Dodaj do ulubionych

Moja rodzina wyjechała!

17.07.03, 21:44
W związku z tym, mam czas wyłącznie dla siebie! Całe dwa tygodnie laby! Gdyby
nie obowiązki i konieczność kontaktu z ludźmi, chyba bym się
trochę "zapuścił":) Jedno jest pewne: koniec z gotowaniem, obiadkami itp. Jak
najdalej od kuchni! ( to na mojej biednej głowie leżą kulinaria) Teraz tylko
piwko, książka, czasem komputer. Już chyba dojeżdżają na miejsce!?
Obserwuj wątek
    • Gość: micin Re: A moja już niestety wróciła;-((( IP: *.zelow.sdi.tpnet.pl 17.07.03, 21:54
      We wtorek... Zaczęła się smutna, szara rzeczywistość, koniec imprez i
      wylegiwania się do południa! A tak było fajnie.
      Antyrys- Ty się nie zastanawiaj- Ty korzystaj ile można. Bo ani się obejrzysz,
      a już wszyscy zwalą się spowrotem;-) U mnie najfajniej było w sumie przez
      ostatnie dni- i nie wyrobiliśmy się z malowaniem pokoju, który miał być gotowy
      na powrót rodzinki z wywczasu;-/
    • antyrys Re: Moja rodzina wyjechała! 17.07.03, 22:52
      A, i jeszcze jedno. Ledwo kilka godzin jestem szczęśliwie sam, a tu znienacka
      wyłączają mi prąd.:( W prawdzie po godzinie włączyli, ale czy to znak, że mam
      chodzić spać z kurami? Czy może co wieczór zmieniać "lokal"?:)
    • ixtlilto Re: Moja rodzina wyjechała! / :D / 17.07.03, 23:30
      Dziennik słomianego wdowca.

      Zostałem sam. Żona wyjechała na tydzień. Całkiem przyjemna odmiana.
      Myślę, że razem z psem miło spędzimy te dni.

      Poniedziałek
      DOKŁADNIE zaplanowałem rozkład zajęć. Wiem, o której będę wstawał, ile czasu
      poświęcę na poranną toaletę i śniadanie. Policzyłem, ile zajmie mi zmywanie,
      sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy i gotowanie. Jestem miło zaskoczony, że
      mimo wszystko zostaje mi mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem, dlaczego prowadzenie
      domu jest dla kobiet takim problemem, skoro można tak szybko się z tym uporać.
      Wystarczy odpowiednio zorganizować sobie pracę. Na kolację zafundowałem sobie i
      psu po steku. Żeby stworzyć miły nastrój, ładnie nakryłem do stołu. Ustawiłem
      wazon z różami i zapaliłem świecę.
      Pies na przystawkę dostał pasztet z kaczki, potem główne danie udekorowane
      warzywami, a na deser ciasteczka. Ja popijam wino i palę dobre cygaro.
      Dawno nie czułem się tak dobrze.

      Wtorek
      MUSZĘ jeszcze raz przemyśleć rozkład dnia. Zdaje się, że
      wymaga kilku drobnych poprawek. Wyjaśniłem psu, że nie codziennie jest
      święto, dlatego nie może się spodziewać, że zawsze będzie jadł
      przystawki i inne dania z trzech różnych misek, które ja muszę myć. Przy
      śniadaniu zauważyłem, że picie soku ze świeżych pomarańczy ma jedną
      zasadniczą wadę. Za każdym razem trzeba potem myć wyciskarkę. Jak
      rozwiązać ten problem? Trzeba przygotować sok na dwa dni - wtedy wyciskarkę
      myje się dwa razy rzadziej.
      Odkrycie dnia: parówki można odgrzewać w zupie. W ten sposób
      ma się jeden garnek mniej do zmywania. Na pewno nie będę codziennie
      biegał z odkurzaczem tak jak chciała żona. Raz na dwa dni to aż nadto.
      Muszę tylko pamiętać, żeby zdejmować buty, a psu wycierać łapy.
      Poza tym czuję się świetnie.

      Środa
      MAM wrażenie, że prowadzenie domu zajmuje jednak więcej
      czasu, niż przypuszczałem. Będę musiał zrewidować swoją strategię.
      I tak: przyniosłem z baru kilka gotowych dań - w ten sposób
      nie stracę w kuchni aż tyle czasu. Przygotowanie posiłku nigdy nie powinno
      trwać dłużej niż jedzenie. Kolejny problem to słanie łóżka.
      Najpierw trzeba się z niego wygrzebać, potem wywietrzyć sypialnię, a na końcu
      jeszcze równo ułożyć pościel - zawracanie głowy. Nie uważam, żeby
      codzienne słanie łóżka było konieczne, zwłaszcza że i tak wieczorem
      człowiek musi się do niego położyć. W sumie wydaje się, że jest to czynność
      zupełnie pozbawiona sensu. Zrezygnowałem też z przygotowywania
      osobnych posiłków dla psa i kupiłem gotowe jedzenie w puszkach. Pies trochę się
      krzywił, ale cóż... skoro ja mogę się obyć bez domowych obiadków, on
      też nie powinien grymasić.

      Czwartek
      KONIEC z wyciskaniem soku z pomarańczy! To nie do wiary, że z
      tym niewinnie wyglądającym owocem jest aż tyle zachodu. Kupię
      sobie gotowy sok w butelkach.
      Odkrycie dnia: udało mi się przespać noc i wysunąć się z łóżka prawie nie
      naruszając pościeli. Rano musiałem tylko wygładzić narzutę. Oczywiście jest to
      kwestia wprawy i w czasie snu nie można się za często przewracać z boku na bok.
      Trochę bolą mnie plecy, ale gorący prysznic powinien pomóc. Zrezygnowałem z
      codziennego golenia, bo to zwykła strata czasu. Zyskałem przez to cenne minuty,
      których moja żona nigdy nie traci, bo nie ma zarostu.
      Kolejne odkrycie: nie ma sensu za każdym razem jeść z czystego talerza.
      Ciągłe zmywanie zaczyna mi działać na nerwy. Pies też może jeść z jednej
      miski - w końcu to tylko zwierzę.
      UWAGA: doszedłem do wniosku, że odkurzać trzeba najwyżej raz w tygodniu.
      Parówki na obiad i na kolację.

      Piątek
      KONIEC z sokiem pomarańczowym! Za dużo dźwigania. Odkryłem następującą rzecz:
      rano parówki smakują całkiem nieźle, po południu gorzej a wieczorem w ogóle.
      Poza tym jeśli żywić się nimi dłużej niż przez dwa dni z rzędu, mogą wywoływać
      lekkie mdłości. Pies dostał suchą karmę. Jest równie pożywna, a miska nie jest
      popaćkana. Z kolei ja zacząłem jeść zupę prosto z garnka. Smakuje tak
      samo, a nie trzeba brudzić talerza ani chochli. Teraz już nie czuję się
      tak, jakbym był automatyczną zmywarką do naczyń. Przestałem wycierać
      podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie tak samo jak słanie łóżka.
      UWAGA: żegnajcie puszki!!! Nie będę brudził sobie otwieracza.

      Sobota
      PO CO wieczorem zdejmować ubranie, skoro rano znów trzeba je włożyć?
      Zamiast marnować czas, lepiej trochę dłużej poleżeć. Przy okazji można
      zrezygnować z kołdry i odpadnie kłopot z jej porannym układaniem.
      Pies nakruszył na podłogę. Zbeształem go. Powiedziałem, że nie jestem
      jego służącym. Dziwne - nagle zdałem sobie sprawę, że moja żona też tak
      czasem do mnie mówi. Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś nie mam
      ochoty. Nerwy mam napięte jak postronki.
      Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga rozpakowywania, otwierania,
      krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania. Wszystkie te czynności
      doprowadzają mnie do rozpaczy.
      Plan na dziś: obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem. Żadnych
      talerzy, sztućców, obrusów i innych głupot. Trochę bolą mnie dziąsła.
      Pewnie jem za mało owoców, ale nie chce mi się ich taszczyć ze sklepu.
      Może to początek szkorbutu?
      Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna i zrobiłem pranie.
      Wybuchnąłem histerycznym śmiechem. Powiedziałem jej, że nie mam czasu na
      takie rzeczy.
      Jest pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się makaronem. Ale niespecjalnie się
      martwię. I tak przestałem się kąpać.
      UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy się spieszyć,
      żeby zbyt długo nie trzymać jej otwartej.

      Niedziela
      OGLĄDALIŚMY z psem telewizję z łóżka. Na ekranie różni ludzie zajadali
      przeróżne smakołyki, a my tylko z zazdrością przełykaliśmy ślinkę. Obaj
      jesteśmy osłabieni i drażliwi. Rano zjedliśmy coś z psiej miski, ale żadnemu z
      nas to nie smakowało.
      Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść, wyjść z nim na
      spacer, pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy, ale po prostu nie mogę wykrzesać
      z siebie dość sił. Mam problemy z utrzymaniem równowagi, zaczyna szwankować
      wzrok. Pies zupełnie przestał merdać ogonem.
      Pchani resztką instynktu samozachowawczego, wyczołgujemy się z łóżka i idziemy
      do restauracji, gdzie przez ponad godzinę jemy różne pyszności.
      Korzystamy z wielu talerzy, bo przecież nie musimy ich myć.
      Później lądujemy w hotelu. Pokój jest wysprzątany, czysty i przytulny.
      Wreszcie znalazłem sposób na zmorę tych okropnych domowych obowiązków.
      Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszło to do głowy mojej żonie?

      --
      Ixtlilto-nastka

      "Granice mojego języka są granicami mojego świata"
      /Ludwig Wittgenstein/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka