• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

jak dzielicie sie wydatkami z facetem?

  • IP: *.atman.pl / *.atman.pl 11 lat temu
    Mam pytanie jak dzielicie sie wydatkami na mieszkanie ( wszelki rachunki) i
    utrzymanie z facetem-narzeczonym z ktorym sie juz dosc dlugo mieszka ale
    jeszcze nie męzem.
    Edytor zaawansowany
    • 11 lat temu
      Fifty-fifty. Oboje pracujemy,rowno placimy.
      • Gość: aga IP: *.atman.pl / *.atman.pl 11 lat temu
        A jesli jest duza roznica w zarobkach?
        • Gość: goscinnie IP: *.profinet.wlkp.pl 11 lat temu
          jesli chodzi o rachunki to dzielimy sie znacznie po połowie, wiadomo ze ja mam
          inne wynagrodzenie i ona inne ale zawsze jakos rachunki płacimy wspólnie.
          reszte tego co zarobimy mamy na wspólny wydatek. to znaczy mi np zostaje z
          opłacenia rachunków powyzej 1000 zł a jej ok 600 to i tak przeznaczamy to na
          wspólny wydatek ,żywnośc, samochód, paliwo, imprezy, i wszelakie inne wygody.
      • 11 lat temu
        To nieuczciwe. Najlepszym rozwiazaniem jest placenie proporcjonalnie do
        zarobkow. Jeden partner moze zarabia tylko tyle, ze starczy tylko na pol
        czynszu. A dla drugiego partnera pol czynszu moze stanowic 10 % zarobkow.
        Pol na pol, to jest wielki kant w partnerstwie.
        • Gość: camel IP: 81.19.200.* 11 lat temu
          skoro chcesz placic proporcjonalnie do zarobkow, to powinnas tez
          proporcjonalnie do oplat korzystac z mieszkania:) na z 20%. :)
          uwazam, ze skoro sie mieszka razem, to powinno sie wrzucac kase do
          jednego "kosza" i placic z niego za wszystko, a nie dzieli "to moje, to
          twoje"...
          pewnie dlugo taki zwiazke niepociagnie
          • Gość: bb IP: *.zak.com.pl / *.zak.com.pl 11 lat temu
            popieram !!!!!
          • Gość: alienor IP: *.crowley.pl 11 lat temu
            Niezupelnie. Jeszcze zalezy, na jakiej stopie para zyje. Tylko jesli zyja na
            stopie, na ktora stac strone mniej zarabiajaca, powinni placic po rowno. JEsli
            strona lepiej zarabiajaca upiera sie przy kawiorze i szampanie, sprawiedliwszy
            bylby "podatek liniowy" ;-) .
            • 11 lat temu
              może i bardziej sprawiedliwy ale tylko dla jednej ze stron, czyli
              niesprawiedliwy :)))
        • 11 lat temu
          Ale zważ uwagę na to, że jest to układ partnerski, a nie układ dziecko – rodzic
          i nikt nie ma obowiązku nikogo utrzymywać, niezależnie od dochodów. A tak swoją
          drogą na tym polega partnerstwo, że staramy się ze wszystkim razem radzić, a
          nie każdy w różnym stopniu zależnie od jakiś względów zewnętrznych.
          --
          A swoją drogą, Łukaszenko musi odejść.
        • 11 lat temu
          to czyj problem jeśli ktos mało zarabia?
    • Gość: karino IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
      my tez po polowie. oczywiscie nie podliczamy sie co do zlotowki, ale rachunki placimy wspolnie, a
      reszta ( zakupy, przyjemnosci etc ) wychodzi juz naturalnie, raz on, raz ja. oczywiscie jesli ktores z nas
      ma akurat mniej pieniedzy, to zyje sie z pieniedzy tego drugiego. mamy osobne konta i kazdy za swoja
      kase moze sobie kupic cos ekstra bez zadnych konsultacji, jak to bywa u innych ze wspolnym
      majatkiem. kiedys sprzeczalam sie z kolezanka, ktora byla zdania, ze osobne konta dowodza
      asekuracji i sa nienaturalne, kiedy zyje sie jak malzenstwo. dla mnie to wlasnie najbardziej naturalne,
      bo kazdy ma troche niezaleznosci, a w razie czego i tak umiemy traktowac wszystko jak wspolne.

      a jesli ktores z was zarabia duzo mniej, to mysle, ze jedna strona moze dokladac wiecej np do
      rachunkow. tak zeby osobie, ktora zarabia mniej zostawalo dosc pieniedzy na reszte wydatkow i nie
      musiala liczyc wciaz na ta druga, np na zakupach czy w kinie.
      • Gość: Ola IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
        ja mieszkam z narzeczonym. czasami ja coś kupuję czasami on. rachunki płaci ten
        kto ma więcej na koncie :) CZasami ja go zaprosze na kolacje i wtedy ja ponoszę
        koszty, ale uwierz kasa to najmniejszy problem,,,
        • 11 lat temu
          dokładnie, kasa to najmniejszy problem; mieszkam z moim facetem już prawie 5
          lat i w zasadzie nie mamy kłopotu z rachunkami itp., choć dysproporcja w
          zarobkach jest jak 1:3 (na moją niekorzyść "oczywiście"); jeszcze 2 lata temu
          placiliśmy fifty-fifty (składka na koszty stałe) a większość wydatków extra
          (wyjazdy, wyjścia, sprzęty) ponosił on; ale w końcu, kiedy dysproporcja jeszcze
          się powiększyła, wypracowalismy dosyć zdrowy system: nadal nie ma wspólnej
          kasy, a podział kosztów jest zadaniowy - każdy płaci za to co lubi; on reguluje
          rachunki i ma swoją upragnioną przewidywalność i porządek w finansach, ja
          robię "normalne" zakupy (choć nawet nie zawsze mi się kalkuluje, ale to lubię i
          mam też możliwość pewnego manipulowania tymi kosztami gdy chcę sobie coś kupić,
          bo oszczędzać to niespecjalnie mam z czego); a on zachował w tym wszystkim swój
          gest: jak ma chęć, to mi refunduje część wydatków; jak sobie zażyczy,
          robi "powazne zakupy"; jednym słowem, wilk jest syty i owca cała (jeśli chodzi
          wyłącznie o finanse)

          duzo większym problemem jest choćby to, jak sprawiedliwie rozłożyć "normalne"
          domowe prace, bo np. on uważa, że skoro jest od zarabiania, to ja od prania-
          sprzątania-gotowania-zmywania; lub że jeśli ktoś jest faktycznie zmęczony, to
          tylko on, a ja to jestem leniwa - choć oboje pracujemy na taki sam etat (a co
          będzie gdy w końcu zrobimy sobie bobaska?...)

          jasne, rozwiązaniem jest znaleźć lepszą pracę, dzielić koszty na pół, jadać w
          restauracjach i nie mieć poczucia, że za jego pieniadze jestem do czegoś
          zobowiązana, ale zostawię to chwilowo bez komentarza
      • 11 lat temu
        Karino-popieram w 100%
        • 11 lat temu
          Niestety,znam pare par ktorych problemem sa wlasnie wydatki.
          Jezeli zwiazek oparty jest na zaufaniu,to wtedy mozna sie latwo dogadac i
          placic rachunki niekoniecznie odliczajac je co do zlotowki.
          pozdrawiam:)
          • 11 lat temu
            kasa to ciężka sprawa...
            u nas dało nam sie to we znaki bo Mój długo nie pracował. Wtedy ja płaciłam za
            wszystko i mimo całej miłości po pewnym czasie zaczęły się wyrzuty, bo ile można
            'sponsorowac' i byc bankiem obojga...?
            ale jeśli tylko Mojemu trafiała się kaska, to umowa była taka, ze ja rachunki
            (wiadomo, trzeba, są regularne nawet przy nieregularnych zarobkach, nie ma
            wybacz...) a on zakupy. wychodziło mniej więcej po równo. nawet w pewnym
            momencie "tstowo" zaczęlismy zilczac. gdy jego wydatki na zakupy wyrównywały
            moje rachunkowe - zaczynaliśmy dzielenie po równo (jeśli jemu coś jeszcze
            zostawało).
            Wiem ze jak tylko on ma - to sie dokłada ile może, jak ma wiecej to zaprasza na
            obiad do knajpki czy płaci za kino... teraz jest już mozna powiedzieć dobrze,
            wiec znów - ja rachunki on zakupy a reszta... jak wyjdzie. choć od czasu do
            czasu przypominam o "długu" za te kilka lat i wtedy on z przekąsem stwierdza ze
            mi w ramach wyrównania długu wysponsoruje jakąś babską "rozpustę" :-)
            • Gość: aga IP: *.atman.pl / *.atman.pl 11 lat temu
              My tez staramy sie dzielic wydatkami w miare sprawiedliwie, ale nie jest to
              takie proste gdyz sa bardzo duze dysproporcje w zarobkach. Moj narzeczony
              zarabia ok 3 razy wiecej odemnie . Mam jeszcze pytanie czy ktoras z Was
              forumowiczek byla w sytuacji gdy stracila prace i zostala bez stalych ,
              miesiecznych dochodow, jak wtedy zachowali sie Wasi męzczyzni? Mam na mysli
              wszelkie wydatki .
              • Gość: Mycha IP: *.chello.pl 11 lat temu
                Decyzję o zamieszkaniu razem podjęliśmy po pół roku znajomości i wtedy mój chłopak zapłacił 2 250zł za moje studia (zarobił w czasie wakacji). Potem ja zaczęłam pracować, a On studiował dziennie. Pomagali nam trochę rodzice. I moi i Jego. On udziela korepetycji, znów pracował w wakacje, ale jednak ja zarabiam sporo więcej. Pieniądze to jednak żaden problem. Nie ma podziałów. Wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie, zakupy robimy kiedy kto może i jest OK. To już ponad rok...i wszystko gra.A teraz planujemy ślub. Choć wesela nie będzie chcemy wszystko zorganizować sami, i oczywiście sami pokryć koszty.
              • Gość: facet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
                > Mam jeszcze pytanie czy ktoras z Was forumowiczek byla w sytuacji gdy
                > stracila prace i zostala bez stalych , miesiecznych dochodow, jak wtedy
                > zachowali sie Wasi męzczyzni? Mam na mysli wszelkie wydatki .
                -----------------------------------------
                Ja wam powiem jak się zachowała "moja" kobieta kiedy straciłem pracę.
                Prosto, po kobiecemu. Rozwiodła się ze mną i tyle. Sama zarabiała wtedy prawie
                7000 zł brutto.
                • 11 lat temu
                  Po skończeniu studiów (ucięcie stypendium) zaczełam szukać pracy, a pieniążki
                  topniały w zastraszającym tempie i nie starczało mi na doszkalanie. Mój facet
                  zarabiający wtedy nieźle za granicą zasugerował, żebym wyprowadziła nasze
                  rzeczy z wynajmowanego wspólnie (od 1,5 roku) mieszkania i wróciła do rodziców,
                  i wtedy przeznaczyła sobie 'czynszowe' pieniądze na kurs. Jego pieniądze były
                  do odkładania na konto, żeby czym prędzej kupić mieszkanie. Uważałam że lepiej
                  jest zainwestować we mnie, żebym znalazła lepszą pracę i wtedy wspólnymi siłami
                  szybciej byśmy sie mieszkania dorobili.

                  Wróciłam do rodziców, facet ma dawno status 'eks', bo nie wyobrażam sobie, żeby
                  w przyszłości jak coś się sypnie ekonomicznie, to jedno z nas sobie wróci do
                  rodziców na przetrwanie.

                  Co myślicie o takim podejściu?
                  • Gość: aga IP: *.atman.pl / *.atman.pl 11 lat temu
                    Ja na poczatku gdy moja sytuacja finansowa sie pogorszyla tez mialam taki
                    pomysl by wrocic do domu mamy, ale moj narzeczony mnie od tego oczywiscie
                    odwiódł. Oczywiscie ja sama tez sobie nie wyobrazalam powrotu do domu
                    rodzinnego.
                    • Gość: Viola IP: *.hsd1.or.comcast.net 8 miesięcy temu
                      Mam problem, otoz jestem zwiazana z mezczyzna. Kazde z nas ma niepelnoletnie dzieci. On dwoje, ja jedno. No i sprawa zaczela sie komplikowac, kiedy zaczelismy planowac kupno mieszkania, poniewaz ja chcialam bysmy mieli tylko nasze. Dla wyjasnienia, slubu nie bedzie, bowiem jak mi oswiadczyl, jego dzieci wiele korzystaja, kiedy on jest samotnie wychowujacym ojcem. Poczatkowo, czyli ok. 5 lat temu, nie przeszkadzalo mi to, obecnie zaczynam miec watpliwosci. Mieszkalam pare miesiecy w PL, a pozostale w Kanadzie (bo on jest stamtad). Myslenie nt kupna lokum zaczyna sie mijac, bowiem on twierdzi, ze skoro nic nie daje, to nic mi sie nie nalezy. Wiem, ze majatek idzie zapisac, rozdysponowac itd. ale jednak dla mnie jest to przykro, ze jestem z mezczyzna kilka lat, zamierzalam byc jeszcze dluzej a tu sie okazuje ze moja przyszlosc dla niego nie jest taka wazna. Ze w razie czegokolwiek, przyjda jego pociechy i mnie eksmituja, a ja zostanie na bruku... Co o tym myslicie. Zalezy mi na nim, jest facetem z gestem, nigdy mi niczego nie brakowalo, ale w tej kwestii i o duze pieniadze zaczynaja sie schody...
                  • 11 lat temu
                    bardzo dobrze zrobiłaś. cwaniaków olewać.
                  • Gość: JAgna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
                    Oczywiście, że zrobiłaś dobrze... co to za facet, który nie chce Cie
                    sponsorować? przecież to jasne ze w układach damsko meskich ON daje kase a
                    ONA...
                    • 11 lat temu
                      tylko zauwaz to ze facet sam nie moze pracowac na zachcianki zony niech ona
                      sama pracuje na swoje tz "potrzeby"
                • Gość: Łukasz N-K IP: *.autocom.pl 11 lat temu
                  Chociaż jej wkład w "dorobek życiowy" był minimalny (jakoś nie lubiła pracować,
                  jeszcze musiałem dokładać do teściowej).

                  Ale cóż, i tak było warto. Zdrowie nie ma ceny ;)
                • 11 lat temu
                  ranyy, moze to i lepiej, bo byles z wilkiem w owczej skorze:(
                  jak moj narzeczony stracil prace, to zrobilam wszystko, zeby go pocieszyc -
                  zabralam na dobry obiad, a potem wspieralam w szukaniu pracy bez wypominania
                  ani poganiania.
            • 11 lat temu
              Wypominaj, wypominaj. Szybciej sie go pozbedziesz, bo chyba o to podswiadomie
              tobie chodzi. Nic tak nie rani mezczyzny jak takie wypominania. Tym bardziej ,
              ze z tego co napisalas to on nie zerowal na tobie i zachowywal sie taktownie.

              --
              La vérité n’est jamais amusante sinon tout le monde la dirait. Michel Audiard
            • Gość: Wiktor IP: *.pl.bauer.com / 217.153.130.* 11 lat temu
              Ktos juz napisal - mezczyzni nienawidza wypominania. Nawet w zartach. To prosta
              droga do klotni i to naprawde ostrej. Wiec gratuluje wyczucia.
              • 11 lat temu
                zakładam ze to o "wypominaniu" było do mnie...
                a tu was zaskoczę. mój nie ma mi tego za złe. co mieliśmy sobie powiedzieć to
                sobie powiedzieliśmy i sprawa jasna.

                wiecie jeśłi sie kogoś utrzymuje przez prawie dwa lata, to chyba normalne jest że
                jak on zacznie wreszcie zarabiać to się oczekuje pomocy materialnej i choć
                niewielkiej "rekompensaty" za pomoc, a nie że wszystko będzie po staremu ...

                on deklaruje ze z radościa za coś zapłaci (jakieś poerdoły do domu, kino
                restauracja) skoro ma kasę. i jest dobrze. jak widać nie każdy chłop to
                dzieciuch taki żeby się obrazać i uciekać... ten akurat chyba zaczął dorastać
                wreszcie bo o sprawach "pieniężnych" umie rozmawiać i rozumie w jakiej sytuacji
                mnie stawia fakt ze on długo nie pracował. A ja wcale nie zarabiam 7000 jak
                czyjaś exs żona, nawet nie zarabiam średniej krajowej :-(

                i nie chce się go pozbyć. tylko troszkę nauczyć oszczędzania. bo on potrafi
                kupić bajer do roweru za kilkaset złotych podczas gdy rachunki nie zapłacone...
                ale uczy się :-)
      • Gość: mak IP: *.devs.futuro.pl 11 lat temu
        Ja i żoną jesteśmy 15 lat po ślubie i dysproporcje w zarobkach sa duże - 1 do
        8, czasami sie jednak zdazalo 3/1 na jej korzyść (gdy rozkręcalem wlasną firmę)
        kupić jemu, kupić sobie ?
        Ego ucierpi i w szafie będzie mniej, ale komu to potrzebne ? te łachy ?
        Nie lepiej to dać niż samemu wydać na nic ?
      • Gość: toksol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
        To jak będziecie mieli dziecko i ty nie będziesz zarabiać to się zadłużysz u
        niego. I co? Komornik?
        • 11 lat temu
          Chyba logiczniejszym rozwiązaniem w tym przykładzie byłoby przekwalifikowanie
          się na coś lepiej płatnego, ale to tylko najprostsze rozwiązanie... Może
          rzeczywiście lepiej żeby ktoś płacił więcej?
          --
          A swoją drogą, Łukaszenko musi odejść.
      • Gość: kaba4 IP: *.bielsko.dialog.net.pl 11 lat temu
        Zgadzam sie z karino. I nie wyobrazam sobie nie miec osobnego konta nawet w malzenstwie. Optymalne rozwiazanie moim zdaniem to jedno wspolne na dom i kazdy swoje dla siebie.
    • Gość: ala.b30 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
      Zanim w ogóle zaczęliśmy rozmawiać o ślubie,mieszkaliśmy razem już trzy lata.
      Od początku mieliśmy wspólną kasę, bez podziału na moje-twoje.
      • Gość: funia81 IP: *.aster.pl 11 lat temu
        > Zanim w ogóle zaczęliśmy rozmawiać o ślubie,mieszkaliśmy razem już trzy lata.
        > Od początku mieliśmy wspólną kasę, bez podziału na moje-twoje.

        I tak jest najfajniej. I - wbrew pozorom - nawet przy znacznej roznicy w
        zarobkach (2:1) tez nie wymaga to specjalnych konsultacji, kiedy jedna strona
        chce kupic cos ekstra. Chyba ze samochod... ;-)
        Pozdrowka
        • Gość: zgb IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 11 lat temu
          2:1 to znaczna roznica ? a co powiecie na 6-10:1 ? i pytam na serio gdyz poki co
          mieszkam sam wiec nie wiem jak to jest.

          Czy to nie rodzi sytuacji typu "on ma kasy jak lodu wiec dlaczego mialabym za
          cokolwiek placic" ? Bo z reguly dla Pan jest tak ze jak ktos ma wiecej niz
          srednia krajowa to znaczy ze powinien leciec do sklepu i przewalic to na futra,
          bizuterie itd itd. Slowa "inwestycje" niestety brak w slowniczku, jest za to
          "sknerus" ;-)

          I pominmy tu sytuacje gdy on (lub ona) jest naprawde sknera i zarabiajac 10
          tysiecy podlicza partnera za kino czy zakupy ;-)
          • Gość: eska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
            Ja studiuję, czasme coś mi wpadnie dodatkowo plus malutkie stypendium. On
            pracuje i zarabia, różnica w nasyzch dochodach jest coś jak 10:1. W praktyce:
            wszystkie rachunki ida przelewami z jego konta, kino czy zakupy też zwykle on.
            Mnie zostaje na codzienne zakupy w warzywniaku, bilet miesięcnzy i własne
            sprawy, typu obiady na uczelni, ksiązki etc.
            Czyli, w praktyce, on mnie utrzymuje. I jakoś nie jest to dla nas problemem.
            Na razie ja po prostu nie mam możliwości większych zarobków, studiuję na
            politechnice i oprócz tego pracuję w instytucie gdzie będę robiła dyplom, po 12
            godzinach w labie albo na uczelni nie mam sił ani czasu gdziekolwiek dorabiać.
            Z kolei za niedługo role się odwrócą, plauję wyjechać na doktorat, on do mnie
            dołączy i zajmie się wtedy pisaniem swojej, wymarzonej a odkładanej od lat na
            "później", książki. Będziemy się wtedy utrzymywac z mojego stypendium
            doktoranckiego, na szczęscie w kraju do którego jedziemy jest to możliwe (nie
            jak głodowe stypendia polskich doktoranów), czyli ja będe pokrywać 99% wydatków.
            I to też nie będzie problemem.
            Morał: wg. nas każdy płaci tyle, ile może. Trudno żeby mój partner wymagał ode
            mnie porywania równej połowy wydatków teraz, kiedy same opłaty eksploatacyjne za
            nasze mieskzanie są w sumie wyższe niż moje miesięczne dochody.
            Nie mamy wspólnego konta, ale kasa jest wspólna, skoro zdecydowaliśmy się na
            życie razem to naturalne że wszystko dzielimy, i kłopoty, i wydatki, i radości ;-)
            Nie ma dla mnie znaczenia formalny stan cywilny pary - znam oficjalne
            małżeństwa, które mają większe problemy ze współdzieleniem wydatków niż ja i mój
            nie-mąż.
            • Gość: Basia IP: 195.12.20.* 11 lat temu
              Eska, a gdzie Ty chcesz robic ten doktorat? I kto ci powiedzial ze to wystarczy
              na utrzymanie ciebie i twojego chlopaka? ja jestem doktorantka na stypendium i
              jakos nie wyobrazam sobie aby dwie osoby sie z tego utrzymaly.....
              • Gość: Basia IP: 195.12.20.* 11 lat temu
                chcialam dodac ze nie jestem na doktoracie w Polsce.....zycie studenta jest
                wszedzie takie same....chleb ze smalcem!:)
                • Gość: Przem IP: *.uni-greifswald.de 11 lat temu
                  Do Basi:
                  Troche mnie dziwi ze starcza Ci na " chleb ze smalcem" robiac doktorat za
                  granica. Ja robie we wschodnich Niemczech na pol etatu i starcza spokojnie na
                  utrzymanie mnie i mojej zony.
                  Pozdrawiam
              • Gość: Eska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
                Współczuję życia student,a ale zapewniam Cię, że są miejsca na świecie, gdzie
                doktoranci na dzień dobry dostają tzw. średnią krajową - a to naprawde wystarczy
                na utrzymanie dóch osób.
                Warunek: trzeba być dobrym i mieć swojemu promotorowi do zaoferowania coś więcje
                niż tylko dobre chęci, czyli znać się na robocie i mieć już trochę wyników w
                danym temacie, które nie pójda w polski dyplom.
                Na przeciętnych uczelniach faktycznie, nawet postdoki mają chleb. Tylko bez
                smalcu - prawdziwego smalcu z cebulką w Bostonie nie uświadczysz ;-)
                Dla zaspokojenia Twojej ciekawości, mam podpisana promese umowy stypendialnej w
                Harvard Medical School, a część grantu już relalizuję tu w PL.
                • Gość: gosc IP: 198.86.96.* 11 lat temu
                  to jest promise, a nie promese.
                  • Gość: mały Kazio IP: *.resetnet.pl 11 lat temu
                    nie poprawiaj jak nie wiesz o co chodzi! co innego PROMESA (termin prawniczy i
                    ekonomiczny) i PROMISE ("obietnica" po angielsku, w sumie obydwie znacza prawie
                    to samo - NIEUK!
                  • Gość: eska IP: *.ichf.edu.pl 11 lat temu
                    promesa - z łacińskiego promissum - obiecywać, to umowa w której fundacja się
                    zobowiązuje sfinansować moje badania i wypłacac mi stypewnium doktoranckie. To
                    coś jakby "umowa przedwstępna", nie jestem prawnikiem więc nie wiem jak
                    dokładnie jak to wytłumaczyć.
                    słówko "promise" zapewne ma ten sam źródłosłów, jako że większość angielskich
                    słów
                    etymologicznie wywodzi się z łaciny.
                    • Gość: enola IP: *.in-addr.btopenworld.com 11 lat temu
                      wiekszosc??????
                      TO JEST NIEUCTWO!!!!!!!!!!
                      • 11 lat temu
                        no, moze nie wiekszosc, ale spora czesc, i nie z łaciny, ale ze
                        staronormandzkiego, czyli bardzo pośrednio ;>PPPP
            • 11 lat temu
              Opłaty za mieszkanie większe niż Twoje miesięczne dochody? Jestem zszokowany.
              Albo macie mieszkanie pięciopokojowe w Centrum, albo Twoje dochody to mniej niż
              siedem stów.
              --
              A swoją drogą, Łukaszenko musi odejść.
          • Gość: kiks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
            No, dobra dzewczyny. Poradźcie jak postąpić z narzeczoną, która za nic nie
            chcew płaić. Mam na myśli wszelkie wyjazdy - dalsze i bliższe (nawet za bilet
            na tramwaj), restauracyjki i co tam jeszcze. W ciągu kilkuletniej znajomości
            może raz zapłaciła za obiad. Natomiast swoją kaskę ma tylko na swoje zakupy.
            • 11 lat temu
              przestań za nią płacić! w końcu zapyta - hej, co jest? wtedy porozmawiacie :)
              u nas proporcje w zarobkach to ok 1,5-2:1 na moją - dziewczyny, "niekorzyść",
              jesteśmy narzeczeństwem, mieszkamy razem od roku i wszelkie rachunki miesięczne
              i płatności kartą realizuje narzeczony, a z mojej pensji korzystamy na codzień
              i oszczędzamy. jak trzeba to dajemy sobie jakąś gotówkę z portfela i nie ma
              żadnego oddawania, rozliczania się. układ idealny.
              • Gość: kiks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
                Dzięki za wsparcie. Moje delikatne uwagi typu, czy jesteś pięcioletnią
                dziewczynką za którą wszystlo płacą rodzice, nie pomagają.
                • 11 lat temu
                  popieram - to już nie jest znormalizowana sytuacja, w której jedna strona łoży
                  na drugą, a druga łoży jedynie na siebie -- to egoizm nieprocentujący w związku;
                  po tzw. ślubie okaże się, że strona łożąca jest jedyną pracującą, a druga jak
                  pisklak wrzeszczy: jeszcze, więcej, chcę, sama się nie wysilając, nic nie wkładając.

                  Pomijam tu jedną, jedyną sytuację: para decyduje się na dziecko i pozostawianie
                  jednego z partnerów w domu na etacie (;-)) opiekuna. Druga strona utrzymuje.
                  jeżeli jest to wypracowany kompromis dwóch stron, to - proszę bardzo.
            • Gość: mm IP: *.acn.waw.pl 11 lat temu
              Rzuc ja natychmiast, skoro kasa jest dla ciebie taka wazna, ze cie to boli.
            • 11 lat temu
              Rzuć ją kolego jak najszybciej. Bo kiedy Tobie zabraknie kasy lub w jakiś inny sposób podwinie ci się noga ona bardzo szybko kopnie ciebie w d... i znajdzie sobie innego "sponsora". To nie jest układ partnerski i zapewne w innych dziedzinach życia także nie będzie...Dla mnie szkoda czasu...no chyba, że inne względy przemawiają, aby trwać jeszcze trochę w tym "związku"

              P.S. Oczywiście mogę się mylić, co do tej "narzeczonej"...ale znam z życia wiele podobnych sytuacji, które niestety skończyły się nienajlepiej.
            • Gość: Brick IP: 217.153.18.* 11 lat temu
              Ja też płacę dokładnie za wszystko, mamy z żoną odzielne konta i czasem tylko
              zapytam, ile tam się jej już uzbierało, ale były też cięzsze czasy, gdy nie
              miałem pracy i to żona musiała mnie utrzymywać przez ponad rok w czasie, który
              finansowo był bardzo ciężki i nawet przez chwilę nie stanowiło to dla niej
              problemu. Myślę, że jeżeli kasa gdzieś jest problemem to jest to prawdziwy
              problem
            • 11 lat temu
              następnym razem przed kasą w kinie, czy gdy kelner zostawi rachunek powiedz
              "ostatnim razem ja płaciłem" i słodko się uśmiechnij :-)

              a szczere - to co robi to już naciąganie.

              przed nastepnym planowanym wyjazdem zapyaj czy ma kasę na bilet / hotel bo ty
              chwilowo nie masz wiec niestety nie mozesz wszystkiego sam zasponsorować.
            • 11 lat temu
              moze to nieodpowiednia kobieta?
          • 11 lat temu
            MAZ ZARABIA OK.12000 TYS.A JA 2000 .WSZYSTKO JEST WSPOLNE.LUBIMY INWESTOWAC I
            SPELNIAC SWOJE ZACHCIAKI.JESLI CHCEMY KUPIC COS BARDZO DROGIEGO TO ZAZWYCZAJ
            DOCHODZIMY DO KONSENSUSU.WAZNA JEST MILOSC W MALZENSTWIE I PARTNERSTWO A NIE
            PIENIADZE .POZDRAWIAM-34-LATKA OD 15 LAT SZCZELIWA MEZATKA.
            • Gość: kami.kadze IP: *.chello.pl 11 lat temu
              Do czego dochodzicie? Buahaha zainwestujcie w slownik, z takimi dochodami bedzie
              was stac hehe
          • Gość: funia81 IP: *.aster.pl 11 lat temu
            > Bo z reguly dla Pan jest tak ze jak ktos ma wiecej niz
            > srednia krajowa to znaczy ze powinien leciec do sklepu i przewalic to na futra,
            > bizuterie itd itd.

            Chlopie, gdzies ty sie wychowal, ze to dla ciebie jest "regula"? Jest masa
            kobiet, ktora nie ma takich durnych pomyslow, zapewniam cie. W ogole myslisz
            stereotypami - ze jak kobieta, to juz slowa "inwestycje" nie zrozumie. Zmien
            towarzystwo. Jeszcze nie jest za pozno :-)
            W sumie masz racje, ze 2:1 to nie jest znaczna roznica w zarobkach. Moze
            przesadzilam. Ale reszte poprzedniej wypowiedzi podtrzymuje.
    • Gość: jagna IP: *.milc.com.pl / 213.17.131.* 11 lat temu
      a nie dziele sie wogóle.wychodze z załozenia że chłop musi sie wyszaleć i miec na swoje przyjemnosci a ja jako kobieta mam mu usługiwać.tak przysiegałam Bogu przeca zyjemy w kraju JP2....to jakze mozna by było robic inaczej.te miastowe to jakies dziwne.maluja sie jak pisanki na Wielkanoc.... i mysla że ładne a to gó.. prawda.miastowe i tak wola ze wsi bo to i cyc jędrny i chałupa gotowa i robotna i wierna....:)a kistowe to tylko w szmatach siedza i udaja ze sa dmami....:)
      • Gość: kiks IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
        Moja wyniosła się ze wsi do miasta. Owszem cyc ma i robotna gdy chce, ale nie
        ugotuje, bo odchudza się, albo zmęczona, bo pracuje (u siebie max 8h) i ma do
        pracy 10 min autem.
    • 11 lat temu
      Mieszkamy ze soba od 2000 roku i od samego poczatku mamy wspolne konto. Obydwie
      wyplaty tam wplywaja a wydaje sie wedlug potrzeb. Zadnego dzielenia, moje-
      twoje, jest nasze. I dziala to znakomicie juz tyle lat.
    • Gość: margolciaa IP: *.168. / *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
      My robimy w ten sposób, że na rachunki i wydatki jedzeniowe odkładamy taka sama
      kwotę do puli.Pozostałe pieniądze sa na własne wydatki. Wyjścia, wyjazdy itp idą
      z tej puli "na własne wydatki" i w sumie raz stawia on raz ja, w zależności od
      chęci:)
      • Gość: michałł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
        ja zarabiam ponad 3 tys., a narzeczona okolo 600. w zasadzie nie dzielimy sie
        wydatkami, bo i tak ja za wszystko place. Od niej biore tylko wtedy, gdy np.
        akurat czekam na kaske, a trzeba rachunek zaplacic. Ona ma te swoje pieniadze na
        swoje wydatki: ciuszki etc.

        Natomiast, gsy zacznie pracowac za sensowne pieniadze to moim zdaniem najlepsze
        wyjscie jest takie: wspolny fundusz rachunkowy.
    • Gość: Ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
      Moj maz oddaje mi cala wyplate a ja mu tylko wydzielam na piwo czasem.
    • Gość: lila IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
      Ja płacę wszystkie rachunki i polisy a on opłaca zakupy, wyjścia do kina,
      restauracji plus małe szaleństwo na mnie ;)
      • 11 lat temu
        No dobra, a u mnie jest taka sytuacja: mieszkamy w USA, ja niestety bedac
        niepelnym magistrem mam prace kasjerki, zarabiam 10$ na godzine. Z powodu
        upadku sezonu pracuje moze 20 godzin na tydzien, ale nie dlatego, ze mi sie nie
        chce, tylko dlatego ze mam problem ze znalezieniem innej pracy. Moj chlopak ma
        wlasna firme i jest w stanie w ciagu dnia zarobic $300. Problem z tym ze jego
        urzadza praca 2-3 dni w tygodniu i stwierdza, ze skoro mu starcza na wszystko,
        to nie musi pracowac wiecej. On rachunki placi w wiekszej czesci (powiedzmy
        3:1), zakupy po polowie, wydatki typu weterynarz, wyjazdy po polowie. On ma do
        mnie pretensje, ze nigdy go nie zabieram na obiady itp., ale dla mnie wydac
        swoja dniowke na obiad w restauracji jest po prostu nie do pomyslenia, podczas
        gdy dla niego to jest stawka za godzine. Nie wiem juz czy wymyslam, ale z
        niskiej pensji jaka mam staram sie cokolwiek jeszcze zaoszczedzic, jesli nadal
        nie bede mogla znalezc pracy. Sobie kupuje tylko niezbedne rzeczy, nie szaleje.
        Juz powoli mnie to meczy.

        BTW fajny watek.

        Pozdro
        • 11 lat temu
          *klep klep*, grupa wsparcia; współczuję nietaktownego chłopaka, ale pewne cechy
          jeszcze przy odrobinie empatii można wyrobić, serio
          PS: naoglądałam się takich cyrków naokoło mnie, jak drobiazgowo można wytykać
          ludziom właśnie takie rzeczy, jak 'dlaczego mi nie postawisz obiadu, skoro ja ci
          stawiam', albo, co gorsza: 'nie obchodzi mnie, że nie masz hajsu, umawialiśmy
          się, że zakupy po połowie!', skąd się tacy ludzie biorą...

          -- pozdrawiam!
        • 11 lat temu
          wtedy takie roznice w DAJ I BIERZ sa norma.. :))
    • Gość: ja IP: *.homus.com.pl 11 lat temu
      Proponuję następujące rozwiązanie:

      X = dochody jej + dochody jego

      50% X na wspólne wydatki (opłaty, wspólne zakupy na życie, odkładanie na
      wakacje, mieszkanie itp)

      po 25% X dla niego i dla niej, i są to pieniądze na prywatne zbytki (choćby on
      to przepijał, a ona wydawała wszystko na fryzjera lub odwrotnie ;)

      Z jednej jest wspólna kasa na "życie", z drugiej strony każdy ma
      swoje "prywatne" pieniądze które może wydać lub odłożyć sobie na co tylko chce
      i drugiej stronie nic do tego. No i obie strony są traktowane równo
      (wrzucają "do koszyka" wszystko i wyjmują z niego dokładnie po tyle samo), choć
      oczywiście wkłady mogą być bardzo różne. Ale raz ty więcej zarabiasz, raz ja,
      więc "sprawiedliwość społeczna" jest zachowana :)

      Pozdrawiam!
      • Gość: maciekm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
        Swietny pomysł zwłaszcza kiedy Ona zarabia 2000 PLN a On 10000PLN wowczas to
        typowy sponsoring bo nie dość ze On musi za wszystko zapłacic to jeszcze
        wypłacić kieszonkowew wysokosci 1000 PLN?
        10000 + 2000= 12000 50%= 6000 25%=3000
    • Gość: dziewczynamilesa IP: *.dsl.pipex.com 11 lat temu
      a my robimy tak...wszelkie sprawy zwiazane z mieszkaniem i jego czyszczeniem
      dzielimy na polowe, ale miles placi za cale jedzenie...(ja zarabiam polowe
      tego, co on)...natomiast sprawy "extra" pokrywamy, jak sie komus trafia "extra"
      pieniadze (napiwki, nadgodziny)...a za wszelkie babskie widzimisie place
      sama...i dziala to dosc sprawnie...
      • 11 lat temu
        Mieszkam z Narzeczonym od prawie dwóch i pół roku. Od początku ja płacę
        rachunki (oprócz Jego komórki), jako że mam "normalną" pracę ze stałymi
        (śmiesznie małymi co prawda) dochodami co miesiąc. On zarabia sporo więcej ode
        mnie, ale pieniądze spływają nieregularnie bardzo. Spłaca sam swoje kredyty
        jeszcze z kawalerskich czasów (ja bym Mu nie pozwoliła na ich zaciągnięcie, ale
        cóż, nie znaliśmy się wtedy) - powiedziałam że NIC się do tego nie dołożę,
        oczywiście parę razy obietnicę złamałam (co nie zmienia faktu że właściwie
        płaci sam). Zakupy "konsumpcyjne" raczej też On sponsoruje. Stale wspiera
        finansowo swoich Rodziców. Weekendowe "szaleństwa" typu wypad do kina czy
        restauracji na Jego konto. Wakacje - zależy kto bardziej przy kasie, częściej
        On.
        I tylko brakuje mi prezentów... przyzwyczaiłam Go, że jestem samowystarczalna :-
        (((

        • Gość: nasztruskawa IP: 81.210.22.* 11 lat temu
          My (już z mężem) jeszcze "w czasach narzeczeństwa" mieliśmy już dwa WSPÓLNE
          konta. Te same karty, taka sama mozliwosc dostępu do nich. Tego samego dnia
          wpływała nam pensja no i .... hulaj dusza!!
          Z czasem ja straciłam pracę i na konto wpływała pensja już tylko narzeczonego.
          hmmm... Wszyscy sie przyzwyczaili że to ja jestem ta bez pracy i nie dziwili
          sie nawet słowom "kochanie czy mogę isc do fryzjera w tym miesiącu?".
          Deprymujące nieprawdaż?
          Pracę znalazłam i wiele wysiłku kosztowało mnie przyzwyczajenie sie do faktu że
          to też do cholery są MOJE pieniądze.
          Po wielu awanturach typy "nie starcza nam do końca miesiąca a ty znowu chcesz
          iść do fryzjera!!", oboje siadamy z kartką w ręku i planujemy wydatki. Chociaż
          nie powiem, nieplanowane wydatki zdazają się nam obojgu (oczywiście w ramach
          rozsądku).
      • Gość: a. IP: 193.138.110.* 11 lat temu
        Mieszkamy razem od roku, jesteśmy razem od czterech. Odkąd mieszkamy razem mamy
        wspólną kasę. Jedno konto, na które wpływają nasze pieniądze. Nie dzielimy, nie
        chowamy kasy przed sobą, nie rozliczamy się co do złotówki. Mamy wspólne życie,
        dlaczego nie mamy mieć wspólnych pieniędzy. A teraz wspólnie planujemy kupno
        mieszkania i to - kto zarabia więcej, jest zupełnie nieistotną sprawą. I jakoś
        bezproblemowo jest. Polecam.
    • Gość: ajano IP: 195.136.194.* 11 lat temu
      on płaci kredyt mieszkaniowy, fundusz remontowy, telefony, prąd i internet;
      ja płacę gaz i kupuję jedzenie; nie muszę chyba dodawać, że on zarabia sporo
      więcej :/
      inne sprawy - w zależności od tego, kto ma aktualnie mniejszy debet na koncie :)
      nie mamy nieporozumień na tym tle... wszystko jest kwestią dogadania.
    • Gość: Opty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11 lat temu
      Jak czytam te wypowiedzi to uzmysławiam sobie, że mam niebywałe szczęście,
      ponieważ nie mam żadnych problemów z podziałem pieniędzy. Nie ma MOICH i TWOICH
      pieniędzy tylko WSPÓLNE, które spływają na jedno konto. Mamy dwie karty do
      niego. O wydatkach codziennych decyduję ja o większych okazjonalnych wspólnie.
      Nie było do tej pory żadnych wymówek czy kłótni albo pretensji, że kupiłam
      sobie jakieś ciuchy, przecież Jego ubrania też finansujemy wspólnie. Razem
      decydujemy czy mozna się na coś "szarpnąć".
      pozdr.
    • Gość: izuza IP: *.bydgoski.pl 11 lat temu
      najpierw zyjemy z mojej pensji potem z Jego
    • Gość: Agnieszka IP: 5.5.* / *.proxycache.rima-tde.net 11 lat temu
      Ja nie potrafilabym miec wspolnych pieniedzy z kims. Mieszkamy wspolnie juz od
      ponad 5 lat, kupilismy razem mieszkanie, nie wzielismy slubu ani tez nie mamy
      takiego zamiaru w najblizszej przyszlosci. Ale nawet po slubie zachowalibysmy
      taki stan rzeczy.

      Rachunki i hipoteke placimy pol na pol. Mamy specjalne konto na wydadtki
      domowe. Tam wrzucamy kase (oboje tyle samo) na jedzenie, srodki czystosci etc.
      I oboje mamy po karcie do tego konta i jej uzywamy w supermarketach.
      Z reszta kazdy robi co chce. Ale nie myslcie, ze sie tak rozliczmy co do
      grosika. I ze burzy to zwiazek. Wrecz przeciwnie. Oboje wiemy, ze NIGDY nie
      bedziemy miec problemów z powodów finansowych bo wszystko jest jasne.

      Teraz zarabiamy mniej wiecej tyle samo wiec jest latwo. Ale kiedy ja bylam 5
      razy biedniejsza od mojego chlopaka, on placil czynsz (w wynajentym
      mieszkaniu), ja kupowalam jedzenie. Kiedy ja nie mialam pieniedzy wcale, on
      zaplacil mi kurs jezykowy i zabral na tydzien do Anglii. Potem ja mialam kase,
      zabralam go na wakacje i wszystko placilam ja.
      Dla nas to najlepsze rozwiazanie, nikt nie czuje sie pokrzywdzony czy
      wykorzystywany i nikt utrzymywany.
    • 11 lat temu
      Ludzie, Wy sie kochacie? Rozliczajac sie Ty zakupy, ja czynsz? haha TO
      smieszne, Wasza milosc to pieniadze w oczach, a partnerzy sa Wam chyba
      potrzebne tylko po to by taniej zycie wychodzilo. Ja przynosilem wyplate,
      zarabialem 3 razy tyle co moja zona, oddawalem jej wsio, bo na cholere mi
      pieniadze? Zakupy, czynsz, paliwo placilismy ze wspolnych, powtarzam wspolnych
      pieniedzy!! Bo jak zwiazek to wsio wspolne. Ciuch? Mowilem kochanie to mi sie
      podoba i to kupowalem, moja przychodzi do pokoju mowi zobacz jak ladnie
      wygladam, kupilam to dzisiaj, a ja? ja mowie cudnie kochanie. Wszystko!!
      Zabraklo kasy? Badzmy dorosli i zdawajmy sobie sprawe, ze nie na wszystko nas
      satc przed zakupem a nie po.......................
      • 11 lat temu
        To nie są pieniądze w oczach, tylko odpowiedzialność. Ponieważ jak już się jest
        osobą pełnoletnią to trzeba niestety się rozliczać za siebie w pełnym zakresie.
        A po Twojej wypowiedzi, no cóż, mam lekkie wątpliwości czy na pewno już
        skończyłeś te osiemnaście lat... Ale cóż, zdarzają się ewenementy.
        --
        A swoją drogą, Łukaszenko musi odejść.
        • Gość: io IP: *.chello.pl 11 lat temu
          > trzeba niestety się rozliczać za siebie w pełnym zakresie.

          Zapomniałeś dopisać "według mnie i mi podobnych".
          • 11 lat temu
            Skoro nalegasz: Według mnie i mi podobnych osób pełnoletność zobowiązuje m.in.
            do odpowiedzialności człowieka za swoje czyny, odpowiedzialności prawnej jak i
            moralnej. Ponadto żaden człowiek nie może ponosić odpowiedzialności za drugą
            osobę.
            --
            A swoją drogą, Łukaszenko musi odejść.
    • 11 lat temu
      Moja stara oplaca czynsz a ja odplacam w naturze ;)
    • 11 lat temu
      Ja jestem z moim facetem od 5 lat. i wiecznie są o to kłótnie.
      Ja zarabiam ok 1900 zł na państowej posadzie (ZUS, PZU i inne emerytalne
      składki).
      On 10 razy tyle chyba bo ma własną firmę i nie wiem ile zarabia.
      Ja - płacę czynsze i inne świadczenia mieszkaniowe, w związku z tym iz mamy 3
      lenią córke opłacam przedszkole i wszystkie związane z przedszkolem dodatkowe
      opłaty (zdjęcia w przedszkolu, składki na PZU, na radę rodzicielską oraz
      dodatkowe zajęcia angielski+ rytmika), opłacam moje dojazdy do pracy, ale jego
      samochodem. Płacę za biezące naprawy i remonty w domu oraz kupuję dziecku
      niezbedne rzeczy oraz biezące bardzo drobne zakupy chleb oraz jarzyny, mleko .
      On - robi większe zakupy i kupuje dziecku zabawki bo jak ma zapłacic za
      lekarzato zaraz ma pretensje że go wykorzystuje czasami jak nie mogę wyjść z
      domu bo mała chora to prosze aby wkupił recepty ale staram się tego nie robić.
      Płacimy za wczasy 1 rok on drugi ja.
      Przed przyjściem dziecka na świat pomagałam mu w jego pracy codziennie, po
      narodzinach dziecka pomagałam 3 razy w tygodniu oraz nocami w domu pracowałam
      dla firmy która prowadzi, a on nawet nie odkurzył w domu.
      Cały czas ma pretensje że nic nie robię oraz że nie mam odłożonych dużych
      pieniędzy i dlaczego mam swoje konto.
      On chce abym rzuciła pracę i zajęła się działalnością prywatną oraz rozliczała
      się z każdego grosza jaki wpływa na moje konto.
      mam powoli tego dośc niewiem jak to długo jeszcze potrwa.
      wydaje mi się że chce mnie uzależnić od siebie, żebym go musiała prosić o każdy
      grosz.
      Pozatym jego firma może i przynosi dochody, ale składki płaci od najniższych
      dochodów, ponadto nie ma PZU i innych jakiś zabezpieczen wszystka kasa idzie na
      bieżącą działalność firmy.
      Mieszkanie jest moje ja opłaciłam całość remontu kapitalnego, on kupił rzeczy
      ruchome czyli meble i wposazenie.
      Czy to co ja robię to mało, czy rzeczywiście go wykorzystuję, bo on tak
      twierdzi, nigdy go jeszcze nie prosiłam aby dał mi na czynsz, czy na leki lub
      inne rzeczy staram się go o nic nie prosić, to on proponuje mi że coś mi kupi,
      ale ja nie chcę bo on mi to wypomina.
      ostanio stwierdził że kupi mi samochód ale na firmę bo potrzebuje kosztów,
      jescze go nie kupił a już powiedział, że ja to bym sobie nigdy nie kupuła gdyby
      nie on , choć zanim go poznałam to miała samochód co prawda 7 letni ale miałam.
      Co mi doradzicie, jaki podział, czy dać się całkowicie podporządkować.
      • Gość: Wiktor IP: *.pl.bauer.com / 217.153.130.* 11 lat temu
        Wyrazy wspolczucia - wydaje mi sie ze za dlugo taki uklad nie moze trwac. Jak
        dajesz sobie rade z takimi wydatkami przy takich dochodach - gratuluje. Bez
        powaznej rozmowy (choc wiem, ze faceci ich nie lubia) sie nie obejdzie.
        • 11 lat temu
          Wspomagam sie pożyczkami z zakładu pracy są nieoprocentowane raz na 20 miesięcy
          pozyczka mieszkaniowa, a potem z kasy zapomogowo pozyczkowej.
          • Gość: ink IP: *.crowley.pl 11 lat temu
            wylicz ile kosztuja wszytkie oplaty i ustal z nim ze ty placisz polowe i on
            polowe - skoro oboje rowno korzystcie z mieszkania, gazu wody itp
            Jak nie wplaci to zaplac to co mozesz ze swojej polowy. Jak przyjda upomnienia
            to daj mu kwitki i powiedz zeby to zalatwil bo to jego czesc zostala nie
            wplacona. Geenralnie czlowiek jakis ogarniety manią kasy - współczuję.
            • 11 lat temu
              Nie moge tak zrobić jeśli on nie zapłaci to mieszkanie i rachunki są na mnie
              więc będę musiała w jednym miesiącu wydać więcej a to sie odbije na innych
              wydatkach.
              Staram się dokładnie obliczać aby parę groszy zostawić na czarną godzinę np.
              gdy mała chora (ma AZS), więc często korzystam z poradni a co za tym idzie i
              apteki, nie mogę pozwolić sobie na jakieś zadłużenia.
              • Gość: ink IP: *.crowley.pl 11 lat temu
                rozumiem. Tak przypuszczałem, że to by było zbyt proste. Hmm... ale z tego
                wynika, że Ty od razu zakładasz że w takiej sytuacji byłoby zadłużenie. A może
                po prostu po szczerej rozmowie byście się dogadali i rzeczywiście płacilibyście
                po połowie i nie byłoby problemu. Jak dla mnie taki układ byłby jak najbardziej
                sprawiedliwy. Skoro zarabia dużo więcej to nie powinno być problemu by przejął
                na siebie połowę opłat - właściwie to można odnieść wrażenie że jesteś
                wykorzystywana. Być może te kwoty które on płaci na wspólne rzeczy równoważą te
                któe Ty płacisz za opłaty.
                • 11 lat temu
                  Już rozmawiałam on uważa że jeśli mam tak małe dochody to powinnam zmienić
                  pracę a najlepiej otworzyć własną działalność, i pracować tak jak on po 14
                  godzin, bo siedzenie w domu z dzieckiem, sprzatanie prasownaie itp to nie jest
                  praca i nie przynosi dochodu.
                • 11 lat temu
                  Ale ja nie mam pretensji że jestem w jakiś sposób wykorzystywana, przecież też
                  tam mieszakam i powinnam uczestniczyć w kosztach utrzymania, uważam to za
                  całkiem normalne.
                  Ale nie mogę znieść tego że on mi wszystko wypomina, to co kupi i to czego
                  jescze ni kupił mówiąc że gdyby nie on to bym sobie na to nie mogła pozwolić,
                  to jest przykre.
                  Choć ostanio to ja podliczyłam ile zarobiłam dla firmy którą on prowadzi, to mu
                  szczęka opadła i trochę spóscił z tonu.
                  Ale chyba nie na tym to wszystko ma się opierać.
                  Ostanio powiedział że myśli o budowie domu na działce nalezącej do jego matki,
                  ale nie ma zamiaru tego robić tylo i wyłącznie ze swoich pieniędzy, a moja
                  pensja nie pozwala na to żeby się budować.
      • Gość: gosc IP: 198.86.96.* 11 lat temu
        Po co z nim jestes? Moj placi polowe oplat - dom jest moj, hipteka na moje
        nazwisko. Z innymi zakupami, raz on, raz ja, osobne kredyty splacamy sami. Te
        wspaniale rozmowy o wspolnocie sa piekne dopoki cos sie nie popsuje. Ja mialam
        wspolne kata, mielismy wspolne dlugi, i po rozwodzie, ja z nimi zostalam bo
        moja wartosc kredytowa byle lepsza. Nigdy wieciej.
      • 11 lat temu
        rozumiem, ze twoj tekst to zart , hehe bardzo smieszny. Bo raczej nie wierze,
        ze cos takiego moze byc w rzeczywistosci :) Ale gdyby to byla prawda, to haha
        jestes dla mnie kandydatka nr 1 na idiotke roku :)
        Pozdrawiam
      • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu

        > Ja - płacę czynsze i inne świadczenia mieszkaniowe, w związku z tym iz mamy 3
        > lenią córke opłacam przedszkole i wszystkie związane z przedszkolem dodatkowe
        > opłaty (zdjęcia w przedszkolu, składki na PZU, na radę rodzicielską oraz
        > dodatkowe zajęcia angielski+ rytmika

        sorki, że się wtrącę ale dla 3 latka na angielski jest trochę za wcześnie
        rozumiem, że ci zależy na tym by znało język ale spokojnie możesz poczekać aż skończy 5-6 lat (a pieniądze które wydajesz teraz odłóź na przyszłą naukę np. dodatkowe godziny nauki później)
        /50% moich znajomych to nauczyciele języka i lektorzy więc wiem co mówię/
        • Gość: bibi IP: *.uje.nat.hnet.pl 11 lat temu
          Tak się składa,że ja zaczęłam się uczyć włoskiego i angielskiego w wieku 3 lat i
          jakoś mi to nie zaszkodziło:)do tej pory pamiętam jakich słówek się wtedy
          nauczyłam.Były to proste słówka
          typu:bambino(dziecko),amo(miłość),cane(pies),dog,sun.
          Coś chyba w tym jest,skoro pamiętam to 20 lat później?
          Absolutnie nie są to stracone pieniądze.Dziecko dzięki temu w naturalny sposób
          będzie się potem posługiwało językiem,jeśli nie będzie miało drastycznej przerwy
          w nauce.
      • 11 lat temu
        Coś mi się zdaje, że czeka Ciebie poważna rozmowa. A jak to nie pomoże to
        zostają dwa warianty: poradnia lub rozstanie. Jeżeli nie rozwiążesz raz na
        zawsze jakiś wątpliwości to one nieustannie wracają.
        --
        A swoją drogą, Łukaszenko musi odejść.
    • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11 lat temu
      rachunki - płacimy po połowie
      zakupy - na zmianę
      tyle teorii

      w praktyce (choć mam mniej pieniędzy miesięcznie):
      - co drugie zakupy każde z nas płaci lecz ja staram się dorzucać do zakupów rzeczy droższe, kupowane co jakiś czas więc ciut więcej wydaję
      - rachunki jeśli mam wystaraczającą sumę w portfelu to opłacam sam, jak nie to składamy się po połowie - w sumie jakieś 60% kasy na rachunki ja wykładam (i tak mam wyrzuty, że nie całość - mieszkanie należy do partnerki)
      - na wyjazdy składamy się popołowie, na prezenty dla znajomych także
      - mam więcej czasu wolnego więc przez 6 czasem 7 dni w tygodniu ja gotuję
      - sprzątamy wspólnie, choć do mnie należą wszelkie cięższe prace
      - ew.remonty, naprawy, zakup nowego sprzetu AGD - ja na to wykładam kasę


      PS. czasem się dziwię jak mi na to starcza - niestety nic nie daję rady odłożyć :( w przeciwieństwie od partnerki która "ostro ciuła" (ale ona więcej zarabia)
    • Gość: Berta IP: *.biotech.univ.gda.pl 11 lat temu
      Gdy jeszcze bylismy para, to rachunki placilismy na pol, jedzenie kupowalismy
      razem. Teraz jestesmy juz malzenstwem od 7 lat i nadal mamy osobne konta. Byl
      taki czas, kiedy moj maz studiowal i tylko ja mialam dochody - niewielkie
      zreszta. Pozniej to on wiecej zarabial, a teraz dochody mamy zblizone. Najpierw
      wydajemy pensje meza, pozniej moja. To co zostanie, odkladamy. Na ogol to maz
      trzyma karty i placi za zakupy. Gdy potrzebuje kase po prostu mi daje. Sam tez
      bierze wtedy, kiedy potrzebuje. I jakos od tylu lat nie ma problemow, moze
      dlatego, ze jestem nietypowa kobieta, bo oszczednosc wyrobilam sobie w czasie
      studiow i do dzis pozostala mi ogromna rozwaga w wydawaniu kasy. Tzw. "tania w
      utrzymaniu;)" Tylko ksiazkom nie potrafie sie oprzec.
    • Gość: Ewka IP: 195.42.249.* 11 lat temu
      znamy się lat kilkanaście, mieszkamy razem już coś ok. 10 lat, bez ślubu, ja
      zarabiam kilka razy więcej, mamy osobne konta, ale całkowicie wspólne
      rozliczenia (ja zarządzam finansami, więc kiedy trzeba to przelewam z jednego
      na drugie konto, albo mu mówię ile wypłacić). Nigdy nie patrzyliśmy: czy moje
      czy jego. Wspólnie kupiliśmy samochód i dom, mimo że w oczywisty sposób mój
      wkład był większy, ale... jeśli jest się razem i jest ludziom ze sobą dobrze i -
      co najważniejsze - sobie ufają, to uwierzcie mi że to żaden problem. Kłopot
      oczywiście jest z rozliczeniami PIT-u (ale są dwie ulgi!) no i ewentualnie
      jeśli komuś (odpukać) coś się stanie. I tylko dlatego powoli myślimy o ślubie.
      Ale jedna rada - razem żyć (czyli razem wszystko finansować) można tylko
      wówczas, kiedy jest się już pewnym, że to nie jest przygoda na kilka miesięcy,
      ale ma się jakąś pewność drugiej osoby. Pozdrawiam
    • Gość: Marcin IP: *.pl / 195.205.163.* 11 lat temu
      Zgodnie z teoria socjobiologii jedna z glownych czynnikow wyboru partnera
      jest "hojnosc" (chodzi o zdolnosc i chec lozenia zasobow na potomstwo). W
      zwiazku z czym wydaje sie ze lepiej byloby zeby partner placil za calosc
      kosztow - oczywiscie jesli jest to mozliwe.
      Moja zona zgodnie z wlasna wola zajmuje sie wychowaniem dzieci (chodza tez do
      przedszkola) i w tej naturalnej sytuacji ja utrzymuje dom.
      Nieukrywam ze z punktu widzenia wychowania dzieci jest to najlepsza opcja
      dajaca najwieksza szanse na to ze dzieci jak beda dorastac utrzymaja kontakt z
      rodzicami co czesto nie jest prawda jesli oboje rodzice realizuja sie na maksa
      zawodowo.
      Pozdr
      MS
      • 11 lat temu
        kobiecie nie oplaca sie zarabiac pieniedzy, bo pieniadze ktore zarobila sa
        wspolne natomiast te co zarobil facet sa jego. Jej idzie na jedzenie i
        rachunki, a jego na "niezbedny" sprzet najlepiej kupowany na raty.
    • Gość: gościa IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 11 lat temu
      ja dzielę wszystkie wydatki bardzo prosto - on daje a ja wydaję, taki już u nas
      tradycyjny podział ról
      • 11 lat temu
        Ile np. kosztuje pranie, wyniesieni śmieci, odkurzanie, prasowanie, seks
        zwykły, oral, anal, gotowanie, dziecko, itd.

        Tego jeszcze chyba NIKT nie podzielił... :))
        Moja chce za 1 numerek 2 tyg. robienia w/w rzeczy.
        • Gość: Leslaw. Bo Leslaw. IP: *.aster.pl 11 lat temu
          > Ile np. kosztuje pranie, wyniesieni śmieci, odkurzanie, prasowanie, seks
          > zwykły, oral, anal, gotowanie, dziecko, itd.

          > Moja chce za 1 numerek 2 tyg. robienia w/w rzeczy.

          Czyli raz ja bzykniesz, a potem za kare dwa tygodnie anal, oral, anal, oral - i
          tak na zmiane? No to faktycznie, nic tylko wspolczuc.
          • 11 lat temu
            Współczuję Waszym dziewczynom, żonom o ile je macie ? Według mnie skazani
            jesteście na zycie jedynie w swoim dosc nieciekawym towarzystwie!!!
      • Gość: anuleQ IP: *.netx.waw.pl / *.waw.pl 11 lat temu
        skoro sie juz mieszka z facetem to sie go kocha i chce sie z nim byc ;) wiec
        najlepiej jest miec wspolne konto gdzie piniadze obydwojga beda sobie lezaly i
        z tego placic rachunki :) przeciez jak sie mieszka z kims kto jest bliski
        trzeba tej osobie ufac :)
    • 11 lat temu
      Mamy osobne konta (tak będzie również po ślubie) i nie ma podziału fifty-fifty,
      bo bym zbankrutowała :-))) - zarabiam jakies 3,5 raza mniej niż on...
      Ponieważ mam jeszcze mieszkanko "panieńskie" (obecnie wynajmowane), to sama
      płaciłam za nie rachunki. Duże zakupy, opłaty za mieszkanie, inne duże wydatki -
      on. Ale już zdarzyło się, że się spłukał, wtedy ratowałam go z zaskórniaków :-
      )) ale zazwyczaj późnej oddawał. W okresie, kiedy byłam bezrobotna albo
      zarabiałam marne grosze, płacił prawie za wszystko, ale to był niedobry układ -
      proszenie o pieniądze na nowe buty czy kosmetyk jest upokarzające, a poza tym
      czułam się jak wykorzystywaczka...
      Jak sobie to tak wszystko podsumowałam, to w sumie mam jak u pana Boga za
      piecem :-))))
      Żadnych kłótni o pieniądze nigdy nie było.
      Rozmawialiśmy kilka razy o tych sprawach i żadnych nieśmiałych protestów też
      nie słyszałam, więc chyba jest ok :-)))

      --
      Ich habe Pläne, große Pläne / Ich baue dir ein Haus / Jeder Stein ist eine Träne / Und du ziehst nie wieder aus
      • 11 lat temu
        A my mamy jedno wspolne konto, plus kazdy swoje. Ze wspolnego sa zakupy,
        rachunki, podstawowe kosmetyki, restauracje, kino itd. Z oddzielnych-ekstra
        wydatki. Nie mam ochoty tlumaczyc sie dlaczego kupilam sobie kolejny sweterek
        czy drozszy kosmetyk, ani denerwowac sie ze zarobiona przeze mnie ciezko kasse
        mezulek wyda sobie na jakis glupi subwoofer do autka czy zestaw kluczy do
        czegostam, ktorych nigdy nie uzywa. Ja jestem raczej chomikiem, lubie miec
        rezerwy buzdetowe ;) - on trwoni wiekszosc kasy na biezaco (zarabiamy bardzo
        podobnie). Calkiem wspolna kasa oznaczalby klotnie i mniejszy szcunek do
        wydawanych pieniedzy (widze na wspolnych wyjazdach jak szasta np. w
        restauracjach-4 napoje do obiadu i najdrozsze danie w karcie-grrr!) A tak, jak
        sie splucze-jego sprawa ;)
        Ten system sprawdzal sie kiedy jeszcze nie bylismy malzenstwem, lecz
        mieszkalismy razem, i tak zostanie.
      • Gość: toja IP: *.sie.vectranet.pl / 81.15.177.* 11 lat temu
        kiedy czytam te wypowiedzi to włos się jeży. Czy Wy naprawdę stawiacie na
        pierwszym miejscu problem z kasą? Czy zaufanie dla Was nie jest ważne, szacunek
        dla siebie tez sie nie liczy? Czytam, czytam i odnoszę wrażenie, że obserwuje
        licytację. Jesli para ludzi sobie ufa to problem pieniędzy sam się rozwiązuje.
        Jakie to ma znaczenie kto trzyma kartę kredytową w dłoni.
        Ważniejsze jest jak dwoje ludzi potrali dojśc do porozumienia w kwestii
        kolejności regulowania opłat nw przypadku np. skromnych dochodów. Jeśli dochody
        obojga są większe to naturalnie problem ten jest mniejszy lub nawet go nie ma.
        Pszecie o zróznicowanych dochadach dwojga ludzi. Nawet jesli jedno z nich ma
        przejściowo problemy to chyba po to jest partner w zyciu żeby drugiego wspierac
        w trudnych sytuacjach? Jesli nie mozna polegac na kimś bliskim w podobnych
        okolicznościach to może trzeba wyciągnąc wnioski z tego?
      • Gość: aneczka IP: *.aster.pl 11 lat temu
        Ja zarabiam 5 na reke, maz jakies 2,5 (czasami wiecej), ja place za wszystkie
        rachunki (m.in. kredyt mieszkaniowy) + sprzataczka i wszystkie "moje wydatki"
        (angielski, miesieczny itp.). Czesto kupuje wieksze rzeczy do domu (jestesmy w
        trakcie urzadzania sie) - tj. pralka, maszyna do szycie itp. Maz robi codzienne
        zakupy ( i gotuje)

        Ale jeszcze trzy lata temu nie pracowalam przez pol roku, a maz utrzymywal
        mnie. On sie nie wtraca do mojej pensji, ja do niego. Dzieci na razie nie mamy -
        ale gdy sie pojawia, mysle, ze niewiele sie zmieni w tej kwestii...

        Anka
    • Gość: kobieta IP: 195.42.249.* 11 lat temu
      Mieszkamy razem ponad 3 lata. Ja zarabiam zdecydowanie mniej 1:6, mamy
      oddzielne konta , ale ja nie czuję się wykożystywana , ani on. Taka niepisana
      umowa- On płaci wszystkie rachunki związane z mieszkaniem, ja robię zawszwe
      zakupy ( te codzienne i te weekendowe)i pewnie wychodzi tyle samo. I mimo iż
      proporcjonalnie do zarobków wydaje więcej, nie czuje sie żle. Źle bym sie
      czuła , gdyby to on za wszystko płacił
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.