Przyznam, że nigdy ciastko w-z nie kojarzyło mi się z Warszawą. A w
końcu określone związki rodzinne ze stolicą (oraz rzemiosłem
cukierniczym) miałam i mogłam jakoś asocjować. Nie asocjowałam. Wy
asocjowaliście?
Ja mówię o czymś bez zadęcia, coś jak krakowskie obwarzanki,
poznańskie rogale, lubelskie cebularze. Coś, co kupujesz w drodze do
pracy, ma swojską nazwę, lokalną konotację, wszyscy to lubią, a jest
dostępne wyłącznie tu, a będąc dostępne gdzie indziej nasuwa na myśl
miejsce pochodzenia. Niech to będą, nie wiem, wyzyskując rzekomą
czterokulturowość Lodzi, walę pierwszym z brzegu: pyzy z mięsem
smażone w głębokim tłuszczu sprzedawane w papierze jako fasfut na
rogach ulic, cycki Zukerowej ze słodkawego ciasta krucho-drożdżowego
z watróbką drobiową z rodzynkiem z góry, trójkątne ciastka nosy
tuwima. Coś do łapy, jakiś chleb nasz powszedni.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.