> No właśnie... wszyscy przychodza ze sztucznymi usmiechami i sztuczna
> sympatia, wszyscy wystraszeni, zeby ich nie posadzic
> o "nieprzyjaznosc", o to, ze nie nadaja sie do zespolu.
Jak przychodzę do urzędu, to naprawdę mnie nie obchodzi, czy przyjazne nastawienie panienki z okienka jest szczere czy wyuczone. A co to w ogóle znaczy "sztuczna sympatia"? Czy sądzisz, że jeśli szef ma problemy osobiste, to powinien rzucać krzesłami w pracowników, bo "tak czuje", a uśmiech i uprzejmość byłyby w tym wypadku fałszywe?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.