Kazik: Internauci dali mi w twarz
Autor:
Gość: gość
IP: 89.72.60.*
22.09.09, 15:49
Kazik przesadził i nie wie na jakiej zasadzie to wszystko działa. Ktoś ściąga album z Internetu, przesłuchuje parę razy i jak stwierdzi, że artyście się należy coś za swoją pracę to zakupi oryginalny album. Ja przynajmniej tak robię. W ten sposób poznałem setki dobrych zespołów, których najlepsze moim zdaniem albumy zakupiłem. Wiele zespołów wie o tym i dlatego sami umieszczają swoje utwory w Internecie! Na przykład ostatnio coraz popularniejszy Alestorm umieścił w Internecie swój ostatni album w dobrej jakości i małym dodatkiem - tekstem o tym, że jest to utwór promocyjny. Jak komuś się spodoba to kupi, a jak nie to słucha "pirackiego" nagrania. Niestety w Polsce album ten kosztuje prawie 90zł (z dodatkowym nagraniem z koncertu, lecz mimo wszystko to cena kosmiczna). Po tej wypowiedzi Kazika zadaję sobie pytanie - czy on tworzy dla siebie, sztuki i dobrej zabawy czy dla zysku z fanów? Wielu "artystów" robi to tylko i wyłącznie dla zarobienia, bo to w sumie łatwa kasa jeśli dobrze się wypromuje (Radio ESKA pęka w szwach od takich pseudoartystów). Kazik chyba jednak robi to dla pieniędzy ;/ Jest też pytanie: ile dostaje pieniędzy za każdy album? Jeśli jest tak jak jak z większością zespołów z wielkich wytwórni to z albumu kosztującego w sklepie dostaje jakieś 70gr. To nie internauci okradają tylko producenci. Taki album można sprzedawać po 25zł i nawet wtedy jest duży zysk. Jednak jak ktoś czuje kasę to próbuje jak może, by zarobić. Przykładowo kupiłem parę lat temu album Eminema w sklepie za 25zł (nie była to ani przecena ani wyprzedaż). Dziś ten sam album kosztuje 46.99zł. No ciekawe czemu... Artyści z znanych wytwórni nie dostają więcej niż 12%. Kosz produkcji, reklamy, sprzedaży itd. nie jest wyższy niż te 25zł, a i przy tej cenie daje niezłe zyski (jak sprzedają po 10tysięcy płyt to bardzo duży zysk). Zamiast wydawać kupę kasy na walkę z piractwem lepiej by było zacząć walczyć z wyzyskiem wytwórni. Właśnie po to istnieją "wytwórnie niezależne", gdzie to artysta dyktuje za ile jego album ma być sprzedany.
Dodatkowo pragnę przypomnieć o tym, że Kazik kiedyś przyszedł na koncert pijany i praktycznie nie mógł śpiewać. Przepraszać przepraszał, ale zmarnowanego czasu, pieniędzy i zabawy nie zwróci. Teraz, ściągając jego album z Internetu, niektórzy odpłacają się za ten niechlubny koncert.