczesny, wysoki budynek-jest to New Old
    Cataract. Nowoczesny… już bez klimatu.

    Widzimy reliefy na glazach przy Elefantynie zostawione przez starożytnych i po
    chwili jesteśmy już na brzegu. Kupujemy bilety w cenie 20le od osoby do Muzeum
    Asuańskiego i wchodzimy do srodka. A tam… no tragedia! Nie dosc, ze niewiele
    eksponatow to jeszcze umieszczone w ogromnych salach… Radus ma frajde-znalazl
    mumie i wypatrzyl wystające wlosy i palce u nog. Przechadzamy się po salach by
    stwierdzic „szkoda czasu” i wyjsc do ogrodu (tak pisze przy wejściu-ale to
    chyba za duze slowo) i po kilku krokach znaleźć się na terenie tego co zostalo
    po świątyni Chnuma. Swiatynia… jak na Egipt baaardzo zle zachowana. W zasadzie
    niewiele jest tam do oglądania. Udajemy się od razu w dol do slawnego
    Nilometru. Jest tam podzialka w cyfrach faraońskich, greckich, rzymskich i
    arabskich. W zależności od poziomu wody w czasie wylewu, ustalano podatki oraz
    co, ile i kiedy siac. Schodzimy w dol i-szybko się wycofujemy. Odor jaki bije
    od tego miejsca nie pozwala na dluzsza kontemplacje.

    Jeszcze rzut oka na Asuan, przejscie przez Swiatynie Chnuma i-powrot do lodzi.
    Zaczynamy czuc glod a co najgorsze-wszystkim skończyła się woda. Staram się
    wszystkich pocieszyc-„Nic to! Przeciez do statku jest niedaleko… kilka minut i
    będziemy na miejscu”
    O jakze się pomyliłam! Okazalo się, ze w tym miejscu osłoniętym przez
    Elefantyne i Asuan-w zasadzie nie ma wiatru… wiec plyniemy cala szerokością
    Nilu…w prawo….. w lewo…..w prawo….w lewo…. Trwa to wieczność! Jej… gdyby tu na
    lodce był sklep to bym dala wszysko-by kupic butelke wody! Zachodzące slonce
    grzeje… woda przyjemnie chlupocze…woda otacza nas dookoła… wode mamy ciagle
    przed oczami… woda pryska spod dzioba… a w garde nam zasycha! Co za ironia
    losu! Co za udreka! Myslimy już tylko o zimnych napojach jakie mamy w lodowce i
    te mysli nas dobijaja…pic, pic, pic…
    Tortury trwaja ponad godzinie! W koncu wysiadamy na brzeg, placimy za
    kilkugodzinny rejs i-biegiem do kajut! Nie wazne, ze naganiacze staja nam na
    drodze, ze kamienie sa pod nogami, ze trap waski, ze w recepcji chca pogadac-
    nie mowimy, nie reagujemy-WODY!!!!!

    Każdy dopada to co mu wpadnie w rece-żeby tylko mokre i żeby tylko duzo!
    Napojeni (jak Radus powiedział-jak smoki wawelskie) padamy na lozka –jak
    przyjemnie…..

    I standardowy, aczkolwiek bardzo przyjemny wieczor-prysznic, kolacja, wieczor
    na gornym pokladzie… sen. Jutro dalszy ciag zwiedzania i-co najgorsze-wyjazd z
    tego cudnego miasta… mojego ukochanego Asuanu…

    Iwonka
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.10.05, 22:36
    Czytam Twoje wspomnienia z zapartym tchem i chociaż też pozwiedzałem niektóre z
    tych miejsc to narasta we mnie desperacja żeby odwiedzić Egipt na własną
    rękę.Szkoda tylko że nie można się swobodnie samemu poruszać po Egipcie.Pozdr.
  • pc_maniac 24.10.05, 08:22
    Drogi Jacku, to niecałkiem prawda, że po Egipcie nie można się poruszać na
    własną rękę. Owszem, są miejsca, gdzie jest obowiązek poruszania się w konwoju.
    Do takich należy Abydos, Abu Simbel i dawna stolica Echnatona Achetaton.
    Ogólnie, powyzej Lukosru, a poniżej Sakkary jest terenami nieprzyjemnymi dla
    turysty, gdyż jest to rejon bardzo biedny, skąd wywodzi się skrajny
    fundamentalizm w Egipcie.

    Jednak te miejsca także można zwiedzić dużo taniej niż z przewodnikiem z biura,
    za to w wygodniejszych warunkach i bez tłumów.
    Podreóżowaliśmy po Egipcie w ten sposób z żoną, wykorzystujac autobusy,
    pociągi, taksówki, czy nawet dorożki, a wszystko to dużo przyjemniej i co
    najważniejsze taniej niż przy wyjeździe zorganizowanym.

    Jeśli chcesz więcej szczegółów, chętnie pomogę. Bądź co bądź w tym roku nasza
    grupa globe-trotterów na własną rękę nieźle się powiekszyła, więc jednak można.
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 08:50
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 09:16
    Przepraszam za mały fallstart.Dzięuję pc_maniac za chęć pomocy,czytałem Twoje
    wspomnienia ( też mi się bardzo podobały);bardzo Cię podziwiam z powodu Twojego
    "Egiptu na własna rękę",mnie też się marzy coś takiego dlatego gromadzę wszelkie
    wiadomości na ten temat i każdy szczegół jest dla mnie ważny.Nie wiem kiedy
    jeszcze spełnię swoje marzenia ale chętnie poznałbym więcej szczegółw na ten
    temat i byłbym Ci za to ogromnie wdzięczny.Pozdr.
  • platynka.iw 24.10.05, 10:47
    Witaj!
    Cisze sie... myslalam, ze nikt juz nie ma ochoty tych moich marnych wypocin
    czytac...

    Wiesz. Ten wyjazd wiele nas nauczyl. I wiem, ze nastepnym razem-to juz naprawde
    zwiedzimy Egipt na wlasna reke... Tak naprawde trampingowo. Potrzebowalismy
    zrobic ten krok-zeby w przyszlosci zrobic kolejny :-)

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
    GG 1070925
  • Gość: tylko raz byłam, a IP: 217.153.164.* 12.11.05, 00:30
    Ja chcę do Epiptuuuuu!!!!!
    A przede wszystkim chcę, aby ten wątek był na początku.
    I jeszcze chcę pojechac do Chin - to jak mam to wszystko pogodzić? No jak?
  • Gość: ika IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 23.10.05, 23:46
    No proszę pisz kochana dalej- tak ci dobrze idzie.Nie wiem czy wy egiptomaniacy
    wiecie , że przecieracie szlaki - chciałam poleżeć na plaży ale teraz wiem , że
    mogę więcej.Ty Iwonka masz lat (przypuszczam) - dzieścia a ja 40-dziesci ale
    lubię poznawać nowe miejsca i ludzi a twoje pisanie jest takie
    inspirujące...Lecę do Egiptu w listopadzie i ... no cóż spróbuję - życzę
    najlepszego.
  • platynka.iw 24.10.05, 09:28
    Budze się i pierwsza moja mysl-dzis zaczal się ramadan!
    Wstaliśmy wczesnie, popniewaz do 8:30 musimy opuścić kajuty. W zamian
    dostaniemy dwie kajuty na koncu korytarza do dyspozycji calej grupy.

    Wywalam chłopaków na gorny poklad i w ciszy zabieram się do pakowania. Chwila,
    dwie… i już prowizorycznie wszystko jest spakowane. Wystawiam walizki przed
    pokoj, zabieram rzeczy podręczne i lecimy na sniadanie. Nasz Pan Nubijczyk,
    który uczy się po polsku mowic-chodzi i wyciera lzy. Reszta kelnerow i kucharzy-
    tez nie w sosie. Co i rusz ktorys podchodzi do stolika, kladzie reke na glowie
    Radzika, patrzy nam w oczy-i szybkim krokiem odchodzi… Nam tez jest zal
    odjeżdżać! Wspominam te chwile, które spędzaliśmy z nimi na pogawędkach, lub
    momenty-kiedy Radzik był przez nich rozpieszczany. Nubijczycy-to cudowni
    ludzie… Stracili swoje dziedzictwo, swoja tożsamość-ale nie stracili wielkiego
    serca! Nie mogę na to patrzec… Wypijam tylko herbate i wychodze. Na schodach
    dopada nas jeden z kucharzy-no tak… Porcja owocow dla Radzika. Na talerzu
    banany, pomarancze, jabłka, guawa. Dobrze, ze już się nie boimy o zemste i
    spokojnie to zjadamy. Przeciez będąc 3 raz w Egipcie-i przechodząc raz zemste-
    organizm chyba odnotowal taka sytuacje i się odpornil. Tak mysle.

    Zanosimy czesc niepotrzebnych rzeczy do wspolnej kajuty i już czekamy w lobby
    na grupowe wyjscie. Tam dopada nas nasz Pani przewodniczka-Ania. Jest bardzo
    zla, ze udalo nam się załatwić wyjazd do Dandery i Abydos. Przeciez mówiła nam,
    ze to jest niewykonalne! I w ogole jak załatwiliśmy suchy prowiant?!? No jak to
    jak-zwyczajnie poprosiliśmy o to dzien wczesniej ;-) Staram się nie przejmowac
    jej oschłością i spokojnie pytam, czy jest możliwość doplaty i jazda do Kairu
    kuszetkami. Rok temu dopłacaliśmy po 20$ od osoby, no ale standard jazdy-
    rewelacyjny! W przedziale dwa lozka ze swieza posciela, umywalka… cisza i
    intymność. Pani Ania nie jest sklonna do współpracy, wiec ponawiam pytanie do
    naszego Egipskiego przewodnika. Kilka telefonow i już zdaje nam relacje. Jest
    taka możliwość, ale w tym roku cena wynosi 55$ od osoby. No, no, no!!!! To już
    lekkie przegiecie! Nic to. Pojedziemy pierwsza klasa, przynajmniej na wlasna
    skore, przekonamy się, jak tam jest.

    Wchodzimy do autobusu i już po kilku minutach jesteśmy przed kamieniołomami
    asuańskimi. Przejscie przez jak zwykle wyjace urzadzenia do wykrywania metali,
    bilet (20 le) i wchodzimy na patelnie… tak. Tam to dopiero mi nie marzna
    stopy ;-)
    Pani Ania postanawia, ze na tym upale, w nieocienionym miejscu-walnie sobie
    pogawędkę na temat niedokończonego obelisku. Fajnie.
    My od razu udajemy się na gore. Bez przesady-nie interesuje nas sam obelisk.
    Uwazam, ze w tym przypadku ( w przeciwieństwie do innych zabytkow Egiptu) -
    jednokrotna wizyta w tym miejscu spokojnie wystarcza. Nam chodzi o cos innego.
    Mianowicie z gory-roztacza się swietny widok na cmentarz fatymidow z pieknymi
    kopulami grobowcow. Pstrykamy kilka fotek (znowu z kamery-pewnie jakość będzie
    gorsza) Robimy kilka zdjęć Radusiowi, który przy wielkim kamieniu udaje
    wspinającego się spidermana, upajamy oczy widokiem jaki się stamta roztacza i-
    schodzimy. A nasza grupa-już ma dosyc. Wlasnie Pani Ania skończyła przemowe i
    kazala wszystkim isc na gore, ale ludzie stojac te 15 minut w pelnym słońcu-
    maja dosyc. Ci, ktorzy byli w tym miejscu-wiedza co mam na mysli. Siadamy pod
    jedynym w tym miejscu drzewem i wypijamy w trojke butelke Baraki. Tak sobie
    mysle-gdybym w domu tyle pila-to bym musiala wiecznie siedzieć na klopie! A tu-
    nic. Nawet powem wiecej-mocz ma tak intensywna barwe-jakbym w ogle nie pila!
    Malo tego-ja w normalnych warunkach potrafie przez kilka miesięcy nie tknąć
    mineralnej. Nienawidze mineralnej. A tu, w Egipcie-chlejemy wode bez umiaru! I
    jeszcze jak nam smakuje! :-)

    Czesc osob postanawia jednak wejsc, by obejrzec obelisk Faraona Hatszepsut,
    czesc razem z nami wychodzi. I znowu, tak jak w przypadku Edfu i Kom Ombo-tu
    wiele się zmienilo. Wychodzi się z lewej strony przez rzad-no tak-kramow i
    sklepow. Radus idzie metr przed nami i machając na sprzedawcow reka wola swoim
    jeszcze bardzo dziecinnym, aczkolwiek zdecydowanym i nie znoszącym sprzeciwu
    glosem „La! La! La!” I wiecie co? To dziala. W przeciwieństwie do thanks czy
    dziekuje-to naprawde dziala! I tak oto pięciolatek niczym spychacz toruje nam
    droge przez dziesiątki namolnych sprzedawcow do klimatyzowanego autobusu :-)

    O oto już jedziemy dalej do miejsca, które w przeciwieństwie do niedokończonego
    obelisku, wszyscy chcemy bardzo obejrzec. Do świątyni Izydy na wyspie Philae (a
    w zasadzie to ona kiedys była na tej wyspie-teraz przeniesiona przez UNESCO
    stoi troche dalej, na wyspie Agilkia) Przesiadamy się na lodke i ruszamy…
    Okazuje się, ze razem z nami jada sprzedawcy wszelkiego rodzaju pocztowek,
    korali, BA! Nawet czapeczek wełnianych… Może kupic Radkowi, by nie zmarzl ;-)
    Na szczescie nasze wyuczone dziecko na kazda probe podejścia do nas
    wymawia „la, la, la” i chłopcy sobie odpuszczaja… mysle sobie-z drugiej strony,
    to mi ich zal… Chce wyjac wode by się napic i nagle mysl-ramadan! Nie… nie będę
    im tego robic. Napijemy się w ustronnym miejscu świątyni, by ich nie draznic.

    Po chwili pniemy się na wyspe-z innej strony niż rok temu (wszedzie zmiany!  i
    stajemy naprzeciw cudnej świątyni poswieconej kultowi Izydy. Jestem zauroczona
    roznorodnoscia kolumn-a raczej ich zwieńczeń. Kazda kolumna-ma inne zwieńczenie…
    w formie innego kwiatu. Jakbym była malutka dziewczynka i stala w wielkim
    ogrodze, a ponad mna-rozne, kamienne kwiaty… Zauroczona robie serie zdjęci i
    wchodzimy do srodka. Zwiedzamy, podziwiamy i-wychodzimy. Postanawiam być
    ambitna i zrobic identyczne zdjecie Kiosku Trajana, jakie znajduje się w moim
    przewodniku. Wiec oto leze plackiem na brzuchu i cykam fotki-dobrze, ze mam
    lamany obiektym, bo inaczej-nic bym nie widziala! Jedno zdjecie, drugie,
    trzecie…. To zle wykadrowane, tu ktos mi wlazł w obiektyw… ok. Lubie lezec ;-)
    Czwarte, piate, szoste… w koncu uzyskuje jako takie zdjecie i podnosze się z
    ziemi. Rzes się ze mnie smieje, a mnie odbija palma ;-) Biore stojace w rogu –
    miotle i szufelke- i kaze sobie zrobic zdjecie, jak to niby sprzątam… Bosz!
    Matka-zona-wydawaloby się osoba w miare powazna-a jednak do konca nie…
    hihihihihihi

    Szwendamy się po ruinach, robimy zdjęcia i w koncu kierujemy się w strone
    lodki. Stamtąd cykamy jeszcze kilka fotek i już cala grupa zmierzamy w kierunku
    stalego ladu.
    Kilka minut i jesteśmy na statku, gdzie czekaja na nas (jak zwykle) z zimnymi,
    mokrymi recznikami oraz z zimnymi, mokrymi soczkami ;-)

    Zjadamy lunch i lecimy do wspolnych kajut. Okazalo się, ze w jednej kajucie
    jesteśmy my + Ola z Darkiem+ Justyna z Emilem+ Jarek z Marcinem… Jak milo!
    Niezla ekipa ;-) Wyjmujemy z lodowki „syrop na zemste” i leczymy się nim… no,
    wiecie… żeby po lunchu nic nam nie zaszkodzilo… bo przeciez mogly nam sałatki
    zaszkodzic… albo co ;-)

    Chwile pozniej siedzimy odkarzeni ;-) w basenie i kodujemy ostatnie chwile w
    Asuanie. Miedzy nami zwierzaki Radzika (które znowu z soba walcza ;-)
    Rozmawiamy, dowcipkujemy… jak milutko. I nagle mysl-zdjecia! Musimy zrzucic
    zdjęcia! Ja umre jak nie będę mogla nadal robic zdjęć!

    Tak się sklada, ze o 15 jestesmy umowieni z Mackiem, wiec przy okazji spotkania-
    cos wymyslimy. Maciej to poznany w zeszłym roku nasz przewodnik. Facet
    niesamowity! Totalnie zakręcony na punkcie Egiptu! Zaprzyjaźniliśmy się na
    rejsie, potem przez rok zawężaliśmy znajomość, wiec-musimy się spotkac!
    O 15 już się witamy, sciskamy… Wreczamy mu male co nieco przywiezione z Polski
    i ruszamy na miasto. Mowie Mackowi, ze
  • platynka.iw 24.10.05, 09:31
    Mowie Mackowi, ze Rzes się uparl, ze nie będzie przepłacał i niezplaci 60le w
    AGFA. Ze może jakas kafeja… I oto pakujemy się w typowa nubijska dzielnice,
    zdecydowanie nie turystyczna. Wchodzimy do-czy to jest kafejka internetowa?? Na
    pierwszy rzut oka wyglada jak komorka w trakcie remontu ;-) Ale nie-to jest
    kafejka internetowa! Od drzwi mowimy Marhaba i pytamy ile kosztuje godzina.
    Chłopcy sa zdecydowanie zdziwieni naszym widokiem… Pokazuja na sciane i
    odpowiadaja (zgodnie z wiszącym cennikiem) ze 4le. Pytamy ile chca za
    podlaczenia kilku kabli-odpowiadaja-„nic. Macie godzine, robcie co chcecie!”
    Szukran, szukran, szukran!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Wiec oto plyna nasze zdjęcia na ich twardy dysk by po chwili-przeplynac do
    naszego i`Rivera. Radek już się umieścił miedzy nimi i oglądają razem jakis
    film z Jackie Chan. A tam scenia, gdzie kobieta (jakas Azjatka) do bolu wlasnie
    skopala jednemu facetowi tylek…
    Pytam-„jak Wam się ta scena podobala?”
    Odpowiadaja”ha! Niezla bajka! To cale Hollywood! To Matrix! Bzdura!”
    Pytam „dlaczego?”
    Odpowiadaja „bo to niemożliwe, żeby kobieta krzywo spojrzała na mezczyzne,
    podniosla reke-a już o takim biciu nie ma nawet mowy!!”
    No tak… ;-)

    Mamy zdjęcia na i`Riverze, czyścimy pamiec i-znowu mogę szalec z aparatem!
    Wracamy na nabrzeże i zatapiamy się w rozmowe z Maciejem przy szklaneczce
    fantastycznego, świeżego soku z limonek…

    Iwonka (c.d.n.)

  • platynka.iw 24.10.05, 10:21
    Czas szybko mija, zwłaszcza w tak milym towarzystkie… Maciej jest swietnym
    facetem!
    Z lezka w oku zegnamy się obiecując sobie wspolny wypad na narty jeszcze w tym
    sezonie… Oby się spełniło!
    Wracamy na statek po drodze wpadając do poznanego dzien wczesniej sklepu z
    napojami. Facet sprzedaje nam Barake w normalnej cenie 1,5 le a nie jak reszta
    po 3 a nwet 4le. Kupujemy jedna wode i wracamy do kajuty. Spacer po statku…
    lzawe pozegnanie z naszymi Nubijczykami, seria zdjęć (zwłaszcza ich z
    Radzikiem) i wyjazd na stacje kolejowa, która się miesci jakies 500-700 metrow
    od nabrzeża. Jest godzina 19:00, a pociag odjezdza o 20:20. Zajmujemy miejsca i
    idziemy jeszcze raz do wczesniej wspomnianego sklepu po napoje na droge. Mam
    ochote na ichniejsza, mega slodka fante. Nie wiem czy ktos zauważył-egipcjanie
    duzo słodzą. Srednio jakies 4 lyzeczki. Ich ciasta-tez sa mega słodkie. Nie
    wspomne o wrecz lukrowatych soczkach w kartonach! Wiec pewnie aby sprostac
    wymaganiom rynku-ichniejsze napoje kolorowe-sa rozniez mega słodsze, słodsze
    niż w Polsce.

    Wchodzimy do sklepu, zamawiamy napoje, pan je pakuje do reklamowek az tu nagle-
    nie chce mi się wierzyc! Wchodzi do sklepu zakryta po same stopy na czarno
    kobieta… ma zasłonięte wlosy i czesc twarzy-wiec na 99% jest to arabka.
    Wchodzi, wyciąga gola dlon i-wita się z nami. Pierwszy raz się z czyms takim w
    Egipcie spotkałam! Rozumiem, ze z Radkiem… ze nawet ze mna-ale ona podchodzi do
    Rzesia i podaje mu reke! Rzes sciska jej dlon, mamrocze „marhaba” i patrzy na
    mnie… ja jestem w takim samym szoku jak On. Kobieta mimo zasłoniętej twarzy-ma
    uśmiechnięte oczy. Nie wiem… może widok naszych zdziwionych min tak ja
    rozbawil?? Zabieramy napoje, zegnamy się „ma salema” i wychodzimy ze sklepu.
    Mowie do Rzesia „czy wiesz, ze wlasnie jako chyba jeden z nielicznych-dotknales
    zamezna arabke??” Szok…

    Wracamy do pociągu. Wiec jest to pierwsza klasa. Sa dwa rzedy siedzen-
    pojedyncze i po przeciwnej stroni-podwojne. Ogółem w przedziale jest 45 miejsc.
    Dostajemy ostatnie miejsca zaraz przy przejsciu do kolejnego przedzialu.
    Ogolnie-straszny syf. Wszystko brudne. Koszt przejazdu w tym „luksusie” do
    Kairu wynisi 81le.

    Siedzimy sobie spokojnie (Radus na pojedynczym my na podwojnym siedzeniu) ,
    zaczynamy się przyzwyczajac do otoczenia, odnajdujemy naszych ziomali po
    przedziale-kiedy nagle-podchodzi do nas mlody Egipcjanin i pokazując na Radka
    mowi, ze to jest jego miejsce. Hmmm… wyciągam bilet i tlumacze, ze to Radka
    miejsce. Ten wola konduktora, który rezolutnie stwierdza „to jest miejsce tego
    Pana. Panstwa miejsca się zgadzaja, mogą Panstwo tu zostac, ale to dziecko ma
    przejść do nastepnego przedzialu” PROSZĘ??!!??!!??! Normalnie się wkurzyłam…
    czy oni sa oblakani??!!??!! A niby jak to ma wyglądać-my tu a nasz pięciolatek
    ta??? Oboje z Rzesiem stawiamy zdecydowany opor i najzwyczajniej w swiecie-nie
    zgadzamy się! No bo i jak się zgodzic?? Przeciez to nienormalne!!!!!!!!!!! Już
    zaczynamy wrzeszczec i doslowienie barykadujemy Radka na siedzeniu ;-) NIE!!!

    Chłopaczek odpuszcza i przechodzi do nastepnego przedzialu. Jeszcze nerwy nam
    nie puściły, kiedy wraca nasz kabaretowy konduktor i psykając na Rzesia,
    pociera wskazujący palec o kciuk… czyzby to ogólnokrajowy swad?? ;-) Większość
    Egipcjan w tym kraju ma chyba grzyba miedzy tymi palcami ;-) Nie. To nie swad.
    Okazalo się, ze chce od nas bakszysz za to, ze zostawil Radka na swoim miejscu.
    Nie wiem kto bardziej mu się rzucil do szyi, ja czy Rzes. Reszta wagonu, która
    przyglądała się tym scenom-rozniez zareagowala oburzeniem…. No… to nam facet
    niezle cisnienie podniosl-już na pewno nie kupimy u niego kawy! ;-) Oczywiście
    zadnego bakszyszu nie dostaje tylko odchodzi przestraszony…

    Pociag rusza. Dajemy jedna walizke na gore, a druga pod nogi przed nami. Rzes
    przechodzi na pojedyncze siedzenie a ja biore Radzika do siebie. Nie mija 10
    minut-i moje dziecko spi. Jak on to robi?? Jak chce spac-to niezależnie gdzie,
    w jakiej pozycji-po prostu spi! Jest niesamowity!
    Wiec Radus spi a ja się wierce… te dzwieki mnie dobija! Bo tak-z jednej strony,
    zaraz przy naszych uszach trzaskaja się drzwi na korytarz. Na korytarzu-
    trzaskaja się drzwi od toalety. A naprzeciwko nich-drzwi od sterowania klimy
    wala w szafke z w/w przelacznikami… jak milo! Dzwieki jak na techno party ;-)
    Nic to. Podziwiam widoki za oknem. A tam-kolorowo! Migoca światełka, wisza
    serpentyny i pocieta folia, wszedzie lampy, lampki i lampioy…. Jak u nas na
    Boze Narodzenie! No tak-przeciez oni świętują ramadan i wlasnie zjadaja
    sniadanie po ciezkim, postnym dniu!

    Mijaja godziny a sen nie przychodzi. Zaczyna się robic chlodno, wiec wyjmuje
    dla wszystkich swetry. Ubieram śpiącego Radzika i zapadam w cos w rodzaju
    letargu… Już mi się wydaje, ze zasne, kiedy slysze nad uchem „give me a
    ticket!!” Nie dosc, ze mi się wydziera do ucha, to jeszcze tak blisko się
    nachylil-ze czuje jak mu wali z geby (sorki, ale nielubie go) Slysze jak Rzes
    mu mowi, żeby się nie wydziaral na mnie i podaje mu bilety.
    Jak się pozniej okarze, nasz bystry pan konduktor nie dokonca nam wierzy, ze
    mamy bilety-albo cierpi na wyjatkowo ostra skleroze, ponieważ tej nocy obudzi
    caly przedzial swoim „give me a ticket!!„ jeszcze kilka razy… milutko 

    Ok. 1 w nocy zachcialo mi się siku. Wiec ufna i pelna nadziei (mimo
    dochodzącego z WC odoru) ide do znajdującej się metr za nami toalety. Wchodze-i
    wychodze. Tak zasranego kibla w zyciu nie widziałam! Nic to. Jest ramadan, wiec
    postanawiam poćwiczyć silna wole i-decyduje, ze jednak wytrzymam i zawioze
    wszystko do Kairu ;-)

    Patrze po przedziale-niewielu ludzi spi. Bo i warunki nie sa sprzyjające…
    trzaskające drzwi, walacy smrod z WC, konduktor upewniający się, czy jednak NA
    PEWNO mamy bilety, co pol godziny przejeżdżający po nogach wozek z ciachami i
    sokami do kupienia, nagle hamowanie, które rzuca ludziami po przedziale, albo
    rotacje boczne, jakie dostaje pociag przy zmienianiu torow… a mój Raduniek spi.
    Co wydaje mi się niemożliwe! Ale jednak! Slodko spi i tylko co jakis czas-
    usmiecha się rozbrajająco przez sen… MÓJ SKARB!

    Godziny mijaja… pociag mknie, a ja zaczytana w przewodnik mysle o Kairze…
    Jeszcze kilka godzin… jeszcze kilka „give me a ticket” ;-) i juz będziemy na
    miejscu.

    Iwonka




  • corrina_f1 24.10.05, 16:38
    teraz chyba musze napisać : Iwonko, pisz, pisz, ale WOLNIEJ !! Bo nie nadążam
    tego wszystkiego czytać !! :))

    Mam jeszcze pytanie, tak z ciekawości. Czy notatki robiłaś na miejscu w Egipcie
    każdego dnia (papier ? laptop?) czy piszesz dopiero teraz, po powrocie ?
    Ja swojego czasu, podczas 2 pobutu w Egipcie, a potem w Tunezji odkryłam, że
    laptop przydaje się wtedy wprost genialnie (1. do zrzucania zdjeć z cyfry
    dzięki czemu można szaleć bez ograniczeń, po 2. do prowadzenia zapisków, po 3.
    do słuchania muzyki (najlepiej arabskiej), bez której żyć nie potrafię ;)
    Jednak z laptopem przy mojej ilości bagażu zaczyna się robić powiedzmy.. ciężko
    i braknie jakoś rąk ;)
    Jeśli spisałaś to wszystko w domu, to gratuluję Ci kobieto pamięci !!! :D

    Będąc w Rzymie czy Londynie robiłam jedynie krótkie rzeczowe notatki na
    miejscu, a nastęnie już w Polsce pisałam całość od razu w Wordzie. Ale
    przyznaję, nawet tych kilka dni w tych miastach sprawiało trudność w
    zapamiętaniu wszytkiego, tak były to napięte dni ! Więc podziwiam Cię kochana
    naprawdę, bo przy Waszych 22 dniach ja po prostu wysiadam !! ;))
    Do dziś nie skończyłam oficjalnie ani opisu 1 ani 2 Egiptu, ani zeszłorocznej
    Tunezji...
    --
    Egipt 2004
    Zdjęcia
    Cairo Story
  • platynka.iw 25.10.05, 10:54
    Hej Corrinko!
    Bede pisac wolniej! Masa obowiazkow spadla na mnie po powrocie i nie bardzo mam
    czas. Choc z drugiej strony chcialabym to skonczyc zanim wszystko zapomne!
    A z notatkami to bylo tak. Podczas 3 dnia pobytu przypomnialam sobie, jak wiele
    mi daly wspomnienia ludzi, ktorzy opisywali swoje pobyty w Egipcie. Jak milo mi
    sie je czytalo. Postanowila, ze powinnam sie choc w ulamku zrewanzowac i tez
    cos skrobnac... Wiec mialam notatkim i pisalam w nim zazwyczaj date, godziny
    oraz ceny za przejazdy, wejscia itd. Nieraz dopisalam jakas uwage-ale
    wiekszosc, teraz, jakies 80% pisze tylko z pamieci.

    Buziaki, Iwonka
    P.s. A Ty?? Kiedy sie wybierasz do Egiptu??
  • Gość: savera IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.10.05, 18:01
    Platynko.iw byle nie za wolno bo jeszcze nam stracisz wenę. Jakiś czas temu w
    wirtualną podróż po Egipcie "zabrał" mnie pc.maniac. Już się widziałam
    podążającą do tych samych miejsc które zwiedzał. I co? ... "zostawił" mnie na
    pustyni, nie skończył opowieści. Platynko.iw nie zrób mi/nam tego! Nigdy nie
    byłam w Egipcie a bardzo chciałabym pojechać. W tym roku już prawie zapadła
    decyzja, że jedziemy w listopadzie ale niestety nie wyszło. Mam nadzieję że w
    końcu się uda. A na razie pisz, pisz, pisz...
  • platynka.iw 25.10.05, 23:10
    Dziekuje za cieple slowa!
    Wiesz... ja NAPRAWDE mysle, ze niepotrzebnie to pisze, bo tylko zawracam glowe
    ludziom a w ogole to marny ze mnie pisarz, bo nigdy nic nie pisalam ( to moj
    pierwszy raz).... Naprawde tak sobie mysle. Ale takie osoby jak ty powoduja-ze
    zaczynam klikac w klawiature i przelewac kolejny dzien z glowy na to forum...
    bo widze, ze chyba jednak ktos to czyta-a to juz duzo!

    Zobacz. Czytalas o tym, jakie mysli mialam w pociagu do Kairu?? Ja kiedys
    mialam zerowe szanse by jechac do Egiptu. Nic na to nie wskazywalo, ze
    kiedykolwiek mi sie to uda...a jednak! I to 3 razy!

    Wiec nosek w gore, troche wiary i zobaczysz-niedlugo bedziemy z zapartym tchem
    czytac Twoje wspomnienia z Egiptu-czego Ci z calego serca zycze!!!!!

    Caluje, Iwonka
  • Gość: aw IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.10.05, 15:54
    Iwonko! Dzięki za wspaniałe opisy, wspominam swoją wyprawę sprzed roku i już
    marzę o następnej :)
  • platynka.iw 25.10.05, 10:59
    To ja DZIEKUJE!!!!!!
    Naprawde... to nie kokieteria, ale wierzyc mi sie nie chce, ze Wam sie to
    podoba!

    Pozdrawiam Cie serdecznie zyczac szybkiego wyjazdu do Egiptu!!
    IWonka
  • platynka.iw 24.10.05, 10:43
    Dzieki Wielkie!
    Nie czuje, zebym przecierala szlaki... ale jezeli choc w odrobinie zachece
    kogos do zwiedzania Egiptu-to bede bardzo szczesliwa!
    ika-szkoda czasu na smazenie ;-) opalisz sie takze dreptajac po ruinach ;-)

    gdyby cos-zapraszam
    GG 1070925
    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • poganka_m 24.10.05, 16:29
    Iwonko, super wspomnienia, gratuluję "lekkiego pióra"; czytam i... wracają moje
    własne wspomnienia sprzed lat... no powiedzmy... trochę minęło. Zaczynam się
    zastanawiać, czy nie powtórzyć mojej podróży. Pozdrówka i czekam na ciąg
    dalszy:)
  • platynka.iw 25.10.05, 10:57
    Bardzo Ci dziekuje! Lekie pioro?? hmmm... nigdy bym tak nie pomyslala. Ciegle
    mysle o tym, ile bledow robie, czy sie nie rozpisuje, czy nie wychodzi z tego
    jeden wielki belkot i po co w ogole to pisze???? Chyba po to, zeby meczyc ludzi
    takich jak ty.

    Ale bardzo Ci dziekuje za te slowa! Przekonuja mnie one w tym, zeby dojsc do
    konca tych 22 dni (bo juz chcialam przy 3 dniu zrezygnowac)

    Pozdrawiam cieplutko i zycze szybkiego powrotu do Kraju Faraonow I
    Monumentalnych Zabytkow!!

    Iwonka
  • platynka.iw 25.10.05, 11:06
    Pociag wiezie nas do Kairu już od jakis 10 godzin… prawie w ogole nie spalam.
    Jestem zmeczona… Patrze na Moich Chłopaków-obaj, poskrecani, zamontowani w
    swoje siedzenia spia. Za oknem zaczyna się robic jasno. Wlasnie wjechaliśmy w
    przedmieścia Kairu.

    Swiat budzi się do zycia. Jeszcze jest sennie i pusto-ale co rusz widac
    furmanke zaladowana arabami (pewnie jada do pracy) taksowke, osiołka ciągnącego
    dwukołówkę… Kobiete siedzaca przed domem… mężczyznę stojacego przy pompie
    nawadniającej… idace droga nastolatki, z jakimis chyba książkami pod pacha-
    wszystkie ubrane w biale i błękitne tiule, które zasłaniają im cialo oraz
    wlosy… sa piekne. Kocham te widoki.

    Jazda w pociągu, przymusowe przystopowanie sprzyja zadumie… patrze w okno, a do
    glowy co i rusz napływają rozne mysli…

    Poprawiam się w siedzeniu i mysle o dniach, które wlasnie minely. Lot balonem,
    Abydos, Dandera, Asuan…Mój 3 raz w Egipcie… Jakze dziekuje Bogu-Stwórcy-
    Allachowi-losowi-przypakowi-szczesciu-trafowi-zbiegowi okoliczności… WSZYSTKIM
    I WSZYSTKIEMU, ze mogę znowu tu być i widziec te wszystkie cuda! Podziwiac
    wspaniale zabytki! Cuda swiata minionego! Patrzec na monumentalne zabytki,
    gorace slonce, piaskowe gory, szafirowe morze i zielone palmy! Być, być w
    Egipcie-kolebce naszej cywilizacji, naszej kultury! DZIEKUJE!

    No i najwazniejsze-Rzesiowi! Który jak nikt rozumie co to jest partnerstwo,
    kompromis, wsparcie, milosc. Wiem, jak strasznie nienawidzi mentalności arabow.
    Jak strasznie go mecza. Wiem, jak dosc miał po ostatnim razie, a jednak-znowu
    usłyszałam, podczas szukania ofert na wyjazd „Sloneczko, przestan… Nie mecz się
    i nie wyszukuj jakis innych krajow-jedzmy już do tego twojego ukochanego
    Egiptu” JUHU! Jak to usłyszałam-to z radości, z tego naladowania emocjami-
    musialam biegając zrobic 3 kolka wokół bloku ;-) Rzes… tak strasznie Go kocham.

    Mysl, ze jestem w Egipcie powoduje u mnie uśmiech na twarzy i zupełny brak
    zmeczenia…I w duchu obiecuje sobie, ze nigdy nie dopuszcze do sytuacji, ze
    stanie się to dla mnie normalne. Każdy-każdy wyjazd na wczasy jest wielkim
    wydarzeniem i powodem do ogromnej radości!

    Cofam się w myslach o kilka lat w tyl. Dom rodzinny. Typowe górnicze osiedle na
    Slasku. Mieszkanie, a w nim bieda, strach przed ojcem i najukochansza moja
    przyjaciolka - mamunia oraz my-czworo rodzeństwa. Nie było dobrze…
    I ogromna chec zmienienia czegos, wyrwania się z tego koszmaru.Pamiętam dzien,
    kiedy jako 15 latka na pytanie mamusi-„co jest twoim marzeniem?” Odpowiedziałam-
    „kiedys poznam faceta, który będzie dla mnie dobry. Po prostu dobry. I pojade
    kiedys do Egiptu.” Nie wiedziałam wtedy co to Karnak czy Asuan. Wiedziałam, ze
    Egipt-to jest cos. Fascynowal mnie od 5 klasy podstawowki. Cos tak
    niedostępnego i odległego, cos tak pieknego i wspanialego-ze musze to osiągnąć!
    I ja to wiedziałam! Ja to czulam tu, w srodku-ze naprawde kiedys to się spełni!

    I oto jestem. Wjeżdżam do Kairu… Obok mnie Rzes, Radus-Dwa Moje Szczęścia,
    Moje Swiaty, Moje Cale Zycie… Marzenia się naprawde spełniają…

    Dziekuje…

    Wszyscy w przedziale pomalu się wybudzaja i staraja się doprowadzic do
    porządku. Ktos się przeciąga, ktos inny wstaje i stara się rozmasowac kark,
    jeszcze inny zwoluje wszystkich na papieroska… Slonce już jest dosyc wysoko,
    oparlo się o szyby naszego pociągi i grzeje. Wiec zdejmujemy cieple rzeczy i
    chowamy do walizek. Wody… ale mam ochote na umycie zębów i twarzy. Nic to.
    Jeszcze chwila i będziemy w hotelu-mam nadzieje, ze w tym samym co rok temu.

    Chłopcy się budza. Rzes połamany-Radus mega wyspany. Szybkie „zebranie się do
    kupy” i już wjeżdżamy na stacje Giza w Kairze. Szybki przeskok do autokaru i
    jazda ulicami tego ogromnego miasta w kierunku hotelu. Wszedzie wieze i
    wieżyczki minaretow. W centrum-nowoczesne budynki. O! Wieza Kairska! A tu-
    trzypoziomowa ulica. I nagle w autobusie wielkie poruszenie-SA! Piramidy! Mimo
    upływu wiekow i ogromnego rozbudowania miasta-nadal majestatycznie goruja ponad
    wszystkim. Dumne. Niezniszczalne. Jedna wielka zagadka… Patrzac na nie wszyscy
    zapominaja o trudach minionej podrozy. Piramidy… lek na niewyspanie ;-)

    Oasis. Najpiękniejszy hotel w calym Egipcie! Radus trzyma klucze i dreptamy w
    kierunku pokoju. Niesamowite, ze Radek tyle pamieta z zeszłego roku. W tym
    m.in. ten wlasnie hotel. Dobrze wie, gdzie jest basen, a gdzie plac zabaw dla
    dzieci. Wchodzimy do pokoju, krzycze „pierwsza!!” bo oto mój pęcherz
    przypomina, ze ramadan-ramadanem, ale on już nie może ;-)

    Prysznic w cudnej lazience i wskok na lozka…mmm… jak milo rozpostowac kręgosłup.
    Teraz biegiem na sniadanie. Radus jak zwykle wcina naleśniki. Rzes omlet. A ja…
    ja wypijam herbate ;-)

    I zaopatrzeni w zestaw standardowy udajemy się pod Piramidy. Patrze na twarze
    ludzi, którzy udaja się tam pierwszy raz… patrze im w oczy-a one sa ogromne!
    Przepełnione zniecierpliwieniem, ciekawością i szczęściem.

    Pierwszy przystanek-tuz przy piramidzie Cheopsa. Wszyscy wypadamy. Postanawiam-
    ze w tym roku nie będę robila zdjęć, tylko przez godzine będę się cieszyc
    możnością namacalnego kontaktu z tymi „takimi tam stozkami” ;-) Niestety. To
    jest silniejsze ode mnie. Czyzbym była uzalezniona?? ;-)
    Wiec robie zdjęcia… prawdopodobnie powielam ujecia sprzed poprzednich wyjazdow…
    tylko jedno się w kadrze zmienia-Radus :-)
  • platynka.iw 25.10.05, 11:09
    Oczywiście jest tam pelno naciągaczy… na jazde wielbłądem, albo-policja
    turystyczna dorabia sobie wskazaniem pierwszego z brzegu kamienia, ze niby tu
    wyjdzie super zdjecie i w ogole.

    A propos policji. W pewnym momencie podchodzi dwoch. Biora Radka z dwoch stron
    za raczki i szybkim krokiem , prawie biegiem odchodza. Lecimy za nimi. Na nasze
    pelne pretensji pytania odpowiadaja „to zart” ZART!!??!! To widocznie ja się
    nie znam na zartach. Tlumy ludzi! Slychac jezyki z całego swiata! Ogromna
    przestrzen! A to mialbyc zart! Rzes stara się mnie uspokoic, ale ja-już
    nakrecona i w dodatku przed okresem ;-) - wywalam im, jakze głupi i bezmyślny
    to byl zart. Odchodza mamrocząc cos pod nosem. A ja sobie wyrzucam-moze
    zeczywiscie za ostro zareagowalam?? Zwalam wszystko na barki hormonow.

    A my idziemy dalej. Pod sama piramida staram się spojrzec na jej czubek-glowa
    na maksa odchylona w tyl i udaje się. Jest ogromna!Tak bardzo bym chciala się
    wspiąć na nia… Tak jak Andie MacDowel i Liam Nelson w filmie „Rubin z Kairu”
    Jakze cudowny musi się z jej czubka roztaczac widok! Jakze orgastyczna musi być
    świadomość, ze stoi się na szczycie jednego z najstarszych budowli swiata!
    Niesamowite!

    Dalej barka. Widok na Kair. Autobus. Podjazd na punkt widokowy. Seria
    pozowanych zdjęć, rzut oka na wdzierający się na płaskowyż Kair i zjazd pod
    piramide Chefrena. Zakup biletow (20le) i już wchodzimy do srodka piramidy.
    Duchota która z niej bije oraz niskie, strome zejście-powoduje zmiane planow u
    kilku osob, zwłaszcza starszych. Wycofuja się. My pchamy się dalej. Wszyscy
    zgarbieni, wypychaja cztery litery w kierunku osoby idącej z tylu.. Tylko jeden
    Radus drepta wyprostowany i ma jeszcze zapas luzu nad glowa ;-) przez co
    wzbudza ogromna zazdrość, rozniez z naszej strony.W tym korytarzu sa dwa
    miejsca, gdzie w suficie jest cos, jakby szyb. W tych miejscach każdy staje,
    wciska glowe w ten niewielki otwor-by na ulamek sekundy wyprostowac kosci. My
    tez tak robimy. I Radus, który strasznie nas we wszystkim nasladuje-tez!
    Smieszne jest jak staje na paluszkach i nawet nie sięgając do otworu robi jak
    wszyscy „ooo…” przeciąga się i zadowolony drepcze dalej ;-)
    Nasza Slodka Malpeczka :-)

    Teraz jesteśmy w komorze grobowej gdzie w koncu można się wyprostowac. Na koncu
    komory znajduje się sarkofag wykonany z polerowanego granitu, a na południowej
    ścianie widnieje nazwisko badacza tej piramidy –Belzoni, umieszczone przez
    niego samego, oraz data 1818.

    Wracamy ta sama droga. Radus jeczy i trzyma się za kregoslup jak wszyscy 
    Wychodzimy na zewnatrz i od razu ubieramy okulary-ale sloneczko wali po oczach!
    Ludziska wracaja do autokaru, który ich zawizie pod Sfinksa a ja postanawiam
    zejsc na nogach. Wiec sobie spacerkiem schodze… patrze na piramidy… na Sfinksa…
    odkrywam jego lewy profil ;-) robie zdjęcia… sloneczko swieci…ech…. Ale super…
    jestem odprezona, wyciszona, zrelaksowana… Bosko!

    Przy Sfinksie odnajduje się z moimi Chłopakami i razem wracamy do perfumeri w
    której już siedzi nasza grupa. No tak. Staly punkt programu. Na szczescie można
    się tam napic zimnej karkade i w zasadzie tylko po to tam wchodzimy ;-)

    Postanawiamy, ze na dzis zakończymy zwiedzanie. Jest 15 a my padamy ze
    zmeczenia! Zreszta-jest ramadan, wiec i tak większość zabytkow już zamknieta
    (Muzeum Egipskie w ramadanie czynne do 14:30!!)
    Nie ma co przeginac, jutro mamy caaalusienki dzien do dyspozycji. Wracamy do
    hotelu. Słodkie lenistwo nad basenem. Razem z Jarkiem i Marcinem, którzy
    postanowili się do nas dołączyć planujemy jutrzejszy dzien.

    Dzis już nic nas nie zaskoczy. Kolacja i wczesne lenistwo w gładkiej, zimnej
    poscieli… No przepraszam. Jeszcze plac zabaw-przeciez nie mozemy mu tego
    odmowic!
    A jutro-KAIR!

    Iwonka



  • pc_maniac 25.10.05, 11:15
    Wiesz wydawało mi się, że nie jestem sentymentalny, ale jakoś mi sie oczy
    spociły (chyba od ostrego światła?!).

    A tak przy okazji. Zawsze twierdziłem, że takie wspomnienia więcej przynoszą
    informacji czytającemu niż suche fakty. Dzięki nim wiemy jeszcze przed wyjazdem
    jak to się wszystko odbywa, gdzie i jak się jedzie. No i ta atmosfera miejsc.
    Żadne posty typu pytanie=odpowiedź tego nie oddadzą.

    Zazdroszczę Ci, ale jak mała egiptomaniaczka podrośnie to znów weźmiemy plecaki
    i chajda na kolejną wyprawę, tym razem w trójkę :o)
    Aż się nie mogę doczekać.
    ==============================================
    Biedny naród, w którym nieudacznicy narzucają swoją wolę reszcie :o(
  • platynka.iw 25.10.05, 12:15
    Bardzo Ci pc_maniacu dziekuje.

    To byly wspaniale wakacje. Cala trojka swietnie sie bawilismy. I mam nadzieje,
    ze bije to z moich opisow.

    Zobaczysz. Ani sie nie obejrzysz, jak minie szybko czas i Wasza Slodka
    Wedrowniczka pojedzie z Wami w trase i bedzie sie swietnie bawic!
    Bo to jest nie tylko kwestia predyspozycji dziacka-ale takze kwestia
    wychowania. Zrobiliscie juz pierwszy krok-odwazyliscie sie ja zabrac do
    samolotu, na plaze, nad basen... odwazyliscie sie jechac z nia do Egiptu! A to
    tak wiele! Dzieci patrza na swiat poprzez rodzicow. Jezeli my w nie wierzymy-
    one sobie poradza! Ona juz czuje ta atmosfere... juz jest pomalutku wdrazana i
    zobaczycie-jakie wspaniale przygody bedziecie razem przezywac na trasie!Jak
    bardzo bedzie was pozytywnie zaskakiwac. Jacy dumni z niej bedziecie!
    Zycze tego Calej Trojce z glebi serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Bardzo was podziwiam i gratuluje!

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka

  • poganka_m 25.10.05, 20:00
    Dzięki za życzenia powrotu do Kraju Faraonów - wybieram się tam właśnie 18
    listopada żeby złapać jeszcze trochę słoneczka przed zimą - niestety tym razem
    tylko na tydzień ale tylko tyle urlopu mi już w tym roku zostało. Narazie - tak
    jak przez ostatnie lata - przede wszystkim odpoczynek. Chciałabym jednak
    jeszcze kiedyś wybrać się ponownie na zwiedzanie - jeszcze raz zobaczyć te
    wszystki cudowne miejsca, może ponownie rejs po Nilu ale tym razem połączony z
    rejsem po jeziorze Nasera? Gdyby to zależało tylko ode mnie - to pewnie już bym
    tam była!
    pozdrowionka - i czekam na DALSZY CIĄG!
  • platynka.iw 25.10.05, 22:53
    Nie pisz tak.... to nie TYLKO tydzien ale AZ tydzien!!!!!!!
    Ciesz sie kazda godzina jaka tam spedzisz!
    I przywiez nam duuuzo sloneczka, ciepla i pozytywnej energii!!

    Wiesz...gdyby WSZYSTKO od nas zalezalo.... to wielu z nas juz by tu nie bylo ;-)

    Buziaki, Iwonka
  • platynka.iw 26.10.05, 12:48
    Wczoraj przegadaliśmy z chłopakami prawie caly wieczor! Bo tak. Mamy dzis caly
    dzien do dyspozycji. Ja się upierałam, by jechac do Daszur i Sakkary. Ale Rzes
    stwierdzil, ze skoro odpuściliśmy sobie widziane rok temu Abu Simbel na rzecz
    nowych wspaniałości to-zrobmy tez tak w Kairze. Wiec ja namawiałam chłopaków by
    jechac w te miejsca (bo sama baaardzo chcialam tam wrócić ;-) no ale oni byli
    nieprzejednani. Stwierdzili, ze jest ramadan i możemy się czasowo nie wyrobic
    (racja!) oraz, ze wola poczuc magie Kairu. Ok. Trzech na jedna-odpuscilam.

    Dzis sama siebie zadziwilam. Zamiast herbatki na sniadanie-wchlonelam
    naleśnika, pol omleta, bulki i słodkie ciasteczka. No tak. Kolejny znak (obok
    mojej wybuchowości i rozdrażnienia) ze lada dzien dostane okres….zawsze przed-
    mam mega apetyt…wrrrrrr


    Hotel Oasis lezy troszke poza centrum Kairu. Troszke… to wiele nie mowi. Powiem
    tak-jedzie się z niego na plac Tahrir ( przy nim stoi Muzeum Egipskie, jest to
    jeden z głównych placy w Kairze) około pol godziny. Wiec postanowiliśmy wczoraj
    z chłopakami, ze do centrum skoczymy darmowym, hotelowym busem-a tam będziemy
    łapać taksowke.

    Wiec czekamy na busa, a przed hotelem stoi ogromna, szesciokatna lampa, ktora
    na czubku ma charakterystyczny półksiężyc. Zreszta takich lamp w Egipcie jest
    masa! To zapewne jakis symbol ramadanu… Wiec stoi ta lampa. Radus siedzący na
    chodniku patrzy na nia, patrzy… a po chwili stwierdza „mamuniu. To jest takie
    duze narzedzie do przykrecania srobek, tak??” Boze! On pomyślał, ze to jakis
    klucz numer 10 czy 12 jakich pelno ma Rzes w domu! Wszyscy się zasmiewamy a ja
    się rozpływam z tkliwości… uwielbiam jego proste myslenie!

    Jedziemy busikiem… po lewej wille moznych Egiptu, po prawej Dumne i Wspaniale
    Piramidy…nigdy nie mam dosc patrzenia na nie! Jeszcze kilka skrzyżowań i-oto
    jesteśmy. W samym centrum największego miasta Afryki.

    Oto plan na dzis. Ponieważ jest ramadan-poznajemy Kair Arabski.Ramadan- –
    dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego. Dla muzułmanów jest świętym, gdyż
    w tym miesiącu rozpoczęło się objawianie Koranu – archanioł Gabriel ukazał się
    Mahometowi, przekazując kilka wersów przyszłej świętej księgi islamu.Podczas
    Ramadanu, od świtu do zmierzchu obowiązuje zakaz jedzenia, palenia, seksu i
    picia wszelkich płynów. W Ramadanie muzułmanie zwykle spożywają dwa posiłki –
    suhoor przed świtem i iftar po zachodzie słońca. Ramadan kończy się świętem Eid-
    ul-Fitr. Jest to uczta dla uczczenia końca postu.

    Ponieważ troche nam się spieszy (Ramadan-wszystko wczesniej zamykaja…duuuzo
    wczesniej!!) nie chcemy tracic czasu na targowanie się. Ustalamy wiec, ze za
    każdy przejazd nie damy wiecej niż 10le. Podchodzimy do ulicy i tam lapie
    nas ;-) taksowka (tak, tak-w Egipcie nie trzeba niczego szukac-taksowka, lodz,
    restauracja-same odnajduja klientow ;-) Mowimy „Marhaba. Na Cytadele za 10 le
    prosimy” Facet się troche krzywi ale widzi, ze jesteśmy uparci. Ze jak nie on-
    to inny nas zawiezie. Wiec się zgadza. Rzes siada kolo kierowcy, a Jarek,
    Marcin ja i Radzik z tylu. Ciasno-ale nic to. To przeciez niedaleko. Ruszamy.

    I oto zaczyna się horror… Ten kto jechal kiedykolwiek ulicami Kairu-wie co mam
    na mysli. Zero zasad! Zero przepisow! Jeden wielki chaos! Jedno wielkie
    zamieszanie! Jedno wielkie trabienie! Nie wazne, ze jest światło czerwone-i
    tak przejeżdżamy przez skrzyżowanie! Nie wazne, ze stojacy na skrzyżowaniu
    policjant zatrzymuje nas-trabiac przejeżdżamy obok niego z impetem! Sprzed kol
    uciekaja w popłochu przebiegający przez ulice przechodnie! Jakis kelner z taca
    przeciska się przez roztrabiona, zelazna mase aut! Auto podskakuje i przechyla
    się na zakretach. Czuje się jak sardynka upchana w puszce i rzucona w sztorm…
    Obijam się o chłopaków, którzy w desperacji trzymaja drzwi-żeby nie wypasc!
    Matko! Kiedy to się skonczy! Jeszcze dzien się dobrze nie zaczal a ja już
    jestem spocona (co się w Egipcie nie zdarza-bo od razu wszystko paruje) Nagle
    stajemy. Okazalo się, ze kawalek głównej drogi jest zakorkowany i kierowca
    postanawia jechac na skroty. Nie patrzac na nadjezdzajace z tylu auta zawraca i
    najzwyczajniej w swiecie ( dla siebie) jedzie jakiej 200 metrow pod prad! Mimo
    odromnej ilości jadacych aut-nie udaje mu się zderzyc czolowo ;-) wiec jedziemy
    dalej. Wpadamy w jakas uliczke i miedzy kamienicami, domami, sznurami z praniem
    i bawiącymi się dziecmi-jedzie jak wariat przed siebie! Za nami tumany kurzu
    przed nami-zyjaca, tetniaca zyciem ulica. Zamarlam! Chłopcy maja nerwowe
    uśmieszki na ustach i wielkie zdumienie w oczach! Jeszcze kilka metrow i
    wypadamy na glowna ulice, za soba pozostawiając zakorkowane skrzyżowanie. A
    przed nami widac już Cytadele, która goruje ponad miastem. Zatrzymujemy się u
    jej stop (w przeciwieństwie do transportu turystycznego-jemu nie wolno wjechac
    na gore), placimy drzacymi rekami 10le i wychodzimy w pospiechu bojac się, ze
    ten Wariat ruszy-zanim wszyscy opuszcza ta jezdzaca trumne!! ;-)

    W kasie kupujemy bilet (35le/osoba) i udajemy się do meczetu Muhammada Alego
    (zwanego także alabastrowym) zbudowanego w 1848 roku.. Przy wejściu zdejmujemy
    buty, które zabieramy z soba do srodka (nalezy pamiętać, by nie klasc butow ani
    podeszwami do podlogi, ani podeszwami do gory!!!!!! Należy złożyć buty
    podeszwami do siebie i klasc na boku [ich kancie]) Na szczescie jesteśmy
    swietnie przygotowani do zajec ;-) znaczy się wszyscy mamy zakryte ramiona i
    kolana, a ja mam dodatkowo chuste (gdybym musiala zakryc wlosy)

    W meczecie tym słychać sciszone rozmowy w wielu jezykach swiata. Grupki
    skupionych ludzi siedza w kucki i słuchają opowieści swoich przewodnikow…
    flesze błyskają. Sa tez miejscowi, którzy zazwyczaj siedza pod ścianami.
    Odnajdujemy najważniejsze miejsce w meczecie-nisze wykuta w scianie zwana
    mihrabem oznaczajaca kierunek w którym znajduje się Mekka. Robimy zdjęcia i
    wychodzimy na zewnatrz… Może przez to, ze jest tam tylu turystow-nie czuje tego
    czegos-co odczuwam w innych meczetach.

    Widok jaki się stad rozciąga jest wspanialy! Pod nami slumsy, dalej centrum
    Kairu a za nimi-Piramidy! Dookoła las minaretow i wieżyczek. Wlasnie słychać
    rozbrzmiewające z Minaretow wezwanie muezina do modlitwy. Obecnie wezwanie do
    modlitwy odtwarza się przeważnie z taśmy, jednak ma ono w sobie pewien urok,
    szczególnie gdy słychać jednocześnie nawoływania kilku sąsiadujących muezinów.
    Ich wezwanie głosi: "Bóg jest największy (Allahu Akbar). Wyznaję, że nie ma
    bóstwa oprócz Boga. Wyznaję, że Muhammad jest Jego Prorokiem. Przybądźcie na
    modlitwę, ona was ukoi. Bóg jest wielki"................


    Dla wielu Cytadela-to wlasnie meczet Muhammada Alego. Ale nic bardziej
    blednego! To istne miasto w miescie! Jest tam Muzeum Policji; brytyjskie
    wiezienie wojskowe z XIX wieku; Muzeum Ogrodów; Muzeum Powozów; Ruiny Palacu
    Ablak; trzy inne meczety oraz wiele, wiele innych atrakcji w tym Muzeum
    Wojskowe do którego wlasnie się udaja moi chłopcy.

  • platynka.iw 26.10.05, 12:50
    Natomiast ja z Marcinem i Jarkiem udajemy się do położonego na krancu Cytadeli
    meczetu Sulejmana Paszy (zbudowanego w 1528 roku) Meczet ten jest niewielki,
    bardzo stary i bardzo zniszczony przez co-ma swój niewątpliwy urok. Po
    niewielkich schodkach wchodzi sie na dziedziniec, tam sciaga się buty i wchodzi
    dalej-do sali modłów.W srodku niewielkie pomieszczenie, w którym obrocenia w
    kierunku Mekki wlasnie modla się Muzułmanie. By nie zaklocic modlitwy w ciszy i
    pospiechu przygladamy się ścianom i sufitowi, a nastepnie wycofujemy się
    bezszelestnie na dziedziniec.

    Muzułmanie nie musza się modlic w meczetach. Każdy kto był w Egipcie widział
    modlących się przy drogach kierowcow, policjantow, panow w recepcji, celnikow
    na lotnisku… Wazne, by spełnili oni podstawowe wymagania narzucone przez Koran.
    A mianowicie, przed modlitwą muzułmanie musza dokonac rytualnych ablucji i
    zdjąć obuwie. Następnie zwróceni twarzą w stronę Mekki recytują al-Fatihę,
    pierwszą surę Koranu:
    "W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego. Chwała Bogu, Panu Światów,
    Miłosiernemu, Litościwemu, królowi Dnia Sądu. Oto Ciebie czcimy i Ciebie
    prosimy o pomoc. Prowadź nas drogą prostą, drogą tych, których wybrałeś, nie
    zaś tych, na których jesteś zagniewany i nie tych, którzy błądzą"
    Te same słowa, przerywane wezwaniem Allahu Akbar, powtarza się jeszcze dwa
    razy, leżąc twarzą ku ziemi. Pozycja ta symbolizuje rolę wyznawcy jako sługi
    (islam znaczy dosłownie "poddanie się woli Boga"). Widok całego nabożeństwa, w
    którym tysiące ludzi w meczetach wykonują jednocześnie te same gesty, sprawia
    niesamowite wrażenie.

    Wracamy na umowione miejsce spotkania z moimi chłopakami, którzy zapewne
    swietnie się bawia z muzeum wojskowym. Po drodze mija dwa pomniki Ibrahima
    Paszy oraz Sulejmana Paszy.

    Ponieważ mamy jeszcze chwilke czasu postanawiamy wejsc do chyba najstarszego
    meczetu jaki stoi na Cytadeli. Jest nim meczet Muhammada an-Nasira zbudowany w
    1335 roku. Wchodzi się do niego zasadzie prosto z ulicy, brzez niewielka brame
    zamykana drewnianymi drzwiami. Zaraz po przekroczeniu progu zdejmujemy buty i
    wchodzimy na niewielki dziedziniec otoczony krużgankami. Do mihraby prowadzi
    waski dywanik.Spacerujemy po dziedzincu wylozonym bila posadzka, nad która –jak
    z nieba-wisza lapy i lampeczki… podziwiamy dyskutujemy…

    Niestety. Czas nas goni. Rzesio z Radziem dolaczyli do nas. Schodząc z Cytadeli
    dzielimy się wrazeniami….Chlopcy z blyskiem w oku opowiadaja o cudach jakie
    widzieli w muzeum… samoloty, czolki, karabiny… przyznam-ze nie porywa mnie ich
    opowiesc ;-) Dobrze zrobiłam, ze nie poszlam z nimi.

    Schodzimy w dol i zaraz skrecamy w prawo. A tam-niespodzianka! Czeka na nas
    nasza taksowka! Niestety. Nie skorzystamy, gdyz udajemy się do położonych
    niedaleko dwoch meczetow Al Rifaja i Hassana. Pan nie daje za wygrana, jedzie
    przy samym krawężniku, trabi, wola na nas i otwiera drzwi… Niestety. Nie
    skorzystamy.

    Halas, bieda, smog, przeludnienie, balagan, smieci, rozpadające się domy obok
    nowoczesnych wieżowców, nawoływanie muezinow polaczone z nieustannym wrzaskiem
    klaksonow, unoszący się w powietrzu zapach uryny, czosnku, tytoniu jabłkowego…
    Biegające na bosaka dzieci, kobiety w czerni, namolni sprzedawcy… oto Kair. Oto
    metropolia Egiptu.
    Jakze tesknie za spokojniejszym gornym Egiptem! Wolno płynący czas w Luksorze,
    Asuanie, wioskach wzdłuż Nilu… Jakze inny jest ten swiat-od barwnego,
    rozwrzeszczanego Kairu! Egipt-pelen kontrastow, sprzeczności. Można go kochac.
    Można nienawidziec. Ale nie można prezejsc kolo niego obojętnie…

    Wiec idziemy wzdłuż muru otaczającego Cytadele. Oglądamy ruch na ulicy i wlosy
    staja nam deba! Robimy zdjęcia, chlejemy Barake, sloneczko grzeje…. Jest super!
    Jakze wspaniale ze tu jesteśmy.
    Tylko w tej dlugiej spodnicy jakos mi goraco… Jak Arabki sobie z tym radza??

    Po ok. 500 metrach skrecamy w prawo i wchodzimy w jedna z bocznych uliczek,
    gdzie jest duzo spokojniej. Z plakatow uśmiecha się do nas prezydent Mubarak.
    Mijamy kobiete, która chyba wraca z Ikea ;-) (naprawde-ma straszne ilości
    zakupow na glowie ;-) Jakies kartony, reklamowki a wszystko tworzy nielada
    stos!!) Widzimy śpiącego pod palma człowieka. Idziemy dalej… po jakis 300
    metrach dochodzimy do ronda. Po prawej widzimy umieszczony na Cytadeli zegar,
    podarunek francuskiego krola Ludwika Filipa, jako odwdzięczenie się za obelisk
    ze świątyni Luksorskiej jaki dostal od Mohammeda Ali. Zegar ten nigdy nie
    chodzil. Natomiast obelisk stoi w Paryzu na placu Concorde i pewnie tęskni za
    swoim bratem-blizniakiem, który osamotniony stoi w Luksorze.

    Przejscie przez ulice (co nie jest latwe!) i już jesteśmy pomiedzy dwoma,
    wspaniałymi meczetami. W kasie kupujemy bilety (12le od osoby za wejście do
    jednego meczetu) i wchodzimy w ulice Szari Muhammada Aliego, która oddziela
    stojace dosłownie kilka metrow od siebie ogromne budowle sakralne. Ich wysokie
    sciany przytłaczają nas, czuje się jak w jakiejs pułapce.

    Uderzamy najpierw do tego po prawej. Meczetu ar-Rifa`iego, który jest starszym
    o jakies pięćset lat bratem bliźniakiem meczetu madrasa sultana Hassana. Z
    zewnatrz sa identyczne!

    Zdejmujemy buty i wchodzimy do pelnej przepychu i bogactwa świątyni. Kolorowe,
    błyszczące marmury powalaja nas. Przechodzimy przez sale glowna po prawej
    zostawiając mihrabe i wychodząc na odkryty dziedziniec przechodzimy w lewo do
    bocznych sal, gdzie sa pochowani chedywa Ismail, jego matka i synowie oraz krol
    Fuad i Karuk z cala krolewska rodzina. Ich nagrobki-az kipia bogactwem i
    przepychem. Wysokie, piętrowe, marmurowe, nieskazitelnie wykonane, ze zlotymi
    napisami.. Ogromne bogactwo! Dreptamy na paluszkach, w milczeniu.
    W ostatniej sali chlopiec, który za 10le otworzyl nam te pomieszczenia
    prezentuje nam akustyke wysokiego na 47 metrow pomieszczenia. Stanal w lekkim
    rozkroku, na piersiach złożył rece nabral powietrza w pluca i-wydobyl z siebie
    spiew na czesc Allacha… Potega jego glosu plus potega marmurowych ścian,
    przestrzen, znajdujące się na wyciagniecie reki groby, polmrok-wszystko to
    spotęgowało i tak już niesamowite doznanie. Az mi wlosy stanely na calym ciele!
    Jego tubalny glos przeniknął mnie cala! Nogi mi wmurowalo w posadzke, w gardle
    zaschlo… Stalam oczarowana, zasluchana i nie chciałam by przestawal! Lzy
    napłynęły do oczu… Co za wspaniale doznanie! Jakbym się przeniosła w zaświaty….
    Ta piesn…ta potega… zdawalo się, ze trwa to wiecznie!!!
    Gdy skończył-jeszcze przez chwile echo nioslo jego nostalgiczna piesn a pozniej-
    cisza która zapadla jak wdzierający się do duszy tyran wypełnił nasze wnetrze…
    Ta cisza przytłaczała… Nie potrafiliśmy się poruszyc.

    Kocham zycie za takie doznania…

    Nadal odrętwieni wspaniała, muzyczna uczta wracamy do sali głównej. Tam bez
    slowa kładziemy się na plecach na miękkich dywanach i czujemy się bosko…

    Kocham meczety! Jest w nich cos niesamowitego! Człowiek się czuje baaardzo
    bezpiecznie (O TAK!) Jest w nich tak strasznie przytulnie… Może to kwestia tego-
    ze panuje w nich zazwyczaj polmrok (a już na pewno jest ciemniej niż na
    zewnatrz) tylko co jakis czas wpada przez jakas szpare do srodka troche slonca
    powodując wrazenie, jakby sam Palec Bozy zajrzał do srodka…. W tym
    przeciśniętym świetle widac unoszący się, połyskujący kurz…niesamowite…,
    miękkie, czyste dywany które pokrywaja cale podlogi az zachęcają do
    leniuchowania. Jest bardzo milo… W powietrzu unosza się minione lata… czuc
    przyjemne aczkolwiek nieznane dla mojego nosa zapachy. Nad glowami lampky z
    krysztalu i szkla delikatnie dźwięczą i pobrzękują. Człowiek ma wrazenie, ze
    nagle wszedł w swiat-gdzie zegary stanęły… Tyle wiekow minelo… tyle ludzi
    codzienn
  • platynka.iw 26.10.05, 12:54
    > Fuad i Karuk
    Nie karuk a FARUK.
    Przepraszam, Iwonka
  • platynka.iw 26.10.05, 12:55
    W powietrzu unosza się minione lata… czuc przyjemne aczkolwiek nieznane dla
    mojego nosa zapachy. Nad glowami lampky z krysztalu i szkla delikatnie dźwięczą
    i pobrzękują. Człowiek ma wrazenie, ze nagle wszedł w swiat-gdzie zegary
    stanęły… Tyle wiekow minelo… tyle ludzi codziennie przychodzilo i przychodzi do
    tych świątyń proszac o nadzieje… magia…

    Wiec lezymy na plecach wpatrzeni w prześliczny sufit, kopuly i mega żyrandole,
    które mimo swej wielkości i wagi-lekko unosza się nad naszymi glowami. I wcale
    nie chce nam się wstac. Cisza…miękkie dywany… cieplo… bezpieczeństwo… jeszcze
    chwila i zasniemy! Już wiem dlaczego tak wielu muzułmanów spi w meczetach.
    Radus na bosaka biega po tej niesamowitej przestrzeni, turla się, delikatnie
    usmiecha… i widac-nikomu nie przeszkadza. Bardzo dobrze się bawi 

    Zmuszam siebie i chłopaków do dalszej drogi. Jakze trudno się wstaje! Robimy
    zdjęcia i wychodzimy na porażająca światłem i cieplem ulice miedzy świątyniami.
    Kilka krokow i już jesteśmy w świątyni madrasa sultana Hassana. Zbudowany w
    latach 1356-1363 w srodku jest zupełnie inny od swojego sasiada! Zimny,
    niedostępny, ciemny, ostry-niczym warowne zamki ze średniowiecza. Zreszta-był
    on dwukrotnie wykorzystywany jako twierdza ze względu na solidne sciany.
    Przechodzimy, przez zdawaloby się nieprzyjazne pomieszczenia, i mijając po
    prawej wspaniala studnie do oblucji wchodzimy do pomieszczenia głównego, bardzo
    slabo oświetlonego. Sciany i sufit w tonacji kremu-brazu i czerni. Dookoła
    otaczaja nas umieszczone na ścianach wersety z Koranu. Meczet ten robi wrazenie
    bardzo astetycznego, ale-robi ogromne wrazenie. Jest tak inny od tych czterech,
    które wlasnie widzieliśmy! Resztki marmuru ( 27 rodzaji) uzytego na posadzke sa
    niesamowite… Ogolnie Hassan nie jest tak kolorowy i błyszczący jak ar-Rifai,
    ale może wlasnie ta stonowana barwa , to zimno-tak strasznie nas porywa.

    Czas nas goni. Wychodząc na zewnatrz podziwiamy ulokowany w zachodnim narozniku
    wysoki na ponad 80 metrow minaret, najwyższy w Kairze.

    Robimy jeszcze zdjęcia kilku niesamowitych, filigranowych ornamentow oraz krat
    okiennych i opuszczamy to bajkowe miejsce. Wszystkim chce się pic. Ale jak to
    zrobic, by nie draznic biednych postnikow? Odwróceni w kierunku drzewa (mimo
    wszystko-tak strasznie malo zieleni jest w Kairze!) wypijamy szybko kilka łyków
    i podchodzimy do ulicy, gdzie czeka już na nas taksowkan ;-) Umawiamy się na
    10le za zawiezienie do meczetu Al.-Azhar.


    Iwonka ( c.d.n.)
  • platynka.iw 26.10.05, 13:12
    Kochani-przepraszam wszystkich, ktorzy czytaja moje wspomnienia. Je je pisze na
    zywca, od razu przelewam wspomnienia i uczucia na forum. Wielokrotnie w
    miedzyczasie zajmuje sie jeszcze praca, domem czy Radzikiem i... dzis jak sie
    wczytalam zauwazylam ile bledow narobilam!
    Bardzo przepraszam za bledy, przejezyczenia, zjedzone lub zamienione litery...
    Wybaczcie prosze... postaram sie bardziej kontrolowac (choc z braku czasu i
    pospiechu pisania nie wiem czy zdolam dotrzymac dana wlasnie obietnice)
    Pozdrawiam cieplutko
    Iwonka
  • Gość: Maraska IP: *.chello.pl 26.10.05, 14:57
    Iwonko nie wiem jak inni, ale ja w ogole nie zauwazam zebys robila jakies bledy.
    Opowiesc jest tak fascynujaca, ze plizz w imie poprawnej pisownie nie zwalniaj
    tempa:-)
    pozdrawiam i czekam na dlaszy ciag
    Maraska
  • pc_maniac 26.10.05, 15:03
    > pozdrawiam i czekam na dlaszy ciag
    > Maraska

    Ja też, ja też :o)
  • platynka.iw 27.10.05, 14:31
    Dla Ciebie i Twoich dziewczyn
    :-*
    :-*
    :-*

    Pozdrawiam i bardzo dziekuje!!!!

    Iwonka
  • platynka.iw 27.10.05, 14:18
    baaardzo Ci dziekuje... wiec bede pisac dalej i starac sie, by jednak tych
    bledow bylo jak najmniej!

    Pozdrawiam Cie cieplutko :-)
    Iwonka
  • Gość: artfro IP: *.tvk.torun.pl / 217.173.176.* 26.10.05, 15:14
    Witam. Czytam Twoje wspomnienia z prawdziwą przyjemnością. Mi osobiście wcale
    nie przeszkadzają jakieś literówki czy inne błędy. Piszesz bardzo fajnym
    stylem. Codziennie siadając przed komputerem zaglądam na forum w oczekiwaniu na
    dalszy ciąg Twoich wspomnień. Wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach, tym
    bardziej że miejsca o których piszesz nie są mi obce. Momentami mam wrażenie,
    że byłem tam razem z Wami. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg
  • platynka.iw 27.10.05, 14:22
    Dziekuje bardzo za mile slowa!
    Bardzo sie ciesze, ze moje wspomnienia Ci sie podobaja, jednak czuje sie
    zawstydzona.... bo piszesz, ze fajny styl, ze czekasz na dalszy ciag, ze masz
    wrazenie, ze byles tam z nami... a ja nadal uwazam, ze nieumiem przelac emocji
    na klawiature! I nie jest to kokieteria-ja nigdy, nigdy nie pisalam czegos
    takiego...

    Mam nadzieje, ze starczy Ci cierpliwosci, by dotrzec do konca moich 22 dni...
    bedzie mi bardzo milo!

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • wojtek37k 26.10.05, 17:00
    Pozdrawiam serdecznie , od kilku dni zafascynowany czytam Pani wspomnienia .
    Sam niedawno , 20 września br. przeżywałem , przez panią opisywany lot balonem
    nad miastem umarłych , gratuluję serdecznie opisu tych cudownych chwil . Z dużą
    niecierpliwością oczekuję ciągu dalszego . Literówkami nieprzejmowałbym się ,
    szczerzę zazdroszczę lekkości z jaką snuje Pani swoją opowieść .
    Jeszcze raz pozdrawiam Wojtek
  • jdutkowski 26.10.05, 22:21
    Witaj Iwonko!
    Twoje wspomnienia są wspaniałe - często dowcipne, czasem bardzo wzruszające, i
    dające mnóstwo ciekawych informacji.Głupimi literówkami się nie przejmuj.Czytam
    je codziennie z zapartym tchem , mimo , że byłem w większości miejsc które
    opisujesz.Bardzo rzadko mi się coś śni - srednio raz na 5 lat - a dziś sniło mi
    się, że kupowałem dla rodzinki lot balonem.Niestety sam lot mi się nie
    przyśnił - pocieszam się tym , że widać muszę go przeżyć na żywo.
    Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Jacek
  • Gość: magda IP: *.pse.pl / 195.38.12.* 27.10.05, 08:28
    Witaj Iwonko! Nie przejmuj się literówkami i pisz dalej. Ja wróciłam z Egiptu
    pod koniec września a dzięki Twoim wspomnieniom znów czuję tamten klimat. Mimo
    iż nigdy Was nie spotkałam dzięki Twoim opowieściom czuję jakbyśmy byli starymi
    znajomymi.Pozdrawiam całą Waszą trójkę i czekam na ciąg dalszy.
  • platynka.iw 27.10.05, 14:30
    Hej Magdo!
    Zycze szybkiego powrotu do Egiptu i dziekuje za cieple slowa!
    A co do spotkania-moze poznamy sie podczas najblizszego zlotu egiptomaniakow??
    Tym razem naprawde mam zamiar sie wybrac...

    I prosze-zostan przy moich wspomnieniach!

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
    GG 1070925
  • Gość: magda IP: *.pse.pl / 195.38.12.* 27.10.05, 14:46
    Ktoś kto uwielbia Egipt nie może przejść obojętnie obok Twoich wspomnień. Na
    mnie możesz liczyć wszystko co napiszesz z chęcią przeczytam. Pozdrawiam i pisz
    dalej. pa
  • platynka.iw 27.10.05, 14:28
    Witaj Jacku!
    Przyznaje-ze bardzo wzruszyly mnie Twoje slowa... Mam tylko nadzieje, ze lubisz
    jak Ci sie cos sni... Jezeli tak-wierz mi-doloze wszelkich staran, zeby jeszcze
    cos Ci sie przysnilo!

    Zycze Ci z calych sil szybkiego powrotu do Egiptu i podziwiania tego kraju z
    kosza balonu!

    Dziekuje, ze jestes i czytasz moje wspomnienia...

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • platynka.iw 27.10.05, 14:24
    BARDZO dziekuje!!! Dziekuje, ze jestes, ze chcesz to czytac i ze piszesz te
    slowa, ktore powoduja, ze znowu zasiadam przed komputer i przelewam kolejny
    dzien jaki przezylam w Egipcie na to forum...

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
  • ewucha6 27.10.05, 09:40
    Iwonka ! Piszę i ja - Wiesz już, że Jestem pod dużym wrażeniem Twoich opisów
    ale napiszę to raz jeszcze :-) Proszę pisz dalej, pisz bo dajesz mi mnóstwo
    radości z tych opisów, znów moge poczuć ten niesamowity klimat Egiptu znów
    czuję słodkawy smak Egipskiego powietrza znów czuję to ciepło ... i wiem, że
    kiedyś znów tam powrócę - z niecierpliwośćą czekam na dalsze opisy !!!
    Dziękuję ... i najcieplej pozdrawiam wszytkich EGIPTOMANIAKÓW :-)
  • platynka.iw 27.10.05, 14:08
    Wszystkie taksowki w Kairze sa takie same. Czarno biale, rozklekotane,
    rozpadające się, bez klimatyzacji za to z kolorowymi, puszystymi dywanikami na
    desce rozdzielczej ;-) i masa wiszących, dyndających pie..na wewnetrzynym
    lusterku. ;-)
    I kazda ma jakis feler np. do tej teksowi drzwi otwieraja się tylko od srodka
    (nie ma wogole klamek na zewnatrz!) … za to kazda ma glosny i super działający
    klakson! ;-)

    Wiec przeciskamy się przez zatloczone ulice Kairu. Powietrze, które wpada przez
    ulice jest ciezke i widac je golym okiem… jak u nas na Slasku ;-)

    Czuje się jak w reklamie Kit-Kat. Taksowka pedzi przez ulice Kairu, podskakuje
    i rzuca nami na wszystkie strony, z radia wydobywa się podkrecona na maksa
    arabska muzyka, której wtoruje spiew kierowcy. Za oknem upalne slonce, meczety,
    palmy… egzotyka. Staram się zrobic kilka zdjęć, ale strach przed rozbiciem
    aparatu jest silniejszy niż chec utrwalenia typowego osiedla arabskiego.

    Wiec jedziemy sobie w komfortowych warunkach ;-) kiedy nagle stajemy.
    Dowiadujemy się, ze nie przepchamy się do centrum ponieważ jest zakorkowane.
    Jest już godzina 15 i wiele instytucji, sklepow jest zamykanych-żeby wszyscy
    mogli zdążyć do domow na sniadanie ramadanowe. Kaze nam wysiąść i isc ta ulica
    przed siebie a po 5 minutach będziemy pod Al.-Azhar.
    Wysiąść?? Tu?? Przeciez nikt tu nigdy nie widział bialasa!!
    Nic to. Placimy i grzecznie wysiadamy. W tym momencie wszystkie oczy jakie
    znajduja się w obrebie kilku metrow-wbijaja się w nas a zycie na ulicy na
    chwile zatrzymuje się. Czuje się jak gwiazda Hollywood ;-) tylko purpurowego
    dywanu brak ;-) hihihihihi

    Ruszamy przed siebie i już wiemy gdzie jesteśmy. Jest to jedna z uliczek, na
    które rozciąga się ogromny suk Chan al-Chalili. Jest to ta z odnog, do której
    chyba turyści nie docieraja. Bo po pierwsze-nie ma tu nikogo tak bladego ;-)
    jak my. Po drugie-jest tu szaro, ponuro i bardzo biednie. Po trzecie-nie ma tu
    sklepow z pamiątkami.
    Za to mijamy np. piekarnie i wychodzącego z niej chłopaka, który na glowie
    niesie ogromna skrzynke a w niej ze 100 pachnacych pitt. Musial biedulek bardzo
    zglodniec przez caly dzien… ;-) Mijamy sklep w ktorym z wielkich worow wrecz
    wylewa się egipska bawelna. Jest fryzjer. Krawiec, który wprost na chodniku
    ustawil swoja maszyne i siedząc w kucki cos zszywa. Sa stoiska miesne na
    których wbite na hak wisza polowki krow. Widac upal, slonce które na nie swieci
    i latajace muchy tylko sprzyjaja dojrzewaniu miesa ;-) i wpływają na jego
    wykwintny smak ;-)
    Dookoła widac ogromna biede. Wielu bezdomnych okrytych a jakies lachy lezy
    wprost pod ścianami domow. Mijamy ludzi bez konczyc, kulejących, ze starymi,
    brudnymi bandazami na ciele. Większość jest wychudzona, z zapadniętymi
    policzkami i oczami bez wyrazu. Grzebia w gorach smieci. Lub bez celu
    przysiadaja wpatrzeni w nicość…Dzieci, chudziutkie, bose, ubrane w strzepki
    odzieży, z rozczochranymi wlosami beztrosko bawia się pośrodku ulicy. Zaczepnie
    uśmiechają się do nas… sa takie sliczne!
    Czuje się bardzo niezręcznie. Jak się mam zachowac? Nie chce patrzec na ich
    biede, żeby się nie czuli urazeni. Mam wrazenie, ze przebywając miedzy nimi
    obdzieramy ich z resztek godności. Wiem, ze patrzac na nas mysla sobie zapewne
    jedno-pieniadze. No, ale nie uzdrowimy swiata zostawiając tu cala zawartość
    naszego portfela… Rozdajemy dzieciakom Radzika słodycze i owoce, które mam w
    torbie i czujac ogromny niepokoj i współczucie w sercu idziemy dalej.
    A tam szewc siedzący przy gorze butow. Sklep z materiałami na metry… dookoła
    masa zakrytych kobiet i mężczyzn w galabijach.
    Wlasnie mijamy sklep z odzieza który spowodowal-ze stanęłam w miejscu.
    Niesamowite! Na wystawie wisza kurteczki z futerkiem, plaszcze z pikowana
    podpinka, puchowe kombinezony dzieciece. A obok-ocieplane półbuty, kozaki z
    wystającym futrem. SZOK! W Egipcie?? Takie rzeczy?? Ale to nie zart! Wlasnie
    dwie arabki przymierzaja maluchowi taki jednoczęściowy, gruby kombinezon. Na
    sam widok oblewa mnie gorac…

    I oto zaczyna się czesc handlowo-turystyczna. Wiec sa szisze, popiersia
    Nefretete, figurki bogow i faraonow, kolorowe przyprawy w workach, tony
    papirusow, kubki i talerze przedstawiające scenki z zycia starożytnych,
    piramidy, obeliski, koszulki z napisem Egipt… masa, masa roznosci! A wszystko
    kolorowe, błyszczące, pachnące, swiecace… zupełnie inne niż to co widzieliśmy
    przed chwila.

    Jeszcze kilka krokow i wychodzimy z bazaru, przechodzimy przez przejscie
    podziemne i wchodzimy na terez meczetu Al.-Azhar. Zabierając buty pod pache
    wchodzimy do srodka nie placac za wejście. I oto jesteśmy w świątyni zbudowanej
    w ok. 970 roku, która jest głównym ośrodkiem nauki teologii islamskiej, a
    jednocześnie najstarszym na świecie uniwersytetem z wydziałami medycyny, nauk
    ścisłych i języków. Siadamy na czerwonych dywanach i szeptem czytam chłopakom o
    meczecie. Radus podszedł do siedzących opodal dzieci arabskich i już-mimo
    barier językowych, kulturowych, wyznaniowych…-zaczeli się bawic w berka miedzy
    kolumnami.

    Zaczynam obserwowac otoczenie., ide się przejść po mięciutkim dywanie. W
    zasadzie (jak w większości meczetow) sa tu sami mężczyźni. Ucza sie modla lub
    po prostu odpoczywaja. Ten meczet jest zupełnie inny… ma nisko ulokowany sufit
    i jest podłużny. Z jednego konca trudno zauważyć drugi koniec.

    Mimo, iż mam dluga po kostki spódnice oraz chuste na ramionach i wlosach-
    wzbudzam zainteresowanie. Mężczyźni podnosza glowy, oderwuja się od swoich
    spraw, od zadumy, modlitwy… Czuje się niezręcznie. Nie chce być powodem takiej
    sytuacji.
    Wracam do moich facetow, którzy korzystając z chwili odpoczynku-wyleguja się
    pod jedna z marmurowych kolumn.

    Nagle słyszymy znajome nawoływanie muezina. W tym momencie podchodzi do mnie
    pan z Security i bardzo taktownie prosi mnie-zebym upuściła meczet, gdyz
    wlasnie zaczyna się msza, podczas której w tej sali nie mogą przebywac kobiety.
    Oczywiście od razu się zwijam i wychodze. Przechodze przez zalany słońcem,
    jasny dziedziniec i ubrawszy buty-zauwazam, ze nie ma chłopaków?? Gdziez oni
    się podziali??
    Sa!! Ida. Okazalo się, ze Pan który tak delikatnie mnie wyprosil-nalegal, by
    oni zostali. Posłuchali. Przyjrzeli się modlom…. Chciał ich nawrocic??
    Wychodzimy przez Brame Fryzjerow (gdzie golono studentom glowy) i zwolujemy
    krotka narade. Wiec tak… Zobaczyliśmy 6 meczetow, suk, Cytadele… Jest godzina
    16. Co robimy? Większość zabytkow już jest zamknieta. Decyzja-wracamy do hotelu
    na kolacje a po kolacji wracamy do centrum.

  • platynka.iw 27.10.05, 14:09
    Wchodzimy do czekającej ;-) już na nas taksowki i wracamy do hotelu (mijając po
    lewej cudne piramidy-ich widoku nigdy nie mam dosc!!)

    Po drodze widzimy końcówkę przygotowan do sniadania. No tak-zaraz będzie zachod
    słońca! Pod mostami, wiaduktami, wzdłuż chodnikow-stoja stoly, stolki a na nich
    już talerze i kubki plastikowe… te stoly ciągnął się metrami! Sa zlaczone i
    wyglada to tak-jakby mialo się tu odbyc jakies wesele! Nad stolami i na stolach
    masa lampeczek. To jest sniadanie przygotowane dla bezdomnych i mieszkańców.
    Razem zasiadaja do tych stolow, każdy przynosi co ma-i ciesząc się razem
    świętują, zajadaja, modla się.
    Jest bardzo kolorowo i az chce się do nich dołączyć!

    Jadac dalej po prawej mijamy kairskie zoo, a w nim-niemozliwe! Wielbłądy!
    Ihhihihihi


    I jesteśmy w hotelu. Ja postanawiam zostac w pokoju i poleżeć (dostalam okres i
    troche mnie brzuszek boli :-(. Zreszta nawet nie mialam ochoty isc poleżeć na
    lezak-wlasnie peklo mi plastikowe zapiecie od gory stroju, które było idealnie
    dopasowane i jak teraz się zwiazalam-to czujlam się jak w gorsecie bojac się
    wziasc głębszy oddech ;-)
    Chłopcy polecieli na basen a ja korzystam z chwili bycia sam na sam… Ach… te
    gładkie pościelone łóżeczko… lykam Nurofen i padam na nie z ksiazka „Podroz po
    egipcie faraonow”.
    Nie wiem. Już 5 razy przeczytałam od deski-do deski ta książkę a mimo to wciąż
    do niej wracam… Jest swietna!

    I znowu wszystkie kontakty zajęte. Ładowarki, ładowarki, ładowarki…

    Przed kolacja spotykamy się z Jarkiem i dowiadujemy się, ze Marcin zle się
    czuje…ze chyba to zemsta… Biedulek. Ustalamy, ze zostanie w pokoju a my w
    czworke pojedziemy zaraz po kolacji do centrum.
    Na kolacji zajadamy się z Radzikiem pysznymi bananami (mniejszymi i bardziej
    zielonymi niz nasze ale wg. mnie bardziej słodkimi) oraz przepysznymi, świeżymi
    figami. Smakuja jak nasze sliwki, choc sa bardziej słodkie…MNIAM! Będzie mi
    tego brakowac z Polsce.

    Już jest ciemno. W październiku o godzinie 18 już jest ciemno. Siedząc w busie
    wracamy na plac Tahihr. Stamtąd staramy się przedostac na ulice przy której
    stoi hotel Holton. Przebiega tam trzy pasmowa droga. Obserwujemy miejscowych,
    którzy ot tak-przebiegaja przez sam srodek jezdni. Hmm…pierwsza mysl-nie,
    zrobimy to inaczej. Ok. Rozgladamy się. Pasow-brak. Przejscia nad-lub
    podziemnego-brak. Świateł-brak. Hmmm… ok. Idziemy.
    Lapiemy się wszyscy za rece. Wiemy jedno. Tu nie ma chwili na wahanie się.
    Trzeba być zdecydowanym i pewnym każdego kroku. Ok. wbiegamy na jezdnie, za
    naszymi plecami z wrzaskiem klaksonow przejeżdżają auta, przed nami-to samo.
    Odruchowo podkulam palce od nog ;-) Przebiegamy przed maska jakiegos auta,
    które nawet nie ma zamiaru zwolnic! Jeszcze jedna jezdnia do pokonania. I
    stoimi zakleszczeni miedzy jadacymi za i przed nami autami a każdy ma dlon na
    klaksonie! Nie wiem dlaczego ale strasznie mnie ta sytuacja rozbawila…zaczynam
    się smiac. Na Rzesia „TERAZ!!” biegiem puszczamy się przed siebie, by w
    ostatniej chwili wpaść na chodnik. Jakies pol metra za nami z głośnym
    trabieniem przejechal autobus.
    I siedzimy na chodniku, zmeczeni…zziajani…zaśmiewając się do bolu. No tak.
    Adrenalina wywoluje skrajne reakcje organizmu… ;-) hihihihihi

    Wpadamy na glowny deptak przy Nilu i idziemy w strone „mostu zakochanych” Przy
    deptaku masa statkow i stateczkow, każdy kolorowy oświetlony, z każdego
    wydobywa się glosna arabska muzyka i cudne zapachy! Tu pachnie pieknie
    przyprawione miesko, tu unosi się slodki zapach papryki, tam wraz z dymem
    dostaje się do naszych noskow przyjemny zapach jabłkowego tytoniu z sziszy… i
    ta muzyka. Biodra same się ruszaja!
    Przy deptaku i na moscie-masa młodzieży. Jakze nowoczesny to jest widok!
    Dziewczyny w jeansach i jaskrawych bluzeczkach-lecz nadal z zakrytymi tiulami
    wlosami, zazwyczaj w tym samym odcieniu co bluzka lub spodnie. Nie widziałam
    zadnej w mini czy krotkich spodenkach a szkoda- bo sa to zazwyczaj bardzo
    smukle i zgrabne dziewczyny.

    Natomiast jeżeli chodzi o arabskich chłopców/mezczyzn…. Jestem 4 raz w kraju
    arabskim i znowu zachodze w glowe-co dziewczyny w nich widza?? Jak może się
    podobac facet, który srednio ma 1,60 wzrostu ;-) Fakt. Maja ladne czarne wlosy,
    sliczna oprawe oczu, ciemna karnacje która może pociągać, ale… jak gdybym miala
    zyc ze świadomością, ze przede mna miał 50 turystek a po mnie kolejne 50… to
    chyba bym czula do siebie lekki niesmak ;-) No i te ich czule słówka. Jak to
    jest możliwe, ze facet zna laske 3 dni i już jej mowi, ze ja kocha, ze jest
    wspaniala i wyjatkowa-przeciez nie zdążył jej poznac! No tak. Ale 7/14 dni
    turnusu zmusza do pospiechu ;-)

    O już skrecamy w prawo i wchodzimy na „most zakochanych” który prowadzi nas
    przez Nil na wyspe Zamalek. Na moscie-strasznie romantycznie (mimo
    przebiegającej obok 4 pasmowej, roztrabionej ulicy ;-)
    Wszedzie stoja wtuleni, zapatrzeni w siebie zakochani… chłopcy z dziewczynami…
    chłopcy z chłopcami ;-)

    Pod nami ciemny Nil. Zatrzymuje się i patrze w dol na przeplywajaca wode… Na
    pewno „ten kawalek wody” był jeszcze kilkadziesiąt godzin temu w Jeziorze
    Nasera i przepływał obok potężnego Abu Simbel… potem spojrzał na swiatynie
    Kalabsza i spadl w dol z Wielkiej Tamy Asuańskiej. Minal wyspe File ze
    swiatynia Izydy, Elefantyne. Plynac dalej po prawej minal przegladajaca się w
    jego lustrze Swiatynie w Kom Ombo a po lewej w Edfu. Dalej po prawej zostawil
    swiatynie Luksorska, Karnak a po lewej-niezliczona ilość cudow na zachodnim
    brzegu. Nastapnie wil się przez srodkiwy Egipt… po lewej Dandera, Abydos po
    prawej El-Amarna… mijaly godziny… slonce zmienialo pozycje na niebie… I znowu
    po lewej Daszur, Sakkara, Memfis, Giza… teraz nastal czas rozpłynięcia się i
    utworzenia delty… teraz wlasnie przepływa pod nami, by za kilka godzin w
    Aleksandrii utonąć w wodach Morza Śródziemnego…

    Czas goni. Trzeba isc. Radus z Rzesiem i Jarkiem licza przejeżdżające auta a ja
    zegnam się z „moim kawałkiem wody”, który przyniosl mi mile wspomnienia i
    zbudzil narastajaca już tęsknotę na Nubijczykami, Luksorem, Asuanem… Jakze
    kocham tych ludzi, te miejsca!

    Pieknie oświetlony most zwieńczony jest dwoma potężnymi, kamiennymi lwami
    siedzącymi po obu stronach. Wow! Przeciez znam ten widok! Tylko skad?? Mysl
    Iwonka, mysl… Mam! No tak. Odkad tu jesteśmy w telewizji egipskiej ciagle jest
    nadawany teledysk, w którym Egipcjanin spiewa, tanczy i przytula dziewczyne-
    wlasnie na tym moscie, przy tych lwach! Wow! I ja jestem w tym miejscu. Czuje
    się jak swiatowa dziewucha ;-)

    Skrecamy w prawo i-co to za miejsce? Czyste, pelne zieleni, wypielęgnowane. No
    tak. To już Zamalek. Dzielnica ambasad i bogaczy. Idziemy po lewej zostawiajac
    dom nauczyciela i dwie przecznice dalej skrecamy w lewo a tam-ogromna, wieksza
    od największej z piramid (wysoka na 187 metrow, wiec przewyzsza Cheopsa o 43
    metry) Wieza Kairska ( po arab. al bordż al kahira) Wspaniale oswietlona,
    ozdobiona w kwiaty lotosu. Jest naprawde wysoka!

    W kasie, znajdującej się po prawej stronie, kupujemy bilety. No, nie sa tanie.
    Za sam wjazd na gore trzeba zapłacić 60le od osoby, za wniesienie kamery 20 le.
    Aparat można wnieść za darmo. Po schodach wchodzimy do srodka i jedziemy z
    przemiłym windziarzem ;-) na gore. Pan podczas tej kilkusekundowej przejażdżki
    zdążył już zrobic przez kom Radkowi kilka zdjęć ;-) po czym wysiadamy. Musimy
    jeszcze wijącymi się, obskurnymi schodami pokonac kilka metrow i-już jesteśmy
    na gorze. Pierwsze wrazenie-ale wieje! Naprawde-wieje strasznie! Kolejna
    mysl „ja pierdziel!Jak tu wysoko! Jak przepieknie!!!”

    Miejsca na gorze je
  • platynka.iw 27.10.05, 14:12
    Miejsca na gorze jest niewiele. W zasadzie jest to taki balkonik szeroki na
    metr biegnący wokół czubka wiezy, który można okrazyc w 2 sekundy. Robimy
    zdjęcia, krecimy na kamere… Co i rusz ktos z nas krzyczy „o, tu byliśmy przed
    chwila!” „o, a tutaj jechaliśmy!”
    Widok jest naprawde powalający. Kair mieni się wszystkimi kolorami. Tu neony,
    tu swiatla… wysokie hotele i wiezowce. W dole Nil, oświetlone statki i „mój
    kawalek wody”. Pieknie oświetlone mosty, boiska, baseny, restauracje… Wijace
    się w zolto-czerwonych światłach drogi. Niestety. Jest kiepska widoczność i nie
    widac oddalonych o zaledwie 15km piramid. A tak liczyłam, ze zobacze stad jak
    sa podświetlone podczas przedstawienia „światło i dźwięk”
    Podobno w dzien tez je trudno wypatrzyc ze względu na zalegajacy nizej smog.

    Radus biega w kolo dajac się głaskać, przytulac i pozujac do zdjęć znajdującym
    się na gorze Egipcjanom ;-) Tez staram się mu zrobic zdjecie. Ponieważ chce, by
    swiatla Kairu ladnie wyszly-musze dac najmniejsze-ale jednak dłuższe
    naświetlanie co przy intensywnym tempie bycia Mojego Szczęścia nie jest latwe.
    W koncu po wielu namowach udaje mi się go namowic na trzy sekundy bezruchu co
    jest nielaba osiągnięciem ;-) Zdjecie wychodzi cudnie i oboje jesteśmy
    zadowoleni. Ja ze zdjęcia. Radus, ze znowu może robic za showmana ;-)

    Po ok. 20 minutach-zaczynam czuc, ze jest mi już naprawde zimno. Czekam na
    chłopaków w korytarzu i po chwili, mijając znajdujaca się troszke nizej
    restauracje, zjeżdżamy w dol. Pan nabral odwagi i teraz kucając obok Radzika
    cyka sobie z nim zdjęcia. A ja patrze i nie mogę się nadziwic, jak moje dziecie
    pozując-szczerzy zabki w sztucznie wyćwiczonym uśmiechu…

    Na dole postanawiamy wziasc taksowke i wrócić do Centrum. Tam wysiadamy i
    idziemy-przed siebie. Chcemy kupic wode i zatopic się w miasto. Przebiegamy
    przez czteropasmowke czujac, ze za naszymi plecami, gapiacy się na nas
    miejscowi, otwieraja zaklady „przejda?? Nie przejda??” ;-) heheheheheh
    Przeszliśmy. Już mamy wprawe ;-)

    Wchodzimy w jeden zaułek…potem drugi-już kompletnie nie oświetlony i-oto
    znajdujemy się w innym swiecie! Jakbyśmy przeskoczyli z jednych kart ksiazki w
    inne. Otorz przed nami ulica. Obskurna, z połamanymi plytami chodnikowymi. Po
    obu stronach obdrapane kamienice. Przed domami biegające dzieci, grajacy w
    przerozne gry mężczyźni. Knajpki-a w nich miejscowi faceci siedzący przy
    sziszach i pijacy kawe, herbate… Zero kobiet. Zero turystow.

    Chłopcy z okrzykiem „och! ach!” zatrzymuja się przy stojacym na ceglach jakims
    aucie… jak dla mnie to auto wyglada na jakies z filmow z lat 20, 30. Trzech
    bezzębnych facetow grzebie przy nim i na widok euforii moich trzech panow-az
    rosna z dumy! A ci oglądają lakier, aluminiowe spojlery i co tam jeszcze…
    Zegnamy ich z uśmiechem i idziemy dalej. I nagle nachodzi mnie zachciewajka-sok
    z limonek! Chce się napic zimnego, swiezego soku z limonek! Pytamy co krok o
    sok- ale tu nikt nie zna angielskiego!!!! Mamo!!!!!!! Przeciez jesteśmy w
    centrum Kairu!!!!!!!!!!!!!!

    Subtelnie zagladamy w nisko położone, szeroko otwarte okna, których nie
    zakrywaja żadne firany. A tam, w każdym mieszkaniu-wyposazenie standardowe. Na
    pierwszym planie-telewizor. Zaraz obok na scianie wiszaca jakas zaslonka czy
    makieta a na niej-zdjecie Mubaraka, wersety z Koranu, zdjęcia bliskich. Obok
    jakas szafa, jakies lozko…i koniec. Brudne sciany, gole podlogi.

    Idac wzbudzamy wielkie zainteresowanie. Ludzie Ci sa strasznie pozytywnie do
    nas nastawieni, strasznie mili. Uśmiechają się, machaja do nas, gestem
    zapraszaja, by usiąść obok nich. Wszędobylskie dzieci chwytaja nas za rece,
    głaszczą nas po bladych dloniach, uśmiechają się… Radus idzie z przodu i
    papieskim gestem pozdrawia wszystkich ;-)
    Ja się ciesze, ze znowu ubrałam dluga spodnice i bluzke zakrywajaca ramiona…
    Chyba bym umarla z nietaktu gdybym tu szla ubrana na krotko!

    Nagle się zatrzymuje i mowie „widzicie?? Ten facet w rogu pije sok z limonek!!”
    Hura! Jesteśmy w domu ;-) Wchodzimy i w knajpce zalega na kilka sekund cisza.
    Mówiąc Marhaba uśmiechamy się i wchodzimy do srodka slabo oświetlonego
    pomieszczenia. Tam-telewizor w którym wlasnie leci jakis mecz. Obskurna,
    klejaca się lada. Zamiast podlogi starta już wylewka. Szare sciany. Kilka
    przypadkowych stolikow i krzesel i każdy „z innej parafi” Oczywiście nikt tu
    nie zna angielskiego. Wiec dogadujemy się za pomoca międzynarodowego jezyka ;-)
    Pokazujemy na szklanke z napojem, nastepnie pokazujemy na palcach, ze chcemy
    dwa i widzac, ze „barman” załapał o co nam chodzi-zadowoleni siadamy za
    stolem, uważając, by się do niego nie przykleic. W miedzy czasie większość już
    się przyzyczaila do naszego widoku i już zdazyli zamknąć otwarte z wrazenia
    buzie ;-)


    Jednak (chyba) nie dokonca jesteśmy, a raczej-ja jestem tu widziana. Jakis
    starszy człowiek w rogu, z grozna mina wymachuje dlonia w moim kierunku i cos
    mamrocze… Czuje niepokoj. Nie chciałam nikogo urazic, Nie chciałam naruszyc
    zadnych zasad… Mam nadzieje, ze nie jest zły a może w ogole to mnie się zdaje,
    ze to jest do mnie, i ze on jest zdenerwowany?? Może tylko patrzy na mnie a
    opowiada koledze o denerwującym go wyniku meczu??
    Uspokajam się. W myslach upewniam się, ze mam wbity w telefon numer policji
    turystycznej 126… tak. Na wszelki wypadek.

    Zerkam w strone barmana i… zatyka mnie. Bo oto jak jest robiony nasz sok z
    limonek?? Mianowicie pan z zardzewiałego, polaczonego ze sciana jakims
    szaroburym, gumowym wezem kranu, nalal do miksera wode. Zwykla kranowe!
    Nastepnie zabral, jeszcze przed chwila drapiaca się po glowie reka, lezace na
    papierze, na podłodze 4 limonki. Brudnym, ułamanym nozem przekroil je i-takie
    niemyte, ze skora-wrzucil do miksera. Nastepnie nabral ze stojacego w kacie
    wora garść cukru i-dodal do reszty. Wlaczyl mikser i czeka…
    Oniemiałam. Chłopców wmurowalo. Na sam widok już czuje jak mnie bierze zemsta
    faraona a co będzie dalej?? Już to widze… szpital, kroplowka… przeszczep
    żołądka?? ;-) ehheeheh

    Ale oto jesteśmy wolani do stolika obok. Tam faceci Graja w domino…ale jakies
    inne niż my. Sledzimy z zaciekawieniem ich gre i odwzajemniemy ich mile
    uśmiechy. Po polsku doradzamy im jak maja grac a oni po arabsku nam
    odpowiadaja… Nic to. Wazne, ze kazda ze stron się umiecha ;-)

    I oto jest. Zimny sok ze swiezych limonek. Jarek i Radus nie pija. Na szklance
    widac jeszcze jakis osad, wyglada jak po kawie… nic to. Czymże jest ten osad do
    kranowy i limonek prosto z podlogi?? Barman dumnie czeka na nasza reakcje,
    reszta sali także nas obserwuje… Pijemy. Przykładam szklanke do ust, przechylam
    wypijam lyk i…. JESTEM W NIEBIE!! Patrze na Rzesia i wiem-ze mysli to samo!
    Zreszta już prawie pusta szklanka mowi sama za siebie 
    To najpyszniejszy sok z limonek jaki pilam w zyciu! Rewelacyjny! Wyśmienity!
    Idealnie dobrane składniki! Po prostu-delicja! P_Y_C_H_O_T_K_A!!!!!!!!
    Nie staramy się z Rzesiem ukryc zachwytu. Barman jest strasznie dumny, z
    zadowoleniem rozglada się po kolegach.
    A ja na wspomnienie w jakich warunkach i jak to robil, tak sobie mysle „nawet
    jakbym miala to przypłacić zyciem-to warto” ;-)

    Odkladamy puste szklanki, oblizujemy się i pytamy miedzynarodowym jezykiem ;-)
    (palec na szklanki i portfel ;-) ile placimy. Pan nam pisze na kartce 2le.
    Nieeee… to chyba pomylka. Przeciez w Asuanie czy Luksorze płaciliśmy najmniej
    10 le. A srednio to było od 13-17 le za szklaneczke. A tu-Kair, stolica i 2le??
    Pan chyba nie rozumie naszego ogromnego zdziwienia bo proponuje, ze zejdzie na
    1,5le ;-)

    Zostawiamy mu 5le mówiąc „szukran” i &#
  • platynka.iw 27.10.05, 14:13
    Zostawiamy mu 5le mówiąc „szukran” i „ma salema” wśród krzykow, usmiechow i
    machania wychodzimy na ulice. Idziemy dalej i chłoniemy atmosfere tego miejsca…
    Prawdziwa i naturalna. Nie ta spreparowana pod turystow. Naprawde bardzo
    przyjemnie się tu spaceruje. Ciagle jesteśmy otoczeni gromadka dzieci, ciagle
    ktos nam macha, zaprasza do stolika… Rzes prawie nie odbyl pojedynku z mistrzem
    dzielnicy w gre Backgammon. Rzes namiętnie w nia gra w telefonie. On z kolega
    grali w to na chodniku. I jak Rzes pokazal mistrzowi ta gre w telefonie-to ten
    nie chciał go puścić, tylko chciał się sprawdzic! Balismy się jakby zareagowal
    na ewentualna przegrana ;-) wiec podziękowaliśmy i poszliśmy dalej…

    Nie chce się opuszczac tego prawdziwego swiata… zdajemy sobie sprawe, ze noc
    przykryla nedze… ze tak naprawde-nie jest tu rozowo, ale mimo wszystkobaaardzo
    nam się tu podoba.

    Z zalem opuszczamy to ukryte miasto w miescie i udajemy się na parking, gdzie
    już czeka na nas busik z Oasis. Jeszcze przebiegniecie przez czteropasmowke (co
    to dla nas?? ;-) i po chwili mkniemy do hotelu… a tam. Prysznic, pizamka i
    sen…
    To był kolejny wspanialy dzien. Przykrywam już rozkopanego Radzika, wtulam się
    w Rzesia i przypominając sobie w myslach przepis na sok z limonek ;-) zasypiam…


    Iwonka
  • ewucha6 27.10.05, 16:02
    czad po prostu czad !!! ... hmmm ... ale czy ja bym się odważyła napić takiego
    soku tzn. tak przyrządzonego ??? :-) hmmm sama nie wiem ale jeśli tak, to chyba
    byłoby to dla mnie nie lada wyzwanie :-) podziwiam !
  • platynka.iw 27.10.05, 14:34
    hej Ewcia!

    BARDZO Ci dziekuje Sloneczko!
    Te slowa sa dla mnie bardzo wazne... i przyznam-wzruszyly mnie.

    SZYBKIEGO POWROPTU DO EGIPTU ZYCZE TOBIE I TWOIM CHLOPAKOM!!
    Caluj ich prosze! A najmocniej Szymka :-*

    Buziaki, Iwonka
  • platynka.iw 27.10.05, 21:46
    Zmeczona po pelnym dniu wrażeń i na lekach przeciwbolowych-nie mam pojecia
    kiedy zasnęłam. Ale spalam dobrze i wlasnie wstalam mega wypoczeta! Jak zwykle
    rano-zrobilismy kupe na Rzesia ;-) (Ja i Radus wskakujemy na niego, żeby go jak
    najmocniej i najgłębiej wcisnąć w lozko ;-) On nas zrzuca, my znowu się
    wspinamy, gramolimy… ;-) Smiechom nie ma konca.

    Dzis musimy się spieszyc, ponieważ jest to dzien naszego wyjazdu z Kairu. Wiec
    wygoniłam chłopaków by już się myli a sama zabrałam się za pakowanie. Rzes cos
    narzeka na żołądek… Ja wierze, ze skoro podczas pierwszego pobytu w Egipcie
    mielismy lekka „zemste faraona” i jesteśmy w Egipcie trzeci raz-to organizm już
    się troche przyzwyczail tej flory, pamieta zemste wiec… nie powinniśmy
    chorowac.

    Wystawilam spakowane walizki na zewnatrz i sama pobieglam się oporządzić.
    Jeszcze spakowanie bagażu podręcznego… i wychodzimy na sniadanie. Zegnamy się z
    naszym przytulnym pokoikiem, bo już do niego nie wrocimy (a przynajmniej w tym
    roku ;-)

    Po sniadaniu sprawdzamy czy nasze bagaze sa zaladowane i lokujac się na
    siedzeniach w autokarze jedziemy, znana nam już droga  do centrum Kairu.
    Muzeum Egipskie… jakze inaczej wyglada niż wczoraj wieczorem! Gdy
    przechodziliśmy o zmierzchu obok tego jakze charakterystycznego budynku-nikogo
    tam nie było (poza policja) Cisza… zero turystow. Lampy oświetlające ten
    czerwonoblady budynek z 1902 roku tworzyly wspanialy widok! A przed muzeum-
    papirusy i lotos… I tak sobie szliśmy a ja myślałam, ze tam-jest teraz zupełnie
    ciemno i masa starożytnych wspaniałości… mumie, urny Konopskie, rzeczy
    znalezione w grobowcach… chyba nie chciałabym się tam teraz znaleźć sam na sam
    z nimi wszystkimi… głupi i niewytłumaczalny lek :-/

    O oto wysiadamy przed muzeum-teraz kolorowe, jaskrawe i glosne od turystow.
    Ulica przed muzeum jest zupełnie wylaczona z ruchu miejskiego. Nawet w nocy-
    nikt nie może bez pozwolenia przejść czy przejechac przed głównym wejściem.
    Niestety nadal jest utrzymany zakaz wnoszenia kamer i aparatow do srodka
    gmachu, wiec lepiej je zostawic w autokarze-niż w przechowywalni, gdzie nie
    dostaje się zadnego kwitka czy potwierdzenia. I jest ryzyko.

    Rzes wspomniał, ze nadal cos go żołądek boli… Postanowiliśmy, ze nie będziemy
    czekac czy dostanie zemste czy nie… ani nie będziemy się bawic w delikatne
    Antinale tylko od razu zadziałamy czymc mocnym. W koncu czeka nas jazda pod
    Gore Swiętej Katarzyny! Musimy się zatrzymac w jakiejs aptece…

    Wchodzimy do srodka i zaczynamy zwiedzanie… (wstep kosztuje 40le)
    Zdajemy sobie sprawe, ze nie jest możliwe zobaczenie wszystkiego. Za każdym
    razem zwiedzamy inna czesc muzeum-a jeszcze nie widzieliśmy nawet 20%!!
    Przyznam… ze nie przepadam za muzeami. I pozwole sobie tu przytoczyc fragment
    slow Christiana Jacqa, który opisal muzeum tak-jak ja to czuje.
    Cyt.:” … kazde muzeum jest, juz z alozenia, miejscem zastygłym, bezdusznym i
    martwym. Wystawiane tam zabytki znajduja się w zupełnie obcym „środowisku”,
    przewaznie daleko od miejsca, z którego pochodza, i rzadko towarzysza im-jakze
    przeciez zwiedzającym potrzebne-informacje na temat okoliczności i miejsca ich
    znalezienia, kontekstu archeologicznego i datowania, nie mówiąc już o
    kompletnym opisie i tłumaczeniu ewentualnie wystepujacych na nich tekstow. W
    przeciwieństwie do terenu otwartego, gdzie można wędrować godzinami, nie
    odczuwając najmniejszego znuzenia, sale muzealne-rzadko wyposażone w jakies
    laweczki-szybko mecza nie tylko nogi. Uwaga sama ulega dekoncentracji, a
    zageszczenie wystawionych arcydziel-nieprzeznaczonych wcale do takiego
    oglądania-wprost przytlacza zwiedzającego”
    Podpisuje się pod tym obiema rekami! W tym muzeum jest masa rzeczy, ktor
    powinny stac na swoich pierwotnych miejscach! Jak chocby ogromne posagi,
    popiersia czy podloga z Tell el-Amarny.

    Jednak zabieramy się za zwiedzanie. Pierwsza sala i-moje dziecie mnie
    zaskakuje! Ja myślałam, ze jak ja mu cos nieraz pokazuje… albo jak mu opowiadam
    co znajduje się na reliefach czy posagach-to on tego nie rozumie… a jednak!
    wlasnie stoimy przed posagiem a moje dziecie zgodnie z prawda! mowi „mamuniu.
    To jest Bog Horus a przed nim siedzi faraon… jest maly, bo jest galaskiem, ma
    loczek i ssie paluszek. A jest taki maly nie tylko dlatego, bo jest dzidziusiem-
    tylko dlatego, ze Bog zawsze jest przedstawiany jako wiekszy, bo się tym
    faraonem opiekuje, prawda?”
    Zaniemówiłam…
    Idziemy dalej. Kolejny posag. Patrze na Radzika, który w skupieniu się
    przyglada i mowi „Mamuniu. A to jest Bogini Izyda, prawda? Bo ma rogi jak
    krowka i miedzy nimi sloneczko”
    Ludzie… trzymajcie mnie! Naprawde-jestem totalnie zdumiona!
    Kolejny posag. Ja już się nie odzywam tylko patrze na Radzika, który
    stwierdza „ mamuniu. A tu jest Bog Horus i Bog Set, prawda? I oni takimi
    sznurkami wiaza kwiatuszek lotosu i papirus, bo ta oznacza ze dwie polowki
    Egiptu się maja połączyć, tak??”
    Ludzie… ja tam bylam-a mimo to niedowierzałam!

    Czas na odpoczynek. Przysiadamy na jednej z niewielu laweczek i postanawiam
    sprawdzic, co jeszcze wie moje dziecko.
    Ja-„W jakim kraju jesteśmy?”
    Radus-„No mamuniu… przeciez w Egipcie, to nie wiesz??” ( tu smiech Rzesia ;-)
    Ja-„A jak się nazywa stolica Egiptu??”
    Radus-„no, Kair przeciez”
    Ja-„A czy jest tu jakas rzeka??”
    Radus-„Tak. Przeciez płynęliśmy po niej. Ma na imie Nil”
    Ja-„Jak się nazywal krol Egiptu??”
    Radus-„Faraon”
    Ja-„a jakich Bogow Egiptu znasz??”
    Radus-„ Zlego Seta, który zabil swojego brata Ozyrysa. I potem z nim walczyl
    synek Ozyrysa, który tez był Bogiem i miał na imie Horus. Ale on był dobrym
    Bogiem, mimo iż się bil, a przeciez nie wolno się bic, prawda? [teraz to ja
    zaczelam się smiac ;-) Przeciez opowiadałam mu ten mit przed swiatynia w Edfu!
    A wydawalo mi się, ze nie slucha…]
    I ten Horus jest przedstawiany jako ptak, taki sokol. [ja już mialam dosc-ale
    moje dziecko nie!] I znam jeszcze ta Izyde co ma rogi jak krowka i miedzy nimi
    sloneczko.”
    Oniemiałam… Duma mnie rozrywala, bo przeciez który pięciolatek wie tyle o
    Egipcie??!!??!??!! Mam nadzieje, ze zalapie bakcyla i pokocha Egipt tak jak ja…
    Nie wytrzymałam i dorwalam się do niego obsupujac go calusami i mocno
    przytulając….

    Wypiliśmy wode i poszliśmy zwiedzac pozostałości z Tell El-Amarny. Potem do
    sali z bogactwami pochodzącymi z grobu Tutenchamona (uwielbiam patrzec na
    zawieszone na ścianach zdjęcia zrobione podczas opróżniania grobu przez Howarda
    Cartera) Nastepnie sala z mumiami zwierzat, gdzie Radus się zachwycal ogromnym
    krokodylem. I tak od sali do sali-zeszlo nam ponad 2h i przyszedl czas wyjscia.
    Nie zdążyliśmy wspomniec kierowcy o aptece, ponieważ już 4 osoby zgłosiły
    podobny problem. Wiec jedziemy ulicami Kairu i pomalu zegnamy się z tym pelnym
    kontrastow miastem. Wszyscy z przyklejonymi do szyby nosami-jedny lapia
    ostatnie widoki Kairu, drudzy-szukaja w tle piramid, trzeci-apteki ;-)
    hihihihihi
    Jest. Wypadamy w szesc osob i ja od progu krzycze „Intetrix! Intetrix!”
    Jest to wspanialy lek na zemste. Jest to antybiotyk, który dziala dosłownie od
    razu! W opakowaniu jest 20 tabletek, cena 12le. Kapsułki dwu kolorowe. Lyka się
    jedna tabletke a druga po 12h. I zazwyczaj na tym się kuracja konczy. No,
    jeżeli jest potrzeba-to po kolejnych 12h lyka się nastepna tabletke.
    Pan nam podal opakowanie, które w wielkim pospiechu od razu zostalo otworzone i
    rozdzielone na miejscu miedzy potrzebujących ;-) pan nawet nam przyniosl wode z
    zaplecza! Było pelno zamieszania i smiechu… na koniec aptekarz s
  • platynka.iw 27.10.05, 21:47
    Było pelno zamieszania i smiechu… na koniec aptekarz stwierdzil „Wy, Polacy
    jesteście bardzo zabawnym narodem” ;-)

    Wiec jedziemy w kierunku półwyspu Synaj. Robi się sennie, leniwie… Jest duzo
    miejsc, wiec wyganiam Rzesia na siedzenie za nami, żeby się przespal. Radusiowi
    wlaczam bajeczke, żeby sobie oglądał i przytulam go mocno…wspominam
    jego „wystep” w muzeum… tak strasznie mnie zaskoczyl, zaimponowal!
    Niespodziewalam się…

    Droga się ciagnie. Nawet nie wiem kiedy przysnęłam. Teraz się obudziłam bo mamy
    postoj na jakas kawe, herbate czy siku. Za chwile wjedziemy w Kanal Sueski i
    będziemy już na Synaju. Troche się gonimy by rozprostowac kosci i po 10
    minutach jedziemy dalej.

    Kanal Sueski. Jak dla mnie-nic szczególnego. Nie znam się na tym. Fakt-sama
    mysl, ze nad nami sa niewyobrażalne ilości wody i przepływają statki-robi
    wrazenie, ale sam tunel…Jak się jedzie w Dolomity na narty-tam dopiero sa
    tunele, które się ciągnął nieraz kilometrami i sa przewiercone przez srodki gor.

    Wyciągam jakies buleczki, owoce… czas się czyms posilic. Robi się pomalu
    zmierzch. Jedziemy od dłuższego czasu droga wijaca się wśród wspaniałych,
    kolorowych, kamienistych gor Synaj. Mijamy oazy beduinow… i znowu pustka. Ok.
    18 jest już prawie ciemno. Nasz przewodnik Arab, policjant turystyczny i
    kierowca-wyjmuja jedzonko i zaczynaja sniadanie ramadanowe. Jeszcze godzina,
    dwie i będziemy na miejscu.
    Jest już zupełnie ciemno. Chudziutki księżyc daje niewiele swiatla. Zapadaja
    prawdziwe egipskie ciemności… nie widac nic! Tylko co jakis czas gdzies w
    oddali pali się jakies światełko-to miejsca, gdzie swoje domy, namioty maja
    Beduini…
    Mysle sobie „niesamowite tak mieszkac! Bez apteki, sklepu… Na takim odludziu…”

    I oto wjeżdżamy w Park Narodowy Egiptu. Kupujemy bilety w cenie 3$ od osoby.
    Okazuje się, ze pod Klasztorem Sw. Katarzyny sa tylko cztery hotele-i wszystkie
    3***.
    Nam przypadl na ta jedna jedyna noc hotel bez nazwy ;-) Znaczy się-nigdzie nie
    było napisane jak się ten hotel nazywa… na moja prosbe w recepcji o jakis
    folder tego hotelu-pan odpowiedział, ze nie ma ;-)

    Wiec odbieramy klucze od pokoju i leciemy na kolacje… Fuj… Dobrze, ze mialam
    kanapki z rana. Jedzenie zimne, niedoprawione…jedna wielka mamalyga. Sam hotel
    (mimo iż obiecałam sobie iż nie będę tu pisac o hotelach) jeden wielki syf,
    śmietnik i porazka!

    Po kolacji jedziemy jeszcze do sklepu. Kupujemy zapas wody i napoi kolorowych,
    jakies słodycze i wracamy.

    Lecimy do pokoju. Jest już 20:00 a my o 02:15 wstajemy by wejsc na Gore
    Mojżesza. Szybka kapiel w zimnej wodzie i wskok do brudnej poscieli (bleeeeeee)
    Boje się, ze zlapiemy gangrene ;-)
    Nastawianie budzenia na 2:15 i walka z organizmem, by jak najszybciej zasnął…
    Lezymy, lezymy a sen nie przychodzi…

    Iwonka
  • Gość: alku IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 28.10.05, 08:41
    Iwonka pisz dalej, bylam w tym roku w Egipcie po raz pierwszy nie zachwycił
    mnie tak jak ciebie ale po lekturze trwoich zapisków mam nawet ochote tam
    wrócić.
    Jak czytam to co napisałaś to czas zatrzymuje suie w miejscu siedzę w pracy nic
    mnie nie interesuje tylko to co piszesz.
    Mam pytanko jakim cudem zapamiętałaś wszystko co robiliście każdego dnia?
    Prowadziłaś jakiś dziennik!! I jeszcze chetnie zobaczyłabym kilka waszych zdjeć
    z podróży bo strasznie jestem ciekawa jak wygladacie.
    Pozdrawiam i czekam na jeszcze
  • platynka.iw 28.10.05, 12:53
    >Iwonka pisz dalej, bylam w tym roku w Egipcie po raz pierwszy nie zachwycił
    > mnie tak jak ciebie ale po lekturze trwoich zapisków mam nawet ochote tam
    > wrócić.

    >jak czytam to co napisałaś to czas zatrzymuje suie w miejscu siedzę w pracy nic
    > mnie nie interesuje tylko to co piszesz

    Dobrze, ze nie widzisz jak sie w tym momecie czerwienie i plone...
    dziekuje!!!!! Dziekuje bardzo!!!!!!!!!!!!!

    To jest tak. Nie notowalam wspomnien. Tylko zapisywalam hasla, godziny, daty,
    ceny,... Kazdy dzien pamietam, poniewaz kazdy dzien bardzo mocno na mnie
    oddzialywal! To byly wspaniale wakacje!

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
    GG1070925


  • anuulka 28.10.05, 10:25
    Bardzo przyjemnie spedzam czas... w pracy... na czytaniu Twoich wspomnien z
    Egiptu :) Mam nadzieje ze mnie nie przylapia i nie zwolnia hehehe ;) Z
    niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy. Moje uznanie za wspaniala pamiec i
    umiejetnosc przelania tego na "papier" w sposob taki ze wszyscy nie moga
    doczekac sie dalszego ciagu.. zazdroszcze :)
    Dzieki Tobie czuje caly czas atmosfere Egiptu pod skora mimo ze od powrotu z
    mojego drugiego pobytu minal juz ponad miesiac.. Teraz odliczam dni do
    kolejnego wyjazdu za 2 miesiace..
    Tak jak wszyscy czekam na szybki ciag dalszy i mam nadzieje ze bedziemy mogli
    podziwiac rowniez Wasze zdjecia.!
    POzdrowienia dla calej Waszej gromadki :)
  • mrowka69 28.10.05, 10:41
    ja myślę że Iwonka powinna zacząć spisywać ksiąkę i po kilku wyprawach będzie
    to rzecz nieoceniona dla podrózników. naprawde tak myslę, przyjemne z
    pozytecznym Iwonko, trzymaj się ciepło i czekam na ciąg dalszy, pzdr
  • platynka.iw 28.10.05, 12:14
    I znowu znajome „Ti, Ti, ti, Ti… Ti, Ti, Ti, Ti…” Nieprzytomna patrze na
    telefon. Jest 02:15.
    Mysle sobie “poleze sobie jeszcze... poczekam az zadzwonia z recepcji” Leze,
    leze… a tu nic. O 2:20 budze chłopców. Ubieramy dzien wczesniej przygotowane
    ciuchy (adidasy, lekkie spodnie, bluzeczki z krotkim rekawem i bluzy) Zabieramy
    spakowana poprzedniego dnia torbe i wychodzimy… Przy recepcji czeka na nas
    letnia :-/ kawa i herbata. Wypijamy po lyku. Pytam w recepcji, dlaczego nas nie
    obudzono? Pan zdziwiony stwierdza, ze dzwonili do nas, ale nie odbieraliśmy
    telefonu… hmmm… ciekawe.
    Wychodzimy. Przy autobusie spotykamy znajomych… Wymieniamy się narzekaniami na
    temat hotelu…Narzekamy na syf, ochydne jedzenie i brak cieplej wody. Justyna z
    Emilem, którzy mieli pokoj na parterze-w ogole nie zmrużyli oka! Powod był
    banalny! Okazalo się, ze gdy oni ok.21 chcieli spac-mieszkajacy obok w pokoju
    faceci z obsługi zaczeli impreze ramadanowa. Podobno spiewali, tanczyli o
    Allach jeden wie co jeszcze! Gdy zainterweniowali-powiedzieli, ze się uspojkoja…
    a po 10 minutach to samo. Nic to… Ktos nie spi, żeby ktos niemogl spac ;-)
    hiihhihiih
    Rzes stwierdza, ze jest to pierwszy raz, kiedy jesteśmy tak negatywni, ze
    niezle poszliśmy po bandzie ;-) Stwierdzamy, ze ma racje. Ze nie ma co sobie
    zawracac tym glowy i zmieniamy temat.

    Gdy widze ile energii ma Radek-to mnie to przeraza. Spal zaledwie kilka godzin
    a teraz biega, skacze i jest pelen entuzjazmu! Niesamowity dzieciak!

    Odbieramy latarki, wsiadamy do autokaru i przejeżdżamy jakies 3km na parking.
    Nasz egipski przewodnik zegna się z nami, wraca do hotelu spac. Natomiast my
    mamy podążać w strone swiatla ;-) To znaczy-na początku Ida Beduini a za nimi
    grupy z latarkami. Zostajemy przypisani do dwoch chłopaków i ruszamy w gory. Po
    ok. 500 metrach mijamy po prawej klasztor Sw. Katarzyny. Biedni Ci mnisi. Gdyby
    mnie tak codziennie od 2-3 nad ranem wrzeszczeli pod okiennicami, to bym chyba
    oszalala!

    Tam robimy chwilowy postoj, żeby się nasza grupa zebrala. Jakos ot tak… od
    niechcenia Rzes podniosl glowe do gory i-zamarl! Wyszeptal tylko „Myszek…
    patrz!” Wiec i ja jako grzeczna zona ;-) podnosze glowe i-już nie chce jej
    opuścić. Mój Boze! Tak rozgwieżdżonego nieba w zyciu nie widziałam! Nawet w
    Tunezji na Saharze! Wydaje się, ze tam-na gorze ktos rozpalil setki miliony
    połyskujących swieczek! Ogromny sufit pelen maleńkich światełek! Normalnie….
    Mam wrazenie, ze gwiazdy sa na wyciagniecie reki! Ze lada moment, nas
    przygniota! A jest ich tyle-ze nie ma kawałeczka nieba bez gwiazdeczki. Mocno
    poupychane jedna przy drugiej…normalnie-tysiace, miliony gwiazd! Wspaniala,
    gwiazdzista noc! Nie jestesmy wstanie nasycic się jej pieknem i tajemniczością!
    Boze… jaki cudowny widok!
    Tyrpiemy łokciami znajomych, którzy patrzac na to wspaniale i zjawiskowe
    przedstawienie zapadaja w chwilowe odrętwienie i bezruch… Wszystkich ten widok
    powala… czuc w tym momencie potęgę i sile Boga/Allacha/Nadprzyrodzonej Sily…

    Ruszamy dalej. Od razu zaczepiaja nas przewoznicy proponujący wielbady. Ile ich
    jest! Niektóre widac, ale sa momenty, ze człowiek idzie, nic nie widzi, swieci
    sobie tylko pod nogi-az tu nagle widac ich pyski! Kilka centymetrow przed soba!

    A dookoła czuc smrod gowien. Czy to jakas grupa przed nami ma powazny problem z
    zemsta faraona?? ;-) Czy to wielbłądy?? Raczej to drugie… heheeh

    Podejście od razu jest w gore-i przez cale prawie 3h wspinania tak jest.
    Przeszliśmy już jakies 20 minut. Swietnie wyglada ten marsz latarek! Jakby
    swiecacy, wijacy się waz okalal zbocze gory… Przed nami swiecaca nitka, za nami
    swiecaca nitka… bajkowy widok.
    Po jakis 10 minutach stwierdzam, ze nie dam rady wejsc… Mam problem z
    krazeniem, z zylami i strasznie szybko mi nogi wysiadaja ;-( Normalnie najpierw
    jest bol-a potem zero czucia ;-( Mowie do chłopaków, żeby szli sami, a ja się
    wroce. Nie chca mnie puścić. Ja nie chce ich puścić. Ale widze, ze nie ma
    innego wyjscia… Z calych sil przekonuje ich, ze tak będzie lepiej. Ze mnie
    bardzo bola nogi. Ze maja isc sami i koniec. Radus przytula się do mnie i
    mowi „mamuniu, ale jak to… mamy isc bez Ciebie??” Lzy napływają mi do oczu „tak
    Moje Kochanie… Mamunia nie da rady, bardzo ja bola nozki…Ale Ty weź tatusia,
    opiekuj się nim i razem wejdzcie na sam szczyt!” Obaj spuszczaja nosy, sa
    smutni…

    Daje im aparat, torbe z piciem i cieplymi ciuchami i… odchodza. Stoje jak
    kamienny posag. Oni się oddalaja, inni ludzie mnie mijaja i pomalu ich
    zakrywaja… a ja patrze w ich oddalające się plecy i lzy napływają mi do oczy. I
    złość, na cholerne zyly. Moglam to przewidzieć! Przeciez wiem jaka trudność mi
    sprawia wejście po schodach, jaki bol! W momencie kiedy znikaja mi z oczu-czuje
    gorace lzy na policzkach. I w srodku determinacje-NIE! Nie poddam się! Chce z
    nimi przezywac wschod słońca, chce, żeby w zimowe wieczory to były NASZE
    wspomnienia! Choćbym miala plakac z bolu… chce być przy nich! Tak strasznie ich
    kocham! Nie chce, żeby z mojego powodu się smucili i zamiast cieszyc się
    wschodem słońca-zamartwiali o mnie! IDE!

    Zbieram się cala w sobie i ruszam do przodu. Swoim tempem. Jak czuje, ze bol
    narasta-przysiadam na kamieniu. Wiem. Nie powinno się podczas wspinaczki w gory
    siadac. Ale po bolu przychodzi odrętwienie i brak czucia-wiec wole usiąść niż
    złamać noge czy wpaść w szczeline. I tak sobie dreptam… powoli, przysiadając co
    chwile i masując nogi… Noga za noga… krok za krokiem…

    Gdzies tak w polowie drogi zachcialo mi się strasznie pic. No tak. Cala woda
    plus pieniadze sa w torbie, która ma Rzesiatko. A z naszej grupy nie ma już
    nikogo. Nic to. To nieważne. Wazne, żeby nogi wytrzymaly. I ide. Wbrew
    pragnieniu. Wbrew bolowi. Wbrew sobie.

    Kolejny przystanek gdzie można kupic cos do picia, jedzenia… Szukam Moich
    Chłopaków, ale ich nie widze. Wiec ide dalej… wolno, tak-jak mi nogi pozwalaja.
    Tylko ciagle się oglądam za siebie czy sa tam jeszcze swiatla latarek… Bo
    głupio byloby zostac na koncu i się np. zgubic…

    Mijaja minuty… ciemność mnie otacza. Nawet bateria w latarce już ma dosyc i
    wysiadla ;-)
    Mysle o Rzesiu i Radusiu- Sa Moim Wszystkim! Martwie się o nich… Czy Rzesio ze
    swoja astma podola?? Czy Radzik na swoich maleńkich nozkach da rade?? Jednak
    wolalabym już ich znaleźć… bylabym spokojniejsza.

    Wspinaczka staje się nuzaca. Patrze na zegarek. Jest 04:30. Wschod słońca ma
    być ok. 05:30. Może powinnam przyspieszyc?? Nie wiem gdzie jest ten szczyt… czy
    zdaze?? Mam nadzieje, ze tak… Oglądam się za siebie-latarki ciagle swieca.

    Przysiadlam kolejny raz by dac nogom chwile wytchnienia. Przechodzaca wlasnie
    obok jakas amerykanka troskliwie zapytala czy wszystko dobrze i czy może chce
    wody. Wody. Tak, poprosze. Wypijam pomalu dwa lyki i jestem jej bardzo
    wdzieczna…
  • platynka.iw 28.10.05, 12:15
    Mysl o tym, ze zaraz spotkam Moich Chłopaków i razem będziemy oglądać wschod
    słońca dodaje mi ogromnych sil! Mysl o Nich jest moim motorem napedowym!

    I dalej. W gore. Przez waskie przesmyki… kamienie… nie widac nic. Ciemnosc
    zasnula wszystko… Dookoła słychać jezyki chyba z całego swata! Wlasnie minela
    mnie grupa japończyków? z maseczkami na twarzy. No tak… przy tym smrodzie to by
    i mnie się przydala ;-)

    Mijam ostatni punkt, gdzie można kupic kawe, herbatke… masa ludzi! Odnajduje
    Justynke i Emila. Dowiaduje się, ze spotkali Rzesia i Radusia, mowili, ze
    zrezygnowałam i byli bardzo smutni… ;-( Dowiaduje się także, ze na szczyt jest
    już bardzo blisko. I ze Emil ma już dosyc… Razem z Justynka dodajemy mu otuchy
    (Justynka nawet chce mu poniesc plecak ;-) i już razem wspinamy się dalej.

    Jest 05:10. Zrobilo się troche jasniej… w miejscu gdzie ma wstac slonce-widac
    już blada lune. Emil chce się poddac mówiąc „przeciez już się zaczęło!” ;-) Nie
    pozwalamy mu zrezygnowac. Jeszcze jeden zakret, jeszcze kilka stopni i-oto
    jesteśmy na gorze! Skad to wiem? Bo nagle uderzyla mnie sciana ludzi! Jest ich
    setki! Stoja zwróceni w jednym kierunku, jakby czekali na metro! ;-)

    Zostawiam Justynie z Emilem i idac przez te tlumy krzycze „Rzesiu!! Radus!!
    Rzesiu!! Radus!!” Nagle slysze Rzesia „Myszko! A co ty tu robisz?!?!” I
    Radzika „Mamunia!!!!!!” zanim zdołam cokolwiek odpowiedzic-gine w ich uscisku.
    Czuje ich mocno obejmujące mnie ramiona, lzy buchaja mi do oczu. Jestem taka
    szczesliwa! Ze nic im się nie stalo! Ze jesteśmy znowu razem! Ze zaraz
    zobaczymy wspolnie wschod słońca! Ze dalam rade wejsc!!!!
    Rzes „wiesz, martwiliśmy się o Ciebie. Ale jak tak szliśmy to napisałem Ci sms,
    ze dobrze, ze nie idziesz, bo jest bardzo ciezko… A Ty weszłaś! Jestes Wielka
    Sloneczko! Jestem z Ciebie dumny! Ale jak Ty to zrobiłaś???”
    Wiec mu w skrocie opowiedziałam wszystko… o ich oznikajacych plecach,
    determinacji i mysli, która mnie napędzała…

    Teraz słucham ich relacji. Okazalo się, ze na jednym z punktow napojowych
    usiedli sobie na herbatke u Beduinow (5le) i Radus powiedział „zobacz tatusiu,
    to nasza mamunia!”, a Rzes „Nie Maluszku. Nasza mamunia zrezygnowala”
    Radus „no, ale nasza mamunia tak wyglada i ma taki kucyk”
    To bylam ja! Mijalam ich. Nic to… czas goni. I jest zimno! Po prostu miesnie
    przestaly pracowac. Wiatr chlodny wieje i organizm się wychłodził. Ubieramy
    swetry, pożyczamy za 10le koc u Beduina i szukamy jakiesgos miejsca. Z tym nie
    jest latwo. Wszyscy siedza, stoja, leza z aparatami i kamerami wycelowanymi w
    jeden kierunek… Znajdujemy w koncu miejsce przy barierce. Radus opatula się w
    koc i siada na mych stopach, my stoimi. Daje mu Knopersa i wtuleni w siebie
    czekamy… czekamy… Az nagle czuje-ze cos mocno Radus napiera. Zerkam-a On
    zasypia! No tak. Zjadl czekolade, pod kocykiem jest mu cieplutko… Z ciezkim
    sercem budze go, bo potem mi strasznie zmarznie! Moje Słodkie Maleństwo!

    Jest 05:32… luna się robi coraz jasniejsza… coraz intensywniejsza… wszyscy
    kieruja wzrok w to jedno miejsce… zapada cisza. Rozmowy, smiechy milkną. Czuc
    narastające napiecie… oczekiwane… nerwowość. Skad ta nerwowsc?? Przeciez musi
    wzejść!

    Jest już zupełnie cicho. W dole słychać świszczący wiatr. Mam wrazenie, ze
    ludzie wstrzymuja oddech, by nie zakłócić powagi i majestatu przedstawienia,
    jakie się zaraz odbedzie na naszych oczach…

    I nagle wybucha szal! Krzyki! Oklaski! Jest! Widac jak zaokraglony kawałeczek
    ciemnopomarańczowej kuli wynurza się zza gor! Ludzie szaleja! Przytulaja się.
    Placza. Stojacy obok Wlosi zaczeli tanczyc. Gdzies z boku, chyba wegrzy,
    zaczeli śpiewać… Dookoła słychać nieustający odgłos fleszy… zdjęcia, zdjęcia,
    zdjęcia… Uchwycic ta chwile, ten moment to niesamowite widowisko! Japończycy
    jada na dwie rece-sa w tym naprawde swietni! ;-)

    A slonce już się wynurzylo do polowy. I nagle uderza nas kolejna odslona tego
    Boskiego Spektaklu. Gory… jakby ktos delikatnie, za pomoca musnieca pedzla
    nadal ich czubkom i szczytom koloru. Nagle dociera do naszych oczu i naszej
    duszy-gdzie jesteśmy! Rewelacja!
    Po nami niedostępne, grozne gory… ostre szczytu… tajemnicze wawozy…szczeliny…
    stromo opadające w dol kamieniste boki gor….a my-niczym na dachu swiata-ponad
    tym wszystkim… mam gesia skore na calym ciele, odruchowo wlaczam się do
    chóralnych okrzykow „jeeee…. Ach…..” Mam wrazenie, ze w uszach slysze
    anielskie harfy, które towarzysza temu ponadnaturalnemu zjawisku…

    Slonce juz prawie cale widac ponad widnokręgiem, gory już prawie oświetlone…
    Nie, nie! Wolniej! Za duzo wrażeń, za duzo do uchwycenia, do zapamiętania! Ale
    widowisko trwa… I nie można go zatrzymac. Czuje się jak ktos uprzywilejowany,
    jak wybraniec. I znowu dziekuje Najwyższemu za możliwość bycia tu i patrzenia
    na ten ewenement natury… Nie pamiętam o bolu i trudach wspinaczki. Nie pamiętam
    nic. Jak zahipnotyzowana, z wbitym wzrokiem w to cudne przedstawienie, mam
    wrazenie, ze się unosze 2cmm nad ziemia… W sercu czuje cieplo, lekkość… Niech
    ta ulotna chwila trwa…

    Tak się ciesze, ze się nie poddalam, ze tu jestem, ze to widze…

    Slonce jest już ponad gorami, które teraz nabralo brunatno-czerwono-
    pomaranczowych barw. Sa PRZEPIEKNE! Slonce, które dopiero wstalo-grzeje z cala
    sila. Mam wrazenie, ze ktos włączył ogrzewanie! Ściągamy z siebie swetry,
    oddajemy koc i pomalu zwijamy się… Jeszcze kamyk do kieszeni na pamiątkę.
    Jeszcze rzut oka na slonce, które już drugi raz podczas ostatnich dni nas
    zadziwilo. Teraz już troche zblaklo, stalo się jasno zolte i tak intensywnie
    swieci, ze wyciągamy okulary przeciwsłoneczne…

    Patrze na zegarek i… znowu patrze. Niewierze. Patrze na zegarek Rzesia. To
    prawda! Jest 05:45! To wszystko trwalo zaledwie 13 minut! A myślałam, ze minela
    co najmniej godzina!
    3h wspinaczki, żeby obejrzec 13 minutowe show…WARTO! WARTO! PO STOKROC WARTO!

    Schodzimy w dol. Inna droga. Droga pątników. Podobno trudniejsza, ale bardziej
    malownicza… Na początku schodzimy trzymając się za rece, ale waska sciezka
    zmusza nas do rozstania ;-) Mijamy wspaniale wykute w skalach bramy, widzimy
    groby beduinow z charakterystycznymi kopczykami z kamieni (sa stawiane w
    miejscu gdzie jest ich glowa).
    Co jakis czas przystajemy, by zrobic zdjecie czy nakręcić na kamere… jest
    wspaniale. Te kolory gor! Tu polyskuje niebieski… tam czarny… Odcienie
    czerwieni i zolci… cieple, przytulne barwy. Ogolnie gory sa raczej niedostępne…
    zadnej roślinności. Zadnego zycia.
  • platynka.iw 28.10.05, 12:17
    Tylko od czasu do czasu widac pod kamieniem walczaca o zycie, niewielka
    roślinkę czy klujacy krzaczek… lub przemykajaca jaszczurke, szczura.

    Tlum się przezedzil i schodzi się teraz wygodniej… Trzymam Radzia za jego
    malnka raczke i dreptamy… Radzik… Moje slodzkie maleństwo. Jest niesamowity!
    Nie tylko dlatego, ze tyle wie o Egipcie ;-) tylko, ze jest tak odporny i
    potrafi się przystosowac do każdych warunkow. Jak slysze o dzieciakach, które
    musza o ustalonych porach chodzic spac, jesc o wyznaczonych godzinach posilki…
    Radzik jest taki inny! Jak chce spac-to po prostu zasypia! Niezależnie gdzie
    jest i co się akurat dzieje. Jak jest glodny-to je. Nieważne co. Potrafi się w
    trasie zapchac pusta bulka i nawet nie pisnie, ze chce cos innego! Nie narzeka,
    ze trzeba wczesnie wstac. Ze trzeba dlugo jechac. O wlasnie! Jak widze te
    dzieciaki które biegaja po samolocie, skacza po siedzeniach a na kazda probe
    usadzenia reaguja krzykiem-to zachwycam się moim dzieckiem. Nigdy, NIGDY się
    nie zdarzylo, żeby Radzik tak się zachowywal! Od momentu startu do momentu
    ladowania zawsze siedzi na swoim miejscu. Fakt, ze staram się mu zabrac jakie
    zabawki czy książeczkę. Ale to on potrafi się tym zabawic na cale 4h lotu!
    Czy w autokarze. Ludzia mowia, ze zapominaja ze gdzies tam siedzi dziecko! Jest
    wyjatkowo grzeczny. Ciagle uśmiechnięty. Radosny. Uwielbia zwiedzanie i
    oglądanie nowych miejsc.
    Wiem, wiem… musi mieć jakies wady ;-) Wiec niech będzie-wieczne gadulstwo ;-) i
    wieczna chec do walk ;-)
    Jestem jednego ciekawa-czy to, ze jest tak wyśmienitym traperem i wrecz
    urodzonym wędrownikiem, wynika tylko z jego natury? Czy mielimy na to wpływ?
    Mam tylko jedna nadzieje. Ze zaszczepimy w nim bakcyla podrozy. Ze nie będzie
    ciulal kasy na kontach czy dusil się przez 20 lat w kredycie na dom… Oczywiście-
    oby miał wszystko! I dom, i przepastne konto i podroze… Ale jeżeli nie. To mam
    nadzieje, ze przy decyzji „remontujemy łazienkę czy jedziemy za granice” będzie
    wybieral to drugie… Bo zycie jest takie krotkie a podroze maja tak wiele do
    zaoferowania!!!!

    Nagle z moich rozmyślań nad Radzikiem wyrywa mnie Rzes, który stwierdza „Wiesz
    Myszko, jeżeli ten Mojżesz szedł przez beduińskie plantacje marihuany i
    haszyszu, a potem mimo swego wieku, przez jakies 3h, wspinal się na ta gore-to
    ja się wcale nie dziwie, ze widział gorejący krzew” ;-) heheheheehehhe

    I oto jest. Klasztor. Na samym dole. Wiec już niewiele drogi nam zostalo…I
    schodzimy tym zacienionym, przepieknym wawozem. Jeszcze kilka krokow, jeszcze
    kilka serpentyn i…już wychodzimy na oświetlony plan kolo klasztoru. Zostawiając
    jego wielkie mury po lewej idziemy 500 metrow na parking, gdzie czeka na nas
    autokar. Krotka jazda do hotelu podczas krotej wszyscy wymianiaja się
    wrazeniami z tej wycieczki… ogolnie wszyscy sa bardzo zadowoleni, ale nie
    poszliby drugi raz ;-) eheheheheh

    Teraz sniadanie. Idziemy do pokoju po drodze mijamy pelen zielonej wody basen…
    Rzes stwierdza „przeciez ten basen wytworzyl już chyba wlasny ekosystem..
    założę się, ze istnieje w nim jakies zycie” ;-) Ja dodaje „Ty! A może to basen
    z algami?? Ja tyle kasy zostawiam u kosmetyczki na zabiegi z algami a tu mam
    pod nosem!!” zasmiewamy się, bo i co nam pozostalo… ten hotel jest tragiczny.

    Szybko się pakujemy rezygnując z kapieli w zimnej wodzie. Z wielka radością
    opuszczamy ten syf i udajemy się do autokaru, który zawozi nas na znajomy już
    parking. Tam nasze torby i plecaki zostaja dokladnie przetrzepane. Stamtąd
    idziemy do klasztoru… jest strasznie upalnie! Czuje się jak na patelni! Zar
    leje się z nieba! Gorac bije od nagrzanego piachu. Dobrze, ze od czasu do czasi
    zawieje zbawienny wiatr…
    W cieniu smarujemy się kremami i wypijamy po lyku wody.

    Sam klasztor… no coz. Ja chciałam zobaczyc sale z czaszkami-ale była zamknieta.
    Natomiast gorejący krzew czy studnia Mojżesza… Nie wiem. Może nie jestem az tak
    wierzaca, żeby mnie powalily na kolana?? A może niewyspanie i zmeczenie
    działały na niekorzyść tych miejsc?? Niewiem…w każdym razie, gdybym wiedziała
    jak to jest-to bym wolala zostac w autokarze.

    Jedziemy już zostawiając za soba klasztor i gory… pniemy się w kierunku Sharm.
    Podziwiamy jeszcze bajkowo kolorowe, momentami o wymyślnych kształtach gory i
    udajemy się dalej… Jeszcze godzina, dwie i-już jesteśmy w Sharm. Zostajemy
    zakwaterowani w hotelu Rehana oddalonym jakies 25km od centrum. Jeszcze krotka
    walka o zmiane pokoju i… już.
    Jedyne co robie to wyciągam z walizek nasze stroje oraz zwierzaki Radzia i
    biegniemy na basen…

    Iwonka
    GG1070925

    P.s. Moze uda mi sie dzis wkleic zdjecia to podam jutro link... Buziaki for
    all!!!!
  • ewucha6 28.10.05, 13:10
    Iwonko !!!
    I doczekałam się, bardzo byłam ciekawa tego opisu, ponieważ podczas naszego
    pobytu w Egipcie niestety nie udało nam się zaliczyć Góry Synaj i ... jestem
    pod ogromny wrażeniem - czytałam a łzy same spływały po policzku, serce mocniej
    biło !!! Trochę się obawiałam (bo jestem w pracy) reakcji np. potencjalnego
    klienta, który wchodzi do pokoju i zastaje mnie płaczącą przed komputerem :-)
    hihihi ale nie potrafiłam się powstrzymać emocje, wzruszenie wzięły górę :-
    ) !!! Dziękuję Ci za ten opis !!!!
    Teraz już wiem, że muszę koniecznie zobaczyć taki właśnie wschód
    słońca !!!! ... ,też zabiorę moich chłopaków :-) BUZIAKI DLA WAS

  • platynka.iw 28.10.05, 14:32
    Ewcia, co moge napisac... dziekuje, poprostu bardzo dziekuje...
    Jestem w mega pozytywnym szoku... dziekuje...

    Caluj Slicznego Szymka!
    Iwonka
  • ivis 29.10.05, 23:02
    Witaj Iwonko,
    naprawdę gratuluję z serca wspaniałego opisu. I bardzo siecieszę, że wdrapałaś
    siena Górę Synaj. Też w tym roku /wrzesień / na niej byłam. To cudnie
    rozgwieżdżone niebo jest niezapomniane, zadne zdjęcie czy film tego nie odda.
    Wschód słońca - no coż romantyczką nie jestem, ale droga pątników jest dla mnie
    przeżyciem. Znalazłaś tam wodospad???
    Serdecznie pozdrawiam, i do zobaczenia..........moze w Egipcie
    ivis
  • mat.monika 12.11.05, 01:05
    Jak miło znów wędrować po Egipcie. Wielkie dzięki za to. Muszę Ci
    powiedzieć ,Ze w Edfu naprawdę widziałaś sokoła.Ja też miałam tą niesamowitą
    przyjemność zobaczyć"żyjące freski". Kiedy opuszczaliśmy świątynie usłyszałam
    znajomy dżwięk więc odruchowo jak w naszym lesie podniosłam głowę w gorę
    i ...zobaczyłam na tle biebieskiego nieba szybujące nad pylonem 2 barwne
    sokoły.Po chwili dołączyła druga para i zaczęły obniżać lot aby coś leżącego na
    ziemi pochwycić w szpony. Ciekawe jakby tą scenę zintrpretowali starożytni?
    Nikt poza ludżmi którym pokazałam niebo,nie zauważył co się dzieje a szkoda bo
    widok był przepiękny...
  • platynka.iw 28.10.05, 13:00
    Hejka!
    Dziekuje za pozdrowienia! A z ta ksiazka... kto wie ;-) hihihihi. Zartuje.
    Sciskam Cie mocniutko i dbaj o siebie!

    Iwonka
    gg 1070925
  • platynka.iw 28.10.05, 12:58
    Witaj!
    To co piszesz jest dla mnie niesamowite... tak samo jak wiele poprzednich,
    podobnych postow. Takie slowa daja mi tak wiele ciepla i radosci! Jak je czytam
    to wprost niedowierzam "to o mnie? o moich wspomnieniach? niewiarygodne!"

    bardzo Ci dziekuje i prosze-zostan ze mna do konca 22 dni...

    A zdjecia Rzesiuniek wkleja, wiec jutro powinny byc.
    Jeszcze raz-DZIEKUJE I WIELKA BUZKA!!!

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
    GG1070925
  • bebicka 28.10.05, 16:16
    Iwonko czytam twoj opis z zapartym tchem i bardzo Ci za niego dziekuje.
    Dlaczego? Dlatego ze dzieki niemu to co bylo tylko wstepnym planem, czyli wyjazd
    zima do Egiptu, staje sie palaca koniecznoscia. Nigdy TAM nie bylam, ale teraz
    wiem ze za nic nie odpuszcze.
    A dzisiaj czytajac o Twojej wspinaczce tez, chcoiaz mzoe to glupie, nie moglam
    pohamowac lez:-)
    Tym bardziej ze doskonale Cie rozumiem, bo sama mam problemy z wchodzeniem w
    gory, co prawda nie nogi a kregoslup, ale efekt w postaci umeczenia na pewno ten
    sam. Ja sobie chyba wydrukuje te Twoj opis i naucze na pamiec i jak sama nie
    ebde dawala juz rady bede go recytowac jak mantre.
    Gratuluje wejscia na szczyt, mam nadzieje ze mi sie tez uda.

    A przy okazji gratuluje rodzinki, z opisu widac ze wspaniala ja mam tylko ejden
    mega problem, moj maz neistety nie polkanla bakcyla podrozowania w takim stopniu
    jak ja:-)
    Ale powiedz mi jeszcze w ajki sposob udalo Ci sie wychowac takiego mlodego
    podrozniak? Pytam bo moj synek ma 1,5 roku, troche sie juz tez najezdzil, ale
    jednak ciagle mam obawy ze w autokarze nie wytrzymalby... moze jest jeszcze za
    maly:-)
    no nic pozdrawiam serdecznie, az zal ze trzeba wrocic do rzeczywistosci, super
    ze jeszcze ponad polowa Twojej wyprawy przed nami. Czekam na dlaszy ciag i
    zdjecia oczywiscie
    Maraska
  • platynka.iw 28.10.05, 23:43
    To była noc! Wczorajsze nocne wejście na Gore Mojżesza i pozniejsze siedzenie z
    nogami w basenie do 22 spowodowaly-ze padliśmy! Dosłownie! Żadne z nas nie
    pamieta jak i kiedy zasnął! Za to dzis-wstalismy o 9:30 wyspani… wypoczeci…
    suuuuuper!

    Zostajemy w tym hotelu do srody. W srode, w ramach wykupionego dodatkowego
    tygodnia, przenosimy się do innego hotelu.

    Otwieram drzwi na taras. Mamy pokoj na parterze. Z tarasu jest wejście na
    soczysta, jasno zielona, mieciutka trawe… Nie mogę sobie odmowic! Upewniam się,
    ze nikogo nie ma i… Wychodze w pizamie na oświetlony, goracy taras i na bosaka
    wbiegam na ta trawe…. Wywalam rece w bok-i zaczynam się krecic, krecic, krecic
    jak szalona!!! Jak mala dziewczynka!!! Szczescie jakie mnie wypelnia chce mnie
    rozerwac od srodka!!! Szybciej, mocniej!!! Dopada mnie Radus, który chwyta mnie
    i kreci się, kreci razem ze mna! Uuuuu…. Ale super! Nagle tracimy pion i oboje
    w salwach smiechu padamy na miekki, puszysty trawnik! Hahahahaha… trzymając się
    za brzuchy turlamy się w prawo, w lewo… Matko. Ale szaleństwo! Hihihihi… w
    koncu zziajani zastygamy lezac na plecach. Wpatrujemy się w bezchmurne,
    turkusowe niebo… w rozpostarta nad nami, wysoka, zielona palme… chłoniemy
    gorace promienie słoneczne i cieply, suchy wiatr… Jestem szczesliwa…

    Niestety. Radus przyplacil ta zabawe chwilowym kichaniem i drapaniem… no tak.
    Uczulenie na trawe ;-( Na szczescie po chwili mu przeszlo.

    Zbieramy się na śniadanko. Wchodzimy do restauracji i… o mamo! Co to za
    kolejka?? Podchodzimy bliżej. Nie, nie do jedzenia… tylko?? A! Już wiemy! To
    kolejka do napoi! No pierwszy raz się z czyms takim spotkałam. Ludzie stoja
    gęsiego, każdy trzyma w dloni pusta butelke i podchodząc do dystrybutora leja
    sobie w te butelki napoje… sok pomarańczowy i zimna karkade. Jak podeszłam z
    literatka by nalac Radkowi, malo mnie nie zjedli! ;-) Zreszta… nie było warto
    się bic. Okazalo się, ze z powodu tego brania w butelki, sok jest straaasznie
    rozcieńczony.
    Zjadamy śniadanko i wracamy do pokoju. Przyznajemy. Poprzednie, intensywne dni-
    troche nas zmęczyły… Postanawiamy, ze do srody nigdzie się nie ruszamy tylko
    leniuchujemy!

    Na szczescie wlasnie okres mi się skończył, wiec będę mogla pomoczyc się w
    basenie. Ale nie teraz. Teraz każdy chce odetchnąć, zajac się soba, swoimi
    sprawami…Wiec wlaczamy na Poloni (wow, w koncu TV ;-) I to po Polsku ;-)
    Radusiowi bajeczke. Lezy sobie na brzuszku, w samej koszulce i macha słodkimi
    nozkami… Wyglada rozbrajająco slicznie! Oczywiście poprosil o cos „z szuflady”
    i teraz slodko wcina WW
    ( bo jak w każdej rodzinie-i w naszej sa jakies hasla czy utarte powiedzonka…
    Wiec jest u nas w kuchni szuflada, w której sa słodycze. I Radus zawsze w domu
    pyta „mogę zjesc cos z szuflady?” I tak mu się to utrwalilo, ze
    słodycze=szuflada, ze nawet jak jesteśmy poza domem to mowi „proszę dac mi cos
    z szuflady ;-)” Najsmieszniej jak pojdziemy do kogos i Radus powie „zjadłbym
    cos z szuflady” ihhihi My wiemy, ze jemu chodzi o cos słodkiego do zjedzenia,
    ale inni nie… ;-) Takie nasze sekrety :-)

    Rzesio siedzi na lozku, na uszach ma słuchawki i slucha plyty Dave Weckla,
    przed soba położył poduszke, zabral palki i… w koncu cwiczy! (Bo Rzesia wielka
    milosc i drugi zawod to perkusista! I wszedzie zabiera z soba palki i puka, i
    stuka i bębni… a nawet jak nie zabiera-to puka palcami ;-) hihihi)

    A ja? Leze pośrodku. Przed soba mam przewodnik o Egipcie. Przegladam go… w
    zasadzie nie wiem po co. Czy ktos tak ma?? Ze nagle bierze jakas książkę o
    Egipcie i zaczyna ja przeglądać… otworzy na pierwszej z brzegu stronie i
    czyta?? Ja tak mam. I w domu. I tu. Wiec wlasnie czytam o Kairze, bo tam mi się
    otworzylo… ale pewnie zaraz przeskocze na Synaj. Jednak nie mogę się skupic, bo
    mi chłopcy nie daja! Radus co chwile obraca się i z calych sil mnie przytula. A
    Rzesio (niby przez przypadek ;-) zamiast na poduszce, zaczyna ćwiczyć na mojej
    pupie…hehehe. Uwielbiam ich za to, ze nie daja mi poczytac… ;-)

    Po jakis 2h wychodzimy na basen. Zajmujemy lezaki i rozkladamy reczniki… Nawet
    nie wiem kiedy Radus wlazł już do brodzika i bawi się z dwiema, slicznymi
    Czeszkami. My kładziemy ciala na wprost słońca i liczymy na brazowo-zlota
    opalenizne ;-) Tak teraz sobie mysle, ze przydaje się nieraz to straszne
    gadulstwo Radzika… bo dzieki temu mogę spokojnie lezec z zamkniętymi oczami ;-)

    Jeszcze poszliśmy na plac zabaw. Potem Radus ubral rekawki i z Rzesiem
    skoczyli do dużego basenu.

    I tak zlecial dzien… Po kolacji idziemy na spacer nad morze. W katalogu
    napisali, ze hotel jest oddalony 300 m. od morza… hmmm… chyba jakis egipskich
    300 m.!! Albo 300 m.x 3 ;-) Nic to… idziemy na niewielka plaze, a tam na
    lezakach Ola z Darkiem i Justyna z Emilem. Radus bawi się przy brzegu, a my
    plotkujemy o Egipcie… jak ja to lubie :D ihhihi

    Ok. 21 wszyscy zbieramy się do hotelu… Ciegle odczuwam wczorajsza spinacze w
    nogach, wiec chetnie się poloze… w dodatku wysoka fala ochlapala Radusia i
    marudzi, ze go sol szczypie. Biedulka :-*


    Szybkie mycie, caluski na dobranoc, walka o klimatyzacje (Rzes zawsze ustawia
    nizej [wtedy ja marzne-bo jestem zmarzluch], a ja podkręcam wyzej [i wtedy
    Rzesiowi jest za goraco] ;-) wymienienie się wyznaniami „kocham Cie” i sen…

    Iwonka
    GG 1070925




  • platynka.iw 29.10.05, 00:00
    Po Twoim poscie... nie wiem co napisac. Bardzo mnie wzruszyl. Tak bardzo, ze
    sie poryczalam. dziekuje... te slowa sa dla mnie bardzo wazne i zapadly mi
    gleboko w serce...
    Gdybys chciala pogadac o Egipcie, zapraszam!
    A co do wspinaczki-wierze, ze sobie poradzisz! Bo naprawde warto!

    Cos Ci napisze... Moze to zabrzmi kontrowersyjnie-ale wierz mi, nie oto mi
    chodzi. Naprawde!
    Rzes nienawidzi Arabow... ale to strasznie i do spodu! I jak planowalam ten
    wyjazd i cos tylko wspominalam-widzialam, ze az go telepie! Ale On mnie bardzo
    kocha. Stara sie zrozumiec i zaakceptowac do konca moje zaswirowanie na temat
    Egiptu. I pojechal ze mna. I slowem nie narzekal. Wiec mozna. Pogadaj z mezem.
    Na pewno sie zgodzi! :-)

    Co do Radzika. Wlasnie nie wiem czy to kwestia wychowania czy wrodzonych
    predyspozycji?? Nie chce sie madrzyc na temat wychowania, bo sama nie wiem jak
    to sie stalo ;-)

    Powiem tak. On od malenkosci z nami wszedzie jezdzil, zabieralismy go w dalekie
    trasy, na wycieczki, na koncerty... Nigdy nie przejmowalam sie drobiazgami
    typu "musimy wrocic, by go o 20:00 wykapac" albo "nie wyjdziemy z Wami do
    knajpki, bo o 15 Radus musi zjesc zupke". Sa pampersy, chusteczki, zupy w
    sloikach-a to wszystko dla dzieci. Rozumiesz mnie? Nigdy go nie
    rozpieszczalismy (chodzi mi o to, ze nie pozwalalismy, by nam wchodzil na glowe)
    Od poczatku rozroznialismy zal, smutek-od zwyklego marudzenia i jeczenia i
    nigdy nie dawalismy na to drugie przyzwolenia. I cos na czym mam bzika-
    konsekwencja. Jezeli powiedzialam nie-to nie. Jezeli cos obiecalam-musialo sie
    to stac. Przez wiele wyjazdow, z roznymi ludzmi-mial czesty kontakt z nowymi
    miejscami i nowymi twarzami. Nie potrzebowal nigdy do snu ulubionej podusi i
    ciszy. Nawet jak siedzialam z nim w domku na wychowawczym i mialam dla niego
    czas-codziennie przez jakies 2-3 godziny musial zajmowac sie sam soba. By umial
    sobie zorganizowac czas, by nie byl zalezny ode mnie, by sam wymyslal sobie
    zajecia a nie bawil sie tylko w narzucony sposob. Jak mial 16 miesiecy polecial
    z nami do Tunezji i tam przekonalismy sie, ze mozemy z naszym dzieckiem
    podrozowac wszedzie i zawsze!
    Mysle, ze czesc-to jego wrodzone predyspozycje. Czesc-przyzyczajenie do takiego
    trybu zycia. Czesc-zaufanie do nas. Tak sadze.
    Ale jezeli jest tu jakis psycholog dzieciecy to sama sie dowiem skad Radek jest
    tak dzielnym, samodzielnym, przyjmujacym kolejne dni takimi jakimi sa-bez
    marudzenia, odpornym na trudy i znoje dzieckiem...


    Trzymaj sie cieplutko :-)
    Iwonka
    GG 1070925
  • platynka.iw 29.10.05, 09:56
    Kolejny słoneczny dzien! W Egipcie nie ma czegos takiego, co się zdarza na
    wczasach w Polsce. Ze się rano podchodzi do okna, odslania firanke i patrzy czy
    swieci slonce, ile chmur na niebie, czy będzie padac czy nie itd. Tu się
    wstaje, na pewniaka ubiera na krotko i wychodzi na full grzejace slonce!

    Idziemy na sniadanie… Stoje po nalesniczki dla Radzia i tak sobie mysle „ale
    bym zjadla nasze ser bialy z prawdziwym razowcem” mmm… ;-) Chyba zaczynam
    tesknic za domem!

    Po śniadanku przebieramy się i idziemy na basen. Radzik w brodziku, my na
    lezakach… Godzina, dwie… I już mam dosyc! Dla mnie hotel to tylko noclegownia.
    Miejsce gdzie się spi i bierze prysznic. I szczerze podziwiam tych, którzy jada
    na 14 dni na wczasy i spędzają te dni na opalaniu i plywaniu w basenie. Ja bym
    chyba umarla z nudow! To zaledwie 1,5 dnia a ja już czuje, ze się dusze! Wiem..
    z pewnością jedna z przyczyn jest fakt, ze ja się w ogole nie opalam! Naprawde.
    Zero pigmentow… Jak leze to slonce ode mnie, niczym od tafli lustra odbija
    się ;-) Co już nie robiłam… Przez 3 miesiace przed wyjazdem zarlam karoten w
    ogromych ilościach… W poprzednich latach, jak Radzik jeszcze spal w dzien-
    chlopcy chodzili do hotelu a ja od 12-14, bez filtrow smażyłam się… Efekt?
    Bladość i przezroczystosc skory. Jestem tak blada, ze widac dosłownie jak
    płynąca w zylach krew pulsuje ;-)
    Wiec jak mam to lubic, skoro jest to w 100% bezefektowne??
    Zreszta… ja uwielbiam zwiedzac, być w ruchu… meczy mnie ta sytuacja.

    Widze, ze Rzes tak jak i ja wierci się na lezaku, nie może się ustawic… tez się
    meczy. Patrzymy na siebie i wiemy wszystko… wystarczy nam już tego
    odpoczynku! ;-)

    Nie! Gniecie mnie ten lezak! I ta mucha co się uparla i ciagle kolo mnie
    bzyczy! Nie, nie, nie… Opalanie to nie jest to, co Tygrysku lubia najbardziej ;-
    ) Nienawidze narzekac, wiec zamiast tu lezec i pogrążać się w negatywach-
    postanawiam cos zmienic.
    Biore Radzika na plac zabaw, przynajmniej cos się będzie dzialo. A Rzesio
    bierze pletwy i idzie popływać w morzu. I tak mija kilka godzin…

    Wracamy do pokoju, by cos zjesc i się napic. Nagle Radus krzyczy „mamuniu,
    zobacz, na scianie siedzi Wojtek!” No tak! To nasz Wojtek! (Wojtek-tak Radus
    nazwal jaszczurke, która w tamtym roku przez 3 dni mieszkala z nami w pokoju
    w „Coral beach” w Hurghadzie ;-) Hihihi…

    Daje Radziowi bulke i wlaczam na chwilke Polonie. No tak. Wybory. Oby tylko
    Kaczor nie wygral…

    Wrócił Rzes. Okazalo się, ze pomost, który przy plazy „Rihana” wychodzi w
    morze-konczy się dokladnie nad sama, rozlegla rafa. I żeby wejsc do morza-
    trzeba po niej przejść! Tragedia! Efekt jest takji, ze nie dosc, ze Rzesio był
    zmuszony stanac na rafie :-( to jeszcze rozwalil sobie piete ;-(. Qrcze… nie
    wyglada to dobrze. Smaruje mu rane mascia Tribiotic i nakładam plaster.

    Mowie „Rzesiu. Może popłynąłbyś jutro na rafy?” i wystukuje do Georga z Aaba
    Sharm sms z namiarami na nas i zapytaniem, czy może się z nami skontaktowac.
    Odpisuje natychmiast, ze będzie do nas dzwonil do naszego pokoju o 20:00.
    Super! Milo mnie zaskoczyl ta natychmiastowa reakcja!

    No co. Przeciez nie będziemy tu gnic, w tym pokoju! Wracamy na basen. Radus w
    rekawkach plywa z Rzesiem w duzym, ja leze i czytam książkę o… Egipcie ;-)
    Nagle slysze jakies tubalne „hallo” i ktos siada na lezaku obok. To jakis
    Egipcjanin. Okazalo się, ze chce mi zaproponowac wycieczke do Kairu i na Gore
    Mojżesza ;-) hehehe. Odpowiadam mu, ze bardzo dziekuje, ale wlasnie wróciliśmy
    z tych miejsc. Robi wielkie oczy i pyta „jak to możliwe?” Odpowiadam, ze od 28
    wrzesnia jesteśmy w Egipcie na objazdowce. Mina mu markotnieje. Patrzy na mnie
    i pokazując palcem na moja reke mowi „jeżeli nie chcesz jechac to wystarczy
    powiedziec –nie. A nie klamac, przeciez widze jaka jestes blada, ze dopiero co
    przyjechaliście do Egiptu” i odchodzi :-/ Nie mam wiecej pytan…

    Upewniam się, ze jednak nie leze w cieniu ;-) i wracam do lektury. I znowu ktos
    mnie zaczepia. Tym razem inny Egipcjanin proponuje mi zrobienie na glowie
    maleńkich warkoczykow. Hmmm… Przyznaje, ze myślałam o tym. Tylko co potem? Jak
    się rozplacze te wlozy-czy nie sa zniszczone, jak siano? Troche rozmawiamy ja
    jednak w koncu rezygnuje. Ok. To ten nagle odwija nitke, która miał na palcu i
    ciagle ja mamlal i proponuje-ze zrobi mi nia depilacje twarzy…. O FUUUJJJ!!!!!
    Stwierdzam, ze lubie moja twarz z moimi wloskami i bardzo mu dziekuje ;-)

    Jest 18:00 i robi się szaro. Pracownicy składają parasole i lezaki. Wracamy
    przebrac się do pokoju i idziemy na kolacje. Stoje z talerzem w kolejce i na
    widok ryzu, makaronu mysle sobie „ale bym zjadla bigos. Albo golabki” ;-)
    hihihi

    Po kolacji spacer miedzy basenami i na 20:00 powrot do pokoju, przeciez ma
    dzwonic Georg. I dzwoni. Mowie mu, ze chcemy wykupic samolotowa Petre na ten
    piątek oraz, czy jest szansa na wyjazd jutro na rafy. Dogadujemy się. O 08:00
    ma Rzes stac przed hotelem, a jak w srode przeniesiemy się do centrum Nama Bay
    to wpadniemy do niego i zaplacimy za wyjazd.
    Wyjazd jest na Ras Mohammed. I super.

    Jeszcze wieczorna sesja fotograficzna cudnie oświetlonych basenow i-spanko.


    Iwonka
    GG 1070925





  • platynka.iw 29.10.05, 10:09
  • pc_maniac 29.10.05, 11:23
    Przeczytałem i proszę o więcej :o)


    ==============================================
    Uwaga zadanie na dzis:
    1/ Otwieramy przegladarke internetowa
    2/ Idziemy do adresu: www.google.pl
    3/ Wpisujemy haslo: Ptasia grypa
    4/ Czytamy druga pozycje w wynikach
  • Gość: Maraska/bebicka:-) IP: *.chello.pl 29.10.05, 12:21
    IwonkoJa tez mam nadzieje ze z mojego rozbojnika wyrosnie taki podroznik, na
    razie wiemz ejest dosc ciekawy swiata i nie boi sie nowych ludzi, nowych miejsc.
    Wprawdzie ma swoja ulubiona przytulanke, ale mzoe to wlasnie pomaga mu sie
    dostosowywac bez prbolemow do wielu hotelowych i nie tylko pokoi, ktore juz
    zwiedzil. Bo troche sie najezdzilsismy, jak mial 6 tygodniew drapalismy sie z
    nim na Sniezke:-)
    Inny problem mam, bo ja owszem mam pdoejscie takie jak Ty odnosnie spania itp.
    Ale moj maz juz nie. moody ma swoje wyznaczone pory i o tych godzinach ma
    chodzic spac, wiec w jakis sposob trzeba mu dopasowywac dzien. przyznam szczerze
    z ejak jestem w domu to mi to an reke ze o tej 14 Mlody idzie sapc a ja mam czas
    na kawe, komputer i poczytanie Twoich wspomnien. Juz sie martwie co bedzie jak
    sie skoncza:-)
    Gorzej z tym na wyajazdach, ja uwazam ze on przesadza, on sie wscieka ze dziecko
    najwazniejsze..e.ch. Natomiast jak ajde z mama a jezdze z nia czesto, poza innym
    wzgledami maz ma duzo mniej urlopu niz ja, to wtedy sie juz niczym nie
    przjmujemy:-) Za jakis czas Mlody pewnie w ogole przestanie sypiac w dzien i
    sprawa bedzie duzo prostsza:-)

    A co do twoich wpsomnien to widze ze szukuje sie jak dla mnie prawdziwy rarytas
    czyli wyprawa do petry, tez mi sie to marzy tylkoc ena troche dobija... noz
    oabczymy, na razie czkeam na opis.
    Acha mam jeszcze pytanie, czy o hotelach pisalas na forum hotele? bo anwet z
    wrazenia nie [amietam czy wymienialas ich anzwy. Podoba mi sie perspwktywa
    wyjscia z pokoju na soczysta trawke:-)
    pozdrawiam wieczorem, po pracy mam andzieje ze znajde cos nowego, hihi
    to sie nazywa mobilizacja:-)
    pozdrawiam
    Maraska
    A pogadac pewnie bede chciala dzieki...ale moze blizej mojego wyjazdu...
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 20:34
    Hej, hej i co dalej .Pozdr
  • poganka_m 29.10.05, 20:40
    Iwonka, czekamy na dalszy ciąg!
  • platynka.iw 29.10.05, 21:33
    Przed 08 rano Rzesio polecial na śniadanko i potem od razu na rafy. Chwile po
    08 rano otrzymalam od niego sms „Myszko. Na jakie rafy ja plyne? Jaki jest
    numer naszego pokoju i z jakim BP jade?” heehhe Bardzo Go kocham ;-)

    Reszta dnia zleciała nudno. Sniadanie. Basen. Plac zabaw. Gra w pilke na
    tarasie. I tak do 17:00. O tej godzinie wrócił Rzesio. Rzuciliśmy mu się na
    szyje, jakby Go nie było tydzień! Ale naprawde strasznie już tęskniliśmy! Zaraz
    Go wzielam na spytki. Powiedział, ze rafa swietna. Ze podpłynęli tez do wyspy
    Tiran i były tam tak ogromniaste musze, ze moglyby robic za mydelniczke! Ale
    najbardziej chwalil biuro. Ze nie było problemu, ze nie miał vouchera. Ze
    przewodnik o wszystkim wiedział. Ze busik nowy, klimatyzowany. Na statku napoje
    (fanta, woda, coca-cola) bez ograniczen. Lunch pyszny (podono swietna ryba). Ze
    przewodnik strasznie na luzie, wesoły i mily. Ogolnie był meeega zadowolony.
    Zaraz wiec wyslalam do Georga z Aaba Sharm sms, ze Rzes jest strasznie
    zadowolony, ze dziękujemy i ze jutro na 100% zjawimy się w jego biurze. Zaraz
    oddzwonil do hotelu, powiedział, ze strasznie się cieszy, ze Rzes jest
    zadowolony i co chcemy do picia jak jutro przyjdziemy-odpowiedz była jedna-sok
    ze świeżych limonek! ;-) hihihi

    Na kolacji spotkaliśmy Ole z Darkiem, Justynke z Emilem i Jarka z Marcinem,
    którzy o 02:00 maja wracac do Polski. Okazalo się, ze nie! Ze maja przesuniety
    lot na 08:00 rano. Sa wkurzeni, ze tak pozno się dowiedzieli, bo na kolacje
    szli już w ciuchach jak do samolotu, walizki spakowane i wstawione przed
    pokoje… A tu trzeba kosmetyki wyciągać, pizamy itd… Zjadamy kolacje (szkoda,
    ze to nie bigos, albo zurek ;-) i zapraszamy wszystkich do nas na pożegnalny
    wieczor ;-)

    Po wyjsciu biegne do lobby hotelowego, żeby złapać dyżurującego tam rezydenta.
    Umawiam się z nim na 12, w celu przewiezienia do Hiltona.

    Jeszcze spacer po terenie hotelu i wracamy do pokoju. Jej. Już mam dosyc…
    Dobrze, ze jutro przenosimy się bliżej centrum. Bo tu poza hotelem nie ma nic!
    A ile można łazić wokół nawet najcudniejszych basenow?? Nie mogę się doczekac
    jutrzejszego dnia i Naama Bay. Ciekawe czy będzie taki, jak to sobie
    wyobrażałam? Tyle o tym miejscu czytałam… kapiemy Radzika, który szybciochem
    zasypia ( i znowu się odkopuje ;-)

    Przychodza goscie i lokujemy się na tarasie. Ponieważ każdy taras ma odgornie
    przydzielone dwa krzesla, a nas jest 6 osob-zapuszczam się na polowanie.
    Cichaczem wybiegam na trawke i patrze, gdzie sa nieoświetlone tarasy… pożyczam
    krzesla i wracam na nasz taras. Rzes stwierdza „jestes niemozliwa”
    No co? Przeciez jeszcze dzis je oddam! ;-)

    Otwieramy ostatni „syrop” na zemste ;-) do tego czestujemy się przyniesionym
    przez gosci piwkiem. Na stol wędrują ciastka i czekolada „z szuflady” ;-) i
    zaczyna się robic wesoło… Niestety. Zostaje zbesztana przez gosci za brak
    suchej krakowskiej, myśliwskiej, sałatki jarzynowej, korniszonow i sledzika… No
    coz… ;-)

    Zabawa trwa… Gdy „syrop” się konczy i nie ma już się czym leczyc ;-) pomalu
    zamykamy impreze… Wymieniamy się jeszcze wizytówkami i obiecujemy sobie, ze w
    Polsce utrzymamy kontakt… Oby!

    Po wyjsciu gosci ja znowu biegam po trawie-tym razem odnosze pożyczone
    krzesla ;-)
    Szybka kapiel i nastawienie budzika na 6 rano… Przeciez musze się z nimi
    pożegnać! ;-(

    Przykrywam odkopanego Radzika, wtulam się w Rzesiunia i słysząc jego spokojne
    bicie serduszka-zasypiam…

    Iwonka
    GG 1070925



  • platynka.iw 30.10.05, 00:08
    Szybko wylaczam budzik, by się Radzik nie zbudzil. Jest 05:45. Budze Rzesiunia.
    Szybka toaleta, przebranie i lecimy do lobby. Wow! Ilu ludzi już lezy na
    lezakach! O tej godzinie?? Ze tez chcialo im się wstac, żeby od switu się
    opalac ;-) … Qrcze… jaz moja bladością-naprawde jestem mega zdumiona…;-)

    Jej… ale zal się rozstawac ;-(… sciskamy się, skladamy sobie zyczenia… a lzy
    bija z oczu ;-( … strasznie to mili ludzie, strasznie sympatycznie spędziliśmy
    razem czas…;-( Jeszcze im asystujemy jak wchodza do autokaru, machamy… i już
    ich nie ma ;-( Ale mi będzie ich brakowac…

    Wracamy do pokoju, a tam Radzik smacznie spi. Postanawiamy wskoczyc jeszcze pod
    kołderkę… bo co robic? Wiec leze sobie, leze… i nagle-pierwszy raz w zyciu-
    jestem swiadoma „magnesikowania” Radzia! Otoz. To się zaczęło się jak byliśmy
    na nartach we Włoszech trzy i pol roku temu. Tam mielismy wspolne, 3 osobowe
    lozko. I tam pierwszy raz Radus spal z nami od zmierzchu do switu (normalnie w
    domu spal w swoim łóżeczku) I tam wyczail-ze można się przytulic do rodzicow.
    Efekt po kilku nocach był taki-ze nasze dziecko spalo wrecz na nas! A ze nam
    się zle tak spalo-to delikatnie przesuwaliśmy się. Efekt-nad ranem caaale lozko
    wolne, a my stloczeni pod sciana pod jedna koldra na jednej poduszce ;-)
    I w domu jest podobnie. Moje dziecie w nocy zlazi ze swego lozka pietrowego i
    pac-pac-pac przylazi do naszego. Pakuje się pod moja kołdrę i na moja poduszke.
    Wiec ja ide i przynosze mu jego kołdrę. Klade go na brzegu lozka (a mamy lozko
    ogromne 2,5 metra na 2 metry) I nie wiem nigdy kiedy i jak, ale nad ranem-moje
    dziecko spi wmontowane we mnie, na jednym jasieczku i pod jedna koldra… I cala
    trojka spimy na jakis 40 centymetrach a 2,10 metra jest wolne ;-) Nazwaliśmy
    to „magnesikowanie” I teraz wiem jak on to robi! Przewraca się na bok i
    raczkami, przez sen „bada” prześcieradło gdzie jestem… i przesuwa tylek tak
    dlugo-az mnie dotknie. Wtedy wtula się caly i zasypia-tak jak teraz!
    Niesamowite… Mój Slodki Magnesik… Jak Rzes to zobaczyl-to nie wytrzymal i
    musial go wycałować ;-) A ja chyba jeszcze jestem pod wpływem porannego
    zegnania znajomych… bo nadeszla mnie refleksyjna, aczkolwiek smutna mysl „jak
    dlugo jeszcze będzie chciał „magnesikowac”” :-(

    Dzis wyjatkowo wczesnie, bo o 8 poszlismy na ostatnie śniadanko w tym hotelu…
    Potem chłopcy poszli na basen, bym w spokoju mogla nas spakowac. Szybko mi
    poszlo i o 11:45 już czekaliśmy w lobby hotelowym na rezydenta.

    Gdy przyjechal wpakowaliśmy się i ruszyliśmy do centrum Sharm. Zerkam na
    zegarek… jest 12:15. To „nasi” pewnie za chwile będą już ladowac na Okeciu…

    Jeszcze chwila i wysiadamy. Hilton (opisze go na Egipt-hotele) Jednym slowem-
    albo za bardzo się nastawiałam, ze to Hilton i w ogole, albo… za duzo hoteli
    już widziałam (Bosz! Ale ze mnie swiatowa kobita wylazła ;-) hihihihi) –powiem
    tak-bez fajerwerkow. Hotel jak hotel.
    Lokujemy się w pokoju. By nie tracic czasu siegamy tylko po kąpielówki i
    idziemy na basen. Tam nam zlazi jakas godzinka. Potem odbieramy karty
    recznikowe i idziemy obejrzec plaze.

    Zawsze mnie smiesza opisy w katalogach. W tym z Eximu pisze tak „hotel posiada
    szeroka, prywatna plaze w sąsiednim hotelu Hilton Fauroz oddalonym o ok.150 m.
    (przejscie przez ulice)”
    Ale co. To Hilton Fauroz jest oddalony o 150 m.?? Bo chyba nie plaza! Na plaze
    idzie się tak. Kawalek przez teren Hilton Dreams-dwupasmowa ulice-mosteczek nad
    pasem zieleni-dwupasmowa ulice-placyk przed wjazdem do Hilton Fauroz-cala
    szerokość Hilton Fauroz-przecina się deptak-i zaczyna się plaza… Nie wiem… może
    to chodzi o „egipskie” 150 m.??

    Grzes mnie karci za moje marudzenie. To do mnie niepodobne! Wiec uspokajam się
    i wchodząc na plaze odbieramy reczniki. Leżaków-masa. A co najważniejsze-
    rewelacyjny plac zabaw na którym montuje się Radzik ;-) Tam nam zlazi godzinka
    i-postanawiamy wracac. Musimy jeszcze jechac do Delfinarium, isc do Aaba Sharm
    no i chcemy jak najwcześniej zjesc kolacje by zdążyć na wieczorny mecz Polska-
    Anglia!


    Przebieramy się, zabieramy voucher na plywanie z Delfinami i dreptamy znajoma
    trasa prowadzaca na plaze. Z tym, ze zamiast przecinac deptak-skrecamy na nim w
    prawo. Wczesniej chcemy wstąpić do Aaba Sharm. Idziemy… I zaczynam się wkurzac!
    Bo co knajpa czy sklep to gadaja do nas po rosyjsku! Ilez można odpowiadac „I
    am not russian”!! Im glebiej w glowny deptak-tym gorzej! Po chwili czuje się
    jak na placu Czerwonym w Moskwie! Dookoła słychać tylko rosyjski! Nawoływania
    po rosyjsku, rozmowy po rosyjsku… czy akurat teraz musiala tu przyjechac cala
    Rosja?? ;-)

    Z wydrukowana mapka z www.taniewycieczkisharm.com szukamy biura. Po drodze
    mijamy po lewej mieszczance się przy wejściu do sklepu BP Luna Rossa. W koncu
    odnajdujemy biuro. Niestety, Grzesia nie ma. Ale mily pan, swietna
    angielszczyzna prosi, byśmy poczekali chwilke, ze za chwile Grzes będzie. A jak
    nie chcemy czekac-to on nam wykreci numer do Grzesia i porozmawiamy z nim. Nie…
    Nie trzeba. Upewniamy się o której będzie Grzes i informujemy Pana, ze jedziemy
    teraz do Delfinarium a potem tu wrocimy.

    W centrum lapiemy taksowke, ustalamy cene 30le za podroz w dwie strony+czekanie
    i jedziemy. Nooo… nijak ma się ta jazda do jazdy ulicami Kairu! Spokojniutko,
    maly ruch na drogach… przedszkole ;-)
    Okazuje się, ze Delfinarium jest kawal drogi od naszego hotelu-a ja chciałam
    isc na piechote ;-) Wysiadamy i szukamy kogos z kim moglibyśmy zrealizowac
    opłacony jeszcze w Polsce czas plywania z Delfinkami. Jeden nie wie o co
    chodzi… drugi nas prowadzi do trzeciego, który rowniez nie wie co z tym
    voucherem zrobic… w koncu piatej już osobie tłumaczymy o co chodzi-i nic…
    Qrcze. Nie rozumiem. Przeciez wszystko jest tu napisane po angielsku! W koncu
    nas prowadza do biura a w nim słyszymy milutkie „Dzien Dobry!”
    To Tomek Burzyński. Właściciel. Bierze od nas dokument i pyta Rzesia-kiedy
    chesz pływać? Co za pytanie. Jak najszybciej! ;-) Tomej ustala plywanie na
    jutro na godzine 13:30. Mamy być najpóźniej o 13:20 przed Delfinarium, bo o
    13:30 już trzeba być w basenie. Plywanie się konczy o 14, wiec mamy godzinke do
    Show, by Rzes się wysuszyl itp.. Zegnamy się z tym przemiłym człowiekiem i
    wracamy do Sharm.

    Jest po 17:00 i już robi się pomalu ciemno. Wychodze z taksowki i-przecieram
    oczy ze zdumienia. Gdzie my jesteśmy?? Co tu siedzieje?? A na deptaku-eksplozja
    neonów, świateł, lampek, kolorow! Wszystko swieci, mieni się, mruga. Rowne
    chodniki, zero smieci, kosze co 50 metrow… Przepraszam bardzo-ale to jest Egipt
    czy jakies cholerne Las Vegas??!!??!!
    Nie… nijak się ma to miasto do Egiptu który kocham! To nie jest Egipt! Jakze
    tesknie za pastelowym i spokojnym Asuanem, starożytnym Luksorem… gdzie czuc
    historie, zadume nad mijającym czasem, piekno i cisze… Już Hurghada jest 1000
    razy lepsza! Jestem zaskoczona Naama Bay-ale na minus! Zupełnie mi się tu nie
    podoba. Czuje niesmak. I jeszcze ten rosyjski dookola. Ogarnia mnie złość. Jak
    ludzie, którzy jada tylko do Sharm maja czelność mowic „bylam/lem w Egipcie”?
    Siedza sobie w wypasionych hotelach, wieczorem ida na deptak rodem z Hollywood
    i mysla, ze byli w Egipcie. Nie! Byli w odizolowanym kurorcie, który z
    prawdziwym Egiptem nie ma nic wspolnego!
    Ale dlaczego się złoszczę? To ten kicz na tej ulicy tak mnie wkurzyl. Jest
    paskudnie-bo nie egipsko.

    Odnajdujemy Aaba Sharm.Grzes wita nas „dzien dobry pani Iwonka” :-) Wita się z
    moimi chłopakami i od razu nawiązujemynic porozumienia ;-) Placimy za
    wczorajszy
  • platynka.iw 30.10.05, 00:08
    Odnajdujemy Aaba Sharm.Grzes wita nas „dzien dobry pani Iwonka” :-) Wita się z
    moimi chłopakami i od razu nawiązujemynic porozumienia ;-) Placimy za
    wczorajszy Ras Mohammed i umawiamy się na kolejne wycieczki. Interesuje nas
    Lodz Podwodna (ze względu na Radzika, niech zobaczy rafy), Petra, Quady+Lasy
    Namorzynowe, Wielkie Safarii oraz bilety na Show (w Aaba Sharm maja je po 12$
    od osoby a w Delfinarium chca 18$)

    Dzis jest środa. Jak to wszystko ustawic? Głowimy się, a w tym czasie Grzes
    zamawia przez telefon dla nas sok z limonek… pamiętał! ;-) W miedzy czasie
    przyszla Pani Ula, przyszedl Jozef… nic przyjazni zaciska się :-) Reszta
    pracownikow ma musztre przed biurem, a prowadzi ja Radus ;-)

    Wiec ustalamy. Jutro (czw) o 10 lodz podwodna. Potem bus zamiast pod hotel-
    zawiezie nas pod Delfinarium. W piątek Petra. W sobote odpoczynek. W niedziele
    quady. W pon safarii. We wtorek jakies zakupy i pakowanie… w nocy wylot.

    Pijemy sobie soczek, gawędzimy o tym i o tamtym. W tym czasie Grzes dzwoni i
    zalatwia Petre… Qrcze. Cos nie tega ma mine. Mija godzina… dwie. Już chcemy isc
    bo zaraz mecz! W koncu Grzes stwierdza-przykro mi, nie ma już miejsc w
    samolocie. No tak. Czartery do Petry lataja w piatki. I jest to jedyny piatek
    kiedy możemy leciec! W nastepny już nas tu nie będzie! Co robic? Można jechac
    autobusem, ale to sam Grzegorz odradza. Bo tak. Jeżeli chodzi o czas dostępny w
    Petrze w przypadku samolotu to jest 7h, a w przypadku autokaru zaledwie 3h.
    Bezsensu…
    Umawiamy się z Grzesiem, ze wpadniemy jutro po południu, a on do tego czasu
    będzie załatwiał co w jego mocy. Wierze mu.
    Dziękujemy za soczek, zegnamy się i wychodzimy. Chłopcy z Aaba Sharm już
    zdazyli się nauczyc od Radzika „chodu!” i krzyczac to uciekaja w popłochu ;-)

    Wracamy ulica „Twerska” ;-)))) do hotelu na kolacje. Ja mam zle przeczucia,
    którymi się dziele z Rzesiem. Bo tak. Do tej pory z tego co zaplanowaliśmy w
    Polsce-udalo nam się zrealizowac w Egipcie prawie wszystko (poza dolina
    robotnikow w Luksorze) czyli można rzec-prawie 100% Wiec musi cos pierdyknac… i
    chyba to będzie Petra. Qrcze.

    Rzes kaze mi się tym nie martwic i wracamy do pokoju. Chłopaki wskakuja pod
    kołderkę-mecz. A ja szykuje herbatke (w pokoju jest za darmo kawa i
    herbata+czajnik) Lezac w trojke pijemy sobie-wypadaloby powiedziec-czaj ;-) i
    oglądamy mecz. Niestety. Nie ma tu Poloni wiec oglądamy go na egipskim kanale
    sportowym… O mamo! Jakze niepodobne sa znane nam nazwiska naszych pilkarzy do
    tych nazwisk, jakie wypowiada egipski komentator. Normalnie-polewka! ;-)
    Zasmiewamy się do lez! I zamiast skupic się na grze i dopingu-czekamy w
    napieciu wyłapując polsko brzmiace wyrazy ;-) W zyciu mnie tak żaden mecz nie
    zainteresowal! Ale jaja ;-) hihihihihi

    Chłopcy oglądają a ja… a ja zasypiam. Jednak i nawet mecz komentowany po
    egipsku-nie potrafi na dluzsza mete przykuc mojej uwagi. No coz. Zapalonym
    kibicem to ja niestety nie jestem… ;-)

    Iwonka
    GG 1070925





  • bebicka 30.10.05, 00:42
    buuu i ojejej i co nie ebdzie Petry:-((((

    iwonko a co ze zdjeciami udalo sie wkleic:-)
    pozdrawiam
    maraska
  • platynka.iw 30.10.05, 09:54
    Hejka :-)

    Na pierwsze nie odpowiem ;-)

    A co do zdjec-dzis powinny juz byc.

    Buziaki, IWonka
  • platynka.iw 30.10.05, 09:56
    Nooo... Kochani. Myslalam, ze jak nastal week i nikt sie nie nudzi w pracy-to
    nie ma komu pisac.

    No ale prosze. Wczoraj wyslalam kolejne dwa dni a dzis powinnam jeszcze cos
    skrobnac.

    Dziekuje, ze jestescie!!

    Caluski slodziaste :-*
    Iwonka
    GG 1070925
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.10.05, 15:41
    Czyżby to już koniec?Pozdr.
  • Gość: amat 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 16:28
    Dłuuuuuuuugo karzesz wszystkim czekać.
    A co ze zdjęciami- obiecałaś
    pozdro- amat
  • platynka.iw 31.10.05, 21:35
    Baardzo przepraszam za chwilowy zastoj! swieto, Radzik zlapal czerwonke itd...
    Jutro postaram sie wieczorem cos wyslac! Naprawde... nie gniewajcie sie na
    mnie, sila wyzsza :-(
    To nie koniec... opisze kazdy z 22 dni.

    A zdjecia?? Wrzucilam ale cos sie pokielbasilo i musialam album skasowac. Jutro
    przydybie Rzesia i postaramy sie stworzyc album na webshots.

    Jeszcze raz bardzo przepraszam...nawet teraz jak to pisze, to jedna noga juz
    jestem w innym pomieszczeniue ;-) (a w zasadzie-juz powinnam tam byc ;-)

    Wiec mykam i-prosze Was o cierpliwosc!
    Bardzo wszystkich sciskam i caluje! Spokojnego swieta! Dbajcie o siebie,
    papapapapa
    Iwonka z chlopakami
  • Gość: Maraska IP: *.chello.pl 01.11.05, 21:49
    Ojej Iwonko trzymajcie sie i duzo zdrowka. A my spoko poczekamy:-)
    pozdrowionka
    Maraska
  • Gość: Jacek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.11.05, 23:07
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy,przepraszam że popędzam,ale przez Twoje
    wspomnienia czuję się tak jak bym tam wciąż był.Pozdr.
  • pc_maniac 02.11.05, 06:55

    --
    ==============================================
    Biedny naród, w którym nieudacznicy narzucają swoją wolę reszcie :o(
  • platynka.iw 02.11.05, 20:51
    Bosz! Ale bzdury wypisalam. Dziekuje pc_maniacu za czujnosc! To rozyczka!
    Pozdrawiam cieplutko
    Iwonka
  • imonate 02.11.05, 18:01
    Naprawde... nie gniewajcie sie na
    > mnie, sila wyzsza :-(


    Nie gniewamy sie i cierpliwie czekamy
    --
    -----------------------------------------------
    Anitka - 18.02.2005r
  • platynka.iw 03.11.05, 09:19
    Punktualnie o godz. 10 rano zajechal przed hotel busik i pojechaliśmy nad
    przystan. Tam wsiedliśmy na zolta lodz podwodna i z zatoki wypłynęliśmy na
    otwarte morze.

    Cudownie się plynie… sloneczko grzeje niemiłosiernie, cieply wiaterek wieje,
    woda chlupocze… mmm… Dookoła statki, stateczki…w tle plaze, palmy, hotele…
    Wlasnie dostaliśmy komende, ze mamy zejsc pod poklad. Schodzimy palni trwogi
    (przeciez zaraz się zanurzymy!) Raduniek się zapytal, czy aby na pewno będziemy
    mieć wode pod woda… uspokajamy go i schodzimy w dol. I tu-zonk! Nie zanurzymy
    się! Po prostu siedzimy pod powierzchnia wody i plynac-będziemy oglądać
    podwodny swiat! Czujemy zawod… naprawde myśleliśmy, ze będziemy się zanurzac!
    Nic to. Zajmujemy miejsca i już nic nie pamiętamy. Radus jest zachwycony!
    Ciagle krzyczy „zobaczcie, tu jest pan nurek!” „o, a tam jest barakuda „ (to
    jego ulubiona ryba-kojarzy mu się z mieczem, kijem-czyms do walki ;-) Jest
    zachwycony… „mamuniu, popatrz jakie piekne zolte rybki!” „a zobaczcie tam-
    widzicie jak ta rybka się zakola w piasku?” … już nie patrze na okno-tyracam
    dyskretnie Rzesia i oboje patrzymy na Nasze Szczescie… jak jego oczy zrobily
    się ogromne i iskrza, jak nie może usiedzieć w miejscu z podniecenia, jak jego
    cale cialo skupilo się na tym co widzi-i jak strasznie go to cieszy! Przebiera
    nozkami, gestykuluje, podskakuje…. Nasze Male Kochane Sloneczko… :-) Warto
    byloby dac i 100 razy wiecej za ta oszukana „lodz podwodna” byleby choc przez
    kilka munut widziec jego ogromna radosc… I już teraz oboje z Rzesiem wiemy-
    pokocha nurkowanie i kiedys będzie tym panem nurkiem, którego inne dzieciaki
    będą oglądać zza okien „lodzi podwodnej”

    Minelo jakies 45 minut i poprosili nas, by już wychodzic na zewnatrz-slonce
    uderza w oczy, przez chwile nic nie widzimy. Każdy dostal butelke zimnej coca-
    coli i podziwiając przepiekne widoki-doplynelismy do brzegu. Tam przesiedlismy
    się do busa. Patrze na zegarek. Jest 12:10. Wiec prosimy kierowce, by zamiast
    do hotelu zawiozl nas od razu do Delfinarium. Pod Delfinarium jesteśmy o 12:50.
    Znajdujemy Tomka i wchodzimy do srodka. I nagle uderza w nas -delfiny!!! Sa
    trzy … dwa spokojnie cumuja ;-) przy brzegu, a jeden plywa z dwiema osobami.
    Jesteśmy zauroczeni…siadamy na laweczkach i rozmawiamy z Tomkiem, w którego
    towarzystwie milutko i szybciochem mija nam pol godziny. I oto już jest 13:20,
    czas by Rzes się przygotowal. Przebiera się w kąpielówki, sciaga lancuszek,
    obrączkę (chyba pierwszy raz od slubu!) i prowadzony przez trenera Misze
    (Rosjanin) idzie w kierunku zejścia do basenu. Okazuje się, ze ma wielkie
    szczescie- będzie sam w basenie z trzema delfinami (normalnie sa dwie osoby na
    jednego delfina) WOW!

    Tomek wraca do swoich zajec, a my z Radzikiem pozostajemy w miejscu do tego
    wydzielonym. Rzes wchodzi do wodu…zanurza się pomalu i podpływa do brzegu… tam
    instruktor przedstawia ich sobie-oto Rzes-oto Stiepan (którego zaraz
    przechrzciliśmy na Stefan ;-) Pierwsze dotkniecie… pierwsze glaskanie…
    przytulenie…i widze-ze moje Rzesiatko jest szczesliwe! Pan z obsługi kreci go
    na wideo, robi mu pozowane zdjęcia. Stefan wyraznie zaczepia Rzesia…ociera się
    o niego, traca go noskiem, kladzie się na grzbiecie, by ten drapal go po
    brzuszku… pieszczoszek ! ;-)

    Teraz czas na zabawe. Grzes plynie do przeciwległego brzegu. Na skinienie
    dlonia-Stefan wskakuje pod wode i naciera na moje Rzesiatko! Widac tylko czarna
    plame szybko przemieszczajaca się pod woda! A miala to być zabawa! ;-) W
    wydawaloby się ostatniej chwili nagle zwalnia i delikatnie staje kolo Rzesia…
    uffff… a już myślałam, ze go pozre ;-)
    Teraz rzes chwyta go za płetwę i-mamo! Pruja jak torpeda! Woda burzy się przed
    nimi a za nimi tworzy się niemala fala… I już sa brzy brzegu. I tak kilka razy.
    Stefan dostaje rybke i nastawia brzuszek do drapania ;-) Patrze na mojego
    Rzesia…a on się caly smieje! Nie tylko usta czy oczy… on się smieje caly!
    Szczescie wrecz się wylewa z niego! To wspanialy widok…

    Teraz dołączyły się kolejne dwa delfinki-sunie, które zawsze trzymaja się
    razem. Teraz Rzes stoi, a cala trojka wokół niego plywa, przewraca się… Rzes
    znowu plynie do brzegu lecz tym razem-podplywaja do niego dwie sunie. Chwyta je
    za pletwy i-plyna powoli… Mysle sobie-popsuly się?? ;-) Nie! Okazalo się, ze
    Rzes je chwycil za pletwy grzbietowe od wewnętrznej strony, a wtedy one zawsze
    plyna powoli. Rzes musi powtórzyć wystep ;-) Wraca na druga strone i czeka na
    sliczne sunie. Chwyta je od zewnętrznej strony i-mamo! A mnie się wydawalo, ze
    Stefan szybko płynął! To było mega szybkie!Ziu-i już po drugiej stronie!
    Jeszcze raz, i jeszcze raz… i znowu rybki dla delfinkow i pieszczoty ;-)

    Patrzac na Rzesia wydaje mi się, ze zaraz dostanie mega skurczu twarzy! On
    zaraz z radości wybuchnie! Mam ochote go przytulic… ale jest w basenie! ;-)
    Robie mu zdjęcia i patrze… jak strasznie jest szczesliwy i-ja tez wypelniam się
    radością.
    Nagle-wszystkie trzy delfinki skierowaly w jego strone pyszczki i-zaczela pluc
    na Rzesia woda! On się delikatnie cofa…ale już ma murek za plecami. A te
    napieraja! Nabieraja do pyszczkow wode i-chlup na Rzesia! Widze, ze już niezle
    go przygniotły, wystaja z wody na jego wysokość, by oblewac go prosto w twarz!
    Stojacy na brzegu trenerzy zaśmiewają się do lez, a Rzesio nie ma możliwości
    ruchu! W koncu jeden delfinem wazy srednio 180kg wiec jak tu się bronic? W
    koncu przestaja, a mój Rzesio-przeszczesliwy! Pierwszy raz widziałam, żeby ktos
    mu naplul w twarz-i żeby tak się cieszyl! ;-)
    Rzes się zegna z suniami, które odpływają… nie wiadomo kiedy minelo 30 minut!
    Na koniec Stefan daje mu caluski-które naprawde słychać! Cmok, cmok, cmok…
    Ostatnie przytulenie, ostatnie ukochanie i… czas wyjsc z wody! Wraca do nas
    promieniujacy szczęściem. Nie pytam o nic-tylko go mocno przytulam….

    Gdy troche ochłonął zaczal opowiadac. Ze sa strasznie milutkie. Ze mimo, iż
    wydaja się gładkie-sa lekko chropowate. Ze jak płynął trzymając się za pletwy-
    to nic nie widział, nie był w stanie oddychac! Woda zalewala go całego!
    Ogolnie było super, ekstra, swietnie, rewelacyjnie, niesamowicie i chce
    jeszcze :-) Zanim zdążyliśmy wyjsc zaczepil nas facet od zdjęć i kamery. Chca
    za jedno zdjecie 14$ za półgodzinne DVD 250le. Zaczynamy się targowac, ale
    nawet nie ma mowy! Oni sa nieprzejednani! Rzes się zastanawia, a ja
    mowie „bierz! To wspaniala pamiatka! Ja ci robiłam zdjęcia tylko z tamtego
    brzegu, na kamere w ogole niekrecilam! Bierz-i tak nigdy sobie nie kupujesz
    zadnych pamiątek… nie zastanawiaj się, bierz!”
    No i wziął. Wybral sobie jedno zdjecie na którym trzyma wygiętego slicznie
    Stefana ;-) i zamówił DVD, które jeszcze dzis wieczorem ma być dostarczone do
    hotelu. Wpłaciliśmy zaliczke i wyszliśmy.


    Wychodzimy na zewnatrz. Tam zasiadamy pod parasolem i czekamy na show, które
    odbedzie się za jakies 40 minut. Daje Radzikowi bułeczkę i pod jedna z dwoch
    wielkich klatek w której sa ptaszki i zolwie. Rozmawiamy z Tomkiem na temat
    Delfinkow… dowiadujemy się, ze pochodza z Rosyjskiej chodowli, urodzily się w
    niewoli. Ze sa troszke inne niz te delfinki, które zyja w Morzu Czerwonym. Na
    wolności zyja srednio 15 lat (najczęściej umieraja na choroby skorne) a w
    niewoli 40 (dba o nich caly sztab ludzi) Te w delfinarium maja po 7 lat wiec
    sa jeszcze młodziutkie. Ze uwielbiaja rybki, zabawe i kontakt z ludzmi… Ze
    delfinarium się rozbudowuje i będzie tu ogromna sala konferencyjna, gdzie będą
    się odbywaly szkolenia i spotkania na temat delfinkow..

    Już otwieraja wejście wiecwchodz
  • platynka.iw 03.11.05, 09:19
    Już otwieraja wejście wiecwchodzimy… jak milo znowu tu być! Siadamy w pierwszym
    rzedzie. Radunie się wspina na sama gore i tam zajmuje miejsce. Ludzi
    niewiele… Kamera, aparat-w gotowości. I oto się zaczelao! Muzyka gra! Trenerzy
    wbiegaja! (fajnie wyglądają w tych obcisłych strojach ;-) hihihihi) delfinki
    skacza, przynosza pileczki, tancza, machaja, śpiewają… mam gesia skore!
    Niesamowity jest widok, gdy wyskakuja z wody-az mnie zatyka! Ludzie reaguja
    entuzjastycznie, ciagle słychać „wow!!” „jeee!!” brawa, brawa, brawa…

    Nagle trener daje jednej z suni pędzelek do pyska-i ta maluje na deseczce na
    zolto… zmienia kolor, wsadza jej pędzelek do pyszczka-i teraz czas na kolor
    czerwony… nastepnie niebieski-wyraznie widac, jak rusza pyszczkiem! Niemożliwe!
    Chwytam Rzesia za reke „musze mieć ten obraz!” Rzes odpowiada „może wystawia go
    na licytacje, to sprobujemy go kupic” Niee…to za malo. Musze go mieć! Musze
    mieć pewność, ze wyjde z tym obrazem! Wspinam się po schodkach do Tomka (który
    nie opuszcza zadneg show!) i pytam „Tomek, jak można kupic ten obraz?”
    Odpowiada „wiesz co… nie wiem. Mam kilka starych w biurze… ale zaraz będzie
    konkurs, jak Radzik się zgłosi to może wygra”
    Konkurs? Już jestem przy Radziku i pytam czy wygra dla mamy ten obrazem „dobrze
    mamuniu” odpowiada i schodzi ze mna w dol. Siada obok i w tym momencie
    prowadzacy pyta po ang „czy jest na widowni odważne dziecko?” Przykładam dlonie
    do plecow Radka i szruuuuuuu-wypycham go na srodek ;-)

    Ten dzielnie chwyta pana za reke.Na pytanie, które słyszy srednio 15 razy na
    dobe ;-) „your name?„ sam już odpowiada „Radek” i przechodzi za oddzielony
    teren. Tam zdejmuja mu klapki, bluzeczke i ubieraja kapok. W tym momencie
    truchleje… przeciez on nie umie pływać?? Już widze oczami przerażonej matki,
    jak swoimi malymi raczkami musi chwytac je za pletwy, a potem w tej zburzonej
    wodzie ledwo dopływa do brzegu… Rzes (znowu ;-) jakby czytal w moich myslach.
    Obejmuje mnie i mowi „spokojniutko… nic mu się nie stanie!”

    Postanawiam nie dac poniesc się strachowi, biore gleboki oddech i patrze jak
    moje dziecie drepta… Wsadzaja go do pontona, spuszczaja do basenu, wsadzaja
    Stefanowi końcówkę liny przywiazana do pontonu do pyszczka i-moje dziecie niby
    Posejdon plynie po wodzie za delfinkiem. Plynie tusz przy brzegu, powoli… dwie
    sunie w niewielkiej odległości za nim –wyskakuja z wody i zanurzaja się,
    wyskakuja-i zanurzaja… Dopłynął blisko widowni, w kolumnach pan wrzasnął „Panie
    i Panowie-oto Radek!!!!” Radus patrzy na widownie, jedna reka macha (gwiazda! ;-
    ) i ma uśmiech od ucha do ucha! Szczerzy cale zabki w uśmiechu! Ludzie bije
    brawo, niektórzy wstaja-a ja placze! Becze jak bobr! Moje dziecie! Moje kochane
    syniatko! Jestem taka dumna…

    Przepłynął caly basen w koleczko. Teraz trener wyjmuje ponton, a delfinki
    tracaja Radzia w plecy … Wyszedl, kucnal przy brzegu i -nie boi się! tylko
    swoimi maleńkimi raczkami glaszcze je po pyszczkach, drapie Stefana po ogonku…
    Nastepnie prowadzony za trenera odchodzi w bok-gdzie zostaje mu wreczony
    obraz!!!!! Słychać westchnienie na widowni i barwa, nieustające brawa! Jeszcze
    krok, dwa…już ubrany dreptusia do mnie~, a ja porywam go w ramiona i caluje, i
    mowie, ze jestem dumna, ze go kocham i ze bardzo mu dziekuje!
    Radunik zadowolony bierze ode mnie cukierki i wraca na gore a ja-klade na
    kolana obraz… obraz namalowany przez delfinka!!! Obraz, który wygral dla mnie
    Mój Raduniek!!! Wspaniala pamiątkę… niesamowita!

    c.d.n.
  • platynka.iw 03.11.05, 10:00
    Jeszcze kilka chwil, jeszcze kilka sztuczek i już 40 minutowe przedstawienie
    dobieglo konca. Wskakujemy jeszcze na dol, gdzie można podziwiac te cudowne
    ssaki pod powierzchnia wody… zegnamy się z nimi i z wielkim zalem-ale i radocia
    wychodzimy na zewnatarz. Tam nas lapia znani już faceci od zdjęć i nagrywania.
    Proponuja nam zdjęcia Radka… jak drapie delfinki, jak stal obok…zdjęcia sa
    sliczne! Już wybraliśmy sobie jedno i siegamy po portfel by wyjac 14$ gdy
    słyszymy „nie, nie, nie… te zdjęcia możecie mieć za 28$ jedno” Nie… widze, jak
    oczy się rzesiowi zmieniaja… przeciez to już lekka przesada! Rzes pyta „Czy to
    w porządku? Takie samo zdjecie sprzedajecie za podwojna cene??” Mysle
    sobie „teraz musze się już targowac” i rzucam kwote 20$ za zdjecie… i nagle
    jestem oszolomiona! Facet smieje mi się w twarz i mowi, ze może mi sprzedac to
    zdjecie ale za 27,99$. Krew uderza mi do glowy… Co za bezczelne gnojki!
    Wychodzimy postanawiając, ze nie będziemy się nakręcać i rozpamiętywać tego.
    Jeszcze wspolna fotka z Tomkiem…pozegnanie i do taksowki.
    Rzes mnie przytula ”i co? Zadowolona??” Co to za pytanie! Wlasnie niose pod
    pacha obraz namalowany przez delfina… Przytulam Radzia „Tak. Jestem bardzo
    szczesliwa!”

    I znowu ta gra z taksiarzem… koniec końców-wracamy jak zwykle za 10le do
    Centrum i od razu idziemy do Grzesia z Aaba Sharm. Tam dowiadujemy się, ze nie
    ma szans na jutrzejsza Petre. Ze caly samolot wykupila grupa rosyjskich
    dziennikarzy i koniec. Grzes nas pociesza, obiecuje, ze jeszcze zrobi co w jego
    mocy…
    Wracamy deptakiem do hotelu. Wszedzie słychać rosyjskie „zdrastwujtie”
    i „pasmatri” :-/
    Nagle jakis facet (jeden z wielu) wrecza mi ulote BP Tours Marine odnośnie
    wycieczek… ja ja chowam w kieszen, ale rzes mi ja zabiera i pokazuje „zobacz-
    Petra samolotowa!”
    Odwracamy się na piecie i pytamy, czy jest szansa na jutro-facet mowi , ze
    jest! Podszczypujemy się z radochy, zapominając o kamiennej twarzy w przypadku
    zakupow u Egipcjan. Wchodzimy do biura. Siadamy i czekamy. Facet wykonuje
    dziesiątki telefonow… rozmawia po arabsku, wiec nie wiemy o co biega! Nagle
    mowi nam, ze tak-potwierdzil, sa miejsca w samolocie na jutrzejszy dzien!
    HURRRAAA!!! Przechodzimy dwie uliczki dalej do innego biura i tam-znowu
    telefony po arabsku (tym razem inny facet, ale jak to zazwyczaj jest w takich
    biurach w Egipcie-obok siedzi dziesięciu innych facetow, każdy z telefonem w
    reku ;-) Facet kolejny raz nam potwierdza. Tak. Jest jutro wyjazd do Petry, sa
    miejsca. Mowimy-super! Stawia warunek „musze mieć całość teraz, bo jest już po
    szesnastej, musze wykupic Wam na jutro bilety itd.” Ok. Zotawiamy im 890$,
    bierzemy pokwitowanie i wychodzimy…. Teraz idziemy dwa cmm nad ziemia! Cudownie!
    Idziemy do hotelu, przebieramy się i biegniemy na plaze. Rzes bierze maske i
    idzie popływać, Radzik bawi się na brzegu, gotuje w wiaderku zupke pomidorowa z
    makaronek i jarzynowa z kluseczkami (widac, ze tez już tęskni za domowym
    jedzonkiem :-) Ja leze na lezaku i chwytam promienie, bo… zauważyłam, ze
    zaczynam się robic czerwono-brazowa! Jupi! Może w koncu się opale??

    Czas milutko mija… jest przez 18ta i zaczyna się robic ciemno. Zbieramy się do
    hotelu. Najpierw idziemy się przebrac-potem na kolacje. Wchodzimy do pokoju-a
    tam na podłodze lezy jakas kartka… to faks jaki przyszedl do nas na adres
    Hiltona… Czytam… i nie wierze. Daje go Rzesiowi, który potwierdza to co
    zrozumiałam… Jest to faks, który informuje nas, ze mamy czekac o 01:30 w nocy
    przed hotelem, bo o tej godzinie ruszamy na wycieczke do Petry lodzia.
    LODZIA??!!??!! Nie ma podpisu. Nie ma nic. Tylko numer tel. Burza mysli… może
    to Grzes nam zatatwil Petre lodzia?? Ale nie. On by się kontaktowal
    bezpośrednio… Wiec o co chodzi?? Bo chyba nie BP Marine?? Wiec smarujemy po ang
    zapytanie o co chodzi?? Facet nam odpisuje „Boat Petra” . Wiec my znowu
    piszemy, ze tak się nazywamy, ze jesteśmy z tego hotelu i kompletnie nie
    rozumiemu dlaczego dostaliśmy ten faks! Na koncu pytamy czy facet jest z biura
    Marine. Odpisal „ Boat Petra” :-/. Tyle.

    Nic to. Wychodzimy… ale nie na kolacje tylko do Centrum dowiedziec się o co
    chodzi! W miedzy czasie dzwoni do nas Grzes z Aaba i mowi, ze on nic nam nie
    wysylam… pozostaje tylko to biuro, w którym byliśmy kilka godzin temu. Walimy
    tam i pytamy czy ten faks jest od nich? Nie! Pytam-a czy znacie ten numer tele?
    Tak! Dzwonia pod ten numer po arabsku cos gadaja, gadaja, gadaja… i po
    półgodzinie dowiadujemy się, ze nie ma Petry samolotowej, tylko jest
    katamaranem do Akaby. Krew mi uderza do glowy… Rzes pokazuje ulotke i mowi, ze
    maja napisane wyraznie, ze Petra samolotowa, za taka zapłaciliśmy i albo taka
    będzie-albo maja nam oddac kase. Faceci się lekko tym co usłyszeli wkurzyli,
    zaczeli cos do siebie gadac po arabsku i kazali przyjść za godzine. Lecimy do
    Grzesia z Aaba. Ja patrze na zegarek… o zgrozo. Nigdy w to nie wierzyłam, ale
    dzis jest 13sty!!!

    Gadamy z Grzesiem. Okazuje się, ze nie zna tego BP, mimo iż sa kilka ulic obok.
    Pociesza nas i dzwoni…. Czas mija… Grzes czestuje nas kawa egipska, soczkiem i
    dalej dzwoni.. okazuje się, ze nikt nie słyszał o czyms takim… o katamaranie,
    który by odpływał z Sharm i w 40 minut był w Akabie… Pytam”Co robic?” Grzes
    mowi „musicie to DZIS rozwiązać” Musicie być twardzi. Twardsi od nich. Pociesza
    nas… wychodzimy. Jest taki opiekuńczy i troskliwy…

    Wracamy wśród rosyjskiego gwaru do BP Marine. Nawet Radzik czuje, ze cos jest
    nie tak. Nie prosi o nic, nie zagaduje nas, w ciszy drepta cierpliwie obok… A
    ja mowie „Albo dadza nam na pismie, to to jest samolot-albo dzis musimy
    odzyskac kase. Bo jutro nam powiedza, ze nie wstawiliśmy się na wycieczke i po
    kasie!”
    Wchodzimy. Już nas nie witaja tak jak kilka godzin wczesniej. Wrecz przeciwnie-
    widac, ze nasza wizyta nie jest im na reke. Siadamy…a Ci dzwonia, dzwonia,
    dzwonia… Nie wytrzymuje i mowie „wiec jaka jest odpowiedz? Mój syn jest glodny,
    musimy wracac na kolacje!!” Jeden proponuje nam herbate… „Nie chcemy herbaty!
    Jaka odpowiedz!!” Jakis podchodzi do Rzesia, traca go lokciem, mruga i
    mowi „co, zona się zdenerwowala?? Ostrzach z niej” a Rzes „a żebyś wiedział! I
    nie radze Ci z nia zaczynac!”

    Po chwili, facet któremu wpłacaliśmy kase mowi nam, ze nie jest to wycieczka
    samolotowa, tylko katamaranem, ze jest duzo lepsza. I może nam spuścić 100$.
    Mysle sobie-Nie… teraz-to nawet gdyby to była wycieczka rakieta-to my już do
    was nie mamy zaufania! Odpowiadam. „W folderze pisze, ze samolotowa. Za taka
    płaciliśmy. Nie ma jej. Wiec zadamy zwrotu kasy” A facet wstal i zaczyna cos
    mowic, ze już dokonali rezerwacji, kupili bilety itd…. Gotuje się we mnie. Nie
    dam się naciągnąć na ich matactwa! Rzes im cos tłumaczy a ja wrzeszcze ”gowno
    mnie to obchodzi! 890$ macie nam oddac!” Chyba niepotrzebnie się uniosłam…w
    koncu jesteśmy tu tylko my i ok. 12 arabow, którzy chyba nie przywykli, by
    kobieta na nich krzyczala, bo groznie na mnie patrza… ale mam to gdzies! Mimo
    iż w srodku cala się trzese ze zdenerwowania, zachowuje zimna twarz. W koncu
    jeden z nich, który ciegle siedzi za biurkiem mowi „ok. oddamy wam kase. O 21
    przyniesiemy do hotelu” Potwierdza to kilka krotnym „obiecuje, na pewno” Ok.
    Wychodzimy
    Idziemy deptakiem, nie rozmawiamy. Nagle Rzes mowi „Mysia. A jak przyniosa nam
    mniej kasy albo co?? Lepiej jak odbierzemy to
  • platynka.iw 03.11.05, 10:01
    Idziemy deptakiem, nie rozmawiamy. Nagle Rzes mowi „Mysia. A jak przyniosa nam
    mniej kasy albo co?? Lepiej jak odbierzemy to osobiście”
    Wracamy do nich, sa wyraznie wkurzeni naszym widokiem. Mowimy, ze nie chcemy by
    zostawiali to na recepcji, wiec my po kase dzis po kolacji przyjdziemy. Facet
    nam mowi „o 21. a jak się spóźnicie to Wam kasy nie dam” Se mysle „Ty gnojku.
    To ja przyjde policja i będziesz miał przechlapane” Wracamy do Grzesia z Aaba i
    wszystko opowiadamy. Uśmiecha się, oczy mu łagodnieją i mowi „spokojnie.
    Oddadza Wam pieniadze. Jestem tego pewny. Idzcie zjesc spokojnie kolacje a
    potem wróćcie na kawe”
    Nie wiem, ale uspokoil mnie… Ten facet jest niesamowicie dobry…

    Wracamy do hotelu. Żołądek mam ściśnięty, nie potrafie nic zjesc… Chłopcy cos
    tam zjadaja, ale widze, ze tez bezsmaku. Jest przed 21… idziemy. Z ciezkim
    sercem. Nogi jak z ołowiu. I jedna mysl „oddadza? Nie oddadza?”
    Jeszcze kilka metrow… już ich widac… już wchodzimy… jest 21:10. Jak nas
    zobaczyli-odwrocili się plecami i tylko zerkaja groznie…widac, ze sa zli jak
    cholera. Podchodzi do nas facet, ktoremy wpłacaliśmy pieniadze i wrecza nam
    plik banknotow… przeliczam…100, 200, 300… 890$. Zgadza się. Daje plik Rzesiowi,
    który tez przelicza. Jest ok. Nie żegnając się wychodzimy… Euforia nas
    wypelnia! Wygraliśmy! Oddali nam kase! Unosimy się na wyzyny radochy, by po
    chwili z nich spasc-no tak. Ale do Petry nie pojedziemy?
    Idziemy do biura Aaba i tam razem świętujemy szczesliwe zakończenie problemow…
    tylko ta Petra… jest mi smutno… to jest marzenie Rzesia odkad zobaczyl „Indiana
    Jones”… Rozumie, ze jazda autokarem jest troche bezsensu, ale może jednak? Rzes
    się uśmiecha…mowi trudno. Nic to. Może nastepnym razem?

    Zegnamy się z Grzesiem i wracamy do hotelu. Mam już dosc tych rosyjskich pytan!
    Jestem zla, ze Petra nie wypalila… Grzes lagodzi nerwy wspominając, jak Radus
    wygral obrazek… to znowu mi się przypomina jak to chcieli nam łaskawie spuścić
    jednego centa! Jestem wkurzona… Nic tylko sen może nas uratowac… po drodze Rzes
    sobie kupuje Heinekena. Zatrzymujemy się jeszcze przy placu zabaw. Niech
    maluszek się troszke pobawi… przez ostatnie kilka godzin był w stresie jak my…
    Biedulek. Teraz już radosnie bryka, wspina się i uśmiecha. Wracamy na recepcje,
    by odebrac DVD z plywania Rzesia. Jest. No! W koncu cos pozytywnego. NIE! To
    nie DVD! Na okladce i na plycie wprawdzie pisze, ze to DVD ale oryginalny
    nadruk, wokół dziurki informuje nas, ze jest to Video CD! NIEMOGE! Niech ten
    dzien się skonczy! Mam dosyc!

    Wracamy do hotelu, Rzes rzuca plyte w kat, ja robie kawe, herbate… Cala trojka
    wskakujemy pod kołdrę i oglądamy po arabsku Myszke Miki na cartoon network.
    Wtulam się w Rzesia… przytulam Radzika i pocieszam się… jak na tyle dni pobytu
    w Egipcie znając mentalność Arabow to i tak dobrze, ze dopiero teraz się cos
    posypalo… Tylko-dlaczego Petra?
    Pierwszy raz w zyciu zasypiam w Egipcie smutna… bardzo smutna. I zla. Dlaczego
    wypalily moje marzenia? Na wlasna reke Luksor, Asuan, Kair… a nie wypalilo
    jedno-jedyne marzenie Rzesia-Petra ;-(

    Czuje cieplo przytulonych chłopaków, slysze bicie serca Rzesia i zasypiam… To
    był wspanialy dzien, tylko koncowka się spierdzielila ;-(

    Iwonka
    GG 1070925
  • ivis 04.11.05, 20:38
  • platynka.iw 03.11.05, 10:04
    DZIEKUJE :-*!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Iwonka
  • Gość: alku IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 03.11.05, 11:31
    oj ale sie zczytalam, niesamowite z tymi delfinkami i z dzielnym synkiem ktory
    wygral dla ciebie obrazek oh zazdroszcze, smutny koniec dnia, az sie
    zdenerwowalam czytajac ale dobrze ze kase oddalo, czekam na ciag dalszy i na
    zdjecia!!! sciskam
  • Gość: Maraska IP: *.chello.pl 03.11.05, 18:54
    ojej Iwonko koeljen wspanile odcinki Twojej przygody z Egiptem. Starsznie mi
    szkoda ze Wam Petra nie wypalila, chociaz ciagle licze ze trzymasz jakiegos asa
    w rekawie:-) Zupelnie jak w powiesci sensacyjnej, czekam na kolejny zwrto akcji.
    A dzisiaj czytajac o delfinkach przypalilam dwa garnki, gotujac obiad:-)
    hihihihi
    pozdrawiam
    Maraska
  • platynka.iw 03.11.05, 23:35
    hihiih... ok. Jak sie spotkamy przywioze Ci nowe gary ;-) heheheheeh
    Buziaki!
    Iwonka
  • platynka.iw 03.11.05, 23:38
    Dziekuje! Radus byl naprawde niesamowity...ryczalam jak bobr! Nie wspomne o
    kasie... nawet nie wiesz jak strasznie sie balismy... no, ale na szczescie :-)
    CAluje!
    Iwonka
  • platynka.iw 04.11.05, 00:01
    Na razie tylko zachodni brzeg, lot balonem, Abydos i Dandera... Niestety-
    strrasznie przegrzebane! Qrcze. Najgorsze bylo odrzucanie zdjec :-(

    Na dniach powinnam wrzucic ciag dalszy.

    Kochani-prosze o opinie!!! Mam nadzieje, ze zdjecia Wam sie spodobaja. W
    swiatyniach robilismy zdjecia z dluuugim naswietlaniem (bez statywu) wiec
    wybaczcie jakies poruszenia itd.

    Buziaki, Iwonka

    Egipt 2005,cz.I
    Od El Gouny do Luksoru
    community.webshots.com/album/487930610KMcSod
  • Gość: Maraska IP: *.chello.pl 04.11.05, 00:04
    eeee gary sie udalo uratowac:-)
    ide ogladac zdjecia
    a ze spotkania to bym sie bardzo cieszyla, zapraszam do Gdanska:-)
    pozdrawiam
    Maraska
  • miriam_73 04.11.05, 00:38
    Iwona, nie mogłaś tych for powiesić rano??? :-)))

    A poza tym dzięki i pisz dalej dobra kobieto :)))
    --
    Moje Podróże
    community.webshots.com/user/miriam_1973-date
  • Gość: alku IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 04.11.05, 07:28
    ledwo wszlam do pracy to zajrzalam na forum a tu taka niespodzianka zdjecia
    wielkie dzieki, obejrzalam szybciutko ale musze jeszcze raz ze spokojem,
    niesamowity jest ten twoj maly meższczyzna. Ściskam i czekam na wiecej zdjec!!!
  • platynka.iw 04.11.05, 08:59
    Ciesze sie, ze starczylo Ci cierpliwosci, by tyle czekac :-)
    A co do radunia-fakt, jest niesamowity (tak jak i jego tatus ;-)

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka

    Egipt 2005,cz.I
    Od El Gouny do Luksoru
    community.webshots.com/user/Saruh2005

  • platynka.iw 04.11.05, 08:57
    Dziekuje Ci bardzo miriam_73

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka

    Egipt 2005,cz.I
    Od El Gouny do Luksoru
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • platynka.iw 04.11.05, 08:30
    Miski... czy ktos wie dlaczego nie dziala mi licznik odwiedzin? Na tronie mam,
    zero...a Wy piszecie, ze ogladaliscie... :-)

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka

    Egipt 2005,cz.I
    Od El Gouny do Luksoru
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • miriam_73 04.11.05, 09:28
    Dostaniesz infor o liczbie odsłon i downloadów pod koniec tygodnia. Webshotsy
    przesyłaja takie zawiadomienia raz na tydzień.
    --
    Moje Podróże
    community.webshots.com/user/miriam_1973-date
  • platynka.iw 04.11.05, 08:54
    Szkoda, ze dalo sie uratowac-bylaby okazja do spotkania ;-) hihihihi
    A ja zapraszam na cudny Slask ;-)

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka

    Egipt 2005,cz.I
    Od El Gouny do Luksoru
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • pc_maniac 04.11.05, 11:52
    Fotki super, ale może lepiej byłoby je podzielić na kilka grup tematycznych
    np.po 24 lub 36?!

    Fajnie, ze trafiliście do Świątyni Luksorskiej po zachodzie słońca. Chyba żadna
    świątynia nie jest tak przepięknie podświetlona nocą jak ta.

    Mam malutką prośbę, czy mogłabyś mi podesłać 2 fotki w pełnym rozmiarze ze
    Świątyni Luksorskiej?
    To przedostatnie i ostatnie z 7 strony?!
  • platynka.iw 04.11.05, 12:10
    nie rozumiem-jakie grupy? Tam jest mozliwy podzial tylko na trzy albumy...
    wiesz-jestem kiepska w te klocki (sam fakt-ile czasu zakladalam ten album ;-)
    Napisz prosze jak blondynce-o co Ciebie biega? ;-)

    Zdjecia juz wysylam.
    Iwonka
  • pc_maniac 04.11.05, 12:25
    Hm, możliwe, że od czasu gdy ja dodawałem swoje zdjęcia zmienili zasady?!
    Rok temu można było tworzyć nieskończoną ilość grup tematycznych pod warunkiem,
    że w sumie znajdowało się w nich nie więcej niż 250 fotek.
    A co do grup tematycznych, o których wspomniałem, to zerknij na moją kolekcję z
    wyprawy na własną rękę, będizesz wiedziała o co mi chodziło (choć nie wiem, czy
    teraz jeszcze tak można dzielić?!):
    community.webshots.com/user/Minius100
  • platynka.iw 04.11.05, 12:40
    zeczywiscie... fajniejszy jest taki podzial. Tylko-jak to zrobic? W ramacj
    albumu?? M<oze ktos robil ostatnio i poradzi? Albo Ty-napisz mi jak to i gdzie
    robiles rok temu-moze mi sie ida...
    Pozdrawiam cieplutko, Iwonka
    AAA!!
    Co zrobic by umiescic wiecej niz 250 zdjec?? Moze zalozyc kolejny album na
    Rzesia? Tylko czy oni rozpoznaje IP??

    A moze na innej stronie? Doradzcie...
    Iwonka
  • pc_maniac 04.11.05, 12:48
    Jak to zrobić opiszę wieczorem z domciu, bo w pracy nie wypada za dużo siedzieć
    na necie, a przecież jeszcze muszę poczytać Twoje wspomnienia.
    (podeślę Ci fajny programik Webshotsa, do robienia takich kolekcji na
    komputerku i dopiero finalny produkt wysyłasz na ich portalik)

    Co do dalszej części kolekcji. Nie psrawdzają po IP lecz po nazwie skrzynki
    mailowej, więc spoko możesz założyć drugą część na męża.
  • platynka.iw 04.11.05, 14:43
    ok. To czekam na e-mail. Wlasnie na wieczor zorganizowalam sobie czas, bo mam
    zamiar wkleic kolejne zdjecia-albo wlasnie podzielic je na grupy.
    Pozdrawiam
    IWonka
  • jowitapl 04.11.05, 12:12
    Też jestem egiptomanką, ale nie ma nic cudowniejszego w Egipcie niż świat
    podwodny. W tych, choć świetnie opisanych wspomnieniach jest na drugim planie.
    Polecam. To cud świata. Wybierajcie hotele z rafami koralowymi lub pływajcie na
    morze! Każda droga do świata ryb jest ok. Oczywiście najlepiej w akwalungu, ale
    snurkowanie też dostarcza nipowtarzalnych przeżyć.
    Kamienie i pustynia nie zastąpią tego co żywe.
    Pozdr
    Jowita
  • platynka.iw 04.11.05, 12:25
    Witaj jowitapl.
    Masz racje. Morze czerwone jest przepiekne. Ale jak wyczulas-nie fascynuje
    mnie. Kocham Egipt starozytny-i koniec. Dla mnie rafa moglaby nie istniec (nie
    bijcie! ;-)
    Natomiast Rzes jest w rafach zakochany! I pewnie, gdyby to On opisal swoje
    wspomnienia-duuuzo wiecej by bylo na temat zycia podwodnego w Egipcie. Dla mnie
    nie ma nic cudowniejszego nic zabytki!
    Tak jak ty marzysz o tym, by wejsc pod wode. Tak szczytem moich marzen jest
    siedzenie pod kolumna w Karnaku czy pod jakas sciana w innej swiatyni.
    Kazdy lubi co innego...
    Piszesz, ze kamienie i pustynia nie zastapia tego co zywe. Widzisz. Ja tego nie
    widze jako "kamienie i pustynia" Dla mnie kazda swiatynia zyje, czuje w niej
    ducha minionych lat, oddechy ludzi, ktorzy tam byli, wierze, ze starzy bogowie
    nadal zyja w tych swiatyniach! Dla mnie to jest cudo i najwieksza przyjemnosc!
    Kocham egipskie swiatynie, panujacy w nich klimat, zapach murow, wydeptane
    posadzki... ponad wszystko!

    Natomiast morze... Dla Ciebie cos szczegolnego i niepowtarzalnego-dla mnie,
    ktora za plywaniem nie przepda-jest to poprostu morze. Widzialam rafy,
    widzialam rybki-i ok. Sa sliczne, ale to mi wystarczy.
    Jestesmy zupelnie inne-mimo iz obie egiptomaniaczki :-)

    Pozdrawiam zyczac wspanialych chwil w Morzu Czerwonym!

    Iwonka
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • platynka.iw 04.11.05, 12:28
    Wstaliśmy dzis pozno, ok. 10… i pierwsza mysl „wlasnie o tej godzinie mielismy
    być juz w Petrze” ;-(
    Echhh….

    Nic to. Glowa do gory. W koncu jesteśmy w Egipcie :-)
    Zabieramy olejki, karty na reczniki, zabawki itd. i idziemy na sniadanie, a
    potem na plaze. Sloneczko niezle grzeje… a w Polsce podobno już chlodno
    (znaczy się, nie ma pogody na opalanie ;-)

    Zajmujemy lezaki pomiedzy plaza, a placem zabaw (z wiadomych względów ;-)
    Kremujemy się i postanawiamy, ze idziemy pomoczyc się w morzu. Krok do przodu-i
    wyskok w tyl! Wow! Ale piasek goracy! Wiec zaczyna się… polowanie na odrobine
    cienia, by nie poparzyc stop ;-) Hops-hops-hops-hops… kicamy od cienia do
    cienia az wreszcie stajemy na mokrym, chlodnym piasku :-)
    Grzes ubiera maske i idzie snorkelingowac. Ja siadam do pasa w cieplutkiej
    wodzie, ramiona odrzucam do tylu, zamykam oczy i biore gleboki wdech… pluca
    pelne egipskiego, słodkiego powietrza :-)
    Radus rozklada wiaderko z zabawkami i zanurza się w swoim wyimaginowanym,
    cudownym dziecięcym swiecie. Obserwuje Go-siedzi na brzegu morza, jeglo tłuste
    lapeczki grzebia w mokrym piasku, pod noskiem sobie nuci „My jesteśmy
    krasnoludki…”, a na „hop sa sa-hop sa sa” pupcia mu na piasku podskakuje i
    chlupocze w wodzie :-)
    Wystawiam twarz do sloneczka…. Mimo iż mam oczy zamknięte i tak mnie razi!
    Czuje na calym ciele ogromne cieplo, które przyjemnie mnie oblewa…-jakbym
    siedziała w piekarniku :-) macham sobie stopami w cieplej wodzie i czuje się
    szczesliwa… Już nie pamiętam o wczorajszych problemach, o niewydarzonej
    Petrze. O w tym momencie to jest nieważne, malostkowe… Liczy się to, ze
    wlasnie leze na przepieknej plazy, wśród palm, sloneczko grzeje, fale
    przyjemnie uderzaja o me cialo… Ze jesteśmy tu razem, cala rodzinka…
    Otwieram oczy i patrze w prawo-w lewo-za siebie… Tu jest jak na folderach
    reklamowych!

    Grzes wlasnie podpływa do brzegu i pokazuje mi paluszkiem, żebym była cicho.
    Chce przestraszyc Radusia wynurzając się nagle w masce i fajce… Ale to Radus
    jest szybszy! Zobaczyl go i wrzasnął „tatus!” no i podstep się nie udal ;-)
    Pytam „może zbudujecie zamek z piasku?” Radus na to „a może zbudujemy
    piramide?” – mój synek :-)
    Wiec chłopaki biora się do pracy, a ja klade się na brzegu dajac się przesuwac
    wodzie… cieplutko… ciepluteńko…

    Jest! Przepiekna piramida! Lece po aparat i cykam fotki chłopakom, którzy
    dumnie pozuja do zdjęć. Piramida wyszla naprawde super! Nawet spacerujący
    ludzie uśmiechają się i w roznych jezykach swiata ja komentuja (jak mysle,
    pozytywnie :-) Teraz nadszedł czas na najlepsze-rozwalenie piramidy! Radus jak
    dziki rzuca się na jej czubek, przygniata brzuszkiem i stara się ja
    rozwałkować, potem siada na niej okrakiem i podrzuca jej kawalki wysoko nad
    siebie! Ale ma frajde ;-)

    I tak nam minal czas… Chcialismy jeszcze zostac, ale kaszel który Radzis ma od
    wczoraj nasilil się. Trzeba isc do apteki. Zbieramy się do pokoju, zahaczajac
    jeszcze na chwilke o plac zabaw (czytaj. Na godzine ;-)
    Dreptamy do apteki, a ja dedukuje w glowie „jak powiedziec farmaceucie, ze chce
    syrop na suchy kaszel?” Już wiem! Wchodzimy do apteki, witamy się i mowie do
    Radzika „Radusiu-zakaslaj” i pan juz wiedział o co chodzi ;-) Dal nam syrop za
    18le i wyszliśmy. Od razu w hotelu dostal pierwsza dawke i już widac poprawe!

    Wracamy na plaze. Tym razem zamierzamy isc na spacer wzdłuż brzegu morza…. Wiec
    sobie dreptamy cala rodzinka, trzymamy się za rece… gonimy… chlapiemy woda…
    chichramy… jest cudnie! W koncu nie wytrzymuje i zaczynam zbierac muszelki….
    Oplukuje je w wodzie i sciskam w piastce… i ciagle znajduje nowe, i znowu… sama
    nie wiem po co to robie?? To jakis chory nawyk-jak jestem na plazy to zaraz
    zbieram muszelki. Mimo iż wiem, ze ich nie wywioze, tylko z zalem zostawie na
    balkonie… tak jak za każdym razem. Nic to. Widocznie tak już mam, ze musze je
    zbierac ;-)
    Czas milutko mija… nawet nie wiemy, kiedy minal caly dzien! I już jest 18 i już
    jest ciemno… wracamy na kolacje. Po kolacji spacer… oczywiście, ze zewszad
    zaczepiaja nas po rosyjsku-już nie mam czasu ani ochoty im tłumaczyć…
    Przysiadamy na jednej z wielku kanap i zamawiamy nasz ulubiony soczek… i
    obserwujemy deptak i ludzi na nich… Pierwsza mysl „jakie niezliczone ilości par
    bialo-brazowych tu drepta!” Druga mysl „cicho bądź, to nie Twój interes”
    Radzik znalazł kawalek patyka (wow, w Egipcie-kawalek patyka??!!??!!) i walczy
    z fotelem. My wtuleni delektujemy się soczkiem. Qrcze… uswiadamiam sobie, ze
    jeszcze 4 dni i wylatujemy do domu! Niemożliwe… przeciez dopiero tu
    przylecieliśmy! Zaczynamy z Rzesiem wspominac „a pamiętasz jak rok temu w
    Luksorze…” ‘no, a teraz w Kairze…”
    Hehehe… jesteśmy w Egipcie i gadamy o Egipcie-to się nazywa zboczenie ;-)

    Wracamy do hotelu, gdzie standardowo już chłopaki wskakuja pod kołderkę, ja
    parze kawe-herbate, daje syrop Radusiowi, plaster Rzesiowi (ciagle mu się
    otwiera ta rana po rafie) i kładziemy się spac…Jeszcze rzut oka na oparty o
    sciane obrazek namalowany przez delfinki i sen… spokojny sen…

    Iwonka
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • Gość: Maraska IP: *.chello.pl 04.11.05, 15:57
    Iwonko a czy w ramach rekompensaty za nadpalone garnki, moglabys napisac w
    jakich hotelach, szczegolnie te w Sharmie mnie interesuja, bylas??? :-)))
    Albom nie docyztala, albo nie pisalas, a wciaz mysle o tej zielonej trawie i
    teraz jeszcze plaza... i czy wrzucilas moze juz opisy na hotele?

    I dopiero teraz ide ogladac zdjecia bo wieczorem mnie maz pogonil
    pozdrowka
    Maraska
  • madzia112 04.11.05, 21:49
    Iwonka ! Dzięki za pasjonującą lekturę :) Znowu 'byłam' w ukochanym Egipcie i
    raz jeszcze przeżywałam to co zdarzyło się latem i za czym tak tęsknię. Znów
    zatraciłam się bez reszty... Pięknie piszesz - robisz naszemu forum wielką
    przysługę w ten jesienny , depresyjny czas. Ruch na forum zamiera, mniej ludzi
    wyjeżdża, a tu taki prezent. I jeszcze te fotki...

    pozdrawiam Cię cieplutko,

    Magda :)))
  • pc_maniac 05.11.05, 00:11
    Przepraszam, ze tak późno, ale córcia nam się strasznie rozchorowała (pewnie to
    trzydniówka, ale 39,4 st gorączki trochę nas postawiło na bacznosć), a gdy już
    się uporaliśmy z lekarstwami i ułożyliśmy ja do snu, musiałem spisać w mailu
    jakąś prostą instrukcję obsługi do tego programiku.

    Przekonasz się, ze jest bardzo prosty w obsłudze.
    Pozdrawiam
  • platynka.iw 06.11.05, 12:33
    Madzik-nawet nie wiesz jak strasznie milo czytac takie slowa... Bardzo Ci
    dziekuje, jestes kochana...
    Gdybym mogla-to bym Cie wysciskala ;-)
    Buziaki :-)
    Iwonka
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • lilypons 05.11.05, 10:21
    platynka.iw napisała:

    > Dla mnie nie ma nic cudowniejszego nic zabytki!
    > Tak jak ty marzysz o tym, by wejsc pod wode. Tak szczytem moich marzen jest
    > siedzenie pod kolumna w Karnaku czy pod jakas sciana w innej swiatyni.
    > Kazdy lubi co innego...
    > Piszesz, ze kamienie i pustynia nie zastapia tego co zywe. Widzisz. Ja tego
    nie
    >
    > widze jako "kamienie i pustynia" Dla mnie kazda swiatynia zyje, czuje w niej
    > ducha minionych lat, oddechy ludzi, ktorzy tam byli, wierze, ze starzy
    bogowie
    > nadal zyja w tych swiatyniach! Dla mnie to jest cudo i najwieksza przyjemnosc!
    > Kocham egipskie swiatynie, panujacy w nich klimat, zapach murow, wydeptane
    > posadzki... ponad wszystko!

    Witaj Iwonko
    to Ty masz tak samo jak ja z tymi zabytkami. Raz siedziałam pod jedną kolumną w
    Karnaku 4 godziny czekając aż słońce przesunie się i oświetli kawałek reliefu,
    który chciałam sfotografować. Pisz dalej bo jak czytam Twoje opisy, to wędruję
    razem z Tobą po znanych mi dobrze miejscach i odkrywam je na nowo. Dzięki i
    pozdrawiam bratnią duszę :)
    --
    Każdy teatr jest domem wariatów, ale opera to oddział dla nieuleczalnych:)
  • bebicka 05.11.05, 14:01
    rweszcie obejrzalam zdjecia. Super!
    No i czkeam na czesc Kairsko-Sharmowska, szansa wieksza ze mnie tam loty zaniosa
    w tym sezonie wiec ciekawa jestem bardzo:-)
    Ale pytanie z innej beczki, na tym pierwszym zdjeciu gdzie Twoj synke oglada
    bajke... ja wiem ze jestem zacofana ale coz to za urzadzenie??? bo juz sie
    zastanwiam jak spacyfikowac mojego malego diabelka w samolocei:-)
    pozdrawiam
    Maraska
    Acha ps ! oczywiscie niespodzinki doznalam jak Cie zobaczylam na zdjieciach bo
    moje wyobraznie podpowiadaly mi malutka, filigrnaowa...dziewczyne z czarnymi
    wlosami:-) coz jak spojrzalam na blondynke moje zdziwienie bylo na tyle duze ze
    zaczelam sie zastanwiac kto to jest:-) bo przeciez nie Iwonka...

    i Acha ps2 mam nadzieje ze nie umknie Ci moj list z pytaniami odnosnie hoteli,
    przynam ze bardzo licze na odpowiedz
    papatki
    Maraska
  • platynka.iw 05.11.05, 18:26
    Witaj serdecznie! :-)

    > rweszcie obejrzalam zdjecia. Super!
    Dziekuje. Postaram sie je podzielic jak mi pc_mainiac radzil, moze bedzie sie
    lepiej ogladac. A dzis (jak czas pozwoli!) postaram sie wrzucic zdjecia z Rejsu
    i Asuanu, no i moze Kair.

    > Ale pytanie z innej beczki, na tym pierwszym zdjeciu gdzie Twoj synke oglada
    > bajke... ja wiem ze jestem zacofana ale coz to za urzadzenie??? bo juz sie
    > zastanwiam jak spacyfikowac mojego malego diabelka w samolocei:-)
    Jest to bardzo przydatna rzecz. Nazywa sie i`River. Zabralismy do niego
    ulubiona muzyke, Radkowi Rzes zgral kilka bajek... w Asuanie to wlasnie na
    niego zrzucilismy nasze zdjecia. Ja sie dokladnie nie znam-to dzialka Rzesia.
    Znalazlam taki link-dokladnie cos takiego mamy.
    www.iriverpolska.pl/odtwarzacze_multimedialne/odtwarzacze_multimedialne_PMP-140.htm?vid=abcfecfdabdaeccacdfcdddfdddeaab

    > Acha ps ! oczywiscie niespodzinki doznalam jak Cie zobaczylam na zdjieciach bo
    > moje wyobraznie podpowiadaly mi malutka, filigrnaowa...dziewczyne z czarnymi
    > wlosami:-) coz jak spojrzalam na blondynke
    Nie filigranowa i nie malutka :-( No coz... Tez czuje sie zawiedziona :-(


    > i Acha ps2 mam nadzieje ze nie umknie Ci moj list z pytaniami odnosnie hoteli,
    > przynam ze bardzo licze na odpowiedz
    Postaram sie jeszcze dzis Ci odpowiedziac.
    Buziaki :-)
    Iwonka

  • pc_maniac 05.11.05, 19:27
    Nie napisałaś czy dostałaś maila z tym programem, więc wysyłam jeszcze raz.

    PC_M.
  • Gość: amat1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 19:55
    Jeszcze 23 wypowiedzi a pobijesz rekord na tym forum!!!!
    powodzenia amat
  • Gość: Maraska IP: *.chello.pl 05.11.05, 22:14
    No tak wiedzialam, ze bede miala przchlapane przez te filigranowe itp:-) Ale na
    mnie wieszky szok to wywarly wlosy, no dalabym sie pocica ze beda ciemne,
    krotkie krecone:-) hihihi
    a ta filigranowosc to wiesz w kontekscie 150 wzrostu:-)
    pozdrowka
    Maraska
  • platynka.iw 05.11.05, 22:25
    Mianowicie w Asuanie na jednej wycieczce i na Gorze Mojzesza nie robilismy
    zdjec aparatem, tylko krecilismy na kamere. I mam zdjecia-ale odzyskane z
    filmu. Jak wiadomo-sa to raczej kiepskiej jakosci zdjecia...
    I tu moje pytanko. Czy nie zamieszczac z tych miejsc w ogole zdjec? Czy choc
    dla jako takiej orientacji-zamiescic? (ew. podpisze je, ze to kadry)
    Poradzcie, bo nie moge zdecydowac...
    Dziekuje i sciskam
    Iwonka
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • platynka.iw 05.11.05, 22:59
    Przy sniadaniu mysle sobie (znowu) „gdybym miala w ten sposób spędzać wczasy-to
    bym umarla” Już mam dosyc po wczorajszym dniu na plazy… a dzis zapowiada się
    identyczny dzien.

    Wlasnie dostalam sms od mojej „siostruni” Elci. Niby zwyczajny sms jakich
    dostaje się wiele ale… zaintrygowalo mnie jedno pytanie „chce już Wam się
    wracac?” Hmmm… Patrze na Grzesia „Tak, on już chce wracac. Już tęskni za
    bebnami, już zaczyna myśleć o pracy, już tęskni za naszym domkiem… Zobaczyl
    wiele, przeżył wiele… Araby nadal Go wkurzaja… Jest już opalony, wypoczęty…Tak.
    On chce wracac”
    Zerkam na Radzika, który smacznie palaszuje czwartego naleśnika i jak zwykle
    macha zwisającymi z krzesełka nozkami :-) „Radzik… Czy chce wracac? Z jednej
    strony wiem, ze tęskni za dziadkami, za dziewczyna (tak, tak-Ulcia. Ukochana,
    która czeka w przedszkolu :-) Ze tęskni za zabawkami, za zupka pomidorowa z
    makaronem ;-)… z drugiej strony-swietnie się bawi! Uwielbia zwiedzanie,
    spacery, plaze, basen…BA! Z basenu trudno go wogole wyciagnac! Sama nie wiem…”
    A ja? Odpowiedz jest jedna-NIE! Nie chce wracac! Ja bym mogla jeszcze dzis
    zaczac od nowa zwiedzanie… mogłabym teraz wsiąść w autokar i jechac do Kairu,
    potem do Luksoru, Asuanu… Nie. Nie chce wracac! Chce opuścić Sharm-ale nie
    Egipt! Nie mowie, ze nie tesknie za domkiem i swoja podusia ;-) ale nie chce
    wracac… nie ciagnie mnie do Polski wogole. Uwielbiam czuc ten suchy, cieply
    wiatr na sobie… kocham zapach słodkiej, suchej pustyni… slonce, które w Polsce
    nigdy tak nie swieci… spacery, sok z limonek, zapach jabłkowego tytoniu,
    otaczajaca zwszad muzyke arabska-ktora zupełnie inaczej brzmi w domu, uwielbiam
    patrzec na różnokolorowe morze, na przepiekne gory na Synaju… nie wsporne już o
    Gornym Egipcie! Ech… NIE! Nie chce wracac!

    Grzes wyrywa mnie z zadumy pytaniem „Co dzis robimy Myszko”, a ja na wpol
    zamyslona odpaliłam „jedziemy do Luksoru?”
    On myślał, ze zartuje. A ja pytałam serio…

    Zbieramy zwloki i idziemy do pokoju. Postanawiamy, ze pojdziemy na plaze, a
    potem się zobaczy. Niepokoi mnie fakt, ze Ci z Delfinarium nie odpisuja… Qrcze.
    Będzie trzeba tam jechac i za to Video CD ich porzadnie spierdzielic…

    Bierzemy karty i dreptamy… rozkladamy sie nalezakach, i juz mamy wczorajsza
    metoda „z cienia w cien” isc do morza gry… szok! Przy pomoscie, który znajduje
    się przy plazy, faceci zmieniali (chyba) jakis smar czy co w silniku czy gdzies
    tam… nie znam się. W każdym razie-przepiekna, blyszczaca plama czegos
    śmierdzącego unosi się na wodzie… pieknie :-\

    Biore Radzika i ide z nim na plac zabaw. Radus się schowal w plastikowym domku
    i bawi się, ze broni zamku ;-) a sobie mysle „może się pobujam??” Pakuje zadek
    na siedzisko-HA! Nawet się zmieściłam ;-) hihiih… O NIE! Wyskakuje jak
    proca „jaki ten plastik nagrzany!” Malo a bym sobie pupcie ;-) spazyla ;-)

    Wracamy do Rzesia i ustalamy, ze dzis skoczymy do Starego Sharm na jakies
    zakupy. A wczesniej do Grzesia z Aaba umowic się co do jutrzejszego wyjazdu na
    quady.

    Tlusta plama sobie odpłynęła, wiec postanawiamy isc do morza. Nawet jak cos z
    tego syfu tam zostalo-nie boimy się. W koncu jesteśmy ze Slaska ;-) wiec
    jesteśmy zakonserwowani ;-)
    Biore z soba bulke, by pokarmic baraszkującego Radzika. Wiec siedze na pomoscie
    i karmie go. Nagle-kawaleczek bulki wpadl mi do wody. Male rybki, które pływają
    przy brzegu, zaraz się nia zainteresowaly. Zaczely się kotłować i włazić
    (wpływać? ;-) jedna na druga. Wiec wrzuciłam im jeszcze jeden kawalek, i
    jeszcze… gdy wtem spod pomosty wypłynęły prawdziwe cuda! Ogromne, wieksze niż
    moja dlon ryby! Dwie zolte z czarnymi paskami, jedna błękitno-fioletowa i
    jedna z takim smiesznym ogonkiem. Wow! Od reki poszla cala bula i jeszcze dwie
    które mialam w torbie ;-) Niesamowite… Pol plazy się bieglo i podziwialo.
    Obserwowałam je i doszlam do wniosku, ze one mieszkaja pod pomostem! Ciekawe,
    czy jutro tez będą…

    Czas na plazy strrrrasznie się ciagnie. Wiec nudząc się, wychodzi ze mnie
    wredna strona babskiej natury i… zaczynam komentowac „patrz, ale ta wyglada w
    tym stroju” „a ta? Taka brazowa a jeszcze na słońcu lezy” „ zobacz tam…” w
    koncu Rzes nie wytrzymuje i podnosząc się mowi „wiesz co? Jednak opalanie
    naprawde Ci nie sluzy. Chodzmy stad ;-)” ehheehhehe

    Wiec wracamy do hotelu. Ja ide do pokoju a chłopcy leca na basen.
    Robie sobie mocna, slodka herbatke, klade się na lozku i-czytam przewodnik po
    Egipcie. O! Nie wiedziałam, ze na Synaju sa pozostałości po starożytnych? Jest
    swiatynia pozostawiona przez robotnikow wydobywających tu cenny kruszec dla
    faraona. Hmmm… może nastepnym razem uda się ja odwiedzic??

    Chłopcy wracaja-rozentuzjazmowani! Krzycza cos od progu jeden przez drugiego,
    wpadaja mokrzy na lozko, rzucaja się na mnie i mnie sciskaja… co jest?? Nie
    wiem kompletnie o co im chodzi! W koncu Radus skacząc po lozku
    wykrzuknal „Mamuniu! Przepłynąłem do tatusia bez rękawków!!! I w dodatku nie
    boje się skakac do wody!!!” Niemożliwe! Grzes przytakuje glowa i ma lzy w
    oczach… Musze to zobaczyc! Wszyscy wybiegamy w pokoju i pedem na basen.
    Wpadamy, chłopcy wchodza do wody. Rzes stawia Radzia na brzegu basenu i ten-
    hops do wody! Zanurza się i po sekundzie wyplywa, Rzes go chwyta a ja na brzegu
    skacze i bije brawo jak oszalala! Super, ze przełamał lek przed woda! SUPER!
    Ale to nie koniec. Rzesio stawia Radzika na płyciźnie i cofa się metr do tylu.
    Radzik krok za krokiem wchodzi do wody… ostrożnie, delikatnie… wie, ze to wazny
    moment… nawet nie wiem kiedy napinam z nerwow cale cialo, dlonie sciskam do
    czerwoności, sa cale spocone… Moje maleństwo… Czy da rade?? Cala drze-a jak mu
    się nie uda? Wiem, ze Rzes Go w pore zlapie… Już zanurza się po pupcie… po
    szyje… przestaje oddcychac…i nagle-raczki zaczynaja machac, nozki… troche
    nieporadnie-ale plynie! Przemieszcza się do Rzesia! Bez rękawków! Pieknie,
    pieknie plynie! Jestem wniebowzieta! Dumna! Nauczyl się pływać! I to w Egipcie!
    Wspaniale! Moje Słodkie Radziatko!Moj pięciolatek plywa!
    Radzik wyszedl z wody i do mnie biegnie z wyciągniętymi raczkami, a Rzes
    krzyczy „Myszko, nie placz!” :-)

    Trzeba to jakos uczcic. Wracamy do pokoju i pytam Radzia „Kochanie. Na co masz
    ochote? Co chcesz robic? To Twój Wielki Dzien! Twoje I Nasze Święto! Jesteśmy
    tak bardzo dumni z Ciebie. Postaramy się spełnić kazde zyczenie!” a Radus „Chce
    cos z szuflady i zjesc to tułając się z Wami pod koldra i oglądając bajeczki” ;-
    ) Normalnie rozpłynęłam się… stalam się miekka i slaba… rozbroil mnie… Ja
    myślałam, ze zazada Bog jeden wie czego-a on chce zjesc cos słodkiego i
    oglądając bajki przytulac się do nas… ;-) Uwielbiam Go…

    Niestety. Okazalo się, ze podczas tego tulania… oboje z Rzesiem zasnęliśmy…
    hihihi… Wlasnie się obudziliśmy i zaspanym wzrokiem, patrzac na siebie
    wybuchamy smiechem… Radzik był tak zapatrzony w bajki, ze nawet nie zauważył!

    Jest 18. Zbieramy się na kolacje a potem na zakupy i do Aaba Sharm. Zjadamy i
    wychodząc przed hotel lapiemy busa. Wsiadamy i lokujemy się z tylu. W srodku
    sami miejscowi. Wkurzam się na Maksa, widzac jak się gapia na mnie-do cholery,
    czy nie widza, ze obok siedzi mój maz i dziecko? Sa obrzydliwi…

    Wysiadamy przy Old Market zostawiając kierowcy za kurs 3le. I wchodzimy. Wielu
    porownuje to do Hurghady i… chyba cos w tym jest. Rzes mnie pyta „Miska, wiemy
  • platynka.iw 05.11.05, 23:02
    Wysiadamy przy Old Market zostawiając kierowcy za kurs 3le. I wchodzimy. Wielu
    porownuje to do Hurghady i… chyba cos w tym jest. Rzes mnie pyta „Miska, wiemy
    co stad chcemy?” ja „nooo… pamiątki jakies ;-)” heheheheeh No bo tak… mamy już
    w domu szisze, papirusy, kubki…KUBKI! Tak! Kupimy kubki. Tych nigdy nie za
    wiele ;-) I talerz jakis ozdobny. Aha! No i znajomym przyprawy. I kartusz…
    chciałabym kartusz… Koniec myslenia-idziemy. Wchodzimy do sklepu-„ile za ten
    talerz?” Odp.”150 le”. Heheheeheh Żartowniś ;-) Kolejny sklep -„ile za ten
    talerz?” Odp.”160 le”. Błahahaha… pogłupieli?? Nie dam wiecej niż 30le! To i
    tak za duzo. Kolejny sklep i kolejny… o! Tu jest talerz, jaki mi się bardzo
    podoba. „Ile?” „150le” Zaczynamy gre… targowanie, poklepywanie, uśmiechy,
    wywalanie oczu, chwytanie się za glowe, wychodzenie-wracanie… w koncu facet
    mowi „40le” Ja obstawiam przy swoim „30le” A ten kleka-lapie się za cerce i
    wola, ze przysiega na Allacha, ze on to kupuje po 35le, wiec nie może nam
    sprzedac taniej. Odpowiadam „ok.Sorry. Bye” A ten „ok.,bierzcie za 30le”
    hehehehehe. I jak tu ufac Arabom??

    Lazimy sobie po bazarze i kupujemy rozne rzeczy… Radus mnie ciagnie za raczke
    i mowi „mamuniu, chciałbym cos przywieźć z Egiptu mojej dziewczynie Uli” Moja
    pierwsza mysl „jaki On jest kochany. Nie mysli o sobie, ze On cos chce-tylko o
    kims… o Uli :-)” Oczywiście, ze musisz jej cos kupic… cos wybierzemy. Niestety-
    nic Radziowi ciekawego nie wpadlo w oczka-wiec postanowimy, ze kupimy w innym
    miejscu.
    Dziwimy się, jak wielu ludzi przeplaca! No, ale czy my za pierwszym razem tez
    tak do konca umieliśmy się targowac? Pewnie, ze nie! W koncu znuzeni wsiadamy w
    busa i wracamy. I znowu siadamy z tylu a dookoła sami miejscowi. Jeden mnie
    znowu zapytal, czy jestem Rosjanka. Wiec wkurzona (a jednak nadal mnie to
    rusza :-| ) odpowiadam, ze NIE! A ten mi na to „Ej. Nie denerwuj się, tylko się
    ciesz, ze Cie biora za rosjanke. Bo w Egipcie Rosjanki sa szanowane, sa uwazane
    za najmądrzejsze z wszystkich dziewczyn-sa mądrzejsze od Polek, Czeszek.”
    Przerywam mu „dlaczego?”
    A ten „Bo one wiedza czego chca. Polki, Czeszki oczekuja od Egipcjan
    komplementow, mowienia o miłości., a Polki wrecz pytaja „przyjedziesz do mnie?
    Mogę przyjechac do Ciebie? Przedstawisz mnie swojej rodzinie? Zamieszkamy
    razem? „Polski sa najgłupsze! A Rosjanki wiedza czego chca-seksu z nami i po to
    przyjeżdżają. Nie potrzebuja tych wszystkich głupot. Wiedza, ze jesteśmy
    swietni w lozku i po to przyjeżdżają, przywoza nam nawet prezenty. A Polki-
    wymagaja, żeby mowic o miłości, placic za nie w restauracjach i zabiegac o nie
    w nieskończoność… a potem jeszcze zanudzaja sms-ami i oczekuja, ze sa tymi
    jedynymi. Wiec ciesz się, ze Cie biora za Rosjanke-Rosjanki sa w Egipcie
    szanowane i cenione, sa madre”
    Qrwa. Szczeka mi opadla. Nie wiedziałam co odpowiedziec! Na szczescie bus się
    zatrzymal i koles wysiadl. Za to wsiadły dwie Rosjanki. Zapytaly „ile za kurs
    do Centrum?” Kierowca odpowiedział „5le od osoby” Odpowiedzialy „super” i
    zadowolone wsiadły. Przejechaly ze 3km, i już wysiadaly-bo to było Centrum, a
    my z nimi. My zapłaciliśmy za 3 osoby 3le a one za 2 osoby 10 le… Rosjanki sa
    mądrzejsze?? ;-)

    Idziemy do Aaba Sharm. Niezauwazam już kiczu na ulicy wiec… chyba zaczynam się
    przyzwyczajac ;-) Wchodzimy do biura gdzie od progu wita nas usciskiem w swych
    potężnych ramionach Grzes. I od razu pyta „czego się napijecie?” Odmawiamy, bo
    już jest pozno i troche się spieszymy… Chłopcy z Aaba na widok Radka krzacza po
    Polsku „chodu!” i zaczynaja wallke z już rozognionym i gotowym do starcia
    Radzikiem ;-)
    Pytamy o jutrzejsze quady. Dogadujemy się, ze ja pojade sama z Rzes z Radziem
    na drugim. I mamy być o 08:00 przed Hotelem. Ok. Zegnamy się i wracamy do
    hotelu…
    Idziemy, idziemy-a do mnie nagle dociera, ze Radzik nie kaszle! Qrcze. Ale
    skuteczny ten syrop! Proszę… kolejna dobra nowina :-)

    Wchodzimy do hotelu a Pan z recepcji podbiega i prosi, byśmy z nim szli. Wiec
    idziemy. Okazalo się, ze byli z Dolphinella i zostawili dla Rzesia DVD i
    oryginalna kasete VHS.WOW. Unieśli się honorem i dali to i to. Super :-)
    Kolejna wspaniala nowina :-)

    Wchodzimy do pokoju i-standard. Herbatka… tulaki… spanie…

    Iwonka
    GG1070925
    Egipt, od El Gouny do Luksoru
    community.webshots.com/user/Saruh2005

  • bebicka 06.11.05, 14:48
    Kurcze Iwonko, znowu sie wzruszyalam czytajac o plywajacym Radziku... jak Ty to
    robisz ze czytam i mam lzy w oczach. Juz nie pamietam kiedy sie poryczalama nad
    jakas ksiazka a tu prosze co rusz:-)
    I czekajac zawsze z niecierpliwoscia na kolejne dni opisane przez Ciebie zdaje
    sobie sprawe ze to juz zaraz bedzie koniec... i to mnie zalalmuje, bo Twoje
    opisy sa dla mnie wielka radoscia, szczegolnie ostatnio, keidy mam jakies takie
    dolujace dni..to ta chwial keidy wlaczam komputer niecierpliwie szukam na
    forum... jest sa nowe wpisy, nowe dni:-) i juz mi lepiej na duzy.
    Bardzo Ci dziekuje za ten opis, jest po prostu piekny!

    ech dzisiaj jakos marudze pap czekamy na dlasze czesci:-)
    pozdrawiam
    Maraska
  • bebicka 06.11.05, 14:50
    Boszeeee jak sie wysylalo zobaczylam ile w pospiechu i zdenerwowaniu zrobilam
    bykow:-((( sorki sorki
    papatki
    Maraska
  • platynka.iw 07.11.05, 21:50
    Ej... cio to za doly?? Moze jakies jesienne przesilenie?? Ej... nosek do gory i
    usmiech prosze! :-) Blagam... nie smuc sie!!!!!!
    Tulam Cie mocniutko :-)
    Iwonka

    P.S. WIELKA BUZKA za wspaniale slowa!!! Dziekuje :-*
  • ewucha11 07.11.05, 10:20
    Iwonka !
    Napiszę tylko tyle, że jestem nadal z Tobą i czytam aktywnie Twoje wspomnienia
    które koją moje serce ... Zdjecia są super !!! czekam na reszte i na kolejne
    opisy - ale pisz wolniej bo już mi smutno, jak pomyślę, że niedługo zakończy
    się Twoja podróż buuu :-(

    Pozdrawiam Cieplutko Ewa
  • platynka.iw 07.11.05, 21:46
    Hej Ewcia!
    BARDZO Ci dziekuje :-*

    I nie wiem czy Cie pociesze, ale jak patrze na nawal pracy jaki sie nagle na
    mnie zwalil-to szybko tego nie skoncze :-( Nie mowiac o zjeciach ;-(
    Ale obiecuje, ze w wolnej chwili...
    BUZIAKI!
    Iwonka
  • bebicka 06.11.05, 14:37
    zamiescic zamiescic:-)
    Maraska
  • platynka.iw 08.11.05, 13:20
    To co? Nie poradzicie?? :-(
    Juz bym zalozyla kolejny album, ale nie wiem co robic... :-(
    No, ludziska...doradzcie! A moze juz nikt tu nie zaglada??

    Iwonka
  • anuulka 08.11.05, 17:12
    Zagladamy zagladamy ;) Zaloz jeszcze jedno konto.. Ja mam chyba 4 albo 5 na
    tego samego maila ;) Tylko csiii ;)
    I czekam na ciag dalszy Waszej przygody egipskiej caly czas odliczajac dni do
    kolejnego wyjazdu.. 2 miesiace bez dwoch dni ;) W pracy juz mowia ze jestem
    nienormalna bo dopiero wrocilam a ja ich przeganiam bo przeszkadzaja w czytaniu
    Twoich wspomnien ;)
  • anuulka 08.11.05, 17:14
    bezsensownie odpisalam.. przeciez temat zalozenia kolejnego konta juz byl
    dyskutowany a Ty pytalas czy zamiescic te z kamery. OBOWIAZKOWO zamiesc :)
  • platynka.iw 08.11.05, 23:14
    forum.gazeta.pl/forum/71,69392.html?f=717
    Na tej stronie umiescilam wlasnie opinie o hotelach... powierzchowna, ale mam
    nadzieje, ze ok.
    Buziaki i nie martw sie-pojedziesz w koncu do Egiptu :-)
    Iwonka
  • ika5 07.11.05, 19:15
    Też mi smutno , że to już 18 dzień , ale mam pomysł: następnym razem ( bo
    przecież będzie następny raz - została Petra !!) spróbuj zobaczyć okolice
    Aleksandrii i opisz to !!!Piszesz fajnie , tak emocjonalnie , nie boisz się
    wyrażać uczuć a to rzadkie zjawisko.Najserdeczniej pozdrawiam i życzę
    następnych wspaniałych podróży.
  • platynka.iw 07.11.05, 21:48
    Hejka :-)
    No... nastepnym razem to juz MUSI byc Petra!!!! :-)
    Jezeli chodzi o Aleksandrie-to raczej nie. To miasto kompletnie mnie nie
    pociaga... To juz bym wolala odwiedzic El Tell Amarnne, czy jakies oazy...

    Bardzo Ci dziekuje, za wspaniale slowa! Choc... nie jestem pewna, czy naprawde
    na nie zasluguje...

    Buziaczki i duuuzo zdrowia na jesienne dni!
    Iwonka
  • platynka.iw 08.11.05, 11:34
    Dzis wstaliśmy ze swietnymi humorami-znowu cos się dzieje :-) Spakowaliśmy
    plecak w same najistotniejsze rzeczy, ponieważ Grzegorz powiedział, ze na
    quadach będziemy to wszystko caly czas z oba targac. Wiec jest balsam, woda,
    buleczka i „cos z szuflady ;-)” dla Radzia, sa chustki, okulary i maska z fajka
    dla Rzesia. Dodatkowo zabrałam aparat, ktory ze względu na swe rozmiary już się
    nie zmieścił do plecaka, wiec mialam go targac ja :-)

    Zjedliśmy śniadanko i czekamy o 8 przed hotelem. I oczywiście-co kilka sekund
    zatrzymuja się namolne taksowki. Sloneczko już niezle grzeje… Po chwili
    podjechal busik, w którym była już jakas para, oddalismy vouchery i wsiadamy.
    Lecz nie siedzimy! ;-) Jesteśmy tak naladowani oczekiwaniem i napieciem
    związanym z majaca nadejść lada moment-przygoda-ze nas nosi!! Nie możemy
    usiedzieć!
    Kocham ten stan. Kiedy oczekuje, ze cos się wydarzy, kiedy adrenalina rosnie,
    kiedy moje cale cialo skupione jest na jednym…
    Raduniek trzyma się za przednie oparcie i podskakujac w miejscu :-) wola „juhu!
    Jedziemy na motory! Hurra! Jedziemy na wyprawe!!” :-)
    W koncu zajeżdżamy na miejsce-a tam-same motorki czterokolowe! Masa motorow!
    Niebieskie, czerwone… Stoja pieknie ustawione w rzedzie.
    Z poznanymi w busie ludzmi, sympatycznymi łodzianami wychodzimy i udajemy się
    za przewodnikiem. Przedstawia nas dwum Egipcjanom, którzy rowniez z nami pojada.

    Zostaja nam przydzielone motorki-wszystkie czerwone Hondy. Radzik troszke kreci
    noskiem, bo chciałby jechac na niebieskim (to jego najulubienszy kolor :-) Sa
    to automaty. Dodaje się gazu poprzez ciagle trzymanie przycisku prawym kciukiem
    lub naciskanie go-w celu przyspieszenia. Hamuje się jak na rowerze-raczkami
    przy kierownicy. Musze przyznac, ze sa dosyc szerokie i siedzi się w niezłym
    rozkroku. Jeden z nich mnie pyta „jestes dobrym kierowca?” a ja „nieeeee”. No
    bo co mam powiedziec-pierwszy raz będę jechac na czyms takim!

    Rzes z przodu, miedzy spojlerem a kierownica umieszcza plecak. Nastepnie bierze
    na siedzenie przed soba Radusia i wygodnie dopasowuja się do siebie :-) Ja
    przewieszam przez ramie i plecy aparat i umieszczam za soba-fakt, jest w dosyc
    szczelnym pokrowcu, ale wole uważać i jak najmniej narażać go na pyl. Ubieramy
    okulary, chłopaki z ekipy pomagaja niektórym wiazac chusty na twarzy. Ja
    zabrałam sobie moja ukochana, biala chuste, która sobie kupiłam rok temu w
    drodze do Abu Simbel. Jest dosyc duza, wiec zostaje opatulona nia bardzo
    szczelnie-lacznie z wlosami. Grzes i Radzio zrobili sobie chusty z podkoszulkow
    (po prostu potargali swoje jakies niepotrzebne podkoszulki) i teraz wiaza sobie
    to na twarzy i nosie.

    Jeszcze krotkie ustalenie zasad. Jedziemy w odstępach co najmniej 5 metrowych.
    Co jakis czas Egipcjanie z przodu będą podnosic podczas jazdy kciuk do gory-
    jeżeli u każdego będzie wszystko ok.-tez ma podnieść kciuk. Mamy się stosowac
    do znakow jakie będą nam dawac-czyli, jeżeli taki gest-to znaczy zwolnic…taki
    szybciej… taki-blizej pobocza itd.

    Wiec na pierwszym motorze siedzi dwuch Egipcjan. Na drugim para z Lodzi. Na
    trzecim Grzesio z Radzikiem. Na czwartym ja. Jest jeszcze jeden motor crossowy
    na którym pojedzie nasz przewodnik.

    Kciuki do gory i-jazda! Pieknie wyjeżdżamy prosto przez brame po czym wszyscy
    skręcają w prawo-a ja jade prosto! Zatrzymali się. Patrza. Wiec ja dodaje gazu,
    chce skręcić w prawo-do nich, ale… jade w lewo! Co jest?? Dlaczego ta piekielna
    maszyna mnie nie slucha?? Zerkam na nich-i widze jak wielce sa zdziwieni. Facet
    na crossie podjechal i mnie pyta czy wszystko w porządku i czy sobie poradze.
    Ja na to „oczywiście!” Krzyczy do nich cos po arabsku i odjezdza, ja naciskam
    gaz i-jade w dol! Cholera! Nie mogę nad tym zapanowac! Radus krzyczy „mamuniu,
    tu jedziemy!” hehehe… latwo powiedziec ;-)

    Podjeżdżają Ci na czterokołowcu i proponuja, ze jeden z nich pojedzie za mna.
    Tlumacza, ze to dluga trasa i potem już nie będzie odwrotu! Ja im na to „ok.
    spokojnie, poradze sobie” Pytaja Rzesia „może ja namowisz, by ktos z nia
    jechal?” Rzes patrzy na mnie, uśmiecha się do mnie, a im odpowiada „Nie.
    Poradzi sobie, to twarda kobieta” :-)
    Kocham Go za to, jak wbrew wszystkiemu-zawsze wierzy we mnie. Mobilizuje mnie
    to.Krotkie zastanowienie i… już wiem! Ja po prostu nie panuje nad kierownica!
    Wystarczy kamien, ubita grudka ziemi-i odbija mi kierownice i jade w cholere!
    NIE! Kto tu rzadzi?? ;-> Zbieram się w sobie, zaciskam mocniej dlonie na
    kierownicy, wzrok skupiony, cale cialo napiete-kciuk w góre-naciskam gaz i-
    pieknie nawracam i ustawiam się za nimi w rzedzie! Udalo się! HA! Koncu wiem o
    co w tym chodzi.

    Jedziemy. Ubita droga przez pustynie. Zostawiamy za soba domostwa zaczynamy
    wjeżdżać w gory. Facet na crossie robi za zwiadowce. Objezdza nas i patrzy czy
    wszystko ok., potem gna do przodu, sprawdza droge, wraca itd. Musz przyznac-
    niezle sobie radzi! Momentami tak podskakuje na wydmach, ze az caly motor przez
    chwile leci w powietrzu.!

    Nagle drugi facet na quadzie podnosi się i daje znak, żeby zwolnik-patrze-a
    przed nami spore wzniesienie-wjazd na droge. Mmm… Nie boje się! Dam rade!
    Pieknie ;-) pokonuje wzniesienie u jade poboczem za reszta. Jedziemy ulica
    jakis kilometr i-zjezd w dol, znowu na pustynie.
    No dobra, już dobra… przestancie już wszyscy na mnie zerkac-przeciez już sobie
    radze ;-)

    Już zaczynam się przyzwyczajac, nawet mam odwage ;-) oderwac wzrok od Rzesia
    plecow i spojrzec w bok. Cudnie! Dookoła nie ma nic… nic… piach, gory, niebo i
    my… Mysle sobie „gdyby u nas na Slasku był taki kawal terenu-zaraz by kolejny
    market tam postawili ;-)”

    Czuje się już zupełnie pewnie. Już skrecam czy dodaje gaz bez specjalnego
    zastanowienia-po prostu to robie. Pyl który powoduja jadace przede mna motory
    jest okropny! Normalnie jedna wielka chmura pylu! Nie wyobrażam sobie, by
    jechac bez okularow czy chustki na buzi! Przygladam się groznym, niedostępnym,
    golym Gorom Synaj i… w myslach przyznaje, ze sa chyba piękniejsze niż Gory
    Tebańskie (Bosz. Czuje się, jakbym w tym momencie kogos-cos zdradzila)

    Jedziemy już jakas godzine, a widoki wcale nie staja się monotonne! Gore te
    maja fantastyczne formy, kształty, kolory i odcienie… Dookoła piach polaczony
    ze zwirem i przestrzen… niesamowita przestrzen… slonce grzeje niemiłosiernie…
    wiatr nas smaga…cudnie…

    Nagle uzmysławiam sobie-ze zaczynam gorzej widziec… czyzby pyl mi wlazł do
    oczu? Nie-nic nie czuje…a może po prostu zrobilo się ciemniej, jak przed burza?
    Nierozumiem… dziwne…

    O! Pierwszy postoj. Ladnie parkujemy jeden za drugim i zsiadamy. Ooo… moje
    krocze! Ide jak Zeb Mckain po zejściu z konia ;-) faceci podchodza do każdego,
    wyłączają silniki i pytaja czy wszystko ok. Ja wystawiam prawy kciuk, którym
    przez godzine naciskałam gaz i wolam „masaz! Masaz!” ;-) heheheehhe

    c.d.n.

    Iwonka
  • platynka.iw 08.11.05, 12:42
    Zdejmuje chustke, która jest brazowo-czarna! (jak ja ja dopiore? Moja
    chusteczusia…;-)
    Zdejmuje okulary i-od razu lepiej widze! Bo to na okularach zebrala się warstwa
    pylu i przez to gorzej spostrzegałam rzeczywistość ;-) Patrze na koszulki
    chłopaków-o mamo, niezle upaprane! Smiejemy się i siegamy po wode. Rzes się
    nabija ze mnie jak to jeździłam na początku nie tam gdzie trzeba, mowi, ze był
    przerażony! Ale zaraz mnie chwali, ze super sobie radze i jestem dzielna. No
    ba! ;-)

    Chowamy się pod skale do cienia, daje Radzikowi bananki i gadamy sobie wszyscy.
    Po 15 minutach ruszamy dalej. Chcemy się nasmarowac balsamem ale widzac swoje
    zapylone ciala-rezygnujemy.

    Gotowi? Gotowi! Jedziemy! Pieknie ruszam ;-) i jade za wszystkimi. Trasa jest
    wspaniala. A jazda dostarcza naprawde super wrazen. Troche pod gore… troche z
    gory. Nieraz musimy pokonywac wertepy… Znowu wjeżdżamy na ulice i jedziemy
    poboczem. Podczas manewrow na drodze facet na crossie staje w poprzek ulicy i
    obserwuje droge i nas. Zjazd na pustynie. Mijamy jakies zasieki… potem
    dojeżdżamy do nowobudowanego osiedla. Sa to bloki budowane nad Morzem
    Czerwonym! Niesamowite… Maja rewelacyjny widok z okna! A na pytanie
    sasiada „gdzie masz dziecko?” Nie odpowiadasz „siedzi na trzepaku” tylko „a,
    znowu nurkuje na rafach… wiesz, zaraz pod balkonem mamy rafy… to takie normalne
    i oczywiste” ;-)

    Ale jeszcze bardziej zdumiewające jest to, ze blok jest w trakcie budowy,
    brakuje czesci okien, jest niewykończony, przed nim pracuje sprzet ciezki-a w
    srodku już mieszkaja ludzie! Prawie jak u nas w „Alternatywy4” ;-)

    Okazuje się, ze droga która mielismy jechac jest ogrodzona. Zawracamy i
    jedziemy inna droga. Znowu pustynia… potem ulica-i rondo a na nim „sierżanci”
    tylko patrza spod czapek. Kawalek prostej i postoj pod drzewem. Okazuje się, ze
    tu zostawiamy nasze motorki i przesiadamy się do busa. Zabieramy wiec nasze
    rzeczy i wsiadamy do srodka. Przejeżdżamy przez kontrole-okazuje się, ze
    wjeżdżamy na teren wojskowy. Podnosza szlaban, odciągają kolczatke i wjeżdżamy.
    Jedziemy jakies 30 minut, a wszystkim zal-ze nie na quadach. Tak nam się to
    spodobalo! :-) Potem wysiadamy, zostawiając facetowi niezle zasyfiona
    tapicerke, bo pyl i piach wrecz się z nas sypie!

    Gdzies z boku ida już w naszym kierunku 4 beduinki, ale na wyrazny gest
    przewodnika-od razu wycofuja się i w ciszy przysiadaja za drzewem.

    Pod ogromna palma Ci co nurkuja maja się przebrac. Wiec wszyscy się przebieraja
    a ja rozgladam się… To jest CUDNIE! Nie wiem do kona gdzie jestem-ale jest
    BOSKO! Jest to tak odludne i spokojne miejsce, ze w Polsce się takie chyba nie
    zdarzaja! Rzes z lodzianami idzie do wody a my z Radziem i jednym przewodnikiem
    zostajemy. Bus wraca. Facet się kladzie pod palma a ja z Radzikiem idziemy się
    przejść. Patrze na Rzesia-a On nadal idzie! Czyzby nauczyl się chodzic po
    wodzie? ;-) Nie.. to plycizna jest taka dluga. Jakies 300-500 metrow idzie się
    po mokrym piachu w glab morza! Ale widok!

    Wyciągam i daje Radzikowi bulke. Idziemy (chialoby się powiedziec-brzegiem
    morza, ale brzeg jest glebiej ;-) wzdłuż morza i-o zgrozo! Znowu zaczynam
    zbierac muszelki. A sa przepiekne! Kolorowe o niesamowitych kształtach. Pewnie
    znając siebie-będę je zas targac do hotelu, poto-żeby je potem zostawic :-( No
    ale jak się nie schylic, jak takie ślicznoty leza pod nogami??

    Raduniek je i ciagle opowiada jak było na quadach … moja kochana pepelka ;-)
    Opowiada jak dodawal gaz z tatusiem, jak kierowal… nie omieszka wspomniec o
    mojej wpadce na początku „oj mamuniu, mamuniu… ale bylas sierotka” ;-) hehehe

    Nagle słyszymy jak nasz przewodnik krzyczy, żeby się nie oddalac, bo to
    niebezpieczne. Jak to niebezpieczne? Przeciez to najspokojniejsze miejsce na
    ziemi! Wracamy pomalutku…. W glebi widac morze…potem plaza… kilka palm i… nic
    wiecej. Plaza i morze ciągnął się w obie strony i gina na widnokręgu…
    przestrzen…nic wiecej… cisza…spokoj… wszystko poukładane, wszystko zgodne z
    natura… Jest bosko… klade się na piasku, zamykam oczy i chlone ten spokoj, ta
    aure to niesamowite miejsce! Wyciszam się… Czuje się szczesliwa…

    Nagle dociera do mnie-ze cos jest za cicho… nie slysze Radka-podrywam się,
    patrze-a ten wszedł w glab i lezie prosto do morza! Jest jakies 200 metrow ode
    mnie! BOZE! Zrywam się i biegnac wolam go. Egipcjanin, który spal pod drzewem
    tez się zerwal, wlasnie mnie minal i leci do Radzika. Po chwili lapie go i
    niosąc na rekach daje mi go. Biore go w ramiona, tulam i pytam dlaczego się
    oddali?! A ten „ bo chciałem Ci zebrac ladne muszelki, mamuniu” Mój Sloneczko…
    nic to. Wazne, ze już jest bezpieczny blisko mnie! Dziekuje za pomoc
    przewodnikowi, który już idzie dokończyć przerwana drzemke, a w myslach
    pomstuje na siebie i klne- ze pozwoliłam sobie na chwile zapomnienia, stracilam
    czujnosc i o malo nie doprowadziłam do tragedi! :-( Raduniek, jak gdyby nigdy
    nic-podskakuje i bawi się obok a ja siedze i patrzac na niego dziekuje Bogu,
    ze w pore mnie oprzytomnil.

    Bawimy się razem na piachu jeszcze jakis czas, gdy wraca Rzes z kompanami.
    Zaraz mu wszystko opowiadam, ale Rzes-jak to Rzes-mowi mi „nie przejmuj się,
    przeciez wszystko się dobrze skończyło!” przytula mnie i po sprawie!

    Ludziska przebiaraja się i siadaja na plazy. Pijemy wode i wtedy podchodza
    skarcone wczesniej beduinki. Proponuja rozne wisiorki, lancuszki, zawieszki,
    bransoletki, ozdoby z koralikow na dlon… Ceny smieszne-1$ za sztuke. Za
    podobne rzeczy w Sharm chcieli duuuzo wiecej! Doczepia się do nas jedna
    dziewczyna. Przepiekna! Ma sliczna cere, cudna czarna oprawe oczu i uroczy
    uśmiech. Ma na imie Sara. Zagladam w szmatke, która rozklada na piachu i
    zerkam co ma… Okazuje się, ze ma na rzemyku zab rekina-wiec pytam Radzika, może
    chce? Chce. Wiec biore. Za chwile Radzik mowi „mamuniu, proszę, kup jeszcze
    taki zab tatusiowi-będziemy mieć takie same, dwa chłopaki” Ok. Zabieram jeszcze
    jeden. Na co Radzik „mamuniu, kup jeszcze dla siebie, dobrze? Będziemy mieć
    takie same-cala rodzinka” Jak mam odmowic? Biore i trzeci… i jeszcze dwa dla
    znajomych… nagle Radzik wypatrzyl wielkie, niebieskie serce na rzemyku
    (wisiorek) -i poprosil, żeby to kupic dla jego Urszulki. Do tego Sara znalazla
    podobne serducho na reke i bierzemy… Chwale Radzia za dobry gust i zapewniam,
    ze Urszulka będzie zachwycona! Radzik jest zadowolony i ze szczęścia podskakuje
    w miejscu, a potem mnie sciska! Jak ja Go kocham! Dajemy Sarze 10$ i mowimy, ze
    reszty nie trzeba. Jest wniebowzieta! 7$ chowa do kieszeni a 3$ daje koleżance.
    Pytam-co robisz? A Ona” to jest dla brata, utarg. A to ponad-jest dla mojej
    siostry na mleko dla syna” Jest niesamowita… Robimy jej zdjecie i zalujemy, ze
    nie mamy wiecej pieniędzy. Naprawde, zostawilibyśmy im cos jeszcze… no coz.
    Szkoda. Sara zachwyca się moja blada cera i jasnymi wlosami. Rzes zachwyca się
    Sara ;-) Ciage powtarza „ale ladna dziewczyna, co Myszus?” To prawda. Jest
    przesliczna! Zapinam Radziowi jego zab, ale mam problem z zapieciem Rzesiowi.
    Proszę ja, by Ona to zrobila. Mowi, ze nie może dotykac obcych mężczyzn. Ale w
    zasadzie-może to zrobic tak-żeby nie dotknąć Rzesia. Rzes jest zdruzgotany ;-)
    Zapina mu zab, potem mnie i zegnamy się :-( Wsiadamy na pick up, który po nas
    przyjechal i ruszamy… Sara uśmiecha się, macha i wola nasze imiona…. A my
    machamy jej.

    Wracając mijamy jakies chaty kryte galeziami przy plazy… mijamy samotne
    wielbaldy (czy dzikie?) i dojeżdżamy do miejsca, gdzie będziemy jesc lunch
    oraz gdz
  • platynka.iw 08.11.05, 12:43
    Wracając mijamy jakies chaty kryte galeziami przy plazy… mijamy samotne
    wielbaldy (czy dzikie?) i dojeżdżamy do miejsca, gdzie będziemy jesc lunch
    oraz gdzie jest unikatowa okazja zobaczyc drzewa namorzynowe. Wiec stoi
    drewniana chata kryta palma, w srodku ze cztery stoly i lawy… i koniec. Z
    jednej strony „zajazdu” ;-) sa Gory Synaj i pustynia, z drugiej-morze i drzewa
    namorzynowe. Zostawiam chłopaków i ide w strone plazy… gdy jestem jakies 30
    metrow od brzegu-plaza zaczyna się ruszac! Wolam chłopaków, którzy już biegna.
    Staja obok mnie i pytaja „co jest?” Mowie. Ok. Idzcie teraz powoli w strone
    morza. Robia krok-a plaza się rusza, przemieszcza, zyje! Sa tu tysiące, miliony
    maleńkich krabow, które w pospiechu , biegnac bokiem chowaja się do swoich
    norek! Ale nie wszystkie na raz. My krok-i chowa się jakis pas metrowy. My
    kolejny-i kolejny się chowa… ale super! Rewelacja! Hihihi… radus ma frajde,
    zaczyna gonic biedne zwierzaki po plazy. Biegnie w prawo-to te po lewej już
    wychodza. Wiec wraca, by je przegonic-to te z drugiej strony już zerkaja z
    norek. Biedne male krabiki ;-)


    Dochodzimy do brzegu i podziwiamy rosnące niedaleko drzewa namorzynowe
    (mangrowe). Sa to drzewa, które rosna nad brzegami morz, sa przystosowane do
    zycia w slonej wodzie (ich korzenie sa zalewane w czasie przypływów, lub sa
    zanurzone na stale) sa wiecznie zielone i geste. W SSH znajduje się ok.50%
    ogolnej liczby tych drzew rosnących na calej polnocnej polkuli. Podziwiamy to
    niesamowite zjawisko… Sa super! Najdziwniejsze jest to, ze na lisciach znajduje
    się skrystalizowana sol! Wow! Niesamowite…

    Wolaja nas na lunch wiec wracamy. Jest rybka, ryz, pomidorki, miesko mielone…
    zjadamy i ruszamy dalej. Staram się zrobic zdjecie Rzesiowi jak siedzi na
    brzegu rozpędzonego pick up i nawet mi się udaje! Jedziemy dosyc szybko,
    slonko swieci a my spiewamy… jest super!

    I oto znowu się przesiadamy na nasze motorki. Tym razem będziemy wracac bez
    postoju, inna droga. Martwie się o kciuk. Rzes się cieszy, bo On nie ma z tym
    problemu. Jest perkusista, lata gry paleczkami zrobily swoje… :-) Nie czuje
    zadnego bolu!

    I wracamy. Spotykamy po drodze inne grupy na quadach, które sa liczniejsze i
    przez to wolniej jada. Mijamy ich i znowu jedziemy sami. Pustynia, gory… jakies
    dzikie ptaki lataja nad nami. Może to orly?? Przejazd przez droge i znowu
    pustynia… zwalniam, bo chmura pylu jest tak wielka, ze nic nie widze… zachowuje
    wieksza odległość, a gdy się mniej pyli-doganiam reszte. Niestety. Kciuk bardzo
    boli. Dlatego na jako tako prostych kawalkach prawa reka trzymam tylko
    kierownice, a lewa dodaje gaz, który znajduje się tylko z prawej strony. Nie
    jest to chyba bezpieczne… No ale te kilkusekundowe chwile wytchnienia daja sile
    mojemu paluchowi.

    Wjeżdżamy teraz na ulice i jedziemy nia do samego Sharm. Dziwnie się jedzie po
    drodze… Jeszcze kilka minut i już jesteśmy na miejscu porannego wyjazdu.
    Brudni. Zmeczeni. Szczesliwi… :-)

    Buz zawozi nas pod hotel. Idziemy tacy zapyleni. Co krok-sypie się z nas troche
    tego dziadostwa. Ludzie przy basenie dziwnie na nas patrza…. A my wygladamy
    jakbyśmy wracali z ciezkich, przymusowych robot! ;-)

    Rozbieramy się prawie na korytarzu, by sobie pokoju za bardzo nie za syfic.
    Koszulki-od razu ida do wywalenia… o chusteczke będę jeszcze walczyc ;-) Buty
    tez się nadaja tylko do prania… Chłopcy się kapia ja szykuje herbatke. Potem ja
    się ide kapac…. W wanie zostaje chyba z kilogram piachu!

    Wypijamy herbatke i chłopcy ida na basen, a ja postanawiam, ze jako tako
    postaram się nasze buty doprowadzic do stanu używalności :-)

    c.d.n.
    Iwonka





  • pc_maniac 08.11.05, 14:40
    Heh, przypomniały mi się nasze quady.
    Oj trzeba tam wrócić jak najprędzej, bo już mnie nostalgia za Egiptem bierze.

    A tak przy okazji, czy jest jeszcze na Świecie taki kraj, który oferowałby tyle
    różnych form rozrywki? Chyba nie?!
  • bebicka 08.11.05, 23:06
    No wlasnie dzisiaj sie okazalo, ze prawdopodobnie moje plany wyjazdu do Egiptu
    spelzna na niczym. Jestesmy w trakcie kupowania mieszkania, czeka nas remont i
    urzadzanie, mialo to nastapic w grudniu, ale juz wiadomo ze styczen... ma im to
    zajac miesiac conajmniej!:-( a ja jedyny wolny, mozliwy termin to przelom
    stycznia i lutego. buuuuu i co ja mam teraz robic. Tak bardzo chce do Egiptu.
    Jeszcze wczoraj myslalam ze mi sie uda. A dzisiaj... nawet nie wiem jak mam sie
    pocieszyc. Ze co, ze w czerwcu? chlip chlip
    ech
    pozdrowka musialam sie wyzalic
    Maraska
  • platynka.iw 08.11.05, 23:12
    Ej... glowa do gory! Nie zalamuj sie. Moze sie akurat uda?? A jak nie-Egipt Ci
    nie ucieknie, a oczekiwanie wzmaga apetyt :-)
    No... nie martw sie. W koncu bylo nie bylo-kazdy z nas teskni i chce JUZ do
    Egiptu! :-)wiec... witaj w klubie ciegle teskniacych egiptomaniakow ;-)
    Buziaczki :-*
    Iwonka
  • platynka.iw 09.11.05, 09:23
    Już wszystko zrobione. Siedze na zacienionym tarasie i pije mocna, slodka,
    goraca herbatke. I Rozmyslam. O tym co się dzis wydarzylo. Co sie wydarzylo
    przez ostatnie dni. Ze jeszcze dwa dni i koniec. Wakacje, na które tak czekałam
    wlasnie dobiegaja konca… Mysle o chłopakach, którzy kazda wolna chwile spędzają
    w wodzie. Qrcze. Dlaczego ja nie zlapalam tego bakcyla? Dlaczego mnie woda nie
    pociąga? Ilez razy się dziwiłam, jak pokazywali np. w TV jakies morze czy
    baseny, a Rzes mowil „ale bym skoczyl teraz do wody” Nie czuje tego. Nie jest
    to dla mnie żadna przyjemność… Licze. Ile razy zanuzylam się po szyje w wodzie
    w te wakacje…. Hmmm… wychodzi, ze trzy. To chyba nie zaduzo….

    Chwytam się za ramiona i nogi, które przyjemnie pieka. To dla mnie nowe
    doświadczenie-opalenizna! Może będzie mi schodzila skora? ;-) Pierwszy raz w
    zyciu tak się opaliłam, naprawde zmienilam kolor! Nie jest to oczywiście jakis
    super braz-ale jak na moje możliwości, to i tak niezle ;-) Może moja skora
    potrzebuje 3 tygodni, żeby się zaadoptowac i przyzwyczaic do słońca? I opalic w
    koncu?

    Wpadaja chłopcy. Radzik bierze sobie cos „z szuflady” i z gola pupcia układa
    się na lozku, zerka na TV, a Rzes z kawa lokuje się przy mnie. Mowie mu o czym
    myślałam, a ten „No tak. I dlatego, kochanie, Ciebie nie oplaca się brac na
    takie wakacje. Nie plywasz. Nie opalasz się ;-)” hihihi… zasmiewamy się.
    „A wiesz o czym ja myślałem na basenie?” pyta mnie Rzes. „O Sarze. Ze gdzies na
    pustyni, zyje sliczna dziewczyna, pelna jeszcze radości i beztroski. A która
    lada moment poslubi jakis gbur, zrobi jej gromadke dzieci, będzie musiala
    tachac wode, sprzątać i… najzwyczajniej zycie ja zmarnuje. Zal mi jej.” Mnie
    tez. Ale co możemy zrobic?

    Lapie za balsam i kremuje się, a Rzes mowi „Sloneczko, niezle Cie spiekno. Obys
    tylko nie umierala w nocy!” a ja „Przestan. Mogę umierac, mogę nawet zdychac-
    wazne, ze jestem opalona ;-)” heheeh Potem mnie obejmuje i mowi „ale pieknie Ci
    z ta opalenizna… odkrywam Cie na nowo” ;-) heeheheh… chyba padne ;-)


    Idziemy na kolacje. A tam-jakas kobita, która wyraznie się nudzi, zaczepia mnie
    i mowi „wie Pani co? Ja Was obserwuje i widze, ze Pani się w ogole tym synem
    nie zajmuje. On zawsze idzie z tata za reke, na plazy razem sa w wodzie, razem
    buduja cos z piasku, nawet posilki sobie nakładają razem” Dziekuje z uśmiechem
    Pani za te uwagi i za czujność ;-) jaka wykazala, mowie „wie Pani. Bo to nie
    jest mój maz, tylko opiekun do Radka. I zabrałam go z soba, żeby się tu Radkiem
    opiekowal, a przy okazji… no wie Pani… ja i On… ;-)”

    Wracam do stolika i powiadam wszystko Rzesiowi, a ten się zasmiewa „no widzisz,
    jaka wyrodna matka jestes! ;-)”
    Ale to prawda (z tym zajmowaniem-nie z wyrodnoscia ;-) Kolejne wakacje i
    kolejny raz-ja mam podwojne wczasy ;-) Niestety-podczas codziennych zajec-
    chlopcy się bardzo malo widuja. W każdym razie mniej, jakby sobie tego oboje
    zyczyli. Bo praca, przedszkole, dodatkowe zajecia… Ja jestem z Radziem
    zdecydowanie wiecej. I jak jedziemy gdziekolwiek-mój Radzik niczym taka
    przykleja-przylega do Rzesia a Rzes do niego. I rzeczywiście-Oni razem się
    bawia, jedza, zawsze siadaja obok siebie, trzymaja się za rece, chodza spac,
    sikac ;-) itd. Wszedzie i wszystko razem. Jak jest jakakolwiek sytuacja, ze
    Radus może to zrobic ze mna czy z Rzesiem-to zawsze wybierze jego. I dobrze.
    Faceci musza się trzymac razem :-) To już trzecie wakacje-kiedy ja mam wakacje
    od bycia matka ;-) I kolejny raz-kiedy ktos mi to wytyka. Coz. Takie zycie.
    Tacy ludzie :-)

    Po kolacji idziemy na spacer. Tym razem po dojsciu do deptaka skrecamy nie w
    prawo-do centrum, tylko w lewo. Idziemy… po prawej mamy plaze i szumiące morze,
    po lewej hotele, restauracje, sklepiki… Jest prawie 21 a my sobie idziemy
    ubrani na krotko w sandałkach. Ciepluteńko… Restauracje, sklepy, masa turystow
    pomalu przerzedza się… robi się ciszej, spokojniej… skrecamy w prawo, troche
    pod gore… teraz w dol i znowu prosto… i znowu pod gore. Turystow już prawie nie
    ma. Jeszcze jakis kawalek pod gore i-koniec deptaka. Konczy się on dokladnie
    przy basenie hotelu (nie jestem pewna, ale chyba jest to hotel Naama Bay, ale
    mogę się mylic). Postanawiamy, ze wracamy. Odwracamy się na piecie i-widok nas
    powala, a zaraz potem-zal sciska żołądek, ze nie wzięliśmy aparatu! Widok na
    cala zatoke Naama Bay jaki się z tego miejsca rozciąga jest wspanialy! Po luku
    widac przepieknie oświetlone miasto położone przy brzegu połyskującego morza.
    Na wodzie oświetlone jachty i stateczki. A za miastem stoja dumnie czarne gory
    Synaj. Warto było tu przyjść, widok jest przepiekny! Może uda nam się jutro tu
    przyjść znowu? Tym razem na pewno z aparatem!

    Wracamy do hotelu, goniac się po drodze z rozbrykanym Radusiem. Ten ma w sobie
    energie! :-) Wspominamy jeszcze Sare, quady, lasy namorzynowe… Radus przejety
    opowiada jak jechal i kierowal motorem, i ze jak opowie to wszystko babci-to ta
    pewnie z wrazenia padnie ;-) hehehe. Tak. Padnie. Ale wczesniej nas zbeszta,
    żeśmy jej wnuka na taka poniewierke zabrali :-|


    I już jestesmy w pokoiku. Smacznie ułożeni pod kolderka czekamy na sen… Trzeba
    się wyspac, bo jutro czeka nas kolejna przygoda-wielkie safari w Abu Galum.

    Iwonka
    Od El Gouna do Luksoru
    community.webshots.com/user/Saruh2005

  • anuulka 08.11.05, 21:10
    Zakrecony.. Pytam powaznie.. Jesli Ci nie odpowiada to po co czytasz???? Kazdy
    ma prawo do spedzania urlopu tak jak chce i jak moze i w sposob jaki mu
    najbardziej odpowiada. I nic Ci do tego. Czy dobrze rozumiem ze jestes ekpertem
    od fascynatow i wiesz kogo zakwalifikowac jako fascynata a kogo nie? Dla mnie
    jestes zerem ktore probuje tylko narobic szumu. Mam nadzieje ze Twoj zalosny
    post wraz z moja odpowiedzia zostana skasowane i nie bedziesz wiecej trul na
    tym forum. Zegnam czule i proponuje zalozyc wlasne konkurencyjne forum dla
    prawdziwych globtroterow takich jak Ty.
    PS Jakbys sie mocniej wczytal zauwazyl bys ze osoba ktora powyzej opisala swoje
    wspomnienia podrozowala z malym dzieckiem i raczej przemierzanie pustyni wzdluz
    i wszerz nie wchodzilo w gre.. A zreszta co Ci do tego.
  • platynka.iw 08.11.05, 21:36
    Witaj zakrecony!

    >Pytam poważnie. Iproszę o poważną odpowiedź.
    Prosze bardzo. Odpowiadam jak najbardziej powaznie.

    >Myslałem ,że jest to forum fascynatów Egiptu.
    A nie jest? Po czym wnioskujesz, ze nie jest? Ja uwazam, ze jest tu bardzo
    wielu pasjonatow i milosnikow Egiptu. Sama sie do tej grupy zaliczam.


    >Okazuje się ,ze górny poziom tego forum ,to facet ,który odbył wycieczkę
    >autobusem do Luksoru, dalej taxi załatwione w recepcji, jak by
    >nie było pociagu do Abydos i Dendery. Na dodatek ma wizje ,że jechał pociagiem.
    >Drugi "góru"- panienka wozona autkiem po Kairze i Aleksandrii, której ktoś
    >kupił bilet i wsadził do autobusu, bo o ile kazdy krawężnik jest opisany ze
    >szczegółami, o tyle nie ma nawet , gdzie jest dworzec.

    Ja mysle, ze na zla grupe trafiles. Jezeli draznia Ci te opowiesci czy osoby-to
    po pierwsze-nikt Cie tu nie trzyma i nie karze czytac. Po drugie-idz na grupe
    turystyka.tramping. Tam sie bedziesz mogl dziwic wyczynami ludzi, skoro sam
    tyle przezyles-ze te Ci nie imponuja. Tak sie sklada, ze na tej grupie jakies
    95% ludzi podrozuje do Egiptu z BP i z nimi odbywaja wycieczki, ew. z lokalnym
    BP. Dlatego takie osoby jak pc_maniac czy Corrina (bo jestem pewna, ze ich masz
    na mysli) samowolnym zwiedzaniem NAM bardzo zaimponowali, sluza nam rada,
    wsparciem-za co wiekszosc jest bardzo wdzieczna. I prosze-nie wypowiadaj sie o
    nich trak pogardliwie-bo dla nich i dla wiekszosc ludzi z tej grupy to co
    zrobili-jest wielkie.

    >Drugi kraniec to relacja rodem z "Wakacje.pl" nad którą wszyscy cmokaja. co
    >jest grane?
    Rozumiem, ze pilisz do moich wspomnien. Zakrecony-nie musisz ich czytac. Sa to
    moje osobiste, bardzo wazne i cenne wspomnienia. Jestem dumna z tych wakacji i
    z tego co i jak zobaczylam. Nie musisz nad tym cmokac. Nie musisz ich czytac.
    Naprawde. Zachowujesz sie jak ktos, kto zjechal pol swiata na wlasna reke-wiec
    idz na turystyka.tramping i daj nam dalej cieszyc sie z tego co przezylismy, ok?

    A swoja droga-tak pogardliwie porownales moje wspomnienia do opowiesci z
    wakacje.pl - to musiales te wspomnienia na wakacje.pl czytac-skoro tak trafnie
    je porownales. Jestes dziwny-nie lubisz tego a robisz to...

    >Na tych spotaniach ,o których wyczytałem o czym dyskutujecie?
    Przykro mi, tu Ci nie odpowiem, bo niestety-nie mialam okazji byc na spotkaniu.

    >Nie widzieliście normalnego Egipcjanina, czy prawdziwego Egiptu i za nim
    >tęsknicie?
    ?? Rozumiem, ze dla Ciebie nienormalny egipcjanin/prawdziwy Egipt = dziki, nie
    zwiazany z turystyka, tak? Skad wniosek, ze nie widzielismy? Widzielismy... i
    co z tego? Jaki to ma niby miec wplyw na nasza tesknote badz nie?


    >Tęsknicie za Hurghadą, którą normalny człowiek ,wręcz nienawidzi
    Wiec wiemy juz, ze kwalifikujesz sie bie do normalnych-bo jej nienawidzisz.
    Wiev ja wole byc w teg grupie nienormalnych, ktory za HRG tesknia, bo Oni
    przynajmniej sa mili i kochaja Egipt. Za rafe. Za zabytki. Za historie. Za
    slonce... kazdy za cos innego.

    Pozdrawiam i bede wdzieczna, jak nie bedziesz odpisywal.
    Serio prosze.

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka



  • platynka.iw 08.11.05, 22:15
    Co pisze to wiem-bo ja to pisze:-) A poniewaz spiesze sie, zeby napisac kolejny
    dzien-wybacz, ale nie bede tracila czasu na "pyskowki" z Toba, bo jak widze-o
    powaznej rozmowie (o ktora prosiles) nie ma nawet szans.

    Ostatni raz odniose sie do tego co mi zarzuciles. Nigdzie nie napisalam, ze HRG
    jest wspaniala i tam jest skupiona cala magia Egiptu. Dalam do zrozumienia-ze
    kazdy kocha w Egipcie to co chce. I nic do kochajacych HRG nie mam. Gdybys sie
    wczytal-zauwazylbys, ze uwielbiam Luksor i Asuan. I nie zaimponowales mi, bo
    chodzilam po Kairze w nocy-wprawdzie bez plecaka, ale to zawsze cos ;-) I
    gralam z miejscowymi, pilam i rozmawialam. I wiem co mowia o turystach i
    turystkach i wie to wielu ludzi na tej grupie... Nie musisz nam tego pisac :-)
    I prosze. Idz denerwowac innych :-)
    Juz nie bede odpisywac na Twoje posty. Nie bede ich nawet czytac.
    Wszystkiego dobrego!
    Iwonka
  • Gość: lissa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.05, 20:37
    na szczescie meczarnia nie jest przymusowa i Ci ktorym ta forma nie odpowiada
    nie musza sie meczyc i czytac.. i wszyscy zadowoleni, prawda?
  • platynka.iw 09.11.05, 21:24
    Tak. Mariarella ma racje. Od poczatku pisalam, ze robie to pierwszy raz, ze nie
    mam talentu... W dodatklu informowalam juz kilka osob na priva, ze chyba sie za
    bardzo rozpisuje itd... Przepraszam wszystkich za te 19 dni nudzenia i meczarni.
    By jednak dokonczyc to dziadostwo, ktore zaczelam dopisze, ze:

    17.10.2005 (poniedzialek) DZIEN 20
    Bylismy na calodniowej wycieczce zwanej "Wielkie Safarii" z Aaba Sharm

    18.10.2005 (wtorek) DZIEN 21
    Wybralismy sie ponownie do Delfinarium, poniewaz zamowione wczesniej quady nie
    wypalily.

    19.10.2005 (sroda) DZIEN 22
    O 02:00 w nocy wylecielismy do Warszawy, lecz z przyczyn technicznych
    musielismy awaryjnie ladowac w Pyrzowicach.

    Dziekuje i przepraszam...
    Iwonka
  • poganka_m 09.11.05, 21:47
    Iwonka, jeśli ktoś nie chce czytać, to niech nie czyta - proste, prawda? Ale
    jest chyba dość dużo osób, którym Twoje wspomnienia się podobają i chcą czytać
    dalej? Więc proszę - nie rezygnuj:))))
    pozdrówka
    (jeszcze 8 dni...!)
  • anuulka 09.11.05, 22:14
    podpisuje sie pod tym i z niecierpliwoscia czekam na reszte :) pozdrawiam
  • savera 09.11.05, 22:57
    Iwonko nie poddawaj się, pisz dalej do końca. Piszesz świetnie. Nie zwracaj
    uwagi na takie głosy jak mariarelli. Wiele osób Cię czyta z przyjemnością.
    Dokończ swą opowieść właśnie dla nich.
    A tak na marginesie; jeśli znów wyjedziesz, to opisz znów swoje wakacje i
    właśnie w taki sposób jak teraz o Egipcie.
    Pozdrawiam
  • imonate 09.11.05, 22:47
    Iwonko, nie przejmuj się wypowiedziami oszołomów i rób swoje, tym bardziej, że
    robisz to świetnie. Czekam z niecierpliwością na "cdn" :D
    --
    -----------------------------------------------
    Anitka - 18.02.2005r
  • bebicka 09.11.05, 23:06
    iwonko, nawet nie mysl o tym zeby nie dokonczyc opowiesci. Nie przejmuj sie
    takimi opiniami jak mariielli, jak nie cche to niech nie czyta,, wnie wim po co
    w ogole sie odzywala. Cala reszta z niecierpliwodcia czeka na Twoje opisy uwazam
    ze czyta sie je wspaniale, a kto nie umie tak pisac, to niech zazdrosci.
    pisz pisz, nie daj sie takim oszolomom.
    A kiedy reszta zdjec:-(((
    Ja dzisiaj poza tym ze mnie starsznie boli gardlo nastawiona jestem zeby
    jechac:-) bardzo by mi bylo szkoda odpuscic, miedzy innymi dzieki Twoim
    opwiesciom wiec sama widzisz.
    pozdrowka
    Maraska
  • miriam_73 09.11.05, 23:19
    Ty se nie myśl, Pani, że się tak łatwo wywiniesz. Kończyć mi tu, no :))))

    A głupolami nie przejmuj się Iwonko. Pisz dalej. Jestem bardzo ciekawa waszych
    wrażeń z Abu Galoum (uwielbiam ten park nar.)
    --
    Moje Podróże
    community.webshots.com/user/miriam_1973-date
  • pc_maniac 10.11.05, 00:02
    Wiesz, kiedyś i ja się zniechęciłem i postanowiłem po wrednych docinkach odejść
    z tego forum.
    Ale po jakimś czasie ochłonąłem i doszedłem do wniosku, że właśnie nie, czemu
    to niby ja mam się poddać jakimś kretynom forumowym, którzy tak naprawdę nic a
    nic nie wnoszą do tego forum, poza brakiem kultury?

    Czyżbyśmy my egiptomaniacy, dali się zastraszać przez idiotów, którzy tak
    naprawdę nie mają nic do zaproponowania nowicjuszom, którzy oczekują właśnie
    pomocy w wyjeździe i miłym spędzeniu czesto bardzo długo wyczekiwanych wakacji
    w tak ciekawym kraju?

    Tak naprawdę to nie typki pokroju Dżastego przecierają szlaki, nie oni pomagają
    innym w wyborze miejsc wartych zobaczenia, nie oni ostrzegają czy wyjaśniają,
    lecz my normalni forumowicze, którzy tylko dla tego, ze mamy coś więcej do
    powiedzenia niż wykpiwanie czy ubliżanie, jesteśmy dla Dżastych solą w oku.

    Więc pamiętaj, to my kreujemy to forum i pomagamy innym dzięki naszej pasji,
    więc gdybyś się poddała, to sama się przekonasz, że będziesz miała sama do
    siebie pretensje, ze dałaś się zniechęcić jakiejś kreaturze forumowej, niż
    gdybyś WŁAŚNIE NA ZŁOŚĆ TAKIM TYPKOM nadal przybliżała Egipt kolejnym chętnym
    do poznania tego niesamowitego kraju.

    Każdy z tych Dżastych po pewnym czasie odpuszcza sobie wogóle rozrabianie na
    tym forum, bo pojmuje, ze walczy z wiatrakami. Więc poprostu udawaj, że ich nie
    zauważasz.
    Ostracyzm jest najlepszym na nich sposobem.
  • Gość: brr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 17:29
    Facet, nie pochlebiaj sobie. Co taki wielki maniak egiptu robi w taksówce
    załatwionej w recepcji hotelowej do Dendery czy Abydos? Nie ma pociagu? Cos tam
    piszesz ,że jechałeś , ale teraz dopiero, w opisie tego nie wyłapałem. W
    pociągu nawet angielski nie pomaga?. Taki maniak na pewno zna podstawowe
    arabskie zwroty, i nie ma problemu (autopsja) chociaz zapewniam Cię "znawco",
    że konduktor mówi piękną szkolną angielszczyzną. Więc nie mąć tym sierotom w
    głowie.Wycieczka autobusem (bez przesiadki dodam) nazwana Egipt na własną rękę?
    To się megalomania nazywa. Nie wiadomo nawet czy jechałes , bo o przesiadce nie
    ma słowa, a Upper nie dojeżdża do Luksoru. Zdziwiony? Pewnie tak. Poza tym co
    taki "maniak" Egiptu robi tydzień (nastepny" w HRG? Brak odwagi ? . Zarzut
    typu -prywatne ataki na rodzine itp jest fajną zasłoną niewiedzy, ale nie
    trafia do przekonania- więc proszę skomentuj to co napisałem. Nie chodzi o
    kłótnię na forum, tylko o nie mącenie i wrecz straszenie forumowiczów gotowych
    jechac samotnie przez wygłaszanie "niepodważalnych " prawd przez cenoinych
    tutaj znawców.
  • Gość: j IP: *.aster.pl 10.11.05, 18:08
    brr o co Ci chodzi? Agresja w móżdżek kopneła? Lepiej wyładuj się gdzie indziej.
    Oszczędź nam pokazu swojej frustracji.
  • Gość: brr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 18:20
    O co Ci chodzi? Zadałem kilka pytań i oczekuje odpowiedzi, mam nadzieje.
    Chcesz jada sam wpaść na mine? Chyba nie To nie pyskuj tylko poprzyj. Chyba ,że
    i tak sie nie wybierasz samemu wiec jest Ci wszystko jednoi. Ale tym którzy to
    planuja chyba nie. Przejrzyj na oczy. Po prostu są mało wiarygodne. Ty chyba
    jestes fanem Kacząt , prawda? Do nich tez nie docierają fakty, wola tkwić w
    błogiej nieswiadomosci i nie uzywać mózgu.
  • Gość: j IP: *.aster.pl 10.11.05, 19:25
    Drogi brr,
    Pytania? Bawisz się w komisję śledczą? Ostatnie raczej się nie popisały, więc
    nie bierz z nich przykładu! Chcesz coś opowiedzieć, opowiadaj. Chcesz podzielić
    się swoimi doświadczeniami - prosimy. Nikt nie broni, chętnie poczytamy!
    Ale próby dołowania innych są z góry skazane na niepowodzenie. Tym sposobem nie
    zyskasz uznania a nawet nie podbudujesz swojego 'ego'( bo chyba tylko o to Ci
    chodzi). Zapamiętaj, że nie wzniesiesz się do góry przez poniżanie innych.
  • Gość: ika5 IP: 81.168.209.* 10.11.05, 00:24
    Kochana przecież nie chodzi ci o to by spragnieni opowieści egiptomaniacy
    błagali Cie : " opowiadaj dalej Iwonko " - opowiadasz - bo TO WSPANIAŁE
    UCZUCIE -być w Egipcie. I lubisz mówić o tym co czujesz, a jak widzisz mnóstwo
    ludzi lubi Cię słuchac .... i ciągnij to dalej . Wielu podróży życzę ... no i
    niech Rześ nie będzie zazdrosny , że jego żona ma tak liczne grono wielbicieli.
  • Gość: alku IP: *.kghm.pl / *.lubin.dialog.net.pl 10.11.05, 07:52
    z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy!!!!!!!!!!!!!!!
  • mrowka69 10.11.05, 10:37
    Iwonko, powinnas zauważyć ile radości dlajesz innym, i co, przez takiego
    czlowieka, który nigdy by tak pieknie nie opowiadal my mamy cierpieć??!!!
    naprawde chcesz nas skazac na męczrnie niewiedzy? wiesz że tak nie można. jak
    już zaczęłas to trzeba skończyć, nie można zostawiać ludzi, wierzących część
    dalszą ot tak sobie. TO NIE FAIR!
    tyle westchnień tyle ochow i achow na temat Twojej opowieści i przez jednego
    nierozwiniętego czlowieka chcesz zaprzepascic nadzieje czytelników na więcej?
    nie rób tego. my w Ciebie wierzymy. a ja wierzę że jeszcze dziś bede mogła się
    nadal wzruszać czytająć część dalszą
    Iwonka: do boju! :)
  • Gość: Turysta IP: *.toya.net.pl 10.11.05, 11:31
    Nik t z nas nie jest tutaj zawodowym pisarzem. Przecież gdybyśmy takimi byli,
    to produkowalibyśmy się za kasę, a nie spisywali swoje wspomnienia jako coś co
    przybliży nasze odczucia z Egiptu innym, którzy wahają się, czy warto pojechać
    czy też nie.

    Uważam, że nawet jeśli ktoś pisząc robi błędy, literówki, czy styl odbiega od
    Pani Rowlins, to przecież najważniejsza jest chęć i zaangażowanie piszącego.
    Czyż nie ciekawiej czyta się takie wspomnienia jak te Platynki, od
    wypunktowanych relacji z hoteli, czy listy cen za dane wycieczki?

    Taka relacja żyje, jest świadectwem odczuć, jakie się w naszych głowach
    przewijają będąc tam, nie zaś przewodnikiem po miastach czy hotelach.
    Kazdy z nas w pewnym sensie utożsamia się z piszącym, ponownie przeżywa swoje
    niezapomniane chwile w tym malowniczym kraju. Czyż nam nie zdarzyło się, ze
    właśnie tam nasze żony (mężowie) objawiły nam się jako wspaniali partnerzy do
    naszych szalonych eskapad, pomysłów na spędzenie niezapomnianego urlopu?
    Ja np. do dzis z uśmiechem wspominam momenty twardego targowania się mojej żony
    i podziwu na twarzach Egipcjan, że KOBIETA, a taka twarda. A co? Niech
    zazdroszczą! Oni takich nie mają i mieć nie będą. Hehe

    Pisz dalej, bo już się nie mogę doczekać dalszego ciągu!
  • Gość: aw IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.05, 15:09
    Iwonko pisz dalej, dzięki Tobie wielu ludziom przypominają się ich wrażenia z
    wakacji i budzi się chęć do poznania nowych miejsc. Pozdrawiam gorąco Ciebie i
    Rodzinkę.
  • wojtek37k 10.11.05, 16:07
    Iwonka daj spokój , przecież to już prawie meta , poddajesz się na ostatniej
    prostej , jak kiedyś Pc-maniac na forum portalu "Wakacji" , analogia zbliżona ,
    nie identyczna . Nigdy nie jest tak , że wszystko wszystkim się podoba ,
    najważniejszą rzeczą jest abyś się niepoddała i dokończyła to co akceptuje , i
    na co czeka zdecydowana wiekszość . Ty nie umiesz pisać ? Nieżartuj ,
    przyprawiasz mnie o śmiech , cóż mam sądzić w takim razie o swoich
    wypowiedziach .
    Pozdrawiam Cię serdecznie Wojtek
  • Gość: Zenek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.05, 17:19
    Podaj całkowity koszt, tzn rejs, dodatkowy tydzień,+ dodatkowe zwiedzanie,
    najlepiej wszystko ;) Ale tak bez ściemy,ok? ;) Chciałbym policzyc ile mam
    szykować na taki wyjazd + dodatki ,które zaliczyłaś z rozbiciem na
    posszczególne (te wieksze przynajmniej) koszta i gdzie załatwiałas dodatki
    zwiedzania. Pewnie zapisywałas dokładnie ;)z góry dzieki
  • Gość: Łodzianka IP: *.astral.lodz.pl 10.11.05, 17:40
    Platynko czekamy :D

    i pozdrawiam
  • platynka.iw 10.11.05, 21:46
    Witajcie Kochani :-)

    Sluchajcie. Mam ostnio podle dni. Znacie ten stan, kiedy wszystko sie wali,
    pietrzy, denerwuje Was i w dodatku dostajecie okres?? :-| Jestem ostatnio
    totalnie zagoniona, wyrywam kawalki czasu-by wysylac kolejne wspomnienia na
    forum czy usiasc znowu nad zdjeciami. I naprawde-zawsze jest to kosztem
    czegos... bo ostatnio mam strasznie podle dni! I przyznam, ze post mariarelli
    byl przyslowiowym "gwozdziem do trumny" I dlatego poddalam sie. Zrezygnowalam,
    choc czulam ze to nie w porzadku w stosunku do wielu z Was, ktorzy moje
    wypociny czytaja.

    Ale ja naprawde mam bardzo niskie mniemanie o tym jak pisze. I to nie jest
    kokieteria! Nigdy tego nie robilam. Decyzja o napisaniu tego zostala podjeta w
    Egipcie. Kiedy przypomnialam sobie, jak wertowalam net w poszukiwaniu roznych
    opowiesci, wspomnien czy cokolwiek-co by mi przyblizylo Egipt. Pomyslalam
    sobiewtedy-moze ja tez cos napisze? I moze w ten sposob odwdziecze sie innym
    osobom, ktorych wspomnienia czytalam?

    Wiem, ze te wspomnienia sa za bardzo rozwleczone (przepraszam)
    Wiem, ze sa za bardzo osobiste (przepraszam)
    Wiem, ze o pewnych sprawach nie powinnam w nich wspominach (przepraszam)

    Bo i co kogo obchodzi np. to, ze Radek tam nauczyl sie plywac? Przeciez nikomu
    z Was ta wiadomosc, nie wnosi nic, odnosnie wyjazdu do Egiptu. Albo moje mysli
    w pociagu... bezsensu.

    Ale-to sa moje wspomnienia. MOJE. Nie chcialam pisac na zasadzie "bylam tam,
    tyle zaplacilam, tyle czasu to trwalo" Suche fakty. Tylko... chcialam te
    wspomnienia napisac takie-jakie siedza w moim sercu i pamieci. Zeby przelac
    czastke mnie/nas w te wspomnienia. Bo wyjazd to nie tylko kasa, hotel, BP... to
    rozniez uczucia, emocje, wzruszenia...

    Jednak przegielam. I bardzo chce Was przeprosic.

    Dzis mnie pol dnia nie bylo przed kompem i jak wrocilam-to bylam przemile
    zaskoczona. Co ja pisze-wmurowalo mnie! Boze! Tyle wypowiedzi, tyle cieplych
    slow, tyle dobra i sympatii, tyle przyjaznych gestow... mialam lzy w oczach.
    BARDZO DZIEKUJE!!!!!!! Jestescie tacy kochani! :-* Niedowierzalam, ze to chodzi
    o moje wypociny!

    Kila osob napisalo mi na priva, ze kopiuja sobie moje wspomnienia do worda i
    potem sobie to wydrukuja... SZOK! Wiec pozwolcie, ze ja skopiuje sobie Wasze
    slowa i w chwilach "tych trudnych dni" bede sobie je czytac... Naprawde, BARDZO
    WAM DZIEKUJE!!!!

    Co do samych wspomnien. Zostaly 3 dni. I macie racje. Nie mozna tego tak
    zostawic. Opisze je. I mimo iz pokusa jest duza, by to zrobic chlodniej i z
    dystansem-opisze to jednak tak jak poprzednie dni. Byc moze na zlosc tym osoba,
    ktory tak strasznie sie to nie podoba?? A na pewno dla siebie i dla Was-bo
    dzieki Wam mam znowu chec i sile by je dokonczyc.

    I bardzo zaluje, ze to ostatnie 3 dni.... dzis sobie uswiadomilam, jak
    strasznie bedzie mi brakowalo Waszej wirtualnej obecnosci w moim zyciu :-)
    Naprawde czuje, ze jestescie :-*

    Kochani. O swicie wyjezdzamy w gory, wracamy dopiero w niedziele. Wiec nie mam
    kiedy i jak pisac... Ale obiecuje, ze w przyszlym tygodniu dokoncze wspomnienia
    i-dokoncze album ze zdjeciami.
    Obiecuje.

    Bardzo Wam dziekuje, nawet sobie nie zdajecie sprawy jak wiele dobrego wnosicie
    do mojego serca. I przepraszam Was, ze sie poddalam... Taki dzien.

    Sciskam Was zyczac wspanialego week. Wypocznijcie. Ja mam taki zamiar!

    Caluje Was wszystkich i kazdego z osobna... Dziekuje, ze jestescie!

    Iwonka z chlopakami







  • ewucha6 11.11.05, 20:55
    Iwonka ! Dobrze, że rozum Ci wrócił :-) i dokończysz te cudne wspomnienia !!!
    Nie ma co przejmować się ludźmi, którzy nie wiedzieć dlaczego chcą zniszczyć
    coś, co innym sprawia tak dużą frajdę - nie podoba się to nie czytam - proste -
    i nie zatruwam innym życia !!!
    Dlatego moja Kochan niczym się nie przejmuj, a w wolnej chwilce kończ swe
    dzieło bo ja tu czekam - pozdrawiam gorąco !!!
    Ewa
  • platynka.iw 10.11.05, 21:51
    Witaj Zenku.
    Na koncu wspomnien napisze takie podsumowanie. Wlasnie to co wymieniles. Z kim,
    gdzie, za ile, gdzie zalatwiane itd. Wlasnie jestem w trakcie porzadkowania
    tego.

    Pozdrawiam cieplutko :-)
    Iwonka
    community.webshots.com/user/Saruh2005
  • pc_maniac 10.11.05, 21:23
    wojtek37k napisał:
    > Iwonka daj spokój , przecież to już prawie meta , poddajesz się na ostatniej
    > prostej , jak kiedyś Pc-maniac na forum portalu "Wakacji" , analogia zbliżona,


    (zawstydzony) to było na tym forum i na moim forum Egipt.
    Przyznam Ci się szczerze, że mnie poprostu wena opuściła, a potem pamięć
    zamazała wiele szczegółów, ale to mnie nie tłumaczy (poprostu wyszedł ze mnie
    leń :(