Dodaj do ulubionych

Łza komsomołki

IP: *.acn.pl / *.acn.pl 06.10.03, 22:01
W swym nieśmiertelnym poemacie prozą "Moskwa-Pietuszki" Wienia Jerofiejew
dzieli się z nami kilkoma (z nieskończonej skarbnicy) przepisami na koktajle
alkoholowe (zwane dziś drinkami). Koktajle te już samą nazwą zachęcają do
eksperymentów, choć z kolei szczegóły składu tych napojów wymagać mogą od
konsumenta pewnego heroizmu. Opowiada więc Wienia o takich kombinacjach jak:
Wody Jordanu, Gwiazda Betlejemska, Balsam Kanaański, Duch Genewy, Psiajucha,
Pocałunek cioci Klaudii, i o najbardziej dziś nas interesującym bukiecie
smaków i aromatów o nazwie Łza komsomołki. A więc:

"O, jakże wonny i osobliwy jest ten koktajl! Dlaczego jest wonny, dowiecie
się później. Najpierw wytłumaczę, dlaczego jest osobliwy.
Ten, kto pije po prostu wódkę, zachowuje i zdrowy rozsadek, i dobrą pamięć,
albo odwrotnie – traci od razu i jedno, i drugie. A w przypadku Łzy
komsomołki aż śmiech bierze: wypijesz sto gram tej Łzy – pamięć dobra, a
zdrowego rozsądku ani śladu, jak gdybyś go nigdy nie miał. Wypijesz jeszcze
sto gram i sam się sobie dziwisz: skąd się wzięło tyle zdrowego rozsądku i
gdzie podziała się ta dobra pamięć?
Nawet sam przepis na Łzę jest aromatyczny. A od gotowego koktajlu, od jego
zapachu to już można na całą minutę paść bez zmysłów i świadomości. Ja na
przykład padłem. A więc:
Lawenda ...................15 g.
Werbena ...................15 g.
Woda leśna ................30 g.
Lakier do paznokci .........2 g.
Eliksir do płukania ust ..150 g.
Lemoniada ................150 g.
Wszystko to razem należy mieszać gałązką wiciokrzewu przez dwadzieścia minut.
Niektórzy twierdzą, że w razie konieczności można wiciokrzew zastąpić
powojem. Ale to nieprawda i w ogóle przestępstwo. Możecie mnie krajać na
kawałki, ale mnie nie zmusicie, żebym Łzę komsomołki mieszał powojem, już ja
będę mieszał tylko wiciokrzewem. Dosłownie pękam ze śmiechu, kiedy przy mnie
mieszają Łzę nie wiciokrzewem, ale powojem."
Obserwuj wątek
    • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 06.10.03, 22:10
      dobre, tylko tej Moskwy Pietruszki nie czytałam, ale fantazja jest duża.
      Oto przepis na Raj Pijaka - właśnie dzisiaj się dowiedziałam jak wygląda:

      Wiecie jaki jest pijacki Raj na ziemi - powiedział mi klient, że gdybym go
      zamkła na noc w sklepie doznał by raju ;))) No cóż, dla jednych raj, a dla mnie
      piekło ;)))
      Nie jest to proste, mówię, bo w nocy obiekt chroni KSM w Olsztynie ;-))))))

      • brzoza Re: Łza komsomołki 06.10.03, 23:21
        A ten lakier do paznokci w przepisie na Łzę, to jakiego ma byc koloru?
        rota - przyklad z tym Rajem jest ilustracja wzgledności odczuwania i odbierania
        tych smaych zjawisk, albo mówiąc prościej: punkt widzenia zależy od miejsca
        siedzienia. W tym wypadku od miejsca nocowania.
        Co to jest KSM olsztyńskie i jakiego obiektu chroni, bom nie pojęła?
        --
        brzoza
          • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 07.10.03, 20:40
            temat drinki - wspaniały na te jesienne długie wieczory , kiedy jeszcze
            przesuniemy czas, to już popołudniu będzie można drinkować.
            Co wieczór nowy drink. Z tym lakierem od paznokci, ciekawy, tylko czy autor nie
            pomylił sobie ze zmywaczem do lakieru. Tak dolać trochę acetonu i zapaszek
            gotowy.
            Łza komsomolki, gdzieś ją czytałam i myślałam o tym drinku - niestety na nic.
            Musisz to wyjaśnić jd :)
            Ktos mi powiedział jd, że po tym drinku Kazimierz Wierzyński napisał taki o to
            wiersz:
            "Jestem jak szampan lekki , doskonały.
            Jak koniak mocny, jak likier soczysty,
            Jak miód w szaleństwie słonecznym dostały
            I wyskokowy, jak spirytus czysty.
            Królestwo moje na całym jest świecie
            I mój alkohol wszystkie pędzą czasy.
            Znacząc na sercach, jak na etykiecie,
            Gwiazdkami markę trunku pierwszej klasy.

            Aktualnie modny drink u nas to żubrówka z sokiem jabłkowym, ma on swoją nazwę.
            Wiecie co, lepiej nie poruszać tego tematu, jak odliczyłam ,to do barku mam 8
            kroków,a wiem co oznacza alkoholizm , niekiedy za zwykłą nalewkę i papierosy
            mogę otrzymać wartość o wiele większą.
            Ciężkie czasy nadchodzą.
            brzoza - wnioskuję z twojej dyskusji, że jesteś na topie mitologii, czy to
            Daria cię tak inspiruje ?
            A mitologiczne napoje - to tylko ambrozja ?
            dziś mam robotę zleconą - skanowanie na życzenie , wykonanie ekspresowe, wiec
            będę wpadać i wypadać
            • Gość: jd Re: Łza komsomołki IP: *.acn.pl / *.acn.pl 07.10.03, 21:49
              Wienia na pewno nic nie pomylił. Następnym razem dam ci przepis na jakis inny
              jego koktajl.
              Nic nie wiem o związku Wierzyńskiego z Łzą komsomołki, ale nie wykluczone.
              Przypominam, że pijesz jednego drinka na miesiąc, nawet jeśli jest o 2 kroki (a
              ja w zasadzie już swoje wypiłem).
                • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 08.10.03, 20:37
                  jd- dziś koktajl handlowy ale mozna by powiedzieć z dodatkiem drinku, bo
                  takiego dialogu jeszcze nie maiłam . Dziś dalszy ciąg sprawdzania banknotów.
                  Chyba klienyka sobie mnie upatrzyła i traktuje mnie jako znawczynię.
                  Znów ta sama staruszka przychodzi z rentą mówiąc mi po imieniu prosiła bym jej
                  sprawdziła, żeby nie przeszła tego co kiedyś przeszła z odbiorem jej banknotu.
                  Bardzo cieplutko do mnie podchodzi, prosząc o sprawdzenie więc sprawdzam -
                  wszystko dobre.
                  A ona do mnie cieplutko - sprawdz hajduczku rogi, bo tam sprawdzają i w tym
                  miejscu są fałszywe - zaczeła mną kierować. I znów sprawdzam, wszystko w
                  porządku. Ale ona ciągle nie dowierzała i nalega dalej. Zczełam podejrzewć, że
                  albo kobieta się czegoś boi albo przyszła na rozmowę.
                  Ostatecznie wytłumaczyłam jej, że nie musi się bać, kiedy przed zapłatą czy
                  opłatą spyta się czy banknot jest prawdziwy ? Wtenczas nikt jej nie będzie miał
                  prawa odebrać i nie wezwie policji, bo banknotu nie puszcza w obieg. Wiesz, że
                  i tego nie rozumiała i zaczelismy się bawić w sklep.
                  To już była heca, udawać że sprzedaję , a ona kupuje jak dziewczynki z
                  piaskownicy. Ale też myślę , trzeba kobiecinie jakoś wytłumaczyć obrazowo. Więc
                  zaczyna się zabawa :
                  Pytam się jej - co pani chce kupić, tak na niby i proponuję
                  - może flaszeczkę ? - mówię
                  - o nie hajduczku, ja nie piję, co ty mi proponujesz ? - odpowiada zdziwiona
                  ale z uśmiechem
                  - może czekoladę ? - pytam
                  - o nie hajduczku, ja mam cukrzycę, nie wolno mi, mam taką cukrzycę, że lekarze
                  nie mogą sobie dać radę- chcąc opowiadać dalej o cukrzycy przerywam jej i dalej
                  proponuję zakup na niby
                  - to może kawę na wzmocnienie umysłu ?
                  - skąd hajduczku , kawy nie mogę, wysokie ciśnieni mi zabrania i rozgaduje sie
                  dalej, a mój wzrok stanął na soku i myślę, to będzie strzał w dziesiątkę z tym
                  sokiem, tego nie odmówi :)
                  - to może muliwitaminkę Dr Witta ?- pytam cała szczęśliwa, że trafiłam i już
                  będzie koniec
                  - oj, hajduczku , tylko sprawdż czy w składzie nie ma cukru, bo wiesz , że
                  cukier to wróg
                  no nie - myślę, czy ta kobieta zrobi jakiś fikcyjny zakup ? Sprawdzam soki i
                  zawartość cukru
                  - Hortex będzie najlepszy, nie zwiera cukru - mówię przyśpieszając akcję
                  fikcyjnego zakupu
                  - dobrze hajduczki, tylko wybierz taki smak jaki lubię !
                  o matko! nie skączę tego dialogu- myślę i wybrałam jej wieloowocowy jako
                  uniwersalny dla jej smaków
                  - ostatecznie może być - staruszka spokojnie odpowiada
                  Przystępujemy teraz do kulminacyjnego punktu czyli do fikcyjnej tranzacji.
                  Stawiam ten sok na ladę i mówię - przypuśćmy , że ten oto sok pani chce kupić,
                  co pani powinna teraz sie mnie zapytać ? - podpowiadam jej
                  Ona odpowieda, że już zapomniała i nie wie - mówi - hajduczku , naprawdę nie
                  wiem co ci powiedzieć, zapomniała ? - tak to grzecznie, pokornie i z uśmiechem
                  powiedziała, że zmiękłam całkowicie i cierpliwie powtarzam:
                  - niech się pani zapyta mnie - czy banknot jet prawdziwy ?
                  - przecież wiesz hajduczku, że banknot jest prawdziwy , dlaczego mnie się
                  pytasz ?

                  jd- to się nazywa cyrk, a nie fikcyjny zakup, straciłam cierpliwość i się
                  poddałam, bo zrozumiałam, że ta staruszka przyszła do mnie na rozmowę i udało
                  jej się zabrać mi duzo czasu. Ubawiłam się przy tym, taka dziecinna zabawa w
                  pochmurny dzień to nie łza komsomałki lecz uśmiech i radość komsomołki bez
                  koktajlów.
                  jd i brzoza - odchodząc od tematu, to czy wiecie, że chodzi plotka, że Walicki
                  napisał tą książkę na zamówienie naszego prezydenta Kwasniewskiego, ponieważ
                  Pan prezydent na zostać z przszłości Umijnym doradcą do spraw Rosji :)))
                  Ta plotka doszła do mojego sklepu po wino francuzkie czerwone półwytrawne zwane
                  Balzac. Ta ksiązka nie mogła wygrać, ponieważ byłaby dowodem manipulacji
                  literatury - czyż nie piękne rozmowy o literaturze w sklepie monopolowym.
                  A plotki, czy coś z prawdy nie mają ???? Może to był pijacki bełkot czerwonych
                  win i mimo warty olsztyńskiej pozwoliły sobie na polityczny dialog.
                  Panie Walicki - weż pan szablę w dłoń, jd przy boku i czekam na odwet ;)))
                  Coś dziwna pogoda panuje w Krakowie, ludzie myślą , że jest wiosna i
                  przesadzają, tylko, że nie kwiatki tylko w słowach .
                  Może zadziałała na nich łza komsomołki ?








                  • Gość: jd Re: Łza komsomołki IP: *.acn.pl / *.acn.pl 08.10.03, 21:10
                    Cóż za przemiła staruszka. I mówiła ci "hajduczku" - tak sam z siebie, czy jej
                    kazałaś?
                    Walicki i pisanie na zamówienie to takie zestawienie jak (dla ciebie i brzozy)
                    Nagroda Nobla i Dorota Masłowska. Nie ma w Polsce człowieka bardziej
                    samodzielnego i niezależnego w opiniach i pisaniu.
                    Rita, niech ci wreszcie Paulina zdobędzie Moskwę-Pietuszki (tylko w tłumaczeniu
                    nie Drawicza, ale Karsov i Szechtera, najlepiej z przypisami), czuję że ci się
                    spodoba.
                      • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 08.10.03, 21:42
                        Ta staruszka nigdy nie robi u mnie zakupu, mówi mi po imieniu, którego nie
                        chciałam tu używać i jest czarująca, zawsze usmiechnięta i zawsze przychodzi po
                        poradę. Ale podziwiam ją za chęć życia i właśnie z uśmiechem i takim skromnym
                        żarcikiem.
                        Moskwę Pietruszki ciężko dostać, w bibliotece nie ma.
                        jd- zapomniałam napisać cos o tenisie. Więc sezon zimowy w pełni i na Olszy
                        jest hala z jednym ziemnym kortem. I dziś na nim bylismy.
                        Myślę sobie , świetnie, teraz będę tylko patrzyła na trening i na całą grę
                        darii. A tu można sobie było tak myśleć. Okazało się , że trener ma zebranie w
                        sprawie zorganizowania Mistrzostw Polski do lat 14 i odrazu jak mnie zobaczył ,
                        mówi do dzieci - dzis trening macie z pania trener, ja idę na zebranie.
                        I co miałam zrobić, zostało mi tylko wejść i trenować ośmioosobową grupę na
                        jednym korcie. Powiem ci, że nie byłam przygotowana na taki specyficzny trening
                        na jednym korcie, to wymaga innej organizacji, wiesz jakiej - kolejka do
                        grania, jak ja tego nie lubię. Jakoś sobie dałam radę, poznałam już wszystkie
                        dzieciaki i mówię im po imieniu.
                        Stwierdzam, ze grupa jest zgrana i bardzo jednak pasuje darii. Dzieciaki już
                        sie przyzwyczaiły i zgrały i jak tak dalej pójdzie to jeszcze się w tej grupie
                        zakocham. Dzieciaczki są fjne , już sobie rozmawiamy, a darię ustawiam z
                        najlepszymi by mogła pograć. Jestem na etapie obserwowania i sama już nie wiem
                        co robić. Jak wróci tomek do gry trzeba będzie zadecydować.
                        W sobotę organizują rodzice jakiś turniej, ale poinformowałam ich o
                        nieobecności darii, lepiej się nie mieszać.
                        Mówie nawet w samochodzie - popatrz daria, miałaś trenować z obcym trenerem , a
                        tu znów ze mną, chyba los nas związał :)))
                        Ale te grupowe treningi nie są złe, dzięki nim daria zobaczyła, że można
                        dobiegać do piłki i jeszcze ją tak uderzyć by lot piłki był prawidłowy. Dzięki
                        temu widzi, że inni grają i jak grają ? Dzięki temu, grając samodzielnie ze mną
                        ma cel by być najlepszą w grupie i to jej było i jest potrzebne.
                        W piątek szkoła, tam ćwiczymy każde uderzenia.
                        Wiesz, dziś byłam bardzo dumna ze swego malucha, zrobiłam pokaz darii - więc
                        kiedy nagle staneliśmy w korku na ul.Miodowej , która jest jednokierunkową.
                        Korek powstał z tej przyczyny, że kobiecie z poloneza stanął silnik i sobie
                        stała, za mną ustawia się kolejka kolejnych samochodów i bimmmm, a ja wzrokowo
                        oceniając sytuację zmieściłam się między zaparkowanym samochodem a tym
                        polonezem. I jako jedyna opusciłam zakorkowaną ulicę.
                        Zrobiliśmy pa, pa reszcie aut :) A aut, to aut, to znaczy , że nie mieszczą sie
                        w polu i muszą czekać. ;-))))
                            • brzoza Re: Łza komsomołki 09.10.03, 09:37
                              rita - rzeczywiście jestem na etapie mitologii i to tej nieocenzurowanej, a
                              wiec ze wszystkimi boskimi hucwami. Pytałaś o ambrozję - dziecko czytało mi
                              skład owego boskiego nektaru, aż się na mdłości zbierało. Jak wróci ze szkoły,
                              to zapytam i napisze.
                              koza - rita ma jeszcze wiele innych talentów, tylko jest skromna i nie promuje
                              sie.
                              Ja swgo czasu ujeżdziłam az trzy maluchy i do dziś twierdzę, że nie ma takiego
                              drugiego autka - w razie potrzeby można było nawet w przysłowiowej kieszeni
                              zaparkowac. Treaz u nas maluchami jeżdżą głownie małolaty, które kupują to
                              jeździdełko za dwa, trzy tysiące zlotych, tatusiowie im reperuja i taaaka
                              jazda. Jak widzisz, rita, wiekowo sie załapujesz.
                              jd - czytałeś we wczarajszej gazetcie o wielorakich talentach Twojej
                              ulubienicy, Doroty M.?
                              --
                              brzoza
                              • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 09.10.03, 21:20
                                Moskawa bez Pietruszki
                                Powiem ci coś jd - jak ujrzałam tytuł artykułu to wybuchłam śmiechem, bo cóż
                                mogę powiedzieć jak temat na fali. Więc zabieram się do czytania i o dziwo ,
                                patrzę i oczom nie wierzę.
                                Mamy do czynienia z dwoma Jerofiejewjami i wcale nie jestem pijana i nie
                                degustowałam jeszcze łezki komsomołki.
                                Uporządkujmy temat - Wieniedikt Jerofiejew autor Moskwy - Pietruszki i Wiktor
                                Jerofiejew autor Rosyjskiej piekności. I wiesz , że oni się znali. Moskwa
                                Pietruszki budowała komunizm i była całkowicie pijana i ukazywała parodię
                                komunizmu, a Moskwa Wiktora jest Gorbaczowa.
                                Obydwie książki mam nieprzeczytane i bardzo duże zaległości. Obydwie pwnie są
                                doskonałe w swoim stylu. Jak Wiktor Jerofiejew pisze - Polskę i Rosję cechuje
                                skłonność do karnawału. A to jest karnawał języka, karnawał aluzji, anegdot, do
                                których Polacy i Rosjanie są zdolni i to nie jest kwestią picia, lecz stylu
                                bycia.
                                Czytałeś tą Rosyjską Piękność lub może Życie z idiotą, lub może Encyklopedię
                                duszy rosyjskiej ? Tyle jeszcze przede mną, a ja jeszcze z szablą w dłoni
                                jestem w Rzeczpospolitej.
                                A dziś jestem pod wrażeniem konfrontacji Komisji Śledczej i Pilcha, który
                                cytuje wiersz Rymkiewicza :
                                Na podłodze leżała zgwałcona dziewczyna
                                W gazecie było foto- we krwi trup Rywina
                                .........
                                Niż ten płacz, ja innego nie chcę mieć pomnika
                                W gazecie było foto - we krwi trup Michnika."
                                I Pilch dalej mówi - Choć jakby mnie kto spytał - co te fragmenty mówią - to ja
                                po głębokim namyśle i wziąwszy pod uwagę dobro literatury polskiej -
                                odpowiedziałbym: odmawiam odpowiedzi, zasłaniam się tajemnicą dziennikarską.
                                A rzecz jest o puszczaniu nerwów przez Michnika lub czasopism ;)

                                O tomku nic nie wiem, wczoraj miał mieć zdjęty gips, być może jutro pojawi sie
                                w sali na rozruchu. Jutro mam trening.

                                brzoza - ciekawe jest mitologia, ale ja ją nigdy nie pojmę, jak może być koza z
                                głową lwa, ciałem węża , wąż z nogami, nogi z głowami, głowy z czołem, czoło z
                                okiem itp - całkowicie mieszanka anatomiczna.
                                Wczoraj miałam fikcyjny zakup dziś dla odmiany dało mi życie handel wymienny,
                                czyli coś za coś. Ktoś po wypiciu łzy komsomołki przyniósł pokazać mi całą
                                torbę nowiutkich włoskich butów. Właściwie, to nie idę na takie zamiany, nie
                                interesują mnie zegarki, złota czy dowody, ale tak patrzę kontem oka na buty,
                                zerkam i .... jak brzoza, co myslisz ?
                                więc mówię - pokaż pan i oglądam i mierzę i podziwiam. Jedna para butów
                                kosztuje tylko 5.50 - uwierz brzoza ! Brzoza, napewno mnie zrozumiesz -
                                kupiłam - a wiesz ile par ? - siedzisz ? - kupiłam cztery pary, właściwie
                                pięć - tak się zapędziłam z przymiarką, a co jeden to lepszy, że poczułam się
                                jak Kopciuszek i poszalałam. Przechodziłam w nich prawie cały dzień, raz byłam
                                wysoka, raz niska, czułam się jak na wybiegu ;)
                                Na ten widok, nie obyło się bez zgrzytów, świat nie jest taki piękny i
                                śmiertelne pytanie w domu - po co ci tyle butów ?
                                Spokojnie odpowiedziałam im , chyba nawet trochę ironicznie ale ze śmiechem na
                                ustach - dam wam po 5.50, idżcie w świat i kupcie mi za nie choć pantofelki !
                                Zastanawiałam sie czy o tym wam napisać, ale po namyślę stwierdzam , że możecie
                                myśleć co chcecie. Ja zawsze byłam szalona, mogę kupić buty za 400 zł ale też
                                kupię i te same za 5.50 - trudno , ja się z nich cieszę
                                • Gość: jd Re: Łza komsomołki IP: *.acn.pl / *.acn.pl 09.10.03, 21:30
                                  Brzozo, oczywiście że czytałem o Dorocie. Sama widzisz, że jest nadzwyczajna.

                                  Rita, wiem o tym drugim Jerofiejewie. To żaden krewny naszego Wieni. Jest
                                  trochę przemądrzały i pozerski. Właśnie ukazała sie po polsku jego nowa
                                  książka "Encyklopedia duszy rosyjskiej". Będę musiał przeczytać, ale nie
                                  spodziewam sie szaleństw. Za to "Rosyjskiej piękności" nie czytałem.
                                  Gratuluję zakupów. Szalonych, podejrzanych, ale całkowicie słusznych.
                                    • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 10.10.03, 21:25
                                      o jaka dziś nuda w sklepie, nic się nie dzieje, spokojne czytanko i myślenie
                                      jak tu zdobyć książki. Cieszę się na myśl Mikołaja, tylko w nim nadzieja , że
                                      jakieś nowe książki się pojawią w moich rękach.
                                      Nawet nie wiesz jak ja sobie potrafię skomplikować życie. Wczorajsze
                                      skanowanie skończyło się na skasowaniu wielu plików, nieuważne zatwierdzenie
                                      czegoś potrafiło mi zrobić demolkę w całym komputerze.
                                      Mam nadzieję, że wyprostuję wszystko ale na to muszę poświęcić czas. Inka jutro
                                      ma wpaść do mnie i dla niej udało mi sie coś załatwić, żeby sie tylko ucieszyła
                                      i żeby było na nią to dobre.
                                      Dobrze, że miałam tenis, to jest inne życie, tam trzeba być cały czas w
                                      napięciu by nie oberwać. To są strzały, czasami się obronię, ale najgorsze to
                                      to , że odbita piłka od ściany trafiają mnie z tyłu, tak, że jest czasmi seria
                                      bombardowań.
                                      A jeśli chodzi o odgłosy, to jakby ktoś stał za drzwiami i słyszał nas
                                      krzyczących i piszczących to by sie grubo zastanawiał co tam się dzieje, co za
                                      katusze i męczarnie. Daria ma dużą siłę i jak ją wyzwoli to strzala celnie jak
                                      z procy. Bckhend, szczegolnie bekhend na strsznie mocny.
                                      Ona ma siłę również w lewej ręce i oburęczny jest jej atutem. Ale ponieważ
                                      mielismy długi trening przeszliśmy na słabsze pilki, sztuka grania w pół kortu,
                                      to wymaga wielkiego wyczucia i specjalnej technik.
                                      Woleje i smecze też przerobilismy, ona je uwielbia.
                                      Tomek ma ściągnięty gips i w środę powinien zjawić się na trenigu, nawet
                                      myślę , że w piatek.



                                      • Gość: jd Re: Łza komsomołki IP: *.acn.pl / *.acn.pl 10.10.03, 22:02
                                        Współczuję wrednej złośliwości komputera. Pamiętaj, że w sumie on jest średnio
                                        inteligentny i bardzo posłuszny, tylko potrzebne jest do niego podejście.
                                        Nadchodzi czas jesiennej depresyjnej zadumy. Ale i ona może być posłuszna,
                                        choćby po zastosowaniu metody Marka A.
                                        • spinkaa Re: Łza komsomołki 10.10.03, 22:26
                                          Rita - te buty po 5.5o to jakas fantastyczna sprawa. Sama bym chciała, bo
                                          jeszcze mi sie nie zdarzyło w jednej chwili kupic czterech par butów! I nie
                                          jest wazne po ile, ale na ile one Ci sie podobaja. I juz!
                                          jd - ja tez sie ciesze z tych pozostałych talentów Doroty M. i mam nadzieje, że
                                          ona na nich sie własnie skupi. Podejrzewam, że wokal bedzie jej lepiej
                                          wychodził niz werbal. To znaczy: niech skupi sie na spiewaniu, to moze na razie
                                          przejdzie jej ochota na pisanie.
                                          Jutro dosyc niespodziewanie wyjeżdżam prawie na tydzień i bedzie mi bez Was
                                          bardzo smutno, bo tam, gdzie jadę, netu jeszcze nie dowieźli.
                                          Pomyslcie czasem o mnie, bo ja będe o Was myslala cały czas:)))
                                          --

                                          spinkaa
                                          • brzoza Re: Łza komsomołki 10.10.03, 22:41
                                            Znowu pomyliłam nicki, to znaczy przyszłam do was w innym ubranku. Ale w środku
                                            jest ta sama osoba, więc raczej nie ma znaczenia nazwa.
                                            jd - pisałes o metodzie MA na depresyjna jesienna zadumę. Jaka to metoda?
                                            --
                                            brzoza
                                              • Gość: brzoza Re: Łza komsomołki IP: *.chello.pl 11.10.03, 09:07
                                                Bardzo mi sie podoba metoda MA. Musze zacząć trenować, szczególnie ten dystans
                                                do spraw wielu. Może do zycia w ogóle. Przynajmniej umre spokojniejsza.
                                                A Dorotke M. bardzo lubie i wcale nie jestem złośliwa. Po prostu lubie ładne
                                                głosy, lubie jak ktos ładnie spiewa, jak ktoś ma talent aktorski czy rezyserski
                                                i wykorzystuje go we wlaściwy sposób. I lubie także, jak ktos ładnie pisze. To
                                                wszystko. No i gdzie tu miejsce na złosliwości, he?
                                                rita - wciąz mnie te twoje buty intryguja. czy teraz w nich chodzisz, czy to na
                                                jakies specjalne okazje?
                                                Pa, pa - na razie:))))
                                                (a w ogóle niby wyjeżdzam urlopowo, ale oczywiście biore ze soba robotę, bo
                                                jeszcze bym sie odzwyczaiła i co wtedy?. Ale spróbuje sie za rada MA wyspać,
                                                może sie uda)
                                                • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 11.10.03, 20:55
                                                  cięzki pracowity dzień - luzu
                                                  kolejny spokojny i bez jakiś ekscesów
                                                  jedyna korzystna praca to odmrażanie lodówki i wreszcie zadecydowanie , ze czas
                                                  na nową
                                                  ogród mnie zaskoczył, dawno, bo od śmierci kawy nie zaglądałam do niego, a tu
                                                  trawa usłana orzechami, zaglądam do sąsiadki, a jej ogród usłany orzechami i
                                                  gruszkami - dlaczego ludzie tego nie zbierają , nawet jakby zebrała i polożyła
                                                  na chodniku siadkę z orzechami daję głowę , że zniknie.
                                                  brzoza już wczasuje bez internetu , to się nazywa prawdziwy odpoczynek, a jeśli
                                                  chodzi o buty to mam na każdą porę roku
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 11.10.03, 21:30
                                                    tylko moja sprawa z lodówką jest taka, że na zapleczy sklepu mam konfortowe
                                                    duńskie chłodziarki i one nie mieszczą sie w zabudowanej kuchni i trzeba na
                                                    siłę kupić w odpowiednich wymiarach.
                                                    Luzuję sie całkowicie, siedzę i patrzę w monitor bezdusznie z obojetnością i
                                                    nie wiem co robić - czy skoczyć do barku, czy skanować, czy spojrzeć czy ta
                                                    stara i chyba Mińsk skończyła się odmarażać - odczuwasz ten luz i jeszcze
                                                    oglądam Drozdę i nie wiem czy nie włączyć płytke. Coś wyszło, teraz czekam aż
                                                    coś wejdzie - taki jest stan mojego ducha - nie amm o czym pisać i o czym
                                                    rozmawiać - coś nieprawdopodobnego, chyba zacznę sie śmiać :)
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 11.10.03, 21:44
                                                    jd- ja piszę, mam przyczynę, kiedy postanowiłam,się ruszyć z przed komutera -
                                                    patrzę, a na mnie świeci pełnia księzyca, przebiła sie przez kłęby chmur i
                                                    patrzy na mnie, przez pięknie wymyte okno w pokoju dziennym - jest pełnia i
                                                    chmury szbko biegnące przez koło księzyca. No tak może być niebezpiecznie.
                                                    Ale już jej nie ma, chmury zakryły, był to moment szczęśliwy który zobaczyłam.
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 12.10.03, 20:16
                                                    mo cóż, ta pora należy do forum i trudno znależ jakieś inne zajęcie.
                                                    Oto dowód jak stabilne i monotonne jest u mnie życie. Zero towarzystwa, zero
                                                    zabaw tylko same obowiązki.
                                                    Teraz to i moim obowiązkiem jest wejść na forum. Nie można zrezygnować z tego
                                                    co się lubi i co przynosi łezkę komsomołki czyli eliksir duszy.
                                                    Wracając do poprzedniego wpisu, nie może być "mnie" tylko "mi" - ponieważ "do,
                                                    re, mi" , a to było spiewjące zdanie.
                                                    Inka wpadła do mnie i było wesoło. Sidziałyśmy w sklepie i gadu gadu. Wpadła
                                                    też teściowa i gwarno miałam. Teściowa i mąż cieszą sie , że w Olsztynie od
                                                    tylu, tylu lat będzie zaświecona świeczka. Bo ja muszę kłamać, nie mogę mówić,
                                                    że inkę znam z interenetu, nie mogę sie wkopać, moje kłamstwa ciągną się za mną.
                                                    Ojcem inki jest oso, w wogóle to ją spotkałam przypadkowo w pociągu jadąc z
                                                    pielgrzymką do Olsztyna. Życie to gra w szachy u mnie.
                                                    Ale wiesz, jak rozmawiałam z teściową to poruszyłam temat jej dziejów i okazało
                                                    sie , ze życie jej było imponujące i bardzo ciekawe , a najbardziej czasy
                                                    wojenne , jak sobie dawała rady i jak ona zdobyła w tym czasie wielki majątek.
                                                    Kiedyś i to opowiem. Teraz sobię zdaję sprawę jakie ciekawe bywają losy
                                                    ludzkie.
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 12.10.03, 22:02
                                                    jakby ci tu powiedzieć - rozmawiałam , tylko nie zwracałam na to uwagi tak jak
                                                    teraz i zastanawiam sie czy jej dzieje nie spisać. Rozmawia sie o wielu
                                                    rzeczach, a najczęściej o aktualnych. Z teściową nie mieszkam i nie ma
                                                    wieczornych rozmów przy kominku, ale postanowiłam , że zrobię jej specjalny
                                                    wieczór przy kominku - należy jej się
                                                    jd - a jak z twoją teściową , kryje jakieś ciekawe dzieje ?
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 16.10.03, 21:48


