Jestem w wieku babciowym, też żyłam w PRL-u i mieszkałam w kilku
miastach. Wszędzie i zawsze ustalanie (to coś więcej niż
zapowiadanie) terminu wizyty, nawet nieoficjalnej, było NORMĄ. Potem
coś nam się schamiało, a teraz - jedni mają kulturę osobistą i
empatię, a inni nie. A że tych innych jest większość? Hm, taki
kraj...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.