Dodaj do ulubionych

Zrozumieć politykę naszych elit

    • Gość: jothagie Popróbujmy Palikota! IP: *.dynamic.mm.pl 05.06.11, 22:13
      zamknięty
      Doszliśmy do sytuacji, kiedy mamy dosyć PO. Mamy dosyć PiSu - religianta i broń nas Bóg przed SLD. Z wszystkich znienawidzonych jest jednak coś do „wzięcia”. Czy możliwa jest laicka synteza? Nie sądzę. Popróbujmy więc Palikota. Wszyscy, oprócz Kościoła, mogliby być zadowoleni. A i z tym Kościołem nie jest aż tak źle – po prostu, inaczej zdefiniujemy dla niego normalność. Wyprowadzimy go z Państwa, uczynimy go obowiązkiem ludzi wierzących (podatek kościelny). Będzie to organizacja podobna Kościołom w cywilizowanym świecie. Niech rządzi się sam, ale swoimi środkami i niech inni nie mają wrażenia, że z ich podatków utrzymuje się coś, co obraca się przeciw nim – państwo kościelne kojarzy się ludziom podobnie jak państwo policyjne i z tym trzeba skończyć. Caritas niech również uczestniczy w podziale dotacji na równi z innymi organizacjami, ale niech konkuruje kosztem usługi. Działalność gospodarcza Kościoła, jeśli taka będzie dopuszczalna, niech będzie prowadzona przez Rady Parafialne. I wszyscy muszą płacić podatki na jednakowych zasadach, a duchowni maja być widocznie równi wobec prawa, jak wszyscy obywatele. To elementarz tej normalności. Na razie dalej obowiązuje apel, by Kościół sam sobie przykrócił przywileje...
      Zwróćcie uwagę na cichą „nowość” w testamentach (od przyszłego roku) – zapis windykacyjny. Cichą, bo na dyskretny podszept Kościoła. „Nowość”, bo to już było i przez to Kościół stał się posiadaczem „spadkobiercą” olbrzymiego majątku. Od nowego roku można dzieciom pokazać środkowy palec a wszystko lub część zapisać komukolwiek, np. Kościołowi. Zobaczycie, co będzie – do umierającego przyjdą święte oleje a z nimi notariusz. Skąd ja to znam? Z rodzinnych pamiętników...
      A może nie próbujmy! wiadomosci.onet.pl/kraj/powazne-klopoty-partii-janusza-palikota,1,4253591,wiadomosc.html Jeśli okaże się, że jest to prawda to znaczy, że nie będziemy próbować a ja będę przepraszał, że namawiałem do zaufania. Jeśli okaże się to prawdą, przy sensownym założeniu, ze Palikot nie jest głupim politykiem i wiedział, że trzeba takie sprawozdanie złożyć w terminie, to znaczy, że jest to przemyślane, a wtedy skieruje swoich sympatyków na coś innego. I tak rzeczywiście się stało. Jeśli byłoby inaczej, to odradzałbym z równym przekonaniem, jak do tej pory zachęcałem. Taki już jestem, że błędów nie wybaczam, mimo ogromnej sympatii. I to tyle na wypadek... Ale nie widzę przewrotu ani uniku w poczynaniach Palikota i dlatego dalej zachęcam – korzystajcie Państwo z szansy unormalnienia tego kraju. Nie kierujcie się pruderią przekupki, która niby to wystraszyła się na widok pistoletu i penisa. W dodatku żelowego...
      Koniecznie muszę się wytłumaczyć z tego, co powiedziałem wyżej, a mianowicie, że ze wszystkich znienawidzonych (partii) jest coś do „wzięcia”. Tak rzeczywiście uważam, choć ten zabieg należy stosować rozsądnie i wg osobniczych możliwości. Przykładowo, co już wielokrotnie sygnalizowałem, J. Kaczyńskiego cenię jako człowieka idei i analityka. Niestety, po „złożeniu”, całość jest ona nie do przyjęcia. Również przeniesienie tego na kogoś innego nie jest możliwe, bo to bardzo osobnicze cechy. Przypomina mi to nieudany zabieg „złożenia” wizerunku idealnej kobiety (lata bodajże 70te) z indywidualnych cech podziwianych pań. Wyszedł potworek a w dodatku aseksualny. Jaki więc wniosek? Czekamy na indywidualność polityczną. Rzecz w tym, że czekając trzeba być otwartym na nowe, bo np. Palikota postrzegamy tylko z punktu widzenia obecnych „przywódców”. W takim aspekcie to on nie ma szans wybić się na indywidualność i wyjść z kręgu happenerów, a my nie mamy prawa do kogoś innego, jak Tusk, Kaczyński, Napieralski i Pawlak. Trzeba więc się zdecydować, czy chcemy zmiany w polityce, czy zadowala nas ten grajdoł z ewentualnym wyborczym przesuwaniem punktów ciężkości. To będzie przysłowiowe mieszanie herbaty bez dosypywania cukru. Dieta dobra, ale wiadomo, że bez cukru mózg człowieka nie pracuje prawidłowo... Gdy już jednak pobierzesz porcje tego cukru, to dochodzisz do słusznego wniosku: Nie kop żadnej partii, bo się spocisz.
      P.S. Mam niezbyt pochlebne zdanie na temat premiera Tuska. Przytkało mnie, co o nim powiedziała A. Mucha, że to już nie wystarczy, że "nie ma syfu pisowskiego"... Także M. Wiśniewski zrobił na mnie wrażenie swoim „QWA, gdzie ja żyję?". Nade wszystko jednak dogłębnie rozważam słowa Hołdysa: www.fakt.pl/Szokujace-slowa-Holdysa-Jaroslaw-Kaczynski-jest-chu-,artykuly,100858,1.html. Wbrew przeważającej opinii nie mam pretensji do premiera o „niedopięte guziki” dziennikarki, ale to tylko dowód, że traci kontrolę nad sobą. To dobry powód, żeby z premiera stać się doradcą. A tak zupełnie po cichu, obserwuje i sam wyrabiam sobie zdanie. Do obserwacji poszukuję kompanów, typu; Andrzej Stasiuk, „Wprost” 17/2011 (1472) Niech się święci czarny baran!
      Eh Wy Politycy! Potraficie obrzydzić życie... To Wam zawdzięczamy to, że każdy z nas może stać się Kaczyńskim, Tuskiem, Napieralskim, Pawlakiem. Zbyt ostro i zbyt długo trwa to pogłębianie koryta, żebyśmy mogli szlachetnieć. Dlaczego nie szanujecie tego, że przynajmniej niektórzy z nas chcą być sobą? Dlaczego łamiecie standardy ludzi aspirujących do porządnego życia?
      • privus Re: Popróbujmy Palikota! 05.06.11, 22:50
        zamknięty
        Jestem zdecydowanie za. Przez 20 lat kolejne ekipy karmiły swoją egzystencję obiecankami psując nawet to, co zostało zrobione w pierwszej połowie lat 90-tych kpiąc sobie wprost z wyborców. W tym konglomeracie Palikot jest jedynym człowiekiem uniezależnionym od układowej kasy sejmowej i nie musi dorabiać się na stołkach mamiąc mirażami opinię publiczną. Jest rzeczą oczywistą, że w takim układzie spotka się z wieloma przeciwnościami układowymi żyjącymi wyłącznie z aktualnego status quo, poza którym praktycznie nie istnieją i nie mają nic konkretnego do zaproponowania. Przecież od lat poza waleniem z liścia, żadna z obecnych sił politycznych i parlamentarnych nie była w stanie przedstawić żadnego realnego programu a godzenie się na awantury organizowane przez układ Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu w oczekiwaniu na reakcję społeczną nie może napawać żadnym optymizmem. Jeżeli tej stęchlizny w zamkniętych komnatach nie przewietrzy Palikot, to kto to zrobi???
        Znowu będziemy czekać na jakieś kolejne pospolite ruszenie, które zmiecie ten układ???

        --
        Nie mylcie zwykłych odruchów serca poczciwych i na ogół dobrych ludzi z cyniczna polityką ich władz.
    • Gość: jothagie Wróciłem z zieleniną, ale nieco podeptany IP: *.dynamic.mm.pl 07.06.11, 20:32
      zamknięty
      Wróciłem ze wsi i mam następny problem do przemyślenia. Rola religii w cementowaniu społeczności wiejskiej, przy czym „cementowanie” rozumiem i pozytywnie jako jednoczenie i negatywnie, jako przeciwieństwo do uaktywniania. Niestety, religia na wsi nie pełni już funkcji więzi czysto religijnej, jak w źródłosłowie – „wiązać”, „wybierać powtórnie”. Kościół we wsi (być może, tylko w tej wsi) jest siedzibą starego porządku, lekceważonego przez wielu. Jest już tylko ostoją strachu. I wbrew pozorom, nie o piekło tu chodzi. Chodzi o strach przed wykluczeniem i strach przed obcym. To jeszcze działa. Dowiedziałem się, że jest kilka zabobonnych kominów, ale większość chodzi do kościoła i poddaje się praktykom religijnym, bo nie chcą urządzać draki i nie chcą znaleźć się poza jedyną funkcjonującą wspólnotą. Wcześniej czy później to jednak wybuchnie. Księża czują „pismo nosem” i poszli na zastraszanie. A to, że miastowi ich wykupią, że Niemcy wrócą, że Unia coś przeciw nim wymyśli, że „będziecie jak ci kociarze” (Świadkowie Jehowy). Sam słyszałem! A przecież nic tak nie jest straszne, jak brak możliwości napicia się alkoholu, czego to zacne wyznanie nie może. Kościół straszy ten ciemnogród, bo tego właśnie ludność boi się najbardziej. O piekle i potępieniu mówią: „bzdura”, ale każde słowo o zagrożeniu ich ziemskiej egzystencji jest słuchane bardzo dokładnie. I księża na tej wsi to wykorzystują niemiłosiernie. Nawet „zaraza niemiecka to też wynalazek dla naszego zniszczenia”. Wykorzystywane jest to również politycznie – przeciw partiom „obcych moralnie elementów”. Tworzy się atmosfera, że nawet człowiek wykształcony, mój gospodarz przykładowo, zaczął wątpić. „Cholera wie, a może księża mają rację, tym bardziej, że w tej polityce, to jedno wielkie kłamstwo”. A gdy rozmawialiśmy o beatyfikacji JP II to mówił, że „to straszny cyrk”. Jak to potrafi się zmieścić w jednym wykształconym człowieku. Po prostu uboczny skutek źle krzewionej religii – zabobon. Po prostu czysta propaganda (propagare – z łaciny – krzewić). Coś mi się jednak wydaje, że to już końcówka przemożnego działania zabobonu, bo już dzieci gospodarza buntują się na każdym kroku. Młode pokolenia stają się sceptyczne, obojętne, na własny użytek myślą racjonalnie, a w wielu przypadkach są nawet wrogie zabobonowi. Zobaczymy po wynikach wyborów, a szczególnie po rezultacie Palikota, w jakim kierunku to pójdzie. Wieś dobrze wie, kto to jest Palikot i wbrew uczonym opiniom wcale nie kojarzy go z pistoletem i penisem. Na wsi dobrze jest oceniana zapowiedź ukrócenia samowoli duchownych. Wieś nie boi się, że ukróci to wolność wierzących: „Za komuny byliśmy wolni w sensie religijnym, to i teraz ograniczenie nas w tej sprawie nie jest możliwe”. Wieś więc dobrze główkuje, ale podatna jest nastrojom, jak to w jedynej wspólnocie bywa i trudno przewidzieć, co ostatecznie urodzi, w postaci decyzji wyborczej. Dziwię się zresztą, że na wsi można porozmawiać o Palikocie, w mieście również, a jego wyniki sondażowe są podawane w granicach 0,5%. Coś tu nie gra i ktoś tu pełni rolę wodzireja w tej ludycznej zabawie.
      Przyznam, że zastanowiło mnie to, ale wpisuje się w moje domniemania: ttp://wiadomosci.wp.pl/kat,1347,title,Zaskakujace-wyniki-badania-Polacy-wola-to-od-Kosciola,wid,13479405,wiadomosc.html?ticaid=1c701 Wg badań Kościołowi ufa 36% Polaków. Jeśli zważy się fakt, że wśród ufających Kościołowi (w sensie politycznego wpływu) są również ludzie niewierzący , to te szeregi wierzących bardzo stopniały. Czy nie czas na rzeczywisty rozdział Kościoła od Państwa? Czy nie czas na odstawienie Kościoła od pieniędzy budżetowych, na które składa się całe społeczeństwo? Czy ktoś poza Palikotem i jego zwolennikami to rozumie? Bardzo mnie ten problem nurtuje, chociaż powiem szczerze, że gdyby to chodziło o Kościół Protestancki (dowolny z nazwy), który w pewnym sensie podziwiam, to powiedziałbym, że podobnie jak za komuny, stać nas na utrzymanie narodowej drużyny piłkarskiej, na służącą dla premiera Rakowskiego (pamiętacie, jak publicznie powiedział, że stoi w kolejkach po produkty żywnościowe), na utrzymanie nierobów w komitetach partyjnych, na opłacanie Wyższej Szkoły Nauk Społecznych, itp. Pozostaje tylko jedno drobne pytanie: po co, jeśli to wszystko może istnieć na zasadach komercyjnych i będzie obciążać tylko „kibiców”?
      P.S. Pewien doktor nauk społecznych stał się odkrywcą dwóch jednostek chorobowych w zakresie chorób społecznych, a mianowicie: Choroba wściekłych moherów – całkowity brak wątpliwości; Choroba wściekłych trolli – lekceważenie wątpliwości. Pasuje to do mojego odczuwania problemów społecznych. Zapał rozsądnego zaangażowania ostyga z powodu zacementowania jedynie słusznej racji, a wcześniej jest zżerany przez wyciszanie wątpliwości. To wątpliwości są oznaką rozwoju – pewność usypia i degeneruje. Zapytałem jednak doktora, czy swoim studentom już o tym powiedział. „Nie, takich ustaleń u nas się nie podaje do wiadomości publicznej” - odpowiedział. Czyli mamy i trzecia jednostkę chorobową – strach przed prawdą. I to dopiero może nas wykoślawić...
      A propos tytułu wpisu... Zajadam się przywiezioną wiejską sałatką, wyhodowaną pod folią i doceniam smak warzyw uprawianych na własne potrzeby. Dobra oliwa jest jedynym dodatkiem, nie licząc natrętnych myśli, jak wyżej.
    • Gość: jothagie Uwaga! Zaczyna działać Konwent Narodowy IP: *.dynamic.mm.pl 08.06.11, 16:12
      zamknięty
      Musi być groźnie, to znaczy nie można dalej Palikota trzymać na 0,5% dlatego wzmacnia się działania wobec niego: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,CBA-dobralo-sie-do-Palikota-Nielegalnie,wid,13487254,wiadomosc.html Pewnie w ostateczności nic z tego nie będzie, ale propaganda swoje zrobi. Oświadczam więc, że na mnie jako zwolenniku Palikota nie zrobiło to żadnego wrażenia. Zaraz, zaraz, jak to było?: „W Zakopanem pewnej nocy baca bacę zabił z procy. Zabił czy nie zabił, ale go osłabił” (z głowy czyli z niczego...). Oto właśnie na tej zasadzie dzieje się ta i wiele innych spraw. Frycz z AntyKomorem.pl to ta sama sprawa, ale tam włączył się PiS i dziennikarze. Za Palikotem natomiast, kto stanie? Właśnie to on proponował tak zmienić prawo, żeby żaden przedsiębiorca nie czuł się jak przestępca. Teraz CBA chodzi do przedsiębiorców z zastraszeniem, podobnie jak kiedyś SB z tzw. domiarami. Czy ktoś to jeszcze pamięta? W jednej chwili przedsiębiorca mógł stać się nędzarzem, a więc co? Mógł odmówić współpracy czy nie. Czy Palikot jest w podobnej sytuacji i czy odmówi? Przecież ma czas, bo CBA zastanowi się, czy zapodać sprawę do prokuratury. A prokurator spojrzy prosto w oczy człowiekowi, który proponował, by prokuratorzy odpowiadali za krzywdy wyrządzone ludziom (do tej pory za nic nie odpowiadają). Prokurator też ma przecież swój honor... I wg tych zasad dzieje się życie w Polsce. I sądzicie, że nie powinien się znaleźć jakiś Janusz Palikot de Robespierre zwany l’Incorruptible? Jednak co możliwe we Francji to nie u nas. Polacy utną takiemu łeb zanim jeszcze komukolwiek zagrozi. Zbliża się dobra data: 27 lipca.
      Przy tej okazji zaplanowałem na wieczór przypomnienie sobie filmu A. Wajdy pt. Danton (w roli Robespierre'a W. Pszoniak) na podstawie sztuki Stanisławy Przybyszewskiej pt. Sprawa Dantona. W takiej chwili dobrze jest odwołać się do mechanizmów zła w lepszym wydaniu, pod każdym zresztą względem.
      Kolejny raz przypominam słowa Gilowskiej, że Tusk jest mściwy... Szkoda tylko, że Gilowska nic nie powiedziała o długości rąk Kościoła. Ważne, że egzekutorzy spotkali się i tworzą coś w rodzaju Konwentu Narodowego. Przechlapane ma tylko CBA ale tam premie (z naszych podatków) osładzają życie...
      Panie Januszu! A mówiono Panu, żeby o właściwej porze wściekł się Pan na Tuska. Pan odwlekał „bliżej wyborów”. Teraz będzie Pan mało wiarygodny... Zawsze był Pan zwolennikiem podejścia filozoficznego: Jest czas, żeby milczeć, jest czas aby mówić, ale nigdy nie ma czasu, żeby wszystko powiedzieć (A. Maurois). Do kitu z taką filozofią, jeśli polityka z jej bolszewikami robi Panu koło d...y. Pan koncentrowałeś się na PiSie. Błąd, bo to mało groźni mienszewicy. Nie rozpoznałeś Pan właściwie zagrożenia. Na przyszłość bój się Pan tylko Grupy Trzymającej Władzę...
      P.S. Zostałaś zgwałcona. Zgłaszasz policji. Policja radzi, żebyś potraktowała to jako doświadczenie życiowe. Fakt!I Ręce opadają. Palikotowi radzę również to samo i niezależnie od tego, co mu opadnie. Może nawet przemyśleć kandydata na swoje miejsce, bo zostanie oczyszczony (ewentualnie) dopiero po wyborach.
    • Gość: jothagie Bo czas i przypadek rządzi wszystkim. (Koh 9,11) IP: *.dynamic.mm.pl 10.06.11, 15:36
      zamknięty
      Kiedyś, tak zupełnie prywatnie, zainteresował mnie niemiecki faszyzm. W sferze przyczyn, oczywista. Przebrnąłem przez trochę literatury, ale w gruncie rzeczy był to czas stracony. Fenomenu w tym nie znalazłem. Nie udało mi się znaleźć czegoś frapującego, czy odkrywczego. Nic też nie trafiało w mój system myślowy, żeby zachęcić do dalszych poszukiwań. Ot wynaturzenie w iście niemieckim stylu z wszystkimi cechami ich „dobrej roboty”. Zacząłem od Fr. W. Nietzsche'go, ale doszedłem do wniosku, że go wykorzystano dla „zatwierdzenia” tego, co już było w mentalności Niemców. A wszystko razem wynika raczej ze specyficznej mitologii germańskiej, czyli jest o wiele starsze. I gdyby jej się dobrze przyjrzeć to znajdziemy tam prawzory „woli mocy”, „nadczłowieka”, „moralności panów”, itp. Po dwóch latach, jeśli dobrze pamiętam, dobrnąłem do „Mein Kampf”, ale to dopiero był etap właściwych rozczarowań i to pod wieloma względami. I dopiero z tego punktu widzenia warto spojrzeć wstecz na wspaniałą kulturę niemiecką tworzoną przez inteligencję tego narodu i lumpenproletariacką asygnatę w postaci ruchów „społecznej zemsty”. Dalej tylko władza i na jej usługach „wciągnięte” społeczeństwo – każda jego postać.
      Hitler był przeciętnym Niemcem, który w swojej prostocie zdobywał się na odwagę mówienia tego, co Niemcy myślą. Z wyczuciem podsuwał społeczeństwu, co ma myśleć, lub rozdmuchiwał to, co społeczeństwo skrywa w myśleniu. Zezwalał na „wypada” wśród pomysłów, którym „nie wypadało” wcześniej przyklaskiwać. Ten scenariusz jest możliwy do powtórzenia w każdym kraju... nikt nas przecież nie uczy myśleć, szczególnie poprawnie i z ewolucją tego, co już zostało ocenione. Wymusza się tylko pożądany rodzaj postępowania. Dlatego z taką uwagą należy się przyglądać każdej władzy. Tej wybranej demokratycznie również. W przypadku Niemiec obsesja przyszła później, wraz z możliwościami i odwagą po stworzeniu systemu zbrodni. To już trudno było opanować, bo mechanizm doskonalił się sam. I to mnie przeraża, bo w różnych tematach , np. takich które zwalcza Kościół, pojawia się ten mechanizm samonakręcania się, typu, kto da więcej. Jak w okresie Reformacji – rozwój myślenia to także rozwój nowych anatem na „wroga”, w praktyce, inaczej myślącego.
      Dla przykładu podam „tezę” wręcz ponadczasową (począwszy od Soboru Laterańskiego), którą wyeksponowano zgodnie z poczuciem społecznym, że Żydzi są zagrożeniem. To jest widoczne od „młodego” Hitlera po jego kres, ale tezę taką słyszałem długo po wojnie, od wielu różnych narodowości, w tym od zasiedziałych w RFN Niemców. I jak zwykle w takiej sytuacji, przy powszechności takiej „tezy”, możliwości są dwie: albo jest to prawda, albo jest to fałsz. Nikt tego nie rozstrzyga, bo wstydzimy się tego tematu, ale jak każdy wstydliwy temat, czeka na niewstydliwego przywódcę. A przywódca znajdzie się, wcześniej czy później. I wtedy będzie za późno na larum. Trzeba wcześniej eliminować te przyczyny dla których barany gotowe byłyby pójść za swoim atrakcyjnym guru. Po wielu doświadczeniach „czasu i przypadków” nawet tematy wstydliwe atrakcyjnieją.
      Dlatego martwi mnie ta nasza wersja walki z antysemityzmem oparta na połajankach. Z jednej strony ktoś nas podnieca niezbyt fair, a z drugiej ktoś wali nas w łeb za poglądy. Mówi się, że wprawdzie poglądy można mieć, ale takich nie wypada ujawniać. Otóż zaręczam, że zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że wypada. W tym kontekście może wspomnę tylko o dwóch sprawach: pierwsza to rodzaj zimnego prysznica, gdy mi na tym forum skasowano tekst o ideologiach dotyczących formy istnienia Państwa Polskiego wyrażanych przez przedwojenne partie żydowskie. Uważałem, że skrywaną prawdę trzeba ujawnić, by kontrolować, jak daleko przywróciliśmy II RP. I czy nie za daleko. Drugi fakt to mój udział w spotkaniu z prof. JR Nowakiem z RM – byłem na spotkaniu. Nawet nie sądziłem, że ten rodzaj inteligencji jest już tak „do przodu”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że między tymi skrajnościami jest „napompowane” społeczeństwo, które czeka, nie kto będzie miał rację, ale kiedy „Nowaki” będą miały rację.
      Ot i tyle na ten temat, bo nie jest to temat jakoś mnie szczególnie nurtujący. Coś przy okazjach wraca, ale specjalnego poruszenia intelektualnego nie wzbudza. Do wiersza Martina Niemöllera dopisałem: „Gdy Natura przyjdzie po mnie, nikt nie będzie protestował, bo przecież nikt Bogiem nie jest”.
      Za Post Scriptum (postscriptum) niech służy wspomnienie, że i ja doznałem „żydowskiego bicza”, już za nowej naszej rzeczywistości... a rodzice zasłużyli się w pomocy... (1943, 44 i część 45 roku). Ja też bym zresztą pomógł w takiej sytuacji.
    • Gość: jothagie Umiejętność sabatowania poszła w naród IP: *.dynamic.mm.pl 12.06.11, 10:28
      zamknięty
      Czy to nowe zjawisko, wypierające grillowanie? Nie wiem, choć wiem, że grillowanie nie jest zdrowe. Zloty czarowników i czarownic nie są jeszcze dobrze rozpoznane, ale ponieważ jest to przeznaczone tylko dla nas wyborców, więc trzymam się za długopis. No pasaran! Nie u mnie... Wyborczy „X” wstawię bardzo świadomie. Choć przyznam, że ten blichtr i powierzchowność może kusić. Rzecz w tym, że obywatel świadomy konsekwencji swoich wyborów musi dotrzeć do osobowości. A tu, przyznać trzeba, niewiele możliwości między „możliwym” a „.niekorzystnym”.
      Gdańsk - konwencja PO. Warszawa - kongres młodych PiS. Gdzie jeszcze jakiś zlot na miotłach? Wiadomo, Kościół ma kolejne zesłanie Ducha św. - uwaga od poniedziałku włada wszystkimi językami, może nawet językiem miłości bliźniego. Może da sobie spokój z tym jadem politycznym, sączonym ewangelicznie. Może podzieli się swoim bogactwem, bo dzielenia się swoją mądrością już mam dosyć. Ostatnio to już nawet nie mądrość, ale mędrkowanie w komplecie z odgrażaniem się. Piekło jest coraz bliżej nas... jak 21. 12. 2012. Nie paraliżuje mnie strach, ale mam ochotę na gest Kozakiewicza.
      Obejrzałem sobie wszystko, co telewizja dała, ale już o 19tej miałem niesmak, może nawet absmak. Nie przekonali mnie w żadnym punkcie. Nawet kolacji z tego wszystkiego nie jadłem. O samej wodzie poczekam na zapowiadaną wspaniałą przyszłość. Z zapowiedzi wynikało, że ta wspaniała przyszłość już tuż, tuż. Zapomnieli tylko powiedzieć, że po drodze są wybory. Po jakiej zresztą drodze, jeśli Chińczycy skrewili? W Opolu znów błazenek i jakby się człowiek nie obrócił, to i tak... Na szczęście M. Kydryński właściwie zrozumiał E. Demarczyk. Wykonawcy zrobili to, co zrobili, ale nie uchybili intencji. Od razu przypomniała mi się moja pierwsza wizyta w krakowskiej „Piwnicy...”. Należałem do tej grupy kulturowej dla której obecność w tej świątyni była obowiązkiem jak podróż do Mekki i jednocześnie sposobem negacji partyjnej władzy. Nie od razu to zrozumiałem i nie od razu miałem taką potrzebę, ale pojawiło się to. Jedni protestowali jeżdżąc poza Kraków na niedzielną mszę, a drudzy chodzili do różnych Piwnic, bo przecież „Pod Baranami” to nie była jedyna okazja do protestu.
      A wracając do naszych baranów, coś jednak zmusiło mnie do refleksji. Gdybym tak kochał swoją żonę, jak oni kochają władzę, to pewnikiem doprowadziłbym do upadku swoje małżeństwo. Tyle kłamstw... Tyle niespełnionych obietnic...Tyle transferów... Kto by to wytrzymał pod jednym dachem? A my wyborcy musimy to przetrzymać. Nie musimy wierzyć, ale „dobrze” byłoby, gdybyśmy postawili na nich krzyżyk. Dotąd stawialiśmy iksa, a teraz wybitnie krzyżyk pasuje. Może na zawsze, może tylko na drogę, a może w ramach egzorcyzmów i przepędzania szamanów.
      Coś mi się wydaje, że te zloty, bo o wzlotach nie można tu mówić, mają za zadanie kolejne pogrążanie nas. Nie będę cytował sentencji pewnego doktora, który radził, jak posługiwać się kłamstwem. To jest jakby inny temat. Teraz chodzi mi o presję na życie polityczne. To jest wybitny zamach na wielopartyjność w naszym kraju, bo małych partii nie stać na kontynuowanie ustalonego bizantyńskiego wzorca. To są koszty i zbędne i trudne do poniesienia przez niektórych. Najpierw tworzy się popyt na królewicza, a potem trzeba pokazać miejsce kopciuszkom. Chyba aż tak naiwni nie jesteśmy, kiedy ktoś nam usiłuje wmówić druga Amerykę.
      I jeszcze perełka polityczno – semantyczna. Jaką to krótką pamięcią dysponują ludzie, lub do takiej odwołują się rządzący. Jeszcze nie tak dawno krzyczano, że chcemy demokracji bez przymiotników (kontra „demokracja socjalistyczna”) a teraz z nonszalancją używa się określenia „nowoczesny patriota” rezerwując sobie wyłączność do zdefiniowania tego pojęcia i wyznaczenie wzorca takiej postawy. Może poprosimy o patriotyzm bez przymiotników i niech każdy potraktuje to intymnie i będzie autorem swojej postawy. Niedługo władza, politycy, elity będą nam narzucać wybraną przez siebie wersję historii. To w jakim my kierunku idziemy? W dodatku ta hiszpanka przedwyborcza?
      P.S. Dziś dodzwoniłem się do jednego z uczestników gdańskiej imprezy i zapytałem wprost: Po ile bilety na imprezę, którą wczoraj obiecywaliście? Odpowiedział bez żenady: „Wiesz, że może tak być... Ja płacę honorem, ale posadę utrzymuję... Ty, jak Cię znam, zapłacisz rozczarowaniem”.
      Czytam ten tekst już trzeci raz i nie mogę znaleźć, gdzie zachęcałem do głosowania na Palikota, ale dochodzę do wniosku, że to samo narzuca się naszym rozważaniom.
    • Gość: jothagie To mnie spala... IP: *.dynamic.mm.pl 13.06.11, 10:43
      zamknięty
      Podczas pobytu w Rzymie trzymałem się grupy Francuzów, dochodzącymi byli Włosi. Sporo rozmawialiśmy o momencie historycznym w którym znaleźliśmy się i próbowaliśmy cokolwiek przewidzieć dla naszych dzieci. Wtedy z francuskich ust padło stwierdzenie: „wszyscy jesteśmy podobni – marzymy niezależnie od poziomu życia, jaki przypadł nam w udziale”. Nie zgodziłem się z tym twierdzeniem. Poważnie to ostatni raz marzyłem za komuny. Później szybko zrozumiałem, co mnie czeka ze względu na moje możliwości i dałem sobie spokój z marzeniami. Czasem dopada mnie słownictwo typu: „marzy mi się, żeby Polska...”, ale to są tylko słowa. Swoim marzeniom za grosz nie wierzę. Uczestnicy dyskusji jednogłośnie orzekli, że w tej Polsce chyba jest naprawdę źle i że nie może mieć to jakiegokolwiek związku z demokracją... Może tak, może nie.
      Polska po 89 roku popełnia odwrotność błędu Bismarcka: Polska swą biedą staje się zbyt wielka dla Europy, ale zbyt mała dla siebie. Przywódcom nowej Polski zabrakło pomysłów. Obliczyliśmy się na Polskę „mini”. Nie doceniliśmy swojej biedy i wszystko byśmy za bezcen oddali, żeby wzbogacić innych, przy czym zbyt łatwo uwierzyliśmy żydowskiej doktrynie gospodarczej, że „wasz dobrobyt sfinansujemy z waszej biedy”. Ale już nikt nie zadbał o to, na ile już wzbogacono się na tej biedzie. Czy już czas, żeby budować dobrobyt? Teraz okazało się, że nikt naszym dobrobytem nie jest zainteresowany. Wprost przeciwnie – 15 milionów dusz i wystarczy jak na zagłębie siły roboczej. Tym samym zwolniono naród z obowiązku myślenia o własnej przyszłości – inni za nas to robią. I żeby jaśnisty piorun z nieba poraził ich za takie podejście do naszej przyszłości.
      Z powodów, jak wyżej, niechętnie używam określenia „III RP”. Określenie, poprzez swój polityczny, ekonomiczny i społeczny desygnat skompromitowało się nie mniej niż „IV RP”. Jednej i drugiej Polski będziemy się kiedyś wstydzić, bo tu leży w gruzach nasz patriotyzm i to nie z powodu zaprzaństwa obywateli. To zostało sprowokowane przez kolejnych właścicieli Polski. Płacimy nie tylko zacofaniem kraju, ale przede wszystkim utratą podmiotowości, zarówno w sensie politycznym (globalnym), jak i w wymiarze indywidualnym. III i IV RP miały szczęście do talibów, rabinów, teologów, ale nie miały szczęścia do uczciwych fachowców, łącznie z Balcerowiczem, który dał się uwieść dwóm takim Amerykanom, co to ukradliby wszystko.
      Od pewnego czasu bardzo polubiłem wywiady gwiazd telewizji i radia z gwiazdami naszego establishmentu. Sytuacja przypomina mi mój pierwszy dzień w szkole podstawowej. Siedziałem w pierwszej ławce a pani tłumaczyła, jak to będzie i patrzyła w moja stronę, czy przytakuję, tzn. pewnie traktowała mnie jak przygłupa, który jeśli rozumie, to znaczy, że wszyscy już rozumieją. Otóż „pani” nie wzięła pod uwagę, że ja już umiałem czytać i pisać... i że coś już przeczytałem. Podobnie dziś traktuje mnie ta cała władza...
      Publiczne pogawędki elit o prymitywnym społeczeństwie dają sporo do myślenia. Po pierwsze, uświadamiają, że niby z jednej „gliny” jesteśmy, ale nie rozumiemy się. To wymaga wyjaśnienia, bo w socjalizmie wiedziałem, kto kogo ma rozumieć. Czyżby to nic się nie zmieniło? Czy demokracja polega na tym samym? A może to jest oszukana demokracja? Może za naszą zgodą wpuszczono nas w maliny? Deprymuje mnie ta pogarda dla rzeczywistości – poziom społecznego rozumienia polityki obniża się, ale jest jeszcze sporo ludzi, którzy poruszają się w tym wyśmienicie. Czasem jestem w szoku, bo nie umiem dociec, dla kogo ta Polska jest przeznaczona. Ale jeśli moje rozumowanie jest poprawne, to Bóg zapłać za taką Polskę! Jeśli wiele osób tak myśli, to tylko kwestia czasu do pojawienia się jakiejś formy masy krytycznej. Kończę, bo wyczerpuje mi się zasób optymizmu.
      W dniu Święta Flagi, na szczęście, byłem jeszcze za granicą i o rok przesunęła się moja „patriotyczna” demonstracja. Nabyłem kiedyś Flagę i zamierzałem ją wywieszać, ale... sytuacja w kraju zaczęła iść w takim kierunku, że straciłem na to ochotę. Wreszcie w styczniu tego roku nabyłem sam drzewiec i zamontowałem na nim białe płótno. Zamierzałem to wywiesić jako gest rozpaczy, że poddaję się. Poddaję się w tym, że nie potrafię kochać tego kraju. Nieoczekiwanie wypadł wyjazd i dostałem szansę jeszcze jednego roku na przemyślenia. Jeśli jednak nadarzy się okazja i nie zmienię poglądów, to nie stchórzę.
      P.S. Jeśli już wspomniałem, to powiem, że dwa razy w życiu czytałem zbiór esejów Józefa Feldmana „Bismarck a Polska” (1938 r.) i dopiero za drugim razem sens tych szkiców stał się czytelny. I dlatego swoje myśli ujmę w formie życzeń: Wierzącym w prawdę, życzę prawdy. Pragnącym prawdy, życzę owocnego wysiłku.
      A o Palikocie to w następnym spotkaniu...
    • Gość: jothagie Moja propozycja wyborcza IP: *.dynamic.mm.pl 14.06.11, 15:58
      zamknięty
      Byłem członkiem komisji wyborczej. Musiałem, bo wypadło na mnie. W komisji, do której trafiłem większość osób znało się jak „łyse konie”. Kto tak dobrał? Może przypadek, bo czasem łatwiej w to uwierzyć. Po tym jednak fakcie nikt by mnie już nie namówił. Aż tak zepsuty to nie jestem..., żeby uczestniczyć w czymś, co jasności nie oferuje. Wprawdzie nie miałem dowodów, bo nikogo za rękę nie chwyciłem, ale podejrzenie mam do dziś. Chodzi mi o głosy nieważne. Proceder jest prosty. Tam gdzie wybrano nie naszego kandydata dostawia się drugi „X” - głos staje się nieważny. Dlatego proponuję, by w tych wyborach zaistniała taka komisja do sprawy analizy „głosów nieważnych”. Aż takim miłośnikiem demokracji to nie jestem, żeby interesowała mnie „sprawa” jako taka. Interesuje mnie tylko jaki jest (będzie) procent zakreśleń Palikota na głosach nieważnych. Ktoś to już kiedyś sprawdził i okazało się, że w naszym województwie na głosach nieważnych partia Emerytów straciła około 80tyś. głosów. Dlaczego akurat ta partia, to nie mam pojęcia. Nie mam też pewności, czy to jest prawda, ale wiadomość pochodziła z wiarygodnego źródła. Żeby więc uciąć wszelkie spekulacje, bo przecież może to być również ideologia przegranych, mam propozycję, jw.
