Komentarze do artykułu
Konkursomaniaczki
Gdyby tak zsumować (łącznie) wszystkie nagrody, które Monika, Marta i Justyna (każda oddzielnie) dostały w ciągu ostatnich kilku lat, okazałoby się, że jest ich już prawie trzy tysiące. I ciągle przybywają kolejne.
A w czym lepszy jest...?
Autor:
Gość: Fachowiec
IP: *.net.autocom.pl
11.12.08, 16:51
Retoryka ma na celu wywolanie emocji - zas erystyka uczy, jak
kierowac emocje retoryczne w oczekiwana strone. Z uwagi na ten fakt,
cieszy mnie, ze moje slowa wzbudzily w Pani emocje. Czy pozytywne,
czy negatywne - to kwestia wtorna. Liczy sie fakt ich powstania.
Odpowiadajac wprost: nie, nie ograniczam zycia p. Moniki wylacznie
do konkursow. Stwierdzam tylko, iz sama ona napisala, ze jej praca
jest nudna. A wiec, nie mam powodow, aby jej nie wierzyc (w to, ze
ma nudna prace). Zapewne wiec potrzebuje jakiejs odskoczni. Tylko
tyle, ze ta odskocznia stala sie uzaleznieniem (powstanie lancucha
zaleznosci pokazalem juz kilkakrotnie). Poza tym, w przypadku tego
typu zachowan, nie ma mowy o hobby. To czystej wody uzaleznienie.
Artykul o konkursach to "oczywista oczywistosc", jak mozna
strawestowac mego ulubionego mowce. Skoro o konkursach, to dlaczego
tak zaklamujacy rzeczywistosc? Nie znam postaci osoby piszacej ten
tekst, a wiec niczego o niej nie wiem. Ale sam wydzwiek artykulu
to "myslenie zyczeniowe". Wylacznie pieknie, wylacznie ladnie,
wylacznie pozytywnie. A psy nie sikaja na chodniki, osoby z
marginesu nie sikaja na sciany domow, zas piekna polska mlodziez nie
sika na samochody. Wierzy Pani w taki cukierkowy swiat, w ktorym
czlowiek stal sie zwierzeciem? Zezwierzecenie... to jedno z meta-
slow XXI wieku.
Wybaczy Pani, lecz pozwole sobie na uwage natury osobistej: nie
pluje Pan na droge na moj widok, ani nie uznaje mnie za wcielone
zlo. To dobrze. Ale przeciez jestem na tyle swiadom wlasnych
dzialan, ze wiem, iz profesjonalnie piore ludziom mozg, az powstanie
jajecznica. Czy to znaczy, ze socjotechnika i reklama maja wylacznie
takie cele? Nie. Znam sporo dobrych fachowcow, ktorzy wykorzystuja
swoja wiedze (w tym - podobnie jak i ja - doborek naukowy), aby
tworzyc cos, co na wlasny uzytek zwe "dobra reklama". Czy im tego
zazdroszcze? Nie. Na swoj sposob musza oni zawsze mowic tylko dobrze
i trzymac sie wylacznie jednych zasad. Ja nie musze.
Napisalem podrecznik Marketingu Politycznego, i to byl chyba ten
moment, w ktorym zrozumialem, ze "w tym" mozna dzialac albo bardziej
uczciwie wzgledem samego siebie, albo mniej. Wybieram uczciwsza
wersje wzgledem swej osoby, i przynajmniej mam tyle godnosci, ze nie
opowiadam bzdur o tym, ze "pozytywna reklama" jest lepsza od tego,
co moge zrobic z ludzkim umyslem.
W czym lepszy, od dra Garlickiego, jest p. Radziwill jako szef
Naczelnej Rady Lekarskiej, kiedy opowiada te swoje bajki
o "pozytywnej medycynie"? W czym lepszym jest Cwalina, piszacy te
swoje sazniste bzdury o "profesjonalizacji" marketingu politycznego -
rozumianego jako zaklamywanie rzeczywistosci, w imie wylacznie
dzialania pozytywnego?
Ech.
Uklony,
Fachowiec