Dodaj do ulubionych

Ile naprawdę pracuje nauczyciel? Zbadają to

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.10, 09:37
A tak swoją drogą ciekawe ile pracuje mieniąca się ministrem pani Hall? i nie chodzi tu o obecność w swoim biurze, kawki, plotki, prasówki i serfowanie w necie ale rzeczywistą pracę, którą się da zmierzyć? dociąga do 18 godzin tygodniowo?
Edytor zaawansowany
  • marzenek1234 14.12.10, 09:58
    Ciekawe ,że to tylko nauczyciele przygotowują się do pracy po godzinach !!
    A może policzyć jeszcze wszystkie wolne dni w roku -święta ,okazje,wakacje itp.
    Jakby jeszcze to uśrednić to wyjdzie niezły wynik.
    Ale nauczyciele muszą przecież dużo odpoczywać bo mają męczącą pracę -nie to co inni np.
    lekarze .


  • Gość: J.J-P. IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 12:14
    Praca nauczycieli to przysłowiowa ściema. Ale czy na pewno? Trzy przykłady .
    1. Chciałem się kiedyś zatrudnić , bo ciągle ich brakowało w sierpniu, a mnie potrzebny był papier "karta nauczyciela". Na zlecone tak, na pół etatu nie.
    Spotkałem kumpla vice-dyra szkoły średniej i mi wytłumaczył. Zgłaszamy brak nauczycieli by dostać pule tzw. nadgodzin (płatne 100%) i bezosobowy fundusz płac, (zlecone).
    Na zlecone mogę zatrudnić , na etat nie bo nauczyciel pracuje u mnie 36 godz i ma 3 x pensum, (18 godz. normalne + 18 godz. 100% płatne nadgodziny).
    Wyszło to 1,5 x wiecej na godzinę niż starszy specjalista w biurze projektowym.
    2. po 20 latach kolega informatyk , nauczyciel miał mało (młody, idzie niż) więc poszedł do przemysłu. Po kwartale się zwolnił , bo choć kasy miał więcej niż w szkole, to nie wytrzymał tempa i ilości pracy (ok. 48 -52 godz/tyg.) Wykończyła go karta zegarowa.
    Stwierdził, że tak nie da się tak żyć , że w szkole na godzinę miał więcej.
    3. Pamiętam moje nauczycielki (akurat w większość to kobiety) . Miałem życiowe szczęście, że trafiłem na wybitne w swoich profesjach indywidualności. Muszę przyznać szczerze, że ich praca, a właściwie charakter i postawa to niezła orka i winna być sowicie nagradzana.
    Tylko jak to zrobić skoro to praca trudnowymierna? Efekty często widać dopiero po latach.
    Właściwie to sposób na życie i dzielenie się sobą i swą wiedzą z uczniami.
    Czy dziś większośc nauczycieli jest właśnie taka ?
    Wg moich obserwacji, nie. Zdecydowana mniejszość.
    Czy nauczyciel jest w stanie całe 8 godz. dziennie pracować na maxa?
    Wg mnie, nie. Fizycznie się nie da.
    Czy wakacje winny być prawie trzymiesięczne i wolne soboty ?
    Nie, bo nie da się tak zintensyfikować tempa chłonięcia wiedzy przez uczniów.
    Czy każdy kto ma kontakt z uczniem to nauczyciel ?
    Nie, jest spora różnica między poszczególnymi osobami ich obowiązkami , zakresem i trudnością ich zadań.
    Wobec tego powraca problem systemu wynagrodzeń nauczycieli.
    ====
