Dodaj do ulubionych

Czy warto wspierać humanistów? Teatrolog bije ...

19.01.11, 12:12
Problem polega na tym że studenci kierunków które powszechnie uznaje się za humanistyczne zwykle nie grzeszą inteligencją, ani "myśleniem w sposób krytyczny".

Nie oszukujmy się, na socjologii, politoligii, historii sztuki czy bibliotekoznawstwie itp. są w większości mało rozgarnięci osobnicy, którzy liczą na 5 lat wakacji na koszt rodziców.

Prawdziwi humaniści studiują przedmioty ścisłe a w czasie wolnym rozwijają swoją wrażliwość artystyczną.


Edytor zaawansowany
  • brzmski 19.01.11, 12:22
    myślące społeczeństwo - biadoli teatrolog; a komu, na sermater, kogo to?; grunt, że pijarowskie słupki jak jaki pal... słupnika, szymona, na którym żywota dokonał;
  • Gość: bydłoszewski IP: 83.238.194.* 19.01.11, 12:39
    Bidule Ci pseudo humaniści - nie liczcie na POkraki. Z oceną waszego POziomu wyrażonym wyżej zgadzam się w zupełności. Przecież POkracznym o nic innego nie chodzi by bezkrytycznie łykać PAPKĘ przygotowaną przez zawłąszczone mendia i by te odmużdżone lemingi włąsnie były bezkrytyczne i ulepione na POdobieństwo POKracznych oszustów i złodziei
  • Gość: ala123 IP: *.49.classcom.pl 19.01.11, 12:45
    Ja myślę, że nie należy Polaków dzielić w związku z ukończonym kierunkiem studiów - miernoty są wszędzie, nawet po matematyce czy fizyce - a humanistą się jest ze względu za reprezentowane przez siebie wartości.
    Spychanie nauk humanistycznych na margines doprowadzi a właściwie już doprowadziło do głębokiego kryzysu wartości. Czy tego chcemy dla Polski? Pseudokibice już pokazują jakie wartości są na topie ... co będzie dalej?
  • moa.k 20.01.11, 18:37
    Masz rację, ci kibole to są przecież w dużej większości absolwenci politechnik!
  • Gość: H2O IP: *.croy.cable.virginmedia.com 19.01.11, 12:46
    "Humanistyka" to wisienka na torcie - bez tortu nie ma sensu.
    Po latach dominacji technokratów (za komuny), wahadło przegięło się w drugą stronę i wisienki przywaliły tort.
    Jak zwykle rozwiązania 0/1 są bezsensu - ważne są proporcje. Humanistyka musi być dodatkiem do Technologii. Ale brutalna prawda jest taka, że to humaniści decydują i popierają swoją korporację. Ponad to wyhodowanie humanisty jest dużo tańsze i prostsze niż technokraty.
    Studenci, też wolą humanistykę bo jest nieporównanie łatwiejsza niż nauki ścisłe.
    Humanistyka daje większą szansę na "karierę" ponieważ otwiera cała gamę zawodów - technokrata ma zawężone do swojej dziedziny możliwości. Ponad to technokraci są dyskryminowani przez humanistów-przełożonych-pracodawców-urzędników. Wysokie stanowiska są w zasadzie zarezerwowane dla humanistów.

    ps. Sam jestem 2 w 1 technokrata/humanista i tylko takie połączenie uważam za odpowiednie, bo daje całościowe spojrzenie na rzeczywistość. Humanistyka nie istnieje bez technologii, a technologia gubi się bez humanistyki... ale najważniejsze są proporcje.
  • Gość: lolek IP: *.icpnet.pl 19.01.11, 22:28
    Nauki humanistyczne są nieporównywalnie łatwiejsze??? Chyba w Wyższych Szkołach Gotowania Kisielu! Faktycznie studenci polibudy znani są z tego, że uczą się non stop bez przerw, nie? Nawet jest parę dowcipów na ten temat...
  • gunga.din 19.01.11, 12:56
    ...skoro potem zostają pismakami i to nie tęgimi, nawet po20 latach pracy. Niech od razu szukają pracy - jak absolwentki dziennikarstwa czy socjologii - na stacjach benzynowych. Ba, karierę tam probują robić pono i studenci prof. Rycharda z elitarnej Psychologii Społecznej. Aby pozbyć się śmieci pn. dziennikarze-googlarze z tego nader odpowiedzialnego i ważnego dla demokracji (>K.Popper) zawodu - należałoby wprowadzić dla nich obowiązkowe robienie doktoratu - jak w Niemczech w latach 60. Lepiej żeby zakuwali - inwestując w siebie - niż furt wypisywali pierdoły, od których można puścić pawia. Albo kłapali dziobem glupoty do kamer i mikrofonów. Od razu podnióslby się np. poziom "Rzepy", gdyby jej gwiada WILDSTEIN przynajmniej zrobił jakieś magisterium. Bo POSPIESZALSKIEMU nić już niepomoże, ale on ma zapasowy zawód (gitarzysty i basisty słynnego zespołu ŁUBUDU)
  • pamejudd 19.01.11, 13:36
    Reszty belkotu nie chce mi sie komentowac.



    --
    en.wikipedia.org/wiki/Web_brigades
  • Gość: Giga IP: *.dynamic.chello.pl 19.01.11, 20:20
    No, właśnie... Też słyszałam. Jakiegoś orginalnego fakultetu - chędologii czy tak jakoś, co nie?
  • pamejudd 21.01.11, 12:33
    Rzeczywiscie - wyglada na to ze studiow jednak nie ukonczyl.

    Coz za nieuk...


    --
    Korea Polnocna - za zaslona
  • Gość: z UAM IP: *.icpnet.pl 19.01.11, 13:09
    Bzdura, ze uczelnia nie finansuje. Na innych wydzialach humanistycznych doktoranci jezdza na konferencje zagraniczne i nie ma z tym problemu. Polonisci nie finansuja, bo maja inne priorytety. Przeciez polonistyka w Polsce jest najlepsza na swiecie, wiec po co jezdzic za granice? Pretensje mozecie miec tylko do wlasnego wydzialu.
  • pamejudd 19.01.11, 13:15
    ...doskonale widac w pseudonaukowych bredniach, na jakie daja sie lapac.

    Dobrym przykladem jest twor zwany Pracownia Pytan Granicznych przy UAM (graniczne.amu.edu.pl )


    Jestem zdecydowanym zwolennikiem wprowadzenie samofinansowania ich (nieukow ukrywajacych sie pod plaszczykiem "humanistyki") "instytucji badawczych" przy jednoczesnym obcieciu im dotacji z budzetu panstwa.



    --
    www.religiapokoju.blox.pl
  • redix68 19.01.11, 13:17
    Pieniądze idą na badania, żeby podnieść poziom technologiczny gospodarki. Inna rzecz jak są wydawane. Ale idea jest słuszna i przerabiana w wielu krajach. No i kasa jest dla studentów, bo nikt nie widział sensu męczyć się na studiach ścisłych. Tu też działa rynek, studenci kierunków ścisłych poświęcić więcej czasu na studia a ich koledzy z lżejszych kierunków dorabiali sobie w tym czasie.
    Konkretnie na co Pan Profesor chce dostać te pieniądze? Bo jeśli są projekty podnoszące tzw. jakość społeczeństwa (?), to jestem za pieniędzmi dla tych badań. Ale już nie dla studentów kierunków humanistycznych.
  • szatek100 19.01.11, 13:37
    JAKO HUMANISTA POZWOLĘ SOBIE SKOMENTOWAĆ TREŚĆ ARTYKUŁU A TAKŻE OGÓLNE ZAŁOŻENIA NASZEGO SYSTEMU EDUKACJI

    Zainteresowanym polecam lekturę tej książki

    www.poczytaj.pl/38486
    Uprzedzając wynurzenia mędrców zaznaczam, że nie są to "lewackie brednie" lecz dzieło profesora London School of Economics, które swego czasu zostało uznane przez pisma The Economist, Business Week oraz New Statesman za książkę roku.

    Autor przywołuje m.in. wyniki badań, których autorzy ubolewają, że w 2010 roku aż 40% 25 latków będzie miało wykształcenie na poziomie college-u, gdy tymczasem miejsc pracy wymagajacych takich kwalifikacji będzie 20%.POWTARZAM - 20%.

    Nie zapominajcie, że mówimy tu o gospodarce generującej PKB na mieszkańca w wysokości 47 tys. dolarów (w Polsce 19 tys a i to po przeliczeniu przez ppp). Mówimy też o kraju, który według danych Eurostat w przeliczeniu na milion mieszkańców zgłasza do Europejskiego Biura Patentowego (które przecież nie jest "ojczyste") 320 aplikacji (Polska - 3,2 hahaha)

    Mówimy wreszcie o kraju, w którym siedziby mają nielzliczone korporacje a rynek prawny czy finansowy jest bez porównania lapiej rozwinięty, niż w Polsce

    POWTARZAM - 20% MIEJSC PRACY WYMAGA SKOŃCZENIA COLLEGE-U

    Pamiętajcie, że college nie daje tytułu magistra. Pamiętajcie też, że oprócz "technicznych" we wskazanej wyżej kategorii mieszczą się tez:
    - lekarze, farmaceuci, pielęgniarki
    - adwokaci, notariusze, prokuratorzy, sędziowie
    - nauczyciele wszelkiej maści
    - część urzędników i innych pracowników publicznych
    - inne, nieraz egzotyczne zawody.

    Ile zatem z tych 20% stanowią inżynierowie ? - połowę, jedną trzecią, jedną dziesiątą?

    Skoro w USA 20% posad wymaga college-u, to jak ten współczynnik kształtuje się w zacofanej Polsce, gdzie nie ma technologii, zarządów czy rozwiniętych usług?

    Nasze "elity" od dwudziestu lat wciskają kit młodzieży sugerując, że brak perspektyw to w istocie wina ich "niedostosowania do rynku pracy", które w domyśle wynikać ma z lenistwa bądź też nieodpowiedzialności.

    Dekadę temu nierząd Buzka (albo, stosując synonim - "rząd katastrofy narodowej") w ramach jednej ze swoich pamiętnych "reform" i przy czynnym współudziale usłuznych mediów zaczął wciskać młodzieży i rodzicom, że skończenie studium będzie warunkiem niezbędnym do zdobycia przyzwoitej pracy. Piętnowano przy tym zawody typowo rzemieślnicze wskazując je, jako gwarancję bezrobocia i przeznaczenie ludzi z marginesu spolecznego. Liczba chętnych do zdobycia wyższego wyksztalcenia zaczęła rosnąc w postepie geometrycznym. Efekt? Dziś Polska zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem odsetka studiującej młodzieży. Wyprzedzają nas (o ile dobrze pamiętam) jedynie USA, Kanada i Słowacja. Dwa pierwsze z wymienionych krajów są od nas bez porównania lepiej rozwinięte- ten trzeci jest równie "mądrze" zarządzany, co Polska.

    W chwili obecnej zbieramy żniwa pomysłów ekipy Pana Buzka. Doszło do kuriozalnego przewartościowania na rynku pracy, gdzie absolwent uniwersytetu nie może często znaleźć jakiejkolwiek pracy (a jak ją już znajdzie, to jest często żenująco płatna- pomimo odpowiedzialności i wymaganych kwalifikacji), natomiast operator spychacza czy koparki przebiera w ofertach z wynagrodzeniem znacznie ponad wysokość średniej krajowej.

    Widząc swoją kompromitację, nasze "autorytety" (popierające do niedawna masową scholaryzację) zaczęły głosić, że młodzież sama sobie jest winna, gdyż nie wybierała kierunki humanistyczne bądź społeczne zamiast technicznych. Zaczęło się przekręcania wahadła w stronę politechnik.
    W związku z faktami, które opisałem w pierwszej częsci mojego wywodu, stwierdzam, że efekt tych wysiłków jest łatwy do przewidzenia - armia bezrobotnych bądź wykonujących prace poniżej kwalifikacji inżynierów. Tak naprawdę na konfitury moga liczyć jedynie absolwenci kierunków związanych z informatyką bądź telekomunikacją a także budowlańcy/ drogowcy (jesli mają kogoś, kto "wkręci" ich do zawodu). Reszta znajdzie się w sytuacji jeszcze gorszej, niz duza cześć dzisiejszych humanistów. Oni przynajmniej rozszerzyli horyzonty (pod warunkiem oczywiście, że studiowali a nie balowali). Inżynier natomiast pozostanie ze specjalistyczną wiedzą, która będzie bezużyteczna na rynku pracy, gdzie 70% zatrudnienia generują usługi. Koszty nauki dla państwa również będą dużo wyższe, niż dotychczas.

    "Reforma" Buzka, podobnie jak i dzisiejszy owczy pęd na politechniki ma tylko jeden cel - wcisnąć młodzież na 5 lat do "zamrażarki", by obniżała statystyki bezrobocia a także ukrycie prawdziwego powodu nieszcześć młodych, którymi są przeprowadzone w duchu bolszewizmu neoliberalne "reformy". Polska jest krajem, gdzie 1/3 społeczeństwa odnosi materialny sukces(tutaj często mamy do czynienia z róznego rodzaju "rezerwacjami" dla krewnych i znajomych), 1/3 walczy każdego dnia o mozliwość wykonywania podstawowych funkcji społecznych (założenie rodziny, wychowanie dzieci) a ostatnia 1/3 leży z twarzą w błocie. ŻADNE CUDA Z MANIPULOWANIEM STRUKTURĄ WYKSZTAŁCENIA TEGO NIE ZMIENIĄ




    --
    =======================================================
    Cześć Zbyszek
  • szatek100 19.01.11, 13:41
    PISZĄC W POŚPIECHU GUBIĘ CZASEM ZNACZACE FAKTY- Oczywiście w USA 20% miejsc pracy wymaga skończenia college-u. Mam nadzieję, że się domyślicie

    pzdr
    --
    =======================================================
    Cześć Zbyszek
  • Gość: serine IP: *.adsl.inetia.pl 19.01.11, 21:24
    dzieki za ksiazke, chetnie poczytam.
  • Gość: janek IP: 213.155.191.* 19.01.11, 14:05
    dokładnie to chciałem podkreślić. Jakim humanistom (czyli wszechstronnym umysłem) jest osoba, która mieni się takim być, a na pytanie co z podstawami matematyki czy fizyki (ale no na prawdę podstawy jak prawo Archimedesa albo odchylenie standardowe) odpowiada, że ona nie musi wiedzieć o co chodzi, bo jest humanistą. Ja się pytam jaki to humanista (człowiek o szerokich horyzontach), który ma takie ograniczenia? No, przecież to czyste lenistwo, a nie chęć poznawania świata.
    Poza tym nie ma takich wielkich problemów w naukach humanistycznych jakimi są ekonomia lub zarządzanie. Tak wiem, często wiele tam cyferek, więc pewno dla wielu "humanistów" to będzie szok, że to też się mieści w naukach humanistycznych. Ci humaniści jakoś są potrzebni społeczeństwo, nikt nie psioczy (i tak poradzą sobie przecież w życiu), że obcina się im dofinansowanie itp..
    Humaniści sobie trochę na to sami zapracowali. Trzeba było napompowywać wielkość wydziałów, liczbę studentów w nieograniczony sposób? I to kosztem poziomu kształcenia? A teraz ktoś wreszcie policzył i doszedł do wniosku, że tak dłużej się nie da. Nie da się aby utrzymywać kolejnego socjalistycznego molocha w polskim państwie. Ta kwestia, że ma się zatrudnienie dożywotnie na Uniwerkach po osiągnięciu pewnego poziomu. Przecież to kpina. Jest praca to ludzie ją powinni mieć. Jak nie ma to trzeba sobie znaleźć coś nowego. Ale co? Okazuję się, że to właśnie większość humanistów nie jest (także kadry akademickiej) sobie w stanie poradzić na rynku. To ja się pytam jakimi oni są specjalistami? Przecież nawet jak znasz się super na jakiejś historii średniowiecza, albo np. teorii języka, albo doskonale znasz język, albo jesteś wspaniałym krytykiem literackim to znajdziesz pracę, bo ludzie będą zawsze potrzebować Twoich usług. Chyba, że jednak jesteś słabym specjalistą a siedzisz na uczelni, bo to przytulne gniazdko, nikt nie wymaga niczego a nie ma praktycznie możliwości aby Cię usunąć. No tak... Gratulować ambicji jak na naukowca. Jak na humanistę także.
    Dlaczego jest tak, że ja (fakt laureat olimpiady historycznej w podstawówce, a oprócz tego geograficznej w liceum) nie studiując kierunku humanistycznego (skończyłem dwa kierunki przyrodnicze) mam często lepsze pojęcie o historii najnowszej (a to nie jest mój konik) niż spotykani przeze mnie absolwenci np. historii, stosunków międzynarodowych, politologii? I to nie jest nic nadzwyczajnego. Ja się pytam po co nam tacy specjaliści? No po co? Płacić przez 5 lat na takich obiboków?
    Pytam się jakie były osiągnięcia naukowe humanistów w tym czasie, kiedy było lepsze finansowanie ich nauk? Praktycznie żadne. A mniej dofinansowywane nauki ścisłe (przyrodnicze, techniczne i medyczne) decydowały o znaczeniu polskiej nauki w Świecie. Polska humanistyka jest dużo słabiej znana na Świecie niż np. polscy chemicy, astronomowie, matematycy itp.. Ostatnio słyszało się np. o publikacjach polaków w Nature czy Science i były to publikacje z dziedzin "ścisłych". A Humaniści to gdzie są słyszani? Tak wiem, że inaczej wygląda sprawa czasopism w tych dziedzinach. Ok. Ale co w takim razie z pisanymi przez polskich humanistów monografiami? Czy są tak wspaniale cytowani jak np. pan Florida? No?!
    Pytam się dlaczego z naszych podatków mają być dofinasowywane wygodne życie ludzi na uczelni, którzy nie przyczyniają się do podnoszenia dobrotytu społeczeństwa? Ilu profesorów, doktorów trzeba teraz utrzymywać na uczelniach mimo, że aby zapewnić wykształcenie mniejszej liczbie studentów, tych profesorów mogłoby być mniej. Przecież ktoś za to wszystko musi zapłacić. Zapłacić równa się zabrać komuś innemu bo z pustego to i Salomon nie naleje.
    Ba przez kreację marzeń młodych ludzi, które nigdy nie mogą się spełnić (bo rynek jest taki jak jest) szkodzą oni Polsce. Tak, mam odwagę tak powiedzieć w imieniu tej ogromnej rzeszy bezrobotnych, którzy teraz siedzą w Anglii albo gdzieś indziej w Europie na zmywaku. No albo na bezrobociu w Polsce. Zastanówcie się czy nie szkodzicie Polsce.
    Nie mówię, że wszyscy humaniści, w tym humaniści prawdziwi nie są potrzebni. Ależ są i to bardzo! Tylko, że trzeba być prawdziwym humanistą a nie obibokiem. Nie chcę rozstrzygać kto konkretnie nim jest, a kto nim nie jest. Chodzi mi o zwrócenie uwagi na to, że jest pewien problem i te pomysły reform skadś się wzięły i w wielu miejscach w idei są słuszne. Oczywiście nie chodzi o "wylewanie dziecka z kąpielą". Problem jest jednak taki, że środki są ograniczone i trzeba teraz wspierać te dziedziny, które do tej pory były pomijane (i miało to negatywne konsekwencje dla Polski). Jest potrzebne znalezienie rozwiązania dla tych problemów, które opisałem wyżej. Jakiś program powinien być w tym miejscu stworzony ale trzeba sobie powiedzieć jasno, że liczba absolwentów (a właściwie dotacji do nich) takich kierunków powinna być zmniejszona. I to redukcję powinny być w tym zakresie znaczne. Może to np. oznaczać, że doktorantów powinno być nie 30 na jednym wydziale na roku ale np. 5. No ale wtedy dla tych 5 doktorantów będzie się dało znaleźć pieniądze (i to nawet całkiem sensowne). Pytanie czy stać nas na wielu pseudonaukowców? Czy nie opłaca się nam mieć ich mniej ale sensownych niż takich, co pracują tyle co praktycznie nic (i nic z tego nie mają). Oczywiście chodzi tutaj o pozostawienie swobody w ocenie, kto bardziej się sprawdza, a kto mniej. To kompletnie nie jest broszka kogoś z zewnątrz. Mając sensowne pieniądze naukowcy (w tym humaniści) będą mieć czas i możliwości prowadzenia sensownych badań. Niestety czasem trzeba uciąć i aby coś mogło urosnąć. I trzeba pod tym względem dać jasny sygnał. W sumie Wy jako humaniści i tak przecież wiecie więcej na ten temat ;)
  • plendz 19.01.11, 14:22
    W dzisiejszych czasach zacierają się granice między dyscyplinami humanistycznymi, sama zaś humanistyka w wielu aspektach wchodzi na obszar nauk ścisłych, bądź też jest przez nie wspierana/uzupełniana.
    Istnieje jednak duże niebezpieczeństwo zaniedbania części obszarów badawczych. W krajach takich jak nasz, rozwijających się, czy przeżywających transformację rządzący i "opiniotwórcy" często nie orientują się w kulturo-, czy wręcz "gospodarkotwórczej" roli nauki i wolności badań naukowych. Wydaje się im, że sens mają jedynie te badania, które w krótkim czasie przynoszą profity, lub "wyraźne" odpowiedzi. Czytają gazety i widzą "amerykańscy uczeni odkryli...", albo "brytyjscy naukowcy opatentowali" i chcą to czytać o nas (vide poglądy J. Żakowskiego, czy min. Kudryckiej) - chcą byśmy się ścigali na patenty, cytowania, punkty i byli pierwsi w kosmosie, lecz z drugiej strony nie widzą potrzeby wydawania pieniędzy na naukę jako taką.
    Wolą się uznać za fachowców od wszystkiego i wskazać "to jest potrzebne a tamto - nie (bo nie rozumiem, albo wydaje się niepoważne)". Stąd kuriozalne w skali świata rozwiniętego ograniczanie tematów wspieranych w humanistyce do "polskich". Mamy konkurować z humanistami z całego świata na cytowania i prestiż w wiedzy o Polsce, czy też jesteśmy zainteresowani zrozumieniem natury ludzkiej, kultury i społeczeństwa w kategoriach ogólnych?
    Czy Z. Bauman ze swoimi zainteresowaniami i refleksjami miałby szanse przebić się do światowej czołówki pracując w Polsce? Nie sądzę - nie miałby na udział w konferencjach, nie miałby na najnowszą literaturę, nie miałby czasu na pisanie książek (musiałby wykładać chałtury by przeżyć na emeryturze). Podobnie Leszek Kołakowski i cały szereg innych.
    Nasze rządy od lat ignorują własne zobowiązania międzynarodowe dotyczące rozwoju nauki i przeznaczania na nią środków. Obecnie resort finansów "opracował" prognozę, iż w roku 2020!!! będziemy przeznaczać na naukę o połowę mniej środków niż średnio w UE...
    Jednocześnie rząd i jego zaplecze parlamentarne kontynułuje praktykę poprzedników i odrzucił projekt zrównania zarobków w PAN i PAU z zarobkami na uniwersytetach pomimo faktu, iż to w akademiach osiąga się o wiele lepsze "współczynniki parametryczne" (lepsze efekty badań i publikacje) i wpisania do ustawy o PAN dydaktyki, której brak uzasadniał ponoć dysproporcje. Obecnie w PAN i PAU większość adiunktów zarabia ok. 1500 netto, podczas gdy na uniwersytetach ok. 2700 PLN. Podniesienie zarobków akademikom do postulowanego pułapu kosztowałoby ok. 30 mln rocznie, czyli dwukrotnie mniej niż PO "zaoszczędziła" z dotacji partyjnej od początku kadencji, albo tyle ile kosztuje mniej więcej 1 km autostrady... albo 20 orlików...
    I o czym tu rozmawiamy? O priorytetach przyjętych w rozwoju RP. Nauka dla rządzących nie jest tak naprawdę istotna. Nie rozumieją, czy wręcz "nie rozumią", iż dobrze wykszatłcony obywatel to nie tylko pieniądze wydane na jego rozwój (w większości nie przez państwo, ale przez rodzinę), lecz pewien zestaw postaw, który ułatwia rozwój jego społeczności lokalnej, a także generuje i umożliwia rozwój na arenie międzynarodowej całemu państwu. I nie ma znaczenia czy to fizyk, czy historyk - ważna jest klasa człowieka, jego rzutkość, skala zainteresowań, gotowość do aktywności obywatelskiej, umiejętność innowacyjnego myślenia i korzystania z międzynarodowych projektów, tworzenia nowych miejsc pracy.
    Nawet "dziwak" zajmujący się pyłkiem na skrzydełku motyla wnosi swój wkład w nasze rozumienie praw rządzących światem, choć trudno wykazać jakie to ma znaczenie dla PKB, czy "polskiego dziedzictwa narodowego". Jego badania mogą się okazać przełomowe za np. 30 lat, albo za 300... Człowiek, który realizując swe pasje życiowe bada np. obrzędowość Dogonów, czy wymianę w Melanezji, ma mikre szanse na znalezienie zrozumienia w oczach ludzi odpowiedzialnych z naukę w dzisiejszej Polsce, a przypomnijmy, iż Bronisław Malinowski, właśnie po badaniach melanezyjskich przyczynił się pierwszorzędnie do budowy nowoczesnych nauk społecznych... jako naukowiec brytyjski.
    Stoimy zaściankiem i zaściankowe toczymy dysputy. Wolimy wydawać miliardy na armię (jak donoszą media, same nieprawidłowości przy przetargach kosztowały nas 0,5 miliarda PLN) niż na własny rozwój. Wolimy toczyć dyskusję o wyrazie twarzy "Prezesa" niż o przyszłości naszych dzieci. Problem OFE jest spychany przez raport MAKu. Problem "reformy nauki" nigdy na dobre nie zagościł w mediach bo ważniejsze były "krzesła", czy wzajemne połajanki poselskie.
    Dla poprawy nastrojów ewentualnych Czytelników powiem, że jestem szczęśliwy z bycia polskim naukowcem i realizuję się w tej pracy. Jestem humanistą (co może ginie w stylistyce pośpiesznego języka forum) i jakoś sobie radzę. Wiem jednak, że zrozumienie naszych naukowych potrzeb finansowych przyniesie podniesienie poziomu polskiej nauki i prestiżu Polski w świecie.
  • nika_j 19.01.11, 14:47
    Po pierwsze - zaproszenie do udziału w konferencji dostaje się wtedy, kiedy jest się zapraszanym jako specjalista i wtedy się za udział nie płaci. Każdy, kto jest w stanie przedstawić poprawne streszczenie i zapłaci za przyjazd, może wziąć udział w konferencji. Ale doktorant ma prawo tego nie wiedzieć. Jesli doktorant chce miec pieniądze na takie ekscesy jak wyjazd za granicę w celu prezentacji wyników, to musi sobie znaleźć albo grant, albo promotora z dostepem do pieniędzy, taka jest prawda. A żeby dostać grant, trzeba publikować. A ile publikacji w zagranicznych czasopismach ma na koncie pan teatrolog? Moge uspokoić pana teatrologa, że równiez doktoranci z nauk ścisłych i technicznych maja problem ze zdobyciem pieniędzy na wyjazdy zagraniczne. Tym bardzije, że takie wyjazdy nijak się ni przekładaja na punkty do oceny dorobku naukowego. Pracownik naukowy powinien siedzieć na d...ie i pisac publikacje, bo wtedy jego uczelnia dostanie kasę według przelicznika.
  • Gość: humanista IP: *.dynamic.chello.pl 19.01.11, 19:38
    1. Nieprawda, że każdy, kto wyśle abstrakt, może wziąć udział w konferencji. Skąd taka wiedza? Większość istotnych międzynarodowych konferencji wymaga wniesienia opłaty przez wszystkich jej uczestników - również najwybitniejszych profesorów - a przyjętych zostanie najwyżej niewielki procent najlepszych wystąpień. Każdy może przyjechać i przysłuchiwać się wystąpieniom, ale to nie to samo. Natomiast konferencje, w których biorą udział wyłącznie zaproszeni specjaliści nie mają charakteru otwartych konkursów abstraktów. I wie to każdy, kto kiedykolwiek miał coś wspólnego z nauką o szerszym zasięgu niż polski, więc proszę nie dezinformować.
    Poza tym konferencje - poza oczywistą korzyścią z wymiany poglądów i myśli, a także konfrontacji własnych badań (tak, humaniści też prowadzą badania!) z innymi specjalistami w danej dziedzinie - pozwalają nawiązać ważne naukowe kontakty, które przełożyć się mogą na przykład na utworzenie zespołu badawczego starającego się o grant (wymagana współpraca międzynarodowa i międzyinstytucjonalna). Naturalne powinno być wsparcie wyjazdów konferencyjnych, bo dzięki nim nie tylko korzysta dana jednostka, ale też sama instytucja. Jej reprezentant stanowi swoistą wizytówkę własnego zakładu czy instytutu, pokazuje, że istnieje w nim potencjał, który pozwala zabierać głos na forum międzynarodowym.

  • Gość: nick IP: *.icpnet.pl 20.01.11, 10:17
    "Świat bez refleksji humanistycznej to świat straszny, nastawiony na zysk, wyzuty z etyki..."
    Tak, popatrz człowieku do Sejmu, tam sami prawnicy, historycy i politolodzy, etyka normalnie aż miło popatrzec...

  • Gość: czerwonylech IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.11, 12:09
    Że jest "spieprzaj,dziadu" dla humanistyki,nie ma co biadolić. Przecież od 1989 roku ani rządy prawicy ani lewicy nie użyły słowa kultura! Im jest znane tylko słowo "kapitalizm".Nie wątpie,że Święty.Jak świety 1 maja Wojtyły.Za chwile.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka