W kuchni od jakichś 3 lat mam energooszczędnego Philipsa (ekwiwalent 100W). No
niby działa. Ale zdarza się właśnie, że po włączeniu świeci gorzej niż żarowe
25W i również potrzebuje kilkunastu minut.
Na razie wygląda to tak, że z punktu widzenia zwykłego człowieka, rachunek jest
na niekorzyść promowanego przez UE rozwiązania. "Żarówka" stała się nagle
urządzeniem elektronicznym, w którym manipulacja trwałością i portfelem klienta
wiadomo jak działa... A i fiskus nagle zyska spore możliwości, by to urządzenie
opodatkować inaczej, niż jakieś muzealne żarzydło, różne narzuty recyklingowe, itp.
O tym już kiedyś pisaliśmy, w 99% kompaktów przegrzewa się elektronika, rura
jest sprawna. Więc karać powinno się tych który produkują miliony ton zawodnej
elektroniki.
Same rury wyładowcze z przepalooną skrętką (lub obydwiema) możesz wykorzystać z
samoróbnymi prztwornicami o "zimnym zapłonie" w najprostszym jednotranzystorowym
układzie genreatora samodławnego, jakich bez liku opisano dotąd w "Zrób to sam",
Młodym Techniku" czy "Radioelektroniku". Poświecą lepiej lub gorzej, do czasu
zanim to co zostalo z elektrod nie zapyli na czarno całego wnętrza rury, albo
tranzystor wskutek coraz to wyższego napięcia towarzyszącemu zasilaniu lampy w
tak prymitywnty sposób nie ulegnie przebiciu. Tylko takie wykorzystanie szeroko
propagowanych niegdyś układów "świetlówek turystycznych" jestem skłonny
zaakceptować - do zasilania czegoś co w normalny, techniczne poprawny sposób
zasilać się już nie da. Stosowanie ich do zasilania fabrycznie nowych świetlówek
uważam za przestępstwo :evil: , niezależnie od tego że niemało hipermarkecianej
tandety funkcjonuje w ten sposób. Powinni jak najszybciej tego zabronić, tak jak
zabroniono wprowadzania do obrotu dwusyfów przeznaczonych do stosowania na
łodziach.
Natomiast sprawnych prztwornic pozyskanych ze zużytech świetlówek kompaktowych
można spróbować użyć do zasilania nowych liniowych świetlówek miniaturowych, np
13W. Może jednak okazać się konieczne dostrojenie głównego dławika (często ma on
szczelinę powietrzną sporządzoną przez celowo krzywe sklejenie połówek rdzenia
silikonem czy klejem termotopliwym) aby zachować przewidziane dla nowych
świetlówek warunki pracy. Pewniejsze byłoby użycie fabrycznie nowych rur
kompaktowych o tej samej mocy co te zużyte (trafiają się w sprzedaży, trzeba by
tylko gniazda do oprawki z przetwornicą dorobić). Może się jednak zdarzyć że
szybkie zużycie oryginalnej rury było spowodowane niestarannym doborem warunków
pracy przetwornicy, np "zimnym" zapłonem, lub przeciwnie, przeżarzaniem skrętek
po zapłnonie lampy. Możesz więc rozczarować się i tu.
Chcesz powiedzieć że byly one zdolne zaświecać nawet świetlówki z upalonymi
skrętkami? Tym gorzej to o nich świadczy, pewnie niektóre rozwiązania
funkcjonowały na zasadzie "zimnego zapłonu" nawet tych jeszcze nie przepalonych,
co skutkowało szybkim ich zużyciem. Może stąd biorą się narzekania na niską
trwałość niektórych typów?
Rtęciówka LRF jest prosta jak budowa cepa. Są tam dwie nieżarzone elektrody
główne (żarzą się one samoistnie - łuk termoelektronowy samodzielny) oraz jedną
lub dwie elektrody pomocnicze, zasilane przez jakieś rezystory (termistory PTC?)
znajdujące się bardzo blisko elektrod głównych. Dzięki niewielkiej odległości
łatwo zapala się w takiej lampie wyładowanie jarzeniowe, które następnie
przenosi się na obszar pomiędzy elektrodami głównymi (analogicznie jak w lampie
przekaźnikowej z zimną katodą). Wskutek tego że prąd wyładowania jest znaczny,
elektrody główne szybko się nagrzewają w wyniku czego wyładowanie jarzeniowe
przechodzi w łukowe. Niepotrzebne jest, w odróżnieniu od świetlówki, wstępne
żarzenie elektrod a następnie pobudzanie lampy impulsem napięcia
przewyższającego napięcie zasilające. W zupełności wystarczy element
ograniczający prąd po zapłonie. Bezapelacyjnie najprostszy układ zasilania
rtęciówki zawiera nawet nie szeregowy dławik, tylko... żarówkę. Tak działały
lampy MIX.
Co do rtęci w świetlówkach, jakiś czas temu widziałem pewien wykres. Obrazował
on spodziewaną ilość rtęci wydzielonej do atmosfery przez żarówkę oraz
świetlówkę kompaktową, które świecą tak samo jasno, podczas pracy przez 5 lat.
Do tych ilości dodano spodziewaną ilość rtęci wydzielonej w elektrowni węglowej,
podczas produkcji energii dla zasilania tych źródeł światła. I świetlówka, mimo
tego że zawiera wewnątrz rtęć, wypada w tym zestawieniu lepiej. Nie wiem, na ile
prawdziwa jest prognoza ilości rtęci z elektrowni, ale jeśli te wartości są
zgodne z prawdą, to mamy obalonuy jeden z argumentów przeciwników tych źródeł
światła.
Ostatnio spotkałem się z (na oko) bardzo solidnie wykonanymi świetlówkami
kompaktowymi, pod którymi podpisuje się producent MyPlanet. Można je kupić za
grosze w serwisie Allegro (skąd oni to biorą?). Barwa światła dobra, potrzebuje
koło minuty do osiągnięcia sensownego strumienia światła, do tego są małe, więc
typ o mocy 11W mieści się nawet w małych 'płaskich' oprawach. Nie wiem jak z
trwałością, ale obecność 'standardowego' pozystora startowego (którego w
większości taniego dziadostwa, a nawet w 'Philipsach' - to powód czernienia
końców rurki i szybkich awarii - brakuje), i dodatkowego termistora NTC na
zasilaniu, sugeruje że będzie całkiem nieźle.
Tam gdzie pełna jasność potrzebna jest natychmiast, a światło jest włączone
czasem na chwilę a czasem długo, polecam świetlówki liniowe producenta Osram
(Philipsy łatwiej kupić, ale się muszą rozgrzać, i mają nieprzyjemną barwę).
Przykładowo mam taką (moc 13W) zawieszoną nad biurkiem, i drugą pod sufitem -
zasilane ze statecznika elektronicznego. Sprawdzałem barwę 827 - dziwnie żółte
światło, ale można się do niego przyzwyczaić - dobre do normalnego oświetlenia
pokoju, i barwę 930 - barwa lepsza do oświetlenia miejsca pracy, kolory bardziej
naturalne, ale znacznie słabsze światło. Jeśli włożyć 930 do oprawy
oświetlającej pokój, jest za ciemno, i światło ma nieprzyjemny 'trupi' odcień
mimo że to niby 3000K.
Żarówki sprawdzają się tylko tam, gdzie światło włącza się na krótko i
stosunkowo rzadko, a nie wystarcza słabe światło diod LED.
A skąd w wolframowej (próżniowej czy argonowanej lub jodowanej) żarówce miałaby
się wziąść rtęć :shock: :?: :?:
To jakieś ekofilityczne pranie mózgów nie znającym istoty rzeczy frajerom
Czy świecić się będzie świetlówkami czy bezrtęciowymi żarówkami wolframowymi,
kagankami, łuczywami albo gołymi d*** to w wyziewach i popiołach elektrowni
węglowych rtęci nie ubędzie - zależy to wyłącznie od jej zawartości w paliwie -
podobnie jak siarki w ropie czy gazie ziemnym (0,000...% H2S).
Niech się zajmą choćby cięciem lasów deszczowych, zawartością fosforanów w
ściekach (z detergentów) - od których przenawożone morza i oceany zamieniają się
w cuchnące martwe kloaki albo zasypywaniem świata nierozkładalnymi "plastykami",
które znaleźć można nawet w żołądkach waleni, żółwi morskich i na wybrzeżach
Antarktydy :twisted:
A, po za tym, ilość energii zużywana do celów oświetleniowych to zaledwie
niewielka część w porównaniu z jej wykorzystaniem do celów przemysłowych -
choćby nawet w samym hutnictwie (stalownicze piece łukowe, elektrolizery miedzi
i aluminium).
Dla mnie to nachalna i prostacka demagogia producentów "alternatywnych" źródeł
światła i ich lobbystów.
Także z racji strategicznych: łacniej użyć drogiego wolframu (podobnie jak
zubożonego uranu) do produkcji korpusów ciężkich, twardych i skutecznych - za to
małowymiarowych - bomb i pocisków kruszących niż "marnować" go do trywialnego
oświetlania czyichś kuchni, sypialni albo sraczyków...
Obrzydzanie do żarówek:
Philips znalazł chyba skuteczny sposób na obniżenie trwałości żarówki. Coraz
częściej przepalone egzemplarze mają nieuszkodzony żarnik i przerwany drucik
łączący go z cokołem. Na zdjęciu przedstawiającym "zdrową" żarówkę zaznaczyłem
to miejsce kółeczkiem.
->