Sprawa jest zupełnie inna. Zacząć należy od tego, że
termin "ekologia" został zawłaszczony przez zwykłych, niedouczonych
debili. Urąga to oczywiście wykształconym specom od nauki ekologii.
Półprawda stała się wskutek tego "prawdą" (powinniśmy to pisać
cyrylicą, a lepiej - ruską grażdanką).
Żaden z polityków specem nie jest. On tylko szuka speca takiego,
który pozwoliłby mu politycznie popływać. Zatem w ślad za
durniami "ekologami" pojawili się "ekologizujący" durnie w polityce.
Od lat zadaję ustawicznie pytanie: gdzie wykłada się na wyższych
uczelniach ekonomię ochrony środowiska? Gdy to zaproponowałem na
moim uniwerku - to pozostało to bez żadnego odzewu. Uczy się zatem
NAWET SPECÓW OD OCHRONY PRZYRODY działań będących szympansieniem
ekonomicznym. A co dopiero gadać o zzieleniałych nieukach! Zauważę
przy tym, że ilość pieniądza jest silnie ograniczona. Jeśli pieniądz
wydaje się na nietrafione działania, to wtedy braknie go na trafione
działania w dziedzinie ochrony środowiska. I to by było na tyle...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.