Dla mnie takim absolutnym "must be" jest apteczka. Ciuchy, pieluchy, zabawki -
da się dokupić wszędzie albo prawie wszędzie. A lekarstw, z dokładnym opisem
dawkowania, działań niepożądanych itd po polsku - już nie. Nieźle znam
angielski, więc niby powinnam sobie poradzić z lekami opisanymi w tym języku,
ale niestety terminologia z ulotek dołączanych do leków znacznie różni się od
typowego słownictwa, jakiego uczymy się na kursach czy w szkole. W końcu nikt,
kto nie ma na co dzień do czynienia z medycyną, nie wkuwa takich wyrażeń, jak
"różyczka" czy "ospa wietrzna", nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych
terminach medycznych.
No i nie wszędzie da się kupić książeczki po polsku, więc jadąc za granicę
zawsze jesteśmy zaopatrzeni w jakąś literaturę dla dzieciaków. A z podróży po
Polsce przywozimy chętnie różne regionalne legendy, bo świetnie ubarwiają
zwiedzanie zabytków i doskonale wpływają na pamięć małych podróżniczków.
--
---------
Malwina
www.flaczynscy.art.pl