      Zastrzegam się, tak na wszelki wypadek, żeby ktoś nie posądził mnie o naiwność, że aż tak bardzo to mi na tym nie zależy, ale przecież są instytucje, które z założenia zobowiązane są do pewnej staranności. Jest, jak jest, ale nie zamiatajmy śmieci pod dywan, bo już się chodzić po nim nie da. Dla estetyki więc warto wyborczego ”byka” - oszusta chwycić za rogi, przy czym, być może przesadzam. Nikt jednak mi nie udowodni, że w obecnej logistyce wyborów, takiej możliwości nie ma. W tym przekonaniu dodatkowo utwierdza mnie fakt (może tylko pogląd), że „Oszustwo w dobrej sprawie” (usłyszałem to od mohera) nadal „nie jest grzechem”. Może to się zmienia, ale dwa tysiące lat doświadczeń nie da się zlikwidować przez parę lat.
      Odnoszę wrażenie, że polityka wiodących partii polega na tym, żeby zniechęcać do uczestnictwa w wyborach. Dzieje się to przede wszystkim przez traktowanie nas jak idiotów – kłamstwa, nierealne obietnice, nagonki, pieniactwo, podjazdy, robienie sobie „wbrew”, itp. Człowiek, który ma choć odrobinę poczucia godności osobistej reaguje obronnie – „w d...e was mam” i nie idzie do wyborów. I o to chodzi, bo przecież każda partia ma „żelazny elektorat”, który ją wybierze. Reszta to machinacje... I w ten sposób społeczeństwo jest ofiarą demokracji, bo przecież mogło nie pójść na wybory. Mogło samo oddać głoś nieważny. Dlatego mam propozycję: zaciśnijmy zęby i zagłosujmy na Palikota. Znacząco lepiej nie będzie, choć jest szansa, ale przede wszystkim spoliczkujemy tych oszustów. Im to się należy. W przypadku wyboru Palikota spoliczkujemy wszystkich oszustów, a nie tylko niesprawiedliwie - jedną grupę, ku uciesze drugiej. Spowodujmy im ogólnonarodowa traumę.
      Oczywista, że powyższego pomysłu nie traktuję jako części jakiejś ideologii. Nie jestem do niej aż tak przywiązany. Będzie, jak będzie, ale to byłby dobry wstęp do ogólnonarodowej refleksji. To jest gest, który w niczym nie zagraża naszej przyszłości gospodarczej. Żadne marnowanie głosu. Każdy głos dla mądrej demokracji jest ważny. Głos to pogląd, wypowiedź, stanowisko. Pozostaje jednak wątpliwość, czy elity są jeszcze zdolne do innej refleksji, niż podstępnej. Czy potrafią być jeszcze myślowo uczciwe, politycznie moralne i wolitywnie zaangażowane w dobra wspólne. Mam co do tego wątpliwości, ale inaczej nie sprawdzi się tego, jeśli przed próbą ich się nie postawi. I to dotyczy całej klasy politycznej – od góry do dołu i niezbyt widzę wyjście naturalne, bo młodzi dopuszczeni do polityki są jeszcze bardziej zepsuci, tylko w mniej chamski sposób. Są po prostu wysublimowani co do istoty polityki – władzy i pieniędzy. Do uczciwej pracy nie mieli możliwości przywyknąć, bo są w nomenklaturze partii rządzących (teraz lub kiedyś) a pojęcia służby społecznej nie rozumieją zupełnie. U nas całkowicie zniknęło pojęcie wolontariatu politycznego. „Wytłukły” je elity obawiając się, że wyhodują swoich grabarzy. Jeśli gdziekolwiek próbowano tego, to wypuszczano „kalki” „na obraz swój i podobieństwo swoje”. Własne doświadczenia weteranów nie pozwoliły im na poszerzenie kadr dla Polski. Pustki w szufladach, pustka w głowach, pustka w szeregach... Czarna rozpacz dla patriotów... Zrozumiałe, że nie wszyscy podzielają takie mniemanie o Polsce, bo nigdy nie ma tak źle, żeby komuś nie było lepiej. I w tym moszczeniu „gniazdka” elitom, jesteśmy ochotnikami, jak na demokracje przystało. Nie idiotyzm?
      P.S. Bardzo mi się to podoba: olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,9777820,Holendrzy_naucza_naszych_policjantow_jazdy_na_rowerze.html Domy publiczne uczą nas erotyki i seksu. Złodzieje uczą nas gospodarki. Kościół uczciwości. Żydzi powinności, itp. Tak jakby tego w szkole nie można było nauczać. Zastanawiam się, kto nauczy nas myślenia kategoriami państwa, bo politycy obracają to w ruinę. Okazuje się, że nikt nie jest tym zainteresowany, a na Holendrów, Niemców, Rosjan, itp. nie ma co liczyć... Anders na białym koniu też nie przyjedzie... Nie czekajmy, aż nas ktoś wyręczy – bierzmy sprawy w swoje ręce. Nie słuchajmy też błaznów i błazenków...
    • Gość: jothagie Na początku może być cokolwiek, IP: *.dynamic.mm.pl 15.06.11, 20:47
      zamknięty
      słowo, czy chaos, byleby przyglądał się temu człowiek inteligentny.
      Jestem rozmiłowany w religioznawstwie. Przeczytałem sporo na ten temat. Zrozumiałem metodologię tej dyscypliny starając się patrzeć od strony „zaangażowanej” (religijnej) i obojętnej - historyka kultur dawnych, tak aby to żadnym zaangażowaniem nie trąciło. Ta pozycja niewymuszonego spojrzenia dostarczyła mi przyjemności obcowania z ludzką fantastyką. Tak to traktuję, bo w większości religii nie istnieje porządek „objawionego początku”, a i ten o fantastykę zahacza. Moja przyjemność obcowania z dawnymi religiami bierze się więc z „rozbierania” na części ich świata przedstawionego w zestawieniu z realnym: fantasy (czas: przeszłość), science fiction (czas: przyszłość), horror (czas: różny). Szczerze podziwiam umiejętność konstruowania innego świata w uzupełnieniu świata realnego, który nie jest zrozumiały. Bez wątpienia wymaga to inteligencji, by w tym innym świecie rozwiązać „nierozwiązalne”. U początków religii stoją ludzie niezwykle wrażliwi (może nawet inteligentni) Na pewno, ludzie z wielką wyobraźnią. Oszuści pojawiają się później. Moment uznania i jakby uniwersalizacji (małej czy dużej) tejże religii pojawia się, gdy jakaś grupa osób nastawiona praktycznie przyjmie ją do swego planu. To ówczesne dwa w jednym, czyli kapłani – politycy. Rozdział tych dwóch funkcji to czasy współczesne i jak pokazuje nasza wiodąca religia trudne, mimo że rozdział funkcji jest jasny i precyzyjny. Ponieważ jednak każda religia „doskonalsza” zawiera etapy religii „prymitywnych” więc szamaństwo wychodzi na granicy urządzania społecznego i indywidualnego.
      Bardzo interesujące jest postawienie się w sytuacji dawnego społeczeństwa, którego wiedza ogranicza się tylko do religii, czyli kiedy wiedza o świecie była zbyt mała, albo opis religijny był zbyt duży. To w takiej sytuacji rodzi się horror. Horror teraźniejszości (bycia), przyszłości (wyobraźni), a dla uzasadnienia, także przeszłości. Horror istnienia, działania w niezrozumiałym świecie stwarza podstawę prognozowania na miarę posiadanej wiedzy. I to do dziś jest główny trend rozwoju religii. I to jest interesujący ogląd religii, bo ocena jej z dzisiejszego punktu widzenia, niezaangażowanego punktu widzenia, skłania do niesłusznej oceny prymitywnej religii. W ten sposób krzywdzimy i historię i siebie sądząc o religiach w oderwaniu od tego z czego i dlaczego powstały.
      W społeczeństwach, które nie posiadały rozwiniętego prawa, religia była elementem porządku społecznego i tak była przez wieki wykorzystywana zarówno przez kapłanów, jak i polityków. Rozejście się tych systemów organizacji społecznej to również czasy współczesne, jak na historie religii. I jak pokazuje praktyka, bardzo trudne, bo religiom ani się śni oddawać świeckim strukturom tę część wpływu na społeczeństwo. I tu pojawia się fałszywa teza o niezbędności religii, kiedy w uzasadnieniu jej współczesnej roli sięga się do początku (np. wytworzonej kiedyś doktryny). Jestem za tym by porządków historycznego i współczesnego nie mieszać. Podział służy zrozumieniu zjawiska, ale mieszanie kategorii służy gmatwaniu sprawy. Dziś możliwe jest sensowne postawienie pytania, komu dziś potrzebna jest religia i w jakim społecznym i indywidualnym wymiarze i niech wysłuchane będą wszystkie strony, a religie powinny to uszanować. Możliwość zadania takiego pytania powinna być obowiązkiem państwa, które ma również obowiązek zadbać o tych, którzy obywają się bez korzystania z jakiegokolwiek normowania religijnego.
      Zawsze, gdy lektura religioznawcza przybliżała mnie do zrozumienia czegoś, żałowałem, że nie jest to przedmiotem nauczania szkolnego. Nawet nie zamiast religii. Etyka też nie zamiast religii. Nie wiem, kto przejawia takie kretyńskie myślenie, że etyka zamiast religii (a etyk zatwierdzony przez kurię!) a religioznawstwo – nigdy, przenigdy. Dziś to rozumiem – to zbyt duża i wymowna konkurencja w próbie ustalenia prawdy o historii człowieka i jego kultury. Prywatnie jednak zachęcam do wysiłku w celu uzyskania niezależności spojrzenia na te zagadnienia. Już sporo czasu przeżyliśmy w tym porządku politycznym i doświadczyliśmy, że niezależność aczkolwiek możliwa, jest fikcją w tym czego dopilnuje państwo. Dlatego wyrywajmy sobie te pola niezależności dla siebie. Co kto może, a przede wszystkim, gdzie może się to dokonać szlachetnymi metodami. A więc, książka do ręki...
      P.S. Ostatnio miałem wątpliwą przyjemność przebywania w gronie, które ma marne pojęcie o intymności. Zadano mi pytanie o moje poglądy polityczne, z czego nie lubię być przepytywany. Zarysowałem zręby, ale w którymś momencie musiał wyjść Palikot. Ożywiło to jednego z uczestników, który, jak się z mowy okazało, był koloratkowcem w rzymskim wydaniu. Zastosował wobec mnie swój talent misyjny. Ostatecznie ani on mnie, ani ja jego nie przekonałem a niesmak pozostał. Impreza zupełnie niepotrzebna. Gospodarz przeprosił mnie za zachowanie księdza, ale dowiedziałem się, że jego również przepraszał za moje zachowanie. I to mnie najbardziej rozsierdziło, bo spór w tych kategoriach, choć od początku niepotrzebny, nikogo nie poniża. Wiele takich sporów przeprowadziłem w okolicznościach odczytów, spotkań, wykładów, na które kiedyś chodziłem, ale dzisiaj zaniechałem tego, bo to niemożliwe, żeby ktoś kogoś przekonał. Zresztą, ja nigdy nie stawiałem sobie takiego celu. Poszukiwałem takich okazji wtedy, kiedy poszukiwałem dla siebie. Nigdy żadnej w tym misji nie widziałem. Doszedłem jednak do wniosku, że w kwestii fundamentów nic już więcej mnie nie czeka, a szczegóły, to sam sobie doczytam. I stąd to zainteresowanie religioznawstwem.
    • Gość: jothagie Kaszanka wyborcza, czy wyborcza kaszana? IP: *.dynamic.mm.pl 17.06.11, 14:06
      zamknięty
      Pojęcie „wykluczenia” poznałem w latach dzieciństwa. Miejscowy masarz robił świniobicie w czwartek a w piątek sprzedawał wyroby. Wszystko pięknie schodziło oprócz kaszanki a robił trzy gatunki: kaszanka, bułczanka i krupnioki. Kiedyś poczęstował mnie i zapytał, dlaczego moim zdaniem, jego kaszanka jest wykluczona? Zjadłem i ze znawstwem powiedziałem, że to trzeba jeść na ciepło a on sprzedaje w piątek. Dostałem dokładkę... Do dziś nie wiem, czy to był prawdziwy powód „klęski” ekonomicznej masarza, ale jedno jest pewne, że przesądny nie byłem – nawet w piątek udzieliłem mu odpowiedzi.
      Dziś wykluczonych jest zbyt dużo, żeby problem dało się rozwiązać powiedzeniem czegokolwiek. To operacja podobna do zwolnienia emerytów z podatku – mądre i zasadne (VAT wystarczy!), ale państwo leży po takiej operacji. Podobnie Arłukowicz – może wykruszyć się na wykluczonych i przerabianiu ich na jednolitą masę wyborczą.
      Może niepotrzebnie biorę temat do „serca”, bo jest to zwykła przedwyborcza bańka mydlana. Po wyborach może się okazać, że ani śladu po Arłukowiczu, a tym bardziej po jego ułudach.
      Trochę z rozrzewnieniem, trochę z żalem przyjąłem propozycję, może tylko sugestię Arłukowicza, że gotowi są dopłacić do mego udziału w kulturze. A gdzie Pan byłeś – chciałoby się zapytać - kiedy jako student miałem do wyboru kaszankę lub kulturę? Często wybierałem kulturę, bo inwestowałem w swój rozwój, ale odbiło się to na moim zdrowiu. Przyznam, że częściej w przybytkach kultury, za darmo siedziałem na schodach, podłodze lub stałem przy bocznych ścianach, ale w komunie nie działała niewidoczna ręku rynku... Teraz wolałbym, żeby dopłacono mi do leków, żebym znów nie wybierał między ratowaniem zdrowia a produktami żywnościowymi. Z kulturą dam sobie radę, bo nauczyłem się liczyć na siebie i dlatego przede wszystkim chronię się przed utratą umiejętności czytania. Nauczyłem się wzbogacać swoje życie psychiczne sam, bez konieczności poczucia teatralnej więzi z innymi. Pewnie, że jest to ograniczenie, ale wystarcza mi i nie wiem, czy skorzystam z tej jednej (z miliona) propozycji.
      Poza tym, co odczuwam jako grabiony niemiłosiernie, że z moich podatków znów ktoś komuś funduje... Jeśli ja (mentalny krakus) płacę podatki, to z pewnością robię to niechętnie i tylko dlatego, że muszę. I jeśli już to robię, to domagam się racjonalizacji wydatków. Uważam, że z tej społecznie wymuszonej składki tylko kilka dziedzin może być finansowanych. A co ja widzę, rozdawnictwo lekką ręką, przy jednoczesnym popadaniu w długi, które obciążą dzieci, wnuki i prawnuki. Dlatego ja rezygnuję z tego dodatku „kulturotwórczego”. Przeznaczcie go na coś innego. Tyle przecież jest głodnych dzieci. Zastanawiam się, jak to możliwe, że władza nie ma wyrzutów sumienia marnotrawiąc pieniądze przy jednoczesnej świadomości, że są głodne dzieci w naszym kraju i że do rzadkości to nie należy. Jak w tej sytuacji Kościół może wyciągać pieniądze od państwa. Pewnie czytaliśmy zupełnie różne Ewangelie.
      Jeśli już tak bardzo ma być pięknie, zdrowo, demokratycznie i kulturalnie, to może niech lepiej te pieniądze idą za delikwentem (pamiętamy fikcje bonu edukacyjnego, choć to była sensowna inicjatywa). Dołóżmy to do emerytury – sam zainteresowany zadecyduje: „mieć czy być”, tabletka zdrowia czy porcja kultury. Dlaczego władza znów lepiej ma wiedzieć, co potrzebne jest obywatelowi? To jakaś czkawka po ustroju słusznie minionym?
      Ja rozumiem, że kulturze trzeba pomóc, a jednocześnie trudno jest przyklepać 1% PKB na kulturę, jak tego chciał Palikot. To byłaby porażka przyznać, że Palikot może mieć słuszność. Ktoś pewnie także obliczył, że kultura za złotówkę wyniesie mniej, niż 1% Palikota (w końcu ilu emerytów jest w stanie z tego skorzystać). Czuje w tym jakąś kulturalną złośliwość wobec społeczeństwa, bo jeśli na moich oczach likwiduje się szkoły, biblioteki, kina lekka ręką rozdaje, a zamiast teatru robi się społeczno-polityczny cyrk, to gdzie tu sens, że o logice tylko wspomnę.
      P.S. Wyżalam się mojej starej i zdezelowanej klawiaturze, bo dostałem wiadomość, że mój znajomy w wieku bodajże 57 lat, skutecznie targnął się na swoje życie i wbrew pozorom nie dlatego, że nie stać go było na bilet do teatru. Po prostu nikt nie dofinansował jego pragnienia spokoju ani rodzinnego, ani zawodowego, ani nawet tego świętego. Zafundowano mu bon na ostateczne rozwiązanie problemów... Szedł za nim już trzeci rok i zrealizował się. Wieczny spokój racz mu dać Panie!
        • Gość: jhg Czyli wszędzie kaszana? IP: *.dynamic.mm.pl 17.06.11, 15:32
          zamknięty
          Słuchaj no „gienek”! Bez cienia wątpliwości dołączam Cię do grona: fa_sld, kecawa, hihi, haha, i dołożę jeszcze huhu. Po jednym zdaniu można poznać, że jak bogowie pod wielu postaciami, tak Ty pod wielu nickami. No cóż, lubisz się zabawiać, a z sobą Ci się znudziło. Może troszeczkę jodu podesłać? Chroni przed tym, o co kibice posądzają Twego znienawidzonego premiera. A tak w ogóle to chyba „genek”, ale u Ciebie wszystko jest inaczej. Sprawność ortograficzna również...
    • Gość: jothagie Kiedy czytanie sprawia przyjemność... IP: *.dynamic.mm.pl 18.06.11, 21:32
      zamknięty
      Problemy z inteligencją mieli prawie wszyscy rządzący, a gdy ich nie mieli, lub się ich pozbyli, to społeczeństwo miało problem z rządzącymi. Nie kolekcjonuję w pamięci sytuacji tego typu, ale zawsze śmieszyła mnie scenka za tow. „Wiesława”, kiedy nauczyciele czekali na wysłuchanie przed Dniem Nauczyciela. „Czego te dupotłuki chcą” - zapytał tow. Wiesław sekretarki. Powiedzmy sobie, że inteligencja jest po to, żeby po pierwsze, rozumiała (intelligere – rozumieć), po drugie, żeby innych do myślenia zmuszała. I tyle i aż tyle... Inteligencja nie jest od nieomylności - od tego jest religia. Z inteligentem się rozmawia. Polemizowanie z inteligentem oznacza tylko tyle, że dysponuje się giętkim słowem i niekoniecznie więcej. Pozycjonując inteligencję wyrażoną osobowo jak coś ważnego w życiu społecznym powinniśmy cieszyć się że ona ma szansę zaistnieć, że istnieje i że możemy się do niej przymierzyć. W jej blasku można się ocenić, ale tylko dupek się z nią mierzy... W najgorszej sytuacji, inteligencję się toleruje, tym bardziej, że ma ona kolosalne znaczenie nie w naszym indywidualnym wymiarze, ale w wymiarze społecznym, kiedy jej „ilość przechodzi w jakość” (odwołałem się do Hegla a nie do marksizmu). Powiedzmy sobie szczerze, że nasze polityczne qrestwo zawdzięczamy faktowi, że naszej ilości daleko jeszcze do nowej jakości, mogącej przeciwstawić się qrestwu tych, co za nas myślą.
      Powiedzenie mówi, że trzeba uszanować nawet głupstwo człowieka, które jest rezultatem jego myślenia. Otóż tu mamy do czynienia z czymś bardziej wzniosłym. Można podziwiać, bo myślenie rodzi coś nietuzinkowego, niestandardowego, co ociera się o twórczość. A więc coś nowego. Tym bardziej budzi to podziw, że jest samodzielne. Odróżnia się od innych i autor jest tego świadom. Czyli jesteśmy świadkami rodzenia się intelektualisty, czym wybija się nie tylko na tle propagandzistów Pisma, z którymi skutecznie polemizuje.
      W rzeczy samej, coś jest w tym intelekcie frapującego. Nie do końca formułuje problem, który widzi (młodzi tak mają), ale ważne, że widzi to, czego inni nie widzą lub widząc usiłują przekłamać stosownie do własnych poglądów. www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1740:w-wiecie-neokonserwatywnych-uroje&catid=73:ukasz-necio&Itemid=97 Już raz pozwoliłem sobie na ocenę pozytywną i trochę się bałem, że na wyrost, ale rozwiewają się moje wątpliwości. Cieszy mnie, że ktoś potrafi, wg zasad metodologii, zrobić pożytek z tego, co dociera do jego umysłu. Wreszcie, że jawią się konsekwencje tego, co przemyślał. Tak więc, z uznaniem. Oczywiście czepiałbym się, gdybym wiązał to ze środowiskiem UJ i atmosferą miasta. Ja to jednak częściowo tak widzę. Młodym podpowiadam, żeby nie wahali się zmienić pięć lat studiów an UWM na rok realizacji siebie na UJ. Nie przesadzam.
      Bywam na „szpaltach” tego Pisma, czytam, ale dla zasady tam nie pisuję. Mam nadzieję, że chwalony autor odnajdzie „laurkę” lub mu doniosą. Sądzę, że bez zarozumiałości, żniwa czas zacząć, a w młodym wieku daje to największą satysfakcję. Umieszczam to w zbiorze „zrozumieć politykę naszych elit”, bo jest to przykład, że są kandydatury do tych elit, które zrozumieć można. Od czegoś trzeba zacząć w tej Polsce. Może poskłada się więcej takich. Może warunki ich nie wykoślawią. Może dzięki takim uda się wreszcie wyeliminować lumpenelity z wpływu na losy społeczności.
      Kończę sentencją Seneki: „Ab homine homini cotidianum periculum” - Codziennie człowiek zagrożony jest przez człowieka. Innymi słowy: Inteligent zmusza nas do myślenia, a my mu powiemy(!), co o nim myślimy.
    • Gość: jothagie Jaja jak jarmułki... IP: *.dynamic.mm.pl 19.06.11, 21:03
      zamknięty
      Czyżby pojawił się jakiś casus polityczny? Może prawda nieprzyzwoicie gzi się z kłamstwem? A może partiom politycznym pozostało już tylko główne danie - danie d...? Wszytko jest możliwe, ale można, jak w kabarecie, „prościej”.
      Sprawa jest niezwykle prosta. GW i cały ten front narodowościowo – polityczno - strategiczny realizuje się poprzez PO. Kiedyś robiła to z ukrycia. Pierwszy wyczuł to Wałęsa odbierając „znaczek”. Afera Rywina służyła pokazaniu, kto tu rządzi i jakich ma się sojuszników (rola Kwaśniewskiego taka sobie, ale wyraźna po jakiej stronie, a szczególnie przeciwko komu). Wtedy przypuszczano, że lewica nie będzie już przydatna. Teraz GW taką egoistyczną politykę robi nieomal oficjalnie. Co do tego, to zdobyto już wystarczająca liczbę dowodów. Jednak jak wyszło to na jaw, to interesy stają się zagrożone w sensie politycznym. Platforma może po prostu przerżnąć wybory. GW obmyśliła więc reaktywowanie żydowskiej falangi na lewicy. Jest to nurt Kwaśniewskiego, opozycyjny do nurtu Millera. Innych nurtów na lewicy nie ma. I dlatego na lewicy ożywają polityczne trupy, które z szafy wyciąga i jedna i druga strona sporu (Kwaśniewski i Miller). Zauważcie, że GW zaczyna oczyszczać Kwaśniewskiego z „Kiejkut” - „nie wiedział a potem zamknął”: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Sensacyjne-ustalenia-Kwasniewski-zamknal-wiezienie-CIA,wid,13521731,wiadomosc_prasa.html To jest tylko fragment w tej niekorzystnej całości. Do ujawnienia jest jednak sporo. Polityka w naszym kraju to obszerna dziedzina i pisana w wielu językach. Dla maluczkich dostępna tylko na poziomie „x” lub „+” na karcie wyborczej. A konsekwencje? Rzygać się chce: PiS skompromitował się doszczętnie. Resztę dołożą mu przeciwnicy. PO skompromitowana wieloma sprawami ab PO condita. Lewica, jaki koń - każdy widzi. Jeszcze trochę i okaże się, że nurt Millera jest najbardziej patriotyczny, chociaż to jasne, że w tym wypadku chodzi przede wszystkim o władzę. Reszta może i jest ideowa, ale te wartości nie liczą się w tej grze. Na kogo więc głosować, przy założeniu, że chce się głosować? Trzeba tę sforę rozgonić na wszystkie kierunki świata. To będzie rodzaj pracy u podstaw. Inaczej naród ex definitione antysemicki, zostanie tak wmanewrowany, że wybierze reprezentantów tego, czego sam nie toleruje. Żeby nie mącić w Państwa możliwościach, tylko wspomnę, że jeśli zagłosuję, to tylko na Palikota, jeśli wcześniej nie okaże się, że jest to również część tej gry zasadniczej, mającej na celu osłabienie Kościoła a wzmocnienie starszych braci w wierze. Tu jednak Kościół będzie sam sobie winien, bo mógł postępować uczciwie, otwarcie i bez kantów. I tu pasuje powiedzenie, że jakkolwiek człowiek by się nie obrócił, to … i tak ma przerąbane, szczególnie gdy jest Polakiem i żyje w Kraju Nadwiślańskim, obliczonym na 15 milionów dusz, lub egzemplarzy taniej siły roboczej, minus 65 miliardów dolarów wypłaconych Żydom Amerykańskim, plus lumpenelity.
      P.S. Zorientowałem się, że większość moich znajomych czyta jedną, góra dwie gazety. Wyczuwam to również w dyskusjach z innymi. Coś takiego to nie ma sensu, to najzwyczajniej w świecie ogłupia. Człowiek zainteresowany Polską powinien uprawiać biały wywiad – myśleć w oparciu o wiele różnego typu dostępnych powszechnie publikacji. W Polsce wydaje się specyficzną prasę, która wcale nie służy czytelnikowi, ale wydawcom. A tak się złożyło, że prawie każdy z nich ma tu swoje interesy. Usiłowałem to obejść licząc, że jednak gdzieś tkwi klucz do zrozumienia tego, co się w kraju dzieje. Robiłem to jeszcze nie tak dawno, ale swego „zaparcia” nie udźwignąłem finansowo (w czytelniach natomiast jest różnie). Robiłem to w oparciu o 12 czasopism. Można to opanować w oparciu o tzw. „przerzucanie” i łączenie możliwych wątków. Uczyłem się tego około 8 miesięcy ciężkiej i katorżniczej pracy prasoznawczej. W ten sposób informacje są dostępne, poza ściśle tajnymi, ale tego nigdzie się nie zdobędzie. Czyli można zdobyć w miarę poprawny obraz Polski, ale zaufanie jakiejkolwiek jednej gazecie jest ubijaniem siebie, typu „homo tvn24”, przy czym „24” oznacza termin do spożycia wyrażony w sekundach... i dalej jesteś głupi.
      Moment muzyczny: www.youtube.com/watch?v=DwbV1eNxFX8
    • Gość: jothagie W poszukiwaniu... IP: *.dynamic.mm.pl 21.06.11, 09:15
      zamknięty
      "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta odegrało w moim życiu wielką rolę jako wzór analizy psychologicznej. Dziś jednak nie o tym. Ani o miłości Swanna. Proust przekonał mnie do tego, żeby wszelkie analizy (narrację) prowadzić w swoim imieniu (pierwszej osobie), a poza tym, tytuł jest urzekający...
      Cywilizacyjnie idziemy drogą Chin – od radykalnego maoizmu do radykalnego materializmu z tą tylko różnicą, że my jesteśmy o „oczko” dalej - od obłędnego materializmu do obłędnego konsumpcjonizmu. I w tym konsumpcyjnym pędzie wychodzą na jaw wszelkie biedy naszego społeczeństwa, zarówno materialne, kiedy brak pracy determinuje każdą konsumpcję (nie tylko rozpasaną), jak i niematerialne, szczególnie potrzebę nieracjonalności, po irracjonalność.
      Nic mi do biedy materialnej, bo doświadczyłem jej w czasach powojennych jako rozżalone dziecko i walczący o perspektywę młodzieniec, a teraz świadomie ograniczam potrzeby do takiego minimum, że bieda nie jest aż tak widoczna. Działa to we mnie tylko jako ostrzeżenie. Trudno jest, poza tym, ustalić autorstwo tejże biedy, bo niezależnie od tego, gdzie się rodzimy, to wysiłek w kierunku wyjścia jest każdemu dostępny. Nie będę chwalił obecnego państwa, że stwarza ku temu szansę, bo tak nie jest. Wiadomo, że w walce o własną pozycję wykuwają się charaktery, ale prawdą jest również, że w tej walce ludzie gubią się bezpowrotnie. Niestety, jest to ideologia tego systemu, który jest podły, co wiadomo, ale podobno nikt lepszego nie wymyślił.
      Interesuje mnie szczególnie bieda niematerialna, której człowiek jest sobie winien sam w 95%. W tych pięciu procentach umieszczam nasz system edukacyjny i dostępność do sfery „ducha” (kultury). Dostępność nie jest ani pełna, ani równa. I to jest jakby stanem nagannym, acz w pełni wyjściowym dla tego systemu. Reszta to sprawa indywidualnego i systematycznego wysiłku. Jest to praca ciągła nad własnym rozwojem, który nie ma końcowego punktu „B” i w związku z tym różne i różniące się punkty poszczególni ludzie osiągają. I w tym tkwi osobista satysfakcja i urok społeczności oglądanej z „zewnątrz”. W tym wszystkim, co oglądam w tej sferze fascynuje mnie ludzki wysiłek i poszukiwanie. Doceniam ludzi poszukujących, nawet za cenę pomyłek. Pewne zastanowienie z odrobiną niesmaku budzą we mnie „postawy ostatecznie ubezpieczone”, czyli nieracjonalność z lenistwa lub irracjonalność z chorego wyboru. Mam tu na myśli „zakończone” postawy teizmu lub ateizmu, co uważam za nieracjonalne (rezygnację z racjonalności) lub przekucie tego w postać jakiejś ideologii, co uważam za irracjonalne (kpinę z rozumu). Jest to zupełnie czymś innym, niż ludzie wierzący czy niewierzący, ale poszukujący, otwarci na argumenty. Taka postawę doceniam i takiej postawie hołduję w swoim życiu od lat blisko czterdziestu.
      W kontekście tego poszukiwania słowo o Palikocie, bo to tylko z tego wynika, choć jest to temat bardziej przyziemny i może, jako polityczny, niewart wielkich słów. W tej dziedzinie również poszukuję czegoś nowego, bo znudziła mi się ta chamska intryga dotychczasowych partii. Od polityków w kampanii wyborczej nie wymagam, żeby kłamali w stu różnych tematach. Takich obietnic nikt nie może spełnić i czas, żeby wyborcy to zrozumieli i dostali „długich zębów” na takich obiecywaczy. Od polityków wymagam, żeby wcześniej przemyśleli jeden temat porządnie i zrealizowali go nieodwracalnie. Dlatego taką estymą, wbrew hołocie, darzę Palikota, bo w obiecankach jest ostrożny. Temat zaś zarysował wyraźnie.
      P.S. Gdy już wstąpiłem na drogę agnostycyzmu, moja ciocia, katolicka paryżanka, zaproponowała mi dwa tygodnie ćwiczeń z języka francuskiego. Tydzień rozmów z nią, jej rodziną i jej znajomymi. Drugi tydzień w murach uczelni Louvain (Université catholique de Louvain). Jeszcze nie było to zbyt późno, żeby mnie „zawrócić”, ale jak posłuchałem, to odniosłem wrażenie, że utwierdzam się w moim wyborze i szukam dalej, przy pełnej otwartości. To tam nabyłem wstręt do „postaw ostatecznie ubezpieczonych”, „bezwartościowego katolicyzmu” i „bzdury negacji w podstawach” (ateizm). W dużej mierze to dzięki temu doświadczeniu pozostałem agnostykiem i nie mam pojęcia, jak to długo będzie trwać.
      I powiem Wam szczerze, że żałuję, iż nie stać mnie na hotel „Mercure” - poszukałbym razem z tymi, których sensem życia jest poszukiwanie. Chciałbym ich podziwiać, że poszukiwanie może im się nie nudzić... Tam to nawet wywiad Stephena Hawkinga w dzienniku „The Guardian" czytałoby się inaczej. Omówienie: odkrywcy.pl/kat,111404,title,Nieba-nie-ma-To-bajeczka-dla-tych-ktorzy-boja-sie-smierci,wid,13415911,wiadomosc.html?smg4sticaid=6c530 Warto przeczytać. „Nauka coraz częściej odpowiada na pytania, które kiedyś były domeną religii. Wyjaśnienia naukowe są całkowite.”
      • Gość: gienek Re: W poszukiwaniu... IP: *.olsztyn.mm.pl 21.06.11, 10:51
        zamknięty
        "Holota" nie docenia Palikota. Doceniaja go jedynie "wybitni myslicele". Ludzie niebanalni, obdarzeni wszechwiedza i niesamowita wprost polityczna intuicja.
        Od dzis bede trzymal kciuki za "uczciwego filozofa z Bilgoraja" zeby ten , dorywajac sie do wladzy i realizujac swój program, pokazal "wybitnym myslicelom" jaka przepasc intelektualna oddziela ich "wybitne" mozgi ich od mozgow "holoty". :D :D :D
        Obawiam sie jednak ze machajacy rozpaczliwie sztucznymi penisami i wspierany przez biednych studentow Paliknot nie dorwie sie do wladzuchny i "wybitni myslicele" tylko utwierdza sie w przekonaniu ze stanowia mala i waska enklawe posrod oceanu "holoty".
                • Gość: jhg Re: W poszukiwaniu... IP: *.dynamic.mm.pl 22.06.11, 09:00
                  zamknięty
                  Ale tu specjalnie nie ma się czym chwalić. Dobrze, że znasz swoje miejsce w szeregu. Bardzo jednak ciężki masz żart. Ogłoś wreszcie, że pochodzisz z mniejszości, która ślub bierze z butelką i domagasz się jeszcze możliwości adopcji beczki piwa.
                  • yadol Re: W poszukiwaniu... 22.06.11, 09:18
                    zamknięty
                    witaj JHG

                    istotą sprawy jest uznanie lub nie prawdy zawartej w tym co mówi Palikot
                    dużo mówi to kogo bronią jego adwersarze
                    jeżeli on kłamie to gienki mają rację,
                    ale nie sądzę aby wszyscy byli aż tak ograniczeni jak gieniu Drogi JHG

                    Palikot ma rację i to co mówi nie powinno podlegać jakiejkolwiek negacji, kwestią są jedynie środki i metody oraz wątpliwa już teraz skuteczność jego Ruchu

                    to jest problem - dlaczego ludzie potrafią bronić rydzyka czy kaczora jednocześnie nienawidząc Palikota - skąd biorą się tacy inwalidzi moralni, kto ich wysyła do boju ?
                    • Gość: gienek Re: W poszukiwaniu... IP: *.olsztyn.mm.pl 22.06.11, 09:26
                      zamknięty
                      "Palikot ma rację i to co mówi nie powinno podlegać jakiejkolwiek negacji"
                      Gdyby posluchac co mowia politycy to zdecydowana wiekszosc z nich ma racje tyle tylko ze ta sama zdecydowana wiekszosc z nich nie ma najmniejszego zamiaru robic tego co mowi, wrecz przeciwnie.
                      Dotychczasowe dzialania Palikota wydaja sie stawiac go posrod tej zdecydowanej wiekszosci.
                    • Gość: jhg Z yadolskim pozdrowieniem... IP: *.dynamic.mm.pl 22.06.11, 10:50
                      zamknięty
                      Rzecz w tym, że ta beznadzieja polityczna pogrupowała ludzi najpierw na dwie zasadnicze części: Tych których to jeszcze interesuje i tych, którym to zwisa. Ten podział uwidacznia się przede wszystkim w wyborach. Pierwsza część, z powodu braku wiodącego autorytetu, a także z powodu świadomego działania polityków (osławiona wojna na górze) dzieli się dalej. Trochę wokół ideologii (lewica – prawica), ale to coraz mniej identyfikuje ludzi. Dzielą się więc wokół swego „guru”. Rzecz w tym, że takie dzielenie się zakłada maksymalną indywidualizację kierunków działania. Jeden „guru” wyklucza drugiego, co dotyczy również „wyznawców”. I to jest ten obłęd. Setki jednak ludzi nie poddaje się temu. Tysiące ludzi odwiedza to forum i z postami zgadza się lub nie. Mądrzy korzystają z tego i albo kształtują swoje zdanie - na tak lub na nie stosując całą możliwą kafeterię odniesień. Niektórzy usiłują dyskutować z autorami, ale gdy to staje się widoczne, że tych poglądów nie da się zmienić, to dają temu spokój, bo uporczywy spór nigdy do niczego nie prowadzi. Czasem jednak trafi się jakaś menda, która pozytywnie nie buduje wizerunku swoich poglądów a specjalizuje się w negacji cudzych. Wozi się na cudzych wątkach. Zwykły pasożyt, który nie ma nic pozytywnego do zaproponowania, poza rzyganiem na ZUS, KRUS pogardą lewactwa, socjalizmu i wszystkiego, co mu przyjdzie do głowy lub przeczyta na innych forach. Rzecz w tym, że my to ju z wiemy i ta mantra staje się śmiertelnie nudna. Wtedy działa to akurat odwrotnie. Wolno mu tak myśleć, ale ponieważ od lat paru już to znamy, to zachodzi podejrzenie, że to jakaś dewiacja, złe doświadczenie, lub coś, co nie powinno być upowszechniane. Skrajności to się przecież w myśleniu obcina, ale komuś na tym zależy, bo przecież aż w taką tolerancję GW to ja nie wierzę. Prawdopodobnie jest to zamówienie przeciwko tym, którzy „zagrażają” planom GW. Może się mylę, co dopuszczam, ale korelując ataki tego przygłupa z tym, co w GW się ukazuje, mam pełne prawo tak sądzić. Przyznam, że to mnie bawi i w najmniejszym stopniu nie stresuje. Jeśli ktoś ma podobne poglądy do moich, to nawet nie kopnie tego g... a pójdziemy dalej. Popieramy Palikota nie dla jego wyczynów, ale dla jego poglądów. Jeśli to się nie sprawdzi, to bez robienia tragedii pójdziemy dalej. W mojej historii tylko raz było tak, że z wyborami wiązałem jakąś nadzieję i głosowałem już o 8 rano. Pozostałe to porażki. Jedna mniej, jedna więcej, to przecież nie ma znaczenia. Pojawiło się coś nowego, coś co odpowiada moim poglądom, to się zaangażowałem, ale będę głosował gdzieś około 14-15 godziny.
                      P.S. Coś w tym jest. Poseł PSL porównał kompletowanie drużyn wyborczych do kompletowania drużyn piłkarskich (wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/pis-boi-sie-ksiezy-tam-wszystko-jest-mozliwe,1,4607816,wiadomosc.html). Ostatecznie dochodzi do tego, że „w klubie z danego miasta nie gra nie tylko żaden mieszkaniec tego miasta, ale nawet żaden Polak". Wiadomo: Polak – katolik, patriota i antysemita... może robić na każdej pozycji a nawet za sędziego. Jeśli nawet „fryzjer” to uczciwy.
    • Gość: hihi Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.11, 16:23
      zamknięty
      Trzeba uczciwie przyznac ze Palikot ma najbardziej "kapitalistyczny" program sposrod tej lewackiej zlodziejskiej watahy. Jezeli mialbym wybierac sposrod PiS, PO, SLD czy PSL to wybralbym Palikota. Jednak trzeba pamietac ze jak to u socjalistow program zawsze jest piekny a rzeczywistosc zupelnie inna. Przeciez podobnie mowili ludzie z SLD, z PiS z PO i na slowach sie skonczylo.
      Tusk obiecywal obnizke podatkow i co z tego wyszlo? Palikot tez mowi - podatek 18%.
      Jestem za duzy zeby wierzyc w te bolszewickie bajeczki. Zreszta i tak te dywagacje sa psu na bude bo Palikot to polityczne nic.
          • Gość: jhg Re: Wiadomo, tylko TAK... IP: *.dynamic.mm.pl 22.06.11, 18:33
            zamknięty
            Czy mam przez to rozumieć, że obecne partyjne rozdanie służb specjalnych jest ostateczne? … że trzeba pozbyć się złudzeń na zmianę sceny politycznej? To gratuluję! Rozumiem, liczy się tylko wolność i niezależność ekonomiczna dla wybranych, a wszystko inne może szlag trafić. Nędza dla innych... Władza dla innych (nawet kondominium). Z gazu zysk dla państwa w granicach 1,5%. Rozważałem takie rozwiązanie, ale nie mieszczę się w tym. To wszystko śmierdzi mi marksistowskim determinizmem. Do tej gry nie wchodzę. Wolę być trzymany w przedsionku. Przecież ten naród nie zawsze będzie głupi, chociaż jak zmądrzeje, to zmiany będą nieodwracalne. Wtedy zaakceptuje status Palestyńczyka i wtedy będzie tak, jak sobie życzysz. Życzę Ci żebyś dożył tych czasów i żeby wreszcie ktoś Ci zasadził kopniaka w d...
    • Gość: jothagie Nigdy nie wiesz, czyje myśli przeżuwasz (JJ) IP: *.dynamic.mm.pl 23.06.11, 21:29
      zamknięty
      Do spisania tych kilku refleksji sprowokował mnie fakt, że mój post dłuższy czas sąsiadował z poniższym postem, a więc Bóg tak chciał, lub przypadek sprawił. Za motto niech posłuży więc adres: forum.gazeta.pl/forum/w,64,126282387,126282387,Gdy_spotykam_faceta_ktory_czyta_i_jeszcze_potr_.html
      Pani Agnieszko! Jak patrzę na Pani zdjęcie i oceniam Pani wiek, to dochodzę do naturalnego wniosku, że to sami faceci robią na Pani wrażenie. I to jest równie literackie, jak i przyrodnicze. To zaś, że faceci czytają i Pani to się podoba, to tylko differentia specifica, na korzyść dwu stron – jak rozumiem. To jednak takie uzasadnienie poprzez odróżnienie. Czytelnictwo rozwija przede wszystkim czytającego, podobnie jak masaż odchudzający odchudza masażystę, ale dopiero, kiedy pozwala czytającemu (jako jedna z wielu przyczyn) osiągnąć pozycję życiową, to staje się pożądanym modelem społecznym (finis qui atrahit). Przez czytanie więc, „ad astra”. Pani to czuje choć podskórnie – taka forma „kobiecego nosa”. I taki rodzaj zmysłu wkręca mnie w myślenie, do czego Pani zmierza. W swoim życiu poznałem setki ludzi czytających, którzy zatrzymali się na etapie „zabicia czasu”, nawyku, sposobu spędzania czasu wolnego, hedonistycznego samozadowolenia i nic więcej z tego nie wynikało. Ja czytałem, chociaż właściwie, to pożerałem, ale nie zdarzyło się poza szkolą i studiami, żebym opowiadał komuś przeczytaną książkę, czy na jej temat dyskutował. Owszem o zdarzeniach artystycznych, spotkaniach literackich, itp. dyskutowało się, ale wtedy człowiek upewniał się, porównywał, uzupełniał. Nie przypominam sobie, żebym np. „poderwał” dziewczynę na przeczytaną książkę. Pewnie przebywałem w takim gronie, gdzie to atrakcją nie było – każdy coś czytał. A może po prostu, nie pamiętam... Największe moje doświadczenie „literackie” pochodzi z czasów dzieciństwa, kiedy kształtowała się moja wiara w słowo „pisane”. Byłem regularnym czytelnikiem pisma „Gromada Rolnik Polski”. To gazeta wiejska, ale popularna w małych miasteczkach. W sobotę czytałem a w niedziele przy obiedzie streszczałem całej rodzinie. Na końcu była rymowanka, coś na kształt poezji – obowiązkowo na pamięć. W niedzielę również opowiadałem „Słowo Boże”, bo na zmianę, chodziłem do innej świątyni niż drugi rodzic. Wiara w słowo pisane zemściła się na mnie w szkole, bo w wypracowaniu o stonce napisałem te bzdury z ówczesnej propagandowej gazety. Śmiała się cała szkoła, co dziś oceniam podwójnie pozytywnie. Po pierwsze, ta szkoła nie była taka ogłupiona przez propagandę; po drugie, od tego momentu przestałem czerpać tylko z jednego źródła. Wtedy literaturę piękną oddzieliłem od faktów, a osobnym gatunkiem stały się gazety. Ten wypadek wyśmiania mnie w szkole spowodował, że odsunąłem się od nauczycieli i o nic już ich nie prosiłem. Konsultowałem się raczej z duchownymi dwóch różnych wyznań. Dopiero w szkole średniej nauczyłem się „szukać” i stałem się samodzielny. Jak w podstawówce przeczytałem wszystkie zalecane lektury, tak w szkole średniej już przebierałem i wybierałem coś więcej. Kończąc „życiorys” zaznaczę, że ostatnią książką przeczytaną z wewnętrznej potrzeby był „Ulisses” Jamesa Joyce'a. Zatoczyłem koło kulturowe, jakby zamykając zachwyt literatura starożytną, choć ta Odyseja rozgrywa się w Dublinie. Poczułem się jak Telemach, który powinien szukać w innym kierunku. To był koniec kształtowania mojej wyobraźni poprzez literaturę piękną. Zdarzyło się to za Gierka, kiedy mocno otwarłem się na zachodnią literaturę polityczną. Od tej pory czytam inną literaturę – recenzje, rozprawy, eseje, itp. I tak jest do chwili obecnej. Książka jest na bieżąco obecna w moim domu, ale dostarcza wiedzy i niczego więcej. Stałem się mało podatny na sztuczne emocje i wzory literackie. Owszem czytuję Sartre'a w oryginale i Biblię w języku francuskim, ale to ma zupełnie inne założenie. Bywa, że czytuję także współczesną poezję, ale o tym to nawet nie chciałbym z kimkolwiek dyskutować – nie jest to dla mnie impulsem. W poezji żyję skojarzeniami dawnych poetów i dawnych wzruszeń. Jest w tym coś metapoetyckiego, ale przede wszystkim szacunek do pamięci dawnych przeżyć. Po prostu, moje doświadczenia skierowały mnie na obywanie się bez cudzych modeli doznań psychicznych. Wzrusza mnie zupełnie coś innego, lub też nie dowierzam tym łzom, które leją się ze współczesnych książek... Nie przewiduję też nowej fali, jak w kinematografii, żeby coś odmieniło moje spojrzenie. Wcale nie jestem biedniejszy, ale bardziej realniejszy. Odróżniam świat wirtualny i mój realny świat. Oba wydaja mi się pociągające, ale przejścia między nimi nie widzę. Stałem się poszukiwaczem skarbów, ale w sobie – czas, żeby to, co w życiu przeczytałem (poznałem) procentowało czymś oryginalnym od wewnątrz. Staje się to co raz trudniejsze, bo każdy się wyjaławia, ale nie uzupełniam książkami pachnącymi świeżą farbą drukarską. Pod tym względem analfabecieję z własnego wyboru. Być może już czas na jedyną książkę – książkę do nabożeństwa...
      P.S. Ale o. Ryżyk narozrabiał. I jak teraz Ryży przełknie taką świętą żabę? Kpina na najwyższym „poziomie”.
    • Gość: jothagie Jeśli mówi się "A", to alfabet trzeba poznać IP: *.dynamic.mm.pl 25.06.11, 10:31
      zamknięty
      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Tadeusz-Rydzyk-ma-prawo-plesc-swoje-androny,wid,13537398,komentarz.html Widzę to nieco inaczej. Jeśli Państwo dopuszcza istnienie w jego ramach Kościoła katolickiego i religii jako takiej, to znaczy, że godzi się na upowszechnianie mniej lub bardziej groźnych bajek. A jeśli decyduje się na podpisanie z Kk konkordatu, to znaczy, że zrzeka się jakichkolwiek pretensji wobec możliwości plecenia bzdur, tym bardziej, że te bzdury nie odbiegają swoją absurdalnością od innych bzdur plecionych w tym kraju („dziki kraj” - Drzewiecki). Rozstrzyganie tylko jednego problemu, kto je plecie, nie ma żadnego znaczenia wobec faktu, że istnieje powszechne na nie zapotrzebowanie. W tym społeczeństwie jest aż tak źle, że wszelakich bzdur słucha się z zaciekawieniem. Przypadek o. Rydzyka jest dla mnie o tyle ciekawy, że Państwo słowami min. Sikorskiego zobowiązało się do reakcji. Jakie konsekwencje? Kasacja zakonu redemptorystów na Ziemiach Polskich? Byłaby to skuteczna nauczka, ale po pierwsze, w tej mafii nie praktykuje się tego; po drugie, to nie te czasy, kiedy Rosja zażądała kasacji jezuitów i tak się stało. Społeczeństwo nawet nie zauważy, jak „parafianka” Suchocka załagodzi problem, a o. Rydzyk, jak j-23, znów będzie nadawał... Przejmuje mnie fakt, że nikt nie ma pomysłu na trwałą już patologię. Jak zresztą na wszystko inne. Pewne rozwiązanie zasugerował sam o. doktor, kiedy mówił o totalitaryzmie, to droczył się, czy mógł sobie wyobrazić totalitarną reakcję, np. kilka czołgów, które rozpieprzą to imperium... Skąd jednak wziąć dziś czołgi i ministrantów obsługujących je.
      Casus o. Dyrektora uwypukla inny absurd widoczny od dawna. Ochroną otacza się poszczególne osoby w Państwie, niepotrzebnie stosując odpowiednie restrykcje (ABW i antykomor.pl, policja i kibole, itp.), a gdy Państwo jest atakowane ciężkimi zarzutami, to ja nie mogę powołać się na odpowiedni paragraf w kk i zgłosić prokuratorowi swego podejrzenia popełnienia czynu przestępczego. Gdzie zresztą znaleźć takiego prokuratora, który zaryzykuje swoją karierą. A wierzący może poczuć się obrażony w majestacie prawa... Powinno obowiązywać prawo, jak na strzelnicy, że każdy może przerwać strzelanie, jeśli widzi niebezpieczeństwo, albo wolna amerykanka – niech się wszyscy wystrzelają. Jakaż to nierówność środków. Dobro prywatne jest bardziej chronione, niż dobro wspólne. Ale taka jest tendencja, że Państwo podupada, bo nie chroni się go najwyższej kategorii ochroną. Jeśli idzie się na żądania Kongresu Żydów Amerykańskich, jeśli z Rosją zawiera się niekorzystne kontrakty, jeśli bez sprawdzania, łyka się politykę Niemiec wobec nas, jeśli wreszcie oddaje się majątek narodowy w obce ręce, to cóż się dziwić, że „piki” watykańskie mogą robić, co im się rzewnie podoba. U nas dodatkowo pojawia się taki problem, że po każdym wystąpieniu „pik” wyostrza się oblicze całej mafii. Uderzenie zawarte w homiliach wygłoszonych z okazji BC jest tego ewidentnym dowodem, choć takich dowodów z historii jest wystarczająca liczba.
      Czy nie jest to najwyższy czas, żeby ogłosić krucjatę antyterrorystyczną, bo przecież jest to klasyczny terroryzm. Terror psychiczny i mobbing uprawiany na inteligencji i społeczeństwie. Zbliżają się wybory i znów wszystko rozejdzie się po kościach. Nie dziwcie się, że znów zostanie ogłoszona idea „topienia platformy”, i platforma znów nabierze wody w usta. To niech ją wreszcie utopią, jeśli nie potrafi chronić ani siebie ani społeczeństwa. Przyznam się, że analizowałem wypowiedź o. Rydzyka w kategoriach niePOprawnego myślenia, ale nie zmienia to niekorzystnego wydźwięku całej wypowiedzi.
      I teraz, po tych wszystkich doświadczeniach z Kościołem, mamy wybór czy wskazać na PiS, który może z pomocą bożą zatopić platformę, czy wskazać na Palikota, który pomoże temu towarzystwu twardo wylądować? To jest wolny wybór? Tym razem nie nalegam, bo doszedłem do punktu totalnego zwątpienia w sensowną przyszłość. Jeśli Kościół nie edukuje się, to nie ma co liczyć na społeczeństwo, a w takim wypadku można im tylko krzywdę zrobić dowolnymi reformami czy propozycjami. Palikot tez będzie gwałtem na ich światopoglądzie strachu. Jeśli jednak wskażemy na PiS, to musimy wkalkulować w nasze życie ustawiczny, a nie tylko okolicznościowy terror.
      P.S. Powoli zaczynają do mnie docierać argumenty tych, co sadzą, że cały ten Okrągły Stół to jeden wielki kant na Rzeczypospolitej. Solidarność mogła nie brać władzy z tych rąk i z tymi warunkami. Ale cóż mogły te kmiotki zrobić bez Kościoła i „ekspertów”. Kościół dopuścił ekspertów, a teraz Rydzyk krzyczy, że Polską nie rządzą Polacy. Ten egoistyczny i sporządzony, hic et nunc kant jest więc założony, ale jego autorstwo jeszcze jest skryte. Wywalcie wreszcie całą prawdę, żebym mógł umrzeć w przeświadczeniu, że również byłem idiotą. Ulży mi, bo trochę ufałem, trochę miałem nadzieję i bardzo się przeliczyłem. Ta Polska, wprawdzie jest atrakcyjniejsza dla mnie, ale moje myślenie tak bardzo poszło do przodu, że wiele absurdów jest mi boleśnie dostępnych. To już lepiej, żeby Kościół wziął wtedy całą władzę. W Iranie też ludzie żyją a kto im podskoczy? Podobnie jak Watykanowi... Cóż to za problem, zacisnąć zęby i chodzić do Kościoła lub kłaniać się takiemu a nie innemu absurdowi? Jeśli już...
    • Gość: jothagie Powrót na czerwono... IP: *.dynamic.mm.pl 27.06.11, 10:51
      zamknięty
      Odbyłem drogę do W-wy i z powrotem. Do W-wy przeglądałem gazety, ale w drugą stronę oddałem się rozmyślaniom sprowokowanym przez to, co widziałem w stolicy. Sprawa jest zupełnie prozaiczna – musiałem spotkać się z człowiekiem, który zamieszkuje w „grodzonym osiedlu”. Szok, jakiego doznałem był nieoczekiwany. Te bramki, te czujniki metalu, kamery różnego typu, przyciski anty-napadowe na szyjach gotowych na wszystko ochroniarzy. Po cóż to? Kto aż tak czuje się winnym, że mu to jest konieczne? Refleksje są prawie filozoficzne, tym bardziej, że skojarzyły mi się książki Daniela Bensaïda i przestrogi w nich zawarte. Bo cóż w rzeczywistości wart jest ten świat jeśli kapitalizm a z nim drapieżna prywatyzacja wszystkiego nie idzie w parze z zasadami dzielenia się, a wspólne sprawowanie władzy to ułuda. Coś tu jest oszustwem. Albo wszechpotężne mienie innych gdzieś, albo przymilanie się o mandat sprawowania władzy w tym wrogim świecie. Wrogim, bo nie ma podstaw do rezygnacji z niego jako dobra wspólnego, do rezygnacji ze wspólnego nim zarządzania, do solidarności, obrony dóbr wspólnych i rozszerzaniu dostępności dóbr pierwszej potrzeby.
      Zastanawiam się, czy Bensaïd nie miał racji mówiąc, że stoimy w obliczu konieczności powrotu do hasła komunizmu. Prowokuje do tego obecna postać kapitalizmu. Na przełomie wieków, czyli na naszych oczach powstał żarłoczny kapitalizm, który wynosząc ponad wszystko własność prywatną, pozostaje systemem opartym na monopolu i wywłaszczeniu. Własność prywatna, jako dalece wynarodowiona i odspołeczniona ujawnia się nie w służbie społecznej ale w koncentracji kapitału w rękach nielicznej elity. Koncentracji dokonywanej kosztem większości społeczeństw. Prywatyzacja usług publicznych, systemów emerytalnych, rozwalenie tradycyjnych stosunków pracy, grodzenie miast, odgradzanie się od biedoty, pętle zadłużenia, przywłaszczanie nie tylko efektów pracy, ale także dzieł natury, dziedzictwa kulturalnego przypomina o wywłaszczaniu miliardów ludzi.
      W pewnej chwili przestraszyłem się własnych myśli i rozejrzałem się po autobusie, czy ktoś ich nie widzi. Machnąłem ręką odpędzając myśli nieczyste, ale problem wraca. To po żeśmy tę żabę jedli, żeby uzasadniać to, czego pozbyliśmy się? Historia zatacza czasem koło, choć dzieje się pewnie spiralnie i powtórki są różne i mało podobne do pierwowzorów. Nie wierzę, że świat może się rozwijać w nieskończoność w tym modelu. Pewnie znów przyjdzie jakiś krach, a nowi ewangeliści skwapliwie to wykorzystają. Cykliczność kryzysów jest w przyrodzie założona, a cóż dopiero w niesprawiedliwych systemach. Opatrzność na to nie pozwoli, żeby się nie skompromitowały... Podejrzewam, że jeśli ta Opatrzność rzeczywiście istnieje i działa, to sama temu podstawi nogę... A jeśli tej Opatrzności nie ma, to wiadomo – wszystko jest możliwe.
      Prof. Daniel Bensaïd już nie żyje. Interesowałem się nim od 1968 roku, kiedy ja też byłem na zakręcie. Czytałem go jednak z tego powodu, że w przeciwieństwie do „naszego” marksizmu był taki otwarty, niedogmatyczny. Nie do pomyślenia w tym obozie. Profesor odszedł w ubiegłym roku, szanowany przez wiele osób, w tym również i tych z prawa. I może dlatego na Paryskim Uniwersytecie marksizm tętni życiem, a u nas … nie słyszałem. Tam to jest traktowane jako bitwa (służba) intelektualistów dla kultury wyobraźni, czyli poszerzanie ludzkich możliwości myślowych, a u nas jako coś wstydliwego (obecnie oczywiście). Mimo wszystko lepiej, że taka myśl rozwija się na uniwersytecie, niż miałaby rozpalać w dzielnicach biedy, co niedorozwinięci politycy usiłują przenieść. Przyznam, że kiedyś bardzo zauroczyła mnie jego myśl, że sposobu patrzenia na świat tak samo można się nauczyć czytając Tomasza z Akwinu, jak i „Kapitał” Marksa. Coś w tym jest, choć ten etap mam już za sobą.
      Przy tej okazji może warto przypomnieć jego 6 grzechów głównych lewicy (wg Bensaïda): anty-liberalizm, nacjonalizm, anty-amerykanizm, fascynacja islamem, pokusa totalitarna, kult historii. Aż dziw, że tak różne grzechy ma lewica na świecie. A może to, co jest u nas nie jest lewicą? Pewnikiem tak...
      P.S. Już dawno twierdziłem, że w polskim kapitalizmie wybitnie coś śmierdzi. Nie widziałem co, ale chyba znalazłem. Spotkałem dwóch takich, co to jeszcze nie tak dawno temu nie wiedzieli, co z pieniędzmi zrobić. Wydawało im się, ze mogą mieć wszystko. Mieli prawie wszystko. Odeszły żony, odeszły dzieci, a oni sprzedali swoje biznesy i żyją jako rentierzy. Biznesmen, który powiedział „pas”, nie inwestuje, tylko pozornie żyje z własnych pieniędzy. Zaciągnął dług społeczny płacąc robotnikom głodowe pensje, a teraz nie inwestuje w interesie społecznym? To daleko takim egoizmem nie zajedziemy. (Co będę powtarzał!)
    • Gość: jothagie Czy te fakty mogą kłamać? IP: *.dynamic.mm.pl 28.06.11, 08:19
      zamknięty
      Podczas pobytu w W-wie (forum.gazeta.pl/forum/w,64,97209648,126489398,Powrot_na_czerwono_.html) zapytałem znajomego, po co agencjom ochrony i ochroniarzom potrzebna jest taka ilość broni, jeśli wiadomo, że zdesperowanemu społeczeństwu nie będzie ona dostępna. Zwlekał z odpowiedzią i właściwie nie odpowiedział, ale dał mi powód do myślenia. Po pierwsze, to jest spora ilość broni i w pewnym sensie konkurencyjna do tego, co na poczekaniu są w stanie wystawić służby państwowe. Po drugie zastanawiająca jest odpowiedź na pytanie, kto właściwie zarządza (jest właścicielem) tymi hordami uzbrojonych ludzi. A są to byli esbecy, byli policjanci i jeszcze nie tak dawno-byli pracownicy służb obecnego państwa. W przewadze jest to naród wybrany... Czy to jest śmietanka (crème de la crème) społeczna, czy są to rewolucyjne szumowiny? O źle opłacanych Palestyńczykach, którzy za podwyżkę są gotowi zrobić wszystko, już tylko wspomnę. Czy można wyciągnąć z tego jakieś wnioski?
      Notą dyplomatyczną MSZ rozpoczęliśmy „awanturę” w Watykanie w sprawie o. Dyrektora. Watykan bardzo szybko daje słownie do zrozumienia, że nic tu po nim, czyli prawdopodobnie nie podejmie sprawy. Min. Sikorski odpowiada, że takiej odpowiedzi się spodziewał. To po co było wszczynać awanturę przed wyborami? W ten sposób Watykan widocznie osłabił pozycję PO. Żeby ją odzyskać, należałoby wezwać nuncjusza apostolskiego w Polsce i obwieścić mu, że jest persona non grata i dać 24 godziny na wyjazd z kraju. Byłby to gest w zapowiedzianym, iście pańskim stylu „dożynania watahy”. Czy sobie wyobrażacie, że nasz rząd jest zdolny do takiego gestu? Przecież to oznaczałoby zaniechanie pozycji leżenia krzyżem przed hierarchią kościelną. Tego ja sobie wyobrazić nie mogę. I nie dlatego, że byłby to krok niewłaściwy dyplomatycznie, a tylko dlatego, że Rząd PO tego nie potrafi i nie mógłby tego zrobić przed wyborami. Już pomijam fakt, że PO jest słaba kadrowo – nie ma przykładowo takiego Macierewicza, żeby go z zażaleniem pchnąć do USA. I w ten sposób rząd pośliznął się na skórce rydzykowego banana. Na drugi raz niech MSZ kieruje notę od razu na Berdyczów, bo okazuje się, że o. Dyrektor przemawiał w imieniu Boga, od którego Watykan wyraźnie się odcina. Moje oczekiwanie jest takie, że Rzad i samorząd wreszcie złoży obowiązkowe oświadczenia o polskości w sprawie pochodzenia i wiary poszczególnych członków, a dodatkowo w sprawie członków, przejdzie badania napletkowe (podobnie jak Kaczyński tabletkowe). Będzie trudno, wiem, ale z klinczu wyjdziemy z uśmiechem. Ktoś przecież musi mieć rację...
      Rozmawiałem z kimś ważnym kiedyś w Solidarności. Swoją ważność utracił dlatego, że kiedyś był przeciwnikiem „odnowy”, czyli zaczynania wszystkiego „od nowa”. Uwierzył Mazowieckiemu i podpadł jego przeciwnikom. Zaczynanie „ab ovo” (np. IV RP) wydało mu się bezsensowne i właśnie ten kierunek po czasie wygrał i mamy to, co mamy – skonfliktowane państwo. Teraz zaciął się i chętnie zacząłby na gruzach, ale już nie będzie mu dane, bo PiS mu to pamięta. Swoją drogą, zaczynanie czegokolwiek znaczącego „ab ovo” wydaje się przynajmniej dwuznaczne, bo można to interpretować po rzymsku i po grecku. W tradycji rzymskiej rozumie się przez to kolejność jedzenia – od jajek po jabłka, czyli zachowanie kolejności, procedury, wysiłku, zasad postępowania, solidnej pracy. I to nam się nie udało, gdziekolwiek zaczęliśmy wg tej zasady. „Jedliśmy” (słowo „żarliśmy” byłoby właściwsze) chaotycznie nie przestrzegając żadnych w tym zasad. Żaden porządek nie był naszym ani sojusznikiem, ani przewodnikiem. Porządek prawny przewidziano też tylko dla maluczkich. W tradycji greckiej rzecz ma się następująco: Leda, łabędź (Zeus – podstępny łajdak), jajo, Helena – kłopoty na długo, a w świadomości kulturowej, do dziś. I w tym jesteśmy specjalistami. Z pomocą boską zapładniają nas podstępni łajdacy...
      P.S. I drobne odniesienie do mejla otrzymanego po ukazaniu się postu „Powrót na czerwono”. Przeczytałem wiele, można powiedzieć, że od Arystotelesa do Marksa, choć wcale nie są to wyznaczniki typu alfa i omega. Jak na moje wykształcenie, to znacznie ponad wymaganą normę. Nie powiem, żebym osiągnął w tym jakiś wysoki poziom wiedzy, ale osiągnąłem wysoki poziom zrozumienia tego, co człowiek chce powiedzieć człowiekowi, co może mu powiedzieć i co powinien powiedzieć. Stałem się rodzajem dydaktyka - amatora, który może być porównany tylko z „głosem wołającego na pustyni”, ale nic więcej i żadnych innych pretensji tego typu nie posiadam. Gdy się spotkam ze specjalistą od tych zagadnień, to przeważnie jest on zdziwiony, a w przypadku teologa czuje się on zagrożony. To już jest coś i to mi wystarcza.
    • Gość: jothagie Jeszcze w sprawie Burkina Faso IP: *.dynamic.mm.pl 29.06.11, 12:52
      zamknięty
      Ciekawą sprawą byłoby ustalenie, gdzie wreszcie powstała nota MSZ do Watykanu. Nie da się pewnie tego zrobić, ale pozwolę sobie powtórzyć plotki. W końcu mamy okres ogórkowy, a sprawa ta śmiało może „robić” za potwora z Loch Ness. Podobno tylko jedna wersja sporu nie ma sensu – w MSZ czy na Czerskiej. Załóżmy, że nie wiem, o co chodzi. W końcu robienie z nas bałwanów ma już ponad dwudziestoletnią tradycję. Co dowcipniejsi twierdzą, ze takie ważne dokumenty powstają w Chobielinie, w strefie zdekomunizowanej. Też tego nie rozumiem, chyba że jakieś specjalne znaczenie ma tu „strefa zdekomunizowana”. Jeszcze inni, których zupełnie nie rozumiem, twierdzą, że ten nasz Nessie „zrodził się” w WP i wcale nie jest to reklama portalu internetowego, ale jakiejś gazety. Ja jednak nie wierzę, żeby w gazetach powstało coś tak przenikliwego. Największa grupa odważniaków twierdzi, że to powstało w WJC. Nie wiem, co to jest, ale to mi na dreszczowiec wygląda. Ze względu więc na to, co wyżej dalej nie zajmuję się sprawą.
      Rzecz w tym, że wartości religijne występujące w micie, w kulturze stają się metaforą, a w cywilizacji zanikają. Kierunek rozwoju od mitu do cywilizacji jest jeden i religia traci wpływ na samodzielnie myślącego człowieka. Problem tylko w tym, że państwo takie, jakie mamy – konkordatowe, utrąca ten kierunek rozwoju. Utrąca, ale nie zmienia. Po prostu, zaniedbując kulturę na rzecz religii, szerzy pogaństwo z wszystkimi ujemnymi jego stronami (zabobon, przesąd, poddaństwo, cwaniactwo, amoralność, itp.) zamiast prowadzić do świadomej i moralnej laickości. To nasze rządy, po kolei, odcinają ludzi od kultury i wpychają ich w sidła RM – cokolwiek by powiedzieć – radia wykluczonych, w tym ekonomicznie przede wszystkim. Jest to jednak wersja zabobonu a nie religii, uprawianego świadomie, jako sposobu na kolejne wyłudzenia – od wierzących a przede wszystkim od państwa. W początkach naszego „solidarnościowego” państwa władze przezornie poprosiły Kościół o pomoc i awansem dały mu przywileje, to teraz Kościół przychodzi z pomocą wykluczonym, podobnie jak Armia Czerwona Czechom, po iluś tam latach i na swoich warunkach. Jest to wg prostej zasady: Nie ma problemu brzydkich kobiet – jest tylko problem ilości wypitego wina; Nie ma problemu kryzysu socjalizmu – jest tylko problem znajomości marksizmu; nie ma problemu religii – jest tylko problem utrzymania się przy władzy; Nie ma problemu nie-Polaków w ekipach politycznych – jest tylko problem, kto te „tajemnice” ujawnia. YouTube może: www.youtube.com/watch?v=WHvC6krfqvc&feature=related Rydzyk, w żadnym wypadku!
      Nasze państwo jest przykładem zapatrzenia się w obcą cywilizację, dla której poświęca się własną kulturę, a ponieważ samo jest tym przerażone, więc szuka pomocy w religii - Kościele. Nie rozumie farsy sytuacji, bo samo myśli przesądami. Religia w sensie narzędzia rządzenia już nie wróci, nie mówiąc już o tym, że jest w rękach innych oszołomów. I zamiast uwzględniania wszystkich procesów i stworzenia im wszystkim jednakowej szansy, jak to powinno być w demokracji, próbuje ucieczki do przodu lekceważąc problem, ale potyka się o symbole religijne, którym nie zagwarantował miejsc dla nich właściwych.
      P.S. wiadomosci.onet.pl/swiat/zydzi-zadowoleni-z-reakcji-polski-na-slowa-o-rydzy,1,4773257,wiadomosc.html A więc przyznali się. To teraz już bez owijania w bawełnę. Nie trzeba wcale mówić o nie-Polakach (kategoria RM i o. Dyrektora). Przeanalizowałem wiele wypowiedzi prezydenta (WJC) Laudera i Kongresu Żydów Amerykańskich i przyznać muszę, że wierzę w tę mantrę, iż „to nie Żydzi są wrogami Polski”. Polski nie, ale nie słyszałem, żeby tak odważnie wypowiadali się o Polakach. Te dopuszczone „15 milionów siły roboczej”, to chyba im się wymknęło, jak o. Dyrektorowi „nie-Polacy”. Podziwiam te gwiazdy Jakuba...i to beż żadnej utraty cnoty dyplomatycznej. Tak po prostu z głębi serca... Patrzę raz na lewo (Lauder), drugi raz na prawo (o. Dyrektor) i nie wiem, kiedy mam krzyknąć: „Idź na całość”! Kto mi może podpowiedzieć? Może PiS? Może PO? Może przechrzta LSD? A może goj Palikot? A może ten słynny gej...owy, co to się zdenerwował i wygonił wszystkich z lasu? A niech tam! Przecież fakty dokonały się: www.youtube.com/watch?v=fD-p54CroD8
      Sprawie jako takiej życzę, żeby wszystko było czarno na białym, chociaż tego białego to tyle, co w koloratce. Reszta to czarne mycki. Koloratki jakoś z myckami się dogadają. I po co nam ten rząd, jeśli w sprawach ważnych dogadują się poza naszymi plecami? I ten znienawidzony Rydzyk ma wiele racji, choć jak każdy klecha, widzi tylko przez pryzmat swojego interesu. Gdyby te grabie choć raz pokazały, ze potrafią grabić „od siebie”...
    • Gość: jothagie Owoc kościelnie zakazany IP: *.dynamic.mm.pl 01.07.11, 12:18
      zamknięty
      Pozwoliłem sobie na drobny wpis w ramach dyskusji: forum.gazeta.pl/forum/w,64,126549567,126549567,Zmienic_system_leczenia_uzaleznien_od_narkotykow.html Wpis przytaczam raz jeszcze, żeby nieco rozwinąć watek, bo temat chyba jest ważny, a mija prawie niezauważony. Jakieś tam spotkania się odbywają i po watykańsku, ślad po nich ginie. Żeby nie było tak, jak u Bersteina, że ruch jest wszystkim a cel niczym. Nie mam żadnego powodu, żeby celu pilnować, ale mój pogląd na sprawę jest właśnie taki.
      „Chcę przypomnieć, że w Olsztynie już była przymiarka do leczenia substytucyjnego. Działo się to jeszcze za tzw Kas Chorych. Były środki przewidziane na to, i co najważniejsze był znawca zagadnienia, który praktykę przeszedł za granicą (JZ). Były nawet przymiarki do oddziału stacjonarnego i ambulatorium. Były rozmowy z Cefarmem. Były nawet rozmowy z Izraelem w sprawie ich najnowszego produktu (raz na tydzień). Niestety, zablokował to Kościół, który jest (był) przeciwnikiem tego rodzaju leczenia. Proszę więc sprawdzić, czy Kościół dalej nie pociąga sznureczków? A szkoda, bo świat unormalnia ten problem. Tak więc, całą prawdę na stół... „
      Ktoś, kto sięga pamięcią do historycznych już Kas Chorych, powinien skojarzyć pewien fakt, że gdyby sprawę rozstrzygnięto pozytywnie (wg planów), to nie zdarzyła by się pewna samobójcza śmierć wielkiego człowieka. Wiem, co mówię...
      Kiedyś streszczono mi rozmowę z przedstawicielem Kościoła, na ten temat, który powiedział „nie” takiemu sposobowi leczenia. Otóż miał rację w jednym, że metadon to również narkotyk. Tak jest, ale nie powoduje euforii a znosi potrzebę i związane z tym objawy. Narkoman staje się normalnym człowiekiem – żyje, pracuje, myśli rodzinnie, a najważniejsze, nie myśli cały czas, jakby zdobyć pieniądze na działkę – nie planuje „grzechu”. Błąd więc myślenia Kościoła polega na błędzie ogólnym, a mianowicie, że narkomanów już się skazało na śmierć, podobnie jak kiedyś chorych na AIDS. Skazuje się na śmierć taką czy inną za grzech. Inaczej, odmawia im się praw ludzi mających chęć życia, mimo że niektórzy chcą jeszcze żyć. Czasem rozpaczliwie chcą żyć. Napiętnowanie jest tak duże, że Kościół nie widzi dwóch dobrodziejstw tej metody. Po pierwsze, że po jakimś czasie brania metadonu i zmniejszaniu dawki mamy wręcz cudowne wyjścia z nałogu. Po drugie metadon jest środkiem pod każdym względem czystym, jak to tylko jest możliwe w kontrolowanej produkcji. Kościół nie zdaje sobie natomiast sprawy, co w ramach nielegalnego zaspokojenia potrzeb narkoman wprowadza do organizmu, co mu się podaje, żeby diler pozbył się kłopotu i jaka patologia towarzyszy zdobywaniu pieniędzy na narkotyki. Widzę, że teoretyków racji „nie bo nie” jest sporo w tym kraju. Dajmy chociaż jakąś szansę tym biednym ludziom. To jeszcze są ludzie, mimo że tak wiele nieludzkich krzywd wyrządzili wokół.
      I właśnie teraz należałoby powiedzieć coś o dawaniu ludziom szans, żeby godnie mogli przeżyć swoje życie. To jednak w tym kraju nie ma dobrej ani „literatury”, ani jakiejkolwiek praktyki. Szansę to u nas dostaje się z klucza – partyjnego, narodowościowego, wyznaniowego lub stosownie do zamożności (przykłady dostępne na co dzień), może jeszcze jakiegoś innego, ale nie potrafię tego uogólnić. Fakt faktem, że jest to rozdawnictwo, rodzaj „licencji”, a nie przynależna człowiekowi możliwość. Jak sobie przypominam, od początku, kiedy Solidarność spłodziła zmiany, słyszę tylko o konieczności wspólnego zaciskania pasa, podczas gdy w praktyce widzę tylko skazania na zaciskanie pasa. Po prostu całymi grupami skazuje się na biedę i tak się mataczy, żeby jeszcze w wyborach dostać głosy skazanych. Krew mnie zalewa, choć nie zamierzam cierpieć za miliony. Denerwuje mnie tylko ta wszędobylska obłuda i nieuczciwość.
      Zastanawiam się, czy nie polecić czegoś do przemyślenia? Nie do końca odpowiada to moim poglądom, ale trudno oprzeć się żelaznej logice. A więc może jednak: www.debata.olsztyn.pl/index.php Przykład pierwszy z brzegu: wiadomosci.onet.pl/regionalne/olsztyn/policja-rozbila-gang-handlarzy-narkotykow,1,4777391,region-wiadomosc.html I co z tego? Ograniczono podaż? Zmniejszono popyt? Zredukowano państwu kłopot?
      P.S. W sprawie demonstracji związkowców w Warszawie. Znów ktoś kogoś oszukuje. Przecież zasadnicze hasło demonstracji powinno brzmieć: „Polityka nasza – bieda nasza”. Przecież ktoś kogoś popierał, wybierał i dalej popiera. Jeśli spojrzeć na obecne sondaże poparcia, to można dojść do wniosku, że dobrze nam tak, że nam tak dobrze. Lepiej nie będzie a może być tylko gorzej. I tu jest pies pogrzebany. Jeśli natomiast związkowcy mają zagwarantowane wysokie pensje, to mogą sobie robić jaja ze strajku i wykoślawiać idee społecznego protestu. Rozwiązanie jest proste: trzy instytucje społeczne (rodzaje społecznej organizacji) idą na własne utrzymanie: Związki zawodowe, partie polityczne i Kościoły – niech utrzymują się ze składek swoich członków. Bogaciej dla nas nie będzie, ale będzie uczciwiej. Z tych pieniędzy można by dać bezrobotnym ulgowe przejazdy na szukanie pracy, zrekompensować podwyżki na transport miejski czy dać ulgę podatkową emerytom i rencistom na leki. Dołożyć po 100 zł studentom, uczniom, rencistom, emerytom i niech oni zadecydują, co zrobią – czy pojadą środkiem MPK czy pójdą pieszo.
      I koniec z oprychami u władzy... a tu widzę, że profesor obmacywacz jest liderem listy. Zapewne połkniecie to, jak pelikany gwoździe... W takim razie, niech was do końca wyportkują. Ja się nie boję... jak mówi czeskie powiedzonko.
    • Gość: jothagie Bal w Narodowym... IP: *.dynamic.mm.pl 02.07.11, 14:38
      zamknięty
      Dzisiaj wielki bal w Operze/Sam Potężny Archikrator/Dał najwyższy protektorat/ Wszelka dziwka majtki pierze/I na kredyt kiecki bierze/.../
      Wszędzie ostre pogotowie/.../Na afiszu – Archikrator/.../Co za gracja! Co za władza!/.../Co za pompa! Jezu Chry...!/.../ Uwijają się tajniaki/.../Na tajniaka tajniak mruga.../.../Caf się, frrruwa twoja mać!/.../Hurra, panowie!/.../A w środku już orkiestra gra/.../ choć Titanic sięga dna. To Julian Tuwim, choć o Titanicu to już moje...
      Mamy prawo, jako społeczeństwo rozwijające się, przenieś nasz bal z Opery (Tuwima) do Narodowego... (Archikratora). I tak też uczyniliśmy z pożytkiem dla Sztuki. Wydatek spory. Wina swego nie forsujemy... Łoscypek zaniedbany. Pan Bóg z nieba leje – pewnie ostatnią nadzieje pokłada w rolnikach, bo ich partia gra z Nim w zielone. A my puściliśmy sobie bączka. Skorzystają artyści, ale „niech sczezną” politycy! Zapożyczone od Kantora.
      Serdecznie się uśmiałem. Powód? Huk z powodu objęcia przez Polskę prezydencji. Czemu przewodniczy Polska? Radzie Unii Europejskiej. A co może RUE? Nic. Jest to fasada pozbawiona w Traktacie Lizbońskim wszelkich prerogatyw. Po co stworzono coś takiego? Kanclerz wprowadziła to dla połechtania próżnych. I od pierwszego dnia naszej prezydencji widać, jak to działa. Istny dopalacz... Owszem, można coś z tego wyciągnąć dla siebie i należy to zrobić z pełnym profesjonalizmem, mianowicie, poprawić komunikację z krajami Unii, pozwolić się zrozumieć. To bardzo ważne, ale mitów należy się pozbyć, tak, jak pozbyły się Węgry. Bo prawda jest taka, że jak jakiś kraj „mógł” przed prezydencją, to mógł w jej trakcie i mógł na pewno więcej po przekazaniu prezydencji dalej. Jeśli był słabeuszem przed, to będzie w trakcie, choć może być silniejszy po.
      Dlaczego więc taki raban? Mamy wybory i partia rządząca brzydko się chwyta, a kraje Unii chętnie nadmuchają jej próżność, żeby tylko nie dopuścić PiSu do władzy. W tym zawiera się logika wielkich, częściowo również ta pejsata logika. I tego będziemy świadkami aż do wyborów, czyli PO szykuje nam „długi marsz”. To będzie dożynanie naszych psychik. Nie pozwolą nam się cieszyć nawet z ewentualnych osiągnięć. I teraz rozumiemy wszyscy, jakich strasznych kretyństw dopuściła się PiS, że Europa posunie się do takiej obłudy, żeby tylko nie PiS. Prawdopodobnie będzie tak, jak przewiduje PiS, czyli zrobią wszystko przeciwko nim, ale sami są sobie winni. Tak przefiutać zaufanie zdobyte na mafijności innych... Żeby chociaż PiS to zrozumiał, to można by zapłacić tak wygórowaną cenę, ale wątpię. Nasze zarówno ochrzczone, jak i pogańskie kołtuństwo nie pozwoli, żebyśmy zbliżyli się do narodzin nowej Polski. Polski w interesie jej obywateli. Nie sprzyjają temu, jak widać, również kraje Unii. Dobrze im z tym, co jest. Politycznie rzecz biorąc nawet wyrzutów sumienia mieć nie mogą – dbają o swój rozwój. Może się mylę, ale na moje rozumowanie, ta rzesza będzie dłużej trwać, niż jedną kadencję.
      Przyznam, że ową logikę również ja biorę pod rozwagę. Na pewno nie PiS i dokładnie wiem dlaczego, chociaż nie jest to odrzucenie. Jest to wybór, chociaż znam tylko jeden człon – między PiS a... Opowiadam się za Palikotem, ale tylko dlatego, że brak mi konsekwentnie lewicowej partii (społecznie lewicowej, niekoniunkturalnej, niekryminalnej), albo laickiej partii liberalnej (uczciwej i trochę chociaż patriotycznej – denerwuje mnie ten kosmopolityzm). Chciałbym mieć taki wybór. Wtedy czułbym, że wybieram. Chciałbym jeszcze wybierać między ludźmi, których inteligencji nie będę się musiał wstydzić. Jakoś tak się ukształtowałem, że jest mi ciasno z bufonami, miernotami i nieuczciwcami, niezależnie od tego, czy są oni na „górze”, czy na „dole”. Może zbyt dużo wymagam, ale człowiek któremu prezydencja „zdarza” się pierwszy i ostatni raz ma prawo tego oczekiwać, tym bardziej, że okłamywano mnie, robiono w balona już wielokrotnie. Niech ta ojczyzna pozwoli mi chociaż umrzeć godnie... bez kłamstw i oszustw.
      P.S. A co u mnie?
      U mnie „najgorzej przy kawiorze: Tam - na zabój, tam - na noże/A jak złapią - szczerzą zęby/I smarują głodne gęby/Czarną mazią jesiotrową/A bieługi białe kłęby/Żrą od razu na surowo/Bo to dobrze, bo to zdrowo!” (JT).
      Mam więc swój bal, ale to jest przede wszystkim to, na co muszę patrzeć. Bo nie sposób tego minąć... jak ja się cieszyć! Aż mi się płakać chce!
      Na pocieszenie piekę chleb. Pierwsze zapachy rozchodzą się po mieszkaniu. Za jakieś pół godziny ciepły, chrupiący i z masłem. Tym razem bez kawioru, bez bieługi. Ot rozrywka. „Na momencik, ot przelotem/Szybko - i na bal z powrotem”. A mi tam prezydencja...
      • Gość: artur Re: Bal w Narodowym... IP: *.hfc.comcastbusiness.net 08.07.11, 15:30
        zamknięty
        Dobrze piszesz obnażając oczywisty i perfidnie rozgrywany nie tylko pod stołem garjdołek aktualnej sceny politycznej w kraju. Czyta się to z przyjemnością nie tylko ze względu na styl, ale także z uwagi na to, że nie wszyscy chcą odprawiać msze i modły za ten wybiórczo padający polityczny w swych skutkach polityczny deszcz.
    • Gość: jothagie Jedna, druga trawka i... na trawkę IP: *.dynamic.mm.pl 03.07.11, 10:41
      zamknięty
      Widzę, że temat Ikonowicza cieszy się „uznaniem” dlatego i ja wypowiedziałem się na ten temat, chociaż na poważnie, a nie w narzucony prześmiewczy sposób:
      forum.gazeta.pl/forum/w,64,124220957,125740799,Nie_oceniac_lewicy_przez_pryzmat_Ikonowicza.html Zacytuję, żeby nieco rozwinąć:
      „Każdy, kto poczytał trochę o lewicy wie, że istnieje wiele jej odmian (przynajmniej trzy odłamy). Ikonowicz obrał odłam radykalny. Niektórzy mówią o nim jako o przypadku lewactwa, ale sądzę, że lewactwo może być jeszcze na lewo od niego. W takim, radykalnym kierunku ściągał PPS a potem Nową Lewicę. Ikonowicz jest człowiekiem ideowym. Niestety, ideowym do przesady, czyli taki moher à rebours. Znam człowieka osobiście i widzę go jako bardzo zdolnego i inteligentnego. Jednocześnie jest to dla mnie przykład bezsensownego spalenia się. Wyszedł, z prawdziwego zresztą założenia, że SLD to nie lewica i chciał ruch polityczny skierować na radykalne tory. Niestety, o jakieś 50 lat za wcześnie. Świat w swoich niższych warstwach rzeczywiście myśli lewicowo, ale Polska jest spóźniona o jakieś 50 lat ze względu na realne doświadczenia komunistyczne. Jeszcze czekamy, że prawica się opamięta...
      Ja uważam, że w Polsce jest miejsce dla lewicy, różnej przede wszystkim od SLD ale i niezależnej od Ikonowicza. Szkoda tylko, że zdolni i inteligentni ludzie tzw. lewicy „rozkładają” się albo na radykalizm, albo na bylejakość.”
      Są to rzeczy rzeczy tak oczywiste, że mogę je jeszcze raz potwierdzić. Obserwowałem „rozkładanie się” Ikonowicza jak był posłem. „Rozkładał się” na radykalizm z dwóch przyczyn. Uprzedzę, że nie z powodu bycia u władzy. To mu niezbyt imponowało. Miał jednak dostęp do wiedzy, co dzieje się ze społeczeństwem, a to zaczęło przeraźliwie biednieć i przecierać ze zdziwienia oczy. Bywało, że chodził z tygodniowymi raportami o samobójstwach. Bywało, że miał na ustach tylko „pazerny Kościół”. Na to był bardzo wrażliwy. Nie mógł pogodzić się z knowaniami SLD i Kwaśniewskiego. SLD zgarniało wszystko pod siebie, a Kwaśniewski „knował”. Bardzo źle oceniał żydowskie knowania elit, mimo że sam jakoś w takiej rodzinie tkwił (siostra to MG). To był straszny okres w jego życiu i wtedy zdeprawował się. SLD zaczęło mu urabiać jedynie słuszną opinię. Odnieśli sukces w niszczeniu Ikonowicza, bo widzę, że te „ustalenia” powtarza się do dziś. To że kandydował w wyborach prezydenckich wcale nie znaczyło, że wierzył w elekcję – chciał odebrać głosy Kwaśniewskiemu. I udało mu się, chociaż za mało. Ostrzegał przed Kwaśniewskim i dziś widać, że miał rację. Wydaje mi się, że dziś Ikonowicza należy traktować bardziej jako folklor polityczny (np. Ikonowicz na Białorusi, w ichniej telewizji) niż jako realną siłę polityczną. Nie ma nic gorszego jak taki pojedynczy człowiek gdzieś tam o realnych wpływach. Gdyby grupa takich doszła do władzy, to zupełnie co innego. Byłby to bez wątpienia element nacisku. Na to jednak nasi protektorzy nie zezwolą – nasza demokracja ma przecież swoje granice...
      Dysponuje przeciekami, że złą opinię o Ikonowiczu wkręca w społeczeństwo SLD. Tak jak PO straszy PiSem i skutecznie, tak SLD straszy Ikonowiczem, chociaż mało skutecznie, bo społeczeństwo w swej biednej masie nie boi się Ikonowicza. To zabieg wyborczy, bo wokół Ikonowicza kręci się około 1,5% wyborców. Nie pogardzi tym nikt, kto drży o swoje procenty. Rzecz w tym, że społeczeństwo nie wierzy Ikonowiczowi podobnie, jak wielu innym. Sam Ikonowicz nie ułatwia myślenia o nim – brnie w swym radykalizmie aż do śmieszności, czyniąc siebie nieprzydatnym do rozwiązywania problemów społecznych. Odcina kupony od dawnej świetności, która zapowiadała się rozwojowo. Po oszlifowaniu mógł to być brylant lewicowości, ale „lewicowcy” udupili go, za jego zgodą zresztą. I nie z powodu aktualnego zachowania, ale z powodu możliwości, jakie przejawiał na przyszłość. Na eseldowskiej lewicy hoduje się przeciętniaków, a nie wybitnych, którzy z natury byliby zagrożeniem. Dlatego parę rozpaczliwych wpadek, cwani tropiciele i po polityku. Po człowieku chyba również, ale nie przekreślałbym go jako symbolu. Poza tym, w historii wzór negatywny też się liczy.
      P.S. Miałem w swoim życiu okres ciepłego podejścia do Ikonowicza, ale jest to retor, któremu człowiek musi „spijać z ust”. Im dalej jest się od mówcy, tym więcej widać. A byłem raczej z dala. Życzliwie, ale z dala...
      Dla wyjaśnienia dodam tylko, że Ikonowicz miał związki z SLD jeszcze z tego czasu, kiedy SLD nie była partią a komitetem wyborczym lewicy. Tak został posłem. Kuszony do powtórzenia zjednoczenia PPS z pozostałościami po PZPR a dokładniej po SdRP, czyli stworzenia SLD, nie zgodził się. I samo to już wystarczyło.
    • Gość: jothagie Daremne żale-próżny trud.Świat pójdzie swoją drogą IP: *.dynamic.mm.pl 04.07.11, 08:30
      zamknięty
      Słucham muzyki wykonywanej na harfie i jakoś Asnyk mi się zaplątał. Ale to nie przypadek. „Po życie sięgać nowe...”. Właśnie to mi zawsze przyświecało. I ten biblijny obraz żony Lota, która obejrzała się na Sodomę. „Przypomnijcie sobie żonę Lota” (Łk 17:26-32) i prawdę oczywistą, że nie warto oglądać się ani na II, III, IV RP, ani na lewicę i prawicę, ani na żadną inną Sodomę. Tak mi się to przypomniało, bo w polityce utrwalają się nawyki „jajakobyły”. Chyba im te kłamstwa i obietnice z trudem przychodzą więc wykorzystują swoje dawne „osiągnięcia”. Chwalenie się dorobkiem to jakby nowa jakość, ale kolorowanie szarej kliszy to my już znamy. A najbardziej przedziwne jest to, że teraz, przed wyborami, wszyscy wiedzą, co należałoby poprawić. A tyle czasu zmarnowali na głupoty. Sztuczność jest widoczna i oczywista. „Porządnienie” przed wyborami tak Kaczyńskiego, jak i Gowina to znany mam chwyt. wiadomosci.onet.pl/kraj/skonczymy-jak-rzym-przyjda-barbarzyncy-przyjda-muz,1,4451221,wiadomosc.html Tylko Niesiołowski się sobie nie kłania... wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kosciol-ktory-szerzy-nienawisc-to-PiS-owska-sekta,wid,13517450,wiadomosc_prasa.html
      Gdy rozpoczynałem cykl, pt. „Zrozumieć politykę naszych elit” to przyświecała mi taka myśl: jak to się dzieje, że wszystko do czego zaangażujemy swój wolny wybór, w którymś tam momencie staje się dla nas problemem. I posłowie, rząd, prezydent, radni – wędrując po szczeblach władzy demokratycznie ustanowionej. Trudno jest się zmierzyć z takim problemem nie upraszczając go jednocześnie. Trudno trafić w sedno bez znajomości wielu motywów działań tych ludzi, którzy działają wbrew naszemu pojęciu celu społecznego. Dlaczego następuje takie ośmieszenie systemu demokratycznego. Niebezpiecznie rozszerza się krąg ludzi pragnących elit absolutnych. Gotowi jesteśmy nawet zrezygnować z naszego wyboru, byleby tylko tam pojawił się jakiś wzorzec cnót wszelakich. Może altruista w przeciwieństwie tych egoistów? Może społecznik w przeciwieństwie do tych partyjniaków? Może samodzielni w przeciwieństwie do tych halabardników? Może realiści w przeciwieństwie do propagandzistów? Gdybać by można jeszcze długo...
      Prawda jest zaś taka, że poprawić można, ale utopia jest szkodliwa, bo „handlarze dymem” mogą ją ukierunkować w niebezpieczną stronę. Narody już cierpiały z tego powodu, więc trzymajmy się raczej realiów. Dlatego wspólnie tylko poprawiajmy. Marzeń na razie się pozbądźmy. Po pierwsze, nie pozwólmy sobie zrobić utopii z mózgu. Nie idźmy na obiecanki. Wybierajmy inteligentnych, którzy potrafią się znaleźć w każdej sytuacji i tych którzy jeszcze nie obiecywali, czyli wykluczajmy zużytych. Wycisnęli z nas ostatnie marzenia, teraz kolej na nich, by im powiedzieć... Po drugie, nie dowierzajmy wielkim ideologiom, ani religijnym, ani politycznym, typu lewica – prawica. To naprawdę dziś nic nie znaczy. Także wyrwanie jakiegoś kawałka politycznego przez religię nie wyjdzie nam na dobre. Umocni tylko podział, którego konsekwencje są od lat zapalne. Trzymajmy kościelnych za świątynnym ogrodzeniem. Praktyka pokazuje, że Kościół w tym kraju więcej może zdobyć przez jednego focha, niż przez wielu durnych a usłużnych, bo ci albo staną się politykami (Głowin), albo pozostaną ostiariuszami (Sołbecka). W każdym przypadku powód do rozczarowania.
      Tu i ówdzie przewija się teza, że PO założyły służby specjalne. Tego w naszych (np. moich) możliwościach nie da się sprawdzić, ale to, że służby specjalne miały, mają, i będą mieć wpływ na funkcjonowanie państwa to dla mnie nie ulega wątpliwości. Specjalnie też nie zdziwię się, gdyby plotki o PO okazały się prawdą, bo zbyt dużo genów współpracy krąży po tym organizmie. Coś dziwnego jest w tym trwaniu PO – sztuczne nawadnianie i dziwne paliki „pionu” po romantycznych acz krytycznych wystąpieniach (np. Halickiego) i zorganizowane peany pochwalne w postaci sondaży. Każda inna partia, np. założona pod okiem Kościoła, rozsypałaby się w drobny mak po takich sukcesach (kto jeszcze pamięta Konwent św. Katarzyny?). A PO trwa i jakaś niewidzialna siła, od lewa po biskupa wmawia nam, że jest dobrze. W tym musi być jakiś palec... „opatrzności” - ujmijmy to w kategoriach nieteologicznych. Jeśli tak już musi być i jeśli demokracja musi być po czyjejś stronie, to uprasza się o założenie drugiej partii, choćby nieznacznie różnej, żeby wyjść naprzeciw tym umęczonym patriotom, którzy chcieliby co cztery lata naiwnie wierzyć w odmianę. Roman Dmowski pisał, że jego ideałem byłyby dwie partie w sejmie, z których jedna kładła by nacisk na wspólnotę, druga na indywidualizm. Skrajny indywidualizm już POsiadamy. Wystarczy tylko dobrać „wspólnotowców”. Może właśnie tak, no i oczywiście służby... Ja proszę, uklęknę przed tym „wszechwładnym”, żeby ta wspólnotowa partia miała kościec Palikota. Kościół w Polsce ma z Bogiem tyle samo wspólnego, co sądy ze sprawiedliwością. To jest ułuda. W dodatku, JK dowiódł, że przekraczanie śmieszności religianctwa jest skuteczne tylko na około 20%. Jeśli natomiast komuś to nie odpowiada, to znaczy, że nie nadaje się do polskiej demokracji i świat jest przed nim szeroko otwarty.
      P.S. Otóż właśnie, dostałem zaproszenie na wieś. Tam gdzie nie ma internetu a telefon komórkowy działa tylko na górce przy kościele. Nie będę więc miał możliwości coś umieścić na forum, ale to żadna szkoda. Oczekuję, że nabiorę sił akurat na przedwyborcze starcia. Proszę tylko pamiętać, że jestem za Palikotem i zdania nie zmieniłem. Gdyby... to zawiadomię, choć przypuszczam, że Państwu to zwisa, podobnie jak mnie miłostki Dody. Chociaż... jej też życzę udanego związku i wielu uniesień ponad szarą rzeczywistość pościelową. Życzę, żeby nic twardego jej nie przeszkadzało w tych uniesieniach – mam na myśli jej chory kręgosłup.
      Gdyby więc przestały się ukazywać moje wpisy, to jest kilka możliwości... między innymi i ta, że jestem na głuchej wsi. Piekę chleb, gotuję, karmię zwierzęta, jestem w lesie lub nad wodą – zajmuję się naprawdę ważnymi sprawami.
      • Gość: :P Re: Daremne żale-próżny trud.Świat pójdzie swoją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.11, 17:42
        zamknięty
        W tym systemie nie da sie wybrac "uczciwych". Ustroj oparty na wysokim fiskalizmie i ogromnej redystrybucji zawsze bedzie zlodziejski bo takie jest jego zalozenie.
        Zasada ustroju socjalistycznego jest prosta jak drut - placice wladzy a wladza bedzie rozdawac. Co trzeba miec w glowie (albo czego nie miec) zeby wierzyc ze ten system moze sie u nas sprawdzic?
        Nie da sie wybrac uczciwych do wladzy w takim systemie poniewaz nikt uczciwy do takiej wladzy nie darzy. Kazdy inteligentny i naprawde uczciwy czlowiek wie ze nie ma nic gorszego niz wydawac nie swoje pieniadze. Oczywiscie sa wyjatki ale latwiej bylo murzynowi przejsc w bialy dzien niezauwazonym przez hitlerowski Berlin niz nam teraz wybrac uczciwego wsrod tego morza swin u koryta.
        • Gość: jhg Jesteś? Kamień z serca... IP: *.dynamic.mm.pl 04.07.11, 21:02
          zamknięty
          Skądkolwiek nadajesz i niezależnie od tego, czy zmieniasz nicka, czy adres internetowy, zawsze jest to samo – pełna niemoc. Jak nie ZUS to koryto, jak nie fiskalizm to dystrybucja, jak nie świnia to baleron, itd. To wybierz sobie swój ideał i zarabiaj sprzedażą biletów na jego oglądanie. Najlepiej to ogłoś swój program... Jeśli nie, to:
          Caf się, frrruwa twoja mać! (Tuwim, oczywiście).
    • Gość: jothagie To jasne, że diabeł tkwi w szczegółach IP: *.dynamic.mm.pl 05.07.11, 20:39
      zamknięty
      wiadomosci.onet.pl/kraj/dosc-wojny-polsko-polskiej-nowa-inicjatywa,1,4782618,wiadomosc.html „Obywatele do Senatu”. wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9893103,Wybory_2011__Prezydenci_miast_oglosza_start_w_wyborach.html Generalnie temat w mediach jest zdejmowany. Z niezrozumiałych względów przestał być newsem w pierwszej godzinie.
      Podoba mi się ta nowa inicjatywa. Rzecz w tym, że dwa podstawowe pytania uniemożliwiają zachwyt. Pierwsze, gdzie faktycznie powstał ten pomysł? Otóż, ja nie dałbym głowy, że to nie jest plan „B” jakiejś działającej partii. Jeśli po którymś kieliszku PO potrafi się przyznać do autorstwa pomysłu Palikota, to ciarki mi przechodzą. Wolę w to nie wierzyć, ale jak jest z wiarą, to sami wiecie... To że PO brzydko się chwyta, to widać, słychać i czuć. Przyznam też, że ten wrocławski układ też mi trochę zalatuje specsłużbami. Czyżby odgrzewane kluseczki i pomysł zamachu konstytucyjnego ustanawiającego rzeszę po wsze czasy? A może odwrotnie, jest to sposób na unikniecie dyktatury PO. Nie przeczę, że zastąpienie swoich swoimi było dla służb wygodne. Drugie, kto będzie desygnował kandydatów? Majchrowski i Dudkiewicz postarają się, bo od tego zależy dalszy ich autorytet, a reszta? Założę się, że w wielu przypadkach będą to rezerwy kadrowe istniejących partii, różnych mniejszości i polityczni zombie, którzy pójdą do władzy z myślą o swoich możliwościach, możliwościach sojuszników, a nie obywateli. Dlatego, na razie, zachwyt nie jest na miejscu, choć to mi odpowiada i poparłbym inicjatywę swoim głosem. Wreszcie ktoś usiłuje serwować polędwicę wyborczą...
      P.S. Kilka złotych myśli: Panowie! Pokój jest nie do przyjęcia w naszej chrześcijańskiej tradycji. To taki zryw wczesnej solidarności w słowach „zamiast dyktatu komuny - dyktat klasy robotniczej”. U nas nie ma tylu demokratów. U nas wszystko ma postać bajki ”Przyszedł Rywin do Michnika”. Wojna polsko – polska to jakoby siatka maskująca wojnę polsko – żydowską. Wystarczy.
      Nie mówię „nie”. Przyjrzę się temu. W zabawę z misiem ani T. Misiakiem (Work Service!) jednak nie pójdę... tym bardziej jeśli pojawi się tam któraś z Rokitów (szczególnie ta od konkordatu).
    • Gość: jothagie W przelocie... żeby klawiatury nie zapomnieć IP: *.dynamic.mm.pl 08.07.11, 12:08
      zamknięty
      Jestem już na wsi, ale wpadłem do Olsztyna, żeby załatwić parę terminowych spraw medycznych. Wieś mokra, to wieś bardzo smutna. Zdążyłem już przekonać się, co to znaczy wiejska bieda i brak perspektywy. Na wsi są tacy, co żyją nieźle, ale to margines. To „bogactwo” ma swoją legendę – ten był w Niemczech, dzieci tego uciekły do Stanów, ten dorobił się w Czechach, ten przez 20 lat spawał w Norwegii, ta nic nie robi, ale ma za kochanka księdza z Olsztyna... i to byłby koniec. Żadnych miejscowych kulczyków. Dużo złodziei, ale żadnemu nie udało się ukraść pierwszego miliona. Parę osób studiuje, ale po kierunkach zorientowałem się, że kariera raczej będzie im obca. W szkole dzieci podobno zdolne muzycznie, ale i nauczyciel dobry. Możliwości? Chór kościelny i marzenie o zespole disco-polo. W takim gronie zagrałem na gitarze i zanuciłem pieśń Cohena „Waiting for the miracle” - prawie wszyscy odtworzyli linie melodyczną i akompaniament. Co mnie poraziło, to jedyna gitara we wsi, ale nastrojona wzorowo. Gdybym ja był ministrem kultury dałbym im stypendia, instrumenty i możliwości. Niestety, „I was waiting for the miracle, for the miracle to come”... Matematyka kuleje po całości, niestety i żal, bo dziś sens kariery opartej o wykształcenie może mieć tylko charakter politechniczny. To od wsi się oddala.
      Większości żyje się więc kiepsko, ale może to niewłaściwe słowo – żyją w nędzy. Niby nikt nie głoduje aż tak bardzo, ale już dzieliłem się swoją porcją śniadania. Moje zadanie polega na tym, że kupię dzieciom gospodarza wyprawkę do szkoły. I zrobię to z przyjemnością z mojej emerytury. Naukę to ja popieram bardzo. Tak zdecydowałem, bo pieniędzy za pobyt nie wezmą ode mnie. Większość biedaków to honorowi ludzie. Ja też...
      To prawda, że komunizm doprowadzał ludzi do nędzy, ale był w tym klasyczny: Alea, vina, Venus, per quae sum factus egenus – kości (gry), wino (dosłownie albo w przenośni) i Wenus (raczej ich nadmiar) - przez to zostaje się nędzarzem. W tym ustroju klasyka zeszła na drugi plan. Zostajemy nędzarzami z powodu niewidzialnej ręki rynku. Jeśli ktoś miał za mało metafizyki w komunie, to teraz nie może narzekać – niewidzialna ręka rynku to przecież czysta metafizyka. Nierozwiązanym nadal pozostaje tylko główny problem new scholastic, ile diabłów zmieści się w takiej ręce...? I to jest problem teoretyczny, ale ma on wersję praktyczną, ile mianowicie diabłów można z tej niewidzialnej ręki wypuścić?
      Tyle. Spieszę się, a więc do wzajemnego przeczytania się... A jeszcze jedno. Poprzednio napisałem: „Gdyby więc przestały się ukazywać moje wpisy, to jest kilka możliwości... między innymi i ta, że jestem na głuchej wsi. Piekę chleb, gotuję, karmię zwierzęta, jestem w lesie lub nad wodą – zajmuję się naprawdę ważnymi sprawami”. Teraz mogę uzupełnić – nowy regulamin forum GW. Czy nie sądzicie, że nowy regulamin dla forum ma zapobiec klęsce PO i polityki uprawianej przez GW?
      A propos, ostatnio nie odstępuje mnie taki dydaktyczny przykład. Swego czasu Kwaśniewski na złość Millerowi postawił na Belkę. Ten psuje kampanię wyborczą (SLD mogło wtedy sprawować rządy samodzielnie). Miller musi się wiązać z Pawlakiem. Wreszcie Kwaśniewski wymienia Millera na Belkę. Okazuje się, że Tusk również wybiera Belkę. Co więc łączy tych Trzech Króli: Kwaśniewskiego, Tuska i Belkę? Fachowość – ktoś powie. Myli się, bo fachowość siedzi za plecami i zarządza... A więc co? Jest jak w reklamie oświetlenia: gwiazda betlejemska i wszystko jasne... Poszukują nowo narodzonego z rodu Dawida, żeby hołd oddać i dary przynieść. Niezbadane są wyroki Jahwe! Dzięki temu możemy sensownie rozprawiać o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. A GW? To legion Judy Machabeusza – nie lubią się kłaniać obcym bogom. Tym bardziej, że „świątynia spustoszona, ołtarz zbezczeszczony, bramy popalone, na dziedzińcu krzaki rozrośnięte jakby w lesie albo na jakiejś górze, a pomieszczenia dla kapłanów zamienione w ruinę”. Stąd plany wyprawy do Idumei, do Gileadu i Galilei... Cóż, czekamy na Rzymian. Na własne Betsur nas nie stać... To może jeszcze coś z Oratorium Haendla:
      See, the conqu'ring hero comes!/Sound the trumpets, beat the drums./Sports prepare, the laurel bring/Songs of triumph to him sing/See, the conqu'ring hero comes!/Sound the trumpets, beat the drums.
      P.S. Jeszcze wpadnę do sklepu, żeby kupić świeczki. Ustaliłem z gospodarzami, że 11 lipca przyłączymy się do internetowego apelu. Przyznam się Wam, że całe świadome życie nie mogę się pogodzić z tym, co wiem z przekazu rodzinnego i własnych poszukiwań. Potraktujmy więc ten gest jako lux veritatis, bo ci co posługują się tą nazwą niezbyt palą się do takiej celebry. Oni raczej Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek...pod warunkiem, że środki na to da się wymusić na państwie lub wiernych.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka