Dodaj do ulubionych

Augustyn o bonie oświatowym (radnym i nie tylko).

07.06.07, 18:17
Bon edukacyjny

Uwaga pierwsza (ogólna, ale potrzebna):
Jeżeli chcemy wprowadzać elementy zasad wolnorynkowych do tego, co było
dotychczas domeną działania państwa (finansowaną przez jego budżet) i ma nią
nadal pozostać (choć na zmienionych-zliberalizowanych zasadach), to musimy
pamiętać o tym,że taki państwowo-prywatny „związek”, przejmuje często tylko z
pozoru kształt wolnorynkowej działalności. W rzeczywistości zaś staje się
hybrydą, która pochłania jeszcze więcej pieniędzy podatników i nie daje
zmiany jakości usług (na lepsze); pozwala jednocześnie uprzywilejowanej
(przez prawo bądź układ) grupie, na bezpodstawne bogacenie się kosztem
nabitych w butelkę podatników. Można taki układ nazwać kapitalizmem
państwowym albo licencjonowanym. Przyczyną patologii jest złudzenie, że
hybryda podporządkuje się prawom wolnego rynku, np.: prawu podaży i popytu.
Nic bardziej błędnego. Popyt na usługi jest bowiem zawsze ograniczony
możliwością zapłacenia za nie (między innymi). O ile w przypadku działalności
ściśle prywatnej (biznesowej), właściciel przedsiębiorstwa może określić
tylko w przybliżeniu możliwy popyt na oferowany przez siebie produkt (wie, że
ryzykuje), o tyle popyt na usługi opłacane przez państwo jest z góry wiadomy!
Jego poziom wyznaczają bowiem, konkretne środki przeznaczone na ten właśnie
cel z budżetu państwa. Hybryda często udaje (czasem nawet w to wierzy), że
popyt można zaspokajać w nieskończoność.
Na wolnym rynku właściciel reaguje tak szybko jak może na bodźce
(informacje), które z rynku pochodzą (zmienia cenę, kontroluje koszty, szuka
innowacji i nowych możliwości sprzedaży itd.). Sam przy tym ryzykuje, że jego
decyzje mogą być nietrafne.W razie potrzeby, posiadając odpowiednie
zabezpieczenie, może sięgnąć po kredyt. Hybryda takich możliwości nie posiada.
Liberalizacja np. usług medycznych, z góry zakładała limitowanie usług
(ograniczonych budżetem Kas Chorych/Narodowego Funduszu Zdrowia) przez
urzędników, a nie wolny rynek. Doprowadzało to rokrocznie do awantury o
przyznanie: „odpowiednio wysokich” limitów, po „odpowiednio wysokiej” cenie.
Kiedy limity były rozdysponowane, usługodawcy próbowali zmuszać płacących
(Kasy Chorych/Narodowy Fundusz Zdrowia)do szukania pieniędzy na większą ilość
proponowanych usług. Albo się udawało,albo usługodawcy sięgali po kredyt
(zadłużali się) bez pytania o zgodę usługobiorców, którzy ów kredyt mieli
spłacać!
Można to porównać do sytuacji, kiedy to sprzedano nam parę butów i po
usilnych namowach do kupna następnej i naszej odmowie wynikającej z braku
pieniędzy (a może potrzeby), wciska się nam na siłę kolejną parę butów,
uprzednio bez naszej wiedzy korzystając z debetu na naszym koncie bankowym!
Kontrola płatnika składki ubezpieczeniowej nad jej wydatkowaniem była bowiem
i jest żadna (rynek raczej „niewolny”). Sposoby na ustalenie ceny usługi
pozostały tajemnicą urzędników. Kontrola ilości usług nie istniała (szpitale
trzymały pacjentów dłużej niż wymagało tego leczenie; kierowano na badania
nie zawsze potrzebne; konkurencja ograniczyła się właściwie do wyboru
lekarza, ale nie doprowadziła do obniżenia ceny itd.).
Można dzisiaj zaryzykować twierdzenie, że łatwiej zarządzać
przedsiębiorstwem państwowym (socjalistycznym) niż hybrydą w rodzaju polskiej
służby zdrowia. Państwowy szpital dostaje jakieś pieniądze na prowadzenie
swojej działalności (roczny budżet); płaci lekarzom, pielęgniarkom itd. stałą
pensję i wykonuje tyle usług i takiej jakości ile/jak uda się uzyskać w takim
właśnie systemie (czyli jak to w socjalizmie: siermiężnie,ale
przewidywalnie).
Wniosek: z kapitalizmem państwowym należy obchodzić się ostrożnie (dobrymi
chęciami piekło wybrukowane jest).

Uwaga druga (czyli jak Żelazna Dama odpuściła sobie bon):
Warto się uczyć od tych, którzy już próbowali liberalizować sferę
budżetową. Dobrym przykładem jest działalność M. Thatcher, która choć chciała
wprowadzić bon edukacyjny (miała na to 11 lat!), nie zrobiła tego m.in. z
uwagi na komplikacje związane z publiczno-prywatnymi hybrydami (kapitalizmem
państwowym).
Thatcher wyszła z założenia, że najważniejszym celem zmian w systemie
edukacji Zjednoczonego Królestwa jest jakość usług świadczonych przez szkoły
i uniwersytety. Dodała do tego możliwość, jaką mieli dostać rodzice
kształtujący program szkoły i oceniający jej jakość (tu pojawia się właśnie
pomysł z bonem i szkołą dotowaną).
Należy podkreślić, że Thatcher nie była zwolenniczką zrzucenia przez państwo
odpowiedzialności za kształcenie obywateli (współodpowiedzialności): „Szkoły
bezpośrednio dotowane i szkoły średnie o wysokim poziomie oferowały ludziom
takim jak ja, [czyli zdolnym, ale biednym przyp. M.A.] możliwość otrzymania
równych szans z młodzieżą pochodzącą z bogatych domów”.
Zmiany proponowane przez Thatcher, miały więc kierować brytyjskie
szkolnictwo na drogę pośrednią między szkolnictwo państwowe i
prywatne. Jakie były szczegółowe rozwiązania, które miały prowadzić do
założonych celów? Zacytujmy:
„Musi powstać stały, obowiązujący wszystkie dzieci program nauczania
podstawowego. Państwo musi być zainteresowane tym, czego uczą się dzieci, to
przecież przyszli obywatele i mamy wobec nich pewne zobowiązania. Należy
opracować testy, według których będzie się oceniać wiedzę uczniów. Wszystkie
szkoły powinny posiadać większą autonomię finansową. Trzeba wprowadzić nowy
system finansowania w przeliczeniu na ucznia, który wraz z „otwartą
rekrutacją” miał oznaczać, że cieszące się uznaniem, popularne szkoły zostaną
nagrodzone finansowo i będą mogły się rozrastać. Wychowawcy muszą otrzymywać
większe uprawnienia. Wreszcie trzeba przyznać szkołom prawo do ubiegania się
o tak zwany przez nas wówczas status dotacji bezpośredniej,
to znaczy, że mogłyby one w rezultacie, stać się „niezależnymi szkołami
państwowymi”, poza kompetencjami lokalnych władz oświatowych”. I dalej:
„Keith Joseph i ja myśleliśmy o tym, by wręczyć rodzicom tzw. bon edukacyjny
na określoną sumę pieniędzy, aby, znając potrzeby swoich dzieci, mogli szukać
najlepszej szkoły w sektorze prywatnym bądź państwowym. Suma przeznaczonych
na ten cel pieniędzy mogłaby zależeć od stopnia zamożności rodziców (...).
Zgodziłam się jednak, że nie możemy wprowadzić powszechnego programu opartego
na bonach. Udało nam się poprzez reformę oświaty zrealizować cel, jakim było
zaoferowanie rodzicom wyboru szkół oraz zróżnicowanie szkolnictwa w ogóle.
Poprzez Program Wspierania Szkół oraz prawo wyboru, przyznane rodzicom w
naszej Karcie Rodzica z 1980 roku, zmierzaliśmy w tym kierunku, nie używając
słowa „bon”.
W 1988 roku wprowadziliśmy otwarte zapisy do szkół, to znaczy pozwoliliśmy,
aby popularne szkoły zwiększały maksymalnie liczbę przyjęć. Znacznie
zwiększyło to możliwości wyboru i sprawiło, że samorządy nie mogły narzucać
dobrym szkołom ograniczeń tylko po to, by szkoły niepopularne miały
zapewnioną frekwencję. Zasadniczym elementem w tych reformach było
przydzielenie funduszy na jednego ucznia: pieniądze państwowe były kierowane
do tej szkoły, którą dziecko wybrało. W ten sposób rodzice głosowali na daną
szkołę posyłając do niej dziecko, zaś szkoły zdobywały pieniądze, jeśli
pozyskały uczniów. Gorsze szkoły mogły, więc albo podnieść poziom, albo
przestać istnieć”.
Nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym, żeby zauważyć zbieżność między
kierunkiem polskich przemian w edukacji po 1989 roku i tym, co robiła
Thatcher w latach osiemdziesiątych. Nie przesadzę pisząc, iż osiągnęliśmy już
sporo z tego, co Wielka Brytania zafundowała oświacie za panowania Żelaznej
Damy. Polscy rodzice również mają prawo posłać dzieci do szkoły, która nie
jest ich placówką rejonową. Środki budżetowe również s
Obserwuj wątek
    • michal19755 Augustyn o bonie oświatowym 07.06.07, 18:20
      . Środki budżetowe również są przeliczane na ucznia (pieniądze idą za
      klientem). Niestety władze samorządowe(tak jest w przypadku Łodzi), obawiając
      się społecznych protestów związanych z ewentualnym zamknięciem szkół
      niepopularnych, blokują często dostęp do szkół cieszących się wśród rodziców
      popularnością (wymuszając na szkołach ograniczenia liczebności zespołów
      klasowych). Samorządy prowadzą też często politykę skrajnej niegospodarności
      (w Łodzi ponad 100 milionów trzeba dokładać do subwencji oświatowej!!!), nie
      tylko utrzymując przy życiu szkoły niepopularne kosztem naboru (i rozwoju!!!)
      popularnych,ale psują „rynek edukacyjny” dokładając do tych placówek, które
      mimo wspomnianej pomocy nie potrafią domknąć budżetu w ramach przyznanych im
      środków budżetowych.
      Warto w tym miejscu zaznaczyć dwie różnice (a jednak) między oświatą polską
      i brytyjską. Zasadniczym bowiem problemem w realizacji celu jakim jest
      jakość „usług edukacyjnych”, pozostaje zawsze system zatrudniania tych, którzy
      tę usługę mają świadczyć! W Wielkiej Brytanii jest to system normalny a w
      Polsce patogenny (o czym piszę w innym miejscu). To jest pierwsza różnica.
      Druga to powstanie w W. Brytanii tzw. szkół dotowanych, które stanowią wyłom w
      jednolitym systemie edukacyjnym (państwowym).
      Moim zdaniem powinniśmy sobie bon „odpuścić” i skupić się na „pozbyciu się”
      (przez państwo) tego, co kosztowne a niekonieczne (przedszkola, żłobki,
      placówki kulturalno-oświatowe itd.). Powinniśmy również konsekwentnie pozwalać,
      by rodzice mogli posyłać dzieci do wybranych przez siebie szkół (niepopularne
      padną albo zadbają o podniesienie jakości świadczonych usług).

      Uwaga ostatnia (dlaczego bon należy wywalić do kosza).
      Literatura poświęcona bonowi oświatowemu, a także praktyka związana z próbami
      jego wprowadzenia (władze lokalne w kilku stanach Stanach Zjednoczonych to
      zrobiły), wiodą mnie do wniosków, że problemy „techniczne” związane z takim
      rozwiązaniem zawsze prowadzą do porażki (powstaje hybryda, ze wszystkimi tego
      konsekwencjami). Wystarcza (konsekwentnie wprowadzane w życie) rozwiązanie
      przyjęte w W.Brytanii i Polsce, czyli przeliczanie pieniędzy na ucznia i
      likwidacja przymusu rejonizacji. Jakie problemy techniczne mam na myśli? Oto
      kilka pytań:
      -Na jakie wydatki mają szkole wystarczyć pieniądze, które dostanie za bony?
      -Jeżeli na wszystkie, to, co z elastycznością (budżetu) w ciągu roku (ceny za
      energię mogą wzrosnąć, okno może wypaść, kaloryfer pęknąć itd.; nawet jeżeli
      szkoła założy jakąś rezerwę, co wtedy gdy jej zabraknie?)?
      -Co wtedy, gdy uczeń będzie chciał opuścić szkołę w ciągu roku szkolnego
      (wycofa część pieniędzy za bon?)?
      -Jaką rolę przewidujemy dla samorządów lokalnych (pomagają jak braknie szkolnej
      rezerwy? Jeśli tak, to do jakiej wysokości?)?
      -Co ze szkołami, które zbiorą niewiele pieniędzy z bonów, a będą chciały
      istnieć, nawet z rażącym naruszeniem dobra uczniów (jakieś
      limity, pułapy, minimalne kryteria przy założeniach budżetowych szkoły?)?
      -Co z płacami nauczycieli, pracujących w szkołach, które zbiorą mniej pieniędzy
      (niż ich konkurenci)? Zróżnicowanie płac wymagałoby całkowitej rezygnacji z
      zapisów ustawy i karty poświęconych wynagrodzeniom?
      -Jak zapewnić ten sam standard nauczania (tzn. równy dostęp do wiedzy), jeżeli
      z góry zakładamy mniejsze bądź większe zróżnicowanie wysokości środków,
      przeznaczanych na funkcjonowanie poszczególnych szkół?
      To tylko niektóre z pytań, jakie trzeba zadać fanom bonu oświatowego
        • nefnet Re: Ciekawam, czy ktoś zdołał to przeczytać:) 08.06.07, 21:21
          Nie dałem rady.
          Bonom mówię nie.
          A dlaczego szkoły są tak cholernie brzydkie (na zewnątrz przynajmniej)? Te okna
          niemalowane od 30 lat, ogrodzenia porozkradane, chwasty , odpadająca farba albo
          tynk – ileż tego jest! Czy chodzi o to, żeby dzieci i młodzież nie przywykły do
          estetyki?
          • michal19755 Dlaczego szkoły są brzydkie? 09.06.07, 10:20
            Piszę o tym w tekście o bonie.
            Krótko: państwo płaci za każdego ucznia (pieniądze idą z ministerstwa idą za
            uczniem). Samorząd (Miasto Łódź za pośrednictwem Wydziału Edukacji i w
            porozumieniu z organem rządowym, czyli kuratorium) mając do dyspozycji
            określone środki przysłane z centrali (subwencja oświatowa), organizuje sieć
            szkół. W Łodzi sieć szkół (jest ich za dużo, budynki są drogie w eksploatacji
            itd.) jest tak fatalnie zorganizowana, że subwencji nie wystarcza na
            zaspokojenie podstawowych potrzeb! Miasto musi (i chyba w swym
            sadomasachistycznym tchórzostwie-chce) dokładać do subwencji oświatowej
            (podstawowych potrzeb) ponad 100 melonów rocznie! Drogi internauto-teraz już
            wiesz dlaczego nie wystarcza na elewacje budynków.
            Augustyn
            P.S. Tekst o bonie sobie ściągnij, bo jest niegłupi (myślę, wiem jestem
            nmieskromny, że minister nie wie o bonie tyle, ile wiem ja), a wielu polityków
            znając hasło, będzie Cię na bon nabierać, obiecując rozwiązanie finansowych
            problemów oświaty.
                • michal19755 Drogie: miejskie_narty! 11.06.07, 12:07
                  Nie mam na to czasu.
                  Zrobię to...kiedyś.
                  Tekst o bonie jest częścią mojej pracy zaliczeniowej: Zarządzanie oświatą.
                  Wątek bonu ed. jako lekarstwa na całe zło polskiej oświaty, pojawia się od wielu
                  lat w wypowiedziach polityków/samorządowców (ostatnio Rokita; w jego gabinecie
                  cieni oświata zajmuje się nauczycielko-posłanka Szumilas-no i... mam wrażenie,
                  że niewiele kuma).
                  Bon nie jest lepszy od Kas Chorych, NFZ-tu, niepublicznych ZOZ-ów itd.
                  Napisałem za darmo. Myślę, że to niegłupie jest i może nas uchronić przed
                  trwonieniem publicznego grosza.
                  Augustyn
                  P.S. Może jakiś radny jednak da radę przeczytać?
            • nefnet szkoły są brzydkie 09.06.07, 23:47
              Nie wystarcza na elewacje, na trawniki, na ogrodzenia etc.
              100 melonów to pryszcz wobec kasy przepuszczanej na głupoty.
              Zamiast dać dzieciom warunki do rozwoju to funduje się np. jakieś idiotyczne
              rady. Najładniejsze miejsca w szkole to gabinety dyrektorów.
              Wystarcza na kilkunastotysięczne pensje dla prezesów spółek i innego
              dziadostwa, które zasiada na kilku stołkach jednocześnie i myśli o własnym
              siedzeniu a nie o poprawie życia mieszkańcom miasta.
              Eeeee, do d...
              • graz.ka Re: szkoły są brzydkie 10.06.07, 21:26
                Przeczytałam, miałam nawet zamiar coś napisać...

                Ale jestem pracownikiem szczebla edukacyjnego "niekoniecznego" - zatem na ogół
                mój głos odbierany jest jako ochrona takiego "niekoniecznego" miejsca pracy.

                Na codzień czytuję najlepsze - w mojej ocenie - forum osób zajmujących się
                zawodowo zarządzaniem oświatą - dyrektorów szkół. Czytuję, bowiem jestem
                nauczycielem, więc zdecydowana wiekszość poruszanych problemów bezpośrednio
                mnie nie dotyczy.
                Zapewniam więc, że nawet w najodważniejszym uogólnieniu nie wytłumaczyłabym
                sobie braku estetyki budynku zasobnym wyglądem gabientu dyrektorskiego - to nie
                jest oczywista implikacja.

                Natomiast na forum kilkakrotnie poruszana była problematyka bonu oświatowego -
                warto poczytać tamte wypowiedzi.


                --
                forum o origami

                serce jest bogactwem,
                którego się nie sprzedaje ani nie kupuje,
                • nefnet Re: 11.06.07, 16:39
                  Macie uszy a nie słyszycie, macie oczy a nie widzicie.
                  Przyczyna jest banalnie prosta – najpierw dobry stołek, a potem... nie ma czasu
                  i atłasu (no, dzisiaj to może atlasu) na resztę. I niekoniecznie chodzi o „ten”
                  stołek.
                  Są wyjątki.
                  Implikacja jest oczywista, ale trzeba chcieć rzeczy oczywiste ujrzeć.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka