Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

  • Gość: yavorius IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:26
    Straż pożarna, straż pożarna!
  • aard 20.09.02, 15:53
    kto wprowadzi Go przez Bramę Millenijną?
    Poczynajcie w imię Światacze - ja spadam z netu :-(
    Muszę.
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • Gość: yavorius IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:23
    Ja go wprowadzę. Choć nie wiem jak :)
  • Gość: ayea IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:27
    Na imię mi tysiąc. Jestem. Dziękuję za urodzenie mnie.

    A we wtorek o 18 :)
  • aard 21.09.02, 15:18
    Cieszymy się, że jesteś. Co prawda mnie odchody ominęły, ale niniejszym świętuję
    Hurraaaaaaaaaaaa!!!
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aric 23.09.02, 15:20
    Dopiero teraz trafiłem na ten post.:( Jak miło cie przeczytać.:)
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • Gość: yavorius IP: *.smrw.lodz.pl / *.radio-gazeta.pl 20.09.02, 17:25
    ROZDZIAŁ SIÓDMY

    Następnego dnia rano Jowita wyszła do "Bonanzy" po śniadanie dla siebie i
    Czerwonego Kapturka (Jowita zamieszkała u niej). Jowita już chciała przejść
    przez most, gdy spod niego usłyszała głos:
    - Kiedyś dbałem o to, by moje teksty miały doskonałą formę. Widać było po
    nich technikę i znajomość rzeczy.
    - Hej, kim jesteś? - zawołała Jowita pod most.
    - Jestem Podpalaczem z detonatorem w mózgu - odpowiedział ktoś.
    - I co? Podpalisz mnie czy wybuchniesz? - zapytała Jowita, delikatnie się
    wycofując.
    - Co?! Ja??? Ja wybuchnę?! - wybuchnął Podpalacz - Jestem zupełnie spokojny.
    - Zupełnie spokojny? Hmm... - zastanowiła się Jowita - I co? Podpaliłeś już
    kogoś?
    - Taak... - rozmarzył się Podpalacz - Moją planetę. Niestety, powstrzymali
    mnie.
    Jowita jednego była pewna - ten facet to psychol. Zaczęła biec.
    - Nie uciekaj złotko - krzyknął Podpalacz - I tak dogonię cię z mocą Diesla.
    Jowita biegła jak najszybciej przed siebie, nagle poczuła, że o coś
    zawadziła i przewróciła się. Drut kolczasty wrzynał się w jej nogę, która
    krwawiła.
    - Tak właśnie biegnie biały człowiek - pokiwał smutno głową Indianin, który
    nie wiadomo skąd pojawił się przy Jowicie - Gdy biegniesz, musisz wczuć się w
    Naturę, związać się z Nią.
    - Ktoś ty? - zapytała Jowita.
    - Jestem Czerwonym Prorokiem z plemienia Shaw-Nee - odpowiedział Indianin.
    - Co tu robisz?
    Indianin nie odezwał się. Przemienił się w azteckiego boga Tezcatlipoca (to
    od niego właśnie Wilk nauczył się perwersyjnych praktyk seksualnych).
    - Uprawiam voodoo i poszukuję ofiary - wyjaśnił.
    - Taak. Czytałam, że voodoo jest bardzo interesującą religią, zwłaszcza dla
    tych jej członków, którzy już nie żyją... - Nagle uzmysłowiła sobie, co
    powiedział aztecki bóg i obudziła się w niej dusza masochistki - Czy mogę
    zostać twoją ofiarą? - zapytała.
    - Jasne - odpowiedział Podpalacz. Azteckiego boga gdzieś wcięło - Fajny mam
    system maskujący? - zapytał Podpalacz będący teraz Marylin Monroe.
    - Aaaaa! - wrzasnęła Jowita i pokuśtykała w kierunku "Bonanzy" (nie
    zapominajmy o krwawiącej nodze).
    Szła prawie godzinę, Podpalacz jej nie ścigał. Wreszcie stanęła
    przed "Bonanzą".
    - Puk, puk - zapukała ustami, bo nie było drzwi, które właśnie zniknęły.
    - Tu jesteśmy! - odpowiedziały drzwi. Stały za nią i groźnie kłapały.
    - Aaaaa!!! - krzyknęła Jowita najgłośniej jak potrafiła - To jakiś koszmar!
    Nie chcę tu być, nie!!! - odwróciła się i uciekła.
    - Stój! - krzyknął nagle krzak.
    - Zamknij się! - odpowiedziała Jowita - Krzaki nie mówią!
    Zza przydrożnego krzaka wyszedł nagle pluszaty stwór.
    - Nie jestem krzakiem, ale trollem - powiedział.
    - A ja jestem Jowita - Jowita także się przedstawiła - Wiesz, przypominasz mi
    mojego kolegę Grubasa.
    - Znam go! - ożywił się troll - Strasznie niewyraźnie mówi!
    - Tak, to on - przytaknęła Jowita - To twój krewny? Chyba nie, bo ty mówisz
    wyraźnie.
    - Nie, nie krewny. Kiedyś piłem z nim wódkę.
    - Wódkę? - zainteresowała się Jowita - A co to takiego?
    - To taka woda, tylko śmierdzi i piecze - wyjaśnił troll - Po jej wypiciu
    Grubas mówił... nie, bełkotał zupełnie niewyraźnie. A ja go rozumiałem!
    - Ale super - krzyknęła Jowita - Czy ja też mogę się napić? Masz trochę wódki?
    - Pewnie - Troll wyciągnął z sakiewki butelkę i poczęstował Jowitę. Ta
    łyknęła z gwinta. Nagle poczuła przemożną ochotę uderzenia głową w drzewo.
    Drzewo pod wpływem uderzeń zwaliło się, zabijając trolla. Nagle zza mrowiska
    wyturlał się Grubas, obejrzał ścierwo Trolla i zabrał mu naszyjnik oraz złoty
    pierścień.
    - Jowifo, czy zostaniesz moją foną? - zapytał z nadzieją w głosie, wkładając
    jej na palec pierścień.
    - Przecież ty już masz żonę... - Jowita oglądała swoją rękę.
    - Tak Jowifko, nawet tfie.
    - To po co ci trzecia?
    - Piełfaa jest stała i obleśna, a długa to moja łęka/cółka/siosłra/gumowa
    łałka (niepotrzebne skreślić).
    Jowita ożywiła się - A co zrobimy z tymi dwiema? - zapytała.
    - Wyrzucę na śmietnik, bleble twoja mać! - odpowiedział Grubas.
    - Tak po prostu? - zdziwiła się Jowita - A co będzie, jeśli znudzisz się mną?
    Też mnie wyrzucisz?
    - Ty mi fię nigdy nie znuwif - stwierdził Grubas przypominając sobie, jak
    wcześniej mówił to swoim lalkom.
    - A co będzie, jeśli to ty mi się znudzisz? - spytała Jowita. Kiedyś chodziła
    z jednym chłopakiem z jej wsi (Gostynina) dwie godziny, po czym znudziwszy się
    nim, rzuciła go.
    - Wtedy mnie wufisz, a ja będę wufony. Rąbnę o mur, rozpłafczę się i będę
    wyglądał jak ten tłoll.
    - Dobra, zgadzam się - powiedziała Jowita - Jestem twoją żoną.
    - Eftra - ucieszył się Grubas.
    - Rzucam cię - powiedziała stanowczo Jowita - Masz rąbnąć o mur!
    - A noc poflubna??? - Grubas był wyraźnie niepocieszony.
    - Przecież jeszcze jest dzień - zauważyła Jowita.
    Nagle zapadła noc. Grubas wyciągnął swe obleśne łapy w kierunku Jowity,
    złapał ją za kibić i zaczął rozbierać. Biedna dziewczyna szarpała się, ale
    bezskutecznie. I stało się - Grubas po raz kolejny implodował z podniecenia.
    Jowita-wdowa została sama. Położyła się pod drzewem i usnęła.

    * * *

    Obudził ją przeraźliwy jazgot budzika. Spojrzała nań - była 7:00. Za godzinę
    zaczynał się wykład z makrostruktur. Postanowiła jednak zostać w domu.
    Sięgnęła pod łóżko i wyjęła swoje ulubione czasopismo. Zaczęła właśnie czytać
    o kole gospodyń wiejskich z Gostynina, kiedy zadzwonił telefon. Jowita z
    niechęcią przerwała lekturę i podniosła słuchawkę.
    - Słucham - powiedziała.
    - To ja - szepnął namiętny kobiecy głos - Czerwony Kapturek. Czemu wczoraj
    nie wróciłaś?
    - Och... - westchnęła Jowita - To długa historia... Co tam u ciebie? - Jowita
    właśnie przypominała pierwsze namiętne pocałunki z Czerwonym Kapturkiem.
    - Jakoś leci. Jeśli wiesz, co mam na myśli.
    - Czemu dzwonisz? - zapytała Jowita - Chyba nie służę ci jako sex-telefon?
    - Nie, nie... - odpowiedziała zmieszana Czerwony Kapturek - Dzwonię, bo chcę
    byś do mnie przyszła. Tu straszy i boję się być sama.
    - Co straszy? - Jowitę przeszedł dreszcz (na wylot) - Chyba nie troll?
    - Nie wiem, może to on. Chodź tu szybko - niecierpliwiła się Czerwony
    Kapturek.
    - Nie wiem, jak się do ciebie dostać - jęknęła Jowita - Poprzednio... chyba
    spałam, a teraz nie i... nie wiem, gdzie jest twój świat.
    - Wypij butelkę borygo, a wtedy mój świat przyjdzie do ciebie. Na razie -
    Czerwony Kapturek odłożyła słuchawkę.
    Jowita poszła na stację benzynową, kupiła borygo. Poszła do parku i szybko
    osuszyła butelkę. Gdy się ocknęła, była w innym świecie.
    - Czerwony Kapturku! - krzyknęła Jowita - Widzę cię, ale... nie mogę się
    ruszyć!
    - To niedobrze! - zmartwiła się Czerwony Kapturek - Potrzeba ci jeszcze
    wzmocnić zmysły. Masz amfę?
    - Nie... - zmieszała się (z błotem) Jowita - Nie mam.
    - To sobie kup, szybko! - Czerwony Kapturek niecierpliwiła się coraz
    bardziej. Jowita przetoczyła się z parku koło stacji benzynowej do pobliskiej
    speluny. Dojrzała tam dealera.
    - Kupię, sprzedam! - krzyczał dealer - Amfa, Hera, Extasy!!!
    - Dla mnie działkę amfy - szepnęła Jowita.
    - Borygowcom nie sprzedaję - odrzekł (!) dealer stanowczo.
    - Ale ja tylko raz... - sprostowała Jowita.
    - Nie! - wrzasnął dealer - Nie mogę!
    - Ale ja muszę mieć wzmocnione zmysły - chlipnęła Jowita - Muszę!!!
    - To idź do tego gościa - pokazał dealer palcem.
    W kącie speluny siedział facet z ciężkimi okularami na głowie. Machał ręką i
    wrzeszczał coś do mikrofonu umieszczonego przy ustach, odchodzącego od
    słuchawek.
    - Przepraszam... - Jowita próbowała zagadać wskazanego faceta.
    - What the fuck!!! - wrzasnął facet - Nie wiesz, że od tego można
    wypłaszczyć?! - zdjął gogle VR.
    - Wy... co? - spytała Jowita.
    - Wypłaszczyć EEG - wyjaśnił facet - Zajść w stan śmierci klinicznej.
    - Nie wiedziałam - odparła pokornie Jowita - Chciałam tylko wyostrzyć zmysły,
    a dealer nie sprzedał mi amfy i...
    - Dobra, dobra - powiedział facet - Jestem Neuromancer, s
  • p8 20.09.02, 17:35
    Edykt cesarski:

    Niniejszym zaprzecza się jakoby kiedyś skały srały:)

    --
    *** OUTSIDER OI OI OI ***

    *K*P*B*G*

    -->> outsider.prv.pl <<--
  • yavorius 20.09.02, 17:40
    Jest mi miło, że zacząłeś drugi tysiąc.
    --
    "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
    nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
    (Friedrich Nietzsche)
  • Gość: Snake IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 18:37
    Przeczytalem ten watek dokladnie co zajelo mi 2 dni i w zwiazku z tym mam pytanie.
    O co tu biegnie, ludzie?
  • Gość: teufel IP: *.cordef.net.pl 20.09.02, 19:38
    Siedze i pisze i patrze na pingwina który siedzi koło mnie.










    To halucynacje za długo siedzę przed kompem!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • yavorius 21.09.02, 00:53
    Halucynacje, nie halucynacje, witamy na surrealu.

    A o co chodzi w tym wątku? Hm...
    --
    "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
    nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
    (Friedrich Nietzsche)
  • aard 21.09.02, 15:20
    O dobrą zabawę, Wężu. Witaj wśród nas. Mam nadzieję, że zabawisz dłużej :-))
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • orissa 21.09.02, 16:40
    Nie rozumiem jak mozna czytac ten watek przez dwa dni! Mi to zajelo cztery
    godziny ale moze dlatego szybciej mi poszlo, bo czytalam jednym tchem :-)))
    --
    isk_gd
    Dla jednego kilka miesięcy
    dla drugiego dzień
    każde słowo może być ostatnie...
  • aard 23.09.02, 11:28
    orissa napisała:

    > Nie rozumiem jak mozna czytac ten watek przez dwa dni! Mi to zajelo cztery
    > godziny ale moze dlatego szybciej mi poszlo, bo czytalam jednym tchem :-)))
    Mamy rozumieć, że tak cię podobało? To ekstra! Witaj na surrealu i zaglądaj jak
    najczęściej.
    Redaktor naczelny

    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • Gość: Snake IP: 213.76.63.* 21.09.02, 18:12
    Takie jakby Pulp Fiction troche cos? Rozumiem. Albo jak mowią piloci - Rodżer.
  • eyemakk 21.09.02, 17:52
    dzis mialem surrealistyczny dzien, ktory co ciekawsze nadal trwa. pomijając
    mało istotne szczegóły, napomkne tylko o tym, że przyjezdzam do Łodzi a tu na
    Piotrkowskiej luduuuuuuuuu (a to 9 rano); na placu wolności jakies baby
    śpiewaja i tanczą na modłę (nienawidze tego słowa, acz w tym wypadku pasuje)
    ludową, a 59 nie uswiadcze, bo zamknięty przejazd przez ten caly cyrk. no może
    cyrku nie bylo ale jakiś festyn żywnościowy i bungee.. nie wiem, może liczyli
    że jak ktoś skoczy to zwymiotuje i zgłodnieje przez to? i pojdzie żreć? a może
    odwrotnie, kto wie?

    dziewczyn ładnych to w żadnym innym jednym dniu nie widzialem tyle fajnych jak
    dzisiejszego dnia. chyba z 5 naprawde takich "naj" co sie widuje taką jedną na
    miesiąc. troche przez ten festyn, a troche nie.

    i jeszcze pare takich ale po co to mówić, skoro i tak pozostało mi jeszcze 63
    godziny i nie wiem co z nimi zrobię...?
    --
    ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
  • Gość: Snake IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.02, 19:19


    Nie wiem, czy to co mowisz jest jednoznaczna odpowiedzia.
    Byc moze, ale jest prostsze rozwiazanie problemu. Sadze, ze wystarczy
    sprowadzic wszystko do wspolnego mianownika, niewiadomą przeniec
    na prawo, pozostala czesc zamknac nawiasem i otworzyc drugi nawias
    kwadratowy. Calosc n elementow do k elementow razy 15, dalej n silnia
    - zamykam drugi nawias - dalej zostaje mi prawa strona, ktora dziele przez
    iloczyn naszej mediany czyli 51 czyli 4, wsparty korelacja rank szeregu
    przestawnego C i tutaj poprzez aproksymacje otrzymuje wynik drugiej
    niewiadomej, z ktorej pierwiastek 3go stopnia wyprowadza mnie
    do dominanty czyli do niewiadomej czyli do wyniku czyli 5. Ot co.
    A Ty cos liczysz i liczysz...

  • eyemakk 21.09.02, 20:11
    licze stracone szanse
    licze stracone chwile
    licze dni spedzone w samotnosci
    licze rany na swej duiszy
    licze kase co mi pozostala
    licze kapsle po piwie co leżą na kredensie
    licze komórki mego ciała co sie starzeją
    licze na szczeście, na zmiane, na hosse miast bessy
    ale przede wszystkim licze na siebie...



    wyjątkowo niesurreralistyczne?

























































































    życie to surreal. wiec wszystko jest surrelistyczne, nawet "Ala ma kota."

    --
    ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
  • eyemakk 21.09.02, 20:15
    kocham te piosenke... właśnie sobie leci


    ps. mialo byc "dusza" a nie "diusza" jakby co:)
    --
    ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
  • Gość: aard IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 20:38
    Dziś mnie boli głowa
    Więc nie będzie intersującego wpisu.
    Tylko takie pieprzenie, jak tutaj.
    Chłam i ohyda.
    Ale ogólnie jest git!
    aard.Vader
  • yavorius 22.09.02, 20:53
    Pamiętasz o wtorku?

    Oj będzie się działo... :P
    --
    "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
    nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
    (Friedrich Nietzsche)
  • aard 23.09.02, 09:16
    Ja miałbym nie pamiętać?!
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • cruach 23.09.02, 09:00
    SURRYSZARD SURRYNKOWSKI (allegrosso crom fuckoco)

    Jak płomień żyraf imć Dalego
    Palę się i nie wierzę oczom
    Wykrztuś no z życiem coś surreo
    Nie pędź już bimbru, daj odpocząć

    Życie, życie jest surreo, z Dali której nigdy dosyć
    Wczoraj biały, biały proszek, jutro czarne, czarne glosy
    Życie, życie jest surreo, panzerfaustmefistonogą
    Czasem chcesz się opalić, ale nie masz od kogo

    Każdaard rodzina ric yav orius
    Kłamie się, śmieye, makk ją zmienia
    Ni to stAry mann, ni to Ur-mózg
    Szczypta poczytna, łyk ukrwienia

    Nobel, nobel jest nagrodą, której nigdy nie mam dostać
    Wczoraj biały, biały demon, jutro czarna, czarna postać
    Życie, życie jest Surreo, co ciągnie za rzepa
    Z czasem rzecz urywa, przed czasem człowieka
  • aard 23.09.02, 11:36
    Świat jest absurdalny. Choćby przez fakt, że chodzę po nim ja. To znaczy nie
    tyle chodzę, ile brodzę po dendryty w zupie życia. Żuję glony i kopię klony. Po
    łydkach i po korzeniach. Razem z moim bratem żółwiem wspinamy się na najwyższe
    gałęzie i uczymy się latać od Mamy i Taty. Choć machamy łapkami z całej siły,
    to jednak te szpacze popisy aeroakrobatyczne ni kija nam nie wychodzą i ciągle
    spadamy do tej zupy. Aż się coś we mnie wtedy gotuje, więc znów włażę na ten
    cholerny czubek drzewa, spadam i tak w kółko. Chyba Rodzice zapomnieli
    powiedzieć mnie i bratu, że jesteśmy adoptowanymi dziećmi.

    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • yavorius 23.09.02, 11:55
    Byłem drzazgą wbitą w Jej palec
    W końcu mnie usunęła
    Teraz plątam się po ziemi
    --
    "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
    nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
    (Friedrich Nietzsche)
  • eyemakk 23.09.02, 13:48
    Yavorian o tej porze powinien byc w pracy
    aby dla swoich rodzicow calkowicie byc cacy
    bo jak Yavorian do pracy nie pojedzie
    to w straszliwej sie znajdzie biedzie

    i drugą nerke sprzeda
    i nową Nokie sprzeda
    bieda bieda bieda
    biedronka

    --
    ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 23.09.02, 15:57
    nową Nokię już?
    Czy pod żebro wsadził nóż?
    aard
  • yavorius 23.09.02, 22:12
    Pocio, od Yavo to wara.
    --
    "Ten, który walczy z potworami, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z
    nich... Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie..."
    (Friedrich Nietzsche)
  • aard 24.09.02, 08:46
    Z tą warą (górną czy dolną) to było do mnie?
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • Gość: eyemakk IP: 212.191.66.* 24.09.02, 10:24
    Pocio to ja (przez nazwisko zapewne brzmiące podobnie w uszach Yavoriusa ktory
    ich nie myje). wara oczywiscie dolna bo gorna czasem sie bija w zęby tak jak
    stringi wbijają się w... czajnik. tak, w czajnik. w koncu to jest wątek
    surrealistyczny no nie?
  • aard 24.09.02, 08:22
    Czytałem ostatnio w swojej Księdze Życia. Właściwie nie tyle była to księga, co
    raczej biuletyn - dwadzieścia kilka stron na marnej jakości papierze (takim, na
    jakim kiedyś drukowano "Szaradzistę"), w formacie nieco mniejszym niż B4, każda
    strona podzielona na cztery kolumny. W tym biuletynie każdy dzień z mojego
    życia obejmował przeciętnie jedną do półtorej szpalty. Czytałem go (tzn.
    biuletyn, nie dzień, chociaż dni też) i zastanawiałem się, dlaczego te
    informacje w nim zawarte są tak zdawkowe? "Tego i tego dnia wstał o siódmej,
    pojechał autobusem do pracy, pracował przez 8 godzin, poszedł na zakupy, wrócił
    do domu, czytał książkę, zjadł kolację, poszedł spać." Albo znów innego dnia
    poszedł wieczorem do pubu, jeszcze kiedy indziej przespał się z taką to a taką
    dziewczyną, czy spotkał z kumplami na brydżu. Dosłownie, oprócz nazwisk (które
    przemilczę z oczywistych względów) lub nazw miejsc (też przemilczę, bo to
    nieistotne) nie ma nic więcej! Jak ja w tej sytuacji mogę sobie te wydarzenia
    wyobrazić, skoro nie wiem, jaki to ma być pub, co w nim mam pić, o czym
    rozmawiać, jakie były rozdania w tym brydżu, co jadłem na tę kolację, czy
    wreszcie czy seks był udany, czy nie (nie mówiąc już o jakichkolwiek
    szczegółach samego aktu)?! Jak ja mam wczuć się we własne (podobno)
    doświadczenia, jak wreszcie mam je PRZEŻYĆ?!! Czy moje życie życie rzeczywiście
    jest tak mało istotne, a zarazem puste, że Stwórca nie miał o nim nic
    konkretnego do powiedzenia?

    Powiem Wam coś jeszcze - nie doczytałem do końca. Z tym, że to akurat mnie
    cieszy, bo chyba nie chciałbym zobaczyć tej ostatniej strony...

    --
    mrówkojaard.Vader

  • aard 24.09.02, 09:29
    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2581004&a=3055564
    ten i następne 9 postów to wstęp do Cruachowskiego C49 poniżej. Proponuję
    przejrzeć - czysty surreal!
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • cruach 24.09.02, 08:55
    SURRA MATHEMATICA
    Po ab ovo cnej dyskusji z Akademikiem Zamkiem
    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2581004&a=3057979
    doszedłem do następujących wniosków:

    1. Istnieje LICZBA SURROJONA. Jest to liczba zespolona o części rzeczywistej zawsze i tylko zawsze
    nierównej części nierzeczywistej. Wynika to z pewności, że może być więcej realu niż surrealu i vice versa.

    2. Liczbę surrojoną można przedstawić jako iloczyn mnożnej jednostki surrojonej (pkt 2) przez mnożnik X.

    3. Szczególnym przypadkiem liczby surrojonej jest JEDNOSTKA SURROJONA.
    Jednostka surrojona (S) ma tę właściwość, że podniesiona do potęgi (i) wynosi -1
    [przy czym (i) to jednostka urojona]

    S^i = -1

    Dalsze implikacje rachunku operatorowego pomijam. Nadmienię jedynie, że w ten sposób pozbywamy
    się problemu kwadratu (z ewentualnym podnośnikiem), koła (w jego kwadraturze), koła Macieju i
    zrównania ujemnienia z urojeniem.

    4. Jako patriotki mniej bardziej lokalne, liczby surrojone przedkładają polską notację odwrotną, Szkocką
    Szkołę Lwowską, rachunek krakowianowy, łódziany (i tak dalej).

    5. Jako że nie można ciągnąć podobnych bredni w nieskończoność, ustalam, że nieskończoność jest
    (pozornie) skończona.
    W przykładowym zapisie x,(7) część surrojona znajduje się poza punktem nieskończoności N, a zatem
    np. x,(7)S

    Przykład:
    Powszechnie twierdzi się, że liczba 1 jest równa 0,(9).
    Dowód (surrealistycznie chybiony):
    X = 0,(9)
    10X = 9,(9)
    10X - X = 9,(9)-0(9)
    9X = 9
    X = 1

    A przecież wyczucie podpowiada, że 1 nie może być równe 0,(9). Przecież jeśli wyciągniemy okres w
    nieskończoność (czytaj do punktu N), to zawsze pozostanie infinitezymalnie mała cząstka różniąca 1 od
    0(9).
    Wyczucie nas nie myli.
    Bo tak naprawdę 1 = 0,(9) + X(S)

    Liczby surrojone mają już zastosowanie praktyczne. Oto, co kupię baterię, to napisane jest na niej np. że
    podziała do r. 2005. Tymczasem nie działa nawet do 2003 i zdycha. Jeśli spytać sprzedawcę, odpowie
    zapewne, że data "do 2005" dotyczy baterii w stanie spoczynku, tzn. nieeksploatowanej. Co również się
    nie sprawdza. Bateria wrzucona do szuflady będzie zachowywać właściwości bateryjne góra do roku
    2004. Ale do 2005 na pewno nie dociągnie.
    Dzieje się tak dlatego, że wiek baterii jest liczbą surrojoną. Surrojone (2005) bywa rzeczywistym
    (2003�2004�itd.).

    Podobnie, kiedy zapyta ktoś o wiek kobietę, bywa że w odpowiedzi padnie liczba co nie ma nic wspólnego
    z tzw. wiekiem metrykalnym. Otóż, wiek kobiety jest również liczbą surrojoną.

    Dzwonek. Na dziś styknie.
    Klasa rozejść się.
    Zadanie domowe: Udowodnij twierdzenie Fermata na mniej niż 100 kartkach papieru albo 1000 liściach
    dębu.
  • aard 24.09.02, 09:56
    cruach napisał:


    Zadanie pracowe (w domu)
    > Zadanie domowe: Udowodnij twierdzenie Fermata na mniej niż 100 kartkach
    papieru
    > albo 1000 liściach
    > dębu.

    Założenie:
    Fermata = łuk (w odwzorowaniu równoodległościowym, które każdemu elementowi
    przestrzeni rzeczywistej przypisuje przystający element przestrzeni
    rzeczywistej w obrocie o 90st. zgodnie z ruchem wskazówek zegara) + kropka
    symbolicznie:
    F = (' + .

    Hipoteza:
    F = t(n), gdzie t oznacza czas, n -> inf.i jest funkcją PsychikiMuzyka i
    CharakteruUtworu, symbolicznie n = f(P,C)

    Dowód:
    L = F = (' + . = legato + 0,5 wartości poprzedzającej = 1,5 legato
    P = t(n) = t[f(P,C)] = t[f(komputer osobisty)] = t(funkcjonowania komputera
    osobistego) = 1,5 roku* = 1,5 bez legalnego oprogramowania = 1,5 anlegato**

    Z prawa liczb surrojonych wynika, że S^i = -1 => część rzeczwista liczby
    surrojonej jest różna od części nierzeczywistej <=> dane pojęcie jest tożsame
    swojemu zaprzeczeniu. Przykłądowo społeczny = aspołeczny, chroniczny =
    anachroniczny, surrealizm = basrealizm, legato = anlegato => L = 1,5 legato =
    1,5 anlegato = P
    Q.E.D.



    * na podstawie prawa czasu podwajania się liczby tranzystorów w procesorze
    ** "an" - łac. annum (rok), legato: od "legis" - łac. prawny i ato - pol. "a to
    pech, znów mnie skubnęli za piracki program)
    --
    mrówkojaard.Vader

  • cruach 24.09.02, 10:44
    ========
    Uwaga w dzienniczku ucznia:
    Państwa syn przeprowadza dowody w sposób błyskotliwy. Się można było spodziewać :) Gratuluję szczerze!
    Nazwałbym go księciem matematyków, princeps mathematicorum, ale jakiś czas temu przezwałem tak już Gaussa a
    nie chciałbym się powtarzać. Elewa Aarda nazwę więc roboczo "princeps inter pares". Sugeruję dalsze kształcenie
    nad poziomem wyższym.

    ========
    Na boku do Aarda:
    Niezły jesteś. Łapiesz liczby surrrojone w myk (mig). Niemniej zwróć następnym razem uwagę na chytre pułapki, które
    na ciebie zastawiam.
    1) Zadanie należało udowodnić
    -- na kartkach (lub) -- kosztem liści dębowych
    Tymczasem ty przeprowadzasz dowód
    -- na klawiaturze / monitorze (i) -- kosztem czasu pracy

    2) Passus "+ kropka symbolicznie" jest zdaje mi się sofizmatem bardziej niż sophis mathematikois. Czy kropka może
    być symboliczna, plusowana i bez towrzyszki, o tym jeszcze nie rozstrzygnięto (patrz nominacja półpostu Sze "Czy
    dwu(-)kropek (nie) istnieje?") Ogólnie wszak: spory, spory potencjał. Będą z ciebie SurLudzie.

    ========
    Pełnym głosem (basso continuo) do klasy:
    Dzwonek. Rozejść się. Wmieszać w tłum. Zadanie domowe (dla Aarda nieobowiązkowe, dla reszty i owszem):
    Wykaż prostotę krzywej Gaussa.
  • Gość: ojciecimatkaaarda IP: 195.117.14.* 24.09.02, 11:50
    cruach napisał:

    > Uwaga w dzienniczku ucznia:
    > Państwa syn przeprowadza dowody w sposób błyskotliwy. Się można było
    spodziewać
    > :) Gratuluję szczerze!
    Niezwykle nam miło słyszeć o nim tak pochlebne słowa. Zawsze wierzyliśmy, że
    sur poziomy wyleci.

    > Nazwałbym go księciem matematyków, princeps mathematicorum,
    W takim razie proponujemy printemps matematiciennes, czyli w bardzo powolnym
    tłumaczeniu "nadzieja (inductio de absurdum) matematyków"

    ale jakiś czas tem
    > u przezwałem tak już Gaussa a
    > nie chciałbym się powtarzać. Elewa Aarda nazwę więc roboczo "princeps inter
    par
    > es".
    Więc został piecykiem benzynowym? Tj., chcieliśmy rzec: prymusem?! jakże się
    cieszymy!

    Sugeruję dalsze kształcenie
    > nad poziomem wyższym.
    Oczywiście, że zwrócimy w przyszłości na to uwagę.

    aardowie z ojca praojca
  • aard 24.09.02, 12:27
    cruach napisał:

    > Dzwonek. Rozejść się. Wmieszać w tłum. Zadanie domowe (dla Aarda
    nieobowiązkowe
    > , dla reszty i owszem):
    > Wykaż prostotę krzywej Gaussa.

    Krzywa gaussa to taki rodzaj gaussy, który stosunkowo łatwo wyprostować. Robi
    się to tak: Bierzemy prostokątny układ współrzędnych wraz wykresem owej krzywej
    (jak pamiętamy jest to krzywa dążąca po osi odciętych w minus nieskończoności i
    plus nieskończoności do pewnej asymptoty y=n, która ma maksimum lokalne w
    punkcie x=m i punkty przegięcia w x=m' i x=m"; jest to krzywa, której przebieg
    obrazuje tzw. rozkład normalny, co tylko pozornie kłóci się z duchem
    surrealizmu i teorią licz surrojonych; oto bowiem jeśli), osiom układu
    współrzędnych nadamy kształt hiperboli o dwóch gałęziach dążących
    asymptotycznie do odpowiednio plus i minus nieskończoności, to wyrysowana w
    takim układzie krzywa gaussa stanie się prostą gaussą, mimo, że równanie ją
    opisujące pozostanie takie samo. Jak widać chodzi zaledwie o odkształcenie
    przestrzeni odwzorowań i już prowadzi to do zadanego wyniku.


    --
    mrówkojaard.Vader

  • aric 24.09.02, 10:01
    Gdzieś zgubiłem świat. Oczy, które powoli otwierałem nie mogły dostrzec niczego
    poza migotaniem barw. Spróbowałem wybrać się na poszukiwania, jednak moje nogi
    nie mogły znaleźć oparcia.
    - Gdzie jesteś do cholery? - Próbowałem go zawołać, jednak mój głos gdzieś
    zanikał. Jakby trzy milimetry od moich ust istniała wygłuszona do
    niewyobrażalnych możliwości ściana.
    - Odezwij się, proszę. - Już było trochę lepiej. Mój głos dotarł do moich uszu.
    Z daleka, chociaż nie wiedziałem, z jakiej odległości zaczęło się coś wyłaniać.
    Nie był to jednak świat, tylko jasna plamka. To było już coś. Zaczynała w mnie
    drzemać nadzieja, że jednak odnajdę to, co zgubiłem. Zacząłem się zastanawiać
    co było przyczyną mojego obecnego stanu organizmu. Chyba zbyt długo trwałem w
    stanie nieważkości i musiałem przeholować z używkami poprzedniego wieczora.
    Nagle moje nogi zaczęły znajdować coś, co było chyba asfaltem. Tak leżałem na
    asfalcie. Ogarnął mnie chłód a moje całe ciało zaczęło odczuwać ból. Żyłem.
    Świadomość powracała, a ja zmierzałem coraz szybciej do kresu procesu
    odzyskiwania równowagi. Nastąpił okropny ból głowy, odrętwienie i chęć jak
    najszybszego sięgnięcia po jakiś alkohol.
    - Już jesteś na miejscu, a myślałem, że cię nie odnajdę. - Odezwałem się do
    przestrzeni otaczającej moją osobę. Kontury budowli i przedmiotów w moim
    sąsiedztwie stały się bardziej wyraźne. Zacząłem odruchowo szukać jakiejś
    butelki z płynem. Najlepiej zawierającym dużo alkoholu. Niestety wszystkie
    naczynia mogące stanowić ogranicznik dla płynów zostały opróżnione.
    Postanowiłem się podnieść. Najpierw łokciem, a później dłońmi zacząłem odpychać
    się od asfaltu. Proces był długotrwały, ale po jakiejś minucie stałem chwiejąc
    się i szukając oparcia dla rąk by nie stracić równowagi. Ogromna betonowa
    podpora mostu, pod którym spędziłem noc, okazała się zadawalającym wyjściem z
    sytuacji. Stałem tak próbując zorientować się gdzie jestem.
    Nagle niewiadomo skąd dobiegł głos, który z pewnością kiedyś słyszałem.
    - Boże, jak ty wyglądasz. - Powiedział mężczyzna z mojej prawej strony. Wyłonił
    się zza podpory niewiadomo kiedy. Chociaż mógł tam stać nawet kilka minut, nie
    byłem w stanie go wcześniej dojrzeć. Powoli dokonałem procesu określanego w
    militarnym języku w prawo zwrot i ujrzałem kogoś. Nie wiedziałem kim jest, ale
    domyślałem się z ogromnym trudem, że ten ktoś mnie zna. Powoli twarz wyłoniła
    się zza mgły. Był to Francis, którego nie widziałem od... Właściwie nie mam
    pojęcia od kiedy. Pewnie od momentu mojego zatracenia się dla innego życia.
    - Francis? - Wybełkotałem, ledwie mogąc się zrozumieć. - Masz coś do picia?
    - Niestety nie pomyślałem, że tego właśnie będziesz potrzebował. - Przemówił do
    mnie.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 24.09.02, 14:06
    Za to dziś wieczorem się będzie działo dookoła!
    Miast obecnego Łodzi spokoju
    Ugrzęźniemy w natłoku wątków,
    Jako że na surrealu piszemy
    to rymu nie będzie.
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aard 24.09.02, 14:30
    Chyba mamy braci w surrealu w trójmieście! :-)
    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=57&w=3058630
    dzięki Aric, za wskazanie mi tego forum!
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • poranna_rosa 24.09.02, 15:42
    Uwaga!
    Czytanie ponizszego tekstu grozi powaznymi uszkodzeniami rdzenia kregowego (lub
    mozgu jesli ktos ma..;-) ). Calkowity zakaz czytania na glos.
    Osoby przeciwne karze smierci moga doznac strat moralnych.

    Ludzie wschodu maja lepsze podejscie i znaja wiecej sposobow usmiercania ludzi
    pozbawionych czlowieczenstwa.. Taki jeden powiedzal mi, ze takiego osobnika
    mozna usmiercic korzystajac z dualizmu kopuskularno-falowego. Korpus kandydata
    traktujemy czyms ciezkim, a potem jakies fale zalatwiaja reszte. Np takie fale
    swietlne, ktore powstaja podczas rozpalenia ognia. Wlasciwie juz ludzie
    pierwotni byli w stanie usmiercac bezduszne istoty, ale tylko polowicznie, tzn
    korpuskularnie, poniewaz z ognia korzystali przy posilkach. Tylko jesli korpus
    czyms ciezkim...itd. to sie rozpadnie na male czesci, ktore bedzie ciezko
    pozbierac i upchac do kuchenki mikrofalowej.W sumie ktos moglby domowym
    sposobem zabawic sie w badania na ludziach pozbawionych czlowieczenstwa -
    mogliby siasc nago naprzeciwko otwartej i pracujacej mikrofalowki, posiedziec z
    6000 lat i byliby jak po godzinie pracy w elektrowni przy stosie, proste, mozna
    wykonac w warunkach domowych. Oczywiscie mozna to przyspieszyc stosujac
    katalizator promieniowania typu IBM pc.
    A moze ktos ma lepszy sposob? Moze cos oparte na wykresach i wyliczeniach ?;-)))

    ...aarda ;-)
  • aard 24.09.02, 15:54
    Zapamiętam sobie tę metodę.
    A swoją drogą, jak trafiłaś/ -eś na surreal?
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aard 24.09.02, 19:42
    Dla surrealu, ale chyba jeszcze nie zdradzę...
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aard 25.09.02, 08:30
    Może też będzie...
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • eyemakk 25.09.02, 20:06
    CO PRAWDA SAM AKT płodzenia jest mniej przyjemny niż w przypadku płodzenia
    dzieci, ale za to następstwa mniej szkodliwe. W radio leci piosenka pewnej
    nastolatki i to o takim dziwnym imieniu i nazwisku... ale panna fajna jest, bo
    znam z teledysku. Tylko niska bardzo, ale za to gra na gitarce (choć dla mnie
    to mała zaleta). W ogóle to ta piosenka bardzo mi przypomina piosenkę niejakiej
    Pink, tej w wersji czarnowłosej, choć wcale nie wiem czemu. Zastanawialiście
    sie kiedyś czemu tak dużo odgrzewanek w przemyśle muzycznym? może rzeczywiście
    ilość melodii jest wyczerpywalna i już się chyli ku końcowi? ostatnio jak
    słyszę całkiem nową piosenke to i tak mam wrażenie że podobną już gdzieś
    słyszałem. Takie muzyczne deja vu. Tak samo czasem jest gdy rozkręcam
    fortepany: patrze, a w środku struny i młoteczki - czyli zupełnie jakbym
    rozkręcił kota. kot też ma strunę (jest strunowcem wszakże, aczkolwiek bardzo
    rozwiniętym), młoteczek też ma w uchu a nawet 2 w każdym uchu po jednym.
    Nie jestem specjalistą i nie wiem, ile potrzeba kotów by stworzyć fortepian?
    zakładając, że z każdego kota uzyskamy 2 młoteczki i jedną strunę? może jest tu
    jakis specjalista od fortepianów????

    Ale jak w teatrze grali, to gościu sie spytał, czy jest na sali lekarz. I jak
    był, to sie spytał: "dobrze grają, doktorku, no nie?". Zupelnie jak Królik
    Buggs. I to niby miało być śmieszne, zresztą było, choć bardziej śmieszne
    wydarzenia miały miejsce później, jak ten facet miał siorę i jego siorka i ten
    lekarz.. eh, nieważne. To historia na inną okazję.

    W każdym razie była kwaśna jak cytryna, hehe.

    Tak w ogóle to ktoś proponował, by nasze texty ociekały seksem. No to ja sie
    pytam: sexem męskim, czy żeńskim? bo jeśli żeńskim, to ok, ale jeśli męskim, to
    ja wysiadam. nie chce sie pobrudzić.






    --
    ---=== www.robaczkojad.prv.pl/ ===---
  • aard 27.09.02, 09:16
    eyemakk napisał:

    Tak samo czasem jest gdy rozkręcam
    > fortepany: patrze, a w środku struny i młoteczki - czyli zupełnie jakbym
    > rozkręcił kota. kot też ma strunę (jest strunowcem wszakże, aczkolwiek bardzo
    > rozwiniętym), młoteczek też ma w uchu a nawet 2 w każdym uchu po jednym.
    > Nie jestem specjalistą i nie wiem, ile potrzeba kotów by stworzyć fortepian?
    > zakładając, że z każdego kota uzyskamy 2 młoteczki i jedną strunę?

    Sprawa przedstawia się tak - fortepin ma 88 klawiszy z czego każdy powysza
    jednym młoteczkiem. Każdy z młoteczków uderza (w zależności od wysokości
    dźwięku) w jedną, dwie lub trzy struny. Ponieważ na z każdego kota mamy dwa
    młoteczki, a tych w fortepianie jest 88, więc <lim inf.K = 88:2 = 44>, gdzie K -
    liczna kotów potrzebna do wykonania fortepianu. Wszelako ponieważ z każdego
    kota mamy jedną strunę, a liczba strun jest większa lub równa 88, więc <lim
    inf. K = 88> Dokładną liczbę strun można obliczyć ze wzoru <S = b + 2s + 3w>,
    gdzie S - liczba strun, b - liczba dźwuęków basowych, s - liczba dźwięków
    średnich i w - liczba dxwięków wysokich.
    W fortepianach marki "Kamienna Droga" liczby b, s, i w wynoszą odpowiednio 10,
    22 i 52. Ergo S = 10 + 22*2 + 52*3 = 210. Do wyprodukowania wysokiej klasy
    fortepianu potrzeba zatem 210 kotów.

    Pozostaje jeszcze problem wieku i, co za tym idzie, rozmiaru kotów, albowiem
    struny muszą być przecież różnej długości i grubości.

    Zadanie domowe: skonstruuj model ilustrujący rozkład wieku i długości tułowia
    populacji kotów potrzebnej do skonstruowania pianina marki Legnica.

    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aard 26.09.02, 09:01
    Z bardzo surrealowego miejsca, jakim jest hotel "Baranowski" w Łomzy. Hotel
    jest (na oko trzygwiazdkowy), ale brakuje lampek nad lustrm w łazience, a
    naprzeciwko są obory drewniane i stodoły z filcu. I mieszkają tu tabuny
    (dokładnie dwóch) Szwedów!
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aard 27.09.02, 08:57
    Dziś gościmy w analogowej.
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • cruach 27.09.02, 10:41
    KOINOS KOSMOS A-TOPOS

    1. Na początku rozejrzał się Światak
    2. i stwierdził Światak, ależ tu realnie.
    2. Bo zobaczył Real
    4. Ale dobry był Real do bólu.

    R

    5. Bólem zbolały powiedział Światak, niechaj się stanie Surr!
    6. I stał się Surr.
    7. Światak widząc, że Surr jest dobry a bez bólu, dał go nad Real
    8. żeby łatwiej było Mu do półki poń sięgać
    9. bo wysoki jest Światak okrutnie i góruje On.

    Surr
    |
    R

    10. I nazwał Światak Real Realem a Surreal Surrealem
    11. czyli się jąkał
    12. chyba
    13. [pusty werset dla przesądnych]
    14. Aż upłynął Światak w nieznane.
    15. A upłynąc, wiedział, że świat okrągły jest, skoro orle gniazdo Jego okrętu znikało za horyzontem, gdyby
    kto nań patrzył z molo. Ale nikt nie patrzył, bo Ludzi ni Surrludzi nie było tam ów czas. A upływając z Realu
    do Surr stwierdził Światak, że dalej nie daje rady, bo teoretycznie okrągłość się gdzieś zatraciła w
    praktyce
    16. albo ją kto ukradł?
    17. Uczynił więc Światak (naprędce) Sous pod Realem.
    18. I dzięki temu mógł upływać do woli w kółko.

    Surr
    |
    R
    |
    Sous


    19. A upływając od Sous do Surr i od Surr do Sous wokół Realu był i jest i będzie Światak jakoby
    20. Ourobouros
    21. co własny ogon zjada, Lewiatan, jak chcą inni: www.midrasz.home.pl/2001/mar/mar01_4.html
    22. A jak von Stradonitz patrzył na Ourobourosa, to mu się z benzenem skojarzyło
    23. o czym wiemy z Kopalińskiego
    24. co to zupełnie z innej historii
    25. co stwierdził Kipling
    26. co to jeszcze inna historii
    27. no, ale trudno
    28. objawienie to objawienie

    A skutek pomylności ludzkiej nastąpiło pomyleństw wielkie pomylenie.
    A Światak bywał świstakiem.
    A miał nawet swój Dzień Święty Świstaka.
    A Sous stawał się susłem.
    A Surr surrofretką.
    A Real był raz to Auchanem, raz to Geantem.
    A trudno by odgadywać różnice między niemi.
    A wyżej wspomnianemi
    A men.
  • aric 27.09.02, 12:55
    I tyleż mam do napisania. Bo gdy cichną odgłosy miasta, on przemierza samotnie
    ulice w poszukiwaniu niespokojnych dusz błakających sie bo bezkresnych
    kwartałach. Te dają mu natchnienie, i nie wiedząc czemu lgną do niego. Staja
    się nim, a on pochłania ich energię nabierając sił. Kim są owe dusze,
    zalegające w kwartałach, a uwalniajace się na jego widok. To nasze alter ego,
    pragnące doswiadczyć czegoś czego siedząc przed telewizorem i zajadając się
    chpsami doswiadczyć nie mogą.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 27.09.02, 14:24
    Moja alter ten-tego nie nic do tego. Raczej wprost przeciwnie i w oczywisty
    sposób rozbieżnie, jak gąsiennice traktora. A ta opowiastką będzie zdecydowanie
    chora. Kto podejmie pałeczkę i odbije piłeczkę?
    --
    zdrowo surrnięty
    mrówkojaard.Vader

    ab ovo - ad surre
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 27.09.02, 16:25
    Nie przejmując się pałeczką, ni piłeczką, zapytuję niniejszem:

    czy tuszyć (ja tuszę, ty tuszysz, on tuszyn?... too shin?...)
    to prysznic brać,
    czy w atramencie się ba
    brać?
  • aard 30.09.02, 09:46
    Przedstawiam wszystkim Huana dos Mollendos (Aric to go nawet zna osobiście),
    surrealistę, jakich mało!
    Witaj i pisuj (co nie znaczy, że sikaj) u nass (czyli u mokrych, jak by
    powiedizeli Niemcy)
    --
    zdrowo surrnięty
    mrówkojaard.Vader

    ab ovo - ad surre
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 30.09.02, 10:54
    Dziękuję za Przywitanie. Na początek kilka Siurków ku uciesze:

    Finka=Parafina
    Parafinka=Finka dla Finki
    Kaszanka=KrewNa Grilu
    Pudeł=psu w pudle. W Pudełku - Pudełek (wymyśliłem to na po-czekaniu gdy
    czekałem na P.O.)

    A teraz o tym, co my za jedni. Nie Gdyś, lecz one Gdaj (1 Gdj) temu na zad, za
    7 mtn-ami i 7 rv-ami puścili się przez puszczę bracia. Było ich Czech: Rus i
    Lech i każdy z nich miał inną grupę krwi hihi. A ponieważ krew młoda gorąca i
    siała Baba mak, więc stało się, stało się to co miało się stać. Po środku
    dziewiczej (eh, bajki) puszczy rósł na wzgórku potężny Babołap czyli takie
    drzewo co przechwyciło np. Stasia i Nel i Kali i Gula. Podjechawszy bliżej
    uskutecznili włam do owego. I cóż się ukazało oczętom zdumiałym-bławatnym braci
    naszych? Ukazała się sówmiarka w otoczeniu puszczyków, czyli nieobyczajnie
    prowadzącej się Sowy. I od razu się zaczęli zapisywać od tyłu, bo podobno od
    tyłu najprzyjemniej. Zaraz też się w cholerę rozdzielili niczym prawy i lewy
    półdupek w Dwójcy Jedyny. Lech pojechałbył na północ, bo takie miał wskazówki
    bo mu stanął w samo południe 15:10 do Yumy, a miał 12-godzinny cyferblat.
    Dotarł wnet nad morze i go pytają: "co czynisz?" A on na to: "Mierze Ja!" I tak
    nazwali to miejsce od imienia jego, bo nie znali ortografiji i zostało za
    przeproszeniem przez samo Ha. Tymczasem rus od tyłu się tak rozmnożył i oby tak
    dalej po dzień dzisiejszy i aż do końca wszechświata!!!!! JAK=Amen w Pacierzu.

    A teraz zadanie mocno szkaradziarskie. Czy pamiętacie bajkę gdzie: (i tu
    cytat) "Sakreble zaklął Szpetnie Hrabia"? Pytanie brzmi: Czy zaklinał zwierzę
    zwane Sakrebla, czy wręcz przeciwnie, zwierzę zwane Szpetnia? A wszystkie w
    liczbie mnogiej. A może to nie zwierzę? Kto to wi niech powi mi.

    Huanito Mollendito y Franczesko degarcijalorka
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:45
    Jako Zawołany Cyklista, domagam się tego cyklicznego kolaża już! co się nazywa
    tak jakoś na eS ("coś jak Etiopia, lecz ładniej") i się przekłada niczym
    Zębatka na niemały priorytet twu autorytet. W przypadku niespełnienia mojego
    prośba zamieniam się w Boing Ladena i spływam w inne Afganoforumistany Jaźni.
    No dobra, blefowałem...
  • aard 01.10.02, 11:08
    I zdradzę Ci, nie zaś Cię, że kolaż ów będzie surrealną niwę GW przemierzał już
    od piątku tegoż, co nadchodzi i Wielkimi Krokwiami ze wschodu się zbliża.
    Zaczem (sz)czekaj i cierp Liwie lub może jakieś inne urocze wiasty.
    --
    zdrowo surrnięty
    mrówkojaard.Vader

    ab ovo - ad surre

    PS. Półsówka, to taka odmiana nocna, co jak JENOT nie je i dlatego jest taka
    mała, jak pół normalnej.
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 02.10.02, 10:37
    A MOŻE BY TAK...
    >
    >
    >
    >
    DLA NAJMNIEJ
    SURREALNYCH WPISÓW NA TYM SZACOWNYM WĄTKU?
    >
    >
    >
    pRZYZNAWAĆ ZŁOTEGO (CZY ZŁO TO ZŁOTO?)
    >
    ...

