Zgody nie ma i nie będzie w najbliższym czasie...
Autor:
Gość: kow
IP: *.mgsp.pl
02.11.09, 21:17
Powitać!
Ciekawa argumentacja z obydwu stron barykady, ale wydaje mi się, że aby
ułatwić sobie (tzn. nam wszystkim) dochodzenie do kompromisu i jakichś
sensownych wniosków, należy przede wszystkim ustalić znaczenia podstawowych
pojęć, takich, jak 'kradzież', 'artysta', 'dzielenie się/udostępnianie', itp.
Po pierwsze ściągania/dzielenia się 'kradzieżą' sensu stricto nazwać nie
można, gdyż (jeśli w ogóle), to pozbawiamy domniemanego artystę POTENCJALNEGO
zysku, którego nota bene mógłby nie osiągnąć, gdyby z tego czy innego powodu
sprzedaż była niska. Na tej zasadzie nazwiemy złodziejem np. konkurencję na
danym rynku, że "kradnie" nam klientów czyli potencjalny zysk.
Poza tym wcale nie ma takiej zależności, że gdyby nie było możliwości
ściągnięcia czegoś z sieci, to wówczas każdy by poszedł i kupił = Bzdura! Po
prostu gro ludzi nie zainteresowałoby się tym w ogóle lub nawet nie
dowiedziałoby się o tym, czy innym wydarzeniu (warto tu wspomnieć również o
kopiowaniu przez serwisy informacji, która nota bene dzięki temu szybciej
dociera do opinii publicznej). Tak czy owak, warto się zastanowić głębiej nad
prawomocnością tego argumentu, czy niemożność ściągnięcia spowoduje wzrost
sprzedaży. Osobiście uważam, że nie, choć może należałoby powiedzieć "już nie"
- po zaszłych wydarzeniach i wynikłych zmianach w świadomości potencjalnego
konsumenta na pewno nie.
Druga sprawa: 'artysta'.
Kim jest dziś 'artysta', czy czasami nie 'biznesmenem', skoro 'inwestuje',
'oczekuje sprzedaży i zysku', 'jest okradany', 'kupczy własnością
intelektualną', itd. Jeśli ma być biznesmenem, to wówczas wkracza do bardzo
ryzykownego segmentu rynku i decyduje się na ryzyko z tym związane. Wobec
panujących warunków należy zastosować odpowiednią strategię. Przykład: jeśli
jakiś powiedzmy raper, którego znaczna część, tzw. fanów żyje w slumsach i nie
ma kasy na jego pozłacane wydawnictwo, które z racji tego faktu jest tym
droższe, to wybaczcie, ale to jest ZŁY PLAN BIZNESOWY. Ten raper nie zarobi,
nawet jeśli nie byłoby możliwości ściągnięcia jego płyty, bowiem od początku
jego plan biznesowy był skazany na porażkę. Dla mnie Ci 'artyści', którzy
jeszcze nie zadbali o alternatywne formy dystrybucji swych dzieł, po prostu
skazują siebie na porażkę (oczywiście w biznesowym sensie). Inną sprawą jest
to, że 'artystą' takiego biznesmena nazwać wg mnie się nie godzi. Nie trzeba
podawać przykładów, że komercjalizacja psuje sztukę. Natomiast obalenie
starego paradygmatu być może spowoduje ferment w świecie sztuki i artystą nie
będzie zostawał człowiek, który chce być sławny i mieć kasę, ale ten, który
pomimo kasy i sławy ma coś do powiedzenia i wystarczająco dużo woli, aby to
przekazać. Mi osobiście marzy się zagłada tych tzw. celebrytów, którzy poza
ogłupianiem gawiedzi nic innego nie robią. No i przede wszystkim śmierć tzw.
branży rozrywkowej, tych wszystkich dystrybutorów, speców od reklamy i
marketingu, porno-biznesmenów, itd. Dobra sztuka broni się sama i na pewno
znajdzie sympatyków oraz bezinteresownych sponsorów. A artysta będzie się
oddawał swej pasji w wolnych chwilach, po pracy zarobkowej, totalny
wolontariat na zasadzie: "twórz, jeśli masz taką potrzebę".
No ale dość tych marzeń, zejdźmy na ziemię :)
Dziś problem polega na tym, że wartość intelektualna jest w istocie wartością
niewymierną, a w dobie bezstratnych możliwości multiplikacji, kopiowania,
obróbki, samplowania, itd. ta kwestia komplikuje się aż nadto. Dobrym
rozwiązaniem jest sprzedawanie poszczególnych utworów/płyt (oczywiście z
możliwością wcześniejszego odsłuchania) za przysłowiowe "co łaska" i to
bezpośrednio do skarbonki artysty. Wówczas każdy ustala tą relatywną wartość.
Dodatkowym plusem byłoby to, że słabi 'artyści' (wg mnie Ci, którzy nie są
twórczy, tylko od lat klepią ten sam schemat, śpiewają o tym samym, z
charakterystyczną dla siebie manierą, czyli na przykład taki Kazik, żeby
daleko nie szukać), ginęli by śmiercią naturalną na publicznej scenie.
Niestety życie 'artysty' ma swoje zalety, ale ma również wady (jak wszystko
zresztą). Zresztą tak było od zawsze - często artyści stawali się sławni
dopiero na wiele lat po swej śmierci, często żyli w biedzie, zresztą ja sam
nieraz zbierałem "do kapelusza" pogrywając w bramie. Wydaje mi się to czymś
czystym: grasz, bo lubisz, a jeśli ktoś Ci przy okazji coś wrzuci, to może
nawet będzie ciepły obiad :) Wydawanie płyty w dzisiejszych czasach, to
pomysł, który może się spodobać kolekcjonerom, ale biorąc pod uwagę ich
liczbę, należałoby sprzedawać taką płytę za grube tysie, żeby się przynajmniej
zwróciła. Przeciętny osobnik, średnio na jeża ukulturalniony, nie kupi takiej
płyty, aby potem ją jeszcze ripować na mp3 i odstawić na półkę, a wszystko to
za niewąską kasę, z której przy dobrym wietrze 10-15% dostanie artysta. Bezsens!
P.S.
Dyskusja oczywiście kluczy wokół płyt, ale tzw. twórczość artystyczna ma wiele
aspektów. Przykład Kayah bardzo świetnie obrazuje to, co mam na myśli.
Mianowicie dzięki popularności tacy ludzie znajdują sobie całkiem sprawnie
inne formy zarobkowania, bardziej adekwatne że tak sie wyrażę, czyli np.
reklamowanie produktów/usług, występy gościnne/sponsorowane, itd, itp. Skoro
juz artyści nie przejmują się swym dobrym imieniem i bez owijania upominają
sie o kasę za swoją twórczość, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby
poszukiwali także innych stricte komercyjnych sposobów zarobkowania. Przede
wszystkim jednak radzę wszystkim odżegnać sie od przemysłu rozrywkowego,
pozakładać w sieci (nawet własnoręcznie) sklepy internetowe i sprzedawać
płyty/kawałki za parę groszy. głęboko wierzę, że każdy artysta (że tak się
wyrażę) warty swej ceny, na pewno na tym nie straci, ale zyska - nie tylko
pieniądze, ale przede wszystkim niezależność i autonomię twórczą. Reszta, tzn.
ci, którzy się "nie sprzedają", powinna pomyśleć o przekwalifikowaniu.
Dzięx i pozdro