Co do pierwszej części artykułu - cieszę się bardzo i oby tak dalej i więcej, bo mam córeczkę i jak zacznie się bawić tego typu zabawkami, to Lego będzie miało dla niej ofertę którą może polubić i przyswoić sobie szybciej, niż typowo "chłopięce" zestawy typu kosmos, średniowiecze, bionicle czy technik. Od biedy "biseksualne" Lego City... choć tam też postaci - dziewczynek nie ma, a dziewczynce raczej trudno utożsamić się z chłopkiem naprawiającym auto w warsztacie samochodowym :)
Co do dalszej części artykułu... znowu marzenia o wpływie zabawek na jeszcze większe zniewieścienie młodej płci męskiej i "proponowanie" im dorastania z kremem ujędrniającym skórę w jednej ręce i gazetą o modzie w drugiej. A jak trzeba będzie w przyszłości wymienić dziurawą dętkę w wózku dziecięcym, będą z tym biegli do "doświadczonego w temacie" (i jeszcze żyjącego chwała Bogu) taty lub teścia, albo do wulkanizatora ;) Nie mówiąc o naprawieniu kranu, pomalowaniu sufitu czy położeniu paneli w pokoju. Do tych wszystkich rzeczy najlepiej będzie wzywać ekipy remontowe... w sumie dobrze - wzrośnie popyt na usługi tego typu i faceci którzy po prostu potrafią to robić - bo zrobili kilkakrotnie z rodzicem w domu albo się zainteresowali zawczasu jak, będą mieli sporą klientelę.
Panowie, w feministycznej wersji świata, wasze pociechy płci "męskiej" będą przydatne żonom wyłącznie do spłodzenia dziecka, zaopiekowania się nim, posprzątania domu, wyniesienia śmieci (fuj... lepi się coś ;) i generalnie tej samej roboty do której są stworzone... bo jak nie ekipy remontowe i teściowie/tatusiowie, to one będą naprawiać krany, malować pokoje, robić wylewki, kłaść panele i wymieniać dętki w wózku. A chłopcy wyrosną na jako tako przydatne ich kobietom/żonom słabe "cioty", świetnie radzące sobie z kołysaniem dziecka do snu, ale po ciemku na ulicy wystraszone jeszcze bardziej, niż ich drugie połówki. I ich panie będą o tym wiedziały. Będą to widzieć i nie powiedzą tego może w oczy, chyba że w awanturze, ale zawsze będą wiedziały, że ich "facet", wychowany w feministycznym modelu świata może jest i czuły i opiekuńczy, ale facet wymieniający im opony w serwisie samochodowym jest silniejszy, sprawniejszy, lepiej zbudowany, pewniejszy siebie i z pewnością lepiej wychowałby syna na mężczyznę, niż ich zniewieściała wersja "facecika".
To nie klocki są winne takiemu stanowi męskiej części społeczeństwa, pominę fakt, że "feministyczna wersja klocków lego, z chłopcem-babysitterem" nie powstanie, choćby z tak prozaicznego powodu, ze o wypuszczaniu na rynek takich a nie innych zestawów lego decyduje spodziewany zarobek, a nie marzenia pewnej grupy osób. I oni na szczęście wiedzą, ze żaden chłopak nie powie "mamo, mamo, nie chcę tego zestawu bionicle, statku kosmicznego ani nawet harryego pottera... proszę, kup mi ten zestaw domkiem sąsiadów, dzidziusiem i opiekunem dla niego! Chcę się pobawić w opiekuna do dziecka!".
To co decyduje o takim spadku męskości u coraz większej liczby mężczyzn jest postęp cywilizacyjny a co za tym idzie zmiany społeczne. Facet już nie musi przyuczać syna od młodych lat do polowania, budowania domu, pilnowania obejścia i swojej rodziny, nie ma potrzeby by pokazywał mu jak wyglądają i na czym polegają jego zadania, którym codziennie stawia czoła, a którym kiedyś - jak dorośnie, też będzie musiał sprostać i przysposobiony przez ojca zrobi to z łatwością. Nie - teraz chłopiec od oseska do studenta wychowywany jest w większości przez mamy. Mamy spotykają się z przyjaciółkami, ciotkami, kuzynkami, babciami, ojcowie w tym czasie zajmują się... pracą, do której nie ma sensu przyuczać syna, bo szkoła ma go nauczyć, wyprofilować, a studia wyspecjalizować. Praktyki mają go nauczyć jak, a staż zapewnić doświadczenie i stawianie pierwszych kroków w zawodzie który sami wybiorą. Ok. To o edukacji to wersja mocno utopijna. Tak czy owak, edukacja nie wychowuje na ojca, męża, mężczyznę zdolnego być silną podporą rodziny. Ma tylko przygotować do pracy. To kto ma wychować? Oczywiście - rodzice. I tu pojawia się obecny już od pokoleń model rodziny. Kobieta nie pokaże chłopcu jak być mężczyzną, bo nim nie jest i nie wie. Ojciec też tego nie zrobi, bo albo pracuje, albo po prostu jest już ofiarą takiego wychowania i też nie wie jak być mężczyzną - wychowa tak, jak zrobiłaby to jego mama, lub jego żona - po kobiecemu. Pobawi się zabawkami, poczyta książeczkę, puści bajkę itp. Ewentualnie bardziej "przygodowy" typ mężczyzn zabierze swoje pociechy na weekend pod namioty i pokarze jak rozpalić ognisko, rozbić namiot, kiedy użyć siły, a kiedy rozumu, podczas wycieczki może złapią gumę i tata pokaże synowi jak się zmienia koło w samochodzie.
Ale ci domatorzy, nie opuszczający obrzeży miasta bez przewodnika wycieczek guzik pokażą. A ich dzieci będą obserwować i się uczyć. Bo to dzieci robią i tak poznają świat, tak się kształtują i wychowują. Patrzą. Słuchają. Uczą się poznając. Zadają pytania kiedy się pojawiają, ale żeby się pojawiły, musi wystąpić problem którego nie rozumieją. Jeśli w łazience zatka się zlew, a tata natychmiast wykręci po hydraulika, to znaczy że tak należy robić i już. Nawet do głowy nie przyjdzie, że ten pan hydraulik zrobił coś, co on sam mógłby gdyby się nauczył. Pan hydraulik robił coś, co było tak niebotycznie trudne, że nawet tata musiał wezwać pomoc.
Tak nam dziadzieje męska część społeczeństwa. Kiedyś jeszcze była zasadnicza służba wojskowa - przynajmniej trochę dyscypliny, rygoru i umiejętności manualnych taki dzieciak nabrał i nabrał trochę sprawności fizycznej. Nauczył się posługiwać bronią, walczyć wręcz, z grubsza wie co zrobić, kiedy rozum i erudycja zawiodą podczas zaczepki jakiegoś cwaniaka spod monopolowego i trzeba będzie bronić żony i dziecka.
Teraz nie trzeba więc "hura!". Męska część pokolenia "mam na to wy**bane" tłumnie wyrasta na nieumiejących, niewiedzących, niedojrzałych zniewieściałych półchłopców. Może w przyszłości zmieni płeć. Na żeńską.