Wiesz, ja też miałam takich znajomych. Oni po prostu żywią się u innych. U mnie się też pojawiali zawsze w porze posiłku. Tak, jak Ciebie krew mnie zalała i w końcu zawsze siedzieliśmy przy pustym stole.Nawet jak pachniało pieczenią. Czekaliśmy jak wyjdą. Absolutnie nie rozumiałam aluzji. Dziecka nie mieli, ale sami byli strasznie żarłoczni. Po kilku wizytach na głodnego, przestali nas odwiedzać. Okazało się, że znaleźli inne ofiary. Kiedyś dogadaliśmy się z tymi drugimi ofiarami, oni też się zorientowali że są obżerani.
No i nasza parka znalazła z konieczności trzecich. Potem straciliśmy kontakt, ale zrobiliśmy im wcześniej, z tą drugą parą, "niespodziewane" odwiedziny. Okazało się, że dostaliśmy tylko kawę rozpuszczalną mieszaną pół na pół ze zbożową - sama gospodyni to potwierdziła z dumą, że smakuje tak samo, a jest dużo tańsza. Dodam tylko, że ta parka była najlepiej zarabiająca z całego towarzystwa.
Ja bym radziła trochę asertywności - można powiedzieć, ze obiad mamy tylko dla nas, ale możemy się np. w sobotę umówić na składkowy. Albo odwiedzić ich radośnie z rodziną w niedzielę w porze obiadu. Nie ma się czego wstydzić, to oni Cię naciągają.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.