Dodaj do ulubionych

nieznane legendy o Ursynowie

11.09.05, 00:46
Dawno, dawno temu, w miejscu, gdzie dziś znajduje się Kopa Cwila, stał mały,
skromny domek, w którym mieszkała samotna wdowa z córką. Pewnego dnia pod dom
zajechał powóz, a w nim młody, lecz nieprzyjemnie wyglądający mężczyzna.
- Słyszałem, że macie ładną córkę, wdowo - wyłuszczył od razu sprawę przybysz
- dajcie mi ją za żonę, będzie ze mną szczęśliwa...
Wdowa, niewiele myśląc, zgodziła się. Wbrew woli córki, postanowiła wyswatać
ją z przybyszem, choć niczego o nim nie wiedziała.
Zrozpaczona córka, w noc poślubną poszła do komódki i wzięła maczetę. Jednym
sprawnym ruchem odcięła głowę swojej niegodnej matce. To samo stało się ze
świeżo poślubionym małżonkiem. Ich ciała dziewczynie udało się zawlec na
pobliskie poletko i tam ich pogrzebała. Bóg jednak rozgniewał się na nią i,
gdy myślała, ze już wszystko będzie w porządku, usłyszała głos:
- Za karę, za to że zabiłaś własną matkę i męża, zamienię cię we wzgórze!
Będziesz stać na grobie tych, których zabiłaś, i nigdy stąd nie odejdziesz!
Córka wdowy przelękła się i chciała uciekać, ale nogi wrosły jej w ziemię. Nie
mogła się ruszyć - gdy spojrzała w dół, zobaczyła, że nie może już odróżnić
swych nóg od podłoża. Chwilę potem zamieniła się cała w sporą hałdę ziemi,
która po dziś dzień stoi na Ursynowie, kryjąc mroczną tajemnicę...
Edytor zaawansowany
  • Gość: raaaaaa IP: *.aster.pl 11.09.05, 01:13
    gdzie kupiłeś takie ziele, po ktorym coś takiego cie dopadło?? ;>
  • jaa_ga 11.09.05, 12:47
    :)))))))
  • urban_legend 11.09.05, 16:12
    Dawno, dawno temu cały teren Ursynowa był pustynnym nieużytkiem. Ludzie nie
    uprawiali tu ziemi, gdyż nie chciała rodzić. Słońce wypalało zbiory, a woda
    oddalona była o wiele kilometrów. Zwierzęta chowały się marnie i większość
    mieszkańców klepała biedę. W jednej z takich biednych chat mieszkał Janko z
    rodzicami. Codziennie siadał na łące i pasł owieczkę, jedyną jaką mieli. Pewnego
    dnia zerwała się straszna wichura i, nim Janko zdążył zareagować, uniosła
    owieczkę hen, wysoko nad ziemię. Nagle wiatr przestał wiać i owieczka ze
    straszliwą prędkością zaczęła spadać w dół. Janko zamknął oczy. Po kilku
    sekundach przeraźliwego świstu i beczenia chłopiec usłyszał straszny huk. To
    owieczka spadła na dach jego rodzinnego domu, zabijając na miejscu oboje
    rodziców. Janko tak się zdenerwował, że wziął siekierę i odrąbał głowę owieczce.
    Z jej szyi trysnęła nie krew, a woda, która zaczęła nawilżać teren, na którego
    miejscu wyrósł dzisiejszy Las Kabacki. Janko żył długo i szczęśliwie, a na jego
    podwórku zbudowana została piękna fontanna.
  • jan-w 11.09.05, 16:29
    Świetne, ale tak naprawdę, woda z owieczki, trysnęła na Moczydle (obok lasu
    kabackiego) i stąd problemy miejscowych developerów, którzy muszą budować bardzo
    solidnie, aby w piwnicy nie pojawiała się woda ;-).
    --
    Kabaty-Moczydlo
  • neuroup 12.09.05, 17:54
    Mi tam sie podoba. Mozna by opowiadac ma rece i nogi. Turysci to kupia. Tak samo
    chodzac po Ursynowie mozna pokazac a tu krecili "Alternatywy4" a tu "Dzien
    Swira" a tu "Nic smiesznego" Legendy i inne turystyczne miejsca przydadza sie
    naszej dzielnicy.
    --
    Neuroup of Addict Labs
    gg:2055161
    email:neuroup@gazeta.pl
    info.wsisiz.edu.pl/~slowak/ ==>homepage
  • Gość: ursynka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.09.05, 23:59
    Dlaczego te legendy są takie upiorne? Zupełnie jak dzisiejsze bajki dla dzieci!
    A może tak coś, po czym nie zbudzisz się nocą z krzykiem ?
  • urban_legend 14.09.05, 20:18
    Sto, a może i dwieście lat temu, na terenach dzisiejszego Ursynowa nie było
    dużych domów, tylko mniejsze i większe, na ogół oddalone od siebie chatki.
    Reszta obszaru porośnięta była lasami, w których grasowali złoczyńcy, dlatego
    mało kto jeździł nimi nocą.

    Pewnego dnia lasem jechał alchemik, który wiózł do swojej siedziby drogocenne
    zioła i mikstury. Byl już niedaleko wyjazdu z lasu, ale konie najechały na głaz,
    pękło koło od powozu i całe popołudnie zeszło na naprawę. Gdy ruszył dalej, było
    już ciemno. Po kilkunastu minutach jazdy drogę zastąpiła mu banda złoczyńców.

    - Dawaj złoto, albo posiekamy cię na kawałki! - Krzyknęli bandyci.
    - Ale ja nie mam złota, możecie mnie przeszukać - powiedział zgodnie z prawdą
    alchemik. Bandyci obszukali i jego, i powóz, ale niczego nie znaleźli.
    - W takim razie będziemy musieli cię zabić. Przynajmniej twój powóz i konie nam
    się przydadzą - bandyci byli nieustępliwi, ale alchemik nie stracił zimnej krwi.
    - Czekajcie! Mam tu specjalne mikstury, z których da się zrobić złoto, ale
    potrzebny mi kocioł, mały kociołek i ogień! Dam wam dużo złota, jeśli mnie puścicie!
    - No dobrze, alchemiku - powiedział herszt bandy - ale pamiętaj, że jeśli coś
    knujesz, koniec z tobą!

    Alchemik przez dłuższy czas stał nad kotłem i mieszał różne składniki. W
    mniejszym kociołku podgrzewał jeszcze inną miksturę. Wykorzystawszy nieuwagę
    pilnujących go zbójów, łyknął mikstury z małego kociołka, gdyż był to napój
    uodparniający na działanie trucizny, grzejącej się w dużym kotle. Chwilę potem
    alchemik zanurzył w dużym kotle chochlę, zaczerpnął płynu i krzyknął:
    - Mam! Mam złoto!
    Gdy tylko chciwi złoczyńcy do niego podbiegli, oblał ich trucizną, która
    powaliła wszystkich bandytów na ziemię. Sam alchemik był bezpieczny dzięki
    miksturze z drugiego kociołka. Następnie poodcinał im głowy i zakopał wszystkie
    w jednym miejscu. Po czym bezpiecznie odjechał do domu.

    Tam, gdzie alchemik zakopał głowy zbójów, wyrósł rząd pięknych kasztanów. Stoją
    tam one jako pamiątka i przestroga dla tych, którzy ośmielili się podnieść rękę
    na czyjeś życie. I rosną tam do dziś...
  • java9 15.09.05, 12:11
    a ja słyszałam, że z tych głów powyrastały ( i powyrastają) takie cuda
    budowlane jak galeria przy metro stokłosy... :)
  • Gość: Realistka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 13:58
    Czy może pracujesz w przedszkolu? Te bajeczki nie nadają się jednak dla
    dzieci.
    Tak naprawdę to tzw. aleja kasztanowa to jedyny fragment bardzo starego traktu,
    czyli drogi, którą jeździły dawniej i karety i chłopskie furmanki. Trakt
    rozwidlał się i mniej więcej na północ prowadził do dworku Jana Ursyna-
    Niemcewicza, a na południe wiódł w kierunku Góry Kalwarii.
  • urban_legend 15.09.05, 16:46
    Księżyc świecił jasno, gdy mały Sylwuś wracał do mieszkania w jednym z
    ursynowskich bloków. Od kiedy koledzy wrzucili go do dołu z wapnem, nie był już
    taki jak kiedyś. Przestał się bawić z kolegami, w szkole miał złe stopnie,
    zmienił się. Jedyną jego obsesją była chęć posiadania władzy i pieniędzy. Ale w
    domu nie przelewało się, a Sylwuś gotów był duszę diabłu zaprzedać za nadzieję
    na trochę grosza i szacunku wśród ludzi.

    Sylwuś maszerował, tuląc do siebie głowę zdechłego ptaka, znalezionego po
    drodze, gdy nagle na przed nim wyrósł tajemniczy jegomość. Był ubrany na ciemno
    i Sylwuś nie zauważył, jak nadszedł z przeciwka.

    - Witaj, Sylwusiu - powiedział nieznajomy - biednyś, prawda?
    - Nie wiem, skąd pan mnie zna, ale owszem, jestem biedny a należy mi się dużo
    władzy i pieniędzy. I nie wiem, skąd je wziąć.
    - A Diabłu byś duszę za władzę oddał? Nie bałbyś się? - zapytał nieznajomy, a
    trzeba wiedzieć, iż był to czart we własnej osobie.
    - Phi, co mi tam diabeł - parsknął Sylwuś - mały śmierdziel z rogami, mogę go
    rozdeptać w parę chwil.
    Diabłowi nie spodobało się to i postanowił ukarać małego nikczemnika.
    - Za karę, że pogardzasz mą siłą, zaczaruję cię. Będziesz do końca życia widział
    złoto tam, gdzie jakikolwiek pies lub kot oznaczy swój teren. Staniesz się
    pośmiewiskiem wszystkich ludzi. - i tak się stało.

    Po dziś dzień Sylwuś, który od tamtego czasu sporo urósł, śledzi psy i koty,
    załatwiające swoje potrzeby na ursynowskich trawnikach, a następnie rzuca się po
    pozostawione przez nie "skarby". Ludzie omijają Sylwusia i pukają się w czoło,
    ale on ich nie widzi. Ma władzę, a zebrane trofea gromadzi w domu. Podobno
    Sylwuś chciał otworzyć sklep na Ursynowie, by olśnić swym bogactwem wszystkich
    sąsiadów, ale nikt go w sklepie nie odwiedza z powodu zapachu. Tak to pycha gubi
    człowieka...
  • java9 15.09.05, 16:51
    :)))))
    idę namalować sobie oczy,
    spłynęły mi na brodę :)


  • silvio1970 16.09.05, 11:46
    a znasz przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30)? Moim zdaniem popełniłeś wielki
    błąd rezygnując z graffitti w WC i murali na dworcach PKP.
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 17.09.05, 14:12
    Dawno, dawno temu na Ursynowie nie było zbyt wielu sklepów. Ludzie robili zakupy
    w jednym samie osiedlowym, tłocząc się po ograniczone ilości towaru. Potem
    sytuacja zmieniła się i każdemu wolno było otworzyć sklep a ludzie robili
    zajupy, gdzie im było wygodniej. Z czasem mieszkańcy ursynowskich osiedli
    wybierali sobie ulubione sklepiki i tam zaopatrywali się w niezbędne produkty.
    Jednak jeden sklepik nie miał zbyt wielkiej ilości klientów. Prowadził go pan
    S., który jako mały chłopiec przeżył traumę, gdyż wydawało mu się, że z placu
    zabaw porwała go czarownica, a to tylko mama zabrała go do domu na zupę. Pan S.
    był zgorzkniałym człowiekiem, którego cieszyło jedynie uprzykrzanie życia innym.
    Nie miał żony, przyjaciół, nie miał nawet psa. Psów, zresztą, bardzo nie lubił.
    Całymi dniami czekał, aż do jego sklepu wejdzie nowy klient - no bo pan S. miał
    tylko nowych klientów. Kto raz zajrzał do jego sklepu, nigdy więcej tam nie
    wracał...

    - Dzień dobry, czy ma pan świeże jabłka? - spytała przypadkowa klientka, gdy
    weszła do sklepu pana S.
    - Uważa pani, że nie mam? Pomawia mnie pani o to, że mój towar jest nieświeży? W
    swojej głupocie nawet nie zdaje sobie pani sprawy z konsekwencji tego, co pani
    mówi! - krzyknął właściciel sklepu.
    - Nie musi pan od razu krzyczeć, chciałam tylko... - zaczęła kobieta, ale nie
    dane jej było dokończyć.
    - Nie muszę krzyczeć? A co, będzie mi pani mówiła, co mogę a czego nie mogę
    robić w moim własnym sklepie? A może ja pani w ogóle tu nie zapraszałem? Był
    napis "Proszę wejść" przed wejściem? Nie było, wiem dobrze, bo to mój sklep! A
    pani wtargnęła i śmie mnie pani tutaj pouczać! A może pani jest ze służb
    specjalnych! Będzie pani mnie kontrolować, aż zamkniecie sklep i pójdę z torbami!
    - Wie pan, może lekarz się tu przyda... - kobieta wychodząc, usłyszała jeszcze,
    że za znieważenie można dostać karę ciężkiego więzienia i że on, właściciel,
    postara się, żeby nie wpuszczono jej do innych sklepów.

    Tak było za każdym razem, gdy ktoś wszedł do sklepu pana S. Nie wszyscy nawet
    zdążali wejść, bo gdy tylko właściciel zauważał kogoś z psem, wyskakiwał ze
    sklepu jak z procy i zabraniał uwiązywania psa w okolicy stu metrów, twierdząc
    że ma silne uczulenie na psią sierść. Klienci na ogół rezygnowali z zakupów.

    Pewnego deszczowego dnia pan S. siedział w sklepie. Drzwi otworzyły się i
    stanęła w nich postać w ciemnym płaszczu i kapturze. Pan S. drgnął, ale nic nie
    powiedział,tylko czekał, aż klient sam sprowokuje lawinę słów ze strony
    właściciela. Ale postać nie powiedziała nic, tylko zrobiła kilka kroków w
    kierunku lady. Zza kaptura twarz była niewidoczna. Pan S. nie wytrzymał i zaczął
    mówić podniesionym głosem:
    - No i co, nie wiadomo, co powiedzieć? "Dzień dobry" się mówi, jak się do kogoś
    wchodzi!
    Postać nie odpowiedziała i zbliżyła się jeszcze bardziej.
    - No co, no co, mam podziwiać ten twój szmatławy kapturek? Mówić nie umiesz? Co
    to za klient, co języka w gębie zapomina?! - krzyczał pan S., zadowolony, że
    może pomiatać nową osobą. Jednak postać nadal nie reagowała i podeszła do lady,
    za którą siedział pan S. Właściciel nie wytrzymał i sprawnym ruchem zerwał
    kaptur z głowy tajemniczej postaci. Ukazał mu się nie ludzki, ale
    ogromny łeb gigantycznego owczarka niemieckiego. Pana S. oblał zimny pot i
    ostatnią rzeczą, jaką widział w życiu były dwie szczęki, otwierające się tuż nad
    jego głową, wypełnione po brzegi ostrymi zębami. Nie poczuł już, gdy się
    zaciskały...

    Od tej pory miejsce, w którym był sklepik pana S. zaczęto uważać za nawiedzone.
    Ursynowianie, wracający do domu wieczorem, często słyszeli wycie psa,
    przechodząć obok tego domu, a niektórzy twierdzili, że biegł za nimi facet bez
    głowy, ścigany przez jakąś bestię. Omijajcie to miejsce...
  • java9 17.09.05, 16:30
    :))) opisywana klientka chciała tylko rzucić okiem ;)
    nie wiem czy prawym czy lewym ;)

    czy jan-w pelerynie chadza czy to tylko przypadkowa zbieżność postaci ? ;)
  • fuzzy7 18.09.05, 00:19
    Makabryczne są te Twoje legendy, ale dobre!, Hehehehehehe...

    Pzdr,
    Fuzzy
  • urban_legend 18.09.05, 20:43


    Wiele lat temu, w miejscu, gdzie dziś stoi szkielet konstrukcji budowlanej,
    zwanej jako "Fortepian", stał sobie domek. Mały, zwyczajny. W domku mieszkał
    ojciec z wybitnie utalentowaną muzycznie córką. Dziewczynka czyniła wielkie
    postępy w szkole i z pewnością zaszłaby jeszcze dalej, gdyby nie pewien szkopuł:
    nie stać jej było na instrument muzyczny. Kupno znacznie przekraczało możliwości
    ubogiego ojca, a szło o nie byle co, bo o prawdziwy, czarny, elegancki
    fortepian. W myślach dziewczynka często wyobrażała sobie, jak daje wielki
    koncert w sali filharmonii, a setki ludzi słuchają jej z nabożeństwem. Ale nawet
    nie było jej stać na bilet do filharmonii a co dopiero na cały fortepian! Gdy
    tylko mogła, zostawała w szkole po lekcjach w sali muzycznej, ale przecież nie
    mogła tam siedzieć wiecznie! Ze spuszczoną głową wracała do domu i myślała
    sobie: "Gdybym tylko znalazła jakiś sposób, żeby mieć własny fortepian".
    - Chyba bym samemu diabłu zaprzedała duszę, żeby tylko mieć ten instrument na
    własność... - powiedziała sama do siebie i chwilę potem zderzyła się z
    tajemniczym mężczyzną.
    - Och, przepraszam pana najmocniej, zamyśliłam się... - zaczęła, a mężczyzna
    przerwał jej:
    - No tak, dźwięki fortepianu w twojej głowie, dzieweczko, brzmią tak głośno, że
    nawet ja je usłyszałem. A jest czego słuchać... możesz być sławną pianistką...
    - Kiedy, proszę pana, ja nie mam własnego fortepianu. Nie mam aż tylu pieniędzy,
    by sobie sprawić.
    - Och, to drobnostka. Wystarczy tylko chcieć - ton mężczyzny stał się słodki i
    kuszący - wystarczy tylko chcieć... naprawdę może stać się twój, chociażby ten -
    mężczyzna wskazał palcem na okno wystawowe, w którym piękny, czarny fortepian
    przytłaczał wszystko dokoła.
    - Ojej, jaki piękny! - wykrzyknęła dziewczynka.
    - Będzie twój, jeśli dasz mi... głowę swego ojca - powiedział mężczyzna.
    - No.. jak to? Co pan? Oszalał pan? Proszę mnie zostawić! - Zszokowane dziewczę
    puściło się w bieg do domu. Nawet nie pamiętała, którędy biegła, ale od razu po
    wejściu do domu rzuciła się na łóżko z płaczem. Zmęczona, spłakana, zasnęła.

    W nocy śnił jej się dziwny sen. Wielki, czarny fortepian z wystawy grał
    najpiękniejszą melodię na świecie, taką, jakiej jeszcze nikt nie zagrał. Przez
    dźwięki dobiegał głos tajemniczego nieznajomego z ulicy: "Wystarczy tylko
    chcieć...". Dziewczynka zbudziła się w środku nocy, zlana potem, ale muzyka nie
    ustawała. Stała się coraz głośniejsza. Nie do zniesienia, a jednocześnie coraz
    piękniejsza. Jak w amoku poszła do sypialni ojca. Nie wiedziała, skąd w jej ręku
    wziął się topór...

    A następnego dnia, gdy obudziła się, na środku mieszkania stał czarny, wspaniały
    fortepian. Ubrała się odświętnie i zaczęła grać, a spod jej palców popłynęły
    najwspanialsze dźwięki, jakich nigdy nikt nie słyszał. Siedziała i grała bardzo
    długo, zapomniała o całym świecie, melodia sama rodziła się pod jej palcami.
    Grała, aż z palców zaczęła tryskać krew... spod klawiszy również poczęła
    wydostawać się krwawa maź... i spod wieka... nie mogła ruszyć się, gdy usłyszała
    głos ojca:
    - Niewdzięczna! Poświęciłaś dla zabawki, dla szatana, moje życie! Całą ojcowską
    miłość, którą karmiłem cię latami! Bądź przeklęta! - Klątwa, którą rzucił duch
    jej ojca okazała się bardzo silna. Cały dom, wraz z dziewczynką i z fortepianem,
    zapadł się pod ziemię. Nie zostało absolutnie nic, ale niektórzy mieszkańcy
    Ursynowa twierdzą, że czasem nocą słychać tam dźwięki fortepianu i płacz dziecka.

    Po latach klątwa działa nadal. Bogaci kupcy chcieli otworzyć dom handlowy o
    nazwie "Fortepian" dokładnie w tym miejscu, gdzie stał ów domek. Ale nie udało
    im się to. Przeklęte miejsce nie pozwoliło na to, by ktoś miał się w nim cieszyć
    życiem. Pozostało puste i jałowe...
  • lewe_oko 18.09.05, 20:47
    :-))) Czy w podniu nie ma mowy o jakimś remedium na tę klatwę???
    --
    zawsze na południu
  • urban_legend 18.09.05, 20:49
  • urban_legend 20.09.05, 15:02

    Dawno, dawno temu, na terenach dzisiejszego Megasamu i okolic, stało kilka
    domostw. Były to skromne, ubogie chatynki, w których mieszkali skromni, prości
    ludzie. Ich życie byłoby całkiem przyjemne, gdyby nie chroniczny brak pieniędzy.
    W jednej z najskromniejszych chatek, na terenie dziejszej ulicy Romera,
    mieszkała młoda Marysia z ojcem Rochem. Roch, wdowiec (żona zmarła na suchoty),
    pragnął wydać córkę dobrze za mąż, ale Marysia upodobała sobie chłopaka z
    sąsiedniego gospodarstwa, z którym spotykała się potajemnie, gdy ojciec nie widział.

    Któregoś dnia Roch przyszedł do domu i powiedział córce wprost:
    - Marysiu, nie możesz spotykać się z synem sąsiadów. Jest nędzarzem, jak my, a
    ja chcę cię wydać bogato za mąż. Musisz to zrozumieć dla swojego dobra.
    - Ale tato, ja... - zaczęła Marysia.
    - Żadne "ale"; mam dla ciebie kandydata na męża z sąsiedniej wioski. Nie jest
    może urodziwy, ale ma własne, duże gospodarstwo, coś w sam raz dla ciebie. To
    postanowione. - Ojciec wyszedł z izby, pozostawiając Marysię we łzach.

    Naturalnie, Marysia nie zamierzała słuchać ojcowskich rad i nadal potajemnie
    spotykała się z chłopcem z sąsiedztwa. Nie wiedziała jednak, że Roch podąża za
    nią każdego wieczora i obserwuje parę. Któregoś dnia, zaraz po potajemnej
    schadzce, Roch postanowił ukrócić te spotkania. Ponieważ córka nie chciała go
    słuchać, postanowił zająć się absztyfikantem. Zaszedł go od tyłu i poderżnął mu
    gardło. Ciało wrzucił do starej, nieużywanej i od dawna wyschniętej studni na
    podwórku.

    Marysia przez kilka wieczorów oczekiwała ukochanego na schadzce, ale ten nigdy
    się nie zjawił. Za to przy studni zaczęły się dziać niezwykłe rzeczy. Okoliczna
    roślinność stała się bujna, do studni zaczęły ściągać zwierzęta, z wnętrza
    wydobywały się dziwne błyski. Ludzie zauważyli te zjawiska, a gdy podeszli do
    studni i zajrzeli do środka, ujrzeli krystalicznie czystą toń wody. Wkrótce
    odkryto, iż woda ta ma niezwykłe właściwości lecznicze. Z czasem postawiono tam
    budynek, a ludzie czerpią po dziś dzień wodę uzdrawiającą ich dusze i ciała...
  • silvio1970 21.09.05, 14:48
    tym, którzy poważnie traktują te bzury nalezy się ostrzeżenie: nie są znane
    historycznie materiały zawierające podania czy legendy rdzennych mieszkańców
    obecenego Ursynowa. to co serwuje tu urban legend to dobrze znane podania
    najeżdźców: hord Rusinów z Raszyna i plemion włoskich z pobliskich Włoch
    umieszone w swoiskim krajobrazie kopy cwila i lasu kabackiego .

    O rdzennych Ursynowianach dommiemac możemy jedynie z badań archeologicznych,
    które nie pozostawiają watpliwośći co do tego, iż było to plemię kochające
    śpiew, czystość i wolność. Dopiero pózniejsze wpływy wspomnianych wczesniej
    barbardzyńców wprowadziłu na te ziemie dziwne zamiłowanie do czworonogów i
    niechęć do samodzielnego myslenia czego najlepszym dowodem są urban legends
    własnie
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • Gość: antysilvio IP: 212.160.127.* 21.09.05, 14:55
    A co ty wiesz o Ursynowianach? Nawet nie jesteś z Warszawy, wiec nie czujesz
    klimatu urban legend.
  • silvio1970 21.09.05, 14:58
    Gość portalu: antysilvio napisał(a):

    > A co ty wiesz o Ursynowianach? Nawet nie jesteś z Warszawy, wiec nie czujesz
    > klimatu urban legend.

    co ty wiesz o myśleniu, nawet nie jesteś z Mysłowic

    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • lewe_oko 21.09.05, 15:02
    Ej bez takich! Nieważne kto z Warszawy a kto nie. Osoby spoza Warszawy nigdy nie
    pokochają tego miasta, jeśli będzie im to wypominane. A legendy sa super i nie
    psujmy wątku plis.
    --
    zawsze na południu
  • urban_legend 21.09.05, 15:09
  • urban_legend 21.09.05, 15:49


    Dawno temu, zanim Fryderyk Jurjewicz zagospodarował teren dzisiejszego toru
    wyścigów konnych, stała sobie nieopodal mała chatka. A tam, gdzie dziś są tory,
    rósł gęsty las. W chatce mieszkał drwal Jan, który zarabiał na życie,
    dostarczając drewno do pobliskiego dworu. Hrabia płacił niewiele i Jan często
    przymierał głodem, ale wiedział, że innego wyjścia nie ma i pracować musi.
    Co dzień dźwigał ciężkie kłody do dworu, gdyż nie było go stać na konia ani
    nawet na wózek i musiał wszystko nosić sam.

    Pewnego dnia, w środku mroźnej zimy, do chaty drwala zapukał wędrowiec. Jan
    wpuścił go i chociaż nie miał wiele strawy, ugościł zmarzniętego wędrowca. Ten,
    w podzięce za dobre serce, zostawił mu parę złotych monet oraz mały flakonik.
    - To bardzo niebezpieczny eliksir, ale możesz go kiedyś potrzebować. Jeśli
    jesteś dobrym człowiekiem, pomoże ci, gdy zło będzie chciało przejąć nad tobą
    władzę. Wówczas otwórz flakonik i pomyśl życzenie, a następnie rzuć go przed
    siebie. Możesz go użyć tylko raz.

    Rzekłszy to, wędrowiec szybko oddalił się, a Jan schował flakonik za pazuchę i
    nosił w razie niebezpieczeństwa. Ale jakie niebezpieczeństwo mogło go czekać?
    Dzikich zwierząt dawno już w lesie nie było, a najgorsze co go mogło dotknąć to
    śmierć z głodu. Nie czekał jednak Jan długo...

    Pewnego dnia wzywa Hrabia do siebie Jana i tak mu rzecze:
    - Nie podoba mi się ten las blisko mojej posiadłości. Grunt się przez niego robi
    podmokły, dziwni ludzie się tam kręcą. Zetnij go, a sowicie cię wynagrodzę.
    - Ale panie Hrabio... las mam ściąć cały? Ja jeden? - zdziwił się Jan.
    - Nie sądzisz chyba, że dam ci parobka do pomocy - syknął zniecierpliwiony
    Hrabia - masz go ściąć albo ja każę ściąć ciebie. Możesz zacząć już dziś. Do
    niedzieli ma być gotowe.

    Zadumał się Jan, bo dziwniejszego polecenia nigdy w życiu nie dostał, a Hrabia
    był tyleż upartym co złym człowiekiem i jakikolwiek sprzeciw mógł pozbawić Jana
    jedynego źródła dochodu. Poszedł więc do lasu... ściął jedno drzewo... drugie...
    do niedzieli ściął trzydzieści. Ale to tyle co nic, zrobił jedynie małą polankę,
    a sił już nie miał. Przyjeżdża doń Hrabia i zaczyna od razu wrzeszczeć:
    - Niegodziwcze, tu miało być wszystko ścięte! Łąka tu miała być, a las nadal
    stoi! Zobaczysz, jak cię zaraz urządzę! - mówiąc to Hrabia wyciągnął bat i
    chciał smagnąć nim Jana po twarzy, ale ten przypomniał sobie o małej flaszeczce
    i bez namysłu rzucił w Hrabiego. Flaszeczka trafiła Hrabiego w głowę i płyn
    rozlał się po jego twarzy. Hrabia upadł, podniósł ręce do góry i próbował się
    podnieść, ale w międzyczasie ziemia zakołysała się pod nim, drzewa zaczęły
    lecieć w dół. Jan uciekł szybko i obserwował, jak wszystkie drzewa pokotem kładą
    się na ziemi. Widział też, jak Hrabia wstał i chciał wybiec z lasu, ale
    spadająca sosna wręcz wbiła go pod ziemię. Po paru chwilach było widać już tylko
    kurz i słychać było przerażający huk...

    Gdy wszystko ustało, nie było już lasu, nie było drzew, nie było też Hrabiego.
    Wszystko spoczęło pod ziemią, którą porosła szybko trawa i mech. I nic więcej na
    tej ziemi nie wyrosło. Taką ją zastał Jurjewicz, gdy szukał gruntów pod tory
    wyścigów konnych.
    - Idealnie równa ziemia! Jakby na zamówienie wygładzona! - Cieszył się. Nie
    wiedział jednak, że owo wygładzenie było zasługą skromnego drwala, który rzucił
    swą pracę i został koniuszym dworskim...
  • jan-w 21.09.05, 16:04
    Jak zwykle znakomite ;-)
    --
    Kabaty-Moczydlo
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 16:32
  • jan-w 21.09.05, 17:16
    Tak to już jest. Jedni zachowują poczucie humoru, całe życie, a inni w wieku 15
    lat, są już zgorzkniałymi staruszkami ;-))
    --
    Kabaty-Moczydlo
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 16:59
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • silvio1970 23.09.05, 08:03
    no, Jasiu, jak ty juz cos zrobisz to tylko baki zrywać!
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 11:37
    jan-w napisał:

    > Tak to już jest. Jedni zachowują poczucie humoru, całe życie, a inni w wieku
    15
    > lat, są już zgorzkniałymi staruszkami ;-))

    klikałam kilkakrotnie na ikonkę "skasuj ten post" bo narusza natykietę:
    forum.gazeta.pl/forum/1904849,62605,1617503.html
    gdzie narusza?... w punkcie jak niżej:

    > Nie obrażaj i nie atakuj personalnie swoich rozmówców.

    janw zamias odnieść się do tematu odniósł się do mnie, chamstwo i naruszenie
    netykiety, nawet odszczeknąć się nie dali....

    WZYWAM ADMINISTRATORÓW DO USUNIĘCIA JEGO POSTU !!!!
  • silvio1970 23.09.05, 11:47
    nasz drogi legendotwórco, uprzejmie cię proszę o wygrzebanie z twej przepastnej
    pamięci (lub wyobraźni) jakiejs pouczającej przypowieści o Głupawym Jasiu spod
    Kopy Cwila co to mieczem ciał jak popadnie.

    Mam nadzieję że mimo wsztsko dobrze się skończy, bo na chwile obecną to horror
    godny średniowiecznych jatek czy inkwizycji
  • lewe_oko 23.09.05, 12:22
    Ależ panie kropko, na tej zasadzie powinnismy rownież wyciąc Twój post. Myslę,
    że żaden z nich nie łamie regulaminu - oba są zgryźliwe i tyle. Może nie bądzmy
    juz tak przesadni w ocenach.
    --
    zawsze na południu
  • urban_legend 23.09.05, 14:34
    O Kopie Cwila już była legenda, Sylwuniu, znów nie uważałeś... legend ciąg
    dalszy nastąpi. Muszę tylko przepłukać, to jest, przetrząsnąć archiwa.
  • silvio1970 23.09.05, 14:45
    urban_legend napisał:

    > O Kopie Cwila już była legenda, Sylwuniu, znów nie uważałeś...

    mnie nie chodzi o kopę cwila jeno o głupiego jasia i żeby z jakimś morałem
    było, cos w stylu kto mieczem wojuje czy cuś takiego.

    A że nie uważałem to fakt bezsporny ale wybacz twoje bajania jawią mi się jako
    nieskładne opowieści, z kiepsko zarysowanymi postaciami bohaterów, do bólu
    linearną fabułą i całkowitym brakiem dramatycznych zwrotów akcji. Bez bicia
    przyznam że wole już bajki o Kubusiu Puchatku, bo Pomysłowego Dobromira pzrez
    szacunek dla czasu jakiś zmitrężył przywoływał nie będę.

    Ale o głupim jasiu obiecuje przeczytac

    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 23.09.05, 14:48
  • silvio1970 23.09.05, 14:52
    z doświadczenia twórcy ulicznego wiem jak boli obojetność tłumu. więc daje ci
    słowo, że próbowałem. i bynajmniej to, że każdorazow dawałem za wygrana gdzieś
    w okolicach 2 -go akapitu nie czyniło mego zycia znosniejszy. Przeciwnie,
    czułem sie jescze podlej nie mogąc sprostać kolejnym wyzwaniom prezd jakimi
    stawia nas życie
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 23.09.05, 15:01
  • silvio1970 23.09.05, 15:25
    legendo urbana, idziesz w dobrym kierunku! musze przyznać że lapidarność
    twoich ostatnich wypowiedzi uczyniła je abolutnie strawnymi. oczywiście pod
    względem formalnym, bo ich treści litosciwie nie będę komentował.

    na marginesie naszej pierwszej wymiany zdań, pozowle sobie na taką refleksję,
    że wydajesz mi się kolejnym klonem totempotem. równie dobrym, czyli po prostu
    nieudanym co oryginał i jego kolejne wersje.
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 14:46
    lewe_oko napisała:

    > Ależ panie kropko, na tej zasadzie powinnismy rownież wyciąc Twój post. Myslę,
    > że żaden z nich nie łamie regulaminu - oba są zgryźliwe i tyle. Może nie
    bądzmy
    > juz tak przesadni w ocenach.

    moje dwa posty zostały juz wycięte, jeden został wykropkiwany, drugi wogóle
    przepadł, a zgryźliwy post niejakiego janaw pozostał - czy to nie jest aby
    sprawiedliwośc Kalego?, droga leweoko wywal tamten post, bo dziadek się mnie
    czepia
  • silvio1970 23.09.05, 14:49
    Gość portalu: . napisał(a):

    > lewe_oko napisała:
    >
    > > Ależ panie kropko, na tej zasadzie powinnismy rownież wyciąc Twój post. M
    > yslę,
    > > że żaden z nich nie łamie regulaminu - oba są zgryźliwe i tyle. Może nie
    > bądzmy
    > > juz tak przesadni w ocenach.
    >
    > moje dwa posty zostały juz wycięte, jeden został wykropkiwany, drugi wogóle
    > przepadł, a zgryźliwy post niejakiego janaw pozostał - czy to nie jest aby
    > sprawiedliwośc Kalego?,

    ciesz się że nie skomentował tego co wywałił. Bo mógł przeciez napisać żeś
    pedofil i dekarz a ty bys nie mógł dowieść swej niewinności

    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • lewe_oko 23.09.05, 14:50
    Twój post o małolatach jest w podobnym stylu i to jego mialam na mysli. Napisz
    do administracji. Jesli uznają post Jana-W za obrażliwy uznam oczywiście Twoja
    rację.
    --
    zawsze na południu
  • urban_legend 23.09.05, 14:52
  • Gość: Ewa IP: 193.111.233.* 23.09.05, 16:16
    Urban_legend nie marnuj prosze czasu na prozne dyskusje, tylko pozwol nam
    przeczytac nowa legende!:)
  • lewe_oko 23.09.05, 16:18
    Zgadzam się :-) Ja np. czekam na legendę o dębie Mieszku albo jeziorku
    imielińskim :-)
    --
    zawsze na południu
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 13:42
    lewe_oko napisała:

    > Twój post o małolatach jest w podobnym stylu i to jego mialam na mysli. Napisz
    > do administracji. Jesli uznają post Jana-W za obrażliwy uznam oczywiście Twoja
    > rację.

    No cóż nasz dialog nie zakończy się porozumieniem jeśli będziesz zwracała na
    uwagę selektywnie tylko na te fragmenty, które wygodniej, nawet jeśli one nie
    mają nic wspólnego z omawianym sporem.

    W poprzednim poście oburzyłam się na złośliwy post janaw skierowany do mnie:
    cyt. janaw:
    "inni w wieku 15 lat, są już zgorzkniałymi staruszkami"
    zacytowałam ustęp Waszej netykiety:
    "Nie obrażaj i nie atakuj personalnie swoich rozmówców." (- To jest Wasz tekst,
    nie mój, "nie obrażaj" jest tylko fragmentem Waszego zdania),
    następnie napisałam, że post janaw jest atakiem na mnie a nie polemiką z
    meritum mojego postu, Wyrażnie napisałam że jego post jest atakiem personalnym,
    nie pisałam o obrażaniu, to słowo jest tylko fragmentem pełnego zdania z Waszej
    netykiety

    chyba jest to oczywiste, że zamiast odnieść się do treści mojego postu na
    temat „opowieści z krypty...." janw zaatakował mnie personalnie i tylko tyle
    miał do powiedzenia. Kogo obchodzi złośliwość janaw na temat mojej osoby,
    powinnam zignorować trola i chyba tak się tu robi a niepotrzebnie wdałam się w
    wymianę postów. Teraz tracę czas żeby udowodnić, że nie jestem wielbłądem i że
    zostałam zaatakowana przez trola. Trol pozostał nietknięty a moje posty
    wyrzucasz. Może tu panują takie zwyczaje ale po to powołuje się moderatorów
    żeby bronili swobody wypowiedzi merytorycznych i usuwali tych którzy łamią
    etykietę. Lewe-oko oczekuję od Ciebie logicznego stanowiska potępiającego
    trolaa nie wypaczania moich wypowiedzi.
    Do administracji nie chce mi się pisać bo szkoda mojego czasu a satysfakcja
    żadna.

    Wracając do meritum nie jestem zwolenniczką ciągłego oglądania (czytania)
    makabresek w stylu „opowieści z krypty”, są one ciekawe ale tylko jako
    przyprawa a nie jako danie główne, pamiętajmy, że czytają to również
    dzieci..
  • urban_legend 26.09.05, 19:01
    >
    > Wracając do meritum nie jestem zwolenniczką ciągłego oglądania (czytania)
    > makabresek w stylu „opowieści z krypty”, są one ciekawe ale tylko j
    > ako
    > przyprawa a nie jako danie główne, pamiętajmy, że czytają to również
    > dzieci..

    Dzieci, moja droga, to nie czytają forum "Ursynów", tylko wchodzą na strony
    erotyczne lub na portale z brutalnymi grami komputerowymi. A rodzic jest od
    tego, żeby monitorować zainteresowania swojej pociechy.
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 13:05
    urban_legend napisał:

    > >
    > Dzieci, moja droga, to nie czytają forum "Ursynów", tylko wchodzą na strony
    > erotyczne lub na portale z brutalnymi grami komputerowymi. A rodzic jest od
    > tego, żeby monitorować zainteresowania swojej pociechy.

    Trochę kumasz ale nie do końca.
    1. Nadmiar poucinanych głów w Twoich bajkach jest monotonny tak jak rozmowy
    pijaczków poprzetykanych "panienkami"
    2. Dzieci poza monitorowaniem zainteresowań powinny być również chronione przed
    brutalizacją życia
    3. Mój post jest jednym z licznych kroków w tym kierunku (epatowanie się
    poucinanymi głowami jest łagodnie mówiąc niezdrowym objawem)
  • silvio1970 27.09.05, 13:21
    Gość portalu: . napisał(a):

    > urban_legend napisał:
    >
    > > >
    > > Dzieci, moja droga, to nie czytają forum "Ursynów", tylko wchodzą na stro
    > ny
    > > erotyczne lub na portale z brutalnymi grami komputerowymi. A rodzic jest
    > od
    > > tego, żeby monitorować zainteresowania swojej pociechy.
    >
    > Trochę kumasz ale nie do końca.
    > 1. Nadmiar poucinanych głów w Twoich bajkach jest monotonny tak jak rozmowy
    > pijaczków poprzetykanych "panienkami"
    > 2. Dzieci poza monitorowaniem zainteresowań powinny być również chronione
    przed
    >
    > brutalizacją życia
    > 3. Mój post jest jednym z licznych kroków w tym kierunku (epatowanie się
    > poucinanymi głowami jest łagodnie mówiąc niezdrowym objawem)

    Przyznając ci generalnie rację (choć nazywanie tych bzdur monotonnymi jest
    eufemizmem) nie obawiałbym się ich złego wpływu na dzieci czy młodzież. Na
    pewno tego nie czytają, z tych własnie powodów o których piszesz. Tego się nie
    da czytać.

    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • Gość: Ewa IP: 193.111.233.* 27.09.05, 14:10
    da sie to czytac i to ze smiechem, jesli sie wam nie podoba to nie czytajcie.
    a co do obaw o edukacje dzieci, to wieksze makabreski ogladaja bajkach tv niz
    czytaja tutaj (choc jestem przekonana, ze dzieci tego forum nie czytaja)
  • urban_legend 27.09.05, 16:23
    ...to będę pisać więcej, bo wy mi też.

    :-D

    P.S. Jak widać z niektórych postów, ucięcie głowy niektórym nie przeszkadza w
    funkcjonowaniu.
  • Gość: . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 17:01
    urban_legend napisał:

    > Jak widać z niektórych postów, ucięcie głowy niektórym nie przeszkadza w
    > funkcjonowaniu.


    Ufff... no i sprawa się wyjaśniła
  • Gość: REALISTKA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 13:50
    No dobra, ale tak naprawdę to Kopa Cwila (oraz inne) powstała z wywózki ziemi i
    gruzu z budowanego Ursynowa.
  • urban_legend 27.09.05, 17:09

    Dawno, dawno temu na obecnych terenach ulicy Nowoursynowskiej mieszkał sobie we
    dworku okrutny możnowładca. Pieniędzy miał jak lodu, ale serce miał kamienne.
    Obce mu były ludzkie uczucia, gdyż dla niego liczyło się tylko to, co brzęczało
    i ładnie świeciło. Wykupił już wszystkie okoliczne tereny i zamierzał ożenić
    się, gdyż tak naprawdę nie posiadał jeszcze żony. Przejeżdżając przez swe
    włości, ujrzał przy jednej z chat dziewczę cudnej urody, karmiące gęsi. Niewiele
    myśląc, bogacz chwycił pannę i siłą zmusił do ożenku. Panna, nieszczęśliwa z
    mężem-tyranem, postanowiła opuścić go. Gdy pewnej nocy postanowiła uciec od
    małżonka, ten pojmał ją i za karę żywcem zakopał w ziemi. Z miejsca, w którym ją
    zakopał, wyrosło piękne drzewo na pamiątkę niezłomności i uporu dziewczyny.
    Rośnie tam po dziś dzień, podczas gdy o złym bogaczu nikt już nie pamięta...
  • Gość: Ewa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 27.09.05, 23:04
    jak poprzednie:)
  • urban_legend 28.09.05, 15:57
    Dawno, dawno temu, jeszcze w jedenastym czy w dwunastym stuleciu, mieszkała
    sobie w małej chatce panna Katarzyna. Niedobre miała serce, za to urodę
    wyjątkową. Tuziny chłopców starało się o jej względy, ale że panna była próżna,
    odsyłała kolejnych kawalerów z kwitkiem. Każdy miał jakąś wadę - jeden za wielki
    nos, drugi nie taki kolor włosów, i tak dalej... matka i ojciec panny Katarzyny
    dawno pomarli ze zgryzoty, a ona w najlepsze drwiła z kolejnych kandydatów na
    oblubieńca.
    - Mości panie, ależ macie wielkie stopy! Toć wy ledwo z nimi do przedsionka
    wejdziecie, a co dopiero do izby! - Kpiła z jednego kandydata, a do drugiego
    mówiła zaraz:
    - Ależ waść tęgi, musiałabym powymieniać wrota w całej chacie, żeby was wpuścić!
    Pewnego dnia panna Katarzyna zbierała jagody w lesie nieopodal, gdy rozpętała
    się burza. Piorun trafił w drzewo, koło którego się schroniła, i osmalił jej
    twarz. Znikła cała uroda i czar, prysło marzenie o dziesiątkach kandydatów na
    męża. Słaba, oszpecona panna Katarzyna sama stała się pośmiewiskiem całej
    okolicy; układano o niej drwiące piosenki i wierszyki:
    "Panna Kasieńka chłopca nie chciała,
    Burzy i piorunom urodę swą dała"
    Przez całą resztę życia Katarzyna pokutowała za zło, wyrządzone innym. Pod
    koniec życia zapisała wszystkie oszczędności na budowę kościoła w miejscu, gdzie
    stała kiedyś jej chatka. Na pamiątkę patronki nieszczęsnej bohaterki tej
    historii, kościół nosi imię świętej Katarzyny.
  • silvio1970 28.09.05, 16:07
    >Na pamiątkę patronki nieszczęsnej bohaterki tej
    > historii, kościół nosi imię świętej Katarzyny.

    jak już pisałem, logika, obok stylu jest największą bolączką twoich bzdurek-
    bajdurek. np ta histria w żaden sposób nie mówi o tym dlaczegóż owa Katarzyna
    stała się świętą. Fundacja gruntów pod budowę kościoła to stanowczo zbyt mało
    by kogoś na ołtarze wynieść.
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 28.09.05, 16:23
    Gdyby ci się spodobało, zaniepokoiłoby mnie to. Ale jednak nie muszę się martwić
    o swoje zdrowie psychiczne. Twoja logika i styl = wzorzec z Sevres? Buahahahaha
    --
    Ursynów oficjalnie
  • silvio1970 28.09.05, 16:28
    urban_legend napisał:

    > Gdyby ci się spodobało, zaniepokoiłoby mnie to. Ale jednak nie muszę się
    martwi
    > ć
    > o swoje zdrowie psychiczne. Twoja logika i styl = wzorzec z Sevres?

    nie denerwuj się. zadałem ci proste pytanie. gdybyś je sobie zadał zanim
    usiadłeś to tego opowiadania, to może miałoby one jakąs konstrukcję.
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 28.09.05, 16:34
    Fakt, mogłem coś napisać o psich kupach albo o historycznych butach na korytarzu.
    --
    Ursynów oficjalnie
  • Gość: Ewa IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.09.05, 07:27
    o psich kupach legend nie chcemy
  • silvio1970 29.09.05, 08:50
    Gość portalu: Ewa napisał(a):

    > o psich kupach legend nie chcemy

    psie kupy, to smutna rzeczywistość, żadne legendy


    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • Gość: Ewa IP: 193.111.233.* 29.09.05, 10:17
    moze uda Ci sie wyplenic te smutna rzeczywistosc i wtedy to juz tylko legendy o
    psich kupach zostana
  • urban_legend 29.09.05, 21:35
    Dawno, dawno temu, mieszkał sobie na Ursynowie straszliwy zbój. Miał on swą
    bandę i zajmował się łupieniem przejeżdżających przez te tereny podróżnych.
    Ludzie bali się wychodzić po zmroku, bo bandyta nie znał litości i zabijał
    każdego, kto wpadł w jego łapska. Jeśli kogoś nie zabił, zabierał mu
    przynajmniej powóz i konie, których miał z rozbojów całe mnóstwo. Trzymał je w
    swojej stajni i napawał się widokiem ukradzionych zwierząt.
    - Wszystko to jest moje! - Mówił do siebie, pękając z dumy - Nikt nie śmie mi
    tego odebrać, a już wkrótce będę miał jeszcze więcej!
    Dumny i ufny w swą siłę nie bał się ani rycerzy królewskich, ani bożej kary za
    złe uczynki.

    Pewnego razu przez las przejeżdżał powóz, kierowany tylko przez jedną osobę.
    Bandyci zaczaili się za leśnym zakrętem i napadli na woźnicę, zrzucając go na
    ziemię, a następnie zatrzymali powóz. Sporym zdziwieniem było, gdy podnieśli z
    drogi poturbowanego woźnicę i odsłonili mu kaptur. Okazała się nim być młoda,
    bardzo ładna niewiasta, co rozochociło tylko bandytów, którzy dawno nie widzieli
    żadnej kobiety. Oczywiście, przodował herszt bandy, krzycząc:
    - Ta dziewka jest moja! Dostanie to, na co najlepszego zasłużyła, zanim ją
    ukatrupimy! - Herszt pociągnął dziewczynę za sobą, nie wiedząc, że jest ona
    czarownicą.
    - Słyszałam, panie, że wielka u was stadnina - powiedziała do bandziora
    dziewczyna, gdy zbliżali się do stajni.
    - Zamilcz, co ty tam wiesz! A zresztą... przecież i tak już nikomu nie powiesz -
    zbój otworzył drzwi stajni i z dumą uderzając się w pierś, powiedział:
    - Sam je wszystkie złapałem! Są moje! I ty też jesteś moja!
    Nie zdążył powiedzieć nic więcej, gdy dziewczyna wyszeptała magiczne zaklęcie i
    konie, nagle uwolnione, ruszyły w jego kierunku. Gdy się obejrzał, dziewczyny
    już przy nim nie było, a całe stado koni wpadło na niego i jego kamratów,
    gruchocząc im kości i tratując na śmierć. Uwolnione konie pomknęły w las, a od
    tej pory wąwóz, którym dochodziło się do obozowiska złoczyńców, a przez który
    uciekły konie, nazywał się Końskim Jarem. Dziś na jego miejscu jest ursynowska
    ulica.
    --
    Ursynów oficjalnie
  • fuzzy7 30.09.05, 00:48
    A może opowiesz nam coś weselszego o Ursynowie, bo informacje nt. złodziejstw,
    morderstw i gwałtów mamy niemal codziennie we współczesnych dziennkach
    telewizyjnych i radiowych, niestety! :o(

    Pzdr,
    Fuzzy
  • silvio1970 30.09.05, 14:15
    Było to w czasach gdy knieje ursynowskie opanowały hordy Rusinów z Raszyna
    kończąc tym samym wielowiekowe rządy dynastii mężnych Ursynów. Rusini nie
    potrafili docenić uroków lasu i sumienności rodowitych mieszkańców tych ziem.
    Jednym z pierwszych ukazów nowego władcy Jebuta było wycięcie wszystkich drzew
    i wzniesienie wielkiego kopca na swoją czesć. Ursynowianie bedać ludźmi
    pokornymi wzięli się chyżo do roboty ufając że zjednają sobie tym nowych
    władców. I jedynie pośród szczęku szpadli i siekier słychać było głosy
    zwątpienia i ironii. A że plemię to było tyleż sumienne co nierozważne, do
    władcy szybko dotarły informacje, że wśród miejscowych usypisko nosi nazwę Kopy
    Cw..a. Zwołał tedy na największe karczowisko wszystkich mieszkańców i odczytał
    edykt, w którym nałozył karę śmierci dla każdego, kto osmieli uzyć się tej
    pogardliwej nazwy. A że w tym czasie znakomicie już funkcjonowała sieć szpicli
    organizowana przez byłego dojczego Iwana zwanego Walnietym, nikt od tej pory
    nie osmielił sie tak nazwać wzniesienia. W miejsce tego zaczeto uzywać nazwy
    Kopy Cwila, której edykt nie sankcjonował i która po śmierci Jebuta I-ego
    zaczęła funkjonowac oficjalnie, jako że nikt z Rusinów nie osmielił się
    wyjaśnić młodemu następcy- Jebutowi II jej pochodzenia. Zresztą Jebut II zwany
    sobacznym, z racji swego zamiłowania do psów nie miał głowy do historii, prawdę
    mówiać nie miał głowy do niczego poza piciem i psami własnie. To za jego
    czasów na Ursynowie, bo i ta nazwa wiecznie pijanemu Jebutowi w niczym nie
    przeszkadzała, rozpowszechnił się zwyczaj hodowli czworonogów i dziwnych,
    całkowiecie obcych rodowitym mieszkańcom tych ziem obuczajów. Wszyscy niemal
    Rusini wzorem swego władcy poczeli pomieszkiwac z psem lub większą ich liczbą,
    bo liczba posiadancych psów w wkrótce poczęła wyznaczać status człowieka.
    Miejscowi mówili, że Rusini z psami jadają, a co poniektórzy przysięgali że
    śpią w jednych łóżkach. Ale nie to przeszkadzało tolerancyjnym Ursynowianom,
    jako że mieli zasadę wolnoć baranie w swoim kurchanie, ale to że Rusini poczęli
    wychodzić ze swoimi psami na włości miejscowych by tam zwierzęta załatwiały
    swoje potzrzeby. I to by jakoś zmilczeli ale arogancja Rusinów rosła, podobnie
    jak ich psy, bo modne stało się w tym czasie posiadanie psów wielkosci tura. A
    ze zwierzeta porywcze były to coraz czestsze były przypadki ataków na dzieciaki
    i niewiasty. Chodzili Ursynowianie w posły do Jebuta II ale ten wiecznie
    zamroczony samogonem wysyłał do nich swego drucha Iwana Walniętego, który imię
    zawdzięczał inwencji swego ojca, który zmarł nie potrafiąc nazwać swego
    pierworodnego. A że ten był kropka w kropkę, głupi i szkaradny jak rodzic,
    tedy poddani uznali że imię ojca będzie mu pasowało, a że Iwan Walnięty nie
    miał w tek kwestii zdania tak już zostało. A ze i w innych kwestiach Iwan W
    nie miał zdania , więc słał poselstwa w diabły. Rosło wiec rozgoryczenie i
    frustracja Ursynowian. Słyszała o tym szefowa bezpieki niejaka Kaprawe Oko -
    jedyna trzeźwa w państwie Rusinów i próbowała łagodzić nastroje obeicując
    rychłe wprowadzenie łańcuchów oraz służby sprzatającej psie odchody. Na
    obietnicach się jednak kończyło, więc koniec końców wybuchł bunt. Na czele
    Ursynowian stanął potomek pierwszej linii Pyrów niejaki Sylwiusz. Został
    głównym ideologiem i strategiem konfliktu z Rusinami. Początkowo odnosił
    wielkie sukcesy, lud go miłował i słuchał co ma do powiedzenia. A walka z nim
    była trudna bowiem lepeiej znał kabackie knieje niźli Rusini którzy wkrótce
    potracili dziesiąta część swoich zwierząt. Tedy też Kaprawe Oko doszła do
    wniosku, że najwazniejsze jest wygranie wojny na słowa. Wysłała do ludu
    odezwe, w której kolejny raz obiecała że systuacja wróci do normy oraz wezwała
    Sylwiusza na wielką debatę na megapolanie. Przedtem jednak zadabała o to, by
    nie mogli się na jej miejscu znaleźć zwolennicy Sylwiusza. Nadto kazała
    Jasiowi Walniętemu krzyczenie i tupanie w czasie gdy mówic będzie Sylwiusz a
    gdy to przesztanie być skuteczne czasowe usunięcie go z mównicy pod pretekstem
    czyszczenia podłogi. Mówił tedy Sylwiusz o porządku i przyzwoitosci, nie tylko
    w kontekście psich odchodów,ale nikt go nie słyszał a nawet jesli słyszał to
    nie rozumiał. Na Jana Walnietego nikt uwagi nie zwracał, bowiem do
    ekscentrycznych zachowań jego ojca i jego samego wszyscy już dawno nawykli.
    Tedy pletła Kaprawe Oko swą opowieść o normalności i słuchali jej Rusini
    siedząc pośród kup swych zwierząt, zupełnie nie przejmując się protestami
    Ursynowian. I tak plecie się ta historia po dziś dzień, kup i sloganów
    przybywa, mądrych propozycji nie.
    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 30.09.05, 14:18
    Niestety, ale tego się nie da czytać. Popracuj nad stylem, naucz się robić
    akapity, konstruuj przejrzyste opisy i złam monotonię dialogami. Może wtedy ktoś
    dokona wysiłku i połakomi się na twój bełkot.
    --
    Ursynów oficjalnie
  • Gość: Ewa IP: 193.111.233.* 30.09.05, 14:54
    dalej nie mialam sily:) przeciwnikom psow na kraj do zycia poroponuje Bulgarie,
    tam psow prawie nie ma
    p.s. sam nie naleze do osob kochajacych psie kupy, obsrane chodniki i trawniki
    mnie brzydza, zwlaszcza zima
  • Gość: Orsolya IP: *.aster.pl 12.10.05, 12:21
    Nudne i za długie. I znowu o odchodach...
  • urban_legend 30.09.05, 14:38

    Żył sobie raz na Ursynowie chłopiec, który koniecznie chciał wszystkim zrobić na
    złość. Niczym się nie interesował, nic też specjalnie nie umiał robić. Jedyną
    jego myślą każdego dnia było to, jak można uprzykrzyć życie innym.

    Od rana chłopczyk ów, zamiast iść do szkoły i się uczyć (do dziś nie umie
    poprawnie się wysłowić), prześladował sąsiadów, sprawdzając, czy wycierają buty
    przed wejściem na klatkę schodową. Liczył szurnięcia o wycieraczkę i potem
    wieszał koło windy kartkę z nazwiskami osób, które, jego zdaniem, nóg nie
    wytarły. Śledził też właścicieli psów, którzy wyprowadzali je na trawnik. Gdy
    pies załatwił swoją potrzebę, chłopczyk wskakiwał w nią, tarzał się, a potem
    głośno krzyczał na całe osiedle, że wszędzie leżą psie odchody. Pilnował też, w
    jakich godzinach sąsiedzi trzepią dywany oraz starał się sprawdzić, czy
    lokatorzy jego bloku nie używają przypadkiem niedozwolonych środków
    antykoncepcyjnych.

    Pewnego dnia na osiedlu zjawiła się dobra wróżka w stroju jednej z typowych
    mieszkanek Ursynowa. Niosła w ręku siatkę z zakupami i prowadziła na smyczy psa.
    Nasz "bohater" od razu wyczuł, że oto zbliża się ofiara idealna. Podążył w jej
    kierunku i - niby niechcący - potrącił ją tak, że siatka wypadła jej z ręki, a
    pies pobiegł na trawnik i zaczął tam hasać. Na to tylko nasz stróż porządku czekał:
    - Ha! Patrzcie, patrzcie! Nie dość, że chodzić nie umie i zajmuje całą ścieżkę,
    to jeszcze śmieci! Kto to niby pozbiera! Pod MOIM blokiem takie śmieci??? A ja
    sobie nie życzę i w ogóle nie wiem, skąd pani przyjechała! A ten pies! Dlaczego
    on nie jest na smyczy! Przecież może ugryźć! Wie pani jaka jest odpowiedzialność
    za wyprowadzanie psa bez należytego zabezpieczenia! Zaraz pani powiem!... - tu
    chłopczyk zamilkł, bo Wróżka wyjęła czarodziejską różdżkę i zaklęła go tak, by
    milczał.

    - Przebrała się miarka - rzekła Wróżka - już wszyscy mają cię dość. Nie mogą
    ścierpieć twojego jęczenia i narzekania ani twoi sąsiedzi, ani byli znajomi,
    którzy się do ciebie nie przyznają, ani cała twoja rodzina! Obrzydzasz to miasto
    wszystkim, którzy znajdą się w okolicy! Ale mam dla ciebie karę! Zamieszkasz
    przy jednej z najdłuższych ulic, przy której wszyscy będą wyprowadzali swoje
    psy! Wszyscy twoi sąsiedzi będą mieli przynajmniej po jednym psie! Codziennie
    będziesz budził się z koszmaru sennego, w którym psy będą ciskać w ciebie swymi
    odchodami! Na zawsze bądź przeklęty!!! - wykrzyknęła wróżka i zniknęła.

    Chłopiec, choć mógł już mówić, wzruszył ramionami i poszedł do domu. Niedługo
    potem okazało się, że zmienia adres i przeprowadza się na ulicę KEN do bloku
    pełnego psiarzy... od tej pory co rano budzi się z krzykiem, bo śni mu się, że
    ściga go stado psów, które chcą rzucić w niego odchodami. Chłopiec biegnie do
    drzwi i nie może się zatrzymać, dopóki nie przebiegnie całej długości ulicy w
    jedną i w drugą stronę... a ulica jest baaardzo długa. Za sprawą dobrej wróżki...


    --
    Ursynów oficjalnie
  • silvio1970 30.09.05, 14:44
    urban_legend napisał:


    > Chłopiec, ... od tej pory co rano budzi się z krzykiem, bo śni mu się, że
    > ściga go stado psów, które chcą rzucić w niego odchodami. Chłopiec biegnie do
    > drzwi i nie może się zatrzymać, dopóki nie przebiegnie całej długości ulicy w
    > jedną i w drugą stronę... a ulica jest baaardzo długa.

    jakbym czytał o swoich koszmarach! ostatnio niemal codziennie prześladuje mnie
    sen, w którym jakaś zła wróżka każe mi czytać twoje legendy, od początku aż do
    końca i z powrotem. a sa baaaaaaaardzo długie!

    dobrze że wcześnie wstaję


    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 30.09.05, 14:45
    A ja nie mam koszmarów, bo twoją sobie darowałem.
    --
    Ursynów oficjalnie
  • prezes_66 30.09.05, 15:10
    Dziwię Ci się, drogi Sylwku, że mimo raptem 4-ch lat różnicy wiekiem (ja z 66-
    go), wciąż zamieszczasz tak zgryźliwe, przepełnione w każdym słowie
    zajadłością, komentarze pod adresem "Urban'a_Legend'a".
    Człowiek ów się "dwoi-troi" by choć po części rozbawić nasze szare-
    wielkomiejskie życie, a Ty tak częstymi wypowiedziami zapełniasz ten temat
    forum, treścią, co by tu nie ukrywać, jałową i nie wnoszącą absolutnie nic
    budującego.
    Ps. Pohamuj się Drogi Sylwku, bardzo Cię proszę!
    Mieszkaniec Kabat (Dembego/Zaruby)
  • billy_the_kid 30.09.05, 15:15
    prezes_66 napisał:


    > Ps. Pohamuj się Drogi Sylwku, bardzo Cię proszę!
    > Mieszkaniec Kabat (Dembego/Zaruby)

    Drogi Prezesie, powiedzmy Mieciu,

    Ja się sobie nie dziwię, i tobie też sie nie dziwię. Każdy z nas jest inny.
    jeden woli bajki, drugi woli spacery na twardym gruncie. i wkurza go ze np. co
    krok to kupa. więc wracaj na karty legend naszego rozbawiaciela i nie przejmuj
    się ta druga stroną rzeczywistosci.
  • urban_legend 08.10.05, 21:51
    Za króla Jana III Sobieskiego, w okolicy dzisiejszej ulicy Stryjeńskich, powstał
    osobliwy obiekt: bażantarnia. Hodowano tam owe ptaki, dziś prawie wytrzebione,
    będące ozdobą pańskich stołów. Bażantarnia była okazała i stanowiła dworską dumę
    - każdy chciał obejrzeć ów obiekt i zazdrościł królowi wspaniałej hodowli
    szlachetnego ptactwa. Jednym z pracowników bażantarni był dworak Antoni.
    Nieciekawa to była postać - chciwy, nieprzyjemny, oślizgły typ, który łypał
    tylko okiem w kierunku pańskiego złota. Gdy przybył do pracy na królewskim
    dworze, zaczęły ginąć ze stołów srebrne sztućce, drobna biżuteria dam dworu czy
    wreszcie małe obrazki, zdobiące pałacowe wnętrza. Król nigdy nie udowodnił
    Antoniemu winy, ale na wszelki wypadek wysłał go do pracy w bażantarni, żeby ów
    oddalił się nieco od dworu.

    Antoni nie był dobry dla królewskiego ptactwa. Oszczędzał, jak mógł, na pokarmie
    i wnętrzach, część dochodów kierując do własnej kiesy. Ptaki były głodne i
    stawały się coraz bardziej agresywne, gdyż zamiast kupić im pokarm, Antoni wolał
    nasycić swoje pragnienie posiadania i karmił je tylko raz, a nie trzy razy
    dziennie. Nic dziwnego, że ptaki zdziczały i z łagodnych, ociężałych nawet
    kuraków, stały się czupurne i natarczywe. Coraz częściej wydawały dziwne odgłosy
    i toczyły ze sobą walki.

    Pewnej nocy ptaki podkopały się pod ogrodzenie (było liche, bo i na tym Antoni
    oszczędzał) w poszukiwaniu pokarmu. Cała chmara bażantów przeszła przez rozległy
    teren, dziobiąc wszystko, jak popadnie - trawę, drewno, cokolwiek, byle dało się
    zjeść. W końcu dotarły do domu, w którym Antoni zamieszkiwał podczas pełnienia
    służby. Drzwi zostawił uchylone, gdyż lato było wówczas dość upalne. Ptaki
    wtargnęły do domu i znalazły się wkrótce w sypialni niedobrego dworzanina.
    Antoni nie miał żadnych szans obrony. Bażanty zaatakowały go twardymi dziobami,
    kłując, gdzie popadnie. Wydziobały mu oczy, wydziobały mu serce, którego i tak
    nie umiał im okazać...

    Nazajutrz służba królewska zastała w sypialni Antoniego potworny widok:
    szkielet, leżący na łóżku, w otoczeniu masy ptasich piór. Król kazał pochować
    Antoniego. Podczas przeszukiwania jego domu znaleziono przedmioty, skradzione z
    królewskiego dworu. Po jakimś czasie bażantarnia przestała istnieć, król zmarł,
    a tereny przeszły pod władanie Czartoryskich. A nazwa "Przy Bażantarni"
    przypomina o miejscu, które się tu kiedyś znajdowało, i o strasznej historii
    ludzkiej chciwości, ukaranej z nawiązką.
    --
    Ursynów oficjalnie
  • Gość: Orsolya IP: *.aster.pl 11.10.05, 17:31
    Było sobie dawno temu ursynowskie forum. Miłe, sympatyczne, nikomu nie wadziło
    toteż wszyscy je lubili. Ale jak to w bajce bywa pojawił się tam pewien czarny
    charakter o niewdzięcznym nicu silvio. Można by rzec nieobyczajnie, że nieco
    posrany, jako że jego ulubionym tematem były odchody. Pisał o nich zawzięcie we
    wszystkich wątkach, bulwersował się, zakładał nowe wątki, a kiedy tego mu było
    mało wciskał odchody nawet w niewinne legendy. Doszło w końcu do tego, że pajac
    ten straszliwy i nielubiany przez normalnych, spokojnych forumowiczów pajac
    ZASRAŁ doszczętnie całe forum i użytkownicy przestali je lubić, a forum
    zamknięto. Niepocieszeni forumowicze uczcili to smutne zdarzenie w niecodzienny
    sposób: Udali się wszyscy pod dom silvio i nawalili tam wielką kupę odchodów,
    zalali betonem i oddalili się czym prędzej aby smucić się we własnych domach...
  • jan-w 11.10.05, 17:37
  • jan-w 11.10.05, 17:38
    Ale na szczęście tak źle nie jest. POzdrawiam.
    --
    Kabaty-Moczydlo
  • java9 13.10.05, 16:58
    i tak powstała Kopa cw..a ;)
  • urban_legend 14.10.05, 16:21

    Dawno, dawno temu, a może i jeszcze dawniej, tereny dzisiejszego Ursynowa
    zamieszkiwało niewiele ludzi. Niektórzy z nich jakoś dawali sobie radę, ale
    jednak większość klepała biedę i starała się w jakiś sposób poradzić sobie z
    brakiem środków do życia.

    Jednym z uboższych mieszkańców był Sylwiusz, który miał skromną chatkę nieopodal
    średnio wysokiej górki. Sylwiusz mieszkał tam z dziećmi (żona uciekła) i
    zastanawiał się, jak to jest, że jego sąsiedzi jakoś dają sobie radę, a on nie
    może. Stał się szybko człowiekiem zawistnym i złym, szukającym przyczyn cudzego
    sukcesu w nieczystych sprawkach.

    - Jak to z wami jest, sąsiadko, że stać was na nowe ubrania? – Wypytywał
    Sylwiusz mieszkającą obok kobietę.
    - Ano tak, panie sąsiedzie – ja pomagam kumie pilnować dzieci, ona mi czasem coś
    uszyje. Przysługa za przysługę – trzeba sobie wzajemnie pomagać.
    - Pomagać! Dobre! – odkrzyknął Sylwiusz – na pewno jakieś nieczyste interesy tam
    prowadzicie! Ja się wszystkiego dowiem! Znajdę! Wyśledzę! Doniosę, gdzie trzeba!
    – krzyczał rozgorączkowany Sylwiusz do miejsca, w którym jeszcze przed chwilą
    stała sąsiadka, która stwierdziła, że szkoda czasu i nie dosłuchała jego
    wypowiedzi do końca.

    Sylwiusz postanowił któregoś dnia, że zaprzeda duszę diabłu, żeby tylko lepiej
    mu się powodziło. Wzywał szatana, przywoływał na różne sposoby, a tu nic.
    Usłyszał jego prośby Bóg i pogniewał się na Sylwiusza, że się do sił ciemnych
    ucieka, zamiast kierować się ku światłu. Wysłał więc doń anioła, przebranego za
    czarta. Pewnego wieczora, gdy dzieci Sylwiusza już spały, przebrany anioł
    zastukał do jego drzwi.
    - Coś ty za jeden? – warknął Sylwiusz – Pewnie chcesz pieniędzy! Nie mam i nie
    dam ci! I nawet gdybym miał, to i tak bym ci nie dał! Wynocha!
    - Spokojnie, człowieku – rzekł anioł – możesz nazywać mnie jak chcesz, ale
    najlepiej zwij mnie Gościem. Gościem, który może pomóc ci osiągnąć to, o czym
    tak marzysz.
    - Oooo, no proszę… nie sądziłem, że mój głos zostanie wysłuchany – zainteresował
    się Sylwiusz – czy ty naprawdę jesteś…. Czy jesteś nim?
    - A jak sądzisz, Sylwiuszu, kim mogę być? Dam ci to, czego pragniesz, ale musisz
    zaprzedać duszę swoją i swoich pociech. Inaczej nic z interesu nie będzie –
    powiedział anioł.
    - Swoją też? Dzieci nie wystarczy? – zawahał się Sylwiusz – No dobrze. Gdzie i
    kiedy mam przyjść?
    - Przyjdź o północy na pagórek koło twej chaty. Tam się spotkamy – rzekł anioł i
    znikł.

    Sylwiusz długo nie mógł zasnąć – chciał zdrzemnąć się nieco, by odpocząć przed
    spotkaniem, ale myśl o brzęku złota nie dawała mu spokoju. W końcu wybiła
    upragniona godzina i Sylwiusz wyruszył truchcikiem na szczyt stojącej obok jego
    domu górki.

    Długo nie musiał czekać, gdy nagle błyskawica przeszyła niebo, zrobiło się
    jasno, jak w dzień, a grzmiący i wcale nie diabelski głos odezwał się tak, że
    słychać było w całej okolicy:
    - Wstydź się, Sylwiuszu! Moja cierpliwość została przez ciebie wystawiona na
    ciężką próbę! Popełniłeś wiele grzechów, ale dzień dzisiejszy przepełnił czarę
    goryczy! Chciałeś wezwać Szatana, by załatwił za ciebie twoje sprawy finansowe i
    to był Szczyt Chciwości! Chciałeś zaprzedać mu dusze swych dzieci! Był to Szczyt
    Okrucieństwa! Nie poznałeś się na aniele, który przybył do twego domu i był to
    Szczyt Głupoty! Za karę zamienię cię w kupę gliny i zostaniesz tu na zawsze, na
    samym szczycie tej góry!

    Tak też się stało – po dziś dzień na szczycie kopca, nazwanego od szczytów,
    które osiągnął Sylwiusz, jest gliniana hałda, po której jeżdżą rowerzyści.
    Czasem spacerują tu ludzie z pieskami…

    --
    Ursynów oficjalnie
  • silvio1970 14.10.05, 16:27
    urban_legend napisał:


    > Sylwiusz mieszkał tam z dziećmi (żona uciekła) i
    > zastanawiał się, jak to jest, że jego sąsiedzi jakoś dają sobie radę, a on nie
    > może. Stał się szybko człowiekiem zawistnym i złym

    a jedynie taki człowiek jest w stanie zmarnowac sporo czasu i talentu jedynie
    po to by dopiec bliźniemu.
  • jan-w 14.10.05, 17:10
  • urban_legend 07.11.05, 21:14
    Legenda o Megasamie

    Dawno, dawno temu, gdy Ursynowa jeszcze nawet Matka Natura nie miała w planach,
    w okolicach dzisiejszej ulicy Surowieckiego leżała spokojna, mała wioska
    barbarzyńców. Byli to leniwi, raczej niezbyt ruchliwi ludzie. Rzadko opuszczali
    swą osadę, a jeśli w ogóle, to tylko po to, by jakimś zbłąkanym przyjezdnym
    obciąć głowy, połamać żebra, wyłupić oczy lub powyłamywać palce. Jedyną
    rozrywką owych barbarzyńców było wydawanie zrabowanych pieniędzy. Paradoksalne
    było to, że na miejscowym targu nie dopuszczali się występków ani kradzieży,
    tylko uczciwie ustawiali się do straganów i czasem nawet targowali się o ceny z
    miejscowymi sprzedawcami, którzy na ogół pozostawali nieugięci.

    Targ rozrastał się, a mieszkańcy osady żyli coraz bardziej dostatnio. Im
    częściej przejeżdżały obok wioski różne wozy, które natychmiast patroszono (i
    ich pasażerów również), tym więcej weseli barbarzyńcy mogli wydać na swym targu.
    Ponieważ na targu obowiązywała kultura a handlarzy przybywało, zaczęli owi
    handlarze konkurować między sobą, by przyciągnąć rzesze klientów.

    - Za dwie kupione porcje mięsa dodam darmo porcję rzepy!
    - Za dwa pierścionki dorzucam amulet z kurzej łapy!
    - Za dwa amulety z kurzej łapy dorzucam darmo porcję mięsa!

    Takie i podobne okrzyki słychać było na targowisku. Jednak przybywało też co
    roku ofiar barbarzyńców, którzy coraz śmielej mordowali wszystkich
    przejeżdżających. Ich ciała zrzucali do przepełniającego się dołu, a dusze
    pomordowanych jęczały po nocach, budząc grozę nawet wśród barbarzyńców.

    Pewnej nocy jęki pomordowanych dusz dotarły do bram nieba. Święty Piotr wysłał
    więc na ziemię Archanioła Michała, zwanego Mega-Aniołem, by dowiedział się,
    czemu tak wiele dusz prosi o pomoc.

    Archanioł Michał zstąpił na ziemię i długo nie musiał czekać, by być świadkiem
    okrutnego mordu na grupie przejeżdżających wozem ludzi. Barbarzyńcy zabrali
    wszystko i poszli do domów a następnego

    dnia rano stali na targu, trwoniąc złupione pieniądze bądź sprzedając zrabowane
    dobra. Archanioł Michał rozzłościł się okrutnie, wziął wielki głaz, większy od
    całego targowiska, i cisnął na ziemię. Zahuczało, w górę uniósł się kurz, który
    bardzo długo opadał... wyginęli wszyscy barbarzyńcy, zajęci wydawaniem
    splamionych krwią pieniędzy. Z głazu, który Archanioł Michał rzucił na targ,
    późniejsi przyjezdni wykuli halę targową, na pamiątkę Mega-Anioła nazwaną
    MegaSamem. Stoi tam ona po dziś dzień...
    --
    Ursynów oficjalnie
  • java9 10.11.05, 16:38
    jak on tak Sam tym kamulcem cisnął to musiał nieźle "koksować" ;)
  • urban_legend 11.11.05, 09:59
    Oj cicho, on był jak Superman czy coś takiego.
    --
    Ursynów oficjalnie
  • java9 11.11.05, 17:28
    :))) a kark miał ?
  • urban_legend 02.12.05, 15:41
    Było to niedawno...

    U pana S. w domu rodzinnym wszystko było, jak w zegarku. W każdym pomieszczeniu
    obowiązywał regulamin, którego złamanie powodowało, iż pan S. pisał donosy do
    siebie samego, by potem móc ukarać winowajcę. Karą (dodatkowo, poza przebywaniem
    w towarzystwie pana S.) było zazwyczaj sprzątanie trawnika przed domem lub
    liczenie płyt chodnikowych w obrębie najbliższych ulic.

    - Mario, nakruszyłaś herbatnikiem z sezamem w przedpokoju – zwracał się do córki
    pan S. – przecież dobrze wiesz, że osiemset sześćdziesiąty punkt Regulaminu
    Przedpokoju wyraźnie mówi o tym, że nie wolno do przedpokoju wnosić rzeczy,
    posypanych makiem lub sezamem. Będę musiał napisać zawiadomienie do głównego
    użytkownika przedpokoju, który na pewno ukarze cię za to przewinienie.
    - Zofio – mówił pan S. do żony – zostawiłaś niedopitą herbatę w kuchni po 18.00.
    Dobrze wiesz, że tysiąc pięćset dziewięćdziesiąty szósty punkt Regulaminu Kuchni
    wyraźnie tego zabrania.

    Pan S. dość często piętnował w domu rodzinnym naruszanie prawa, gdyż wierzył, że
    jego upór i konsekwencja sprawią, że świat stanie się lepszy, ludzie
    wyszlachetnieją a on sam pójdzie do nieba i będzie po wsze czasy zażywać
    rajskich radości. Niestety, jak to w życiu bywa, pan S. był osamotniony w swoich
    działaniach. Rodzina miała już powoli dość jego dziwactw i zaczęła na boku
    spiskować przeciwko niemu.
    - Musimy , dzieci, coś poradzić. Tak dłużej być nie może – mówiła żona pana S.
    do syna i córki, gdy pana S. nie było w domu – przecież to wstyd przed
    sąsiadami. Ostatnio musiałam liczyć stopnie we wszystkich klatkach schodowych
    tylko dlatego, że zapomniałam zamknąć gazetę, która leżała na stole.
    - A mi tata zabronił jeść przez dwa dni tylko dlatego, że zapomniałem nakleić
    znaczka pocztowego na zawiadomienie, które tata sam sobie wysyłał przeciwko
    Marysi – dodał syn.
    - Tak, tak! – Odezwała się córka – To było wtedy, gdy tata zauważył, że pętelki
    przy sznurówkach moich butów nie są równej wielkości i napisał donos! Pamiętam!
    - No więc, dzieci, musimy coś wymyślić…

    ……
    Pan S. jak zwykle wrócił do domu o siedemnastej szesnaście. Zdjął płaszcz i
    chciał go powiesić na swoim, specjalnie przeznaczonym dla siebie wieszaku, ale…
    wisiała tam kolorowa parasolka córki! „Niedoczekanie”, pomyślał i zaczął z
    pamięci recytować:

    - Zajęcie cudzego wieszaka jest złamaniem dziewięćset piętnastego punktu
    Regulaminu Przedpokoju. Sprawca owego zdarzenia winien… - głos pana S. zamarł w
    gardle, bo zobaczył coś, czego w tym domu nigdy wcześniej nie było: gumę do
    żucia, przyklejoną do łyżeczki po herbacie, pozostawionej na stole! Taki
    skandal! Twarz pana S. zrobiła się purpurowa i zmienił temat na bardziej drastyczny:
    - Złamanie dwóch przepisów naraz! Pozostawienie łyżeczki na stole oraz
    zostawienie produktu żywnościowego po spożyciu na widoku publicznym! Za to
    grozi… - głos uwiązł panu S. w gardle, gdy zorientował się, że to nie wszystko.
    Zauważył, że w sypialni łóżko nie tylko nie było pościelone, ale na podłodze
    walała się masa gazet i książek. Pan S. chciał wygłosić kolejne przemówienie,
    ale dotarło do niego, że nikogo nie ma w domu. Nie zdejmując płaszcza (nie miał
    go gdzie powiesić) usiadł na krześle i zaczął obmyślać okrutną karę dla
    winowajców. Po godzinie usłyszał hałas na klatce schodowej. Nie ruszał się.
    „Niech zobaczą mą marsową minę”, pomyślał, „niech obleci ich strach i niech
    powali ich na kolana skrucha”.

    Do mieszkania weszła córka pana S. Nie przywitała się z nim, tylko włączyła
    głośną muzykę, a następnie zaczęła skakać po mieszkaniu, chrupiąc przy tym słone
    paluszki. Za chwilę pojawił się syn z piłką, kopiąc ją po całym mieszkaniu. Pan
    S. wstał i już miał odebrać synowi piłkę, gdy w mieszkaniu zjawiła się żona.

    - Co to za dywersja?! To bunt! – krzyczał wściekły pan S. – to pogwałcenie
    wszelkich zasad! Żądam procesu! Co za nieodpowiedzialność! Kto będzie sprzątać,
    prać i gotować, gdy wy będziecie odbywać kary! Zaraz napiszę…
    - Nic nie napiszesz, kochanie – odparła żona, nie czekając na ciąg dalszy –
    widzisz, podczas twojej nieobecności uległy drobnej zmianie wszelkie przepisy
    domowe. Tu masz nowy zestaw zasad i swoje obowiązki. Aha, i jeszcze jedno.
    Kupiliśmy psa, będziesz wyprowadzać go cztery razy dziennie i sprzątać po nim.
    Wabi się Azor. Możesz go pogłaskać, czeka na ciebie w przedpokoju.

    Pan S., nie wierząc własnym uszom, wybiegł z mieszkania. Biegł na oślep, nie
    wiedział sam dokąd ani po co, aż wreszcie wykopyrtnął się o jakiś korzeń i padł,
    łkając okropnie. Płakał jak bóbr i nie mógł przestać, przez kilka dni i nocy pod
    rząd. Z jego wypłakanych łez powstało jeziorko, zwane dziś Jeziorkiem
    Imielińskim. Ludzie chętnie spacerują tu z psami i nawet nie wiedzą, w jakich
    dramatycznych okolicznościach powstało…

    --
    Ursynów oficjalnie
  • silvio1970 02.12.05, 15:46
    wiesz, muszę przyznac że po raz pierwszy mnie rozbawiłeś.

    p.s.

    miałem kiedyś psa Azorka.


    --
    Pamiętaj, że Forum Ursynów jest cenzurowane.
  • urban_legend 02.12.05, 16:54
    silvio1970 napisał:

    > wiesz, muszę przyznac że po raz pierwszy mnie rozbawiłeś.
    >
    > p.s.
    >
    > miałem kiedyś psa Azorka.

    Czyli jednak w każdej legendzie jest ziarno prawdy.

    --
    Ursynów oficjalnie
  • java9 02.12.05, 15:57
    :)))))
  • chiara76 02.12.05, 17:35
    uwielbiam;)))
    --
    Japonia
    Kabaty
  • urban_legend 16.01.06, 22:16
    W jednym z ursynowskich mieszkań...

    - Mamo! Mamo! Widziałam dziwnego ludzika! Przebiegł przez przedpokój!
    - Sylwia, uspokój się, bo cię zaczaruję i zamienię w chłopca! Jak możesz
    wymyślać takie bzdury? Rozumiem, że wolałaś nasz poprzedni dom, ale tu, na
    Ursynowie, jest tak cudownie... metro, sklepy, nowa architektura, strażnik,
    parking... czego jeszcze chcieć?
    - Mamo, ale ja naprawdę go widziałam! Miał lewe oko większe od prawego! A
    wczoraj to Krysia mówiła mi, że widziała podobnego, jak wynosił paczkę z poczty
    na Ekologicznej!
    - Kochanie, co za bzdury opowiadasz. Jak chcesz, zadzwonimy do mamy Krysi i
    wszystko się wyjaśni.

    Minęło pięć minut...

    - Dzień dobry, tu mama Sylwii. Podobno pani córka widziała na poczcie tr... ach,
    tak? I pani w to wierzy? Że niby ukradł paczkę? Dziwi mnie pani postawa. Dziecko
    - rozumiem, fantazje, głupoty. Ale dorosła kobieta? Zrywam znajomość z panią. To
    żenujące wierzyć w takie bajki.
    - A nie mówiłam, mamo?
    - Cicho bądź, Sylwia, bo cię zaczaruję i zamienię w chłopaka! Jak można
    wygadywać takie rzeczy!
    - Ale mamo, tata Wojtka też jednego widział!
    - No wiesz, mieszasz do tego tatę Wojtka! I co, może kradł filmy z Multikina?
    - Nie, kolędował i wyprowadzał psy przed blokami na KEN.
    - Sylwia, czy ty coś dzisiaj w szkole jadłaś niedobrego? A może do taty Wojtka
    też powinnam zadzwonić?

    Po dwóch minutach...

    - Dzień dobry, tu mama Sylwii. Podobno pana syn widział, jak ktoś kolędował i
    wyprowadzał psy przed blok... tak? Niemożliwe... ale jak się panu wydaje, oni
    się umówili i razem fantazjują, prawda? Jak to... to pan też widział?
    Niesamowite... jak te dzieciary potrafią człowieka ogłupić. Jak panu nie wstyd?
    Może pan się pożegnać ze znajomością z naszą rodziną, to wstyd i hańba!!!
    - Mamo, nie mówiłam? I co, tacie Wojtka też nie wierzysz?
    - Nie wierzę!
    - Ale on jest...
    - Wiem, dziecko, kim jest tata Wojtka i to kolejny dowód, że te stanowiska
    zajmują nieodpowiedni ludzie. A teraz nie zawracaj mi już głowy i skończ z tymi
    durnymi opowieściami.
    - Ale mamo, nie wierzysz nawet w tego, który pluje do potraw w Sphinksie?
    - Dziecko, co ty bredzisz?
    - No, mama Joasi mówiła, że jak poszły do Sphinksa po kinie, to taki jeden
    podskoczył zza stołu i napluł im do talerza!
    - Słuchaj, Sylwia, kto jak kto, ale jeśli mieszasz w to mamę Joasi, to już
    przesada! Zaraz zamienię cię w chłopaka!
    - Ale mamo, zadzwoń do mamy Joasi!
    - Chyba żartujesz! Mama Joasi to poważna osoba! Co ona o mnie pomyśli?
    - Mamo, proszę!

    Po minucie...

    - Dzień dobry, tu mama Sylwii. Chciałam zapytytać, jak ocenia pani Sphinksa w
    Mutikinie; miałam ochotę się tam wybrać z Sylwunią... nie jest pani zadowolona?
    A to dlaczego? Przepraszam, wydaje mi się, że źle usłyszałam?... wie pani, to
    zabawne, ale usłyszałam, że złośliwy krasnoludek napluł pani do talerza... aha,
    pani rzeczywiście tak powiedziała. No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak
    życzyć pani miłego dnia... Sylwia, gdzie jesteś? Wstrętne dziewuszysko! Za karę
    zamieniam cię w chłiopaka! Za to, że wygłupiasz się i wciągasz w swoje historie
    porządnych ludzi! A masz! Od dzisiaj jesteś Sylwiuszem!!!

    Trzask-prask, minęło pół sekundy.

    - O Boże, co ja głupia narobiłam. Syl... nie, nie zbliżaj się do mnie! Jesteś
    jednym z nich! Pomocy, niech mi ktoś pomoże! Ratuuunkuuuuu!!!
    --
    Ursynów oficjalnie
  • kaaarolinkaa 17.01.06, 10:02
    to jest genialne:))))))))) natrafilam na ten watek dopero teraz i jak o zrobic
    zeby w pracy nie wyc ze smiechu?? ja nie wytrzymam!! hahahahahaha-genialne,
    genialne!!!
  • maciek608 17.01.06, 19:37
    Ja wychodzę na balkon i ryczę, a potem wracam jakby nigdy nic...
  • urban_legend 26.03.06, 08:45
    Legenda o ursynowskiej autostradzie.

    Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nikt nie spodziewał się, jak wspaniale rozkwitnie
    Ursynów, była sobie na tym terenie spokojna osada. Ludzie żyli powolutku, niczym
    się nie martwili a jedynym problemem, który utrudniał im komunikację, był brak
    dróg. Latem aż tak bardzo im on nie doskwierał, ale zimą trudno było przedostać
    się z jednego końca osady na drugi, ciężko było gdy musiał przyjść lekarz, nie
    mówiąc już o dotarciu do kościoła.

    W jednym ze skromnych domków mieszkał sobie Staloniusz, prosty człowiek, którego
    gospodarstwo graniczyło z terenem, planowanym pod wybrukowanie. Że był nie w
    ciemię bity, postanowił na tym nieco skorzystać.

    - Maryśka! Chono tu z kłonicom! - krzyknął do żony.
    - Łojeza! Co ja znowu zrobiłam?
    - Ty nic, ale patrzaj! Jak jakiś kundel albo jakiś bachor wybiegnie tu przed
    furtkie, naparzaj ile wlezie!
    - Aleć to nie nasze! Nasze tylko do płota! - oponowała małżonka.
    - Nasze nie nasze, pod oknem mi dokazywać nie byndom! - rzekł rozzłoszczony
    Staloniusz i dla przykładu kopnął wróbelka, który akurat przysiadł na progu domu.
    - Ale Staloniuszu, przeca to nie nasz teren i tu droga ma być! - cały czas nie
    dawała spokoju żona.
    - To nie byndzie! Nie byndom mie tu budowali drogi, ja pod mojom chałupom
    żadnego furkotu nie zniese! A i ty tyle nie gadaj, bo ci język kołkiem stanie! -
    to powiedziawszy, Staloniusz począł robić obchód gospodarstwa, żeby sprawdzić,
    czy nie zagrażają mu bezpańskie ślimaki i rzekotki.

    Tymczasem większość mieszkańców osady zdecydowała, że droga jest bardzo
    potrzebna i starszyzna poparła projekt, by droga została przeprowadzona wokół
    osady, tak by każdy miał do niej równy dostęp i żeby nie robiła zamieszania
    wewnątrz. Rozpoczęły się prace brukowania, zwieziono kamienie i zaczęto wytyczać
    częściowo ubity szlak. Niestety, jednym z pierwszych gospodarstw, które droga
    miała mijać, było gospodarstwo Staloniusza. Wybiegł on przed dom i zaczął palić
    gałęzie, liście i stare szmaty - robotnicy nic nie mogli dostrzec, więc,
    zniechęceni, zawrócili.

    - Ale spryciorz ze mnie, nie, Mańka? Z takom hołotom to ja se poradze!!! -ryknął
    zadowolony z siebie Staloniusz, dał dla przykładu po parę klapsów każdemu z
    dzieci, trzasnął żonę w twarz pokrywką od garnka i poszedł spać.

    Następnego dnia sytuacja powtórzyła się. Staloniusz znów rozpalił ogniska,
    zasmrodził całą okolicę i robotnicy odeszli z niczym. Po jakimś czasie nauczył
    tego swoje dzieci a one - swoje.

    Po dziś dzień na Ursynowie nie ma autostrady, a potomkowie Staloniusza nadal
    zasmradzają okolicę, by tylko utrudnić życie sąsiadom i sobie samym. I żyją
    długo i szczęśliwie (?).
    --
    Ursynów oficjalnie
  • jan-w 26.03.06, 11:02
    ;-)))
    --
    Kabaty-Moczydlo
  • aandrus 26.03.06, 13:55
    Legendy świetne. Za każdym razem bawią mnie do łez. Podrzucę Ci temat: „Szpital
    na Ursynowie”. Może wymyślisz coś w tym temacie, z przyjemnością też przeczytam.
  • jan-w 26.03.06, 14:13
    Już się domyślam co w niej będzie ;-))
    --
    Kabaty-Moczydlo
  • aandrus 26.03.06, 14:28
    Ja też . Przez to będę niecierpliwie czekała :)))
  • urban_legend 12.07.06, 12:55
    Było to dawno... słońce pięknie świeciło a czerwcowe niebo przyozdabiały leniwie
    płynące, białe obłoczki. Owieczki pasły się na trawie a pastuszek Zygmuś
    odganiał muchy od owieczek oraz od swego tatka, który pijany leżał w polu kapusty.

    - Zygmuś, Zygmuś - usłyszał wołanie chłopczyna - obiad ci przyniesłam! A i dla
    tatka nieco gorzałki, bo widzę, że słaby, wzmocnić go trzeba!

    Zygmuś głodny był już okrutnie, więc w te pędy poleciał do matuli po dwojaki ze
    strawą. Skromną, ale sytą. Owieczki jadły pół dnia, więc i Zygmusiowi się coś
    należało. Zygmuś dość głośno mlaskał, jedząc, toteż ojciec, drzemiący w połowie
    zagonu kapuścianego, obudził się.

    - Matka coś przyniesła? - spytał nieprzytomnie rodziciel.
    - Ano tak, gorzałkę, o tu jest - Zygmuś podał flaszkę ojcu, ale ten, po
    przyłożeniu ust, skrzywił się okropnie.
    - Dziecko, co to jest? Wrzątek, ukrop! Gorzałka zimna musi być! Jak sam
    zaczniesz pić, to zobaczysz! Idźże tam wedle drogi, do jeziora dojdziesz. Wkop
    flaszkę w piach przy brzegu, żeby była w wodzie zanurzona, ostudzi się, wtedy ja
    sobie wypiję.

    Zygmuś, posłuszne dziecię, zostawił tatkę w polu i pobiegł co sił, by mu ulżyć.
    Tatko od rana zajęty był leżeniem w zagonie i nie miał sił sam sobie usłużyć.
    Zygmuś jednak niewprawny był jeszcze i - gdy tylko odszedł, a czego już nie
    widział - butelka, siłą wody, wypchnięta została z powrotem na brzeg. Tam,
    upadłszy na piach, zaczęła się nagrzewać. Słońce świeciło coraz mocniej...

    Tatko Zygmusia przez ten czas zmęczył się okropnie, czekając na syna, i zapadł w
    sen. Zbudził się dopiero, gdy słońce zaczynało już zachodzić. Przez parę chwil
    siedział bezmyślnie, otoczony główkami kapuścianymi, dłubiąc w nosie, aż w końcu
    przypomniał sobie o butelce. Zygmuś już dawno z owcami z pola poszedł i tatko
    sam musiał sobie przynieść swój zasłużony napitek.

    Tymczasem upał rozsadził butelkę, która pełna była mocnej gorzałki. Alkohol
    zaczął parować i zapalił się - gdy tatko Zygmusia przybył nad jezioro, zastał
    płonącą pochodnię, która była jego niedoszłym ukojeniem za całodzienną harówkę.
    Wpadł w rozpacz, zaczął tarzać się po ziemi, uderzać głową o kamienie i wyć
    strasznie, słychać go było daleko aż we wsi.

    - Zgorzała!!! Moja gorzała zgorzała!!! Nad jeziorem!!! - krzyczał. Ponieważ nie
    chciał się uspokoić przez kilka następnych dni, miejscowy felczer zalecił
    upuszczenie krwi, które przeprowadzono zanadto skrupulatnie, w wyniku czego
    tatko Zygmusia wykrwawił się na śmierć. Jego krew, pełna alkoholu, również się
    zapaliła. Po tych wszystkich wydarzeniach miejscowi ludzie nazwali okolicę,
    która mieści się niedaleko obecnej stacji Jeziorki, "Zgorzała nad jeziorem".


    --
    Ursynów oficjalnie
  • silvio1970 12.07.06, 13:21
    cóż, przynajmniej poznaliśmy "źródła" twojej tfurczości. żałosne.

    --
    Spytaj czy nasz moderator kandyduje w wyborach samorządowych 2006?
  • urban_legend 12.07.06, 16:23
    silvio1970 napisał:

    > cóż, przynajmniej poznaliśmy "źródła" twojej tfurczości.

    Uważasz, że zaczynałem tworzyć w jeziorku?

    > żałosne.

    Dokładnie, też nie wiem, po co się wpisałeś. Ale miło zobaczyć samokrytykę.
    --
    Ursynów oficjalnie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka