Niezależnie od oceny moralnej i prawnej ściągania z Netu należy się rozróżnienie
między "ściągaczem", a człowiekiem, który ZARABIA na cudzych utworach np.
tłocząc nielegalne kopie CD, lub udostępniając cudze utwory dla kasy.
Jak ktoś wrzuca jednych i drugich do tego samego worka, to znaczy że jest albo
głupi, albo zakłamany.
Jeszcze raz podkreślam: w/w jest NIEZALEŻNE od oceny ściągaczy-amatorów. Przy
okazji: WOLNO mi ściągać od znajomych. To jest dozwolone. Tak, jak wolno mi
pożyczyć od kolegi CD, książkę, DVD.
Inna sprawa: znowu niezależnie od oceny ściągaczy należy dostrzec, że walka z
Internetem to walka z wiatrakami. Tu nie da się wprowadzić żadnego skutecznego
systemu zabezpieczeń. DRM jest fikcją i o tym wszyscy dobrze wiedzą, a mówią
wszyscy poza sprzedającymi DRMy.
Co z tego wynika? Ano właśnie: warto by to wreszcie PRZEMYŚLEĆ i przedyskutować,
a nie udawać że tego nie ma.
Kolejna sprawa: try&buy. Ile razy kupujący płytę dopiero w domu przekonał się
jakiego gniota nabył? Możliwość przesłuchania płyty w sklepie znów jest marną
alternatywą (widzieliście kiedyś WSZYSTKIE płyty na odsłuchu?). Wobec tego
kupujemy kota w worku. Obecnie konsument nie ma możliwości zwrotu towaru ze
względu na poziom artystyczny utworów. Na szczęście dla konsumenta ma on
możliwość posłuchania utworów z Netu. To nie jest argument prawny, ale w sensie
moralnym jest to istotne.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.