Dodaj do ulubionych

Jest kryzys, to zjem w Ikei

  • Gość: ggggggggggg IP: *.chello.pl 17.09.09, 14:09
    czyli dziennikarz z gw
  • Gość: gosc IP: *.tpnet.pl 17.09.09, 14:33
    pracowalem przez jakis czas w Ikea i widzialem zarowno standard w jakim
    przygotowuje sie tą 'doskonałą szwedzką' kuchnię, jak i słyszalem o kilku
    aferach w zwiazku z zakupieniem miesa troche 'nie takiej' jakosci jaka byc
    powinna... resztę pominę.
    niestety tanio = niedobrze. pamietam rozmowy z pracowniczej kantyny gdzie
    dominowaly tematy dot problemow gastrycznych po zjedzeniu 'kulek mocy' czy
    innego swinstwa.
    a tego jak wygladala kuchnia po dniu pracy nie da sie opisac.
    masakra.
  • Gość: guti IP: 218.186.12.* 17.09.09, 17:26
    A myslisz ze w restauracjach klasy Sphinxa, a i w niektorych z wyzszej polki
    jest inaczej?
  • Gość: onn IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.09, 14:42
    Przecież Sphinx to fast food!!!
  • Gość: ja IP: *.chello.pl 17.09.09, 15:19
    od Reduty do Janek to jakieś 10 km w jedną stronę, kto próbował tamtędy
    przejechać w ciągu dnia to więcej nie spóbuje,nawet nie chcę zgadywać ile to
    zajmuje. no chyba że smakosz fast foodów w Jankach ma w pracy kilkugodzinną
    przerwę albo po prostu pracuje w Jankach, tyle że wtedy bez sensu dojazd za
    Janek na lunch do Reduty. Coraz większe bzdury piszą na tym portalu, sami to
    wymyślacie ?
  • Gość: WERT IP: 217.76.112.* 17.09.09, 16:03
    Psychologowie przestrzegają: Pozwalanie dzieciom na sięganie po
    reklamowane smakołyki kiedy chcą prowadzi do uzależnienia, wypacza
    zmysł smaku, buduje postawę biernego, bezkrytycznego konsumenta
    podatnego na manipulację. Jak dawać odpór agresywnej reklamie
    skierowanej do najmłodszych, presji rówieśników i modzie na
    kolorowo opakowane jedzenie?
    A że dawać odpór trzeba, przekonują również lekarze. Alarmują, że
    jeśli nie zadbamy o zdrowe żywienie dzieci, w przyszłości staniemy
    przed problemem chorób cywilizacyjnych i postępującej degeneracji
    mózgu, a co za tym idzie – trudności w uczeniu się.
    Te problemy zresztą już się ujawniają: przybywa dzieci agresywnych,
    z ADHD, depresją. Skutki złego odżywiania widać gołym okiem –
    dzieci tyją, szybciej się męczą, częściej chorują. Coraz bardziej
    otwarcie mówi się o tym, że słodycze i przekąski oferowane dzisiaj
    przez producentów często są po prostu trujące. Ciągle za mało
    słychać o tym, że owe produkty niszczą również mózgi dzieci.
    Mózg, nazywany przez lekarzy chciwym organem, wykorzystuje niemal
    jedną trzecią pompowanej przez serce krwi do otrzymywania
    odpowiedniej ilości tlenu i substancji odżywczych niezbędnych do
    prawidłowego funkcjonowania. Pozbawiony tych substancji nie pracuje
    tak dobrze, jak powinien, przez co zaburzona zostaje zdolność
    uczenia się. Dlatego dzieciom potrzebna jest prawidłowo
    zbilansowana dieta, czyli taka, która będzie gwarantować
    dostarczenie w ciągu dnia organizmowi energii i wszystkich
    potrzebnych składników pokarmowych w odpowiedniej ilości.
    Słodka pułapka
    Jednym z głównych winowajców złego funkcjonowania mózgu jest
    cukier. Dzieci sięgają po słodkości jak po podstawowe źródło
    napędu. Na śniadanie słodkie płatki śniadaniowe, w szkole gazowane
    napoje, batoniki, cukierki, ciastka, ewentualnie drożdżówka.
    Zapewnia to dziecku „cukrowy szczyt”, czyli tzw. powera
    objawiającego się hiperaktywnością. Power jednak znika równie
    szybko, jak się pojawił. I wtedy mózg domaga się kolejnej dawki
    cukru, więc dziecko sięga po kolejnego batonika – dostarczyciela
    pustych kalorii. Ma do wyboru poczucie zmęczenia i apatii albo
    uzupełnienie zapasu słodkiego paliwa i kolejny energetyczny szczyt.
    U dzieci w nadmiarze spożywających cukier dochodzi do niedoboru
    witamin i minerałów. Badania przeprowadzone przez Brytyjską
    Fundację Żywienia wykazały, że 50 procent dzieci cierpi na niedobór
    witaminy A, a 75 procent – cynku, czyli dwóch bardzo ważnych
    składników odżywczych. Z kolei wieloletnie badania przeprowadzone
    na uniwersytecie Południowej Kalifornii dowiodły, że jeśli przez
    pierwsze trzy lata życia dieta pozbawiona jest niezbędnych
    minerałów, ośmiolatki są bardziej skłonne do irytacji i agresji,
    dzieci w wieku lat 11 – do oszukiwania, a w wieku lat 17 do
    kradzieży i znęcania się nad innymi. Badania nad dziećmi z ADHD i
    dysleksją wielokrotnie wskazywały na niedobory minerałów i witamin.
    Istnieją dowody, że prawidłowe odżywianie poprawia warunki rozwoju
    i leczy jego zaburzenia.
    Większość rodziców doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Skoro
    jednak im samym trudno jest się oprzeć pokusie sięgania po „coś
    słodkiego”, to cóż dopiero mówić o wyegzekwowaniu od dziecka
    jedzenia zdrowych produktów.
    Smaczne, bo z reklamy
    Psychologowie biją na alarm: współczesne dzieci są uzależnione od
    niezdrowego jedzenia. Argumentują, że mocno przyprawione
    i „udoskonalone” chemicznie potrawy działają w sposób zbliżony do
    narkotyków. Zmieniają nastrój i wpływają na związki chemiczne i
    neuroprzekaźniki w naszym mózgu w podobny sposób jak alkohol,
    nikotyna czy kokaina. Od jedzenia przetworzonej żywności można się
    uzależnić, oczywiście w stopniu słabszym niż od znanych używek, ale
    jednak. Psychologowie podkreślają to, co rodzice sami obserwują:
    dzieci są szczęśliwe, pijąc wodę i mleko, dopóki nie zaczniemy
    podsuwać im napojów gazowanych. Tak samo jak są szczęśliwe, jedząc
    świeżą, zdrową żywność: warzywa, owoce, kanapki z razowego pieczywa
    przygotowane w domu, dopóki nie zapoznamy ich ze smakiem
    niezdrowych produktów: hamburgerów, batonów, które orędownicy
    zdrowego żywienia nazywają śmieciami. Uniknięcie jedzenia „śmieci”
    nie jest jednak wcale takie proste. Nawet jeśli rodzice ograniczają
    cukier, sól i tłuszcze, dzieci w wieku szkolnym porównują swój styl
    życia z tym, jaki wiodą rówieśnicy, i domagają się kupowania takich
    samych „smakołyków”, jakie dostają i jedzą ich koledzy. A rodzice
    często ulegają presji.
    Dochodzi do tego jeszcze agresywny marketing promujący fast foody i
    słodycze. To za jego sprawą już małe dzieci przywiązują wagę do
    marki produktu. Wraz z odkryciem na początku lat 90., że już
    dwulatki potrafią rozpoznawać konkretne marki, rozpoczęła się
    wzmożona batalia o zdobycie serc i umysłów małoletnich konsumentów.
    Reklamy adresowane do najmłodszych nawiązują do popularnych
    programów telewizyjnych i filmów, co wzbudza w dzieciach uczucie
    swojskości, a nawet sympatii. Przekonuje także, że użytkownik
    danego produktu jest kimś naprawdę cool. Wszyscy jesteśmy
    nieustannie manipulowani przez reklamę. Większość dorosłych ma
    jednak dość rozsądku, aby ją rozpoznać, a potem podjąć racjonalną
    decyzję. Z dziećmi jest inaczej. Im młodsze, tym trudniej
    odróżniają obraz w telewizji od rzeczywistości. Z badań wynika, że
    dopiero od 12-latka można oczekiwać krytycznego rozumienia
    przesłania reklamowego. Rozmawiajmy zatem z dziećmi na temat
    różnych trików reklamowych, wyjaśniajmy im, że celem reklam jest
    sprzedaż danych produktów i bogacenie się producenta. Przekonujmy,
    że nasza miłość nie jest tożsama z kupowaniem tego, czego dziecko
    sobie zażyczy.
    Mądrzy rodzice nie oddają reklamodawcom odpowiedzialności za to, co
    jedzą ich pociechy. Wiedzą, że prawo do decydowania o tym należy do
    nich. Nie oznacza to jednak zmuszania maluchów do jedzenia zdrowych
    dań. Oznacza natomiast całkowitą zmianę filozofii dotyczącej
    rodzinnej polityki żywieniowej. Psychologowie nazywają tę
    zmianę „detoksykacją” posiłków.
    Czas opamiętania
    Okazuje się, że można dziecko „zaprogramować” tak, że będzie
    chciało jeść zdrowe potrawy. Trzeba tylko je konsekwentnie, od
    początku, do tego przyzwyczajać. I na przykład podawać do picia
    wodę mineralną zamiast słodzonych napojów. Zamiast cukierków,
    batoników, kupnych herbatników zaproponować owoce, kostkę
    czekolady, kawałek domowego ciasta albo latem – porcję mlecznych
    lodów. Nie tylko zaspokoją chęć na słodycze, ale też dostarczą
    wartościowych składników. Trzeba też pilnować, aby w diecie dziecka
    znalazły się zarówno niezbędne witaminy, mikroelementy, jak i kwasy
    tłuszczowe omega-3 (olej rybny) i omega-6 (oleje roślinne,
    orzechy). Pamiętajmy, że dzieci nas naśladują. Jeśli sami mamy
    rozsądny stosunek do jedzenia – one też nie będą opychały się byle
    czym.
    A tak na marginesie – wychowanie dziecka to świetna okazja do
    uporządkowania własnych nawyków żywieniowych. Nie trzymajmy więc w
    domu paczkowanych przekąsek, bo kuszą. Miejmy natomiast pod ręką
    to, co pyszne i zdrowe – marchewki, jabłka, orzechy, rodzynki.
    Starszym dzieciom tłumaczmy: im produkt jest bardziej przetworzony,
    tym większe prawdopodobieństwo, że będzie zawierał szkodliwe
    składniki. Im dłuższa lista składników widnieje na opakowaniu, tym
    większa powinna być nasza podejrzliwość. Szczególną uwagę należy
    zwracać na produkty o przedłużonych terminach ważności, o
    nienaturalnych kolorach. Nawet jeśli producent zapewnia nas, że coś
    jest „pełne smaku”, „zdrowe”, „odżywcze”, może ukrywać prawdę.
    Określenie „dający energię” czasem oznacza po prostu zwiększoną
    zawartość cukru.
    Nie zabraniajmy jednak całkowicie niezdrowego jedzenia, bo zakazany
    owoc smakuje
  • Gość: Rachela IP: *.aster.pl 17.09.09, 17:00
    WERT- weź to skróć, czytać się nie da.

    poproszę w punktach i z podaniem źródła. przecież sam tego nie wymyśliłeś...
    nieładnie!!
  • Gość: Guti IP: 218.186.12.* 17.09.09, 17:34
    Kurcze, nie dalem rady przebrnac calego postu i nie wiem jaka jest puenta.
    Lepiej jeść w tej Ikei czy w Sphinxie?
  • alpepe 17.09.09, 19:58
    w domu.
    --
    chłe, chłe
  • unhappy 18.09.09, 09:26
    Gość portalu: Guti napisał(a):

    > Kurcze, nie dalem rady przebrnac calego postu i nie wiem jaka jest puenta.
    > Lepiej jeść w tej Ikei czy w Sphinxie?

    W Ikei :D

    --
    nie-tak: Czy to o podsłuch chodzi, zastanów się na co mogły wpłynąć fale jakimi
    podsłuchiwał rozmowy? [...]dla mnie włączenie się na frekwencje samolotu jest
    przestępstwem a wręcz morderstwem.
  • Gość: Pan Marek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.09, 18:39
    jestem idiotą. Lubię jechać 60 min w szczycie, w jedną stronę do restauracji
    celem zaoszczędzenia 10 zł
  • Gość: magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.09, 19:01
    Nie bardzo rozumiem, ile trwa przerwa na lunch Marka. Reduta jest chyba w
    Alejach Jerozolimskich, to spory kawałek od Janek. Jeździ tam codziennie w
    korkach? Szczęściarz, że ma tyle czasu.
  • Gość: iki IP: *.acn.waw.pl 17.09.09, 19:32
    Pan "prof. Zbigniew Nęcki", kimkolwiek jest, widać jest kiepskim profesorem, skoro nikt go nigdy nie zaprosił do porządnej restauracji. Dlatego po prostu nie ma pojęcia, że dania restauracyjne przygotowuje się osobno dla każdego klienta; jeszcze nikt nie wymyślił takiej maszyny czasu, żeby danie wymagające godzinnego przygotowania serwować w cztery minuty. Takich to, za przeproszeniem, profesorów mamy :/
  • maciundo 17.09.09, 20:12
    Jejku ktoś musi mieć dużo czasu żeby do Ikea jechać. Przecież tam trzeba przejść
    cały markter zeby zjeść i wyjść potem:) Plus dojechać. Na 100% taniej wyjdzie
    jakiś bar w centrum. Chyba ze ktos lubi jezdzic i ma darmochód heh. a to ze na
    paliwo pojdzie z firmy x złotych to juz bez znaczenia. wazne ze 5zl zostanie w
    kieszeni:)
  • Gość: asa IP: *.icpnet.pl 17.09.09, 21:48
    ja tam jadam w ikea w Poznaniu - przez market się nie przechodzi, więc odpada
    zwiedzanie - żarełko jeswt rózne i można znaleźć co dzień cos innego. Do tego
    tanio i kawak i herbatka za free :D Już się zastanawiam co jutro zjeść...
  • Gość: parker99 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.09, 22:06
    "Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego,
    tłumaczy, że istota tkwi nie tylko w oszczędzaniu. - Kryzys wymusił też na nas
    większy pośpiech, jesteśmy dziś bardziej zaganiani w pracy."

    Bardziej zaganiani w pracy, to jesteśmy jak jest prosperity.
    Jak jest spowolnienie, to jesteśmy mniej zaganiani.
    Kiedyś, to profesor, przynajmniej niegłupi musiał być.
  • sportif 17.09.09, 22:30
    .
  • stpaul 17.09.09, 23:15
    To by był tytuł...
  • Gość: gloria IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.09, 10:55
    uśmiałam się strasznie
    pozdrowienia
  • czystosc 17.09.09, 23:29
    w ikei ok jest w miare tanio, poszedlem osttnio rano do maca, za jakas
    mikrobulke z jajkiem frytki cole i kawe zaplacilem 20zl@!#@!#@!# kuzwa w
    restauracji na wroclawskim rynku za tyle bym sie nazarl (moze nie w kazdej ale
    sa takie - naprawde smaczne)
    --
    Tłumaczymy strony www na niemiecki,
    niderlandzki i polski
  • Gość: Marcin IP: *.wroclaw.mm.pl 17.09.09, 23:36
    więcej tego typu pomysłów znalazłem na www.sposobnakryzys.pl
  • Gość: gosc IP: *.socal.res.rr.com 18.09.09, 05:17
    tlumnie odwiedzali restauracje za 100 euro rocznie, ladne jaja.100
    euro to jest bardzo malo,Polska nadal jest biednym krajem
  • micqal 18.09.09, 08:19
    Wszedzie na swiecie zaczyna sie dostrzegac zagrozenia ze strony fast foodow. W
    Stanach, mekce hamburgerow, zaczynaja powstawac specjalne fast foody z bardzo
    malymi porcjami. By nie utyc... Wiecej na
    www.virtualwall.eu/index.php/zycie/65-mniej-i-smaczniej
  • Gość: niemarek IP: *.abg.com.pl 18.09.09, 08:39
    a lekarz tez z Ikei....
  • Gość: dot IP: *.abg.com.pl 18.09.09, 09:11
    a lekarz tez Janek
  • Gość: rene IP: *.enion.pl 18.09.09, 09:15
    do Sfinksa będzie chodziło coraz mniej ludzi, ostatnio ich porcje
    zmniejszyły sie o połowę a cena została ta sama.
  • Gość: ff IP: *.chello.pl 18.09.09, 10:01
    poza tym zestaw za 20zl ze sfinxa jest 1,5 raza wiekszy i lepszy niz klopsiki za
    9 z ikei. Jak sie dolozy do klopsikow zestaw surowek za 5 zl i picie to juz
    16-18 zaplacimy
  • Gość: AS IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.09, 10:25
    Ta jasne, już widzę jak ktoś, kto pracuje obok ch Reduta jeździ codziennie na
    obiad do Janek. I niby oszczędza, ta... Bo pewnie jeździ na ten obiad
    jankobusem... Sugeruję napisać przy tym artykule - reklama. Będzie uczciwie
  • Gość: pony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.09, 10:31
    A od kiedy Sfinks jest restauracją. Przecież to też fast food, tyle że z obsługą.
    Rada dla głodnych: w połowie drogi między Jankami a Redutą jest knajpka
    Kolorowa w Michałowicach z pysznym domowym jedzeniem
  • Gość: powaznyczlowiek IP: 217.97.135.* 18.09.09, 14:22
    i belkot
  • karol64 04.10.09, 14:42
    Nie róbcie konkurencji mistrzowi:
    Jan Tadeusz Stanisławski - Katedra Mniemanologii Stosowanej - O wyższości
    Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia...
    --
    Biznes Liga - Farmersi.pl
    farmersi.pl/index.php?idp=11004

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka