Komentarze do artykułu

Romans z żonatym mężczyzną

To trudny związek bez perspektyw na trwałość i wspólną przyszłość. A jednak wiele kobiet decyduje się na taki "trójkąt", na układ nie dający im poczucia bezpieczeństwa. Dlaczego? Rozmawiamy z Krzysztofem Klajsem, dyrektorem Polskiego Instytutu Ericksonowskiego

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Romans z żonatym mężczyzną Dodaj do ulubionych

  • IP: 80.48.211.* 12.05.07, 16:53
    Nie będzie żadnych mądrych opinii.
    Zaawansowany formularz
    • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.05.07, 17:05
      Czy juz pierwsze zdanie nie jest logiczna sprzecznoscia:
      "Mężczyźni z reguły uważają, że rodzina to rzecz święta i nigdy nie posuną się
      do jej rozbicia" a dalej o romansie.
      Kazdy romans zonatego to wlasnie krok w kierunku rozbicia rodziny.
      No a potem sie facet dziwi...
      • 12.05.07, 19:47
        Dlatego właśnie nie zamierzam się żenić. Nie chcę potem cierpieć przez te
        zdrady. Oczywiście życie we dwoje jest o wiele lepsze niż samotne. Ale jak tu
        znaleźć taką osobę, która Ciebie nie zdradzi, a zarazem Ty jej nie zdrazisz?
        Mało prawdopodobne. Wystarczy spojrzeć na wyniki ankiety :/

        ---
        Tak nasz Jarosław obiera banana
        • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.05.07, 20:59
          Jak znalezc osobe, ktorej ty nie zdradzisz jest proste. Np. dla mnie
          potecjalnie bedzie to kazda osoba, bo nie zdradze. Po prostu wiem, ze nie
          zdradze: ze zrobie wszystko, zeby unikac jakikolwiek dwuznacznych sytuacji i to
          niezaleznie od tego co zrobi mi druga strona. Wiec jesli znajde osobe o
          podobnym spojrzeniu na zycie i zwiazek, mam juz duze prawdopodobienstwo, ze
          jedna sie nie zdradzimy...Reszta to milosc i codzienna jej pielegnacja...
          • Gość: Ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 21:54
            Gwarantować mozna TYLKO za siebie i... po fakcie. Twoja odpowiedź świadczy o
            arogancji.
            • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.05.07, 22:07
              Arogancji? (a moze chodzilo ci o ignorancje?) Przeczytaj jeszcze raz: przeciez
              pisze, ze gwarantuje SWOJE zachowanie. Co do cudzego zakladam tylko
              prawdopodobienstwo.
              co do po fakcie - nie jestem dzieckiem i troche juz w zyciu przezylam. Zdrade
              niestety tez. Troche sie w tedy czlowiek uczy - rowniez o sobie.
              • Gość: Ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:17
                Wiem, co chciałam powiedzieć/napisać - AROGANCJA.
                • 12.05.07, 22:57
                  To troche zbyt wrazliwy temat na glupie dyskusje. Jestem wiec arogacka bo
                  kieruje sie w zyciu zasadami a nie pragnianiami (zachciankami) i SOBIE ufam.
                  Mozliwe.
                  • 13.05.07, 08:11
                    Onej chyba nie chodzi o to, że jesteś arogancka bo kierujesz się zasadami. To
                    akurat jest dobre. Chodzi o to, że tak naprawdę psychika człowieka jest bardzo
                    skomplikowana i cały czas się zmienia przez lata życia. A już najbardziej, gdy
                    doświadczamy ciężkich przeżyć, które wywierają ogromny wstrząs na nas. Teraz
                    możemy się zarzekać, że czegoś nigdy nie zrobimy. Ale za 5 lat możemy się śmiać
                    z tego co mówiliśmy w przeszłości. To dotyczy nie tylko zdrady, ale praktycznie
                    wszystkiego. Począwszy od tak małoznaczących rzeczy jak smak jajecznicy, a
                    skończywszy na strzelaniu do niewinnych ludzi. Niestety jesteśmy takim gatunkiem
                    i nie możemy sobie nigdy na 100% ufać, ponieważ nie wiadomo co spotka nas w
                    przyszłości.

                    ---
                    Tak nasz Jarosław obiera banana
            • Gość: hm IP: *.acn.waw.pl 19.04.08, 10:39
              na siebie też nie można dać gwarancji.
              • 02.02.10, 14:17
                Gość portalu: hm napisał(a):
                > na siebie też nie można dać gwarancji.

                potwierdzam

                40cztery
                --------
                Zdrada nie jedno ma imię
          • Gość: mariolka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.10, 15:08
            lubię żonatych i już .
        • Gość: lizard IP: *.acn.waw.pl 04.05.08, 13:25
          dajcie jakis link o statystykach
          chcialabym wiedziec co mowia badania na temat zdrad - wpo ilu latach malzenstwa
          najczesciej sie zdarza, co wymieniaja jako glowne przyczyny, itepe.
      • Gość: nieco_cyniczny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:24
        > Czy juz pierwsze zdanie nie jest logiczna sprzecznoscia:
        > "Mężczyźni z reguły uważają, że rodzina to rzecz święta i nigdy nie posuną się
        > do jej rozbicia" a dalej o romansie.

        Nie ma sprzeczności - ci mężczyźni o rodzinie myślą jako o małym centrum
        wymiany. Przynoszą do domu pieniądze, być może zajmują się naprawami, kupnem
        mebli, organizacją wakacji i tego typu sprawami, żona rodzi i wychowuje dzieci,
        wybiera kolor zasłonek i krawatów męża, gotuje posiłki, pierze, itd. Nie chcą
        przerywać tej wymiany i tylko tyle znaczy u nich "nie chcę rozbijać rodziny".
        Seks z inną kobietą, to oczywiście zupełnie inna szufladka męskiego systemu
        pojęć. Praca to praca, rodzina to rodzina, a chwile z kochanką to chwile z
        kochanką.

        To oczywiście paskudny stereotyp, nie wszyscy mężczyźni tak myślą, a już na
        pewno nie wasz konkretny Misio, prawda? Kobieto, jeśli tak myślisz, to zastanów
        się, czym się różnisz Ty (i Twój facet) od miliona innych kobiet, których
        sielanka zakończyła się paskudną niespodzianką.
        • Gość: Ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:28
          Brawo, trafiłes w sedno. Podałeś świetną definicję rodziny - wymiana. Jeśli ta
          wymiana nie jest równo satysfakcjonująca, zaczyna się rozpad.
          • Gość: nieco_cyniczny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:39
            > Brawo, trafiłes w sedno. Podałeś świetną definicję rodziny - wymiana. Jeśli ta
            > wymiana nie jest równo satysfakcjonująca, zaczyna się rozpad.

            Nie wiem, czy wymiana to świetna definicja, ale taki obraz wyłania się z piwnych
            rozmów ze znajomymi (i nie tylko znajomymi). Dla mnie na przykład rodzina to
            wymiana plus zobowiązanie, co jest już trochę inną definicją, no ale to dygresja.

            Co do satysfakcji obu stron, zmienia się ona dopiero gdy zdrada wyjdzie na jaw,
            czego zdradzający oczywiście nigdy nie zakłada. No w każdym razie nie ten który
            deklaruje że "nie rozbije rodziny".
        • 12.05.07, 23:08
          A moze ja inaczej definiuje rodzine? Wymaina -tak. ale rowniez miejsce gdzie
          zaspokajane sa potrzeby emocjonalne. Gdzie moge byc otwarta bo wiem, ze nie
          zostanie to uzyte przeciwko mnie. Gdzie nie musze sie zastanawiac, czy moj
          partner aby nie sprezentuje mi jakiejs choroby, nie zafunduje hustawki
          emocjonalnej jak ta "druga" postanowi zawalczyc. Wchadzac w zwiazek ufam.
          Czy moj "Misio" tak nie mysli? Coz poprzedni myslal. I dlatego jest bylym.
          Ale mimo to wiare w ludzi (mezczyzn) zachowalam. Moze dlatego, ze w ten sposob
          nie myslal ani moj ojciec ani brat ani kilku wspanialych ludzi, ktorych mam
          okazje znac. A co czas przyniesie to zobaczymy.
        • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.07, 09:09
          A co powiesz jeśli nie ma "wymiany". Jest tylko zarabianie kasy przez męża. Ona
          tylko zajmuje sie dzieckiem, a jak tylko on sie pojawi w domu to i tego nie
          robi. Są wieczne pretensje praktycznie o wszystko. Nie ma obiadów, nie ma
          sprzątania, nie ma prasowania i prawie nie ma seksu.
          Ten konkretny człowiek trwa w związku ze względu na swojego syna. Wg. mnie ma
          też nadzieję, że ona go kiedyś doceni i okaże uczucie. To też przyzwyczajenie,
          strach przed nowym, nieznanym, przed wywróceniem życia do góry nogami. I strach
          przed tym, że straci syna.

          I.
          • Gość: zochana IP: *.zab.nat.hnet.pl 29.09.07, 21:08
            To jest raczej stały element tej "gry". Żona go nie rozumie, wcale
            ze sobą nie śpią itd, itd :-).
            Przez prawie rok żyłam z żonatym "wrażliwym, cudownym, kochającym
            mnie, jakże niedocenionytm mężczyzną" On niczym kapitan tonącego
            okrętu nie mógł opuścić swojej rodziny bo, no właśnie czuł się za
            nich odpowiedzialny! To było pół roku temu.
            Dopiero teraz, po terapii, olbrzymim wsparciu moich przyjaciół
            zaczynam dostrzegać jak bardzo byłam naiwna. Ktoś powie, sama
            chciałaś, sama się wpakowałaś w tarapaty i sporo w tym prawdy. Ale
            samotna, młoda kobieta w wielkim mieście po zakończonym długoletnim
            związku marzy o kimś kto ją pokocha bez pamięci i... oczywiście tak
            bardzo chce wierzyć, że ON ja kocha aż w końcu jest pewna, że tak
            jest.
            Nie żaluje tego co przeżyłam, bo byłam w tym wszystkim prawdziwa i
            oddałam mu siebie. A co z nim? Nie wiem i coraz mniej zaczyna mnie
            to obchodzić. Jedno wiem na pewno, nie wpakuje się już więcej w taki
            układ. W przeciwieństwie do kobiet, które są utrzymankami i im facet
            potrzebny jest do zarabiania pieniędzy, ja jestem kobietą
            niezleżną . Potrzebuję mężczyzny, który będzie tylko mój. A ponieważ
            ON nie chciał być tylko mój więc zakończenie jest łatwe do
            przewidzenia.
            Ostatnio zauważyłam, że wokół mnie kręci sie kilku fajnych
            mężczyzn :-). To cudowne czuc, że życie zaczyna sie od nowa.
            Trzymam kciuki za wszystkie odważne dziewczyny!
            Kobieta Walcząca !
          • Gość: Joa IP: *.chello.pl 13.05.08, 09:13
            A czyja to jest perspektywa? Mniemam, że jesteś kochanką tego mężczyzny. Oni
            ZAWSZE tak twierdzą. Potem okazuje się, że jednak prawda była inna, a z
            perspektywy żony tego pana sytuacja wygląda zgoła inaczej: kiedy on przychodzi
            do domu, zajmuje się dzieckiem, bo ona ma nareszcie czas posprzątać, pozmywać i
            ugotować obiad na następny dzień. Poza tym wychowywanie dzieci to też praca,
            bywa, że bardzo ciężka. Tyle, że nieodpłatna. Nie wydawałabym takich łatwych
            sądów i nie łykałabym takich tekstów jak gęś kluski. Naiwne.
        • 09.10.07, 14:54
          A dlaczego nie mówicie o romansie zonatego faceta z mężatką.
          Przecież to najlepszy układ. Obie strony mają coś do stracenia,
          wiedzą czego chcą. Dodatkowo, nikt nie spędza samotnych świąt.
          Co pcha kobiety do takich związków. Przede wszystkim znacznie
          wiekszy stopień adoracji przez kochanka. Drugi, to syndrom "brudnych
          męskich skarpetek". I jeszcze dodakowo, ten wysoki poziom adrealiny,
          który towarzyszy konsumpcji zakazanego owocu.
          Dodatkowo związek jest symetryczny, nikt nanim nie traci, jak w
          przypadku, gdy kobieta jest samotna.
          Kobiety - mężatki, spróbójcie, nie będziecie żałować romansu z
          zonatym
          • Gość: mąż IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.07, 16:47
            nie wiesz co mówisz...moja żona to zrobiła 2 lata temu - nie wiem do dziś jak
            jej wybaczyć...a dzieci? wiele razy myślałem o odejściu...ratuje rodzinę i
            walczę ze sobą...a dwie rodziny wiszą na włosku...
    • Gość: Modliszka IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.05.07, 17:21
      A mnie, podoba się określenie " kocha na pół gwizdka":)))
    • 12.05.07, 17:29
      To najgorsza rzecz pod słońcem- ale to się mówi dopiero po zakończeniu romansu.
      --
      Kto nie był buntownikiem za młodu, ten będzie świnią na starość.
      (Józef Piłsudski)
      • Gość: niekoniecznie IP: *.chello.pl 12.05.07, 17:32
        nie zawsze wszystko jest tak czarno białe i takie proste mechanizmy - ale cóż,
        romantyczna miłość istnieje podobno tylko w bajkach a itak 1/3 społeczeństwa o
        niej marzy..
        • Gość: lalka-mi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 17:45
          "...gra na wysokim poziomie ryzyka"- i to prawdą jest, jak również to, że wielu
          ludzi uwielbia takie ryzyko:)

          Nie...ryzyko w ogóle, więc dlaczego nie takie???
      • Gość: kasia IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 24.11.10, 23:25
        Związek z żonatym facetem to coś wyjątkowego taki "zakazany owoc" ,dużo adrenaliny ,potajemne spotkania :)myślę że takich rzeczy się nie powinno żałować bo przecież robimy to świadomie i od początku wiemy w jakiej jesteśmy sytuacji .Jednak najgorszy jest moment kiedy pewnego dni budzimy się u boku tej drugiej osoby i zdajemy sobie sprawę że ten ktoś nigdy nie będzie mógł być mój i wtedy chcemy to zakończyć jednak nie potrafimy bo jesteśmy już w sobie bardzo rozkochani ;(
    • Gość: Klajster IP: *.com 12.05.07, 18:02
      fajnie jest być sławnym psychologiem i obracać poznane na prowadzonych przez siebie szkoleniach młode psycholożki, zachwycone swoim guru
      i fajnie jest pierniczyć coś że mężczyzna nie rozbija związków
      prawda, psze pana?
      • Gość: jasny gwint IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 18:06
        A całość rozgrywa się na różnych poziomach...pseudopsychologicznego bełkotu.
      • Gość: Bouli Hacker IP: *.chello.pl 12.05.07, 19:03
        Słabo jak się jest tylko prostym głupkiem, prawda?
        • Gość: Wacław IP: 217.98.64.* 13.05.07, 08:22
          Jebnąć Ci ?
    • Gość: Beata IP: *.crowley.pl 12.05.07, 18:11
      Dla mnie romans i zdrada to najgorsza rzecz mogąca wystąpić w związku/w
      małżeństwie. Brak szacunku dla siebie, brak szacunku dla drugiej połowy,
      kompletny brak odpowiedzialności, a może i brak większego uczucia.

      Dla mnie sprawa jest jasna: jeśli decyduję się być z kimś, związać, to dlatego,
      że chcę tego ja i on. Nie myślę kompletnie o nikim innym.
      Gdyby coś nie grało w związku, kończy się go i wtedy szuka się być może kogoś
      innego dla siebie, może lepszego, bo poprzedni nie dokońca spełniał oczekiwania
      itp. Mam szacunek dla drugiej osoby i sama się szanuję.

      Jeśli ktoś podejmuje kroki małżeństwa to chyba taka decyzja jest przemyślana.
      Zakłada się rodzinę, bo z drugą osobą chce się być, trwać i żyć.
      Pytam dlaczego niektórzy będący w związkach szukają "przygody" z kimś spoza
      związku. Czy w wyniku braku porozumienia, prowadzenia rozmów o swoich
      potrzebach, wstydu spełniania własnych oczekiwań.
      Życie nie jest usłane różami, codzienne obowiązki, stres, szybki bieg życia nie
      może być powodem by się zatracić i zapomnieć o swoim związku.
      Dbajmy o swoich partnerów, znajdźmy chwilę dla siebie, bądźmy atrakcyjni, a
      napewno druga połowa nie pomyśli nawet o kimś innym, albo o przygodzie na chwilę.

      Poza tym sądzę, że kobieta/mężczyzna "wkradający" się w związek (czy to
      partnerski czy już małżeński) jest nic nie wartą osobą, zwykłym ku..szonem.
      Czy jeśli pragnie ciepła drugiego człowieka, nie chce być choćby na chwilę
      sama/sam, nie może znaleźć kogoś wolnego dla siebie? Albo nie chce się szukać,
      bo jakby nie było nie zawsze od razu można trafić na "swoją" połówkę?
      Bawi taką osobę rozbijanie związków, bo konsekwencje tego i tak są nieuniknione,
      a tylko rozłożone w czasie.
      Przecież niewiele albo nic "zajęta/y" nie może zaoferować (wakacje, święta,
      sylwester i tak spędza z rodziną i przyjaciółmi). Związek jest chwilowy i bez
      przyszłości.
      Czy tylko na tę chwilę myśli się tak egoistycznie? Czy warto?

      Nie wyobrażam sobie nawet krótkiego takiego epizodu.
      Nigdy nie związałabym się z mężczyzną zajętym, będącym w związku partnerskim czy
      małżeńskim. Dla mnie taki mężczyzna jest "wykluczony" i poza zasięgiem.

      Szkoda tylko, że wciąż dookoła słyszy się o romansach.
      Jasne, że na taki układ musi być przyzwolenie obu stron (szukającej i tej
      trzeciej wkraczającej i aprobującej takie zasady lub ich brak).
      • Gość: Bouli Hacker IP: *.chello.pl 12.05.07, 19:04
        Bardzo to mądre. Jak z bloga 18-latki.
        • Gość: gosc IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.09, 19:31

          oj chyba sama niewierzysz w to co muwisz na romans nie ma rady nieraz samo
          przychodzi i jest piekne
      • Gość: wiarus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 19:29
        Post Beaty uwazam za wyjatkowo naiwny, ktory napisala osoba rownie naiwna,
        idealistka, czytelniczka damskich kolorowek, nie znajaca zycia.

        Takie sa czesto zdradzane, poniewaz wydaje sie im, ze "to" moze przydarzyc sie
        kazdemu, tylko nie jej
        • Gość: franek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 21:17
          Czołem pesymiści.
          Mam 63 lata, jestem żonaty, uważam tak jak Beata.
          Normalne życie jest mozliwe. Wcale nie łatwe, ale bardzo satysfakcjonujące.
          Beata trzymaj sie prosto. To Ty masz rację.
          • Gość: kama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:09
            i Franek i Beata mają rację. Trzeba mieć jakieś zasady w przeciwnym bądż razie
            instytucja małżeństwa nie ma sensu. I tak się obecnie dzieje. Ludzie nie wchodzą
            w małżeństwo, bo boją się zasad np. wierności, miłości, odpowiedzialności.Jakby
            się bali, że to są zbyt wysoko ustawione poprzeczki.I potem klapa
            • Gość: Ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:20
              A czy nie przyszło Ci do głowy, że są ludzie, którzy nie chcą związku
              rodzinnego, bo to przeczy naturze człowieka. A tworzenie "rodziny" dlatego, że
              inni to robią i dlatego, że "od wieków" tak było, im nie odpowiada?
              • 12.05.07, 23:15
                Moze ich naturze, a nie naturze czlowieka. A pozatym swietna teoria zeby
                usprawiedliwic wlasna slabosc. Tylko potem sie skarza, ze nigdy nie byli
                zaspokojeni.
              • Gość: Beata IP: *.crowley.pl 13.05.07, 12:13
                Gdzieś powyżej w tym temacie, w swoich 2 postach, wyraziłam swoje zdanie na
                temat romansu i zdrady w ogóle; moje stanowisko, zasady i reguły jakimi kieruję
                się ja.

                Nie mam doświadczenia w tym temacie i nigdy nie chcę go mieć.

                Natomiast, nie ukrywam, ciekawa jestem wypowiedzi osób, których ten temat
                bezpośrednio dotyka:
                - romans z żonatym/mężatką - skąd/jak/z jakich pobudek w ogóle
                wziął/zaczął/trwał/skończył
                - wypowiedzi/refleksje kochanka/kochanki
                - wypowiedzi/refleksje zdadzającego/j
                - wypowiedzi/refleksje zdradzanej/zdradzanego - jak się dowiedział/a o zdradzie
                i jakie rozterki budziła wiadomość o takim fakcie, i jak zostało to "załatwione"
                • Gość: znajoma IP: *.grupalotos.pl 06.07.07, 13:22
                  Beata to zdradzona żona, wiem o tym i z tej perspektywy należy czytać jej
                  naiwne kawałki. A dyskusja z nią nie ma sensu, bo jest przekonana o swojej i
                  tylko swojej racji.
                  • Gość: Beata IP: *.crowley.pl 10.10.07, 16:55
                    znajoma napisał(a):

                    > Beata to zdradzona żona, wiem o tym i z tej perspektywy należy czytać jej
                    > naiwne kawałki. A dyskusja z nią nie ma sensu, bo jest przekonana o swojej i
                    > tylko swojej racji.

                    Nie zamierzałam odpisywać na ten głupi post, ale mnie najzwyczajniej w świecie
                    wkurzył. Dyskutować z Tobą nie zamierzam, bo to byłoby bezsensowne.

                    Nie jesteś moją znajomą (nie wiem czy czyjąkolwiek)!!!, więc nic o mnie, o moim
                    mężczyźnie, o mojej rodzinie nie wiesz.
                    Wypowiadaj się na temat, a nie fałszywie wypisuj o kimś bzdury, kogo nie znasz i
                    nie masz pojęcia jakie ma życie. Z pewnością zupełnie odmienne od Twojego.

                    Nie byłam zdradzona, nie jestem i mam nadzieję, że nie będę.
                    Nie zdradzałam, nie zdradzam, i nigdy nie zdradzę. To jest pewne. Mam swoje
                    zasady, wiem co/kto jest dla mnie najważniejsze/y. Nie szukam, nie biorę pod
                    uwagę czegoś/kogoś innego. Nie mam ani takiej potrzeby, ani najmniejszej ochoty.
                    I wszystkim innym wara od tego. I jeśli to jest moja racja, to ja jestem z tego
                    zadowolona. Ty możesz osiągać zadowolenie życiowe, partnerskie w inny sposób.

                    Są ludzie, którzy żyją normalnie i są szczęśliwi.
                    I wierzę, że takie życie będzie mi dane.

                    A reszta niech robi i żyje jak chce. To innych sprawa i nic mnie to nie
                    obchodzi. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz i z kim.
                  • Gość: Weronika IP: 62.172.214.* 24.04.09, 14:51
                    Odczepcie sie od Beaty, nie mozecie zrozumiec, ze sa osoby, ktore sa
                    szczesliwe, maja zasady i sie ich trzymaja.
                • Gość: kochanka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.11.08, 12:22
                  romans z zonatym - juz Ci służę:
                  rozpad długoletniego związku, 2 lata emocjonalnej samotnosci i ON -
                  zasypujący kwiatami, męski (w moim typie), wspaniale całujący i
                  dowcipny. od początku wiedzilam ze ma zone, ale to jego sprawa, to
                  on zdradza, nie ja. dla mnie to po prostu ktos kto mnie przytuli, z
                  którym ide do łózka i tyle. swieta spedzam z rodzicami. wcale nie
                  jestem pewna czy chcialabym z nim spedzic cale zycie i nie
                  rozmawiamy o tym. ale mam o kim myslec wieczorem, mam dla kogo sie
                  ladnie ubrac. ale chyba jestem wyjatkiem, bo wcale sie nie łudzę ze
                  sie rozwiedzie. a nawet gdyby - co zreszta mu powiedzilam - ma to
                  zrobic dla siebie, a nie dla mnie. acha, mam 28 lat, wiec nie mam
                  parcia na zakładanie rodziny i dzieci. do jakiej kategorii kobiet z
                  problemami należe?? bo ja nie czuję, żebym miała jakiś problem ze
                  soba. a Tobie życze idealnego faceta - i mówię to bez ironi.
                  • Gość: zuza (do kochanki) IP: *.146.172.4.nat.umts.dynamic.eranet.pl 23.08.10, 21:05
                    dziekuje za ten post...
                • Gość: Ania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.09, 14:11
                  To proste..poznajesz wspanialego czlowieka, zakochujesz sie .jest
                  wspaniale, marzysz o zwiazku z nim o malzenstwie, to trwa kilka
                  miesiecy, poniewaz on jest z innego kraju nie masz dostepu do
                  informacji na jego temat..nie macie wspolnych znajomych..Nagle po
                  miesiacach dowiadujesz sie, ze ona ma zone...i co? Bardzo trudno w
                  takiej sytuacji przeciac te milosc
            • Gość: GieZ IP: *.pronet.lublin.pl 11.10.07, 19:16
              Beata, Franek i kama mają rację:) można by to inaczej nazwać świadomym życiem, kierowaniem się zasadami, a nie przystosowywaniem się do sytuacji: "takie jest życie" czy jakoś tak z odpowiedzi na post Beaty. Totalne nieporozumienie. Albo to ty kreujesz swoje życie albo ono ciebie. "Naiwna osoba"? haha, oto człowiek który już wszystko widział w życiu, jest na nie uodporniony. Tylko biedaczysko nie ma na nie wpływu. Trzeba szukać ludzi, a nie półmózgich stworów które kierują się tylko schematami i są płytkie jak prawie wyschnięte szambo ;) ALe jest taka dziwna zasada, pewnie psychologowie itp mają już odpowiednią teorię, najczęściej ludziki wiążą się z podobnymi sobie, nieświadomie/podświadomie szukają podobnych. Jak miło byłoby gdyby zostali w swojej grupie i tam zeszli...ups, ale to nie na temat, najmocniej przepraszam :) pozdrawiam wszystkich myślących... pozytywnie :D
          • Gość: 13 IP: 212.244.79.* 22.05.07, 18:29
            Ja też tak myślę,a mam 45 lat ,drugą rodzinę,małe dziecko,czyli trochę
            doświadczenia ,a nie gdybania i filozofowania jak mi się wydaje wiekszość że
            ma na tej stronie.Popieram Beatę,to nie naiwność,to wiara w normalność.
        • Gość: Beata IP: *.crowley.pl 13.05.07, 11:01
          Nie znasz mnie, więc się nie wypowiadaj na temat mojej osoby.
          Możesz jedynie wypowiedzieć się na dany temat: swoje zdanie wyrazić oparte na
          swoich przekonaniach, zasadach jakie masz czy doświadczeniu.

          Ku Twojej informacji: kolorowych pisemek nie czytam, bo ani nie mam na nie
          czasu, ani ochoty.

          Życie swoje znam. Jest bez zdradzania.
          Życie znajomych romansujących czy przyjaciółki, kóra ma właśnie romans z żonatym
          - też znam. I nie zazdroszczę, bo i nie ma czego. I tak w tym wszystkim okłamują
          sami siebie i żyją w swojej samotności mimo kilku chwil może jakiejś tam
          przyjemności. Nie mają szacunku sami do siebie.

          Twojego życia nie muszę/nie chcę znać i nic mnie ono nie obchodzi, bo i niby
          dlaczego by miało.

          Nie uważam, że u mnie się to nigdy nie zdarzy.
          Wiem jednak, że ja NIE zdradziłam/zdradzam i nie będę zdradzała. Bo taka jestem.
          Mam zasady, reguły, własne poczucie godności, których nie zmienię.
          A czy mój mąż o tym kiedyś choćby pomyśli czy wreszcie do tego się nie posunie?
          Niestety nie jestem tego pewna i trochę może gdzieś w myślach czuję obawy.

          Robię jednak wszystko by tak się nie stało. Może i jestem naiwna, ale chyba to
          dobra naiwność.

          Każdy składa swoje życie według siebie i tak je napędza. I samemu potem ponosi
          konsekwencje swoich przedsięwzięć.

          Wierzę, że moje - nasze życie będzie takie jakie chcę/chcemy by było i teraz
          jest. To i wspólna ciężka praca, i obowiązki codziennego życia, i sympatyczne,
          przyjemne chwile, euforie.
          Są przecież tacy ludzie i takie życie mają. Może więc i moje małżeństwo,
          rodzina, która jest dla mnie i męża najważnieszą na świecie, a my dla siebie
          najistotniejsi, będzie miała takie szczęście. Bo to szczęście.

          Są też zdradzający i zdradzani. Niestety. Ale to podejście, wybór i cała masa
          składających się na to skomplikowanych rzeczy każdego innego człowieka.

          Wiarus Ty żyj jak chcesz i tak je spędzaj.
          Każdy robi to co woli, lubi, chce.
          Wszystkiego dobrego.
      • Gość: Elena IP: *.aster.pl 12.05.07, 20:25
        Beata, 12 lat temu byłam taką samą idealistką jak Ty. Ale życie uczy: NIgdy nie
        mów nigdy...

        Pozdrawiam
        • 22.10.07, 20:13
          Nie wiem, jak ludzie miauczący sami przed sobą i wszystkimi dookoła, że
          "Wiedzą, że to świństwo i bez przyszłości, ale nie mogłam/em sie oprzeć, jakaś
          siła mnie ciągnie, o ja biedny/a." Sorry, ja mam za sobą ładnych parę lat życia,
          kilka związków krótkich i głupich, 3 dłuższe, pasje, namiętności, łzy, depresje,
          euforie itp itd i TEGO NIE ROZUMIEM., jak można sobie tak idiotycznie pobłażać.
          Co to znaczy że nie mogę zapanować nad sobą? Można nie móc zapanować nad
          puszczeniem bąka, bo sie wypsnie, a nie nad wskoczeniem do łóżka z kimś trzecim.
          Może jestem dinozaurem moralnym, ale żadnego z partnerów, ani męża, nie
          zdradziłam, choć miałam powody, sfrustrowana tez bywałam i to porządnie, i
          okazje też były. Sorry, ale za żadnym razem ci.. nie zapanowała mi nad mózgiem.
          A osoba, która świadomie godzi się na zrobienie drugiej połowie takiej krzywdy,
          jest świnią, oszukuje sama siebie, albo mam w nosie druga połówkę. A tej
          ostatniej sytuacji, żeby postąpić uczciwie, trzeba tę osobę zostawić. Koniec,
          kropka, tertium non datur. Tu chodzi o szacunek do samego siebie. Będąc z drugą
          osobą masz jej zaufanie i rób wszystko, żeby je naruszyć i zranić jak najmniej.
          Bo krzywda, którą wyrządzam pomniejsza mnie samą. I nie szarżujcie przykładami
          sytuacji, kiedy można, kiedy to nie naganne itp. Jasne, są takie, całe mnóstwo.
          Ale i w niej można wybrać opcję postępowania nie tak niską, nie tak raniącą i
          podłą. Że dzielę na czarne i białe? Możliwe, ale prócz szarości nie da sie
          zaprzeczyć, że jest też białe i czarne. I ja wolę nie być czarna.
        • Gość: gosc IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.09, 19:37
          wlasnie nigdy nie mow nigdy niemozna byc swiecie przekonanym ze ja tego
          niezrobie lub on mi niema chodzacych idealow chyba ze ten drugi
      • 12.05.07, 21:04
        Strasznie naiwnie to brzmi... Życie pisze tak niesamowite scenariusze, że
        naprawdę trudno sobie wyobrazić niektóre sytuacje, które potem mają miejsce w
        naszym życiu... Też myślałam kiedyś tak jak Ty, ale po tym, co wydarzyło się
        siedem lat temu już nigdy nie powiem nikomu, że będę z nim przez całe życie i
        że nigdy go nie zdradzę. Czasem działa "czysta chemia" i nie zważasz na
        konsekwencje. Tak było w moim przypadku - mając świetnego męża dosłownie
        straciłam głowę dla żonatego faceta, który miał już dziecko, okazało się
        później, że jego żona jest w ciąży z drugim... Nie był uczciwy ani ze mną, ani
        z nią. Okazał się zwykłym tchórzem. Zostawiłam go, mimo że wówczas dałabym się
        za niego pociąć. Bardzo dużo się dzięki temu nauczyłam, też o samej sobie...
        Nie chciałabym nigdy więcej czegoś podobnego przeżywać. Cieszę się, że nie
        jestem jego żoną (kobietą), on nie zasługuje na nikogo, powinien być sam jak
        palec...
        • Gość: tege IP: *.icpnet.pl 12.05.07, 21:14
          Więc na co to było? Gdzie wartość dodana w życiu? Doświadczenie? Phi...
          Beznadzieja, tyle.
        • Gość: S IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:09
          A Ty? Zasługujesz na bycie czyjąś żoną?? Wg. mnie nie!
          • Gość: Ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:25
            Czy my musimy "zasługiwać" na to by być waszymi: niańkami, sprzątaczkami,
            kochankami, mamusiami, kucharkami, pocieszycielkami, matkami waszych dzieci,
            powiernicami> A może spytajmy, czy mężczyźni zasługują by być naszymi mężami i
            ojcami naszych dzieci? Dlatego mężczyźni walczą - w sejmie - o nie usówanie
            ciąży, bo zdają sobie sprawę, że w większości ONI są niegodni być ojcami naszych
            dzieci. Dlatego też są przeciwni zapłodnieniu in-vitro.
            • Gość: S IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.05.07, 00:18
              Mój tekst był do befana3 która nazywa gościa tchórzem, a sama zdradziła. Cieszy się że nie jest jego żoną, a ciekawe czy jej mąż cieszy się ze swojej żonki!?

              A co do twojego pytania to chyba zadałaś je niewłaściwej osobie. Nigdy nie składam obietnic bez pokrycia i ze względu na swoją samotność to chyba ja nie zasługuję na Was.

              Sprawa aborcji czy invitro to sprawa rządu i nie myśl że każdy facet jest przeciwko kobietom, to nie ja wybrałem takich ludzi którzy nie umieją rządzić... Wręcz przeciwnie jestem za większymi prawami kobiet!
        • Gość: kama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:13
          Befana3 i po tym wszystkim z powrotem wróciłaś do męża?
        • Gość: nick IP: 83.238.213.* 13.05.07, 08:10
          sorry ale kim Ty się okazalas, jestes tak samo winna jak i on, zwlaszcza ze
          piszesz ze masz wspanialego meza
        • Gość: Zuza IP: *.adsl.alicedsl.de 13.05.07, 14:11
          No wiec mamy tu przyklad jak czysta chemia bez udzialu rozumu moze pogmatwac
          zycie.a swoja droga uwazalaby go za w porzadku faceta gdyby zostawil rodzine i
          wybral ciebie. a co ze zranionymi uczuciami twojego meza i jego zony? Kierujesz
          sie w zyciu zasada: wszystko jest dobre, co mi akurat odpowiada?
        • Gość: 13 IP: 212.244.79.* 22.05.07, 18:35
          nie mów o nim żle,lepsza nie jesteś ani trochę.
        • Gość: Brzydka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.07, 18:37
          Tak nigdy nie mów nigdy.Miałam to samo.Zawsze wydawało mi sie ze sie w coś
          takiego nie zaangażuje!A jednak zakochałam sie w zonatym i dzieciatym do
          szaleństwa!Mając również kogoś.To wszystko nie jest takie proste jak niektórym
          się wydaje!Ja tego nie planowałam, to działo się samo!Potem długo było mi wstyd
          czułam się tą gorszą.Dziś mineło 6 lat i nie mam zamiaru nikogo przepraszać za
          to że kochałam!Ale on wolał żonę i cieszę się chociaz pózniej i tak wnieśli
          pozew rozwodowy.
          • Gość: gość IP: *.tktelekom.pl 08.10.07, 15:05
            cieszysz się??? przecież masz w tym swój wkład. romans nadszarpnął, a może
            zniszczył czyjś związek, czyjeś życie (dwoje dzieci!!!). dlaczego się cieszysz?
            • Gość: gosc eli IP: *.adsl.inetia.pl 15.01.09, 19:42

              a czemu ja obwiniasz io rozbicie tego malzenstwa jesli ktos wchodzi w romans to
              na ogol jest cos nie tak w nim
          • Gość: mnm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.07, 22:19
            nie sądzisz, że rozwiedli się z twojej przyczyny? Myślisz, że żona
            była tka głupia i się nie domyślała. Trudno żyć z syndromem
            zdradzonej kobiety.
      • 12.05.07, 21:16
        drugie twierdziła kiedyś że nigdy nie zgodziła by się być tą trzecią. Ale życie
        prostuje takie deklaracje
      • Gość: sofia IP: *.cable.ubr11.dals.blueyonder.co.uk 08.09.08, 23:57
        nigdy nie mow nigdy...
      • Gość: Anka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.09, 14:18
        Więcej tolerancji...To starszne, ze widzisz tylko jedna strone tego
        wszystkiego..Zupelnie jak mała dziewczynka, naiwna. Jesli poznajesz
        meżczyznę a on nie mówi Ci o tym, ze ma zone, miesszka daleko i
        spotykacie sie dwa razy w miesiącu? Zakochujesz sie we wspanialym
        czlowieku...i nagle odkrywasz prawde... Co możesz wtedy zrobić?
        Skoro tak naprawde Ty wtedy czujesz sie zdradzona...Oszukana..Jednak
        ciągle kochasz..Miłosc jest tak silnym uczuciem, ze czasami lata
        pschychoterapii nie pozwalaja uwolnic sie od takiego zwiazku. Jak
        można wypowiadać sie na temat, krory zna sie tylko teoretycznie?
      • Gość: monique IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 07.01.10, 23:09
        "Nigdy nie związałabym się z mężczyzną zajętym" - nigdy nie mów
        nigdy i nie oceniaj zbyt pochopnie. Kiedyś myślalam jak Ty,
        mówiłam "nigdy" jak Ty. Życie zweryfikowało... Nie twierdzę, że to
        dobre, nie, wiem, że złe, ale nie wiesz, jak zachowasz sie kiedys w
        przyszłosci.
      • Gość: zuza IP: *.146.172.4.nat.umts.dynamic.eranet.pl 23.08.10, 20:13
        nigdy nie mów nigdy...
    • 12.05.07, 18:17
      Kocham go.
      Nie umiem bez niego żyć.
      Okaleczam się.
      Boję się.
      Mam koszmary.
      Kocham go. Kogo mam prosić o wybaczenie?
      Chyba popełnię samobójstwo.
      • Gość: Stefan IP: *.chello.pl 12.05.07, 18:55
        Nie rób tego. Sam wiem, przeżam - bywa rak. To trudne. Ale życ trzeba
      • 12.05.07, 20:12
        to nie jest proste.
        Nie zawsze on to dziwkarz, a ona - latawica.
        Czasami życie przerasta wszystko, co się wydaje takie pewne i poukładane.
        Mam 40 lat, żonę, syna, którego kocham ogromnie, pracę, która daje mi wielką
        satysfakcję. I nagle okazało się, że jest ktoś, kto jest jeszcze ważniejszy.

        Zakochałem się, choć nie byłem przecież tzw. poszukującym. Szczęśliwi byliśmy
        dwa miesiące, bo Ona też stanu nie-wolnego. Rozstała się ze mną, bo nie chciała
        robić krzywdy naszym dzieciom. Postarzałem się w pół roku - siwe włosy, zawał.
        Wszyscy mówią - "nie jesteś taki jak kiedyś...". Nie jestem. Nigdy nie będę.

        Kocham Ją. I jeśli czegoś żałuję, to nie tego, co się zdarzyło między nami -
        raczej tego, że tam mało i tak nieporadnie okazywałem, jak bardzo mi na Niej zależy.
        • Gość: tomciacia IP: *.ksiaznica.szczecin.pl 14.05.07, 09:42
          Uważaj co piszesz, żeby czasem nie przeczytała tego Twoja żona...chyba, że Ci
          nie zależy.
        • Gość: ewa-nova IP: *.as.kn.pl 21.12.08, 16:37
          masz rację, to nie takie proste. ja nie wiedziałam, że jestem drugą
          dość długo. I kiedy się dowiedziałam, to przezyłam tragedię. I nie
          umiem odejść - to świetny facet, nigdy nikogo tak nie kochałam i on
          chyba też. I co mamy zrobić? On jest chory i uwikłany, ale jesteśmy
          dla siebie wszystkim. Mamy zrezygnować ze spotykania się i rozpaczać
          czy próbować tego kawałeczka szczęścia? Trzymaj się!
        • Gość: anka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.01.09, 14:21
          no właśnie
      • Gość: titta IP: *.botany.gu.se 12.05.07, 21:06
        "Kocham" i "okaleczam" sie wykluczaja. Kochasz co najwyzej siebie i jestes
        uzalezniona. Zamiast pieprzyc, za przeproszeniem, o samobojstwie wez sie w
        garsc i zastanow sie czego tak naprawde chcesz. Czasem zamotnosc (czasowa) jest
        lepsza niz zycie w ciaglym piekielku.
        • Gość: Ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:05
          Zadziwia mnie Twoja "wrazliwość" i empatia!!!!!
          • 12.05.07, 23:26
            Wybacz, ale komus w depresji jeszcze nikt nie pomogl uzalajac sie nad nim. A w
            90% przypadkow kubel zimnej wody i (serdeczny) kop dziala cuda.
          • 12.05.07, 23:57
            Nie uwazasz, ze osoba zakladajaca, ze jest zdolna do romansu z zonatym/zdrady
            (bo tak mozna wnioskowac z zazucanej mi arogancji) nie powinna sie wypowiadac
            na temat braku empati?
      • Gość: lalka IP: *.Red-83-55-124.dynamicIP.rima-tde.net 17.12.08, 15:47
        Sama jestem ofiara takiego ukladu jak romans z zonatym facetem.On
        przystojny,intelgentny potrafiacy uwiesc kazda kobiete ktora na
        niego spojrzala i stalo sie.
        Bylam mloda osoba(21lat)dalam sie omotac jak to jets mu zle w
        malzenstwie ze zona go nie rozumie,ze z nim nie spi i takie
        tam.Rozstal sie z zona po20latach malzenstwo,prosil,blagal bym z nim
        byla.Jestesmy razem od2lat i to sa najgorsze 2lata w moim
        zyciu,zostalam zabrana za granice,daleko od mojej corki,zyje
        wlasciewi z dnia na dzien liczac ze cos sie zmieni,a tutaj nic
        wszytko toczy sie pod dyktando mojego partnera,ktory tak mnie kocha
        ze zyc nie daj,podejrzewa o wszystko co najgorsze.
        Dziewczyno zastanow sie dobrze zanim zrobisz sobie cos zlego ,bo
        chyba nie warto stan na nogi i zyj wlasnym zyciem bo masz na to
        szanase.
        Pozdrawiam i powodzenia
      • Gość: ZDRADZONA ŻONA IP: *.chello.pl 05.02.10, 10:54
        TO SIĘ ZABIJ KURWISZONIE!!!!!
      • Gość: nefe IP: *.topagrar.com.pl 22.02.10, 11:36
        olej go. tego kwiatu jest pół światu. znajdź innego, da się, uwierz mi!
      • Gość: KURCZAK5919 IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.06.10, 20:43
        NO I TAK BYŁOBY NAJLEPIEJ
    • Gość: adwokat diabła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 18:41
      Mężczyźni z reguły uważają, że rodzina to rzecz święta i nigdy nie posuną się
      do jej rozbicia - brzmi zagajenie rozmowy. A ja dodam, że jednakowoż ci
      sami "święci" mężczyzni nie mają absolutnie nic przeciwko pokątnemu dupczeniu z
      nie-małżonką, co już oznacza, że cała ta ich zafajdana idea "świętej rodziny"
      jest fikcją. Logika "świętych dupków" - tak to można nazwać.
    • Gość: XxX IP: *.lubin.dialog.net.pl 12.05.07, 18:55
      No tak, cóż rozbijanie rodziny jest najgorszą rzeczą...ale szczerze mówiąc mi
      takie coś jak najbardziej odpowiada, nie chodzi ki tu o rozbijanie rodziny
      tylko spotykanie się z zajętym mężczyzną, spotykając się z mężczyzną zajętym
      jest mały dreszczyk i nie ma monotonności w związku. Tak naprawde to jest
      bardzo przyjemne ... Tak, również jest to walka... ale jaka przyjemna kobiety
      kochają rywalizować między sobą, więc dlaczego nie próbować walczyć o mężczyzne
      zajętego..
      • Gość: cityboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 19:21
        Krytyka bo(u)li? DDDD
      • Gość: mnm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.07, 22:32
        widocznie żaden wolny facet cię nie chce
    • Gość: eks kochanka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 19:47
      Nigdy nie mów nigdy...

      Tkwiłam w takim związku przez kilka lat. Chorym związku, pomimo że nie miał
      dzieci i nie żył z żoną. Właściwie od zawsze byli w nieformalnej separacji,
      stąd pojawiłam się ja. Okazało się jednak, że nieformalność wystarcza jego
      żonie, z niezrozumiałych (dla mnie) powodów chciała za wszelką cenę utrzymać
      status mężatki. Zrobiła nam piekło. Fałszywe donosy na policję, przychodzenie
      do mnie do pracy i robienie awantur to tylko ułamek tego co przeżyłam.
      Zniosłabym to gdybym miała wsparcie w moim ukochanym. Ale on miał tylko jeden
      pomysł na nasz spokój: udawać, że zerwaliśmy i wycofać się z żądania rozwodu.
      Zwodził mnie potem przez długi czas, w czym oczywiście swoją głupią naiwnością
      czynnie mu pomagałam. Ta miłość to była choroba. Nikomu tego nie życzę.
      Po kilku rozpaczliwych próbach rozstania się z nim poznałam innego mężczynę i
      zostawiłam mojego żonatego faceta, bez tłumaczenia, że jest inny. Sprowokowałam
      bliźniaczo podobną do poprzednich kłótni o jego brak zdecydowania i mocno
      obrażając wyrzuciłam za drzwi. Przez kilka miesięcy nie widzieliśmy się, ale w
      końcu się dowiedział, że jestem z innym. W dwa tygodnie później złożył pozew o
      rozwód. Rozwodzi się teraz z wielkim hukiem i błaga mnie o to, żebym do niego
      wróciła.

    • Gość: x IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 20:01
      ja przeżyłam rozwód swoich rodziców, ze względu na romans (romanse) właśnie a
      sama się w coś takie 'wpakowałam'. i denerwuje mnie podejście, że każdy romans
      to porażka, że kobieta w takim układzie nie jest szcześliwa. ja byłam, nie
      żałuje, wiele się nauczyłam. po prostu wiedziałam, że tak nie będzie zawsze.
      powiedziałam do widzenia, on zrozumiał. jeśli można zachować zdrowy rozsądek w
      zakochaniu to nie ma co robić tragedii.
      • 12.05.07, 20:14
        To przykre, ale tak juz jest. Swiata sie nie zmieni poprzez narzekanie na
        innych i rozdzieranie serca czytajac takie artykuly opisujace systuacje w domu
        (lub tego czego sie boimy.) Ludzie gonia za uciekajacym szczesciem depczas po
        innych i rozbijajac rodziny lub okaleczajac innych.
        Nie ma rozwiazania dla innych. Jedyne co mozemy zrobic to zaakceptowac, ze
        ludzie sa tacy jacy sa, a samemu zyc tak jak chcemy aby inni zyli. Tylko
        poprzez przyklad mozna cos zmienic. Nie przez narzekanie.
      • Gość: Michal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 21:28
        Bylaś szczęśliwa - a co na to jego żona? Czy ona też była "szczęśliwa" tak jak ty?
        Czy warto być szczęśliwym robiąc krzywdę drugiej osobie?
        • Gość: x IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 21:56
          > Bylaś szczęśliwa - a co na to jego żona? Czy ona też była "szczęśliwa" tak
          jak
          > ty?
          > Czy warto być szczęśliwym robiąc krzywdę drugiej osobie?

          jego żona chyba się już przyzwyczaiła. nie byłam tą pierwszą.
          oczywiście nie warto budować szczęścia na cudzym nieszcześciu. ale nie licz
          nigdy na to, że jak ty tego nie będziesz robił to inni też.
          • Gość: Delia IP: *.zaodrze.punkt.pl 12.05.07, 22:00
            Nie warto równać w dół, wcześniej też chciałam ci zadać to samo pytanie co
            Michał. W życiu wszystko powraca, zdradzałaś, będziesz zdradzana, rozbijałaś
            cudze szczęście, ktoś kiedyś rozbije twoje własne. Ale wtedy nie będziesz mogła
            mieć żalu do nikogo
            • Gość: beata IP: *.devs.futuro.pl 12.05.07, 23:33
              Osobą odpowiedzialną za zdradę jest osoba, która zdradza, a nie kochanek czy
              kochanka!
              • Gość: Asia IP: *.chello.pl 13.05.07, 09:25
                Myślę, że oboje są odpowiedzialni. Jeśli -dajmy na to - pan X i pani Y mają
                samochód i kluczyki do niego, pan X zostawi kluczyki w stacyjce a pani Z ten
                samochód ukradnie, to pani Z jest niewinna?
            • Gość: x IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.07, 14:18
              wiem i zwykle mam żal tylko do siebie. bardzo możliwe, że ktoś kiedyś rozbije
              moje szczeście. sęk w tym żeby umieć z takiej sytuacji wyjść. nie udawać, że
              nic się nie stało jak żona mojego byłego. nie robić piekła zatracając siebie.
              • Gość: nefe IP: *.topagrar.com.pl 22.02.10, 11:38
                za "grzechy" nie musimy płacić i nie czekaj na karę, bo ta wcale nie musi
                nastąpić. po prostu czyń dobro i nie pożądaj już nigdy męża bliźniej swojej :)
        • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.07, 10:16
          Jeśli żona nie wiedziała to o jakiej krzywdzie piszesz???

          I.
      • Gość: ika IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.07, 09:17
        Gdyby te kobiety które angażują sie w romansy z żonatymi facetami
        wkładały tyle energii na znalezienie partnera wolnego to by ich
        miały na pęczki (np.telefony,czas,organizowanie spotkań potajemnych)
        To jest obraz naszej wiary jaką prezentuje Polska katolicka
        (robienie co się chce)ksiądz i tak odpuści gzechy najwyżej zada
        karę 10 zdrowaśiek i tak można wkoło nie ma żadnych hamulców
        moralnych ,a ja mówię o 6 przykazaniu :Nie CUDZOŁÓŻ: i co wy na to?
    • Gość: Wiolla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 20:12
      Nie warto. Nikomu na dobre to nie wychodzi.A dlaczego zdradzają? Chyba sami nie
      wiedzą!
      • Gość: TAdrugaEwa IP: *.dip0.t-ipconnect.de 12.05.07, 20:52
        <A kto powiedzial,ze milosc...i maz jest na ZAWSZE...
        to jakies brednie...nie ma to jak Zmiany...i wtedy jest pieknie zyc !!
        pozdrawiam z kolejnym nowym fagasem...)
    • 12.05.07, 21:07
      facetem tylko dlatego że jest żonaty! Jak dla mnie to zadaje się z żonatym bo
      innego równie atrakcyjnego nie ma. Ale oczywiście może się mylę.
      • Gość: Listekklonu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 23:36
        Pewnie różnie bywa. Ale moja obserwacja potwierdza, że w takie związki pakują
        się specyficzne osoby, pozbawione kręgosłupa moralnego i skupione tylko na
        sobie. Najlepszym przykładem jest moja znajoma, która najpierw odbiła chłopaka
        swojej najlepszej przyjaciółce. Kiedy się już nią znudził i dał jej kosza, zaraz
        zaczęła romans z żonatym facetem.
        • 13.05.07, 12:25
          niej?

          > Pewnie różnie bywa. Ale moja obserwacja potwierdza, że w takie związki pakują
          > się specyficzne osoby, pozbawione kręgosłupa moralnego i skupione tylko na
          > sobie. Najlepszym przykładem jest moja znajoma, która najpierw odbiła chłopaka
          > swojej najlepszej przyjaciółce. Kiedy się już nią znudził i dał jej kosza,
          zara
          > z
          > zaczęła romans z żonatym facetem.
    • Gość: Wiesław IP: *.chello.pl 12.05.07, 21:56
      Bardzo sobie chwalem nasz zwionzek. Mniam, mniam...
      • Gość: Galadriela IP: *.adsl.inetia.pl 12.05.07, 22:23
        Posty na tym forum chyba sa odbiciem proporcji w ankiecie - wydaje mi sie, że
        więcej jest tych, którzy w jakiś sposób byli/są umoczeni w "trójkąty". A to
        jednak jest żałosne i wszystkim im współczuję.

        Nie można mówić o prawdziwym szczęściu, kiedy krzywdzi się kogoś innego. Czasem
        żonę/męża, czasem dzieci, czasem wszystkich razem. Może czujecie zadowolenie,
        może nawet czasami da się to nazwać szczęściem - "nie jestem sam/a, komus na
        mnie zależy, dla kogoś jestem ważna/y".

        Ale prędzej czy później - jestem pewna - odzywa się w człowieku jego poczucie
        przyzwoitości/sumienie/Superego - nazwijcie to sobie jak chcecie. I wtedy
        przestaje być tak wygodnie w tym wszystkim. A jeśli kogos sumienie czy to całe
        Superego ani trochę nie zaczyna swędzieć, to właściwie tym gorzej dla niego.

        A tak jeszcze na marginesie - szczęśliwe (i NIE ZDRADZAJĄCE SIĘ!) związki są
        możliwe! Istnieją. Szkoda mi tych wszystkich, którzy nie mieli szczęścia takich
        spotkać. Ja znam ich sporo, z moim własnym włącznie (a więc nie tylko z
        opowieści). No, ale to już jest kwestia wartości, które człowiek w sobie nosi...
        • 12.05.07, 23:12
          Połowę osób zdradzanych nawet przez myśl im by nie przeszło że są zdradzane!
          >
          > A tak jeszcze na marginesie - szczęśliwe (i NIE ZDRADZAJĄCE SIĘ!) związki są
          > możliwe! Istnieją. Szkoda mi tych wszystkich, którzy nie mieli szczęścia
          takich
          > spotkać. Ja znam ich sporo, z moim własnym włącznie (a więc nie tylko z
          > opowieści). No, ale to już jest kwestia wartości, które człowiek w sobie
          nosi..
          > .
          • Gość: listekklonu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.07, 23:38
            > Połowę osób zdradzanych nawet przez myśl im by nie przeszło że są zdradzane!

            A skąd wiesz? Liczyłeś?
            • 13.05.07, 12:21
              No nie wiem. Tak sobie pomyślałem. To myslisz że zdradzane osoby zawsze
              podejrzewają że są zdradzane?
              >
              > A skąd wiesz? Liczyłeś?
    • Gość: gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.07, 22:04
      To po prostu nieetyczne.
      Może w "Poradniku domowym" bedziemy rozważać zyski/straty z okradania mieszkań?
      To przecież też "gra o wysokim poziomie ryzyka", dzięki której dowiem się "jaki
      lub jaka jestem".
    • Gość: melanie IP: *.chello.pl 12.05.07, 22:45
      Moj mąż miał romans, wydało się wszystko, mąż został ze mną, tyle tylko, że ja
      czuję się szmatą...że pozwoliłam mu wrócić, przegrana jest zawsze żona.
      • 12.05.07, 23:49
        Mójego męża po 10 latach małżeństwa zafascynowała młodsza dziewczyna: tam były
        młodzieńcze marzenia, beztroskie wycieczki, brak zobowiązań - WOLNOŚC! Dom
        rodzinny stał się dla Niego rutyną, nudą, prostactwem. Chciał wolności - dostał
        ją, by stworzyc sobie nowy dom. Jaki będzie Jego dom po następnych 10 latach?
      • 13.05.07, 00:48
        Hej, nie czuj się szmatą! To jest bez sensu. Ja miałem taką akcję, że moja
        partnerka (jestesmy ze sobą bez ślubu juz 16 lat) kiedyś (no bylismy wtedy
        troche młodsi ;) zdradzała mnie z moim przyjacielem, a potem, kiedy ja
        stwierdziłem, że trudno i to zaakceptuję - to powiedziała, że nie mam jaj itp.
        Teraz ja się z nim dalej "koleguję" a ona nie. I jest na mnie zła o to.
        Tak w ogóle, jak czytam te wszystkie zajadłe posty pt. nie wolno się zdradzać
        chocby nie wiem co, albo trzeba się zdradzać bo taka jest natura ludzka... to
        mi strasznie się robi... tak jakbym w jakichś sowietach był??? W jakiejś
        totalitarnej bajce? Ludzie, wyluzujcie trochę. Nasze dusze i ciała są różne.
        Różnie odczuwamy i patrzymy na swiat. Po prostu. Każdy niech mierzy podług
        własnej miary i już.
        POzdrawiam i jeszcze raz - nie warto czuć się szmatą - bez sensu to. Lepiej
        wybaczyć z radością.
        :-)
      • Gość: not me IP: *.jgora.dialog.net.pl 11.10.07, 20:57
        Pośród całego bełkotu za i przeciw jedynie trafny post.
        Czuję tak samo.
        Każdemu "trzeciemu" (i "trzeciej") i zdradzającemu (zdradzającej)
        tego życzę z całego serca. Poczujcie tak samo, może jutro może
        kiedyś.
        Zdradzeni.
        Zrozumiecie.
      • Gość: ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.07, 22:30
        dumę czasami trzeba schować do kieszeni, zwłaszcza kiedy są dzieci.
        Spróbuj mu wybaczyć. Ale jeśli sytuacja się powtórzy, pokaż mu drzwi.
    • 12.05.07, 23:18
      Tu swietnie wychodzi dzisiejsza definicja milosci: dzisiaj czesto "kocham cie"
      oznacza tyle, co chce cie dla siebie. A tym czasem powinno oznaczac chce
      TWOJEGO dobra. Na szcescie sa jesze ludzie, ktorzy to rozumieja.
      • 13.05.07, 04:19
        titta napisała:

        > Tu swietnie wychodzi dzisiejsza definicja milosci: dzisiaj czesto "kocham cie"
        > oznacza tyle, co chce cie dla siebie. A tym czasem powinno oznaczac chce
        > TWOJEGO dobra

        Nie, titta, nie calkiem tak. "Kocham cie" oznacza "chce cie miec tylko dla
        siebie jesli i ty tego chcesz". A w zamian za to "ja tez bede tylko dla ciebie".
        Dlaczego taka deklaracja? Pierwsza czesc - "jesli i ty tego chcesz" - wlasciwie
        z definicji: jesli ona nie chce byc tylko dla mnie, to cala moja deklaracja i
        propozycja bierze w leb, rzecz przestaje miec sens. To nie oznacza, ze juz zaraz
        mamy pluc na ziemie na swoj widok, bo mozemy wypracowac jakis inny status, jakas
        inna propozycje (bez znaczenia jaka: "chcec cie miec tylko dla siebie we wtorki
        i czwartki", albo "chce cie miec tylko dla siebie miedzy 15:00 a 18:00",
        wszystko jedno).
        Tylko, ze takiego luznego ukladu musza CHCIEC OBOJE - bo ja osobiscie,
        deklarujac "chce tylko dla siebie", jednoczesnie deklaruje "ja tez tylko dla
        ciebie" - taki wzajemny uklad zobowiazan mi odpowiada. Inny moze mi nie
        odpowiadac i nie bede w nim pozostawal. I tu zaczyna wchodzic w gre otwartosc
        poczynan. Zauwaz, ze "zdrada" zachodzi jedynie wtedy, kiedy odbywa sie w oparciu
        o nieszczerosc. Jesli partner (znow wszystko jedno, kobieta to, czy mezczyzna)
        mowi otwarcie "wprawdzie jestesmy juz razem 20 lat, ale ja juz nie chce, bo
        jestem zainteresowana/y kims innym", to przestajemy mowic o zdradzie. Owszem,
        taka deklaracja moze byc oceniana surowo (brutalna, lekkomyslna, druzgocaca,
        idiotyczna, czy jak tam kto ja oceni), ale sednem jest, ze ta deklaracja
        zaistniala, wiec nikt nikogo nie oszukuje.
        Nie ma nic zlego w wylacznosci, w "chceniu tylko dla siebie" - jezeli obie
        strony to wlasnie deklaruja. Problem zaczyna sie wtedy, kiedy jedna strona mowi
        "zgadzam sie na wylacznosc", a potem okazuje sie, ze wylacznosc oznacza
        sporadyczny udzial jeszcze kogos, tak "od czasu do czasu", bo to "takie
        emocjonujace". Przy czym jesli od poczatku byl to "zwiazek otwarty", gdzie obu
        stronom odpowiada tymczasowy udzial przypadkowych partnerow w jedna i druga
        strone, to znow jest OK - pod warunkiem, ze obie strony o tym wiedza i sie na to
        zgadzaja (malzenstwa swingersow, na przyklad). Jesli oboje tak chca, to nikt
        nikogo nie krzywdzi ani nie oszukuje.
        • Gość: Beata IP: *.crowley.pl 13.05.07, 12:15
          Gdzieś powyżej w tym temacie, w swoich 2 postach, wyraziłam swoje zdanie na
          temat romansu i zdrady w ogóle; moje stanowisko, zasady i reguły jakimi kieruję
          się ja.

          Nie mam doświadczenia w tym temacie i nigdy nie chcę go mieć.

          Natomiast, nie ukrywam, ciekawa jestem wypowiedzi osób, których ten temat
          bezpośrednio dotyka:
          - romans z żonatym/mężatką - skąd/jak/z jakich pobudek w ogóle
          wziął/zaczął/trwał/skończył
          - wypowiedzi/refleksje kochanka/kochanki
          - wypowiedzi/refleksje zdadzającego/j
          - wypowiedzi/refleksje zdradzanej/zdradzanego - jak się dowiedział/a o zdradzie
          i jakie rozterki budziła wiadomość o takim fakcie, i jak zostało to "załatwione"
          • Gość: Kaska IP: *.in-addr.btopenworld.com 23.05.07, 15:28
            Przyznaje ze z wilkim zainteresowaniem przejrzalam wszystkie wypowiedzi na
            niniejszym forum. Chyba szukalam nowej zaskakujacej i ciekawej wypowiedzi na
            temat stary jak swiat ale jak bardzo aktualny. Niestety znow uderzyly mnie
            stareotypy pogladow, sposoby jednokierunkowego myslenia- wskazywanie co jest
            dobre a co jest zle. Czy nazywam to jako naiwne i niemadre tak jak okreslono
            pania Beate powyzej? Nie- wrecz przeciwnie. Problem dotyczy mnie samej i
            chcialam poskladac wasze mysli w jedna sluszna tylko dla mnie calosc.

            Uwazam ze wypowiedzi pana profesora sa jaknajbarzdiej sluszne- natura kobiety i
            mezczyzny sa calkiem inne- co wiecej natura kazdego z nas jest calkiem inna.
            Wyglaszanie pogladow o ludziach zdradzajacych i uczestniczcych w zdradzie jako
            tych ktorzy nie maja zadnych zasad moralnych i sa nic nie warci sa opiniami
            ludzi ktorzy chca wierzyc w prosty idealny swiat ( rzeczywiscie troche
            naiwnie) i ktorzy w swoich glowach pielegnuja tylko *( nie twierdze ze
            niewlasciwie) te idealne zasady i sposob przezywania swojego zycia jak spaceru
            po prostej drodze bez zadnych zakretow. A tak na prawde sprowadza sie to
            wszystko do pojecia szcescia - niezaleznie czy w rodzinie czy w zwiazku z
            osobami trzecimi.Nie mozna generalizowac ludzi tylko pod wzgleedem sposobu w
            jaki doszli do swojego szcescia.Ludzie o bogatych umyslach staraja sie przyjac
            wielosc rozwiazan. Tylko prosze nie przepisujcie mi teraz zdania ze ludzie
            ktorzy twierdza ze zdrada jest zla to ludzie prosci i niemadrzy. Popieram tylko
            opinie tych ktorzy wiedza ze w zyciu mozliwa jest niespodzianka ze nie mozna
            wszystkiego zaplanowac - np szczesliwej rodziny pzrez nastepne 30 lat. Ludzie
            ktorzy z jakichs powodow zostawiaja lub znajduja milosc pzry jednoczsnej
            starcie kogos drugiego to ludzie poszukujacy - nie bojacy sie przyznac do
            swoich uczuc, chca pzrezyc swoje zycie w pelni-nauczeni poprzez wlasne bledy
            tego jak kochac i jak nie zagubic w labiryncie namietnosci, chwilowej chemi i
            tego jedynego prawdziwego uczucia.
            Nie wiem czy choc troche mnie zrozumiecie- ale pozostaje jeszcze tylko jedna
            kwestia- tzw wspomnianej ryzykownej gry jaka jest zycie w trojkacie i sama
            zdrada...ta gra ma swoje zasady- potwornie trudne, wymagajace sily charakteru i
            taktu wzgledem drugiej osoby. Gra sie tylko z tym kto jest warty twojej gry,
            gra sie widzac cel swojej gry, gra sie by nie zniszczyc przeciwnika ...trudne
            prawda?Dlatego tyle osob przegrywa i dlatego mowi sie ze nie warto.......

            Ja wygralam..- ale nie bylam ta walczaca- zdobylam mezczyzne swoja miloscia i
            wiem ze bylo warto- nie zyje zludzeniami - wiem jak wielka cene musial za mnie
            zaplacic i to daje mi wiare w prawdziwosc jego uczucia. Wiem ze dojrzal w pelni
            do tego co razem przeywamy, bez obawy ze kiedys zagra bo raz drugi.Wierze ze
            prawdziwej milosci nalezy szukac intesywnie a nie tylko ograniczac sie do
            nadzieji ze moj terazniejszty partner nigdy mnie nie zostawi-tego niegdy nikt
            nie moze byc pewny.Pielegnujcie swoja milosc rozadkiem., zrozumieniem. Wtedy
            zaufanie wzgledem siebie bedzie silniejsze i nie do zlamania przez nikogo
            innego.
            Zazdroszce szalenie wszsytkim tym ktorzy zanlezli swoja milosc na tej prostej
            drodzei i zycze odwagi, wytrwalosci dla tych ktorzy juz staneli na tym zakrecie.
            • Gość: qualquiera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.07, 16:17
              To nie są wszystko stereotypy. Po prostu prawdą jest, że ktoś zostaje
              skrzywdzony. Choćby i był winien tego, że w małżeństwie się nie układało. Winien
              oczywiście pół na pół ze zdradzającym.

              Niezgoda na zdradę jest więc tylko zauważeniem faktu, że ktoś przez nią cierpi.
              Tak jak cierpieli Starożytni, jak cierpimy my i jak cierpieć będą nasze dzieci.

              To ja jestem tą zdradzaną. I to ja widzę, jak zdrada odbiera możliwość naprawy
              czegokolwiek. Bo nie chodzi tu już o mnie. I o to, co robiłam źle. Co robiliśmy źle.

              Jest już tylko patrzenie w przyszłość. Że będzie lepsza od tej, jaka jest teraz.
              Choćby i bez rozsądku. Że jak się zacznie prawdziwe życie, to problemy powrócą.
              I tak się będzie trzeba z nimi zmierzyć.

              Piszę trochę. Może wydam książkę, żeby zarobić na dzieci. Bo zostanę z nimi
              sama. A on może przestać płacić, bo chce nadal kierować moim życiem. I ukarać
              mnie, jeśli zrobię coś, co mu nie będzie odpowiadać. Mimo, że to on chce odejść
              nie pytając mnie o zgodę. A nie zgadzam się.

              Szukajcie tak za rok, dwa. Będzie miała tytuł "Uroki życia". Bo w końcu będzie
              kiedyś dobrze. Z nim, czy bez niego. Powtarzam to ciągle córce. Nie dodając tego
              drugiego zdania.

              Choć teraz jest strasznie.
              • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.07, 11:39
                Wytłumacz mi dlaczego nie zgadzasz się, żeby odszedł?Z miłości?
                Umiałabyś żyć z kimś, o kim wiesz, że Cię nie chce?

                I.
            • Gość: Wyrozumiała IP: *.konin.mm.pl 20.12.08, 03:23
              Do Kaski: chyba rozumiem o co Ci chodzi. Czasami poprostu okazuje
              się, że dwie osoby spotykają się o jakiś czas za późno i próbują to
              nadrobić.
          • Gość: ja IP: *.umwp-podlasie.pl 03.08.09, 14:30
            Interesuje Cię? Mogę coś na ten temat napisać. Sprawa jest złożona
            dla jednych, dla innych zwykły romans, który tak naprawdę (pomimo
            tego co tu piszecie) jest aprobowany. Nikogo tu już nie dziwi, no
            cóż chyba nie potrafimy być monogamistami, chociaż jestem głęboko
            przekonana o tym, że nie zdradzę swojego przyszłego męża. Byłam
            kochanką. Jak to się stało? Bardzo prosto, zakochałam się od
            pierwszego wejrzenia w koledze z pracy, zakochiwałam się każdego
            dnia bardziej i bardziej, aż zauważyłam, że się mu podobam i
            instynktowanie, prowadzona tym uczuciem napisałam do niego. Taki był
            początek, a koniec bardzo smutny dla mnie. Niby kochał, niby mówił,
            okazywał, było miło, fajnie, przyjemnie, ale właśnie było.

            To nie jest zawsze z kaprysu, z chęci romansu spowodowanej zwyczajną
            nudą. Zdarza się też miłość, szczera i prawdziwa.
      • Gość: she IP: *.sileman.net.pl 24.08.09, 11:57
        czym złodziej jest dla banku tym kobieta rozbijająca małżeństwo
        oboje na szubienice posłać
    • Gość: Kat IP: *.hsd1.il.comcast.net 13.05.07, 06:33
      Przewaznie pociagaja mnie mezczyzni, ktorych nie moge miec do konca :-(
    • Gość: mala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.07, 18:37
      ja z dobrego domu, ktora zarzekala sie........a jednak.Podejmujemy decyzje, ze
      chcemy byc razem, tamte rozdzialy naszego zycia zamykamy.........zamykamy z
      nadzieja na lepsze jutro.
      • Gość: magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.07, 21:42
        W moim całym życiu miałam tylko jedną taką przygodę :) i nigdy nie czułam
        większej namiętności jak wtedy...
        • Gość: milla IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.08, 01:16
          a jak go poznalas jesli moge spytac???
      • Gość: ANA IP: 91.200.94.* 27.01.10, 23:00
        Witam
        Mam podobny problem. Ja 24 latka i on 35 z zoną i 2 dzieci. chcemy być razem.
        Czy istnieja przypadki gdzie to sie udaje.
    • Gość: Kasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 07:44
      Zycie to nie jest bajka. Jak istnieje swiat zawsze gdy konczyła sie miłosc w
      zwiazku zaczynały sie zdrady. I winne sa obie strony zarówno mąż i zona że nie
      pielegnowali swej miłości. Obarczanie wina tej trzeciej lub trzeciego jest bez
      sensu. Nie oni slubowali miłość i wierność.
      • Gość: 13 IP: 212.244.79.* 22.05.07, 18:50
        POPIERAM
    • Gość: Brzydka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.07, 18:23
      Przeczytałam i nie wiem czy sie z tym w 100 % zgodzić.Ja również miałam romans z
      żonatym mężczyzną.Było to 6 lat temu.Trwało całe lato do jesieni.Było
      cudownie.Ale dłużej nie mogłam tego znieść.Tego ze on wraca do żony,byłam chyba
      tą walczącą?Ja wtedy też miałam kogoś, ale nie byliśmy nawet zaręczeni.Zaczęło
      się tak niewinnie,ze nawet nie wiem kiedy zakochałam się w żonatym.Leciałam jak
      ćma do ognia, chociaż wiedziałam, ze się sparzę to nie mogłam bez niego
      żyć.Doszło do tego, ze postanowiliśmy powiedzieć o wszystkim naszym partnerom.I
      to był nasz koniec.Nie chce nawet tego opisywać jakie to było piekło!Jego żona
      powiedziała mi wtedy,że - ma do niego większe prawa niż ja, ponieważ mają
      dziecko.Nie wiem czemu nie powiedziała ze go kocha, tylko zasłaniała się
      dzieckiem?On wrócił do żony.Tak to się potoczyło.Gdyby ktoś mnie zapytał czy
      kiedykolwiek będę z żonatym popukałabym się w główkę i powiedziała w życiu!A
      jednak stało się, wbrew moim zasadom.Nie planowałam tego i nie umiem powiedzieć
      dlaczego tak się stało?To bardzo silne uczucie, ale choć na początku ten owoc
      zdrady ma smak słodki i kuszący to potem staje się gorzki i cierpki.To toksyczny
      zwiazek!Okropnie przyciąga i okropnie boli!
      • Gość: nel IP: *.34.14.81.rev.sfr.net 25.09.11, 22:47
        rozumiem cie w stu procentach-tez uwazalam siebie za kobiete z zasadami.Twoja historia a raczej jej przebieg jest taka sama jak moja.Trez zwiazalam sie z zonatym i tez mialam bylam wowczas zwiazku niesformalizowanym.Nigdy bym nikomu nie zyczyla takiego uczucia jaki sie ma po odbytym romansie.Mimo ze uplynelo juz siedem lat wciaz czuje slady tego.Na szczescie ulozylam sobie zycie z kims zupelnie innym i moge powiedziec ze jestem szczesliwa-na pewno pomogla mi w tym zmiana otoczenia to ze nie ma ryzyka zebym kiedykolwiek musiala go spotkac przypadkiem na ulicy.
    • Gość: Ania IP: 83.2.116.* 03.07.07, 22:45
      Zdrada temat stary jak świat. To znak że nie ma miłości w małżeństwie, po prostu
      wypaliła sie. I szkoda życia na tranie w takim związku.

      • 05.07.07, 22:05
      • Gość: colm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.07, 22:08
        Czytając te wszystkie posty dochodzi się do jednego wniosku. Przecież to
        wszystko prawda. Każdy ma rację. Każdy ma swoją prawdę. Również udzielający
        wywiadu. Myślę jednak, że problem polega na tym, że nikt (mam nadzieję), nie
        planuje zdrady pozostając w stałym związku. Ponoć w nas meżczyznach wpisana
        jest jakaś zdrada, jakaś rozwiązłość, jakieś potrzeby sprawdzania. Czuję
        jednak, że sa to potrzeby bardziej wirtualne niż realne. W sumie każdy z nas
        potrzebuje miłości cokolwiek to nie znaczy i jak obszerne jest do słowo. Te
        trójkąty zaczynają się może przez przypadek, może zaiskrzenie, może z nagłej
        potrzeby, nie wiem, może bliskości, ciepła, zawodu z tej swojej drugiej połówki
        pomarańczy...To, że nie chce się porzucac później tak łatwo żony, no i rodziny
        to wynika właśnie pewnie z takich chyba naszych cech: opieki,
        odpowiedzialności, potrzeby bezpieczeństwa. Zreszta sam już nie wiem. Ja w
        sumie już jestem po tym wszystkim. Rozwód i koniec. Chylę czoło przed znającymi
        temat i mając proste wytłumaczenie problemów związków małżeńskich. Pozdrawiam
        wszystkich piszących. Temat ciekawy ale chyba z kategorii : rzeka.
        • Gość: lili IP: *.olsztyn.net.pl 06.07.07, 14:43
          Niestety, masz rację. Wszystko co piszesz o powodach wchodzenia w trójkaty i o
          tym, że zachowuje się lojalność wobec swojej rodziny - to prawda.
          Niestety, tkwię w takim związku i nie potrafię się wycofać. I on i ja mamy
          rodziny, z taką różnica, ze on ścieli łóżko ze swoją żoną i prowadzi noramalne
          życie rodzinne, a ja żyję obok swojego męża.
          Kiedy sie poznaliśmy, nie wiedziałam, że jest tak bardzo zaangażowany, albo
          inaczej "uwiązany" - jak on to określa, w swoje życie rodzinne. Zabiegał o mnie
          i sprawiał wrażenie, że jego rodzina nie jest trwała.
          Gdybym to wiedziała, nigdy nie pozwoliłabym sobie na taki zwiazek.
          Trwa dwa lata. Przeżyłam w nim różne chwile - od cudownych słów, wyznań,
          kwiatów, po bardzo trudny czas kiedy stracił pracę, aż do dziś - kiedy znów ją
          ma. Spotykaliśmy się prawie codziennie - w kawiarni, kilka razy wyjechaliśmy
          razem.
          Wspierałam go w chwilach, gdy był załamany, przygnębiony, kiedy żona ciosała mu
          kołki na głowie za brak pracy. Drżałam, żeby i ona jej nie straciła, bo nigdy
          nie miałam myśli, żeby jej źle życzyć.
          Też przeżywałam załamania. Z bólem słuchałam, jak opowiada o rodzinie, jak
          wyjezdża z żoną, jak nagle odwołuje nasze - kawiarniane - spotkania z wiadomych
          przyczyn.
          I ciągle prosił, żebym go nie zostawiała. Żebym czekała, aż zmieni się sytuacja
          w jego życiu.
          Teraz odżył - jest praca, w domu się poprawiło. Nie kupuje mi kwiatów i powoli
          wycofuje się ze swoich obietnic.
          Tak jak piszesz - odpowiedzialnosć za rodzinę, opieka jest ważniejsze niż
          dwuletnia znajomość. Powiedział, że wszystko brałam zbyt dosłownie. Tak, czuję
          się oszukana, ale najwiekszy zal mam do siebie, ze mogłam być taka głupia.
          Staram się go nie oskarżać. Mówi mi, że albo zaakceptuję taką sytuację, albo
          trzeba to skończyć. Bardzo chciałabym wyjść z tego zwiazku, ale nie umiem,
          jestem zbyt słaba. Kocham go jak nigdy nikogo. On też prawie codziennie mówi mi
          to samo,ale dodaje,że to się nie ma nijak do realnego życia.
          • Gość: Dziecko rodzicow IP: 83.2.116.* 07.07.07, 09:34
            Dziwie sie facetom czy kobitkom nie kochającym swych partnerów ze tkwią w
            związku. Nie rozumie czemu to czynią. To wzajemne oszukiwanie samych siebie.
            Większość pisze ze dla dobra dzieci się nie rozwodzą. Idioci nie widzą ze dzieci
            kodują sobie wzór małżeństwa bez uczuć, miłości i sexu.
            Dom choć rodzinny ale zimny, brrrrrrrr.
            Jestem dzieckiem takich rodziców. Już opuściłam to gniazdo. Nie lubię tam wracać
            bo oni niby kochający rodzice żrą sie ze sobą. Marnują dalej swe życie.
            mam wyrzuty że dla mnie je zmarnowali. W imię miłości do dziecka?. Po co? Czemu
            mnie o zdanie nie pytali?
            W ten sposób wypaczyli moje uczucia do nich i wiarę w miłość.
            • Gość: anula IP: *.umed.lodz.pl 10.07.07, 12:32
              Jest to temat rzeka...Straciłam męża przez inną kobietę....ale po co ciagnąc
              coś gdy nie ma już miłosci..bardzo to przeżyłam, ale teraz mój syn ma lepszy
              kontakt z Tata, niż wtedy gdy z nami mieszkał...Ja też poskładałam swoje
              klocki...i mówiłam, że dla mnie facet żonaty to nie facet i tak dalej...ale
              życie układa się dziwacznie....Jestem z żonatym facetem..dowiedziałam sie co
              prada na 4 spotkaniu, ale zawsze...i co mam zrobić? ...jest mi dobrze z nim,
              ale źle ze świadomością tej drugiej....Nie wiem co zrobię, ale dla tej małej
              chwili szcześcia..warto...
              • Gość: zona-niezona IP: 83.2.116.* 10.07.07, 16:36
                Jestem z żonatym mężczyzna od 5 lat. Zycie napisało taki scenariusz. Nie mam
                wyrzutów sumienia. Kiedyś mój maż pokochał inna kobietę. Rozstaliśmy sie i
                jesteśmy przyjaciółmi. Dziś jestem szczęśliwa ze tak się stało.
                • 09.10.07, 14:57
                  Gratuluje - jak ktos Tobie tak Ty komus innemu.

                  A jak "szczesliwa" bylas jak to sie Tobie stalo? Nie masz wyrzutow
                  sumienia ze takiego samego "szczescia" zyczysz komus innemu?
              • Gość: lili IP: *.olsztyn.net.pl 11.07.07, 07:56
                Dodajesz mi otuchy...
              • Gość: edi IP: *.img.com 11.07.07, 17:12
                Chyba faceci myślą podobnie. Jak jest im źle w małżeństwie, szukają tej chwili
                szczęścia... Czasem jest to kosztem kobiety, a czasem rodziny... Życie pisze
                naprawdę ciekawe scenariusze...
      • Gość: ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.07, 22:11
        miłość zazwyczaj nie kończy się u obojga jednocześnie. Czy nie
        lepiej zwyczjnie odejść "donikąd" niż zdradzać. Czy koniecznie
        trzeba zabezpieczać sobie "tyły"?
        Myślę, że takie rozstanie jest mniej bolesne.
    • 29.09.07, 11:36
      hym tak mysle sobie dlaczego wiekszosc mysli ze romans jest zly?
      Jest to lekcja zycia, dla niektorych epizod po ktorym dochodza do
      wniosku ze zona/maz jest najlepszym dobrem na swiecie....
      Smiac mi sie chce jedynie z naiwnosci niektorych jak to idealizuja
      wartosc zwiazku....swietosci...
      Zycie jest przewrotne.........
      Mam znajoma, ktora uwaza iz jej malzenstwo jest doskonale...otoż
      jest w niesiwadomosci ze jej przyjaciólka z pracy, ktora siedzi
      biurko w biurko z nia ma romanski z jej meżem i co???? Takich osob
      jest sporo...
      pozdrawiam
    • Gość: ja IP: *.gprspla.plusgsm.pl 01.10.07, 14:23
      Ja akurat jestem typem walczącym. Jestem z nim,jestem jego żoną, będziemy mieli
      dziecko. Jesteśmy szczęśliwi. Kocham go chociaż nie kochałam. Był zakazanym
      owocem. Nie lubię kiedy czegoś mi się zabrania. Walczyłam i go pokochałam, a on
      zmienił moje życie i mnie. Wiem że nigdy więcej nie potrafiła bym być w takim
      związku. To nic przyjemnego.
      Dobrze że skończyło sie tak jak się skończyło. Dobrze dla wszystkich.
    • Gość: irenka IP: *.chello.pl 08.10.07, 15:34
      Znam pania ,która miała "romanse " z trzema, dwoma równoczesnie panami
      /żonatymi?. I oznaczało to, ze tylu pracowało na jej szczęście i sukcesy
      zawodowe, a co za tym idzie poziom życia.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.