Dodaj do ulubionych

Inżynier z miękkimi umiejętnościami

IP: 91.109.161.* 19.02.08, 00:27
Gdy umiejętności "miękkie" zaczynają górować nad "twardymi" to znak, że coś
niedobrego dzieje się w firmie albo na rynku pracy.

Moim zdaniem ten pan dobrze zrobił - nie wróżę jego byłej firmie wielu
sukcesów. Samymi chęciami wiele nie zdziałają.

Inna sprawa, że większość z tych miękkich umiejętności to cechy każdego
wykształconego i dobrze wychowanego człowieka. Inżynier nie może być kłótliwy,
nie słuchać innych i nie potrafić w prosty sposób przedstawić swoich pomysłów
(choćby i skomplikowanych). Takie cechy przyjmuje się za pewnik i nie potrzeba
do nich żadnych papierów - wystarczy pięć minut rozmowy.
Edytor zaawansowany
  • Gość: Jacek-USA IP: *.dyn.optonline.net 19.02.08, 03:30
    Tutaj mowi sie o tym bullshit.Mam na mysli te wszyskie szkolenia
    majace na celu samodoskonalenie.Strata czasu i pieniedzy.
    Najwazniejsze jest zjednoczenie zalogi wokol celu, a ten moze
    wyznaczyc tylko wlasciwy kierownik zespolu.
  • Gość: Inzynier IP: *.wyszkow.mm.pl 19.02.08, 15:04
    Polska to kraj zacofania z definicji... polish joke w US mowia cala
    prawde... Tu wszystko jest dla oka i na niby, tu pluje sie na
    fachowcow i ludzi uczciwych. Narodowe hobby, narod to lubi
  • Gość: gawron IP: 138.32.168.* 19.02.08, 15:44
    Co mowi artykul: przyszli mlodzi i ZACZELI TWORZYC SWOJ SWIAT. Nie
    ma mowy o tym, ze sa dobrymi specjalistami itd. Mowia o tym, ze
    kolesie chodza na jakiesz szkolenia itd. A w ten sposob wysadza
    starszego na piec. Do czasu, az ich ktos nie wysadzi.
    Podoba mi sie, jak ten psycholog to ladnie tlumaczy. Chodzi o to, ze
    jak wywala z firmy Ci kolesie, co sa naprawde dobzi i zastana Ci
    bullshitowcy to nie bedzie komu pracowac. Dobrze by bylo, zeby ten
    stary pryk zrozumial, ze on nie nadaje sie do bullshitowania, ale w
    firmie sie przyda. Zrobi obliczenia, sprawdzi z klientem to i tamto.
    A bullshitowiec w tym czasie podzwoni na lewo i prawo. Obejrzy sobie
    M jak Milosc. Skoczy na pizze. I sie emocjonalnei zasymiluje z
    kolega z pokoju. Przynajmniej formalnie. GW to zwykly szmatlawiec i
    tyle.
  • Gość: das_spiel_ist_aus IP: *.adsl.alicedsl.de 19.02.08, 16:12

    po
  • Gość: das_spiel_ist_aus IP: *.adsl.alicedsl.de 19.02.08, 16:19
    prawa mojzeszowego trzeba bylo uczyc sie socjologji(jako kierunku dodatkowego) to byscie wiedzieli o co chodzi.po starozakonnych te techniki przejeli watykanskie pedaly,bo one tez chca byc pierwsze.najlepiej mozna bylo to zaobserwowac podczas wizyty ratzingena w regensburgu gdzie po jego wypocinach bavarska ksiezna posikala sie po nogach.po labiryncie i placu do procesji szanowne nieuki byly piramidy i to wlasnie zaczynaja budowac mlode wyksztalcone nieuki.
  • Gość: das_spiel_ist_aus IP: *.adsl.alicedsl.de 19.02.08, 16:32
    jw..to stare przyzwyczajenia i mieszanki trzech jezykow.
  • Gość: kacperskyyy IP: 80.54.119.* 20.02.08, 08:31
    ZGADZAM SIE 100% ALE TEN KRAJ ZA KILKA LAT NIE BEDZIE MIAL ZDOLNYCH INZYNIEROW BO WSZYSCY WYJADA LUZ ZOSTANA WYLAPANI PRZEZ FIRMY ZAGRANICZNE ZOSTANA TYLKO SAMI BARBARZYNCY BEZ KWALIFIKACJI
  • Gość: Janusz IP: *.hsd1.ct.comcast.net 19.02.08, 07:14
    To zadziwiajace jak w Polsce ludzie sa podatni na te amerykanskie
    idiotyzmy. W USA przygotowanie ogolno humanistyczne jest bardzo
    liche wiec takie rozne kursy moga do pewnego stopnia zastapic brak
    dobrego wyksztalcenia. Polskie liceum i gimnazjum maja chyba duzo
    solidniejszy program i te najrozmaitsze kursy doksztacajace w pracy
    (ktorych wiele doswiadczylem w Ameryce) sa napewno zupelnie
    zbyteczne. JJ.
  • Gość: literka_m IP: 81.15.180.* 19.02.08, 08:03
  • Gość: gruby IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.02.08, 11:50
    Nie jestem chyba jeszcze stary. Ostatnio krótko pracowałem w dużym koncernie
    gdzie przyjęto po moim przyjęciu takich właśnie inżynierów. Moim zdaniem same
    koncerny chcą teraz ludzi z entuzjazmem potencjałem i poczuciem misji, wiedza i
    umiejętności a także doświadczenie schodzą na dalszy plan. Dzieje się tak
    dlatego ponieważ w Polsce potrzebni są ludzie do odtwarzania w sferze
    inżynierskiej a nie do tworzenia. Z reszta tacy ludzie płacą później słono za
    swoją "kreatywność" na linii produkcyjnej. No ale cóż w tym kraju została już
    tylko "elita" i niech tak pozostanie. Wcale nie dziwię się temu człowiekowi.

    Pozdrawiam
  • Gość: x IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 08:13
    Artykuł sponsorowany. Szykują się duże pieniądze z Unii na
    dokształcanie. Różnego rodzaju firmy chcą małym nakładem zarobić
    dużą kasę organizując rozmaite kursy. Takie artykuły wzmacniają w
    decydentach wiarę w cuda, czyli, że kurs stworzy nową jakość.

    Podstawą jest solidne wykształcenie, ale nie wąskie,
    wyspecjalizowane, ale inżynier musi mieć orientację we wszystkich
    dziedzinach życia, bowiem te splatają się czasem w najmniej
    spodziewanych miejscach.

    Jak wyżej ktoś zauważył - kursy to ślepe nasladownictwo ameryki.
    Tam ze szkoły wychodzi niedouczony, wyspecjalizowany w wąskim
    kierunku inżynier, który bez kursu umie tylko przykręcac
    przysłowiową śrubkę.

  • Gość: Kaczo i Boso IP: *.natpool7.outside.ucf.edu 19.02.08, 15:18
    Jak wyżej ktoś zauważył - kursy to ślepe nasladownictwo ameryki.
    Tam ze szkoły wychodzi niedouczony, wyspecjalizowany w wąskim
    kierunku inżynier, który bez kursu umie tylko przykręcac
    przysłowiową śrubkę.
    -------------------------------------------------------------------
    Tu akurat moge polemizowac i to dosyc stanowczo... otoz mialem juz
    do czynienia z wieloma wyksztalconymi w USA inzynierami (tzn.
    osoabmi, ktore maja za soba przynajmniej "B.Sc. in Engineering" oraz
    zdane egzaminy na odpowiednia "licencje", tzn. uprawnienia
    inzynieryjne) i wszyscy wiedzieli duzo, duzo wiecej nizli tylko
    o "przykrecaniu srubek"!
  • Gość: Menschenfresser IP: *.proxy.aol.com 19.02.08, 20:46
    > "B.Sc. in Engineering"

    Sorry, respekt z mojej skromnej strony,
    ale to nie sa "studia" !

    Porownaj to np. z 7-10 latami studiow
    w Karlsruhe, Achen, Darmstadt albo tez Zürich. :)

    Nawet z 5letnimi na Uniw.Slaskim nie probuj :))
  • Gość: Rododendron IP: *.wohnheimg.uni-frankfurt.de 19.02.08, 23:00
    Nie wiem jak Amerykanie, ale Niemcy wcale nie kształcą na wysokim poziomie. Znam
    studenta informatki Politechniki Wrocławskiej, który się śmieje z umiejętności
    studentów informatyki na jednym z większych niemieckich uniwersytetów. Znając
    niemiecki na poziomie średnio-zaawansowanym wymiata i zgarnia najlepsze oceny
    będąc rok na wymianie w Niemczech. Lepsze niż 90% Niemców. A poza tym jak
    rozmawia z niektórymi to się okazuje, że oni nie wiele umieją. Jakieś definicje
    mieli do egzaminów obryte, ale praktycznej wiedzy niewiele.
  • Gość: Wojciech IP: 158.140.1.* 19.02.08, 08:26
    To juz kolejny artykul, ktory z pewnym niedowierzaniem czytam w
    polskiej prasie internetowej. Kurs "samodoskonalenia" pracownika w
    dziedzinie nie zwiazanej z jego aktualna praca (nawet np. sztuka
    negocjacji dla programisty C++) to wylacznie jego prywatna sprawa.
    Zaliczaniem takich kursow moze najwyzej zaimponowac blond-
    dziewczynie na randce. Jezeli firma dopuszcza do sytuacji, w ktorej
    doswiadczeni pracownicy czuja sie zagrozeni to po pierwsze nie wrozy
    to dobrze tej firmie a po drugie jest to pewnym przejawem
    dyskryminacji. Calkowicie popieram opinie przedmowcow porownujace to
    zjawisko do BS. Mam podobna opinie do wymogu znajomosci minimum
    dwoch jezykow obcych. Sam posluguje sie kilkoma ale prawda jest
    taka, ze n.p. informatykowi/elektronikowi jezyk inny oprocz
    angielskiego nie jest potrzebny. Tak jak fizykowi teoretycznemu
    zdecydowanie przyda sie znajomosc rosyjskiego a inzynierowi
    mechanikowi niemieckiego ze wzgledu na zrodlowa literature fachowa.

    Pozdrowienia i serdeczne zyczenia powodzenia dla pana, ktory
    postanowil opuscic wspomniana w artykule firme.

    PS1. Przedstawilem swoje uwagi na podstawie doswiadczenia - sam
    prowadze zaspol R&D w tzw. dolinie krzemowej.
    PS2. Jaki sens mialo pytanie o opinie psychologa ... ?
  • Gość: gosc IP: *.leom.ec-lyon.fr 19.02.08, 09:59
    Mysle, ze tlo calego zagadnienia jest proste: od kilku - kilkunastu lat wyzsze (?) uczelnie wypuszczaja cale tabuny domoroslych psychologow, "zarzadzaczy" itp. pasozytow. Osobnicy ci na sile probuja dowiesc swojej przydatnosci, stad kreuja te wszystkie bzdurne teoryjki i usiluja napedzic sobie ludzi na "szkolenia" - z tego przeciez zyja. Zreszta jest to zjawisko typowe nie tylko dla Polski niestety. Jest rzecza oczywista, ze inzynier powinien byc kreatywny i umiec pracowac w zespole - tego uczy sie na studiach, chocby na zajeciach laboratoryjnych czy projektach. Znajomosc przynajmniej jednego jezyka obcego (zwykle angielskiego) tez jest oczywista. Wiecej - wedlug potrzeb. Ponadto, jesli chce pelnic funkcje menedzerskie w biznesie, powinien posiadac pewna wiedze z ekonomii czy prawa. Natomiast jesli nie ma talentu do kierowania ludzmi, to sam sie o tym szybko przekona, zas zadne idiotyczne kursy go tej umiejetnosci nie naucza. Panowie "psychologowie" skupiaja sie na tak trzeciorzednych zagadnieniach po prostu dlatego, ze nie potrafia ocenic tego, co jest NAJWAZNIEJSZE - umiejetnosci fachowych inzyniera.

    Pozdrawiam serdecznie
  • Gość: gm IP: 194.150.250.* 19.02.08, 10:11
    Ja uwazam ,ze jest to zmyslona historia potrzebna do potwierdzenia pewnej tezy.
    Młody , nawet najlepiej wykształcony człowiek musi łyknac jeszcze troche
    praktyki najlepiej pod okiem doświadczonego "mistrza". Tylko ścieranie sie
    nowego ze starym może być motorem postepu.
  • Gość: gosc IP: *.leom.ec-lyon.fr 19.02.08, 10:41
    Nawet najlepiej wyksztalcony czlowiek musi uczyc sie w miejscu pracy - po to, zeby poznac jej specyfike. Najpierw nalezy zrozumiec, jak cos dziala, zeby umiec wskazac, gdzie dziala zle i probowac to poprawiac. Wiek ma tu drugorzedne znaczenie - mam czterdzieche na karku, prace zmienialem kilkakrotnie i za kazdym razem najpierw sie uczylem, a potem probowalem wdrazac wlasne pomysly i uczyc innych. Im wyzsze wyksztalcenie, tym proces ksztalcenia jest DLUZSZY - bo od inzyniera (czy biologa, fizyka, chemika itd.) oczekuje sie znacznie wiecej niz od sprzataczki (przy calym szacunku dla tej ostatniej).

    Pozdrawiam
  • Gość: Kaczo i Boso IP: *.natpool7.outside.ucf.edu 19.02.08, 15:09
    Tez mi tak sie wydaje, tzn. iz ow "inzynier" to nie jest postac
    autentyczna a tylko dziennikarski wymysl!
  • Gość: yourij IP: 141.197.14.* 19.02.08, 19:15
    Ja tam wole od moich 50-60 letnich kolegów inzynierów uczyc sie
    roboty, zebym wiedzial co robie...
    juz widze, jak projekt przykładowego stadionu narodowego robią
    cieniasy bez wiedzy teoretycznej i praktycznej ale za to umiejący
    pracowac w zespole :) nad czym beda pracowac ??
    sorki, ale to sie kupy nie trzyma :)
  • Gość: Ma-ryja IP: *.dip.t-dialin.net 19.02.08, 12:55
    > Mysle, ze tlo calego zagadnienia jest proste: od kilku - kilkunastu lat wyzsze
    (?) uczelnie wypuszczaja cale tabuny domoroslych psychologow, "zarzadzaczy" itp.
    pasozytow. Osobnicy ci na sile probuja dowiesc swojej przydatnosci, stad kreuja
    te wszystkie bzdurne teoryjki i usiluja napedzic sobie ludzi na "szkolenia" - z
    tego przeciez zyja.

    Masz absolutnie racje. Sama jestem inzynierem-szkoleniowcem(!!) i krew mnie
    zalewa, jak mam do czynienia z jakims domoroslym psychologiem, lub jeszcze
    gorzej psycholozka - blondynka, modnie ubrana, przemalowana i w butach na
    szpileczkach, chcacy opowiadac, co jest wazne na produkcji, jak sie to powinno
    odbywac, jak powinni ludzie pracowac, a sami zakladu produkcyjnego od srodka nie
    widzieli. Boli mnie to szczególnie, bo sama jestem kobieta, nie mialam nigdy
    problemow z akceptacja u ludzi z produkcji/inzynierów, a takie "atrakcje" psuja
    po prostu reputacje. Poza tym uczenie jest procesem z udzialem woli i
    swiadomosci - jak ktos uwaza, ze pewna wiedza mu nie potrzebna, to sie za Chiny
    ludowe nie nauczy. Jak ktos uwaza, ze przyda mu sie kurs inteligencji
    emocjonalnej, to sie nia zainteresuje i zacznie pracowac nad soba. Jak
    pracodawca zmusi pracowników do udzialu w kursach, to wyrzuci pieniadze w bloto,
    a uczestnicy moga potem szpanowac przed soba nastepnymi zaswiadczeniami
    zakonczenia kursow u takiego lub innego guru. Pojzdzcie do byle jakiej ksiegarni
    - ile tam badziewia, pseudopsychologicznego belkotu. Ale kazdy chce z czegos zyc
    i ciemny naród wszystko kupi, szczególnie produkty i potrzeby z Hameryki.
    Samodzielne logiczne myslenie nie jest dzis w cenie.
  • Gość: Cudzoziemiec w PL IP: *.chello.pl 19.02.08, 15:46
    Kocham to co napisalasz. Fantastyczna kobieto! Jesli szukasz meza to ja szukam
    zony, odezwyj sie! Marze mi sie taka kobieta :)

    Samotny Cudzoziemiec w Polsce - email: wolnywolny@tlen.pl
  • Gość: gawron IP: 138.32.168.* 19.02.08, 17:05
    Widac, zes cudzoziemiec
  • Gość: zawsze ja IP: *.chello.pl 19.02.08, 23:45
    Wiesz czlowieku, juz wiem ze jest INTELIGENTNA. I to duzo. A jesli chodzi o
    wyglad, bedzie wymiana foto emailem!

    Oby tylko napisala...
  • Gość: blelebleble IP: 82.109.70.* 19.02.08, 11:41
    Eeee takie pieprzenie, przeciez wiadomo, ze gosciu na stanowisku
    kierwoniczym musi posiadac:
    a/ human skills
    b/ conceptual and organizational skills
    c/ technical skills
    reszta to bzdury. A jak ktos pisze ze inzynier ma to wszytko po
    studiach to gratuluje polskiemu procesowi ksztalcenia. Oczywiscie
    inna opcja to ze polacy wyssysaja te umiejetnosci z mlekiem matki.
  • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 19.02.08, 10:30
    Inteligencja emocjonalna, coutching, zarzadzanie, piec jezykow? Ja
    sie pytam czy potrafia zaprojektowac cos co bedzie dzialalo?

    Te wszystkie psychologiczne nowinki sa po prostu proste, latwe i
    przyjemne. I nie jeden przykrywa nimi solidne braki znajomosci
    matematyki i fizyki. O ile przyjemniej sie mowi o relacjach
    interpersonalnych niz rysuje przekroje.
  • Gość: Macho IP: 82.177.197.* 19.02.08, 10:56
    Oni nie muszą niczego projektować.
  • Gość: gawron IP: 138.32.168.* 19.02.08, 15:53
    I nikt w zasadzie nie wie czemu ich sie zwie inzynierami sprzedarzy,
    a nie normalnie sprzedawcami...
  • Gość: gawron IP: 138.32.168.* 19.02.08, 15:54
    oczywiscie sprzedaZZZZZZy....
  • scibor3 19.02.08, 23:37
    Tak jak nikt nie wie czemu obecnie ropę naftową się produkuje a nie wydobywa,
    drobny spekulant giełdowy zwany jest inwestorem a handlarzyna ze szczęki stał
    się nagle kupcem. Bełkot nowomowy. Ot co!
  • Gość: poli.exe IP: *.121.225.195.static.bait.pl 20.02.08, 09:03
    Dokładnie taki sam bełkot jak tzw. "produkt finansowy lub bankowy". To już jest
    skrajna psychomanipulacja, godna pana Andrzeja Batko.

    Widać dokładnie, że psychologowie i psycholożki (o boska nowomowo) grzeją
    silniki po unijną kasę. Wszystko zgodnie z zasadami stworzenia stanu zagrożenia.
    Może jacyś ludzie się na to nabiorą...
  • Gość: Macho IP: 82.177.197.* 19.02.08, 10:54
    Nie żołądkuj się tak. Chodzi przecież o "inżynierów sprzedaży" a nie tych którzy
    zajmują się typową pracą inżynierską czyli tworzeniem czegoś z niczego.
  • Gość: pimpek IP: *.pcz.pl 19.02.08, 11:03
    To jest smiech na sali. Dam teraz przyklad: Gosc ktory na zarzadzaniu uczyl sie
    Podstaw Informatyki lub jakiegos inego sciemninego przedmiotu , na ktorym
    przerabiał jak wyglada monitor, oraz cwiczyl skroty klawiaturowe, nagle
    przychodzi do firmy i chce zarzadzac informatykami. No litosci ludzie, gdzie tu
    jest sens i gdzie logika???? I tak jest z wieloma branzami. Takie kierunki
    powinny byc ustawowo zakazane!! Powinni to zblokowac :)
  • kruk51 19.02.08, 11:13
    Jest coś czego nie rozumiemy, czego nas nie uczono. Ze tytuł naukowy
    jak by nie było zobowiązuje do ustawicznego podnoszenia kwalifikacji.
    Nie jest to łatwy kawałek chleba. Wymaga daleko większego wysiłku od
    innych. Nie jeden, gdyby zdawał sobie sprawę, i był odpowiedzialny sam
    w sobie, to nie podjął by studiów. Wziął by się do roboty i daleko na tym by
    lepiej wyszedł. No ale nikt by do niego nie mówił Panie magis
    trze, mecenasie, doktorze a jak tu w Polsce żyć bez tytułu. Facet bez
    tytułu w Polsce to plebejusz.
  • mcozio 19.02.08, 11:27
    o ile biurokracja nie wejdzie w jej tryb normalnej pracy, potem okazuje sie ze
    nie ma czasu na prace, bo trza wypełniac zbyt dużego CRMa albo proces obsługi
    klienta ma tyle etapów, ze idzie on do konkurncja, która od ręki oferuje
    rozwizanie, nie ma dodatkowych kosztów i idnywidualne podejdzie do klienta, a
    nie machina z obsługa gdzie jest sie petentem jak w tpsa
  • Gość: jogi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 11:29
    zgadzam sie w 100 %
  • progics 19.02.08, 11:51
    Pseudopoprawiacze niech sie sami
    ucza, ale rzeczy istotnych.
  • Gość: Inż Mamoń IP: 83.136.224.* 19.02.08, 12:29
    U nas to sie nazywa szkolenia psychologiczno - erotyczne bo nic
    oprócz pie....ia tam nie ma. A tak przy okazji to może dlaczego inz
    ma się znać na zarządzaniu ? To może spec od zarządzania pouczy się
    trochę nauk inzynierskich ? Albo przynajmniej poszuka asymptot do
    hiperboli.
  • dochtor4 19.02.08, 13:11
    Co w dzisiejszej Polsce znaczy slowo "inzynier"? Jakie
    wyksztalcenie "stoi" za tym okresleniem?
    Slyszalem kiedys o "inzynierze powierzchni plaskich" ale ty chyba
    byl zart ;)
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.02.08, 13:19

    swiecie.

    Zamiast skoncentrowac sie na rozwiazywaniu problemow projektowych
    idioci zajmuja sie STWARZANIEM PROBLEMOW PO TO, ABY TYLKO TE
    SZTUCZNIE STWORZONE PROBLEMY ROZWIAZYWAC.

    To jest calkiem normalny przypadek skretynialego rozumienia
    rzeczywistosci.

    Firmy zajmujace sie prawdziwymi problemami wyrzucaja takich
    wychowankow big brothera na zbita morde.
  • Gość: Yellow01 IP: *.s3group.com 19.02.08, 13:22
    Prawda jest taka, że człowiek o umiejętnościach twardych z łatwością nauczy się
    miękkich. Odwrotna zależność już nie jest taka oczywista.

    Okazuje się że nastąpiło przewartościowanie umiejętności miękkich i stąd ten
    nowy trend. Mam nadzieję, że taka sytuacja uzdrowi rynek z różnego rodzaju
    bezwartościowych marketingowców, handlowców, ekonomistów, finansistów i innych
    pseudo-zawodów, które w gruncie rzeczy nie przynoszą żadnej wartości dodanej do
    jakiegokolwiek produktu (czyt. darmozjadów).
  • Gość: Maksym IP: 213.17.199.* 19.02.08, 13:25
    Zgadzam się. Cechy te powinien mieć każdy inżynier. Ważna jest
    ścisła praca inzynierska, to ona ciągnie firmę naprzód, samo
    zarządzanie to mieszanie w pustym wiadrze. Uwielbaim zbitkę,
    nowoczesne metody zarządzania, rzygać się chce, a to przecież nic
    innego jak zbiór zasad działania firmy opartych na elementarnej
    logice. Co do szkoleń, inżynier sam musi cały czas trzymać rękę na
    pulsie, musi nadąrzać za zmianami, krótko mówiąc musi być flexible.
    Wielkie odkrycie na temat jaki ma być inżynier.
  • Gość: Maksym IP: 213.17.199.* 19.02.08, 13:28
    Ktoś to dobrze określił - bullshit ! Szkolenia dobre sobie. Jestem
    inżynierem projektantem, moje szkolenie polega na tym, że biorę
    literaturę, normy, i jadę z koksem, wyciągam wnioski, robię
    obliczenia, zastanawiam się nad nowym podejściem do danej sprawy. W
    Polsce nie ma szkoleń dla inżynierów, które miałyby sens.
  • Gość: Damska odmiana inż IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.08, 13:36
    tO NIE DZIEDINA W KTÓREJ można operować słowami z cyklu: gdyby,
    może, jeśli, a jeżeli. Inżynieria ma to do siebie,że nie da się
    zagadać i może coś będzie trochę dobre. Albo coś działa tu i teraz
    albo do widzenia. Może przez charakter tej pracy inżynier jest
    oschły, konkretny, może zdawać się, nie ma talentów do zachowań
    społecznych. Trzeba się zastanowić na czym zależy pracodawcy: czy
    zeby było przyjemnie i sympatycznie, czy aby stworzyć coś z niczego
    i aby to działało(a nie byśmy mówili o działaniu). Niestety, pod tym
    względem stary inżynier który trzyma rękę na pulsie w swojej
    dziedzinie, jest jak stare dobre wino i żaden cienkusz choćby
    najbardziej reklamowany nie dorasta mu do pięt.
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.02.08, 13:44

    z obszernymi zasobami "umiejetnosci miekkich", to niech otworzy
    agencje towarzyska, chociaz i tam pozadane sa talenty
    z obszaru "hard core" czyli umiejetnosci no, jakich,jakich???

    ((((Bullshit^2)^2)...)^2
  • Gość: Stauffenberg IP: 193.164.157.* 19.02.08, 14:02
    Jak masz na myśli umiejętności dla agencji towarzyskiej to czysta
    mechanika, no może trochę mechniki cieczy, bo teorii pola to nijak
    tu nie widzę:)))
    Ale widzę tu za to wariację wiecznie żywego jak Lenin polskiego
    ogłoszenia o pracy:
    "Lat 25, wykształcenie wyższe (2 fakultety), 10-letnie doświadczenie
    na stanowisku kierowniczym, biegły angielski, znajmość 3 innych
    języków mile widziana".
    Przyjemnej....hmmm....plajty
  • Gość: na zimno IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.02.08, 15:13

    ze przeczytalo sie wszystkie Harry Pottery, zaliczylo sie wszystkie
    odcinki Z jak Zalosc, zna sie przygody Bridget Jones na pamiec,
    oraz, ze bylo sie czolowym rozplodowcem w kolejnej edycji
    wielkiego brata pod okiem nocnej kamery wraz z cala zenska zaloga.

    Inaczej chlopie bedziesz "zlym konstruktorem", niestety.

    Czy idioci moga rzadzic swiatem?
    Alez oczywiscie, juz to robia.




  • Gość: Marcin IP: *.aster.pl 19.02.08, 14:15
    Jak rzadko zgadzam się z wszystkimi powyższymi postami. Z jakiegoś powodu
    ostatnio bardziej cenieni są ludzie, którzy potrafią 'czarować' swoimi
    opowieściami, niż ludzie którzy potrafią coś samemu zrobić. Może dlatego, że w
    Polsce mało się twórczych rzeczy robi...
  • dorsai68 19.02.08, 14:30
    i taki achitekt z "miękkimi umiejętnościami" roztoczy przed klientem wizję domu jego marzeń, budowlaniec zamuruje swoją komunikatywnością, hydraulik zaleje powodzią możliwości, a malarz roztoczy kolorową przyszłość.

    Tylko, cholera, z realizacją krucho.
  • titta 19.02.08, 17:57
    Ech, mialam cykliniaza z miekkimi umijetnosciami... Roztaczal
    wspaniale wizje koniecznosci wymiany mojego parkietu i wspanialych
    nowych listewek i ekstra odpornego lakieru. Jak go po trzech dniach
    wywalilam (i pomalowalam parkiet w pokoju sama) to okazalo sie, ze
    reszte domu mozna zrobic w jeden dzien, tylko potrzebny jest ktos o
    mniejszych kwalifikacjach interpersonalnych.
  • Gość: as200 IP: *.nys.biz.rr.com 19.02.08, 15:40
    Od 20 lat widze jak zmienia sie na gorsze sytuacja firm w mojej
    okolicy (upstate NY). Ostatnich dobrych inzynierow widzialem w
    General Electric gdzie pracowalem pod koniec lat 80-tych. Teraz
    kroluje typ MBA. Nieudolny inzynier bez talentu, ktory ratuje
    kariere idac w management poprzez rozne kursy zarzadzania. Albo
    ludzie zabawowi, ktorzysiedzieli jak najdluzej na uczelni robiac
    doktoraty zeby uniknac pracy. Tytul PHD umozliwia im przeskok od
    razu na kierownicze stanowisko - a nawet gwozdzia wbic nie umieja.
    To jest DISASTER. Wszystko idzie rozpedem, inercja z dawnych lat.
    Nie widze zadnych nowych wynalazkow, ludzie z talentem odchodza i
    zakladaja winnice, albo zostaja przedstawicielami firm japonskich.
    Firmy sie zamykaja (General Electric) albo rezygnuja z nowoczesnych
    technologii wlasnych na rzecz kupowania licencji (jak za Gierka w
    PRL'u). Koedzy z INTEL'a raportuja, ze tam juz to sie tez zaczyna...
    Historia kolem sie toczy. Dilbert to nie zarty, to tragiczna
    prawda.
  • Gość: as200 IP: *.nys.biz.rr.com 19.02.08, 15:40
    Od 20 lat widze jak zmienia sie na gorsze sytuacja firm w mojej
    okolicy (upstate NY). Ostatnich dobrych inzynierow widzialem w
    General Electric gdzie pracowalem pod koniec lat 80-tych. Teraz
    kroluje typ MBA. Nieudolny inzynier bez talentu, ktory ratuje
    kariere idac w management poprzez rozne kursy zarzadzania. Albo
    ludzie zabawowi, ktorzysiedzieli jak najdluzej na uczelni robiac
    doktoraty zeby uniknac pracy. Tytul PHD umozliwia im przeskok od
    razu na kierownicze stanowisko - a nawet gwozdzia wbic nie umieja.
    To jest DISASTER. Wszystko idzie rozpedem, inercja z dawnych lat.
    Nie widze zadnych nowych wynalazkow, ludzie z talentem odchodza i
    zakladaja winnice, albo zostaja przedstawicielami firm japonskich.
    Firmy sie zamykaja (General Electric) albo rezygnuja z nowoczesnych
    technologii wlasnych na rzecz kupowania licencji (jak za Gierka w
    PRL'u). Koedzy z INTEL'a raportuja, ze tam juz to sie tez zaczyna...
    Historia kolem sie toczy. Dilbert to nie zarty, to tragiczna
    prawda.
  • ronnie_ik 19.02.08, 15:51
    "miękkie" umiejętności czasami są niedoceniane przez wielu pracodawców ... co z
    tego że wypasiony inżynier z najścislejszym umysłem zaprojektuje coś wspaniałego
    jeżeli zrobił to egoisyucznie sam po trupach nie sprzedając ni źdźbła swojej
    wiedzy !!!
    --
    Co to ma być ?@#!??@???

    POZNAJESZ ???
  • Gość: bambi7 IP: *.csk.pl 19.02.08, 19:00
    sam inżynier nie musi mieć tych "miękkich" umiejętnosci - po coś w
    końcu są ci różni przedstawiciele handlowi i cała ta masa ludzi po
    marketingu/zarządzaniu; lepiej zatrudnić kilku różnych ludzi, aby
    każdy z nich zajął się swoją działką, niż na siłę próbować znaleźć
    ludzi "od wszystkiego" (inżynier+handlowiec+ekonomista)

    faktem jest, że prędzej ci ostatni zdechliby bez projektantów-
    inżynierów niż odwrtonie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka