Plagiat.pl złapał sześciu studentów UWM Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Nie rozumiem po co są seminaria i promotorzy, jeśli niektórzy studenci dopiero przy plagiat.pl dowiadują się, że trzeba robić przypisy. Toż to elemnetarna wiedza na studiach.
    • Gość: Kaka IP: *.adsl.inetia.pl 15.07.09, 21:45
      Wiedza wiedzą, ale chęć walnięcia przewału i lenistwo to drugie.
      • Gość: auxan IP: *.olsztyn.vectranet.pl 15.07.09, 23:47
        często jest tak, ze gdy chcemy coś dokładnie podać, trzeba użyć takiej złożonej
        nazwy. Np: " Ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych","algorytmy
        przybliżone rozwiązywania problemu xyz" itp. Także przytaczanie ogólnie znanych
        twierdzeń - zmiana brzmienia jest jak najbardziej niewskazana, a czy podanie
        źródła będzie konieczne? - wszak autor pracy podaje czyje to twierdzenie, więc
        nie próbuje go sobie przypisać.
        W naukach ścisłych i technicznych prawdziwych plagiatów raczej się nie wykryje
        przez wyszukiwanie frazy. Można przecież czyjś pomysł podać jako swój, opisując
        to własnymi słowami. każdy rozsądny człowiek jednak przyzna, że w tym przypadku
        mamy do czynienia z plagiatem.



        • Gość: Wykladowca IP: 217.153.161.* 16.07.09, 09:39
          Inne metody naszych i zagranicznych studentów
          czerpanie z zasobów internetu + Google tlumacz i mamy wynik - do
          źrodla oryginalnego ciezko dojsc
          sportykane zarowno w pracach po angielsku jak i po polsku

          Najciekawszy przyklad - esej od Hiszpanki okazal sie fragmentem
          przemowienia laureata nagrody nobla z ekonomii ... bez komentarza

          profesorom niestety nie chce sie tego sprawdzac - zenada .... i tyle

          Najprostszy system weryfikacji - google - wstawiam losowo wybrany
          ciag z pracy i mam wynik - 99% trafien ... studenci sa leniwi wiec
          jada tylko i wylacznie na internecie ...
          • Gość: RODOS IP: *.business.static.vectranet.pl 14.10.14, 21:45
            te 99% trafień jest ewidentnym fragmentem zawartej literatury z której student nie tylko ma prawo skorzystać ale wręcz powinien umieścić ponieważ stanowi fundament z którego buduje dalszą część swojej pracy dyplomowej.
            Jeżeli napisze sam swoją pracę to moje zawsze powtórzy się w jakimś %.
            Student nie ma tworzyć nowych form odkrywczych lecz udowodnić znakomitą znajomość literatury, materiału i dojść do własnych wniosków o ile jego hipoteza (myśl / głowa) na to wpadnie ;o).
        • Gość: tommz IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.09, 09:41
          > W naukach ścisłych i technicznych prawdziwych plagiatów raczej się nie wykryje
          > przez wyszukiwanie frazy. Można przecież czyjś pomysł podać jako swój, opisując
          > to własnymi słowami. każdy rozsądny człowiek jednak przyzna, że w tym przypadku
          > mamy do czynienia z plagiatem.

          misiu pysiu - na tym polega odtwórczość pracy magisterskiej, bo
          taka ta praca ma być - piszę się ją z cudzych pomysłów. Z własnych
          pomysłów robi się doktoraty.
          • Gość: eMka IP: *.acn.waw.pl 16.07.09, 11:08
            Hmm niekoniecznie, u mnie na roku prace w większości opierają się na
            własnych badaniach, a to przecież "tylko" magisterki. Część
            teoretyczna rzecz jasna służy przedstawieniu zjawska, także z punktu
            widzenia innych osób zajmujących się tą tematyką, natomiast cała
            praca powinna się opierać jednak na tej pracy własnej
          • I tak i nie. Owszem, praca magisterska nie musi być twórcza. Jednemu z moich
            kolegów na renomowanej uczelni ekonomicznej nawet promotor zarzucił, że ma zbyt
            ambitny-twórczy temat magisterki i kazał wymyślić inny. Z drugiej strony na
            uczelniach technicznych tematy uwzględniające własne pomysły są na porządku
            dziennym - nie jest to żaden wymóg, ale po prostu w miarę częste zjawisko.
            --
            Plus ratio quam vis
          • a szkoda. Ja swoje prace na studiach, w tym magisterkę, pisałam z głowy, a do
            tego odnośniki, że to niby wzięłam stąd i stąd (w tym niektóre źródła fikcyjne,
            żeby tylko bibliografia była bogata). Oczywiście nikt się nigdy nie zorientował.
            Naturalnie praca magisterska powinna być odtwórcza, aby student nie pisał bzdur,
            ale 1) po 5 latach nauki absolwent w swojej dziedzinie powinien potrafić
            wygenerować kilka zdań nie będących bzdurami 2)jak były napisane bzdury
            opatrzone adnotacją za: Iksiński, 1998, to już jakoś bzdurami przestawały być.
            Nigdy też nie spotkałam się z zarzutami merytorycznymi albo metodologicznymi do
            tych prac, a jedynie z takimi, że jest za mało bibliografii "bo skąd to pani
            wzięła?". Odpowiedź "wywnioskowałam z tego źródła przy uwzględnieniu tego i
            tego" nie była przyjmowana, bo student przecież z założenia nie potrafi
            wnioskować. Student robi kopiuj wklej. Można mu jedynie zasugerować dodanie
            przypisu.
        • Przecież ten system nie działa tylko w oparciu o wyszukiwanie frazy tylko w
          oparciu o skomplikowane algorytmy językowo leksykalne. Tzn. np. analizuje
          częstotliwość wystąpień charakterystycznych zwrotów czy stylistyki.

          Podobnymi metodami ustala autorów utworów, które zachowały się ale bez
          informacji o twórcy. Bodajże kilka utworów Mickiewicza w ten sposób namierzono.

          No i oczywiście taki system jedynie stara się wykryć plagiat, ale zawsze mogą
          wystąpić tzw. false-positive czyli nieprawidłowe wykrycia. System w tym
          przypadku nie jest arbitrem (to powinien oceniać człowiek), a jedynie zapala
          wirtualną czerwoną diodę sygnalizacyjną przy danym utworze jeżeli przekroczy on
          dany poziom plagiatu (w rozumieniu systemu, który prawdopodobnie punktuje wg.
          reguł).
      • Gość: np IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.09, 11:39
    • "....Studenci byli tak mocno przejęci kontrolą antyplagiatową, że prosili promotorów, aby na wszelki wypadek jeszcze raz przeczytali dokładnie ich prace zanim zostaną sprawdzone w systemie..." znowu jakis burak-dziennikarz sie odezwal: jak na litosc boska promotor czytajac, nawet bardzo dokladnie, ma sie zorientowac czy to plagiat, czy nie? Promotor po przeczytaniu moze powiedziec czy praca jest, jego zdaniem, dobra czy nie, ale wyrokowac o plagiacie? Wlasnie od tego jest program, zeby wylapywac plagiaty czyli zwykle oszustwa, ktore w Polsce sa tolerowane od podstawowki jako czyny o "znikomej szkodliwosci spolecznej" ale w np. w USA, im lepsza szkola tym bardziej - grozi dysfamia i usunieciem ze szkoly
      (Nota bene, to dlatego ze nagminnie i od dziecka toleruje sie male oszustwa (o znikomej szkodliwosci spolecznej) polacy maja niechlubne, wstydliwe 15% wnioskow wizowych do USA odrzuconych bo sprawny konsul w rozmowie z kandydatem na wyjazd natychmiast orientuje sie, ze ten lze jak bura suka i bye-bye Ameryko)
      • Gość: EM IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 16.07.09, 09:13
        > "....Studenci byli tak mocno przejęci kontrolą antyplagiatową, że prosili promo
        > torów, aby na wszelki wypadek jeszcze raz przeczytali dokładnie ich prace zanim
        > zostaną sprawdzone w systemie..." znowu jakis burak-dziennikarz sie odezwal: j
        > ak na litosc boska promotor czytajac, nawet bardzo dokladnie, ma sie zorientowa
        > c czy to plagiat, czy nie? Promotor po przeczytaniu moze powiedziec czy praca j
        > est, jego zdaniem, dobra czy nie, ale wyrokowac o plagiacie?

        Jesli przecietny student miejscami wyjawia blyskotliwe mysli (a przypisu brak),
        a czesci pracy sa do d***, to wiadomo, ze praca jest zerznieta od kogos innego.
        Inna sprawa, ze promotor powinien byc obeznany w literaturze dotyczacej tematyki
        podejmowanej przez swych magistrantow. To by tez pozwolilo wychwycic sporo
        przekretow.
      • Gość: promotorka IP: 82.139.30.* 16.07.09, 09:37
        Moja uczelnia nie korzysta z tego oprogramowania - nie jest dla mnie
        natomiast problemem stwierdzenie czy praca jest samodzielna i mogę
        zauważyć, że "znakomita" większość prac taka niestety nie jest.
        Fragmenty z Internetu muszę wyłapać sobie sama - ale ostatecznie płacą
        mi za rzetelność.
        • W pełni się zgadzam. Z tym, że niestety część promotorów prezentuje nieco inne
          podejście, albo też ma takie ilości dyplomantów pod opieką, że nie jest w stanie
          wszystkiego dokładnie sprawdzić. Gdyby wszyscy promotorzy (i recenzenci!)
          podchodzili w pełni poważnie do swoich obowiązków, to problem byłby w dużej
          mierze teoretyczny.
          --
          Plus ratio quam vis
      • prof_uj:
        > jak na litosc boska promotor czytajac, nawet bardzo dokladnie, ma sie zorientowac
        > czy to plagiat, czy nie?

        Nie czytałeś wielu prac dyplomowych, prawda?

        Niedbałe cytowanie widać. Niejednorodności stylu, powstałe w miejscu wklejenia czyjegoś tekstu, widać. Niepełne rozumienie przez studenta wklejonego tekstu wychodzi w trakcie rozmowy. Żeby te rzeczy ukryć, student musiałby być dobry w pisaniu, a tacy zwykle nie mają potrzeby plagiatować.

        Oczywiście zwracanie uwagi na takie elementy nie gwarantuje wykrycia każdego plagiatu. Ale nie jest tak bezsilne, jak sugerujesz.

        - Stefan
      • Gość: nie_prof IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.09, 11:16
        prof_uj pewnie ma rację, pisząc: "sprawny konsul w rozmowie z
        kandydatem na wyjazd natychmiast orientuje sie, ze ten lze jak bura
        suka".Ale nie ma racji, twierdząc, że nie można się zorientować, czy
        praca jest plagiatem. Zapewniam, że można - tak właśnie, bez
        specjalnego programu, na prośbę kolegów z uczelni podpowiadam, czy
        dana praca jest podejrzana. Ba, można nawet z bardzo dużym
        prawdopodobieństwem ocenić, czy jest kupiona (pisana na zamówienie),
        czy ma kawałki pozżynane z internetu.
    • Redagowanie, adiustacja oraz zmiany leksykalne i stylistyczne nadesłanych
      tekstów. W ich pochodzenie nie wnikam. Specjalność: teologia, nauki społeczne,
      europeistyka i inne dyrdymały.
      Dyskrecja. Ceny konkurencyjne.
      Firma chrześcijańska - popieraj swoje i narodowe!
      Pisz Pan na Berdyczów.
      • I w tym rzecz stary_satyrze.
        W miarę inteligentny magistrant kopiuje nie tekst a meritum, koncepcję,
        warsztat, statystykę i wnioski. Opisując to własnymi słowami i w miarę potrzeb
        okraszając to przypisami i odnośnikami.
        I żaden plagiat.pl takiej pracy nie określi jako "zapożyczonej". Może to zrobić
        tylko promotor lub recenzent. Ale ci mając na głowie kilkudziesięciu
        magistrantów nie mają na to ani czasu ani chęci.
        • Gość: wajdiri1 IP: *.chello.pl 16.07.09, 11:27
          bo paniom i panom profesorom się nie chce lub fizycznie nie są w stanie
          sprawdzić wszystkich: jeszcze tyle innych uczelni muszą obskoczyć...
    • pracowników naukowych

      WSZYSTKICH docentów i profesuróf

      tylko wtedy będzie duuuużyw wstyd :(
    • Gość: . IP: 217.98.64.* 16.07.09, 08:24
    • Bardzo dobrze sku...synom.
    • Gość: mele2 IP: *.ined.fr 16.07.09, 09:36
      o masz! oddaja studentom plagiaty do poprawy, zeby uzupelnili zrodla! Najwieksza
      kara - przesuniecie terminu obrony z czerwca na wrzesien!
      Dopoki bedzie sie tolerowac plagiaty, polskie uczelnie nie beda nic warte, ani
      dyplomy uniwersyteckie nie beda nic warte, a najlepsi studenci powyjezdzaja na
      studia do Francji i Wielkiej Brytanii...
      Uwierzcie mi, da sie bardzo latwo wykryc plagiat, tylko wystarczy uwaznie
      przeczytac prace i wrzucic kilka podejrzanych fraz do googla. Ja wykrylam kilka
      plagiatow wsrod prac zaliczeniowych moich studentow, ale jedyne co moglam
      zrobic, to postawic im dwojki.
      • Gość: br IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.09, 11:01
        Witam,

        Ja natomiast postępuję tak w przypadku wykrycia plagiatu w pracy (lub tez np.
        kodzie źródłowym pracy zaliczeniowej) - dziedzina: informatyka.
        1. Pytanie do studenta: Czy to on jest JEDYNYM autorem CAŁOŚCI pracy
        2. jeżeli odp. tak, to pokazuję mu skąd "ściągnął" - google is your friend.
        Wtedy informuję go, że wstawiam mu ocenę ndst oraz kieruję sprawę do dziekana -
        drogą oficjalną poprzez dyrektora instytutu - już kilku studentów przez takie
        coś miało bardzo, bardzo duże kłopoty - z relegowaniem z Uczelni dla
        recydywistów włącznie.
        3. jeżeli się przyzna, to wstawiam mu 2 x ndst, co oznacza niezaliczenie
        przedmiotu i wpisuję na naszą wewnętrzną, instytutową listę "ściągających" - do
        końca studiów jest pod bardzo skrupulatnym nadzorem, a jego prace są b.dokładnie
        prześwietlane.
      • Dokładnie - kara z przesunięciem obrony jest śmieszna. A nauczka z tego taka, że
        wolno wszystko, pod warunkiem, że tylko "swoi" wiedzą.

        Nie mówię żeby od razu relegować z uczelni z wilczym biletem, ale jakaś realna
        forma kary powinna być.
        --
        Plus ratio quam vis
        • tu jest właśnie różnica między demokracją a resztą badziewia: nikt nikogo nie
          będzie chłostał, ani dręczył fizycznie - ale za plagiat do jasnej cholery nie
          głaszczemy: no popraw dziecko, wstaw przypisy ?
          Jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B: wiesz co robisz co ci grozi:
          plagiat - won do łopaty, potem takie głąby się rozsiadają po stanowiskach a
          wszyscy się dziwią: kiedy w tej Polsce będzie lepiej i czemu jest inaczej niż na
          zachodzie (jak jest inaczej w szkole to jest inaczej i w pracy...)...

          ps
          i najgorsi nie są buraki z samoobrony, których widać z daleka (chociaż w Polsce
          znajomości wszystko obejdą...)
          ale tacy niby inteligentni (co na plakatach wyborczych wiecznie drapią się po
          brodzie: "filozofowie")czyt. cwaniacy: z pustymi pingpongami na karku...
          • Zgadzam się, że docelowo powinno być "won do łopaty", ale to np. wtedy kiedy
            będziemy sprawdzać wszystkich. Pierwszych bym potraktował "ulgowo", tzn. np.:
            - ocena z "poprawionej" pracy maksimum dst,
            - adnotacja o problemach z obroną w suplemencie do dyplomu,
            - recenzent do pracy z innej uczelni,
            - najważniejsze: przeprowadzony maksymalnie poważnie egzamin dyplomowy, bez
            żadnych ułatwień i z udziałem kadry z innej uczelni.

            Taka ścieżka zdrowia byłaby jak sądzę i tak istotnie poważnym utrudnieniem,
            wymuszającym przyswojenie sobie całej wiedzy z toku studiów (strzelam, że
            "autorzy" plagiatów to nie są jednocześnie najpilniejsi studenci) oraz rzetelne
            przygotowanie całkowicie nowej pracy. Tak więc - kara tak, ale z możliwością
            rehabilitacji.

            Myślę
            --
            Plus ratio quam vis
      • Gość: auxan IP: *.uwm.edu.pl 16.07.09, 16:50
        Nie zawsze jest łatwo wykryć plagiat. Większość książek jest tylko na papierze i
        google nie pomogą. Jeżeli czytasz na dany temat, to zwykle 2-3 najbardziej
        wartosciowe pozycje. Pozostaje kilka lub więcej książek o podobnym zakresie, z
        czego najwyżej niektóre zostają przez ciebie pobieznie przejrzane. A czy każdy
        ma taką fotograficzną pamięc zeby dokładnie zapamiętać jakimi słowami został tam
        opisany problem?
        Osobna sprawa to prace z innych uczelni - kto jest w stanie to śledzić? Dopóki
        te prace nie bedą dostępne w internecie, niewielka szansa na wykrycie plagiatu,
        nawet gdy praca bedzie rżnięta zywcem.


    • Gość: Przemek IP: 199.67.203.* 16.07.09, 09:44
      Chcailbym zobaczyc wyniki pracy tego systemu (raczej nie promotorow)
      na uczelniach prywatnych wrecz "produkujacych" magistrow. Tam praca
      magisterska dostarczona w tydzien po wreczeniu tematu juz nikogo nie
      dziwi... Oczywisci dotyczy to tylko pewnego odsetka studentow
      prywatnych uczelnii, ale obawiam sie ze nieco wiekszego niz np na
      KULu :)
      • Gość: dfsgfh IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 17.07.09, 00:03
        Moja uczelnia zalicza się do kategorii, o której wspomniałeś, a jednak nasz
        "zabiegany" (wiadomo, o co chodzi) promotor sprawdził nas bardzo dokładnie
        (najprostszą z metod). Plagiatorzy zniknęli, płacząc z kącie, słabeusze (a
        chodzi o język obcy i masę błędów, których tylko się wstydzić) dostali tróje, a
        my, najlepsza część grupy, dostaliśmy zasłużone piątki i poszliśmy w dalszym
        toku na renomowane uczelnie. System ten na uczelniach prywatnych istnieje od
        dawna, zresztą, skąd to założenie, że nawet słaby student prywatnej uczelni nie
        ma ambicji, by napisać coś swojego, pomimo słabości? Na moim kierunku prędzej
        znalazłbyś żenująco słabe prace niż plagiaty, zapewniam cię. Ja przykładałam się
        do tego, co robię (dostałam się wcześniej na parę kierunków na chociażby UJ, UMK
        i UW) na mojej uczelni (nie pytaj o powody studiowania tam-gimnazjaliści
        przechodzący obok codziennie się z nas śmiali, ale da się przyzwyczaić), ale
        uwierz mi-na państwowej uczelni ci sami ( w pewnej części) wykładowcy zwykle
        przykładali się do swojej roboty mniej, niż w mojej pipidówie. Mniej ćwiczeń
        (niezależnie zresztą od ich woli), ogólne rozkojarzenie (to ja z wami
        przerabiałem to, a nie tamto?-w trakcie egz.), olewactwo i jednocześnie wyższe
        wymagania, mimo braku pomocy. Prywatne uczelnie mają prawo bytu (pomniejsze
        państwowe są czasem korupcjogenne-np. pewna uczelnia z pomorskiego czy UJK w
        Kielcach) i osoby zdolne, bez koneksji i kasy zostają na miejscu w okolicznych,
        gorszych "z zasady" uczelniach. Dobrze, że nie wszyscy pracodawcy hołdują
        zasadzie "nie rozmawiam z nim/ nią, bo skończyła tę uczelnię"-czasem warto-część
        bogatych dzieci z państwowych uczelni kupuje prace równie często-może i są
        zdolni, ale brak im czasu na inne "pierdoły". Nie uogólniaj, pomimo, że
        zapomniałeś o przynajmniej dwóch przecinkach (moje literówki wybaczam sobie sama).
    • Baza danych "Plagiatu" nie za wielka, prac dyplomowych napisano
      raczej miliony, w kraju i zagranicą, ponadto opracowania naukowe
      idące w dziesiątki milionów.
      Dyplomanci muszą się jednego, przedewszystkim nauczyć: przytaczając
      podawać autora i źródło! Tekst nieoryginalny brać albo w cudzysłów,
      albo wyodrębniać innym liternictwem.
      Oczywiście, wstyd byłoby magistrantowi być zmuszonym powoływać się
      na pracę innego magistranta!
      • Gość: suxan IP: *.uwm.edu.pl 16.07.09, 17:00
        "Oczywiście, wstyd byłoby magistrantowi być zmuszonym powoływać się
        na pracę innego magistranta!"
        Niekoniecznie. Może być, gdy problem jest kontynuowany albo przy pracach
        zespołowych, można powołac się na wyniki doświadczeń z wcześniejszej pracy.
    • Gość: ttt IP: *.olsztyn.net.pl 16.07.09, 09:45
      Szanowny Panie Readaktorze. Chciałbym sprostować Pana wypowiedź. Z
      systemu na pewno nie korzystają Akademie Medyczne w Warszawie i
      Gdańsku, gdyż takie uczelnie nie istnieją. Od niedawna są to
      UNIWERSYTETY, ale to dla Pana przecież szczegół nie wart
      sprawdzenia.......
    • Gość: observator IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.09, 09:53
      Przecież studenci widzą naukową prace profesorów typu "kopiuj-wklej". Wystarczy
      trochę poczytać te "dzieła".
      • Gość: agadoc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.09, 10:02
        Tak, tak, tak! Nie mówiąc o zw. autoplagiatacch. Panowie profesorowie
        obracają badaniami w kółko z różnych stron i na podstawie jednego
        badania piszą kilkanaście prawie identycznych prac....Oczywiście nie
        wszyscy, bo mamy tez naukowców dobrych, bardzo dobrych i wybitnych. Ale
        spójrzmy ilu profesorów ma indeks cytowań 0 albo bliski 0....
    • a reszta? W tym cała masa prywatnych szkółek "tego i owego"?
      Ich absolwenci również mogą o sobie powiedzieć, że mają "wyższe" wykształcenie...
      • Gość: autor IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.09, 10:28
        to że ktoś studiował gdzie indziej nikogo nie dyskryminuje i nie dyskwalifikuje,
        na KAŻDEJ uczelni są lepsi i gorsi a nie tylko na prywatnych, a więc trochę się
        opanuj i myśl następnym razem co piszesz
        • Tobie też sugeruję trochę opanowania i czytania ze zrozumieniem. Przedmówca nie
          napisał, że prywatne szkoły są z gruntu złe, a ich studenci gorsi. Napisał
          tylko, że jest "cała masa prywatnych szkółek" o kiepskiej jakości. Bo to jest
          fakt. Namnożyło się sporo tzw. uczelni, których poziom jest żaden i większość z
          nich jest prywatna. Natomiast z tego stwierdzenia nijak nie wynika, że każda
          prywatna szkoła jest zła.
          --
          Plus ratio quam vis
      • Gość: eMka IP: 83.3.34.* 16.07.09, 11:15
        Mądralo, moja uczelnia (właśnie prywatna) wprowadziła system
        antyplagiatowy już dawno... Ale gratuluję "wiedzy"
    • Ten system łapie cytaty z internetu, a nie z książek, więc nie
      podniecałbym się osiągniętymi rezultatami. "Sklejanki" z książek, to
      dopiero problem.
    • Gość: Mietek Męczywór IP: *.pentacomp.com.pl 16.07.09, 10:25
      Na jakiej podstawie prywatna firma może gromadzić w swojej bazie prace
      magisterskie i inne publikacje bez zgody autorów?
      • Gość: ex studenciak IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.07.09, 10:37
        Oddając magisterkę podpisujesz (lub nie podpisujesz) zgodę na udostępnienie
        swojej pracy.

        • Gość: Mietek Męczywór IP: *.pentacomp.com.pl 16.07.09, 12:20
          Ciekawy jestem jaki jest układ firmy z uczelniami. Z wyjaśnień na jej stronie
          rozumiem, że uczelnie płacą za możliwość sprawdzenie każdej pracy. Czy firma
          płaci za udostępnienie magisterki do jej bazy? Pomysł na biznes jest ciekawy.
          Pytanie tylko, czy funkcjonuje to na zasadzie rynkowej, czy jak kolejna huba
          spijająca kasę z budżetu za pośrednictwem dotowanych uczelni.
    • Gość: Aqarel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.09, 10:33
      To jest polowanie na czarownice. A wymóg napisania pracy dyplomowej jest
      śmieszny, głupi, niepotrzebny, żałosny, durny itd... I tak trzeba udowodnić, że
      każda napisana opinia została już wygłoszona przez jakiegoś autora książki lub
      dokumentu zamieszczonego w internecie. Własna opinia autora pracy zajmuje
      znikomy procent tej pracy i ma miejsce tylko w podsumowaniu i ocenie innej
      opinii. Wiec w praktyce wszystkie te prace są plagiatami. Wyjątkiem są prace na
      uczelniach technicznych oparte na własnych badaniach. Pisanie pracy kradnie czas
      i nic nie wnosi do życia studenta. Już lepszy byłby egzamin z całego toku
      studiów. A w Stanach prace mają po 10 stron ale ważne, żeby były właśnie
      autorskie a nie spisane z jakiejś książki. Jestem rozgoryczony bo właśnie muszę
      pisać pracę :P
      • Nie zgodzę się. Dobrze napisana praca owszem, opiera się na innych źródłach,
        przemyśleniach, teoriach etc. Ale powinna dokonywać ich analizy, porównania czy
        krytyki. Nie wiem jak w USA jest ze zrozumieniem czytanego tekstu, ale w Polsce
        widzę, że coraz gorzej. Dlatego uważam, że tego rodzaju ćwiczenie - pod
        warunkiem poważnego doń podejścia rzecz jasna - jest jak najbardziej pożądane.
        Kiedyś analizę tekstu - akurat literackiego - ćwiczyło się na maturze, ale teraz
        już ten element zniesiono.

        I nie zgadzam się, że taka praca jest plagiatem. Plagiatem jest jeśli kopiujesz
        bez podania źródła czyjeś teorie, opinie, wnioski, a nie jeśli na podstawie
        cudzych wyraźnie zaznaczonych tez formułujesz wnioski własne. To jest właśnie
        różnica, której wiele osób jakoś nie potrafi - lub nie chce - dostrzec.
        --
        Plus ratio quam vis
    • Gość: Aqarel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.09, 10:35
      Nie badz taki madralinski! Elementarna wiedza na studiach to jest wiedza o
      kierunku jaki studiujemy a nie robienie durnych przypisow do durnej pracy! Moj
      promotor olal system i wogole seminarium nie robil tylko trzeba przyjsc do niego
      z gotowa praca.
      • Niezupełnie to prawda, bo studia to - przynajmniej w teorii - nie to samo co
        liceum tylko o schodek wyżej. Dlatego poza samą wiedzą z zakresu jaki studiujesz
        powinieneś uczyć się tzw. metody naukowej. A że wiele uczelni i promotorów ten
        element olewa, to nie znaczy wcale, że ich podejście jest poprawne i pochwały godne.
        --
        Plus ratio quam vis
        • Gość: mele2 IP: *.ined.fr 16.07.09, 13:44
          Jakos nie rozumiem, o co ci chodzi. Moim zdaniem metoda naukowa to m.in.
          krytyczne analizowanie dorobku naukowego z danej dziedziny. To nie jest jedynie
          wstawianie przypisow, choc akurat przypisy tez o czymc swiadcza (o poziomie
          intelektualnym delikwenta, jego oczytaniu, itp.). Wiadomo, ze nigdy nie zaczyna
          sie od poczatku, ale ze byli przed nami inni ludzie, ktorzy juz badali te
          dziedzine. Dlatego trzeba wiedziec (i napisac) co do tej pory zostalo zrobione,
          a co nie. I dlaczego moja praca ma jakas wartosc. Na moich studiach (nauki
          spoleczne na UW) praca magisterska musi zawierac taka krytyczna analize plus
          wyniki wlasnego badania. Od pracy licencjackiej nie wymaga sie prezentacji
          wlasnego badania, ale te twoje przypisy tez powinny byc.
      • Gość: kaczo i ponuro IP: 132.170.59.* 16.07.09, 23:36
        "Elementarna wiedza na studiach to jest wiedza o kierunku jaki
        studiujemy a nie robienie durnych przypisow do durnej pracy!"

        Zacznij studiowac w ktoryms z krajow anglosaskich,
        a szybko stwierdzisz jak glupie jest to co
        napisales na tym forum (patrz powyzej)!
    • Gość: kg IP: *.ericpol.pl 16.07.09, 10:39
      garść informacji na temat problemów z systemem plagiat
      prawo.vagla.pl/node/7687
    • Jeszcze powinni dzieciakom prace na polski w gimnazjum tak
      sprawdzać :)
      --
      Aranżacja wnętrz Bydgoszcz
    • Gość: i28 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.09, 11:44
      Dodam jeszcze, że można napisać magisterkę np. z nauk społecznych lub pokrewnych (czyli jednak humanistyczną), popartą badaniami. Oczywiście, do wybrania tematu badań potrzebna jest podbudowa teoretyczna (i tu miejsce na teorię i odpowiednie cytaty), ale drugą część, nazwijmy ją analityczną, można zrobić już bez odwołań do lektur. No i wnioski - student powienien je sam wyciągnąć. Można.

      Ale tu jest też "wina" promotorów i całego systemu jaki panuje na danej uczelni. Na UWMie są cyrki, bo do każdego promotora ma chodzić mniej-więcej taka sama liczba studentów, niezależnie czy cieszy się on opinią dobrego wykładowcy czy nie. Promotorowi też się musi chcieć - mnie jeży włos na głowie myśl, że promotor ROZDAJE temety magisterek, a nie student sam WYBIERA/wymyśla pod kierunkiem promotora. Toć gdybym miała pisać np. o historii prasy w polskiej w XIX wieku to też pewnie na CTRLC - CTRLV by się skończyło. Ale niektótrzy promotorzy zwyczajnie boją się ambitnych tematów i studentów, którym się chce.

      Kolejna sprawa - ilość studentów na seminariach. Jak jest ich multum to nie ma szans wnikliwie zająć się każdym. A przy poświęceniu w ciągu tego roku seminarium odpowiedniej uwagi widać jak praca się rodzi, że są czytane kolejne lektury, prowadzone jakieś badania, a nie nagle hop-siup gotowa magisterka leży na stole.

      Jestem przeciwna egzaminom zamiast magisterki - w ten sposób uniwersytet zaprzecza sam sobie. Nie po tą są sesje i oceny w indeksie, żeby to jeszcze raz weryfikować. Porządna, rzetelna magisterka wystarczy.
    • Teologia nie jest chyba nauka?




      --
      Bad sound kills good music!
    • Gość: radek IP: *.128.11.218.static.crowley.pl 16.07.09, 12:33
      A ja myślę ze to bez sensu. Za kilka lat okaże się, że żadna praca nie została
      napisana samodzielnie. Niemożliwe jest, żeby dwóch ludzi nie napisało tego
      samego zdania. Dwóch? Dwudziestu ludzi, szczególnie gdy opisuje się coś
      oczywistego. Jak wygląda niebo? Niebo jest niebieskie, pokryte chmurami? Ilu z
      was tak pomyślało? Ten cały plagiat to ściema.
    • A praca Zyzaka była orginalna i niepowtarzalna.
    • wg mnie to od razu powinni wywalić na zbity... jaka poprawa? jaki
      nowy termin? to kpina! i to w kraju, gdzie nieuczciwość jest
      poważnym problemem. z nieuczcieością i kradzieżą intelektualną
      należy drastycznie walczyć. w którym normalnym kraju tak pobłażliwie
      traktuje się złodziei intelektualnych?
    • Nie ma jak dobra ściema!

      Plagiat.pl jest w stanie wyłapać najbardziej ewidentne przypadki zrzynania słowo
      w słowo. I teraz uwaga: WYŁĄCZNIE Z TEKSTÓW, KTÓRE ZNA!
      W efekcie wszystkie wydania książkowe, zwłaszcza mało popularne są bezpieczne.
      Ja w swojej magisterce korzystałem z książek, których część była niemal w ogóle
      niewypożyczana! Rekordowe dwie - trzy pozycje przez 20+ lat nigdy nie były
      wypożyczane. Mogłem zrzynać na całego. Teoretycznie, bo moja praca nie polegała
      na przepisywaniu z cudzych książek. ;-)


      Druga metoda: pozamieniać wyrazy i litery. Zmiana szyku zdania, przestawianie
      wyrazów, zamiana synonimów, rzeczowników na zaimki, itd. Wszystko to powoduje,
      że powstaje niemal oryginalny tekst, a nie potrzeba znać tematu, wystarczy
      znajomość polskiego. Oczywiście trzeba samemu redagować tekst, COPY-PASTE nie
      wystarczy.
      Zamiana liter jest bardziej "chamska", ale równie skuteczna: zastępujemy zwykłe
      litery ich odpowiednikami np. ze strony kodowej cyrylicy. W efekcie literka
      wygląda jak np. "o", ale dla komputera do zupełnie inny znak. Łatwe do wykrycia
      - wtedy wzbudzi podejrzenia - ale bardzo skuteczne.

      I wreszcie metoda na obronę przed plagiatami: SENSOWNE TEMATY MAGISTEREK!
      Żadnego pitolenia, odtwórczych kompilacji. Prace może i małe, ale BADAWCZE.
      Niech nawet wynikiem będzie ...porażka badawcza, ale niech to będzie samodzielna
      praca! Mnie moja praca w sensie merytorycznym przyniosła sporą satysfakcję.
      Inna metoda: brak magisterki. W trakcie studiów powinno się realizować rozmaite
      prace, a ukończenie studiów mogło by wystarczać do otrzymania tytułu magistra.
    • Po pierwsze, z internetu zrzynają wszyscy, od studenta po profesora. Ostatnio
      redagowałem pewien tom prac naukowych i przy sprawdzaniu artykułu jednego pana
      profesora przypadkiem wykryłem bezczelną, dosłowną zrzynkę kilku zdań z
      internetu. Delikatnie zwróciłem uwagę na "dużą korelację" - nie sugerując, że to
      szanowny profesor zerżnął, tylko może tamten autor od niego. Jak się wkurzył!
      "Co mi pan tu insynuuje!" Ale po cichutku w nowej wersji wyciął ten cytat :)))

      Po drugie, zrzynać trzeba inteligentnie - można cały akapit "pożyczyć", tak
      zmieniając styl, szyk i wyrażenia, że sam autor swojego tekstu nie pozna! Ale
      cóż, do tego trzeba pewnych umiejętności językowych ponad Ctrl+C, jakiejś tam
      orientacji w dyscyplinie oraz czasu na redagowanie. Tylko że jeśli się dysponuje
      tymi trzema czynnikami, wtedy i pokusa zrzynania jest słabsza, niż pisania
      samodzielnie...
    • Gość: Pasjonat IP: *.chello.pl 16.07.09, 13:15
      A ja sie poswiecilem piszac prace mgr na jednym z Wydzialow Prawa-dostalem za nia nagrode,obronilem sie na piec i taka tez ocene dostalem za napisanie tejze pracy.I po co mnie to bylo??? Skoro od ponad 5 lat szukam pracy zawodowej i nikt mnie nawet na maile,listy etc. nie raczy odpowiedziec.I nikt ze mna nie rozmawia w ogole.Pisalem uczciwie,wiele mnie to kosztowalo wysilku,pieniedzy,szukania literatury,ulozenia zagadnien,o ktorych chcialem pisac w takim kontekscie,o ktorym malo kto pisze-w moim wypadku to ja wymyslilem sobie temat,ktorego w takim ujeciu,o ktorym pisalem trudno w ogole szukac w literaturze prawniczej.A inni napisza byle co i prace maja od razu dzieki koneksjom,ukladom i rodzicom.Taka prawda.Gratuluje tworcom plagiat.pl skutecznosci.Lapac ich wszystkich.Wtedy bedzie sprawiedliwie.
      • Gość: gościk IP: *.uni.lodz.pl 16.07.09, 13:42
        Drogi Pasjonacie, Twój przypadek jest po prostu kolejnym dowodem na
        bezsensowność wymogu pisania prac magisterskich (czy licencjackich),
        przynajmniej w takiej formie jak teraz. Parę osób słusznie już zauważyło na
        forum - wprowadzić prace nawet małe, ale twórcze, autorskie, łatwe do
        sprawdzenia pod kątem samodzielności.
        • Ale tu nie ma co wprowadzać. Do tego nie trzeba żadnych formalnych zmian -
          wystarczy podejście promotorów. Jak masz rozsądnego promotora, to piszesz pracę
          twórczą. Na centymetry nikt rozsądny też pracy nie mierzy.
          --
          Plus ratio quam vis
        • > wprowadzić prace nawet małe, ale twórcze, autorskie, łatwe do
          > sprawdzenia pod kątem samodzielności.

          To też nie jest najlepsza droga. Pisanie pracy naukowej ma w założeniu udowodnić
          umiejętności kandydata w prowadzeniu pracy naukowej. A co jeśli nie mam zamiaru
          pracować naukowo, tylko rzetelnie skończyć swoje studia i iść do pracy? To
          przecież nic złego. Umiejętności prowadzenia pracy naukowej mi się nie
          przydadzą, za to bardziej by mi się przydało więcej specjalistycznej wiedzy w
          dziedzinie, którą studiuję i chcę wykorzystywać swoją wiedzę w pracy. Nie mam
          ochoty wymyślać prochu, nie chcę tracić czasu (często praca nad magisterką się
          zaczyna np. już na III roku) na opracowywanie jakiegoś tematu obrobionego wiele
          razy przez innych, ale cóż innego mogę zrobić, by uzyskać tytuł?
    • Gość: zzz IP: *.adsl.inetia.pl 16.07.09, 13:20
      a jak z pracami kupowanymi przez magistrantów, doktorów a nawet
      habilitantów?
    • Gość: pops IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.09, 13:28
      jw
    • "Chcieliśmy uchronić studenta przed popełnieniem plagiatu, który jest ścigany
      z urzędu - tłumaczy Józef Górniewicz, rektor UWM."

      Brawo! Czyli UWM usiłuje za wszelką cenę doprowadzić do tego, by tę uczelnię
      mogli ukończyć ludzie z gruntu nieuczciwi. Pogratulować troski!
    • "Chcieliśmy uchronić studenta przed popełnieniem plagiatu, który jest ścigany
      z urzędu - tłumaczy Józef Górniewicz, rektor UWM. "

      Czyli rektor UWM stara się za wszelką cenę zadbać o to, by tę uczelnię mogli
      ukończyć ludzie z gruntu nieuczciwi. Brawo! Pogratulować troski.
    • Gość: człowiek nauki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.09, 13:41
      A ja się pytam za co promotorzy prac magisterskich biorą pieniądze???, to do
      nich należy zapoznanie studenta z pisaniem i przypisami pracy magisterskiej,
      oraz rzetelne jej sprawdzanie!!. Dziekani powinni zająć się promotorami i
      wykonywaniem przez nich rzetelnie tej pracy. Przecież promotorzy prac
      magisterskich na publicznych uczelniach mają płacone za głowę studenta całkiem
      niezłe pieniądze, a pracę wykonują złą a nawet byle jaką po prostu nie
      sprawdzają prac swoich przyszłych magistrantów i w tym jest cały śmierdzący
      problem plagiatu!!.
      • Gość: Arek IP: *.uwm.edu.pl 17.07.09, 09:24
        Dobry człowieku nauki, zgadzam się, że każdy MUSI wykonywać swoje obowiązki w
        ramach zajmowanego etatu najlepiej jak potrafi. Promotor, rektor, dziekan,
        sprzątająca, portier. To jest bezdyskusyjne.
        >Przecież promotorzy prac
        > magisterskich na publicznych uczelniach mają płacone za głowę studenta całkiem
        > niezłe pieniądze.
        Chyba trochę słoneczko przygrzało w tym momencie za bardzo albo duchota i
        parność spowodowały chwilowe niedotlenienie mózgu. Podaj mi proszę kwotę, o
        której wspominasz. Nie jestem pewien, czy wiesz, że gratyfikacja za 1 pracę mgr
        to 5 godzin dla promotora i 5 godzin dla opiekuna (było, bo od nowego roku akad.
        3 i 3 godziny). Gdyby promotor trzymał się tylko prawa i nie angażował w pracę
        mgr więcej czasu niż 5 godzin, nawet nie będzie w stanie jej porządnie
        przekartkować a co dopiero mówić o przeczytaniu i sprawdzeniu. Czemu drogi
        Autorze postu rozsiewasz ściemę na Forum? Czytają to również studenci, którzy są
        gotowi uwierzyć w to co piszesz, bo podpisujesz się "człowiek nauki". Zanim
        jeszcze coś napiszesz, to wpierw sprawdź, a potem artykułuj takie opinie.
        Nie zmienia to faktu, iż niektórzy promotorzy nie wywiązują się ze swych
        obowiązków, ale nie tylko na UWM!
      • Gość: zaoczna IP: *.1and1.pl 28.11.12, 13:15
        to przecież profesor powinien przeprowadzić wstępną kontrol, bo student może być słabo zorientowany i profesor bierze pieniążki za promowanie
    • Gość: as IP: 78.133.255.* 16.07.09, 14:31
      Plagiat.pl? To ci, co wykorzystuja bezprawnie prace napisane przez studentow.
      Slodko :)
    • Nie jestem elitarystą w tym względzie, że mam ochotę stosować parytety. Żądam
      tylko aby nie obniżano poziomu. Wszystkie "wyższe szkoły gotowania na gazie"
      powinny być tym czym de facto są, czyli najwyżej szkołą policealną. Dlaczego
      zlikwidowano technika i szkoły zawodowe? Należało tylko przeprofilować je pod
      kątem nowoczesnej gospodarki. Jak bardzo nędzna musi być matura, skoro tylu ją
      zdaje? Po co 5-letnie studia na tak wielu kierunkach? Przecież to śmieszne, że
      tyle samo trwają studia prawnika i architekta z jednej strony i pożal się Boże
      pedagoga czy socjologa z drugiej.
      • To nawet nie chodzi o upowszechnienie oświaty, tylko upowszechnienie dokumentów
        potwierdzających "wyższe" poziomy wykształcenia. Ja osobiście uważam, że
        założenie, iż każdy Polak ma mieć maturę, było/jest wielce szkodliwe. Przede
        wszystkim dlatego, że wtedy matura - wbrew nazwie - nie jest już dowodem
        wykształcenia ŚREDNIEGO tylko PODSTAWOWEGO. Bo jeśli każdy ma mieć co najmniej
        maturę, a może coś ponad, to właśnie matura staje się podstawą. Tylko po co na
        tę podstawę aż tyle lat?

        Drugi punkt jest taki jak piszesz - likwidacja szkół ponadpodstawowych (no,
        teraz ponadgimnazjalnych) uczących zawodu. Niektórych wcale nie trzeba było
        dostosowywać. Ja jestem osobiście bardzo ciekaw skąd my za lat 20 będziemy brać
        hydraulików i elektryków? Bo nawet najlepszy inżynier-elektryk nie zastąpi
        doświadczonego robotnika-elektryka. Robotnicy TEŻ są potrzebni gospodarce i nie
        ma niczego zdrożnego w byciu robotnikiem. W rozwiniętych krajach to może być
        nawet całkiem dochodowe zajęcie - patrz np. zarobki wykwalifikowanego spawacza.

        Tymczasem obecnie szkoła średnia nie przygotowuje praktycznie do żadnej pracy,
        żadnego zawodu. Absolwent szkoły średniej ma pewien zasób wiedzy ogólnej
        (przynajmniej teoretycznie) i niewielkie pojęcie o jakiejkolwiek pracy
        (przynajmniej ze szkoły). Czyli stoi de facto niewiele wyżej niż kiedyś
        absolwent podstawówki niestety. To jest wielka krzywda jaką reforma edukacji
        zrobiła tak młodym ludziom, jak i państwu.
        --
        Plus ratio quam vis
    • Gość: Wujo IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.07.09, 16:29
      A gdzie prawa autorskie? Uniwersytet nie ma prawa przekazywać mojej pracy
      spółce z o.o., która trzyma je sobie w bazie danych. Pracownicy plagiatu mogą
      mieć dopiero z góry przy wypożyczaniu prac dla znajomych.
    • Gość: AM IP: *.dip.t-dialin.net 16.07.09, 17:53
      Ciekawa, że lustracja dotyczy przede wszystkim Kościoła!!! A gdzie
      inni, czyżby święci i niewinni, np. dziennikarze??? Są, ale GW tego
      nie chce wiedzieć.

      Ciekawe, że problem homoseksualizmu dotyczy przede wszystkim księży
      katolickich, a gdzie inni, którzy stawnowią większość w
      społeczeństwie??? Czy wszyscy o tych skłonnościach są księżmi, a
      innych nie ma? SĄĄĄĄ, ale nie dla GW!

      Ciekawa, że plagiaty piszą przede wszystkim studenci teologii! To
      oni muszą być w pierwszym rzędzie sprawdzani! A nie sprawdza się z
      taką złośliwą namiętnością wydziałów innych, np. prawa, historii,
      itd.
      Przecież GW zepchnęła religię na margines (niemal przestępczy),
      margines mało znaczący, a jednocześnie maniakalnie ciągle się nim
      interesuje. Teologię studiuje znikomy procent młodzieży, nie jest
      eksponowanym kierunkiem na żadnej polskiej uczelni wyższej, a tak
      wielką uwagę wszyscy do niej przywiązują.
      Czy ktoś może mi wytłumaczyć dlaczego w 100% sprawdzono możliwość
      plagiatu na teologii, a 5-10% na innych wydziałach?
      Podobno najgłośniej krzyczy złodziej: Łapać złodzieja!!!
      Wydaje się że trzeba by wnikliej przyjrzeć się Gazecie Wyborczej,
      ile tam tajnym współpracowników, ile homo-nie-wiadomo, ilu
      dziennikarzy-plagiatorów. Może ich pierwszych powinno się sprawdzić,
      czy ich magisterium to nie plagiat? A ich artykuły czy nie są jakoś
      schematycznie do siebie podobne?
      • Czy z tego, że dajmy na to na Uniwersytecie Warszawskim albo Politechnice
        Warszawskiej sprawdza się prace wynika z kolei nienawiść czyjaś do Warszawy?
        Człowieku, opanuj się. A dlaczego akurat na UWM zaczęto od teologii - nie wiem,
        ale nie raczej nie dlatego, że tak im kazała Gazeta Wyborcza.
        --
        Plus ratio quam vis
    • Gość: szym IP: 217.153.80.* 16.07.09, 23:27
      Skad program plagiat.pl ma zgode na przetwarzanie tych prac? ja sie na
      przetwarzanie mojej nie zgodzilem. prawo autorskie nie wymaga zgody na
      wykorzystanie mojej pracy w celach komercyjnych (korzystanie z plagiatu
      nie jest bezplatne)?
    • Gość: kox IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.09, 12:07
      Niezła reklama tej rolniczej uczelni (UWM). Nie ma co.
    • Gość: bercik_28 IP: 88.220.77.* 17.07.09, 15:13
      Niestety łapią tylko najgłupszych, tylko dlatego że plagiat.pl chce zarobić
      podwójnie. Każdy może się tam zerejestrować i sprawdzić sobie samodzielnie
      pracę. Wystarczy, że student wrzuci swoją pracę w plagiat.pl, pojawi się
      informacja co zostało splagiatowane, w tych częsciach pozamienia kilka wyrazów,
      porobi kilka literówek, wrzuca jeszcze raz na plagiat.pl, praca wychodzi jako
      samodzielna i może ją spokojnie oddać. A wystarczyłoby żeby plagiat.pl był
      dostępny tylko dla uczelni...
    • Gość: Adam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.09, 18:07
      Pewien brytyjski student pozwał uczelnię, bo chcieli mu odebrać dyplom za
      przepisanie pracy licencjackiej z netu. Powoływał się na to, że przez cale
      studia w ten sposob pisał prace i nikt mu nawet nie powiedzial na czym polega
      plagiat, co to za przestępstwo, jak cytować tekst itp. - tylko akceptowali
      wszystkie jego teksty.
      I samorząd studencki murem stanął za nim i zażądał żeby uczelnie wreszcie
      określiły jednoznacznie w jaki sposob wolno pisać prace.

      W tym tkwi sedno problemu - przez cale studia nauczyciele, pozwalają na
      ściąganie i spisywanie z internetu - ba - sami tak robią, nie uczą nic o
      sposobach pisania pracy i zasadach prawa autorskiego - i nagle po 5 latach -
      bach - każą napisać twórczą, samodzielną pracę i rozliczają studenta z każdych 5
      słów.

      Student jest taki jakim go ukształtowali jego pedagodzy. Czy to sprawiedliwe, że
      karze się pistolet - a nie tego kto kogoś zastrzelił?
przejdź do: 1-100 101-110
(101-110)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.