Dodaj do ulubionych

Celine Louis-Ferdinand Moj ulubiony pisarz.

16.08.06, 23:24
oskarzony o kolaboracje z nazistami . W 1941 wziął udział w spotkaniach
organizowanych przez Instytut Niemiecki w Paryżu, poświęconych tematom rasowym.

Edytor zaawansowany
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 23:04
    Oto jego przysłowia z książki 'Wilki'
    'Kto z wilkami wyje,
    niech nadal prowadzi psie życie.'
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 23:06
    'Zgraja psów to zajęcy smierć.
    Ale siła rozrodcza zajęcy
    przewyższa wszelkie starania psów'
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.06, 23:08
    'O zmroku gromadzą się wilki,
    ale kiedy nastaje świt, zaczynają śpiewać ptaki.'
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.08.06, 23:25
    "Ten, kto kopie grób, pragnie też oglądać wieńce.
    Ale nie należy nigdy dzielić skóry na niedźwiedziu, dopóki się go nie ubije".
    (rozdział III).
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.06, 23:04
    "Najpierw jest błyskawica; grzmot następuje później.
    A potem deszcz może przynieść urodzaj."
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.06, 23:08
    "Również najciemniejsza noc ma swoją zorzę.
    Każdy kogut jest odważny na własnym gnoju."
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.06, 22:23
    "Wiosną nawet najstarsze kozły ożywiają się.
    I niejeden, który strzela Panu Bogu w okno, trafia do celu."
  • Gość: Krist IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.06, 00:57
    "Kiedy pada deszcz, wtedy i lisy mokną.
    Ale jakiekolwiek słońce wysuszy każde futro"
  • Gość: Kirst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.06, 10:29
    "Komu sprzyja szczęście, temu i byk cielaka urodzi.
    Kto ma pecha, temu padnie ostatnia krowa"
  • 17.08.06, 08:00
    Co do Celina, to się duschek zgadzamy. Na pewno jednak coś jego czytałeś:)? Czy
    może pomylił ci sie z ostatnią twoją lekturą - "Łyskiem" Morcinka w podstawówce:)?
  • 17.08.06, 12:09
    Czytalem "Podroz do kresu nocy "
    Krista mom prawie wszystkie pozycje.
    Blaszany Bebenek mom od Taty,ktory ta ksionzka dostol ze podziemia po stanie
    wojennym
  • 17.08.06, 14:11
    Jeżeli lubisz Celina, za "Podróż do kresu...", a nie za jego (dwuznaczny
    zresztą) epizod z lat 40-tych, to gratuluję:) Polecam przy okazji coś takiego:

    de.wikipedia.org/wiki/Ernst_J%C3%BCnger
  • Gość: :) IP: *.dip0.t-ipconnect.de 17.08.06, 20:50
    czytales?
    super! tez go bardzo lubie
  • 19.08.06, 22:07
    Gość portalu: :) napisał(a):

    > czytales?
    > super! tez go bardzo lubie

    Junger jest genialny, wiadomo. Czy to czytasz "Stalowe burze", czy poetyckie
    książki w rodzaju "Awanturniczego serca" czy np. eseje, mimo wątpliwego czasem
    przesłania. Polecam jego dziennik wojenny pt. "Promieniowania" (Strahlungen).
    Skądinąd chciałem zacytować go tutaj widząc "polsko-niemieckie przepychanki" a
    propos tego jak oficer Wehrmachtu, bohater I Wojny Światowej, widział poparcie
    niemieckiego społeczeństwa dla fuhrera (występującego tam pod kryptonimem
    "Kniebolo"):)
  • 23.08.06, 18:02
    Ja też lubię Celina i Jungera, ale dla osób mających raczej konserwatywny
    światopogląd elementarz to książki Chestertona.
  • 20.08.06, 23:14
    Erns Jünger-Verlag,

    Hm, tego uech osobiscie poznou ;)

    Tera tam w jegi Verlagu jest Polizei drinn
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • 18.08.06, 10:27
    W ramach sprawdzenia Ferdka C., polecam lekturę 'Z Zamku do zamku' jego
    ostatniej powieści, gdzie próbuje się tłumaczyc z kolaboracyjnego epizodu. I
    wielkie w nim jest to, że nie stara się znaleźć łatwych usprawiedliwień i
    samego siebie stawie w roli głównego oskarżonego. Kiążka starego człowieka,
    który tak jak Grass, co ów wątek zapewne wywołał, potrafił się z otwarta
    przyłbicą przyznać do głupoty w młodych latach.
    A jesli chcesz poczytać najprawdziwszego Celine'a i naprawdę się dowiedzieć, z
    czego całe zycie się musiał tłumaczyć, to spróbuj zdobyć Bagatelles pour une
    Massacre (wbrew różnym bibliografiom, jest polskie tłumaczenie, tyle, że wymaga
    utkwienia w Jagiellonce, albo Narodowej w Warszawie, bo wydane zostało w
    odcinkach w roku 1938 i jakis maniak na allegro sprzedawał skany z tego wydania
    po 20 zeta za stronę:), czyli tekst na tyle mocno antysemicki, że nawet Mein
    Kampf wydaje sie przy tym zbiorem rozsądnych pomysłów na kwestię zydowską. Ale
    za to napisane jest genialnie.

    P:)

    Wolna Kultura
    "It's a competitive world for low budget people,
    Spending a dime while earning a nickel"
  • 18.08.06, 11:30
    Braineater napewno zdobede ta ksiazke.Brzmi interesujaco.
    Ja sam dotarlem do Celine poprzez The doors.
    Taki oto kawalek End of the night powstal pod wplywem tej wspanialej ksiazki
    Podroz do kresu nocy.

    pyrsk
  • Gość: willi2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.06, 06:22
    Nosz band gro utfory de dors,a jo grom na bymbnach!

    pyrsk!
  • 19.08.06, 21:19
    jasne !
    pyrsk

    leca ,bo jusz tyskie sie chlodzi
  • 19.08.06, 22:04
    Mnie akurat "Z zamku do zamku" dość rozczarowało, czuć jakby coś w rodzaju
    "zgorzknienia zgryźliwego starca", co mi bardzo nie podchodzi:) - np. te
    wszystkie pisane z dość ciężkim jak na autora poczuciem humoru złośliwe żale że
    Sartre i inni są na topie, a on nie:) Ale warto znać tak czy inaczej. Z kolei
    chciałbym polecić duschkowi też "Śmierć na kredyt" - 2 książkę Celina o jego
    (czy też, jak kto woli "narratora") dzieciństwie i młodości. Najbardziej chyba
    skrajne w literaturze (i przy tym, jak dla mnie najśmieszniejsze:) opisy awantur
    i burd w domu rodzinnym.

    Co do "Bagatelles..." to do niedawna były w ogóle dla znających francuski (przy
    czym to jest "wyższa szkoła jazdy" - mnóstwo żargonu, ekwilibrystyki słownej
    itd.) w oryginale w necie razem z antysowieckim paszkwilem "Mea Culpa", ale
    wydawca autora, który ma do nich prawa, motywowany polityczną poprawnością
    zażądał zamknięcia strony- ech, kołutński idiotyzm:)
  • 20.08.06, 16:38
    Hej Wik. Ja akurat Z Zamku lubię, szczególnie za pierwsze 120-150 stron (do
    spotkania z Charonem), za ten nie przebrany potok bluzgu na wszystko, łacznie z
    sobą, nie oszczedzający wszystkich zdobyczy XX wiecznej kultury i cywilizacji,
    mieszający z błotem wszystkie, nie tylko francuskie bozyszcza. Podoba mi się o
    tyle bardziej, że coś podbnego próbuje robić Bernhardt w Wymazywaniu i po
    prostu widać, jak łatwo można się na tego typu pisaniu wyłożyć na pysk, bo
    Bernhardt własnie brzmi jak skrzywdzony dziadzio, co groźnie wymachuje laską
    całemu światu, który tak źle się z nim obszedł. I jest po prostu żałosny, nie
    wywołuje żadnego wspólczucia, a Celine gra tak, że w końcu, przynajmjniej w
    moim wypadku, trafia do czytelnika i wywołuje w nim chociazny chęć zrozumienie
    jego sytuacji w ówczesnych czasach.
    No i lubię Ferdynanda jeszce za to, że bez niego nie byłoby Houellebecq'a i nie
    miałbym pisarza, którego uwielbiam nieznosić:)

    P:)
    --
    Wolna Kultura
    Wybierz przyszłość
  • 20.08.06, 20:30
    braineater napisał:

    > Hej Wik. Ja akurat Z Zamku lubię, szczególnie za pierwsze 120-150 stron (do
    > spotkania z Charonem), za ten nie przebrany potok bluzgu na wszystko, łacznie z
    >
    > sobą, nie oszczedzający wszystkich zdobyczy XX wiecznej kultury i cywilizacji,
    > mieszający z błotem wszystkie, nie tylko francuskie bozyszcza. Podoba mi się o
    > tyle bardziej, że coś podbnego próbuje robić Bernhardt w Wymazywaniu i po
    > prostu widać, jak łatwo można się na tego typu pisaniu wyłożyć na pysk, bo
    > Bernhardt własnie brzmi jak skrzywdzony dziadzio, co groźnie wymachuje laską
    > całemu światu, który tak źle się z nim obszedł. I jest po prostu żałosny, nie
    > wywołuje żadnego wspólczucia, a Celine gra tak, że w końcu, przynajmjniej w
    > moim wypadku, trafia do czytelnika i wywołuje w nim chociazny chęć zrozumienie
    > jego sytuacji w ówczesnych czasach.

    To może kwestia nastroju przy lekturze, bo ja bym cenił Zamek, gdybym dostrzegł
    w nim tylko to co napisałeś. A wydawało mi się, że jednak ten furiacki atak był
    podszyty czymś w rodzaju sarkazmu starego kłótliwego dziada (takiego dziada
    oczywiście, który naprawdę może rozwalić komuś łeb laską, a nie tylko
    powymachiwać:). Nie aż na poziomie Bernharta, ale jednak. Bernhardta w ogóle
    niespecjalnie lubię, chociaż ta jego obsesyjna monotonia połączona z bluzganiem
    na własny naród, może być, patrząc z odpowiedniej perspektywy wciągająca, jednak
    na krótką metę raczej imho. Uważam jednak TB. za jednego z bardziej
    przecenianych XX w. pisarzy obok m.in. lecąc od początku Conrada, Hessego,
    Brocha, Hemingwaya (najbardziej skrajny przykład!) i całej świty amerykańskich
    realistów typu Steinbeck (wyjątek dla Fitzgeralda), Sartra (odliczając
    "Mdłości") czy ostatnio Coetzego.

    > No i lubię Ferdynanda jeszce za to, że bez niego nie byłoby Houellebecq'a i nie
    >
    > miałbym pisarza, którego uwielbiam nieznosić:)

    Zgoda w 100%!!:))))
    >
    > P:)
  • 20.08.06, 22:07
    No na Bernhardta wpadłem przez TWA, bo silnie go tam pewien pan lansował i
    niestety skończyło się strzałem twarzą w mur. Zupełnie nie mój pisarz i nie
    chce mi się więcej po niego sięgać:) Zestaw nielubianych przez Ciebie pisarzy
    XX wieku podpisuję w 90% bo akurat Conrada lubię choćby za Murzyna z pokładu
    Narcyza, Szaleństwa Almeyera i Szpiega i Jądro oczywiście. Hemingwaya
    nieznoszę, Brocha znam tylko teksty teoretyczne z socjologii i filozofii sztuki
    i to akurat cenię, Steinbecka lubie bardzo, za Tortillę, Krótkie panowanie
    Peppina i Podróze z Charleyem, Hessego mam za taka wiecznie powracająca postać
    pisarza odkrywcy truizmów, typu Keruac, Wharton, Coehlo, którym podniecają sie
    nastolatki na gigancie, która zaczęła się od Russeau, apogeum osiagnęła u
    federalistów z Thoreau na czele, a potem poszła na przemiał dla pisarzy typu
    Salinger. Fitzgerald jest u mnie na panteonie, więc się nie wypowiem, bo
    popadne w fanatyzm:), a Coetzego zmogłem Mistrza z Petersburga i w zupełności
    mi wystarczy.
    Ino czy to je dyskusjo na silezjana aby?:P Możemy sie przerzucic na TWA i
    zrobić zamiąchę...

    P:)
    --
    Wolna Kultura
    Wybierz przyszłość
  • 20.08.06, 22:20
    Braineater masz dobre pioro :-)
    Tylko dlaczego twierdzisz ,ze tworczosc jednej z najwiekszych ikon pokolenia
    beatnikow jest dobra dla "nastolatkow na gigancie" ?a Allan Ginsberg ?


  • 20.08.06, 23:32
    braineater napisał:

    >
    > Ino czy to je dyskusjo na silezjana aby?:P Możemy sie przerzucic na TWA i
    > zrobić zamiąchę...
    >
    > P:)
    To przerzućmy się, bo mam parę myśli a propos tw. listy, a tu rzeczywiście
    zrobiłby się kompletny off-topic:) Tylko że dziś już chyba wymiękam, miałem dość
    intensywną sobotę:))
  • 20.08.06, 23:49
    To może jeszcze w dużym skrócie, żeby zamknąć ten temat:)

    imo:

    Broch to wyjściowo postać bardzo dużego formatu, ale jest koszmarnie napuszony,
    jeden chyba z bardziej pozbawionych poczucia humoru pisarzy, jakiego znam:)
    Potwornie patetyczny (w znaczeniu angielskiego "pathetic" niestety), każde
    zdanie, co więcej - każdą kropkę i przecinek:) - pisze tak, żeby czytelnik nie
    miał wątpliwośc, że porusza się wielkie problemy moralne, egzystencjalne,
    historiozoficzne etc.:) Nie miał chyba dystansu wobec własnej "misji" jako
    pisarza, chociaż podobno z biografii wynika co innego. "Śmierć Wergilego" to
    moim zdaniem jedna wielka pomyłka. "Lunatycy" byliby ksiażką absolutnie
    genialną, gdyby ją zamiast Brocha napisał Musil:)

    Zgadzam się co do Hessego, chociaż nie jest to AŻ przypadek Coelho czy Whartona:)

    Ze Steinbeckiem i paroma innymi Amerykanami (Caldwell, Capote - na przykład)
    moim zdaniem problem nie jest taki, że to zła literatura, bo jest niezła:),
    tylko taki, że nie aż tak dobra, żeby ich zaliczać do czołówki XX wieku - mieli
    szczęście pisać w kraju i o kraju budzącym siłą rzeczy największe
    zainteresowanie. Chociaż czytałem dawno temu i może zmieniłbym zdanie.

    Zgadzam sie, że Salinger to jeden wielki przekręt:)

    Z kolei dla mnie Kerouac właśnie się broni w miarę nieźle (Mówię o "W Drodze",
    nie znam reszty, podobno to niestety autoplagiat) jak to się poczyta w oderwaniu
    od skojarzeń z zaczytującymi się nim nastolatkami na gigancie, którzy/które nie
    mają z tą epoką zresztą wiele wspólnego. Kerouac mimo wszystko słuchał be-bopu,
    nie Scotta Mac Kenzie- że tak to "metaforycznie":) podsumuję.

  • Gość: willus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.06, 13:49
    Jo uwarzom ,rze to nojwiynkszy slonski raper we couyj noszyj geszichcie!!!
    dohtor.ovh.org/mikrofon_i_siykyra.htm--
    pyrsk
  • Gość: van deer IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 25.08.06, 18:28
    Wyzyny osiagniec o jakich nie chcialbym sie przekonywac z autopsji. Sa gusta....
  • 26.08.06, 12:10
    Willi, doktor Mjód, to paru 15 latków nagrywających na dwuśladowym magnetofonie
    i traktować ich można jko ciekawostke przyrodniczą i to z gatunku raczej
    ekstremalnych. Jak mysmy mieli 15 lat to zakładalismy punkowe kapele i było tu
    zupełnie podobne:) Jak chcesz niezłych wykonawców co jada gwarę to Hasiok
    oczywiście, jak chcesz fajnego wykonawcę z okolic, to Stasia posłuchaj (sa dwie
    płyty) a jak chcesz cos podbnego do Mjoda, tylko przynajmniej zabawnego to
    Człowiek widmo aka Miszcz Pavarotti.

    P:)
    --
    Wolna Kultura
    Wybierz przyszłość
  • Gość: ; IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.06, 15:02
    Gonimy



    Ida roz ulicom, nie wiem kaj żech szoł,
    patrza lecom chopcy paru żech z nich znoł.
    Była mocno ekipa, wszyscy z nich korbieli,
    trocha podku..eni, mocno nawaleni
    Jak zwykle w takich chwilach potrzebna jest zabawa
    polecioł żech z nimi nie było co godać


    Gonimy, gonimy - nikogo nie widać,
    a kety i pasy muszom sie przydać


    Naszo pierwszo ofiara - Rumunka staro,
    Na ulicy żebrała, po ryju dostała
    Zajął sie nią Seba, skin to ideowy
    Nakopoł jej do żici swój program narodowy.
    No to Ruby z Kochłowic musi byc lepszy
    Chycił dziołcha za włosy, zaroz jej dopieprzy
    Następny w raji do mordy skasowanio myśli
    że sie udo - ryj ręką zasłanio
    Zanim pod na chodnik zapytoł za co?
    To mnie juz nie biere chyba byda wracoł


    Gonimy, gonimy - nikogo nie widać,
    a kety i pasy muszom sie przydać


    Nagle na winklu słyszymy sygnały
    Stróże porządku wyciągają pały
    Oni nie pytają oni wpie..dają
    Oni nie pytają oni wpie..dają
    Richard dostoł w morda, zaroz sie obaloł
    Siwy chcioł mu pomóc zaroz lezół na nim
    Jak trup, ale jeszcze dychoł
    Przelecioł po nim plutonowy Michoł
    To stary nosz kumpel losu ofiara
    Zawsze był gnojony teroz on sie staro


    Gonimy, gonimy - nikogo nie widać,
    a kety i pasy muszom sie przydać


    Połowa z chopców kajdanami mocno skuta
    szczeny połamane wszystkie zęby wyplute
    Musza pitać do bramy bo zwycięstwa już nie bydzie
    Oni walczą dalej ale im nie idzie
    Koniec cały haji zabrały ich nysy
    teroz wszyscy wiedzą jak walczą hanysy
    Bydom wszyscy godac jak polegli z honorem
    Te wule co ulicą rządzili terrorem
    Bydom wszyscy godac jak polegli z honorem
    Te wule co ulicą rządzili terrorem


    Gonimy, gonimy - nikogo nie widać,
    a kety i pasy muszom sie przydać

    www.hasiok.art.pl/
  • Gość: ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.06, 19:20

    "Piekarer Zeitung" (3 nr, 6 października 2001 r.)
    Wywiod dziyki życzliwości ERICHA GLANZKETY.
    Pisownia oryginalno
    (niywielke poprawki dot. literówek i interpunkcji)



    :
    Dr Miód: Te teksty co wyście tam pisali, kurde. To było stare, wis jak... to
    był rok 93. No, to wis wiela jo mioł wtedy lot... Tak że wis jak… Słyszys
    dyktafonie za..y? Teraz juz jes co innego.

    Erich Glanzketa: No.

    Dr Miód: Wis cymu zech take teksty pisoł?

    E. G.: Cymu?

    Dr Miód: Bo nikt takego cegoś niy pisoł. Ło tym, że 5 złotych leży na chodniku
    pisali wszyscy, a ło tym, że gó.. leży na chodniku to żodyn niy pisoł.

    E. G.: Jak to było z tekstami? Cyś Ty je som wymyśloł, cyś je ino spisywoł?

    Dr Miód: Ja. Wis jak: brali my te organki, był taki podkład byle jaki.
    Śnaciskoł akordy.

    E. G.: Uważom, że teksty charakteryzowały sie dobrymi pomysłami, zwłaszcza na
    płycie kaj jes „Techno knut”. Poruszały ważniejszo problematyka.

    Dr Miód: Tys możliwe. Wis, jak na początku to było zrobione żeby spróbować. Nie
    no, jadymy i ch..… Spróbujymy, niy może to być rap, niy może to być metal, niy
    może to być to i to. To mioły być zicpolki połonczone z rapowaniem. Teroz jakie
    teksty - moga śpiywać: czadzymy, tyn to tamto, niy. Ale godom tyn mo, tym mo,
    tyn mo. Godom: śpiywom ło gó..e, niy. Ale pie..ć tamte teksty (chodzi o
    płyty „Wór” i „Dr Miód i Fred Wymiono” - dop. EG). Cymu niy napisaliście nic
    o „Szamelesie”?

    E. G.: Bo niy znomy Szamelesa.

    Dr Miód: Jo ci dostarcza kaseta, ino że łona jest teraz na Manhatanie, ale
    przijedzie, bydzie Chudy, to dostanies.

    E. G.: Czimia Cie za słowo.

    Dr Miód: Zresztą możes dostać w ciule kaset. Teksty som podobne jak Miód, ino
    że jest inno muzyka, perka jest na kiblach. Abo: bas leci z pleja, perka leci z
    pleja, a gitara normalnie. Wis co mi sie niy podobo? Rozumia nabijanie sie, ale
    kurde... I to jest właśnie mój współszamelezator (w tym momencie do lokalu
    wchodzi Seba - dop. EG). Powiydz ło cym jes Szameles!

    Seba: Ło rzigach i ło gównach.

    Dr Miód: To samo, ino jest czad. Ino niy podobo mi sie, że wyście mie tak
    łopisali. Jo tego niy robioł po to żeby wyście mie teroz łopisywali - żech jest
    kopniynty.

    E. G.: Niy, niy. W piyrwszym numerze tytuł artykułu jest w formie pytanio a niy
    stwierdzynio.

    Dr Miód: Acha. Powiymy coś do tego Seba (i teraz słychać śpiew co najmniej nie
    przypominający „Poznańskie Słowiki lub Irenę Santor - dop. EG). Wiys co chcymy
    zrobić, momy cały sprzynt. Chcymy cały dochód z płyty przeznaczyć na kogoś
    potrzebującego. Choby to boło ino 5 złotych. Wszyscy nos kojarzą wiys z cym, a
    to wcale niy znaczy, że my niy widzymy jakiegoś małego luja.

    E. G.: Co to znaczy Szameles?

    Dr Miód: To znaczy "bezwstydny bluźnierca". Idź do haźla. Tam na ścianach jest
    napisane.

    E. G.: Jak bych mioł zakłodać zespół pankowy, to piyrwszym mojym kowerym
    bołby „Techno knut”. A jak to boło z Doktorem Pompą?

    Dr Miód: Łon na mie nagroł, to jo tys na niego nagroł. Ale to mi sie podobało,
    że niy użył na mie wyrazów na „ch”, „k” itp. Ty wiys, że Kazik słyszoł Mioda?

    E. G.: Niy.

    Dr Miód: Pedzioł, że wydo mie nawet. Byli z Siwym na koncercie i Siwy mu to
    doł. Siwy pedzioł, że to jest normalny synek (Kazik - dop. Jasiu) - jabole zre.
    Kazik pedzioł, że może to wydać, ale w taki wersji tak jak to jest. W tym samym
    brzmieniu. Ale wis jak jo to nagroł. Lajtowo i koniec. Zresztą muzyka to jest
    muzyka, niy można z tego czerpać korzyści. Jak wtoś tak robi to jest do mie
    nic. Gros i liczys, że to sie komuś spodobo i jesce bieres za to piyniondze?
    Jednak wszystkie moje kapele bierą za to piyniondze. Na pocontku są spoko, ale
    potym sie jus z niymi niy dogodos...

    (...)

    E. G.: Dziynki.


Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.