Dodaj do ulubionych

"W poszukiwaniu mądrości życia"-do poczytania:))))

  • jk3377 21.07.08, 11:16
    „Dziurawe wiadro”

    Był sobie raz cudowny ogród. Ogrodnik czuł się z niego niezwykle
    dumny i bardzo się o niego troszczył. Codziennie wędrował do
    niewielkiej szopy na odległym krańcu ogrodu, brał z niej wiadra i
    napełniał je połyskującą wodą z pobliskiego strumienia. Potem nosił
    wodę wąską ścieżką, aby podlać grządki w ogrodzie.
    Do podlewania kwiatów używał dwóch wiader, które
    przechowywał w szopie. Jedno było nowe i błyszczące, niedawno
    kupione w ogrodniczym sklepie. A drugie było stare, rozsypujące się,
    służyło w ogrodzie już od bardzo dawna i miało swoje najlepsze dni
    za sobą.
    Ogrodnik napełniał co rano oba wiadra i zanosił na kwiatowe
    grządki. Nowe wiaro pyszniło się. Można było mu zaufać, że doniesie
    całą swoją zawartość do samych grządek i nie uroni nawet kropli.
    Sfatygowane stare wiadro, porównując się z nim, bardzo się
    wstydziło. Wiedziało, że jest dziurawe, i co rano martwiło się,
    widząc, że zanim ogrodnik dojdzie do rabatek, większość wody wycieka
    obok ścieżki i marnuje się.
    Czasami oba wiadra rozmawiały ze sobą, gdy ogrodnik niósł je
    do kwiatowych grządek.
    - Widzisz, jakie jestem skuteczne- chełpiło się nowe wiadro.
    - Jak to dobrze, że ogrodnik ma mnie, bo dzięki mnie może być
    pewien, że kwiaty będą codziennie podlane. Nie wiem, dlaczego nadal
    zaprząta sobie tobą głowę. Jesteś zupełnie bezwartościowy.
    A stare zniszczone wiadro odpowiadało jedynie:
    - Wiem, że nie ma ze mnie pożytku, ale bardzo się staram. Jestem
    szczęśliwe, że choć odrobinę mogę przydać się ogrodnikowi.
    Pewnego dnia ogrodnik usłyszał tę rozmowę. Kiedy dotarł do
    grządek, podlał je jak zawsze, wykorzystując całą wodę z nowego
    wiadra i połowę, jaka została w starym cieknącym kubełku. Potem
    podniósł oba wiadra, teraz puste, i powiedział do nich:
    - Dziękuję wam obu. Spisaliście się jak co dzień wspaniale. Teraz
    zaniosę was powrotem do szopy, ale gdy będziemy szli, chcę, żebyście
    uważnie przyjrzeli się ścieżce.
    Oba wiadra zrobiły tak, jak sobie życzył ogrodnik.
    Zauważyły, że wzdłuż ścieżki po jednej stronie – tej, po której
    ogrodnik zawsze nosił nowe wiadro- tej, po której nosił
    przeciekające wiadro- widać było wyłaniające się młode, świeże
    zielone pędy, które po kilku tygodniach zmieniają się w piękne polne
    kwiaty rosnące rzędem przy ścieżce do
    ogrodu.

    Opowieść zaczerpnięta z tradycji

    --
    Wiek Szymusia
    Wiek Julci
    A my-Justyna i Jacek
    *****KALISZANKIsmile*****MOLE KSIĄŻKOWE*****
  • jk3377 21.07.08, 11:18
    ZIARNO JABŁONI

    Dawno temu, gdy czasy były ciężkie, pewien człowiek został
    przyłapany na tym, jak kradł jedzenie na rynku.
    O występku powiadomiono króla, a on rozkazał, by tego człowieka
    powieszono za złodziejstwo. Przestępcę zamknięto w ciemnym lochu i
    zaczęto przygotowywać egzekucję.
    W dniu kiedy skazaniec miał być powieszony, strażnicy
    przyprowadzili go pod szubienicę i zapytali, czy chciałby coś
    powiedzieć przed wykonaniem wyroku.
    -Tak— odparł więzień - Mam wiadomość dla króla. Posiadam niezwykły
    dar, który , otrzymałem od swojego ojca, a on otrzymał go od
    swojego. Mogę wsadzić ziarnko jabłoni do ziemi, a w ciągu nocy
    wyrośnie z niego kwitnące drzewo i natychmiast zrodzi owoc.
    Szkoda byłoby, gdyby taki tajemniczy dar miał umrzeć wraz ze mną,
    nim go przekażę dalej.
    Król zainteresował się słowami tego człowieka i poprosił, aby
    wyjawił mu sekret i zasadził jabłoń, zanim umrze.
    - Zrobiłbym to z przyjemnością- odparł więzień-lecz muszę cię
    ostrzec, że ziarnko może posadzić tylko ktoś, kto nigdy nie postąpił
    nieuczciwie- nigdy niczego nie ukradł ani nikogo nie okłamał, ani w
    żaden sposób nie oszukał. Oczywiście, sam nie mogę tego uczynić,
    ponieważ jestem skazany za złodziejstwo.
    Król wezwał więc swego premiera i jemu nakazał posadzić
    ziarnko. Jednak premier spojrzał lękliwie i przyznał, że kiedyś
    zatrzymał sobie coś, co do niego nie należało, dlatego nie będzie
    mógł posadzić ziarnka.
    Król wezwał zatem skarbnika, którego twarz natychmiast
    pokryła się krwistym rumieńcem. Wyznał, że pewnego razu nie był
    całkiem uczciwy w interesach.
    - Wasza Wysokość- powiedział skarbnik- myślę, że sam
    powinieneś posadzić to ziarnko.
    Król zawahał się i zaniepokoił, przypominając sobie, jak
    raz oszukał żonę i był jej niewierny. Zwiesił głowę i przyznał, że
    on także nie może tego zrobić.
    Złodziej kolejno popatrzył na każdego z nich.
    - Jesteście najpotężniejszymi ludźmi w tym kraju- rzekł
    - a żaden z was nie jest wolny od winy. Żaden z was nie może
    posadzić ziarnka jabłoni. Jednak to ja, który ukradłem kawałek
    chleba, bo byłem głodny, zostałem skazany na śmierć.
    A wtedy król ułaskawił mądrego złodzieja.

    źródło nieznane

    --
    Wiek Szymusia
    Wiek Julci
    A my-Justyna i Jacek
    *****KALISZANKIsmile*****MOLE KSIĄŻKOWE*****
  • jk3377 21.07.08, 16:19
    Pewna opowieść mówi o mężczyźnie, który codziennie przyjeżdżał
    do biura kosztownym samochodem, podejmował ważne decyzje i
    podpisywał kontrakty na duże sumy. Ten zamożny człowiek często
    chodził na biznesowe obiady ze swoimi klientami i starał się
    odwrócić uwagę swoich wpływowych gości od niesmacznego widoku
    żebraków na ulicy.
    Pewnego wieczoru po ciężkim dniu spędzonym na zarabianiu
    pieniędzy pakował teczkę przed wyjazdem do domu, gdzie czekała na
    niego wyborna kolacja. Zamykając biurko, zauważył nieświeżą kanapkę
    leżącą z tyłu szuflady. Nie namyślając się wiele, wepchnął ją do
    kieszeni płaszcza. Nie chciał, żeby spleśniała i zabałaganiła jego
    biurko. Po drodze na parking zobaczył na schodach skulonego żebraka
    owiniętego w koc.
    -Masz tu, przyjacielu-powiedział do żebraka-Zjedz sobie na kolację.
    I dał mu starą kanapkę.
    Tej nocy śniło mu się, że wyjechał w podróż służbową. Po
    całodziennych spotkaniach poszedł ze znajomymi dyrektorami na
    kolację do najlepszej restauracji w mieście. Wszyscy złożyli
    zamówienia i usiedli wygodnie z aperitifem, ciesząc się wesołym
    wieczorem.
    Podano dania. Pate de foi gras. Medaliony z sarny. Kotlety
    jagnięce z rozmarynem i czosnkiem. Przynoszone półmiski wywoływały
    wśród przyjaciół okrzyki podziwu. W tym momencie także jemu podano
    posiłek. Kelnerka postawiła przed nim mały talerz, na którym
    znajdowała się zeschnięta kanapka.
    -Co to ma znaczyć?- rozgniewał się mężczyzna-Ja tego nie zamawiałem!
    To ma być najlepsza restauracja w mieście?
    -Szanowny Panie-odezwała się kelnerka-został pan mylnie
    poinformowany. To nie jest żadna restauracja. To niebo. Możemy podać
    panu tylko to, co pan sam serwował za życia. Przykro mi, lecz
    sprawdziliśmy pod pana nazwiskiem i jedyne, czym możemy panu służyć,
    to ta kanapka.

    Wzięte z tradycji opowieści żydowskiej

    --
    Wiek Szymusia
    Wiek Julci
    A my-Justyna i Jacek
    *****KALISZANKIsmile*****MOLE KSIĄŻKOWE*****
  • jk3377 21.07.08, 16:47
    Żył sobie raz bogacz, którego jedynym pragnieniem było czynić
    dobro bliskim mu ludziom, zwłaszcza tym, którzy dla niego pracowali.
    Zauważył , że jeden z jego robotników, stolarz, był bardzo biedny
    i z trudem utrzymywał rodzinę. Na własne oczy przekonał się , że
    nędzna chałupa, w której mieszkał ten człowiek z żoną i dziećmi,
    popadła w ruinę i przestała chronić przed zimnem i deszczem. Poczuł
    dla stolarza i jego rodziny głębokie współczucie i wpadł na pewien
    pomysł.
    Któregoś ranka wezwał go do siebie i dał mu takie polecenie:
    -Chcę, żebyś zbudował dla mnie piękny dom-powiedział. –Nie szczędź
    wysiłku i pracuj tylko z najlepszymi rzemieślnikami. Muszę wyruszyć
    w podróż i nie będzie mnie przez jakiś czas. Jednak gdy wrócę,
    chciałbym, żeby dom był gotowy.
    Stolarz niezwykle się ucieszył z tego zadania. Natychmiast
    przystąpił do pracy i wiedząc, że właściciela nie będzie, postanowił
    to wykorzystać. Zamiast nająć dobrych rzemieślników i użyć
    najlepszych materiałów, oszczędzał na wszystkim co się dało. Uznał,
    że właściciel nigdy nie dowie się, on zaś weźmie nadwyżkę, a na
    dodatek zarobi dużo pieniędzy.
    I tak powstał dom. Z zewnątrz wyglądał pięknie, ale stolarz
    dobrze wiedział, że nie wszystko było w porządku. Drewno na dach
    było słabe i źle dopasowane. Cegły drugiego gatunku wkrótce zaczną
    się kruszyć. Dachówki były z odrzutu. Budynek został wzniesiony
    przez niedoświadczonych robotników za niską zapłatę.
    Kiedy właściciel wrócił, przystąpił do inspekcji domu.
    -Zrobiłem tak, jak pan kazał-powiedział stolarz.-Użyłem najlepszych
    materiałów i najzdolniejszych pracowników.
    -Cieszę się, że to słyszę-powiedział właściciel.-Oto klucze. Dom
    należy do ciebie. To mój prezent dla ciebie i twojej rodziny.
    Niechaj wam służy do końca życia.
    W następnych latach często można było usłyszeć, jak stolarz mruczy
    pod nosem:
    -Gdybym tylko wiedział, że dom ma być dla mnie…


    Opowieść wzięta z tradycji

    --
    Wiek Szymusia
    Wiek Julci
    A my-Justyna i Jacek
    *****KALISZANKIsmile*****MOLE KSIĄŻKOWE*****
  • agaireszta 21.07.08, 17:23
    Istnieje w Polsce wspólnota, która ma tylko czterech członków. Nazywają się
    oni: KAŻDY, KTOŚ, JAKIŚ i NIKT.
    Pewnego dnia mają do wykonania ważną pracę i KAŻDY jest pewien, że KTOŚ to
    zrobi. JAKIŚ chce to zrobić, bo myśli, że NIKT tego nie zrobi. Wtedy KTOŚ się
    złości, bo przecież to robota dla KAŻDEGO.
    Jakiś ma nadzieje, że KTOŚ to zrobi, ale potem KAŻDY dochodzi do wniosku, że
    NIKT tego nie zrobi. Kończy się to tym, że KTOŚ wini JAKIEGOŚ za to, że NIKT
    nie zrobił tego, co mógł zrobić KAŻDY.
    --
    aga i Grześ (2001) , Kubuś (2002) i Olusia (2004)
    Chcesz pogadac ? Chcesz pomóc lub potrzebujesz pomocy ?
    www.forum-gniazdo.com/ ZAPRASZAM DO GNIAZDA
  • jk3377 22.07.08, 15:51
    Pewien rabbi poprosił Boga, aby dał mu przebłysk tego, czym jest
    niebo i piekło.
    Bóg przystał na jego prośbę i poprosił proroka Eliasza, aby
    został przewodnikiem rabbiego w tej przygodzie.
    Eliasz najpierw zaprowadził rabbiego do wielkiej Sali. Pośrodku
    niej znajdowało się palenisko, na którym w wielkim kotle gotowała
    się smaczna potrawa.
    Wokół niego siedzieli ludzie. Każdy z nich trzymał w dłoni łyżkę
    o długiej rączce, którą zanurzał w gotującej się potrawie.
    Jednak ludzie ci byli bladzi i wynędzniali. W Sali panowała wroga
    cisza. Łyżki były niezwykle długie, zbyt długie, bo ktokolwiek mógł
    nimi włożyć sobie smakowitą potrawę do ust.
    Kiedy dwaj goście wyszli z Sali, rabbi zapytał Eliasza, co to
    było za dziwne miejsce.
    -To było piekło – wyjaśnił Eliasz.
    Następnie Eliasz zaprowadził rabbiego do drugiej Sali, która
    wyglądała dokładnie tak samo jak pierwsza. Pośrodku znajdowało się
    palenisko, a na nim stał bulgoczący kociołek pełen smakowitej
    aromatycznej potrawy. Wokół ognia siedzieli ludzie mający takie same
    łyżki o długich rączkach. Jednak ci ludzie rozmawiali ze sobą żywo i
    radośnie.
    Na czym polegała różnica? Ludzie w drugiej Sali nie próbowali
    jeść niewygodnymi łyżkami. Używali ich do karmienia drugich.
    -No tak, to jest niebo-powiedział do siebie rabbi.


    Źródło nieznane

    --
    Wiek Szymusia
    Wiek Julci
    A my-Justyna i Jacek
    *****KALISZANKIsmile*****MOLE KSIĄŻKOWE*****
  • mathiola 22.07.08, 15:55
    coś mi dzwoni, gdzieś mi świta, wiem, że czytałam, a nijak nie umiem
    sobie przypomnieć.
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy wink

    Gaduła
  • mathiola 22.07.08, 16:01
    to o wiadrze wywołało u mnie gęsią skórkę.
    --
    Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy wink

    Gaduła
  • jk3377 30.07.08, 13:34
    Dwaj mężczyźni, obaj poważnie chorzy, leżeli na tym samym
    oddziale ogromnego szpitala. Oddział był niewielki. Składał się z
    jednej Sali o dwóch łóżkach, której drzwi wychodziły na korytarz, a
    okno na świat.
    Jednemu z mężczyzn wolno było siedzieć godzinę rano i godzinę po
    południu na łóżku przy oknie. Drugi przez cały czas leżał płasko na
    plecach. Obu nie wolno było wstawać. Oczywiście jedną z
    niedogodności ich położenia było to, że mieli zabronione wiele
    rzeczy: nie mogli czytać, słuchać radia, oglądać telewizji. Musieli
    tkwić nieruchomo…tylko we dwóch. Całymi więc godzinami rozmawiali…o
    swoich żonach i dzieciach, o swoich domach i pracy, co robili w
    czasie wojny, gdzie byli na wakacjach…i tym podobne. Kiedy mężczyznę
    przy oknie sadzano rano i po południu, opisywał co widzi. Drugi
    mężczyzna nie mógł się doczekać tych godzin.
    Okno najwyraźniej wychodziło na park, w którym był staw z
    kaczkami i łabędziami. Dzieci rzucały im chleb i puszczały na wodzie
    małe łódki. Zakochani spacerowali pod drzewami, trzymając się za
    ręce. Było tam też mnóstwo kwiatów, głównie róż okolonych daliami i
    aksamitkami-brązowymi, złotymi i purpurowymi. W dalekim zakątku
    znajdował się kort tenisowy i niekiedy odbywały się tam nadzwyczaj
    ciekawe mecze. Z kortem sąsiadowało boisko do krykieta i choć być
    może nie odpowiadało najwyższym standardom, to było lepsze niż nic.
    Był tez trawnik do gry w kule, a tuż za nim ciągnęły się rzędy
    sklepików, za którymi widać było miasto.
    Mężczyzna, który musiał leżeć, słuchał opowieści o wszystkim, co
    drugi z nich widział przez okno, i cieszył się każdą minutą. O tym,
    jak dziecko prawie wpadło do stawu, jak pięknie wyglądały dziewczęta
    w swoich letnich sukienkach oraz sprawozdań z ekscytujących meczy
    tenisowych. Czuł się tak, jakby sam wszystko obserwował.
    Pewnego popołudnia, kiedy gracz wybijał piłkę na boisku
    krykietowym, słuchającego poraziła myśl: dlaczego to mężczyzna przy
    oknie ma całą przyjemność z oglądania tego, co się dzieje na
    zewnątrz? Dlaczego on sam nie może? Poczuł wstyd i starał się nie
    myśleć w tez sposób, lecz im bardziej się starał, tym było gorzej…
    po kilku dniach nastrój zwarzył mu się zupełnie. Dlaczego to nie on
    leży przy oknie?
    Rozmyślał o swoim nieszczęściu przez cały dzień i nie mógł spać
    w nocy. Jeszcze bardziej się przez to rozchorował, a lekarze nie
    wiedzieli dlaczego.
    Pewnej nocy, gdy nie mogąc zasnąć, wpatrywał się w sufit, drugi
    z mężczyzn nagle się obudził, zakaszlał i zaczął się dusić. Biedak
    próbował ręką dosięgnąć przycisku, aby przywołać pielęgniarkę mającą
    dyżur.
    Jego sąsiad patrzył w sufit bez ruchu. Co on takiego zrobił, że
    zasłużył sobie na miejsce przy oknie? Chory kaszlał coraz bardziej w
    ciemnościach…aż w końcu przestał. Odgłos oddechu ustał. Drugi z
    mężczyzn dalej wpatrywał się w sufit.
    Rankiem przyszła pielęgniarka z wodą, żeby ich umyć. Mężczyzna
    przy oknie nie żył. Zabrała więc jego ciało po cichu, nie robiąc
    zamieszania.
    Odczekawszy jakiś czas, drugi mężczyzna poprosił, żeby
    przeniesiono go na łóżko pod oknem. I przeniesiono go, ułożono
    wygodnie i zostawiono samego.
    Gdy wszyscy wyszli, niecierpliwie uniósł się na łokciu, sapiąc z
    bólu…i wyjrzał przez upragnione okno.
    Okno wychodziło na ślepy mur!


    Źródło nieznane

    --
    Wiek Szymusia
    Wiek Julci
    A my-Justyna i Jacek
    *****KALISZANKIsmile*****MOLE KSIĄŻKOWE*****
  • ango5 25.08.08, 13:12
    up
  • jk3377 03.07.09, 16:53

    --
    <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html">
    >LEGALNY NARKOTYK-OSTROŻNIE!<</a>
  • in-ca 03.07.09, 18:59
    jk377 dziękuję smile
    --
    --------------
    Ale trochę było jej wstyd, że pozwala porządnej kobiecie wierzyć w przyszłość
    zobaczoną w kociołku gumbo. Ponieważ w kociołku gumbo pani Gogol można było
    dostrzec tylko tyle, że przyszłość niesie bardzo dobry posiłek.
    Wszystko inne zobaczyła w misie jambalayi, którą przygotowała wcześniej.
  • jk3377 09.07.09, 19:02
    Żyli raz sobie dwaj mali chłopcy. Jeden był optymistą, a drugi
    pesymistą.
    Każdy z chłopców mial własne miejsce do zabawy. Pokoj zabaw malego
    pesymisty byl pełen zabawek. Na kazde swieta i urodziny rodzina i
    przyjaciele kupowali mu nowe drobiazgi, aby mogl się nimi bawic, ale
    on tylko siadal na srodku pokoju i zaczynal plakac, poniewaz nie
    mial bebenka. Bardzo chcial miec bębenek, dlatego zawsze byl
    rozczarowany. Zabawki lezały wokol niego w nieladzie,nietkniete i
    niedocenione.
    Maly optymista nie mial tyle szczescia. Na podworku,gdzie sie
    bawil,znajdowala sie tylko sterta nawozu i widły.
    Zdarzyło się pewnego dnia,ze rodzice obu chlopcow postanowili
    zobaczyc,jak spedzaja czas.Maly pesymista jak zwykle plakal,poniewaz
    nie mogl wsrod otaczajacej go sterty zabawek znalezc bebenka.
    Kiedy jednak rodzice optymisty zjrzeli do swojego synka,znalezli
    szczesliwe dziecko,z ochota kopiace w stercie nawozu widlami. Jego
    oczy błyszczały z podniecenia, a bawiac sie spiewał:
    -Tyle w koło nawozu-usłyszeli jego głos-ze na pewno jest tu gdzies i
    kucyk!



    źródło nieznane
    --
    http://tiny.pl/3cz1
  • jk3377 09.07.09, 19:37
    Był sobie raz bogacz posiadajacy becenna kolekcje sztuki,wsrod
    ktorych znajdowały sie takze obrazy autorstwa starych mistrzow
    stanowiace przedmiot zazdrosci wielu koneserow.mezczyzna mial
    ukochanego syna,wraz z ktorym czesto cieszyl sie swoimi skarbami.
    jednak wybuchla wojna.syn zostal powolany do wojska i wyjechal na
    front.pewnego dnia przyszedl telegram informujacy ojca,ze syn zginal
    na polu walki.starszy mezczyzna wpadl w rozpacz. bezustannie
    oplakiwal syna w ciszy i samotnosci.
    minelo kilka miesiecy i pewnego dnia ktos zasukal do drzwi. na progu
    stal mlodzieniec z mala paczka pod pacha.
    -nie zna mnie pan-zaczal-ja jednak znalem bardzo dobrze panskiego
    syna.bylismy w tej samej jednostce i towarzyszylem mu w chwili, gdy
    umieral. jestem tym zolnierzem,za ktorego oddal zycie. tego dnia
    uratowal wielu ludzi i wlasnie wynosil mnie w bezpieczne miejsce,gdy
    trafil go pocisk. bylismy bliskimi przyjaciolmi i przd jego smiercia
    narysowalem jego portret. nie jestem wielkim artysta ale chcialbym
    aby pan zachowal ten szkic.
    ojciec nie odzywal sie przez dluzsza chwile wpatrujac sie w syna
    spogladajacego z wizerunku narysowanego przez zolnierza. gdy tak
    patzryl z jego oczu poplynely łzy. potem podziekowal zolnierzowi i
    zaoferowal mu zaplate za rysunek.
    -nie dziekuje.to prezent.nigdy nie zdolam odplacic za to co panski
    syn dla mnie zrobil,wiec chcialbym panu podarowac ten szkic tylko
    tyle moge dac.
    ojciec zawiesil portret nad kominkiem aby wszyscy go widzieli.cenil
    go o wiele bardziej niz cala reszte obrazow i zanim poprowadzil
    gosci do swojej galerii zawsze najpierw pokazywal portret syna.
    niedlugo po tym wydarzeniu starzec umarl i jego kolekcje wystawiono
    na aukcji. z calego swiata przybyli kolekcjonerzy sztuki
    podekscytowani mozliwoscia kupienia jednego z jego skarbow.
    prowadzacy aukcje rozpoczal licytacje.jako pierwszy wystawiono na
    sprzedaz szkic nieznanego artysty przedstawiajacy portret syna.
    rozpoczeto licytacje.
    -prosze podac cene wywolawcza pierwszego obrazu z kolekcji-poprosil
    licytator.
    nikt sie nie odezwal.w lekkim zamieszaniu rozlegly sie szepty.
    -prosimy-powiedzial jakis zbieracz-bysmy przeszli do rzeczy.nie
    jestesmy zainteresowani tym kiepskim szkicem.przyslismy kupic
    wartosciowe dziela.dlaczego nie wystawi ich pan na sprzedaz?
    licytator jednak byl nieugiety.
    -przykro mi-powiedzial-mam wyrazne instrukcje.zmarły rozporzadzil,
    aby jako pierwszy wystawiono portret syna.cena wywolawcza dziesiec
    funtow.kto da wiecej?
    na koncu sali niepewnie uniosla sie czyjas reka.byl to
    ogrodnik.przez wiele lat pracowal dla starszego czlowieka i kochal
    jego syna.
    -dziesiec funtow za syna-powiedzial.tyle tylko mogl dac.mlotek
    uderzyl raz,drugi i trzeci.zadnych innych ofert.nikt nie byl
    zainteresowany.
    -sprzedany!-zawolal licytator-panu z konca sali za dziesiec funtow.
    rozległy sie westchmienia ulgi.teraz kupujacy beda mogli unosic
    rece,aby nabyc cenne dziela.jednak licytator odlozyl mlotek.
    -aukcja zakonczona-obwiescil-dostalem polecenie od zmarlego,aby ten
    kto kupi syna,otrzymal caly majatek,z kolekcja dziel sztuki
    włacznie.mezczyzna z konca sali dostaje wszystko.


    źrodlo nieznane
    --
    -LEGALNY NARKOTYK-OSTROŻNIE!-
  • jk3377 10.07.09, 15:09
    Był sobie raz staruszek, ktory mial syna i konia.pewnego razu kon
    poniósł i pogalopowal na wolnosc na pobliskie wzgorza.
    sasiedzi wspolczuli mezczyznie.
    -co za pech,tak stracic konia-mowili.
    -dlaczego tak mówicie?-odparl staruszek-skad wiecie,ze to pech?
    tej samej nocy kon powrocil i przyprowadzil ze sobą dwanascie
    dzikich mustangów.syn staruszka szybko zamknal brame do zagrody i
    zamiast jednego mieli teraz 13 koni.
    nastepnego poranka zdmumieni sasiedzi spojrzeli na zagrode.
    -co za szczescie miec 13 koni!-zawolali
    -dlaczego tak mówicie?-odparl staruszek-skad wiecie,ze to szczescie?
    chwilę pozniej jego syn wsiadł na jednego z nowych koni.jednak
    zwierze bylo tak dzikie,ze zrzucilo chlopaka na ziemie.syn zlamal
    noge.
    sasiedzi zgromadzili sie wokol staruszka,wspolczujac mu.
    -co za pech!-powiedzieli-twoj syn zlamal noge.
    -dlaczego tak mówicie?-odparl staruszek-skad wiecie,ze to pech?
    i rzeczywiscie,niedlugo potem do wioski przybylo wojsko,aby brac
    mlodych mezczyzn na wojne,na ktorej wielu z nich moglo stracic
    zycie. gdy jednak zobaczyli syna staruszka lezacego ze zlamana noga
    mineli go i poszli dalej.
    -masz szczescie-rzekli sasiedzi.a staruszek tylko sie usmiechnął.


    źrodlo nieznane
    --
    Szymon***Julia***Justyna&Jacek
    ***KALISZANKIsmile***MOLE KSIĄŻKOWE***
  • licz-sie-ze-slowami 11.07.09, 21:55
    piekne")))))
    --
    ---Najlepsze---http://www.giantmicrobes.pl/images/prods/anobium_punctatum.jpg---Forum---
  • jk3377 27.07.09, 20:45
    Pewnego razu rybak siedzial w popoludniowym sloncu i patrzyl w
    morze,obserwujac, jak jego maly kuter unosi sie i opada na falach,
    uczepiony kotwicy. pomyslal sobie jak dobrze jest tak siedziec w
    sloncu bez zadnych zmartwien, obserwowac uderzajace o brzeg fale i
    cieszyc sie Bozym swiatem.
    Jednak jego sen na jawie zostal przerwany. podszedl do niego
    elegancko ubrany,dosc otyly biznesmen i wtracil sie w jego marzenia
    ostrym pytaniem:
    -lenisz sie w srodku dnia? dlaczego nie wyplywasz na polow?
    troche skonsternowany rybak odparl:
    -juz dzisiaj lowilem.dostarczylem ryby na rynek i teraz odpoczywam w
    sloncu.
    -dlaczego jednak nie wyplyniesz w morze po raz drugi,zeby zlowic
    wiecej ryb?-upieral sie pytajacy.
    -po co mialbym to robic?-zapytal grzecznie rybak.
    -bo wtedy zarobilbys dwa razy tyle.
    -a po co by mi to bylo?
    -wtedy moglbys kupic wiekszy,lepszy kuter i nalapac jeszcze wiecej
    ryb.moglbys nawet zatrudnic ludzi do polowu. gdybys nie byl tak
    leniwy moglbys zostac wlasciecielem calej floty kutrow.
    -a po co by mi to bylo?
    -no coz, gdybys byl wlasciecielem floty i zatrudnial ludzi do
    polowu,mialbys tyle pieniedzy,ile nawet cie sie nie snilo.
    -po co by mi to bylo?
    -wtedy moglbys reszte zycia spedzic,robiac to tylko,na co mialbys
    ochote.moglbys siedziec na sloncu,odpoczywac i cieszyc sie
    zyciem,bez zadnych zmartwien.


    zrodlo nieznane

    --
    Szymon***Julia***Justyna&Jacek
    ***KALISZANKIsmile***MOLE KSIĄŻKOWE***
  • jk3377 22.08.09, 09:50
    Janice wpadła z pospiechem do ogrodka babci.
    -Babciu,babciu,musze ci cos koniecznie powiedziec...
    -Poczekaj chwilke-przerwala jej babcia z madrym usmiechem-czy to,co
    chcesz mi powiedziec,przesialas przez trzy sita?
    -Trzy sita?-zdumiala sie janice
    -tak kochanie.trzy sita!zobaczymy czy twoja opowiesc przejdzie przez
    trzy sita.pierwsze to sito prawdy.zastanowilas sie czy to co chcesz
    mi powiedziec jest prawda?
    -hm-zawahala sie janice-uslyszalam to od kogos innego,wiec nie
    jestem pewna...
    -dobrze-powiedziala babcia-to szczera odpowiedz.sprobujmy wiec z
    drugim sitem.drugie sito to dobroci.poniewaz nie wiesz czy to co
    chcesz mi powiedziec jest prawda to przynajmniej czy jest to cos
    dobrego?
    Janice spuscila oczy.
    -nie-przyznala-niezupelnie.wlasciwie zupelnie nie.
    -zatem-ciagnela madra babcia-sprobujmy trzeciego sita.przekonajmy
    sie czy to co chcesz mi powiedziec choc nie jest prawdziwe ani
    dobre,jest potrzebne.
    -nie calkiem potrzebne...-janice popadla w pelne namyslu milczenie.
    -tak wiec-powiedziala babcia,przytulajac ja z wyrozumialoscia-
    poniewaz to co chcesz mi powiedziec nie jest ani prawdziwe,ani
    dobre,ani potrzebne,proponuje zebysmy to zakopaly gleboko w
    niepamieci,gdzie nie uczyni nikomu zadnej krzywdy.

    źrodlo nieznane


    p.s.wlasnie dzis moje dzieci ogladaly pr'ziarno'i tam ks.bp.mowil o
    trzech sitach.i tak mi sie przypomnialo to opowiadanie,ktore kiedys
    czytalam i znamsmile
    --
    http://tiny.pl/3cz1

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka