Znalazłam taki wiersz w komputerze
usiłując zrobić w końcu porządek, i nie wiem, kurna, czy to nie mój.
W każdym razie wklejam, póki wiatr historii nie zmiótł jego
bohatera. W razie, gdyby ktoś się poczuwał do autorstwa, proszę dać
znać, podpiszę.
Do stóp mych legnie szpaler ze znaków,
Pragnie mnie Wrocław, pożąda Kraków.
W Hajfie na mieście mam garsonierę,
W Egipcie grzeję cztery litery.
Z ludem się czasem muszę pobratać,
Drelich zakładam, idę zamiatać.
Potem w mundurze niczym z kolei,
Biednym rozdaję pledy z Ikei.
Potem zaś biegnę na raut z biskupem,
Z Jezusem, z matką, tą z Guadalupe.
Potem, o Duchu, urwanie głowy!
Trza święcić nowy głaz narzutowy!
Kiedyś chodziłem pieszo do pracy,
Swojaków przecież lubią łodziacy,
Dziś jednak wolę pojechać fiatem,
Bo raz wlazłem gó... przed magistratem.
Górę pospólstwu usypię teraz,
Niech się odpieprzą w końcu, cholera!
Nie zaspokoisz, człowieku, wszystkich!
Kim jestem? Zgadnij! Pan Kropiwnicki!