Dzieci mile widziane.
Ludzie sympatyczni.
Zazwyczaj znają angielski.
Bez problemu płaci się kartami (mieliśmy 4 - 2 zwykłe, 2 kredytowe,
któraś zawsze działała

).
Markety są prawie w każdej miejscowości. Kupowaliśmy zazwyczaj chleb
(różne ceny), margarynę (np. 12,90K), jogurt (np. 14,40K za 0,5l,
waniliowy bardzo smakował Młodemu), picie (uwaga - butelki są
zwrotne), słodkie bułeczki boller (19-25K za 10 sztuk), raz lody
(30K za 2l). Aha, i samochodziki, 50K za 3 sztuki na przykład.
Wiele rzeczy obsługuje się intuicyjnie - bramki na drogach, automaty
do butelek, bankomaty, parkometry, stacje benzynowe.
Mieliśmy ze sobą: palnik i butlę gazową turystyczną, naczynia
(garnek i patelenka), zapałki, płyn do mycia naczyń, płatki
śniadaniowe, pasztety i mielonki w konserwach, kilka jajek, serki
topione w plasterkach, małe miodki i dżemiki, batony, ciastka i
wafelki, sok malinowy do rozcieńczania (za mało! trzeba było wziąć
co najmniej 2 butelki), litr wódki (bardzo się przydaje, jak
człowiek, zwłaszcza kierowca, chce sobie po całym dniu drogi zasnąć
normalnie, a nie "jechać" całą noc; litr na 16 dni na 2-3 osoby to
optymalna ilość, choć przyznam szczerze, że wino też by było super),
picie, mleko w kartonach, podgrzewacz do butelek (taki dla
niemowląt, z wtyczką samochodową), kawa, herbata, zupki "gorące
kubki" i takie z makaronami, cebula, słoik ogórków konserwowych, 6
słoików z klopsami i pulpetami.
Chyba nie muszę mówić, że na pasztety, konserwy i zupki z kubka
patrzeć nie możemy i mamy mdłości, jak o nich myślimy
Niepotrzebnie braliśmy wodę i chrupki chlebek
Dobra rzecz to: kołdra (mimo że śpisz w dwóch parach spodni, dwóch
parach skarpet i dwóch polarach, to możesz zmarznąć trochę, a jak
masz kołdrę na śpiworze, to jest git), czapki (czasem się w nich śpi
nawet), mata dodatkowa pod namiot (dzięki temu jak zwijasz rano
namiot, to jest czysty). Sznurek - czasem trzeba gdzies zorganizować
miejsce na powieszenie mokrych rzeczy. Dodatkowa karta do aparatu
(zrobiliśmy przwie 4GB zdjęć) i ładowarka do akumulatorków.
Komarów jakiejś plagi strasznej nie było.
Aha - naczytaliśmy się, że spotkania z reniferami i łosiami
to "codzienność" - BZDURA

Z dzikich zwierząt to widzieliśmy tylko
ptactwo. A z egzotyki - lamy, ktoś hodował. A w Szwecji, Niemczech,
Polsce - lisy, zające, sarny. W Norwegii - nic