                                                    Jestem już po urlopie i nie pytaj się gdzie byłam i jak było,bo ci piszę. Był
                                                    to urlop przymusowego odwyku i kuracja. Nie dotrwałam do końca, nie jestem
                                                    głazem tylko trzcina Paskala.
                                                    Kuracja bardzo ciężka, myslę , że lżej przechodzą kurację palacze niż
                                                    internetowcy. Teraz wiem jakie to straszne, nikomu tego nie życzę. Inaczej się
                                                    odbiera gdy internet padnie i siłą wyższą człowiek nie ma dostępu, a inaczej
                                                    kiedy sam zdecydował o kuracji.
                                                    Wiedząc , że w zasięgu ręki jest to, którego jest się więżniem. Pierwszy dzień
                                                    jest normalny, żegnasz się mówisz , że idziesz na urlop i nawet nie zdajesz
                                                    sobie sprawy jakie to będzie cięzkie i trudne. Jesteśmy w drugim dniu urlopu,
                                                    jak codzień zasiadasz przed komputer , znajdujesz sobie inne zajęcia przy nim
                                                    jak skanowanie, oglądanie i nie wchodzisz na forum , zerkasz tylko i spoko -
                                                    myslę sobie dam radę.
                                                    Póżniej się kładziesz i wsztajesz rano z podpuchniętymi oczami z mokrą poduszką
                                                    od łez . Myślisz sobie - przejdzie, wszystko minie, bierzesz ksiązkę do ręki
                                                    rano, przeczytasz pare stron , odrzucasz i znów myslisz. Jedyna dobra myśl jaka
                                                    ci przychodzi to to, że jesteś na urlopie , masz swój honor. Urlop to urlop
                                                    najmniej trwa tydzień inaczej byłby weekend i zaczynasz odliczać dni.
                                                    Oczywiście, że klientów zbywasz, oni też widząc mnie w takim stanie opłakanym
                                                    nie są rozmowni.
                                                    Zaczyna się trzeci dzień, mówi się , że to są krytyczne dni, a ja zaczełam go
                                                    od trzęśienia się, cała sie trzęsę z zimna choc nie jest zimno , a ja grzeję
                                                    ful. Trochę zaczynasz obojętnieć na wszystko, teraz mogliby nawet sąsiedzi się
                                                    pozabijać, nic mnie nie ruszy. I tak trwam w kuracji, nieuświadamiając nikogo
                                                    co sie ze mną dzieje. Szczelnie jestem zamknięta w sobie , tylko oczy mnie
                                                    zdradzają.
                                                    Jest czwarty dzień i wcale nie jest lepiej. Powiedziałabym dużo gorzej,
                                                    zaczynam rozmyslać dlaczego zrobiłam sobie taka straszną karę jak urlop. Chyba
                                                    nie zdawałam sobie z tego sprawę co robię. Do tego stopnia, że noc nie jest
                                                    nocą. Mam za dużą wrażliwość odbioru. Jeszcze jak patrzę , że Lza komsomołki
                                                    znika z pierwszej strony .......
                                                    A dzień staje się skomplikowany
                                                    Przychodzi sobie klient, prosi o wódeczkę i płaci, a ja się okazuję
                                                    niekonwencjonalną sprzedawczynią, która zawija wódkę w papier , wkłada do
                                                    reklamówki nie tylko wódkę ale i klienta wyliczone pieniądze, które miały
                                                    trafić do kasy. A że była to torebka przezroczysta, więc sam klient zauważył
                                                    kwitując - dziś pani pieniędzy nie przyjmuje ?
                                                    Albo następny klient:
                                                    przychodzi i prosi o wymianę piwa puszkowego na butelkowe i wymieniłabym mu bez
                                                    niczego, ale sam zaczął rozmowę
                                                    - pięć minut byłem temu i kupowałem, pamięta mnie pani ?
                                                    - nie pamiętam - odpowiadam oschle i pewnie
                                                    - jak to pani nie pamięta ? - bojowo do mnie - a ja pamiętam, pamiętam , ze u
                                                    pani kupowałem to piwo.
                                                    - niech się pan tak nie piekli, przecież wymienie panu i pytam się
                                                    automatycznie , podać z lodówki czy raczej nie ?
                                                    - no widzi pani, ja nawet pamiętam, że pani to samo pytanie mi zadała.
                                                    - ach, kojarze sobie , bo faktycznie po tym pytaniu skojarzyłam sobie faceta
                                                    gdyż odpowiedział, że niechce z lodówki , bo gardło go boli.
                                                    - żal mi pani, taka młoda , a już pani traci pamięć - dogaduje mi
                                                    - a ma pan na to jakieś lekarstwo ? - przytykam
                                                    - tak, wypalonego papierosa przepijam piwem, trochę szkodzi na gardło ale na
                                                    pamięć nie narzekam - spokojnie odpowada.

                                                    albo inni klienci
                                                    uparł się klient na piwo puszkowe , które było jedyna wysoko na wystawce.
                                                    Wszystkie jak sie mówi poszły i tylko zostało jedno. I oczywiście klient go
                                                    wypatrzył i poprosił.
                                                    Musiałam wziąść taboret i wysoko sięgać. W międzyczasie , zeby się klient nie
                                                    nudziła, zaczełam rozmowę
                                                    - gdyby był pan Indianinem, nazywałby się pan Sokole Oko, a drugi odpowiada,
                                                    ale jest Polakiem i nazywa sie Paląca Rura - o mało nie spadłam ze stołka z
                                                    wrażenia.

                                                    Tak mija mi czwarty dzień urlopu, czy wytrzymam tydzień ?- juz wiem, pytanie
                                                    retoryczne
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 16.10.03, 21:50
                                                    Jestem już po urlopie i nie pytaj się gdzie byłam i jak było,bo ci piszę. Był
                                                    to urlop przymusowego odwyku i kuracja. Nie dotrwałam do końca, nie jestem
                                                    głazem tylko trzcina Paskala.
                                                    Kuracja bardzo ciężka, myslę , że lżej przechodzą kurację palacze niż
                                                    internetowcy. Teraz wiem jakie to straszne, nikomu tego nie życzę. Inaczej się
                                                    odbiera gdy internet padnie i siłą wyższą człowiek nie ma dostępu, a inaczej
                                                    kiedy sam zdecydował o kuracji.
                                                    Wiedząc , że w zasięgu ręki jest to, którego jest się więżniem. Pierwszy dzień
                                                    jest normalny, żegnasz się mówisz , że idziesz na urlop i nawet nie zdajesz
                                                    sobie sprawy jakie to będzie cięzkie i trudne. Jesteśmy w drugim dniu urlopu,
                                                    jak codzień zasiadasz przed komputer , znajdujesz sobie inne zajęcia przy nim
                                                    jak skanowanie, oglądanie i nie wchodzisz na forum , zerkasz tylko i spoko -
                                                    myslę sobie dam radę.
                                                    Póżniej się kładziesz i wsztajesz rano z podpuchniętymi oczami z mokrą poduszką
                                                    od łez . Myślisz sobie - przejdzie, wszystko minie, bierzesz ksiązkę do ręki
                                                    rano, przeczytasz pare stron , odrzucasz i znów myslisz. Jedyna dobra myśl jaka
                                                    ci przychodzi to to, że jesteś na urlopie , masz swój honor. Urlop to urlop
                                                    najmniej trwa tydzień inaczej byłby weekend i zaczynasz odliczać dni.
                                                    Oczywiście, że klientów zbywasz, oni też widząc mnie w takim stanie opłakanym
                                                    nie są rozmowni.
                                                    Zaczyna się trzeci dzień, mówi się , że to są krytyczne dni, a ja zaczełam go
                                                    od trzęśienia się, cała sie trzęsę z zimna choc nie jest zimno , a ja grzeję
                                                    ful. Trochę zaczynasz obojętnieć na wszystko, teraz mogliby nawet sąsiedzi się
                                                    pozabijać, nic mnie nie ruszy. I tak trwam w kuracji, nieuświadamiając nikogo
                                                    co sie ze mną dzieje. Szczelnie jestem zamknięta w sobie , tylko oczy mnie
                                                    zdradzają.
                                                    Jest czwarty dzień i wcale nie jest lepiej. Powiedziałabym dużo gorzej,
                                                    zaczynam rozmyslać dlaczego zrobiłam sobie taka straszną karę jak urlop. Chyba
                                                    nie zdawałam sobie z tego sprawę co robię. Do tego stopnia, że noc nie jest
                                                    nocą. Mam za dużą wrażliwość odbioru. Jeszcze jak patrzę , że Lza komsomołki
                                                    znika z pierwszej strony .......
                                                    A dzień staje się skomplikowany - cdn
      • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 17.10.03, 20:57
        Na wszystko jest czas i na płacz i na smiech i wszystko w ograniczonych
        ilościach i z umiarem
        Nowa plotka zawitała do mojego sklepu, wzieła winko, a że wiedziałam że
        zainteresowanie plotki jest literackie więc nie mogłam się oprzec zapytaniu -
        jak wrażenia po Nike - i wieciecie co, plotka powiedziała ?
        - powiedziała, że przez Masłowską wielu znakomitości nie przyszło, czyżby
        strajk ? O tym najwięcej będzie wiedziała brzoza.
        Martwię się, bo zamówione ksiązki jeszcze nie przysłali i nie wiem czy coś
        błędnie nie wypełniłam w kkkk.pl. Już dawno powinny być. Zmienili wystrój
        strony i nie mogłam się połapać w niej.
        Śięgłam po ksiązkę Mauricego Maeterlincka - Dranaty wybrane. Nie wciągają mnie
        one, są bardzo trudne by je zrozumieć.
        • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 17.10.03, 21:16
          zapomniałam napisać najważniejsze
          W poniedziałek zjawił się wreszcie samprasik na treningu. Trenowalismy wszystko
          oprócz bekendu, bo jednak lewą rękę ma jeszcze słabą.
          Nie zapomniał gry i grał fantastycznie. Widać , że potrzeba mu ruchu. Przy
          treningu wolejów ( forhrnd, bekend, smecz) nie zepsół ani jednej piłki , a
          gralismy na 30 piłek.
          Capriatti nie była gorsza, choć bezbłędnie przebiła 27 piłek pod rząd. Przy 27 -
          ej piłce jak się mówi potocznie skuła się, czyli wsadziła ją w siatkę.
          Najlepszą zabawę miałam przy serwisach. Samprasik serwując bardzo dobrze , przy
          każdym serwisie sięgając po piłkę by uderzyć ją w najwyższym punkcie stękał.
          Zauważyła to daria i zaczeła naśladować stękanie i wiesz , że dopiero w tym
          momenci, żeby sięgnąc po nią wysoko może stęknąć.
          I w ten sposób daria pojeła całkowicie serwis. Zawsze czekała aż piłka opadnie
          niżej, bała się siegnąć po nia wysoko i tak taraz doskonalimy te serwisy.
          Póżniej zrobilismy ogólnborozwojówkę, ponieważ dzieciaki uwielbiają biegać .
          A po tej ogolnorozwojówce daria zachorowała i wiem dlaczego , taka zgrzana
          wyleciała na pole, a ja nie mogłam nad tym zapanować.
          Dziś dałam im wyćwikę, zresztą oni sami już rozumią grę. W szkole była jakaś
          impreza i zawieszone były balony na ścianie, a dzieciaki celowali serwisami do
          celu i strasznie się cieszyli, a ja patrzyłam jak z przyjemnością i zaćiekle
          serwowali i bez przymusu.
            • Gość: rita Re: Łza komsomołki IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 17.10.03, 21:34
              a czytałeś - podobała mi sie scena ślepców
              Grupa 12-u ślepców wychodzi z przytułka na wycieczkę
              i tak rozmawiają
              - miejcie litość nad nad tymi, którzy nie widzą
              - któż to plecie tak bez rozumu
              - myślę, że ten który nie słyszy
              - cicho tam, to nie chwila żebrania
              - która godzina ?
              - nie wiem , jest póżno
              - spójrzcie w niebo
              - zdaje mi się, że czuję światło księzyca na rękach
              - ja sądzę, że są gwiazdy, słyszę je
              - ja także

              i co ja mam rozumieć z tego dialogu ?
                          • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 18.10.03, 20:56
                            jd - dziwne, kiedy układałam książki na stole w jadalni, między książkami
                            znalazłam ulotkę typu:
                            Anita Grochal
                            od 15 maja do 15 września
                            uprzejmie zaprasza na rejs statkiem
                            C Y R A N K A
                            PO JEZIORZE "UKIEL"
                            CYRANKA jest do Państwa dyspozycji
                            w godzinach
                            8.50 , 10.00, 13.20, 14.30, 15.50, 17.30
                            odpływa z przystani obok Plaży Miejskiej
                            wszelkie informacje pod numerem
                            535-37-22 lub 0 603 855 447

                            czyż nie piękny prezent znalazłam, miałam to wyrzucić, ale zastanowiło mnie to
                            jezioro Ukiel i Plaża Miejska - tam nie napisali , że chodzi o Olsztyn -
                            dobrze, że ona trafiła do moich rąk, pójdzie do zbiorów.
                            Może się jeszcze przydać :)

                            czytałeś tego Maeterlincka ?
                            ja go kończę, kończę Niebieskiego ptaka i jestem zachwycona - sama symbolika i
                            całkowite myślenie. Jestem zafascynowana Niebieskim Ptakiem. Należał mu sie
                            Nobel.
                            Dziś też mecz bokserski, powinien być ciekawy
                            • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 18.10.03, 21:43
                              Pływałem tą Cyranką wielokrotnie. Nie wiem czy w jej aktualnym, czy poprzednim
                              wcieleniu. Rządziła firmą rodzina ludzi bardzo "przy kosci", z tym, że
                              najszczuplejszy był kapitan.
                              Od lat nie miałem do czynienia z Maeterlinckiem. Nie potrafię nawet powiedzieć,
                              czy akurat to czytałem.
                              On chyba na początku XX wieku dostał Nobla.
                              • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 18.10.03, 21:57
                                ja tą Cyraneczkę chyba widziałam gdzieś na brzegu, ale nie była tak blisko
                                Plaży Miejskie. Ja ją widziałam gdzieś daleko z rowerku wodnego i tak myślałam,
                                ze to ona. Ale dziwi mnie i zasakuje , skąd ta ulotka, nie byłam nią
                                zainteresowana wtenczas, w jaki sposób sie znalazła ?
                                tak czasami bywa
                                Wiesz, ten niebieski ptak jest bardzo ciekawy, ciekawe czy brzoza go zna -
                                zakładam sie , że zna !
                                Muszę ci przytoczyć urywek, bo nie wiedziałam , że tak można fantazjować, za tą
                                fantazję , czy ja wiem czy to fantazja - to jakieś przesłanie dla ludzkości
                                • oso1 Re: Łza komsomołki i nie tylko 18.10.03, 23:57
                                  Kommunisticzeskij Sojuz Mołodioży
                                  Dzisiejszych czasów nie dożył
                                  Ech w tamtych czasach wódeczka, słoninka
                                  Dziś dzikie psy - wódeczka, Tabasco, malinka
                                  To były czasy - mowię Wam - cholerka
                                  Czasami tylko wódeczka i ręczna zacierka.
                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 19.10.03, 21:36
                                    oso - o pijaństwie to jeszcze będzie, właśnie czytam czasopismo Nowoczesnego
                                    Pijaka, udawadniająca wyższość człowieka pijanego nad trzeżwym :)
                                    jd- Maeterlinck wraca na półkę biblioteczną. Zostawił u mnie piętno mistyki i
                                    zadumy nad światem. Szczególnie Niebieski ptak, jest to bajka, która ukazuje
                                    duszę świata, a autor dał popalić z mistyką.
                                    Głównymi bohaterami są dzieci Jaś i Małgosia, biedne dzieci, do których we snie
                                    przyszła wróżka i poprowadziła ich po krainach wspomnień, do pałacu nocy, do
                                    lasu w nocy i do królestwa przyszłości w poszukiwaniu Niebieskiego Ptaka.
                                    Wszystkie rzeczy, zwierzeta i rośliny otrzymały głos i ich dialogi ukazywały
                                    duszę świata, wyłoniły i przedstawiały mistykę świata. Każda kraina była
                                    ciekawa.
                                    Kraina przyszłości ukazuje dzieci w niebie czekające na swój czas zejścia na
                                    ziemię. Znalazł się tam Jaś i rozmawiał z przyszłymi mieszkańcami swiata. To
                                    bedą niezwykli mieszkańcy świata, będą przynosić ze sobą dobre i złe rzeczy. W
                                    tej chwili własnie rozmyślają nad swoimi wynalazkami. a o to tak dzieciaki
                                    mówią
                                    dziecko- kiedy przyjdę na ziemię muszę wynależć coś , co szczęście przynosi.
                                    (że ja czegoś takiego nie wymyslę - myslę )
                                    Jaś - a co to będzie ? Coś smacznego ? Czy to hałasuje ?
                                    - Nie. To jest coś takiego, że go wcale słychać nie będzie
                                    - szkoda
                                    - pracuję nad tym wynalazkiem dzień w dzień. Już jest prawie gotowy, chcesz go
                                    zobaczyć ?
                                    - bardzo chcę , gdzie jest ?
                                    - ot, tam !
                                    drugie dziecię - a ja przynosze światło, nikomu jeszcze nie znane. Daje
                                    niezwykłu blask
                                    trzecie dziecię - a ja trzydzieści trzy środki na przedłużenie życia
                                    czwarte dziecię -a ja maszynę, która lata jak ptak, ale bez skrzydeł
                                    inne - wynajdują zapachy , nowe systemy , wielkści , jakości
                                    Jakies dziecko ma przynieść ze sobą na świat prawdziwą radość (czyli teraz mamy
                                    sztuczną ?- chyba się tu autor pomylił )
                                    Jas sie pyta - jakim sposobem ?
                                    dziecko - za pomocą myśli, których nikt jeszcze nie umiał.
                                    inne dziecko - ma w przyszlości zniszczyć niesprawiedliwość na ziemi
                                    jaś - ho, ho !!!!
                                    dziecko- powiadają, że to trudne do zrobienia, ale jak nie wymysli sposobu to
                                    nie zejdzie na ziemnię :)
                                    Jaś - A te wszystkie dzieci co śpią ? Ile ich jest tutaj ? Czyż one nic nie
                                    mają do zrobienia ?
                                    dziecię - One myślą.
                                    Jaś - o czym ?
                                    dziecię - same jeszcze nie wiedzą o czym. Muszą coś przynieść z sobą na ziemię.
                                    Z pustymi rękami wychodzić stąd nie wolno
                                    Jaś spotyka też przyszłego braciszka i wiecie co on ze sobą przynosi na ziemię -
                                    trzy choroby: szkarlatynę, koklusz i ospę.
                                    Zbliża się czas zejścia niektórych dzieci na ziemię i strażnik pojedynczo je
                                    wypuszcza pytając każdego co ze sobą niesie ?
                                    uważaj , nie bój sie , teraz będzie najciekawszy moment

                                    • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 19.10.03, 21:52
                                      cytat - strażnik casu mówi:
                                      "Przechodżcie po jednemu. Znowu was więcej niż trzeba. Wiecznie to samo.
                                      Przecież mnie nie oszukacie. Nie twoja kolej i nie twoja rónież. Wracaj i
                                      przychodż za lat dziesięć... Macie go ! Trzynasty pastuch ! Dwunastu tylko
                                      trzeba. W ogole jest ich za dużo.
                                      Nie żyjemy w czasach Teokryta czy Wergiliusza ... Jeszcze lekarze ! Za wielu
                                      ich jest w Europie. Wszyscy się już skarżą. A gdzie są inżynierowie ?
                                      Potrzebny jest również uczciwy czlowiek, jako wyjątkowy okaz ...
                                      Gdzie jest ten uczciwy czlowiek ? To ty ? Nadto coś trzymasz o sobie. Hej tam !
                                      Ciszej,wolniej !
                                      A ty co niesiesz ? Nic? Z pustymi rękami chcesz przyjść ? Nie wolno. Przygotuj
                                      co chcesz: jakąś wielką zbrodnię, albo chorobę, wszystko mi jedno, bylebyś
                                      tylko wziął cokolwiek z sobą.
                                      A to co jest ? Wiesz przecie, że twoja godzina wybiła. Potrzebny bohater, który
                                      by zwalczył niesprawiedliwość. To przecie ty - ruszaj więc !
                                      dziecię - Zapomniałem wziąść koszyk z dwiema zbrodniami, które mam spełnić na
                                      ziemi ...
                                      drugie dziecię - Zapomniałem bańkę z ideą, która ma tłum oświcić
                                      trzecie dziecię - a ja zapomniałem szczep nowej gruszy.
                                      Strażnik Czasu - Dość ! Kotwica podniesiona."

                                      I zaczął się śpiew matek idących na spotkanie swych dzieci ;)
                                      A teraz zastanawiam się co ja wziełam ze sobą na ziemię i po rozmyslaniu
                                      dochodze do wniosku, że błędy i głupotę, przecież ktoś musiał je wziąść.
                                      Pogodzę się z tym, może przez przypadek dzieci mi coś jeszcze dołożyły ;-
                                      )))))))))
                                      Dziś zadziałała dusza artystyczna oczywiście na cmentarzu i z krzaku
                                      wyrosniętego , a jest to klon, zrobiłam nowoczesną art sztukę , czyli tak go
                                      wyłamałam, uformowałam, wypiłowałam, że zostały same gołe badyle, które tworzą
                                      jakiś symbol nieokreślony i ciekawy okaz.

                                  • brzoza Re: Łza komsomołki i nie tylko 19.10.03, 21:43
                                    Wreszcie wróciłam, znowu jestem z Wami i baaardzo sie z tego ciesze. Myśle, że
                                    trochę czasu mi zajmie nadrabianie zaległości wątkowych, ale juz widze, ze
                                    działo sie tutaj, oj działo....
                                    A u mnie na wsi - trawa jeszcze zielona, choć przypruszona porannym szronem,
                                    ludzie prości, ale życzliwi z potrzeby serca, ptaki juz poleciały, gdzie im
                                    grzeje bardziej, a w lesie resztki jesieni w mchach i muchomorach, wabiących
                                    nadzieją prawdziwego, choc późnego grzybka. Poza tym pracy duzo było (i jest),
                                    co nijak się ma do przlicznika finansowego.
                                    --
                                    brzoza
                                      • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 19.10.03, 22:12
                                        No bardzo wzniosły ten twój Maeterlinck, i dziecinny, i o to mu najpewniej
                                        chodziło, jak tej całej modernie. Podobny pomysł jest u Platona, w dziesiatej
                                        księdze "Państwa", choć bez dzieciaczków.
                                        Rita, to z czym sie przychodzi to nie jest takie łatwe do wskazania, a juz na
                                        pewno to nie jest to, co rzuca się w oczy, więc nie popadaj w panikę i łatwe
                                        pesymistyczne nastroje.
                                        Brzoza mnie poprze, tak sądzę.
                                        "Encyklopedia duszy rosyjskiej" Jerofiejewa drugiego - strszny szajs. Gdzie mu
                                        do Doroty.
                                    • oso1 Re: Łza komsomołki i nie tylko 19.10.03, 22:06
                                      Ziemio nasza, polska ziemio
                                      Matko ojców, matek naszych
                                      Gdzie bociany, dywan z wrzosu
                                      Ziemio barszczu i bigosu.
                                      Żurku ziemio, schabowego
                                      i kaszanek, salcesonu.
                                      Co urodzi nasza ziemia
                                      to podnieta podniebienia.
                                      • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 19.10.03, 22:25
                                        jd -teraz to już mogę powiedzieć, co ty włożyłeś do koszyczka - wrzuciłeś
                                        kamienie i idee i sam spadłeś na ziemię, nie musiałeś czekać na kotwicę
                                        obciążony kamieniami, proste -nazbierałeś kamienie, nawet myśleć nie musiałeś i
                                        już było , kiedy ja musiałam szukać, nie każdy takie błędy popełnia, miałam
                                        szczęście znajdując je.
                                        oso - do koszyczka włożył rękaw z wierszami i jeszcze gwiadeczki z nieba zdążył
                                        przemycić
                                        brzoza - co brzoza ? - mowę i trawę ;)))))))i dedukcję :)
                                        • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 20.10.03, 21:05
                                          jd- jak już mówiłam, wczoraj byłam na cmentarzu i wracając jechałam tak by
                                          zaglądnąć na swoje stare korty w Wieliczce , usytułowane w parku i serce mi
                                          pękło.
                                          Teraz to już nie wiem, czy dobrze zrobiłam zapisując dzieciaki na Olszę, to
                                          klub bez duszy, jest dobry , ale brakuje mu rodzinnej atmosfery. Wyobraż
                                          sobie , że te korty zastałam unowocześnione, pięknie oświetlone i tętniące
                                          życiem.
                                          Odbywało się tam pożegnanie sezonu z grillem i całym towarzystwem tenisowym.
                                          Cała grupa zadowolonych i radosnych ludzi. Jechałam tak pomalutku i patrzyłam i
                                          nie mogłam się zatrzymać i wstąpić, bo jechała ze mną teściowa, ona by nie
                                          zrozumiała po co się zatrzymuję i dlaczego rozmawiam ?- wiem o tym, więc
                                          odjechałam.
                                          Ale teraz mam myślenice co zrobić ? Odkąd teściowa zaczeła mi się zwierzać,
                                          coraz częściej przychodzi do mnie na rozmowy, a nawet zabrała sie na cmentarz,
                                          gdzie postawiłam ją na czatach, by ostrzegała przed nadchodzącymi ludżmi, kiedy
                                          wycinałam klon, by nikt mnie nie złapał na niszczeniu zieleni.
                                          Bardzo jej się to podobało, czuła się jak w czasach II wojny światowejtak
                                          odżyła na tym cmentarzu ;)
                                          • brzoza Re: Łza komsomołki i nie tylko 20.10.03, 22:06
                                            rita - a nie możesz dziciaków przepisac do Wieliczki? Przeciez chyba jeszcze
                                            nie jest za późno?
                                            A co do teściowej, która odzyła na cmentarzu - hmm, przyznam, że nie wiem, co
                                            powiedziec...
                                            --
                                            brzoza
                                              • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 20.10.03, 22:25
                                                Gość portalu: jd napisał(a):

                                                > Brzoza obydwie sprawy uchwyciła z precyzją mistrza dedukcji (i od razu
                                                indukcji
                                                >
                                                > i redukcji):
                                                > 1. Dzieciaczki należy zapisać do Wieliczki.
                                                > 2. Cały sens życia ujawnia się na cmentarzu.
                                                Po sezonie zimowym, bo Wieliczka nie ma hali, a cały problem w tym, że wyprawa
                                                z dzieciaczkami w Wielicze byłaby bardzo długa , ze względu na rodzinność i
                                                urok okolicy, nikomu stamtąd nie chce sie wychodzić, czyli to ekspedycja na
                                                całe popołudnie, kiedy na Olszy to wyliczona godzina i trach do domu.

                                                Sens życia ujawnia sie na cmentarzu - myślisz że Amerykanie też tak myślą
                                                obchodząc swoje świeto Hellowing
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 21.10.03, 20:38
                                                    Zacznę od tego, że wszystko poszło dobrze, egzamin zdany magisterski, tylko ,
                                                    ze jeszcze została obrona pracy, która będzie za miesiąc, więc z toastem
                                                    zaczekam do końca.
                                                    Trochę byłam nieuświadomiona w tym wszystkim i za wczasu narobiła rumoru. Ale
                                                    to nie szkodzi , co się odwlecze to nie uciecze.
                                                    A cały dzień wczorajszy wyglądał tak :
                                                    - mamo, nie zdam !
                                                    - zdasz córeczko, zdasz !
                                                    - nie zdam , mamo !
                                                    - zdasz, zobaczysz , że zdasz !
                                                    - a po czym tak sądzisz , ze zdam ?
                                                    - a po tym, ze tak niedawno przyszedł klient do mnie i się pyta ?
                                                    - czy ma pani jeszcze jakieś ciastka ?
                                                    - mam 5 w-z-tek
                                                    - naprawdę !- odpowiada klient zdziwiony - to wspaniale, bo wie pani, ja całą
                                                    drogę szedłem mówiąc do siebie: musi być 5 w-z-tek, musi być , musi być , musi
                                                    być
                                                    a ja mu odpowiadam - jesteśmy jednego wyznania czyli pozytywnego myślenia :)
                                                    I tak przeleciał ten dzień na " niezdaniuzdaniu", aż dziś udowodniła moją rację.

                                                    A dzień, jak dzień markotny ,choć duże wrażenie zrobił na mnie nowy klient na
                                                    czterch łapach , owłosiny i na smyczy. Od pewnego czasu mam klienta, nazywam go
                                                    artysta, bo ponoć maluje obrazy i lubi małe co nieco, jest bardzo uprzejmy,
                                                    wyznawca Leppera i przychodzi z pieskiem kundlem.
                                                    Co ciekawe to ten piesek jest zawsze pokorny, nie sprawia żadnego kłopotu, więc
                                                    wchodzi z włascicielem do sklepu. I kiedy stary artysta kupił półliterka i
                                                    chciał już wyjść to jego pies sie nie ruszył, siedzi i koniec, ten go ciągnioe,
                                                    a on nic. Wreszcie artysta mówi - pani da mi prince polo, bo nie wyjdzie.
                                                    Artysta wziął Prince, wsunął mu do pyska i pies momentalnie wyszedł ciągnąc za
                                                    sobą artystę, mając w pysku Prince. Mówię , wam jak to zobaczyłam, to sama
                                                    byłam zdziwiona zachowaniem psa - raz pan ciągnie psa, a raz pies pana ciągnie -
                                                    istny kołowrót.
                                                    Ale , żeby to było wszystko, to by było wszystko, tylko , ze artysta dowiedział
                                                    się, że ktoś w okolicy umarł i przyszedł z psem jeszcze po jedną połówkę.
                                                    Połówkę kupił bez problemu, problem był w obsłudze psa, którego chciałam
                                                    zadowolić. Wiedziałam, że Prince polo już zjadł, więc proponuję mu co innego.
                                                    Artysta milczy, ja obsługuję. Tak sobie głosno myślę i mówię : może paluszki
                                                    słone piesek zje ?
                                                    Podaje artysta, a pies nic, nie weżmie, to może czekoladę, nie bierze, to może
                                                    Lion, nie bierze, dalej podaję Snykers- nie bierze, draże mu daję - nie bierze -
                                                    wreszcie artysta chyba stracił cierpliwość i mówi - co będziemy się z panią
                                                    bawić - niech pani poda Prince Polo. I podałam - i wiesz, pies wziął do pyska
                                                    te prince polo, zadowolony. Co za pies nadawałby się do reklamy Prince Pola, a
                                                    ja już wiem, że tylko prince polo uznaje i nie dam sie wciągnąć w ich zabawy.
                                                    Fajny ten pies , a historia tego psa też ciekawa. Pamiętam tego psa jak chodził
                                                    ze staruszką, staruszki już nie ma, a pies przeszedł w inne ręce, inaczej
                                                    skończył by pies na polu, a artysta sie nim zaopiekował i ma dobrze, ale też
                                                    mnie zaskoczył takim wytrenowaniem pieska.
                                                    Ale artysta - to artysta, teraz jak wchodzi to spiewa - A mnie jest szkoda lata
                                                    i całą piosenkę dalej - lubię go :)
                                                    Ale, ale , jesienna depresja sięga dalej - zauważyłam , że przychodzą moi
                                                    sąsiedzi, którym daleko do alkoholu, a jednak .......


                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 21.10.03, 21:43
                                                    mieszanka krakowska - to galaretka w czekoladzie - ale landrynki to przestań
                                                    jeść i szczególnie miętowe - ten zapach miętowych cukierków jest fatalny -
                                                    wszyscy, którzy rzucają palenie przerzucają sie na miętowe landrynki , jedzą je
                                                    tonami i wiesz , wcale ten zapach ich nie jest przyjemny, chyba że owocowe to
                                                    co innego.
                                                    A gumki rozpuszczalne albo mini pudrowe z witaminą c - te są też fajne, ale
                                                    listonosz u mnie kupuje zawsze cukierki z alkoholem Panda - każe sobie jeszcze
                                                    wybierać , to z rumem , to z koniakiem, to z cherry też są fajne
                                                  • Gość: rita Re: Nowoczesny pijak IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 21.10.03, 22:30
                                                    jd - Łza komsomołki powinna być zadowolona i powinniśmy ją zmienić na Uśmiech
                                                    komsomołki, bo to co mam do powiedzenia ubawi nie tylko Pilcha ale także
                                                    wszystkich abstynentów.
                                                    Otóż pierwszy na świecie miesięcznik "Nowoczesny pijak" dla pijaków dociera do
                                                    Europy. Czekam na niego z niesierpliwością, bo materiały zawarte w nim są
                                                    imponujące i pełne optymizmu. Pismo dla miłosników akloholowego upojenia w
                                                    którym udowadnia się wyższość człowieka pijanego nad trzeżwym.
                                                    Autorzy tego pisma twierdzą zgodnie, że najskuteczniejszym sposobem łamania
                                                    barier międzyludzkich jest picie.
                                                    - dajcie mi Leppera i Balcerowicza, do tego skrzynke piwa i litr dobrej whisky,
                                                    a za parę godzin przyprowadzę wam dwóch wspaniałych kumpli - twierdzą z
                                                    przekonaniem :)
                                                    Udawadniają, że picie jest fajne, że powinni być dumni z tego, że są pijakami,
                                                    a nie żyć w poczuciu winy. To przecież wielcy poeci, pisarze, artyści byli
                                                    własnie pijakami i my trzeżwi zachwycamy się nimi. Przykładów można mnożyć.
                                                    Picie to zdrowie ! Weżmy na przykład spacer. Spacer pijaka jest zdrowszy od
                                                    spaceru trzeżwego. Człowiek trzeżwy spaceruje po lini prostej pokonując
                                                    odległość między dwoma punktami gdy tymczasem pijany czlowiek zatacza się, robi
                                                    akrobatyczne sztuczki, kładzie się, podnosi, to znów pada, tak że jego odcinek
                                                    jest o wiele dłuższy i więcej kalorii spala.
                                                    Na spacerze pijak robi więcej gimnastyki niż trzeżwy z czym musimy sie zgodzić -
                                                    prawda ??? i do czego cię namawiam - jako magister od fikołków, jako
                                                    zwolenniczka nowoczesnego pijaka optymisty, bo takiego chce wykreować to
                                                    czasopimo.
                                                    Najważniejszy problem dla czytelników tej gazety jest dotarcie do trzeżwego
                                                    członka redakcji. Dzentelmeni nie piją przed południem, więc nie ma sensu
                                                    wstawać wcześniej, a redaktor naczelny codziennie wlewa w siebie 12 drinków, a
                                                    w weekendy o wiele więcej.
                                                    Bardzo smuci ich tylko sytuacja statystyczna, to okropne jak mówią - na jednego
                                                    pijaka przypada 143 trzeżwych. Faktycznie jest to kłopotliwa sytuacja kiedy
                                                    wyobrazimy sobie pokój gdzie przebywa 144 ludzi i tylko jeden pijak. Nic nie
                                                    pozostaje jak tylko wyjść z płaczem, że nie ma z kim porozmawiać :)
                                                    I co z taką imprezą robić ? Tylko wypić do dna, aż się łezka komsomołska
                                                    zakręci.
                                                  • brzoza Re: Łza komsomołki i nie tylko 21.10.03, 22:32
                                                    Aleście sie rozbisurmanili (kto dzisiaj zna takie słowo!), aleście zasłodzili
                                                    wątek! Nie pozostaje mi nic innego, jak łyknąć Mazowszanki gazowanej
                                                    (niegazowanej nie trawie). No cóż, Wy sobie możecie poszlaeć ze słodkościami,
                                                    ja jestem na diecie, buuu:(((
                                                    --
                                                    brzoza
                                                  • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 22.10.03, 11:03
                                                    Galaretka w czekoladzie może być, choć lepsza jest bez czekolady.
                                                    Cukierek miętowy nie jest godny miana cukierka. Cukierek musi być słodki, albo
                                                    kwaśny, albo musi być kombinacją słodkości i kwaśności.
                                                    Alkohol w cukierku to raczej zbędne dziwactwo.
                                                    Pochwała pijaństwa bliska jest mi nadzwyczaj (dotrzyj wreszcie, rita,
                                                    do "Moskwy-Pietuszek", niemożliwe by ktoś ze znajomych Pauliny tego nie miał),
                                                    ale ono ma pewną istotną wadę: w zasadzie nie sposób utrzymać miary w
                                                    pijaństwie, oczywiście jeśli to ma być uczciwe pijaństwo, a nie
                                                    drobnomieszczański umiarkowany "kieliszeczek", który nie może nas w ogóle tu
                                                    interesować.
                                                    Mazowszanka tylko gazowana. Jak można kupować za pieniądze niegazowaną wodę?
                                                    Chuda - nie bójmy się tego słowa - brzoza to nie jest słuszny pomysł.
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 22.10.03, 20:58
                                                    nie mam skąd wziąść tej słynnej już Moskwy Pietruszki - książka nie do zdobycia

                                                    wódka kontra koniak ala wino - w wydaniu rosyjskim - może być ?
                                                    Wiemy, że wykwintne napoje wyróżniają się nie tylko wysoką ceną, ale także
                                                    wyszukanym smakiem. A wiedząc, że whisky i wódkę produkuje się z tego samego
                                                    spirytusu zbożowego, więc Rosjanie wpadli na pomysł wytworzenia z wódki
                                                    luksusowego trunku.
                                                    I już ją ponoć produkują. Dla smakoszy wódki zostanie podniesiona cena, dodadzą
                                                    tylko trochę smaku, posypią aromatem i można będzie głosić wyższość wódki nad
                                                    koniakiem. Chociaż jeszcze nie rozwiązałam problemu, czy brendy to koniak czy
                                                    koniak to brendy ?
                                                    Te luksusowe wódeczki będą numerkowane, a szczególnie ich butelki, by nie
                                                    pokazały się fałszywki, a cena jednej butelki wynosi 100 dolarów. Naprawdę cena
                                                    godna pomysłu wywyższenia wódki i wiesz , że ją kupuja - 25 tys wyprodukowano i
                                                    już jej nie ma :) Zostanie tylko łezka komsomołki.
                                                    Tak prawdę mówiąc, to nie wiem czy Rosjanie nie ściągli pomysłu od mnie, ja już
                                                    dawno uważałam, że win jest dużo, za dużo i cięzko sie w nich połapać,
                                                    wszystkie prawie w jednej cenie i trzeba było któreś wybrać by dać jej luksus
                                                    cenowy, kto chce to kupi, kto nie, to wybierze inne.
                                                    Ja oceniam wina na wzrok i na tekst i wybieram najciekawszy i tak wyceniłam
                                                    bardzo wysoko tekst tego wina - sluchaj, wspaniały , slinka leci :
                                                    "Hiszpańskie jakościowe, czerwone wytrawne, dojrzewające w beczce z dębu
                                                    amerykańskiego przez conajmniej 3 lata, a następnie przez kilka lat w butelce,
                                                    o głębokiej, ceglastej barwie z fioletowymi refleksjami, niezwykle aromatyczne,
                                                    pełne, zrównoważone, aksamitne dla podniebienia, o przedłuzonym zakończeniu,
                                                    wielokrotnie nagradzane na międzynarodowych targach winiarskich.
                                                    Doskonałe do ciemnego mięsa, jasnego ptactwa , serów, wędlin i dziczyzny."
                                                    doskonały tekst i dostało to wino dodkonałą cenę - jest to wino PATA NEGRA ,
                                                    dołozyłam jeszcze cenę za korek portugalski z korkowego drzewa portugalskiego,
                                                    którego to z powodów ostatnich pożarów jest coraz mniej. Zastanawiam się , czy
                                                    czasami sam korek nie będzie wkrótce droższy od zawartości.
                                                    Nagrodę dodatkowej ceny dostało też wino - LA CARAFFA VOCATO za tekst :"Typowe
                                                    proste, czerwone, wytrawne wino stołowe. Jasnoczerwony kolor, aromat świeżych
                                                    owoców, wyrazisty smak. Wino łagodne i mało skomplikowane. Do codziennego
                                                    picia."
                                                    Najbardziej prosty tekst jaki czytałam i to zachęcenie do codziennego picia.
                                                    Plus zachęcający do picia tego wina to butelka, która jest taką baryłeczką w
                                                    koszyczku i może stanowić dekorację na jadalnianym stole. Codzienne picie jak
                                                    polecają , znaczy, że możemy codziennie pić i za to, że producent tego wina nam
                                                    pozwala pić, należy sie dodatkowa cena - prawda ?
                                                    Jak widzisz , pierwsza wpadłam na ten pomysł, trzeba zdecydować, które wino
                                                    będzie luksusowym.
                                                    A kupno wina polega na tym - ma pani kaieś wino do 20 zł, lub 30 zł, nawet
                                                    droższe i chodzi o cenę nie o smak wina. Jeżeli podam mu za 10.00 zł uważa , że
                                                    to za tanie i sam poczukuje droższego czyli sam naprowadza mnie, że niektóre
                                                    wina są za tanie i trzeba je poniść żeby poszły

                                                    A widziałeś dziś - teatr mój widzę ogromny - Michnik tak dużo mówi, że chyba
                                                    sam rozwiąże zagadkę, zobaczysz w piątek już będziemy znać całą układankę.
                                                    Dobrze mówiłam, kto dużo mówi ten robi błędy i Michnik chyba był przykładem.





                                                  • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 23.10.03, 09:54
                                                    Twoja polityka w sprawie win - bardzo słuszna i odpowiadająca na
                                                    zapotrzebowanie społeczne. Już to kiedyś zresztą ustaliliśmy.
                                                    Jestem fanem Michnika, ale zaczyna mi się rzeczywiście kręcić w głowie.
                                                    Wczoraj byłem na drinku z Walickim. Opowiadał o imprezie w związku z Nike i
                                                    mam dla was złą wiadomość: jest zauroczony Dorotą, literacko i osobiście.
                                                    Dostał od niej jej książkę z wpisem, nawiazujacym do pewnej kwestii z "Wojny
                                                    polsko-ruskiej": "piepszonemu rusofilowi Dorota M.". Sam o taki wpis się
                                                    dopominał.
                                                  • Gość: rita Re: wojna drinków - koktajl Molotowa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 23.10.03, 20:36
                                                    No cóż jestem trochę zaniepokojona, bo wczoraj dzieciaki same pojechały na
                                                    trening klubowy i nie wiem , i nie znam ich wrażeń. Jak było w grupie i co
                                                    grały, oj będą mi jutro opowiadać.

                                                    Dobrze - jd - sam zacząłeś z masełkiem, sam tego chciałeś. Biorę szablę w
                                                    dłoń ! Jesteście obaj z Walickim dumni , dumni z ksiązki nasełki, dumni z jej
                                                    dedykacji, a ja ci powiem , że 100x, a może i więcej jestem dumna z
                                                    przeczytania ksiązki Walickiego czego w stu procentach mogę powiedzieć nie
                                                    przeczytała twoja idolka.
                                                    Masełko nie jest godna nagrody nawet ŁZY KOMSOMOŁKI jedynie Koktajlu Mołotowa.
                                                    A z tej przyczyny, że napisała lub opisała normalne i rzeczywiste życie
                                                    dresiarzy od deski do deski nawet nie kwapiąc się by czytelnikowi dać jakąś
                                                    radość , nadzieję czy jakąś inność. Rzeczywistość , która nas otacza i którą
                                                    opisała nie zasługuje na drink i pochwały tylko na stypę.
                                                    Traktuję to jako drink finansowy, kasowy jaki ubito przy tej książce i wszyscy
                                                    z tego są dumni , tylko sam zobacz przeciwność tej sytuacji - kiedy by kto inny
                                                    napisał takie wypracowanie dostałby co ?- pałeczkę, a może wyrzucili by go ze
                                                    szkoły twierdząc , że jest zepsuty do dna , a w najgorszym wypadku wysłali by
                                                    go do szkoły specjalnej - ale kiedy wychodzi ksiązka, którą się promuje i
                                                    nagradza i nie ukrywajmy za odwgę słownictwa to wszystko jest ok.
                                                    Więc jak to jest ? Gdzie ideały, gdzie honor ? Czym wy się upajacie ? - mistyką
                                                    słów czy dżordzem ?
                                                    jd - przestań, smiechu warte, tak się dać sprzedać za pieniądze , które jak w
                                                    Mistrzu i Małgorzacie zamieniają się w zwykłe papierki i ty nimi chcesz nas tu
                                                    przekupić ? Prawdziwe Ich Troje - jd, Walicki i masełko - co za zespół ?
                                                    Bardziej mnie cieszy spotkanie z Walickim , to jest gość, taką książkę mógł
                                                    napisać tylko on, nikt inny, taka jest prawda i ta wiedza Walickiego. Takiego
                                                    to szukać ze świeczką. To masełko powinno wziąść dedykację od Walickiego i być
                                                    dumne, ale nigdy odwrotnie, daliście się zmanipulować przez media jak Michnik .

                                                    jd- zacznij myśleć trzeżwo, wyrzuć te drinki, które was nakierowały na
                                                    Masłowską, a napij się drinka za Walickiego - bo jak przysłowie mówi , cudze
                                                    chwalicie swego nie znacie.
                                                    jd- jak cię lubię, skończ z tą masłowską, ja nią rzygam, jak cała ta ksiązka
                                                    jest do wyrzygania.

                                                    Absurdy
                                                    UJ - jest najgorszą uczelnia na świecie , nie ma gorszej, zniżył sie do poziomu
                                                    książki masłowskiej, zlikwidowano fantastykę i wiele innych fakultetów,
                                                    zostawili prozę z Masłowską i studenci zmuszani są do recenzjowania tej
                                                    ksiązki - jest skurwysyńsko zajebista uczelnia, żeby coś zrecenzować trzeba
                                                    książkę kupić, książka- podręcznik, chciałoby się rzec - Boże - Ty widzisz i
                                                    nie grzmisz !!!
                                                    Skurwysyńsko zajebista jest też ogranizacja tej uczelni - Boże - wybacz !!!!
                                                    ale taka jest prawda !!!
                                                    Zadowoleni ?
                                                    Na pocieszenie będzie niespodzianka :)
                                                    brzoza - oczekuje twojego wsparcia, tylko delikatnie, Silny gdzieś się może
                                                    czai ?

                                                    jd- to nie ja to dusza sobie pisze, ja jej mówiłam uspokój się , a ona - nie ,
                                                    nie poddawaj się , masz ty rację i sobie frywolnie pisze ......

                                                  • Gość: jd Re: wojna drinków - koktajl Molotowa IP: *.aster.pl / *.acn.pl 23.10.03, 20:47
                                                    Dorota nie przeczytała, ale obiecała Walickiemu, że zaraz przeczyta.
                                                    Przeczytaj tę szajsową "Encyklopedię duszy rosyjskiej" to i ty pokochasz Dorotę.
                                                    Z tym "Ich troje" balansujesz na bardzo cienkiej linii.
                                                    Przysyłaj Paulinę do Warszawy; tu jest naprawdę zajebisty uniwersytet, choć nie
                                                    dam głowy, czy jest fantastyka. Ale na pewno minimum dżordżów i pojebańców.
                                                  • Gość: rita Re: wojna drinków - koktajl Molotowa IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 23.10.03, 21:01
                                                    ha, ha, ha - dorotka obiecała przeczytać - i wy w to wierzycie ?- musze jeszcze
                                                    dodać o naiwność
                                                    a Paulina poradzi sobie i zrecenzuje Masłowską na życzenie i mimo tych
                                                    malutkich niedociągnieć Uniwersytetu jakoś sobie radzi mając średnią 4.66 nie
                                                    używając tych haniebnych słów
                                                    aha- nie chodzi o kobietę Masłowską, ona tylko firmowała to - ktoś musiał ,
                                                    wybrali młodziutką , piekną osóbkę i wiedzieli co robią - gdyby walicki był
                                                    piekną młodą kobietą i tak promowanym napewno role by sie odwróciły.
                                                    Ale wszystko jeszcze przed przyszłością , połączenie tej jak wspaniałej prozy z
                                                    filozofią może być pozytywnym eksperymentem i ludzie to kupią - to był mój
                                                    pomysł już wcześniej, czyżbym wypowiedziała ?
                                                  • Gość: rita Re: na uspokojenie IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 23.10.03, 21:44
                                                    jd - tak dla zapomnienia o powyższym moim poście cos na noc, coś spokojnego, a
                                                    tajemniczego, coś gdzie nigdzie nie przeczytasz i nie znajdziesz, tylko w duszy
                                                    człowieka i jest to tylko urywek pewnej duszy.

                                                    "Czy chcesz posłuchać, drogi czytelniku opowieści, która pisze się sama,
                                                    powstaje pod każdym moim ruchem pióra niby kierowana magiczną ręką, która
                                                    pragnie opowiedzieć tę historię? Lecz ostrzegam, że jeśli oczekujesz wiecznych
                                                    wzdychań kochanków, po których, by uśmierzyć ich cierpienia, przychodzi w
                                                    końcu długowłosy Thanatos, bądź uczonych frazesów o rzeczach, które się
                                                    filozofom ani nie śniły, ani na jawie pokazały, czy w końcu natrętnej nauki
                                                    moralnej, której i tak nikt by nie przestrzegał, to, mój słuchaczu, lepiej
                                                    zrezygnuj z tej lektury zanim z nudy zapomnisz zgasić wieczorną lampkę.
                                                    Ale za każdym razem, gdy ktoś życzliwy, nie bacząc na liczne niedociągnięcia
                                                    tej opowieści, będzie ją czytał, ożywi chłopca, którego historię chcę Wam
                                                    opowiedzieć. Sprawicie, że przebywając u boku srogiej Ereszkigal, wargi tego
                                                    dziecięcia poruszą się, by próbować się uśmiechnąć na myśl, ze jego historia
                                                    zostaje opowiedziana.
                                                    Tak więc słuchajcie mej opowieści o dziecięciu, które, wierząc obmowom ludzi,
                                                    było upośledzoną niemową.


                                                    Po nocnych polach błąkam się bezsenny,-
                                                    W ziół woni może pierś swą żar ukoi.
                                                    Nade mną wisi nocny płaszcz promienny...
                                                    Lżej bije serce, gdy się uspokoi
                                                    I gdy mu promień nie odsłania dzienny
                                                    Czarnego grobu, co tworem stoi
                                                    I w ciemną przepaść chłonie życie wszelkie,
                                                    Wszystko co orle, szlachetne, co wielkie."
                                                    [...]

                                                    -M. Romanowski

                                                    spokoju duszy wam życzę
                                                    można spokojnie zgasić wieczorną lampę
                                                  • brzoza Re: na uspokojenie - Miodek 24.10.03, 08:12
                                                    Fragment autentycznego wykładu prof. Miodka na wydziale Polonistyki
                                                    Uniwersytetu Wrocławskiego:
                                                    "Kiedy się człowiek potknie albo skaleczy, woła: "O kurwa!". To, lapidarne
                                                    słowo wyraża jakże wiele uczuć, poczawszy od zdenerwowania, rozczarowania
                                                    poprzez zdziwienie, fascynację, a na radosci i satysfakcji kończąc.
                                                    Przeciętny Polak w rozmowie z przyjacielem opowiada np.: "Idę sobie stary przez
                                                    ulicę, patrzę, a tam taka dupa, ze o kuuurrrwa."
                                                    Kurwa może również występować w charakterze interpunktora, czyli zwykłego
                                                    przecinka, np.: "Przychodzę kurwa do niego, patrzę kurwa, a tam jego żona, no i
                                                    się kurwa wkurwiłam, no nie?"
                                                    Czasem kurwa zastępuje tytuł naukowy lub służbowy, gdy nie wiemy, jak się
                                                    zwrócić do jakiejs osoby płci żeńskiej ("chodz tu kurwo jedna!").
                                                    Używamy kurwy do charakteryzowania osób ("brzydka, kurwa nie jest", "o kurwa,>
                                                    takiej kurwie na pewno nie pożyczę"), czy jako przerwy na zastanowienie
                                                    ("czekaj, czy ja, kurwa lubię poziomki?").
                                                    Wyobrazmy sobie jak ubogi byłby słownik przeciętnego Polaka bez prostej kurwy.
                                                    Idziemy sobie przez ulice, potykamy się nagle, mówimy do siebie: "bardzo mnie
                                                    irytuja nierównosci chodnika, które znienacka narażaja mnie na upadek. Nasuwa
                                                    mi to złe mysli o władzach gminy". Wszystkie te i o wiele jeszcze bogatsze
                                                    tresci i emocje wyraża proste "O kurwa!", które wyczerpuje sprawę.
                                                    Gdyby Polakom zakazać "kurwy", niektórzy z nich przestaliby w ogóle mówić, gdyż
                                                    nie umieliby wyrazić inaczej swoich uczuć. Cała Polska zaczęłaby porozumiewać
                                                    się na migi i gesty. Doprowadziłoby to do nerwic, nieporozumień, niepewnosci i
                                                    niepotrzebnych naprężeń w Narodzie Polskim. A wszystko przez jedna
                                                    mała "kurwę". Spójrzmy jednak na rodowód tego słowa.
                                                    "Kurwa" wywodzi się z łaciny od "curva", czyli krzywa. Pierwotnie w języku
                                                    polskim "kurwa" oznaczała kobietę lekkich obyczajów, czyli po prostu dziwkę.
                                                    Dzis "kurwę" stosujemy również i w tym kontekscie, ale mnogosć innych znaczeń
                                                    przykrywa całkowicie to jedno. Można z powodzeniem stwierdzić, że "kurwa" jest
                                                    najczęsciej używanym przez Polaków słowem.
                                                    Dziwi jednak jedno - dlaczego słowo to nie jest używane publicznie (nie liczac
                                                    filmów typu "PSY", gdzie aktorzy przescigaja się w rzucaniu "kurwami"),
                                                    praktycznie nie słyszymy, aby politycy czy dziennikarze wplatali w swe zdania
                                                    zgrabne "kurwy".
                                                    Pomyslmy o ile piękniej wygladałaby prognoza pogody wygłoszona w następujacy
                                                    sposób:
                                                    "Na zachodzie zachmurzenie będzie kurwa umiarkowane, wiatr raczej kurwa silny.
                                                    Temperatura maksymalna ok. 2st. Celsjusza, a więc kurewsko zimno kurwa będzie.
                                                    Ogólnie, to kurwa jesień idzie.."

                                                    --
                                                    brzoza
                                                  • brzoza Re: Dyzma polskiej literatury 24.10.03, 08:34
                                                    rita - wspieram Cie w całej pełni w wojnie polsko-masłowskiej, gdzie jd okopuje
                                                    sie coraz głębiej na z góry upatrzonych pozycjach.
                                                    Tez jestem zdania, ze na Masełku zarobiło tak wielu ludzi, została tak
                                                    wypromowana, iz w pewnych kregach nie mozna sie nia nie zachwycac. Szczególnie
                                                    w kregach starzejących sie wyraźnie, znudzonych i zamnierowanych ludzi pióra
                                                    (m.in.Walicki, Chwin - w odniesieniu do tego ostatniego świadomie nie użyłam
                                                    słowa literat), którzy potrzebuja młodego oddechu, nawet jesli nie jest on
                                                    nazbyt swieży.
                                                    Jeszcze raz powtarzam: niech dziewczyna napisze coś jeszcze, wtedy pogadamy,bo
                                                    może wówczas bedzie w ogóle temat do dyskusji. Na razie jej książke nalezy
                                                    traktowac jedynie jako ciekawostkę, wybryk jezykowo-społeczny. Dla mnie jest to
                                                    taki Nikodem Dyzma polskiej literatury. Gorzej, jeżeli zostanie w tej postaci
                                                    wywindowany niczym Dyzma na same szczyty. Takie zdarzenia mielismy juz nie tyle
                                                    w literaturze, co w zyciu politycznym, i to nie tak znowy dawno. Skutki -
                                                    wiadome.
                                                    Wprowadzenie do lektur obowiązkowych na UJ bulwersuje mnie jedynie w przypadku,
                                                    gdy książka ma byc omawiana jako, z przeproszeniem, dzieło literackie. Wtedy ja
                                                    tez zwatpie. Jeżeli natomiast potraktowana zostanie własnie jako ciekawostka,
                                                    efemeryda naszego zycia kulturalnego, odprysk dzisiejszej rzeczywistości -
                                                    niech będzie.
                                                    --
                                                    brzoza
                                                  • brzoza Re: Dyzma polskiej literatury 24.10.03, 08:49
                                                    Jeszcze o winach (widziecie, jak sie dorwałam do Was, to nie odpuszczam).
                                                    U nas w domu wino, najczęściej czerwone wytrawne, pija sie rzeczywiście na co
                                                    dzień. W ilościach stosownie umiarkowanych i nie widze w tym absolutnie niczego
                                                    złego. Jakoś dotychczas z ta jedną czy dwiema lampkami wina nie wpadliśmy w
                                                    alkoholizm i myśle, ze juz nam to nie grozi.
                                                    I od razu powiem: wypatrzyliśmy sobie, po eksperymentach z wieloma, także
                                                    bardzo drogimi markami win, jedno takie naszym zadniem najlepsze, a
                                                    jednoczesnie tak tanie, ze można uzywać je na co dzień własnie. Nie napisze o
                                                    jakie chodzi z wiadomych powodów. Ale zapewniam: ma piekną, głęboko czerwoną
                                                    barwę, delikatny, acz intensywny aromat, a przede wszystkim smak - lekko
                                                    cierpki (nie kwaśny!), łagodny, z wyraźną nutą dojrzałych, uprawianych w
                                                    specjalnych warunkach winogron.
                                                    Przetestowałam to wino na skończonych snobach, twierdzących, ze poniżej 100 zł
                                                    za butelke wino nie nadaje sie do picia. Pili, nie wiedząc co pija, i cmokali z
                                                    zachwytu dopytując sie o marke i rocznik.
                                                    Jak widać wszystko mozna czlowiekowi wmówic, wystarczy tylko stosowac
                                                    odpowiednie techniki manipulacji. I znowu az sie chce wrócic do tematu syndromu
                                                    naszej NiemalNobliskti....

                                                    Miłego dnia:)))
                                                    --
                                                    brzoza
                                                  • Gość: rita Re: Dyzma polskiej literatury IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 24.10.03, 20:37
                                                    brzoza - jak ty pieknie napisałaś i tak fachowo, ale nie sądze byśmy zepchneli
                                                    z błędnej drogi jaką obrał do literetuty jd i walicki, chyba, że gdzieś po
                                                    drodze znajdą kamień filozoficzny i wreszcie nim rzucą w masełko. Nie chce już
                                                    obkładać batami biednego jd, bo może to odnieść odwrotny skutek.
                                                    Myslę , brzoza, że musimy obrać nową taktykę i zatańczyć jak jd i walicki
                                                    grają. Niech żyje idolka Nike i supernoblistka, niech podbije Amerykę, może
                                                    wzrośnie cena dolara.
                                                    A jeśli chodzi o wina , to smak wina zależy od towarzystwa. Już wam mówiłam,
                                                    że mam klientkę , która kupuje cherry za 5.50 , przelewa do starej karafki i
                                                    degustują kożenki rozmawiając o roczniku tego trunku. Wyobraż sobie jaka
                                                    wspaniała musi być zabawa w towarzystwie ?
                                                    ide pić - dziś była TRANZACJA życia - szampan ruski w całości idzie do głowy,
                                                    bo mąż nie może przez lekarstwa
                                                    chyba jeszcze wpadnę, mimo lejącego sie alkoholu, idę tropem łzy komsomołki,
                                                    zgodnie z obranym celem wątku
                                                  • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.10.03, 14:29
                                                    Popadacie w jakaś obsesję na punkcie Doroty. Życzliwie was przestrzegam przed
                                                    nerwicą i stanami depresyjnymi.
                                                    Brzozo, analizy, kurwa, Miodka nadzwyczaj smakowite, za to zestawienie Walicki-
                                                    Chwin wyjątkowo nieudane. Ten wasz Chwin to coś w ogóle mówił o Dorocie? On
                                                    jest na pewno pewny, że jest dwadzieścia pięter ponad Dorotą (a ja tarzam się
                                                    ze śmiechu).
                                                    Kosiński bardzo może być, choć jest nierówny i jest to bardzo pojebana
                                                    literatura.
                                                  • brzoza Re: Łza komsomołki i nie tylko 25.10.03, 16:53
                                                    Z całą pewnościa nie wpadam w żadną obsesje na punkcie Doroty M. i zapewniam
                                                    Cie, że mam inne zmartwienia. Sam zresztą wywołałes ponownie temat. A co do
                                                    Chwina, to tylko dlatego przywołałam go i zestawiłam w towarzystwie Walickiego
                                                    (mam nadzieje, ze mi wybaczy), że - o ile pamietam - Chwin stanowił część
                                                    szacownebo gremium jurorskiego w nagrodach NIKE. Moge sie mylić, ale tak mi sie
                                                    coś wydaje.
                                                    Co do pojebanego Kosińskiego w pełni sie zgadzam.
                                                    --
                                                    brzoza
                                                  • Gość: rita Re: Dla uspokojenia IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 20:14
                                                    A teraz ciemna strona księżyca, coś milczącego.
                                                    "Co robisz, me dziecię?
                                                    Dlaczego pozwolisz, by obejmowała i karmiła cię ciemność, która wszystko
                                                    chłonie nie ukazując wyjścia, a nie pragniesz życiodajnego światła?
                                                    Dlaczego siedzisz w kącie z podkurczonymi nogami i zasłaniasz ze wzgardą swe
                                                    piękne oczęta, w których przecież widać blask twej duszy?
                                                    Dlaczego chowasz się w najciemniejszym miejscu pokoju, opuszczony i pogardzany
                                                    przez świat, przez jasność, przez ludzi, przez bogów?
                                                    Dlaczego twa głowa zwisa nieruchomo, jakbyś uginał się pod ciężarem
                                                    doświadczeń, niczym wydający ostatni dźwięk konania starzec?
                                                    Dlaczego leży koło ciebie ten pamiętnik, czyżbyś nie miał przyjaciół, którym
                                                    rozmarzony opowiadałbyś o swych przygodach i marzeniach?
                                                    Ostatni, gasnący promień światła niedbale rozjaśnia twe ciemne włosy, w których
                                                    usilnie starasz się ukryć swą pełną łez twarz, by ukryć się przed samym sobą.
                                                    Lecz ja wiem, że chciałbyś uciec stąd jak najdalej i pobiec do tego
                                                    tajemniczego lasu i biegać, biegać dookoła drzew, dotykać ich szorstkich gałęzi
                                                    twymi delikatnymi palcami, obejmować konary i krzyczeć, krzyczeć z całej siły,
                                                    byle jak najgłośniej, by wszyscy cię słyszeli, by obudzić zaklęte w drzewach
                                                    dusze magicznych istot, by przykuć uwagę budzących się kwiatów, by zwrócić
                                                    uwagę wszystkich zwierząt zamieszkujących ten las, a wszystko po to, by ból
                                                    rozdzierający twą duszę ulotnił się niczym zdmuchnięty przez wiosenny wiatr
                                                    pyłek z kwiatka...
                                                    Ale czy wspomniałam o tym, że jesteś niemową?
                                                    Ale udziel mi twego głosu, udziel mi części swej duszy, by mogła godnie
                                                    opowiedzieć twą historię, która może poruszy niejedno wrażliwe serce.

                                                    koniec cz.II
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 20:29
                                                    jd- pierwszy śnieg dotarł i do Krakowa, naocznie go podziwiałam, ale wcale nie
                                                    byłam zadowolona, kojarzy się z trunością jazdy i narzekaniem.
                                                    Ale mimo to i mimo takich warunków dotarł do mnie pies Cezar z panem. Cezarek
                                                    kupił sobie prince a pan coś na rozgrzewkę. I wszystko byłoby normalne gdyby
                                                    nie to, że za Cezarkiem stała dziewczyna bacznie wszystko obserwując.
                                                    Kiedy Cezarek szybko i zadowolony wyszedł, dziewczyna niezdecydowana mówi- coś
                                                    bym dobrego zjadła, co ja szybko jej odpowiedziałam - piesek wybrał prince
                                                    polo, a ty co ? - ja w odróżnieniu od pieska wezmę snickersa i śmiałyśmy się z
                                                    pieska.
                                                    A jeszcze musze wam napisać wejście Cezara z panem - wchodza do sklepu pomału,
                                                    dostojnie z rozmową na ustach, najpierw gadka- szmatka, póżniej zakup wódeczki,
                                                    schowanie jej przed Cezarem gdzies w głąb kurtki i następuje odwrót.
                                                    Ale, że pies sie nie rusza więc pan wraca kupuje prince, wkłada psu do pyska i
                                                    jakby wcześniej nie zapłacił to już by nie zdążył zapłacić , bo pies biegiem
                                                    leci do domu porywając na smyczy pana. Ja już chyba o tym pisałam, ale ta para
                                                    staje się już codziennością.
                                                    Inny znów chowając buteleczkę nerwowo, a ja go uprzedzam by sobie nie rozbił
                                                    odpowiada mi - jak górale mówią, niech sie chałupa spali, niżby miało się to
                                                    rozbić. Twardzi górale, musze dla nich sprowadzić Watrę. Wiecie co to jest -
                                                    herbata góralska - też dobra.
                                                    Wczoraj miałam trudny dzień, starałam się nie grzeszyć, szkoda, że was nie było.

                                                    Zakończmy z tą masłowską, przechodzimy do gadki w jej stylu, a nie taki chyba
                                                    nasz tu zamiar, by promować tego typu dialogi. Pierwsza przepraszam , za
                                                    napisanie wulgarnych słów, chowam miecz. Sami widzicie i macie przykład jak
                                                    działa wypromowana książka. Myślę, że zmądrzelismy trochę i na dowód zgody
                                                    literackiej - i myslę , że zgodzisz sie ze mną brzoza przy najblizszym
                                                    spotkaniu , kiedykolwiek będzie wręczymy jd w prezencie po książce masłowskiej
                                                    z naszymi dedykacjami . Tak wielka kolekcja tej właśnie książki
                                                    usatysfakcjonuje jd i z jej przesytu słów może się zniechęcić do niej.
                                                    Jutro targi książki , mam zamiar iść, czy pójdzie teściowa to nie wiem ?





                                                  • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.10.03, 20:56
                                                    Rita, wynika mi z tego co piszesz, że ciągle nie masz w sklepie grześków w
                                                    czekoladzie. Pownnaś to szybko naprawić.
                                                    Poemat jest w stylu Pauliny i Maeterlincka.
                                                    Swoboda i bogactwo języka nie pownno uciekać od terminologii pieprznej,
                                                    oczywiście nie dewaluując jej przez nadużywanie, co chyba - to ostatnie - do
                                                    nas się nie odnosi. A do Kosińskiego to co napisaliśmy z brzozą pasuje jak ulał
                                                    i wyraża raczej podziw niż potępienie.
                                                    Chwin był w tym jury i dbał na pewno o to, by nie dostała Dorota lub Walicki,
                                                    tylko tan bardzo taki sobie Rymkiewicz.
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 21:11
                                                    zgadzam się całkowicie, ale tak sie składa, ze temat masełka jest nieskończony,
                                                    a to z tej przyczyny, że w Przekroju jest jej d ..... felieton, nie do czytania
                                                    i nie wiem o czym on był. Z tego też tytułu nie kupie już przekroju. Ale też
                                                    coś jest z Polityką gdzie głównym aktorem był Pilch, a tu w ostatniej - nie ma
                                                    go, pełne dla mnie zaskoczenie. Już ostatnio miał denny artykuł.
                                                    Ogromnie sie cieszę z tych targów książki, o których bym zapomniała, gdybym nie
                                                    zobaczyła w Kronice Lema i innych, szczególnie wojują teraz poeci - jakiś Baran.
                                                    To już rok jd - pamiętasz , w tamtym roku żyłam spotkaniem Pilcha, a poznałam
                                                    się z Beksińskim, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Nie mogę sie doczekać
                                                    tej wycieczki.
                                                    Mam nadzieję , ze teściowa zostanie w domu, bo Paulina zapowiedziała sie na
                                                    wycieczkę i będę ją obserwować i jej zainteresowania. A dorota oczywiście jest
                                                    na konwencie fantastyki z Lemem w Krakowie - jak widzisz, zaczyna coś sie dziać.
                                                  • Gość: rita Re: wino humanistyczne IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 22:21
                                                    Z wykształcenia filozof (California Standford University), także historyk
                                                    sztuki i muzyki, wypuścił już 30 roczników wspaniałych win, w ostatnim
                                                    dziesięcioleciu dochodząc do absolutnej niemal perfekcji. W przeciwieństwie do
                                                    większości amerykańskich winiarzy Draper nie postawił na nowoczesną
                                                    technologię, lecz na metody, których uczył się z XIX-wiecznych podręczników.
                                                    Dlatego jego wina dalekie są od bezmyślnej muskularności wielu kalifornijskich
                                                    cabernetów, obfitują w niuanse, głębinowe smaki, słowem - w humanistyczną
                                                    treść.
                                                    Podobne w stylu są wielkie wina Warrena Winiarskiego. Ten Polak z pochodzenia,
                                                    urodzony w Chicago, zasłynął cabernetem StagŐs Leap Wine Cellars Cask 23,
                                                    którym wygrał legendarną degustację komparatystyczną francuskich i
                                                    amerykańskich win w roku 1976. Winiarski, filozof po fachu (St. JohnŐs College,
                                                    Croce Institute, University of Chicago), Leszek Kołakowski kalifornijskiego
                                                    winiarstwa, ma predylekcję do subtelności w winie, do delikatności
                                                    nietłumionych technologicznym ekstraktem. Czy są to humanistyczne wartości?

                                                    oto artykuł z Przekroju o winach humanistcznych , których jestem zwolenniczką -
                                                    czytam naklejkę i opis wina i oceniam filozoficzno-humanistyczną treść, od tego
                                                    zależy smak wina, jaki mu wmówimy, a to jest sztuka - popatrz jaki artykuł na
                                                    czasie, masełko przy niem leży całkowicie bez picia, bo jeszcze bym ją
                                                    zrozumiała gdyby tak była w stanie wypić do lustra całego szampana :)

                                                    a o targach to jutro, będę bacznie obserwować i napewno sobię coś kupię - idę
                                                    bez celu, kogo spotkam, niech będzie to dla mnie zaskoczeniem, oby miłym.
                                                    jd- a ty potrafisz opisać smak wina ????????
                                                  • Gość: rita Re: Dla uspokojenia IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 26.10.03, 20:58
                                                    -Cześć.
                                                    -Cześć. To znowu ty. Kim ty właściwie jesteś?
                                                    -Twoim przyjacielem.
                                                    -Ale ja nie mam przyjaciół.
                                                    -Bo ja jestem nikim.
                                                    -To tak jak ja. Przynajmniej tak na mnie mówią. Nikt. Czy bycie nikim to to
                                                    samo co bycie zerem? Bo pani w szkole mówi, że zero jest wtedy, gdy nic nie ma.
                                                    Chyba jesteśmy zerem. I jak liczby ścierają nas z tablicy, by o nas zapomnieć.
                                                    Nie nękać swych sumień.
                                                    -A może to oni są zerem? Bo my mamy siebie, nasz świata nieskażony brudem tej
                                                    rzeczywistości.
                                                    -Znów chcesz mnie tam zabrać, prawda? Przychodzisz do mnie i prowadzisz TAM...
                                                    Bezlitośnie wyrywasz mnie ze szponów tego świata. Czy jesteś tym światłem w
                                                    mroku, o którym wszyscy mówią?
                                                    -Nie wiem, wiem, że jestem NIKIM. Chodźmy, już pora.
                                                    -Ale ja się boję... Jak ojczym się znów dowie, to znów będzie krzyczeć, i
                                                    krzyczeć i uderzać. A to tak boli.. I będzie mnie zmuszał groźbami do kłamstw,
                                                    że spadłem z drabiny.
                                                    -Przecież jesteśmy niczym. Jak można uderzyć nic?
                                                    -Najwyraźniej wtedy, gdy jestem bity, staje się czymś.
                                                    -Chłopcem do bicia.
                                                    -To chyba bycie czymś, prawda? Ale czy to lepsze od bycia niczym? W każdym
                                                    razie boleśniejsze fizycznie...
                                                    -Zatem chcesz zrezygnować z chwilowego szczęścia, zapomnienia, gdyż boisz się
                                                    tego, co może nastąpić, ale nie musi? Zresztą, widziałem dzisiaj twojego
                                                    ojczyma, wrócił pijany, śpi jak zabity, nie zauważy... Chodź ze mną, mój
                                                    przyjacielu, wspólnie rozpłyniemy się w słodkim Zapomnieniu...
                                                    -Dobrze, idę z tobą. Chcę zapomnieć. Jak w ogóle masz na imię?
                                                    -Tackie. A ty?
                                                    -Nie wiem. Nigdy do mnie nie mówią po imieniu. A nie pamiętam, jak moja świętej
                                                    pamięci matka mnie wołała... Ale wszyscy zawsze wołają: Milczek, Debil, Czubek,
                                                    Psychol, Świr... Wybieraj.
                                                    -Niech będzie Milczek. Chodźmy Milczku!

                                                    koniec cz.III
                                                    teraz piszę o targach, mam tak dużo do pisania , ze nie wiem .......
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 26.10.03, 21:08
                                                    od czego zacząć ? - może od tego, że wpadła mi dziś gazeta i na pierwszej
                                                    stronie zdjęcie Pilcha rozdający autografy - tytuł artykułu - Ręce bolące od
                                                    autografów - nie wierzę, był, był Pilch w sobotę, a ja o tym nie wiedziałam,
                                                    zaspałam sobie Targi, czytam dalej i co sie dowiaduję, że dziś targi są do
                                                    godz. 15, a ja mam sklep do 14.00 - zamykam szybko, a tu jeszcze znany mi
                                                    klient, którego nie mogłam zbyć, błyskawiczna obsługa i lecę do domu wołać
                                                    Pauline, a tu niespodzianka, ona woła, że kma referat do napisania i nie może
                                                    iść. Myślę sobie to ja też nie pójdę i słysze głos męża - jedż sama i chyba na
                                                    to hasło czekałam - zabrałam sie jak stałam, kasa, kurtka i odjazd. Szybko
                                                    jechałam, bo to na drugi koniec miasta i dojechałam, parking i bieg do wejścia
                                                    i widzę , nie jest tak żle , kolejka za biletami kilometrowa, wiec stanełam i
                                                    spokojnie już czakam, a tu dochodzi do mnie facet i niec nie mówiąc pokazuje na
                                                    gazetę wyborczą i mi daje, innym też pokazuje gazetę ale ja oczywiście
                                                    zrozumiałam o co mu chodzi, chodzilo mu o to , że w gazecie wyborczej jest
                                                    bezpłatny kupon na który mozna wejść i pytam sie głośno faceta jak rozumuję - a
                                                    on potwierdził kiwaniem głowy, więc szybko podeszłam do bramek i na to
                                                    ogloszenie mnie wpuścili i tak oto znalazłam sie na terenie Wielkich Targów.
                                                    cdn
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 26.10.03, 21:31
                                                    I co sie ze mną stało - to lepiej nie pisać - ogrom książek i stoisk mnie
                                                    zabił i zabił moją pamięć, już nie wiedziałam po jaką ksiązke przyszłam ,
                                                    zapomniałam wszystkich autorów i czułam się jak mrówka w gnieżdzie - tłumy,
                                                    tłumy i jeszcze raz tłumy. Pierwsze stanowisko było Gazety wyborczej i pełne
                                                    zaskoczenie dostaję za darmo książkę Grocholi - coś na gwiazdkę, stare
                                                    widokówki Krakowa, jakieś płytki. Brakowało mi przy boku pauliny, ona
                                                    wiedziałaby gdzie i jak sie poruszać, a ja zaczełam błądzić. Chodzę między
                                                    stoiskami i gubię się, całkowicie, taka sierotka w krainie czarów, jeszcze
                                                    zbytni nie ubrana, błądząca stara owca, fraktycznie artystka wsród artystów.
                                                    Widzę nagle jakiś tłum i ogromną kolejkę, czytam wywieszkę Maleńczuk, coś o nim
                                                    słyszałam, widzę książkę jego , kupiłam, przeglądłam i poszłam dalej, wcale nie
                                                    myślałam o autografie. Idę sobie dalej, idę i coraz bardziej myśle co by tu
                                                    kupić, przecież musze cos kupić. Wreszcie doszłam do stoiska, gdzie było pusto,
                                                    a siedziała pani w moim wieku i spytałam się jej - proszę pani co by pani
                                                    poleciła mi kupić, całkowicie sie już pogubiłam i ona grzecznie poleciła mi
                                                    Donalda Barthejma - 40 opowiadań - skusiłam się i zdajesie będzie to dobra
                                                    pozycja do czytania.
                                                    jd- nie dziw się, czułam sie tam jak chodzący nieuk tak chodząc i bardzo
                                                    tęskniłam za pauliną, szczególnie jak zobaczyłam samotnie siedzącego
                                                    Maleńczuka, już po tłumie, to sobie pomyślałam fajnie by było być z pauliną, co
                                                    ja powiem , jak powiem o dedykacji, kiedy facet młody obstawiony gorylami, ale
                                                    też sobie myślę, raz kozie śmierć podejdę i poproszę o autograf z pustymi
                                                    rękami nie wrócę. Podeszłam i poprosiłam o ten autograf:
                                                    - kogo mam wpisać - spytał Maleńczuk
                                                    - proszę wpisać - dla olsztyna - mowię
                                                    - dla olsztyna ? - odpowiedział zdziwiony i goryle też
                                                    - tak jest dla Olsztyna prosze napisać
                                                    i on pisze mówiąc głośni i ten czerwony długopis skrobie po kartce, a on bardzo
                                                    długo coś rysuje , bo jego podpis imienny to jakaś skomplikowana figura
                                                    geometryczna
                                                    w miedzyczasie zapytuję się jego czy mogę zrobić mu zdjęcie, a on wstaje i
                                                    mówi - uprzejmie prosze , tylko nie zdjęcie, ja tak tego nie lubie
                                                    - świetnie , w takim razie nie wyciągam aparatu z torebki, a on , dopisze
                                                    jeszcze dla olsztyna , że od krakowa - no i tyle przygód , jestem dumna ze
                                                    swojej odwgi i ten olsztyn chyba zostanie mu w pamięci - prawda ?
                                                    Wogóle jestem po wrażeniem, oglądam książki i cieszę sie z wycieczki.
                                                    Kupiłam jeszcze
                                                    poezję Józefa Barana - wyprawa po zlote runo
                                                    Wiktora Pielewina - mały palec buddy
                                                    listy Zbigniewa Herberta
                                                    i 40 opowiadań
                                                    a Walickiego nie było w sprzedaży, patrzyłam , jak i Moskwy Pietruszki
                                                  • Gość: jd Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.aster.pl / *.acn.pl 26.10.03, 21:54
                                                    Nie jestem szczególnie dobry w winach i smakach wina, ale po maleńkiej gorzkiej
                                                    podjąłbym się opisu.
                                                    Masz sporo szczęścia do niespodziewanych facetów.
                                                    Najwyraźniej targi to była ogromna impreza, na której nie sposób się nie
                                                    pogubić i nie dostać bólu głowy po 15 minutach. Ja z tego powodu prawie nie
                                                    chodzę w Warszawie na takie imprezy, choc pewnie tracę jakieś korzystne okazje.
                                                    Niechaj ci sie spodoba to, co kupiłaś.
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 27.10.03, 20:52
                                                    Maleńczuk jak sie dziś dowiedziałam jest jednym z jury IDOLA , ale skąd mam to
                                                    wiedzić, oprócz tego spiewa w Pudelsach, których nie znam.
                                                    Nie jest zbyt lubiany ponieważ jest bufiasty, co bym się zgodziła, wydaje mi
                                                    sie , że nie lubi się usmiechać , a więcej szpanuje. Ale niech se taki będzie.
                                                    Beksiński jest u mnie na pierwszym miejscu za uprzejmość i grzeczność jak z
                                                    niego biła.
                                                    Dziś wreszcie tenis - to jest to co potrzebuję w tym zasiedziałym domu. Miałam
                                                    w rękach książkę Samotność w sieci - była na targach, ale nie byłam zdolna ją
                                                    kupić, zresztą ta ksiązka jakby mówiła do mnie, żeby ją nie kupować.
                                                    Problem nie jest w samotność w sieci, ale problem jest samotności w domu, czyli
                                                    druga strona medalu - dlaczego ?
                                                    Niech to będzie pytanie retoryczne. Jak się wydaje to nie jest tylko mój
                                                    problem, ale wielu ludzi przesiadujących w fotelach na tym samym miejscu co ja,
                                                    to już jest problem ogólnoswiatowy.
                                                    Właśnie, gdzie te czasy kiedy wszyscy sąsiedzi zsiadywali się na tarasach i do
                                                    księżyca rozmawiali i mieli o czym, te długie sąsiedzkie pogaduszki na ławkach.
                                                    Zmieniły to telewizory, a teraz komputery - jesteśmy świadkami przechodzenia do
                                                    innej ery i innej cywilizacji.



                                                  • brzoza Re: Łza komsomołki i nie tylko 27.10.03, 21:17
                                                    rita - nie przejmuj sie tym Pilczem. On ejszcze wróci do karkowam nie raz i
                                                    nie dwa. Jeszcze go spotkasz. Myslę zrestza, że nie bedzie Ci on snu z powiem
                                                    spędzał.
                                                    Teraz przyznam uczciwie i bez bicia - nic nie wiem o książce Maleńczuka (znam
                                                    jedynie z opowieści, tej edycji Idola nie śledzę, w poprzedniej zas miałam
                                                    niezłą zabawe razem z córką). Niestety, także nic nie wiem o 40 opowiadaniach
                                                    Donalda Bartheima. Szkoda, moze powinnam. Rita, przeczytaj, opowiesz. Ty
                                                    potrafisz opowiadac jak nikt, masz dar narracji, juz dawno Ci to mówiłam.
                                                    Powinnaś sama zacząć pisać.To żaden problem, wystarczy nieco odwagi i dużo
                                                    wolnego czasu. Wiem, z tym gorzej, ale pomysl nad tym.
                                                    Dobrze, że nie kupiłas Samotności w Sieci. Nie sądze, aby Ci sie spodobało.
                                                    Oczywiście kazdy sądzi według siebie, ale dla mnie ów Wisniewski w żadnym
                                                    fragmencie książki nie jest przekonujący, wymyślił, wykreował coś, a potem
                                                    kazał nam uwierzyc, nie wierząc zrestzą samemu. Czysta komercja.
                                                    A samotność? Cóż, to oddzielny temat, jak rzeka, jak tysiąc rzek. Kazdy ma inną
                                                    samotność, dla każdego to inna bajka. Ale ból pewnie jest ten sam.
                                                    Nie zaczynajmy tego tematu na wszelki wypadek, bo nigdy nie skończymy.
                                                    --
                                                    brzoza
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 27.10.03, 21:27
                                                    temat samotności zainspirowała mi kuzyneczka wdówka, która tak boleje nad
                                                    smotnością, chociaż przetłumaczyłam jej , że samotność mężatek jest gorsza od
                                                    samotności wdówki - urywam ten temat, faktycznie ognisty i ogromnie dyskusyjny,
                                                    ale piękny temat, można lać wodę i puścić wodze wyobrażni.
                                                    Mam tak teraz dużo książek, że dziś zastanawiałam się od której zacząć i tak
                                                    jak mówisz te 40 opowiadań może być fajne , bo pierwsze zdanie było fajne.
                                                    A tak o niej pisze " książka bawi, śmieszy, smuci, daje do myślenia, a przede
                                                    wszystkim cieszy - dzięki literackiej doskonałości.
                                                  • Gość: rita Re: Łza komsomołki i nie tylko IP: *.biezanow.sdi.tpnet.pl 27.10.03, 23:11
                                                    tak wtenczas rozkwitało życie sąsiadów, nie tak jak dziś , kiedy sąsiadów
                                                    wogóle sie prawie nie zna, jedynie zostało powiedzieć dzień dobry, a i to
                                                    zanika, moje córki wogóle nie znają sąsiadów i nie chcą znać żyjąc w innym
                                                    świecie. A my starsi i teściowa wspominamy te rozmowy - a, pamiętam jak na
                                                    tarsie siedzieliśmy z tymi i tymi i długo rozmawialiśmy. Jedynie dobrzy
                                                    sąsiedzi to tocy których łączy łza komsomołki lub ogniesta woda - dla tego
                                                    płynu moga sobie siąść na ławeczce lub gdzieś na uboczu. Ja też pamiętam jak
                                                    zaprosili mnie w Olsztynie sąsiedzi na obiad i ja taki obciach im zrobiłam, że
                                                    była to ostatnia moja wizyta. Otóż jedlismy wszyscy wspólnie zupę, pamiętam
                                                    pomidorową z ryżem i ja parskłam w pewnym momencie śmiechem rozpryskując tą
                                                    zupę i ryżem po wszystkich biesiadujących. Czy to był ubaw , czy nie ale
                                                    ogromny obciach w moim zachowaniu - jak to wspomne to parskam ze śmiechu.

                                                    Ale - wiesz co jd - dziś tomek zapomniał rakiety i trening tenisowy ujego
                                                    oczywiście sie nie odbył. Tak to sie dzieje kiedy ma treningi w klubie i nie
                                                    panuje nad kontrolą rakiety. Przyzwyczajony , że to ja nosiłam te rakiety.
                                                    Za to daria jest już tenisistką i trudno jest teraz opisywać grę, teraz można
                                                    opisywać mecze jak tylko sie będą odbywać . W każdym razie trenujemy.
                                                    Dzis paulina padła ze zmęczenia i poszła spać dlatego pozwoliłam sobie na
                                                    dłusze siedzenie, ale juz idę spać.
                                                  • brzoza Re: Łza komsomołki i nie tylko 28.10.03, 18:50
                                                    Na "mojej" wsi nikt nie ogląda telewizji, nie czyta książek, gazet, nie ma
                                                    kompuetra, że nie wspomne o internecie (no, może jakies jednostki, ale jeszcze
                                                    nie wszystkich poznałam).
                                                    I gdy juz jest po robocie - krowy przyprowadzone i wydojone, po obiedzie
                                                    pozmywane itp, wszyscy wychodza przed domy i siadają na ławeczkach z widokiem
                                                    na droge. A musicie wiedziec, ze nie wszystkie domki mają swoje laweczki. Tylko
                                                    te znaczniejsze, gdzie gospodzarze sa lubiani, cenieni, szanowani.
                                                    I tak siedza sobie az do wieczora, co chwila ktos przychodzi, a ktos inny
                                                    odchodzi (zupełnie jak w pokojach na czacie). Gadają na tych ławeczkach o
                                                    wszytskim - o tym, ze Wróblewskim cielak zdechł w nocy, a Stachowi koń sie
                                                    ochwacił. O tym, ze sklepikarz zżyna z miejscowych, bo to jedyny sklep w
                                                    okolicy, a do tego on jest radnym, więc mysli, że moze dowolnie ceny ustalac. I
                                                    o tym, jak dawac kościelnemu w niedziele na tacę, zeby nie widział ile sie
                                                    daje, bo nowy proboszcz to ostatnia koszule z parafian chce zedzrzec, taki jest
                                                    pazerny.
                                                    W żadnych gazetach, których tony wyrzucam lub oddaje każdego tygodnia, nie
                                                    przeczytam tego, o czym oni mówią. I nigdzie nie czułam podobnej atmosfery.
                                                    --
                                                    brzoza