Dodaj do ulubionych

samodzielne podrozowanie po Egipcie

17.12.08, 20:35
Witajcie,
mam pytanie do znawcow Egiptu: czy jest mozliwe samodzielne
podrozowanie po kraju wypozyczonym autem? Z wypozyczeniem nie ma
problemu - juz sprawdzalem. Plan jest taki zeby wykupic sam przelot
w biurze podrozy ale dalej podrozowac juz na wlasna reke. Slyszalem
jednak ze jest to policyjne panstwo i obowiazuja pewne restrykcje
jednak konkretnie nie udalo mi sie dowiedziec czy mozna podrozowac
po Egipcie w sposob niezorganizowany, czyli samodzielnie - bez biura
podrozy. Z gory dziekuje za informacje:)
Edytor zaawansowany
  • 17.12.08, 21:39
    Samodzielne podróżowanie lokalnymi środkami transportu- jak
    najbardziej. Autem ? Znasz arabski ? masz zezwolenie wojska i
    policji ?, rezerwacje w hotelach po trasie ? ochronę ? czujesz się
    na tyle swobodnie , by bez zarezerwowanego hotelu dać sobie radę sam
    wszedzie ? Łapiesz 2 kapcie pod rząd- dasz sobie radę ? To wymagaga
    włozenia sporo pracy, wiedzy i obycia. Jesli wymysliłeś to ot tak-
    na goraco- daj spokój. Podróż skończy się na pierwszym czekpoincie-
    i nie przeskoczysz tego, chyba że przypadkiem, za auto płacisz z
    góry, wiec po co Ci ewent. 2 tyg stania auta pod hotelem by
    pojeździc po Hrg. Jest to mozliwe, ale jak wspomniałem- praca, czas,
    obywcie itp itd . Fartem moze się udać, dlaczego nie. Ale jesli nie
    jesteś w stanie najpierw zrobić ze 2 rundki samotnie, bez
    rezerwacji, pomocników itp itd - mrzonki. Egipskie zwyczaje, znaki
    dawane ręką, klaksonem, światłami- rozumiem, ze masz w małym
    palcu ;)))))))))))). Jedź chłopie na wczasy i nie cuduj, takie jest
    moje zdanie.
  • 17.12.08, 23:23
    Dokladnie w ten sposob podrozuje, takze po krajach muzulmanskich - .
    Tzn. raczej na zywiol i bez wczesniejszego planowania, ze danego
    dnia bede w konkretnym miejscu i konkretnym hotelu. W Egipcie
    jeszcze nie bylem, dlatego pytam. Zwyczajow lokalsow czy tez 2 gum
    pod rzad sie nie obawiam, chodzi mi raczej o restrykcje ktore moga
    mi uniemozliwic przemieszczanie sie. Jesli okaze sie ze autem sie
    nie da to biore plecak i bede jezdzil publicznym transportem. Na
    wczasy nie pojade na pewno bo to nie dla mnie:) Poki co dzieki za
    rady i czekam na nastepne...
  • 18.12.08, 15:45
    W Egipcie
    > jeszcze nie bylem, dlatego pytam. Zwyczajow lokalsow czy tez 2 gum
    > pod rzad sie nie obawiam, chodzi mi raczej o restrykcje ktore moga
    > mi uniemozliwic przemieszczanie sie.

    Probowac możesz, ale jeśli tam nie byłeś, nie znasz języka- malo
    realne . Stracisz czas, nerwy i pieniadze. Dodatkowo dochodzi
    kwestia- czy poradzisz sobie na tamtejszych drogach, są "nieco
    inne". Zwyczaje na nich, zachowanie też. Pisałem juz o tym
    wczesniej. Nawet jesli Ci sie uda przejechac czekpointy- możesz nie
    wrocic z takiej imprezy ;) . Nie wiem czy umiesz sobie zjednać
    policje, wojsko na tyle by zaryzykowali i puscili Cię dalej. Przy
    pomocy ich języka oczywiscie- bo zdarza sie , że po ang. nie mowi
    nikt. Samo to, ze o to pytasz, powoduje, ze szanse masz małe.O
    restrykcjach napisałem. Inna opcja, ze wzgledów które wymieniasz-
    np. pierwszy raz w Egipcie itd - mało realna. Ale powodzenia
    zycze.

    Poki co dzieki za
    > rady i czekam na nastepne...
    Następne w tej kwestii, moga być jedynie takie jak Ci napisałem.
    Uwierz, wiem co piszę. Ja kończę swoją pisaninę na ten temat;) Jesli
    potrzebujesz info na temat wyjazdu z plecakiem, nie ma problemu.

    Pzdr
  • 23.12.08, 22:48
    Sorry, ze sie wtracam w rozmowe.. ale ktos mnie kiedys przekonywal,
    ze samodzielne podrozowanie po Egipcie nie jest takie straszne i, ze
    wrecz nalezy sprobowac wypuscic sie gdzies samemu a tu jednak widze,
    ze ten ktos nie do konca mial racej...bo ja bym sie samopas sama
    nigdzie nie ruszala bez biura podrozy :))
    --
    <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>
  • 23.12.08, 23:10
    > Sorry, ze sie wtracam w rozmowe..

    Jak najbardziej inne opinie mile widziane ;)

    ale ktos mnie kiedys przekonywal,
    > ze samodzielne podrozowanie po Egipcie nie jest takie straszne i,
    ze
    > wrecz nalezy sprobowac wypuscic sie gdzies samemu
    "Ktosiowi" przyznaje 100%-tową rację. ( samochodem ? - jak pisałem,
    niebezpieczne i malo realne, tyle , ze "pytacz"- to nieco
    inna "liga" niz przecietny wczasowicz. Mimo to , mało realne ) Jest
    to banał wlasciwie, dla chcącego nic trudnego- tanio, bezpiecznie i
    wygodnie. Chyba najbardziej bezpieczny, najmniej kosztowny kraj na
    debiut w afryce, w tej formie podróżowania

    a tu jednak widze,
    > ze ten ktos nie do konca mial racej...
    Miał racje jak najbardziej. Watek jest o aucie- to inna "melodia".
    Całkowicie inna.....

    bo ja bym sie samopas sama
    > nigdzie nie ruszala bez biura podrozy :))

    Wszystko zależy od osobistych predyspozycji , celów, oczekiwań itp
    itd. Pewnych rzeczy, nieraz mimo checi, nie da sie przeskoczyć, co
    widac i na tym forum, ale taki live...... Co dla jednego jest
    niemożliwe, niebezpieczne itd , dla innego jest banałem, przygodą .
    I tak naprawde często wyobrazenia nie są prawdziwe. Wszystko zależy
    od konkretnego osobnika. Są ludzie, ktorzy mimo chęci, pragnień itd
    spędzą zawsze wczasy z biurem, sa inni, którzy realizują plany, i
    nie jest to wcale trudne ani niebezpieczne. Wszystko zalezy od
    indywidualnych predyspozycji, podejscia, oczekiwan itp itd, jakich
    by wymówek nie uskuteczniać ;)
  • 23.12.08, 23:19
    Dzieki za komentarz :) Ja wprawdzie do strachliwych nie naleze i
    pewnie z grupka obytych w temacie moze i bym sie wybrala na kilka
    dni po Egipcie z plecakiem. Ale poniewaz takich znajomkow nie mam a
    do tego jestem troche wygodna wiec pozostane przy biurach podrozy i
    fakultetach :))) Nie mniej jednak milo mi sie czyta takie opowiesci
    i opinie :)) pozdrawiam i Wesolych Swiat zycze :))
    --
    <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>
  • 23.12.08, 23:36
    Heh , ;) ciesze sie , że nie odebrałaś tego inaczej niz miało być ;)
    Nie twierdze, że jestes strachliwa itp ;) Lubisz wygodnie ? - oki.
    Ja tez lubie, wiec biura omijam z daleka, nie lubie np. wstawac o 1
    w nocy, bo jade do Kairu ;). Jade o 10, czy predzej o 12 ( bo
    wczesniej nie lubie sie zrywac ;)- urlop w koncu ) . Każdy jedzie
    jak mu pasuje, i oki. Co do grupki- to juz nie to. Niedosyt pewnie
    by pozostał, bo sama świetnie dałabyś sobie radę. A i priorytety
    kazdego inne, im wiecej osób, tym wiecej planów, pomysłów itd,
    niekoniecznie zgodnych z tym cochciałabys obejrzec, przezyc itp.
    Lepiej samotnie , uwierz ;). Równiez Wesołych Świat dla wszystkich
    forumowiczów
  • 25.12.08, 10:02
    Wierze, wierze, napewno samotnie najfajniej... :))
    Tylko nie wiem jakby to wyglądało gdyby samotna kobieta przemierzała
    Egipt? Chyba nie za bardzo co?
    A tak zmieniajac temat to wiesz cos moze wiecej o zagrozeniach
    terrorystycznych w Egipcie?
    Bo tyle sie teraz pisze o tym... a tu konwoje polikwidowali... a
    ktos wczesniej pisal, ze zagrozenie jakies tam istnieje .. I jesli
    juz kogos napadna to wieksze skupisko turystow.
    Szczerze mowiac zaczynam miec lekkiego cykora przed drugim wypadem
    do Egiptu...Ale z drugiej strony tak mnie tam ciagnieeee...

    --
    <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>
  • 25.12.08, 20:00
    > Wierze, wierze, napewno samotnie najfajniej... :))
    > Tylko nie wiem jakby to wyglądało gdyby samotna kobieta
    przemierzała
    > Egipt? Chyba nie za bardzo co?

    Zależy od wieku, ubioru, znajomosci języka, sposobu zachowania. Nie
    da sie ukryć , że wtych rejonach kobieta ma trudniej. We dwie już
    nie ma problemu. Zresztą i jedna z "jajami" da sobie radę. To kraj
    jak każdy inny, nikt nikogo nie prześladuje, czycha na niego itp,
    tylko dlatego ze jest biały. Na pewno bardziej niebezpiecznie jest
    np. dla murzyna w polsce, schizów tu nie brakuje. Tam jeśli są , to
    strach przed karą powoduje, że 3 razy przemyślą głupotę którą
    mieliby chęć zrobić. Po prawie roku pobytu, przez cały czas, nie
    spotkała mnie żadna niebezpieczna, czy niemiła przygoda. Zachowanie
    turysty również ma duże znaczenie. Lekceważenie, traktowanie jak
    gorszych itp, zawsze spowoduje adekwatną reakcję, to oczywiste.

    > A tak zmieniajac temat to wiesz cos moze wiecej o zagrozeniach
    > terrorystycznych w Egipcie?
    Tyle co inni ;) Konkrety tak naprawdę moim zdaniem znają jedynie
    terroryści , nie my turyści czy np. nasi "eksperci" prezentujący
    wydumane głupoty w telewizji czy w prasie. Normalni Egipcjanie
    potępiają to i sami pukają się w głowę. Do tej pory większość
    pamięta słowa Mubaraka- nie będziecie szanować turystów, bedziecie
    żreć piasek

    > Bo tyle sie teraz pisze o tym... a tu konwoje polikwidowali...
    Nawet jeśli polikwidowali, posterunki wojska i policji bedą czuwać i
    mieć na uwadze turystów. Tak naprawdę, chyba lepiej, nie będzie
    sztywnych godzin kiedy jedzie stado potencjalnych celów, wiec i
    zaplanować coś trudniej

    a
    > ktos wczesniej pisal, ze zagrozenie jakies tam istnieje ..
    słuchaj "młodych wilków" ;)))))))))jak to trafnie określił
    Scorpio. "Mądrych" po jednym wyjeździe i znających Egipt na
    podstawie fakultetów ;)
    I jesli
    > juz kogos napadna to wieksze skupisko turystow.

    Cóż, najłatwiejszy cel i pewny- zawsze będą tam turyści
    > Szczerze mowiac zaczynam miec lekkiego cykora przed drugim wypadem
    > do Egiptu...Ale z drugiej strony tak mnie tam ciagnieeee...
    > Daj spokój, jedź ciesz się urlopem. Wieksze prawdopodobieństwo, że
    jadąc na lotnisko u nas Cię napadną , okradną, pobiją, niż tam

    Pzdr
  • 25.12.08, 22:45
    Uspokoiles mnie.. dzieki :))
    --
    <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>
  • 26.12.08, 18:08
    Odnajdz na forum opowieści pc_maniac'a i poczytaj jego opowieści o podróżowaniu.
    Czy to jest dla Ciebie zdecydujesz sama, ważne jest jednak abyś wiedziała iż
    jest to całkowicie możliwe do zrealizowania przy znajomości angielskiego i
    odrobinie asertywności i poznaniu miejscowych zwyczajów.
    Chcemy z żoną wybrać się na taką wyprawe i z tego się zorientowałem to najlepiej
    jest wykupić w BP najtansza z możliwych ofert pobytowych. Meldujecie się w
    hotelu po przylocie, odpoczywacie, zgłaszacie w recepcji wyjazd i wracacie tam
    po 2 tyg.
    W razie kłopotów z policją - macie meldunek w hotelu, a w razie czego macie
    namiary na rezydenta i on też może wam jako tako pomóc. poza tym macie
    ubezpieczenie (warto się doubezpieczyć).
    Tak jak napisałem na wstępie. znajdz opisy pc_maniaca (chyba z 2005/2006 roku)
  • 26.12.08, 21:28

    > .
    > Czy to jest dla Ciebie zdecydujesz sama, ważne jest jednak abyś
    wiedziała iż
    > jest to całkowicie możliwe do zrealizowania przy znajomości
    angielskiego i
    > odrobinie asertywności i poznaniu miejscowych zwyczajów.

    Dokładnie tak

    > Chcemy z żoną wybrać się na taką wyprawe i z tego się
    zorientowałem to najlepie
    > j
    > jest wykupić w BP najtansza z możliwych ofert pobytowych.

    Przy obecnych cenach- na pewno nie, lepiej sam bilet. Zreszta
    wczesniej też nie. Jeśli nie czujesz się pewnie, na siłach, czy
    czujesz że nie dasz rady by lecieć sam- ok, wtedy takie rozwiązanie
    jest jakimś "dupochronem" ;)

    Meldujecie się w
    > hotelu po przylocie, odpoczywacie,

    Idziecie do hotelu na który namiary (jest ich full ) znaleźć łatwo (
    jeśli trudno- pisz na priv, dostaniesz je) , i tam czynicie to co
    napisał przedmówca, za 60- 100 le,za 2 z łazienką

    zgłaszacie w recepcji wyjazd i wracacie tam
    > po 2 tyg.

    można , jasne że to rozsądne

    > W razie kłopotów z policją
    napisz jakich....... ;)

    - macie meldunek w hotelu,
    ???? do czego policji jest potrzebny ? to też napisz, bo jestem
    ciekawy ;) We wniosku wizowym piszesz jakikolwiek, jesli dalej
    ktokolwiek pyta, mówisz zgodnie z prawdą - nie wiem , i tyle.
    Problemów nie było, n ie m a i na pewno nie bedzie. Nie wszyscy
    traktują turystę jak 5 letnie dziecko, które trzeba nakarmoć,
    zawieźć, chronić itp itd. Ci którzy mają styczność z tymi na szlaku,
    doskonale zdają sobie sprawę że Ci przez nich spotkani czesto nie
    wiedzą gdzie jadą dalej, w jakim hotelu będą spali- improwizuje się
    na bierzaco, a plany czesto się zmieniają, bo np. masz taki kaprys .
    I nikomu nic do tego. Jaki problem. Za dużo naczytałeś się
    debiutanckich wyjazdów najwidoczniej. Wrażenia po nich są całkiem
    inne, odbieranie pewnych rzeczy też. Najczęściej stan faktyczny jest
    nieco inny.

    a w razie czego macie
    > namiary na rezydenta i on też może wam jako tako pomóc.
    Jak to wiele razy mozna było poczytać na forum ;) ;))))))))

    poza tym macie
    > ubezpieczenie (warto się doubezpieczyć).
    Kupując sam bilet, często też masz ubezpieczenie. Jeśli nie- kupisz
    je dużo taniej niż wciska Ci biuro, i na lepszych warunkach

    <Tak jak napisałem na wstępie. znajdz opisy pc_maniaca (chyba z
    <2005/2006 roku)

    Trochę sie pozmieniało. Przeczytać nie zaszkodzi, ale na miejscu i
    tak potrzebna będzie improwizacja itp itd.

  • 26.12.08, 22:47
    Te opowiesci pc_maniaka czytalam zawziecie przed pierwszym wyjazdem
    do Egiptu prawie rok temu i bardzo mnie one wciagnely :)))
    Wiele rzeczy jest mozliwych...ale to trzeba wiecej jezdzic, miec
    lepsze rozeznanie terenu, kultury i miejscowych zwyczajow i przede
    wszystkim znac angielski i miec nieco mniej latek :))) Ja juz sie na
    to nie nadaje.. Ale posluchac lubie. Tak czy owak pozostane jako
    turysta zorganizowany z biurem podrozy :)))
    --
    <Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe>
  • 27.12.08, 00:11
    > Te opowiesci pc_maniaka czytalam zawziecie przed pierwszym
    wyjazdem
    > do Egiptu prawie rok temu i bardzo mnie one wciagnely :)))

    Ja też czytałem i też wciągneły, do tego stopnia, że stwierdziłem-
    kupuję bilet i lecę ;) A później latałem jak ......................
    nie napiszę jak .

    > Wiele rzeczy jest mozliwych...ale to trzeba wiecej jezdzic, miec
    > lepsze rozeznanie terenu, kultury i miejscowych zwyczajow i przede
    > wszystkim znac angielski i miec nieco mniej latek :)))
    Pierwsze- nieprawda ;) , 2- też nieprawda ;)- najlepsze są przygoda
    i przecieranie szlaku, naprawdę . Kultura, zwyczaje ? Tego nie jest
    tak dużo, parę godzin czytania. Tak naprawdę "wali" Cię to- jesteś
    turystą= "świętą krową", byle nie denerwować, lekceważyć, traktować
    z góry miejscowych- reszta jest prosta ;) . "Latka" ? Kasia, znam
    starsze , które zjeździły Egipt ;)

    Ja juz sie na
    > to nie nadaje..

    Wmówiłaś sobie i tak się tego trzymasz ;)

    Ale posluchac lubie. Tak czy owak pozostane jako
    > turysta zorganizowany z biurem podrozy :)))

    Nigdy nie mów " nigdy" ;)
  • 27.12.08, 00:02


    > > Czy to jest dla Ciebie zdecydujesz sama, ważne jest jednak abyś
    > wiedziała iż
    > > jest to całkowicie możliwe do zrealizowania przy znajomości
    > angielskiego

    Nieprawda. Wystarczy słowniczek i podstawowe pojęcia - o której
    odchodzi autobus, gdzie jest hotel itp. Biegła znajomość nie jest
    warunkiem. To bardzo tani kraj- hotel 2 osoby z łazienką za 60-100
    le jest dostępny nawet dla osób które są ledwie w stanie wymówić po
    ang- ile kosztuje ? - gdziekolwiek.Znajomość ang. ułatwia sprawę jak
    i arabski (ten również zmniejsza koszty- ale to inna melodia). Znam
    ludzi z perfekt angielskim, którzy poza Hurghadę nosa nie wychylili
    i nie wychylą, bo jak twierdzą - nie dadzą sobie rady. I pewnie tak
    jest w ich przypadku. Taki ewenement o jakim pisał i Maniac-
    spotkasz każdą nację, na polaka trafisz wyjątkowo. Uwierz , Niemcy,
    Anglicy , Rosjanie inni- jeżdżą tak całe tabuny ludzi, to żaden
    wyczyn. Tylko Polaków nie wiadomo dlaczego mało. Zamiast jechać,
    szukają wymówek, piszą " wybieramy się" itp. Mimo tego, że "na tacy"
    dostają info co i jak. Innym wystarczy przewodnik. To i tak za dużo.
    Znam ludzi , którzy lądując w jakimkolwiek kraju, nie mając
    przewodnika , informacji, relacji, pojadą, nacieszą się tanim
    pobytem, dadzą sobie radę, i wrócą. To nie kwestia przewodników czy
    informacji. Całkiem czego innego. Znam również
    wiecznych "planistów", którzy latami planują , a wyjazd wciąż nie
    dochodzi do skutku -bo potrzebna jeszcze jedna realacja, grzebanie w
    necie itp itd. A tak naprawdę potrzebne jest co innego. I nie wymaga
    to żadnego heroizmu

    >
    > > Chcemy z żoną wybrać się na taką wyprawe
    hmmmmmmmm

    i z tego się
    > zorientowałem

    hmmmmmmmmmmmmm............

    to najlepie
    > > j
    > > jest wykupić w BP najtansza z możliwych ofert pobytowych.

    doprawdy ? j.w. wyczytana teoria, najcześciej nie odpowiada realiom.
    naprawdę. nie byłem tam 1-3-5-10 razy......... tylko więcej.
    nie z grupą, wycieczką, najczęściej samotnie- to też inna melodia.
    poczytaj Pałkiewicza. Chociaz pewnie i jego rady, to dla Ciebie i
    niektórych głupoty ;)
    >

    >
    > Meldujecie się w
    > > hotelu po przylocie, odpoczywacie,
    >
    > zgłaszacie w recepcji wyjazd i wracacie tam
    > > po 2 tyg.
    >
    > > W razie kłopotów z policją

    >
    > - macie meldunek w hotelu,
    > a w razie czego macie
    > > namiary na rezydenta i on też może wam jako tako pomóc.
    >
    > poza tym macie
    > > ubezpieczenie (warto się doubezpieczyć).

    Czekam na konkrety w związku z "kłopotami z policją " i meldunkiem.
    Ale fakty, nie co wyczytałeś. I na porady dotyczace pomocy
    rezydenta. Jesteś w Kairze, złamałeś sobie nogę- pisz krok po
    kroku w czym pomoże rezydent. Będziesz czekał kilka godzin aż
    dojedzie ? Dla mnie na logikę - zawiadamiam ubezpieczyciela
    (nieprzytomny ? ale biały , wiec spora poprawka=turysta. Numer
    polisy mam przy dupie - i tak zawiozą do szpitala, o pokrycie
    kosztów będa pytać pózniej). Nie mam ubezpieczenia ? (bywa i tak )
    zawiozą do szpitala, wyleczą, kontakt z rodziną, trudno, zapłacą
    jeśli pojechałem bez niego, jesli nie pomyślałem o tym wczesniej.
    Napisz jak widzisz tą pomoc rezydenta i
    niby w czym . Do czego ten człowiek jest potrzebny komus kto jedzie
    sam ? Zabłądzisz, zginiesz, zadzwonisz- nie umiem znaleźć sobie
    hotelu, niech Pan/pani pomoze ? Nie wiem gdzie jestem ? w czymś
    innym ? w czym niby ? "dupochron" ? to niech Cook czy inne biuro
    organizuje
    ten "samodzielny" wyjazd- zadbają i o ubezpieczenie i pomoc. Od tego
    są tego typu biura, by zorganizować "samodzielny " wyjazd, ludziom
    którzy nie są w stanie sami go sobie zorganizować czy się boja. Cook-
    pomoże, załatwi, i "czuwa", bo dba o renomę. Dla tego typu trampów
    istnieje. Zdaje się że i Ecco organizuje "wyjazdy trampingowe".
    Koszt spory a i niedosyt pewnie pozostanie, a i tylko do opowiadania
    laikom, bo nikt rozsądny nie bedzie opowiadał komuś kto zna temat, o
    swoim wyjeździe trampingowym z biurem

    > <Tak jak napisałem na wstępie. znajdz opisy pc_maniaca (chyba z
    > <2005/2006 roku)

    Wolał dupochron, albo odpocząc w hotelu ten 2 tydzien. bo w tym
    czasie bilety były np. po 900zł , a wczasy po min ok. 1400 jak
    pisał . 500zł na Le w tym czasie i przy tych cenach, w żaden sposób
    nie uzasadniało kupowania wycieczki- chyba , że chcesz sie pobyczcyć
    ten 2 tydzien, ale wtedy wypada to napisać, bo ktoś inny będzie
    wolał 2 tyg pozwiedzać, będąc w hotelu i płacąc za niego raptem ze 2
    dni- przylot i wylot, a dodatkowo płacąc za reszte, poza tym
    hotelem. Jedzenie, noclegi są śmiesznie tanie w odniesieniu do
    naszych cen/realiów, transport nieco droższy, ale uwierz 200$ na 2
    osoby na tydzień, przy intensywnym podrózowaniu ( transport- wiekszy
    koszt w odniesieniu do realiów, ale i tak smiesznie tani ) pozwala
    mieszkać i jeść jak człowiek, właściwie nie odmawiajac sobie niczego
    ( jasne - 5 gwiazdkowcy będą cierpieć ;) )- to prawie Egipska
    miesięczna pensja. Na upartego trasa- Luksor- Kair-Hrg przezyjesz na
    luzie za sporo mniej
    Daj link do opisów Kairu i wielu innych miejsc do których będzie
    chciała pojechać. Nawet wtedy zdarzy się coś czego tam nie opisano,
    i będzie musiała liczyć na siebie. Nie zapomnij, że w opisie Maniaca
    ( z całym szacunkiem- szanuję Goscia , bo na tle innych - On
    pojechał , nie tylko opowiadał o tym że- pojedzie ) dworzec jest
    gdzie indziej- bo
    się pozmieniało po jego wizycie. Tak naprawdę wystarczy przewodnik i
    słowniczek ang-pol. Reszta to dodatki. Albo jesteś w stanie jechać i
    cieszyć się tym, albo nie. Nie ma tu filozofii. Egipt to prosty i
    bezpieczny kraj do tego typu wypadów , a turysta to tutaj "święta
    krowa", więc może dużo więcej i co by się nie działo, jest
    bezpieczniejszy niż w jakimkolwiek innym
    To prosty kraj i tak naprawdę zsdne opisy nie są potrzebne-
    znajomość cen, mapki, przewodnik, to wszystko co wystarczy

    Mam nadzieję, że nie schowasz głowy w piasek, tylko napiszesz o tych
    problemach z policją, meldunkiem i konieczności znajomości
    angielskiego.
  • 27.12.08, 22:22
    Na wstępie zaznacze że NIE BYŁEM w Egipcie samodzielnie, zawsze z BP, ale po
    dwóch tegorocznych wypadach do Egiptu stwierdziliśmy z żoną, że następnym razem
    pojedziemy sami.
    widze że bardzo dosłownie podchodzisz do tego, ale ok. tak też można.
    Co do tego iż napisałem iż lepiej jest kupić w BP najtanszy hotel, zamiast tylko
    bilet, wynikało z wygody. Przyjeżdzam na lotnisko, odbiorą mnie, zawiozą do
    hotelu (najtańszy z oferty, ale się prześpie), rano czy nawet następnego dnia
    wyjedziemy, zostawimy część bagaży, zwiedzimy Dandere i Abydos, może jeszcze coś
    w okolicy (Luxor, Asuan i świątynie pomiędzy nimi mamy już zaliczone)
    Później sami zdecydujemy czy pojedziemy dalej czy wrócimy do hotelu. Po prostu
    mogłoby się okazać, że nie podoba nam się tak, jak myślimy że będzie i reszte
    przesiedzimy sobie spokojnie w hoteliku.
    W październiku jak leciałem do Egiptu ostatnio, to sam bilet kosztował 1200zł.
    fakt, nie szukałem dokładnie, tylko po łepkach, więc pewnie można znaleść
    taniej, ale najtańsza oferta kosztowała 1499zł, więc 300zł.........
    Co do znajomości angielskiego, to dużo lepiej jadąc autobusem powymieniać uwagi
    z innymi turystami (może coś fajnego gdzieś znaleźli wartego obejrzenia), niż
    siedzieć cicho i "I do not speak english". Ponadto chyba większe szanse będe
    miał na dogadanie się po angielsku niż po polsku, prawda?
    Kłopoty z policją, to przyznaje się że obiło mi się o uszy na tym forum,
    czytając jakiś opis uczestniczki, która zrobiła zdjęcie kolumnie wojska i ją z
    mężem przez 3h na komisariacie męczyli i pytali gdzie mieszka, w jakim hotelu i
    dzwonili po tych hotelach zeby to potwierdzac. Ale jak już się przyznałem, to mi
    się po prostu obiło. :)
    A rezydent i namiary na niego czasami mogą się okazać na prawde przydatne. Ja po
    3 razie w Egipcie przestałem chodzić na spotkania informacyjne itp, ale mogę
    zdażyć się sytuacje, w których mało obeznane z Egiptem osoby będą potrzebowały
    informacji od rezydenta.
  • 28.12.08, 00:40
    > Na wstępie zaznacze że NIE BYŁEM w Egipcie samodzielnie, zawsze z
    BP,

    wiem ;)

    ale po
    > dwóch tegorocznych wypadach do Egiptu stwierdziliśmy z żoną, że
    następnym razem
    > pojedziemy sami.

    i słusznie

    > widze że bardzo dosłownie podchodzisz do tego, ale ok. tak też
    można.

    pojedziesz, wrócisz, zrozumiesz dlaczego tak podchodzę. Wtedy
    przyznasz mi rację ;). Ja nie piszę o wczasach, mimo, że czytałem i
    w sumie niby wiem co i jak ;) , bo to nie to samo co - byłem,-
    zdaję sobie z tego sprawę. Jadąc samemu określone info nabiera innej
    wagi i moze powodować problemy. Jesteś tam sam, wiec po co .
    Wykorzystaj co podpowiedziałem, nie tylko Tobie, to lepsze niż
    doszukiwanie się ataku na Ciebie- tak nie jest, moze źle ubrałem w
    słowa to co chciałem wyrazić. Lubię ludzi którzy jadą tam sami, i
    chetnie im pomagam w miarę skromnej wiedzy

    > Co do tego iż napisałem iż lepiej jest kupić w BP najtanszy hotel,
    zamiast tylk
    > o
    > bilet, wynikało z wygody. Przyjeżdzam na lotnisko, odbiorą mnie,
    zawiozą do
    > hotelu (najtańszy z oferty, ale się prześpie), rano czy nawet
    następnego dnia
    > wyjedziemy, zostawimy część bagaży, zwiedzimy Dandere i Abydos,
    może jeszcze co
    > ś
    > w okolicy (Luxor, Asuan i świątynie pomiędzy nimi mamy już
    zaliczone)
    Później wciagnie, Cię samo przemieszczanie, poznawanie nowych
    ludzi , przygoda itd ;) Zabytki spadną na dalszy plan, uwierz ;)

    Wygodne dla Ciebie jest czekanie godzinę aż wszyscy się pozbierają,
    odliczą, dowiedzą gdzie jadą , jak , dlaczego itp ? Zanim autobus
    ruszy- Ty często będziesz już w hotelu, zamiast krązyć po Hrg przy
    rozwożeniu towarzystwa. Szybciej , taniej ( ok 30-le dla debiutanta,
    taxi do Daharu, normalnie 15-25) nawet jeśli zapłacisz nieco więcej-
    i tak wyjdzie dużo taniej- masz rezerwę którą zapłaciłeś za wczasy,
    a na nich nie jestes. To dużo pieniedzy, naprawdę

    > Później sami zdecydujemy czy pojedziemy dalej czy wrócimy do
    hotelu. Po prostu
    > mogłoby się okazać, że nie podoba nam się tak, jak myślimy że
    będzie i reszte
    > przesiedzimy sobie spokojnie w hoteliku.

    Nie, no jasne,. w takim przypadku masz rację. Uznałem, że wiesz , że
    Ci się to będzie podobać, bo po to jedziesz i wtedy moja wersja
    chyba lepsza. W przypadku jaki podajesz- jasne że to dobre
    rozwiązanie

    > W październiku jak leciałem do Egiptu ostatnio, to sam bilet
    kosztował 1200zł.
    > fakt, nie szukałem dokładnie, tylko po łepkach, więc pewnie można
    znaleść
    > taniej, ale najtańsza oferta kosztowała 1499zł, więc 300zł.........

    Przy takiej róznicy- nie ma tematu. Ale czesto są wieksze i wtedy
    nie ma to sensu, bo za róznicę np 600zł- 2 tygodnie jeździsz po
    Egipcie. A hotel/pokój za który zapłaciłeś- stoi pusty

    > Co do znajomości angielskiego, to dużo lepiej jadąc autobusem
    powymieniać uwagi
    > z innymi turystami (może coś fajnego gdzieś znaleźli wartego
    obejrzenia), niż
    > siedzieć cicho i "I do not speak english".
    Jasne, masz rację. Tylko w przypadku- nie jadę bo nie znam języka,
    więc siedzę w hotelu, lepiej "siedzieć cicho", ale jechać,
    prawda ? ;) Po 2, omijam autobusy z turystami- wiecej naciagaczy
    zazwyczaj się wtedy kręci i nie ma to już klimatu. O wiele lepsza
    jest rozmowa z miejscowymi, gdzie jedziesz jako jedyny turysta-
    zaproszą Cię do domu, zapytają czy nie pomóc, skąd jesteś ipt itd,
    są wtedy po prostu bardziej otwarci. W grupie innych turystów (
    trasa Luksor np.) turysta= kasa. Za wielu ich tam jeździ, więc i
    traktowani sa jak portfele. Ale jeśli nawet na tej trasie będziesz
    jechał sam- zobaczysz nawet tutaj różnicę w traktowaniu. A na
    szlaku, lepiej poznawać miejscowych, to daje wiecej - po to się
    jedzie by poznać ten kraj w końcu . Innych białych masz w Europie,
    zawsze możesz sobie z nimi pogadać ;) Tam korzystaj z rozmów z
    miejscowymi- są inni niż Ci w Hurghadzie, zobaczysz

    Ponadto chyba większe szanse będe
    > miał na dogadanie się po angielsku niż po polsku, prawda?

    Jasne. Tylko jak pisałem, jesli chcesz, dasz sobie radę. Ja pierwszy
    raz jechałem sam, bez kasy na 2 bilet jesli nie zdąże na ten
    kupiony, bez jezyka, za to z nastawieniem- dam sobie radę. A z
    Francuzem przegadałem kiedyś ok 6 h. Jak ? sam nie wiem tak
    naprawdę, ale fajnie nam się gadało ;) Francuz nie znał słowa w
    innym języku niż francuski, a ja z kolei nawet słowa w jego języku.
    Jak ? uwierz, nie wiem, ale "gadalismy" 6 godzin ;) i fajnie było
    > Kłopoty z policją, to przyznaje się że obiło mi się o uszy na tym
    forum,
    > czytając jakiś opis uczestniczki, która zrobiła zdjęcie kolumnie
    wojska i ją z
    > mężem przez 3h na komisariacie męczyli i pytali gdzie mieszka, w
    jakim hotelu i
    > dzwonili po tych hotelach zeby to potwierdzac. Ale jak już się
    przyznałem, to m
    > i
    > się po prostu obiło. :)

    ;) no problem ;) nie będziesz miał żadnych problemów. nie rób fotek
    dworców, mostów, wojska itp itd jadąc indywidualnie i nie będzie
    problemu. Gdybyś koniecznie chciał robić tego typu fotki-
    też, "pomaglują" posprawdzają i puszczą. Meldunek to nie Twój
    problem- hotelarza. Ale i to już dawno właściwie martwy przepis. Ty
    jako turysta, nie musisz mieć żadnych rezerwacji, nikomu nic do tego
    i problemów tez nie będziesz miał. Masz wizę ? i to wszystko co
    musisz mieć- nic więcej. Przerabiałem to , naprawdę. Nieraz policja
    w "trosce" o moje bezpieczeństwo pytała- jakie miasto i hotel dalej.
    Jakie ?- nie wiem, zobaczę po drodze, a jak już dojadę znajdę hotel.
    Teraz- po prostu nie wiem. Nieraz zdziwienie, nieraz życzenia
    szczęśliwej podrózy- tylko tyle "problemów". Szpiegiem nie tak łatwo
    zostać, bo prawdziwy chyba nie robi głupot typu- fotka dworca ,
    nie ? ;)

    > A rezydent i namiary na niego czasami mogą się okazać na prawde
    przydatne. Ja p
    > o
    > 3 razie w Egipcie przestałem chodzić na spotkania informacyjne
    itp, ale mogę
    > zdażyć się sytuacje, w których mało obeznane z Egiptem osoby będą
    potrzebowały
    > informacji od rezydenta.

    Nie piszemy o "mało obeznanych " ;) bo tu się zgodzę z Tobą. Piszemy
    o ludziach, którzy jadąc samemu poradzą sobie zazwyczaj lepiej sami,
    niż czekając na ewentualną pomoc rezydenta ;). Bo On Ci pewnie i tak
    powie- a co ja mogę, nie będę jechał 1000 km do Pana, bo mam innych
    turystów ipt itd. Dasz radę jechać sam, to nie będzie Ci potrzebne,
    sam będziesz się śmiał ze swojego "rezydenta i jego pomocy" po
    powrocie , zobaczysz ;) . Jak coś- pisz na priv, pomogę Ci w
    wyjeździe, gdybyś na czymś "utknął ". No i relacja po powrocie mile
    widziana ;)

    Pzdr

  • 28.12.08, 13:39
    Oby więcej takich tematów i wypowiedzi ludzi którzy jeżdzą samopas:)
    Ja startuje w lutym z 3 kumpelami i juz nie moge sie doczekać:)Co
    prawda "dupochron" w postaci hotelu jest bo tydzień bedziemy jezdzić
    a tydzień na plazy się wylegiwać:)
    Pozdrawiam:)
  • 28.12.08, 22:28
    Zapomniałem dodać- jesli ten rezydent wogóle byłby w stanie wytknąć
    nos poza Hurghadę, bo być rezydentem, nie oznacza-wsiadam w autobus
    i jadę. Większość "jeździ"- z lotniska do hoteli w Hurghadzie. A i
    to wszystko załatwia biuro- on wsiada, jedzie gdzie każą, powiedzą i
    tyle. Gdzie indziej - niekoniecznie. Rezydent, nie oznacza
    automatycznie kogoś, kto zna realia, i poradzi sobie poza kurortem.
    Wiekszość zna Hurghadę i nic poza tym. Kaja, nie w tym
    rzecz ;) "Dupochron" nie dupochron, rzecz sprowadza się do tego czy
    pojadę, czy tylko popiszę o planach. W Twoim przypadku- wiem że
    pojedziesz ;) . Nikomu, niczego w takim przypadku nie musisz
    udowadniać - pojechałaś, dałaś radę, wiesz na co Cię stać.
    Wczasowicze i tak nie zrozumieją ;) I w drugiej kwestii- wyczytane-
    w przypadku samodzielnego wyjazdu ma inne znaczenie, niż przy
    wyjeździe na wczasy, gdzie jeśli na plazy zamiast "doradzonego"
    piasku, będzie żwirek- nie będzie tragedii. Z plecakiem, wyczytane
    info przekazane po jednorazowym wyjeździe ( inne , naiwne,
    podkoloryzowane wrażenia- bo pierwszy raz, więc jakie mogą być
    inne ) może narobić problemów, narazić na stratę czasu itp itd. Tym
    bardziej - nie pojechałem- doradzę ;)))))))))) Po co ? Ja w kwestii
    wczasów się nie wypowiadam, bo po co psuć komuś urlop wyczytanymi,
    niesprawdzonymi, niepełnymi informacjami. Na wczasach, nieraz
    pośrednio "byłem " , bo miałem kaprys jechać w konkretnym terminie,
    a biletów nie było, były tanie wczasy, więc chciał, nie chciał-
    kupowałem, leciałem, nieraz nie widząc na oczy hotelu. Ale nie
    czuję się na siłach radzić w kwestii wczasów, bo nie lubie "lać
    wody".
    A w pewnych kwestiach nie ma co radzić- przewodnik, inwencja,
    zaradność itp itd. To wyjazd z plecakiem, nie fakultet, "program"
    każdy będzie miał inny, czy chce czy nie , bo tak właśnie jest, i o
    to chodzi. Transport, noclegi, co i jak, czym i gdzie itp - to
    wszystko co potrzeba. Na miejscu i tak radzisz sobie sam. Tu nie ma
    rezydentów i innych opiekunów. Podobają mi się zwroty typu : nam
    rezydent niepotrzebny. Jest transport, hotel, jedzenie, fakultety
    na ulicy, jadą dorośli ludzie, do czego tu jeszcze rezydent ? Papier
    załatwić bo brakło, a w recepcji nie wiedzą czego ktoś od nich
    chce ? Do czego tu rezydent i "duma", że niepotrzebny ? ;)
    Odwrócenie pojęć, nikomu chyba nie jest potrzebny- przecież zrobił
    co miałzrobić, zapewnił papu, spanie, transport, a jadą w końcu
    dorośli ludzie, nie dzieci. Jadąc samemu- rezydenta nie ma.
    Jedzenie, hotel, transport i inne banały które załatwił On, czy
    biuro- załatwiasz wtedy sam. Więc rezydent niepotrzebny- załatwione
    wszystko, polisa jest, postępowanie co i jak w razie wypadku -
    opisane , do czego ten człowiek jest jeszcze potrzebny, czy
    niepotrzebny ? Zrobił robotę, więc nikomu dorosłemu rzeczywiście nie
    jest potrzebny

    Pzdr
  • 28.12.08, 23:17
    [quote] rzecz sprowadza się do tego czy
    pojadę, czy tylko popiszę o planach.[/quote]


    aaaaa....bo zaplanowanie często wymaga więcej wysiłku niż bycie już na miejscu:)
    w każdym bądź razie - ja też pojadę już niedługo - jeśli tylko znajdę tanie bilety.
    --
    Amused w Afryce... cz. I i część II
  • 28.12.08, 23:52
    > [quote] rzecz sprowadza się do tego czy
    > pojadę, czy tylko popiszę o planach.[/quote]
    >
    >
    > aaaaa....bo zaplanowanie często wymaga więcej wysiłku niż bycie
    już na miejscu:
    > )

    Na logikę, to po co to planowanie w takim razie ? ;)
    A naprawdę- ja nic nie planuję, jedynie gdzie jadę- miasto itd,
    reszta wychodzi na miejscu, najcześciej nie tak jak bym zaplanował,
    więc plan " z grubsza"- ok. Reszta, i tak wyjdzie w praniu. Rzecz
    sprowadza się zawsze do kwestii- poradzisz sobie ? jedziesz. Nie
    poradzisz- jedziesz na wczasy.
    Nie zrozumiałaś ;) Na tym forum są ludzie którzy "jadą" latami,
    tylko zawsze coś im stoi na przeszkodzie ;) i o to chodzi. Plany
    planami, wiadomo , że to wymaga pracy. Szczególnie wyjazd pierwszy
    raz gdziekolwiek w ten sposób , później z górki- wystarczy inny kraj
    nawet z dnia na dzień bez przygotowań, bo nie o przygotowania
    chodzi, tylko o konkretne cechy człowieka.Inaczej też wygląda temat
    samotnego wyjazdu ( co dwie głowy to nie jedna) i w takim
    przypadku "przewodnika stada", który tak naprawdę wszystko załatwił,
    poplanował , doczytał, na miejscu załatwił spanie, jedzenie i
    resztę, a reszta ekipy- była. Dlatego wolę samotne podróze.
    Pałkiewicz, tam opisał wszytkie różnice, co jak i dlaczego, nie ma
    sensu powtarzać po człowieku który zna temat od podszewki. A tak
    naprawdę- wystarczy przewodnik papierowy i koniec języka za
    przewodnika. Jesli po kilku wyjazdach coś wiecej jest potrzebne- to
    lepiej jechać na wczasy. Zaoszczedzi się kłopotów sobie i innym Pzdr
  • 28.12.08, 23:58
    Planować- można trasę, noclegi i parę innych rzeczy. Nic wiecej. Nie-
    wszelkie możliwe przypadki jakie mogą mnie spotkać, bo tego nie
    przewidzisz- radzisz sobie na miejscu. Jeśli musisz to robić , a na
    miejscu żadne zaplanowane rozwiązanie nie odnosi się do danej
    sytuacji i robi się nierozwiazywalny problem- lepiej siedzieć w
    domu, albo skorzystać z biura. Nie piszę o Tobie, tak ogólnie w
    odniesieniu do "planowań"
  • 29.12.08, 00:35
    > Nie zrozumiałaś ;) Na tym forum są ludzie którzy "jadą" latami,
    > tylko zawsze coś im stoi na przeszkodzie ;) i o to chodzi. Plany
    > planami, wiadomo , że to wymaga pracy.

    nie jestem tu na tyle długo, żeby wiedzieć o tych planujących latami:))
    Plany nie są złe - zwłaszcza jeśli jest się ograniczonym czasowo. Nie każdy może
    sobie pozwolić na po prostu włóczenie się.

    Ja akurat wiem, że zawsze sobie poradzę, ale po moich ostatnich wakacjach coraz
    bardziej rozumiem ludzi, którzy wolą wczasy - bo czasami lepiej odpocząć niż
    przeżywać przygodę - co bywa niestety męczące.


    --
    Amused w Afryce... cz. I i część II
  • 29.12.08, 21:22
    > > Nie zrozumiałaś ;) Na tym forum są ludzie którzy "jadą" latami,
    > > tylko zawsze coś im stoi na przeszkodzie ;) i o to chodzi. Plany
    > > planami, wiadomo , że to wymaga pracy.
    >
    > nie jestem tu na tyle długo, żeby wiedzieć o tych planujących
    latami:))
    ;)

    > Plany nie są złe - zwłaszcza jeśli jest się ograniczonym czasowo.
    Jasne że tak, pisałem w odniesieniu jak wyżej. Wrócisz skądś,
    popiszesz, później okaże się, że pacjent "pojechał". Pozawracał
    głowę, poświęciłaś czas- pojechał- na kolejne wczasy. Ale to
    mniejszość na szczęście. Na pewno po swoim wyjeździe też to
    przerabiałaś. Jak chyba każdy .....

    Nie każdy moż
    > e
    > sobie pozwolić na po prostu włóczenie się.
    Tez nie mogę, planuję miasta, nieraz kilka hoteli, bo nie zawsze
    bedzie miejsce, nie bedzie odpowiadał, czy jego cena itp itd. Ale od
    tak gdzie jest coś ciekawego co mnie interesuje, czym najlepiej
    dojadę, nic wiecej, ogólniki. Reszta to hobby, nie mające wpływu na
    sam wyjazd jako taki. Najchętniej wyjechałbym po kolei przez
    wszystkie kraje, bez konkretnych czasowych ograniczeń, bez planów
    ile dni gdzie, planując na bierząco itp itd. Niemożliwe- heh,głównie
    finanse . Nawet jutro, bez planowania czegokolwiek bo nei byłoby
    czasu, dowolny kraj, czy runda przez kilka, kilkanaście ;)
    A planowanie, czy raczej "drążenie" tematu samo w sobie jest fajne,
    też to robię, bo lubię. Przed wyjazdem jakiś przedsmak, tyle , że
    raczej zdobywanie ciekawych informacji itp itd, nie będących
    warunkiem samego wyjazdu, takie hobby. Każdy wyjeżdżający w ten
    sposób chyba to ma, bo to lubi. Tyle, ze w takim przypadku info czy
    jego brak, nie jest warunkiem tego wyjazdu. Bo jedzie się tak czy
    tak.
    >
    > Ja akurat wiem, że zawsze sobie poradzę,
    I to podstawa. Jesli ktoś to potrafi, da sobie radę wszędzie.Krok po
    kroku, gdzie, jak , czym nie jest wtedy potrzebne.

    ale po moich ostatnich wakacjach coraz
    > bardziej rozumiem ludzi, którzy wolą wczasy - bo czasami lepiej
    odpocząć niż
    > przeżywać przygodę - co bywa niestety męczące.

    Zależy co kto lubi. Jedni wypoczywają w ten sposób- przemieszczając
    się, nie wiedzac co zdarzy się później- lubię to, i naprawdę
    odpoczywam, inni wolą odpocząc przy plazy. W końcu każdy jest inny.
    Jesli się zmęczyłaś, wyskocz raz na wczasowe lenistwo. ;) Jesli
    dalej bedziesz zmęczona............ ale pewnie Ci przejdzie jak się
    solidnie wynudzisz i wymęczysz w ukropie na plaży, błeeeeee ;) Ja
    się męczę leżąc na plaży, wytrzymam tak max 2 dni, później ciągnie
    mnie dalej. Przygoda to przynajmniej dla mnie, najlepszy wypoczynek
    i nie zamieniłbym tego na tydzień w hotelu ;) Naprawdę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.