Dodaj do ulubionych

Wtopy tłumaczy

12.08.08, 11:22
Zainspirowana wpisem
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63251&w=83224043&a=83284786
Zakładam wątek o tym, co wypatrzyliśmy w przekładach. Sama jestem tłumaczką i
widzę mnóstwo takich baboli, że szkoda styki w klawiaturze marnować wink
W moim własnym tekście redakcja zmieniła kiedyś "Śpiewak" na "Piosenkarz" - to
nazwa wina gościa z Simply Red ( w oryginale było włoskie słowo oznaczające
śpiewaka właśnie, podany był też wieloznaczny angielski odpowiednik "singer",
więc czemu nie? wink)

A moim ulubionym, nagminnie spotykanym błędem jest "szklanka martini" wink Choć
w sumie, na polskie warunki przekładając... Kto u nas pije alkohol
kieliszkami? Chyba jakieś snoby...
Stwórzmy kolekcję, może z podaniem źródła, by się jakiś tłumacz zawstydził wink
--
"Każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą. Każdy
niechluj, który robi błędy ortograficzne, twierdzi, że jest umysłem ścisłym."
Nie klikaj - psuje wzrok
Edytor zaawansowany
  • denea 12.08.08, 22:34
    Mój namber łan to cholerny Marszałek z serii o Ani uncertain Na forum
    miłośników M. Musierowicz akurat to przeczytałam, ale chyba mogę ?
    Wyobrażałam go sobie zawsze jako dumnego starca o wojskowej
    postawie, w wypłowiałym mundurze, jakiegoś bohatera czy co...
    Określenie "marszałek" ma jednak pewien ciężar gatunkowy smile A
    chłopina miał na imię Marshall po prostu i zostało ono
    przetłumaczone. Szczerze mówiąc moja załamka była tylko ciut
    mniejsza niż po odkryciu, że Heathcliff miał wąsy uncertain

    Uwielbiam szczerze opisy jak to coś się działo "w blasku nowiu",
    chociaż nie jestem pewna czy to głupota autorów czy błędy tłumaczy
    (crescent ?).
    --
    "Dzieci niebite są mniej współczujące i bardziej histeryczne".
    Marek Jurek
  • aiczka 13.08.08, 23:24
    Ja wspominam np. "dzikie truskawki" (zamiast poziomek) z "Janki z Latarnioweko
    Wzgorza) oraz "mrozony krem" z "Emilki ze Srebrnego Nowiu" (glowy nie dam, ale
    raczej bym przypuszczala, ze chodzi o lody - ale moze kiedys sie tak mowilo i u
    nas).
  • truscaveczka 14.08.08, 07:48
    Książka kucharska Jamiego Olivera "Moje obiady" zawiera wstawki tekstu "do
    poczytania" - oto, jak Jamie w polskiej wersji zachęca do gotowania "Jestem
    Szefem. Wszystko mam pod kontrolą i przygotuję wspaniałe danie dzisiejszej nocy
    i następnej i następnej..."
    Pomijając kwestię "tonight" = dziś wieczorem, pozwolę sobie zapytać - a
    przecinek przed drugim "i"? A powtórzenie?
    W stopce wymienione są 2 tłumaczki i korektorka uncertain
    --
    "The Linux philosophy is 'Laugh in the face of danger'. Oops. Wrong One. 'Do it
    yourself'. Yes, that's it." Linus Torvalds
    Nie klikaj - psuje wzrok
  • pszet 14.08.08, 08:48
    Będziemy wdzięczni za definicję i etymologię słowa wtop.
    --
    Zapraszamy do naszego blogu pszetfurnia.blogspot.com/
  • truscaveczka 14.08.08, 12:48
    Wtopa = kompromitujący błąd. Od wtopić = nawalić, popełnić błąd. Google zwraca
    117 tys. wyników dla tego słowa, zatem przez uzus można z czystym sumieniem
    uznać, iż jest częścią systemu językowego.
    --
    "The Linux philosophy is 'Laugh in the face of danger'. Oops. Wrong One. 'Do it
    yourself'. Yes, that's it." Linus Torvalds
    Nie klikaj - psuje wzrok
  • truscaveczka 14.08.08, 12:49
    Zupełnie nie na temat - Pszetfurnio, ilu/ile was jest? Rzesze całe?
    --
    "The Linux philosophy is 'Laugh in the face of danger'. Oops. Wrong One. 'Do it
    yourself'. Yes, that's it." Linus Torvalds
    Nie klikaj - psuje wzrok
  • pszet 14.08.08, 16:34
    Rzesze całe i jeszcze trochę.
    --
    Zapraszamy do naszego blogu pszetfurnia.blogspot.com/
  • pszet 14.08.08, 16:32
    No tak, nawetśmy nie wiedzieli jaki to rodzaj gramatyczny. Generation gap.

    Ale dlaczego "wtopić" ma znaczyć "nawalić, popełnić błąd"? "Utopić" - jeszcze,
    jeszcze. Ale "wtopić"?
    --
    Zapraszamy do naszego blogu pszetfurnia.blogspot.com/
  • truscaveczka 14.08.08, 16:46
    A wiesz (wiecie?), że to interesujące? Ale znaleźć się da:
    www.sjp.pl/co/wtopi%E6
    Czy istnieje polski słownik potocyzmów?
    --
    "Każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą. Każdy
    niechluj, który robi błędy ortograficzne, twierdzi, że jest umysłem ścisłym."
    Nie klikaj - psuje wzrok
  • aiczka 14.08.08, 19:16
    > Ale dlaczego "wtopić" ma znaczyć "nawalić, popełnić błąd"? "Utopić" - jeszcze,
    > jeszcze. Ale "wtopić"?

    Chyba na podobnej zasadzie, jak mozna kogos "wsypac", a jak wyjdzie na jaw jakis
    duzy przekret, to jest wielka "wsypa". Chyba "w" kojarzy sie generalnie z
    wpadaniem w tarapaty (wrabianiem (sie), wkopywaniem (sie), wpedzaniem (sie)).
  • pszet 15.08.08, 07:35
    O, to nam przemawia do przekonania. Dzięki.
    --
    Zapraszamy do naszego blogu pszetfurnia.blogspot.com/
  • pszet 14.08.08, 09:37
    truscaveczka napisała:

    > A moim ulubionym, nagminnie spotykanym błędem jest "szklanka martini"

    Nie jesteśmy pewni, czy to musi być błąd. Bo martini to nie tylko gatunek
    włoskiego wermutu, lecz także koktajl z ginu i wermutu. A koktajle chyba można
    podawać w szklankach?

    --
    Zapraszamy do naszego blogu pszetfurnia.blogspot.com/
  • nsc23 14.08.08, 12:31
    Ow koktaj z ginu i wermutu podaje sie w kieliszku koktajlowym o
    charakterystycznym, trojkatnym ksztalcie.
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe,
    Zimbabwe-Polska
  • truscaveczka 14.08.08, 12:52
    Owszem. Wstrząśnięte. Niezmieszane. (Te imiesłowy pisane łącznie z partykuła
    "nie" są upiorne. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do nowych zasad.)
    --
    "Wybacz literówki, katar mam." /by Sineira/
    Nie klikaj - psuje wzrok
  • dlania 14.08.08, 17:07
    A mozna o wtopach autorów? Ostatnio przeczytałam: "Na targu można dostać świeże
    płody rolne prosto od okolicznych chłopów.
    --
    SummertimeCowboy
    Three_Thoughts
    wspomnieńczar
  • verdana 14.08.08, 20:17
    Mną najbardziej wstrąsnęło zdanie w ksiązce amerykanskiej: "Wszystko
    zmienilo się w kraju po dziewiatym listopada".
    Ktoś nie wiedział, jak pisze się daty w krajach anglojezycznych...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • ratyzbona 14.08.08, 20:51
    Mnie w przytoczonym kawałku z Jamiego Oliviera przeraża raczej
    tłumaczenie chief na szef bo w sumie oznacza to konkretnie szefa
    kuchni a właściwie wykfalifikowanego kucharza a nie szefa. Uwielbiam
    kiedy tłumaczy się purple na purpurowe zamiast filoetowe połowa
    biskupó w z anglojęzycznych książek w ten sposób awansowało.
    --
    Moje forum dla wszystkich z dysfunkcjami. ZAPRASZAM!

    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=42552
  • truscaveczka 15.08.08, 07:49
    Ratyzbono, masz rację, że to powszechny błąd. Tu jednak nie do końca jestem
    przekonana, czy zaistniał smile To zdanie "Jestem szefem" ma sobie powtarzać osoba
    nieumiejąca gotować wink Coś więc w tym jest.
    --
    "Najbardziej hiper trendy i jazzy to mieć czyjąś wypowiedz w swojej
    sygnaturce"/by Mijaczek/
    Nie klikaj - psuje wzrok
  • ewazuza 21.08.08, 11:35
    Ja się kiedyś spotkałam(niestety niepamiętam w jakiej książce)ze zdaniem Jestes
    patetyczny gdy ewidentnie chodziło o żałosny od patheticsmileTaki błąd,podobnie jak
    sympathetic-sympatyczny to już uważam za dno,bo świadczy o niedoborze słownictwa.
  • aiczka 21.08.08, 20:49
    > patetyczny gdy ewidentnie chodziło o żałosny od patheticsmileTaki błąd,podobnie jak
    > sympathetic-sympatyczny to już uważam za dno,bo świadczy o niedoborze słownictwa.

    Mnie takie przyklady zdumiewaja, bo dotycza slowek, ktore sie magluje poprostu
    na zwyklych lekcjach, o ktorych sie powtarza "tylko pamietajcie, ze to wcale nie
    znaczy... tylko...".
  • iwoniaw 21.08.08, 16:28
    O, w kilku już miejscach natknęłam się na "wikarego" (zamiast księdza/pastora
    oczywiście, z ang. "vicar"). Tłumaczowi nie dawał do myślenia nawet fakt, iż ów
    "wikary" w pojedynkę zajmował się pokaźną parafią i żadnego przełożonego w
    zasięgu tekstu wink

    --
    "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
    mniej awanturujący."
  • in-ca 21.08.08, 21:23
    To ja się dorzucę, wprawdzie nie twór książkowy, lecz filmowy, ale nie mogę się
    powstrzymać.
    W scenie z pana Wołodyjowskiego pod Częstochową było:
    do mnichów: "Świece z daleka" (bo tam ta armata była)
    Na angielski przetłumaczono: "I'm shining at a distance" brrr

    I kiedyś kiedy w tewe leciały filmy nieme, taki z opadającą planszą dla
    oglądających, była taka scena, że czwórka młodych ludzi na kortach grała damy
    versus panowie i spadła plansza: :fory\ty-love" na co oczywiście polskie
    tłumaczenie rzekło: "miłość czterdziestolatków" quoi??? jeezuz
    śni mi się to do dzisiaj.
    tongue_out
    --
    --------------
    Ale trochę było jej wstyd, że pozwala porządnej kobiecie wierzyć w przyszłość
    zobaczoną w kociołku gumbo. Ponieważ w kociołku gumbo pani Gogol można było
    dostrzec tylko tyle, że przyszłość niesie bardzo dobry posiłek.
    Wszystko inne zobaczyła w misie jambalayi, którą przygotowała wcześniej.
  • nsc23 22.08.08, 00:13
    Forty-love piekne smile Bije wszystkie dotychczasowe na glowe smile
    Az chyba przeczytam sobie jakas ksiazke tlumaczona, zeby tez cos dodac wink
    Swoja droga, to ja mam manie ogladania filmow z napisami, na ktore zerkam tylko
    w chwilach 'trudnych' jezykowo, zeby zobaczyc, co tez tam tlumacz wymyslil smile
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • klymenystra 23.08.08, 11:24
    No cóż- w moim przypadku korekta też zmieniła moje tłumaczenie- było "na prawą
    burtę, na lewą burtę", a ktoś mundry wymyślił "na prawo burt, na lewo burt" uncertain
    A teraz po głowie chodzi mi tylko "krem mrożony" z Montgomery. Ice cream
    naturalnie big_grin
    --
    70/94= 30FF

    75B nie istnieje.
    95A tez nie.
  • aiczka 24.09.08, 02:27
    A to mialy byc rozkazy dla zalogi statku? Bo z ksiazek rzeczywiscie pamietam
    "ster prawo na burt", czyli ze moze tak jest bardziej zargonowo i realistycznie
    (albo tak sie zawsze wydawalo tlumaczom ^_^). W rzeczywistosci czegos takiego
    nigdy nie slyszalam - bylo "ster na prawa/lewa burte", "wyostrz" lub "odpadnij",
    "skrec na nn stopni".
  • agawa79 23.09.08, 21:15
    Widziałam w jakimś czytadle biustonosz Agent Provocateur
    przetłumaczony jako biustonosz agentki prowokatorki. Śliczne. smile
    --
    Z bobaska, który ślicznie się ślini,
    Wyrasta Hitler lub Mussolini.
  • hajota 12.10.08, 23:55
    Zaczęłam czytać "Opowieści o makabrze i koszmarze" H.P. Lovecrafta. Tłumacze
    różni. Niestety, miejscami styl jest tak koślawy i nieporadny, że zęby bolą.
    Tytuł też mogliby bardziej finezyjny wymyślić, a nie tłumaczyć słowo w słowo. No
    ale dla wydawnictwa Zysk najważniejszą zaletą tłumacza jest taniość wink

    --
    A to ci Nowak dopiero
  • pszet 13.10.08, 13:35
    > ale dla wydawnictwa Zysk najważniejszą zaletą tłumacza jest taniość wink

    Nomen omen.


    --
    Zapraszamy do naszego blogu pszetfurnia.blogspot.com/
  • certain_whatsit 13.10.08, 15:02
    Uwaga, uwaga, będzie o Polkowskim. Wrażliwi i wielbiciele jego
    twórczości niech ominą niniejszy post. Z jakiegoś powodu człowiek
    ten w pewnych kręgach cieszy się mianem tłumacza wybitnego. Niech
    mnie ktoś oświeci - dlaczego? Byłam właśnie na wątku "(dobrzy)
    tłumacze" i zaczęłam już wymieniać błędy AP, ale przed postnięciem
    zreflektowałam się, że to może nie miejsce - skoro inni go lubią, to
    nie będę oczerniać człowieka w wątku do tego nieprzeznaczonym. Ale
    tutaj - hulaj dusza wink

    "Harry Potter i kamień filozoficzny":

    - "Professor McGonnagal was not someone to cross" - czyli nie
    powinno się z nią zadzierać - a u Polkowskiego: nie dawało się
    przejść obok niej obojętnie. No tak, bo "cross" to też "przechodzić
    przez ulicę", więc pewnie dlatego mu się tak skojarzyło.

    Co tam idiomy, toż to wyższa szkoła jazdy, bo nie zawsze są
    wszystkie w słownikach, więc trzeba się wykazać oczytaniem albo
    osłuchaniem. Ale i zwykły błąd leksykalny zdarza się nierzadko:

    wg Polkowskiego jedzona na śniadanie "roll", czyli bułka, to
    naleśnik. Znów gra w skojarzenia - "roll" to pewnie coś zwiniętego,
    a to się na dodatek je, więc eureka! naleśnik. Dobrze, że nie
    rolada. A wystarczyło spojrzeć do słownika, jeśli się tego nie ma w
    głowie.

    Blondwłosy Malfoy ma "pale, pointed face" - czyli twarz bladą i
    trójkątną, o spiczastej brodzie - wg P. - bladą i piegowatą. Jak
    świat światem piegowatego blondyna - a na dodatek arystkoraty z
    pretensjami - jeszcze nie widziałam.

    A to mój najukochańszy kwiatek z cyklu "położenie dowcipu". Dwóch
    bliźniaków, kończących nawzajem swoje kwestie, naśmiewa się z
    napuszonego starszego brata:

    - Oh, are you a Prefect, Percy? - said one of the twins with
    an air of great surprise. - You should have said something, we had
    no idea.
    - Hang on, I think I remember him saying something about it - said
    the other twin. - Once...
    - Or twice...
    - A minute...
    - All summer...

    A teraz wersja tego geniusza przekładu:

    - Och, jesteś prefektem, Percy? - zdziwił się jeden z
    bliźniaków. - Dlaczego nam nie powiedziałeś? Nie mieliśmy pojęcia.
    - Daj spokój, przecież pamiętam, że coś o tym wspominał - powiedział
    drugi bliźniak. - Raz...
    - Albo dwa...
    - Minutę temu... (sic! - podkreślenie certain_whatsit)
    - Przez całe lato...

    Wystarczyło wiedzieć, że "a minute" nie oznacza w tym kontekście
    minutę temu - właściwie w żadnym kontekście tego nie oznacza uncertain
    tylko "na minutę".

    Zdarzają się też wtopy cięższego kalibru. To już grube przewinienia,
    bo ingerują w autorską koncepcję, np. narracji. Pierwsze tomy HP
    opowiedziane są z punktu widzenia Harry'ego (z wyjątkiem pierwszych
    rozdziałów). Narrator trzecioosobowy, prawie-wszystkowiedzący wie,
    co myśli Harry, jak Harry - nie Hermiona, nie Ron - widzi świat.
    Tymczasem Polkowski zdaje się tego nie zauważać i czasem, gdy mu tak
    pasuje, przedstawia nam myśli czy uczucia innych bohaterów - choć w
    oryginale było to ujęte zgoła inaczej. Np. w Komnacie Tajemnic:
    - (...)We were tired and wanted to go to bed - he said.
    - Without any supper? - said Snape (...)
    - We weren't hungry - said Ron loudly, as his stomach gave a huge
    rumble.

    Ronowi burczy w brzuchu, i wszyscy łącznie ze Snape'em to słyszą,
    więc mówi głośno, żeby to burczenie zagłuszyć. U Polkowskiego:

    - Nie byliśmy głodni - oświadczył Ron, czując, że żołądek skręca mu
    się z głodu.

    Taki zabieg jest po prostu karygodny! MY nie mamy prawa wiedzieć, co
    Ron CZUJE, możemy tylko być świadkami, co robi, co mówi, tudzież
    jakie odgłosy wydaje... Eh, ręce i nogi opadają.

    W przekładzie Narni zdarzają się podobne koncepty. Pamiętam, że jak
    byłam mała, spokoju nie dawała mi niebieska, szklana butelka,
    stojąca w oknie pustego pokoju, do którego wchodzi Łucja (?). Jakiś
    taki poetyczny ten obraz, dziwnie do reszty niepasujący. Sprawdzam
    parę lat temu w oryginale, i okazuje się, że na parapecie nie stoi,
    a leży, i nie niebieska butelka, a martwa mucha. Bluebottle, a nie
    blue bottle. Hłe hłe hłe...

  • croyance 13.10.08, 16:38
    Rozwalilo mnie to faktycznie, chociaz przyznam, ze 'Narnie'
    Polkowskiego lubie.

    Chyba wiem, skad skojarzenie 'pointed' - 'piegowaty'; no bo
    jak 'pointed', to jakby POKROPKOWANY ..;-D hi hi
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • certain_whatsit 13.10.08, 17:00
    Tak, racja z tym "pointed". U niego wszystko jest tak na oko, bo coś
    mu się z czymś tam kojarzy, ale sprawdzić już się nie chce. Ja
    rozumiem, że przewalanie przez cztery tomy słownika Stanisławskiego
    w latach osiemdziesiątych to nie była przyjemna robota - dlatego
    Narnię mu wybaczam - ale HP nie daruję. Słowniki latoś obrodziły, i
    powinien był zaopatrzyć się np. w Oxfordzko-PWN-owski na płycie.
    Rzecz genialna i błyskawiczna w obsłudze, można mieć w Wordzie pod
    ręką, polecam każdemu tłumaczowi.
  • hajota 13.10.08, 20:27
    >Słowniki latoś obrodziły, i
    > powinien był zaopatrzyć się np. w Oxfordzko-PWN-owski na płycie.
    > Rzecz genialna i błyskawiczna w obsłudze, można mieć w Wordzie pod
    > ręką, polecam każdemu tłumaczowi.

    No właśnie, Stanisławski też już jest na płycie, a poza tym jest świetny Nowy
    Kościuszkowski, nie mówiąc o słownikach ang.-ang.
    Na temat HP i Polkowskiego się nie wypowiem, bo nie czytałam. Ale są i tacy
    tłumacze (raczej z młodego pokolenia i początkujący), którzy potrafią w
    wydawnictwie tak oto zachwalać swoje umiejętności: "Jestem taki świetny, że jak
    tłumaczę, to w ogóle nie zaglądam do słownika" big_grin

    --
    karkulowsiał zwartusiał.ratuwsianku.bożywsio
  • certain_whatsit 13.10.08, 21:50
    Heh, no właśnie. A zasada jest następująca: jeśli nie jestem pewna -
    sprawdzam, jeśli jestem - sprawdzam dwa razy smile
  • certain_whatsit 13.10.08, 17:04
    O, błędy Polkowskiego to mój osobisty konik. Idealny sposób na
    podwyższenie ciśnienia z rana. Odłączcie mnie od netu, bo w innym
    wypadku ten wątek będzie ciągnął się w nieskończoność wink
  • croyance 13.10.08, 17:29
    Alez wprost przeciwnie, nie odlaczaj sie, bardzo ciekawie piszesz big_grin
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • nsc23 13.10.08, 17:58
    Kurcze, w Harrym to nawet wiecej bledow jest. Teraz nie przypomne sobie z glowy,
    ale czytalam go troche po polsku troche po angielsku (na przyklad zaczynalam w
    domu ksiazke brata po polsku, wracalam po swietach do UK i konczylam bibloteczna
    po angielsku) i musze powiedziec, ze momentami jest przetlumaczony niezbyt
    zgrabnie. Musze chyba pod tym katem jeszcze raz przeczytac, ale to dopiero po
    Bozym Narodzeniu, bo wczesniej dostepu do polskich wersji nie bede miec smile
    Certain_whatsit, pisz wiecej, bo sie usmialam z niektorych skojarzen smile
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • certain_whatsit 13.10.08, 20:21
    Nie dam się długo prosić smile

    Żeby daleko nie szukać - Kamień Filozoficzny, rozdział 3. Harry
    rozmawia w ZOO z sympatycznym wężem, pyta go, skąd pochodzi, gad nie
    wie, bo wychował się w ZOO. Harry czyta mu tabliczkę, która
    informuje: "kraj pochodzenia - Brazylia". Kuzyn Harry'ego zaczyna
    rozrabiać, wąż idzie Harry'emu w sukurs, po czym ucieka ze
    słowami "Brasil, here I come". Czyli "Brazylio, szykuj się,
    nadchodzę!" Polkowski: "A więc pochodzę z Brazylii". No tak, bo
    że "I come from Brasil" znaczy "Pochodzę z Brazylii" to każde
    dziecko wie, a Rowlingowa wersja to pewnikiem to samo, tyle że w
    jakimś slangu...

    Rozdział 4. Przychodzi list z Hogwartu, na pieczęci godło: lew,
    orzeł, borsuk i wąż. U Polkowskiego orzeł (eagle) to łabędź. Żeby
    nie było, godło to jak byk stoi na pierwszej stronie wersji
    Bloomsbury, więc nawet jeśli słownika nie stało, miał pomoc wizualną!

    "twin beds" w hotelu to wg P. "bliźniacze łóżka" - czyli pewnie
    kropka w kropkę takie same, co do wzorku na narzucie smile, a jest to
    po prostu powszechnie używany termin na pokój z dwoma ODDZIELNYMI
    łóżkami.

    Dalej mamy błąd wręcz klasyczny - "studentów" Hogwartu - czyli
    dzieci w wieku 11-17 lat, podczas gdy "students" to oczywiście
    uczniowie - oraz "naszywki z imieniem" - name-tags- a "name" to
    przecież nazwisko, a właściwie imię i nazwisko. Co komu po naszywce
    z imieniem w szkole liczącej kilkuset uczniów!

    Jeszcze co do Malfoya: "he had a bored, drawling voice" - przemawiał
    znudzonym, pretensjonalnym głosem - wg P. - głos był NUDNY. Niby
    mała różnica - bored czy boring.

    I znowu problem z nazwiskiem tudzież imieniem - Malfoy pyta
    Harry'ego: "What's your surname, anyway?" Czyli "A tak w ogóle, to
    jak ty się nazywasz?" Polkowski: "A ty jaki masz przydomek
    rodowy?"(sic!)

    Opis różdżek: "Nice for charm work" - dobra do uroków (to jeden z
    przedmiotów w Hogwarcie) - Polkowski: "bardzo elegancka". No tak, od
    uroku do elegancji niedaleko... "Pliable" - giętka - wg P.
    poręczna. "It's a wand that chooses the wizard, of course" - "To
    różdżka wybiera sobie właściciela, rzecz jasna". A pan P: "To
    różdżka dla prawdziwego czarodzieja". Nie wiem, skąd mu sie to
    wzięło...

    Znana wszystkim "lightning scar" Harry'ego - blizna w kształcie
    błyskawicy - to w przekładzie "jasna blizna". Od light do lightning
    niedaleko smile

    Pojawia się kwestia "fasolek wszystkich smaków", dosłownie
    wszystkich, nawet smaku glutów, czyli bogey-flavoured. Polkowski
    odkrył w nich jeszcze rzadziej spotykany - goblinowy. Bo "bogey" to
    też bliżej nieokreślone straszydło smile

    "Cold night" - we wrześniu - okazuje się mroźnym wieczorem. No tak,
    Szkocja.

    "I shall return when we're ready for you" - Wrócę, kiedy będziemy na
    was gotowi - a według naszego niespożytego tłumacza, który chyba już
    przysnął: "Kiedy będziecie gotowi".

    Duch ustrojony w kryzę, "a ghost in a ruff" - to duch w trykocie.

    Neville mówi "The family thought I was all Muggle for ages" -
    czyli "cała rodzina miała mnie za Mugola" (spisali go na straty, bo
    nie przejawiał zdolności magicznych, a wywodzi się z rodziny bardzo
    potężnych czarodziejów). U P: "Moja rodzina to same Mugole od wielu
    pokoleń". Straszliwy błąd merytoryczny, znów wynikający ze spania
    przy tłumaczeniu.

    I tak dalej, i tak dalej, a jesteśmy dopiero na siódmym rozdziale
    pierwszego tomu. I nie myślcie, że ja tak z czystej złośliwości
    usiadłam kiedyś i porównywałam zdanie po zdaniu, czyhając na każde
    potknięcie biednego tłumacza. Po prostu czytałam oryginał
    wielokrotnie, pisałam o nim prace naukowe, więc pewne fragmenty znam
    na pamięć. Po przekład sięgnęłam z zawodowej ciekawości - i
    myślałam, że zwymiotuję, bo to jest po prostu kpina z innych
    tłumaczy i czytelników. Tłumacze się kapną, a czytelnicy - cóż,
    niektórzy twierdzą, że czyta się to tak samo jak oryginał. Jeśli zna
    się angielski na takim samym poziomie jak A.P., to tylko współczuć,
    może i czyta się tak samo. Reszta nieszczęsnych zgrzyta zębami.
  • croyance 14.10.08, 12:47
    Duch w trykocie! O rany boskie big_grin

    Usmialam sie jak norka z Twojego postu.

    Mam tez pomysl na wyjasnienie tego skojarzenia:

    "It's a wand that chooses the wizard, of course" - "To
    różdżka wybiera sobie właściciela, rzecz jasna". A pan P: "To
    różdżka dla prawdziwego czarodzieja". Nie wiem, skąd mu sie to
    wzięło...

    Biorac pod uwage ciag myslowy tlumacza podczas innych wpadek,
    obstawiam, ze uznal w/w zdanie za 'to jest rozdzka, ktora WYBIERA
    czarodziej' (z podkresleniem, ze to jest wlasnie TA rozdzka, ktora
    czarodziej wybiera - a skoro wybiera, to znaczy, ze wie, ze jest dla
    niego najlepsza ;-D

    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • tfu.tfu 02.11.08, 00:00
    a tak big_grin Szkocja, to od sierpnia ma -10 nocą, tak wink
    wiesz co? ja chyba zostanę fanką pana P. wink serio serio big_grin
    (ale szczerze, ja bym się za taką partaninę wstydziła wziąć kasę...)
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnikzmienia świat na lepsze! wink
  • certain_whatsit 02.11.08, 11:39
    Tak, to jest tak straszne, że aż śmieszne. Przykro mi tylko, gdy
    znajomi nieznający angielskiego prychają pogardliwie, że to takie
    beznadziejne książki. Owszem, Rowling nie jest geniuszem pióra, ale
    w oryginale jest przynajmniej zabawna i czyta się ją całkiem dobrze -
    w każdym razie te tomy, które były jeszcze porządnie redagowane, bo
    pod koniec redaktorzy chyba bali się cokolwiek ciąć w tak
    wiekopomnych i wyczekiwanych dziełach wink Natomiast to, co wyczynia
    pan P., przysparza Rowling dodatkowych przeciwników uncertain Człowiek
    wrażliwy może odpaść już po pierwszej stronie.
  • tfu.tfu 02.11.08, 15:04
    ja dzielnie ten 2 tom skończyłam, ale z wielkim obrzydzeniem. wiem, że tłumacz
    poniekąd narzuca swój styl (wiem, bo też coś kiedyś tłumaczyłam wink), ale to, co
    pan P. zrobił woła o pomstę do nieba...
    inna rzecz, że jak kiedyś będę mieć nadmiar wolnego czasu i dostęp do owego
    nieświetnego tłumaczenia, to się "rozerwę" wink
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! wink
  • klymenystra 13.10.08, 20:29
    Z moim tlumaczeniu redakcja zmienila z "prawa burta, lewa burta" na "na prawo
    burt, na lewo burt". Nie mam pojecia, co to ma znaczyc smile
    --
    70/94= 30FF

    75B nie istnieje.
    95A tez nie.
  • klymenystra 13.10.08, 20:33
    Zapomnialam, ze juz to pisalam smile Mozna skasowac moj post? big_grin
    --
    70/94= 30FF

    75B nie istnieje.
    95A tez nie.
  • croyance 14.10.08, 12:50
    Droga klymenystro, pocieszajace jest dla mnie, ze nie tylko Ty
    cierpisz na forumowa skleroze. Ja przedarlam sie wczoraj przez
    bardzo dlugi watek, i dopiero gdy - po okolo 300 postach -
    natrafilam na swoje komentarze, zdalam sobie sprawe z tego, ze
    musialam go juz raz czytac. Kilka razy probowalam tez odpowiedziec
    sama sobie, myslac 'o, dobrze gada' big_grin
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • certain_whatsit 14.10.08, 13:05
    Zostaw, ku pamięci. Bo zresztą wtopy redaktorów to temat na kolejny
    wątek - tyle że przeciętny czytelnik nie ma możliwości rozróżnić,
    który kwiatek zawdzięcza tłumaczowi-grafomanowi, który -
    niedouczonemu redaktorowi, a który - korektorowi śpiącemu na
    służbie. Jedna z moich redaktorek namolnie poprawiała mi "Cocteau"
    na "Coctou" - "no bo przecież tak to się pisze". Albo upierała się
    przy szkolnej regułce, że "przed 'i' NIGDY nie stawiamy przecinka",
    a przecież są wyjątki, np. gdy 'i' wprowadza zdanie wynikowe - jest
    synonimem "więc" - albo gdy poprzedza je zdanie wtrącone. Na moje
    usilne protesty fuknęła, że " interpunkcja i tak zależy od
    korektorki", a korektorka się pospała. I do druku poszło z błędami
    redaktorki, za które ja świecę oczami przed czytelnikami. Ale mi się
    rymło smile
  • hajota 14.10.08, 14:57
    He, he, kolega po fachu wypłakiwał mi się wczoraj w mankiet, że
    walczy właśnie z redaktorką, która ma wbite do głowy, że w złożeniu
    "tam gdzie" przecinek musi być ZAWSZE przed "tam". Exemplum:
    "Chodził, tam gdzie nie trzeba".

    --
    A to ci Nowak dopiero
  • certain_whatsit 14.10.08, 15:09
    hajota napisała:

    > He, he, kolega po fachu wypłakiwał mi się wczoraj w mankiet, że
    > walczy właśnie z redaktorką, która ma wbite do głowy, że w
    złożeniu
    > "tam gdzie" przecinek musi być ZAWSZE przed "tam". Exemplum:
    > "Chodził, tam gdzie nie trzeba".
    >
    Taa, albo między 'mimo' i 'że'. No więc "Musiała tak pisać, mimo, że
    nie chciała" wink
  • diego_8 16.10.08, 22:43
    Jako redaktorka i korektorka cieszę się, koleżanki tłumaczki, że zwracacie uwagę
    nawet na interpunkcję. Takie redaktorki, o jakich piszecie, to koszmar. No ale
    ja walczę raczej z tłumaczami i autorami. Kiedy tekst jest dobrze
    przetłumaczony, rzeczywiście się go redaguje, w innym wypadku - właściwie pisze
    od nowa.
    Dla rozśmieszenia kilka przykładów z książki, którą redagowałam -
    przetłumaczonej z niemieckiego. Niestety oryginałem nie dysponuję, ale mam
    nadzieję, że uroda słowa i tak Was powali:

    Dziadek zaczął wywijać oczami. - to chyba moje ulubione...

    Trenerka dała znak startu, a dziewczynki wyrwały z linii startu równocześnie.

    Tato wywracał oczami, kiedy babcia czochrała go po głowie.

    Babcia nacisnęła dwa razy myszką. - chodzi oczywiście o kliknięcie smile))

    Nie wiem – odpowiedziała rozwlekle Lou.

    Babcia wkroczyła hucznie do pokoju.

    Kucyk tak się przestraszył tego huku, że z przerażenia stanął na sztorc. -
    nieee, to chyba tez moje ulubione big_grinDDDD
  • maadga 17.10.08, 08:49
    smile
    --
    Nie jestem bałaganiarą, ja mam tylko inne priorytety.
    Magda Kubuś 22-10-2004 i Lilianna 12-06-2007
    suwaczki.maluchy.pl/li-10768.png
  • tfu.tfu 02.11.08, 18:28
    kucyk na sztorc jest boski big_grin
    a propos "redaktorek", przysłała jedna pani email, w którym namiętnie pisała
    "ktury". szczęka mnie zabolała wtedy, serio...
    inna rzecz, że na przykład to rozwlekle powiedziane "nie wiem" mogło jak byk
    stać w oryginale wink
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! wink
  • diego_8 02.11.08, 19:13
    tfu.tfu napisała:


    > inna rzecz, że na przykład to rozwlekle powiedziane "nie wiem" mogło jak byk
    stać w oryginale wink

    Nie pamiętam już, jak było w oryginale, ale tak czy inaczej o ile mogę sobie
    wyobrazić, że dziewczynka mówi po niemiecku "Iiiich weeeeiss niiiicht" (z góry
    przepraszam za ewentualne błędy w niemieckim), o tyle polskie "nieeee wieeeem"
    nijak mi nie pasuje. I tu można było albo spokojnie odpuścić sobie rozwlekłość,
    albo pokombinować inaczej. No i mówić powoli to co innego niż mówić rozwlekle.
  • tfu.tfu 02.11.08, 22:41
    hmmm, ja bym chyba zostawiła "nieee wieeeeeeem" wink
    czytając/tłumacząc zawsze próbuję jak to brzmi na głos. smile
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! wink
  • diego_8 02.11.08, 22:55
    Owszem, redagując, też czytam na głos, ale rozwlekłość nijak mi nie pasuje do
    tamtego kontekstu.
  • tfu.tfu 04.11.08, 14:26
    jedno "ale" wink tłumaczenie powinno być wierne. jeśli jak byk tak stało w
    oryginale, ja bym nie zmieniła.
    --
    .............. fusy precz!
    dobry nabiustnik zmienia świat na lepsze! wink
  • nsc23 03.11.08, 23:47
    Wlasnie czytam 'Gdzie krokodyl zjada slonce' Petera Godwina.
    Poniewaz zamowilam sobie po angielsku w ten sam dzien, w ktory mama zamowila mi
    po polsku czytam po polsku i sprawdzam jak bylo w oryginale (zmudne i bardzo
    spowalnia czytanie, ale jakze ciekawe).
    Poniewaz ksiazka traktuje o Zimbabwe, a przedstawiciela owej nacji
    (Zimbabwenczyka?) mam codziennie pod reka i znam te kulture troszeczke, to flaki
    mi sie wywracaja, jak czytam niektore tlumaczenia.
    Oto dwie najbardziej razace mnie wpadki:
    1. Minibuses jostle for passangers, hawkers ply tiny packets of biscuits and
    half-loafs of bread, and some are boiling up large pots of sadza, maize-meal
    porridge that is a culinary mainstay of this part of Africa.
    Zostalo przetlumaczone jako:
    Mikrobusy wyrywaja sobie pasazerow, przekupnie oferuja paczuszki herbatnikow i
    polowki bochenkow chleba, niektorzy w czarnych saganach gotuja sadze, gesta zupe
    z kukurydzy, ktora w tej czesci Afryki stanowi podstawowe pozywienie.

    To, ze garnek nagle staje sie czarny (czyzby skojarzenie ze slowem z szona -
    sadza? Tylko sadza w szona wcale nie bierze sie z komina wink), to w dodatku sadza
    staje sie zupa. A sadza w szona to zadna zupa, tylko kasza kukurydziana
    ugotowana do tak gestej konsystencji, ze mozna z niej kulki lepic i maczac w
    sosie (i tak wlasnie sie ja spozywa).

    2. 'I have been praying for him' she says. 'The Lord will look after him because
    your father, he is a very good man'.
    Staje sie:
    'Caly czas sie za niego modle. Bog bedzie mial go w opiece, bo twoj ojciec, on
    jest bardzo dobry czlowiek'.

    Kwestia wypowiedziana przez pielegniarke nagle staje sie gramatycznie dosc
    pokraczna, mimo ze po angielsku wcale tak nie jest. Trudno powiedziec, czy to
    braki w gramatyce tlumacza, czy doszedl do wniosku, ze pielegniarka musi mowic
    jezykiem Kalego.

    Ogolnie cala ksiazka moim zdaniem jest przetlumaczona dosc 'topornie' i bez
    polotu. Po polsku czyta mi sie ja ciezko.
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska
  • hajota 05.11.08, 01:03
    No nigdy nie zrozumiem, jak w dobie Internetu tłumacz może nie sprawdzić takich
    rzeczy, jak w/w sadza. Nie znam się na kuchni afrykańskiej, ale w ciągu paru
    sekund znalazłam przepis na tę potrawę.
    Tłumaczenie jest prawie dosłowne, jakby robił to debiutant, który boi się odbiec
    od tekstu.
    Skądinąd wiem, że wydawnictwo, w którym ta książka wyszła, obcięło stawki za
    tłumaczenia, więc takie są skutki...
    --
    karkulowsiał zwartusiał.ratuwsianku.bożywsio
  • nsc23 05.11.08, 21:11
    hajota,
    wiesz, rownoczesnie ze mna czyta te ksiazke moj brat, ktory rowniez zna
    Zimbabwenczyka (tegoz samego wink), sadze nawet jadl (ja jem srednio 3-4 razy w
    tygodniu tongue_out), ale jemu to tak nie przeszkadza, bo nie jest Zimbofilem.
    Najbardziej mnie u tego tlumacza drazni to, ze pewne wyrazenia, ktore po
    angielsku brzmia ok (szczegolnie jezeli ktos ma na co dzien do czynienia ze
    specyficznym jednak angielskim z Zimbabwe), oddane sa po polsku dosc pokracznie
    - jakby tlumacz zakladal, ze Zimbabwenczycy mowia niepoprawnie po angielsku - a
    przeciez jest to jezyk urzedowy Zimbabwe i wiekszosc mieszkancow nie tylko go
    zna, ale i posluguje sie nim poprawnie (co najmniej). Szkoda, bo Godwin naprawde
    fajnie pisze i pierwsza czesc, ktora czytalam po angielsku, czytalo mi sie
    znacznie lepiej niz druga, ktora czytam po polsku. No coz, trudno, dzisiaj
    ksiazke skoncze, moze w grudniu przeczytam po angielsku, zeby dwa razy pod rzad
    nie czytac tego samego wink
    --
    afryka.org/?newsBlogList=11 - Polska-Zimbabwe, Zimbabwe-Polska

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka