Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Turystyka   MAŁY TURYSTA-podróże i dzieci   Krótka relacja

Krótka relacja

Autor: mniemanologia 20.08.09, 11:32
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
Z NOTATNIKA

Dzień 0 piątek 24 lipca
Wyjazd z Warszawy. Nocujemy pod granicą, za 75zł, na kempingu Family
Kamping de Kroon (łazienki czyste, dobre warunki, basen, zabawki).
Zimno.

Dzień 1 sobota
Jedziemy przez Niemcy do Danii aż pod Kompenhagę. Męcząco. Kamping w
Faxe Landesplats, plaża, fajne warunki (w ogóle place zabaw na
kazdym kempingu, a na wielu łazienki "rodzinne" dla rodziców z
dziećmi - dobra opcja). Płacimy chyba 270 koron duńskich za 2 noce
(pomyłka? ale nie protestujemy). Oczywiście płatna ciepła woda.

Dzień 2 niedziela
Kopenhaga i druga noc w Faxe Landesplats.
Kopenhaga super, cały dzień łażenia. Parkingi w weekendy bezpłatne,
więc stawiamy samochód i idziemy przejechać się metrem (automaty
biletowe to jakaś zagadka, a perony to druga zagadka smile).
Chrystiania. Mili ludzie. Ekstra faceci, ale naprawdę ekstra (ale to
moze dlatego, że jest właśnie Gay and Lesbian Festival...). Jemy
najdroższy chleb w życiu - 32 duńskie korony (bardzo dobry, ale
potem w jakimś markecie kupujemy ze 3 o wiele tańsze). I jemy dobrą
chińszczyznę po 38 koron za małe pudełko.

Dzień 3 poniedziałek
Jedziemy przez Szwecję do Norwegii, płatne mosty i drogi. Pod Oslo
stajemy na kempingu Fjord cośtam cośtam (200 koron), mokro, pada i
jest nieprzyjemnie. Obleśna łazienka. I tak jedziemy jeszcze i
oglądamy park Vigelanda. Podoba się.

Dzień 4 wtorek
Oslo, piękne. Bez martyrologii, jakies takie rodzinne. Twierdza,
ratusz, pałac króla, depta, potem przeparkowujemy samochód (najpierw
płaciliśmy 15K/h, potem bardziej w centrum 27K/h), idziemy do Muzeum
Narodowego (gratis). Pogoda super, ciepło, słońce.
Jedzimey do Fagernes, piękne widoki, fajny kemping nad jeziorem
(215K, prysznic jak zwykle 10K).

Dzień 5 środa
rano jedziemy przez powalające na kolana okolice gór Jotunheimen,
stajemy w Gjendesheim (parking 70K, bus dowozi nas na miejsce).
Wspinamy się, Młody w nosidle, świetnie to znosi, chociaż potem
pogoda się psuje i robi się strasznie zimno. Włazimy na górę i tą
samą drogą schodzimy na dół (bo nam się nie chce iść do końca i
płacić za prom powrotny). Śpimy na kampingu Nordell w Lom (domek 4-
osobowy "cabin" za 485K, drogo, ale Młody zmarzł w czasie wyprawy i
chcemy odtajać). Bardzo fajne mają łazienki, nawet sauna jest i
solarium. Oglądamy kośćiół i skansen.

Dzień 6 czwartek
Objazdówka - jedziemy znowy powalającą na kolana dziką drogą (mało
ludzi, bo większość wybiera szybszą i mniej malowniczą trasę),
surowe, wspaniałe widoki (sorry, ale nie powiem, jak się o nazywało,
musiałabym sprawdzić na mapie). Wjazd na wielką górę (60K chyba),
wspaniałe wigoki na góry i Geriangerfiord. Śpimy w uroczym domku na
kempingu w Eidsdal (350K), małe zakupy (serek, chleb, dezodorant -
63K), robimy na patelni sobie zebrane wcześniej grzyby - mniam.

Dzień 7 piątek
Prom 105K. Trollstigen - bez żadnych opłat. Malowniczo. Aha, po
drodze mijamy plantacje truskawek, pracują tam Polacy. A potem pada,
pada, pada. Alesund - całe w deszczu, pewnie zazwyczaj jest tam
pięknie, ale jakoś nie możemy tego docenić. Parking 12K/h. Z Alesund
na drogę 60, prom 130K. Nocujemy w Hellesyld, 350K za domek,
wreszcie mieszkamy w domu porośniętym na dachy trawą smile i to obok
wodospadu.

Dzień 8 sobota
Rano w Coopie Kneipbrod za 8,90K (najtańsze piwo - 13,2K za 0,3l).
Po drodze planujemy sobie, jakie to pyszne rzeczy będziemy jeść, jak
wrócimy do domu (ach, sałatka z ogórków, pomidorów i śmietany!).
Potem - lodowce. Parking 40K. Śliczne, jak zwykle. Jesteśmy
oczywiście zachwyceni i pod wrażeniem (to już się zaczyna robić
nudne smile). Kamipg Olevatn - 170K (namiot). Darmowe łódki i kajaki,
oczywiście korzystamy. Aha - super pogoda.

Dzień 9 niedziela
Oglądamy jeszcze lodowce. Jakiś tunel kosztuje 180K, więc
modyfikujemy trasę. Jedziemy do Bergen, w Lesviku prom 155K. Na
100km przed Bergen zaczyna padać. I pada, pada, pada. Kemping w
Lone, 195K i za wszytsko trzeba płacić (nawet za gaz w kuchni! coś
niespotykanego na kempigach). Jakoś nieprzyjemnie - i pada, pada,
pada...

Dzień 10 poniedziałek
Zaskoczenie z rana - piękna pogoda! Wjazd do Bergen - 15K (rachunek
mają przysłać pocztą). Bergen urzekające. Kupujemy pamiątki - magnes
za 37K, t-shirt Młodemu za 59K i bułeczki za 19,50K (z rodzynkami,
więc Młody je wydłuduje i kaze mi je zjadać). Za parking płacimy 90K
(za prawie 3 godziny). Jesteśmy ogólnie zachwyceni. Jedziemy drogą
E16, potem 7, trochę się gubimy i kłócimy smile Chyba lekki kryzys smile
Po drodze standard - piękne widoki, wodospady itd. Śpimy w
Espelandsdalen, zupełnie jakiś koniec świata (330K za cabin), uwaga -
woda 4 min za 5K!

Dzień 11 wtorek
Objazdówka. Oglądamy chyba najładniejszy fiord Sodnefjorden (?).
Wieś "na końcu świata" Bakken (nieoświetlony tunel, fajne wrażenie
zwłacza jak się zgasi świata w samochodzie). Mała wieś z
najmniejszym stavkirkiem. Bardzo, bardzo ładna, widokowa,
wch, "śmieżna droga" w Aurland, na górze powalający, wspaniały
płaskowyż, niesamowite. Kemping 200K. Zżeramy 2l bardzo dobrych
lodów (ledwo, ledwo, ale da się!) patrząc na fiord.

Tu kończą się moje zapiski.
We środę przeszliśmy 6-7 godzinny szlak, musiałabym sprawdzić, jak
się nazywał, ale jest jakiś strasznie ważny dla Norwegów smile Bardzo
ładnie było, Młody pod koniec zasnął w nosidle.
We czwartek zaczęliśmy już wracać. Nocowaliśmy na kempingu w Szwecji
i szczerze mówiąc, byliśmy zdegustowani - po spokojnej i pustej
Norwegii zaskoczeniam był dla nas fakt, że znaleźliśmy miejsce
dopiero na 3 kempingu (rozbiliśmy się praktycznie na placu zabaw, bo
miejsc nie było!).
Piątek - cały dzień w samochodzie. W Niemczech samochód zaczłą nam
się psuć (akumulator się nie ładował). Stanęliśmy na kempingu w
okolicach Hamburga.
W sobotę już samochód ruszyć nie chciał, na szczęście mieliśmy
wykupiony assistance i po 3 godzinach przyjechał mechanik, samochód
zapalił, ale mechanik dziwną mieszaniną niemieckiego, polskiego i
angielskiego powiedział nam, ze dużo tak nie przejedziemy, a już na
pewno nie do Polski, więc on nam radzi jechać do siebie do
warsztatu. No i mieliśmy kolejny kryzys uncertain Zaryzykowaliśmy - i
dojechaliśmy do Polski (chociaż w okolicach Berlina były jakies
remonty dróg i staliśmy wkuuuu... w strasznych korkach na bocznych
drogach). W Polsce stanęlismy na tym samym kempingu, co poprzednio
(ceny poszły w górę - 80zł).
Rano zjedliśmy wypasione śniadanko z jajecznicą, masłem i inymi
cudownościami typu kawa i herbata - za 30zł całość! I w Warszawie
byliśmy ok. 14.00 w niedzielę.
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.