Dodaj do ulubionych

Ziomecka nasza

26.07.05, 21:28
Ziomecka Warmii i Mazur

Wstęp:
Jesteśmy spadkobiercami Warmiaków i Mazurów, którzy przez wieki żyli na tej
ziemi i pozostawili po sobie ślady kultury materialnej i duchowej. W obecnej
chwili zdecydowana większość tej krainy nie ma ukształtowanej tożsamości
regionalnej i poczucia trwałej więzi z miejscem zamieszkania. Dlatego warto
poznać zwyczaje, tradycje, folklor i przybliżyć się do przodków Tej ziemi.
Pomagać nam w tym będzie doskonała praca zbiorowa pod redakcją Bogumiła
Kuźniewskiego "Warmiacy i Mazurzy"

Nazwa "Warmia" ( niem. Ermland) pochodzi od pruskiego plemienia Warmów
zamieszkującego obszar w dolnym biegu Pasłęki.
Mazury zamieszkiwały pruskie plemiona Galindów i Sasinów.
Krzyżacy bez większych trudności podbili w XIIIw tą ziemię.
Teraz spokojnie przechodzimy do ciekawego życia tej ludności w owych czasach.
Cofniemy się kope lat, a może dalej ... ;)))
Prosze wątek potraktowć z przymrużeniem oka :)

Edytor zaawansowany
  • rita100 26.07.05, 21:32
    "Nigdy się nie przeje"
    Mówiono o nim czyli o chlebie Warmiacy i Mazurzy. Raz w tygodniu wypiekano 5-8
    bochenków chleba o wadze 3-4 kilogramów każdy. Po nagrzaniu wnętrza pieca
    chlebowego sprawdzano jego temperaturę. "Kosiorem" pociągano po trzonie pieca i
    jeżeli sypały sie iskry, to temperatura była wystarczająca, aby wsadzić bochny
    chleba.
    Tradycja uszanowania chleba jest odwieczna, a chleb jest najważniejsza pozycja
    jadłospisu. Walka o chleb jest walką o życie, więc warto poswięcić kilka
    wersetów ku chwale Bochanka Chleba :)

    Pierwszy do stołu podchodził ojciec i, przeżegnawszy bochan znakiem krzyża,
    krajał wiekie skiby czarnego chleba.

    Nie wolno bylo darować ani pożyczać całego bochanka chleba, żeby
    błogosławieństwo nie łobróciło się zupełnie od domu. Należało koniecznie
    kawałek chleba łodkroić i sobie łostawić.

    Jeśli kawałek chlebka upadł na ziomecke, podnosząc, pocałujta go "na
    przeprosiny".

    Resztek chleba nie należy wyrzucać. Jeśli nie nadaje się do spożycia należy go
    spalić, co wiązało sie z pradawną wiarą w oczyszczającą moc ognia.

    Chlebem i solą witano nie tylko mlodą parę, lecz również osoby, którym chciano
    łokazać szacunek. Chlebek dawali dziecku rodzice chrzestni, aby nigdy nie było
    głodne.
  • rita100 26.07.05, 21:36

    «`'•.¸...:¸.•Bochan chleba
    Błogosławinaś ty, Matko Ziemio,
    Co tak łopatką sypsiesz nam ziarka.
    Zbożem wypachnie pod strop stodoły,
    Łobrodziło sia żyto i jarka.'´»

    (¸.•*'´(¸.•*'´ `'*•.¸)`'*•.¸)
  • Gość: robiii IP: 213.195.139.* 27.07.05, 08:23
    bez większych problemów? pierwesza eksterminacja w dziejach europy.
  • rita100 27.07.05, 21:57
    A oto wiersz poświęcony bochenkowi chleba, napisany przez Marię Zientara-
    Malewską.

    Bochan chleba
    Błogosławinaś ty, Matko Ziemio,
    Co tak łopatką sypsiesz nam ziarka.
    Zbożem wypachnie pod strop stodoły,
    Łobrodziło sia żyto i jarka.

    Matka położy na stole bochan,
    Tak łokraglutki jak złote słonko,
    Łojciec zakreśli nożem znak krzyża,
    Potem łukraje dzieciom po glonku.

    Będzie no noju chleba dostatkam
    I no sierotki zbziegnie też skrajka,
    I no kaleki, i no babuśki,
    Co nama pozie zieczoram bajka.

    Przędzie babuśka do kitlów,
    Kranci sia szpulka, kółko furkoce,
    A mróz maluje ksiatki na szybach,
    Łokanicami zicher szamoce.

    Oj pozieduje babka stuletnia,
    Jek to na Warmii kiedyś bywalo,
    Kiedy na dżuma wymerli ludzie,
    A zboże zimą powymarzało.

    Żyta tak mało zebrano z pola,
    Że chleb psieczono tylo na śwenta,
    A ludzie jedli mech i korzenie,
    Wszytko to babka jeszcze pamięto.

    O, moje dzieci - szepcze-kochane,
    Każdy kawałek chleba szanujta,
    Kiedy łupadnie woma kruszynka,
    Zaroz podnieśta i pocałujta.

    Przeprośta chlebek, coby nie zbrakło,
    Bo wy nie zieta, co to głód znaczy,
    Blogosławiona niech będzie ziemia,
    Co świeżym chlebem wszystkich uraczy.
  • rita100 27.07.05, 21:58
    Odpowiedź dla Robii - dokładnie tak pisze, cytuje:
    "Przed tysiącem lat obecne Mazury zamieszkiwały pruskie plemiona. Krzyżacy bez
    większych trudności podbili w XIII wieku ich ziemię."
    Osadnictwo:
    "Po zakończonych wojnach z Prusami Krzyżacy rozpoczeli intensywną akcję
    kolonizacyjną w celu zagospodarowania zdobytych ziem. Działania osadnicze
    postępowały z północy na południe, obejmując coraz to nowe tereny. Północną
    Warmię zasiedlała ludność niemiecka. Biskup Eberhard z Nysy (1301-1326)
    sprowadził pierwszych kolonistów polskich ze Śląska i osadził ich w południowej
    Warmii. Podobno od nich pochodzą specyficzna gwara warmińska oraz
    rozpowszechniona uprawa lnu i umiejętności tkania płótne lnianego."
  • rita100 27.07.05, 22:00
    Ale Warmiasy i Mazurzy nie tylko powaznie podchodzili do Chleba, także
    potrafili trochę zażartować i tak powstała sliczna pieśń mazurska:
    "Jak zwierzeta chleb piekly."

    Dwa gołębzie, dwa gołębzie
    żyto wymłócili, żyto wymłócili.

    Kur z kokoso, kur z kokoso
    do młyna wynoso, do młyna wynoso.

    Baran niele, baran niele
    siuchna mąckie sieje, siuchna mąckie sieje.

    Psies drwa rombzie, psies drwa rombzie
    suka na młyn trąbzi, suka na młyn trąbzi.

    Świnia chleb wygniata, świnia chleb wygniata,
    prosię wodę nosi, prosie wodę nosi.

    Koń w psiecu pali, koń w psiecu pali,
    kobyła go chwali, kobyła go chwali.

    Gęś siodłata, gęś siodłata,
    skrzydłem psiec wymiata, skrzydłem psiec wymiata.

    Myska chlebek sadza, myska chlebek sadza,
    kotek ji zawadza, kotek ji zawadza.

    A psik kocie, a psik kocie,
    nie myl mi w robocie, nie myl mi w robocie.

    Capla dzika, capla dzika,
    z psieca chleb wymyka, z psieca chleb wymyka.

    Bocian dziki, bocian dziki,
    bochenecki licy, bochenecki licy.

    Krowa płowa, krowa płowa,
    chleb do safy chowa, chleb do safy chowa.

    Cy jus wsyscy ?
    Nie esce.

    Dwa dziory w nosie, dwa dziory w nosie,
    no i skońcyło się, no i skońcyło się :)
  • Gość: lilith IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.05, 22:31
    Rozumiem że Krzyżacy bez większych trudności wybili Prusów, potem przyszli
    Warmiacy razem z Mazurami, i tez bez większych trudnosci (a moze przyszło im to
    troche trudniej?) wybili Krzyżaków, a na koniec nadeszli Polacy i sie ze sobą
    tam biją do dzisiaj...? To taka historia regionu w skrocie?
  • rita100 27.07.05, 23:39
    Gość portalu: lilith napisał(a):

    > Rozumiem że Krzyżacy bez większych trudności wybili Prusów, potem przyszli
    > Warmiacy razem z Mazurami, i tez bez większych trudnosci (a moze przyszło im
    to
    >
    > troche trudniej?) wybili Krzyżaków, a na koniec nadeszli Polacy i sie ze sobą
    > tam biją do dzisiaj...? To taka historia regionu w skrocie?


    Nie ma sprawy, napisz lepszy wstęp :)
    Jak ziam, tak poziam - czyli jak wiedzialam tak powiedzialam :)
  • Gość: kolonista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.05, 22:40
    Sprowadzał ich na Warmię pólnocna i środkową, bo na południową jeszcze nie było
    planów. Kolonizacja południa odbyła sie po jego śmierci.Ale to też nie byli
    Polacy spod wrocławia, bo mówili po niemiecku.
  • rita100 27.07.05, 22:58
    Zgadzam sie z tym - ja tam nie wnikam tak szczególowo, bo raczej watek nie
    prowokacyjny a zapoznawszy z tradycjami. Każdy by tu ciągnął w swoją stronę.
    A jednak musimy wspomnieć, ze 173 lata ziemia ta nalezala do państwa pruskiego
    pózniej niemieckiego.
    XIX wieku - był największy rozwój Prus. Po okresach kataklizmów, chorób i glodu
    nastąpił dynamiczny przyrost naturlny. Nadwyżki ludności emigrowaly w
    poszukiwaniu pracy do zachodnich Niemiec. W 1914 w Westfalii i Nadrenii
    mieszkalo okolo 180tys Warmiakow i Mazurów. Wielu wyjechalo za Ocean do Ameryki
    i Brazylii.
    Ale wrócmy jednak do tradycji tego regionu :)
    Łostanta sia z Bogam !
  • Gość: kolonista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.05, 22:05

    Masz rację Rito, oglądanie Prus tylko od strony etnicznej, to już jałowy wątek.
    Ale skoro tak,to dlaczego oglądamy problem tylko od strony języka polskiego
    południowych Prus? To na Warmii i Mazurach nie było innego języka?
  • rita100 28.07.05, 22:13
    Gość portalu: kolonista napisał(a):

    >
    > Masz rację Rito, oglądanie Prus tylko od strony etnicznej, to już jałowy
    wątek.
    >
    > Ale skoro tak,to dlaczego oglądamy problem tylko od strony języka polskiego
    > południowych Prus? To na Warmii i Mazurach nie było innego języka?

    A dokladnie , o jaki język chodzi ? Wiesz, ja dopiero poznaje ten region,
    wcześniej to nie wiedziałam czy jestem Warmianką czy z Mazur - ale ogolnie
    przezywali Prusaczka. Problem etniczny jest waznym problem, bo w nim jest
    wielokulturowość i wszyscy zyli w zgodzie.
  • inka28 29.07.05, 11:10
    Rita, widzę że Cie książka zaispirowała:))
    Miło poczytać, dzięki

    --
    Życie jest piękne. Li i jedynie.
  • rita100 29.07.05, 21:17
    inka28 napisała:

    > Rita, widzę że Cie książka zaispirowała:))
    > Miło poczytać, dzięki
    >

    Inka - dałas mi duzy zastrzyk wiedzy i milości do ziemi :)
  • Gość: kolonista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.05, 23:26
    Chodzi dokładnie o język niemiecki.Nim,o dziwo, też posługiwali sie Warmiacy, i
    to w zdecydowanej większości.Polskim tylko na południu Warmii, o czym w swojej
    erudycji,doskonale wiesz. Warmia była większa niż jej południe, a 40 - 60 tyś
    warmiaków mówiących po polsku , to nieco mniej niż pozostałe 240 tyś. mówiące
    po niemiecku. Wielokulturowość jest w wieloetnicznosci - ale nie na
    Warmii,gdzie wątek etniczny traktowny jest od lekko liczac 150 latjako
    wyróżnik narodowości: stąd germanizacja lub polonizacja, a w efekcie tragedia i
    zniszczenie społeczności Warmiaków. O ile problem etniczny jest wazny, pokazała
    Jugosławia i ostatnio Londyn. Więc po co brnąć dzisiaj w tę stronę?
  • rita100 02.08.05, 23:47
    do kolonisty - Więc po co brnąć dzisiaj w tę stronę?
    odpowiadam - to chyba nie jest brniecie w jakąś strone , tu pokazuje się , że
    ziemia ma swoją historię zapisaną w tradycjach, a poznanie tradycji umozliwia
    lepsze zrozumienie i złączenie tych korzeni. Nie możemy mysleć o przyszlości
    bez uszanowania przeszlości, sam Rymkiewicz napisał w książce , podaje cytat z
    pewnego dialogu:
    "Ale ty idioto uszczypnięty przez gąsiora nie wiesz co warta jest przeszłość,
    nie wiesz, że przeszłośc jest żródłem godności i odwagi, bo wkładano ci do
    głowy debilu opychający się serem ze śmietaną, że przeszłości nie ma, że kto ją
    wspomina, jest godzien pogardy, że jest tylko przyszłośc"

    Przepraszam, za taki wulgarny cytat, ale nie mialam jak wyciąć pewnych słów,
    ktore w książce były ujęte w pewnym dialogu. Oczywiście prosze nie brać ich do
    siebie.
    Tak własciwie to nie wiem o co Ci chodzi - to znaczy , że o Warmiakach nie
    mozemy wspominac, mówić - przeciez kiedyś żyli tacy. Czy tak samo sądzisz o
    zabytkach ? Jest sobie Wysoka Brama - i patrzmy na nią z przyszlością ?
    pozdrawiam
  • Gość: kolonista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.05, 22:58
    Choć wydaje się ,że oględnie, ale bardziej dosadnie już nie mozna, chciałem
    tylko zwrócic uwagę, ze Warmia to nie tylko tradycja Warmiaków o etnicznych
    korzeniach polskich. A takiej perspektywy wyłącznie uzywasz i do takiej
    tradycji wyłącznie nawiązujesz, pisząc o Warmii.A Warmia to równiez tradycja
    Warmiaków niemieckojęzycznych. Więc jeśli "poznanie tradycji",jesli "mysleć o
    przyszlości bez uszanowania przeszlości", to dlaczego wybiórczo? Nie o takim
    rozumieniu korzeni pisał Rymkiewicz!Przywołujesz wielokulturowość a czym ją
    ilustrujesz? Wiec jesli patrzę na Wysoką Bramę- " z przyszłoscią" , to
    taką,która nie może być skażona fałszowaniem lub zubożaniem jej historii.
  • Gość: rita IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 14:33
    nie zauwazyłam wcześniej Twego wpisu - masz rację , wieczorem będę
  • rita100 28.07.05, 21:07
    Pieśń o młynarzu

    A komóż tak jak młynarzom:
    na słoneczko nie wyłażą,
    jeno leżą sobie w chłodzie,
    rozkazują robić wodzie.
    Wódka robi jak poddana
    na młynarza i na pana....

    Bronek , oczywiście jak cos będzie na temacie natychmiast zamieszcze u Ciebie :)
    Narazie delektuje się nową wiedzą - a taka wiedza zbliża mnie z tą ziemia :)
  • rita100 28.07.05, 21:09
    Wioski warmińskie
    Leżały nad brzegami jezior lub nad rzekami. Chaty stały najczęściej po obu
    stronach drogi. Niemal w każdej wiosce stawiano na wzgórzu kościół lub kaplicę.
    Przy drogach stały murowane kapliczki z figurą Matki Boskiej lub drewniane
    krzyże z polskimi napisami.

    Stawianie chałup wiązało sie z pewnym rytuałem.

    1. Ofiary przy zakładzinach - czyli zabite zwierze zakopywano w fundamentach.
    Pod fundamenty kładziono butelkę lub garnek gliniany z pieniędzmi. Pod próg
    kładziono poświęcony obrazek lub Biblię.
    (Teraz wiemy już gdzie szukać skarbu ;)

    2. Wiecha - na szczycie konstrukcji dachowej zatykano wianek z koroną z
    kwiatów, gałązek świerku i ziół jako symbol życia i szczęscia.
    (Tradycja do dziś świetnie sie przyjeła )

    3. Rychtunek - po zawieszeniu wiechy na Warmii przygotowano ucztę. Cieśla
    przemawiał do robotników i godpodarzy, życząc im błogosławieństwa bożego w
    nowym domu. Póznie gospodarz częstował wódką, a gospodyni podawała "kucha"
    i "begielek"
    (Ile się tu wódeczki rozlało ;)

    Dla tych co będą budować modne tak dziś chałupki, będzie kilka uwag od dawnych
    Warmiaków - o wierzeniach, o zasiedleniu i wprowadzeni. Teraz zapraszam na
    tabake - poniuchamy razem . Warmiacy by powiedzieli, że od zażywania tabaki i
    łoczy zdrowe i łoddychać lekko :)
  • rita100 29.07.05, 21:18
    Wierzenia związane z budową chałupy:
    - Budowę chałupy należy rozpocząć w czasie pełni ksiązyca gdyż to gwarantowało
    dostatek w nowym domu.
    - Do nowo wybudowanego domu nie wolno wchodzić gdyż grozi to nieszczęściem. Z
    tego powodu wrzucano najpierw psa albo kota do izby i dopierow wchodzili tam
    ludzie.
    - W niektórych okolicach Mazur pierwsza wchodziła gospodyni z miotłą, która
    wrzucała przed siebie we wszystkich pomieszczeniach.

    Zasiedlenie nowego domu na Warmii
    - Najpierw szli gospodarze, niosąc krzyż i święte obrazy, potem niesiono bochen
    chleba, aby go nigdy nie zabraklo, dalej inną żywność oraz meble i inne sprzety
    domowe. Najbliższej niedzieli zapraszano księdza, by chatę wyświęcił. Po tej
    ceremoni gospodyni rozniecała ogień na kominie i gotowała pierwszy posiłek dla
    wszystkich, którzy pomagali budować dom.

    Wprowadzenie do nowego domu.
    - Do nowego domu należało najpierw wnieść chleb, sól i pieniądze, które
    symbolizowały szczęście, bogactwo i pomyślność, a stół ognisko domowe.
    - Pierwszy sen w nowym domu zawsze sie sprawdzał.
    - Znaleziona podkowa, przybita gwoździem do progu, przynosiła szczęsćie.
    - Żaba lub inny gad podłożony pod próg dawały nieszczęście.
    - Rycie kreta w domu wrózyło śmierć. (pamiętajmy , ze podłoga była gliniasta)
    - Stal podłożona pod próg domu chroniła przed piorunami.

    to jest fajne :)
    - Jeżeli mężowi umarło kilka żon, to następną wprowadzano do domu przez okno.

    Teraz juz wiemy jak budować wille ;)
  • rita100 29.07.05, 21:22
    www.domwarminski.pl/content/view/24/63/
    Opis w gwarze :)
    Wokół chat były chezy , był rik otaczający wągród. Wągrodzie lechy. W skład
    chezy wchodzi krównia i wolnostojąca pwnica.
    chezy- zabudowania gospodarcze
    rik - ogrodzenie kamienne
    krównia - obora
    lechy - grządki
    piwnica - sklep
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.05, 23:44
    Dziękuję za ten wątek. Książkę znam, czytałam, ale i teraz z przyjemnością
    przypominam sobie cytowane przez Ciebie fragmenty. Tak mi się tu podoba, że
    przykleję się tu w kąciku i zacytuję wiersz z dużo starszej książki o Prusach
    Wschodnich (rok wydania 1933), z rodziału 'O pieśni ludowej na Warmji'

    O Warmijo, o Warmijo,
    Ty ziamnio śwento moja,
    Krsio mech przodków zlano,
    Kendy spojrze, wszandzie cudno.
    Ty prześliczny raju,
    Że nad ciebzie jak Bóg mniły,
    Nima w śwecie kraju.
    Nima kraju, nima kóntka,
    Oj, nima pod niebem
    Coby wrósł z ludźmy swemy
    Potem i chlebem.
    Grosz łostatny, plon nopsierszy
    Łoddo Bogu razem,
    Łułaknióne masła źdźbło
    Spoli przed łobrazem.
    Przed łobrazem twem, Panienko,
    Do modlitwy z łzamy
    Gdy polece życie moje
    I tak los mój krwawy.
    O mój Jezu, mniły Jezu,
    Dojże siły człeku,
    By sie na ty ziemni
    Dorobziuł lepszego zieku.

    Obyśmy się dorobzili lepszego zieku na tej Warmji.
  • rita100 30.07.05, 21:44
    Wszystkim zainteresowanym tym wątkiem - dziękuję, za zamieszczanie utworów,
    może i opowiadań związanych z Warmią. Warmio moja miła - niesmowity wiersz, to
    można traktować jako hymn Warmii. Nigdzie tego utworu nie mogłam znaleź , a tu
    taka niespodzianka :) Bardzo , bardzo ciekawe są dzieje Warmii i Mazur ,
    dlatego warto wspominać ich by nie zapominać , że na tej ziemi byli kiedyś
    ludzie i że ślad ich nigdy nie zaniknie nawet w pamięci ludzi mieszkających
    obecnie. Na forach wchodzi moda gwary regionalnej i nie możemy zapomnieć też o
    swojej, a mamy czym sie pochwalić , wystarczy tylko zgłębić temat i jak na
    dłoni ukazują się duchy przeszłosci.
  • broneknotgeld 29.07.05, 22:49
    Szczyńściym co ślubno mom durś przi życiu
    Bez łokno bloku bych niy zapryczoł
    Czeci sztok - ciynżko taszczyć i siyniom
    Dobrze co sie nom zwyczaje miyniom
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28940
  • rita100 30.07.05, 21:43
    Bronek, w dzisiejszych czasach
    windą wjeżdzają frelki w miastach ;))))
    Nie ma już drewnianych chatek
    i dawnych okienek naszych matek :)
  • rita100 30.07.05, 21:46
    Też ciekawe. Była to jedna wielka izba. Na ścianach wisiały religijne obrazy a
    na oknie religina figurka, najczęściej świętego patrona. Żyła w niej cała
    rodzina, często z parobkami i służącą. Dla jednej rodziny było jedno łózko.
    Sprzęty domowe stół, skrzynia, kilka stołkow, jakieś miski i garnki.
    W kącie za łózkiem obowiązkowo musiała stać beczka kiszoneju kapusty. Na półce
    zwanej trzanem obok Bilbli, śpiewnika musiała również stać buteleczka
    gorzałeczki.
  • rita100 30.07.05, 21:48
    Społeczeństwo wiejskie
    było dawniej zamknięte, w której obowiązywała ścisła hierarchia ustalona według
    cenzusu majatkowego. Najwyżej stali - "gburzy", młynarze i kowal, później inni
    wiejscy rzemieślnicy jak garncarze, stolarze , jeszcze niżej chałupnicy,
    ogrodnicy, komornicy. Najniższą warstwę stanowili ludzie ubodzy, bezdomni,
    wędrujący po odpustach i jarmarkach lub siedzący pod kościołem.
    Od 1842 we wsi mieszkali : karczmarz, sołtys, dziewięciu gburów, sześciu
    chałupników, kowal i pasterz.

    Ciekawostką jest to, że zagrodnikami, chałupnikami czy komornikami stawali się
    często synowie, bracia z rodzin gburskich czyli najbogatszych, dlatego, że
    gospodarstw nie wolno było dzielić pomiędzy dzieci czy innych spadkobierców.

    Wydaje mi się , że bardzo dobrze, w ten sposób jeden właściciel może lepiej
    zadbać o dziedzictwo niż dzielić je na kawałeczki. Takie powinno być prawo do
    dziś ;)
  • rita100 30.07.05, 21:49
    Mąż- żona
    Od kobiet wymagało sie posłuszeństwa, nawet przy pomocy kija. Kobiety sie na to
    godziły mówiąc, że mąż musi żonę okładać kilem, ale nie zatęgo ! Wybaczano
    mężom wiele, np.picie alkoholu.
    Dzieci były przyzwyczajone do bezwzględnego posłuszeństwa i wychowywane z
    despotyczną surowością. Stanowiły tanią siłę roboczą. Córka zaś bez żadnego
    wpływu na wybór narzyczonego.
    Srogość rodziców nie zrywała więzi rodzinnych.
    A oto dawny rym dziecięcy:
    Wilk - zilk

    Gdzie zilk ? - za góro !
    Co robi ? - gęsi drze !
    Siła ich nader ? - półkopek !
    Jakie ma ocy ? - Jak węgle w nocy.
    Jakie ma usy ? - Jak dwa obrusy.
    Jaki ma nas ? - Jak polski gros.
    Jakie ma ręce ? - Jak dwa obręce.
    Jakie ma nogi ? - Jak dwa patogi.
    Jaki ma pysk ? - Taki, co cię pozre.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.05, 23:48
    Czarna strona stosunków rodzinnych i zagadka (nietrudna) dla polonistów - czy
    ta pieśń warmińska nie przypomina pewnego znanego utworu poetyckiego?

    Stała nom sia nozina:
    Pani pana zabziuła.
    W łogródku go schowała
    Drobny rutki zasiała.
    Rutko, rutko, ruteczko,
    Rośnij ty też wysoczko.
    Rutka rosnónć nie chciała
    Bo za pana truchlała.

    (O pieśni ludowej na Warmji - z książki 'Za północnym kordonem - Prusy
    Wschodnie')
  • inka28 31.07.05, 11:04
    A przypomina.

    Zbrodnia to niesłychana,
    Pani zabija pana;
    Zabiwszy grzebie w gaju,
    Na łączce przy ruczaju,
    Grób liliją zasiewa,
    Zasiewając tak śpiewa:
    "Rośnij kwiecie wysoko,
    Jak pan leży głęboko;
    Jak pan leży głęboko,
    Tak ty rośnij wysoko."
    ...

    To początek ballady "Lilije" Mickiewicza. Ale może motyw kobiety grzebiącej mężczyznę to jakaś powszechna rzecz w tamtych czasach?
    --
    Życie jest piękne. Li i jedynie.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.05, 11:23
    'Jest to stara pieśń prapolska, znana w różnych okolicach ziem polskich w
    kilkudziesięciu warjantach, która posłużyła Mickiewiczowi za temat do
    ballady "Lilije". Jak twierdzi p. Eugenjusz Kucharski w wydanej przed paru laty
    we Lwowie rozprawie p.t. "Pani pana zabiła", pieśń ta powstała w wieku XIII-
    tym, - zapewne na Śląsku. Tyle więc czasu utrzymuje się ta pieśń w ustach
    polskiego ludu - i dotarła aż na Warmiję.' O pieśni ludowej na Warmji - z
    książki 'Za północnym kordonem - Prusy Wschodnie'(rok wydania 1933)
  • broneknotgeld 31.07.05, 12:25
    Z połednia na połnoc pieśniczka leciała
    Ło ślubny co chopa tu zamordowała.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28940
  • rita100 31.07.05, 21:01
    Tralala - ale zagadka była fajna - gratuluje Ince odpowiedzi - bardzo , bardzo
    ciekawe to bylo - dziś uciekam , bo nadchodzi znów burza, musze chronic
    komputer.
    Pozdrawiam też Bronka - fajny wateczek :)
  • rita100 01.08.05, 20:49
    Gość portalu: tralala napisał(a):

    > Czarna strona stosunków rodzinnych i zagadka (nietrudna) dla polonistów - czy
    > ta pieśń warmińska nie przypomina pewnego znanego utworu poetyckiego?
    >
    > Stała nom sia nozina:
    > Pani pana zabziuła.
    > W łogródku go schowała
    > Drobny rutki zasiała.
    > Rutko, rutko, ruteczko,
    > Rośnij ty też wysoczko.
    > Rutka rosnónć nie chciała
    > Bo za pana truchlała.
    >
    > (O pieśni ludowej na Warmji - z książki 'Za północnym kordonem - Prusy
    > Wschodnie')

    Nie wiedziałam o tym i ta ksiazka tez mi nie znana - czekam na jakąś pozycję z
    antykwariatu z 1956 roku - ciekawa pozycja to ma być :)
  • rita100 01.08.05, 20:50
    No więc strasznie pracowano w tych czasach. Praca zaczynala się o piętej rano,
    a kończyła się wraz z wieczornym dzwonieniem na Anił Pański. Utrwaliło sie to w
    porzekadle : "Słoneczko za las, to ja gburze nie wasz".
    Pojawiali się też na wsi wędrowni handlarze: Żyd sprzedający igły, nici, guziki
    i inne wyroby pasmanteryjne, "klatnik" - człowiek skupiający stare, zużyte
    tkaniny i ubrania, czyli klaty. Taki klatnik zajeżdzał do wsi wozem konnym; na
    nim były garnki, naczynia fajansowe, jarmarczna biżuteria i zabawki dla dzieci.
    Za klaty płacił tym co miał na wozie.

    Ten zwyczaj długo przetrwał , nawet na południu Polski, pamiętam, przyjeźdzał
    klatnik i skupował stare bezużyteczne rzeczy zwane chyba do dziś klamoty lub
    klamotami. Było chyba takie coś.
  • rita100 01.08.05, 20:53
    Obyczaje rodziny
    Umiera gospodarzowi zamożnemu żona, wtedy natychmiast wprowadza się do niego
    byle jaka kobieta, która sobie wszystkie prawa żony wobec męża przywłaszcza,
    oczywiście za jego przyzwoleniem. Dzieje się to często nawet już w dzień
    pogrzebowy.

    Dobrze wiedzieć, ze taki obyczaj istnieje - w razie czego, w sądzie można sie
    na niego powołać. Bądźmy dzieweczki czujne ;))))))
    Ale .....

    Żona i dzieci bez sprzeciwu uznają wole ojca. Kobieta musi być poważna, bez
    takich sobie serdecznych małżeńskich stosunków, bez tkliwych scen. Gdy
    wyruszają razem do miasta wtedy pamietajcie , mąż podąża przodem, a żona musi
    kilka kroków za nim. Jeśli zabierają ze sobą tłumoczek, to niesie go kobieta.

    ps: wyobrażam sobie życie Warmiaków w dziesiejszych czasach, marketowych,
    wspaniały scenariusz na film regionalny.
    Ciekawe czy wiecie co oznacza - gacono, gacić coś, łogacić ?
  • rita100 02.08.05, 21:36
    Praca Warmiaków
    nigdy się nie kończyła. Wiosną były przygotowania ziemi pod uprawy. Lato i
    jesień to czas pielęgnacji upraw i zbiorów, czas gromadzenia zimowych zapasów.
    Jesienią siano oziminy i gacono chatki czyli ocieplano od zewnątrz. Zimą
    nastawał czas napraw narzędzi, czas młócki i przędzenia lnu oraz wełny, a także
    czas tkania.
    Nie zawsze był szczęśliwy czas ludzi starszych. W niektórych rodzinach ,ludzi
    starszych traktowano z szcunkiem i miłością, w niektorych starano się ich
    pozbyć uprzykrzając im życie.

    Mimo pracy ludzie mieli czas na gry i zabawy, i tak grali w karty w "zechziga",
    psieska, czarnego piotrusia albo w kasztelana na frojerki (zapałki), szyszki
    sosnowe, rzadko na pieniądze. Kto wygrał, musiał stawiać gorzałkę. Biada temu,
    kto został "czarnym piotrkiem". Dziewczęta smarowały go sadzami i
    nazywały "pofajdokiem".
  • rita100 02.08.05, 21:38
    Wieczory zimowe sąsiedzi zbierali się kolejno u któregoś w chałupie.
    Rozmawiali, gawędzili, palili fajki i naprawiali sieci.

    Kobiety skręcaly nici lniane i śpiewały rózne pieśni. Szczegolnie Mazurki znały
    bardzo dużo piesni, które śpiewały chętnie i pięknie na serdeczną nutę.
    Podobnie jak podczas wspolnich prac w polu, szczególnie żniw rozlegały się
    śpiewy kobiet i dziewcząt.

    Okazją do wspolnych spotkań towarzyskich był też zwyczaj wspólnego przędzenia.
    Przy tej okazji opowiadano baśnie i autentyczne historie, śpiewano, a po
    zakończonej pracy tańczono. Gospodynie przygotowywały poczęstunek - czyli
    pieczone kartofle z olejem lub "surgały" - wałeczki z drożdzowego ciasta
    suszone w piekarniku i spożywane z ciepłym mlekiem.

    Jeszcze przejdziemy do śpiewów i tańców - a może i znajdziemy stare
    przyśpiewki, ktore tak dawno, dawno temu kobiety sobie śpiewały.
  • rita100 03.08.05, 22:40
    Urzędnika nazywano skucynik
    czyli taki co dokucza ludziom.

    Tu musze powiedzieć , że ciekawy był podatek solny. Władze pruskie wprowadziły
    monopol na sól. Każdej rodzinie wiejskiej wyznaczono określoną ilość soli po
    ustalonej cenie. Sól o wartości 2 talary sprzedawano po 6 talarow. Każdy
    poddany musiał wykupić przydział soli, jeżeli tego nie uczynił, podlegał karze
    chlosty, a za trzecim razem nawet karze śmierci. Przemyt był surowo karany.

    Coś na marginesie, okazuje się , ze sól z Wieliczki przyczyniła sie do budowy
    tak wspaniałego i podziwianego miasta jak Kraków. To dzięki handlowi tej soli,
    ktora w owych czasach była na wagę złota powstało wiele zabytków , pałaców.
    Jedni mowią, że Kraków Wieliczka zbudowała, jako że krol dysponował solą i
    dlatego został zbudowany Wawel , za cenę soli. Kiedy się sól wyczerpała , a
    cena soli radykalnie spadła inny król przeniósł stolicę do Warszawy, bo tam mu
    obiecano i tak do dziś tam własnie obiecują, obiecują.... taka to oto
    wspólczesna legendy ciąg dalszy ;)
    Już niedlugo będzie o pozywieniu i jadle :)
  • rita100 04.08.05, 20:43
    Poziom higieny ludności wiejskiej był w tamtych czasach bardzo niski. Nie
    dziwmy sie , ze szalały rózne zarazy i choroby. Zdrowi i chorzy, dorośli i
    dzieci sypiali po kilkoro w jednym łózku. Domu nie wietrzono, złamania
    nastawiał owczarz, a kowal pełnił funkcje dentysty. Kąpiel odbywała sie raz w
    roku w specjalnej bali czy korycie, a w lecie tylko w stawach czy rzeczkach.
    Przed drzwiami leżała kupa obornika, na którą załatwiała wszelkie potrzeby cała
    rodzina. W okresie zimowym czyniono to nawet we wnątrz izby.
    Rewolucyjne zmiany przyniosło dopiero dwudziestolecie międzywojenne.
  • rita100 04.08.05, 20:45
    Sposoby leczenia
    A teraz bardzo ciekawe sposoby leczenia.
    - Środek przeciwko wycieńczeniu.
    Dwie baby brały chore dziecko, jedna podawała drugiej przez płot i z powrotem
    je odbierała. Czynność należy powrórzyć trzy razy.
    ( To taktyka polityczna Robiego - ciągle wybieramy tych samych wierząc , że nas
    uzdrowią - tak robisz Robi - ci sami ludzie w róznych partyjkach z rąk do rąk i
    w ten sposób uzdrawiasz )
    - Zimnica.
    Na zimnicę najlepszym środkiem była wódka.
    - Febra.
    Dawniej do odpędzania febry używano Ewangelii św. Jana.
    - Żółtaczka.
    Na żółtaczkę pomagało robactwo na chlebie z masłem.
    - Ból głowy.
    Cierpiącemu na ból głowy stawiano na głowie garnek z wodą, w ktorej był kawałek
    stali.
    - Ból zębów.
    Najlepszym sposobem na bol zebow było przyglądanie się księzycowi na nowiu w
    nieruchomej postawie. Inny sposób to dotknąć chory ząb trzy razy kością z
    cmentarza.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 21:53
    To pewnie niejeden wolał zachorować na zimnicę, niż na żółtaczkę (fuj) lub
    cierpieć na ból zębów (kość z cmentarza - strach się bać!).
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 21:51
    Spośród wielu epidemii nękających Prusy wspomnę o dżumie, która nawiedziła te
    ziemie w latach 1708-1710. Wprawdzie już w 1708 roku powołano Kolegium Zdrowia
    z siedzibą w Królewcu, które opracowało i upowszechniło zasady zapobiegania
    dżumie i leczenia tej choroby, lecz nie powstrzymało to to wybuchu epidemii.
    A zalecano utrzymywanie w czystości ulic, wody, zakrywanie studzien,
    dezynfekcję domów przez palenie jałowca, rogów, prochu, a nawet bursztynu i
    kadzidła. Mieszkańcom Prus radzono, by przed wyjściem z domu zjedli posiłek
    (uważano, że głód jest przyczyną dżumy), lub choć kawałek chleba z rutą.
    Oddychać należało przez chustkę lub gąbkę umoczoną w occie rucianym. A przed
    wszystkim zamknięto granicę z Polską, do której zarazę dżumy przyniosły w
    1701r. wojska szwedzkie. Nie na wiele się to zdało - pierwszy przypadek dżumy
    oddnotowano we wsi Białuty na Działdowszczyźnie, a we wrześniu 1708 r. dżuma
    zaatakowała Olsztynek. Ponoć syn miejscowego kapelusznika przywiózł dla swych
    trzech sióstr suknie z Polski. Wkrótce wszystkie zachorowały i zmarły. Niebawem
    zmarł sam kapelusznik, jego żona, dwóch synów i służąca. Do początków listopada
    w Olsztynku pochowano ponad 400 ofiar zarazy.
    Dżuma szalała do końca 1710r. Spośród 600 tys. ówczesnej ludności w Prusach,
    ok. 235 tys. pochłonęło morowe powietrze. ('Życie codzienne na dawnych ziemiach
    pruskich'). Dżuma wyludniła też Olsztyn, a na cmentarzu dla zadżumionych w
    1737r. postawiono figurę Chrystusa, którą dziś można zobaczyć obok kościoła
    NSJ.
  • rita100 04.08.05, 23:25
    Tak, czytałam o tych chorobach, właściwie to te zarazy wyniszyły ludność
    warmińską, ogromne, ogromne spustoszenie zrobiła dżuma - nawet musieli
    sprwadzać ludność ze Śląska by zasiedlić tereny stąd sa te nalecialości
    niemieckie.
    Tralala - czy zachowały sie jakies nagrania pieśni warmińskich czy mazurskich ?
    Jeszcze o tym będziemy jak pozwolisz rozmawiać , jesteś moim wielkim źródłem
    wiedzy.
    dobranoc
    Nie wiem czy jutro wejdę , gdyż mam w gosciach w Krakowie Olsztynianki.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 12:20
    Oj, nie wiem, czy zachowały się jakieś autentyczne nagrania pieśni warmińskich
    lub mazurskich. Jeszcze ponoć w latach 50 i 60 można było usłyszeć na ulicach
    Olsztyna (a pewnie częściej na targowiskach) ludzi mówiących gwarą warmińską.
    Ale po smutnej w skutkach dla naszej ziemi decyzji z lat 70 o 'łączeniu rodzin'
    dziś trudno znaleźć ludzi żyjących tu z 'dziada pradziada'. Ale może ktoś z
    czytających ten wątek ma takie nagrania? A może wie, gdzie można je znaleźć?
    Na razie pozostają nam gawędy warmińskie Edwarda Cyfusa 'Po naszamu' wydane z
    kasetą, a na stronie domwarminski obiecana co dwa tygodnie nowa gawęda tego
    autora - tyle, że teraz wakacje i z obietnicy została tylko jedna gawęda
    lipcowa :(
  • rita100 07.08.05, 22:07
    Masz rację, w ksiązkach jest wykazane i dowiedzione polskość ziemiczki. A
    wiemy, że są ksiązki w języku niemieckim w których wykazują niemicki chrakter
    tej ziemi. Niemcy to w swoich wypracowanich dowodzą. Jak ukazują , nie jest nam
    znane. Więc nie nogę się ustosunkować. Jedno jest pewne , że do rozwoju Warmii
    i Mazur w dużym stopniu dołożyli się Niemcy. Był okres wspaniałego rozkwitu
    Prus. Ale jeśli możesz to przedstaw nam to tu na tym spokojnym i bardzo miły
    wątku. Tralala jest bardziej obeznana , pozdziwiam ją za to , że tak potrafi
    świetnie rozmawiać. Jest też tu Ed , na ktorego licze , że się właczy.
    Kolonista , nic nie mamy przeciwko byś włączy się w dialog, bo patrząc na
    Wysoką Bramę patrzę przez pryzmat wieków , z uszanowaniem i z podziwem. Ta
    Wysoka Brama to symbol Olsztyna, to symbol Warmiaków , to znak rozpoznawczy
    miasta. To , że przyszlo nam żyć na tej ziemi czy z dala od tej ziemi, na
    której żyli Warmiacy tak Niemiccy jak i Polacy to nas wszystkich w dzisiejszych
    czasach łaczy, a nie dzieli.
  • rita100 07.08.05, 22:09
    Podstawą pożywienia Mazurów były ziemniaki. Nigdy nie gotowano je w łupinach,
    uważając, że jest to potrawa w takiej postaci dla więźniów albo dla świń.
    Posiłki spożywano w kuchni na dokładnie wyszorowanym stole, tylko w dni
    świąteczne zasiasano w pokoju przy stole z białym obrusem. W dni powszednie
    jadano wspólnie z jednej glinianej lub kamionkowej misy, posługując się
    drewnianymi łyżkami. Talerzami, widelcami i nożami posługowano się niechętnie -
    "mam pięć palców, na co mi te widły ?" - mawiano. Przed rozpoczęciem jedzenia
    odmawiano wspólnie pacierz. Bez pacierza siadać do stołu było "niełobyczajnie"

    Posiłki u bogatych rodzinach na Warmii.
    - godz.5 - sniadanie czyli frysztyk
    - godz.10 - drugie śniadanie czyli podśniadaniec, przedpołudnik lub podobjadek
    - godz.12 - objad
    - godz.16 - podwieczorek czyli podfesperk
    - godz.20 - kolacja czyli ziecierza
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 22:28
    Nieco przewrotnie zaproponuję zajrzeć do kuchni (i kiesy) biskupa warmińskiego
    Marcina Kromera. W roku pańskim 1587 wydał on na utrzymanie służby kuchennej na
    zamku w Lidzbarku Warmińskim 107 grzywien pruskich (w tym czasie kwintal zboża
    kosztował 2-3 grzywny), a zatrudnniał w kuchni 15 osób. Byli to:
    1. Stanisław kucharz - 15 grzywien i siedem łokci sukna,
    2. Tomasz pomocnik - 12 grzywien
    3. Grzegorz, co pewien czas pomagał - 3 grzywny
    4. Grzegorz pierwszy kucharz - 6 grzywien
    5. Ten, co musiał odejść z pracy - 3 grzywny
    6. Kucharz kurii - 12 grzywien
    7. Adam jego pomocnik - 6 grzywien
    8. Baranek, nowo zatrudniony do pracy na rzecz domowników pierwszej rangi - 1
    grzywna
    9. Bartosz sługa w kuchni - 3 grzywny i 10 szelągów
    10. Jerzy sługa w kuchni - 3 grzywny i 10 szelągów
    11. Andrzej sługa do zmywania naczyń - 3 grzywny i 10 szelągów
    12. Jego następca Jan - 3 grzywny i 10 szelągów
    13. Maciej opiekujący się kurami - 6 grzywien
    14. Michał piwniczny (co już umarł) - 10 grzywien
    15. Jakub jego następca - 5 grzywien.

    Kto chce niech zsumuje (1 grzywna liczyła 60 szelągów) - czy to faktycznie 107
    grzywien. A musieli ci wszyscy kucharze i ich pomocnicy nagotować jadła dla
    około 150 osób, które na zamku pracowały lub gościły na dworze biskupa. No i
    mamawiam do zwiedzania zamku lidzbarskiego, znanego tu - niech się mieszkańcy
    grodu Kraka nie obruszają - jako Wawel Północy :-)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.05, 10:09
    I ja przyłączę się do tego zaproszenia. Mam nadzieję, że kolonista jeszcze się
    tu pojawi, a może ktoś inny zechce dołączyć i opisać dzieje niemieckojęzycznych
    Warmiaków. W polskich źródłach niewiele na ten temat można wyczytać - bez
    znajomości języka niemieckiego ani rusz. A kolonista ma rację - pomijając
    historię osadnictwa niemieckiego nie sposób poznać prawdziwą historię tej
    ziomecki.
    Spróbuję choć nieco uzupełnić ten brak, cytując fragment z książki 'Prusy
    Wschodnie', rozdział: na Warmji niemieckiej
    "terytorium dawnego księstwa biskupiego Warmijskiego dzieli się etnograficznie
    na dwa obszary (...): mniejszy, polski, na południu, z miastami Olsztynem,
    Wartmeborkiem i Biskupcem, oraz większy niemiecki, na północy, z miastami:
    Braniewem (Brunsberga, Braunsberg), Fromborkiem (Frauenberg), Licbarkiem
    (Heilsberg), Ornetą (Wormditt), Melzakiem (Mehlsacg), Dobremmiastem (Gutstadt),
    Reszlem (Roessel), Bisztynkiem (Bischofstein) i Jezioranami (Zybork, Seeburg)."
    Tyle na początek. A przy okazji drobna zagadka - kto wie, jak dziś nazywa się
    Melzak i co oznaczała ta dawna nazwa?
  • rita100 07.08.05, 22:10
    Tralala - nie martw sie , jak skończymy podstawową wiedze o Warmiakach i
    Mazurach, zaczniemy drązyć temat głebiej i cos znajdziemy, a moze ktoś nam
    znajdzie :)
  • rita100 07.08.05, 22:11
    Koniecznie to przeczytajcie - bardzo ciekawe :)
    Latem chłop mazurski zabierał sie do pracy o 5 rano na czczo. O siódmej
    spożywał pierwszy posiłek złożony z kapusty kwaszonej, ziemniaków i wódki.
    O godz. 10 wypijał kieliszek wódki i zjadał kawałek chleba. Na objad
    najczęsciej żur z ziemniakami. Na ziecierze jadł kapustę kiszoną z ziemniakami
    i znow wódeczka.
    Oprócztych dań również przygotowywano kluski z mąki pszennej, do klusek
    przygotowywano "zaklepkę" czyli zupe z kwaśnego mleka. Podawano też słodkie lub
    kwaśne "klekoty" W czasie żniw najczęsiej podawano "breję" ze skwarkami i
    kiełbasą. Na oleju smażono bardzo lubiane "plince" - placki ziemniaczane.
    Częstą potrawą były też "surgały" - długie, cienkie wałeczki z pszennego
    ciasta, suszone w piekarniku podawane z gąrącym słodkim mlekiem.
  • rita100 07.08.05, 22:12
    Menu dla tradycyjnej jadłodajni:
    - bury groch okraszony słoniną
    - muza ze skrzeczkami
    - muza z mlekiem
    - krupy z olejem
    - marchew z masłem lub ze skwarkami
    - brukiew z masłem lub z olejem
    - kluski kartoflane okraszane ze słoniną
    - kluski kartoflane z zupą grzybową
    - kluski kartoflane z grochem i kapustą
    - kluski kartoflane z serwatka i maslanką
    - kluski kartoflane z zaklepką z zsiadłego mleka
    - kartofle z olejem
    - szturane kartofle i kwaśne mleko
    - plince na oleju
    - breja ze skrzeczkami i kiełbasą
    - kwasne lub słodkie klekoty
    - jajecznica na wędzonce
    - czernina z drobiu
    - rentozina (wołowina) z kluskami lub kartoflami
    - baranina z kluskami
    - woszty z krupów - kaszanka
    - surowa kapusta kiszona
    - podstawą chleb, ktory nigdy sie nie przeje
  • rita100 08.08.05, 21:33
    Acha, moja ciekawostka wspomnieniowa - Tralala - wyobraź sobie, że kiedyś
    spędziłam czas mieszkając sama w takiej starej, drewnianej chatce warmińskiej.
    Opiekowali się mną kiedy byłam w wieku przedszkolnym stare małżeństwo
    Warmiaków. W tej chatce spało sie na siennikach, był taki podłużny drewniany
    stół, oraz piec na pieczenie chleba jak i ubijalismy masło. Raniutko
    wychodziliśmy na grzyby. Tak , to nie sen i nie wyobrażnia, dane mi było
    przebywać wśród staruszków, którzy żyli jeszcze w tradycji. Były to lata bliżej
    60-te. Jedyna chatka pod lasem gdzieś na wsi, daleko od drogi. Nie wiem
    dlaczego sie tam znalazłam i co mnie z tą rodziną łączyło, ale staruszkowie
    żyli samotnie i nie znam ich dalszych losów. Spędziłam krotkie wakacje w takiej
    rodzinie.
    Tak pisząc to, to dochodzę do wniosku, ze matka zostawiając mnie u takich
    staruszków musiała im ufać i bardzo mieć bliskie stosunki. Nikt nie zostawia
    małego dziecka u obcych. Tralala - dalej już nie medytuje, bo mogę dojść do
    szokujących wniosków ;))) hahahaha
    pozdrawiam
  • rita100 08.08.05, 21:34
    Napoje
    Głównym napojem codziennym była kawa zbożowa, którą przyżądzano z zieren
    jęczmienia. Piło się też wodę , mleko i maślankę. Najbogatsi gospodarze
    popijali prawdziwą kawę i herbatę. Ale najbardziej ulubionym napojem był tzw.
    lenkwar, czyli napój ze sfermentowanego miodu z wodą, z dodatkiem ziaren
    jałowca.. Był musujący, lekko gorzkawy, z wyraźnym jałowcowym zapachem.

    Odzielnym zagadnieniem jest sprawa spożycia alkoholu.
    Piwo od dawna pito w naszym regionie i to bardzo duzo. Tu możemy zauważyć , że
    tradycja nie zagineła, jedynie browary. Wspomnę , że w samym Olsztynie w XIX
    wieku było kilkanaście browarni. Wszytkie wspaniale prosperowały.
    Sprzeczne opinie istnieją co do spozywania mocnych trunków. Wódkę kupowano, a
    wina owocowe chłopi sami wytwarzali.
  • rita100 09.08.05, 21:05
    Tralala - czytałam , tak Lidzbark Warmiński był biskupstwem - małym krajem
    warmińskim rządził biskup. W latach 1243-1466 Warmia wchodziła w skład państwa
    krzyżackiego. Z tego powodu w bitwie pod słynnym Grunwaldem brały udział trzy
    chorągwie warmińskie, walcząc po stronie Zakonu. W okresie wojen polsko-
    krzyżackich ziemie warmińskie były pustoszone przez wojska polskie i
    lietewskie. I tak ciągle trwaly walki jak nie z tym to z tym. Dużą rolę w tym
    wszytkim odgrywało biskupstwo w Lidzbarku Warmińskim z wielkim zamkiem
    lidzbarskim, gdzie kwitło życie kulturalne , rzemiosło, handel i rozwijało sie
    rolnictwo. Pózniej najazd szwedzki zrobił spustoszenia, a po Szwedach
    nadciągneła - epidemia dżumy.

    Tralala - czy dasz radę odpowiedzieć na pytanie - dlaczego po II wojnie
    światowej zmienono nazwę miejscowości np. nadano Mrągowo miejsowości od wieków
    znane jako Sąsborg lub Giżycko z miejscowości Lec, lub Kętrzyna z miejscowości
    Raścibórz ?
  • rita100 09.08.05, 21:06
    Uprawa ziemi
    Klimat i gleba na Warmii i Mazurach nie sprzyjał rolnistwu. Lata krótkie,
    chłodne i wilgotne, a zimy bardzo silne i długotrałe mrozy. Urawiano zboże
    jare, oziminy, ziemniaki , buraki i warzywa. Niemcy nauczyli Warmiaków siać len
    i konopie dzieki którym nastąpił drastyczny rozwój regionu. Rozwineło się
    doskonale tkactwo.
    Wróćmy jednak do siewów. Warmiacy mieli swoje wierzenia związane z siewem -
    bardzo proszę przeczytajcie, bo te wierzenia to dobra zabawa nawet i stanowią
    tajemnicę dobrych plonów.
    A więc zapraszam :)
  • rita100 09.08.05, 21:07
    Wierzenia związane z siewem
    - Chłopi wywozili obornik na pole podczas przybywania księzyca i natychmiast
    rozstrząsali pierwszą kupę aby robactwo nie dostało sie do zboża.
    Tradycja ta została do dziś , bo nawet w niektóre rosliny w instrukcji pisze ,
    że trzeba sadzić podczas przybywania księzyca :)
    - Pszenicę należało siać we środę, dzięki temu wróble nie wydziobywały ziaren -
    ponoć wróbelki w ten własnie dzień miały post ;)
    - Nie należało kłaść na stół nasienia do siewu, bo to powodowało , że rośliny
    nie wzeszły.
    - W supełek od płachty do siewu zawiącywano chleb, pieniądze i sól - zapewniało
    to urodzaj.
    - W czasie zasiewu nie wolno bylo pożyczać ognia, robić ługu z popiołu ani
    prać, bo zboże by nie obrodziło.
    - Kiedy w drodze do siejby siewca przejedzie przez płot, to nastąpi zmiana
    nasienia.
    - Przed siewem mieszają nasiona z trzema garściami ziemi z roli sąsiada; miało
    to wrózyć szczęście.
    - Jeżeli siewca zostawił kawałek roli niezasianej, to wrózyło, że umrze w tym
    roku.
    - Przy sianu zyta mówiono: "Pierwsza garść dla Pana, druga dla mnie, trzecia
    dla ptaków".
    - Aby wyplenić z pola siewnego oset, zakopywano na tym polu we czwartek po
    zachodzie słońca drzazgę z drzewa, w które piorun uderzał.
  • rita100 09.08.05, 21:08
    Ważne instrukcje dla rolników
    - Przy zasiewie grochu nie wolno puszczać wiatrów, aby robactwo nie dostało sie
    do grochu.
    - Bób przed zasadzeniem trzeba trzy razy przesypać przez spodnie.
    - Na zagon gdzie sadzimy kapustę, kładziemy kamień, aby główki kapusty były tak
    twarde jak kamień.
    - Aby zabezpieczyć kapustę od gąsienic trzeba wziąść trochę piasku z grobu
    ostatniego nieboszczyka i posypać nim sadzonki kapusty.
    - Kobiety sadzące kaputę musza mieć na głowach mocno opasaną chustkę by kapusta
    również miała mocno związaną główkę.
    - Sprzedając ziemiaki na nasienie, należy trzy sztuki zostawić sobie, aby nie
    utracić urodzaju. Ani jednej sztuki więcej ani mniej.

    I takie przyslowie:
    " Chceszli mieć kawałek chleba,
    Pilnie ugór orać trzeba
    Dobrze swą rolę uprawiać
    I do siejby w czas się stawić.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 11:30
    A dopóki nie obsiało się własnego pola, nie wono było nikomu sprzedawać ziarna,
    bo w ten sposób można było oddać własną pomyślność i błogosławieństwo.
  • rita100 10.08.05, 21:03
    ciekawe, dodam , ze chyba też pozyczać nie wolno:)

    Len i tkactwo
    Len uprawiany był na całym obszarze Warmii i Mazur. Właściwie z tego
    utrzymywała sie cała wieś. Len siali wyłącznie starsi i doswiadczeni
    męższczyźni. Za patronkę lnu uważano św.Helenę i starano się go posiać przed 21
    maja
    "Kto sieje len po św. Antonim
    dobrego plonu nie spodziewa się po nim."
    Produkcja przędzy i tkanin lnianych stanowiła główne źródło dopływu gotówki dla
    większości małych gospodarst chłopskich. Zimą i wczesną wiosną całe rodziny
    pracowały przy tykaniu lnu.
    Na poczatku XIX wieku corocznie wywożono z samej Warmii len, przedzę oraz
    płótno na 500 tys. talarów. Pezędzę sprzedawano głównie do Anglii i Holandi.

    A tak sobie śpiewano o lenku :)

    Oj, lenku, lenku, ty wiele
    kosztujesz,
    tak wiele ludzi cięzko
    fatygujesz.
    Prawda, że i ty wycierpiesz
    niemało,
    ale cię za to nosi ludzkie ciało.
  • rita100 10.08.05, 21:07
    Ze wzgledu na prostą konstrukcję , narzędzia do wstępnej obróbki włokna
    lnianego znajdowały sie w kazdym gospodarstwie, a w każdej chatce kołowrotek do
    przędzenia. Zycie zimowe w gospodarstwach tętnilo śpiewem , przyśpiewkami,
    gawędami w czasie wspolnego przędzenia.

    Zwyczaj był taki, ze Panna Mloda musiała własnoręcznie utkać płótno na koszule
    dla Pana Mlodego i w ręku ją uszyć. Przed ślubem mlody wdziewał podarowaną mu
    koszulę i dawał swojej wybrance talara na szczęście.

    Proponuje by od jutra taki zwyczaj panował w Olsztynie. Być może zgłosi się do
    nas Mloda Para ? ;) Zreszta do zwyczajów weselnych jeszcze dojdziemy. Jesli sie
    znajda chetni to możemy porowadzić ich slub tradycyjny i wirtualny - są
    chętni ? ;))))
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.05, 21:11
    Przyznam, Rito, że zadajesz mi trudne pytanie 'dlaczego po II wojnie światowej
    zmienono nazwę miejscowości np. nadano Mrągowo miejsowości od wieków znane jako
    Sąsborg lub Giżycko z miejscowości Lec, lub Kętrzyna z miejscowości Raścibórz?'
    Nie potrafię na nie w pełni odpowiedzieć. Zapewne chodziło o zerwanie z
    niemiecką częścią historii tych ziem, o udowodnienie tezy o powrocie do
    Macierzy, o jak najszybsze spolszczenie tego regionu. A nazwy miast ustalała
    Komisja do spraw nazewnictwa miast (jeśli się mylę, to może ktoś sprostuje).
    Niestety była zbyt gorliwa i przy okazji zlikwidowała wiele pięknych nazw,
    które zasługiwały na zachowanie. A nowe są czasem na 'chybił-trafił'.
    Kętrzyński urodził się w Giżycku, a w Kętrzynie jedynie kończył szkołę średnią.
    Gizewiusz w Giżycku spędził tylko kilka miesięcy, z wizytą u szwagra.
    Pienięznem być może powinien być Olsztyn, bo przecież tu działała rodzina
    Pieniężnych, a został nim Melzak. Na szczęście zostały nazwy wsi, które bardzo
    często świadczą o staropruskich tradycjach Warmii i Mazur.
    Podobno bezpośrednio po wojnie nowopowstałe województwo miało nazywac się
    pruskie, ale szybko wycofano się z tego pomysłu i powstało woj. olsztyńskie.
    Na szczęście, jak twierdzi Szekspir, "That which we call a rose by any other
    name would smell as sweet" (Romeo and Juliet)
  • rita100 10.08.05, 21:50
    Tak myślałam, że nadgorliwośc i szybkie spolszczenie ternów. Ale przznasz, że
    nazwanie miast od nazwiska ludzi tylko dlatego , ze propagowali polskośc to
    jednak niewypał. Można pomniki stawiac , ulice zwać ale nie całe miejscowości.
    Ja nie wiem czy sami Nazwani byli by szczęśliwi z takiej sytuacji. Bo chyba nie
    walczyli o to by miasta stare jak świat zmieniać nazewnictwo całkowicie i
    zapomnieć o histori tej ziemi i pierwszych ich nazwach. Tymbardziej, że te
    nazwy nie pochodzily od tak sobie tylko były tradycją od wieków wieków, nazwane
    przez pierwszą osiedloną się ludnośc. A fe, to naprawdę bylo nie fair.

  • rita100 11.08.05, 20:22
    Wiersz
    Oto piękny wiersz niemiecki tłumaczony przez Gizewiusza , dzis od jego nazwiska
    zostało nazwane miasto Giżycko dawne Lec lub z niemieckiego Lotzen.

    Kwitnący len

    Pośpieszmy na pola, na błonie kwitnące,
    lnu ziółko tam widać dla dziewcząt rosnące.
    Zieleni sie mile, wysmukłe i drobne,
    niejako dziewicom młodziuchnym podobne.

    Tam pysznią się klosy w swym złotym ubiorze,
    lnu ziółko, tu stoi w swej cichej pokorze.
    Na główce modrzuchna jak niebo korona,
    ta najczystszą z rosy perełką zrobiona.

    Tuliła je ziemia jak matka w swym łonie,
    aż wnet i podrosło w niebieskiej obronie.
    Już wdzięcznie się kłania i wznosi swe czoło:
    "Wam, niebo i ziemio, dziękuję wesoło".

    Wnet zbierzem i zniesiem do domu to ziółko,
    tam włóknem srebrzystym obwije się kółko.
    Niech kółka zawarczą, niech śpiewy sie wznoszą !
    nić cieńsza nad jedwab - to naszą rozkoszą.

    Gdy śniegi te pola zielone pobielą,
    zejdziemy się wszyscy wieczorem z kądzielą.
    Jak w lecie len strojny nas cieszy w swym kwiecie,
    tak zimą we wieniec żyjący nas splecie.

    Tralala - napewno rozumiesz ten wiersz, to że jest sliczny i taki prawdziwy
    zyciowo, to nie ma wątpliwości, ale to że ten wiersz pokazuje wieką miłośc do
    ziemi i oddaje hołd tej ziemi, wiersz napisany w języku niemieckim przez
    anonimowego poetę ukazujący oddanie tej ziemi swoją twórczość to jest piękne.
    Szkoda , ze nie ukazuje się całej twórczości Warmii, szczegolnie w twórczości
    też niemieckiej - bo wszyscy bez względu na język, czy przekonania ukazują jej
    piękno i szacunek dla pracy. Praca Warmiaków opierała się na rolnictwie i
    uprawach. W lecie zajmowano sie ziemią ale zimą, zimy były też piekne zwłaszcza
    kiedy wszyscy sie zbierali w chałupach na tkaniu i prowadzili Warmiaków rozmowy
    tradycyjne. To spiewy, to tańce , to bajanie, to wypieki. Tak, wiersz ten
    oddaje ten czas:

    "...tak zimą we wieniec żyjący nas splecie."

    Autor tego wiersza był doskonałym znawcą życia ludności na warmińskiej wsi i
    kochał ją. Jak on to delikatnie opisał.
    Tralala dodasz coś jeszcze ? :)


  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 21:12
    Kwitnący len to piękny wiersz, spodobałby się mojej babci. Pola błękitne od
    kwitnącego lnu to jeden z ostatnich widoków, jaki widziała żegnając na zawsze
    swój rodzinny dom. Inna to była ziomecka, ale żal ten sam jak Warmiaków i
    Mazurów, którzy musieli opuścić swoje domy. I nie minął do końca życia.
    Żeby zupełnie nie zmarkotnieć dodam, że długie, zimowe wieczory, kiedy kobiety
    i dziewczęta tkały len, to była też okazja do snucia opowieści i śpiewania
    piosenek, może takich jak ta:

    Jedzie Janek spod Olecka,
    Pod nim konik jako świecka,
    I przyjechał w podworecko,
    Zakołatał w okienecko.
    Dobry wiecor, matko moja,
    Czyli macie córkę doma?
    'Oddałam ją za drugiego,
    Za trąbaca królweskiego!'
    Podajciez mi skrzypki moje,
    Pudę jej grać na wesele!
    'Gdzie, mój miły, tam pudziecie,
    Toć wy się tam pobijecie!'
    Usiądę się na róg stoła,
    Zobacy mię Kaśka moja! -
    Kaśka Jaśka obacyła,
    Bez trzy stoły przeskocyła,
    A na czwartym ślubowała,
    A na piątym rąckę dała.

    No i proszę - jest happy end.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.05, 23:13
    Piosenka przy kądzieli (spisana przez Franza Tetznera)

    Gdy śnieżek pobieli te zielone pola,
    tedy się zejdziemy z kądzeló,
    gdy kołka zawarco, niech się śpiewy wznoso.
    Nić tniejsa nad iedwabb, to nasza rozkosa.
  • rita100 11.08.05, 23:18
    Wiesz Tralala , ten moment jest najpiękniejszy, relaks przy pracy Warmiaków i
    Mazurów był serdeczny i taki z pieśniami. Teraz chyba przejdziemy do
    najlepszych momentów - sztuki , kultury, zabawy. Najbardziej lubie te liryczne
    momenty. Te wiersze z duszą. Nawet się nie pytam o dzieje Twojej babci , bo być
    może za osobiste pytanie. Chyba jutro bedzie tkactwo, to dopiero sobie
    dziewczyny śpiewały. Czy nie myślisz , że tak spędzając czas przy wspólnym
    tkaniu to coś za czym teraz w dobie nowoczesności nie do pojęcia ?
    dobranoc , uciekam
  • rita100 12.08.05, 21:26
    Oprócz lnu uprawiano także konopie w mniejszych ilościach ale też się nim
    zajmowano. Rownież hodowano w XIX wieku owce na wełne. Przędzenie włókien i
    tkanie było najbardziej popularnym zajęciem na WiM, najczęsciej zbiorowym.
    dlatego też wytworzono wspaniały klimat i atmosferę.
    Kiedy nastawały długie wieczory, zbierano się w chalupach i rozpoczynano
    przędzenie. Mlodze dziewczęta i strasze kobiety przynosiły ze sobą
    swoje "kółka", które puszczały w ruch "aż się wiatr w izbie robił". Śpiewano
    przy przędzeniu piosenki, opowiadano bajki, niekiedy taki wieczór kończył się
    tańcami. Wspólne takie przędzenie miało więc istotne znaczenie dla przekazania
    miejscowych zwyczajów i wierzeń.

    Tralala - te czasy nie powrócą czyli wszyscy siedzą w domach, nie ma już
    wspólnego śpiewania, opowiadania nawet na wsiach gdzie w swoich willach ludzie
    są zamknięci i prawie się nie znają. Chyba taką mamy wieś teraz.
  • rita100 12.08.05, 21:27
    Prządki warmińskie

    Płyną drzazgi na kominie,
    Sypsią złotych jiskrów moc.
    Prządą dziewki z zazijanki
    A przez łokno patrzy noc.

    Finak siedzi przy łogańku
    I dokłada smolnych drzazg.
    Dudnia kloce na podwórku
    Ze stodoły słychać trzask.

    Hej ! furkocą rażno kółka
    Łustazione w jeden rząd,
    Aż sia zietrz po jizbie kranci
    I wymniata kazdy kąt.

    - Szpulka pełna ! Dajta jano
    Motozidło ! Trzeba zzić ?
    Nie łuprzandziesz putoraka,
    Wstydź, sia zgniła dziewko
    wstydź !

    Powiedz bajka nam, Marianno,
    Możesz tyle, siuła chcesz,
    Choć gadają we wsi ludzie,
    Ci ty gwałt nazmyślasz ! Łżesz !

    Przandą dziewki, bajka przandzie
    Jek z anielskich włosów mnić,
    Ło tych strachach, ło tych czarach,
    Bandziesz potam w nocy śnić.
    ...

    M. Zientara-Malewska
  • rita100 12.08.05, 21:48
    nie była znana w ówczsnych czasch, w ogole nie wspominano o wadze. Ciekawe jak
    wtenczas ważono produkty, ale moj przypadek z dzisiejszego dnia nadaje się
    calkowicie do tego watku. Więc tak się stalo i to nagle , że zepsuła sie waga
    elektroniczna, komputerowa i zmuszona byłam wyciągnąc stara wagę , takiego
    klonkiera , czyli wage uchylną , cięzka , metalową - to tak jakbym wyciągła
    uzyję porównania, maszynę do pisania, pamietasz takie jeszcze metalowe, cięzkie.
    A poniewaz waga bardzo stara , unikatowa i zabytkowa to szalka gdzieś sie
    zapodziała i musiałam rónowazyć ja jakimś przedmiotem. Wpadłam na pomysł
    ksiązki, mam ich tyle , że ho, ho, więc kładłam po koleji jak leci : to tą
    ksiązkę , to tą i biore nastepną ksiązke "Wehikuł czasu" i ta własnie ksiązka
    była idealna do zrównowazenia starej wagi. Jaki ubaw miałam, sama nie wierze w
    czary ale ten Wehikuł czasu jest idealny. Waga się wyzerowała i tak waże towary
    z wehikułem czasu - to się nazywa przypadek nad przypadkami. Idealnie wszystko
    skomponowane.
    pozdrawiam
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 22:15
    To prawda, nie ma już takich spotkań przy wspólnej pracy ani na wsi ani w
    mieście. Ciekawe, co za sto lat będą badać etnografowie? Może takie forumowe
    pogwarki?
    Gratuluję pomysłu z wagą. Jakie to szczęście, że papierowe książki nie zostały
    wyparte przez różne elektronczne wynalazki (jeszcze?). A jakie dawniej
    stosowano miary i wagi - zapytam jutro wielce kompetentną osobę od lat
    odkopującą początki państwa polskiego, a prywatnie moją kuzynkę. Po powrocie -
    we wtorek - zdam relację.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.05, 22:24
    Jeszcze jedna piosenka z powiatu łeckiego, do śpiewania przy wyszywaniu.

    Jest za miastem gajecek,
    W tym gajecku domecek,
    A w tym domecku slicna gumiędzianka
    Srebrem, złotem wysywa.

    Król się o niej dowiedział
    I sam do niej przyjechał;
    Wysyj, wysyj, ślicna gumiędzianko,
    Imię króla samego.

    Nie mam srebra ni złota,
    Ja uboga sierota,
    Daj mi pokój, najjaśniejszy krolu,
    Mię ubogiej sierocie!

    Król się na nią rozgniewał
    I po kata posłać dał;
    Wysyj, wysyj, ślicna gumiędzianko,
    Imię kata samego!

    Nie chciałam być królową,
    Nie chcę być i katową;
    Daj mi pokój, najjaśnieszy kacie,
    Mię ubogiej sierocie!

    Ona idzie w zieleni,
    A kat za nią w cerwieni,
    Płyńze, płyńze, slicna gumiędzianko!
    Cisnął w dunaj głębocki.

    Przypłynęła do brzega
    I westchnęła do Boga;
    Dzięki Bogu, Panu wsechmocnemu,
    Zem ja się tu dostała!

    Gdyby ktoś przypadkiem wiedział, kim była 'gumiędzianka' proszę mnie oświecić.
  • rita100 12.08.05, 22:40
    śliczny utwór - ciekawe kto ta - gumiędzianka - to nie hafciarka ?
    Jak przyjdzie Ed - to damy mu tą zagadke do rozgryzienia :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 20:51
    Właśnie wróciłam z kilkudniowego wyjazdu do krainy, gdzie wstając rano z łóżka
    wsuwałam nogi w laczki i otulałam się w porannik. Pogoda poprawiła się na tyle,
    że mogłam nosić bluzeczkę na ramkach. Pomagałam też przy gotowaniu, a że
    umiejętności kulinarne kiepskie, dostałam jedno zadanie – obrać pyry. Tak więc
    wróciłam w Pyrlandii, a tu taka niespodzianka. Gumiędzianka rozszyfrowana!
    Wielkie dzięki. Przyznam, też najpierw myślałam, że to hafciarka. Potem, że
    skoro Olsztyn – olsztynianka, to ? – gumiędzianka. Teraz już wiem, że to
    wiejska panna co nie chciała ni króla ni kata, za to pływać umiała.
    Oczywiście, laczki to kapcie, porannik – szlafrok, bluzka na ramkach – bluzka
    bez rękawków, na cienkich ramiączkach, a pyry – ziemniaki, czy też może
    kartofle.
  • szwager_ze_laband 14.08.05, 10:13
    niystety nic niy znoduech i piyrszy roz suysza - najprzod myslouech ize to od
    jakysj nazwy miejscowosci, ale i takyj miejscowosci niy znoduech ...
  • szwager_ze_laband 14.08.05, 11:04
    a mozno to od sie wzionuo ze wyrazu "gumno"?
  • braid 14.08.05, 20:08
    Tak , na waszych stonach rózne rzeczy mozna się doczytać - spójrz na
    dobranockę, będzie też i o piciu, może to był przebrany Utopek ?
  • sss9 14.08.05, 20:15
    Śpiesze szybciutko donieść, że ja staram sie wszystko odebrać z humorem i
    nawet ta deska sedesowa była humorkiem z usmiechem ;) Nie martw sie tak i bądź
    jak zawsze sobą. W tym jest urok każdego z nas. Utopka - chyba poważnie sie nie
    bierze :) Jak zaczniemy się siebie bać to zaniknie zabawa i dobry wesoły Utopek
    stanie się strachliwym i groźnym Utopkiem , a na dodatek wyrosną mu kły ;), a
    ząbki zamist zielone będa czerwone ;)
  • sss9 15.08.05, 18:53
    Slowo - mostoow - to chodzi o mosty ?
    Mostów u nas pod dostatkiem
    Nepomuków powinno być dużo, wszak drzew dużo i pewnie nie brakuje rzeźbiarzy.
    Nepomuk to jest rzeżba - tak ?
  • rita100 15.08.05, 19:07
    sss9 napisał:

    > Slowo - mostoow - to chodzi o mosty ?
    > Mostów u nas pod dostatkiem
    > Nepomuków powinno być dużo, wszak drzew dużo i pewnie nie brakuje rzeźbiarzy.
    > Nepomuk to jest rzeżba - tak ?

    poczekaj , bądź cierpliwy , o Nepomukach warmińskich będzie mowa
  • rita100 14.08.05, 20:16
    Laband, Tralala się ucieszy jak przyjedzie z weekendu i ja sie ciesze , że
    zaglądnąleś tu . Tralala jest chyba fachowcem w tych sprawach, tak wnioskuje :)
    Jutro to przeanalizuje, choć myślę , że może w legendach coś znajde ;)
  • szwager_ze_laband 14.08.05, 20:27
    przi okazji trochach sie podszkolou kej sie rozuazi o znaczynie wyrazu "gumno"
  • rita100 15.08.05, 19:31
    No to teraz czekamy na Tralala, by postawiła ostateczną kropeczkę. Pewnie tak
    jak ja bardzo się ucieszy i będzie zaskoczona z rozwiązania zagadki.
    A tymczasem w nagrode:
    Henryk Jasiczek
    .....
    Stojom jak chłopi w rzędzie
    Hutnicy adwokaci
    Chłopi twarde jak buki
    Pieśń ich wiąże jak braci.

    Piznom w powoł pieśniczkom
    Aż się Czytelnia trzęsie
    A serca sie im śmiejom
    I brawo biją ręce.

    W szynkowni gazdoszkowie
    Z fajeczki se pykają
    I tak mowią do siebie
    "Ale chlopcy śpiywają"

    Ej, śpiywajom śpiywajom
    Stare śląskie piesnieczki
    Jak przez wodę jechały
    Ku mej miłej koniczki.
    .....
    Ciekawe co to ta Czytelnia ? haha

  • rita100 16.08.05, 20:00
    Rzemiosło wiejskie
    Zatrzymaliśmy się przy przędzeniu i tkaniu, ale to zajęcie najbardziej było
    popularne wśród Warmiaków i Mazurów. Powstawało wtenczas wiele pieśni, wierszy,
    opowiadań , baśni i pewna tradycja związana z tym zajęciem. Ale czas na
    wiejskie rzemiosło.
    Krajobraz wiejski to nie tylko pola, łaki, domy i zagrody, lecz także
    różnorodne "punkty usługowe" zaspakajające potrzeby mieszkańców. Takimi
    wspólnymi dla wszystkich obiektami był kościół, szkoła , sklep, karczma,
    wiatrak lub młyn, kuźnia, olejarnia, folusz, garncarnia, stolarnia czy remiza
    strażacka.
    Młyny i wiatraki służyły do przemiału ziarna zbóż na mąkę. W wiatrakach
    znajdowało sie kilka par kamieni młyńskich. Najczęściej były sprowadzane ze
    Śląska, ponieważ przy mieleniu ścierały się, a tzw.ślązaki były wykonane z
    cementu mieszanego z ziarnami kwarcu. (wiadomość dla Labanda :)
    Innym większym punktem usługowym była olejarnia gdzie wytłaczano głuwnie olej
    lniany.
    Następnie - garncarstwo kojarzące się z piecem do wypalania ceramiki i koło
    garncarskie. W XIX wieku ludowe garncarstwo zaczeło upadać , nie wytrzymując
    konkurencji z wyrobami fabtycznymi.
    Kaflarstwem może się szczycić Szczytno, Pasym i Nidzica. Ich wyroby kafli miały
    śliczne ornamenty ludowe. Jajczęściej jeźdzcy na koniach, piechurzy i kwiaty.
    Piece takie najczęściej stawiały bogate rodziny traktując to jako ozdobę i
    oznakę bogactwa swych domów.
    I co ciekawe , tradycja ta wraca - spotykamy ludzi, którzy od nowa dla
    dekoracji salonów stawiają kominki lub dekoracyjne piece w swoich willach.
    Karczmy zostawimy sobie na zaś, bo temat bardzo przyjemny i rozrywkowy.
  • rita100 17.08.05, 20:35
    Karczma
    Józef Ignacy Kraszewski pisał: "Gdzie jest wieś bez karczmy ?. Byłoby to
    stworzenie bez gloy. Karczma jest bowiem miejscem schadzek, rady i wesela, w
    niej się wszystko nawiązuje i zawiązuje, w niej żal jeden drugiemu wylewa, w
    niej się kłócą i biją, i swarzą, i godzą i kochają. Karczma to serce wsi ". Na
    Warmii w większości karczmarzami byli Niemcy lub Żydzi.
    Karczmy lokalizowano obok kościoła lub na trakcie czyli gościńcach. Najczęściej
    karczma była budynkiem drewnianym, krytym słomą. W karczmie obradował sąd i
    samorząd wiejski. Gromadzono się na narady w sprawach ważnych. W karczmach
    tańczono w niedzielę przy dźwiękach kapeli. Karczma w taktych czasch była
    swoistym domem kultury. Ale najwazniejsze w karczmie było piwo, pózniej doszła
    wódka i cały zasięg tradycyjnych potraw.

    Stały dopływ gości miały zapewnić zabiegi magiczne - na przykład powróz, na
    którym powiesił sie czlowiek, miał przyciągnąć konsumentów, podobnie jak wywar
    z mrówek; skrapiano nim wnętrze karczmy, aby goście trzymali się jej jak mrówki
    gniazda.

    Prawdziwie stare karczmy zachowały sie dziś tylko w Małszewie i karczma ze
    Skandawy, znajdująca się obecnie w Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku.
    A jutro utwory prosto z karczmy o gorzałeczce :)

    "Pijcie piwko, czerwieńcie się,
    zaśpiewajcie, weselcie się."
  • rita100 17.08.05, 21:03
    Tralala, świetnie, że jesteś i to po odpoczynku, bo dużo czytania Cię czeka
    ciekawostek warmińskich. Podziękowania należą się przede wszystkim
    szwager_ze_laband mów w skrócie Laband, który dzięki swoim znajomym tez po
    fachu rozszyfrował tą niezapomnianą już nam gumiedzinkę :)
    Proste to było, jak teraz patrzę , od gumiaczków, które wkładmy by wyjśc do
    zagrody czy na podwórko.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 21:41
    A to jeszcze raz dziękuję Labandowi i wszystkim, którzy tę zagadkę pomogli
    rozwikłać, a do karczmarnego wątku dodaję piosenkę ze wsi Ostrykół (powiat
    łecki/ełcki), którą można śpiewać 'do oporu':

    Idzie flaska piersa,
    Idzie flaska sersa,
    Wiwat nam,
    Toto pan.
    Bo gorzauki dau!

    Idzie flaska druga,
    Idzie flaska długa,
    Wiwat nam,
    Toto pan,
    Bo gorzauki dau!

    Idzie flaska trzecia,
    Idzie flaska swieza
    Wiwat nam,
    Toto pan,
    Bo gorzauki dau!

    Idzie flaska ... oj, już mi się głowa kiwa. Lepiej zakończę to śpiewanie.
  • szwager_ze_laband 19.08.05, 12:06
    to jo dziynkuja Piyknie ize moguech sie sam z wami konsek pobyc - we Olsztynie
    bouech rok tymu i musza pedziec ize richtik fajne miasto mocie, nigdy ech niy
    przipuszczou ize bydzie u wos tak fajnie, a okolice to juz ani niy spominom -
    naprowdy spyndziouech we Warmii i Mazurach piykny urlop:))
  • rita100 19.08.05, 21:03
    Witam Laband, jak widzisz Tralala bardzo sie ucieszyła. Olsztyn jest pięknym
    miastem i Starówka tez, ale narzekamy na brak turystów, bo widzisz, każdy
    jedzie nad jeziora lub w lasy, zajmuje teren Warmii i Mazur , a do Olsztyna
    wpada tylko przypadkowo, najcześciej na jeden dzień. Ty tez tak zrobiłeś ?
    Zawsze wpadaj do nas , kiedy tylko masz ochotę. A czy wiesz, że kiedy ja byłam
    w Olsztynie to znalazłam na Rynku Rybnym stoiska w wyrobami góralskimi , oraz
    inne stragany z pamiątkami z calego kraju i muszelki i kapcie góralskie i
    pamiatki archiwalne lub starocie.
    pozdrawiam
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.05, 22:07
    Piękną kolekcję kafli ma muzeum w Szczytnie. Warto zajrzeć w drodze do Wielkich
    Jezior Mazurskich.
  • rita100 18.08.05, 21:22
    To posiedźmy jeszcze w tej Karczmie, tak miło przy flaszeczce jak Mazurzy mówią
    gorzialusi i opowiedzmy o tradycjach pijaństwa. Ale ta piosenak z liczeniem
    flaszeczek jest urocza i wesoła. Czytałam gdzieś, że duzo piosenek ludowych
    zebrał pewien Niemiec i wydał w języku niemieckim, ale ciezko to zdobyć. Można
    by było je przetłumaczyć.
    Pijaństwo na Mazurach
    "Najwyżej cenią sobie gorzałkę. Piją ją nie tylko męższczyżni, lecz również
    kobiety, a nawet karmią tym małe dzieci, żeby je szybciej uśpić."
    M. Toeppen
    Gorzałka
    "Oprócz zwykłej gorzałki, zwanej "kornus", są używane: "maliniak, wiśniak i
    kalmus". "Kalmus" robią w ten sposób, że do flaszki spirytusu wrzucają kilka
    kawałkow korzenia tatarakowego. Na wielkie uroczystości kobiety gotują gorzałkę
    z miodem i przyprawami korzennymi w garnku na ogniu."
    J.K.Sembrzycki
    A piwo z jałowca (kozickowe)
    Stłuczone jagody jałowca gotuje się w wodzie, po ostudzeniu nalezy dodać
    odpowiednią ilość drożdzy. Po fermentacji napój jest gotowy do spożycia.
  • rita100 18.08.05, 21:36
    Piwo na weselu

    Pijcie piwko, czerwieńcie się,
    zaśpiewajcie, weselcie się.
    Snadnieć wam wdzięcznie smakuje
    jak dzbanuszek pokazuje.

    Pijcie zywo, jak kto może,
    onoć jednak nas nie zmoże.
    Choćbym się też potoczyli,
    do śklanecki namyślili.

    Uczciwi i sławni goście,
    jedni drugich poraczajcie,
    a to piwko popijajcie.
    A to piwko popijajcie.

    Gdy smakuje rześko pijcie,
    a jak zbraknie, tak krzyknijcie,
    na mnie : Drużbanie !
    piwa nie ma we dzbanie !

    W.Kętrzyński
  • rita100 18.08.05, 21:37
    Pijak

    To ja w domu moim
    jestem sobie godzien
    gorzałeczka jest na stole,
    chociaż nie ma nic w stodole,
    hej, to ja sobie pan !
    Aby te moje flaszecki
    były pełne gorzałecki,
    ja jest sobie pan.

    G.Gizewiusz

    Gorzałka

    Ach, moi panowie goście,
    na gorzałkę się nie złoscie;
    bo ona jest dobrej woli,
    choć i ojca zrzuca z roli.
    I na syna się też grozi,
    bo ją często z miasta wozi.

    W.Kętrzyński
  • rita100 18.08.05, 21:43
    Jeszcze znalazłam taką opowieść o Karczmie w Mikołajkach.
    "Pewna karczmarka w Mikołajkach podobno zamurowała opłatek pod kotłem, w której
    pędzono wódkę. Odtąd ludzie schodzili się do karczmy jak do kościoła i
    kaczmarka dorobiła sie majątku. Po śmierci jednak nie miała spokoju, dopóki we
    śnie nie opowidziała o tym mężowi. Ten musiał odszukać opłatek i zanieść do
    kościoła."
    M.Toeppen
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.05, 21:54
    Właśnie miałam napisać o opłatku w karczmie, ale nie zdążyłam. Dopiszę więc
    tylko na 'otrzeźwienie', że w XVIII wieku w parafii Rozogi powzięto
    postanowienie, iż nikomu, kto się zapił wódką na śmierć, nie należy się uczciwy
    pochówek. Kroniki milczą, czy to pohamowało pociąg parafian do wódeczki. No i
    żeby nikt nie pomyślał, że to była tylko przypadłość Mazurów lub Warmiaków,
    przytoczę piosenkę Krakusa:

    Za górami ślepy Maciek
    Kozę na poletku pasie;
    Zarżnie kozę, przepije rogi,
    Zatoczy się na domu progi;
    Bije kobietę, że jęczy i płacze,
    A on się cieszy i wesoło skacze.
    (Albert Zweck: Mazurzy; rok 1900)
  • rita100 19.08.05, 21:04
    Wyjdźmy już z tej karczmy i do roboty. Jest czas zabawa i czas pracy. Lasy
    najwieksze bogactwo WiM. Drewno było ogólnodostępnym surowcem na budowy domów,
    narzędzi, urządzeń. W dawniejszych czasach duże ilości drewna sprzedawano na
    eksport. Szczególnie cenna i poszukiwana była sosna taborska używana na maszty
    okrętowe. Podziwiał ją sam Napoleon Bonaparte podczas pobytu na Mazurach i
    polecił zabrać jej nasiona do Francji.
    Smolarze - zajmowali się produkcją s,oły płynnej i węgla drzewnego z powalonych
    drzew. Mieszkali w osadach leśnych w pobliżu dużych lasów.
    Ważną rolę w życiu wiejskim odbrywali ludzie, ktorzy zajmowali się zbieractwem.
    Dzikie owoce leśne służyły za pokarm ludziom i zwierzetom, a także stanowiły
    surowiec do wytwarzania octu i gorzałki. Grzyby stanowiły uzupełnienie do
    pozywienia.
    Lasy mazurskie i warmińskie obfitowały w zwierzynę i ptactwo. Ze względu na
    bogactwo zwierzyny łownej organizowano w Prusach wielkie polowania z udziałem
    władz i tak całkowicie wyginął tur, tarpan, żubr.
  • rita100 19.08.05, 21:05
    Innym rzemiosłem wiejskim było Bartnicwo .
    Od niepamiętnych czasów człowiek podbierał dziko zyjącym pszczołom miód i wosk.
    Miód służył do slodzenie, a z wosku wyrabiano świece.
    Zakon krzyżacki potrzebował dużych ilości miodu i wosku dla siebie, dlatego też
    popierał rozwój bartnictwa.
    Nieco póżniej pojawiły sie ule i zaczeło rozkwitać pszczelarstwo.

    "W wielki Piątek gospodarz-pszczelarz wstawał o świcie, wysypywał mąkę razową
    na talerz lub miskę glinianą, udawał sie do pasieki, obchodził kilkakrotnie
    wszystkie ule, powtarzając następujące zaklęcie:
    'Wy pszczoły,, królowe, siadajcie na roli i na łąkach swego pana, jak Chrystus
    Pan nakazał, zbierajcie wosk i miód. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
    Amen". Czynił przy tym trzykrotny znak krzyża."
  • rita100 21.08.05, 22:19
    Mazury i Warmia obftowały w jeziora, rzeki, strumyki, bogate w najrozmaitsze
    ryby, toteż wielu mieszkańców zajmowało sie połowem ryb. Rybołustwo stanowiło
    źródło utrzymania znacznej szęśći społeczeństwa. Szczegolnie ceniono węgorze,
    za które płacono najwięcej. Handlem rybami zajmowali się głównie Żydzi polscy.

    Ryby spożywano w różnej postaci: smażone na oleju, solone, wędzone, a także w
    zalewie octowej; gotowano z nich zupę. Były przedmiotem handlu, o czym
    najlepiej świadczy nazwa placu w centrum Olsztyna - Targ Rybny. Tu własnie we
    wtorki i piatki handlowano rybami, a także nabiałem i runem leśnym.
  • rita100 21.08.05, 22:20
    -Idąc na połów "bziałkę spotkać - to źle"

    -Kobieta nie może przejść przez sieci, gdyż to wrózy niepowodzenie w połowach.

    -W niedzielę nie wolno łowić ryb od godz.6 rano do 6 wieczorem, bo "tos ryba
    tes musi pare godzin łodpocąć".

    Regionalne legendy

    Jeziora odgrywały w życiu dawnych mieszkańców wsi ważną rolę gospodarczą. Stały
    sie też tematem wielu baśni i legend. Jedna z nich mówi o tym, że jesienią, gdy
    pojawia się babie lato, po jeziorach na łódeczce z liścia olchy żegluje
    czarodziejka. To ona snuje nici babiego lata i oplątuje nimi ludzkie serca.
    Kogo zaś oplączą nitki, ten zawsze wróci na Warmię i zawsze będzie za nimi
    tęsknił.
  • rita100 22.08.05, 21:46
    Religijność Warmiaków i Mazurów.

    Miała ona swoistą specyfikę, której korzenie sięgały wieków wcześniejszych.
    Pierwotne ziemie te zamieszkiwały pogańskie plemiona pruskie. W celu pozyskania
    ich dla chcrześcijaństwa wysyłano z Polski misjonarzy. Jednym z nich był biskup
    praski Wojciech, który zginął śmiercią męczennika w 997 roku. Również kolejne
    misje wysyłane przez władców polskich kończyły się niepowodzeniem. Przełomowe
    zanczenie dla mieszkańców tych ziem miało sprowadzenie przez Konrada
    Mazowieckiego w 1226r Krzyżaków, którzy mieczem zdobyli Prusy.
    Święty Wojciech
    Zginął z rąk Prusów od ciosów zadantch włócznią. Ciało wyrzucono do rzeki, a
    odciętą głowę zatkano na pal. Według legendy, głowa św. Wojciecha przez trzy
    dni strzegł orzeł. Póżniej zabrał ją jakiś wędrowiec i dostarczył do Gniezna.
    Bolesław Chrobry wykupił ciało męczennika ponoć za tyle złota ile ważyło.
  • rita100 22.08.05, 22:13
    Przez fakt zaprowadzenia luteranizmu w Prusach Książęcych Kościół katolicki na
    Warmii znalazł sie w wielekim niebezpieczeństwie. Największe miasto warmińskie
    Braniewo, wprowadziło życie religijne według liturgii luterańskiej. Innowiercze
    nowinki głosili na Warmii kapłani zakonni i świeccy, a biskup warmiński Fabian
    Luzjański otwarcie im sprzyjał. Biskup ten wkrótce zmarł, a jego następcy,
    dzięki swojej zdecydowanej postawie, uratowali katolicyzm. Biskup Maurycy
    Ferber przywrócił w Braniewie kult katolicki.

    Władze pruskie zmierzały do likwidacji klasztorów i miejsc odpustowych. Kościół
    w Świętej Lipce tylko dlatego uniknął likwidacji. że udowodniono, iż nie jest
    instytucją klasztorną, lecz zgromadzeniem księży świeckich.
    A Święta Lipka to jeden z najpiękniejszych kościołów położony w malowniczej
    dolinie, nawiedzany rocznie przez tyciące pobożnych pątników z całej Warmii,
    Prus, Litwy i Polski. Święta Lipka to miejsce, w którym katolicy i protestanci
    w braterskim przymierzu składali cześć Najwyższemu. Chrześcijanie wszelkich
    wyznać gromadzili się tam na wspólne nabożeństwa i dla wspolnego uczczenia Boga.
    "Łosiera" do Świetej Lipki
    (łosierki to małe świeczki, które stawiano w kościele w święto któregoś ze
    świetych na intencję wyzdrowienia lub odsunięcia chorób)
    "Każdego roku na Warmii wyruszają pielgrzymki do Świętej Lipki. Rankiem
    wystrojeni świątecznie pielgrzymi, z zapasem jedzenia i ze starannie
    wyczyszczonymi butami (które niesiono na kiju), ruszali do Świętej Lipki.
    W Olsztynie po uroczystej mszy św. odprawiano łosierę biciem w dzwony. Idących
    pielgrzymów wszędzie witano biciem dzwonów. Nocleg był zawsze w Biskupcu, gdzie
    mieszkańcy tego miasta odstępowali pielgrzymom swoje łózka. Następnego dnia po
    mszy św. i śniadaniu łosiera wyruszała w dalszą drogę. Wieczorem zmęczeni
    pielgrzymi docierali do pięknego kościoła w Świętej Lipce. Całą noc trwały
    modły i śpiewy. W świeto Nawiedzenia Matki Boskiej - 2 lipca - odprawiano
    specjalne nabożeństwo dla Mazurów wyznania protestanckiego."

    Przepowiadacze (promotorzy). Przy śpiewach jeden "przepozieduje", a wszyscy za
    nim wtórują. Umiejętność "prowadzenia" śpiewu przechodziła z ojca na syna i
    wnuka."
  • rita100 22.08.05, 22:18
    www.histmag.org/archiwalia/mag45-46/swieta-lipka.html
    Wiele szczegółów znajdziecie w tej stronce, znalezionej przypadkowo, a
    zamieszczona jest tam bardzo ciekawa historia kościoła w Świetej Lipce.
  • rita100 23.08.05, 22:27
    broneknotgeld 20.02.2005 15:39

    Świynto Lipka 1482

    Kapliczka już tukej se stoła
    W opiece Zakonu była
    W niyj lipa a łona dokoła
    -Jakby te drzewo chroniyła

    Wiela na pont prziłaziyło
    Prosiyło ło łaska Nieba
    Nikerym sie to ziściyło
    Szkryfnońć mi tako tu czeba.
    Świynto Lipka

    Toż i protestanty na pont tu łaziyli
    Przeca boski łaski tyż łoni prosiyli.
    Downe jarmarki we Świynty Lipce

    Co roku tu płotno tym "złotym" towarym
    Nawet ze Flandryji kupce se zjyżdżali
    Niy yno pontnikow kusiyła swym czarym
    W Świynty Lipce przeca gyszeft ubijali.

    Widzisz Bronek i Twoje fraszki mają tu miejsce
    pozdrawiam




  • rita100 23.08.05, 22:31
    Warmiacy byli społecznoscią połaczona silnymi więziami rodzinnymi i
    sąsiedzkimi. Świadczyła o tym pieczołowicie przechowywana pamięć o przodkach, a
    także podtrzymywanie zwyczajów i tradycji. Osobliwość Warmiaków to głebokie
    przywiązanie do ziemi, ciężka codzienna praca i poczucie obowiązku wobec siebie
    i innych. Obdarzanie szacunkiem ludzi starszych, szczegolnie tych , którzy byli
    skarbnicą życiowej mądrości i tradycji. To oni właśnie , otoczeni wianuszkiem
    słuchaczy w róznym wieku, snuli przy kominku opowieści o dawnych dziejach i
    przypominali prawdy wiary katolickiej.
    Odbywały się kiermase - czyli taki zwyczaj typowo warmiński - uroczystość
    domowa związana z odpustami i "łosierami". Na kiermas zjeżdzali sie krewni i
    zanjomi z całej okolicy. Po nabożeństwie odbywały się przyjęcia, w trakcie
    których odbywały się pogawędki, opowiadania, wspólne śpiewy itp. W atmosferze
    staropolskiej gościnności kultywowanoa zwyczaje, obrzędy ludowe, przekazując je
    młodymu pokoleniu.

    Wyrazem uczuć religijnych Warmiaków były piekne śpiewy podczas mszy powodujące,
    że niejeden wierny uronił łzę ze wzruszenia.
  • rita100 24.08.05, 21:30
    Kapliczki występowały jedynie na terenie katolickiej Warmii. Stawiano je zwykle
    na rozstajach dróg, wierząc, iż własnie tu siły diabelskie, czyhają na
    czlowieka. Kapliczka miała chronić podróżnych przed tymi złymi mocami.
    Kapliczki miały róznorodne formy, były skrzynkowe, słupowe i kapliczki domkowe.
    W kapliczce ustawiano drewnianą figurkę Matki Boskiej, Chrystusa lub świętego
    patrona. Na Warmii była to najczęściej Matka Boska z Dzieciątkiem -pieta- czyli
    Matka Boska trzymająca na kolanach ciało Chrystusa zdjętego z krzyża.
    A oto piekny wiersz Marii Zientara-Malewskiej pt. Matka Gromniczna z kapliczki.

    Wyszła Najświętsza Pani z kapliczki
    pomiędzy lud.
    W błekitnym płaszczu niesie Dzieciątko.
    Drogą wśród gryd.
    A droga była śliska , zawiana,
    Dął mroźny wiatr.
    Borem wał śnieżny zastąpił drogę
    Złej zimy brat.
    Zdziwione patrzą wiewiórki, sarny,
    Jeleń i ryś,
    Jak dziecię do nich wyciąga rączki,
    Woła: kiś ! kiś !

    Już noc gwiazdami niebo wyszywa,
    W staw miesiąc wpadł,
    Lód jezior strzela zimie na wiwat,
    Aż Jezus zbladł.
    - Nie bój się Dziecię - szepcze Maryja-
    Wznieś rączkę, tak...
    Nad wierną ziemią, nad wiernym ludem
    Zrób krzyża znak!

    Gnani śnieżycą idą do wioski,
    Do pierwszych drzwi.
    - Pozwólcie, ludzie, ogrzać się w izbie -
    Syn z zimna drży!
    - Biedni wy, biedni, siądźcie przy piecu,
    Gość w dom - Bóg w dom !
    Przynieśli mleka, chleba , żurawin,
    Pszczół słodki plon.
    Matka kobiety prząść nauczyła
    I wiązać sieć,
    I tkać obrusy, i z rogożyny
    Koszyki pleść;
    Utoczyć z wosku świece gromniczne-
    Ich święty blask
    W godzinę konań odgarnia gromy,
    Daje moc łask.

    Wrócili potem do swej kapliczki
    Na skrzyżu dróg.
    A lud w Gromniczną, idąc z kościoła
    Spłaca im dług.
    Zapala świece, szepce nabożnie:
    O , dzięki Ci.
    Matko ubogich, Patronko wiosek,
    W gromniczne dni !

    Stoi Najświętsza Pani w kapliczce
    Od wielu lat.
    O niej powiada dziadek legendy
    Ludziom wśród chat.
  • rita100 25.08.05, 21:48
    Każdy region w Polsce miał swoich ulubionych świętych , których najchętniej
    portretowano. Na Warmii oprócz Madonny byli to święci: Walenty, Florian, Roch,
    Katarzyna, Jan Nepomucen, Barbara, Wojciech.

    Św. Barbara (dziewica, męczennica) 4 grudzień
    Jako chrześcijanka ślubowała dozgonną czystość w tajemnicy przed ojcem. Ojciec
    próbując ją zmusić do zamążpójścia wydał ją w ręce sędziego i stał się jej
    katem.
    Jako patronkę dobrej śmierci czcili św. Barbarę wszyscy, ci którzy byli
    narażeni na nagłą śmierć: górnicy, rybacy, żołmierze. Podobno jej relikwie
    dotarły dzięki Krzyżakom na ziemię pruską.

    Św. Florian (żołmierz i męczennik) 4 maja
    Był oficerem wojsk rzymskich i jako chrześcijanin został aresztowany. Zmuszano
    go torturami do wyrzeczenia się wiary w Chrystusa. Na końcu uwiązano mu kamień
    na szyji i utopiono w rzece.
    Kult tego świętego wzmógł się kiedy to pożar strawił całą dzielnicę Krakowa , a
    ocalał jedynie kościół św. Floriana. Dlatego św. Florian chronił przed pożarami.

    Św. Jan Nepomucen (kapłan, męczennik) 21 maj
    Jako biskup praski wszedł w konflikt z królem. Był torturowany i zrzucony z
    mostu Karola do rzeki Wełtawy. Legenda mowi, że został zamordowany dlatego, że
    nie chciał zdradzić tajemnicy spowiedzi.
    Jest czcony jak patron mostów , oraz chroni od niebezpieczeństw związanych z
    wodą.

    Św. Katarzyna (dziewica, męczennica) 25 listopada
    Ślubowała dozgonna czystość. W czasie prześladowań w IVwieku chrześcijan była
    torturowana i ścięta mieczem. Nie wyrzekła się wiary , a jej bohaterstwo
    spowodaowało, że nawracali się żołmierze rzymscy.
    W 1577 roku Regina Protmann założyła w Braniewie zgromadzenie zakonne pod
    wezwaniem św. Katarzyny, które istnieje do chwili obecnej.

    Św. Roch (XIV w.) 16 sierpienia
    Bardzo ciekwe życie św. Rocha. Rozdał majątek ubogim i pieszo udał sie na
    pielgrzymkę do Rzymu. Otrzymał łaskę uzdrawiania i leczył chorych na dżumę. Na
    ziemiach warmińskich też był czczony i strzegł ludzi i bydło od zarazy.
    Najwięcej kapliczek jest w okolicy Jankowa i Klewek.

    Św. Wojciech ( biskup, męczennik) 23 kwietnia
    Jest patronem archidiecezji warmińskiej. Był biskupem Pragi. Odbył liczne
    podróze po wielu krajach , w 996 roku, przybył na dwór Bolesława Chrobrego i
    zaproponował zorganizowanie misji na ziemie pogańskie. Wyprawa do Prus
    zakończyła sie śmiercią biskupa w 997 roku.
    Św, Wojciech stał się głównym patronem Polski.

    www.domwarminski.pl/content/view/35/76/

  • rita100 26.08.05, 21:50
    Ks.Barczewski - Kiermasy na Warmii
    Jan Liszewski - 70 bajek i pieśni, wydał w Gnieźnie , świat warmińki oparty na
    miejscowym folklorze.
    Eugieniusz Buchholz - też napisał i w j. niemieckim i polskim.

    I tych ksiązek nie mogę znaleź.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:21
    Wróciłam z wywczasów w warmińskich lasach, a tu tyle do czytania. Dziękuję Ci,
    Rito, i mam niespodziankę. Dzień przed wyjazdem zajrzałam do osiedlowej
    biblioteki chwycić coś do czytania i w ręce wpadła mi właśnie książka ks.
    Walentego Barczewskiego Kiermasy na Warmii (a właściwie tylko wybiór, ale
    obszerny plus przedmowa Władysława Ogrodzińskiego), wydana w 1984r przez
    Wydawnictwo Pojezierze. Zaraz coś z niej wkleję do tego wątku.
  • rita100 27.08.05, 20:27
    witam, bardzo sie cieszę , że już jesteś - ja też czekam z tradycjami i
    folklorem. Jesli możesz coś załaczyc do wcześniejszych wypowiedzi to fajnie by
    bylo, bo mam tylko czysto ksiązkowe wieśc - ale duzo mam do opowiadania,
    przeczytałam historie Olsztyna 600 stron, jestem pod wrażeniem tej ksiązki,
    chyba jest obiektywna prawda i pod wrażeniem historii Olsztyna i ich ludzi.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:29
    Kiermas warmijski to zabytek dawniejszej patrialchalnej gościnności
    U nas każdy cieszy się na kiermas. Tam się zobaczy z całą rodziną swoją, tam
    się wspólnie nagadają, tam się ‘naradują’, tam się sobie poskarżą, tam jeden
    drugiego pożałuje, jeden drugiemu doradzi, tam się dobrze najedzą i napiją, tam
    się doskonale naśmieją i wybornie zabawią. Ale może niejeden nie wie, co tu
    nazywamy kiermasem.
    Wyraz ten pochodzi z niemieckiego Kirmess – Kirchmess (odpust poświęcenia
    kościoła lub patrona) lecz rzecz sama jest o wiele starsza (...) Krewni z
    okolicy, a częstokroc i z dalszych stron, zjadą się na odpust do kościoła, a po
    kościele do przyjaciela, w którego parafii odpust przypada i weselą się i
    radują, pouczają się i pocieszają. Skrzętna gospodyni uwija się chucisieńko,
    wynosi z komory, z kuchni, a gospodarz z piwnicy i zawsze jest co. A
    odjeżdżającym dostanie się jeszcze po kuchu albo i więcej. (ks Walenty
    Barczewski, Kiermasy na Warmii)
    Nie wiem jak w innych parafiach, ale w mojej ulubionej, św. Franciszka z Asyżu
    w Kortowie taka tradycja kiermaszu (choć zwanego festynem) odżyła kilka lat
    temu i gromadzi spore rzesze sąsiadów. Zawsze jest konkurs na najlepsze ciasto.
    Może w przyszłym roku upiekę warmiński kuch. Przepis za chwilę.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:32
    Kuch warmijski to wyśmienite pieczywo pszenne, którego nie zabraknie na żadnym
    kiermasie. Dzielą się nim Warmiacy jak opłatkiem, kiedy się zjadą po
    przyjacielsku, dzielą się nim przy rozjeżdżaniu, dając go dla tych, którzy w
    domu pozostać musieli. Gospodynie sporządzają go umiejętnie w taki sposób:
    biorą pszennej lśniąco białej mąki, dodają mleka, jaj, cukru, masła, rozynów,
    kaneli i olejku cytrynowego i może więcej czego, ale w tym tajemnica każdej
    gospodyni, wszystko to proporcjonalnie dzieląc i mieszając; tedy tęgo
    przyczynią, rozłożą na blachy i akuratnie dopilnują w piekarniku, nareszcie
    posypią na wierzchu mandlami i cukrem albo mączką z masła i tartego cuktru. Tak
    sporządzony kuch pokrają na raźnie galonki i rozstawiają na malowanych
    talerzach po stole nakrytym, dodając do niego na drugich talerzykach świeżego
    masła i miodu. (Kiermasy na Warmii).
    Upiekę jak się dowiem ile czego dodać no i jak długo piec. A poza tym nie wiem,
    czy uda mi się kupić kanele (?) No i jeszcze te mandle :(
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 20:47
    Z jedną z takich pielgrzymek związana jest anegdota, którą przytacza W.
    Barczewski. Otóż w trakcie pielgrzymowania 'prowadnik kompanii i zarazem
    przepowiadacz przy śpiewie za późno spostrzegł, że na wypoczynku w Kieli (Gross
    Koellen) zapomniał swoich długich butów (skorzni), obwieścił więc to głosem
    wielkim - Hola, fela, skorznie w Kieli! Pomaluśku z górki stąpajcie! - a ludzie
    nie chcać takich wierszy śpiewać, ze zdziwieniem oglądali się na swego
    promotora. Po skorznie poleciał ktoś uwinny. I tak po tej małej przerwie
    kompania zgodnie doszła na miejsce święte.'
  • rita100 27.08.05, 21:12
    Ale to ciekawa książka i tyle opisów. Czy te kermasy to czasmi nie po krakowsku
    odpusty ? Ja w Wieliczce zawsze brałam udział w odpuście 2 sierpnia, to były
    spotkania całej miejscowości z karuzelami i strzelnicami i wszyscy się ładnie
    ubierali, nawet najładniej jak mogli i radośnie szli na odpust gdzie mnóstwo
    straganów było, a my dziewczyneczki tylko spozierali na cudowne zabaweczki,
    pamiatki i takie fiki miki , pileczki na gumeczkach , piszczałeczki, baloniki ,
    pamiętniki, laleczki , maskotki oj, bylo tego , bylo. Teraz jak widze taki
    odpust to juz nie to same takie jakieś rzeczy nowe . Nie wiem , może za dobrze
    mamy juz , że nie zwracamy uwagę włąsnie na te prościutkie ozdoby handlowe,
    albo moze już i te handlowe rzeczy są za bardzo unowocześnione. Jedynie jeszcze
    taki staoświecki odpust jest w Krakowie na Emaus, jeden najslynniejszy odpust.
    Ale ciekawie piszesz, naprawdę - jak Ty to robisz, czasmi sie zastanawiam.
    A jesli czegoś nie wiesz to zapytaj sie Labanda-szwagra, gwara warmińska ma
    zalecialości niemieckie, choć tej prostej gumięzianki nie zapomnę ;)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 21:37
    Zgadza się - kiermasy to odpusty, ale wydaje się, że warmińskie jednak różniły
    się od tych, które opisałaś, tak przynajmniej wynika z książki ks
    Barczewskiego. Opisał on odpust Opatrzności Bożej w Bartągu - i było to głównie
    spotkanie całych rodzin. Była spowiedź i msza w kościele, była wspólna modlitwa
    w domu i były też rozmowy i zabawy, na przykład gry w karty. Ale nie było
    straganów, zabawek, strzelnic i karuzeli. Może dlatego, że taki odpust odbywał
    się na wsi. Oj, muszę poprosić proboszcza parafii św. Franciszka, żeby zmienił
    nazwę 'festyn rodzinny' na 'kiermas'!
    A w drodze do warmińskich lasów przejeżdżałam przez Bartąg i przez Bartążek.
    Przed wjazdem do Bartążka wywieszono wielki napis '670 lat Bartążka' - Bartążek
    jest starszy od Olsztyna i to wspaniałe, że pamięta o swojej historii.
  • rita100 27.08.05, 21:44
    Zgadza się, festyn to u na zabawa dla wszystkich z potańcówkami , a odpust to
    własnie stragany, kiermasze i karuzele. Na wsi pewnie inaczej bywało, tam
    wszyscy się znali ale tez nic nie wspominasz o piciu - piwo i gorzałeczka tez
    były czy nie ?
    Faktycznie Bartazek może być starszy ale nie ma zamku - popatrz:
    Miasto Olsztyn założyła kapituła warmińska mieszcząca się we Fromborku, która
    31 października 1353 roku nadała akt lokacyjny miasta Allenstein (dzisiaj
    Olsztyn) Janowi z Łajsk i on to był pierwszym sołtysem grodu.
    Zwyczajem bardzo, bardzo dawno temu na Warmii było to , że na tych terenach
    budowano warownie , strażnice. Budowały je zakony krzyżackie dla obrony swoich
    terenów. Dlatego też wszystkie nazwy miejsowości pochodzą od Pruskich nazw
    zamków. I nigdy nie zdarzyło sie inaczej a terenie Warmii.
    Dla przypomnienia:
    Bisztenek = Bischofstein = zamek Biskupa
    Biskupiec = Bischofsburg = zamek Biskupa
    Barczewo = Wartenburg = zamek strażniczy
    Jeziorany = Seeburg = zamek Jeziorany
    Bartoszyce = Bartenstein = zamek Borcja
    Szczytno = Ortelsburg = zamek Ortolfa
    Węgorzewo = Angerburg = zamek na Błoniu
    Malbork = Marienburg = zamek Maryi
    Dzierzgoń = Christburg = zamek Chrystusoway
    Prabuty = Riesenburg = zamek Riesa
    Olsztyn = Allenstein = zamek nad Łyną.

    Ciekawe ile zamków z tej kolekcji zachowało sie do dziś ?
  • rita100 27.08.05, 21:56
    www.allkar.de/Mazury2005/migawki.html
    Tralala, zobacz na dalsze zdjecia , a zobaczysz chatkę wiejską, jeszcze tam
    mieszkaja , ale juz powinien być skansenem :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 22:02
    Czy była gorzałeczka i piwo - pewnie tak, po coś tam ten gospodarz do piwnicy
    chodził. Ale ks Barczewski wspomina tylko o jednym kieliszeczku wina, którym
    pan domu częstował każdego z przyjeżdżających gości. Za to obiad po mszy był
    bardzo obfity. Opiszę dokładnie jutro, bo to niezdrowo objadać się przed snem.
    W Bartążku nie ma zamku, ale niewiele brakowało, by go właśnie tam zbudowano.
    Do Bartążka przyjechali na inspekcję wysłannicy kapituły z Fromborka i nawet
    już wyznaczyli miejsce na przyszły zamek. Wnet jednak uznano, że zakole Łyny
    położone nieco wyżej, na północ będzie bezpieczniejsze. I tak powstał Olsztyn.
    A nazwy miast - to bardzo ciekawe, nigdy do tej pory nie widziałam ich razem, z
    takim wyjaśnieniem, jakie podałaś. Tym większa szkoda, że niektóre zmieniono!
  • rita100 27.08.05, 22:09
    O tak, bardzo szkoda, nieodwracalny błąd, teraz kiedy wspominają historię i
    nazywaja Mragowo to nie mogę sobie skojarzyc ze wsteczniejszym wiekiem i dalej
    Tralala, nazwy ulic tak czesto zmieniano w Olsztynie jak nigdzie w Polsce.
    Tylko cztery ulice zostały niezmienione - to daje mi trudnośc w usytuowaniu
    pewnych zabytków czy kamieniczek.
    Co im przeszkadzała nazwa Warmiaków czy plemiona Pruskie. A wiesz , ze ŁYNA
    byla zwana przez Prusów Alle czyli łania . Że nazwy rzek byly zwane od zwierząt.
    Bardzo to wszystko ciekawe.
    dobranoc, ale dużo wrażeń dziś :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 14:13
    Pora obiadowa, więc tym razem wyjątkowo zaglądam to w środku dnia, żeby podać
    jadłospis na kiermasowy obiad (za W. Barczewski, Kiermasy na Warmii):
    Przynoszą pierwszą potrawę: rzadki ryż z kurą, przyprawiony muszkatowym
    kwiatem, pietruszką, kolabrą, marchwią i pachnącą kubebą, do tego chleba
    sitnego. Przy drugiej strawie zwanej słodka skopoziną z selerią, cebulą,
    pietruszką i z nieuniknioną kubebą, do niej ziemniaki – rozpoczyna się już
    żwawa rozmowa.
    Idzie trzecia potrawa.
    -Weźta no sia do ty czárniny z pszannymi kluskami. To buł zawdy mój nájlepszy
    grycht (potrawa) – a jeka słociuchna, gwáłt w ni cukru i śwaczk, a mało
    majráranu, kaneli, gwoździków, a i trocha cybuli i łoctu, a cąbru to już wcale
    w nia nie włożyły, bo niektórzy nie lubzią z cąbrem, mózią, że za łostra, że za
    duży zapach.
    Tymczasem przynoszą czwartą strawę; ‘rantowną psieczonkę’ dobrze zaprawioną
    cebulą i solą, do niej nieunikniony chrzan i kartofle.
    Następuje piąte i szóste podanie: pieczone gęsi z cebulą, majránem, jabłuszkami
    tęgo natkane i prosiaczki także gustownie nadziane wątróbką z cebulą, pieprzem
    pachnącym i ostrym, jajeczkiem i tartą cółtą (bułką). Do tego prażona kapusta i
    na życzenie chleb gruby, dalej zaprawiane wiśnie, ogórki, borówki, itd. Nawet
    musztardy (mustryku) nie zabrakło.
    I tak tedy następuje siódmy i ostatni grycht: gęsty ryż lub gryz, kasza albo
    krupy gotowane w mleku, z kanelą, przesłodzone miodem, słodkimi migdałami i
    koryntami.
    A przed deserem miały być jeszcze ryby - szczupaki ze Skandy i łokońki i
    płocicki z bartążkowego jeziora, ale już nikt nie miał na nie miejsca w
    żołądku.
    Uff - już chyba nikt nie jest głodny.
  • rita100 28.08.05, 20:37
    haha Tralala, faktycznie wielkie to obżarstwo i bogate przyjęcie. Chyba są w
    tym wszystkie składniki plonów Warmiaków :)
    O kolacji to już nie ma chyba mowy, bo jak ? Kiedyś goście musza sie rozejśc po
    kiermasie. A odjeżdzaja chyba bryczkami ;)
  • rita100 28.08.05, 21:06
    Tralala - mam propozycje , by omówić zwyczaje rodzinne, one były bardzo ciekawe
    i orginalne. Chrzciny, wesela, pogrzeby, a później obrzędy i zwyczaje doroczne.
    jak siewy, dożynki, Nowy Rok i inne święta. Pisze coś o tym w Kiermasach ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 21:09
    Po takim obiedzie goście rozeszli się, każdy 'we swa', żeby 'sia przezietrzyć' -
    jedni poszli na podwórze, drudzy do gumien - może spotkali tam gumiędziankę -
    lecz najwięcej udało się do ogrodu poza domem 'na jepka, na kruszki i na
    śwaczki, i śliwki.' Starsi na gawędę, a młodsi na cygaro. Ale to zezłościło
    jedną z ciotek:
    - Lepsiby wzięli jebko, kruszka, marchew lub brukiew w zamby, niż to
    cygarzysko ...
    Kto by pomyślał - już wtedy palacze nie mieli lekkiego życia. Może dlatego, że
    bardziej popularna była tabaka.
  • rita100 28.08.05, 21:13
    oj, tak tabaka , to wazna rzecz dla prawdziwego męzszczyzny w tym czasie.
    Dzis jak jechałam przez wieś Prusy, a takie sa w małopolsce to własnie jeszcze
    widziałam ludzi przed domami wysiadujących w ogródkach i bajdurzączych - coraz
    mniej takie sceny można zobaczyć. Dawniej to obok mojego ogrodu , rózne rzeczy
    sie dzialy dzis jakby nikogo na świecie nie bylo - wszyscy pozamykani
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 21:28
    Jeszcze chwilę goście posiedzą w ogrodzie i zaraz wrócą do domu na kawę. A kawa
    była równie lubiana co tabaka. Widziałam i w skansenie w Olsztynku i w muzeum w
    Owczarni takie niby-patelnie do prażenia ziaren kawy, młynki i kawiarki do
    parzenia. Więc jak już napiją się kawy, to panowie zasiądą do kart, a
    warmińskie matrony zbiorą się w małej izdebce zwanej zapieckiem, i rozpoczną
    rozmowy o tym i owym. Znajdzie się i o zwyczajach warmińskich, ale muszę
    dokładnie przeczytać, bo będzie i wesoło (wesele w rodzinie) i smutno (o
    pogrzebie). Jutro to opiszę.
  • rita100 29.08.05, 20:17
    Jestem już Tralala
    i zobacz co mam :)
    Chrzciny
    W dawnych czasach rodziny chlopskie miały duzo dzieci, nawet dwanoaścioro nie
    należało do rzadkości. Dlatego też ważną rolę odgrywał dzień urodzenia.
    Wierzono, że człowiek urodzony w niedzielę posiadał zdolności widywania duchów.
    Przyjście na świat we wtorek dawało skłonności do łotrostwa, a w sobotę - do
    obłudy i pożądliwości. Dzieci urodzone " w czepku" miały w życiu szczęście.
    Najgorszy okres był przed chrztem, wtedy zdarzały się podmiany. Na miejsce
    zdrowego siły nieczyste podrzucały inne dziecko.

    Przed złymi siłami chroniły dzieci rózne praktyki, zaklęcia i amulety
    a oto zaglądnijcie do tego watku :
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=27068189&v=2&s=0
    dalej:
    Od wyboru imienia zależało przyszłe życie dziecka. A o tym jutro :)
    Tralala, w jakim dniu tygodnia sie urodziłaś ?
    Ja we wtorek , więc uwazaj mogę być , choć nie muszę - łotrem. Dla pocieszenia
    się, dokonam podziału na dobrego łotra i złego łotra ;))))Tak jak mogą być
    dobre duszki i złe duszki. :)

  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 20:33
    Urodziłam się w piątek, całe szczęście, że nie w Anglii przednormańskiej
    (Anglosasi wierzyli, że dziecko urodzone w piątek będzie miało nieszczęśliwe
    życie, więc by mu oszczędzić cierpień zabijali je zaraz po urodzeniu!). Za to u
    nas wierzono, że dziecko urodzone w piątek i ochrzczone w niedzielę będzie
    równie szczęśliwe, co urodzone w niedzielę :-)
  • rita100 29.08.05, 21:21
    Ja z kolei doczytałam sie gdzieś , że dzieci urodzone we wtorek i w piatek są
    najbardziej pracowite, a dzieciaczki urodzone w niedziele mają lewe ręce do
    pracy. Ale ciekwa też jest historia nadawania imion , no i piekne sa imiona
    warmińskie. A słyszałam , ze po II wojnie światowej wiele imion ludzie musieli
    sobie zmieniać na całkowicie polskie. Wiadomo z jakich przyczyn.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 21:41
    Należy też obserwować dziecko w czasie chrztu - jeśli jest ciche i spokojne, to
    będzie się grzecznie chować; jeśli płacze i krzyczy - będą kłopoty (ale może
    wyrośnie z niego śpiewak!).
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 21:48
    Oj tak, trzeba było zmieniać imiona a czasem i nazwiska, lub choćby ich
    pisownię. Ale nie wszyscy się temu poddali. Miałam w maturalnej klasie
    koleżankę (tylko jedną)z rodziny autochtonów. Kiedyś zdarzyło się jej przebiec
    przez ulicę na czerwonym świetle. Po drugiej stronie zatrzymał ją milicjant
    (obiwatelski, naturalnie) i zaczął pouczać. W końcu zabrał się do wypisywania
    mandatu:
    - Nazwisko? - Hop (zmieniłam, ale sens podobny). No tak, pan władza zaczął
    kpiny - jak Hop, to myśli, że może tak hop przez ulicę.
    - Imię ojca? - Reinhard (też zmieniłam, oryginalne jeszcze trudniejsze do
    zapisania). - ŻE CO?, ŻE JAK? - tego imienia żadną miarą milicjant nie mógł
    zapisać, więc dał sobie spokój z mandatem )))
  • rita100 29.08.05, 22:00
    Właśnie o tym przeczytałam w historii Olsztyna , że masowo ludzie musieli
    zmieniać nazwiska i imiona , zresztą całkowicie zostały zapomniane i wyrzucone
    z rejestru imion dawne nazwy. To był warunek zostania na tej ziemi.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 22:04
    A czy są jakieś szczegóły - jakie imiona były niewskazane? Jak zmieniano
    nazwiska? Nigdzie chyba o tym nie czytałam, tylko słyszałam od rodziców. Muszę
    ich jutro podpytać.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 22:21
    Z Kiermasy ks Barczewskiego taki fragmencik o nazwiskach:
    '-Jewko, já bym też chciáł ziedzieć, jakie tytoły ludzie na Mazurach mają, bo
    łu naju to sia rychło wszyscy na –ski nazywáwa.
    - A na Mazurach – odpowiada Ewa – mało tytołów na –ski, choć i takie się
    zdarzą. Poziem ci kilka nasych nazwisk: Cwalina. Duda, Wądołek, Kęsy, Zołty,
    Robacek, Skędziel, Deptuła, Maślanka, Glomzda, Piecocha, Kaja, Pazucha, Zywina,
    Fajterna, Frasa, Skrzecka, Pieconka, Pipgora, Krosta, Gorcyca, Zapadka, Stopka,
    Sefek, Podeswa, Rzepucha, Kaptejna, Brózda, Strupek, Kopeć, Gardziela. Chces
    esce zięcy?'
    Czy ktoś na tej liście znalazł swoje nazwisko?
    A teraz zniknę na kilka dni - jadę szukać babiego lata. Po powrocie mam
    nadzieję na dużą porcję ciekawej lektury! Dobranoc.
  • rita100 29.08.05, 22:24
    ale masz fajnie z tym znikaniem, babie lato szukasz
    Taralala , pokloń się ode mnie lasom , jeziorom i ziemi i tym wszystkim dobrym
    duchom przeszlości, ktore czuwaja na ta ziemią.
    dobranoc
  • rita100 29.08.05, 22:25
    Gość portalu: tralala napisał(a):

    > A czy są jakieś szczegóły - jakie imiona były niewskazane? Jak zmieniano
    > nazwiska? Nigdzie chyba o tym nie czytałam, tylko słyszałam od rodziców.
    Muszę
    > ich jutro podpytać.

    Trala , napisze Ci więcej o tym, też odnajdę ten urywek.
  • rita100 29.08.05, 21:51
    Chrzciny , to bardzo wazny obrzęd był u Warmiaków, bo przeciez jak będę w
    bajkach opowiadać o marach , zjawach i innych rzeczach to wszystko prawie
    związane jest z chrzcinami, dlatego bardzo ważne jest by chrzciny były
    prawidłowe. Pamiętasz jak jeden ojciec musiał powtórzyc chrzciny , bo rodzice
    chrzestni byli niegrzeczni, wystarczylo , ze sie tylko źle popatrzyli i już
    klopot :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 21:56
    A ludowa opowieść głosi, że pewnego razu na pytanie księdza 'Czego żądacie od
    kościoła?' chrzestni zamiast odpowiedzieć 'Wiary', powiedzieli 'Mary' i dziecko
    stało się marą, czyli zmorą!
  • rita100 29.08.05, 22:04
    hehe, słyszałam , dlatego trzeba koniecznie zwracać uwagę na glosne i poprawne
    wymawianie tego słowa. Od niego bowiem dużo zależy.
    Tralala, jesli będziesz szła spać, to zgloś sie na dobranocke watkową , nie
    jestes już anonimową osoba , wręcz przeciwnie , nalezysz do stałych
    forumowiczów, więc nie zapomnij o tym :)prosze :)
  • rita100 30.08.05, 21:05
    Kiedy przez Olsztyn przetoczył się walec wojenny w lutym 1945 roku władzę
    w "Goradzie Alensztajn" objeła Komenda Wojska i żołmierze Armii Czerwonej.
    Nieliczna pozostała ludność autochtoniczna wolała schodzić z drogi zwycięscom.
    Autochtonowie byli wykorzystywani do darmowej pracy na rzecz miasta. Następnie
    ludność autuchtoniczna została wyrzucona na obrzeża miasta gdzie utworzono
    Kolonię Mazurską. Jedno z najwiekszych gett ludności autochtonicznej Olsztyna.
    Akcję wysiedlenia za Odrę mieszkańców Prus Wschodnich rozpoczeto 14 sierpnia
    1946 roku. Pierwszą grupę odprawiono w 60. wagonach, 1430 osob, większości
    starcy, kobiety i dzieci. Zdolnych do pracy pozostawiono. Później odprawiano
    systematycznie. Ogołem ponad 67 tys osób. Polonizacja zaczeła się od zmiany
    wszystkich nazw ulicy co spowodowało dodatkowy chaos miasta.
    W trakcie działań propagandowych przygotowano pewne poczynania :
    " iż nie można dopuścić, by w wolnej Polsce używano imion, ktore 'swoim obcym,
    wrażym dzwiękiem rażą nasze poczucie narodowe". Musiały zniknąć Hilary i
    Gertrudy, Rudolfy, Horsty, Zygfrydy i inne imiona germańskie."
    Mlodzieży autochtonicznej nadawano inne imiona. Dotychczasowy Horst zostawał
    Pawłem, a Zygfryd Tadeuszem.
    W pamięci starych autochtonów szczególnie tragicznie zapisała się
    przeprowadzona na początku lat pięćdziesiątych akcja wydawania jednolitych
    dowodów tożsamości, zwana popularnie "paszportyzacją". Bywało, że w sposób
    niezwykle brutalny wymuszano deklarację polskiej przynależności narodowej."
  • rita100 30.08.05, 21:13
    Najbardziej popularne imiona wśród Mazurów to:
    Hansuleczek - Jan
    Jekub - Jakub
    Kristijan - Krystian
    Mnichał - Michał
    Matus - Mateusz
    Jewa - Ewa
    Justa - Augusta
    Barbeczka - Barbara
    Gotliba - Bogumiła
    Lotta - Karolina
    Lowiza - Ludwika
    Magretka - Małgorzta
    Zina - Regina
    Mina - Wilhelmina
  • rita100 31.08.05, 21:14
    Bardzo starannie dobierano rodziców chrzestnych, których na Warmii nazywano
    patkiem i patką. Musieli być to ludzie porzadni, stateczni i religijni, gdyż
    uważano, że niektore cechy chrzestnych mogą przejść na dzieci.
    Przed uroczystością chrztu po wykapaniu dziecka ubierano go w cienka koszulę,
    kabacik, zawijano w czyte pieluszki i przepasywano szerokim pasem. Następnie
    wkładano do becika przystrojonego kwiatami i gałązkami mirtu. Dodatkowo wiązano
    wstązkami niebieskimi dla chlopczyka i rózowymi dla dziewczynki.
  • rita100 01.09.05, 21:53
    Na Mazurach chrzestni wynosząc dziecko z domu przed udaniem się do kościoła,
    mówili: "Zabieramy poganina a przyniesiemy chrześcijanina"

    I tu Tralala mam wieści o zachowaniu się dziecka w kościele podczas chrztu.
    Pisze tak: jeżeli przy polaniu głowki wodą głośno płakało to znaczy , że bedzie
    śpiewak dobry;), gdy wierzgało nózkami porządnie to znaczyło , że bedzie
    robotne i taneczne ;) Gdy było spokojne to znaczyło , ze będzie to uczony :)
    A wiesz, jaki zwyczaj przestrzegano ? Mazurzy bardzo pilnowali by nie święcono
    tą samą wodą dziewczynki i chłopców. Ponoć zdarzył się przypadek, że gdy
    chrzczono tą samą wodą pewną dziewczynkę po chłopcu to jej pózniej broda urosła.
    Po powrocie z kościoła chrzestni mówili: "Wzielim poganina, a przynieślim
    chrześcijaniana" Pózniej trzeba było nowoochrzczone dziecko obnosić trzy razy
    dookoła stołu, aby w przyszlości żonie nie umarli męzowie, a mężowi - żony.
    A co było po chrzcinach to.... opowiemy pózniej, najpierw uśpimy dzieciatko.
    Teraz kiedy usneło spokojnie urządzimy sobie zabawę, huczną jak na Warmii.
    Żaden ojciec nie żałował "psiwa, zinka, gorzałki", aby "dobrze polać dziecko,
    coby duże łurosło"
    ora, ora , ora
    smutki do wora
    ora, ora , ora
    dajta nam gąsiora

    taraz czas sie przenieść do Kraczmy
    na flaseczke gorzałeczki, oj bedzie bal
    czakając na Tralala :)
  • rita100 02.09.05, 22:05
    Idzie flaska piersa,
    Idzie flaska sersa,
    Wiwat nam,
    Toto pan.
    Bo gorzauki dau!

    Idzie flaska druga,
    Idzie flaska długa,
    Wiwat nam,
    Toto pan,
    Bo gorzauki dau!

    Idzie flaska trzecia,
    Idzie flaska swieza
    Wiwat nam,
    Toto pan,
    Bo gorzauki dau!

    Idzie flaska ... oj, już mi się głowa kiwa. Lepiej zakończę to śpiewanie.
  • rita100 03.09.05, 21:11
    Idzie flaska piersa,
    Idzie flaska sersa,
    Wiwat nam,
    Toto pan.
    Bo gorzauki dau!

    Śpiewam czekając na Tralala
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 20:58
    Już jestem. W lasach znalazłam nieco babiego lata, mnóstwo słońca, dwa
    (suszone) grzybki i dużo pięknej jarzębiny. A tu widzę, szykuje się wesele.
    Więc może na początek - wesele warmińskie, Kuby z Bartąga (tego, co kłopoty
    miał za nic).
    Po godach jegomość wyprawił Kubie sute wesele. Bawiono się i tańczono przez
    cały tydzień. W czasie oczepin Katrynka (panna młoda), cała w pąsach, zanuciła
    starą warmińską piosenkę:

    Ach, mój zianku, zianku lawendonrowy,
    kulne ja cie po stole.
    kulne ja cie memu najmnilszemu,
    kulne ja cie po łonie.
    Ach, mój mniły, mniły najmnilejszy,
    przyjmijże go do siebzie ...

    Na to uradowany Kuba chwycił oburącz ślubny wianek i odśpiewał, jak umiał
    najładniej:

    Ja przyjmuje całym moim sercem
    twój zianuszek i ciebzie.
    Ja przyjmuje całym moim sercem
    i przyciskam do siebzie ...

    Było to prawdziwe warmińskie wesele. Przez sześć dni śpiewom i tańcom nie było
    końca. (Władysław Gębik)
  • rita100 04.09.05, 21:11
    Witam Tralala, to musiała być piekna milość i piekne wesele, a przyśpiewki
    cudowne i cieplutkie.
    A teraz popatrz jak inni oisują wesele warmińskie :)

    Wesele - to dopiero obrzęd ludowy. Na Warmii wesela odbywały się w poniedziałki
    i wtorki, prawie nigdy w soboty i niedziele. Na Mazurach były one na ogół w
    piatek - i chyba z tego powodu uczta weselna trwała tydzień i dłużej.

    Jak mawiano - żniwa i wesele - musi koń pamiętać i cztery niedziele.

    Przy terminie wesela zwracano uwagę by ksieżyc był w pełni, żeby młodym niczego
    nie brakowało w małżeńskim zyciu.
    Pierwszy etap stanowiły zamówiny zwane na Warmii ględami. Rolę swata pełnił
    człowiek stateczny, budzący zaufanie i szcunek. Nazywano go rajkiem, a rozmowy
    miedzy stronami - rajbowaniem. Rajek w imieniu kawalera prosił o rekę
    dziewczyny jej rodziców. Ona sama w tej sprawie nie miała wiele do powiedzenia.
    Jeśli swat otrzymał zgodę na małżeństwo, wówczas po tygodniu przychodził
    ponownie - tym razem z samym zainteresowanym.
    Odbywały sie wówczas Ględy czyli oglądano dom wybranki, a przy tym hohoho, co
    sie działo, ale o tym potym ;))))
    Tralala, ten obrzęd był bardzo ciekawy, szczegolnie ten obchód zagród :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:20
    Jeśli wesela na Warmii odbywały się w poniedziałki lub wtorki, a na Mazurach w
    piątki, to mieszane wesela warmińsko-mazurskie nie wchodziły w grę. Poza tym,
    inne wyznanie w tamtych czasach było chyba przeszkodą nie do pokonania. Nie
    znalazłam wiele na temat ględów, więc czekam Rito na twój opis, a na razie
    dorzucam jeszcze coś o swatach mazurskich, tak jak opisał je ponad sto lat temu
    Albert Zweck w książce ‘Masuren, Eine Landes und Volkskunde’.
    Pośrednictwo spoczywa w rekach swata (rajka), z któregp usług korzysta się
    zwłaszcza jesionią, i który jest przeważnie statecznym, przyzwoitym
    człowiekiem. Wystrojony, jedzie z główką kapusty, którą po drodze daje do
    poskubania koniowi, do domu wybranki. Tam prosto z mostu załatwia sprawę: ‘W
    naszym ogrodzie była koza i zrobiła mi szkodę w kapuście; goniłem za nią aż
    tutaj i chcę zobaczyć tę szkodnicę’. Wszyscy się uśmiechają; każdy bowiem zna
    właściwy sens tych słów. Wiejska piękność znika, by włożyć świąteczny
    przyodziewek, po czym ktoś z domowników przyprowadza ją z powrotem. Później
    żartuje się na temat kapusty. Gdy dziewczyna ją przyjmie, oznacza to zgodę.
    Jednak rzadko to robi z własnej woli; zazwyczaj córka musi się podporządkować
    woli rodziców.
  • rita100 04.09.05, 21:30
    Dokładnie - ta główka kapusty jest tu chyba najwazniejsza. Z tą kapustą to
    wymyslano rózne rzeczy i najwieksza zabawa była, a i dialogi wykwintne.
    Szkoda , że nie mamy tego na tasmie w orginale :)
    Czy zauważyłas , że nie było wcześniej pierścionków zaręczynowych ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:40
    Naprawdę nie było pierścionka zaręczynowego? A ja w domu przechowuję pierśionek
    zaręczynowy starszej siostry mojej babci, która wyszła za mąż w czasie
    pierwszej wojny światowej. Więc może jednak i na Warmii lub Mazurach taki
    zwyczaj się pojawiał?
  • rita100 04.09.05, 21:46
    Ciekawe to - no nie ? Nic nie przeczytałam o pierścionku, żadnej wzmianki. Tu
    nie chodzi o obrączkę tylko o sam pierścionek zaręczynowy, ale jutro jeszcze
    raz przeczytam dokładnie.
    Mowisz Tralala, że lasy zwiedziłaś :) Ja tez dzisiaj byłam w lesie , strasznie
    się nim zachwycałam, a na polach glośno spiewały świerszcze. Jaki czlowiek
    czuje sie wolny w naturze , tak malo do szczęścia brakuje.
    Tralala, czy lubisz szperać po strychu i wynajdować cudeńka ?- ja strasznie.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 22:02
    Może jednak uda na się znaleźć pierścionek zaręczynowy dla mazurskiej panny
    młodej, a na razie coś o ględach:
    'Gdy swat załatwił sprawę, młodzieniec jedzie na odględziny narzeczonej, i
    wtedy w zasadzie odbywają się zaręczyny. Zgodnie z edyktem z 15 stycznia 1712
    roku mają się one odbyć w przytomności dwóch lub trzech ogólnie szanowanych
    mężczyzn i wówczas mają moc w pełni wiążącą. W razie zerwania zaręczyn mozna
    było wymusić dotrzymanie obietnicy przez zamknięcie w wieży.'
    Tak mnie tylko zastanawia, czy kara wieży (więzienia) dotyczyła tylko
    niestałego narzeczonego, czy także narzeczonej?
    Wesele muszę jednak odłożyć na jutrzejszy wieczór, bo jutro czas do pracy a tu
    w komputerze jeszcze huk roboty. Powiem więc 'dobranoc', choć pewnie posiedzę
    jeszcze do północy. Jeśli Rito dopiszesz coś o ględach, to z przyjemnością
    przeczytam!
  • rita100 04.09.05, 22:05
    Też jutro dopisze , ponieważ mam ściagi w pracy i w pracy się przygotowuję do
    tematu, a teraz tylko przeglądam stronki i szukam materiałów, tak jak znalazłam
    Ornat.
    dobranoc
  • rita100 05.09.05, 20:45
    Ględy na Warmii
    Pierwszy etap do wesela były tz. Ględy czyli oglądano dom od piwnic po strych,
    stajnie, chlewy, stodoły, pola, łaki , las - wszystko, co należało do
    gospodarstwa. Po oględzinach przeprowadzono konkretne rozmowy dotyczące spraw
    majątkowych. W tym czasie młodzi spędzali czas gdzieś w ogrodzie albo jakiejś
    izbie "coby pogadać kruszyna i sia lepsi poznać". Kiedy omówiono sprawy
    majątkowe, wołano mlodych i oznajmiano iż rodzice obu stron zgadzają sie na
    ożenek. Jeśli i młodzi godzili sie na to, musieli sie pocałować.
    M.Zientara-Malewska

    Co do zerwania przyżeczenia małżeńskiego, to dziewczyna , ktora zerwała
    zaręczyny , niestety zostawała starą panną , ponieważ nikt we wsi już jej nie
    wierzył, czy nie zerwie kolejny raz danego słowa. Ciężki los takiej dzieweczki
    buł.

    W następna niedzielę, rodzice razem z dziewczyną jechali na ględy do kawalera.
    Tam już dziewczyna przy aprobacie wszystkich zostawała "brutką" czyli panna
    młodą.
    Ględy kończyły sie sutą wieczerzą zakrapianą gorzałką i winem owocowym.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 20:59
    Jednym słowem, małżeństwo na Warmii i na Mazurach to była poważna
    decyzja 'gospodarcza'. Dobrze, że młodzi choć na koniec mogli wyrazić na nie
    zgodę. No i sądząc z opisu ślubu i wesela, nie zabrakło dobrej zabawy i
    radości:
    Podczas uroczystości ślubnych w drodze do kościoła, a jeszcze bardziej podczas
    powrotu z niego, panuje głośna wesołość, odpowiadająca usposobieniu Mazurów:
    okrzyki radości i przenikliwe wrzaski rozbrzmiewają w powietrzu. Dawniej
    nastrój ten starano się jeszcze potęgować, strzelając ślepymi nabojami, jednak
    zagrożenie karą ciężkiego więzienia doprowadziło do zaniechania tego zwyczaju.
    Podczas aktu zaślubin narzeczona nadeptuje narzeczonemu na stopę, a podczas
    błogosławieństwa stara się klęknąć na pole jego surduta, co ma jej zapewnić
    rządy w domu. Jeśli jednak narzeczonemu uda się temu zapobiec, może żywić
    nadzieję, że później sam będzie w domu panem.

  • rita100 05.09.05, 21:11
    Byłam na takim, nie pamiętam wsi, ale mój śp brat był świadkiem i fotografem i
    pamietam jak to się dzialo. Wprawdzie, było nie tak głeboko tradycyjne , ale
    tydzień trwało z kapelą. Jeśli cos pamietam to , to , ze był chleb i sól, że
    noszono panną mloda przez kałużę i wogole malo pamiętam, ale jedno wiem , że
    świadkowie pilnowali by państwo mlodzi się nie upili, więc mieli lać do ich
    kieliszków oręzadkę. Ta oręzadka była w butelce zapinana , jak pamiętasz takim
    dawnym takim , no nie wiem jak to nazwać , zapinaczem ? No i ja miałam za
    zadanie pilnować ich. Jak się okazało do tych butelek nalali wódkę i ja młodym
    nalewałam gorzałeczkę ;) Wyobrażasz sobie jaka byłam zdziwiona kiedy byli
    wszyscy pijani. W owych czasach nie pilam gorzałeczki , bo już byłam panienką
    licealistka i nie wypadało. To bylo dla mnie wielkie wrażenie , nawet kiedys
    opisałam to wesele dokładnie, bo wspaniała była zabawa, ale przy
    przeprowadzkach wyrzuciłam opowiadanie , ktore tak piesciłam w skrzyneczce
    wspomnień.Przyszedł moment, tuz przed poznaniem internetu, że wszelkie
    wspomnienia wyrzuce i wyrzuciłam, wyrzuciłam wszystko, a tu niespodzianka , że
    można z rozmawiać o tym , że mozna się dzielić z ludzmi wspomnieniami, ale cóż
    to co straciłam , to straciłam, zostalo w pamięci tylko strzepy wspomnień.
  • rita100 05.09.05, 21:15
    Po ględach rodzinnych w następnym tygodniu odbywały sie ględy kościelne. Tam
    mlodzi ze śwaidkami udawali się do proboszcza w parafii żeby zamówić
    zapowiedzi. Po pouczeniach ustalano datę ślubu, ktory odbywał się zwykle trzy
    tygodnie - aż młodzi "spadli trzy razy z kazanicy". Zaraz po gledach czyniono
    przygotowania do wesela. Bielono wszystkie izby, czyszczono piwnice i strychy,
    robiono miejsca na noclegi i szyto suknie dla "brutki" czyli "przydanek"
    Przygotowywano wyprawę panny młodej w malowanych skrzyniach.
    Męższczyżni czyścili i bielili stajnie, naprawiali dachy i ploty, rąbali drewno
    na opał, oporządzali konie "coby na weselu mocno skakały"

    Wiano
    Przygotowywano wiano. Gburska córka musiała wnieść do domu męża tyle bielizny,
    żeby jej starczyło na całe życie dlatego były przygotowywane kolorowe skrzynie
    do których je pakowano.
    W skrzyniach leżało:
    - dwa tuziny powłok
    - dwa tuziny prześcieradeł
    - tuzin obrusów
    - sześćdziesiąt ręczników
    - pięćdziesiąt dwie koszule (odświętne)
    - tuzin kitlów (spódnic)
    - tuzin wistków (gorsetów)
    - tuzin fartuchów
    - kilka luźnych kabatów
    - dwie chustki (na lato i na zime)
    - twarda micka ( czepiec warminski)
    dodamy do tego puchową pierzynę i poduszki.

    Skrzynie zamykamy i oczekujemy na wesele. Ale to nie wszystko. Teraz cudowny
    czas na "Proszek" czyli zaproszenie na wesele gości. No to Tralala zaczniemy
    zapraszać gości ;)))) Też ciekawa tradycja - zaprosiny.
    A jak myślisz był chyba dziewiczy wieczów ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:26
    a to nam się splątały wesela warmińskie i mazurskie. Mazurska para już poszła
    do kościoła, a warmińska panna ciągle swoje wiano składa )), ale to chyba nic
    nie szkodzi.
    Dodam tylko, że te koszule dla przyszłego męża panna musiał uszyć z
    własnoręcznie utkanego płótna lnianego, zaczynała więc szycie wiele lat zanim
    rodzice i rajkowie wybrali dla niej męża, więc musiały być w
    rozmiarze 'uniwersalnym', może nawet trochę na wyrost, bo to przecież 'łatwiej
    kijek pocieńkować niż go potem pogrubasić'.
    A wieczór panieński musiał być, i przychodziły na niego tylko panny. Przyszła
    panna młoda plotła wianek weselny, a czasem także rózgę weselną dla młodego (a
    może na młodego). Wieczorowi temu towarzyszyły pieśni wyrażające żal młodej za
    odchodzącym panieństwem, a symblem rozstawania się z grupą rówieśnic była
    ceremonia rozplatania włosów.
  • rita100 05.09.05, 21:43
    O wieczorze panieńskim , malo sie dowiedziała, ale widze , że jesteś
    przygotowana :)
    Popatrz co znalazłaMm na temat wesela mazurskiego, urywek opowiadania Dina
    Małłek, ktora wspaniale ponoć gwarzy i opowiada.
    "Na weselum byłam,
    Światam se użyła,
    Bucikim poderła,
    Jużcim nie umerła!"
    A potem pieśń weselną, śpiewaną podczas tańca młodej z wykupem:
    "A kiedym ja była u mojej mateczki,
    Kraśniały mi licecki jak dwa jabłusecki.
    A teraz-em zbladła jek bziała lilijo,
    Dla ciebie, Janecku, dla ciebie, bestyjo."
    Wreszcie dotarła do pieśni "Wśród modrych fal", którą Karol Małłek nazywał
    hymnem mazurskim. I Dina Małłek śpiewała dalej: "Ojczyzna to nasza, te wody i
    las. Niech żyją Mazury ten kraj pełen kras."
    jutro dalej będzie o zaprosinach :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:50
    Więc czekam do jutra i listę gości układam )))
  • rita100 05.09.05, 22:00
    A ja myślę, o tej mojej dawnej parze mlodych - jak im sie zycie ulożyło i czy
    wogole jeszcze tam mieszkają , bo niestety, później doszły mnie wieści , ze
    wsie warmińskie i mazurskie zostały wyludnione , domy puste , a ludnośc
    wyemigrowała..... o tym czytałam wielki artykuł.
    dobranoc
  • rita100 06.09.05, 20:55
    Kilka dni przed weselem, zapraszano gości. Obowiązek ten spoczywał na
    barkach "proszka" lub "placmistrza" Przyjeżdzał on konno przed dom gospodarza i
    przed bramą zawsze pytał go, czy będzie mógł wjechać do domu. Na Warmii
    przyjeżdzano na szarym koniu, bo taki tylko przynosił szczęście. Koń był tak
    wyćwiczony, że schylał się, przekraczał ostroznie próg i wchodził do izby. Była
    to sztuka nie lada, jeżeli weźmiemy pod uwagę wysokie progi i niski dach w
    dawnych chatach.
    Zaproszenie na Mazurach miało postać wierszowanej oracji, ktorą wygłaszano w
    pieknym staropolskim języku.

    Przepraszam pana gospodarza tego domu,
    żeby mi zezwolił wjechać na mym koniu.
    Nie podziwujcie, mili przyjaciele,
    żem do waszej izby wjechał tak smiele;
    nie z swego mysłu, ni z swej wolim ubrany,
    lecz jestem od panny brutki (Lowyzy Młotkownej) przysłany.
    Proszę, żebyście moją prośbą, a jej łaską nie gardzili,
    a na przyszły piatek na wesele się wyrządzili.
    A to nie tylko na jeden dzień,
    lecz na caluchny tydzień.
    Zapraszam was na wołu karmionego,
    na barana dobrze uchowanego,
    na kura tłustego, na gąsiora pieczonego,
    na klodę piwa, na tonę gorzałki,
    na pięćset kołaczków i na chleb miałki,
    na gromadę kokoszy.
    Tam będziem mieli dość rozkoszy...

    W.Kętrzyński
  • rita100 06.09.05, 21:14
    Proszek objeżdzał na małym koniku wieś i zapraszał gości. Ubrany odświętnie, w
    niebieską sukmanę z czerwonymi wstązkami. Koń również przystrojony wstążkami i
    kwiatami, wyglądał okazale. Radośnie wszyscy jechali kłusem wiejską drogą, a za
    nim gromadka radosnych i śmiejących się dzieci.
    W ostatnim tygodniu przed weselem przygotowywano jadło i napoje na ucztę. A
    więc już chyba oczmi wyobrażni widzicie - jak bija woły, barany , wieprze.
    Sąsiedzi przynosili gęsi , kaczki, koguty, kosze jaj, masło, dzbany mleka i
    śmietany. Młodzież wyplatała wieńce i girlandy. Ruch we wsi był niesamowity,
    wszyscy zgodnie sobie żyli i parcowali by młoda para miała najlepsze wesele we
    wsi.
    Faktycznie Tralala, w wieczór panieński , panienki plotły wianek mirowy i
    rozplatały warkocz panny mlodej.
    Ale jeszcze była taka tradycja, że w ostatni wieczów panieński, przed domem
    rozbijano szkła i skorupy - w myśl zasady, że gdzie się dużo tłucze, tam jest
    szczęśliwe życie. Młodzi musieli je następnego ranka sprzatać.
    Tralala, pamiętaj, że żniwa i wesele - musi koń pamiętać i cztery niedzieje jak
    napisał K.Małłek, więc nie możemy być gorsze ;))))
    Jutro z samego rana , jak tylko zorza zaświta powinniśmy być na nogach i
    uczynić ostatnie pyrzygotowania - toż to dzień wesela nas czeka. Trzeba się
    wyspać ;)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 21:19
    A tak opisano ten zwyczaj w 1926 roku w niemieckiej książce Unsere masurische
    Heimat.
    Dawniej na ślub i wesel zapraszał placmistrz, młody, obrotny chłopak, który
    przystrajał sobie czapkę oraz surdut kolorowymi wstążkami i kokardami, i na
    małym zwinnym, również przystrojonym koniku, wyposażony w długi bicz, zajeżdżał
    przed dom zapraszanych gości. Gdy strzelał z bicza, otwierały się przed nim
    drzwi domu i izby, wjeżdżał do środka i przekazywał w udatnie złożonych
    mazurskich rymach zaproszenie na ślub. W podzięce otrzymywał małą przekąskę, a
    jego koń garść owsa.
    Ale zauważ Rito to pierwsze słowo 'dawniej' i zaraz potem autor dodaje: Wielka
    szkoda, że ten piękny, ciepły zwyczaj musiał ustąpić zimnej, sztywnej kartce z
    zaproszeniem. A dzięki Twojemu opisowi uwierzyłam, że placmistrz faktycznie
    wjeżdżał na koniu do domu. Chciałoby się powiedzieć - ułańska fantazja!
  • rita100 06.09.05, 21:38
    Jeszcze to znalazłam - takie ciekawe - bawmy się Tralala, bo wiesz co będzie po
    weselu, smiertelny temat :) Trzeba weselić się póki czas ;)
    Ale piekne te obyczaje

    Wesele warmińskie w podolsztyńskiej wsi Brąswałd wg wspomnień Marii Zientry-
    Malweskiej
    Do najważniejszych wydarzeń w Brąswałdzie należały zawsze wesela. Cieszyli się
    na nie młodzi i starzy. Przygotowania do wesela trwały kilka tygodni. Trzeba
    było przecież przygotować wyprawę, ułożyć ją w skrzyni, usypać nowe pierzyny,
    zakupić to, co jeszcze było potrzebne, no i najważniejsze -- przygotować
    weselną ucztę. Tuczono na ten cel wieprza i cielę, kury, gęsi i kaczki. O to
    kłopotała się matka. Ojciec wiózł do młyna kilka kort y pszenicy na mąkę,
    karmił specjalnie konie owsem ,,co by na weselu mocno skakały". Czyszczono
    bryczki, ażeby się ,,psięknis świeciły", sprzątano strychy, stajnie, chlewy i
    stodoły. Wesela odbywały się zwykle w poniedziałki, a najczęściej we wtorki. W
    niedziele i święta nie wyprawiano dawniej wesel. Pannę młodą, zwaną
    powszechnie ,,brutką", otaczano wielkim szacunkiem i miłością. Nie goniono jej
    do roboty: miała odpocząć i przygotować się duchowo na ślub oraz przyszłe życie
    w małżeństwie. Jeżeli wesele odbywało się we wtorek, to w poprzedzający go
    czwartek po domach jeździł ,,placmistrz" i zapraszał gości. Jeszcze za czasów
    mojego dzieciństwa pamiętam ,,placmistrzów", chociaż był to już zanikający
    obyczaj. Z czasem ,,placmistrzów" nie wysyłano już. Gości prosili rodzice albo
    wysyłali pisemne zaproszenia lub nawet drukowane. ,,Placmistrz" był odświętnie
    ubrany. Był przepasany białą lub kolorową szeroką wstęgą, do której miał
    przypięty bukiecik kwiatów. Bukiecik był przyczepiony także do kapelusza. W
    ręku trzymał gibką trzcinkę, też ozdobioną kwiatami. Również konia strojono
    bukiecikami kwiatów. Koń był tak wyćwiczony, że schylał się, przekraczał próg,
    wchodził do izby, klóirą okrążał kilka razy. "Placmistrz" z konia wygłaszał
    zaproszenia Służył mu do tego podręcznik pod tytułem ,,Orracje weselnne" .
    Niektórzy ,,placmistrzowie" często pisali własne "orracje" -- jak na przykład
    Piotr Szafryna ze Stawigudy - znane także w Brąswałdzie:

    Ja konika z boku trącam,
    Wkoło jizby sia wykrącam!
    Nie ziem, co tu gadać ziele,
    Proszą waju na wesele!
    W imieniu pana dobrze wam znanego Grabasza w Purdzie zamieszkałego Na wtorek
    łósmego mniesiąca tego Na ślub Anki, córki jego I młodego pana Kramkowskiego.
    Byśta sia też nie spóźniali,
    Ło łósmy z rena już tam byli.
    Grać będzie na tym weselu Jan Filip ze swoją kapelą,
    Goście będą się zjeżdżali,
    Muzykanty bywat grali.
    Kiedy grać będą łod łucha,
    Tańczy chłopak i dziewucha!
    Gdy tańcują młode pary,
    Podskoczy czasem i stary!
    A na obfitość jedła i napoju
    Przeznaczył gospodarz tłustego wołu,
    Baran też naziększy tłusty
    Będzie zaraz do kapusty,
    Z tłustych kokoszy dobra kurczyna,
    A z mendla gejsi do klusków czarnina.
    Do wypsitku dość będzie psiwa i zina,
    Likier i gorzałka poprazią humory!
    Kucharka nam kuchów wyniesie z komory!
    A wybaczta, kiedy sia czasem pomyluł
    I warna nie dość honoru łuczyniuł!
    A teraz łostańta z Panem Bogiem,
    Bo czas mi jechać teraz dali w droga.

    A jakie to jest miasto Brąswałd ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 21:49
    Po weselu powinny być chrzciny, ale u nas już były. Zdarza się.
    A Brąswałd to znana warmińska wieś, niedaleko Olsztyna, przy drodze na Dobre
    Miasto. To właśnie tam przez wiele lat proboszczem był ks. Barczewski, autor
    Kiermasy na Warmii, wielki zwolennik polskości na Warmii. W kościele
    brąswałdzkim do tej pory można oglądać zamówione przez niego polichromie z
    białymi orłami polskimi. A niedaleczko Barkweda - miejsce krawej bitwy między
    wojskami rosyjskimi a armią Napoleona. O połnocy to tam chyba straszy.
    Porządne wesele trawło co najmniej trzy-cztery dni, więc jutro dodam, jak
    wyglądało na Mazurach.
  • rita100 06.09.05, 21:59
    Ks. Barczewski to wielka postać, miał wspaniałą twórczość, tylko nie potrzebnie
    całą miejscowośc zmienili ze starej nazwy na jego nazwisko. Trochę jakby
    tradycyjną nazwę pogrzebali, calkiem niepotrzebnie.
    Tak, tak , jutro wesele :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 22:03
    Więc śpijmy dobrze, bo jutro czeka nas wesoły dzień :)
  • rita100 07.09.05, 20:50
    No więc raniuteńko wstajemy w ten dzień weselny i sprawdzamy czy wszyscy się
    krzatają i czynią ostatnie przygotowania ? Gwar wszędzie słychać. Ubieramy się
    odświętne ,w najpiekniejsze stroje.
    Do ślubu panna młoda szła w czarnej sukience, bowiem moda na białe suknie
    doszła dopiero na poczatku XX wieku. Pan mlody obowiązkowo na głowie musiał
    mieć kapelusz. W tym dniu nie wolno mieć na sobie nic pożyczonego , ani
    czerwonego, bo zwiatowało nieszczęście. Aby zapewnić sobie byt w przyszlości
    panna mloda prosiła narzyczonego o pieniążka i wkładała go do trzewika lub
    pończochy.
    Od samego rana zbierali sie goście, a witała ich orkiestra oraz mlodzi stojący
    przed progiem domu.
    Zaproszeni goście sniadali , a pózniej, kiedy przyszedł czas , cały orszak za
    przewodnictwem placmistrza wyruszali przystrojonymi wozami do kościoła
    śpiewając piosenkę o wyprowadzaniu panny mlodej:

    Oj. siadaj, siadaj, kochanie
    moje,
    Już nie pomoże płakanie twoje,
    Płakanie ci nie pomoże,
    Śtery konie w ślubnym wozie,
    Siadaj, kochanie, siadaj , kochanie.

    Śtery konie w cugu,
    Piąty na łańcugu,
    Zbzieraj sie dziewcyno,
    Pojadziem do slubu.
    Zbzieraj sie dziewcyno,
    Pojadziem do slubu.

    K.Małłek

    Brutka siedziała w jednym wozie razem z matką - swchną i druhnami. Brały one
    placek i czestowały ciekawych widzów w drodze do kościoła. Pan młody w drugim
    wozie rozdawał widzom gorzałeczkę.
    No i po ślubie :)
    Czas na weselisko
  • rita100 07.09.05, 20:51

    Placmistrz pełnił na weselu najwazniejsza rolę. To on rozsadzał gości, pilnował
    by dzbany i talerze były pełne. On też zbierał pieniądze dla brutki i dla
    orkiestry i bawił gości uszczypliwymi "biwatami".
    By naprawdę ślinka nam nie leciała pominę obowiązujące dania i smakolyki
    weselne.
    W trakcie wesela panna mloda siedziała za długim ciężkim stołem i nie pozwalano
    jej opuścić miejsca. Dopiero mlodzi męższczyżni wyciągali ją stamtąd i musiała
    zatańczyć z każdym męższczyzną tzw. taniec brutny, za ktory muzycy otrzymywali
    osobne wynagrodzenie.
    Późną nocą zmęczeni weselnicy udawali się na spoczynek.

    Drugi dzień, nie widzę bysmy byli bardzo skacowane ;)
    Czekamy teraz na oczepiny. Zwyczaj polegający na zdjęciu wianka i zastąpienie
    go czepkiem co oznaczało całkowite zerwanie ze swoim panieńskim życiem i
    wstapienie do grona gospodyń.

    Ocepsiny
    O, moj wzianusecku mirowy,
    nie opadaj ty z mojej głowy,
    a on mi spadł, a on mi spadł,pokrusuł się,
    a mój najmilejszy wzioł i pociesuł się.

    -----------
    Trzeba ci płakać, trzeba żalować,
    Przedtem w nim chodzić , a teraz schować.

    ----------
    O, moj zainusku z suchy drapacki,
    Już cie nie bedą gnietli chłopacki.

    K.Małłek

    Ale żeby nie bylo pannie mlodej zbyt smutno to w drugi dzień podawano
    niewiastom "krupniki". Była to mieszanka wódki z miodem. I tak tańcząc w
    drugim dniu tzw, taniec odtańczenia z każdą męzatką chodzonego niewieściego,
    młoda męzatka żegnała sie z wolnością z koleżankami.
    Wianek pannna mloda zostawiała sobie na pamiątkę, a czasami leczyła nim
    zwierzeta.
    Ostatni dzień zabawy weselnej był dniem przenosin.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:05
    A to już? Masz ci babo placek - spóźniłam się na ślub. Muszę szybko wysłać
    swoją parę młodych do kościoła:
    Długie rzędy wozów z uroczyście wystrojonymi gośćmi pojawiały się w dniu
    zaślubin przed przybranym wieńcem domem weselnym, gdzie wiejska kapela witała
    ich tuszem, a goście dawali talara kapelmistrzowi. Po przybyciu wszystkich
    gości i lekkim posiłku miejscowy nauczyciel organizuje ‘wyprowadzenie’, krótki,
    przejmujący, religijny obrzęd, który ma zapewnić narzeczonej błogosławieństwo
    rodziców na nową drogę życia. A teraz droga wiedzie do miejscowości, gdzie jest
    kościół; w pierwszym wozie jedzie narzeczony z przyjaciółmi, w ostatnim –
    narzeczona z druhnami. Goście brali ze sobą placuszki, by po drodze rozdawać je
    przyglądającym się biedakom oraz dzieciom. W każdej wsi, przez którą
    przejeżdżał orszak, drużbowie strzelali z bicza, a goście weselni radośnie
    wykrzykiwali na całe gardło.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:07
    No i jeszcze szybciej do domu weselnego, bo tam już czeka uczta i tańce:
    W drodze powrotnej młoda para siedziała razem na pierwszym wozie tylko z
    woźnicą. Wracających witała muzyka i siadali do biesiady przy suto zastawionych
    stołach. Treaz nadchodziła pora na tany, do tańca proszono do północy, do
    głównego posiłku, zaczynającego się od modlitwy miejscowego nauczyciela.
    Posiłek skadał się z dużych ilości pieczeni i ryb, popijanych obficie gorzałką.
    Gody wciaż trwały, na przemian tańce, zabawy i jedzenie. Kto był zmęczony,
    szukał sobie kącika do snu. Nad ranem znikała już większość gości.
  • rita100 07.09.05, 21:11
    Ten własnie obrazek najczęsciej był tradycją wiejską, te drogi wiejskie , te
    wozy z koniami przystrojonymi i drabiniaste wozy z gośćmi :)
    A teraz co ? - Przez wieś jedzie sznur samochodów, a w takim sznurze to ja
    kiedys zrobiłam stłuczkę i był korek, więć okoliczni mieszkańcy mieli dodatkową
    zabawę. Oj , nie dobrze byc kierowcą na weselu ;)
    Ale zauważyłam , że nie ma tu mowy o chlebie i soli , a to przecież najstarszy
    zwyczaj i do dziś obowiązkowy.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:37
    Nie było też obsypywania pary młodej drobnymi monetami czy ryżem po wyjściu z
    kościoła. Pojawiają się nowe zwyczaje, a stare niestety czasem są zupełnie
    wypaczane, tak jak bramy i wykup - kiedyś budowano je z dużym poświęceniem,
    pięknie ozdabiano, a teraz wystarczy przeciągnąć kawałek sznurka i kolorowych
    szmatek, żeby domagać się gorzałeczki.
    Doczytałam też się opowieści o weselu w Olsztynie, na którym orkiestra grała
    ludowe pieśni warmińskie jako podkład pod przyśpiewki, ale goście pochodzili z
    Mazowsza, słów nie znali, coś tam próbowali ad hoc układać i okropnie
    fałszowali :(
  • rita100 07.09.05, 21:51
    Wydaje mi się, że najdokładniejsze przekazy przeszłości są zabrane do Niemiec,
    ponieważ ogromna ilość, ogromna została wysiedlona i tam w Niemczech jest duzo
    literatury na ten temat i gdyby dobra współpraca była , możnaby dotrzeć do tych
    materiałów. Powinni jednak Polacy docierać do tych zródeł.
    A co do wesela, to faktycznie wszystko idzie teraz na łatwizne, tymbardziej
    trzeba pielęgnowac tradycje. A dotego naklada się brak pieniędzy. Takie
    wystawne wesele jednak kosztuje. Wiesz jak jest teraz - ślub, restauracja i
    koniec :) Nie ma już wesela Wyspiańskiego.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:59
    No to może wesele 'składkowe' - i tak niegdyś bywało, w końcu ludzie wcale nie
    byli bogatsi:
    Uczta weselna świętowana jest hucznie, podobnie jak inne uroczystości rodzinne,
    i trwa często kilka dni. Na gody sprasza się bardzo wielu sąsiadów i krewnych.
    Często goście, gdy gospodarzowi jest ciężko, wnoszą swój udział w postaci
    pieniężnych datków lub darów w naturze.
    No nic, poszukam sobie teraz jakiegoś kącika do snu, a jutro wracam na
    wesele :)
  • rita100 08.09.05, 20:37
    Ostatnim dniem zabawy weselnej był dniem przenosin. Młodą męzatkę odwożono do
    jej nowego domu. Zwyczaj ten miał formę obrzędu. Rano goście zjedli śniadanie i
    potem wszyscy zbierali się przed domem. Tam sąsiedzi pozyczali wozy na który
    ładowano cały posag dziewczyny. I zaczynała sie wesoła jazda do pana domu.
    Prastarym zwyczajem młoda gospodyni była trzy razy oprawadzana wokół ogniska
    domowego i znów odbywało się przyjęcie.
    Tydzień po weselu urządzano poprawiny, dojadając pozostałe potrawy. W tym
    czasie młodzi składali również pierwszą wizytę rodzicom żony.

    Tralala , tyle z mojej strony o weselu. Nie powiem, że przejdziemy teraz do
    obrzędu pogrzebu. Będziemy musieli utrzymywać powagę. Ale później czekają nas
    dozynki i inne obrzędy ludowe :)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 20:50
    O przenosinach nic nie wiedziałam - bardzo to ciekawe, a najciekawsze, jak to
    niegdyś wszystko było otoczone obrzędami, no i jak takie uroczystości
    gromadziły nie tylko rodzinę, ale i sąsiadów i całe wsie.
    A jak to już napisałyśmy, wesela trwały po kilka dni; już po pierwszym wszyscy
    byli objedzeni jak bąki, więc drugiego dnia na stół trafiały potrawy wzmagające
    apetyt, wśród nich kiszona kapusta (no nie wiem, czy to taki dobry pomysł). Tak
    to jednak opisano:
    Lecz późnym popołudniem (następnego dnia) znów wszyscy się zbierali. Stoły
    nakryte, jedzenie podane, dla pobudzenia żołądka stawiano wielką michę stynek
    oraz kiszonej kapusty. Bogate mazurskie gody trwały trzy, a z wieczorem
    przedślubnym cztery dni. Często w następnych dniach przyjaciele i krewni
    rodziców państwa młodych zapraszali gości do siebie.

  • rita100 08.09.05, 21:13
    A zauważyłas , że w tradycji weselnej i innej nie wspominają nigdzie o tradycji
    sprzataniu po weselu i na weselu i o najwazniejszej tradycji, to znaczy o
    bójce. Tak było i na Warmii, pijani goście wszczynali awanture, wychodzili na
    dwór i musieli sie bić na pięści, a goście starali się ich rozłączyć i
    pogodzić. Ciekawe dlaczego o tym nie wspominają. Nie ma prawdziwego wesela bez
    bojki :)
    prawda ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 21:27
    Dobrze, że bili się na pięści a nie sztachetami! No cóz, pewne zwyczaje
    zwyczaje pozostają niezmienne (tak mi się przypomniało Wesele w Atomicach
    krakowskiego Pana Mrożka - tam to dopiero się pobili, aż się zamienili w
    chrabąszcze).
    A dorzuce jeszcze jedną ciekawostkę współczesną. Pozmieniały się dawne Prusy
    Wschodnie, zrobiły się takie wielkulturowe, bywają i wesela polsko-ukraińskie,
    na których można zaśpiewać tak:
    Bida Polku pidkusiła
    Oj da, ruda ja
    Wyszła Polka za Rusyna
    Oj da, ruda ja
    Rusyn każe żyto żaty*
    Oj da, ruda ja
    Polka chocze dowho spaty**
    Oj da, ruda ja
    Rusyn każe borszcz waryty***
    Oj da, ruda ja
    Polka cocze kawu pyty****
    Oj da, ruda ja.
    *żyto żąć; **długo spać, ***barszcz gotować, ****kawy się napić
  • rita100 08.09.05, 21:38
    Cięzki ten ukraiński, ale chyba wszystkie wesela są podobne - najpiękniejsze są
    zawsze śpiewy i teksty tych przyspiewek.
    Czas się wyspać i pomyśleć o tym, że czas wszystkich się kończy, a jak to
    wygląda w tradycji zobaczymy jutro.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 22:04
    No jo, trzeba się wyspać przed pustą nocą. To tedy aż drugi roz. Dobranoc.
  • rita100 09.09.05, 20:23
    Śmierć i pogrzeby
    Nadejście śmierci symbolizowały rózne znaki - pianie koguta, wycie psa,
    pohukiwanie sowy i dziwne stukania.
    Wedle wierzeń starych Mazurów, jeśli w domu miał ktoś umrzeć, w przeddzień z
    wieczora sowa albo puchacz siadał nieopodal chałupy i wołał żałośnie: "puść,
    puść". Oznaczało to niechybną smierć.

    Śmierć przychodzi przez trzy wieczory z rzędu, ażeby oznajmić o czyimś zgonie.
    Za każdym razem stuka do okna albo do drzwi. Psy widzą ją i wyją.
    M.Toeppen

    Na Mazurach umierającego wyjmowano z łózka i układano na podłodze na słomie,
    później odmawiano modlitwy i palono świece. Gdy zmarł gosodarz od razu
    powiadamiano jego zwierzęta i pszczoły, powtarzając: "dawny gospodarz zdechł
    (tj, oddał dech), ja jestem waszym panem". Do każdego ula przypinano czarną
    szamtę, aby pszczoły nie wymarły. Dopóki nieboszczyk był w domu nie wykonywano
    żadnych prac, żeby nie niepokoić zmarłego. Zasłaniano wszystkie lustra w domu,
    aby nie spowodować śmierci ktoregoś z domowników.
    Jak cięzko o tym pisać , ale niestety ,obrzęd musiał sie odbywać przy calym
    szacunku do nieboszczyka.
    Ciało nieboszczyka myto, grzebień jego do czesania wyrzucano, ubierano buciki
    by nie spóżnił się na Śąd Ostateczny. Zmarłemu wkładano do ręki pieniądz jako
    wynagrodzenie za jego pracę. Mówiono przy tym: "Otrzymałeś teraz wynagrodzenie,
    nie masz zatem po co wracać".
    Od dnia śmierci aż do pogrzebu co wieczór śpiewano pieśni i modlono się przy
    świecach. Był to czas pustych nocy. Następnie odbywał sie pogrzeb i stypa.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 20:45
    taki to smutny temat, ze postanowiłam go nieco obejść i wykorzystać najnowszą
    zbobycz 'Kapliczki Warmii południowej' Janusza Hochleitnera. Przy okazji
    zobaczymy jak katolicka Warmia różniła się od ewangelickich Mazur. Tam tego
    zwyczaju nie było.
    Ze wspomnień warmińskich Alojzego Śliwy – w chwili śmierci kogoś ze wsi
    dzwoniono z kapliczki. ‘gdy głos taki zabrzmiał, wtedy wszyscy wiedzieli, że
    jakiś mieszkaniec wioski pożegnał się z tym swiatem. Przez całe następne trzy
    dni, dopóki zmarły leżał jeszcze w domu – po każdym dzwonieniu na „Anioł
    Pański” dzwoniono dodatkowo ku pamięci zmarłego i w tym czasie każdy odmawiał
    za spokój jego duszy pobożnie „Wieczny Odpoczynek”.’
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 20:47
    Podczas ostatniej drogi zatrzymywał się kondukt przy każdej kapliczce i krzyżu,
    aby zebrani mogli modlić się za zmarłego. Do czasu, gdy nie skradziono (!)
    dzwonka w kapliczce w Garzewie, dzwoniono z informacją o śmierci, jak również w
    trakcie wyprowadzania ciała na cmentarz. Podobnie czyniono do niedawna w
    Stękitach. Ten zwyczaj utrzymuje się nadal w kilku wsiach warmińskich.*
    * Tu chyba autor jest niekonsekwentny, bo w podsumowaniu (w tabelach) podaje,
    że zwyczaj powiadamiania o śmierci mieszkańca za pomocą dzwoneczka w kapliczce
    utrzymuję się obecnie aż w 25 wsiach Warmii południowej (okolice Olsztyna), np.
    Dorotowo, Giedajty, Kaborno, Łęgajny, Marcinkowo, Nowa Stawiguda, Radosty, Ruś,
    Tomaszkowo, Unieszewo, Wołowno, Woryty, Wójtowo. W 19 wsiach dzwonek kapliczki
    towarzyszy także wyprowadzaniu Ciała na cmentarz.
  • rita100 09.09.05, 21:26
    Tak prawdę mówiąc to i dziś codziennie od poniedziałku do piatku słyszę dzwony
    kościelne na pogrzeb, jako , że mieszkam blisko kościoła.
    Czy zauważyłas , że teraz wchodzi w mode kremacja zwłok i szybciutko i po
    pogrzebie - błyskawicznie.
    Ale pamiętajmy tez o stypie. Może stype na jutro zostawimy .
  • rita100 09.09.05, 21:22
    Na wsiach szczegolnie godnie żegnano ludzi, poniewaz wszyscy się znali i zyli
    razem jak w rodzinie , dlatego też godnie żegnano ludzi.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 21:37
    No cóż, żyjemy teraz dłużej ale umieramy jakby gorzej, często w szpitalu, zdala
    od rodziny i domu, jak pisze pani Dorota Simonides w otoczeniu 'skomplikowanej
    aparatury, kroplówek i monitorów.' A czy istnieje jeszcze tradycja wyprawiania
    stypy? Sama mam mieszane uczucia, zwłaszcza gdyby na stole miał pojawić się
    alkohol, bo on godności nie sprzyja. A kiedyś stypa wyglądała tak:
    Po pogrzebie goście zbierają się w domu żałoby. Najpierw podaje się kawę z
    ciastami, potem przeważnie jeszcze dwukrotnie posiłek z obfitością napitków, i
    tak do późnej nocy. Podczas głównego posiłku przystawia się do stołu puste
    krzesło, i całe towarzystwo po jedzeniu idzie w kierunku cmentarza do
    najbliższego skrzyżowania. (Unsere masurische Heimat; rok wyd. 1926).
  • rita100 09.09.05, 21:48
    gorzałeczka musiała być - i zawsze jest. Ta tradycja nigdy nie zniknie, musi
    być w takich chwilach. Jutro uciekniemy z tego watka, przejdziemy do obrzedów.
    dobra ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 22:02
    A pewnie, trzeba ten wątek skończyć przed niedzielą, bo i takie było dawniej
    wierzenie - jeśli zmarły nie został pochowany przed niedzielą ('przeleżał
    niedzielę w trumnie') to rychło zabierał kogoś z rodziny lub sąsiadów ze sobą
    na tamten świat.
    Lecz przedtem jeszcze tylko jedna opowieść o pogrzebie. Otóż we wczesnych
    latach 80-tych zmarł w Olsztynie pewien pan, wielce zasłużony w umacnianiu
    władzy ludowej na Warmii i Mazurach, tak wielce, iż władze miasta postanowiły
    uczcić go miejscem w Alei Zasłużonych i uroczystym pogrzebem na koszt miasta.
    Postawiły tylko jeden warunek rodzinie - pogrzeb bez księdza. Rodzina zgodziła
    się, pogrzeb zgromadził wielu ówczesnych notabli z miasta i województwa, także
    z władz PZPR. Ich zdumienie nie miało granic, gdy na miejscu pochówku, przed
    wszystkim uczestnikami pogrzebu stanął pan w czarnym garniturze i czymś białym
    pod szyją, wyciągnął Biblię i zaczął odczytywać stosowne fragmenty, tudzież
    zachęcać wszystkich do wspólnej modlitwy. Wyobraź sobie miny tych wszystkich
    notabli! Rodzina dotrzymała słowa, księdza na pogrzebie nie było, za to był
    pastor, bo zmarły był Mazurem i ewangelikiem, o czym rządzący miastem, w swojej
    ignorancji, nie wiedzieli. Tak to w czasach komunistycznych odbył się państwowy
    pogrzeb religijny.
    Hm, tylko jak tu teraz powiedzieć dobranoc?
  • rita100 09.09.05, 22:10
    może gorzałeczki z jednej szklaneczki

    Wyczytałam , ze własnie przy zmarłym , kiedy świeciły się swieczki , po jednej
    stronie siedziały baby, a po drugiej chłopy. Kobiety grzecznie się modlily i
    plakały , a mężczyżni uraczali się kieliszeczkiem gorzeałeczki , który krązył z
    reki do ręki.
    Jutro dołaczymy do folkloru i dołaczymy obrzędy jak dożynki , chyba na czasie
    jeszcze i spiewy dożynkowe.

    uciekamy
    zamykamy watek
    Łostańta sia z Bogam !
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.05, 21:53
    'Chocby padały z nieba powrozy
    ty, gburze, szykuj do żniwa wozy.'
    Już po burzy, więc nieco spóźnione ale jednak dożynki:
    Gdy ustawiony jest już ostatni mendel, żniwiarki z ostatniego snopka wyciągają
    kłosy zboża i z trzech pasm splatają wieniec lub koronę, śpiewając przy
    tym ‘Bogu tylko bądź chwała na wysokościach’. Potem wszyscy z wieńcem udają się
    do domu, spiewając ‘Plon niesiem, plon’, przekazują go, spiewając
    teraz ‘Wszyscy dziekujemy Bogu’. Gospodarz wygłasza krótką mowę, po czym
    następuje wielkie oblewanie wodą, które trwa dopóty, dopóki ostatni człowiek w
    zagrodzie nie jest przemoczony do suchej nitki. Tylko państwu tu i ówdzie z
    szacunkiem oszczędza się polewania. Potem następuje suta uczta, na której nie
    skąpi się napojów, i tańce, przeważnie przy ulubionej harmonii, z niezwykłą
    wytrwałością (Unsere masurische Heimat; rok wyd. 1926).
  • rita100 10.09.05, 22:29
    hehe, myslałam Tralala, że wyjeżdzasz na weekend i zgłaszam nieprzygotowanie do
    lekcji ;) Dziś zajmowałam sie legendami i dozynki ominełam. Jutro sprawdzę czy
    w moich zródłach jest podobnie.

    wielkie oblewanie wodą, które trwa dopóty, dopóki ostatni człowiek w
    > zagrodzie nie jest przemoczony do suchej nitki. To jak smingus dyngus ;)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.05, 22:45
    Nic nie szkodzi, tak sobie pomyślałam, że trzeba się pospieszyć z tymi
    dożynkami, bo przecież 'Na świętego Augustyna (28 sierpnia) zboża w polu nima'.
    Za to teraz chyba szykują się żniwa dla grzybiarzy! Niech tam rosną prawdziwki,
    podgrzybki, kozaki, kołpaki, maślaki, opieńki i choć parę rydzy na patelnię -
    mniam, mniam. Dobranoc i do usłyszenia w poniedziałek. Zdam relację z wizyty w
    OBN-ie.
  • rita100 10.09.05, 22:55
    Dobranoc - na ten deszcz wszyscy czekali ze wzgledu na grzyby i chyba dawniej ,
    dawniej to bardziej się grzybami zajmowano, przeciez Warmiacy to specjalisci
    grzybów. Powiem Ci, że tylko w Olsztynie widziałam taką ilośc grzybów - kilka
    emaliowanych miednic i to same kurki. Już nigdy wiecej takiej ilości nie
    widziałam, nawet na targu.
    Tez jesteś grzybiarzem ?
  • rita100 11.09.05, 20:31
    Czas żniw był wydarzeniem niezwykle ważnym, bo jak wcześniej pisaliśmy chleb
    jako dar bozy jest najważniejszy. Zboże żęto poswięconymi sierpami i kosami.
    Pierwsze kłosy ścięte błogosławiono znakiem krzyża i pierwsze snopy w stodole
    również. Idąc do pracy i wracając z niej śpiewano pieśni głownie religijne, a
    wszystkie prace wykonywano z "z Bogiem"
    Dzień św. Jakuba (25 lipca) stanowił zwyczajowo poczatek żniw na Warmii i
    Mazurach.
    W niedzielę przed św. Jakubem w kościołach rozbrzmiewał hymn żniwiarzy Bernarda
    Rostkowskiego z osiemnastego wieku.

    Pola już białe, kłosy się kłaniają,
    Stworzycielowi czaść i chwałę dają.
    Wołają: pójdźcie, sierpy zapuszczajcie !
    A Pana chwalić nie zapominajcie !

    Czekalim przez rok, dobrotliwy Boże,
    Pókiś gotował na pokarm to zboże.
    Gdy je już dajesz, ochotnie zbieramy,
    Tylekroć z twej szczodrej ręki żywność mamy..."

    W przeddzień rozpoczęcia żniw w domach gburów czyniono wielkie przygotowania.
    Gospodynie piekły i robiły jadło, a gospodzarze ostrzyli kosy i sierpy. Warzono
    też piwa.
  • rita100 11.09.05, 20:32
    W czasie żniw ludzie wstawali o świcie wraz ze wschodem słońca. Po
    przygotowaniach i wspolnym wyjściu na pole to pierwszą garść zboża ucinał
    gospodarz za słowami " w Imię Boże" co oznaczało gotowość do pracy. W tym
    czasie kobiety przynosiły jadło na pole. Prace zakańczano gdy słońce
    zachodziło. Na zakończenie zbiorów zostawiano na polu babe lub pępek, była to
    ostatnia kępka zboża, którą zostawiano na robu polu. Wokół pępka zbierali się
    wszyscy żeńcy i spiewali różne pieśni na przykład :

    bierzta myszki knozie
    a nie liżta do gospodarza w zboże !

    Według wierzeń ludowych pępek miał chronić zboże w stodołach przed myszami.

    Teraz czas na dożynkowanie - czyli wesołą zabawę.

    Tralala dodam jeszcze, że powracających z pola żniwiarzy dziewczęta znienacka
    oblewały wodą, a następnie szybko uciekały. Biada było tej , ktorą złapano.
    Wrzucano ją do stawu lub do jeziora, a w najlepszym wypadku oblewano obficie
    wodą ze studni. Dodatkowo każdy parobek mógł taką dziewkę wycałować do woli.
    Panny najbardziej oblewane i całowane mogły spodziewać się rychłego
    zamążpojścia.
    Następnie , wieczorem przybywali grajcy z kapelą i były tańce przez całą noc.
    Gospodarz tańczył ze wszystkimi zniwiarkami, a najbardziej z przodownicą :)))))

    Mazurski obrzęd żniwny zwany plonem odtworzenia i wydał drukiem Karol Małłek w
    latach trzydziestych XX wieku.
    Tralala - jak myślisz , w jakim języku jest ta książka ?
  • rita100 12.09.05, 21:27
    Pobutka do żniw

    Ustańcie na zagony
    Zacząwszy od odłogu,
    Zbierajcie żniwne plony,
    Oddając chwałę Bogu.

    Niech z piersi waszej płynie
    Przy żniwie lub dożynki
    Pieśń wdzięczna po dolinie
    W ojczystym wam języku

    Pośpieszajcie już do żniwa
    Formując sie parami,
    Niech nasza żyzna niwa
    Okryje się snopami...

    M.Kajka

    albo
    Plon
    Plon niesiem plon,
    ze wszystkich stron.
    Krążylim , krązylim,
    już żytka dożylim,
    dożęła dziewaczka
    w upale słoneczka.
    Plon niesiem plon.

    Plon niesiem plon,
    ze wszystkich stron
    Dożął już mlodzieniec,
    z kłosów uwił wieniec.
    Niesiem, go, żniwiarze,
    swemu państwu w darze.
    Plon niesiem plon...

    G.Gizewiusz

    I jak co teraz ?
    Masz propozycje ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 21:47
    Piękne piosenki, aż słychac w nich, jak żniwiarze radośnie wędrują do dworu -
    praca skończona, teraz tylko jeść, pić i tańcować. Co dalej? Chyba czas na siew
    ozimin (Matka Boska Siewna) na wykopki, nie tylko te wyjazdy z klasą do PGR-
    u :), a potem marcinki, no i gody (mam już teksty do Jutrzni spisane przez
    Karola Małłka). A czy uda na się znaleźć coś o zwyczajach miejskich - o
    rzemieślnikach, cechach, kupcach, targach?
    Ale przedtem dorzucę jeszcze dwa teksy o dożynkach - dopiero teraz je
    znalazłam.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 21:50
    Po ostatnim pokosie z najpiękniejszych kłosów przyozdobionych polnymi kwiatami
    wiązano bukiet, zwany ‘plonem’ i pozostawiano go na polu. Miało to magiczny
    sens, w którym chodziło o podziękowanie demonom polnym, a zwłaszcza ‘żytniej
    babie’ (Często plon nazywano babą) za zebrane plony. Gdyby nie zostawiono
    ostatniego snopa na polu, jako podziękowania, cały zbiór zwieziony do stodół i
    spichlerzy mógłby ulec zniszczeniu. W późniejszej interpretacji ‘plon’
    pozostawiano dla myszy, które nakarmione w ten sposób miłay dać spokój zapasom
    zgromadzonym dla ludzi.
    Wątki nam się splatają jak kłosy - tu zwyczaje (dożynki) a tu czary-mary
    (żytnia baba)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 21:51
    Za sprawą dworu rozwineła się widowiskowa strona dożynek. Dwory miały swój
    udział w podtrzymywaniu tego obrzędu, dlatego przetrwał on nieco dłużej na
    Mazurach niźli na Warmii, która (w jej południowej części) była krainą przede
    wszystkim chłopskiej gospodarki. W tej ‘dworskiej’ wersji dożynkowy bukiet
    zanoszono panu lub gospodarzowi, w ktorego żniwowano, stawiano go w izbie
    w ‘świętym kącie’ i na Matkę Boską Zielną zanoszono do kościoła, by podziękować
    Bogu za zebrane plony. Zboże z tego bukietu dodawano do przyszłego siewu, co
    miało zapewnić dobre zbiory i oznaczało zachowanie ciągłości.
  • rita100 12.09.05, 21:59
    Tak , po tych czarych marach możemy bardziej zrozumieć obrzędy i zwyczaje jak i
    te legendy warmińskie w gwarze. Wcześniej bym ich nie zrozumiała o co w nich
    chodzi.
    No to jeszcze o plonie - to napewno znasz ;)

    Nazwa "plon" pochodzi od wieńca robionych z kłosów zboża i przyozdobionego
    kwiatami i wstążkami. Taki wienieć przejmował przodownik i na czele całej
    gromady żeńców wręczał gburowi. Śpiewano wtenczas rózne piosenki związane z
    plone. To tez przeczytałam, warto to wspomniec nawet podwójnie .

    Plon
    Plon niesiem plon
    ze wszystkich stron.
    Ucichły już na polu
    sierpa chrzęst, brzęk kosy;
    wystroiły dziewki
    w kwiaty swoje włosy.
    Plon niesiem plon.

    Plon niesiem plon
    ze wszystkich stron.
    Idziem, wyspiewując,
    żniwny wianek niosim,
    a o suta ucztę
    gospodarza prosim.
    Plon niesiem plon.

    Plon niesiem plon
    ze wszystkich stron.
    Zboże złotym klosem
    ozdabiało pole,
    teraz nam napełni
    sąsieki w sodole.
    Plon niesiem plon.

    Plon niesiem plon
    ze wszystkich stron.
    Mamy znowu chleba
    dosyć tak dalece,
    bo nam Pan Bóg z nieba
    ma w swojej opiece.
    Plon niesiemy plon...
    G,Gizewisz

    To co jutro ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 22:27
    Na jutro znalazłam tyci-tyci o jesiennych siewach. Na marcinki jeszcze za
    wcześnie (11 listopada), na gody tym bardziej. Ale przecież zawsze możemy
    zignorować kalendarz, więc może gody i jutrznia?
    Zwyczaje mieszczan też mogą być ciekawe, ale trudniej coś znaleźć. Jak
    zakładano miasta, kto mógł mieszkać w mieście, co to są wilkierze, i te prawa
    miejskie, kim był czeladnik a kim mistrz, czym były cechy, kogo nazywano
    budnikiem, czym faktycznie były szpitale, czy istniały szkoły, jakie płacono
    podatki - mnóstwo pytań, tylko gdzie szukać odpowiedzi? Poszperam tu i tam, ale
    trochę czasu mi na tym zejdzie.
  • rita100 12.09.05, 23:04
    Ogrom tematów, a to trzeba stopniowo - mam propozycje - przygotujemy sobie
    tematy zaskakujące. Czyli cos juto, a Ty jutro coś :)
    Ciekawe czym się pochwalimy ? hehe
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 23:09
    jaz siurpryza to siurpruza: jeszcze pod koniec XIX wieku na Podlasiu wierzono,
    że Mazur rodzi się z jednym okiem!
    Ja zamykam obydwa i idę spać. Dobranoc.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 20:18
    Jeszcze nie niespodzianka, tylko zakończenie prac w polu, czyli jesienna orka,
    na Warmii:
    'Najpierw trzeba było wymłócić cepami tyle zboża i ozimej pszenicy, żeby
    wystarczyło na zasiew i nowy chleb. Pierwsze żyto wysiewano w dniu Matki
    Boskiej Siewnej (8 września). Ziemia była już zaorana i starranie wybronowana,
    zaś gospodarz z taką samą pobożnością jak na wiosnę i zachowaniem wszelkich
    nakazów magicznych brał z płachty pierwsze garści ziarna i rzucał je w glebę'.
    (Życie codzienne na dawnych ziemiach pruskich).
    I jeszcze wiersz okazjonalny, choć nie warmiński, ale w bardzo jesiennym
    nastroju:

    Poprzez liliowe wrzosowisko,
    Wśród gęstej, białej mgły porannej,
    Płyną spokojnie, płyną nisko
    Nitki z sukienki Marii Panny.
    Wiatr je pozrywał nocą z wrzecion
    Wytrwałych, niewidzialnych tkaczy -
    I oto płynie w świat rozmiecion,
    Welon zszarpany i tułaczy.
    Na zadumanych drzew konary,
    Na źdźbła pożółkłe, na badyle, -
    Spływają pasma przędzy szarej,
    Srebrzącej się w słonecznym pyle...
    (Wanda Miłaszewska)
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 20:26
    Oj, nie jeśnień, tylko jesień na pole zawitała. Poprawiam i dorzucam jeszcze
    jedną zwrotkę takiego wiersza:
    Chodzi, chodzi Matka Boska Siewna przez te nasze pola,
    przepasana białą wstęgą i rozrzuca ziarno.
    Chodzi, chodzi i obsiewa ziemię czarną,
    a pod miedzą gdzieś się czai bieda i niedola...
    (Stanisław Buczyński)
    - też nie z Warmii i Mazur, ale taki 'smętkowy'.
  • rita100 13.09.05, 20:28
    Czyli zasiew oziminy :)
    To prawie brzmi jak Babie lato, ktore już czuć w naszych rejonach. Ciekawe jak
    Warmiacy mieli obrzędy leśne, kiedy zbierali grzyby , nic o tym nie słyszałam,
    oprócz tego , z eWarmiacy słysza w domach jak rosną grzyby :)
    Też coś przygotowalam
    Przeciez trzeba za pracę sezonową zapłacić :)
  • rita100 13.09.05, 20:30
    Święty Marcin
    Na św. Marcina czyli 11 listopada kończyła sie roczna służba i czeladź służebna
    dostawała wypłaty od gbura.
    Był to obrzęd na Warmii bardzo rozpowszechniony i rytuowany. W ten dzień służba
    mogła długo spać , a gbur z gburką przygotowywali dla nich jadło i gorzałeczkę.
    Po śniadaniu następowało rozlicznie się z myta. Po czym parobek i dziewki
    odjeżdzały do swoich domów na trzydniowy urlop. W tym czasie wszyscy się bawili
    i tańczyli. Traktowanie służby oczywiście zależało od gburów i nie zawsze było
    dobrze. Wtenczas taka dziewczyna w domu przędąc śpiewała o swojej doli
    piosenkę :

    Marcin niedaleko, ino za łolszyną:
    Rozstaniem się dzisiaj z naszą gospodynią.
    Nasza gospodyni rzadko krupy warzy,
    Czeladź pomorzuła, sama ledwo łazi.
    Służebny chleb dobry, ale łopłakany.
    Jeszcze go nie dają, już ci wymawiają.
    Łukrajali ci go jek klonowy listek,
    Jeszcze sie pytają, czym go zjadła wszystek.
    Oj ! Zjem ci ja go, zjem w sieni za dźwierzami,
    Łojczulek łobaczy, zaleje się łzami.
    Oj ! Kieby tak można we gbura bronować,
    Ziedzieliby z gburką , jek ludzi szanować.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 20:37
    Święty Marcin, czyli marcinki - to musiał być najmilszy dzień dla służby!
    Ciekawe, czy na obiad była gęś z modrą kapustą? W Wielkopolsce dorzuciliby do
    tego jeszcze pyzy (te drożdżowe, nie ziemiaczane).
  • rita100 13.09.05, 20:55
    Mnie to bardziej interesują trunki - czy był wybuchowy szampan ? hehe
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 21:01
    Łe, no tego to nigdy nie zabraknie, ale do tłustej gęsi to chyba lepsza gorzka
    żołądkowa, a szampan dla państwa we dworze, do kuchów i tortów.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 21:07
    Zakręciłam kółeczko, wracam do twojego pierwszego postu i wklejam kilka słów o
    Prusach, tych pradawnych.
    ‘Wytęż wzrok’ i ...zauważmy ślady obecności na tej naszej ziomecce jej
    najdawniejszych mieszkańców, bałtyckich Prusów. Nie będzie łatwo, bo Prusowie
    nie stworzyli własnego państwa, nie budowali miast, nie mieli nawet pisma.
    Mieszkali w lasach, które wówczas gęsto porastały cały teren obecnej Warmii i
    Mazur, a w razie zagrożenia (bo wojny międzyplemienne nie były rzadkością)
    chronili się w grodziskach na wzgórzach, często sztucznie usypanych, otoczonych
    wałami ziemnymi, gdzieś nad jeziorem, jakimś przesmykiem wodnym lub w pobliżu
    bagnisk. I właśnie tych grodzisk dziś poszukamy.
    Pierwsze znajduje się o rzut beretem od Olsztyna, nad jeziorem Wulpińskim, w
    miejscu, gdzie to duże jezioro przewęża się (tam, gdzie jeszcze po wojnie był
    prom łączący oba brzegi jeziora) – kto był nad jeziorem Wulpińskim, pewnie zna
    to miejsce. Dojść do tego miejsca można od strony osady Sząbruk-Siła, a
    zobaczyć na stronie: www.rowery.olsztyn.pl/photo.php?r=65&i=010 (uf, mam
    nadzieję, że zadziała) - to zdjęcie, a także jedno przed i co najmniej dwa
    po.
  • rita100 13.09.05, 22:20
    bardzo ładna historyczna stronka
    Czyli o danych, dawnych Prusach mowa, poszukam coś więcej
  • rita100 14.09.05, 20:22
    Plemie Prusy
    to jeszcze nazwa z IX wieku inaczej określali ją "Bruzi"
    sami Prusowie, czyli lud zamieszkały na obszarze Puszczy Galindzkiej. Obok
    znajdowało sie plemie Warmii. Dowiedzieliśmy się o tym plemieniu dopiero po
    podboju Prus przez Zakon Krzyżacki.
    29 lipca 1243 roku legat papieski Wilhelm z Modemy dokonał podziału ziemi na
    cztery diecezje. Pierwszym biskupem warmińskim został biskup Anzelm. Ponieważ
    ludności było mało tereny te skolonizowali i zasiedlali.
    U wyjscia rzeki Pasłeki powstało pierwsze miasto warmińskie Braniewo. W 1310
    roku obdarzono przywilejem lokacyjnym miasteczko Frombork.
    Kolonizacyjna polityka wymagała obronności dlatego wszystkie miasta Prus
    wymagały fortyfikacji czyli budowano zamki wraz z zespołem obronnym. Czyli
    najwazniejszy był tu aspekt militarny. Cała tą politykę prowadził Zakon
    Krzyżacki.
    Stopniowo opanowano także puszcze i w Barczewie wybudowano strażnicę obrony o
    nazwie Wartburg czyli Góra Strażnicza, dzisiejsze Barczewo. Następnie inny brat
    zakonny Henryk von Luter poszerzał granice i podbijał plemiona i tak sobie
    doszedł do zakola Łyny gdzie w 1334 zbudowano drewnianą strażnicę obronną o
    nazwie zamek nad Łanią czyli w mowie pruskiej Allenstein a dziś Olsztyn -
    dawniej Łolsztyn, Łolsztain ....
    Zakon Krzyżacki szedł i szedł i doszli do następnego plemienia nad jeziorem
    Bertings i znów zalożyli sobie strażnicę o nazwie Bertingen - dziś Barłążek.

    Ziemiczka nasza nigdy nie miała spokoju, wrogość miedzy Prusami i Litwinami
    była wielka i często toczyły sie boje i wzajemne najazdy. Plemiona ciągle były
    wyniszczane.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 20:54
    To prawda, że plemiona pruskie były wyniszczane, także w trakcie walk
    międzyplemiennych oraz wojen z Liwtinami i Polakami, ale nie zginęły bez śladu.
    Po dokonanym przez Krzyżaków podboju pozostało jeszcze ok. 50 do 80%
    pierwotnych mieszkańców Prus. Na początku XVw. na terenie Prus i pobliskiego
    Pomorza mieszkało jeszcze ok. 140 tysięcy Prusów. Prusem był na przykład
    zasadźca Olsztyna, Jan z Łajs.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 20:55
    ‘Są tu też olsztyńskie baby, ale niektóre z nich to nie baby, tylko chłopy,
    mają 700 lat i stoją na dziedzińcu zamku olsztyńskiego’ – wbrew pozorom nie
    jest to fragment programu kabaretowo-satyrycznego, tylko cytat, choć
    niedosłowny, z wczorajszego komentarza do Tour de Pologne.
    Baby są pruskie, nie olsztyńskie; wszystkie przedstawiają postaci męskie – co
    niektóre mają oblicza ozdobione sumiastymi wąsami; w ręku trzymają często róg
    (być może bojowy, być może ofiarny, a są tacy, co przypuszczają, że był to róg
    do picia?), za pasem mają miecz (oczywiście pod warunkiem, ze upływ czasu,
    wiatr i deszcz nie zatarły wyrzeźbionych kształtów); baby mają więcej niż 700
    lat, powstawały najprawdopodobniej od IX do XI w. naszej ery, a tworzyli je
    Prusowie, którzy zamieszkiwali te ziemie od co najmniej V-VI w. naszej ery. A
    jeśli chodzi o baby z olsztyńskiego zamku – to są to ponoć kopie, a oryginały
    skrywa magazyn muzealny – ale to tylko niepotwierdzona informacja, zasłyszana
    od jednego z przewodników olsztyńskich.
    W czasach wprowadzania chrześcijaństwa na ziemie pruskie baby tępiono – do
    naszych czasów przetrwało ich około 20. Czy uda nam się je odnaleźć, jak
    sądzisz Rito? Dwie już mamy (tak czy siak - w muzeum olsztyńskim), a pozostałe?
  • rita100 14.09.05, 21:03
    Ciekawy temat - baby pruskie - to one powinny rosławiać Olsztyn, chyba zadne
    miasto ich nie ma. Ale dlaczego takie szpetne ? Ciekawe jaka rolę odgrywały w
    tych czasach ? Nie widziałam ich , nawet nic o nich nie słyszalam, pierwszy raz
    słyszę. W ksiązce historycznej na 650-lecie Olsztyna tez nie wspomniano. Masz
    jakieś zdjecie tych bab ? Zapytam się na garerii, może pokażą. Byłam na zamku
    i tez nic takiego nie spotkałam.
    Z nich mozna dośc śmieszne postacie stworzyć , by bawiły turystów na zamku.
    IX wiek, to chyba najstarsze baby na świecie, przy dużej fantazji mozna by sie
    nimi zainteresować :).
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 21:18
    Mam tu cztery baby na 'przymusowej emigracji' w Gdańsku
    rzygacz.webd.pl/index.php?id=24,104,0,0,1,0 to w sumie już sześć (dwie
    olsztyńskie, też 'emigrantki' i cztery gdańskie) - zostaje nam jeszcze 14 do
    odnalezienia. Ale dziś muszę już zmykać. Jutro spróbuję podrzucić zdjęcie
    olsztyńskich bab, chyba że ktoś mnie ubiegnie w galerii. Dobrej nocki.
  • rita100 15.09.05, 21:05
    Wiesz, że wczoraj nie zauważyłam tego wpisu, ja nie wiem ale wydaje mi sie z
    wielki opóznieniem ukazują się wpisy.
    Temat tych bab jest bardzo ciekawy.
    "Najbardziej mi się podoba ta, że po prostu przyszły, żeby się nami opiekować.
    Ich opiekę można na sobie odczuć, bo jeżeli każdą z nich pogłaszcze się trzy
    razy po głowie, mrucząc w tym czasie swoje życzenie (to samo przy wszystkich
    czterech babach) to to życzenie się sprawdzi. Murowane! Gwarantowane! Na Bank!"

    hoho, ja nie wiem czy Olsztyniacy o tym wiedza, bo gdyby wiedzieli to
    zagłaskały by je na śmierć. I ja będąc w Olsztynie nic o nich nie wiedziałam.
    Ale powiem Ci , że kiedy wycieli topole nad j. Dlugim to na pniach poukładał
    ktoś ogromne rzezby z drewna i nie wiem czy tam nie była własnie baba - miała
    duzy nos , a na tym nosie zostawiłam swój podpis. Gdybym wiedziała napewno bym
    i poglaskała trzy razy - szkoda, szkoda. Nawet i te rzeźby ponoć znikneły, ale
    zostały zdjecia - postaram się je poszukać.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 21:18
    Trochę się już splatały te wątki i dlatego czasem trudno wypatrzeć ostatni. Ale
    udało mi się wyszukać zdjęcia bab 'olsztyńskich' i jeszcze
    dodatkowo 'bartoszyckiej' perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk01.html
    Choć trudno mi uwierzyć, że ta z kulką to też baba. Piszesz, że nie są piękne -
    to prawda, żadna z nich nie może się równać z Wenus z Milo, ale przecież to nie
    bziałki )) Poza tym spójrz na zdjęcia ich twarzy, na zbilżenia - mają takie
    ciekawe, smutne spojrzenia. Zasługują na to, by stać się jeszcze jednym
    symbolem Warmii i Mazur. Byle tylko nikt ich nie zagłaskał 'naśmierć'.
  • rita100 15.09.05, 21:28
    Tak Tralala, zasługuja.
    Jak zobaczyłam zbliżenie to mam podobne odczucie do Twojego - Smutne,
    zmęczone , pogrążone w myślach kamienne baby . To jest to czego szukał Olsztyn,
    to jest symbol tej naszej ziemiczki , to jest cudo innego rodzaju, a patrząc na
    nie to nie smucę się ... nie , ale ulegam pewnemu czarowi.
    Wiesz coś więcej o nich ?
    Zalozyłam watek w galerii o babach , jesli ktoś znajdzie to napewno je zamieści.
    Cos jeszcze mamy o babach pruskich.
    Tralala , dlaczego nie ujęte sa one w historii Olsztyna ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 21:42
    Wątek w galerii? O to świetnie, może uda się odnaleźć pozostałe baby. Policzmy,
    ile ich już mamy: 4 'emigrantki' w Gdańsku, 3 na dziedzińcu zamku olsztyńskiego
    (no, może 4 jeśli doliczymy tę kulkę na słupku), 1 w Bartoszycach, a powinno
    być ich ok. 20. Ja znam jeszcze jedną - stoi koło ratusza w Piszu a pochodzi ze
    wsi Wejsuny. Niestety, nie mam jej zdjęcia. Może ktoś w galerii zamieści?
    Olsztyn jest młodszy od bab, więc pewnie dlatego w historii miasta o babach nie
    wspomniano.
    A co jeszcze o nich wiadomo - właściwie same domysły: być może były to
    wyobrażenia jakiegoś bóstwa, bardziej prawdopodobne jest, że stawiano je przy
    grobach słynnych wojowników i wodzów plemiennych. Sama nazwa też jest zagadkowa
    i tak bardzo myląca. Sama słyszałam, jak ktoś na zamku olsztyńskim mówił po
    angielsku, że są to 'Prussian old women' - z wąsami :0 (nie był to zawodowy
    przewodnik!). Pruskie baby są bardzo tajemnicze, jak posągi z Wysp
    Wielkanocnych.
  • rita100 14.09.05, 21:03
    Jan z Łajs - mial chyba największe zaslugi dla Olsztyna.
  • rita100 15.09.05, 21:42
    Tralala, mam pomysł - jak tylko Borasca zamiesci zdjecie przejścia pod Wysoka
    Brama z 2002 roku czyli przed remontem to tam zobaczysz lezy duży kamień. Tego
    kamienia po remoncie nie ma, ale czy tam własnie nie powinna stac taka kamienna
    baba pruska, by kazdy mógł ją głaskać po głowce i wymruczeć życzenia ?
    Ten symbol powinien miec swoje miejsce, a nie gdzies w ukryciu chowane.
  • rita100 15.09.05, 21:44
    Będę się o nie rozpytywać - a jak brzmi to po niemiecku ?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 21:57
    In German? I don't know :( ale po angielsku to już lepiej powiedzieć 'Old
    Prussian stone statues', albo 'effigies', a nie sugerować, że kobiety (women) z
    pruskich plemion nosiły wąsy.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 21:50
    Pomysł super ale ... dyrektor Muzeum nigdy się na to nie zgodzi. Nawet te baby
    na dziedzińcu zamku to pewnikiem repliki, a oryginały skrzętnie ukryte, żeby im
    się żadna krzywda nie stała. Ale przecież mozna tam postawić kopię pruskiej
    baby - efekt turystyczny będzie ten sam, będzie można do woli głaskać taką babę
    po głowie, a zaciekawieni powędrują na zamek, by zobaczyć jej 'koleżanki'!
    Świetny pomysł, dużo lepszy niż kolejna fontanna na Starym Mieście! Muszę to
    rozgłosić.
  • rita100 15.09.05, 21:57
    Widziałam tą fontannę i jestem niezadowolona, nawet bardziej niż niezadowolona -
    zobacz na fontanne gliwicką w wątku - o podrózach , jest tam zdjecie,
    zamieściłam , piękna fonntanna - ta w Olsztynie nie ma zycia, jest jakby
    zwykła, pospolita i nic w sobie nie kryje. Zapomnialam tam wrzucic monete nawet.
    To nie krytyka , żeby krytykować , to tylko moja opinia.
    Oj, Tralala - a gdzie stary dworzec ?
    Tak , pach i go zburzono !
    A w Krakowie dorzec stoi , stary i piekny i chyba nikt nie myśli o wyburzeniu
    zabytku, tak jak to hop siup zrobił Olsztyn.
  • rita100 15.09.05, 22:00
    Zapomnialam powiedzieć o babach - tak powinno sie je zpopularyzować i to jak
    najprędzej, by zobaczyły światło dzienne , a turysci odkryli następną atrakcję.
    Musi się je zrobic , czyli dublikaty identyczne , inaczej świat się o nich nie
    dowie.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 22:23
    Nie znalazłam zdjęcia baby z wejsun, widocznie jeszcze nie trafila do
    internetu, albo się dobrze ukrywa, za to mam nieco o niej wiadomości:
    Niedaleko Ratusza w Piszu znajduje się najstarszy piski zabytek - kamienna baba
    pochodząca ze wsi Wejsuny i licząca sobie najprawdopodobniej ponad 1000 lat
    (datę jej powstania określa się na VIII wiek n.e.). Stanowiła ona
    prawdopodobnie ważny przedmiot kultu staropruskiego plemienia Galindów. W samym
    Piszu stoi od 1969 roku. Jak podają przekazy, w 1872 roku natrafili na nią dwaj
    mieszkańcy wsi - Wielk i Sadowski. Znajdowała się pod lasem na kupie kamieni.
    Początkowo chcieli zrobić z niej nagrobek dla zmarłego członka rodziny.
    Później, za namową miejscowego nauczyciela, wkopali posąg w pobliżu drogi do
    Pisza. Jak mówią podobno rocznie wędrowała 2 centymetry w kierunku miasta...
    Prawda, że ładna legenda (o tym wędrowaniu)? To ja też powędruję już w stronę
    łóżka. Dobrej nocy.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 20:57
    Tak zwane baby kamienne odnajdowano głównie w trzech regionach wczesno-
    średniowiecznego osadnictwa pruskiego (współczesne nazwy miejscowości): barcko-
    natangijskim (Barciany, Elanowka, Młynisko, Nagornoje oraz dwa egzemplarze z
    Bartoszyc), galindzkim (Kalinowo, Piętki, Targowo, Wejsuny i dwa zabytki z
    miejscowości Jelitki) oraz pomezańsko-sasińskim (z zabytkami z Boreczna,
    Bratiana, Bronowa, Dzierzgonia, Gałdowa-Jędrychowa, Mózgowa-Laseczna, Nipkowa-
    Susza i Prątnicy). A tu zdjęcie pruskiej baby z Prątnicy:
    www.aefl.de/sewerynhistory/prontnikau02.jpg
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.05, 22:19
    Fontana jest o h y d n a - wygląda jak wodopój dla krów. W latach 70-tych na
    rynku w Gnieźnie wybudowano też paskudną fontannę - długą, wąską i niską z
    czegoś, co przypominało beton. Wzdłuż dłuższych bokow miało to takie
    sikaweczki, ale woda rzadko z nich ciurkała. Załóżmy, ze ówczesny prezydent
    miasta nazywał się Małolepszy - gnieźnianie szybko znaleźli odpowiednią nazwę
    na tę fontannę 'koryto Małolepszego'. No to my mamy teraz wodopój Małkowskiego.
    Koryto już dawno zniknęło z gnieźnieńskiego rynku, mam nadzieję, że wodopój
    prędzej czy później pójdzie w jego ślady. Tak trochę off-topic.
  • rita100 16.09.05, 21:10
    Tralala, tak mnie zafascynowałaś tymi Babami pruskimi, że o niczym innym nie
    myślę. Wyobraź sobie , że już mam nawet imiona dla nich. I nie wiem jak je
    uporzadkować - to ile mamy ich w Olsztynie, a co z resztą będzie ?
  • rita100 16.09.05, 21:14
    popatrz co czytam
    perkuns.blog.pl/
    W Gliwicach podał mi stronke Ballest

    Zobacz jaka ciekawa i jest nawet zdjęcie Baby :)
  • rita100 16.09.05, 21:28
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=28756942&a=29098030
    Taralala , zobacz , to ten kamień pod Wysoką Bramą, moze czas tam postawić Babe
    Pruską. Od kogo to zalezy, bo je porostawiać po Olsztynie , by były widoczne ?

    Co do fontanny, to nie mam pomyslu, ale chyba nie chcesz ją zburzyć ?
    Masz jakiś projekt do fontany ?
    Może własnie taką babę tam umieścić ? Nie wiem, dużo by tu trzeba pomysleć.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 21:29
    Baby pruskie zasługują na pruskie imiona, a te brzmią czasem bardzo dziwnie.
    Wyszukałam kilka przykładów, może przydadzą się jako trop:
    wieś Bartąg, powstała w 1345 roku, a jej założycielem był Prus imieniem Mekede
    wieś Tomaszkowo, której założycielami byli Prusowie - bracia Mileszen i
    Wolfshain
    Wieś gminna Stawiguda powstała 1357 r. Wtedy wieś nazywała się Stabegoide a jej
    założycielami byli Prusowie: Surgeden i Cristian
    (to troszkę tak a propos pruskiego założyciela Olsztyna, Jana z Łajs).
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 21:33
    A jak podobała Ci się baba z Prątnicy? Dosłownie ją zamurowało, w życiu to się
    rzadko zdarza, żeby babę zamurowało :)
    Skorzystam z opisu przy jej zdjęciu (w nieco skróconej wersji):
    Kościół parafialny św. Katarzyny w Prątnicy, wzniesiony w 1330r., posiada
    wmurowany w północną ścianę kruchty, pogański posąg kamienny. Baba ta,
    spoczywająca obecnie w pozycji poziomej, wykonana została z jednego bloku
    granitu. Z całego widocznego fragmentu, jedynie w górnej części przedstawienia
    wyodrębniono dobrze czytelną twarz, z silnie zaznaczonym czołem i nosem, który
    od spodu ogranicza łódkowate wyżłobienie ust, a u nasady wyraźne zagłębienia
    oczodołów z łukami brwiowymi. Głowa przechodzi bezpośrednio (bez zaznaczania
    szyi) w korpus postaci, stwarzający jedynie w swej górnej części wrażenie
    ramion. Figura ma ok. 207 cm długości (w tym głowa 32 cm), przy średniej
    szerokości ok. 50 cm. Baba z Prątnicy nie posiada jakichkolwiek widocznych
    atrybutów (jak np. miecz, róg do picia), typowych dla tego rodzaju zabytków z
    terenu Prus. Jej twórca nie zadbał także o przedstawienie rąk.
    No to spójrzmy na nią raz jeszcze
    www.aefl.de/sewerynhistory/prontnikau02.jpg
  • rita100 16.09.05, 22:20
    Jeszcze jedno :)
    A nie myślisz czasmi , że te Baby pruskie pochowały wojowników z bitwy pod
    Grunwaldem ? Pytanie jest takie , archeolodzy nie znaleźli tam kości - czy
    mozliwe jest , że Baby je wyniosły i spaliły lub pochowały osobno przy swoich
    zagrodach lub specjalnych kopcach ?
  • rita100 16.09.05, 22:27
    www.aefl.de/sewerynhistory/prontnikau02.jpg
    Faktycznie, że to leżąca kamienna Baba pruska - jak to znaleziono ?- alez
    zabytek. Nie chce mi sie wierzyć, że to my tylko te Baby promujemy, ale jak już
    wszystko sie dowiemy , mozemy kiedyś zalożyć specjalny watek promujący je - ja
    jestem w szoku , naprawdę, to cuda natury, by takie babay stare były i ta ich
    magia - to naprawde przyciąga tutystów.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 22:40
    Nie jest tak źle, nie tylko my pamiętamy o babach pruskich. Szukając informacji
    w internecie (a nie ma tego wiele) natknęłam się na taką wypowiedź na forum
    gazety olsztyńskiej w wątku 'Szukamy pamiątki regionalnej'(nie podaję linka bo
    zbyt długi; tylko cytat)
    Krzych75 napisał: Pytanie tylko co można lansować jako oryginalną pamiątkę
    prosto z pruskich ziem? Odpowiedź jest banalna, bo przykład stoi na środku
    naszego zamku. Chodzi mi o tzw. baby pruskie. Wyrzeźbiona w kamieniu byłaby o
    wiele atrakcyjniejszą (i bardziej tajemnieczą, bo do dzisiaj nie wiadomo czemu
    służyły) pamiątką. (27 lipca 2005). Więc może jest szansa?
    A baba prątnicka pewnie stała gdzieś w pobliżu budowanego kościoła, może nawet
    na tym miejscu, na którym wybudowano kościół. I nie przypadkiem trafiła w
    podmurówkę - chodziło o pokazanie mocy nowej religii. Podobno pod kościołem
    ewangelickim w Olsztynie jest zakopany ołtarz ofiarny Prusów, ale nie wiem ile
    w tym prawdy.
    Ta strona, którą podałaś (i z której ściągnęłam zdjęcia bab olsztyńskich)
    prowadzi linkami w baaardzooo dziwne strony. Poczytam dokładniej, ale najpierw
    muszę się wyspać. Miłych snów, Rito.
  • rita100 16.09.05, 22:44
    Idziemy spać, ale otworzyłas mi oczy Tralala tymi kamiennymi Babami pruskimi,
    ja to własciwie idę z nimi spać i mysle co one mogą oznaczać?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.05, 19:44
    Muszę dziś posiedzieć na innych stronach w internecie, więc wpadam tylko na
    chwilę, żeby powiedzieć co znalazłam na stronie
    www.radiobartoszyce.pl/stopa/index.php?tekst=bartoszyce
    Okazuje się, że niektóre baby mają już swoje imiona. Tak jest w przypadku dwóch
    bab bartoszyckich. A to ich historia:
    W Bartoszycach, na skwerze przy skrzyżowaniu ulic Bohaterów Warszawy i Curie-
    Skłodowskiej stoi grupa pomników, złożona z dwu kamiennych posągów i kamiennej
    misy. Mieszkańcy Bartoszyc przechodzą codziennie koło tych pamiątek odległej
    przeszłości. Nazywają je ‘bartkami’, lecz nazwa ta nie ma żadnego historycznego
    uzasadnienia. Przed drugą wojną światową nazywano je Bartel i Gustebalde.
    Uczeni zwą je ‘babami kamiennymi’. Gustabalda przez stulecia znajdowała się
    wewnątrz kościoła Świętego Jana Chrzciciela, gdzie zapewne umieścił ją jakiś
    przemyślny kapłan, pragnąc świeżo nawróconym Prusom uprzyjemnić mszę. Bartel
    jeszcze w roku 1706 stał przed gospodą przy (nie istniejącej obecnie) bramie
    miejskiej na drodze do Królewca. W roku 1769 przeniesiono go na rynek
    bartoszycki. Następnie po zburzeniu ratusza w roku 1819, obydwa posągi
    powędrowały na plac przed szkołą, w roku 1825 na górę zamkową, a po zbudowaniu
    tam w 1902 roku, na fundamentach zamku krzyżackiego, rezydencji
    starostwa ‘bartki’ umieszczono na skwerze, gdzie stoją do dziś.
    Gustlaba i Bartek - jedno imię tak jakby niemieckie, drugie staropolskie, chyba
    może tak zostać? Muszę już wracać do pracy - miłego wieczoru, Rito!
  • rita100 17.09.05, 22:17
    Tralala, czyli musimy teraz uporządkowac nasze Baby pruskie, choć jeden z Bab
    okazuje się meższczyzną :)w Bartoszycach.

    Posągi te obtoczone są licznymi legendami. Według jednej posąg mniejszy, niby
    to żeński, to przeklęta przez matkę dziewczyna, skamieniała w progu kościoła
    Świętego Jana Chrzciciela. Z pewnych motywów tej legendy można wnioskować, że
    powstała ona jeszcze przed reformacją w Prusach. Dzięki przedsiębiorczemu
    grafowi posągi bartoszyckie zyskały europejską sławę. Ich wizerunki oglądano na
    filiżankach najlepszych fabryk porcelany i na fajeczkach wyrabianych w
    Berlinie. Bartoszyczanie uwierzyli w stworzone przez grafa legendy (męska
    figura miała przedstawiać apostoła Bartłomieja, rzekomo legendarnego
    założyciela Bartoszyc, a żeńska - księżniczkę pruską Gustabaldę) i tak przez
    długi czas kościół parafialny nazywano kościołem Świętego Bartłomieja, tworzono
    wiersze i piosenki na cześć apostolskiego założyciela miasta, nie kwestiono
    imienia Gustabaldy. Poza Bartoszycami sława "bartków" trwała dość krótko,
    ponieważ dość szybko poznano się na mistyfikacji.

    I nawet legendę mamy.
    pozdrawiam rownież
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.05, 21:37
    Bartel i Gustelabe znaleźli się także na niemieckiej stronie
    www.ostpreussen.net/contents.php?bericht=06&kreis=15&stadt=01
    Jest tam też krótki opis bab, ale po niemiecku - już znalazłam kogoś, kto mi
    przetłumaczy :) Na dobry początek ich niemiecka nazwa Steinmütterchen, czyli
    kamienne mamuśki, więc i Niemcy dostrzegali w nich kobiety a nie mężczyzn.
    Ile ich już odnalazłyśmy: Olsztyn 3 (albo 4), Bartoszyce – 2, Pisz – 1, Gdańsk –
    4, Prątnica – 1 = ?
    A tu, cicho sza, drobna podpowiedź do zagadki fotograficznej z galerii:
    www.moje-fotografie.olsztyn.pl/index.php?idd=16&ido=125
  • rita100 18.09.05, 22:51
    Dzieki Tralala - mamy odpowieź.
    A czy ktos się bardziej zajmuje tymi Babami pruskimi i wyda album ich razem z
    ich historią ?
    Czy nie lepiej je trzymac w jednym miejscu np. w zamku jako eksponaty do
    zwidzania, bo jednak malo tam co zwiedzać w tym zamku .
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 21:38
    Album o babach pruskich byłby chudzieńki, choć na pewno ciekawy! A może by tak
    kalendarz? Wszak udał się ich odszukać 12 (wliczając ten słupek z kulką na
    dziedzińcu zamkowym w Olsztynie). Na zamku rzeczywiście ciągle jest zbyt mało
    atrakcyjnych wystaw, ale może to się zmieni. Trwa remont drugiego skrzydła -
    tam też mają być ekspozycje, no i dawny magazyn soly, za murami zamku, powoli
    odzyskuje gotycki blask - tam też mają być wystawy. Może wtedy dyr, Cygański
    pokaże, co tam skrzętnie zgromadził w magazynach muzeum. A ja do tej pory
    pamietam arcyciekawą wystawę o Prusach (sprzed kilku lat), głównie opartą o
    wykopaliska z grodu Truso. Może w nowych salach znajdzie się miejsce na stałą
    ekspozycję o Prusach?
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 21:40
    A tu mam tłumaczenie tekstu z niemieckiej strony o Prusach Wschodnich i naszych
    bartoszyckich babach:

    Te dwie figury kamienne, zwane kamiennobrodym gburem [chamem; chłopem], były
    niegdyś szeroko znane. Stoją one po lewej stronie drogi prowadzącej do
    szpitala. Figury te są wyciosanymi z grubsza z granitu postaciami
    ludzkimi ze stożkowatymi czapkami. Wyżłobienia oznaczają oczy i usta,
    wypukłości opracowano dla brody i nosa.

    Chodzi tu o przykłady owych mamusiek kamiennych, które spotkać można w
    Rosji az po Mongolię. Naukowcy nie wypracowali jednak jednolitego poglądu co do
    pochodzenia tych figur. Ich pojawienie się we Wschodnich Prusach mogło być
    związane z inwazjami ludów koczowniczych ze wschodu w czasach
    przedzakonnych. Inni uważają kamienne mamuśki za dzieła sztuki Prusów,
    powstałe w 1 tysiącleciu naszej ery. Mogły one przedstawiać boga wojny
    Potrimkusa, przy czym róg i miecz miałyby być symbolami wody i wojny.
  • rita100 19.09.05, 22:08
    No widzisz, zgadzasz sie ze mną , że muzeum w zamku nie ma dużych atrakcji, a
    jak tam byłam to wszystko jest piekne, ale nie zachwycające. Tam na górze była
    wystawa pewnej malarki, obrazy piękne, ale do tego slużą galerie.
    Tak dobrze mowisz, taki zamek powinien mieć duszę wnętrza czyli bardzo dużo z
    Prus i Zakonu Krzyżackiego , tego nie można taić - pomysłów duzo by się
    zrodzilo.
    Ale wieszcz czego się boję, że jak się wszyscy dowiedza , ż ete Baby pruskie są
    magiczne to tłumy będa tam jeżdzić i zagłaskają ją na śmieć ;)
    Wawel miał klopot z ludźmi przybywającymi pod ścianę na dziedzińcu gdzie ponoć
    odkryto ..... kurcze , zapomnialam jak to sie nazywa - chyba czekram.
    A czy wiesz , że uczyłam grać w tenisa dziecko dyrektora Wawelu. Może ich
    skontaktujemy ?
    ;)))))))))Dyrektor Ostrowski. Ale już straciłam kontakt.hehe
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 22:34
    O, wystawa gościnna z Muzeum na Wawelu to by była wielka atrakcja! Ale na to
    zbraknie nam grosza, nawet tego krzyżackiego. za to nie trace nadziei, że jak
    już dyrektor pootwiera te wszystkie sale i piwnice zamku olsztyńskiego, i
    otworzy skrzynie magazynów, to coś tam ciekawego znajdzie. I żeby było jak
    najwięcej tych rzeczy, których gdzie indziej w Polsce nie ma - i Prusów, i
    krzyżaków, i ... co by tu jeszcze?
    Mam jeszcze nieco ciekawostek o Prusach, o ołtarzach ofiarnych, które można
    wypatrzeć w lasach wamińskich i mazurskich, ale poczekam z tym do jutra, bo to
    temat mroczny. Jeśli się nie boisz, to zobacz to zdjęcie:
    www.poganin.most.org.pl/zdjecia/sjuchy.jpg
    Ale jeśli chcesz mieć sen spokojny, to lepiej poczekaj do jutra. Dobranoc.
  • rita100 19.09.05, 22:43
    Nie boje się takich teamtów, są bardzo ciekawe i odkrywcze, wyzwalają fantazje.
    Własnie tak myślałam, że w lasach musi być duzo skarbów pruskich, o ktorych
    świat nie wie. Warto jenak ciągle badać i szukać.
    dobranoc
    Ten głaz jest ogromny , ale to wszystko , wszystkie odkrycia musza mieć swoja
    scenerie , więc i muzeum musi taką scenerię zrobić, by poczuć sie w tych
    czasach.
  • Gość: tralala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 20:01
    www.poganin.most.org.pl/zdjecia/sjuchy.jpg

    Prusowie byli poganami. Nie budowali świątyń a swoich bogów czcili w świętych
    gajach. Składali im ofiary z płodów ziemi, zwierząt, ale też i jeńców wojennych
    (według Aleksander Brücknera). Na Warmii i Mazurach można znaleźć wiele dużych
    głazów narzutowych. Niektóre z nich służyły za ołtarze ofiarne plemionom
    pruskim. ‘Wśród wielu miejsc niewątpliwie na uwagę zasługuje głaz leżący nie
    opodal Starych Juch. Lokalne władze poleciły nawet wyryć na nim specjalny napis
    nawiązujący do przekazywanej od pokoleń legendy. Dzisiejszy pomnik przyrody
    miał być kamieniem, na którym składano ofiary dawnym bogom. W czasie wiosennych
    wycieczek warto odwiedzić to miejsce. Za kościołem w Starych Juchach należy
    pójść wzdłuż torowiska na wschód (ok. 1000 m). Głaz znajduje się po lewej
    stronie torów, na zalesionym wzgórzu przed polami uprawnymi.’ (Sławomir
    Kędzierski)
  • rita100 20.09.05, 20:09
    Tralala, własnie studiuje archeologie Olsztyna - temat fantastyczny.
    Zaloże nowy watek, by zainteresowni, a temat Twój jest ciekawy mieli jasność i
    lepszy dostęp.
    wieczorkiem , bo jeszcze jestem przy kolacji :)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.