    Ja widzę tylko kierunki działań, takie założenia koniecznych zmian.
    Nauczanie to lata 3-18 (max 19). Szkoła jest dla ucznia .
    1. Czym młodsze dzieci tym większa fachowość, osobowość pedagogów. Wraz z wiekiem funkcje wychowawcze maleją , a rosną edukacyjne. Te funkcje muszą być elastyczne (różne poziomy emocjonalne i rozwojowe dzieciaków). Niezbędni faceci, (parytet).
    2. Szkoła (przedszkole,) muszą być otwarte i na rodziców, rodzinę, jak i na otoczenie, (zoo, muzea, dochodzący nauczyciele, otwarte wykłady, weterani, staruszkowie, zabawy rodzinne, po prostu życie).
    3. Poziom wynagrodzenia i finansowanie.
    Dla dzieci które rodzic oddaje do szkoły, zrobi wszystko co jest w stanie, więc średnie wynagrodzenie godzinowe nie powinno odbiegać od średniego wynagrodzenie rodziców, natomiast szkoła (szczególnie dzieciaki 3-15 letnie) powinny mieć wszystko na co społeczeństwo stać.
    =====
    Jak to osiagnąć, jak finansować?
    1. Studia (nauka na poziomie wyższym musi byc odpłatna w pełni, czysty biznes, inwestycja).
    2. Skasować ulgi rodzinne i zasiłki (to są społecznie drogie narzędzia redystrybucji).
    3. Te pieniądze (szkolnictwo wyższe + częściowa symboliczna opłata na szkołę średnią + zasiłki rodzinne + ulgi rodzinne przeznaczamy na szkoły w zakresie lat 3-18 (max 19 + z podatków).
    Szkoła zapewnia wszystko przy aktywnym, obowiązkowym udziale rodziców przez 6 dni w tygodniu.
    Jaki poziom wynagrodzeń dla nauczycieli w tak zorganizowanej szkole :
    plus /minus jak w gospodarce czyli rozpiętość od 0,8 - 3 średnich krajowych na rynku (bez budżetowców) na godzinę przy 30 godzinach zajęć lekcyjnych + 10 godz. zajęć w szkole (wychowawczo-opiekuńczo-organizacyjne).
    4. Nie wyobrażam sobie tzw korków, czyli szarej, demoralizującej młodzież, działalności gospodarczej nauczycieli.
    5. Muszą być zewnętrzne pomiary skuteczności działania szkoły (testy z wiedzy, badania równowagi emocjonalnej i odporności psychicznej, testy z rozwoju procesu myślenia i osobowości) i z tym powiązane wynagrodzenia.
    6. Finansowo efektywna organizacja czyli dwa, trzy szczeble :
    przedszkole z nauczaniem początkowym, szkoła podstawowa, szkoła średnia.
    Wszędzie zajęcia tzw. poza szkolne, lub przyszkolne (orliki, pływalnie, pracownie, modelarnie, kluby, kółka (religia w kościołach)).
    Dzisiaj bez sensu część rodziców spędza życie w samochodzie, wożąć dzieciaki na zajęcia pozalekcyjne.
    =======
    Dziecko to najlepsza życiowa, nie tylko finansowa inwestycja i nie wyobrażam sobie , aby je oddać na 8-10 godzin dziennie do dzisiejszych żłobków, przedszkoli czy szkół.
    ======
    Dom starców (taki w typie horroru) to zapłata dziecka za żłobek i błędy rodziców w wychowaniu.
    =====
    Wybór jest prosty :
    dziecko przed mercedesem, dziecko przed karierą (kariera nie ucieknie, a dziecko może odejść).






