Dodaj do ulubionych

Lubicie niezapowiedziane wizyty?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
Bo mnie szlag trafia jak widzę za drzwiami uśmiechnięte gęby naszych
znajomych. Znowu!!!W domu syf,bo ja z pracy,głodne dzieciaki,lekcje do
odrobienia,a oni ze swoim nieznośnym bachorem,na łeb nam się zwalają!! oni
tylko na herbatkę! A ich dzieciak woła Ammmmmmmm.Głody jestem! No szlag!
przyłażą jakby telefonów nie było! "Bo samochód stoi" !!! NO to co???? mam to
na końcu języka! te biezychaty,maja w nosie co mamy roboty.Nie pomagaja uniki!
oni tylko na chwilę
Edytor zaawansowany
  • nothing.at.all 9 lat temu
    A czy nie możesz im grzecznie powiedzieć, że nie zawsze masz czas i ochotę na
    spotkanie, zwłaszcza niezapowiedziane? Ja jeśli taka sytuacja występuję mówię
    jasno, aby wcześniej dali znać.
  • Gość: zulugula IP: *.54.171.110.tvksmp.pl 9 lat temu
    świetny wątek, piszcie cos więcej
  • Gość: uncja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    po co stosować jakies uniki? po prostu nie otwieraj, albo nie wpuszczaj do domu.
    Niestety nie mam czasu na herbatkę, musimy się umówić kiedy indziej. Zadzwońcie.
    Obrażą się? no chyba niewielka strata w tym przypadku
  • mirszy 9 lat temu
    To niech usiądą na kanapie, a Ty lataj a to do dziecka do lekcji, a
    to do kuchni, a może poprasuj przy nich. Jak nie kapną o co chodzi
    to im powiedz, że wróciłaś z pracy i nie masz czasu na pogaduchy. A
    ci Twoi znajomi to nie pracują?
  • linn_linn 9 lat temu
    "Bo samochod stoi?" Od kiedy to samochod przed domem rowna sie zaproszeniu?
    Przedstaw jasno Twoj punkt widzenia. Jak juz ktos napisal, jesli sie obraza,
    mala strata.
  • lucusia3 9 lat temu
    Lepiej mieć przyjaciół niż wrogów.Ja bym tak łatwo nie obrażała tych ludzi, ale rzeczywiście wyciągnęła stertę prania i baardzo przeprosiła, ale nie masz kiedy tego zrobić, a masz czas rozplanowany...Praca, dzieci, obowiązki domowe. W weekend (np. jak wtedy dopuszczasz gości) to możesz tak sobie posiaedzieć, ale niestety w tygodniu to nie masz na posiedzenie szans. Oczywiście, oni moga siedzieć, ale masz nadzieję, ze nie będzie im prasowanie przeszkadzało. Może pogoń jeszcze dziecko, żeby odkurzyło np. w korytarzu, ale odkurzacza nie wnosiło do pokoju, gdzie siedzicie.No i podkreślać, że nie masz ciastek ŻADNYCH, bo nie spodziewałaś się, że ktoś tak może wpaść spontanicznie, ale oczywiście ci miło. Myślę, że podziała.
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    :)Też nie przepadam za takimi wizytami, i bez zapowiedzi nie
    odwiedzam, ale przy okazji zrodziła się refleksja, że nastawienie do
    takich niezapowiedzianych odwiedzin w ostatnich latach bardzo sie
    zmieniło. Jeszcze nie tak dawno nikomu nawet nie przychodziło do
    głowy żeby zapowiadać swoją wizyte. Przeciwnie, to miała być dla
    odwiedzanych niespodzianka. Nie zapowiadano wizyt tez dlatego, żeby
    gospodarzy nie zobowiazywac do jakichś szczególnych przygotowań.
    Ludzie "wpadali" do siebie wzajemnie, pogadali, wypili herbatę i po
    sprawie:) W każdym domu zawsze była jakas awaryjna paczka kruchych
    ciasteczek na wypadek, gdyby ktos wpadł niespodziewanie. W sobotnie
    popołudnie i w niedzielę, to już obligatoryjnie można było
    spodziewać sie gości, albo samemu robiło się niespodziankę znajomym.
    I tak sobie myślę, że to było fajne. Przecież wtedy też raczej
    wszyscy pracowali, też musieli uporać się z pracami domowymi, a
    dzieci też chodziły do szkoły i odrabiały lekcje. Co w takim razie
    się zmieniło, i dlaczego?


  • Gość: ixi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    wracjac do postu "domu otwartego"
    mysle,że kiedys ludzie nie byli tak zmeczeni jak dziś,
    teraz praca jest wymagajaca/stresująca, w korkach sie stoi,
    tempo życia jest szybsze a my musimy nadążyć, więc częściej chcemy
    odpoczywać w domu w spokoju,
    poza tym ludzie krócej pracowali, dzisiaj rzadko kto kończy pracę
    około 15 raczej o 17 - 18, potem obowiązki rodzinne, kiedy spotykac
    sie ze znajomymi? zostaje tylko weekend
    ale on też czasami jest zajety na nadrabianie zaległości domowych
  • gnago 9 lat temu
    Zgadza się ,kiedyś niewolnicy systemu parakomunistycznego,dziś wolni a zniewoleni bardziej niż ongiś
  • Gość: stasi1 IP: *.ip.netia.com.pl 9 lat temu
    szczególnie w soboty! A że nikt nie4 miał samochodu (albo paliwa do
    n iego) to w korkach nikt nie stał, tylko co najwyżej w autobusie. I
    od biedy całą noc w kolejce po papier toaletowy. Ale to pryszcz
    oczywiście z dzisiejszymi czasami, kiedy człowiek musi podejść 100
    metrów od auta do klatki schodowej(bo niestety ktoś zostawił auto na
    miejscu dla niepełnosprawnego. Oczywiście my nie jesteśmy taką osobą
    ale przecież miejsce to nam się należy, jak psu kość)
  • linn_linn 9 lat temu
    Zmienilo sie bardzo wiele. Ja mieszkam za granica i to zauwazylam. Ty nie? W
    zeszlym roku spedzilam w Polsce kilka miesiecy. Na szczescie tak dlugo.
    Spotkania w tygodniu byly praktycznie nie do uzgodnienia: a to powroty z pracy o
    19ej, a to codzienna opieka nad wnukiem / babia wraca o 16ej, a mama o 19ej /
    itp. itd.
  • Gość: kerstin IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Niespodzianka,niespodzianą...Niespodziankę można zrobic raz na miesiąc,raz na
    dwa tygodnie.Ale nie prawie codziennie,lub co niedzielę!!! Mając w du..e plany
    innych.do tego przychodzic zawsze z głodnym dzieciakiem! Cz niektórzy ludzie nie
    maja mózgu? robia rundy po znajomych i planują im czas oraz stawiają w
    kłopotliwej sytuacji,gdzie człowiek zrobi na obiad 4 kotlety lub ma tylko trochę
    zupy do podziału pomiędzy członków rodziny...A ich smarkacz krzyczy on chce
    kotleta,więc kroję od córki kawałek i daję...A córka pyta dlaczego zabieram jej
    jedzenie z talerza...
    Ostanio przyszli i poczuli,ze gotowałam rosół,wściekłam się i nie dałam
    gó...arzowi.Bo darł sie,że glodny na stole były jabłka i matka jego
    ostentacyjnie zaczęła podawac mu jabuszko po kawałku...A jaka minę miała przy
    tym! Bo tu rosołek z mięskiem pachniał,a ciocia zimna krew...Kto to widział nie
    nakarmic dzieciaka przed wyjsciem.Tak jest notorycznie! A oni czysto w domku i
    pełna lodówka!
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    W ogole nietaktem jest przyjśc do kogoś w porze posiłkow, nawet z
    najedzonym dzieckiem, bo wiadomo, ze gospodarze beda czuli sie
    zobowiązani do poczęstunku, albo głodni beda udawali, że sa po
    obiedzie. Tak sobie myślę, że Ty po prostu tych ludzi nie lubisz i
    dlatego to wszystko. Bywają tacy goście, z którymi człowiek z ochotą
    podzieli się talerzem zupy, i są tacy, że denerwuje nas to, że
    poczestują się jabłuszkiem. I nie o jabłuszko tu chodzi:) Jeśli ich
    nie lubisz, to po co sie meczysz? zerwij kontakty i po kłopocie. Ja
    bym tak zrobiła.
  • Gość: kerstin IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    domku otwarty! Oni robią wszystko abym przestała ich lubic...Nie jestem chytra,
    bo pewnie nie przychodzili by tak często do nas..:) Ale moje dzieciaki nigdy w
    rewanżu, nie napchały się tak jak oni u nas.Musisz pamiętac, ze to nie tylko
    dziecko jest dodatkowa buzią do jedzenia, oni też ochoczo pałaszują...Zatem u
    nas 4os + ich 3 ...to wychodzi niezła kwota w miesiacu:)
    To są ludzie dla których nie ma szarosci,jest białe,albo czarne...Oni nie
    potrafią dozowac znajomości.Są upierdliwi do zas...ia.jak się uwezma to sa
    codziennie, tak ze nie ma juz tematów do rozmowy.Tylko wszyscy zajmują sie ich
    rozwydrzonym dzieckiem...Co mu sie podoba to bierze! A że jest strasznie kaprysny...
  • bubster 9 lat temu
    Nie otwieraj drzwi.
    Jak już otworzyłaś, to powiedz że nie masz czasu i dziękujesz za
    wizytę.
    Jak się obrażą - tym lepiej, będziesz miała święty spokój!
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • Gość: Ana IP: *.152.246.94.artcom.pl 9 lat temu
    skoro tak często u Was bywają. Daj poprostu tylko swoim i powiedz, że niestety
    ale nie masz więcej i nie możesz ich poczęstować.
  • lucusia3 9 lat temu
    Wiesz, ja też miałam takich znajomych. Oni po prostu żywią się u innych. U mnie się też pojawiali zawsze w porze posiłku. Tak, jak Ciebie krew mnie zalała i w końcu zawsze siedzieliśmy przy pustym stole.Nawet jak pachniało pieczenią. Czekaliśmy jak wyjdą. Absolutnie nie rozumiałam aluzji. Dziecka nie mieli, ale sami byli strasznie żarłoczni. Po kilku wizytach na głodnego, przestali nas odwiedzać. Okazało się, że znaleźli inne ofiary. Kiedyś dogadaliśmy się z tymi drugimi ofiarami, oni też się zorientowali że są obżerani.
    No i nasza parka znalazła z konieczności trzecich. Potem straciliśmy kontakt, ale zrobiliśmy im wcześniej, z tą drugą parą, "niespodziewane" odwiedziny. Okazało się, że dostaliśmy tylko kawę rozpuszczalną mieszaną pół na pół ze zbożową - sama gospodyni to potwierdziła z dumą, że smakuje tak samo, a jest dużo tańsza. Dodam tylko, że ta parka była najlepiej zarabiająca z całego towarzystwa.
    Ja bym radziła trochę asertywności - można powiedzieć, ze obiad mamy tylko dla nas, ale możemy się np. w sobotę umówić na składkowy. Albo odwiedzić ich radośnie z rodziną w niedzielę w porze obiadu. Nie ma się czego wstydzić, to oni Cię naciągają.
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    Z Twoich słów aż bije niechęć do tych ludzi:) Myslę, że sami sobie
    na to zapracowali. Nie ma powodu żebyś musiała być niewolnicą we
    własnym domu. Z drugiej strony uwazam, że sama dobrze wiesz co
    powinnas zrobić w tej sytuacji, ale jestes za mało asertywna. Ja też
    kiedys taka byłam. Mam sąsiadke, ogóolnie dobra kobieta, ale
    upierdliwa do obrzydliwości. Potrafi przyjść pożyczyć przysłowiową
    sól, i siedziec trzy, cztery godziny. Ta kobieta zagląda mi do
    garnków, czyta każdy papierek leżący na stole, wypytuje o sprawy
    rodzinne. Na dodatek handluje Tupperwarem i kosmetykami i zawsze ma
    coś do wciśnięcia:) Gdyby los nie "zameldował" nas tak blisko, to
    chyba nawet nie przyszłoby mi do głowy zamienic z nią jednego słowa,
    poza "dzień dobry":), ale to najbliżej mieszkająca sąsiadka i chcę
    żyć z nią w zgodzie, co nie znaczy żyć pod jej dyktando. Kiedyś
    wpadłam na doskonały, jak sie okazało, pomysł. Gdy przyszła i weszła
    do przedpokoju ja stanęłam tak, żeby nie mogła przejść dalej i
    zaczęłam z nią w tym przedpokoju rozmawiać. Rozmawiałam tak prawie
    dwie godziny, aż nogi zaczęły nam wchodzić w pewną część ciała.
    Poszla sobie. Teraz, jak nie mam ochoty na jej wizyte robie
    podobnie, ale ona juz wie i wycofuje sie po 10 minutach. Jak mam
    akurat ochote na jej towarzystwo, to zapraszam ją "na pokoje":)
    Zaczęło być znośnie, a nawet czasami zaczynam tęsknić za jej
    towarzystwem:)))
  • Gość: alaris IP: *.aster.pl 9 lat temu
    Brak asertywności kosztuje...Chodzi nie tylko o pieniądze, jakie
    wydajesz na dodatkowe porcje obiadowe, ale też o gorsze stosunki w
    Twojej własnej rodzinie. Dlaczego uwaga Twoja i małżonka ma się
    skupiać na gościach, a nie na Waszych własnych dzieciach? Stać Cię na
    poświęcanie czasu przypadkowym gościom? Jeszcze pół biedy, gdyby
    takie sytuacje zdarzały się raz, dwa w miesiącu, ale w żadnym wypadku
    nie powinny być na porządku dziennym!

    Może dla odmiany zaparkujecie samochód gdzieś dalej i wpadniecie do
    znajomych z taką niezapowiedzianą wizytą? Wytłumaczycie im wtedy - na
    ich gruncie, gdy są gospodarzami i wypada im przyjąć gości i ich
    wysłuchać - że nie będziecie ich przyjmować u siebie w domu bez
    wcześniejszego umówienia się. Szczegółowo określcie zasady odwiedzin,
    możecie też podać przyczyny takiej decyzji. I przede wszystkim -
    MUSICIE TWARDO EGZEKWOWAĆ USTALENIA!

    W końcu chyba rodzina jest ważniejsza niż znajomi i można wytoczyć
    poważne argumenty, żeby bronić jej prywatności i integralności.

    Myślę, że osiągnęłaś wystarczający poziom wkurzenia, żeby nie
    odwlekać rozmowy.

    Powodzenia!
  • Gość: uncja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Gość portalu: dom otwarty napisał(a):

    > Co w takim razie
    > się zmieniło, i dlaczego?

    dowiedzieliśmy się, że istnieje coś takiego jak kultura osobista?

    to o czym piszesz, to domena nastolatków, u nich taki sposób bycia jest normą -
    osobiście nie przypominam sobie takich czasów, kiedy nachodziło się kogoś bez
    uprzedzenia, ani "niedawno" ani dawniej.
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    Gość portalu: uncja napisał(a):

    >osobiście nie przypominam sobie takich czasów, kiedy nachodziło się
    kogoś bez uprzedzenia, ani "niedawno" ani dawniej.<

    :)W takim razie krótko żyjesz, skoro nie pamietasz nie tak znowu
    odległych czasów, gdy na przeciętną, polską ulicę przypadały dwa,
    trzy telefony, albo nawet żaden. Gdy sie chciało z kimś umówić, to i
    tak trzeba było do tego kogoś wpaść chociaz na chwilę,
    niespodziewanie.

    >to o czym piszesz, to domena nastolatków, u nich taki sposób bycia
    jest normą <

    To ciekawe... jako matka dwóch dorastających córek zaobserwowałam
    coś wręcz przeciwnego. Młodzi spotykają się raczej poza domem, a
    kontaktują sie za pomocą sms-ów. Znajomych moich dzieci znam
    doskonale, ale raczej ze słyszenia (poza nielicznymi przypadkami),
    chociaz nie zabraniam żadnych wizyt, a każda córka ma swój pokój,
    gdzie spokojnie, bez skrępowania mogłaby przyjąć swoich gości.

    >dowiedzieliśmy się, że istnieje coś takiego jak kultura osobista?<

    Powiedziałabym raczej, że to sprawa rozwoju techniki i co za tym
    idzie dostępność do usług telefonicznych.

  • Gość: uncja IP: *.emea.ibm.com 9 lat temu
    Młoda nie jestem - w czasach PRLu jakoś kontakty telefoniczne kwitły
    znacznie bardziej niż teraz. Korzystało się z automatów, dzwoniło od
    sąsiadów - albo robiło się po prostu bardziej dalekosiężne plany
    przy okazji jakiegoś kontaktu.

    wpadało się do kogoś po zeszyt, czy żeby pożyczyć książkę,
    masowego "wpadania" dorosłych ludzi jakoś sobie nie przypominam.
    Teraz istotnie relacje są sms-owe, czas wolny jest bardzo cenny, i
    nie chcemy go przeznaczać na natrętnych gości.
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    Gość portalu: uncja napisał(a):

    >Młoda nie jestem - w czasach PRLu jakoś kontakty telefoniczne
    kwitły znacznie bardziej niż teraz. Korzystało się z automatów,
    dzwoniło od sąsiadów<

    :) Dzwoniło się od sąsiadów?? To do sąsiadów wpadało sie
    niezapowiedzianym, po to, zeby zapowiedziec swoją wizyte u innej,
    ważniejszej osoby? A jak sasiadka miała wlaśnie na twarzy maseczke z
    truskawki? :)), albo mąż czekał już w sypialni?? :)) Wychowałam sie
    w domu z telefonem i dobrze pamietam te pielgrzymki w przedpokoju.
    Czasami było jak w poczekalni u dentysty;) Co ciekawe? nikogo z nas
    to nie denerwowało, jako jedyni w kamienicy mieliśmy telefon, więc
    wydawało sie sprawą oczywista, że nalezy sie tym telefonem
    podzielić. Tu tez bywały osoby bardziej lub mniej kumate. Takie co
    załatwiły sprawę w pięć minut, i takie, co prosiły o krzesło i
    gadały godzinę. Cóż nam osobiście dawał ten telefon, skoro mieli go
    nieliczni i do znajomych należało i tak udac się osobiście? Telefon
    to mięta z bóbem, bo stał w przedpokoju. Gorzej było z telewizorem,
    też jedynym w "podwórku". Pamietam, że jak była "Kobra",
    albo "Bonanza", to nasz pokój zamienial się w osiedlowa swietlice!:)
    Wtedy nie do pomyślenia było, żeby nie wpuścić sasiadów na
    telewizję. Często nawet nie siedziało sie z tymi ludzmi w pokoju,
    albo ogladało cos z grzeczności, dla towarzystwa. Ciekawa jestem kto
    teraz by wytrzymał coś podobnego:)))

    >wpadało się do kogoś po zeszyt, czy żeby pożyczyć książkę<

    ...i okazywało sie, że już tam jest klka osób, ktore tez wpadły po
    zeszyt. Kwitło zycie towarzyskie, oj, kwitło:) W tym przypadku miało
    to dodatkowa zalete, bo rodzice mieli okazje zaobserwowac z kim ich
    dziecko sie przyjaźni i czy to wlaściwe towarzystwo. Teraz
    nawet "przetrzepanie" komórki nie da tej, jakże potrzebnej, wiedzy.
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Jestem w wieku babciowym, też żyłam w PRL-u i mieszkałam w kilku
    miastach. Wszędzie i zawsze ustalanie (to coś więcej niż
    zapowiadanie) terminu wizyty, nawet nieoficjalnej, było NORMĄ. Potem
    coś nam się schamiało, a teraz - jedni mają kulturę osobistą i
    empatię, a inni nie. A że tych innych jest większość? Hm, taki
    kraj...
  • Gość: Bzz IP: *.4web.pl 9 lat temu
    Babciu droga, czas się przebadać. W pewnym wieku zaczyna się tracić pamięć.
    Za czasów PRL-u wizyty umawiało się z rzadka, bo było to po prostu
    niemożliwością z przyczyn technicznych! Tyle, że jeśli ktoś wpadł nie w porę to
    zwyczajnie wychodził umawiając się na inny termin.
  • dominikjandomin 9 lat temu
    Gość portalu: Bzz napisał(a):

    > Babciu droga, czas się przebadać. W pewnym wieku zaczyna się tracić pamięć.
    > Za czasów PRL-u wizyty umawiało się z rzadka, bo było to po prostu
    > niemożliwością z przyczyn technicznych!

    Spoko, niektórzy mieli zawsze telefon, milicję na posyłki i nawet adiutantów...
  • dominikjandomin 9 lat temu
    A kto w PRLu miał ZAWSZE telefon i jego WSZYSCY znajomi też? Tylko władze...
  • theorema 9 lat temu
    ja sobie te norme wywalczam w latwy sposob, choc dla niektorych chamski sie
    wydac moze - otoz nie otwieram nikomu drzwi, kto nie jest zapowiedziany.
    Dozorczyni zostawi kartke, rodzina ma klucze, a pozostali telefon. Jak raz czy
    drugi taki wujek pocalowal klamke, to nastepnym razem zadzwonil. Czasami
    inaczej sie nie da...polecam w kazdym razie.
  • Gość: aaaa IP: *.ssp.dialog.net.pl 9 lat temu
    ość portalu: dom otwarty napisał(a):


    > takich niezapowiedzianych odwiedzin w ostatnich latach bardzo sie
    > zmieniło. Jeszcze nie tak dawno nikomu nawet nie przychodziło do
    > głowy żeby zapowiadać swoją wizyte. Przeciwnie, to miała być dla
    > odwiedzanych niespodzianka. Nie zapowiadano wizyt tez dlatego, żeby
    > gospodarzy nie zobowiazywac do jakichś szczególnych przygotowań.

    też to zauwazylam
  • Gość: Ania IP: 170.162.33.* 9 lat temu
    Ostatnie dwa lata mieszkałam na Bałkanach. Tam wciąż w kulturze
    naturalnym jest wpadnie bez zapowiedzi, przesiadywanie godzinami,
    ale z drugiej strony naturalnym jest, że jak goście przeszkadzają,
    mówi się im wprost, żeby sobie poszli. Ja byłam zachwycona takimi
    normami kulturowymi.
    Teraz mieszkam z powrotem w Polsce i męczy mnie, ze nawet na głupią
    herbatę trzeba się z ludźmi umawiać i to nie, że ja bym chciała do
    kogoś, ale i nikt do mnie nie chce wpadac bez zapowiedzi. Chociaż
    wszystkich znajomych do tego zachęcam.
    Strasznie mi tego brakuje, bo uwielbiałam ten harmider gościnny i
    to, że zawsze coś się działo w naszym domu.
  • Gość: emi IP: *.ip-p12.gni.pl 9 lat temu
    Mnie również brakuje tych niespodziewanych wizyt :),lubię jak przychodzą do mnie
    goście :)
  • Gość: inka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Gość portalu: dom otwarty napisał(a):
    > :)Też nie przepadam za takimi wizytami, i bez zapowiedzi nie
    > odwiedzam, ale przy okazji zrodziła się refleksja, że nastawienie do
    > takich niezapowiedzianych odwiedzin w ostatnich latach bardzo sie
    > zmieniło. Jeszcze nie tak dawno nikomu nawet nie przychodziło do
    > głowy żeby zapowiadać swoją wizyte. Przeciwnie, to miała być dla
    > odwiedzanych niespodzianka. Nie zapowiadano wizyt tez dlatego, żeby
    > gospodarzy nie zobowiazywac do jakichś szczególnych przygotowań.
    > Ludzie "wpadali" do siebie wzajemnie, pogadali, wypili herbatę i po
    > sprawie:) W każdym domu zawsze była jakas awaryjna paczka kruchych
    > ciasteczek na wypadek, gdyby ktos wpadł niespodziewanie. W sobotnie
    > popołudnie i w niedzielę, to już obligatoryjnie można było
    > spodziewać sie gości, albo samemu robiło się niespodziankę znajomym.
    > I tak sobie myślę, że to było fajne. Przecież wtedy też raczej
    > wszyscy pracowali, też musieli uporać się z pracami domowymi, a
    > dzieci też chodziły do szkoły i odrabiały lekcje. Co w takim razie
    > się zmieniło, i dlaczego?

    A dlaczego cos sie mialo zmienic? Np. dla mnie zachowania, ktore opisujesz sa
    zupelnie obce-nie przypominam sobie "obligatoryjnych" odwiedzin. Dla mnie takie
    zachowanie zawsze bylo oznaka braku kultury i zawsze takie bedzie. Nic w tym
    fajnego. Zawsze tez mam zarcie w zapasie, ale nie o to chodzi. To po prostu
    niegrzeczne tak sie komus zwalac na glowe i nie ma znaczenia, czy gospodarz ma
    cos do roboty czy chcial np. legnąć na kanapie i poczytac ksiazke. Warto tez
    rozrozniac takie rzeczy jak wizyta np. najlepszej przyjaciolki, ktora istotnie
    skads tam miala po drodze i wpadnie na chwile spontanicznie, a najazd
    upierdliwcow z rozwydrzonym dzieckiem, ktorzy nie dosc, ze ciagle powtarzaja ten
    numer to wcale nie wpadaja na chwile.
  • Gość: Sylwia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    To samo pomyślałam po przeczytani kilku pierwszych wpisów.
    Trochę żal
  • mallina 9 lat temu
    Gość portalu: dom otwarty napisał(a):

    W sobotnie
    > popołudnie i w niedzielę, to już obligatoryjnie można było
    > spodziewać sie gości, albo samemu robiło się niespodziankę znajomym.

    no wlasnie, weekend
    w ciagu tygodnia raczej tak wielu wizyt nie skladano

    u siebie w domu tez pamietam jak goscie przychodzili, bo "po drodze im bylo";-)
    i nikt sie nie denerwowal, ale od momentu jak w koncu u nas pojawil sie telefon
    to raczej dzwoniono.
    w dzisiejszych czasach chyba kazdy ma komorke(no zdecydowana wiekszosc), co za
    problem zadzwonic i zapytac sie czy w ogole ktos jest w domu>
    zreszta po to pewne rzeczy wymyslono(telefony)aby wlasnie w takich sytuacjach z
    nich korzystac;-)
    sama nikogo nie nawiedzam niespodziewanie, ani nie lubie towarzyskich
    niespodzianek, wolalabym miec chocy ten kwadrans, dwa na ogarniecie sie.
    blogoslawie domofon w ktorym widze kto na dole dzwoni;-)))
    (bo jednak nie kazdemu chce sie pokazywac w szlafroku czy maseczce na twarzy)

    --
    nadeszła pora:
    www.fox.com/24/
  • kol.3 9 lat temu
    Moi rodzice i teściowie tak wpadali do znajomych, ale było to w
    niedzielę po południu i z tzw. 10 ciastkami, a nie w zwykły roboczy
    dzień, kiedy się sprawia kłopot Wpadanie miało miejsce ok. godziny 16
    i było wpadnięciem na godzinę.
  • Gość: miu IP: *.fbx.proxad.net 9 lat temu
    Zwyczaj niezobiowiazujacego "wpadania" wciaz jest kultywowany np. w
    Afryce. Nie pisze tego zlosliwie, po prostu tam czas inaczej plynie,
    tak jak w Polsce w PRLu.
    Na Zachodzie wpadanie z niezapowiedziana wizyta zawsze bylo
    nietaktem.
  • Gość: minia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    zdecydowanie ` NIE! Ja też się nie pcham do kogos bez uprzedzenia,
    bo mam wyobraźnię i nie chcę stawiac kogoś w kłopotliwej sytuacji.
    Jaki to problem zadzwonić i zapytać czy można? Są osoby, z którymi
    jestem bardzo blisko, na tyle , ze wiedzą co w danej chwili mogę
    robić i też nie obawiam się , ze obrobią mi tyłek , ze w chałupie
    jakiś bałagan. Takie osoby mogą zawsze jak w dym. Kilka lat temu jak
    wyszłam za mąż i rodzina mojego męża zaczęła nas nachodzić, kiedy im
    się żywnie podobało dałam lekko do zrozumienia, że jest coś takiego
    jak telefon to obraza była niesamowita. Nie mogli za chiny skumać,
    że wolimy czasami robić coś innego , niż kawkowac i herbatkować z
    nimi. Koszmar. Inny świat. To rodzina , w której ciągle ktoś u kogoś
    siedzi i d... obrabia. Odzwyczaiłam ich, na szczęście.
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    Gość portalu: minia napisał(a):

    >Są osoby, z którymi jestem bardzo blisko, na tyle , ze wiedzą co w
    danej chwili mogę robić i też nie obawiam się , ze obrobią mi
    tyłek , ze w chałupie jakiś bałagan. Takie osoby mogą zawsze jak
    w dym
    .<

    Ano właśnie:) chyba mamy odpowiedz na pytanie, czy lubimy
    niezapowiedzianych gosci. Po prostu zalezy kto nas odwiedzi.

    >Kilka lat temu jak wyszłam za mąż i rodzina mojego męża zaczęła
    nas nachodzić,<

    Nachodzić... jedni moga "jak w dym", a drudzy nachodzą.

    >Koszmar. Inny świat.<

    I w tym cała tajemnica przyjemności z kontaktów miedzyludzkich:)
    Może więc nie chodzi o odwiedziny w nieodpowiedniej porze, ale o to,
    że nie bardzo potrafimy dobrac sobie znajomych?
  • Gość: kl IP: 86.47.59.* 9 lat temu
    Jacys tepi ci Twoi znajomi a to, ze z nimi sie zadajesz tez nie najlepiej o
    Tobie swiadczy.
  • Gość: pippi IP: *.14.28.78.cable.dyn.petrus.com.pl 9 lat temu
    Nienawidzę niezapowiedzianych wizyt. Sama też ich nie składam. Nawet
    bliska mi osoba może zadzwonić i się zapowiedzieć a ja nie mam
    oporów przed powiedzeniem 'chętnie, ale za godzinę' lub 'sory, ale
    dziś mamy inne plany' bo czasem mamy ochotę pobyć z mężem sami.
  • donnastregha 9 lat temu
    kultura osobista wymaga, żeby się zapowiedieć, gdy się wpada do kogoś w celach towarzyskich. w pięknych czasach mojego dzieciństwa, gdy telefony były rzadkością, to moi rodzice i ich znajomi na towarzyskie spotkania i nasiadówki zawsze się umawiali. jak ktoś wpadał bez zapowiedzi, to zwykle miał jakiś interes i siedział krótko.
    jeżeli wśród twoich znajomych było inaczej, to współczuję.

    a obecnie mam coś w rodzaju domu otwartego, bo sporo osób nas odwiedza, ale także rządzą tymi odwiedzinami pewne zasady dobrego wychowania. jak bez zapowiedzi wpadnie moja teściowa, przyjaciółka, bratowa, czy ktoś naprawdę bliski, to nie ma sprawy, pod warunkiem, że ta osoba weźmie poprawkę na to, że ja w danym momencie mogę sprzątać/gotować obiad/karmić dziecko czy je usypiać.
    i te osoby same sobie zrobią herbatę i nie obrażą się, że nie mam dla nich czasu, a bywa że właczą się w domowe obowiązki.
    a jak ktoś chce długą nasadówkę, to niech się umawia, bo inaczej będzie sam siedział na kanapie, a ja będę zajęta w innym pokoju. albo normalnie przeproszę i porposzę o wizytę w innym terminie.
    bo nie będę dla czyjejś przyjemności poświęcała czasu mojego dziecka...
    i ci wszyscy lubiący "bywać w gościach" powinni to zrozumieć i uszanować.
    ja szanuję czas innych i tego wymagam.
  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    donnastregha napisała:

    >gdy telefony były rzadkością, moi rodzice i ich znajomi na
    towarzyskie spotkania i nasiadówki zawsze się umawiali<

    Listownie??? ;;))

    >jak ktoś wpadał bez zapowiedzi, to zwykle miał jakiś interes i sie
    dział krótko.<

    :)To tez niezapowiedziana wizyta, w czasie której można zauważyć
    nieład w mieszkaniu i oderwac pania domu od codziennych obowiązkow.
    A co, jesli taki krótki interes będzie miało trzy osoby dziennie?
    To, co piszesz dalej tylko potwierdza moje wcześniejsze
    przypuszczenie, że zalezy kto nas odwiedza:)
  • Gość: wj_2000 IP: *.spray.net.pl 9 lat temu
    Gość portalu: dom otwarty napisał(a):

    > Listownie??? ;;))

    A nie przyszło Ci do głowy, że można było w godzinach pracy zadzwonić do
    przyjaciela, też w pracy? Albo się razem pracowało. Albo się umawiało na
    odwiedziny następne wychodząc z poprzednich. A i listy, to nie była egzotyka!
    Dzisiaj nie istnieją, ale kiedyś...
  • Gość: minia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    nie wiem czy się dobrze rozumiemy i muszę jeszcze uściślić, to co
    napisałam wcześniej. Wypunktowałaś dwie rzeczy z mojej wypowiedzi,
    które są oczywiste, że są osoby fajne i fajniejsze..., ale to nie
    zmienia faktu i jednocześnie zasady, ze jakieś normy spoleczne
    istnieją i należy je stosować. Tym osobom fajniejszym zezwalamy na
    dużą poufałość, pozwalamy przychodzić kiedy chcą i nawet dzwonić
    niezależnie od pory dnia i nocy, ale na to jest wyraźne pozwolenie z
    naszej strony. Dla wszystkich pozostałych są normy i już. Dom
    otwarty to nie obora, albo bar dworcowy, do którego mogą wszyscy i
    zawsze. Sądząc po wypowiedziach dla większości z nas dom to nasz
    azyl, nasza intymność i mamy prawo do tego żeby mieć spokój kiedy
    chcemy i robić co chcemy.
    Nie rozumiem za bardzo autorki wywołanego tematu, ze nie zrobiła z
    tym porządku, ale pewnie dlatego napisała , żeby się poradzić. Muszę
    przyznać, że mistrzem asertywności nie jestem.W sytucji, która się
    powtarza i jest dyskomfortem dla mnie nie do przyjęcia, potrafię
    coś delikatnie zasugerować i czekać ...a jak ktos małokumaty to walę
    prosto w oczy.



  • Gość: dom otwarty IP: 195.93.162.* 9 lat temu
    Gość portalu: minia napisał(a):

    > nie wiem czy się dobrze rozumiemy <

    Dobrze sie rozumiemy:) Własnie chodzi o to, że jedni moga wiecej, a
    drudzy powinni stosowac sie do norm. Stąd moja uwaga, ze może nie
    potrafimy dobierac sobie znajomych tak, zeby wszyscy mogli wiecej.
    Nie znaczy to, że mogac więcej musza koniecznie z tego przywileju
    korzystać, bo szybko przejda do grupy tych, dla ktorych wyznaczamy
    normy:) W życiu nie ma jednak tak dobrze, żeby miec koniecznie to,
    co pasuje, czasam trzeba zacisnąć zęby i przetrwać. Ja uważam, że
    Autorka doskonale wie, co powinna zrobić, i skoro nie pozbyła sie
    problemu, to nasze rady też nic nie pomogą. Poza tym wydaje mi sie,
    że ci jej goście wcale nie zdają sobie sprawy z tego, że sa tak
    odbierani. No bo jeżeli pozostają w częstym kontakcie, jeżeli sa
    przyjmowani i nie słysza słowa skargi, nie widza niezadowolenia, ich
    dziecko jest karmione z talerza dziecka gospodarzy, to pewnie
    uwazają znajomość za taką z grupy tych, co "mogą więcej":) Może to
    sa całkiem fajni ludzie, a po prostu za bardzo zaufali przyjaźni?
    Dlaczego tak jest, że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać
    otwarcie? Może wystarczyłoby jedno właściwie wypowiedziane słowo?
  • ruta.dl 9 lat temu
    to dziala na tej zasadzie, ze nikt nie bedzie z jednakowym
    entuzjazmem goscil pod swoim dachem Jaruzelskiego, Walesy i
    Kaczynskiego.
    --
    Pozdrawiam
    Dorota

    Nie kop się po tyłkach z jeżozwierzem.
  • madzioreck 9 lat temu
    Gość portalu: dom otwarty napisał(a):

    > Nachodzić... jedni moga "jak w dym", a drudzy nachodzą.

    Wiesz, myślę, że nawet najlepszy przyjaciel wpadający na chwilę codziennie i
    siedzący do wieczora też może zdenerwować.
    --
    75/112 - 70(32)J/70P
    Moja ulubiona biżu :)
  • mm969696 9 lat temu
    Mam znjaomych którzy pracują po kilka godzin dziennie i mają w d*** że mój mąż
    pracuje po 12 godzin , że jesteśmy zajęci itd.Wpadają kiedy chcą i nic ich nie
    rusza, ani delikatne sugestie że jesteśmy zmęczeni czy że mamy coś do zrobienia.
    Podziałało tylko jedno, raz gdy przyszli jak zwykle w środku tygodnia bez
    zapowiedzi i się rozsiedli mimo że widzieli że się uczę, nie wytrzymałam i
    wściekła wykrzyczałam im wszystko co o nich myślę, o ich odwiedzinach. NIe
    odzywali się do nas po tym zdarzeniu przez 3 miesiące. Boże jak ja miło i z
    nostalgią wspominam ten czas:) niestety oni znów powrócili i zachowują się tak
    samo jak przedtem:(
    Nie mamy z mężem dzieci i nasi znajomi również w zdecydowanej większości dzieci
    ni mają. MOże dlatego TEn zwyczaj wpadania bez zapowiedzi jest tak popularny.
  • Gość: wredna IP: 77.236.0.* 9 lat temu
    A nie możesz po prostu powiedzieć jak przyjdą następnym razem, że masz straszną migrenę/właśnie gdzieś wychodzicie/przepraszasz, ale nie macie czasu/dziecko chore/ i zamknąć drzwi. I tak, kilka kolejnych razy, dodając konsekwentnie: najlepiej zadzwońcie wcześniej. Jeśli za każdym razem wpuszczasz, karmisz i dajesz sobie wejść na głowę, to małe szanse na poprawę sytuacji. Ja jak niechciany gość się wpraszał (przez telefon) mówiłam tak, tak, ale nie mam czasu. A dawniej rzeczywiście ludzie pracowali do drugiej - trzeciej góra, dzieci wracały o pierwszej ze szkoły i telefonów nie było. Ale wpadało się na pół godziny, herbatkę i herbatniczka, a nie na obiad i nie codziennie jednak.
  • ratel 9 lat temu
    Hmmmm, nie rozumiem.

    A nie można znajomym zakomunikować jasno i wyraźnie, ale przy tym grzecznie, że
    takie częste wizyty bez uprzedzenia bardzo Wam dezorganizują życie, że chętnie
    się spotkacie, ale po uprzednim umówieniu się, że krępuje Was to bardzo.

  • Gość: zb IP: *.chello.pl 9 lat temu
    to im powiedz!!!!! teraz nei masz czasu, a robiac uniki, wcale nie
    dajesz im jasno do zrozumienia. no chyba, ze si boisz powiedziec, to
    twoj problem
  • Gość: lisiczka IP: *.173.27.180.tesatnet.pl 9 lat temu
    heheh, to teraz WY zacznijcie sie cala rodzinka przez miesiac wbijac
    im na chate!!! i upierdliwie siedziec do 22 dzien w dzien!!! niech
    zobacza jak to super jest, to sie im odechce ;)

    a na serio to jacys tepi sa ci ludzie. a ty troche chyba jednak za
    malo asertywna...
  • Gość: Michał IP: *.pl 9 lat temu
    Ucieszyć się, na ich widok, mamuśkę zagonić do obierania ziemniaków,
    ojca do odkurzania, a dzieciaki do wspólnego sprzątania pokoju
    Twojego dziecka.
  • jarod17 9 lat temu
    Przecież rozwiązanie jest proste - przychodzą to niech się sobą zajmują. Robisz
    obiad? Mowisz gosciowi zeby skoczyl po cebule do sklepu a babeczce kazesz
    ziemniaki obierac. Nie traktuj ich jako gosci - ze trzeba na ich chuchać
    dmuchać. Jak przychodzą często to nie mogą wymagać twojej ciągłej uwagi.
    Masz swoje rzeczy do zrobienia to zrób - idź do innego pokoju prasować, zrób
    pranie - nie przejmuj się nimi.

    Jak zmienisz nastawienie to sie okaze ze calkiem dobrze sie z nimi zyje
  • Gość: jackowsky IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    No to po prostu zrób im tylko herbatę i zajmij się tym czym zajmowałabyś się
    gdyby nie przyszli. Jeszcze większy skutek odniesie zaangażowanie znajomych do
    wykonywania tych czynności.
    "O fajnie, że przyszliście. Pomożecie mi tylko pozmywać i już będzie herbatka."
  • Gość: Alza IP: 91.208.10.* 9 lat temu
    pamiętam jak moja mama się wściekała, bo sąsiad przychodził w
    niedzielę zawsze w porze obiadu. Nie pomagały nawet zmiany godzin
    posiłków. Sąsiad oczywiście zawsze chętnie jadł u nas obiad. W końcu
    mama powiedziała do taty, aby wcześniej przed obiadem poszedł do
    sąsiada i przyszedł za godzinę jak będzie obiad gotowy sam. Była
    niesamowicie ździwiona jak zobaczyła tatę po dwóch minutach. Pyta go
    co się stało, a tato odpowiada nic tylko Heniu je obiad i
    powiedział, że przyjdzie do mnie za godzinę.
  • misself 9 lat temu
    Nie wiem, czy lubię, bo moi znajomi są dobrze wychowani i pytają, czy mogą
    wpaść, choćby na herbatę. Tych źle wychowanych spławiłam już dawno :-)
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • Gość: kowensulia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    zainwestuj kilka zl, kup im wielka paczke herbaty noname, daj w prezencie i
    powiedz ze nie bedziesz miala dla nich teraz czasu, ale tu jest dla nich
    herbatka - niech sobie sami robia.
    mozesz do pudelka wlozyc troche przepisow np z forum Kuchnia. i link do tego
    watku :)
  • Gość: anna IP: *.chello.pl 9 lat temu
    Mam taką sąsiadkę...Starsza pani, nudzi się, ja to nawet rozumiem, ale wpada kiedy jej się chce. Zawsze nie w porę. Składa wizyty późnym wieczorem (fakt, że kładziemy się spać w nocy, mamy wolne zawody i duzo pracujemy w domu) i na ogół wtedy, kiedy właśnie zaczynamy oglądać film, na który czekalismy, albo mamy właśnie ochotę położyć się wcześniej...
    Czasem widzi porozkładaną robotę (jestem grafikiem), ale jej to nie przeszkadza, rozsiada się, jak najbardziej, a moje skupienie, a czasem i pomysł szlag trafia. Siedzi do usranej śmierci.
    Najbardziej jestem przerażona, kiedy widzę, że zabrała ze sobą robótkę, mamusiuuu, wtedy wiadomo, że planuje posiedzieć.
    To nie jest osoba samotna, ma dzieci, wnuki (wnuk z nią mieszka), mnóstwo psiapsiółek. Codziennie kogoś nawiedza, jak nie nas, to innych sąsiadów.
    Udziela dobrych rad, wszędzie była, wszystko widziała, jest znakomicie wykształcona, a jej dzieci to geniusze. Jej syn wszystko ma, najlepsze w gatunku, ilekroć zobaczy coś nowego, zaraz słyszę, że Witek takie już dawno kupił, tylko lepsze, oczywiście. Droższe. Z wyższej półki. Jakieś to takie wkurzające, bo wiem, że złośliwe.

  • Gość: Monika IP: *.icpnet.pl 9 lat temu
    Nie przepadam za niespodziewanymi "nasiadówkami" ,dla mnie niezapowiedziana wizyta to szybkie załatwienie sprawy, oczywiście nie cierpiącej zwłoki niemalże w drzwiach. Takie sytuacje się zdarzają, bo coś tam się stało. Ale takich "notorycznych" gości po kolejnej wizycie zaprosiłabym do domu, ale w korytarzu powiedziałabym, że niestety nie dysponuję czasem dla nich i mam absolutnie odmienne plany. Ktoś już napisał, że jak się obrażą to ich problem. Takim znajomym "dziękuję", nie są w moim kalendarzu. Drugą metodą jest zrobienie zdziwionej miny, że nie pamiętasz abyśmy się dzisiaj umawiali, bo w Twoim kalendarzu nie jest to odnotowane. Odprowadzić do drzwi powiedzieć, aby następnym razem uzgodnili termin wizyty, bo Twój prywatny czas jest tylko li i wyłącznie przez Ciebie rozdzielany a nie lubisz jak ktoś Co go reorganizuje. Uwielbiam używać słów, których rozmówca (nachalny albo niekulturalny) nie rozumie, mam ubaw po pachy z zachowanie powagi sytuacji i ogromnego szacunku dla rozmówcy. Osobiście nie karmię cudzych dzieci, bo uważam, że to rodzicie decydują o sposobie odżywiania swoich latorośli. Jeśli młody nadzierałby się, że jest głodny, powiedziałabym, aby udał się do domu, bo tu nie ma dla niego odpowiednich potraw, które powinni jeść dzieci w jego wieku. Jeśli rodzice nie zrozumieją aluzji pozbyć się i autentycznie nie otwierać (moja mama tak zrobiła, a byli namolni nieludzko). To, że Twoje auto stoi pod blokiem to nie znaczy, że jesteś w domu. Spacery to świetny relaks. Napisałaś, że natręci mają czysty dom i pełną lodówkę. Ty z racji tego, że ciągle ich karmisz niekoniecznie. Nie masz żadnego obowiązku, przymusu, gościnność sobie odpuść. Pomysły im bardziej zwariowane, tym lepsze. Życzę cierpliwości i postawienia na swoim.
    P.S. nie odkroiłabym swojemu dziecku kawałka kotleta, dla innego dziecka, które ma zdrowych i pełnych werwy rodziców. NIGDY.
  • moniowiec 9 lat temu
    pochodze z wiochy gdzie telefonów jak na lekarstwo i nie pamietam by ktoś się nie umawiał na wizytę - chyba że chciał mnie wyciągnąć z domu gdzieś na wspólną włóczęgę/imprezę, ale to co innego. teraz też nie mam wizyt bez zapowiedzi, bo nawet jak auto jest przed blokiem (już miastowa jestem :D) to mogę być na spacerze/zakupach i autobusem, a żaden z moich znajomych nie jest na tyle głupi, by tracić czas na całowanie klamki.
    --
    W dyskusji nie zniżaj się do poziomu idioty, bo pokona cię doświadczeniem.
    Mój brzdąc
  • wilk.pustynny 9 lat temu
    Ja lubię niezapowiedziane wizyty to dla mnie znak, że się o kimś pamięta, że
    jesteśmy na tyle dobrymi znajomymi, że nie musimy traktować się formalnie i
    możemy po prostu do siebie wpaść. Z resztą takie spotkania spontaniczne zawsze
    dobrze wychodzą. Tylko moja dziewczyna zawsze drze włosy z głowy, że nie ma co
    na stół postawić i żebym leciał do monopolowego po jakieś wino i paluszki. I
    drałuj chłopie przez śniegi Warszawy do sklepu :) No ale jak to mówią - cygan
    dla towarzystwa da się powiesić
  • biedny.pawel 9 lat temu
    hehe. no mam podobne podejście, co ty. tylko, że ja albo trzymam zapasy w domu, albo wyrabiam nawyk u gości przynoszenia ze sobą rzeczy typu alkohol czy chipsy. chociaż w warszawie otwierają serwis zajmujący się dowozem alkoholu-Meta 24 - może być pomocny w przypadku niezapowiedzianych gości.

    no i chyba kobiety zawsze tak mają, że rwą włosy z głowy, że nie mają co na stole postawić. mój ojciec zawsze spraszał do domu ludzi nie mówiąc mamie, a mama potem mu kołki na głowie ciosała, że nawet sałatki żadnej nie zrobiła i jak to wygląda:) takie są kobiety :)
  • Gość: kerstin IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    biedny.pawel ! Jakby tak było, to wkrótce zostalibyśmy alkoholikami.Moi znajomi
    są niestrudzeni w bojach, potrafią nawiedzac codziennie...
    I,żeby nie było ja nie jestem niegoscinna...jakby tak było nie wpuszczała bym
    ich za próg:) Ale trzeba zrozumiec, ze nawet najsmaczniejsza potrawa po jakimś
    czasie brzydnie.
    na swój sposób fascynuje mnie, co siedzi takim ludziom w głowie, że też obydwoje
    mają takie same gusta...No dobrali się.Mnie aż jest wstyd za nich:(
    Muszę zrobic radykalne cięcia, bo mam dosc
    Aaaa, jak nas nie ma to ona dzwoni po 30 razy na komórkę:/
  • biedny.pawel 9 lat temu
    nie no ja lubię niezapowiedziane wizyty co do zasady - to co robią Twoi znajomi
    to już nie są wizyty, to nachodzenie... może spróbuj tego samego:) nawiedzaj ich
    codziennie
  • czwarty.wymiar 9 lat temu
    Ale to nie chodzi o formalne traktowanie się i unikanie spontaniczności. Wystarczy telefon: "wpadnę, co ty na to?". Przecież zdarza się czasami np., że człowiek się źle czuje, chce się chwilę przespać, ma coś bardzo pilnego do zrobienia i wtedy raczej nie ma ochoty na gości. Zatem takie telefoniczne "zapowiedzeni się" ułatwia życie.
    --
    Podziękuj...
  • Gość: szadoka IP: 212.160.172.* 9 lat temu
    Oj tez takich nie znosze....Lubie gosci i mam starszna frajde jak
    moge sie przygotowac na ich przyjscie i upichcic cos fajnego. Ale
    takich znienackowych nie znosze. Sama nikogo nie uszczesliwiam
    swoimi niezapowiedzianymi wizytami i jak do kogos wpadam to zawsze
    staram sie cos ze soba przyniesc ( jesli ma byc dluzsza posiadowka
    to jakas salatke i wino, jesli kawka to jakies ciastka albo lody).
    Niestety najlepszym sposobem na takich niereformowalnych jest
    asertywnosc...
  • Gość: mantikora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Nie znoszę niezapowiedzianych wizyt. To było fajne jak chodziłam do podstawówki
    i nikt nie miał komórki, internet sporadycznie. Się szło i tyle. A teraz? Teraz
    jestem zmęczona, muszę się zająć domem, swoimi sprawami, nawet po prostu
    odpocząć i mieć trochę czasu dla siebie. Mieszkam w domku jednorodzinnym,
    zazwyczaj jak mi ktoś dzwoni niezapowiedzianie do drzwi - po prostu nie
    otwieram. Udaję że mnie nie ma/popsuł się dzwonek przy furtce/siedziałam w
    wannie/spałam... cokolwiek. I zawsze dodaję - zadzwońcie, wyślijcie maila, to
    nie średniowiecze, można się bez problemu komunikować. Powiem szczerze - prawie
    wszyscy się nauczyli. Prawie - oprócz rodzinki ze wsi - lubią sobie skubańce
    przyjechać i dobijać się do mnie w niedzielę o 9 rano. A ja jak nie otwierałam
    tak nie otwieram. Jaka reakcja? "Matko Bosko Chrystusowo, jak można spać tyle w
    niedziele, do kościółka dziecko poszłaś? Dom oporządziłaś?". Tak tak ciociu,
    krowy i świnie też nakarmiłam, a co ;)
  • Gość: mmarcinn IP: 82.160.252.* 9 lat temu
    A co na to mąż? Trzeba się zastanowić z jakiej strony są to znajomi. Bardziej męża czy Twoi. To z Was które się bardziej do nich poczuwa powinno pogadać z Panią znajomą lub z Panem zależnie kto i do kogo ma większą "śmiałość":) najlepiej na osobności.
  • Gość: ania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Ja nie toleruję u siebie takich wizyt.Dziś,w dobie komórek telefon
    pół godziny wcześniej z zapytaniem "czy nie przeszkodzimy" to
    konieczność,bo może akurat:a/żle się czuję i chcę sobie
    poleżeć,b/przyniosłam z pracy papierkową robotę,c/poprztykałam się z
    mężem i w domu jest ciężka atmosfera,d/gotuję obiad na jutro a mam
    jeszcze pranie do zrobienia...może byc tysiąc powodów,dla których
    wizyta gości w TYM akurat momencie byłaby co najmniej
    kłopotliwa.Kiedyś oczywiście było inaczej,jak ktoś wyżej napisał;z
    braku internetu,komórek (zwykłe telefony też nie wszyscy
    mieli),ludzie częściej wpadali ot tak,ale czasy się zmieniły..
  • Gość: ruda_z_kaszub IP: 212.76.37.* 9 lat temu
    Z nostalgią wspominam dzieciństwo na wsi i niezapowiedziane wizyty sąsiadów,
    wujków, cioć, kuzynów u nas i odwrotnie. Bliskie relacje powodowały, że takie
    odwiedziny nie były uciążliwe, nikt nie przerywał swoich obowiązków żeby usiąść
    i zabawiać gościa. Jak się gotowało, to gość obierał ziemniaki, jak się robiło
    pranie, to gość dostawał herbatę i towarzyszył przy "Frani".
    Teraz mieszkam w Stolicy, niby mam bliskich znajomych, których mogę najść bez
    zapowiedzi, jednak zawsze wizyty uprzedzam telefonem. Bo ani nie chce mi się
    klamki całować ani stawiać nikogo w niezręcznej sytuacji przerywania
    zaplanowanych działań.
    Do tej pory jak odwiedzam wieś kaszubską, to kolęduję po rodzinie i znajomych
    jak za dawnych lat i nikogo to nie dziwi. Jednak tam życie toczy się innym
    rytmem, mniej więcej wiem, czy kogoś zastanę w domu, czy nie. W mieście, co
    innego - wszyscy pędzą i planują, więc nieelegancko jest się wprosić bez
    uprzedniego wpisania w kalendarz. amen.
  • truscaveczka 9 lat temu
    No wiesz, ale istnieje różnica między kulturą wiejską, miejską,
    wielkomiejską, proletariacką, inteligencką - każda grupa ma swoje
    normy.
    Ja akurat jestem z grupy ą ę bułkĘ przez bibułkĘ i do mnie trzeba się
    umawiać sporo wcześniej. I niczyją niewolnica nie będę. Nie lubię
    ludzi generalnie. Tzn lubię ale na odległość.
    Bezwzględnie otwieram drzwi tylko teściom i babci męża. Reszta sobie
    musi zasłużyć odpowiednio wczesną zapowiedzią.
    --
    [url=http://userbars.pl/Software/Userbar/10366,Kabuntu,linux,user.htm
    ][img]http://img.userbars.pl/52/10366.jpg[/img][/url]
    [url=http://userbars.pl/Narodowe/Userbar/24382,Pisze,poprawnie,po,pol
    sku.htm][img]http://img.userbars.pl/122/24382.jpg[/img][/url]
    "Libido jest jak pszczółka Maja - gdzieś jest lecz nie wiadomo
    gdzieee" /by Driadea/
  • Gość: Gocha IP: *.smrw.lodz.pl 9 lat temu
    Ja już nie mam takich znajomych, którzy przychodzą niespodziewanie (przez moją
    asertywność ich straciłam, na szczęście), ale moja mama ma. Zawsze, gdy chce
    kogoś spławić, mówi, że ma dyżur u wnuków i musi jechać. Każdy to rozumie. Muszę
    tylko ją kryć przed psiapsiółkami. Spytałam się mamy, czy nikogo nie zastanowiło
    to, że tyle lat te wnuki wymagają pomocy i opieki (obecnie mają 19 i 24 lata).
    Ale okazuje się, że nie i wytłumaczenie cały czas działa.
  • Gość: Ana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    Poświęć się i przez parę dni/ tygodni bądż pierwsza oczywiście z
    głodnymi dziećmi pod ich drzwiami.
  • Gość: magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 9 lat temu
    I ja niezapowiedzianym wizytom mówię nie. Nie tak dawno w takiej
    sytuacji postawila mnie teściowa.
    Dzwonek jakby się paliło. W popłochu szukam spodni od dresu, bo
    paradowałam po domu w bluzie. Oczywiście wzorowego porządku nie
    było. W łazience sterta rzeczy do prania, w kuchni naczynia do
    mycia, w dziecinnym nieuporządkowane zabawki. Na dodatek w pokoju
    dziennym papierzyska po sufit, przy komputerze ze 3 filiżanki po
    kawie.Obiad zostawiłam "na potem", bo planowałam placki.
    Teściowa jest osobą niereformowalną. Argumenty, bo pracujesz
    (czyt.siedzisz) w domu, bo w mojej rodzinie nikt nie dzwonił są na
    porządku dziennym. Ona czuje się u nas jak w domu i zapomina, że
    jest tylko gościem. Może gdyby dała się lubić...
  • bubster 9 lat temu
    A musisz otwierać drzwi?
    Chociaż, w końcu to teściowa. Otwórz drzwi, wpuść do domu, powiedz
    że jesteś zajęta - i rób wszystko tak, jakby jej nie było
    (sprzątanie, praca itp).
    --
    _____________________________________
    Nic ciekawego - seksu nie ma, prochów nie ma, tylko praca i praca....
  • czwarty.wymiar 9 lat temu
    Może popracuj nad asertywnością.
    --
    Podziękuj...
  • gosc_nie_dzielny 9 lat temu
    czwarty.wymiar napisał:

    > Może popracuj nad asertywnością.

    Dokladnie tak.

    Moi znajomi doskonale wiedza, ze jesli nie sie umowia na okreslona godzine i
    nie pojawia sie na miejscu punktualnie, to ja nawet nie podejde do domofonu. I
    nikt nie probuje mnie odwiedzac bez uprzedniego umowienia sie. Nawet (a moze tym
    bardziej) moja dziewczyna nie przychodzi niezapowiedziana.

    Osobe, ktora stanelaby w moich drzwiach bez zapowiedzi, zjebalbym jak psa
    (wybaczcie wyrafinowane porownanie) i pogonil precz. Chyba, ze byloby to totalne
    emergency - siekiera wbita w glowe, albo zbiorowy gwalt, ktory akurat mial
    miejsce pod moja kamienica...

    Trzeba szanowac swoja prywatnosc!
  • Gość: Digoxin IP: *.acn.waw.pl 9 lat temu
    Dokładnie, idealnie tak trzeba robić ! Podpisuję się pod postem
    gościa_nie_dzielnego. Ja też udaję materię nieożywioną jeśli ktoś
    mnie nachodzi. My home is my castle!
  • xolaptop 9 lat temu
    Ta tzw. asertywnosc to egocentryzm polaczony z chamstwem. I tego faktu nie
    zmieni korzystanie z modnego slowa asertywnosc uzywanego przez roznych w dupe
    lepszych egoistow, a ze sie ich wielu naplenilo, trudno. Potwierdzi to kazdy
    pamietajacy, jacy ludzie byli kiedys, co widac wyzej w tym watku.
    Skoncentrowanym na sobie i mamonie lajza mowimy 3 x NIE.
  • gosc_nie_dzielny 9 lat temu
    xolaptop napisał:

    > Ta tzw. asertywnosc to egocentryzm polaczony z chamstwem. I
    > tego faktu nie zmieni korzystanie z modnego slowa asertywnosc
    > uzywanego przez roznych w dupe lepszych egoistow, a ze sie ich
    > wielu naplenilo, trudno. Potwierdzi to kazdy pamietajacy, jacy
    > ludzie byli kiedys, co widac wyzej w tym watku.

    Z tej pelnej jadu wypowiedzi wnioskuje, ze nie potrafisz byc asertywny, w zwiazku z tym kazdy robi z Toba to, na co ma ochote. Kazdy pamietajacy, jacy to ludzie byli kiedys potwiedzi, ze to sie nazywa pantoflarstwo, brak kregoslupa i slaby charakter. :-)

    Zgadzam sie jednak, ze w asertywosci jest pewien element egocentryzmu. Nic w tym zlego zreszta. Z chamstwem nie moge sie zgodzic - nie wiaze sie ono w zaden sposob z poziomem asertywnosci.

    > Skoncentrowanym na sobie i mamonie lajza mowimy 3 x NIE.

    Bede asertywny i powiem Ci wprost: po polsku mowi się "łajzom", nieuku.
  • czwarty.wymiar 9 lat temu
    Co za zjadliwy bełkot... Tobie chyba żółć mózg zalała.
    --
    Podziękuj...
  • asanti 9 lat temu
    a nie mozesz im kiedys otworzyć drzwi w negliżu i powiedzieć ze
    wlasnie zaczynacie uprawiać seks z mężem? i jeszcze dodać, że skoro
    przyszli z dzieckiem to się chyba nie przyłączą....

    jest tyle kuszących metod na takich gości... ech...

    albo jak przychodzą, za każdym razem mowić: fajnie, że wpadliście,
    bo my wlasnie lecimy z mężem do sklepu to posiedzicie z dziećmi...

    bo zagonienie do pracy (obieranie ziemniaków, zmywanie itp) to już
    oczywista oczywistość:)

  • Gość: zzz IP: *.chello.pl 9 lat temu
    > a nie mozesz im kiedys otworzyć drzwi w negliżu i powiedzieć ze
    > wlasnie zaczynacie uprawiać seks z mężem? i jeszcze dodać, że
    skoro
    > przyszli z dzieckiem to się chyba nie przyłączą....
    >


    a jak następny raz przyjdą bez dziecka...?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka