Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

  • aard 14.08.02, 15:59
    Forumowicze łódzcy podziękowali kwiatami surrealistom, zatrzymanym za pobicie
    redaktora naczelnego Wątku Surrealistycznego aarda. Mówili, że czują się
    współwinni. Zatrzymani surrealiści powiedzieli, że jak będzie trzeba to zawsze
    mogą liczyć na ich pomoc.

    Przewodniczący "Wątku surrealistycznego (2)" przekazał dziś dziennikarzom
    dokumenty, między innymi, odmowę wszczęcia dochodzenia w sprawie łamania praw
    forumowiczów w "wątku" przez jego rednacza.

    Odmowa była z 20 lipca 2002 roku.

    Prokurator kropka stwierdziła na podstawie dokumentów, że sytuacja tego wątku
    jest trudna. Zaległości wobec forumowiczów sięgnęły prawie 500 postów, a wobec
    GW prawie 2 miliony.

    Przewodniczący "Wątku(2)" powiedział, że o sytuacji w "WS" wiedziała także
    Państwowa Inspekcja Pracy.

    Wicewojewoda Hubar wyraził głębokie współczucie i zatroskanie losem wątku.
    Pismo takiej treści złożył na ręce komitetu protestacyjnego w "Wątku".

    "Społeczeństwo jest bezradne" - powiedział szef "Wątku (2)" podczas dzisiejszej
    konferencji.

    Wieczorem zbierze się Kapituła "Wątku" (bez rednacza), która ma odwołać
    redaktora naczelnego aarda.




    Dla dociekliwych niezmieniony, ale wystarczająco surrealistyczny nius pod
    linkiem:
    info.onet.pl/534788,11,item.html
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 14.08.02, 16:33
    Polsce nie grozi cruach - zapewnia wiceminister spraw surrealistycznych i
    surrealizacji ChrisBTO.

    ChrisBTO uspokaja, że z tych informacji wynika, iż Polsce nie grożą kataklizmy
    jakie nawiedziły Czechy, Niemcy czy Austrię.

    Eyemakki, którymi dysponują służby cywilne wskazują, że od czwartku sytuacja
    powinna się poprawić.

    Zdaniem wiceministra w kraju mogą wystąpić lokalne aardowienia, szczególnie na
    Dolnym Śląsku, gdzie mogą nagle przybrać małe ariki górskie.

    Wiceminister podkreślił, że najtrudniejsza sytuacja może wystąpić w Małopolsce,
    jednak nie powinna ona zagrażać yavoriusom w tym regionie.

    Także rednacze wszystkich powiatów dolnośląskich uspokajają, ze sytuacja w
    regionie stabilizuje się.

    Lokalne cruache występują m. in. w Lubaniu, Świeradowie Zdroju, Jeleniej Górze
    oraz Gryfowie Ślaskim.

    Według służb dyżurnych może wzrosnąć poziom p8 w Nysie Łużyckiej, dlatego
    mieszkańcy Porajowa i Sieniawki zostali poinformowani o ewentualnym aardzie.

    Rednacz zgorzelecki do~ uspokaja jednak, że nie ma powodu do paniki.

    W związku z zagrożeniem aricowym straż graniczna do odwolania zamyka
    następujące przejścia graniczne: Yavorzyna Surrealecka, Surrealka - Zittaric,
    Poraardów - Zittaric , Poraardów - Hraardek.

  • Gość: eyemakk IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.08.02, 22:34
    2d2 8#c2 8d2 4#c2 4a1 8#f1 4b1 2#f1 8a1 2d2 8e2 8#f2 4a2 4#f2 16b1 2b1 4b1 4a1
    8b1 4a1 4g1 4g2 4#f2 8g2
    4#f2 4e2 4#f2 4d2 8g2 4#f2 4d2 8g2 4f2 4d2 8g2 4f2 2d2 8c2 8a1

  • yavorius 15.08.02, 11:15
    Wobec braku zainteresowania na ogólnym wklejam nasze opowiadanie, które
    pisaliśmy na studiach:

    OD AUTORÓW:

    Osoby i wydarzenia przedstawione poniżej są prawdziwe,
    prawdziwe ale nieco ubarwione, lub fikcyjne.

    Osoby występujące:

    Ziemia:
    Baba Ze Sklepu - obleśna sprzedawczyni;
    Mario Feex - student socjologii, powolny i flegmatyczny;
    Grubas Bimbacz - student socjologii, bełkocze i bimba;
    Jowita - studentka socjologii z Gostynina, blondynka;
    dr Michalska - pracownica Uniwersytetu Łódzkiego;
    Mlekopij - student socjologii, typowy przeszkadzacz, lubi mleko i Inforadio;
    Neuromancer - absolwent Politechniki Łódzkiej, obecnie działa w czarnej
    strefie informatyki;
    Olak - studentka socjologii, femme fatale;
    dr Piotrowski - pracownik Uniwersytetu Łódzkiego, socjolog;
    i inni.

    Planeta Grubasa:
    Czerwony Kapturek - seksowna nimfomanka;
    Duch Trolla - zabity przez Jowitę, straszy;
    Hydrant - olewa wszystko;
    Guzikowy Joe - kowboj, właściciel knajpy "Bonanza";
    Leśniczy - "przyjaciel" Czerwonego Kapturka;
    Nadczekan i Czekany - rdzenni mieszkańcy planety, strażnicy porządku;
    Podpalacz - uratowany przez Grubasa mieszkaniec innej planety;
    Trolle - pluszate stwory;
    Wilk - erotoman zafascynowany Czerwonym Kapturkiem;
    i inni.


    PROLOG PIERWSZY

    Grubas Bimbacz już od najmłodszych lat był niezwykły. Przyczyną tego mogło
    być środowisko rodzinne. Nieustannie karmiony przez matkę, strasznie kochany
    przez ojca i uwodzony przez starszą siostrę (której nigdy nie miał), uciekł we
    własny świat. Niezwykłość Grubasa przejawiała się w przeróżny sposób, np.
    potrafił on godzinami siedzieć na strychu razem z gołębiami. Ludzie mówili, że
    rozmawia z nimi, ale jego rodzice uważali, że to bzdury. Potrafił znikać z
    domu na okres kilkunastu dni, a gdy wracał, pokazywał na migi (mówić zaczął
    dopiero w wieku lat dwunastu), że był w swoim świecie. Rok później opanował
    sztukę bezproblemowego przemieszczania się między światami. Był
    intergalaktycznym podróżnikiem, który znał język wszechświata - my, prymitywni
    Ziemianie, uważamy go za bełkot. I istotnie, Grubas nieustannie mówił z
    intergalaktycznym akcentem, co denerwowało wszystkich jego znajomych. Dlatego
    ich nie miał.

    Sytuacja uległa lekkiej poprawie na drugim roku studiów. Poznał on wtedy
    Mlekopija i Mario Feexa - studentów, którzy ni stąd, ni z owąd przypałętali
    się na socjologię. Nie manifestowali oni początkowo wobec niego niechęci, co
    już wystarczyło, by Grubas z miejsca ich polubił. Książka niniejsza opowiada o
    wydarzeniach, mających miejsce na drugim roku studiów Grubasa.

    * * *

    Podczas jednej ze swych podróży znalazł on malutką planetkę, na której
    postanowił zamieszkać. Na planecie tej jedynymi mieszkańcami były czekany (tak
    przynajmniej nazwał je Grubas, gdyż przypominały mu one narzędzia używane
    przez jego wujka-alpinistę). Kilka tygodni później zawitał do świata wyżej
    rozwiniętego technologicznie niż nasz. Pojawił się na wielkim placu, obok
    psychopaty, który chciał wyssać lawę z jądra swojej planety i spalić
    dwadzieścia miliardów jej mieszkańców. Za to czekała go publiczna egzekucja -
    pierwsza od ośmiuset siedemnastu lat. Grubas, w przypływie altruizmu,
    postanowił uratować skazanego. Chwycił go za rękę i momentalnie przeniósł go
    na swoją planetę. Podpalacz, bo tak nazywał się uratowany przez Grubasa,
    poprosił go o przeniesienie do Grubasowego świata swojej kochanki, która w
    zamian za to ofiarowała Grubasowi urządzenie kontrolujące nanotechnikę (polega
    ona na użyciu olbrzymiej ilości mikroskopijnych robotów, do zmian w budowie
    substancji, np. mogłyby one tworzyć złoto z piasku). Podpalacz stworzył na
    podobieństwo Grubasa trolle - pluszate stwory, które zasiedliły planetę
    Grubasa; Czerwonego Kapturka (ucieleśnienie Grubasowych fantazji o kobiecie-
    nimfomance) i jeszcze inne postacie, których poczęcie pozostawił inwencji
    nanotechniki. I tak, maszyna wytworzyła np. Hydrant, olewający wszystkich.
    Podpalacz - na wszelki wypadek - nauczył Grubasa wykorzystywać pulpit kontroli
    nanotechniki tylko do produkcji jedzenia.

    Kiedy Grubas zaczął udawać studenta, w oko wpadła mu koleżanka z grupy
    imieniem Jowita. Nie wiedząc, jak ją oczarować, postanowił śledzić ją i w
    odpowiednim dla siebie momencie przenieść ją do swojego świata, by została tam
    z nim na stałe. Niestety, Jowita nie dość, że wykazała się odpornością
    na "wdzięki" Grubasa (co nie było specjalnie trudne), to jeszcze zapałała
    gwałtowną namiętnością do Czerwonego Kapturka, która była w istocie kreacją
    chorego umysłu Grubasa.


    PROLOG DRUGI

    Jowita siedziała na wykładzie ze Struktur Pośrednich. Rozejrzała się.
    Zauważyła swojego kolegę Grubasa Bimbacza (spał). Popatrzyła na sufit. Ze
    zdumieniem spostrzegła, że w samym jego środku rośnie drzewo. Już po chwili
    spadł na jej głowę owoc. Rozległ się huk.
    - Au! - krzyknęła Jowita - Wybuchła mi głowa!
    Okazało się jednak, że to wybuchła skorupa owocu. Ze środka wypełzł mały
    robaczek, zamrugał do Jowity trojgiem oczu i popełzł gdzieś dalej.
    - Stój! - syknęła Jowita, ale nie mogła nic zrobić. Była bowiem na wykładzie
    i jakoś głupio było jej wstawać - I spróbuj mi tylko fiknąć! - zagroziła mu.
    Robaczek fiknął i zrobił to doskonale. Jowita zapiała z zachwytu.
    - Jestem weryfikatorem - wyjaśnił robaczek - Doskonale fikam.


    ROZDZIAŁ PIERWSZY

    Dr Piotrowski, prowadząc zajęcia z antropologii, zaczął właśnie mówić o
    sprzężeniach zwrotnych, gdy zauważył, że za oknem stoi jakiś tajemniczy
    osobnik i wpatruje się w jego kubek z kawą.
    - Nie dam!!! - wrzasnął histerycznie dr Piotrowski i zasłonił plastikowy
    kubek własnym ciałem.
    - Ale ja fak bardzo chcę! - wrzasnął osobnik - Tak bardzo! Łaaa...!
    - No dobrze, już dobrze - niechętnie zgodził się pan Piotrowski i poczęstował
    nieznajomego kawą.
    - Alef bofka ta kafa - mlasnął osobnik - Nifdy fakiej nie fiłem!
    - Ja też nie - wykładowca nalał nieznajomemu kolejny kubek - Mniam.
    - Fy mogę pfyfodzić tu częściej? - zapytał osobnik z nadzieją w głosie - Mogę
    nafet pfynieść fłasny kubek! - dodał.
    - No, nie wiem - zadumał się dr Piotrowski - Ja tu prowadzę wykłady dla
    studentów socjologii.
    - No to może gdzief f innym miejscu - nie rezygnował nieznajomy - Może f
    Łondynie?
    - Nie, już lepiej będzie, gdy będziesz tu przychodził jako student -
    zaproponował socjolog.
    - Dobfe! - ucieszył się gość.
    I odtąd Grubas Bimbacz udawał studenta, pijąc w piątki od 16:45 do 18:20
    kawę z panem Piotrowskim na zajęciach z antropologii.

    * * *

    Na kolejnych ćwiczeniach z antropologii Mario Feex powiedział coś bzdurnego.
    Jowita pod wpływem oburzenia postanowiła rzucić się na niego i go udusić.
    - Oj! - krzyknął Feex - Niech mi ktoś pomoże!
    - Ja ci pomogę! - wrzasnął Grubas i uciekł z klasy.
    - Jestem Atrybutem Kulturowym - stwierdziła Jowita dławiąc Feexa. Grubas w
    tym czasie żłopał kawę z wielkiej cysterny.
    - Jeżeli atrybutem kulturowym ma być morderczyni - zaczął swój wykład dr
    Piotrowski, oglądając ciało Feexa - to ja umywam ręce od takiej antropologii.
    - To pan mi nie pomoże?! - wrzasnął Feex w histerii - Nawet pan?!
    - Nawet ja. Muszę oddzielać pewne rzeczy od siebie, nawet jeśli miałoby to
    odbyć się kosztem czyjegoś życia - i dr Piotrowski podniósł do ust kubek z
    kawą.
    - Jestem Łospem [White Anglo-Saxon Protestant - przyp. aut.] - próbował
    zagadać Feex dr Piotrowskiego.
    - O, to ciekawe. Poszukam ci moich lektur - dr Piotrowski łyknął sobie kawy,
    żałując że nie może iść w ślady Grubasa, który żłopał kawę do nieprzytomności.
    W tej właśnie chwili Grubas Bimbacz wtoczył się do sali spuchnięty od kawy.
    Jowita widząc go zostawiła Feexa i wróciła na swoje miejsce.
    - Ostatnio mówił pan coś o kacu - przypomniał sobie Mario Feex - Chciałbym
    wiedzieć coś więcej...
    - Auu! - wrzasnął dr Piotrowski rozlewając kawę na spodnie.
    - Rozumiem, rozumiem - Feex wycofał się - Nie chce pan poruszać tego
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 20.08.02, 09:38
    No jak to, panowie?
    Apetyty rozbudzacie i sami smakujecie resztę? A podzielić się nie łaska?

    RozsmAAkowany
    Rd
  • zamek 15.08.02, 15:18
    Na zachodnich rubieżach Eyemakkszczyzny pojawiła się
    niewielka populacja sklągłwy przetocznej. Jest ona
    ograniczona do 50 km na niuton poza godzinami porannymi,
    kiedy to użycie sygnałów dźwiękowych jest wskazane. W
    godzinach nocnych samce sklągłwy wysyłają sygnały
    wdziękowe. Populacja rozszerza się przez pączkowanie,
    choć niektóre osobniki mają skłonności do ptysiowania
    (czyżby objawy flipania?), rurkowania z kremem i
    ciastkowania półfrancuskiego z kruszonką. Kruszonki, jak
    też piaskarki będą rozprowadzane przed Świętami Wieśka
    Mocnymi w drodze lasowania. Po odbiór proszę się zgłaszać
    codziennie na falach średnich (czyli tak gdzieś do pasa
    sklągłwy włącznie).
    --
    Ostatni gasi światło
  • zamek 15.08.02, 15:20
    Agencja Wywiadu podała średnie prędkości pielgrzymek
    udających się w bieżącym sezonie na Jasną Górę. Wynoszą
    one od 43 do 52 godzinek na kilometr.
    --
    Ostatni gasi światło
  • yavorius 15.08.02, 15:54
    Dobrze widzieć Zamka na surrealu!
  • zamek 15.08.02, 16:29
    ...na punkcie psa mojej wiewiórki, która, gdy na nią
    wołam "Basia!", odpowiada: :"Dla Ciebie panna Barbara, a
    poza tym proszę mnie nie zaczepiać, bo jestem
    zaręczona!". I w ogóle ostatnio jakoś wydrowato się
    czuję. Przy okazji - zarysowały się u mnie tendencje. Co
    radzicie: łatać czy zburzyć i stawiać nowe?
    --
    Stoi Yavor na gór szczycie...
    --
    Szarik! Strzelca struj!
  • yavorius 15.08.02, 17:24
    Wcale nie jest ciemna!!!

    Aardzie, pomocy!

    (niuch, niuch)

    TabakowYavorius
  • Gość: yavorius IP: *.smrw.lodz.pl / 172.16.1.* 15.08.02, 22:32
  • yavorius 15.08.02, 22:38
    Jaki kurwa, pusty post. Co kurwa jest? Jaki gość portalu.

    Machnąłem se tabakę do gardła. Błeeee...
    --
    Niach, niach...
  • Gość: eyemakk IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 00:22
    trutki na szczury
    nie lubią brawury
    łaża byle gdzie
    i myślą o aardzie


  • yavorius 16.08.02, 00:25
    Hehe. Eyemakk właź na GG.
    --
    Niach, niach...
  • Gość: eyemakk IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 16.08.02, 00:28
    nawet nie wiesz jak to milo
    zapakowac jest szczurowi
    nie zarazisz sie tu kiłą
    a dasz upust popędowi
  • eyemakk.i.yavorius 16.08.02, 15:32
    WAHADŁOWCY, SĄ TO PÓŁ-HARACZE PÓŁ-ROBACZKOJADZI. NA POCZĄTKU MIESIĄCA, GDY
    MAJĄ PIENIĄDZE Z PENSJI LUB ZASIŁKU, STAĆ ICH NA ZAKUP ROBAKÓW. POD KONIEC
    MUSZĄ ZADOWOLIĆ SIĘ HARACZOSTWEM. POSIADANIE WŁASNYCH DOCHODÓW JEST PODSTAWOWĄ
    RÓŻNICĄ MIĘDZY ZWYKŁYMI HARACZAMI A WAHADŁOWCAMI. POZWALA TO NA ZAKUP
    HARACZOWYCH FETYSZY NIEDOSTĘPNYCH DLA PODRZĘDNYCH LUB ZWYKŁYCH HARACZY.
    WAHADŁOWCY RZĄDZĄ HARACZAMI, KTÓRZY SĄ IM BEZWZGLĘDNIE ODDANI. ZWYKLI
    HARACZE CZUJĄ SIĘ DUMNI, GDY MOGĄ ROZMAWIAĆ Z KIMŚ, KTO JESZCZE KILKA DNI TEMU
    BYŁ ROBACZKOJADEM (ROBACZKOJADZI ZWYKLE GARDZĄ HARACZAMI). I NA PEWNO NIE
    ODWAŻĄ SIĘ WYSSAĆ WAHADŁOWCA, CO NIEJEDNOKROTNIE ZDARZA SIĘ Z NORMALNYM
    ROBACZKOJADEM (HARACZE, CHOĆ FIZYCZNIE SŁABSI, NIE SĄ BEZ SZANS, PORUSZAJĄ SIĘ
    BOWIEM W GRUPACH, ZWYKLE W PIĘCIU).

    WAHADŁOWCY MAJĄ KSYWY STYLIZOWANE NA KOWBOJSKIE. NAJCZĘSTSZĄ, CHOĆ
    ZAREZERWOWANĄ DLA NAJLEPSZYCH, JEST "GUZIKOWY JOE". INNE TO NP. "FARMER TED"
    CZY "BOGUŚ BILL".

    WAHADŁOWCY SĄ HARACZAMI LEPSZYMI OD NICH SAMYCH. POSIADANIE GOTÓWKI STAWIA ICH
    W KOMFORTOWEJ SYTUACJI. POSIADAJĄ WIĘC NAJWIĘCEJ (I NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI)
    PRZEDMIOTÓW WYZNACZAJĄCYCH STATUS HARACZA. DO UNIKALNYCH, ZBYT DOBRYCH DLA
    ZWYKŁYCH HARACZY, NALEŻĄ: KAMIENNY PALEC (NAJDOSKONALSZA POSTAĆ PALCA DO
    MIERZENIA) I PALEC DO SSANIA;


    - PALEC DO SSANIA: SŁUŻY WAHADŁOWCOM DO DELEKTOWANIA SIĘ EKSKLUZYWNĄ
    HARĄ (ZWŁASZCZA ŚLUZEM); WYGLĄDEM PRZYPOMINA PALEC DO MIERZENIA, RÓŻNI SIĘ
    JEDYNIE TYM, ŻE JEST PUSTY W ŚRODKU (ABY MOŻNA BYŁO WLAĆ DO NIEGO HARY), ORAZ
    MATERIAŁEM, Z KTÓREGO JEST WYKONANY (SZKŁO); PALEC DO SSANIA JEST
    PRZEZROCZYSTY, BY ŁATWO KONTROLOWAĆ POZIOM HARY; ZWYKŁYCH HARACZY NIE STAĆ NA
    JEGO ZAKUP, GDYŻ SPRZEDAWANY JEST WYŁĄCZNIE ZA PIENIĄDZE;

    WIĘCEJ O WAHADŁOWCACH W DZIALE "HARACZE".

  • aard 19.08.02, 10:02
    yavorius napisał:

    > Wcale nie jest ciemna!!!
    > Aardzie, pomocy!
    > (niuch, niuch)
    > TabakowYavorius


    Yavoriusie!
    Jeśli zażywasz białą tabakę, to ja aARd modlę się do Świataka o opamiętanie dla
    Ciebie. Nie niszcz sobie życia!
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.

    PS. A może przedwcześnie piję na alarm?
  • yavorius 16.08.02, 23:42
    Co o tym sądzisz? Umotywuj.















    pterodaktyl i zupa
    zakrywka i dupa

    Mięta i bekon, dobranoc Panie Smoku.



    ==========================
    O godz. 18.19 na krakowskim lotnisku w Balicach wylądował samolot włoskich
    linii lotniczych z aardem na pokładzie. "Polska wita Cię" - śpiewały tysiące
    eyemakków. Na spotkanie gościa wyszedł na pokład samolotu aric. Po chwili aard
    pojawił się na stopniach samolotu i powoli, o własnych siłach, zszedł na dół,
    pozdrawiając zgromadzonych.

    aard, po opuszczeniu samolotu, w towarzystwie swojego osobistego, sekretarza
    Yavoriusa, ucałował ziemię z Pszczyny Wielkiej, umieszczoną w koszyku podanym
    przez pijanego rolnika. Jako pierwszy powitał go (rolnika) prezydent Andrzej
    Lepper, jego małżonka Aleksander Kwaśniewskii prymas Polski, kardynał Jerzy
    Urban.

    Następnie przemówił aard - Mam dwie żyrafy... Słowa aarda były wielokrotnie
    przerywane oklaskami.


    --
    Myśląc o śmierci myślcie o końcu. To JEST koniec...
  • aard 19.08.02, 10:32
    Mi się podoba. Mimo że (a może dlatego że) obrazoburcze. Choć muszę przyznać,
    że jestem zaniepokojony, ponieważ
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aard 19.08.02, 10:47

    "Ten wątek jest super"

    "Skasujcie ten wątek" (prawy górny róg postu)

    Co to, w mordę, jest??!!! Niech no mi tylko ktoś spróbuje skasowqać surreal!
    Yavoriusem poszczuję!!!

    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aard 19.08.02, 11:12
    Ogłaszam propozycję zorganizowania Wielkiego Zlotu Surrealistów!!!

    Czas: w tym tygodniu (między wtorkiem a piątkiem - sugeruję czwartek), godz. 19
    Miejsce: jakieś surrealowe, może Stereo Krogs?
    Zaproszeni są wszyscy, którzy się poczuwają, a szczególnie:
    Aric
    ChrisBTO
    Cruach
    Do~ /wiem, że raczej niemożliwe :-(
    Eyemakk
    PanBozia
    Yavorius
    Zamek
    (porządek alfabetyczny - wybaczcie jeśli o kimś zapomniałem).
    Obowiązkowy bezsensowny strój i surrealistyczne teksty.
    W programie grzybki i mnóstwo innych atrakcji.

    KTO PRZYJDZIE?
    /Podawajdzie dzień, który Wam najlepiej odpowiada - wybierzemy najczęściej
    sugerowany./

    Jeszcze raz zapraszam!!
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aric 19.08.02, 11:23
    Ja nie wiem, ale przyjaciółka mojej żony jest tam menagerem, może im
    zorganizuje spotkanie, to będę miał spokój. Czy chodzi o ogródek, czy o
    Wólczańską?
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 19.08.02, 11:35
    aric napisał:

    > Ja nie wiem, ale przyjaciółka mojej żony jest tam menagerem, może im
    > zorganizuje spotkanie, to będę miał spokój. Czy chodzi o ogródek, czy o
    > Wólczańską?

    Jakim "im"? Nam chyba? I jaki spokój?
    Chodziło mi o lokal na Wólczańskiej - klimat jest niezły.
    Nie napisałeś pfererowanego terminu.

    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aric 19.08.02, 14:19
    "Im" zanczy żonie i przyjaciółce, a spokój bedę miał dlatego, że nie bedzie mi
    żonka marudzić, że gdzieś się włuczę.:)
    Czwartek jest OK.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • zamek 19.08.02, 12:56
    To w tym tygodniu jest czwartek?? Bo w zeszłym były 2 i
    myślałem, ze w tym bedą wreszcie dwie niedziele. Ale
    skoro tak, to czwartek może być. Tylko nie po 25.30, bo
    mam gości i nie mogę ich przełożyć kremem z bakaliami na
    czwartą półkę licząc na palcach od szafy ze skunksem.
    Aha, ocet do grzybków wziąć swój czy organizatorzy
    zapewniają?
    Z surrealistycznym poniewyzdrowieniem
    Chatêau de Schloß
    --
    Ostatni gasi światło
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 19.08.02, 13:51
    Ocet wyciśniemy z mokrego psa. Fajeczkę nabijemy w butelkę, a butelkę włożymy
    do lodówki, żeby stwardniała. Potem polejemy benzoesanem sodu i tak
    spreparowaną papkę wsmarujemy każdemu uczestnikowi w kark. Będzie to rodzaj
    namaszczenia,
    AA
    ReDnacz

    PS. Zamq - cieszę się, że będziesz.
  • aard 20.08.02, 08:43
    Nawet zatwardzialcy typu Aric, Yavo czy Eyemakk?
    Hejże, zapraszam!
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aric 20.08.02, 08:47
    Ok. Ja będę. Czwartek, 19:00 Stereo Krogs, Wólczańska.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 20.08.02, 09:49
    Hurra!!
    Kto jeszcze?
    aA
    Rd
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 19.08.02, 14:53
    Towarzyszcie sobie, komu chcecie, a ode mnie się od********cie.
    Mam takie dziwne wrażenie, że towarzyszenie towarzyszącym
    znów stało się modne. Albo płodne. Albo wygodne.

    Z drugiej strony mamy tu pary wiernych towarzyszy,
    którzy z surrealem są od początku i aż do (smutnego
    zapewne) końca. Co począć z takimi? Pół biedy, jeśli płci są
    przeciwnej, ale w gros przypadków to chłopy jak dęby. Ech, życie...
    Tak czy owak powstańmy i powidzmy sobie jasno: do góry nie
    spadniesz. Niech to motto towarzyszy Wam, Towarzysze, jak najwierniejszy
    towarzysz spod husarskiej chorągwi Jana Skrzetuskiego.

    aA


    Rd
  • aric 20.08.02, 10:53
    Nie wiem czy to surrealizm czy senne koszmary, ale nie mogę tego pozostawić bez
    komentaża.
    Gdy zasypiałem, nawiedził mnie sen, który mnie zmęczył do granic możliwości.
    Ciągle się budziłem, ale tylko we snie. Najdziwniejsze, że budiłem sie we
    własnym łóżku, obok spała ukochana, a miedzy nami leżała noga. Znów zasypiałem,
    budziłem się leżała inna część ciała. Poszedłem do ubikakacji, tam dyndał nagi
    wisielec. Obudziłem się znów i znów to samo, leżę w łóżku, miedzy nami odcieta
    noga. I tak w kółko. Wreszcie obudziłem żonę i poszlismy do pokoju porozmawiać
    o moim koszmarze. Gadamy gadamy i znów się budzę we śnie, a miedzy nami ciało.
    Nie wiem ile razy tak sie działo, ale wreszcie się zbudziłem. Wtedy udałem się
    do WC w realu i sikając stwierdziłem, że chyba to skutki odwyku od grzybków.
    Poradźcie, zerwać z grzybkami i miewać sny, czy wrócić do podświadomego, ale
    przyjemnego stanu zawieszenia, spowodowanego dobrodziejstwami pobliskich łąk?
    PS
    Te koszmary sa cholernie męczące.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 20.08.02, 11:13
    "stanu zawieszenia" powiadasz...
    Czy wisielec był metaforą?
    Wejrzyj w siebie...
    A grzybki będą w czwartek w Stereo.
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aric 20.08.02, 12:38
    Że potrafimy się kłucić w sposób kulurowy i impotencjalny. To sprawaia, że
    nasze spory są jak dziury w dachu płachty rozciągnietej nad forum. Surreal
    propaguje wzniosłą ideę kłótni konwencjonalnych o zabarwieniu nierzyczywistym.
    Kto się czubi ten się nie gubi. Więc od czasu do czasu żyjmy w świadomości
    popeliny i młodych inwencji susurrealistycznych.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • eyemakk 20.08.02, 14:54
    Surreal jest tylko onomatopeją naszych odwiecznych fobii i kompleksów. Nikt
    przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje tezy, że surreal inwokuje naszą jaźń w
    sensie ontologicznym. Aczkolwiek niektore czynniki wskazują na metodologiczną
    spójność więzi surrealnych, niemniej jednak badania wykazują, iż każda
    surrealna akcja powoduje surrealną erekcję.
    --
    Myśląc o śmierci pomyśl o więzieniu. Właśnie wtedy z niego wyjdziesz...
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 20.08.02, 15:36
    Patrz parę postów wyżej ("Wielki Zlot Surrealistów")
    aA
    Rd
  • Gość: eyemakk IP: 157.25.164.* 20.08.02, 17:17
    moge być. a yavorius bedzie? bo gdzie on, tam ja.
  • aard 21.08.02, 09:25
    Jego spytaj. Zaproszony jest.
    Yavo będziesz?
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aard 21.08.02, 09:30
    Dlaczego ostatnio tak jest, że jak pamiętam, co mi się śniło, to to było coś
    najnormalniejszego w świecie (np. spacer po bagnach), a kiedy budzę się i mam
    uczucie, że miałem pokręcony sny, to zupełnie nie pamiętam szczegółów? To jest,
    qfa, niesprawiedliwe!


    --
    aA
    Rd

  • aric 21.08.02, 09:40
    Nie wiem jak to jest, ale zawsze śnią mi się bardzo zakręcone kolorowe sny.
    Dziś np. śnił mi się Vladip (oczywiście mamy widoczne odniesienia), zadzwonił
    do mnie i stwierdził, że przyjedzie po mnie Unochodem. Po chwili jechał po
    chodniku dymiacą gąsiennicową koparą. A Vladip (bez urazy przyjacielu) okazał
    sie siedemdziesięcioletnią kobietą w rozchełstanej sukience. (brr) Jak go (ją)
    zobaczyłem stwierdziłem, że nie tak go sobie wyobrażałem, a on(a) odpowiedział
    (a), że życie czasem potrafi zaskakiwać.
    Muszę chyba iść na odwyk.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 21.08.02, 09:57
    ... ano, pokutrze się przekonamy wszyscy. Dobra zabawa (o 19 w Stereo) murowana.
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aard 21.08.02, 10:09
    Przewaga WS nad innnymi wątkami polega między innymi na tym, że można na nim
    napisać o WSZYSTKIM i ZAWSZE będzie to na temat. Dlatego ja dziś postanowiłem
    napisać o sucharkach ziołowych.
    Leżą przede mną dwa. Jeden nadgryziony. Przed chwilą powiedział mi, żebym się
    częstował, więc nie omieszkałem. Ciekaw jestem, czy w leżąc pogryziony moim
    żołądku nadal będzie posiadał zdolność mowy. Wtedy zostałbym brzuchomówcą.
    Drugi przygląda się tamtemu z zazdrością. Skąd wiem, ze z zazdrością? Bo zżółkł
    cały od zjełczałego masła, którym go posmarowałem. Powiedział też coś w
    stylu "ja też chcę", ale nie jestem pewien, bo przez to masło słabo go słychać.
    Chyba jest zaklajstrowany. Inna sprawa, że właśnie go napocząłem. Ale się będą
    mi w brzuchu kłócić!
    Że też nawet w sucharkowym społeczeństwie musi być tyle antagonizmów...
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aard 21.08.02, 13:29
    Nie uważacie, że ten tekst Lady Pank to czysty surreal?

    "Marchewkowe pole rośnie wokól mnie
    W marchewkowym polu jak warzywo tkwię
    Głową na dół, zakopany niczym struś
    Chcesz mnie spotkać, głowę obok w ziemię wpuść.
    Wszystko się może zdarzyć...

    Marchewkowe o ogrodzie miewam sny
    W marchewkowym stanie jest najlepiej mi
    Rosnę sobie - dołem głowa górą nać
    Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
    Wszystko się może zdarzyć..."

    Niech sobie jajogłowi gadają, że to była satyra na system i w ogóle... My,
    surrealiści, wiemy lepiej!!
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aric 21.08.02, 15:06
    A czy ty aby nie znów w schizofreni?
    Bo mnie cos zaczyna nosić po scianach.
    Dwa pająki z noszami.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 21.08.02, 16:25
    i trzeci malutki, ale za to z dużą ostrogą na nosie. I kawałkiem sera w
    dziobie. Że co? Że pająki nie mają dziobów? Przyprawić!
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • bieski_toperz 21.08.02, 13:40
    Jaki wątek! Myślałam, że będzie coś o sztuce surrealistycznej, ale to wygląda
    na jakieś wygłupy. Cały jest w tym stylu jak pierwsze kilka wpisów?

    Może to nawet fajne, ale ZA DUŻO!
    --
    bieski toperz
    lub jakkolwiek inaczej, byleby ładnie :)
  • p8 21.08.02, 15:09
    bieski_toperz napisała:

    > Jaki wątek! Myślałam, że będzie coś o sztuce surrealistycznej, ale to
    wygląda
    > na jakieś wygłupy. Cały jest w tym stylu jak pierwsze kilka wpisów?
    >
    > Może to nawet fajne, ale ZA DUŻO!

    Hodowla truskawek w północnej Mongolii nie opłaca się ponieważ holenderskie
    krowy robią za dużo hałasu podczas przelotów nad podwodnym lotniskiem
    umiejscowionym w samym środku Sahary Syberyjskiej:)

    Nigdy nie jest na tyle za Dużoa aby nie chcieć więcej...

    --
    Bozia - OUTSIDER
    *** szli na zachód osadnicy szlakiem wielkiej niedźwiedzicy ***
  • aric 21.08.02, 15:18
    to szatan. Upolował 666. Brawa się należą.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • aard 21.08.02, 15:27
    A ja nie skojarzyłem, jak było 665 :-((
    Ale Cieszmy się, żo to skłoniło Bozię do powrotu
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • p8 21.08.02, 15:43
    hihihihihihihihihihihihihihihihihi

    to miał być szatański chichot:)

    --
    Bozia - OUTSIDER
    *** szli na zachód osadnicy szlakiem wielkiej niedźwiedzicy ***
  • aard 21.08.02, 15:22
    Boziu Wyrwiqflu witaj ponownie u nas :-))
    Przyjdziesz w czwartek?
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • p8 21.08.02, 15:56
    A cóż we czwartek się dzieje???

    --
    Bozia - OUTSIDER
    *** szli na zachód osadnicy szlakiem wielkiej niedźwiedzicy ***
  • aard 22.08.02, 09:02
    Wieki Zlot Surrealistów (zobacz post o tym tytule powyżej)
    Stereo krogs o 19, dziś. Zresztą masz wiadomość na poczcie Gazety.
    Pozdro,
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • eyemakk 21.08.02, 15:29
    Tak, my surrealisci jestesmy zachłanni na ilość. Lubimy wino, kobiety i śpiew.
    Efekty uboczne to ból części ciała odpowiedzialnych za nadużycie w/w. Czyli
    praktycznie wszystkich, bo każda z tych używek nadużywa przynajmniej dwu
    części. A największy wpływ na długość ciąży u motyla Paź Królowej ma oczywiście
    królowa. Brytyjska.
    --
    Myśląc o śmierci pomyśl o więzieniu. Właśnie wtedy z niego wyjdziesz...
  • yavorius 21.08.02, 17:33
    Niedzieeeela 11:300000 :)


    Czwartek? Nie wiem.
    --
    Myśląc o śmierci myślcie o końcu. To JEST koniec...
  • yavorius 21.08.02, 20:42
    ROZDZIAŁ TRZECI

    Grubas czekał na Jowitę pod jej domem. Od godziny zapuszczał wąsy dla niej i
    chciał się jej nimi pochwalić. W końcu przyszła.
    - Co robisz? - spytała.
    - Nie wiem - odpowiedział Grubas - Dlafego fani od statyftyki traktuje naf
    jak debili? - próbował zmienić temat.
    Jowita poczuła, że musi skoczyć na piwo: skoczyła więc na Grubasa. Ten
    strasznie się ucieszył z tego powodu. Wzdychał niemiłosiernie. Aż cały się
    popluł. Struga ciepłej śliny spłynęła na krawężnik, który pod jej wpływem pękł.
    - Osz, ty - syknął Krawężnik i rzucił się na Grubasa odpoczywającego po
    niedawnym wysiłku.
    - Krafensznik chce mnie pobić! - Grubas nie krył rozbawienia - Choleła, nie
    pamiętam, co błałem...
    - Mnie nie brałeś - zza węgła wyszła Baba Ze Sklepu Spożywczego, zaśmiała się
    obleśnie i uciekła.
    - A fuj - powiedział Grubas - Błe.
    Baba zawróciła. Odepchnęła Jowitę, która wpadła do studzienki
    kanalizacyjnej.
    - Coś ty powiedział?! Hę?! - zapytała i strzaskała Grubasa spinaczem do
    mleka, a na głowie przypięła mu spinacz o bardzo szerokich warach.
    - Jestem fięty! - krzyknął Grubas - Kto mnie uratuje?!
    - Ja! - krzyknął Mario Feex i uciekł - Widzisz! Ja też tak potrafię!
    - Ja! - spod ziemi wyrósł Mlekopij, zdjął z Grubasa spinacz i przypiął go na
    mleko.
    - I co, niezły byłem? - zapytał Feex, który właśnie wrócił.
    - Wypchaj się, głupku - zdenerwował się Mlekopij.
    Mario wziął potężną garść trocin i wsadził je sobie do ust.
    - Juf - powiedział - Wypfałem fę.
    Mlekopij zapomniał, że jeszcze niedawno sam bełkotał.
    - To samospełniające się proroctwo! - wrzasnął - Jesteś Grubasem: bełkoczesz
    jak on - dodał.
    Feex wyjął lusterko i popatrzył na swoje odbicie. Faktycznie, miał trochę
    pucułowate policzki, ale było to konsekwencją wypchania ich trocinami. "Ale
    żeby od razu »grubas«? Chyba, że chodzi o Grubasa Bimbacza - tego, któremu on
    nie pomógł" - myślał gorączkowo Mario - "A teraz stanę się taki sam. To
    straszne!". Postanowił wynagrodzić Bimbaczowi swoją wcześniejszą
    nieuprzejmość - może wtedy przestanie zmieniać się w Grubasa.
    - Przepraszam - powiedział, wypluwając trociny i zbliżając się do Bimbacza -
    Chciałem ci się tylko zrewanżować za to, że nie pomogłeś mi, gdy rzuciła się
    na mnie Jowita. Zostaniemy przyjaciółmi? Pójdziemy na kawę?
    - O! - wtrącił się Mlekopij - Dla mnie z mlekiem! Właściwie... - zamyślił
    się - ...właściwie może być samo mleko.
    - Samo mleko! - Grubas i Mario wybuchnęli ironicznym śmiechem. Grubas śmiał
    się tak bardzo, że wybuchł naprawdę. Feex tylko na to czekał.
    - Cała kawa dla mnie! - krzyknął, w podskokach kierując się w stronę kawiarni.
    Mlekopij został sam.
    - Cóż - zamruczał - Łaski mi nie robicie - odpiął mleko i napił się.


    ROZDZIAŁ CZWARTY

    Po nocy spędzonej w kanałach Jowita uznała, iż należy jej się trochę
    odpoczynku. Następnego dnia zwiała z zajęć i udała się nad jezioro wraz z
    swoim chłopakiem z Gostynina.
    Gdy już leżała ubrana tylko w czarną, półprzezroczystą bluzkę i takie same
    legginsy (obok siedział jej chłopak) zjawił się Feex. Jowita, zawstydzona,
    postanowiła się wykąpać. Przetoczyła się więc (dosłownie!) w stronę jeziora i
    weszła doń.
    Płynęło się jej bardzo przyjemnie. Nagle jednak zauważyła coś dziwnego:
    - Dlaczego woda w cieniu jest cieplejsza niż nasłoneczniona? - zapytała sama
    siebie, czując narastającą falę strachu - Tu się dzieje coś dziwnego! -
    pomyślała, zawracając do brzegu - Aligator! Tu na pewno jest gdzieś aligator! -
    myślała Jowita płynąc szybko w kierunku lądu.
    Po chwili wszyscy w trójkę byli jakieś 20 metrów od brzegu, w pobliskiej
    szopie (a raczej jej szczątkach), stojącej już nie na plaży, lecz wśród drzew.
    Wokół drzew leżało mnóstwo ubrań.
    - To jasne - stwierdził Feex - ludzi zjadł aligator, a ich pozostawione na
    plaży ubranie przypływ przygnał aż tutaj.
    Nagle Jowita zauważyła coś osobliwego. Na ścianie szopy zobaczyła bowiem
    rysunek dziwnej, jakby nieludzkiej twarzy, a pod nim podpis: "PORWAŁ NAS
    NIEBIESKI CZŁOWIEK".
    - A więc to tak! - pomyślała Jowita - to nie aligatory! To UFO!
    Nie wiedzieć czemu, szopa była teraz wykutym w skale tunelem. Jowita i jej
    chłopak uciekali z niego, trzymając się za ręce. Feex stał już przed wejściem.
    Nagle rzucił dynamit wprost pod nogi Jowity. To skłoniło ją do szybszego
    biegu. Jednak okazało się że dynamit ma opóźniony zapłon.
    - Taki jeden może zabić dziewięćdziesięciu ludzi - pochwalił możliwości
    dynamitu Mario Feex.
    Uciekali zbiegając z zalesionego wzgórza. Wiedzieli, że ktoś lub coś ich
    śledzi. Mario co chwilę pozostawiał czerwony, gruby dynamit. Jeden z nich
    zaplątał się w krzaki przy próbie zrzucenia go w dolinę. Trzeba go było
    (zapalonego) wyjąć i rzucić ponownie. Najdziwniejsze jednak zdarzyło się
    chwilę potem. Wszyscy troje zauważyli, że dynamity uprzednio pozostawione
    staczają się w ich stronę, jakby ktoś je pchnął.
    - Trzeba uciekać po płaskim terenie, by dynamity nie mogły się za nami
    turlać! - powiedziała Jowita.
    Właśnie dobiegli do krańca pagórka zakończonego niewysokim, kilkumetrowym
    urwiskiem. W dole płynął górski potok.
    - Skaczemy! - krzyknął Feex i skoczył. Jej chłopak gdzieś uciekł.
    - A ja? - spytała przerażona Jowita.
    - Napnę mięśnie i skoczysz na mnie - odpowiedział Mario - Skacz, szybko!
    Jowita skoczyła. Niestety, źle obliczyła trajektorię lotu i zamiast na
    brzuch Feexa, spadła na jego genitalia. Mario wrzasnął z bólu i na chwilę
    zemdlał. W tej samej chwili na pagórku eksplodowały goniące ich dynamity. Na
    szczęście oni byli już kilka metrów niżej. Rozległ się olbrzymi huk. Siwy dym
    spowił okolicę. Jowita napiła się trochę wody z górskiego potoku i ruszyli
    dalej. Szli przez ciemny, zamglony las. Jowicie przypomniał się ostatni
    oglądany przez nią odcinek "Z Archiwum X", w którym Fox Mulder i Dana Scully
    zajmowali się sprawą osobnika, który potrafił zmieniać twarze jak rękawiczki
    (lub jak Jowita chłopaków). Po dwóch godzinach wędrówki znaleźli się nagle na
    dworcu kolejowym, który Jowicie wydawał się dziwnie znajomy. Godzinę później
    Jowita wpadła na to, że to dworzec Łódź-Kaliska, a ponieważ miała już dość
    Feexa (który właśnie się odlewał), postanowiła mu uciec. Na peronie trzecim
    stał pociąg do Gdyni. Tylko kibel Warsu jechał do Częstochowy przez Bydgoszcz,
    o czym informowała tablica umieszczona naprzeciwko tegoż kibla. Jowita wsiadła
    do wagonu, znalazła kibel. Tam się schroniła i postanowiła czekać, dopóki nie
    zdarzy się coś przyjemniejszego.

    * * *

    Gdy się obudziła, zauważyła, że usnęła. W kiblu panował okropny zaduch, więc
    Jowita szybko otworzyła okno. Pociąg stał na stacji w Bydgoszczy. Wsiadających
    nie było. Za to z peronowych głośników słychać było tekst (mówiony przez
    dziewczynę o bardzo namiętnym głosie) następującej treści: "Wojewódzka
    hipermetropolia, nasza cudowna, kochana, przepiękna BYDGOSZCZ, wita ubikację
    Warsu, jadącego do Czecze... nie.. chwilę... jak się to cholera... aha... do
    Częstochowy - miasta, które już wojewódzkie nie będzie! (słychać gromkie brawa
    i okrzyki radości.) Ubikacja zostanie poddana dezynfekcji, renowacji i
    deratyzacji. Sponsorami akcji są miasta Bydgoszcz oraz Gdynia, która nigdy nie
    była stolicą województwa, a która jakoś wcale tego nie żałuje."
    Jowita zamknęła okno. W tej samej chwili do kibla wtargnęło dwóch mężczyzn:
    - Patrz, szczur! - krzyknął jeden pokazując palcem na Jowitę.
    - Taki duży?! - spytał drugi z niedowierzaniem.
    - Pewnie mutant po Czarnobylu! - wyjaśnił pierwszy wyjmując trutkę z torby.
    - Wcale nie jestem... - próbowała protestować Jowita.
    - Nie pyskuj! - powiedział drugi - Żryj!
    - Ale ja naprawdę nie... - Jowita rozpaczliwie się broniła, zaciskając zęby
    jak najmocniej.
    - Żryj, mówię! - drugi z mężczyzn rozwarł usta Jowity i wcisnął jej w usta
    trutkę.
    Jowita połknęła trutkę. Po chwili zemdlała. Naprzemian traciła przytomność i
    odzyskiwa
  • p8 21.08.02, 21:47
    Dwóch pseudokibiców z Bytomia w wieku 72 i 83 lat, którzy uczestniczyli w
    sobotniej bójce na białostockim dworcu lotniczym, zostało tymczasowo
    aresztowanych - poinformował zespół prasowy szczecińskiej policji. Postawiono
    im zarzut czynnej napaści na konduktorów z użyciem niebezpiecznego narzędzia,
    za co grozi kara 10 lat do nawet 35 lat pozbawienia wolności. Do wydarzeń
    doszło w sobotę nad ranem. Grupa sympatyków Polonii Elbląg zaatakowała na
    lotnisku samolot relacji Białystok - Grajewo wiozący z Poznania, po meczu z
    Jagiellonią, kibiców Arkonii Szczecin. W ruch poszły kosmetyczki, szminki do
    ust i wibratory. W wyniku bójki zdemolowany został Jumbo Jet 647, wypito
    kilkadziesiąt butelek mocnego piwa marki Karmi. Żołnierze norwescy zatrzymali
    od razu czterech najbardziej agresywnych rwących się do całowania -
    chuliganów. Piąty "prowodyr" został zatrzymany w sobotę po południu w kiblu na
    stacji kolejowej w Ustrzykach.



    (jest to przedruk z forum innego:))


    --
    Bozia - OUTSIDER
    *** szli na zachód osadnicy szlakiem wielkiej niedźwiedzicy ***
  • cruach 22.08.02, 09:15
    POWRÓP OWSIK NOGI MARNIE STRAWNEJ (Z URLOPA)

    Co z Bąbelkiem? Dalej, przecież wiem, gdzie się ukrywasz. Nurzyłeś się w tokaju zmierzchu, z wysokości
    krzesła elektrycznego przekleństwie; puściłeś perfumerią coiti interrupti, spłynąłeś w dół rzeki, z której się
    nie wraca, zaśmiałeś między kooparatywą nastolatków na tyłkach kina, gdy gaśnie światło, zagrałeś na
    perkatym nosie marzeniom pod dyktando rzeczywistości, z uwagą wysłuchałeś ciemności kwitnących
    epoka po epoce.
    Lord znalazł Bąbelka. Skulony w sercu, starczyło połechtać go piórkiem imaginacji, by natychmiast napiął
    cięciwę grzechu. Leci strzała. Kontynent bez granic. Mowa bez słów. Lord bez wstydu i zahamowań.
    Kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
    kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham mojego Bąbelka. Bąbelek
    bywa smutny. Mówi że. Połowa miłości to żadna miłość. Komu dana mądrość, niechaj zrachuje liczbę
    smutku.
  • aric 22.08.02, 09:26
    Widzę, że forma dopisuje. Ja niestety ostatnio bez formy. Życie we mgle
    powoduje tylko urojenia.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 22.08.02, 09:49
    Dusza za mgłą, cała nie stwierdzono.
    aA
    Rd
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 22.08.02, 09:45
    Nie obraź się, że zacytuję twoje go maila, za bardzo mi się podoba.

    "Ponieważ cruachstwo moje nie jest z tego Łodzia, z żalem, którego nic, poza
    siwuchą wysokooktanową, nie
    utuli, zostawiam Was samym sobie, czyli pod dobrą opieką. Bawcie się dobrze,
    wspomnijcie choć raz -- a ja
    będę z Wami spiritem (wyżej mienionej siwuchy).
    Surre o muerte!
    Cruach"

    aA
    Rd
  • aard 22.08.02, 09:58
    Dla mnie bomba:

    Nowa „Baśka”

    Aśka miała fajną rzecz
    Ala nos, a Gośka rzeczy obie
    Ola odkurzała cudnie
    Ale miała wstążki na głowie
    Z Kryśką można było radia kraść
    I w trabancie chciała przeżyć
    Ze mną swój pierwszy raz
    Majka – pstro, Ulka też
    I na nogach miała sierść
    A Aneta była jak zwierz

    Piękne jak traktor
    Z ogromnymi światłami
    Jak słonie na niebie
    Jak sernik z muchami

    Ewelina w Lądku Zdrój
    Z Baśką wszystko zdawało się słodkie
    Karolina zimna jak lód,
    Więc na noc umówiłem się z Włodkiem
    I Markowi wszystko mógłbym dać
    – jak Tomkowi,
    Ale oni wolą pod klatką stać
    Ciotka Wanda – jeden pies
    Obojętne już mi jest
    Stryj Mieczysław może być też.

    Piękni jak traktor
    Pod Skierniewicami
    Jak portki na chłopie
    Jak śledź z rodzynkami.

    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • bieski_toperz 22.08.02, 15:07
    kto lubi Rammsteina? Właśnie ściągnąłem piosenkę, której nigdy wcześniej nie
    słyszałem, a myślałem, że mam już całą dyskografię na mp3. Życie płata czasem
    lepsze figle niż surreal.

    --
    bieski toperz
    lub jakkolwiek inaczej, byleby ładnie :)
  • bieski_toperz 22.08.02, 15:20
    To fajny ten wątek - zaczęłam trochę czytać i nawet mi się podoba. Może
    spróbuję przeczytać całość? Żeby tylko tak wolno nie chodziło...
    Pozdrowionka dla wszystkich surrealistów.
    --
    bieski toperz
    lub jakkolwiek inaczej, byleby ładnie :)
  • aard 22.08.02, 15:51
    Cieszę się bardzo widząc Cię tutaj. Czytaj i pisz surrealowo. Wiem, na początku
    nie jest łątwo przymusić się do pisania takich głupot, ale spróbuj ;-)))

    Pozdrawiam.
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.

    PS. A tak w ogóle to czemu piszesz w rodzaju męskim o tym Rammsteinie? Czy Ty
    czegoś nie kręcisz?
    aA
    Rd Rednacz surrealowy
  • yavorius 23.08.02, 02:49
    Dyletant, zupa, wiatrak, światło. Pytań więcej nie mam, chyba że jednakoż.
    Zapraszam na wątek mój i Eyemakka:

    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=524&w=2764504
    Lecz tylko dlaczego owszem, nie za bardzo?
    --
    Poczynajmy w imię Światacze.
  • cruach 23.08.02, 09:31
    HEUTE GEFÄLLT MIR RAMMSTEIN, UND MORGEN DIE GANZE WELT

    A jak ma pisać o Rammsteinie? Przecież Gertrud (Ramm) Stein był mężczyzną. Może nie?! To może i Curie
    Skłodowska
    była kobietą? O, niedouki małej wiary! Majta i czytajta:

    STEIN Ramm Gertrud (ur. 1874), głośno rykański powieściopisarz, powieścią paser i (p)ese(m)ista. Wykształty
    (101-45-69, biceps 55, łydka 99) odebrał się w USAma College, gdzie twardy, jak Roman Bratny, taki był, że zyskał
    przy (z ogródkiem) domek Stein, z teutońskiego Kamol, a na tym kamolu zbudował sławę swą nieśmiertelną (póki my
    zyjemy). Studiował echologię; rozpoczął też nauki w oddziale (sanitariuszko-medycznym) Johna Hopkinsa.
    W 1903 przeniósł się do Paryża, gdzie do 1912 mieszkał z bratem Leo, krytykiem sztuki. Wzbudziło to, i cóż że w
    liberalnym światopoglądowo Paryżu, moralny niepokój. (Że z bratem, to jeszcze ujdzie, ale krytykować sztukę?!!)
    ***
    W domu przy rue Defleur Stein, zafascynowany arriergardą malarską, zwłaszcza kubazmem, przyjmował chętnie P.
    Pickassa, doznając nierzadko wielokrotnego kubazmu właśnie. Z pisarek E. Hemingway, E. Pound, T. S. Eliot, F.S.
    Fitzgerald i inne (przyjmował (ale bez przesady (dla zasady))).
    ***
    Napisał teksty na ponad 40 płyt, w których eksperymentował nad poszerzeniem możliwości języka niemieckiego
    (aby
    Polak nie gęś też mógł verstehen, dlaczego nie verstehen, my wszystko verstehen). Ponieważ zespół Rammstein nie
    nagrał jeszcze 40 płyt, (prawie) wszystko, że tak zabełkocę, bevor uns.
    ***
    Stein stosował zasadę �ciągłej teraźniejszości� (unikanie wybiegania w przyszłość poprzez cofanie się w
    przeszłość
    przy zadanym continuum wielowymiarowym odwzorowanym ponadczasowo) -- niestety, niezrozumianą.
    Wykorzystywał technikę filmową, polegającą na rytmicznych powtórzeniach teledysków w MTV w miejsce popisów
    (słynne zdanie "Ache zu Asche und Staub zu Staub und Arsche im Tasche wo ist was Urlaub und Staub und Taub�),
    zerwał z międzynarodowym spiskiem interpunkcji ("punkcnijcie się w głowę"), nie unikał niedorzeczowników i
    wymiotników, wyprowadzając za to (na ulice) wielkie ilości czasowników, co służyć miało podkreśleniu ruchu, pod
    wpływem rozproszenia uwagi praktykował pisanie automatyczne (funkcja dostępna w MS Word 9.0).
    ***
    Swoje teorie literackie i rozważania o istocie twórczości zawarł w kilku kilko gramach esejów, m.in. Kompoty jako
    wyjaśnienie (1926), Jak pasać (1931), Surrnarracja (1935) oraz w traktatach na temat tożsamości człowieka:
    Geograficzna historia dowodu osobistego (1936) i PESEL w Ameryce (1947).
    ***
    Do najważniejszych utworów byle tristycznych w dorobku Steina należą: pierwsza autobiograficzna powieść
    Q.E.D.
    (Quod Erat Demolandum, 1903), Dwója. Gertrud Stein i brat, proszę rodziców do szkoły (1951), �portrety� literackie
    Pickasso (1939) i Trzy przeżywioły (1909), pisane 10 lat dzieło Jak powstawać z amerykanki (1925), Autobiografia
    ABC (Alicji B. Coklas, 1933), Autobiografia każdego znasz (1937), hermityczne powieści z zagranicza gatrunku
    Lucy Fair serdecznie (1930), Idła. Powieścidła (1941), Po wieś po dzień knowań (1958) i (w)inne.
    ***
    W dziejach literatury Stein zapisał się jako muzyk. Także jako mużyk. Ale także osobowość, która odegrała (w
    zespole Rammstein) niepoślednią rolę w wychowie młodych fanów �straconego słuchu pokolenia� (określenie jego
    autorstwa). Ostatnie słowa wypowiadane tuż przez koncertem pisarz kieruje do menedżera, brzmi ono: �Jakie to
    miasto?�, a wobec braku reakcji dorzuca: �Jakie nagłośnienie?�

    Hasło opracowano na podstawie wpisu: wiem.onet.pl/wiem/001943.html
  • dwoch_mezczyzn 23.08.02, 11:34
    Jak miło. Witaj.
    Wściekłokrystaliczne kompasy nie sprawdzają się pod wodą, bo kryształ się
    uspokaja. Nie wiedzieć czemu, wszak to zależy tylko od ilości mleka na metr
    sześcienny. Przynajmniej tak mówią w Kathmandu.
    Pozdrawiamy.
    --
    Dwóch Mężczyzn (przez duże M)
    ++++++++++++++

    Alkohol, alpaga, alpinista... "dwóch mężczyzn wyspecjalizowanych we wspinaczce
    po górach..."
  • aard 23.08.02, 08:54
    Wczoraj się odbył. Wielkim Zlotem był. Obecność (obowiązkowa) była następująca:
    starszy surrealowy Aric i starszy surrealowy Aard.
    Stroje: ss Aric: czarne dżinsy (chyba), czarny podkoszulek z krótkim rękawem,
    ciemna koszula w kratę (rozpięta i wypuszczona na spodnie). ss Aard: zielone
    obcisłe szorty nad kolana, zielony podkoszulek z krótkim rękawem i
    reklamą "Lecha", granatowy krawat w myszki Minnie, biała czapka z czerwonym
    daszkiem i napisem "Detroit Red Wings".
    Przebieg spotkania: powitanie - rozpoznanie i przedstawienie się
    słowami "korniszony demolujące korę hiacyntów drzewiastych mają fatalny wpływ
    na stan światowej mikroekenomii"; zamówienie piwa i drinka; picia, palenie,
    gadanie i oczekiwanie na resztę; znudzenie oczekiwaniem (ok. 20) i zmiana
    lokalu na tańszy (tj. pasaż Schillera); picie, palenie i gadanie; zakończenie
    spotkania ok. 21.20.
    Efekty: zadzierzgnięcie, zacieśnienie, zbliżenie, wzajemne zrozumienie i
    sympatia, rozczarowanie pozostałymi "git" surrealowcami. Brak kaca.

    Surrelację sproqrował
    --
    aA
    Rd

    Poczynajmy w imię Światacze.
  • aric 23.08.02, 09:42
    Spodnie były jasnoniebieskie. Koszula rozpieta i nie wpuszczona w spodnie.
    Ale faktem jest, że zaobserwonano małą frekwencję.:)
    Ja kaca trochę mam, bo po drodze do domu napotkałem przeszkody w postaci
    znajomych i nie udało mi sie ich ominąć.:)
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • yavorius 23.08.02, 14:12
    Dobrze!!! O to chodzi! To teraz aard przychodzi w niedzielę na trening!
    --
    Poczynajmy w imię Światacze.
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 26.08.02, 12:51
    Szczerze chciałbym przyjść w niedzielę i myślę, że jest spora szansa, bo na
    weekend (wyjątkowo) nie wyjeżdżam. Postaram się zatem.
    Pozdro,
    aA
    Rd
  • zamek 23.08.02, 15:43
    aard napisał:


    > gadanie i oczekiwanie na resztę; znudzenie oczekiwaniem
    (ok. 20) i zmiana
    > lokalu na tańszy (tj. pasaż Schillera);
    I teraz rozumiem, dlaczego o 20.45 w Krogs byliście już w
    takim surrealu, że Was wcale nie było widać i po
    pobieżnej lustracji (1 barman, 1 barmanka, 3 nieciekawych
    gości przy bilardzie) zakończyłem jednoosobowy wicezlot
    surrealistów i poszedłem doma.
    Pozdrawiam
    --
    Ostatni gasi światło
  • aric 23.08.02, 15:54
    Oj przepraszamy kurde. Ale nie przypuszczaliśmy, że ktoś jeszcze dotrze.:(
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • zamek 23.08.02, 16:33
    aric napisał:

    > Oj przepraszamy kurde. Ale nie przypuszczaliśmy, że
    ktoś jeszcze dotrze.:(
    Kurde nie szkodzi :)
    --
    Ostatni gasi światło
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 26.08.02, 13:00
    Aqrat. A jak bym napisał, że wyszliśmy ze Stereo o 21 to Ty byś tam było o wpół
    do dziesiątej ;-)))
    Dowody, Zamq, do wody!
    aA
    Rd
  • dwoch_mezczyzn 23.08.02, 11:24
    Znacie piosenkę "Money"? Właśnie jej słucham. Wypassus.

    Acha, kantabryjskie rododendrony są łatwiejsze w hodowli niż kolibry znad morza
    martwego. Nie tylko dlatego, że trzeba je ożywić. największy problem jest w
    glebie - trzeba ją zaliczyć. Dle rododendrona to żaden problem, ale spóbuj
    namówić do tego kolibra...
    No i te grzybki! koliber nie ruszy...
    --
    Dwóch Mężczyzn (przez duże M)
    ++++++++++++++

    Alkohol, alpaga, alpinista... "dwóch mężczyzn wyspecjalizowanych we wspinaczce
    po górach..."
  • Gość: aard IP: 195.117.14.* 23.08.02, 12:54
    up!

    kto ustrzeli 700?
    aA
    Rd
  • aric 23.08.02, 13:05
    Ja jako strzelec wyborowy pewnie nie. Bo zemnie także wyborna ciapa budyniowa.
    Mam takową myśl przewodnią. Strzelmy sobie po 750 to będzie miło i zaśniemy
    snem pieknym. Coś ja dzisiaj formy nie mam. Gdzieś zgubiłem, pewnie w
    piaskownicy jak babki z piasku lepiłem.
    --
    pzdr
    aric
    Jutro bedzie dzień.
    Jak co dzień.
    Dzień Świataka.
  • yavorius 23.08.02, 14:30
    Ja ustrzelę.
    --
    Poczynajmy w imię Światacze.
  • yavorius 23.08.02, 14:32
    Heh. Ustrzelenie jest proste
    --
    Poczynajmy w imię Światacze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.