    EKWADORA!!!


    CZEKAJĄC NA ODZEW, AŻ SIĘ ZWIJAM Z NIEŚMIAŁOŚCI OUROBOROS (OKRĄGLĄC OWAL O
    SERPENTYNIĄC SKRĘTNOŚĆ ES JAM JEDEN Z NICH JEST: O...S!)
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:47
    Acha, zgodnie z de wizą: Nie ja kość, a il ość:
    Mam w szkole nadgorliwy Pisuar. Wybucha w trakcie spłukiwania. Odgłos jest przy
    tym gloglogloglogloglbulka.
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:51
    Zaś "alaavilaahaalanmailavaala", co znaczy po
    fińsku: "Naaniskichłąkaachmgłaaścielesięgęsto". Pisuar mówił z innym akcentem,
    widocznie grzybków z niskich łąk nie pojadł...
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 27.09.02, 16:08
    Pozdrawka dla Arika. Ja se tam myślę, że Ten swiatak, o którym tu mowa na tem
    Forumie, to ma coś wspólnego ze Świstakiem, tym, co siedzi i ... siedzi, bo nie
    miał Biedak immunitetu, co by Go ochronił. Ale ja jestem dopiero początkujący,
    wic, kto mnie tam wie...
  • vladip 27.09.02, 11:01
    nieścisłości nieścisłościami.. a podam wam przepis jak najszybciej udowodnić
    twierdzenie Fermata..
    1. piszemy twierdzenie na udzie..
    2. napuszczamy wody do wanny
    3. wchodzimy do (wanny)
    4. zanurzamy udo w wodzie
    i mamy udo-wodnione twierdzenie..
    CBDO
    --
    pzdr
    vladip
  • aard 27.09.02, 12:52
    I Ty się do surrealu nie przyznajesz, wstyd...
    ;-)
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • aard 27.09.02, 12:29
    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3090877&a=3091538
    Polecam wejścia Arica - kolega w najwyższej formie. jak tak dalej pójdzie, to
    surretonik na śniadanie gładko spłynie do czytelniczego przełyku.
    --
    Pozdraardwiam,
    mrówkojaard.Vader

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni na wspinanie.
  • Gość: Graveyard Tombston IP: 212.191.74.* 27.09.02, 16:16
    A propos Idy, przesyłam utwór P.T. Osioł Subkulturny Na Pohybel Gustawowi M.
    (orcinkowi:

    Osioł mioł grzywkie
    Być - był Hippisek
    Dostać Pomordkie
    Iść z Idy Łysek
  • aard 27.09.02, 14:55
    Pozwolę sobie zacytować pewnego mojego Przyjaciela:

    A czym się różni pomiędzy sobą dwóch Panów:
    Salvador Dali
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    i
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    Jean Claude Van Damme [Żan Klot Wan Dam]?
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    >
    CZASEM (przeszły, przyszły) i LICZBĄ (mnogą i pojedynczą)

    --
    zdrowo surrnięty
    mrówkojaard.Vader

    ab ovo - ad surre
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 27.09.02, 15:46
    powyższy tekst jest autorstwa właśnie Huana dos Mollendos, o którym dziś...
    Skotlandj.aard
    by Huan
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 28.09.02, 15:34
    Całkiem niedawno, idąc rondem imieniem Waryńskiego Ludwika doszedłem do
    karambolu. Pogoda dzisiaj Ładna, niebo niebieskie, więc przystanąłem i
    popatrzyłem. Zapewne wkrótce wcześniej ciężarówka marki Star jadąc od strony
    Tuszyna uderzyła w tył samochodu osobowego marki Łada, który, rzecz jasna,
    niniejszym jechał przed ciężarówką marki Star z tego samego kierunku,
    oczywiście, nim doszło do tego karambolu, a więc także w momencie, kiedy
    jeszcze również i ja znajdowałem się w pewnej, choć już raczej niewielkiej
    odległości od wspomnianego powyżej ronda imieniem Waryńskiego Ludwika. Efektem
    owego zdarzenia czyli akcidentu było to, że przystanąłem i popatrzyłem,
    zwłaszcza, że pogoda dzisiaj ładna, a niebo niebieskie. Star też jest
    niebieski, zaś Łada - czerwona. Na skutek tego zdarzenia (czyli akcidenta)
    otworzył się początkowo tylny bagażnik czerwonej Łady, a niezadługo potem także
    bok czerwonej Łady. Z boku czerwonej Łady wysiadła Kobieta, która następnie
    przeszła do tyłu owej czerwonej Łady, by zobaczyć otwarty bagażnik wspomnianej
    wyżej. Kobieta miała na ustach czerwony makijaż, przód zaś pozostał nietknięty.
    W bagażniku leżały niebieskie dżinsy (blue jeans). Słońce zachodziło tym czasem
    na czerwono, niebo pozostawało niebieskie. Wszak Łada jechała z kierunku
    Tuszyna, nieprawdaż?
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 28.09.02, 17:31
    Sam sobie odpowiadam. Taki Autoerotyzm. Samochodouwielbienie. A właściwie dwa
    auta, jak już wcześniej opisałem. A tak przy okazji, niech mi Ktoś odpowiada.
    Na takie oto pytanie:
    Czy wyrzekanie się dorzeczy rzek jest w rzeczy samej rzeczywiście
    niedorzeczne?...
    Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec.
  • vladip 28.09.02, 20:32
    Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a):

    > Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec.

    Krawiec - człowiek który kracze na wiecach. Polityk.
    [ze słownika vladipolszczyzny}
    --
    pzdr
    vladip
  • aard 30.09.02, 10:10
    Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a):

    > Czy wyrzekanie się dorzeczy rzek jest w rzeczy samej rzeczywiście
    > niedorzeczne?...
    > Głowię się nad tym aż po-szyję. Krawiec.
    Z dorzeczami kwestia jest taka, że trzeba sobie rzec otwarcie: nie przybędzie
    Odry Warcie. Nie stanie się też krzywda Wiśle, nawet, gdy ją kijem świśnie. A
    Kijów mimo że nad Dnieprem (nieNiemnem)i tak do zawracania Wisły się nie nadaje.


    --
    zdrowo surrnięty
    mrówkojaard.Vader

    ab ovo - ad surre
  • Gość: Dos Mollendos IP: 212.191.74.* 30.09.02, 17:23
    Dzięki. Miałem niezłe Zlewisko czytając to wszystko. Mała Syrenka.
  • poranna_rosa 03.10.05, 19:34
    Nie wierzę własnym oczom, po trzech latach wróciłam na forum a ten wątek
    jeszcze istnieje.:-)))
    --
    Rosa
  • mikroprofesor 04.10.05, 10:41
    Kiedy ją zobaczyłem, nie czułem nic szczególnego. Ot, zwyczajna dziewczyna -
    ładna, ale zwyczajna. Z drugiej strony, pomyślałem - czemu nie...? Podszedłem,
    zagdałem, poszliśmy na kawę, potem do mnie. Była niezła, ale nie zaskoczyła
    mnie niczym szczególnym. Oddała mi się i odeszła. Ja też odszedłem. W sumie
    taki seks z przypadku. Zostało mi tylko wspomnienie. Pamięć przypadkowego
    dostępu. Random access memory.
    --
    z uszanowaniem
    rozpasany akademik

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.