Dodaj do ulubionych

nowi, GŁOŚNI sąsiedzi - ratujcie !

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
wprowadzili się do mieszkania pode mną. studenci (a przynajmniej w takim
wieku). Głośno - rankami, wieczorami i nocami. Poszłam do nich. Muzyka gra
ciszej nocami. Ale w dzień... tak, jakbym puszczała ją u siebie. Nie jestem
stara - mam 20 lat i studiuję, zawsze ktoś puszczał muzykę ale nie tak... czy
jest jakaś rada??
Edytor zaawansowany
  • Gość: Lilu IP: *.miechow.com / 195.136.93.* 15 lat temu
    W każdym domu obowiązuje, albo powinien obowiązywać jakiś regulamin porządku
    domowego. Za mieszkanie odpowiedzialny jest zawsze właściciel. Natomiast
    zarządca wykonuje obowiązki na zlecenie właściciela. Pierwsze kroki możesz
    skierować do niego właśnie. Zarządca będzie wiedział co dalej zrobić.
  • bubster 15 lat temu
    czasami skutkuje tylko "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie"
    kiedyś musza spać, prawda?
    kilka razy puść im wtedy głośną muzykę
    jeżeli nie chcesz, by inni sąsiedzi mieli do Ciebie pretensje o muzykę, to
    zawsze możesz mieć remont :-)
    --
    _____________________________________
    Bubster rulez!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15384
  • Gość: berem4 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14 lat temu
    A ja mam problem z sąsiadką która wnosi skargi na mnie. Mieszkam w starym
    budownictwie, które wymaga remontu. Sukcesywnie w miarę możliwości finansowych
    remontuję mieszkanie (dwa lata temu cyklinowanie podłogi, w tym roku wymiana
    okien). Za każdym razem uprzedzam sąsiadów że planuję remont. I prace remontowe
    cichną zawsze przed godziną 21 -ą ( sąsiedzi z góry mają dzieci w wieku
    szkolnym). Niestety jedna starsza Pani za każdym razem wnosi do zarządcy
    skargi, że w moim mieszkaniu jest głośno. Przy czym nigdy nie dopdaje że w
    czasie remontu. Pracownik Wsólnoty mieszkaniowej wydreptuje do mnie ścieżki, po
    to tylko żeby zastać prace remontowe. Ale skarga to skarga. Bardzo mnie to
    denerwuje. Sens zaczepek ze strony tej Pani ujawinił się jednak dopiero
    niedawno. Powiedziała ona żebym się tu nie czuła za pewnie tylko dlatego że
    sobie mieszkanie kupiłam (mieszkam w tym mieszkaniu od 3 lat).
    Pozdrawiam i wszystkim życzę umiaru i odrobinę ludzkiej życzliwości.
    berem
  • Gość: gość IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13 lat temu
    jej u mnie jest podobnie tylko że to nie jest jedna sąsiadka a całe stado
    staruszków i też im sie wydaje że jak oni mieszkają tu całe życie a ja od kilku
    lat to oni są na swoim a ja "u nich " a po drugie zawiśc przemawia akurat
    przez tych sąsiadów co mieszkają w kawalerkach i sie cisna a ja mam 50m
    mieszkanie i żal ich ściska
    '
  • Gość: Gabi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Pewnie, że można takim padalcom zrobić na złość, tylko czy to pomoże?. Moimi
    sąsiadami są Cyganie . Wydaje im się , że cała ulica należy do nich.Żadnego
    poszanowania dla innych.Mimo zwracania uwagi dalej robią to samo.I co zrobić z
    takim chwastem?
  • Gość: rwd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Trafiła ci się wyjątkowa swołocz.
  • laurka2005 14 lat temu
    U mnie sytuacja jest podobna, tak samo hałasy nie dają spokoju, ale...niewiem
    co robić.Tajemnicze małeżnstwo (para?) z nastoletnim dzieckiem wprowadzili sie
    do świeżo wyremontowanego mieszkania nad nami. NIe znamy ich, nie wiemy kim są
    i o co chodzi, ale często słychac awantury ( lecą wtedy k...wy, ch..uje,)
    walenia w podłogi i w drzwi ( bóg wie czym), kobita płacze wniebogłosy, chłop
    ją po chałupie gania, mury sie trzęsą!! Czasem mam wrażenie, że to właśnie dziś
    dojdzie do morderstwa!!I co? Dzwonić po policję - chyba odpada - przyjadą,
    spiszą, na tym koniec. Iść samemu i powiedzieć, żeby lekko zaniżyli ton??A może
    nie wyłaniać się i nie narażać? Miałam kiedyś podobny problem - mąż lał żonę- a
    ja się wmieszałam - niepotrzebnie, okazało się, że żona lubiła być bita:-)
  • basia553 15 lat temu
    Ja bym proponowala zaczac od metody pokojowej: idz tam i porozmawiaj
    gdziecznie. A moze to cos da? Dopiero jesli nie poskutkuje, idz do zarzadcy.
    A swoja droga cxiekawa byla Twoja uwaga "nie jestem stara.. itd".
    Tzn. gdybym ja - wiele starsza od Ciebie, miala problem z glosnymi sasiadami,
    to byloby to inaczej? Starsi musza cos takiego znosic? No pomysl! Jak sie jest
    troche starszym to jest sie upierdliwym sasiadem? Tak to myslalas?
  • Gość: ?? :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
    to stwierdzenie mialo na celu wyprzedzenie komentarzy typu "studenci to tak
    zawsze, daj zyc mlodym"... przepraszam, jesli kogos urazilam...

    rozmiawialam juz z tymi sasiadami, co napisalam w poście, moze troche
    chaotycznie, bo bylam bardzo wzburzona... nie wiem tylko czy glosna muzyka w
    ciagu dnia to cos zlego... w nocy bowiazuje cisza nocna ale w dzien? czy sa
    jakies normy halasu?
  • tyggrysio 14 lat temu
    z tego co wiem, to teraz nie ma czegos stricte takiego jak cisza nocna a poza
    tym, to poziom halasu dowolny; jesli halasy Ci przeszkadzaja, masz prawo sie
    poskarzyc;
    ostatnio wlasnie byl w mieszkaniu moich rodzicow policjant/straznik miejski bo
    sie jakas sasiadka poskarzyla na druga, ze dzieci tej drugiej halasuja w
    mieszkaniu :-) i zbierali opinie wszystkich sasiadow;
    ale nie wiem, czy do policji chcesz sie posuwac; moze lepiej pogadac z
    wlascicielem mieszkania? w koncu sesja juz sie zaczyna, a potem mozna wymienic
    studentow ;-)
  • Gość: koko IP: *.icpnet.pl 4 lata temu
    to się cofnij ty niedorozwoju. Cisza nocna jest była i będzie od 22 do 6 rana
  • lukaszmluki 2 lata temu
    Niestety nie masz racji, w sensie takim ze nie ma przepisu, ktory by takowa w tych godzinach definiowal. Ona owszem funkcjonue w regulaminach spoldzielni czy wspolnoty mieszkaniowej, ale zasadnio prawo do spokoju w swoim mieszkaniu masz caly czas. Niesteyt funckjonuje przekonanie z poza tymi godzinnami mozna robic wszystko
  • jadwiga_r 15 lat temu
    Może wywieś karteczkę na tablicy ogłoszeń skierowana do lokatorów
    studentów, "że cisza nocna obowiązuje od godz.22.00 do godziny 6.00,zaś
    kulturalne zachowanie przez całą dobę".
  • Gość: ?? :( IP: *.aster.pl / *.acn.pl 15 lat temu
    to chyba dobry pomysł :)
  • basia553 15 lat temu
    Nie zostalam urazona uwaga o wieku, chce jedynie zwröcic uwage na pewien fakt.
    Otöz wystarczy ze sie skonczy 40 lat lub nie daj Boze 50, to sie takiemu
    osobnikowi rözne rzeczy zarzuca, np, histerie lub nadwrazliwosc. Dlatego
    zaznaczylas swöj wiek: mloda, wiec obiektywnie ocenia halas. Gdybys miala 50
    lat, nazywalo by sie: przewrazliwiona, nie rozumie mlodych! Mam racje?
  • Gość: ?? :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
    Muszę przyznać, że masz rację.
  • zenobiade 15 lat temu
    Masz rację,ale po części.Przecież to jakim się jest człowiekim,nie zależy
    wyłącznie od wieku metrykalnego,a raczej od charakteru i upodobań.Nie
    spotkałaś smutnych, zgorzkniałych dwudziestolatków ,a uśmiechniętych i pełnych
    życia starszych ludzi? Bo ja tak.I gwarantuje Ci,że jeśli ktoś z sąsiadów
    będzie miał generalny remont ,to zarówno 20 latek jak i 50 latek po pewnym
    czasie będzie miał dość tego hałasu.Pozdrawiam.
  • Gość: hallo IP: *.ip-pluggen.com 15 lat temu
    Dalej nie rozumiesz! Chodzi wylacznie o to, ze w ogolnie przyjetym pojeciu,
    tylko "stare, zgorzkniale baby" narzekaja na muzyke mlodziezowa.
    Tu nie chodzi o FAKT, tylko tak sie przyjmuje.
    Dlatego ta mloda osoba podala swoj wiek, aby jej nie wzieto za stara
    zgorzkniala osobe.
  • Gość: smart IP: *.tele2.pl 15 lat temu
    Basiu , właśnie z powodu takich odpowiedzi jak twoja ludzie młodzi uważają że
    starsi czyli tacy jak np.: jesteśmy upierdliwi i nie do życia
  • Gość: Piotr IP: *.tele2.pl 14 lat temu
    Jestem głośnym sąsiadem.
    Mam żonę i dwoje dzieci. Mieszkamy na pierwszym piętrze i żyjemy jak normalna
    rodzina (nie urządzamy głośnych imprez i nie słuchamy muzyki. Dzieci nie
    tupią). Kłopot w tym, że nasza sąsiadka (panna w wieku ok 45 lat)nie może
    spać i nachodzi nas z pretensjami, że zachowujemy się za głośno. Wymaga od
    nas byśmy po godz. 23 nie chodzili po mieszkaniu i nie spuszczali wody w
    łazience (mam na zapas robić siusiu do godz 23). Staram się być grzeczny ale
    powoli mi nerwy puszczają i nie wiem co
    robić. Zaczynam zastanawiać się wieczorem czy mogę iść siusiu albo czy mogę
    otworzyć szafę, a to prowadzi do obłędu.
    Dodam że ona mieszka nie bezpośrednio pod nami tylko na skos.
    Poradźcie coś bo oszaleję.
  • Gość: rada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Starsza pani ma bardzo dużo energii i nie wie co z nią zrobić.
    Wzywała non stop policję, która nigdy nie miała zastrzeżeń.

    W pierwszych dniach jak się tam sprowadziłem przyszła z wielkim krzykiem, żebym nie zamykał psa w łazience bo szczeka całą noc i ona spać nie może.... A ja nie miałem psa :) Jeszcze wtedy nie podejrzewałem jakie będę miał z nią problemy.

    Pewnego razu wróciłem do domu po 2 w nocy, wziąłem prysznic i położyłem się spać. Ok. 3 budzi mnie policja, że sąsiedzi się skarżą (już wtedy wiedziałem kto) że jest u mnie impreza. Ja obudzony, zaspany w slipkach.... jaka impreza? Porażające... Też już zaczynałem mieć małą paranoję i zastanawiać się czy jak spuszczę wodę wieczorem to zaraz nie wpadnie policja lub rozwrzeszczana sąsiadka.


    Sprawa wylądowała w sądzie. Dzielnicowy stwierdził, że nie może ignorować kilkunastu skarg (mimo że robił wywiad i wszystko było ok) i niech sąd rozstrzygnie. Oczywiście nic nam nie udowodniono. Sasiądka wycofała się z oskarżenia i został tylko problem dla sądu i dla nas... I zmarnowane pieniądze z naszych podatków.

    Ja się wyprowadziłem (na szczęście mogłem łatwo zmienić mieszkanie - nie mam jeszcze dzieci)

    Polecam zachowywać się normalnie i nie wpadać w paranoje. A jak przychodzi to wzywać policję i oskarżyć ją o nachodzenie i zakłócanie spokoju. Najważniejsze: zachować spokój. Jeżeli jest impulsywna i krzykliwa - nagrać na dyktafon.
  • rezurekcja 14 lat temu
    Gość portalu: Piotr napisał(a):



    > tupią). Kłopot w tym, że nasza sąsiadka (panna w wieku ok 45 lat)nie może
    > spać i nachodzi nas z pretensjami, że zachowujemy się za głośno. Wymaga od
    > nas byśmy po godz. 23 nie chodzili po mieszkaniu i nie spuszczali wody w
    > łazience (mam na zapas robić siusiu do godz 23).

    Macie akustyczne stropy. To cholernie irytujaca okolicznosc. Rozumiem Twoja
    sasiadke, bo mnie tez budzi tupanie sasiada, przesunanie mebli, loskot
    wiruajcej pralki itp. I tez jestem na koncu wytrzymalosci, chyba przejde do
    niego z wizyta.
    ZMiencie obuci na takie z miekka filcowa podeszwa. Polozcie moze dodatkowa
    wykladzine. Podfilcujcie nogi mebli.
    W Paryzu w niektorych budynkach wody w kiblu nie spuszcza sie po 22.

    Twoja sasiadka moze mie cbardzo wyczulony sluch, wiem jak boli, bo sama tez tak
    mam. Jest to bardzo uciazliwe, nie wiem, skad mi sie to wzielo, przedtem nie
    reagowalam na wiele dziwekow, teraz niestety reaguje. Moi goscie niektorych
    dzwiekow nie slysza, ja tak. I nie jst to niczyja wina.


    > powoli mi nerwy puszczają i nie wiem co
    > robić. Zaczynam zastanawiać się wieczorem czy mogę iść siusiu albo czy mogę
    > otworzyć szafę, a to prowadzi do obłędu.

    A czy masz naoliwione zawiasy? SAsiedzi maja drzwi cholernie skrzypiace.
    Nie masz pojecia, jak to slychac u mnie.

    > Dodam że ona mieszka nie bezpośrednio pod nami tylko na skos.

    Niestety, w dzwiekonosnych budynkach sciany łączą a nie izoluja.

    Naoliw, podfilcuj.
    Spytaj sasiadow mieszkajacych nad nia bezposrednio, czy zglaszala sie do nich
    z powodu halasu?

    Wspolczuje sobie, Tobie i sasiadce.
    Ja usiluje choc troche zagluszac odglosy sasiadow radiem, ale nie da się
    calkowicie. Niestety.
    Ja slysze takze tych, ktorzy mieszkaja obok mnie pol pietra nizej. Nawet
    glosniejsze rozmowy... O muzyce nie wspomne.

    --
    Wy nam mówicie: Europa. A tu, co postawimy mleko na kwaśne, to skądś wyłażą
    garbate karzełki i szczają nam do garnków. (S. Mrożek, Z ciemności))
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    Mysle ze najlepiej dojsc do porozumienia poprzez rozmowe, jezeli to nic nie da
    musisz zareagowac inaczej, kiedy u nich bedzie cicho [ beda spac rankiem lub
    sie uczyc ty mozesz im sie odwdzieczac w podobny sposob] ale robienie sobie na
    zlosc do niczego dobrego nie prowadzi. Pozdrawiam
  • Gość: ?? :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
    Rozmawiałam już drugi raz.
    Ten Pan mówi że on musi słuchać głośnej muzyki bo z nią pracuje i że inaczej
    się nie da...
    Wreszcie doszło do kompromisu - będzie puszczał ją wtedy kiedy nie ma mnie w
    domu...
    Ale co z resztą sąsiadów, którzy jednak zostają w domu?? Chyba będą musieli
    sami z nim się dogadać. Bo ja mam już dość. Jeśli to się powtórzy jeszcze kilka
    razy to piszę do administracji.
  • Gość: tangerines IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 15 lat temu
    Cisza nocna to jedno a spokój to drugie. Miałam podobny problem. Gdyby nic nie
    pomogło zadzwoń do dzielnicowego. Wbrew powszechnemu wyobrażeniu za zakłócanie
    spokoju w dzień grozi surowa kara finansowa, poproś dzielnicowego, żeby
    uświadomił studentów, jak usłyszą o kilku tysiącach kary to się uspokoją. To
    się nazywa zakłócanie porządku publicznego czy jakoś tak i pora dnia nic do
    tego nie ma. Przypuszczam, że właściciel mieszkania nie płaci podatku od
    wynajmu, możesz postraszyć urzędem skarbowym.
  • Gość: atka IP: *.cirrus.com.pl / *.cirrus.com.pl 15 lat temu
    Też mi się wydawało , że problem sąsiadów - w moim przypadku mieszkających nade
    mną jest do rozwiązania. Niestety sąsiedzi uważali że ich dzieci mogą bezkarnie
    biegać po domu i skakać przez cały dzień a oni sami puszczać muzykę tak głośno
    jak im się podoba a pobobało im się bardzo głośno. Imprezy też lubili robić
    bardzo póżno i bardzo głośne.Jeszcze żeby mieli parkiet ale oni sobie skakali
    po panelach. Administracja nie chciała mieć nic wspólnego z tą sprawą, mnie
    okrzyknięto starą marudą. Najgorsze jest to, że pracuję w domu i ciągły hałas
    nie pozwalał mi na to.
    Dzielnicowy pojawiał się po wezwaniu - wtedy u sąsiadów robiło sie cicho- więc
    nie wierzył. Raz rzeczywiście przypadkowy patrol zgłosił sprawę na komisariat -
    więc wyobrażcie sobie jak było głośno ale zapomnieli spisać protokołu czy
    notatki - więc jakby nie było sprawy.
    Sprawa skończyła sie w sądzie - okazało się, że sąsiedzi byli w czasie imprez
    za granicą ( ciekawe- widziałam sobowtórów??)i są niewinni. My się
    wyprowadziliśmy - teraz jest spokój. Ale to przecież nie o to chodzi.
  • Gość: chrum IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 15 lat temu
    mój sąsiad jest lepszy: najpierw od 22 na cały regulator Anna Maria Jopek lub
    Grechuta (ewentualnie Raz, dwa, trzy), potem ona stuka bardzo głosno obcasami
    po panelach, a około 00:20 zaczynają sie głośne ryki (tak, tak, to miłość),
    ale tak głosne, że są w stanie wyrwać cie ze snu albo zagłuszyć telewizor,
    trwa to od około pół godziny do godziny. Najpierw interweniowaliśmy
    (grzecznie i kulturalnie), myślelismy ze nie wie, że tak ich sexy słychac w
    całej klatce, ale on powiedział ze mamy kompleksy i nie pozwalamy się mu
    kochac. Poźniej wzywalismy policje i nawet po wizycie dzielnicowego
    zgodzilismy sie na świadczenie w sądzie. Nie wiem jak to sie skonczy, ale
    uwazam ze nie jest zdrowy do konca: on nie widzi problemu w zagłuszaniu ciszy
    nocnej, a nasze interwencje uwaza za efekt przynaleznosci do kóła rózancowego
    (to jego okreslenie) oraz kompleksów i trudnosci w przezywaniu orgazmów
    (sic!!!). Dodam, że facet ma koło 40 i nie jest młodym, niesfornym
    studenciakiem. Proponowałam mu równiez zeby dokonał zakupu mebli do
    mieszkania, bo podejrzewam, ze puste mieszkanie jest niezłym pudłem
    rezonansowym. Byłam tez w jego sprawie w spółdzieni (zarządza blokiem).
    Co dalej? to trwa od roku dwa razy w tygodniu, a ja wstaje o 6 rano do pracy
    i ciągle jestem nieprzytomna. Ratunku!!!
    w tej samej bramie mieszka tez mnóstwo studenciaków, ale tych to sie straszy
    policją lub urzedem skarbowym (czasem wystarczy tylko uprzejmie upomniec).
    Nie kupujcie mieszkań w nowych blokach, wiekszosc z nich jest wynajeta przez
    element, syfią i kiepują na klatce brudzą sciany,, bo im nie zalezy, jest tyle
    mieszkań na rynku wynajmów, że jak ich wywalą to znajdą sobie inne
  • Gość: Madzia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    A ja się tak martwiłam na początku, po zakupie mieszkania w starym 50-letnim
    bloku, że mam takich starych sąsiadów. Część z nich juz powymierała, niestety,
    przyszli następcy. Ale strasi ludzie ciągle stanowią większość. Tymczasem po 3
    latach, widzę same plusy - nikt mi nie skacze nad głową (mieszkam na
    parterze), nie urządza imprez i nie puszcza muzyki na cały regulator ani w
    dzień ani w nocy. Nie mówiąc już o głośnym sexie (sic!), bo im to juz tylko
    kanapa i kanapki. Sąsiedzi są natomiast nad wyraz uprzejmi, tylko czasami mam
    wyrzuty sumienia, jak puszczam film w kinie domowym, że być może obudzę
    staruszków, ale tymczasem oni - udają, że nic nie słyszeli zagadnięci na
    klatce. I jeszcze jak czytam te posty, co sięe może dziać, to tym bardziej się
    cieszę. I życzę tego samego. A o nowych blokach mam inne zdanie - niz ktos tu
    napisał, ta też można znaleźć kulturalnych ludzi, nie tylko "meneli", ich na
    pewno nie byłoby stać na takie mieszkania.
  • justynson 15 lat temu
    Tez mam sąsiadów staruszków, średnia wieku 80. Byloby milo, gdyby nie to, ze
    pani z którą dzielę ścianę mojego jednopokojowego mieszkania, niedosłyszy ze
    starości. A jako, że cierpi również na bezsenność, jestem skazany na ryki jej
    telewizora od świtu do 2 w nocy.
  • allija 15 lat temu
    W nowych blokach także są menele. Za moją ściana mieszka alkoholik z typowym
    zachowaniem dla tegoż. Jego nie stac pewnie było na takie mieszkanie ale kupili
    mu je rodzice. Sama widziałam jak go przeprowadzali. Z początku myslałam, że
    będę miała sypatycznych starszych ludzi za sąsiadów. Dopiero później okazało
    się,że pozbywają sie w ten sposób synalka-pijaka. Oni odzyskali spokój a ja
    wolę nie mówic co otym myślę. Nie nadaje się do druku.
    Tak, że i w nowych blokach trzeba uważać.
  • Gość: KeloR IP: *.prokom.pl 15 lat temu
    ***Niestety sąsiedzi uważali że ich dzieci mogą bezkarnie
    biegać po domu i skakać przez cały dzień***

    Ciekawe jakie atka widzi rozwiazanie tego problemu.
    Ja proponuje bieganie po domu - godzina dziennie - reszta czasu w wygłuszonej
    klatce.
    Współczuję nowym sąsiadom atki - niedługo sprawa w sądzie za zbyt głośno
    piorącą pralkę :-)
  • Gość: raisa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    Widać że nigdy nie dało Ci się we znaki: 4 dzieciaków biegających po mieszkaniu
    nad tobą, kiedy tylko mają ochotę (a mają często, dzień i noc), tak, że u Ciebie
    trzęsą się meble i osypują ściany (ponieważ to stare budownictwo - w moim
    przypadku) i do tego ich mamusia, która nie słyszy nawet dzwonka do własnych
    drzwi, gdyż umila sobie czas słuchaniem muzyki. Żadne argumenty do nich też nie
    trafiają. Wiem, że żyjąc w bloku jest się mimo wszystko skazanym na to, iż
    usłyszy się raz to czy tamto, ale ludzie odrobina KULTURY, nic więcej. Szkoda,
    że nie ma siły na takich "sądziadów". Dodam jeszcze, że nie są oni odosobnieni w
    tym bloku. Szkoda mi ich....
  • Gość: zosia IP: *.icpnet.pl 15 lat temu
    Sama prowadziłam długą i uciążliwą batalię z sąsiadem mieszkającym piętro
    wyżej. Nie było łatwo, ale jak się czlowiek uprze.....Twoi hałaśliwi sąsiedzi
    mieszkają niżej, co ułatwia sprawę.Należy założyć, że rozmowy nie pomogą, bo
    rozmawiać skutecznie można z kulturalnymi ludżmi, a Twoi sąsiedzi niewątpliwie
    do takich nie należą, bo gdyby tak było,nie miałabyś z nimi problemu.Metoda
    musi być dobrana indywidualnie,działania na pewno musisz powtarzać wielokrotnie
    i nie możesz ugiąć się czy poddać, gdy zostaniesz nazwana upierdliwą marudą
    itp.Nie proś o ściszenie muzyki, bo to sąsiad odbiera na pewno jako zamach na
    jego wolność, żądaj respektowania swojego prawa do spokoju we własnym
    mieszkaniu, do decydowania o tym, kiedy chcesz słuchać muzyki,a kiedy spać lub
    odpoczywać,zarzucaj mu,że nieproszony wciska się do TWOJEGO mieszkania ze swoim
    hałasem, przypomnij mu, że ludzkość już dawno wynalazła słuchawki, więc niech z
    nich korzysta.Powiedz mu tonem nie znoszącym sprzeciwu, że jego sufit, to
    jednocześnie Twoja podłoga i od tego miejsca zaczyna się Twoje mieszkanie, za
    które Ty płacisz, więc mie ma prawa w nim być obecny w jakikolwiek
    sposób.Musisz uzbroić się w cierpliwość i reagować za każdym razem,po jakimś
    czasie będzie miał dość.Najpierw może robić ci na złość i szaleć jeszcze
    głośniej, ale potem odpuści.Niestety może okazać się konieczne działanie jak w
    bajce Fredry "Paweł i Gaweł",ale na szczęście mieszkasz "na gorze".Wystarczy
    np. założyć drewniaki i przytupując pochodzić po gołej podłodze właśnie wtedy,
    gdy on rozkoszuje się muzyką/może być kazdy inny hałas, który mu wyrażnie w tym
    przeszkodzi/.Administracja czy policja są na ogół bezradne, ale nie zaszkodzi
    pisać czy informować, aby było wiadomo, że problem istnieje.Ja miałam
    nieumiarkowanie hałaśliwgo sąsiada nade mną, a mimo to dałam sobie
    radę.Potrzebna jest inwencja i działania niekonwencjonalne.Także szukanie
    towarzyszy niedoli, np. sąsiadów z dołu czy z boku./U nas po upojnej nocnej
    imprezie u sąsiada wszyscy włączaliśmy swoje sprzęty wcześnie rano i wtedy on
    nie mógł się wyspać; poskutkowało natychmiast, gdy potem wpadliśmy na pomysł,
    by zjawić się u niego pod drzwiami z hasłem"O, jak fajnie, jest impreza, my też
    chcemy się bawić, bo spać i tak się nie da, czy możemy wejść"?/.Jedno jest
    pewne:sąsiad dziala zgodnie z zasadą "wolnoć Tomku w swoim domku", tyle że
    domek nie tylko jego,ale Twój także, co mu musisz uświadomić, bo on na razie
    tej świadomosci nie ma.Życzę wytrwałości i powodzenia.
  • Gość: Ania IP: *.crowley.pl 15 lat temu
    Swietny sposob :) naprawde podziwiam pomyslowosc i wytrwalosc :) Tez mam
    problem z sasiadami a gory, z tym ze moi ciagle robia remont. Doslownie dzien
    w dzien wierca cos, stukaja i inne odglosy :/ Od razu zaznaczam ze nie jest to
    moim przyslyszeniem, gdyz moje wspollokatorki, jak rowniez osoby nas
    odwiedzajace rowniez zauwazyly wzmozony halas. Probelm jest taki, ze oni to
    robia w czasie dnia i zawsze koncza przed 22, ale ile mozna wytrzymac w takim
    halasie. Czlowiek przychodzi do domu i chcialby odpoczac, a tu nici :(
    Zastanawiam sie, czy jest jakiekolwiek rozwiazanie tego problemu, bo
    teoretycznie nie zabronie im remontow, ale jest to dla mnie bardzo meczace :(
    Dziekuje za wszelkie wskazowki
    pozdrawiam serdecznie :)
  • Gość: justek20 IP: *.man.polbox.pl 15 lat temu
    jak skoncza to przestana.Remont to nie jest muzyka ani upojny sex wiec zapewne
    najszybciej jaksie da uporaja sie z tym. No i niestety. Jest to cos cokazdy od
    czasu do czasu robi w swoim mieszkaniu wiec zrozumienia troche.
  • Gość: ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Niestety ja praktycznie od 14 lat przeżywam to samo. Nieustanne emonty
    stukanie, głosna muzyka( facet grywa na weselach, więc teksty o Maryśce, która
    zatyka se dłonią... są na porządku dziennym). Niestety to nie jest jedyny
    sąsiad lubiący głośno żyć. Po przeczytaniu kilkunastu postów, pomyślałam, że
    takich nieszczęśników jak my musi być cała masa. Może kiedyś poczujemy w sobie
    siłę i postaramy się wpłynąć na stworzenie takich przepisów, które będą chronić
    normalnych lokatorów. Przecież na zachodzie do niekórych mieszkań nie można się
    sprowadzić ze zwierzątkami domowymi ( a propos pies jednego z sąsiadów wył
    przez dwa lata od 7 do 14). Trzymmajcie się.
  • oka5 15 lat temu
    Gość portalu: raisa napisał(a):

    > Widać że nigdy nie dało Ci się we znaki: 4 dzieciaków biegających po
    mieszkaniu
    > nad tobą, kiedy tylko mają ochotę (a mają często, dzień i noc), tak, że u
    Ciebi
    > e
    > trzęsą się meble i osypują ściany (ponieważ to stare budownictwo - w moim
    > przypadku)

    Otóż to! Niektórym wydaje się, że ich dzieci to pępek świata i mają prawo
    wyprawiać w domu, co tylko zechcą. Bieganie, skoki i to takie, że szyby
    trzęsły mi się w oknach porzerabiałam przez kilka lat nad własną głową. I
    bezczelni opiekunowie, którzy moje uwagi kwitowali tym, że przecież jeszcze
    nie ma 22. Bloki mieszkalne narzucają pewien reżim, któremu WSZYSCY muszą się
    podporządkować, ale u nas ciągle panują zwyczaje chamskiego zamieniania innym
    lokatorom życia w piekło.
  • Gość: Maggg IP: 194.246.124.* 14 lat temu
    oooo małe dzieci potrafią dać nieźle w kość. Nade mną mieszka 3 maluchów. I ja
    rozumiem ze dzieci to dzieci i biegać musza, ale problem polega na tym, ze w
    ich mieszkaniu nie ma ani jednego dywanu!!! a dzieci nie dosyć, że biegaja i
    tupia niemiłosiernie to jeszcze maja jakis rowerek albo coś z kółkami na czym
    jeżdżą po mieszkaniu. Efekt dźwiękowy w moim mieszakniu jest niesamowity -
    jakby ciagle nad głowa samolot leciał. Ja nie rozumiem, czy z dziećmi nie można
    wyjść na dwór, zeby sie wyszalały??? Dodatkowo dzieci są strasznie wrzeszczace,
    a jedną z metod wychowawczych jest chyba zamykanie ich za kare w łazience, bo
    co jakis czas dochodzi stamtad straszliwe wycie, tak, ze kiedys kilkoro
    sasiadów mieszkających pod, nad i obok tej rodziny spotkalo sie pod ich
    drzwiami - myslelismy, że cos sie stało.Jak mnie nie ma caly dzień, to niech
    sobie bigają i wrzeszcza, ale w weekendy to jest dramat. Byłam już u nich z
    grzecznym upomnieniem, zmienilo sie tylko tyle, że dzieci mniej jeżdzą i
    krzyczą i strasznie sie mnie boją - pewnie rodzcie mna strasza te dzieci. Oby
    szybko wyrosly z tego rowerka, ale jak sobie pomysle, że za pare lat zaczna
    sluchać muzyki...
  • Gość: tola IP: 195.216.96.* 15 lat temu
    Mam ten sam problem co ty. Trafili mi się nowi sąsiedzi podemną.(Też sąsiedzi)
    Nie uznaja faktu, że na klatce mieszka wiekszość straszych osób, które lubia
    ciszę. Ja należę do tych młodszych, ale też lubię spokój, szczególnie kiedy
    wracam po pracy. Zdarzyło się kiedyś, że o 18 sąsiadka zrobiła
    sobie "dyskotekę" z taką rąbanką na maxa. Poszłam na dół ze chce spokój.
    Sąsiada przeprosiła. Spokój był przez 2 tygodnie do momentu, kiedy przyszła
    koleżanka. Tym razem do rąbanki doszedł jeszcze potworny ryk (może szykowały
    sie do "Idola"). Poszłam na dół z piana na ustach, poleciała łacina i
    zagroziłam policją. Do tej pory mam spokój. Czasami sąsiadka próbuje słuchac
    głośniej muzyki, włączam wtedy bardzo ponurą muzyczkę i podłączam basy. Zaraz
    mam spokój. (Najbardziej przykro jest mi z powodu awantury którą musiałam
    wzniecić żeby uświadomić "sąsiadom" że nie są sami). Mam jeszcze jeden sposób
    rano, kiedy śpią wlaczam też muzyczke cicho ale z basami. Sąsiadkę mieszkającą
    obok przeprosiłam za te moje "metody wychowania,ale przyznała mi racje" :)
    Najlepiej bedzie jak postraszych ich policja i naślesz na właściciela Urząd
    Skarbowy - głowę daję że mieszkaja tam nielegalnie.

    Ale sie rozpisałam

    pozdrawiam
  • atropos 15 lat temu
    Obrzydliwa chamska starucha, z którą trzeba by porozmawiac w stylu Brudnego
    Harry'ego, ponieważ na błagalną prośbe o sciszenie telewizora oznajmiła, że
    jest głucha i trzasnęła mi drzwiami przed nosem.
    No i nie ma na nia sposobu, interweniowałam w zarządzie TBS, pomagało na dwa
    dni, a zniecierpliwiona pani administrator poinformowała mnie, ze wolałaby
    gdybym jej zgłaszała zimne kaloryfery. Szkoda, że akurat z tym nie ma
    problemów.
    Zastanawiam się, czy nie podać sprawy do sądu, może zrobiłoby to na niej
    wrażenie.
    --
    Zapytano pana T. w jakiej trumnie chciałby być pochowany.
    "W takiej, w której zmieściłaby się moja samotność..."
  • Gość: daro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Z tym też jest problem. Na hałasujące starsze osoby nie ma sposobu.
    Młodym można dokopać. Jak babcia słucha radia maryja na cały regulator, to nie można jej podskoczyć bo wszyscy jej żałują na stare lata.
  • wiedzmin7 15 lat temu
    Niestety, to typowo polski problem. Marzy mi się, aby prawo do ciszy i spokoju
    było przestrzegane tak, jak w krajach zachodnich. Tez mam ten problem. Gówniarz
    (studencik) za ścianą puszcza sobie muzykę jak chce. Na nic da się
    tłumaczenie, że nie mogę uśpić dziecka. Synalka energicznie broni mamuśka, a
    nas wyzywa od ,,nienormalnych''. Najgorsze, że jesteśmy na taką hołotę skazani,
    a z tym młodym chamem mogę się spotkać za parę lat w pracy - przecież wkrótce
    zostanie magistrem. Nie ma nich rady ani sposobu. Na wiercenie i puszczanie
    muzyki złoszczą się inni sąsiedzi. Na wyprowadzenie się (czytaj: ucieczkę) z
    bloku nie mamy szans. Jesteśmy skazani na ciągły koszmar, bo jest na to
    przyzwolenie społeczne. Gdyby wszyscy zgodnie potępiali takie zachowania i
    mówili o tym głośno - problem byłby o wiele mniejszy.
    Trudno, trzeba wzywać policję, pisac do administracji - korzystać ze swoich
    praw. Kiedy zaczniemy robić to wszyscy, młodociani bandyci i ich rodzice może
    zrozumieją, że nie są sami na świecie, a blok to nie domek jednorodzinny.
    Co do wieku - mam 34 lata. Kultura i chamstwo nie zależą od wieku.
  • Gość: pieszy IP: *.wbp.wroc.pl 15 lat temu
    Jest to problem dosyć częsty.Oczywiście można powiedzieć,że lokatorzy którzy
    tak zakłócają spokój to jest to dzikie chamstwo.Mogą to też być ludzie którzy
    popełniają przestępstwa.Bo jeśli ktoś na codzień igra z Kodeksem Karnym to
    czym jest dla niego popełnianie wykroczenia jakim jest zakłócanie spokoju lub
    spoczynku nocnego.On się z tego śmieje.Mogą to też być ludzie którzy mimo
    pozorów normalnego zachowania nie są zdrowi psychicznie.Dogadywanie się "po
    ludzku" z takimi ludżmi nie daje efektu.Chyba, że ktoś chciałby w jakiś sposób
    opłacać się im za spokój.Trzeba po prostu wzywać Policję i w nocy i w dzień.Bo
    głośna muzyka w dzień to jest zakłócanie spokoju (art. 51 Kodeksu wykroczeń).I
    kierować sprawy do Sądu Grodzkiego.Zebrać kilka wyroków o ukaraniu za
    zakłócanie spokoju lub spoczynku nocnego, a póżniej kierować sprawę do Sądu o
    eksmisję uciążliwych lokatorów.Jest to być może pionierska droga ale ktoś musi
    ją zacząć.A prasa powinna takie przypadki nagłaśniać dla przetrogi wszystkich
    innych łobuzów.
  • Gość: marianna IP: 81.210.100.* 15 lat temu
    Ja też na starym mieszkaniu miałam taki problem.Ale do czasu.Gdy tamtym głośnym
    lokatorom urodziło się dziecko wtedy ja przystąpiłam do głośnego
    działania.Puszczałam muzykę na cały regulator,dziecko nie mogło spać,oni
    przychodzili do mnie z pretensjami a ja im na to:wolnoć Tomku w swoim domku(a
    on naprawdę miał na imię Tomek:).Do tego zalałam im mieszkanie,hehe.Chcieli
    wojny no to ją mieli:) A w Twoim przypadku gdy za przeciwników masz studencików
    spróbuj zadziałać tak jak oni,jeśli nie chcesz wzywac policji.Pokaż im kto tam
    rządzi!
  • Gość: Starystudent IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15 lat temu
    Kawał z ciebie s. OKO ZA OKO , ZĄB ZA ZĄB TO DLACZEGO DU.A ZA PIENIADZE ?
    Chciałbym być twoim sąsiadem.
  • geti 13 lat temu
    Moze macie pomysł, jak mozna uprzykrzyć życie głośnemu sąsiadowi (głośna muzyka
    7 dni w tygodniu w godzinach 7:30-23:00)?!!! Ale tak by inni, normalni sąsiedzi
    na tym nie ucierpieli. Dodam tylko, że cywilizowane formy nie przyniosły
    żadnego efektu. Mam na myśli bezpośrednią rozmowe, interwencje w spółdzielni,
    wielokrotne wzywanie policji, i w ostateczność skierowany wniosek do sądu
    grodzkiego.
  • Gość: Margaret Pelczar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13 lat temu
    Obawiam sie ze moja sytuacja jest jeszcze gorsza bo codziennie rano o godz 600
    do godz 607 musze sluchac dzwonow koscielnych ktore sa vis a vis moich okien.
    Nikogo nie obchodzi, ze wrocilam pozno z pracy i chce pospac, a najgorsze sa
    weekendy, co godz dzwony i wysluchanie conajmniej trzech mszy pod rzad (przez
    glosniki). Nie mam do kogo sie zglosic o pomoc, przeciez nie powiem ksiedzu
    zeby nie walil w te dzwony tak dlugo skoro swit. W nocy mam coprawda cisze ale
    nie moge sie nia delektowac bo w tym czasie pracuje, gdyby byla mozliwosc to
    bym zmienila prace, ale takiej nie mam, domu tez nie moge zamienic bo zamiana
    domu jest bardzo kosztowna, a na rezygnacje z pracy tym bardziej mnie nie stac.
    Jestem bez wyjscia bo przeciez nawet nikt mnie nie poprze, ktoz by sie
    sprzeciwil kosciolowi?
  • Gość: cicha IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 13 lat temu
    Wspolczuje. Wiem co czujesz. W tym roku bylam w uroczym miejscu na wczasach.
    Jeden problem - 100 m od okien wieza koscielna. Punkt 6:00 dzwony bily: "kiedy
    ranne wstaja zorze", potem pieciomninutowe wolanie wiernych na kazda msze,
    jeden "dzwon" o polowkowych godzinach i tyle "dzwonow" ile liczy pelna godzina.
    W dzien nie bylo zdanego problemu przy normalnej aktywnosci, ale rankiem kiedy
    czlowiek jeszcze chetnie pospalby robil sie dramat. I jak mowisz - kto wesprze
    cie przy interwencji u proboszcza. Jeszcze wyklnie cie z ambony i doprwadzi do
    eksmisju z mieszkania... No moze ten ostatni wtret byl lekka przesada :))
  • Gość: Stary student IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15 lat temu
    Zmień mieszkanie na mniej uciążliwe.
  • Gość: barbi IP: *.icpnet.pl 15 lat temu
    Rzeczywiście, problem jest nasz specyficznie polski.Na ogół brak nam empatii,
    nie usiłujemy postawić się na miejscu sąsiadów i wyobrazić sobie, co oni myślą
    i czują,gdy u nas w najlepsze trwa impreza i przecież tak świetnie się wszyscy
    bawią.Tymczasem w tej samej chwili kogoś piętro niżej mogła dopaść migrena i
    głośna muzyka to jest ostatnia rzecz,o której teraz marzy.Komuś za ścianą może
    marudzić dziecko, bo właśnie ząbkuje,a "stary student" z parteru musi sie
    wreszcie nauczyć i zaliczyć dwa razy już zawalone kolokwium.Wszyscy
    potrzebujemy spokoju od czasu do czasu, ale nie wszyscy w tej samej chwili.A
    ponieważ nie wiadomo, kto kiedy, więc powinniśmy być w miarę przyzwoicie cicho
    i przed 22, i przede wszystkim po.Tego nauczono mnie już w dzieciństwie, bo
    w 'familoku' gdzie mieszkałam, wielu sąsiadów pracowało na nocną zmianę, którą
    w dzień odsypiali.Mamy pilnowały,żebyśmy nie trzaskali drzwiami, nie biegali po
    schodach, nie tłukli byle czym w podłogę czy nie ganiali po mieszkaniu.Z czasem
    weszło w krew.Istnieje też problem 'tetytorium psychologicznego' - pewnej
    przestrzeni, która należy tylko do mnie i mojej rodziny.Kazdy hałas to jej
    naruszenie, ale nie każdy drażni i wkurza, wzburza tak,że człowiek by
    gryzł.Wyprowadza z równowagi hałas świadczący wyrażnie o tym, że jestesmy
    lekceważeni,że ktoś się z nami nie liczy i ma gdzieś nasze prawa.Najbardziej
    dobija hałas, który dla sąsiada jest przyjemnością, dla nas zaś udręką, a
    który nie jest konieczny/ dokuczliwa muzyka nawet nie za głośna, ale z basami
    na full - w mieszkaniach obok czaszki pękają, taki powstaje rezonans/.Nie
    odczuwamy w wiekszości naruszenia czyjegoś terytorium psychologicznego jako
    czegoś złego i niedopuszczalnego tak długo ,dopóki ktoś nam nie zrobi tego
    samego.Dlatego metoda 'oko za oko' jest jedyną skuteczną w sytuacji, gdy trudno
    z sąsiadem wytrzymać. Natomiast najlepsze będzie inteligentne publiczne
    ośmieszenie delikwenta,nawet ten burak od nocnych sexy ryków też jest do
    pokonania.Przydługie mi to wychodzi, ale jeszcze jedno:mamy chyba kompleksy na
    tle opóżnienia technologicznego w stosunku do Zachodu, więc rekompensujemy je
    wstawiając kolumny o największej możliwej mocy do pokoju o pow. 10 m kw. i
    czujemy się nadzwyczj nowocześnie.Ot, video w szałasie, citroen w
    Skiroławkach....A jak się komu nie podoba, to zgred,zrzęda,niech się
    odczepi,wyprowadzi, zmieni mieszkanie, wyparuje, leci na Marsa....My tu sobie
    zostaniemy sami barbarzyńcy....NIe przyjdzie do głowy /pustej/,żeby wyciszyć
    własne mieszkanie,jeśli zachciewa się decybeli.Tak zrobiła moja angielska
    przyjaciółka, kóra uwielbia głośną muzykę, ale aby jej słuchać w wielorodzinnym
    domu uważała za swój zas....... obowiązek akustycznie wyciszyć swój pokój. My
    na razie hałasujemy jak dzicy odstraszający wroga przerażliwymi rykami.Boże daj
    nam rozum, bo sprzęt hi-fi już mamy!
  • Gość: Marks IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
    Wiesz co zrob? Dowiedz sie kiedy maja sesje, teraz juz po, ale w czerwcu...
    uczyc sie musza, nie ma co (jesli to studenci) i zapewnij im warunki do nauki,
    chociaz student to burak...
  • Gość: :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
    sama mam wtedy sesję... już nie wiem czy to studenci czy nie, w czasie sesji
    zimowej też było walenie !!!!
  • Gość: Mar IP: *.uz.zgora.pl / *.uz.zgora.pl 15 lat temu
    Ja poszedłem do sąsiadki i miałem spokój na 2 tygodnie, teraz znów muszę iść
    albo postraszyć policją lub U Skarbowym bo wynajmuje od ludzi, którzy na 100%
    nie płacą podatku!
    Super że ktoś wreszcie o tym pisze.
  • Gość: zuza IP: *.almainternet.pl 15 lat temu
    Musiałam zadzwonic na Policję. Moi sąsiedzi zrobili sobie imprezke (rąbanka od
    17 do północy). Policjanci przyszli po tym jak wreszcie zrobila się cisza
    (przed 1.oo). Policja przyszła do mnie, spisała moje dane, do moich sąsiadów
    niestety nie zajrzeli. Powiedzcie mi kochani po co mamy Policję?? I to za moje
    podatki!! Ciąg dalszy rąbanki powtórzył się równiż dzień później w dzień. Na
    moje nieszczęście maiałam potworną migrenę i myślałam że odpadnie mi głowa!!
    Powiedzcie mi jak wykurzyć tych cholernych studentów, w jaki sposób mogę
    odnaleźć właściciela mieszkania???????????
  • Gość: eve IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    w moim bloku wprowdzili się dziadkowie na wynajem; bardzo sie cieszyłam,że
    starsze osoby nie beda głośno słuchać muzyki i robić imprez; okazało się,ze od
    piątku do soboty zjeżdża sie do nich rodzinka, która wierci i stuka ciągle w
    ściany; dziadkowie palą na balkonie papierochy i przeraźliwie głośno słuchaja
    telewizora, ich rozmowy telefoniczne słychać na wszystkich piętrach - nie moga
    spac więc grandzą od 5 rano do 1 w nocy! pomijając że swoje wprowadzenie
    zaczeli od zalania mojego nowego świeżo kupionego mieszkania!Ps. to fajnie ,ze
    mają dziane i trosliwe dzieci, które funduja im wynajem w prestiżowej nowo
    wybudowanej dzielnicy, ale oni do nas nie pasuja są za głośni!!!!
  • Gość: dziadkowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    najmij osilkow z twojego bloku niech im przemowia piescia do rozumu...nie beda
    sie takie struchy niepasujace rzadzic !
  • Gość: Paweł IP: *.wroclaw.mm.pl 15 lat temu
    Też miałem podobny problem. Mieszkałem w starej poniemieckiej kamienicy na
    parterze. Mieszkańcami domu byli przweważnie ludzie starsi, jednak pechowo, na
    I piętro nademną wprowadził się "Pan ARchitekt" z żoną i bezstresowo
    wychowywaną córeczką. Ten nie puszczał muzyki jednak żoneczka chodziła w
    drewniakach po panelach, a córeczka biegała nie umiała chodzić normalnie po
    mieszkaniu, tylko biegała po nim. Uwielbiała też skakać z mebli na podłogę.
    Dodam, że strop był stary. Nie wymieniono go po pożarze w latach 70-tych,
    ponieważ dwie babcie,wcześniejsze lokatorki obu mieszkań uparły się, że się nie
    wyniosą na czas remontu ze swoich gniazdek i już! Dodatkowo pan architekt kupił
    dla swojego skarba pianino. No, żeby chociaż to była muzyka a nie rzępolenie!!!
    Nie pomogły kilkukrotne pertraktacje, stukanie kijem w sufit itp. Musiałem
    odwdzięczyć mu się za moje nieprzespane noce oraz spanie w stoperach w uszach.
    Zainstalowałem pod płytą g-k dość solidny głośnik z kolumny, od mojej strony
    wygłuszony watą. To pomogło. Sąsiad tym razem chodził do mnie, abym przestał.
    Nie jest to moze najlepsza rada, jednak w przypadku takiego chamstwa, niestety
    jedyna. Teraz już tam nie mieszkam. Wyprowadziłem się. Pan architekt też.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w walce o spokój.
  • Gość: :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15 lat temu
    ja nie moge sie wyprowadzic - mieszkam z rodzicami, studiuje, nie pracuje

    ale oni sie wyprowadzaja!

    skacze ze szczescia po prostu

    mam nadzieje ze nie wprowadzi sie ktos podobny

    a jesli tak - to nie bede juz stukac i pukac - raz pojde i powiem co mysle, a
    jak nic z tego nie wyjdzie to znam juz numer do dzielnicowego :)
  • czytelniczka12 13 lat temu
    ja tez mam taki sam problem jak pawel.nade mna mieszka rowniez bezstesowo
    wychowywana 10 latka, ktorej chyba jedynym zajeciem jest bieganie boso po domu
    i trenowanie skokow i to pewnie z mebli,bo az mi sie sufit trzesie!!!!i to tak
    calymi dniami i wieczorami!!dodatkowym urozmaiceniem jest gonitwa ze swym
    ogromnym psem.. rozmowy nie daja rezultatu,walenie po kaloryferach i scianach
    slysza chyba wszyscy w bloku, tylko nie oni.zaczynam miec juz nerwice tym
    bardziej, iz pode mna mieszka bardzo upierdliwe starsze malzenstwo, ktorego
    glownym zajeciem jest sluchanie co robie i w razie mocniejszego tupniecia lub
    spuszczenia wody po 22 odzewem jest natychmiastowe trzaskanie po kaloryferze!!!
    ja chodze juz na palcach by tylko nie zdenerwowac tych na dole i planuje zemste
    na tych na gorze.. chyba ten glosnik to nie bedzie zla sprawa tylko trzeba
    bedzie go dobrze wyciszyc bo sasiadka z dolu jeszcze mieszkanie zaleje gdy tak
    od trzaskania koloryfer jej peknie...
  • Gość: Miko IP: *.qc.sympatico.ca 15 lat temu
    Oto artykuł z dzisiejszej GW:

    Ojciec skazany za głośne zabawy dzieci

    Marek Sterlingow 19-05-2004, ostatnia aktualizacja 18-05-2004 20:55

    Bawiące się dzieci mogą zaprowadzić rodziców na ławę oskarżonych. Przekonał się
    o tym Artur Wrzałek. Został skazany za "hałasy w postaci kulania czymś po
    podłodze, przesuwania i skakania" oraz "głośne krzyki" wydawane przez dwójkę
    jego dzieci w wieku 1,5 i 3 lat.

    Na ławę oskarżonych w Sądzie Grodzkim w Gdańsku Wrzałek trafił dwa miesiące
    temu. Sędzia Grażyna Kamińska skazała go za to, że w okresie od 23 września do
    18 października 2003 roku w godzinach rannych i popołudniowych dziewięć
    razy "poprzez niewłaściwie sprawowany nadzór nad dwójką małoletnich dzieci
    zakłócił hałasem spokój" państwa S. (art. 51 par. 1 kw). Za obiektywny dowód,
    że hałasy są dokuczliwe, sąd uznał zeznania przyjaciółki państwa S. Wrzałek
    musi zapłacić grzywnę (100 zł) oraz pokryć koszty postępowania sądowego.

    - Jestem zdruzgotany. Moje dzieci bawią się zupełnie tak samo jak wszystkie
    inne - mówi Wrzałek. - Owszem, od czasu do czasu krzykną czy zapłaczą, ale w
    żaden sposób nie odbiega to od normy. Rozumiem problem sąsiadów i staram się mu
    przeciwdziałać. Nie będę jednak dzieci wiązał i kneblował.

    Zdaniem państwa S. wyrok jest sprawiedliwy. - Każdy ma prawo do spokoju we
    własnym domu, także w dzień - mówi Lech S. - Zanim sprawa trafiła do sądu,
    zwracaliśmy im uwagę i napisaliśmy list. Przecież nie można dzieciom pozwolić
    na wszystko. Teraz zresztą wcale nie jest lepiej. Cały czas notujemy sobie dni,
    kiedy hałasy są nie do wytrzymania.

    Zdaniem Wrzałka blok, w którym mieszka, jest bardzo akustyczny. Specjalnie
    dlatego kupił dywan, a dzieci zamiast w przypisanym przez lekarza obuwiu
    ortopedycznym, chodzą w grubych skarpetach. Jak twierdzi, jego stosunki z
    państwem S. układają się nadal fatalnie i że zachowanie sąsiadów stwarza
    poczucie zagrożenia w jego rodzinie.

    - Dziwna sprawa. Policja ma jednak obowiązek przyjąć każde zgłoszenie. Nawet
    takie - mówi rzecznik gdańskiej policji Adam Atliński. - Po przesłuchaniu
    pokrzywdzonych kierujemy sprawę do sądu, który rozstrzyga, czy doszło do
    wykroczenia. Ale pierwszy raz słyszę, żeby skazano za bawiące się dzieci.

    Zdaniem rzecznika na skierowanie sprawy do sądu nie miało wpływu to, że pan S.
    jest byłym funkcjonariuszem policji. - To już nie te czasy - twierdzi Atliński.
  • agawyp 14 lat temu
    I to jest chore. Ja mam 2 dzieci starsza ma 4 lata i lubi bawic sie w domu
    czasami głośniej czasami ciszej. Niewyobrażam sobie sytuacji kiedy dostaje pozew
    do sądu za głośne zabawy. 20 czy 30 lat temu było tak samo dzieci bawiły się tak
    samo, ale nikt nikogo nie skarżył. Bo to tylko dzieci, które radują się z
    życia, ludzie trochę opamiętania, bo naprawde będzie coraz mniej dzieci słysząc
    takie wiadomości. Proszę jednak pamiętać, że im mniej dzieci tym gorzej żyje się
    emerytom.
  • Gość: Kitkat IP: *.pie.warszawa.sint.pl 15 lat temu
    Nie zgadzam się z tym, co napisałyście. Miałam tę sytuację. Pomogła zbrojna
    interwencja i wyzwiska (*nazwanie rzeczy po imieniu) o drugiej w nocy. Teraz
    podłoga trzęsie się tylko popołudniami, już nie nocą! :) Wielki sukces, prawda?
  • Gość: Ja IP: *.gisz.sti.net.pl / 217.153.85.* 15 lat temu
    Widocznie państwo S. nigdy nie mieli własnych dzieci i zapomnieli, że kiedyś
    też byli dziećmi. Czyzby w dzieciństwie byli wiązani przez rodziców?
    Kneblowani? Ja osobiście twierdze, że dziecko jest tylko dzieckiem i coś z tego
    dzieciństwa mu się należy! Co się tyczy państwa S. to proponuje domek na
    odludziu bo raczej nie są przystosowani do życia wśród ludzi! A co do wyroku
    sądu to poprostu Polska.
  • Gość: Heidi IP: *.netcologne.de 15 lat temu
    Masz racja, ze dziecku cos sie z zycia nalezy.
    Ale czemu na panelach? I w drewniaczkach? I rzucanie samochodzikiem - rodzice
    wniebowzieci a sasiedzi dostaja oczoplasu od wibracji.
    Sprawa jest prosta - brakuje nam szacunku dla innych.
    Akurat ten przypadek to sprawa precedensowa - choc czasem jestem doporowadzana
    do wscieklosci przez sasiadow, z gromadka dzieci na kamiennej posadzce -grrrr -
    to takie akcje to chyba przesada...
    Wiele wyjasnia jednak fakt, ze pan S. ma ubeckie, czy tez milicyjne korzenie.
  • pompompom 15 lat temu
    Dziewczyno i tak masz szczęscie, że oni sa pod a nie nad. Ja mam sasiadke nad .
    Stare babsko, wielkie jak 3 armaty, chodzi jak czolgn nie ma dywanów, więc
    wszystko slychac, muzyki nie puszcza za to ma psa, ktory jak jej nie ma w domu
    potrafi wyc prawie bez przerwy z krótkim pauzami na zaczerpniecie oddechu.
    Teraz z psem jest lepiej, bo oddaje do sasiadow, wystraszyla sie kolegium
    (poniewaz nie pomagaly bezposrednie prosby o uciszenie pieska - pani odp. np.,
    że ona to pracuje na uczelni (podobno na SGH uczy lub uczyla ang.) - wezwalam
    straz miejska, a potem policje. Naprawde trudno bylo wytrzymac jak suka wyla w
    srodku nocy, bo pancia akurat wyszla. Z psem jak mowie spokoj, no to teraz jest
    kot, ktory miauczy rodzierająco najczesciej w srodku nocy. Kiedys myslam, ze
    ktos maltretuje niemowle i nawet zaczelam sie niepokoic, czy komus nie dzieje
    sie krzywda. W sumie rozumiem te zwierzaki, bo z taka babą pod jednym dachem...
    ja tez bym pewnie wyla.
    A dodam, ze kilka razy pani byla uprzejma prawie przytrzasnąc mi palce drzwiam
    od windy (na szczescie w pore odsunelam reke), jakis czas temu wchodze ja na
    klatkę schodową i widze, ze baba wsiada do windy i nawet czeka z zamknieciem
    drzwi, jak zobaczyla, ze to ja to w ostatniej chwili przed moim nosem puscila
    drzwi. To sie nazywa dobre wychowanie.
    I ona mieszka nad. Kiedys nawet zastanawialam sie czy nie pojsc do sasiadow nad
    nia i nie poprosic, zeby tak jej czasami potupali najlepiej w srodku nocy.
  • Gość: re IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    Moja przygoda z wrzeszczącymi sąsiadami zakończy się prawdopodobnie tak, że
    poszukamy sobie innego mieszkanie (wynajmujemy). Jest to ostateczne rozwiazanie
    ale jakoś trzeba funkcjonować.
    Poproszę o wyjątkowo wredne sposoby na pożegnanie sąsiadów, bo potrzeba zemsty
    jest we mnie silna.
  • Gość: Nika IP: *.telnet / *.stanet.pl 15 lat temu
    A co my mamy powiedziec? Studentka mieszkajaca na przeciwko nas jest
    notorycznie bita "po ryju" przez swojego "chlopaka" krzyki darcia muzyka i tak
    od roku , po kazdej takiej akcji przychodzi i przeprasza mowi ze jest od
    niego "uzalezniona" hihi i miala nos zlamany 2 razy!!! I zebym ja zrozumiala!!!
    niekiedy mam wrazenie ze zaczynam miec rozstroj nerwowy, a co jest
    najsmieszniejsze mieszkam w jednym z tzw"prestiżowych" blokow w Krakowie.
    Mieszkalismy z mezem na Kzimierzu gdzie moglismy sie poodziewac tzw. lumpów,ale
    mamy sasiadke....;(
  • oliwka254525 15 lat temu
    od 1998 roku mieszkam w 100-letniej (prawie) kamienicy. Na 1-ym pietrze. Niby
    spokój cisza. Za rogiem jest MPOS i Izba Wytrzeżwień. Policja jeżdzi co
    chwile, w nocy kursuje bardzo często. Bezpiecznie. Super. Do czasu kiedy
    zaczełam normalnie żyć w domu. W 3-y pietrowej kamienicy średnia wieku 70 lat.
    Byłam najmłodsza , samodzielnie mieszkająca studentka.
    Muzyke puszczałam w ciagu dnia, imprezki były ale bez przesady z hałasem
    Z domu wynosłam poszanowanie dla drugiego.
    Problemy zaczeły się po 2-ch latach. ZAwsze byłam -jestem miła,
    uprzejma , pomoge, nic nie powiem złego na drugiego/gą. Najwyrażniej byłam za
    miła, ponieważ sąsiadki uznały że można mi wejśc na głowe z byle powodu.
    początkowo przyznawałam im rację , no bo starsze, bo dłużej tu mieszkają.
    Zawsze mogliśmy liczyc na siebie w razie czego. Tak myslałam ale cóż
    człowiek głupi jest i już.
    W 2000 roku , we wtorek wyszłam z domu na dwie godziny. Wracam . i co
    widze? Drzwi "dziwnie" otwarte. Myslałam ze to moj Kochany ich nie zamknął.
    Wchodze a tu dzrzwi wyłamane z framugi, na ziemi leżą resztki kabli z
    drykarki , komputera, i nowiutkiej wiezy stereo. Ubrania rozrzucone po całym
    mieszkaniu, brak biżuterii,.....
    Lece do sąsiadki czy kogos widziała, coś słyszała? Nic nie słyszała bo
    spała. Druga sąsiadka (moja ulubiona -Ropucha) też jej sie zasnneło. no ku...
    jak miło. Nic nie widziały nic nie słyszały. Tylko mały brzdąc widział
    jak "łysi panowie" , sztuk 5. Wychodzili z mojego miweszkania z dużą czerwoną
    torba sportowa(tez moja) i drukarka pod pachą. Zapisał nawet nr tablic
    rejestracyjnych.
    Ale wracają do sprawy. Sąsiadki nic nie słyszały, nie widziały. Pytam jak
    to możliwe skoro w ciągu dnia przszkadza im nawet jak chodze po mieszkaniu. A
    tu zostały wywarzone dzrzwi siła , zamka nie mogli otworzyc, GERDA dobry zamek.
    To jak nie słyszały. Rzeczy do dziś nie odzyskałam. Wartośc 13 000 tys. zł.
    Od tego czasu zupełnie mnie nie intereuje co mówią , co robią , co myslą
    moi "kochani" sąsiedzi. Jak oni mnie tak i ja im.

    W zeszłym roku sąsiadka pyta mnie czemu jak wciąż przestawiam "ten" fotel.
    Pytam jaki fotel? Cały czas coś szura, przestawia u pani.
    Odpowiedziałam jej że jak zaczne chodzić w chodakach to dopiero zobaczy co to
    jest hałas. Włamania , wywarzania nie słyszała ale normalne chodzenie po
    mieszkaniu tak.
    Ostatnio na zebraniu Wspólnoty stwierdziała ze prze mnie płaci za duzo za
    wode i za smieci. Paranoja. Ale to jeszcze nic takiego. ćwiczymy z mamą i
    Kochanym /co by nam waga spadła/. A ta Flądra-Ropucha ma pretensje do
    Kochanego ( wyszedł do samochodu po cos) że przez jiego płaci duzo tego i
    tego.... i dlaczego u mnie jest tyle ludzi..? (w sumie ja , mama, Kochany).
    Ona do mnie (Ropucha) że ona tu mieszka od 50 lat, a ja na to że tez tu
    mieszkam od 6 lat. Płace za czynsz i inne rachunki. podobnie jak ona. Mamy
    takie same prawa. I niestety nie ma znaczenia jak długo ona tu mieszka. A ta
    zas swoje że za wode , za smieci za........ przez mnie tyle płaci !
    Tu miarka się przebrała. Powiedziałąm jej ze jak jeszcze raz zaczepi kogos
    kto idzie do mnie to pozwe ją do SĄDu, Weze Policje. POskutkowało. Ropucha jak
    tylko mnie widzi zaraz schodzi mi z oczu. Dzień Dobry do dziś mi nie mówi. To
    nic. W końcu mam spokój.
    POzostali sąsiedzi wiedzą juz że nie dam sobie w kasze dmuchać.
    Jak mamy sie szanować to tylko wzajemnie .

    Mam 27 lat. Nie ma mnie w domu od 7.45 do 16.00 . Muzyke puszczam
    normalnie, tj tylko ja ja słyszę. Czasami puszczam głośniej , ale tylko do
    22.00 Wyjątkiem był ostatni sylwester zabawa do białego rana , tupanie, głosno
    jak to w sylwestra. Nie było żadnej skargi, telefonu. Nic.

    Nademną mieszka małżeństwo 60-cio paru latków. Lubią się bawic
    imprezować . młodzi duchem. kiedy maja gosci zawsze wiem- słychac ich, trzesie
    syfitem. I to jest OK lae niedajboże jak cos podobnego miałoby być u mnie.
    Gó..arstwo nie zna umiaru /cytat/.

    Tacy sa sasiedzi trzeba znalez sospob by z nimi zyc . Ja znalazłam.
    Powodzenia w bojach sasiedzkich. Oliwka
  • Gość: Stenia IP: *.salwator.net 15 lat temu
    Ja mialam taki sam problem.
    Wzielam tluczek do miesa i godzine walilam po rurze od wody. Hałas byl, ze hej.
    Uspokoili sie.
    Innym ratunkiem jest naslanie na nich dzialaczek parafialnego kola radia
    maryja. Tez skutkuje.
  • ljubav1 15 lat temu
    A ja troszkę inny problem... Mieszkam na parterze, a codziennie rano przed
    szkołą i po niej, do późnego popołudnia zbierają się pod klatką młodzi
    uczniowie. Są bardzo głośno,plują,palą papierosy jak najęci, jak jest cieplej
    to czasami ten dym wlatuje do sypialni... Jest to bardzo uciążliwe, bo czasem
    jak jeszcze śpimy z mężem to wprost nas budzą tym gwarem. Mam 25 lat i jestem w
    5 miesiącu ciąży, już teraz się martwię co będzie jak dzidzia przyjdzie na
    świat... Może jest na nich jakiś paragraf??? Parę razy zwracaliśmy im uwagę,
    ale oni odpowaidają, że zaraz sobie pójdą, ale co z tego, bo przecież
    wracają !!!! Pomocy !!!!!
  • wiwi_sekcja 14 lat temu
    Co do tematu uczniów, w mojej szkole było podobnie, bo uczniowie chodzili pod
    blok naprzeciwko i palili, głośno rozmawiali, itd. Mądrzy mieszkańcy bloku
    poszli do dyrektora szkoły ze skargą, a dyrcio jeszcze mądrzejszy. Zakazał
    uczniom wychodzenia z terenu szkoły podczas trwania zajęc i zaczoł wysyłac
    nauczycieli na zwiady w tamto miejsce.
    I mieszkańcy bloków byli zadowoleni i dyrektor bo wiedział kto pali. :)
    Idź na skargę, najlepiej jeszcze z jakimiś sąsiadami.
  • Gość: Kasia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15 lat temu
    Musicie zareagowac stanowczo i ostro , wyjdz do nich i powiedz zeby znalezli
    sobie inne miejsce na pogawedki bo przeszkadzadzaja twojej rodzinie i nie
    życzysz sobie zeby ktos hałasował i palił pod twoim oknem, jezeli to
    nieposkutkuje powiedz ze wezwiesz kogo trzeba....
  • Gość: joanka IP: *.interserv.net.pl / 62.233.214.* 15 lat temu
    Czytam i szczęka mi opada. Pól roku temu po rocznej udręce wyprowadziliśmy sie
    z mężem z pierwszego własnego mieszkania na krakowskim Podgórzu Tu było
    mieszkanie w starej kamienicy, całość miała 18 metrów, więc jasne było, że
    zostało wydzielone z większej części - ale trakcie remotu okazało się, ze jedna
    ze ścian jest drewniana... Za ścianą zaś mieszkała wstrętna, chamska straucha
    obdarzona równie wstrętną i chamską rodziną, która na jkaiekolwiek - na
    początku bardzo uniożone i grzeczne - próby zrwócenia babie uwagi odpowiadała
    wyzwiskami, wrzaskiem i innymi szykanami. Problem był ogromny, bo baba słuchała
    telewizora lub radia maryja od 7 rano do późnego wieczora - ja w tym czasie
    byłam na 3 roku studiów doktoranckich, a mój mąż zaczynał studia, więc bardzo
    potrzebowaliśmy spokoju i miejsca skupienia. Z rozrzewnieniem wspominaliśmy
    czasy mieszkania w akademiku tuż nad dyskoteką... Mało tego - okazało, że cała
    kamienica to ludzie mocno ze sobą związani i niestety tgeo samego typu, co
    babcia - więc dramat. Wśród wyzwisk, jakie słyszeliśmy, "pieorzona
    inteligencja" było jednym z najłagodnieszych. Pewnego dnia nie wytrzymałam
    kolejnej telenoweli, usiadłam na podłodze i po prostu zaczęłam płakać. Mąż sie
    przeraził, spakował nas i mimo, ze był juz późny wieczór i środek zimy, wywiózł
    mnie do znajomych, w których domu przemieszkaliśmy kątem 3 miesiące - w ciągu
    tego czasu udało się chałupę sprzedać i kupić kawalerkę na peryferiach miasta -
    Złocień. Teraz sąsiadów mamy rewelacyjnych, ale już truchleję ze strachu,
    ponieważ sąsiadka z mieszkania obok właśnie sprzedaje swoje mieszkanie -
    podobmo kupił je jakiś chłopak dla swojej mamy...
    Ale tu też jest malutki problem - dokładnie ten opisany w powyższym poście -
    dresy z papierochami i piwskiem w tzw, przełaczce - jakieś 3 m od drzwi mojego
    mieszkania. Upomnienia nie skutkują , stanowcze zwracanie uwagi czasem, ale
    kończy sie zawsze strasznym zdenerowaniem. Teraz w weekendy jest ochrona, więc
    można wezwać miłych panów, ale w dni powszednie... Zwracam uwagę tylko ja -
    reszta sąsiadów myśli podobnie (smarują tą nieszczęsną przełaczkę smołą czy
    jakimś smarem, żeby dresy nie miały gdzie usiaść) ale nikt nie chce podpaść -
    boją się o samochody. Nie wiem, jak ztym walczyć.I nie wiem, jak przestać się
    bać innych ludzi - po mieszkaniu na ul. Długosza diametralnie zmienił się mój
    stosunek do ludzi.
  • Gość: Japonka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Mieszkam w powojennej kamienicy i moi sąsiedzi to też miłe staruszki. Dwie
    staruszki, które mieszkają na przeciwko mnie, słuchają telewizora tak głośno,
    że ja mogę włączyć u siebie w domu obraz wyłączyć fonię i spokojnie znam całą
    treść oglądanego programu. Co niedzielę w okolicach obiadu jest u mnie w domu
    Msza Święta, którą Panie słuchają w radio. Ten telewizor jest tak głośno
    puszczany, gdyż jedna z nich jest głucha, to żeby lepiej słyszała. Paranoja.
    Kiedyś jak miałam sesję poszłam po 22 do nich i poprosiłam o ściszenie
    PANORAMY. Obraziła się staruszka na mnie, ta mniej głucha.
    Nade mną mieszka inna bardzo miła staruszka, która swój dom traktuje jak hotel
    i o różnych porach nocy przychodzą jej tymczasowi współlokatorzy i chodzą,
    gotują, ścielą tapczany, co oczywiście powoduje, że usypiam dopiero wtedy gdy
    oni pójda spać. Ja codziennie wstaje o 6, więc codziennie wyglądam jak Zombie z
    niewyspania. Poprosiłam ją o to by oni zachowywali się zdziebko ciszej, to
    wygrałam tyle, że zamiast na obcasach chodzą po domu w klapkach.
    Napewno się stamtąd wyprowadzimy i przeniose się do bloku i to na ostatnie
    piętro !!!. A to mieszkanie postaram się wynająć komuś kto będzie się
    zachowywał jeszcze głośniej. Obiecuję.
    Ale to narazie wytrzymam, gdyż jestem w ciąży i jestem ciągle zmęczona więc
    śpię tak twardo, że tylko czasem mnie budzą.
  • Gość: hj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    ja uznaję tylko jedną metodę: potraktowac ich tak samo, przynajmniej ja
    osobiscie tak uważam, ja kocham muzyke i jeśli tylko by mi ich rodzaj nie
    przeszkadzał to OK a jeśli byłaby to muzyka w nie moim guście , zainwestowałabym
    w dobre kolumienki. (ja takie mam 80cm-owe)ahh lubię robić ZŁOŚLIWYM ludziom na
    złośc :P
  • Gość: niewyspana! IP: *.lubin.dialog.net.pl 14 lat temu
    Nade mną też mieszkają okropni ludzie, wprowadzili się rok temu.. Złośliwe
    hałasy nie dają nam żyć i spać. Nasze prośby o cisze jeszcze bardziej nasilają
    niepożądane przez nas ich zachowanie.
    Nocne imprezy / niby bez muzyki, ale tupanie i bardzo głośne rozmowy nie
    pozwalają spać/. Dziecko biega, przeraźliwie tupie nogami praktycznie przez
    cały czas ich przebywania w lokalu, aż sufit drży. W dodatku bardzo często
    wracją w nocy, przechadzki w butach na obcasach po panelach i rzucanie na
    podłogę ciężkich przedmiotów, budzą całą naszą rodzinę. Na początku
    próbowaliśmy załatwić sprawę pokojowo /grzeczne rozmowy, prośby/,
    bezskutecznie. Kiedy ojciec poszedł o 24.00 prosić o cisze /przesuwanie
    meblami/ "sąsiad" otworzył mu nago! drzwi i na prośbę mojego ojca "chce spać a
    nie moge przez pana " odpowiedział "to śpij" i trzasnął mu przed nosem
    drzwiami.
    Raz podczas głośnej imprezy zastukaliśmy w rury i zaczęło się... Bydło zostało
    sprowokowane do jeszcze większego zmaltretowania nas! Wezwaliśmy najpierw straż
    miejską i o dziwo nie stwierdziła ona zakłocania spokoju. W mieszakniu ich
    zrobiło się jeszcze głośniej. Wezwaliśmy policję i trafiliśmy na życzliwych
    funkcjonariuszy, którzy zagrozili mandatem, jeżeli goście nie rozejdą sie do
    domu. Pomogło na tę noc. Ostatnio znów była impreza. Poprsiłam o cisze i
    zostałam słownie obrażona. Zadzwoniłam na policję, tylko niepotrzebnie
    uprzedziłam o tym "imprezujących sąsiadów" bo się natychmiast rozbiegli, waląc
    po drodze pięścią lub nogą w moje drzwi i dzwoniąc długi okres czasu domofonem.
    Oczywiście policja przybyła po pół godzinie, gdy była już cisza. Sprawa jest w
    tej chwili u dzielnicowego.
    Najgorsze jest to, że "sąsiedzi" Ci oczerniają nas wśród innych sąsiadów,
    lobbują, szukają sojuszników i przedstawiają siebie jako ofiary! Dziś mieliśmy
    wizytę strażnika miejskiego /na ich prośbę/, który przeprowadził wywiad z
    mieszkajacymi na przeciw nich lakatorami i wyszło na to, że to my nie dajemy
    ludziom spokojnie mieszkać! paranoja!
    Wiem, że nie ma co kierować sprawy do Sadu Grodzkiego bowiem tego typu sprawy
    są umarzane ze względu na małą szkodliwośc społeczną, a w dodatku sąsiedzi będą
    zeznawać na naszą niekorzyść.
    CHCEMY TYLKO CISZY I MOŻLIWOŚCI WYPOCZYNKU PODCZAS NOCY
    CO ROBIĆ?
    PROSZE O POMOC!!!!!!!! może jakaś rada, proszę!!!
  • Gość: megi IP: 212.160.159.* 14 lat temu
    bardzo Ci współczuję nasi po kilku upomnieniach uspokoili się.nie wiem czemu
    ludzie myślą, że w ciągu dnia można słuchać muzyki na całą parę,a wiercić
    wiertarką o 21.Nie mówiąc o co sobotnich imprezach do 3 rano.nie wiem co Ci
    poradzić ale na pewno są jakieś sposoby.
  • Gość: ewa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14 lat temu
    Ja mam odmienny problem z sąsiadami.Wprowadziłam się do bloku zamieszkałego
    przez byłych funkcjonariuszy MO i UB. Ze względu na ilość pracy i małe dziecko
    nie robię imprez , nie słucham glośnej muzyki.Ot taka zwykła
    stabilizacja.Natomiast moi przemili sąsiedzi z dołu potrafią walić w swój sufit
    gdy dziecko w papciach przebiegnie się po pokoju, lub coś przypadkowo spadnie na
    podłogę.Nie mówiąc już o tym co się dzieje, gdy przyjdzie ktoś znajomy i w
    trójkę rozmawiamy normalnym tonem ( a dzieję się to sporadycznie i kończy się
    przed 22)
    Czuję sie jak więzień we własnym domu.Mieszkałam wcześniej w nowym bloku , gdzie
    sąsiadami byli ludzie w przediale 20- 50 lat.Oni robili czasami głośne imprezy ,
    moje dziecko pozwoliło sobie czasami na głośne próby własnego głosu, biegało jak
    oszalałe po mieszkaniu i nikt się nie skarżył.
  • Gość: amelka IP: *.ghnet.pl 14 lat temu
    mam dokladnie tak samo.... tylko nie mam dzieci. Mieszkamy w dwupoziomowym
    mieszkaniu,i sasiadom z dolu przeszkadza nawet zejscie po schodach,takze nie
    wspominajac o normalnych rozmowach miedzy nami (miedzy nami - czyli mna i
    mezem, nie biore nawet pod uwage wiekszej ilosci osob, po pierwszej
    miniimprezie,gdy 5 osob siedzialo i normalnie rozmawialo przy cichej muzyce i
    po wizycie policji odechcialo mi sie zapraszania gosci) Nie chce mieszkac w
    wiezieniu,gdzie nie moga do mnie nawet znajomi przyjsc i porozmawiac, dlatego
    za miesiac sie stad wyprowadzam i mam nadz ze w nowym mieszkaniu trafie na
    normalnych sasiadow..
  • Gość: La_Flaca IP: *.orange.pl 14 lat temu
    ja rowniez mialam taki problem ,ale sobie poradzilam w mysl zasady najlepsza
    obrona jest -atak.
    sasiad z dolu byl na tyle bezczelny ze po 23 przychodzil do mnie z zalam ze
    halasuje bo smialam wziasc prysznic,albo isc sobie (w kapciach) herbate przed
    snem zrobic. zylam w zastraszeniu chodzac na palcach po22,a znajomych
    wypraszalam juz wieczorem,czulam sie zaszczuta we wlasnym ,za ciezko zarobione
    pieniadze kupionym mieszkaniu.Za kazdym razem odpieralam grzecznie ataki ,ale
    pewnego pieknego dnia po tygodniu spedzonym w lozku z powodu choroby,(czyli
    nie moglo byc halasow bo nie mialam nawet sily na sluchanie muzyki czy
    ogladanie tv),znalazlam na wycieraczce kartke:"jezeli jeszcze raz sie powtorza
    halasy dochodzace z tego mieszkania w czasie ciszy nocnej,to wezwe policje."
    Tak mnie to zbulwersowalo ze poszlam do sasiada z dolu mowic ze ta kartka sie
    nadaje do dzielnicowego jako grozba a poza tym jezeli jeszcze raz do mnie
    przyjdzie po 23 to go oskarze o nachodzenie i nekanie.Sasiad tlumaczyl sie ze
    on wychodzi do pracy o 6 a wraca o 20 i o 21 juz spac chce,wiec ja mu na to ze
    nie interesuje mnie jego smutne zycie w ktorym nic nie osiagnal,wiec niech nie
    rozladowuje swojej frustracji na nie winnych sasiadach,
    Afere wszczelam taka ze przy okazj wyszlo na jaw ze on byl tylko wynajmujacym
    to mieszkanie ,a nie wlascicielem tak jak ja,w zwiazku z tym bez oporow juz
    nawrzeszczalam na niego tak aby cala klatka slyszala(a bylo juz po 21).
    Na drugi dzien jak przemyslal cala sprawe i zdal sobie sprawe ze mam go w
    garsci zachowujac jego kartke z grozba,przyszedl do mnie z bukietem kwiatow i
    przeprosinami.A ja wzielam kwiaty i mu dzwi na nosie zatrzasnelam.od tego dnia
    mam spokoj niebywaly.
  • Gość: koko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14 lat temu
    ja mam starych-głośnych sąsiadów i niestety jedynym ratunkiem jest wyprowadzka w przyszłości,jak czytam to niektórzy też posuwają się do takich rozwiązań,marzę sobie,że kiedy do tego dojdzie,odpłacę pięknym za nadobne.Tym starym-oczywiści
  • eszi 14 lat temu
    i myślę o matko jak dobrze że mam mieszkanie rogowe na ostatnim pietrze.. a
    wszyscy mi odradzali... czasem faktycznie i ja słyszę hałasy ale wiadomo jak
    to bywa ktoś gdzieś się powadzi albo inny jakiś nachla się i "rozmawia" sam ze
    sobą ale to rzadko, na szczęście.. ale gdym miała tak jak tu czytam zrobiłabym
    wszystko, żeby z takieg miejsca wiać oczywiście po uprzednim
    oddaniu "cesarzowi" co "cesarskie" z nawiązką oczywiście

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka