Udramatyczniona skrajność
Autor:
Gość: kasika78
IP: 85.222.88.*
21.10.09, 17:02
"Idzie z trudnością, prawą ręką wspiera się na lasce " --- "pantofle
na wysokich szpilkach" --- "jakieś zakupy z branży “szmacianej” i
kosmetycznej" -- z pęcharzami na nogach, które tak jej od samego
wyjścia utrudniają chodzenie wybiera się na zakupy......
historyjka sprzeczna i za bardzo udramatyczniona. W szpilkach i z
laska, trudności z chodzeniem. Kogoś poniosły drogi fantazji. Nie
mówiąc o tym, że sytuacja byłaby identyczna, gdyby zamiast
zamkniętych drzwi była ona poprostu zajęta przez kogoś o poważnym
zatruciu żołądkowym czy rozwolnieniu, który nie będzie w stanie
opuścić tej toalety w najbliższym czasie.
Poza tym nikt nie mówi o zamykaniu toalet w jakiś tunelach, metrach
czy przejściach. Opisana sytuacja nie dość że zbyt dramatyczna to
przytrafić się może powiedzmy 10 osobom w ciągu miesiąca. Gdzie
dziennie takie toalety użytkowane są przez jakieś 100-300 osób.
Oczywiście zależnie od miejsca, miasta itp. itd. Takie sytuacje to
wyjątki a nie codzienność. A skoro już ma ktoś taką wenę twórczą to
równie dobrze jakby jej się zachciało wchodząc do autobusu to winny
pewnie byłby ztm, albo bus pas, przez który stoi tyle w korku. Nie
jestem jakąś nieczułą i chamowatą osobą, ale myślmy realnie. Też
zdarzało mi się pilnie poszukiwać toalety, a jak ją znalazłam to
albo nie było grama papieru, albo był wyrwany zamek razem z klamka,
czyli otwarte prawie na oścież drzwi !! albo połowa sedesu, bo
drugą, ktoś dla zabawy obłupał albo przy sedesie spała nawalona
(chyba bezdomna) kobieta we własnych wymiocinach.. Pani w szpilkach
o lasce z tej opowieści nie wiele by pomogła połowa muszli
klozetowej z lejącą się po nogach wodą albo gość leżący pod sedesem.
Tak więc nie presadzajmy i nie twórzmy skrajnych scenariuszy.