  • Gość: shuvar IP: 3.1.* / 10.21.116.* 14.12.10, 13:14
    sprostuję tylko 1 rzecz: wynagrodzenie za nadgodzinę, tzw 100%, jest liczone od podstawy wynagrodzenia, a tak na prawdę gros wypłaty to różnego rodzaju dodatki. nauczyciel kontraktowy, dostaje do ręki niecałe 1600PLN, ale podstawa wynagrodzenia jest duuużo niższa niż minimalne wynagrodzenie. dlatego uzupełnia się je dodatkami od prezydenta, burmistrza, wójta, ministra czy kogo tam jeszcze, dodatkami za dojazd, dodatkami za za słoną zupę i innymi duperelami. w efekcie za nadgodzinę nauczyciel kontraktowy w poznaniu, zamiast dostawać 200% wartości godzinnego wynagrodzenia dostaje ok.85%.

    poza tym nie może, wg karty nauczyciela, mieć więcej niż 9 nadgodzin tygodniowo - co daje maksymalnie 1,5 etatu przydziału.
    swoją drogą - te maksymalne 29 godzin lekcyjnych (30 w przypadku wychowawcy klasy) - dają 6 godzin lekcyjnych dziennie. nie wyobrażam sobie siebie w takiej pracy...
  • plendz 14.12.10, 15:15
    Ministerstwo powinno środki przeznaczone na te bzdurne badania wydać na projekt robota edukacyjnego. Taki robot pracowałby 6000 godzin tygodniowo, nawet w nocy, weekendy, święta i wakacje. Z braku dzieci wstawiałoby się go do sali od biologii, gdzie nauczałby roślinki, patyczaki i chomika. Później możnaby popracować nad robotem-uczniem, ktory chłonąłby wszystkie bzdury stosownie do ministerialnych programów. W takim zrobotyzowanym systemie nie byłoby problemów ze sztuczną inteligencją, niegrzecznym zachowaniem i ściąganiem, a jedynie z serwisem robotów (10 osób na robota) i administrowaniem (1000 osób na robota).
    To idealny system zwłaszcza w sytuacji, w której ministerstwo edukacji zastąpił... kalkulator...
  • Gość: Agata IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 10:22
    na pewno są tacy, co pracują dłużej, ale też nikt mi nie wmówi, że mój. np. pan od fizyki czy matematyki z liceum przygotowywał się 3 h do lekcji!W tych naukacj aż tyle się nie zmienia, a obaj jechali ze starcyh, pożółkłych notatek.
    Ja pracując w koncernie, za niezłe pieniądze też 40 h pracuję tylko teoretycznie. Nauczuciele czasami zapominają, że i ja muszę się dokształcać , cześto wyjeżdzać, a i branie pracy do domu jest raczej normą.
    No i policzyłabym średnio ilość godzin tygodniowych w skalu roku.. Ja mam tylko 26 dni urlopu :-)
    A tak w ogóle to jestem za tym, żeby nauczyciele zarabiali na maxa dużo, bo sama pamiętam ile od nich zależy. TYlko oczywiście nie wszysyc powinni być nauczycielami, a to już inna sprawa.. No i nie powinni też zapominać o dodaktowych przywilejach, które mają (np. wakacje)
  • boniek_82 14.12.10, 10:29
    Gość portalu: Agata napisał(a):

    > ielami, a to już inna sprawa.. No i nie powinni też zapominać o dodaktowych prz
    > ywilejach, które mają (np. wakacje)

    Po zabraniu wakacji zamiast odpoczywać mają dorabiać w kamieniołomach czy może kopać rowy? Bo dzieciaków (dla których istnieją wakacje) raczej w szkole w tym czasie nie zastaną.
  • Gość: Sajgon IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.12.10, 16:25
    Mogą sobie w tym czasie przygotować te wszystkie papiery, które rzekomo 3 godziny dziennie im zajmują :)
  • Gość: greg IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 19:03
    ażeś im powiedział- mają w wakacje sprawdzić klasówki z całego roku ze wszystkich klas i dopiero wtedy wystawić oceny. Masz jeszcze jakieś pomysły, Sajgon?


    Sajgon napisał(a):

    > Mogą sobie w tym czasie przygotować te wszystkie papiery, które rzekomo 3 godzi
    > ny dziennie im zajmują :)
  • Gość: shuvar IP: 3.1.* / 10.21.116.* 14.12.10, 10:52
    policzmy: 6 tygodni w wakacje, 2 tygodnie zimą + tydzień w święta = 9*5 = 45 dni.

    problem w tym, że oni (nauczyciele) mają ten czas już z góry rozpisany. i NIE MOGĄ wziąć urlopu wtedy, kiedy potrzebują (np. wigilia dziecka w przedszkolu albo jakaś inna okazja).

    poza tym nikt nie pisze o jeszcze jednej ważnej kwestii: nauczyciel, wedlug kn, w ramach etatu pozostaje do dyspozycji dyrektora szkoły 40 godzin w tygodniu, a jak dyrektor zagospodaruje te 40 godzin to już jego sprawa. w sobotę odbywa się międzyszkolny konkurs? zapraszamy do pracy w sobotę na np. 7 godzin - bez dodatkowego wynagrodzenia. a potem jeszcze parę godzin w domu sprawdzania prac konkursowych... takie rzeczy zdarzają się nader często.

    kto liczy wywiadówki, dyżury dla rodziców, oraz "drzwi otwarte"? w niektórych szkołach "drzwi otwarte" odbywają się przynajmniej raz w miesiącu, a oznaczają zostanie w pracy przynajmniej do 20:00...

    kto liczy rady nauczycielskie, które również pozostają w gestii dyrektora, który może, i często organizuje je co 4 tygodnie (w pracy j.w.)?

    kto liczy okienka w planie zajęć (w czasie których zazwyczaj się pracuje)?
    i od razu odrzucam argument o przerwach. czesto zdarza się, że dla nauczyciela 5 albo 10 minut nie wystarcza, żeby odnieść dziennik jednej klasy, zabrać drugiej, i udać się do sali. poza tym w czasie przerw są dyżury...

    a na koniec najlepsze: zastępstwa. dyrektor może zastępstwo nazwać nie "zastępstwem", ale "opieką nad klasą" i wtedy: VOILA! to nie jest nadgodzina! to wchodzi w te teoretycznie założone 40 godzin, a więc jest gratisowymi 45 minutami spędzonymi z 30 dzieci w szkole...

    p.s. nie jestem nauczycielem ;)
  • Gość: belfer IP: *.171.32.2.static.crowley.pl 14.12.10, 11:21
    Agato! To jeszcze napisz, ile zarabiasz i jakie masz warunki pracy. Wszyscy się wymądrzają, że nauczyciele mają lekką pracę. No to serdecznie zapraszam na zajęcia w gimnazjum. Bez mocnych nerwów, strun głosowych ze stali i słuchawek z aktywnym wygłuszaniem nie podchodź...
    Masz 26 dni urlopu. Ja - w teorii - ponad dwa miesiące. W teorii - bo pod koniec ferii zimowych i gdzieś w 3/4 wakacji letnich trzeba być w "aktywnej gotowości". Z tanich wakacji poza sezonem już nie skorzystam - bo nie dostanę urlopu podczas roku szkolnego (w tym urlopu "na żądanie"). Nie wiem jak inni nauczyciele - ale ja muszę się przygotować do zajęć, muszę po godzinach uzupełnić dzienniki, muszę uczestniczyć w zajęciach pozalekcyjnych (bezpłatnych) i czasami muszę iść na niespodziewane, pozaplanowe zastępstwo. O kartkówkach i zeszytach nie wspominając. Za to wszystko, na dzień dobry, dostaję ok. 1600 zł + okolicznościowe dodatki (w sumie dodatków wychodzi coś ok. 2000 zł na cały rok; w jednych szkołach mniej, a w innych - więcej).
  • Gość: agata IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 18:45
    Nie chodzi o to ile wynosi moja pensja.Proponuję porównać ile zarabiasz na godzinę przepracowaną w skali roku (wakację, święta itp). Nie chodzi o to, żeby nauczyciele nie zarabiali więcej. uważam, że nauczyciele i lekarze powinni być najlepiej opłacaną grupą zawodową. Chodzi o to, żebyście przestali się porównywać z innymi na poziomie, który nie pokazuje rzeczywistości. Uwzględnijcie liczbę godzin przepracowanych w skali roku - a wtedy wyjdzie, że te róznice nie są takie rażące. I szczerze- żałuję często, że nie jestem nauczycielem, bo ulorpu nie mogę dostać (ciąle mam zaległy), po dziecko gnam do przedszkola, żeby zdążyć je odebrać do 17.00, a potem i tak swoje nadrabiam wieczorem. proszę tylko o rzetelne pokazanie ile kosztuje przepracowana godzina. A odpoczywać powinni wszyscy, nie tylko belfrzy, jak się wypalisz (nawet w takim genialnym koncernie) to do widzenia.
  • Gość: greg IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 19:06
    nie zrozumiałaś słów belfra? "(nauczyciele) mają ten czas już z góry rozpisany. i NIE MOGĄ wziąć urlopu wtedy, kiedy potrzebują (np. wigilia dziecka w przedszkolu albo jakaś inna okazja). "

    gata napisał(a):
    ...żałuję często, że nie jestem nauczycielem, bo ulorpu nie mogę dostać...
  • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 15.12.10, 11:03
    "nikt mi nie wmówi, że mój. np. pan> od fizyki czy matematyki z liceum przygotowywał się 3 h do lekcji!W tych nauka aż tyle się nie zmienia, a obaj jechali ze starcyh, pożółkłych notatek"
    No właśnie, mówisz o czasach swojej młodości, skoro już pracujesz. Teraz w szkole taki np matematyk musi nieźle nagłówkować, jak przedstawić niektóre sprawy nie używając choćby języka logiki (bo ta już wypadła z programu), czy innych narzędzi matematycznych. Fizyk ma też sobie dać radę bez wielu narzedzi matematycznych, itp. Programy w szkole zmieniają się co chwilę a NIE MOŻNA wprowadzać nic ponad, bo zaraz zaprotestują co "bystrzejsi" rodzice w trosce, by ich dziecko się nie przepracowało....
  • l.george.l 14.12.10, 10:38
    Miałem w liceum nauczycielkę matematyki, która rozpoczynała lekcje nie z dzwonkiem, lecz wg swojego zegarka, a że jej zegarek chodził o minutę wcześniej niż woźnego, to ona czekała na uczniów w klasie i mierzyła srogim wzrokiem każdego, kto wchodził po dzwonku. Miałem na studiach wykładowcę, który nie uznawał kwadransa akademickiego i wyrzucał z sali na zbity pysk każdego, kto tej zasady nie rozumiał i usiłował wejść na wykład po godzinie zero. Kiedy więc moje dziecko żaliło mi się, że nauczyciele notorycznie spóźniają się na lekcje, poruszyłem tę sprawę na wywiadówce. Myślałem, że mnie wychowawczyni wzrokiem zabije. Co pan sobie myśli - usłyszałem. Jak ja mam rozpocząć punktualnie lekcję, skoro mam dyżur na korytarzu, zejść z niego nie mogę, bo odpowiadam za bezpieczeństwo dzieci podczas przerwy i dopiero po dzwonku mogę iść po dziennik, a jeszcze mi się herbata między lekcjami należy. Warto więc zadać sobie pytanie, ile z tych 18 etatowych godzin nauczyciel rzeczywiście spędza prowadząc w klasie zajęcia, a ile czasu umyka na chodzenie po dziennik, picie herbaty, papierosy, ploty, itp.

    --
    Homo est creator dei
  • Gość: shuvar IP: 3.1.* / 10.21.116.* 14.12.10, 10:56
    jeśli pani nauczycielka była protegowaną dyrektora to mogła się spóźniać na lekcje i pozwalać sobie na herbatę na przerwach.
    znam nauczycieli prowadzących dziennie 7-8 lekcji, którzy, żeby nie spóźnić się na lekcje przez te wszystkie godziny niczego nie piją/jedzą. a spędzają je cały czas na nogach, sporą część czasu mówiąc. życzę wszystkim takiej pracy.
  • plendz 14.12.10, 12:33
    Ja straciłem parę kilo starając się nie spóźniać na lekcje po dyżurach. Pracowałem w kilkupietrowym budynku, pokój nauczycielski był na dole, a jako "młody" dostawałem często dyżury i lekcje na górnych piętrach. Istnieje zakaz wysyłania po dziennik uczniów (wiecie, to nasze dobre, polskie zaufanie i szacunek wobec bliźnich, zasada domniemania winy itd.). Toteż po lekcji na 3. pietrze leciałem na dól zanieść dziennik, potem na dyżur na piętro 2. Po dyżurze na 2 piętrze, leciałem po dziennik na dół, po klucz jeszcze niżej, a potem na lekcję na 3. Kilka razy dziennika nie było, bo inny nauczyciel nie zdążył odnieść, kilka razy spóźniłem się na dyżur, bo nie chciałem by inny nauczyciel nie miał dziennika. Każde stwierdzone spóźnienie na dyżur albo na lekcję spotykało się z opr dyrekcji.
    Zgadzam się, że nie wszyscy nauczyciele pracują na maxa. Ale takim frajerom jak ja, którzy mieli chęci, ustrój szkolnictwa + regulacje wewnętrzne szybko to wybiły z głowy. Po kilku latach rzuciłem kredki, choć lubiłem uczniów i innych nauczycieli. Nie lubiłem polskiej szkoły...
  • ignacy280 14.12.10, 10:55
    Nauczyciel nawet jak pracuje 40h tygodniowo, to i tak nie może chyba marudzić. Ponieważ pracuje ok 35 tygodniu w roku. 35x40=1400h. Ja pracuje 44h w tygodniu w firmie ubezpieczeniowej (nieraz robota w domu, ale tego nie liczę). Tygodni po odliczeniu urlopów i dni wolnych jest ok 45. 44x45=1980h. Mam syna w szkole podstawowej i oni tam wiecznie mają "święto" ale tego nie odliczam, ponieważ w wywiadzie jest, że do tego też nauczyciel musi się przygotować. Również posiadam wiele kursów i szkoleń i w pracy ciągle wymagają dokształcania. A więc nauczycielu nie narzekaj!!!
  • Gość: belfer IP: *.171.32.2.static.crowley.pl 14.12.10, 11:25
    Napisz - ubezpieczycielu - ile zarabiasz. 1600? 1800? A może 2200 zł?
  • plendz 14.12.10, 12:16
    Sam pracowałem jako nauczyciel. Kiedy rozpocząłem pracę musiałem się strasznie dużo przygotowywać, żeby móc zapełnić opdowiednio te 40-45minut, a jako "młody" dostawałem takie grosze, że rodzice musieli mi pomagać. Wtedy, przez pierwszy rok ze spokojem wyrabiałem ok. 50h. Później było spokojniej, miałem porobione konspekty, za to problemem zaczął byc awans zawodowy, sprawozdawczość, zmieniające się formularze konspektów itd. (tysiące bzdurnych papierów, dziesiątki godzin wywalonych w błoto), do tego w dużej mierze idiotyczne rady pedagogiczne i uczniowie indywidualni, do których trzeba było dojechać.
    Dodatkowo stres i poczucie beznadziejności - w klasach było za dużo uczniów, było trudno z kimkolwiek popracować indywidualnie, pojawiały się dysproporcje w dystrybucji wiedzy;-)
    Do tego kretyńskie dyżury na korytarzach, zamiast odpocząć, pójść po dziennik musiałem stać i pilnować uczniów, jakby nie można było za to zapłacić opdowiednio przygotowanym wożnym, czy wychowacom bez obowiązków dydaktycznych.
    Po kilku latach odszedłem do pracy naukowej. Nie płacą lepiej, ale jestem bardziej autonomiczny i nie robię upokarzających dla wykształconego człowieka bzdur.
    Opisane badania są kretyńskie - zlecone przez ludzi, którzy szukają oszczędności tam, gdzie powinni inwestować. Czy ci kretyni sądzą, że nauczyciele poddani badaniu dobrowolnie powiedzą, że mieli tydzień bez kartkówek i przeczytali sobie dla przyjemności książkę? Że zajmowali się małymi dziećmi zamiast robić sprawozdanie albo przepisywać konspekt z jednego durnego formularza w drugi? I to wszystko przy niereguralnym, spowodowanym przeludnieniem szkoły, najeżonym " okienkami" i dyżurami w przerwach planie lekcji...
    Czy kretyni, którzy zaprojektowali to badanie oraz kretyni w ministerstwie chcą wyliczyć jednolitą stawkę roboczogodziny dla nauczycieli odmiennych przedmiotów?
    Na pewno ankiet i focusy, czy inne "socjologiczne" śmieszne metody nie pokażą prawdy, a jedynie blade odbicie sytuacji.
    Powinno się pilnować by nauczyciele pracowali "jak najbliżej" ucznia, w możliwie małych oddziałach klasowych, by przekazywali uczniom jak najbardziej istotne treści w interesujący sposób. By mieli pomoce dydaktyczne, by pokazywali doświadczenia, by nauczanie było interaktywne. By nauczyciel miał zakaz robienia nadgodzin i pracy na wielu etatach, lecz w zamian - by zarabiał godnie. To samo zresztą powinno się dziać w szkolnictwie wyższym, ale tam powinno się jeszcze umożliwić robienie prawdziwych badań, a tym którzy robią badania obniżyć pensum.
    Zawody nauczycielskie na wszystkich szczeblach mają newralgiczne znaczenie dla spoełeczeństwa. Źle zorganizowana szkoła, nauczyciel pozbawiony prestiżu i poczucia godności, durne programy nauczania i system egzaminacyjny - to wszystko pokazuje uczniom i studentom, że bylejakość jest normą, że bez wysiłku można to odklepać, że można zmarnować bezcenny czas najlepszych lat dzieciństwa i młodości w imię parametryzacji i wspólczynnika skolaryzacji, byle tylko w ministerstwach mieli poczucie, że słupki są w porządku. Nasi bylejacy absolwenci będą wytyczać losy naszego bylejakiego społeczeństwa i swoją bylejaką pracą niweczyć przyszłość bylejakich przyszłych pokoleń.
    A że nauczyciele mają dłuższe wakacje? Ja im nie zazdroszczę, bo wiem jak te wakacje są naładowane próbami odreagowania roku szkolnego, nadrobienia niedociągnięć i łapanianamiastki normalnego życia. Kto zabrania organizować szkoły letnie, aby dać uczniom możliwość nadrobienia zaległości, podniesienia poziomu, spędzania interesująco wolnego czasu? Nauczyciele chętnie by się tym zajęli, ale państwu żal pieniążków. Lepiej by uczniowie repetowali, niż wydać na nich dodatkowe środki.
    Marudzę (?) Ale przynajmniej w tej pracy poznałem ciekawych, inteligentnych ludzi z misją, wśród których trafiały się interesujące przypadki socjo- i psychopatologiczne;-)) Poznałem młode pokolenie - leni, cwaniaczków, balangowiczów, z których przy odrobinie serca i życzliwej uwagi wychodziły wspaniałe cechy - inteligencja, przedsiębiorczość, chęć niesienia pomocy, najdziwaczniejsze zainteresowania, poczucie humoru.
    Dlatego radzę rządzącym. Nie zaczynajcie robić rzeczy od d. strony. Najpierw pomyślcie jaka ma być szkoła, jaki ma być absolwent i jakiego do tego potrzeba zaplecza - materialnego i intelektualnego, a dopiero potem pomyślcie o pieniądzach, o wynagrodzeniach, o pensum. Może się wtedy okaże, że zamiast kupować kolejne "trefne" samoloty i czołgi, remontować po raz enty te same odcinki dróg i toalety, warto dać samorządom i uniwersytetom środki na "inwestycje w kapitał ludzki".
  • Gość: elektor IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 12:24
    Nic dodać, nic ująć!
  • Gość: dziadek2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.10, 12:55
    Ignacy280 - nie pozostaje Ci nic innego jak przekwalifikować się na nauczyciela. Wtedy nie będziesz musiał nic robić a będą Ci płacić PIENIĄŻKI!!!!
  • Gość: elektor IP: *.icpnet.pl 14.12.10, 12:03
    MEN, zamiast ważnymi sprawami dotyczacymi programów i ramowych planów nauczania wymyśla kolejne bzdury, doprowadza szkoły do absurdalnej biurokracji, absurdalnych ocen i rankingów, a potem przyznaje iracjonalne literki. Kompletny absurd! Nauczyciele nie są święci. Są lepsi i gorsi tak, jak w innych grupach zawodowych- miedzy innymi ministrów, dziennikarzy, kolejarzy, policjantów itd,itp. Gdzie tkwi problem? W ministerstwach mamy teoretyków - radosnych twórców, którzy nie mają pojęcia, jak wyglada praca w szkole, szczególnie w tych trudnych szkołach, a nie elitarnych liceach w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie, Krakowie itd.
  • plendz 14.12.10, 12:51
    Mogę tylko opdowiedzeć tym samym: nic dodać, nic ująć.
    Jasne, że Polska jest biednym krajem, ale czy będzie bogatsza od tego, że nuczycieli i wykładowców pozbawi się resztki poczucia godności przy ich śmiesznych zarobkach?
    Ministerstwo Edukacji i Ministerstwo Nauki powinny wymagać najlepszych kwalifikacji i najlepszej możliwej pracy z uczniami i studentami. Ale aby moc wymagać, najpierw muszą stworzyć najlepsze możliwe warunki pracy, a z tym się nigdy nie kwapiły. Bylejaka praca ministerstw i bylejakość proponowanych reform i regulacji nie pozostawiają złudzeń: oto kolejna ekipa nie chce się zmierzyć z problemami w całej ich rozciągłości. Chce za to ukryć bezradność za dymną zasłoną cyferek i wykresów oraz wskazać "winnych", na zasadzie "łapaj złodzieja".
    Czy ten rząd, jako pierwszy, nie może otwarcie powiedzieć :"Słuchajcie, nauka i edukacja nie są dla nas priorytetem, są za to smutną koniecznością, ponieważ chcemy, żeby nas brano za Europejczyków, a w rozwiniętych krajach nauka i edukacja istnieją. Ale to tylko 'ściema'"?
    Oto kolejny rząd, kolejne hasła zmiany i kolejna edycja kontynuacji macoszego traktowania nie tylko nauczycieli i naukowców, ale przede wszystkim dzieci i młodzieży.
  • Gość: czarek IP: 194.114.62.* 14.12.10, 13:18
    i znów się kłócą, ech!


    Nauczyciele pracują w tygodniu 30-40 godzin.
    Liczenie czasu pracy mija się z celem. Kiedyś przeprowadzono takie badanie w UM w Zielonej Górze (wyszło, że niektórzy pracują 80h, a inni 20h).
  • ignacy280 14.12.10, 13:32
    I jak to zawsze bywa, mamy grupę broniących się nauczycieli i całą resztę która jest niby przeciwna. A to nie tak. Ktoś z forum zarzuca mi, że mam się przekwalifikować i zacząć uczyć. Ja mogę odbić piłeczkę i powiedzieć, że nauczyciel jak za mało zarabia i ma za mało czasu na życie rodzinne bez stresu to też może zostać agentem ubezpieczeniowym. Z poprzedniej pracy (pracowałem kiedyś w ksero) wiem bo widziałem, jak u niektórych nauczycieli wygląda pisanie konspektów czy planów ramowych na nowy rok szkolny (często pomagałem coś takiego wyprodukować na kserokopiarce, pewnie niektórzy nauczyciele wiedzą o czym piszę).
    co do zarobków to ja jestem za tym by nauczyciele zarabiali jak najwięcej. Jestem też za tym aby dużo zarabiali górnicy, lekarze, sprzedawcy, prywaciarze. Ogólnie jestem za tym aby wszyscy zarabiali jak najwięcej. Ale taki kraj, gdzie każdy zarabia dużo chyba nie istnieje. A więc powtórze mój apel. Nauczycielu nie narzekaj. ucz moje i twoje dzieci tak by wyrosły na mądrych ludzi i tak rządziły tym krajem by wszystkim żyło nam się lepiej i dostatniej
  • Gość: B IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.10, 13:42
    Kolejny artykuł z cyklu szczujemy jedne grupy zawodowe na drugich.

    Niech plebs się wyszczeka ,władza wyżywi się zawsze.

    A banda tumanów skacze sobie do ryjów.

  • plendz 14.12.10, 15:41
    Ja Tobie powiem tak: kiedy chodziłem do szkoły, to nie rozumiałem (podobnie zapewne jak Ty) na co mi to wszystko. Na przedmiotach, których nie lubiłem ziewałem, spałem, czytałem po kryjomu książki, realizowałem swój własny program. Na fizyce i chemii nie było doświadczeń, więc z kolegami sami budowaliśmy różne "urządzenia" i je wysadzaliśmy, tudzież zrzucaliśmy itd. Szkoła była do d., nauczyciele realizowali denne programy, jak się chciałem czegoś nauczyć, to się nauczyłem... we własnym zakresie. W szkole jechałem na ocenach wystarczających (zazwyczaj) do bezstresowej promocji i na opinii (co nie zawsze było dobre dla ocen).
    Potem przeszedłem na drugą stronę, zobaczyłem jak system wypala nauczycieli zawodowo i odbiera im najlepsze chęci (na szczęście nie wszystkim). Ilość bzdur i nonsensów, wypełnionej makulatury, niepotrzebnych stresów i konfliktów była zastraszająca. Dla zarządców (od wicedyrektora w górę) ważne było tylko to, żeby papierki były w porządku. Uczeń był złem koniecznym, niezbędnym, ale tylko dodatkiem, a właściwie numerkiem w statystyce, który generował kolejne statystyki, które następnie zamieniały się w pieniążki. Ilość tych pieniążków nie miała nic wspólnego z nakładem pracy, jej jakością, z inwencją nauczycieli. Kiedy miałem fajny pomysł, to natychmiast wybijała mi go z głowy biurokracja (autorski program nauczania, formularze do wypełnienia w celu zorganizowania wyjścia do pobliskiego muzeum itd.). Na wypłaty spoglądałem z odczuciami Adasia Miauczyńskiego z "Dnia świra".
    Ile zatem pracuje nauczyciel? Efektywnie mniej niż powinien, a bezsensownie więcej niż powinien;-) Ministerstwo nie wnika w sensowność pracy, tylko chce, żeby nie było za drogo i żeby się na papierze zgadzało. Dlatego kwitnie produkcja statystyk, zawyżanie średnich oraz zaniżanie stopnia trudności egzaminów.
    Toteż uważam, że nasz system edukacyjny to w wielu przypadkach fasada, marnowanie czasu uczniów i nauczycieli. Jeśli nauczyciel nie ma zaplecza w postaci bogatego małżonka lub rodziców, to jest mu ciężko - podobnie, jeśli uczeń, tak jak ja, nie ma zapecza w postaci światłej rodziny, która zachęca do czytania książek, podrózy, uczenia się dla siebie i dofinansowuje jego naukę od poziomu podstawówki - to w tym systemie robi za numerek statystyczny. A jeśli, tak jak ja, ma swoje zainteresowania, które rozwija dla siebie, nie boi się zadawać pytań i dyskutować z nauczycielami, to jest takim dziwadłem, że jedni nauczyciele go kochają, a inni zwalczają (za arogancję i bezczelność).
    Szkoła u nas istnieje, bo to taka "tradycja", ale czas przyznać, że prawie nikt jej nie lubi i prawie nikt nie wie co z nią zrobić (a jak wie, to nie powie). To siła innercji... Socjolog tłumaczący frekwencję wyborczą i preferencje w glosowaniu dawnymi zaborami, nie wahałby się zapewne stwierdzić, że Polacy nie lubią szkoły i nie inwestują w powszechny system edukacyjny, bo narzucili go zaborcy;-)) To idiotyzm, ale dziwne, że jeszcze nikt na to nie wpadł - TVN24 na pewno by to puścił;-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka