Tu kolejny chory pomysł, naszego wspaniałego rządu tym razem.
Walka z internetowym piractwem zaostrza się, osiągając kolejne poziomy absurdu.
Francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło projekt zmodyfikowanej ustawy o ochronie praw autorskich w Internecie - donosi Gazeta.pl. Przeciwko głosowali socjaliści i komuniści. Tak zwana prawica opowiedziała się za sieciowym zamordyzmem.
Najważniejsze punkty ustawy, którą musi jeszcze zatwierdzić Senat, przewidują, że internauci nielegalnie pobierający pliki otrzymają najpierw specjalnego maila
. Jeśli nie powstrzyma ich on od ściągnięcia kolejnej empetrójki czy filmu, pojawi się jeszcze drugie ostrzeżenie: list polecony.
Trzeciego ostrzeżenia nie będzie. Potem do akcji wkracza sąd, który odetnie piratowi dostęp
do Internetu i nakaże mu wypłatę
odszkodowania za to, co ściągnął. Ale i na tym może się nie skończyć. Jeśli ustawa wejdzie w życie
, sędziowie będą mogli karać piractwo nawet więzieniem!
Ciekawi jesteśmy, kiedy wreszcie zarabiające na prawach autorskich koncerny i politycy piszący ustawy pod ich naciskiem pogodzą się z rzeczywistością? Z tym, że można dziś wszelkie dane
kopiować w nieskończoność i błyskawicznie przesyłać na drugi koniec świata - bez żadnego niemal nakładu sił. Kiedy, zamiast walczyć z Internetem, nauczą się wykorzystywać jego potencjał do robienia pieniędzy?
Bo, tak naprawdę, nie mają innego wyjścia - internauci i tak będą dzielić się muzyką i filmami. No chyba, że sądy wszystkim odetną sieć albo powsadzają za kratki.
Daniel Nogal
źródło:
Tekst linka
i od razu może moja riposta:
Wczoraj za to mogliśmy się dowiedzieć czegoś nowego. Oto okazało się, że naszym wybrańcom nie w smak
są jeżdżące po miastach "L-ki". Że ci kierowcy właśnie uczą się jeździć w trudnych, miejskich warunkach? Nieistotne. Istotne, że przeszkadzają.
Zawadzają takim posłom, jak Stanisław Rakoczy z PSL, który pochwalił się dziennikarzom "Faktu", że pędził przez Opole z prędkością 150 km/h! Jak można się spodziewać, zatrzymali go policjanci. Mandatu oczywiście nie płacił. Za to teraz tłumaczy się z uśmiechem:
Zapłacić można za coś, co się dostanie. Panowie wzięli moje dokumenty, cały portfelik. Po pięciu minutach mi go oddali i życzyli szerokiej drogi. Nie dostałem żadnego mandatu, więc nawet nie miałem szansy, by go zapłacić.
ŹRÓDŁO:
Tekst linka
Z tego wynika, że prawo do wszystkiego ma tylko góra, albo łamanie przepisów drogowych to
nie piractwo. Takich afer, sytuacji można wyciągać wiele nie tylko na rząd ale i artystów także...