Re: Baby nie chcą już prać/Samiec alfa przy pralc
Autor:
Gość: mamuśka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.08.08, 20:23
nessie-jp napisała:
> Oczywiście, że starsze pokolenie mocno tkwi w sztywnych podziałach
ról.
Ja należę do starszego pokolenia (no, powiedzmy, jestem w wieku
średnim), i widzę sprawę trochę inaczej. W porównaniu z czasami
mojej młodości (lata 70-80) podejście do kobiet w tym kraju bardzo
się zmieniło na gorsze. Nie wiem, czy wynika to z reklam i seriali,
które kształtują świadomość, z dominacji Kościoła, czy z jeszcze
innych przyczyn. Wprawdzie tendencja taka zaznacza się chyba na
całym świecie, ale w Polsce szczególnie. W Londynie polski emigrant
był bardzo zdziwiony, gdy stanął przed sądem za klepnięcie
nieznajomej kobiety po tyłku.
30-40 lat temu w moim domu było normalne, że rodzice dzielą pomiędzy
siebie prace domowe. Owszem, gotowała mama, bo była w tym lepsza,
ale tato regularnie zmywał, prał czy sprzątał. My, dzieci, też
mieliśmy swoje obowiązki. Nie wiem, jak było w innych rodzinach, ale
ogólna atmosfera społeczna na pewno była lepsza. Niedawno obejrzałam
powtórkę „Czterdziestolatka” z lat 70-tych. W jednym z odcinków
inżynier Karwowski stwierdza, że pralka Frania miała pewną zaletę w
porównaniu z automatem – pranie pozwalało mu się odstresować po
ciężkim dniu pracy. Nikomu jakoś nie przyszło do głowy, że pranie
może ujmować męskości.
Inna była też moda i obyczajowość. Owszem, chciałyśmy być piękne,
ale nie było takiej obsesji na punkcie urody. Poza tym nam chodziło
bardziej o elegancję i styl niż to, co dziś nazywa
się „seksownością”. Zbyt duży biust był uważany za taki sam
mankament, jak brak biustu (w czasopismach radzono, jak go
maskować). Jeśli mini, to nie dekolt, i tak dalej. Obecnie elegancję
czy estetykę zastąpiła „seksowność”, traktowana jako jeden z
głównych wyznaczników wartości człowieka, a zwłaszcza – kobiety.
Może stąd biorą się przypadki 45-letnich, doświadczonych księgowych,
które nie mogą znaleźć pracy, bo są „za stare”… Widać to również na
ulicach. Przybysze z krajów cywilizowanych dziwią się, dlaczego w
Polsce, podobnie jak na Ukrainie, dziewczęta ubierają się tak
wyzywająco: biust na wierzchu, majtki na widoku, ciuchy obcisłe tak,
że pękają w szwach. Chyba najbardziej klasycznym przykładem
tego „stylu” jest piosenkarka o pseudonimie Doda. Kobiety podobnie
ubrane widziałam po raz pierwszy w latach 80-tych we Włoszech. Były
to przydrożne prostytutki.
Trudno jednak, aby Polki ubierały się inaczej, jeżeli od
najmłodszych lat z prawa i z lewa bombardowane są komunikatem, że
muszą być „kobiece”, bo inaczej przegrają życie (czytaj: nie znajdą
chłopa). Czasopisma radzą im dziś, jak udawać głupszą niż się jest,
bo skłonność do dyskusji o polityce, giełdzie czy sensie życia
zdecydowanie ujmuje „kobiecości”, podobnie jak np. luźne swetry,
sportowy styl ubierania się czy umiejętność radzenia sobie w życiu.
Moją córkę wychowaliśmy bardzo „niekobieco” jak na dzisiejsze czasy.
Mąż nauczył ją np. podstawowych rzeczy o samochodach czy
komputerach. Gdy powiedziała kiedyś w swoim gronie (studenci dużego
uniwersytetu), że potrafi posługiwać się wiertarką, została uznana
za lewicową feministkę.